sobota, 30 maja 2020

ZIEMIA DYKTATORÓW Paul Kenyon

"Odziedziczyłeś klejnot, zachowaj go." Julius Nyerere

Ilekroć odwiedzam Afrykę, przekonuję się, że ten kontynent mi nie służy, z różnych powodów. Może właśnie dlatego stosunkowo mało interesowałam się dotąd jego historią, pozostając jedynie przy ogólnie powszechnej wiedzy, w nielicznych aspektach, niejako przypadkiem, uszczegółowianej. Jednak zawsze obiecywałam sobie, że kiedyś wnikliwiej zagłębię się w dzieje ziemi, z której w końcu wyszedł człowiek na wędrówkę po planecie. To, co dzieje się w Afryce, nie pozostaje przecież bez korelacji z pozostałymi częściami świata, pośrednio wpływa na uwarunkowania europejskiego życia, a zatem i moje. Aby lepiej zrozumieć mechanizmy kształtujące współczesność z perspektywy historii Czarnego Kontynentu, warto sięgać po literaturę faktu. Wybór padł na "Ziemię dyktatorów", tytuł wskazuje, w jakich obszarach poruszałam się.

Tam, gdzie mamy do czynienia z bogactwem dóbr naturalnych, do głosu dochodzi wielki biznes, wspomagany przez politykę, banki i międzynarodowe organizacje. Bezpardonowa walka o zyski i wpływy rodzi dominację i dyktatorstwo. Dostęp do pożądanej wyłączności, potężnych pieniędzy i bezwarunkowej władzy wygrywa z prawami człowieka i dobrem społecznym. Totalitarne rządy bazują na kulcie jednostki, masakrowaniu ludzkości, autorytatywnej propagandzie. Wzmocnione defraudacją środków budżetu państw przyjmują intensywnie destrukcyjny charakter. To, co dzieje się wewnątrz państw, jest wierzchołkiem góry lodowej zakulisowych współprac z zewnętrznym kapitałem i interesem.

Paul Kenyon szczegółowo obrazuje jak złoto, diamenty, ropa naftowa i kakao stały się swego rodzaju przekleństwem Afryki, przyciągającym uwagę bezwzględności, zachłanności, chciwości i wyrachowania. Pod lupę bierze wydarzenia biegnące od lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Przekraczamy granice Kongo, Zimbabwe, Libii, Nigerii, Gwinei Równikowej, Wybrzeża Kości Słoniowej i Erytrei. Zagłębiamy się w życiorysy Mobutu, Mugabe, Kaddafiego, Abachy, Obianga, Houphouët-Boigniego, Afewerkiego. Nie są to bynajmniej suche fakty, przez które trzeba się przebić, lecz wciągająca opowieść, wypełniona reportażowym rysem, bazująca na zbiorze obserwacji, spostrzeżeń, wywiadów, relacji świadków. Narracja przyjazna i przejrzysta, nie ma problemu, aby nadążać za podsuwanym materiałem. Książkę podzielono na bloki, ułatwiające poruszanie się po podejmowanych zagadnieniach, każdy z nich zazębia się z pozostałymi.

Publikacja skłania do refleksji, uzmysławia ważne przesłania, uświadamia mechanizmy kręcenia globalną gospodarką. Część zagadnień zobrazowano wyczerpująco i sugestywnie, niektóre wymagać będą jeszcze bardziej pogłębionej analizy, interesująco będzie wgryzać się w to dalej. Bardzo dobra propozycja czytelnicza, szeroki wachlarz odbiorców, zainteresować może choćby historyków, podróżników, ekonomistów, dyplomatów, socjologów. Zdecydowanie warto uwzględnić w planach czytelniczych, kilka wieczorów zapełnionych przydatną i rozwijającą wiedzą.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 480 stron, premiera 16.09.2019 (2018), tłumaczenie Joanna Gilewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

KRZYK DO NIEBA Mons Kallentoft

KOMISARZ MALIN FORS tom 12

"Jest coś przyjemnego w tym, że stajemy się starsi. Człowiek zdaje sobie sprawę, że żałowanie tego, co się zrobiło, jest pozbawione sensu."

Z zaciekawieniem poznaje się kryminał, zagadka detektywistyczna nie jest złożona i skomplikowana, kilka aspektów jesteśmy w stanie szybko rozszyfrować, a jednak umiejętnie przykuwa uwagę. Mons Kallentoft koncentruje się nie tyle na emanacji zła, co na jego źródłach. Co musi się stać, jakie zaistnieć okoliczności, by człowiek przekroczył narzucone granice, wyznawany system wartości, przyjęte prawdy? Co potrafi tak wstrząsnąć psychiką, że rozumna istota niemal bezwolnie oddaje się w ręce negatywnych emocji? Pozbawia trzeźwego osądu, nie panuje nad lodowatymi podszeptami, decyduje na ostateczne i nieodwracalne kroki. W taki stan może wpaść osoba postrzegana za dobrą, stojącą na straży prawa i sprawiedliwości, oraz ktoś wiodący szczęśliwe i spokojne życie. Gdzie przebiega cienka linia tego, co dopuszczalne, i tego, co zakazane? Czym można wytłumaczyć jej zerwanie, usprawiedliwić zły czyn w moralnym i etycznym osądzie?

Autor oszczędną w słowach narracją, ogniskującą się na tym, co najważniejsze i niezbędne do wejścia w kryminalny świat, niejako poprzez ofiary, zagląda w brutalną rzeczywistość, intrygująco łączy różne ujęcia, sprawia, że właśnie powiązania najlepiej przemawiają. Nie krwawe opisy a sceneria zbrodni potrafi oddziaływać na wyobraźnię. Cierpienie i śmierć dwulatka zamkniętego w aucie w rekordowo upalny dzień. Społeczny osąd nad matką, która zapomniała o dziecku. Czy takie niedopilnowanie można w jakikolwiek sposób usprawiedliwić? Czyż nie jest to morderstwo? Oficjalnie sprawa zaniedbania, ale czy faktycznie wszystko układa się w taką interpretację?

Książkę dobrze się czyta, stosunkowo szybko, nie stawia wysokiej poprzeczki intelektualnej, ale daje materiał do ciekawych spostrzeżeń, relaksuje w mrocznej aurze, a przy tym wpisuje się w oszczędną i bezpośrednią skandynawską specyfikę snucia opowieści, w której główną rolę odgrywa człowiek. Komisarzem Malin Fors targają sprzeczne emocje, stara się zachować zawodowy profesjonalizm, ale brak wystarczającej tarczy obronnej w życiu prywatnym wystawia na bolesne ciosy pochodzące z przeszłości. Problemy z córką Tove sporo mieszają we właściwej ocenie sytuacji. Zerknij również na wrażenia po zapoznaniu się z jedenastym tomem serii ("Pocałunek kata") i powieściami cyklu "Zack Herry" ("Leon", "Bambi", "Heroina").

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał, 320 stron, premiera 11.02.2019 (2018), tłumaczenie Natalia Kołaczek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 29 maja 2020

APARTAMENT S.L. Grey

"Czuję, że wino uderzyło mi do głowy... osiągnąłem najprzyjemniejszą fazę nietrzeźwości... nie gnębią mnie wspomnienia."

Książka wymyka się standardowym wzorcom konstruowania intrygi. Początkowo nie różni się od innych powieści z dreszczykiem, tuzinkowy pomysł na fabułę, niespiesznie rozgrywana akcja, dość przeciętni bohaterowie, ale w miarę rozwijania wizji zrodzonej w wyobraźni autora, zagęszcza się atmosfera duszności i mroku. Scenariusz zdarzeń przybiera zaskakujący kierunek, wielokrotnie zbacza z utartego szlaku, stawia czytelnika w konsternacji, zdumieniu i zakłopotaniu. Nic z tego, co wydaje się prawdziwe, nie potwierdza zgodności z rzeczywistością. Zwabiona podstępem do pozornie zwykłej kryjówki tajemnic i zagadek, dopiero po jakimś czasie przekonuję się, że weszłam w siedlisko koszmaru i potworności. Uwielbiam snuć domysły i przypuszczenia, ale jeszcze bardziej dać się złowieszczo oszukać, uświadomić sobie, że dokonywane przeze mnie interpretacje ulegają nieustannej fluktuacji. Świetna gra z czytelnikiem, prowadzona na wysokim poziomie, choć otulona w fałszywą przeciętność i banalność, tak dla zmyłki i blefu.

Powieść we frapujący sposób wymyka się realności, im dłużej w niej przebywamy, tym bardziej wydaje się pokręcona, a sploty wątków coraz ciaśniej okręcają się wokół siebie. Narastający strach, niepokój o losy postaci, drżenie migających obrazów ciemności. Zupełnie jakby, poprzez śledzenie i przeżywanie tego, co przytrafia się bohaterom, wciągano odbiorcę w rozmowę na kilku poziomach podświadomości. Niektóre ścieżki prowadzą w obsesyjne, paranoiczne i paranormalne strefy. Nie tylko Mark i Steph dochodzą do kresu wytrzymałości, także śledzący fabułę wyczuwają coś piekielnie złego, co z każdą chwilą intensyfikuje moc, rozlewa się na wszystkich, a przy tym zupełnie nie przejmuje się wyrządzonymi szkodami. Przetrwanie wymaga poświęceń i ofiar, niezaspokojony głód istnienia domaga się krwawych rozwiązań, zaś instynkt zachowawczy jest silniejszy nad wszystko. Rodzinna trauma uruchamia lawinę niebezpiecznych zdarzeń. Paryskie wakacje mające uzdrowić relacje męża i żony przybierają nieoczekiwany obrót, czarne chmury i złośliwe podszepty wzburzają spokojne wody linii życia, zaczyna się spektakl wstrząsających wydarzeń. Przygoda czytelnicza zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, tylko niekiedy brała mnie mega złość na bohaterów, gdyż nie wykazywali się konsekwencją w działaniu. Ale kto wobec potworności, z jakimi przyszło im się zmierzyć, miałby myśleć w oparciu o racjonalne podstawy?

4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 304 strony, premiera 06.06.2018 (2016), tłumaczenie Joanna Gładysek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 28 maja 2020

BABCIE Petr Šabach

[PRZEDPREMIEROWO]

"Matěj zapatrzył się na babcie, które przypominały teraz bramę, niczym dwie strony gotyckiego łuku. Wiedział, że właśnie na tych dwóch tak różnych od siebie filarach z zupełnie innych światów opierało się od zawsze sklepienie jego duszy... przeszedł tą bramą."

Z wielką przyjemnością zanurzyłam się w książkę, dostarczyła niezwykłych wrażeń, sprawiła, że wieczór upłynął pod hasłem zerkania w przeszłość z dwóch perspektyw. Jedną przesiąkniętą prawdziwymi zdarzeniami, drugą wypełnioną dobrym humorem, obie połączone absurdem i groteską. Czechosłowacja, sześćdziesiąte lata, rządy komunistów, obraz sytuacji politycznej, gospodarczej i społecznej. Ale też spotkanie z pozornie zwykłą rodziną, poszatkowaną skrajnymi poglądami, odmiennymi spojrzeniami na rzeczywistość, osobliwymi sposobami radzenia sobie z oficjalną propagandą. Jednak jej członkowie potrafią ze sobą rozmawiać, stać się wsparciem, wykazać zrozumieniem i akceptacją w imię miłości, przetrwania i czerpania z życia tego, co dobre.

Oczami dziesięciolatka poznajemy członków rodziny, nietuzinkowych, różnorodnych, barwnych. Ogarniamy niedorzeczności dnia codziennego wynikające z wszechobecnej indoktrynacji ideologicznej. Śmiałe tezy i refleksje przeplatają się z ocenzurowanymi wypowiedziami i hasłami. Dwie babcie, dwa bieguny prawdy i podejścia do świata. Babcia Irenka, wdowa po kapitaliście, kochająca szeroko rozumianą kulturę, opiekuńcza, cierpliwa i ciepła. Babcia Maria, wdowa po komuniście, kochająca, ceniąca proste przekazy, nieco oderwana od rzeczywistości. Kobiety wywierają ogromny wpływ na kształtowanie osobowości Matěja. Liczne przygody głównego bohatera, a za nimi w tle zawsze stojące seniorki. Kolorowa postać stryjka Mila, nieustannego gaduły, który nie ma nic ważnego do powiedzenia. Rozświetlająca obecnością ciotka Daniela, wiecznie niepokorna i idąca pod prąd. Fantastyczny przekrój charakterów i postaw.

W młodości Matěj nie pozbywa się wątpliwej umiejętności wpadania we własne sidła, wybornie przywołuje kłopoty podczas podróży do Anglii, Jugosławii i Grecji. Mnóstwo żartów sytuacyjnych, zabawnych anegdot, sympatycznych przyczyn nieprzewidywalnych perypetii. Majstersztykiem są listy pisane do babć, diametralnie różne w formie i przesłaniu, kwintesencja wnikliwej obserwacji, trafnych spostrzeżeń i komicznych wniosków. Narracja swobodna, wyłapuje najistotniejsze zdarzenia, ubiera w proste słowa i lokuje na scenie czytelniczej rozrywki. Przekonuje sposób opowiadania o tym, co bolesne, krzywdzące, niesprawiedliwe. Nabieranie dystansu poprzez humor, nie poprzez ośmieszanie wspomnień i doświadczeń, ale sytuacyjnego tła. Lekcja wyłuskiwania z retrospekcji pięknych blasków i wartościowych przekazów. Moje dzieciństwo przypadło na dekadę później niż czasy fabuły, a jednak atmosfera dusznego oddechu komunizmu i tłamszonej wolności jeszcze wybrzmiewała, stąd wiele przywołań przeszłości. "Babcie" to ciekawa propozycja czytelnicza, książka do schrupania w jeden wieczór, polecam młodszym i starszym, zabawny ton, ale i interesujący materiał do refleksji. Zapraszam do zapoznania się z inną satysfakcjonującą książką Petra Šabacha zatytułowaną "Dowód osobisty".

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 212 stron, premiera 29.05.2020 (1998), tłumaczenie Julia Różewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Afera.

ŚMIERĆ W LESIE DESZCZOWYM Don Kulick

"Gdy umiera język, utracone zostaje bezpowrotnie coś wyjątkowego, delikatnego, ażurowego i prastarego."

W młodości, kiedy poszukiwałam pomysłów na zawodową aktywność brałam pod uwagę antropologię. Marzyłam o docieraniu do plemion zamieszkujących tereny nie w pełni odkryte przez europejskiego człowieka, najlepiej na wyspach otoczonych oceanicznymi wodami, i przeprowadzanie rozległych badań. Koncepcja została odrzucona, ale sympatia do artykułów i publikacji poświęconych mieszance nauk przyrodniczych, społecznych i humanistycznych wciąż się umacnia. Dlatego z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po książkę, licząc na przeżycie niezwykłej przygody i zdobycie nietuzinkowej wiedzy. Jak się okazało, słusznie, literatura faktu wysokich lotów, a w zasadzie unikalna podróż śladem przeszłości, która jeszcze chwilę temu należała do teraźniejszości.

Don Kulick przeprowadza czytelnika szlakiem jednego z wielu języków, który brzmi coraz słabiej słyszalną muzyką, dalekim echem wśród kilkudziesięciu mieszkańców Gapun, wsi usytuowanej na moczarach pośrodku lasu deszczowego, w Papui-Nowej Gwinei. Gapun to zapadła prowincja z hermetycznym językiem, unikalną linią kulturową, i co może wydawać się dziwne, pędem ku cywilizacji białego człowieka, chwytania jak najwięcej wzorców z jego stylu życia. A przecież to właśnie białemu człowiekowi, który mieszkał pośród nich i badał lokalną społeczność, wydawało się, że to on zagląda w zanikającą egzotykę. Trzydzieści lat obserwacji umierającego języka, śledzenia, w jaki sposób się to dokonuje, próby odnalezienia odpowiedzi na pytanie, dlaczego rodzice nie uczą dzieci ojczystej mowy, zaś młode pokolenie nie czuje potrzeby jej nauki. I jak to się dzieje, że pomimo odmienności językowej, każdy przedstawiciel gatunku ludzkiego podlega tym samym społecznym uwarunkowaniom.

Narracja przyjemna i wciągająca, brak żargonu mogącego utrudnić pojmowanie zaprezentowanych przesłanek, owoców wnikliwych badań, uwzględniających historyczne uwarunkowania, kulturowe ciekawostki, wierzenia, codzienność, jedzenie, a nawet aspekty związane z wychowywaniem dzieci. Spostrzeżenia zdobyte podczas bezpośredniej obserwacji, uczestnictwa w życiu Gapun, które przybierało nie tylko przyjemne i budujące odsłony, ale także mroczne i niebezpieczne. Kulick to spostrzegawczy i wnikliwy komentator, interesująco przybliżający różne aspekty egzotyki i lingwistycznych uwarunkowań. Cieszy dobry i wyważony humor, konieczna dawka sceptycyzmu, głęboka wiary w człowieka. Sterylny język podlegający stopniowemu wymieraniu, zacieraniu różnic i odmienności, zastępowany przez oficjalny, oraz pismo. Z jednej strony ogromny żal, z drugiej świadomość nieuniknionego przemijania. I pomyśleć, że dziewięćdziesiąt procent spośród około sześciu tysięcy języków świata jest zagrożonych śmiercią.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura faktu, 254 strony, premiera 23.03.2020 (2019), tłumaczenie Aleksandra Czwojdrak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

UPIÓR OPERY Gaston Leroux

"...istniał naprawdę... choć przybierał pozór widma, czy raczej upiora, przemykającego jak cień wśród cieni..."

Klasyka, której nie oprze się nikt, kto choć raz poczuł satysfakcję z bytności w znakomitej powieści grozy. Ja przynajmniej z niekłamaną przyjemnością rozsmakowuję się w książkach napisanych elegancko, szykownie i wdzięcznie. "Upiór opery" to majstersztyk oddziaływania na wyobraźnię czytelnika, intrygująco podkręca atmosferę, umiejętnie podsyca ciekawość, sprawnie odwołuje się do sprzecznych osądów, zgrabnie gra na emocjach. Narracja zdradza, że powieść powstała ponad wiek temu, ale nie tyle stylem językowym, co warto podkreślić, posiadającym mnóstwo uroku, co silnym odwołaniem do francuskiego zwierciadła społecznego i kulturowego minionej epoki. Czarująco uwodzi swoboda prowadzenia scenariusza zdarzeń, zgrabne przybliżenia i oddalenia emocji, ciekawa mieszanka elementów różnych gatunków literackich.

Wkraczamy w świat, który dawno okrył kurz historii, podążamy śladami oprószonymi przeszłymi wzorcami obyczajowości, jednocześnie zachwycamy się intensywnymi wrażeniami i odczuciami. Pojawia się niezaprzeczalna uniwersalność opowieści, niezmienny zbiór prawd o człowieku. Miłość miesza się z nienawiścią, oddanie z zemstą, piękno z brzydotą, dobre uczynki ze złymi. Nawet za kilkadziesiąt lat, czytelnik biorący tytuł do ręki, będzie nim zachwycony, bo chociaż sceneria społeczna nie będzie aktualna, to wczucie się w przeżycia bohaterów przyjdzie z łatwością, a przy tym dostarczy sporo materiału do refleksji. A właśnie o to chodzi, aby relaks z książką nosił znamiona przyjemnej rozrywki i wyzwalał impuls do ciekawych rozważań.

Gaston Leroux stworzył niejednoznaczne postaci. Naprzemiennie skłaniamy się do różnych osobowości. Upiór daje się lubić, choć uwalnia grozę szaleństwa. Młody arystokrata wywołuje pozytywne odczucia, ale ukazuje ciemne strony charakteru. Zdolna śpiewaczka wzbudza współczucie, jednak zarzucamy jej swoistą bierność. Właśnie kobiecy pierwiastek wychodzi najgorzej w konfrontacji, daje się traktować przedmiotowo, jak instrument, na którego uczuciach można wygrywać dowolne melodie. Mglisto, niepokojąco, osobliwie, w kontakcie z niepojętym zaświatem, straszliwą klątwą, diabelską machinacją. A wszystko na terenie opery, miejsca wypełnionego muzyką, aktorstwem i iluzją. Przepiękna oprawa graficzna książki, wydanie dopracowane w każdym calu, zasługuje na miano kolekcjonerskiej perełki.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura grozy, stron, premiera 13.11.2019 (1909), tłumaczenie Andrzej Wiśniewski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.