wtorek, 5 stycznia 2021

W CIENIU ZŁA

ALEX NORTH

"Historia tego miasta musiała być naznaczona serią klęsk, które sprawiły, że ludzie stali się martwi w środku."

"Szeptacza", poprzednią książkę Alexa Notha, zaliczyłam do bardzo udanych przygód czytelniczych, zdecydowanie wartych polecenia, podkręcających niecierpliwość poznawania, umiejętnego stopniowania napięcia i swobodnego niesienia narracji. Cieszyło mnie, że podobne wrażenia towarzyszyły mi podczas spotkania z "W cieniu zła". 

Rewelacyjnie dałam się zaangażować w scenariusz zdarzeń, im głębiej zapuszczałam się w niego, tym intensywniej dostrzegałam szczegóły, ekscytowałam się efektownymi zwrotami akcji, wnikałam w psychikę kluczowych postaci. Bardzo odpowiadało mi oscylowanie wokół czegoś niezrozumiałego, trudnego do opisania, wzbudzającego strach, wyzwalającego złe moce. Autor fantastycznie wyostrzał apetyt czytelnika, uderzał w czułe strony wyobraźni, poddawał testowi granice wytrzymałości napięcia. Uwielbiam, kiedy przeszłość mocno zazębia się z teraźniejszością, nie potrafi odpuścić długich ciemnych cieni, przyzywa do wyciągnięcia wspomnień i rozliczenia się z nimi. I jeszcze klimat odludzia, zakwaszonej gleby, skażonego kamieniołomu. I co jakiś czas pojawiające się setki odciśniętych krwawych dłoni.

Obserwujemy wydarzenia mające miejsce teraz i kiedyś, z perspektywy Amandy Beck, oficer śledczej zajmującej się sprawą zabójstwa nastolatka przez jego rówieśników, oraz Paula Adamsa, nauczyciela kreatywnego pisania, niespełnionego pisarza, świadka brutalnych zdarzeń sprzed dwudziestu pięciu lat. Mężczyzna powraca do rodzinnej miejscowości, aby towarzyszyć matce w ostatnim etapie życie. Schorowana i osłabiona kobieta, choć leży na łożu śmierci w hospicjum, wciąż usilnie próbuje ochronić syna przed czymś złym, przekazać mu ważną wiadomość. Adams niechętnie pojawia się w poprzemysłowym Gritten, z zapuszczonymi fabrykami, zaniedbanymi ulicami, obskurnymi sklepami, wynędzniałymi domami i brudnymi parkingami. Incydenty, sprzed ćwierć wieku, niosące tragiczne skutki, na zawsze zmieniły życie Paula, pozbawiły marzeń, wyzwoliły ogromne pokłady wyrzutów sumienia i sprzeciwu wobec niesprawiedliwości. 

Kolejny raz przeszłość łapie mężczyznę w szpony, wyzwala falę traumatycznych retrospekcji, wzywa do stawienia im czoła. Paul szybko orientuje się, że mroczna historia powtarza się, seria morderstw powiela się, kręci się wokół kłamstw i prawdy, snu i jawy, zemsty i przebaczenia, także dziwnego smutku, niezdrowej fascynacji, złych przeczuć i paraliżującej paniki. Autor kapitalnie zawiesza czytelnika w niewiadomej, kumuluje niejasności, mnoży niedopowiedzenia, miksuje zmanipulowane wspomnienia. Trudno połapać się w prawdziwych tropach, dość długo dajemy się zgrabnie zwodzić. Finalna odsłona zdobywa uznanie logicznym spięciem wielu wątków. Powieść zdecydowanie warto uwzględnić w planach czytelniczych, pozostawia z poczuciem satysfakcji.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 412 stron, premiera 28.10.2020, tłumaczenie Paweł Wolak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

CHODŹ ZE MNĄ

KONRAD MOŻDŻEŃ

"Chodź ze mną. To krótkie zdanie działa na nieszczęśliwych ludzi jak zaklęcie."

Bardzo odpowiadała mi narracja, stawiała na rozmach, zapewniała mnóstwo szczegółów odnośnie miejsca fabuły, przebiegu akcji i myśli bohaterów. Fantastycznie odnajduję się w powieściach potocznie nazywanych przegadanymi, o ile za wszystkim stoi mega intrygujący scenariusz zdarzeń, ciekawe przesłania, wnoszące materiał do refleksji, porcja zgrabnie wykreowanej rozrywki. 

Początkowo zapowiadało się, że tak właśnie będzie z „Chodź ze mną”. Konrad Możdżeń maksymalnie rozciągnął duszny klimat przygnębienia, ciekawie rozłożył strach bohaterów na czynniki pierwsze, rewelacyjnie ukazał, jak się rodził i podlegał intensyfikacji. Krok po kroku poznawałam aspekty mrocznej sfery, warto podkreślić, u każdej postaci. Jednak po jakimś czasie poczułam lekkie znużenie monotonią przebiegu przygody. Miałam już przesyt odczuwania tego, co przytrafiało się właścicielowi i pracownikom restauracji, współodczuwania towarzyszących im emocji, ponieważ wszystko obracało się wokół tych samych chwytów.

Może właśnie dlatego opowieść nie sprawiła wrażenia przerażającej, na co liczyłam sięgając po horror, ale nie można odmówić jej narastającej, choć w wolnym tempie, niepewności. Ukryte zło, dotychczas przyczajone w podziemiach budynku, dostało okazję do wydostania się, wejścia w umysły ludzi. Nienamacalne coraz wyraźniej zaświadczało o istnieniu. Doładowywało się ludzkimi ułomnościami i wyrzutami sumienia. Zagęszczała się aura potępieńczej tajemnicy i upiornych obrazów. Od zwykłego dreszczu i przeczucia, przez topielcze oblicza i zwidy, do nieujarzmionego koszmaru i tragedii. Ciemny potencjał miejsca przybierał nieoczekiwany i zwodniczy kierunek. 

Podobało mi się sięganie do przeszłości w formie frapujących fragmentów dzienników z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku, niepełne zapiski atrakcyjnie ubarwiały intrygę, podgrzewały atmosferę, podobnie jak kontrastowe opisy Wrocławia. Lubię zapuszczanie się w oddechy historii, przyciąganie i przyklejanie ich do teraźniejszości. Niektórych z końcowych rozwiązań łatwo było się domyśleć, ale nie sądziłam, że to właśnie wybrane przez autora osoby całkowicie pogrążą się w mroku, stawiałam na inne, a każde zaskoczenie to bardzo przyjemne odczucie czytelnicze.

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 558 stron, premiera 16.09.2020, ilustracje Michał Loranc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

ROZMOWY Z SERYJNYMI MORDERCAMI. NAJGORSI NA ŚWIECIE

CHRISTOPHER BERRY-DEE

"Stany Zjednoczone zamieszkuje zaledwie pięć procent populacji naszej planety, ale właśnie tam pojawiło się dotychczas więcej seryjnych morderców niż we wszystkich pozostałych krajach razem wziętych – łącznie siedemdziesiąt sześć procent."

Chwytam za tego typu publikacje, gdyż ciekawie jest zagłębiać się w mroczną stronę ludzkiej osobowości, tam gdzie kryją się najbardziej przerażające motywy zbrodni i zatrważające źródła cierpienia. Właśnie rozpatrywanie czynników społecznych, środowiskowych, rodzinnych i biologicznych, przyczyniających się do kształtowania osobowości przestępczych, pozwala zrozumieć przeszłość, ułatwia zapobieżenie.

„Rozmowy z seryjnymi mordercami. Najgorsi na świecie”, to kolejna książka Christophera Berry-Dee poświęcona psychopatom i seryjnym mordercom. Daje wgląd w psychikę zwyrodnialców, elementów decydujących o osobowości, z uwzględnieniem najbardziej odrażających czynów, nawet w skali kilkudziesięciu morderstw. Sporo materiału powielono z poprzednich publikacji („Rozmowy z seryjnymi mordercami”, „Rozmowy z psychopatami”, „Rozmowy z seryjnymi morderczyniami”), autor odcina kupon od dobrze przyjętego przez czytelników pomysłu na książkę. Jednak znalazłam też informacje, na które wcześniej nie natknęłam się.

Berry-Dee od wielu lat koresponduje z więźniami, otrzymuje osobliwe ankiety, przeprowadza wywiady, rozmawia z pracownikami więzienia, organów ścigania, wymiaru sprawiedliwości i środowiska medycznego. Wszystko, aby zrozumieć, co dzieje się w mrocznej strefie człowieka decydującego się na zabicie drugiej osoby, na powtarzanie czynu. Skąd rodzi się okrucieństwo, bestialstwo, brak empatii i szacunku do życia? Jak przebiega dzieciństwo seryjnych morderców? Dlaczego najbliższe otoczenie nie wychwytuje na czas odpowiednich symptomów? W jaki sposób udaje się zwyrodnialcom lawirować w działalności organów państwowych? 

Często instytucje mające przeciwdziałać morderstwom w dużym stopniu otwierają furtkę na ścieżkę przestępstw, wypuszczają z zamknięcia tych, którzy na to nie zasłużyli, nie skazują tych, którzy powinni otrzymać największy wymiar kary, nie łapią tych, którzy unikają ograniczenia wolności, nawet nie tyle z powodu inteligencji, co niekompetencji policji. Przyglądamy się życiu i ofiarom czterech seryjnych morderców (John Wayne Michael Gacy, Kenneth Alessio Bianchi, William George Heirens, John David Guise Cannan) i jednej zabójczyni (Patricia Wright). I jak to w książkach Christophera, sporo w tym autopromocji autora, stojącego po drugiej stronie barykady.

3.5/6 – w wolnym czasie
literatura faktu, 300 stron, premiera 30.09.2020 (2019), tłumaczenie Tomasz Wyżyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

NIC BEZ RYZYKA

JEFFREY ARCHER

WILLIAM WARWICK tom 1

"Może wywodzimy się z różnych światów... ale jedno mamy wspólne: obaj jesteśmy trochę kopnięci, lecz przynajmniej robimy to, do czego jesteśmy przeznaczeni."

Książki Jeffreya Archera nie uzyskują ode mnie najwyższych not, jednak znajduję upodobanie we wkraczaniu w nie. Przyciągają jak magnes elegancją i stylowością, specyficznym angielskim klimatem, dokładnie przemyślaną fabułą, wyjątkowo wyrazistymi postaciami i ciekawymi odniesieniami do splotów ludzkich losów. Nie inaczej jest z „Nic bez ryzyka”, inicjującym tomem cyklu o detektywie Williamie Warwicku. Obserwujemy jak młodzieniec przygotowywany przez ojca do zawodu prawnika decyduje się podążać własną ścieżką zawodową. Poznajemy początki pracy w wymarzonym zawodzie policjanta, najpierw na stanowisku zwykłego konstabla, następnie stażysty w Scotland Yardzie, a na koniec pracownika jednostki dzieł sztuki i antyków. William daje się poznać jako ambitna i zdeterminowana osoba, jednocześnie autor nie szczędzi mu drobnych potknięć i błędów, co tylko uwiarygadnia portret. Trudno nie sympatyzować z bohaterem, nie kibicować mu w karierze zawodowej i w życiu osobistym, w obu sferach sporo się dzieje, wiele znaczących wyzwań i mrocznych tajemnic.

Jeffrey Archer opiera scenariusz zdarzeń na zgrabnym splocie zagadek do rozszyfrowania, ucieka od efektownych trików, choć nie brakuje frapujących incydentów. William Warwick uczestniczy w śledztwie wokół obrazu Rembrandta, pyłu księżycowego, fałszerstwa autografów, podejrzanego skupu srebra. Czasem zbyt łatwo mu wszystko przychodzi, mocno dopisuje mu szczęście, ale też potrafi potknąć się na prostych krokach, jak na początkowego detektywa przystało. Trafia pod skrzydła interesujących, wymagających i wyrozumiałych mentorów. Akcja zaskakuje nagłymi zwrotami, choć prowadzona jest w niespiesznym rytmie. Spokojnie, lecz wystarczająco na tyle, aby rozniecać zainteresowanie. Niewątpliwym atutem powieści jest fantastyczny humor wpleciony w dialogi, forma dodatkowej atrakcji jak najbardziej mile widziana. Sceneria to nie tylko tradycyjne miejsca pracy detektywów, ale także sala sądowa, właśnie na niej intryga nabiera intensywności i przyspieszenia. Odpowiada mi niejednoznaczność interpretacyjna na ostatnich stronach książki, zaś ostatnie zdanie podrywa wyobraźnię i niecierpliwość wyczekiwania na kolejną odsłonę. Zerknij też na "Ścieżki chwały", thriller w zimowym wydaniu, "I tak wygrasz" thriller z pazurem fantastyki, "Czas pokaże", intrygujący początek sagi, "Za grzechy ojca", dynamiczną kontynuację.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 336 stron, premiera 13.10.2020 (2019), tłumaczenie Danuta Sękalska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 3 stycznia 2021

SPRAWA LEWORĘCZNEJ LADY

NANCY SPRINGER

ENOLA HOLMES tom 2

"Charakter pisma jest kopalnią wiedzy o człowieku; oddaje to, co dana osoba chce pokazać światu, jak również to, co pragnie przed nim ukryć."

Czarna owca w rodzinie Holmesów, czternastoletnia Enola, za nic nie chce podporządkować się sztywnym konwenansom narzuconym przez społeczeństwo zdominowane przez mężczyzn. Zupełnie nie widzi się w wyznaczonej przez skostniałą tradycję roli kobiecej. Dlatego z uporem i determinacją kontynuuje walkę o wolność i prawo do samostanowienia. Uciekając do Londynu przed braćmi, Sherlockiem i Mycroftem, sama radzi sobie w życiu. Przyjmuje fałszywą tożsamość i rozwiązuje sprawy kryminalne. W drugim tomie zajmuje się rozszyfrowaniem tajemnic kryjących się za osobliwym zniknięciem szesnastoletniej Cecily, wywodzącej się z szanowanej i bogatej rodziny. Policja podejrzewa, że dziewczyna uciekła z chłopakiem, w ten sposób szargając opinię bliskich. Jednak drobne ślady, po których podąża Enola, upewniają ją, że oficjalny scenariusz w dużym stopniu może mijać się z prawdą.

Trzeba przyznać, że Nancy Springer bardzo ciekawie zaplotła intrygę, zgrabnie wrzucając w nią mnóstwo incydentów, umiejętnie podgrzewając napięcie, atrakcyjnie drażniąc wyobraźnię młodego czytelnika. W pewnym momencie robi się naprawdę niebezpiecznie, na tyle, że w fabule wyraźnie wybrzmiewają nuty thrillera. Kiedy indziej ciepło wypełnia humorystyczne, zabawne i przekorne sceny. Portret głównej bohaterki przekonujący, sympatyzujemy z dziewczyną, dobrze życzymy, trzymamy kciuki za powodzenie misji, zgrywamy się z postawą i zachowaniem. Chciałoby się napisać, że gdzie Sherlock nie może lub nie chce, tam wkracza Enola. A wszystko wykonuje z pełnym zaangażowaniem i niekończącymi się pokładami energii. W końcu, w tysiąc osiemset osiemdziesiątym dziewiątym roku, aby kobieta działała samodzielnie, według własnego uznania realizowała się w pasji, musiała wykazywać się twardym charakterem, wyjątkową kreatywnością i niezwykłą odwagą. Enola to nie osóbka o ograniczonych możliwościach intelektualnych, jak zwykli wówczas określali mężczyźni kobiety, lecz świadoma swoich zalet i możliwości persona. Narracja przyjemna, swobodna, sugestywna. Seria spotkała się z uznaniem członków naszej rodziny, wrażenia z pierwszego tomu "Sprawa zaginionego markiza" już też na Bookendorfinie, zatem zabieramy za kolejną odsłonę, ciekawe jak potoczy się rozgrywka między rodzeństwem.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura młodzieżowa, kryminał retro, 252 strony, premiera 16.09.2020 (2007)
tłumaczenie Elżbieta Gałązka-Salamon
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

STACJA TOKIO UENO

YU MURI

"Chyba żyłem ot tak, nigdy nie żyjąc naprawdę."

Niecierpliwie wyczekuję książek z serii z żurawiem, przeczytałam wszystkie ("Pszczoły i grom w oddali", "Sztormowe ptaki", "Budząc lwy", "Kwiat wiśni i czerwona fasola", "Cesarski zegarmistrz", "Tygrysica i akrobata", "Krótka historia Stowarzyszenie Nieurodziwych Dziewuch", "Ślady wilka", "Kot, który spadł z nieba", "Dziewczyna z konbini", "Perfekcyjny świat Miwako Sumidy"). Otrzymuję bogaty materiał do refleksji, fantastyczną koncentrację na istocie ludzkiego życia, wielobarwne głosy zwykłej codzienności, pokorność i szacunek wobec ludzkiej świadomości, urzekające i celne wkradanie się w zmysły i myśli. Nie inaczej jest i w przypadku "Stacji Tokio Ueno", malowniczej mini powieści.

Intensywnie chwyta za serce prowadząc po wspomnieniach. Migawki przeszłości spraw, tylko pozornie nieważnych, oraz fałszywie liczących się bardziej. Dusza mężczyzny przemierza znane mu miejsca, zwłaszcza okolice parku Ueno, gdzie jako bezdomny wielokrotnie funkcjonował. Retrospekcje doświadczeń mocno poruszają, tym bardziej, że zestawione są z pospiesznym krokiem przechodni. Błaha rozmowa dwóch kobiet, przebiegnięcie dziecka, spacer młodej matki, oraz podobne obrazy, wyzwalają nawiązania do życia głównego bohatera. Z jednej strony pokaz szczęśliwych dni obcych ludzi, z drugiej przedstawienie ciągłej walki o przetrwanie w scenariuszu życia bohatera. Konieczność rozłąki z rodziną w poszukiwaniu pracy, długie nieobecności w domu, zupełna nieznajomość dzieci, brak możliwości obserwacji ich rozwoju i dojrzewania. 

Przenikająca wszystko wielowymiarowa i zwodnicza samotność, nieustanne i wyniszczające zmęczenie, koncentracja na przeszłości i ucieczka przed przyszłością, strata tego, co najbliższe sercu, w imię poświęcenia dla bliskich. Tokio nie prezentuje się najkorzystniej poza światłem oficjalnych przekazów medialnych, organizacją masowych imprez, rozkwitem różnych biznesów. W ciemnych strefach i zaułkach, ale również w centrum miasta, równolegle i w przeciwieństwie toczy się życie wykluczonych, ubogich, chorych, zagubionych, bezradnych. Przeszywający serce strzał w postaci opisu zarządzonego przez władze sprzątania Ueno, tymczasowych miejsc bezdomnych, choćby z powodu wizyty cesarza, czy turystycznych atrakcji. Podziemie nędzy i rozpaczy nawet w świetle dnia nie jest dostrzegane, a ignorowane i czasowo zamazywane. Nie można przejść obojętnie, zwłaszcza, że narracja sugestywna, wyrazista i nośna. Spotkanie z tytułem zaliczam do cennych i pouczających, warto uwzględnić w planach czytelniczych.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 160 stron, premiera 07.09.2020 (2014), tłumaczenie Dariusz Latoś
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

sobota, 2 stycznia 2021

OPERACJA RUPIECIARZ

JØRN LIER HORST

OPERACJA tom 17

"Co dla jednych jest rupieciem, dla innych może być cenne."

Ochoczo sięgam po książki Jørna Liera Horsta, jednak dotychczas ograniczałam się do tych skierowanych do dorosłych czytelników. Na Bookendorfinie zaprezentowałam "Punkt zero", "Zła wola", "Kluczowy świadek", "Felicia zaginęła", "Gdy morze cichnie", "Jedna jedyna", "Nocny człowiek" i "Szumowiny". A ponieważ intrygująco mnie wkręciły, postanowiłam poszerzyć znajomość twórczości norweskiego pisarza o książeczki dla dzieci, ale nie zwykłe historie, lecz wypełnione zagadkami kryminalnymi. Na pierwszy ogień poszła "Operacja Rupieciarz", i choć to siedemnasta odsłona serii o niezwykłym Biurze Detektywistycznym, to każdy tom można czytać bez znajomości poprzednich, numeracja służy utrzymaniu porządku.

Bardzo sympatyczna opowieść o liczącym zaledwie tysiąc mieszkańców miasteczku Elvestad. Niesamowite, jak wiele tajemnic skrywa osada ulokowana u ujścia rzeki Svenny. Ci, którzy myślą, że nic się w niej nie dzieje, mocno się mylą. Tu nawet sprawy u zwykłych sąsiadów przybierają dynamiczny bieg, zaskakują nagłym zwrotem akcji. W środku emocjonujących wydarzeń dwójka dzieciaków i pies. Tiril i Oliver, oraz czworonóg Otto, podążają tropem osobliwych zaginięć śmieci, klamotów i rupieci z domów mieszkańców Elvestad. Rozwiązanie sprawy postawi przed nimi spore wyzwanie, rabuś śmiało sobie poczyna. Trzeba wykazać się smykałką do szybkiego dostrzegania nietypowych zjawisk, zauważyć to, co innym umyka, chociaż jest na samym widoku, nie ustawać w dociekliwości i chęci wyjaśnienia tajemnicy. Po co złodziejowi bezwartościowe rzeczy? Na jaki genialny, lecz ryzykowny, pomysł wpadną dzieci, aby odkryć prawdę? Czy uda się sympatycznej parze detektywów, jakby nie było amatorów, zdemaskować czarny charakter i udowodnić winę?

Narracja ciepła i przyjazna, szybko mknie się po słowach, duża czcionka ułatwia samodzielne czytanie przez młodych pasjonatów książek. Liczne przygody, z nieoczekiwanym przebiegiem i różnorodnością incydentów, z pewnością zaangażują odbiorców w szukanie śladów przestępstwa. Oczekuje się, że dostrzegą znaczące detale w części ilustracyjnej. Oprawa graficzna ciekawa i przyjemna, zwraca uwagę i podtrzymuje zainteresowanie, znakomicie koresponduje z treścią, stanowi barwne uzupełnienie. Przybliżaną historię podzielono na mini rozdziały, wprowadzające logiczny podział i umożliwiające niekłopotliwe przerwanie czytania, gdy czytelnik ma w końcu iść spać. Bo to, że z ochotą pochłaniać będzie książkę, wraz z postaciami przeżywać porywające detektywistyczne przygody, jestem przekonana. Dowie się, jak wiele znaczy prawdziwa przyjaźń, zgodna współpraca, wzajemne zaufanie, a także pomysłowość i przebojowość, ale też oczywiście pasja odkrywania tajemnic. W bonusowej części książki zebrano mini zadania, tajne wiadomości i wskazówki dla detektywów. Fantastycznie będzie nadrobić z młodą czytelniczką poprzednie tomy.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura dziecięca, detektywistyczna, wiek 6+, 104 strony
twarda okładka, format 150mm x 205mm, premiera 23.10.2020 (2018)
ilustracje Hans Jørgen Sandnes, tłumaczenie Katarzyna Tunkiel
Tekst ukazał się pierwotnie na Szkrabajki.pl

USTERKA NA SKRAJU GALAKTYKI

ETGAR KERET

"Zrozum, żeby być ludzką kulą armatnią, nie musisz być giętki, szybki czy silny, tylko wystarczająco samotny i nieszczęśliwy."

Pierwsze spotkanie z twórczością Etgara Kereta okazało się udane i satysfakcjonujące. Z przyjemnością zaangażowałam się, poczułam smak naprawdę dobrej literatury, natychmiast odnalazłam w stylu pisania. Już otwierające opowiadanie postawiło uwagę na baczność, chłonęłam każde słowo, szybowałam wyobraźnią w regiony, w które zazwyczaj się nie zapuszczam, a to bardzo przyjemne doznanie.

Autor zwięźle i sugestywnie przedstawiał wybraną myśl, nadawał pięknie skrojoną oprawę, umiejętnie podsycał ciekawość, wpuszczał tyle co potrzeba intrygi i zastanowienia. Nie zawsze otrzymywałam gotową klamrę spinającą przekaz, czasem musiałam dobrać podsumowanie, odnieść się do doświadczeń życiowych, pokolorować po swojemu. Odpowiadało mi wypełnianie przestrzeni własnymi nutami, choć i narzucone interpretacje miały urok, wiele wyciągnęłam dla siebie. Przekonałam się, że dla Kereta każdy temat był godny uwagi, wyciągał z kapelusza pomysłów ciekawą propozycję, obrabiał ją na swój sposób i podawał dalej, do rąk odbiorcy. Uśmiechałam się na niecodzienność ujęcia, dawałam się zaskoczyć kierunkiem rozwinięcia, chwytałam obraz człowieczeństwa, zatrzymywałam portret do późniejszej analizy. Doceniłam zręczne dozowanie humoru, ironii i absurdu, zachowanie precyzji, wnikliwości i finezji.

Otwierające opowiadanie fantastycznie mnie nastroiło, podobnie wysoko oceniłam ostatnie, oba uwypukliły kunszt pisania Kezera. Podobało mi się również „Nie rób tego!” z refleksją, kto traci, a kto zyskuje na śmierci, „Koncentrat samochodowy” z makabryczna kryjówką dla zwłok ludzkich, „Okna” z przewrotnym finałem, „Urodziny przez cały rok”, z szalonym pomysłem, podsuwającym myśl, że ludzie z dużymi pieniędzmi częściej bywają zajęci, niż znajdują czas na odpowiedź do pytania, co zrobić z zarobionymi pieniędzmi. Pozostałe krótkie formy też miały w sobie to coś, jednak mniej do mnie przemówiły, przynajmniej na ten moment życia. Powrócę jeszcze do zbioru opowiadań, ale też z zainteresowaniem rozejrzę się za innymi książkami autora. Mam nadzieję, że zapewnią mi równie frapującą i zajmującą przygodę co "Usterka na skraju galaktyki". Swoją drogą, rewelacyjny interpretacyjnie tytuł, to on mnie przyciągnął, intuicja trafnie wytypowała.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 248 stron, premiera 14.10.2020 (2018)
tłumaczenie Agnieszka Maciejowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

piątek, 1 stycznia 2021

SOROCZKA

ANGELIKA KUŹNIAK

"Co tu dużo gadać, człowiek rodzi się na śmierć, a umiera na życie."

Mała objętościowo książka, a wspaniale śledzi dwanaście uderzeń zegara, a przy tym dostarcza mnóstwo życiowych doświadczeń i materiału do przemyśleń. Zwłaszcza pierwsza połowa okazała się wielkim przeżyciem, dozowałam przez kilka wieczorów, po jednej lub dwie części. Wsłuchiwałam się w głosy reprezentantów najstarszego pokolenia, osoby, które chciały jeszcze wiele przekazać światu, uświadomić młodszym pokoleniem, na czym polega prawdziwe życie, jak się do niego odnosić, okazać szacunek do tego, czego było się świadkiem w skumulowanej codzienności. Mnóstwo dramatycznych przeżyć, strat dzieciństwa, młodości, bliskich, przyjaciół, sensu i kolorystyki życia, a jednak usilne trwanie w czasie wytypowanym przez los jednostce. Teraz szykowanie się do ostatniego etapu, pożegnania z przeszłością, powitania ze śmiercią, odnalezienia ukojenia w niebycie.

Z ogromnym wzruszeniem czytałam o przygotowaniach do pochówku, wyborze stroju, akcesoriów, które osoby chcą zabrać do trumny. Ogromna dojrzałość do konfrontacji z tym, co nieuniknione, co czeka każdego z nas. W końcu, „czas każdego z nas na ziemi jest dokładnie odmierzony”, a „nic tak przecież zmęczenia nie koi jak śmierć, przytulniejsza od pierzyny”. Jestem wdzięczna autorce za podjęcie takiej tematyki, wywiady z bohaterami książki, związanie wspomnień ludzi w całość, która pozwoliła mi lepiej zrozumieć seniorów rodziny, także okazję na oswajanie się z myślą, że i ja stanę przed podobnymi dylematami symboli i praktyczności w programie ostatniej podróży. „Przy śmierci trzeba się zatrzymać. Warto o niej choć raz na rok pomyśleć.”

Sporo wypowiedzi o zmianach społecznych, zapominaniu tradycji, zanikaniu słów i brzmień pieśni pustonocnych, uciekaniu młodych od starych, pospieszności życia wpływającej na intensyfikację samotności, zapatrzeniu w nowoczesne media zamiast w drugiego człowieka. Padło stwierdzenie, że „przyjdzie jeszcze taki czas, że żywi będą płakać, że nie mogą być przy umierających”. Ale są także ciepłe przesłania, o niemarnowaniu minut każdego dnia na to, co z perspektywy czasu mało istotne, praktycznym oswajaniu z bólem, drzemiącej wciąż młodości w sfatygowanych sercach, trosce o to, w co obecnie wierzą młodzi. Przejrzysta narracja, skondensowane słowa, wyważone w ilości i treści. Refleksjom nie ma końca, im więcej zebranego doświadczenia życiowego, tym propozycja czytelnicza bardziej szczególna, bliższa, osobista, intymna.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 156 stron, premiera 16.10.2020
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

AUDREY HEPBURN. TANCERKA RUCHU OPORU

ROBERT MATZEN

"Wojna nie odstępowała jej (Audrey) przez ostatnich czterdzieści siedem lat, nieustępliwie ją prześladując…"

Biografia skupia się na wojennym okresie życia Audrey Hepburn, pomijanym w publikacjach, a to właśnie dramatyczne przeżycia hitlerowskiej okupacji ukształtowały osobowość. Odcisnęły silny ślad na psychice, rzucał długi cień na życiowe doświadczenia, jako kobiety, matki, żony, artystki i ambasadorki głodujących dzieci. Ogromna sława i sukcesy przesłaniała chmura smutnych i bolesnych wspomnień z wojny, nazistowska postawa rodziców wypełniała niezrozumieniem, poczuciem winy, wstydem. Aktorka nie chciała wypowiadać się publicznie na temat przekonań ojca i matki, nie akceptowała ich, jednak nie uzależniała od tego miłości do rodziców. Surowa i krytyczna matka. Ojciec od wczesnego dzieciństwa nieobecny w życiu Audrey, nie potrafiący nikogo obdarzyć prawdziwą miłością. To wpłynęło na Audrey, z jednej strony negatywne brzmienie duszy zaglądającej w przeszłość, z drugiej silny impuls do odmiennego wychowania synów i usilne dbanie o przetrwanie małżeństw.

Autor zbierał w różnych miejscach szczątki informacji, aby ukazać jak najpełniejszy obraz nie tylko doświadczeń Hepburn, ale też tła politycznego. Sięgał w korzenie drzewa genealogicznego, atmosferę wzorców wychowawczych, wykradanie chwil szczęścia w czasie wojny, świadectwa prześladowań, bombardowań, głodu, cierpienia, egzekucji i śmierci. Poświęcił sporą przestrzeń biografii na odnajdywanie się Audrey w tańcu, baletowe marzenia, determinację w dążeniu do celu. Uczestnictwo w nielegalnych przedstawieniach muzycznych organizowanych przez ruch oporu, zdobywanie funduszy na podziemną działalność, pracę w wolontariacie. Osadzając się na okresie wojennym Matzen przedstawiał odniesienia do późniejszego życia Hepburn, w tym oczywiście początków kariery filmowej. Narracja przyjemnie zachęcała do poznania informacji. Publikacja okazała się zajmującym dopełnieniem innych biografii o Audrey Hepburn. Dla szerszego ujęcia życia Audrey warto sięgnąć po "Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji", książkę napisaną przez jednego z synów, Seana Hepburna Ferrera, którą niedawno przybliżyłam na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
biografia, 384 strony, premiera 28.10.2020 (2019), tłumaczenie Magdalena Koziej
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.