środa, 26 października 2022

ANIA NA UNIWERSYTECIE

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA tom 3

LUCY MAUD MONTGOMERY

"W godzinach marzeń była bogatsza niż w rzeczywistości, bo rzeczy widzialne mijają, niewidzialne natomiast trwają bez końca."

I kolejne spotkanie rudowłosą Anią, które przywołało wiele wspomnień z mojej wczesnej młodości. Pamiętam, jak czytałam trzeci tom, zachwycałam się życiem studenckim i sama chciałam przeżywać podobne wrażenia. Pomyśleć, że książka napisana ponad sto lat temu musiała przywoływać wśród ówczesnych kobiet jeszcze większą determinację do zdobywania wiedzy i realizowania się na własnych zasadach. Przyjemnie było znów odświeżyć losy Ani w ramach uniwersyteckich zmagań, spojrzeć na nią z perspektywy dorosłej czytelniczki. Powieść bardzo dobrze mi się czytało, Lucy Maud Montgomery potrafiła wytworzyć wspaniały klimat, za nic nie chciałam z niego wychodzić, zaś nastrojowa ilustrowana otoczka intensyfikowała doznania. Ale najbardziej przyciągała sama Ania Shirley, osiemnastolatka z głową pełną marzeń, ale też już twardo stąpająca po ziemi. Jej duchowe rozterki, tak bliskie młodym czytelnikom, brzmiały pogodnie i urokliwie, chociaż nieco przewrotnie, jakby wrażliwość na świat nie szła w parze ze znajomością samej siebie. I to właśnie odkrywanie samego siebie, umiejętność definiowania własnych uczuć, wytwarzanie dorosłego spojrzenia na życie, branie za nie odpowiedzialności, przewijało się w tym tomie. Podobało mi się, znakomicie wypoczywam przy takiej klasyce, dostarcza mnóstwo ciepłej rozrywki, ale również niesie wiele cennych wartości, o których warto sobie przypominać w zwykłej codzienności. Znakomita propozycja na książkowy prezent, kolekcjonerskie wydanie, dawne realia, ale wciąż aktualne ludzkie historie i emocje. Zerknij na pierwszy tom "Ania z Zielonego Wzgórza" i drugi "Ania z Avonlea", które przybliżyłam na Bookendorfinie.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura piękna, literatura dziecięca, 412 stron, premiera 07.09.2022 (1915)
tłumaczenie Janina Zawisza-Krasucka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

WŚRÓD GWIAZD

BRANDON SANDERSON

SKYWARD tom 2

„Gwałtownie przyspieszyłam i przemknęłam moim myśliwcem przez chaos laserowych promieni i eksplozji. Nade mną rozpościerał się niesamowity bezmiar kosmosu.”

Wspomnienie sympatycznych wrażeń czytelniczych powiązanych z pierwszym tomem („Do gwiazd”) serii „Skyward”, skierowanej do młodzieży, skłoniło mnie do kontynuacji przygody. „Wśród gwiazd” również okazało się przyjemną historią. Bazującą na urozmaiconej fabule i ciekawej głównej bohaterce. Spensa zrobiła już spory postęp w stosunku do wcześniejszych doświadczeń, nabrała biegłości w pilotowaniu kosmicznej jednostki, ale też stała się bardziej dojrzałą jednostką. Brandon Sanderson postawił przed nią ogromne wyzwanie, szalenie trudną misję ratowania ludzkości, która osiemdziesiąt lat temu znalazła schronienie na planecie Detritus z krążącym wokół niej wielowarstwowym kosmicznym śmieciem. Kosmiczni rozbitkowie podróżowali na pokładzie dużego statku "Śmiały", flagowej jednostki starej floty. Zagrażające im Krellowie, rasa obcych rządząca ogromną galaktyczną koalicją setek planet, wykazywali się wyjątkową bezwzględnością i okrucieństwem. Więzienie, jakie zgotowali ludziom, nie miało sobie równych. Nikomu nie pozwalali opuścić planety.

Powieść skierowana do młodych odbiorców, w łagodnej, prostej i schematycznej wersji opisu świata i i intrygi, ale i tak sprawiała mi radość. Przyjemnie patrzyło się na pełen blasku młodzieńczy entuzjazm, niezatrzymany pęd ku marzeniom, niepowstrzymane pragnienie dotarcia do odpowiedzi, które mogły uratować ludzką rasę. Im głębiej zanurzałam się w fabule, tym bardziej wyczuwałam nie tylko smak dynamicznej przygody, ale i przesłań skierowanych przez autora ku młodym ludziom, zdobywcom świata i odkrywcom historii. Intryga wydawała się prosta i przewidywalna, a jednak miała tyle meandrów i zawirowań, że chętnie się ją śledziło. Bezpośredni kontakt z osobowością sztucznej inteligencji, bezpardonowe walki w kosmosie, szlifowanie szpiegowskich umiejętności, uwikłanie z brudną politykę. Powietrzne walki opisano ze starannością, ale bez zbędnej szczegółowości, która mogłaby wyhamować zgrabne manewry i szybkość przebiegu.

Narracja wyważona, umiejętnie dobierała składniki klimatu, sekretów, spisków, przygody, incydentów, walk, pogoni, ucieczek, oraz opisów i dialogów. Mechanizm funkcjonowania ludzkiej psychiki, przełożenie go na sztuczną inteligencję, kształtowanie się osobowości postaci, tajemnice związane z samookreśleniem, przekonywały i sprawiały, że łatwo było uwierzyć w to, co się działo. I jeszcze zdolności wybranych jednostek do zaglądania w przestrzeń nadświetlnych połączeń. Cytonicy wzbudzali strach wśród swoich i obcych, wszystko dlatego, że towarzyszyło im wiele sekretów i niezrozumiałych zasad funkcjonowania. I jeszcze oczy, które zionęły gniewem i nienawiścią, a przy tym nieskończona nicość. Czy odważysz się w nie zajrzeć, stawić im czoło, zapobiec zagładzie świata? Jak nie wiedząc ani kim jest nieprzyjaciel ani jakie ma możliwości stanąć z nim do walki? W jaki sposób porozumieć się z warwaksami i dionami?

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, literatura młodzieżowa, 530 stron, premiera 17.08.2022 (2019)
tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

wtorek, 25 października 2022

RADIO WOLNE ALBEMUTH

PHILIP K. DICK

„Potępił organizację, która nie istnieje, którą sam wymyślił i która rzekomo przejmuje władzę w Ameryce.”

Literatura wysokich lotów, zajmująco się w nią zagłębiać, nie czuje się, że książka została napisana niemal czterdzieści lat temu, wciąż brzmi szalenie aktualna. Niektóre elementy z perspektywy czasu nie wydają się już tak istotne jak kiedyś, albo przekornie odwrócone, ale historia lubi się powtarzać, a ostatnie wydarzenia na świecie wskazują, że do zawirowań dochodzi i zyskają na intensywności. 

Paranoiczny prezydent światowego mocarstwa nie chce wypuścić z rąk władzy, z żelazną konsekwencją eliminuje wewnętrznych wrogów. Nie ma dla nich litości, nie mogą mu stać na drodze. Propagandowe teksty wypełniają społeczną przestrzeń, inwigilacja dotyczy każdego aspektu życia. Podsycane jest poczucie zagrożenia ze strony zewnętrznego świata, straszy się ludzi czymś, co tak naprawdę jest nieuchwytne i niesprawdzone. Jeśli nie ma pożądanych dowodów preparuje się wygodne, zniesławienia i oszczerstwa są na porządku dziennym. Machinę represji ustawia się na najwyższe obroty, zaś absurd staje się narzędziem brutalnego zaklinania rzeczywistości. 

Narracja pisarza fantastyki o tym, co dzieje się wokół jego przyjaciela Nicholasa Bradiego, w miarę rozwoju akcji coraz bardziej robi się osobliwa i trudna do uwierzenia, ale jak najbardziej ciekawa i wciągająca, a przy tym przerażająca wieloma aspektami familiarności. Czyż nie jesteśmy w stanie bardziej uwierzyć w pozytywny wizerunek polityka niż w obecność istoty nadprzyrodzonej o wysokim stopniu ewolucji? A może niewidzialna pozaziemska inteligencja wydawać się może bliższa niż korupcyjne czary i despotyczne zaklęcia działaczy sceny politycznej. Która ze stron jest bardziej szalona? 

Philip K. Dick rewelacyjnie prowadzi po meandrach indywidualnej i zbiorowej ludzkiej natury, ironiczne spojrzenia na zdarzenia stają się rozrywką, ale też materiałem do przemyśleń. Z zainteresowaniem przewraca się kolejne strony, przygląda transformacji, wyczekuje tego, co jeszcze przed pisarzem i jego przyjacielem. Zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł, przyjemnie wypełnia wieczór, sama chętnie za jakiś czas do niego powrócę, przekonuje paranoidalny klimat i osadzenie w realności. 

Tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki science fiction, przybliżone na Bookendorfinie: "Czas jest najprostszą rzeczą", "Odyseja kosmiczna 2001", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek". Inna książka Arthura C. Clarke "Koniec dzieciństwa", oraz udział w antologii horroru "Szaleństwo Cthulhu".

5/6 - koniecznie przeczytaj
science fiction, 348 stron, premiera 21.06.2022 (1985), tłumaczenie Tomasz Bieroń
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

WITAJCIE W ROSJI

DMITRY GLUKHOVSKY

"W naszym Kraju (Rosji) polecenia z góry nadają tylko prawny kształt zbiorowej nieświadomości."

Ciekawy zbiór opowiadań, nie wszystkie najwyższych lotów, ale kilka prawdziwych perełek. Zwłaszcza przy „Protezie” znakomicie bawiłam się, chociaż płynęły szalenie gorzkie przesłania. Zgadałam się ze spostrzeżeniami autora, jakbym patrzyła na otaczającą mnie rzeczywistość, konsumpcjonizmem na pokaz, ślepą pogonią za nowinkami w branży technologicznej i kosmetycznej. Nie trzeba wyjechać do Rosji, żeby takie trendy znaleźć, są obecne także w polskich realiach. Rewelacyjne zakończenie, dosadnie podsumowujące to, co dzieje się w wielu umysłach młodych ludzi, choć zdarza się i w starszych, przesadnie nabitych reklamowymi przekazami bazującymi na uzyskaniu efektu poczucia wyjątkowości u odbiorcy. Najlepszy utwór w „Witajcie w Rosji”, dlatego na początku zwracam na niego uwagę.

Opowiadania poruszały się po współczesnych rosyjskich klimatach, z różnych ujęć i przybliżeń. Bazowały na opisie rzeczywistości z uwzględnieniem politycznych, społecznych, ekonomicznych i medialnych aspektów funkcjonowania w przestrzeni Rosji. Kraj oficjalnie osadzony na filarach historycznej dyktatury, współczesnego autokratyzmu, z wysokimi piętrami zakłamania i korupcji, z podziemnymi podkopami oligarchicznych ambicji i ograbiania ludności. Dmitry Glukhovsky atrakcyjnie wprowadził elementy prawdziwych zdarzeń, miejsc, osób i idei do fantastyki. W dużej mierze zdał się na skojarzenia, symbolikę, ironię i karykaturę. Zupełnie jakby jedynie satyra mogła ogarnąć ogrom tandety i ohydztwa z lotu ptaka i w zbliżeniu na grupę społeczną lub jednostkę. Czasem science fiction wkradało się na początku utworu, kiedy indziej dopiero w zaskakujące zakończenie. Nie było przekombinowanych tekstów. Proste i czytelne przekazy zapakowane w gorzką prześmiewczą zabawę, z ponurymi i niezbyt budującymi przesłaniami.

„From Hell” wypełniał świetnie skrojony absurd i jakże wymowna myśl przewodnia. Fatum unosiło się nad syberyjską ekspedycją i jej odkryciami. „Co i po ile” przerażało wydźwiękiem tego, co działo się za szybami eleganckiego szklanego wieżowca. Za omamami nowoczesności kryła się niby nowa Rosja, a po staremu przegniła rządzą władzy i pieniędzy. „Panspermia” nie w pełni przekonywała. Dwujęzyczna narracja przeszkadzała, ale znakomicie oddawała klimat panujący na kosmicznej wyprawie. Natomiast finalna odsłona dawała pole do popisu dla wyobraźni. Rewelacyjnie bawiłam się przy „Nim ucichnie wiatr”, opowiadanie dobitnie pokazało kondycję współczesnych programów telewizyjnych, jak ogłupiają masową publikę, schodzą do pierwotnych tematów, wykluczają inteligencję i refleksję. I jeszcze symboliczne wianie wiatru z Zachodu. Także „Główne wiadomości” zwracały uwagę na miałkość i bzdurność emitowanych informacji.

Kapitalne rozwiązanie zaproponował „Szczytny cel”. Dziwaczne i kuriozalne, ale większość polityków uwzględniało. „Każdemu według potrzeb” przyglądało się osobie, która mając wszystko, co tylko mogła sobie wymarzyć, stanęła przed murem braku dalszego uzasadnienia istnienia. Wycinka drzew natychmiast przywoływała niezbyt wesołe refleksje. Króciutkie „Oni czasem wracają” a jakże silne w przekazie, z katastroficznym wydźwiękiem dialogu prowadzonym przez Pierwszego i Drugiego, skontrastowanym z wakacyjną scenerią. „Utopia” ukazywała dwustronność pojmowania wolności jednostki, „Jedna dla wszystkich” kulisy podtrzymywania dumy z ojczyzny, „Objawienie” demograficzne połączenie narodowego lidera i kościoła prawosławnego. Uśmiałam się przy „Na dnie”, opowieści o pijaczkach, telewizyjnej propagandzie i sprzeniewierzeniu środków państwowych. Lekkie w formie, ale z wnikliwym spojrzeniem na rosyjską rzeczywistość. 

„Deus ex Machina” sięgnęło do mechanizmów przeprowadzania pozornych wyborów, interpretacji czynnika ludzkiego, martwych dusz, ingerencji według wskazań, podziemnego rynku głosowania. I kolejny udział kosmitów, w „Nie z tego świata” zestawiało owieczki z elektoratem, duchowieństwo z deputowanymi, a w tle gigantyczny głaz mający staranować Ziemię. „Przed i po” weszło w zapomniane rosyjskie osady, gdzie posiadanie działającego odbiornika telewizyjnego jawiło się jako szczyt marzeń i wyróżnienie. Jednak bez względu na to, co pokazywał, lub nie, szklany ekran, nic w wioskowych i sąsiedzkich realiach nie zmieniło się, gdyż „Rosji nie da się objąć rozumem...”. Zerknijcie na moje opinie o "Tekście", "Outpoście" i "Outpoście 2" tego autora. 

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 346 stron, premiera 08.04.2022 (2009-2022)
tłumaczenie Paweł Podmiotko, ilustracje Vasily Polovtsev
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 24 października 2022

CZAS JEST NAJPROSTSZĄ RZECZĄ

CLIFFORD D. SIMAK

"Kiedyś nauka była idolem. Jej logika, wiedza i niewiarygodna precyzja wkroczyły do wnętrza atomu i w daleki kosmos."

Bardzo podobała mi się przygoda czytelnicza, nie spodziewałam się, że aż tak się wciągnę. Nie była to rozbudowana powieść, wiele elementów zostało powierzchownie potraktowanych, obecna literatura science fiction wchodzi znacznie głębiej, a jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Liczył się niezwykle udanie wytworzony klimat, fascynujące spojrzenie na ludzką przyszłość, możliwości poruszania się w kosmicznej nieskończoności. Clifford D. Simak wplótł w fabułę elementy świetnie rozgrywanej intrygi, wielkich korporacyjnych sił, nieprzeciętnie zachłannych i bezwzględnych, awersję człowieka wobec inności i tego, co dla niego niezrozumiałe, nietolerancję wobec odmienności uwarunkowanej w psychicznej sferze. Cienkie, a jednak dostrzegalne, nici sensacji i ucieczki ubarwiały opowieść. 

Porażka człowieka w zdobywaniu kosmosu okazała się silnym stymulatorem poszukiwania nowych rozwiązań, koncentracji na teleportacji, telepatii i jasnowidzenia, co więcej, wymieniania jaźni z obcymi istotami. Również dziś zastanawiamy się, kiedy i w jakim stopniu osiągniemy możliwości przenoszenia osobowości, wiedzy i doświadczenia jednostki do opartej na nowych technologiach sztucznej inteligencji. Dreszcze przechodzą, kiedy pomyśli się, że jest to osiągalne w dalekiej przyszłości. Za nic nie chciałabym występować w funkcji pariasów, zupełnie jak Shepherd Blaire, człowiek powiązany z maszyną zwiadowczą. Ziemski umysł przemierzający przez kilkadziesiąt godzin pięć tysięcy lat świetlnych. Nawet niewątpliwie atrakcyjny aspekt odkrywania nieznanych obszarów i istnień nie byłby mnie w stanie przekonać. A może mam zbyt zawiązany i ograniczony umysł, aby wybiec tak daleko i dostrzec pojawiające się możliwości w coraz bardziej osobliwych układach gwiezdnych, wyprawach umysłu tam, gdzie nie mogło podążyć ciało. Niech zatem ciężar tego typu doświadczeń sięgania gwiazd spadnie na kolejne pokolenia, obecnie zadowolę się literaturą. Książka dostarczyła sporo materiału do refleksji, fantastycznie było oddawać się interpretacji roli nauki i jej przyszłości. Czy faktycznie grozi jej degradacja, ustąpienie miejsca maszynom, namacalnym a nie abstrakcyjnym? 

Tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki science fiction, przybliżone na Bookendorfinie: "Odyseja kosmiczna 2001", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek". Inna książka Arthura C. Clarke "Koniec dzieciństwa", oraz udział w antologii horroru "Szaleństwo Cthulhu".

5/6 - koniecznie przeczytaj
science fiction, 282 strony, premiera 05.07.2022 (1961), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

PROTOKÓŁ WARSZAWSKI

COTTON MALONE tom 15

STEVE BERRY

"Kłamstwa przychodziły Rosjanom z ogromną łatwością, tak jakby rodzili się z talentem do łgania."

Wcześniej nie natknęłam się na twórczość Steve'a Berriego, a szkoda, bo zaoferowane klimaty bliskie były moim gustom czytelniczym, zatem odnotowałam do nadrobienia. W cykl o Cottonie Malone weszłam w piętnastym tomie, jednak nie miałam najmniejszym problemów z odnalezieniem się w przeszłości kluczowej postaci. Autor zwięźle i konkretnie przemycił w opisach najważniejsze informacje o Malone, aktywności w amerykańskim wywiadzie i życiu osobistym. Pięćdziesięcioletni emerytowany pracownik Departamentu Sprawiedliwości zrobił sympatyczne wrażenie. 

"Protokół Warszawski" to rozrywka prowadzona w klasycznym rytmie sensacji, wzbogacona elementami historii i mnóstwem tajemnic. Czytałam z zaciekawieniem, dobrze się bawiłam, ale dostrzegałam kilka mankamentów. Zabrakło pogłębionych motywów zachowań postaci, właściwie każda zbyt szybko się na coś decydowała, łatwo dawała się wplątać w narzucony układ. Co zadziwiające, to właśnie czarne charaktery okazały się najbardziej przekonujące, śmiało mogłam mieć do nich zaufanie w przestępczej odsłonie, za nic ich nie popierałam, jednakże po cichu kibicowałam. Kwestia tego, co działo się wokół artefaktów, za szybko przybierała ostateczne rozwiązania, drażniły sposoby traktowania, raził brak reakcji zapobiegawczych. Pierwsze sceny książki jak najbardziej wciągające, zuchwała kradzież relikwii świętej krwi. Szkoda, że autor nie zdecydował się na takie spektakularne opisy w przypadku pozostałych bezcennych skarbów kościelnych Arma Christi (krzyż, korona, kolumna, gąbka, gwoździe), wówczas jeszcze bardziej rozgrzałaby się wyobraźnia. Jednak przy włóczni przeznaczenia emocji nie brakowało.

Niezaprzeczalnym walorem powieści okazało się historyczne zaplecze, polityczne tło i społeczne świadectwa. Trafiłam na tom obracający się wokół polskich realiów. Zaimponowała skrupulatność Berriego w opisie faktów, osób, miast i procesów. Nawet dla osoby znakomicie poruszającej się wokół przybliżanych zagadnień, przechodzenie przez informacje sprawiało wiele przyjemności, a co dopiero czytelnikowi, który dotąd powierzchownie miał z nimi do czynienia. Przyciągało zwiedzanie Krakowa i Wieliczki w wyjaśniającej odsłonie. Zachwyciłam się Brugią, pięknym belgijskim miastem, którego dotąd nie miałam okazji odwiedzić. Na miłośniczce Venezii, miasta wysp, kanałów i mostów, właśnie flamandzka Wenecja, klejnot architektury gotyckiej, powinien wywołać szczególny entuzjazm i uznanie. Autor przekopywał się przez wiele materiału zanim przystąpił do pisania powieści, odwiedził też miejsca uwzględnione w fabule.

Biegłość w snuciu opowieści. Styl narracji zgrabny, przyjemny, przyjazny i wciągający. Scenariusz zdarzeń intrygująco zapleciony. Wiele się działo, sporo spektakularnych incydentów. Napięcie zgrabnie rozłożone, chociaż niekiedy brakowało mocniejszych uderzeń. "Protokół Warszawski" zajmująco wypełnił wieczór czytelniczy. Chętnie śledziłam zdradliwe pułapki, przestępcze roszady, szantażowe chwyty, polityczne naciski. Obroty spraw nie przebiegały po myśli bohaterów, zaskakiwały przebiegiem i wydźwiękiem, nie zawsze zdobywali to, na czym im zależało. Polski prezydent stanął przed wielką próbą, wszystkie dotychczasowe osiągnięcia i sukcesy mogły rozpaść się, jak domek z kart, gdyby pewne informacje ujrzały światło dzienne. Na jakich zasadach Cotton Malone, kiedyś szpieg, teraz właściciel antykwariatu, okazjonalnie pracujący dla rządów i agencji wywiadowczych, włączył się w sensacyjną grę? Gdzie znalazł sprzymierzeńców? Kto okazał się się jawnym, a kto ukrytym wrogiem?

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, 430 stron, premiera 23.03.2022 (2020), tłumaczenie Maciej Studencki
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 2 października 2022

ŚWINKA WYSOKICH LOTÓW

BATPIG tom 2

ROB HARRELL

„Sami wiecie, warto raz na jakiś czas wyjrzeć zza ekranu na świat – nigdy nie wiadomo, co można przegapić.”

Komiks, na który czekaliśmy z moimi młodymi czytelnikami z wielką niecierpliwością. Wcześniej mieliśmy okazję poznać pierwszą odsłonę przygód Batpiga („Batpig. Zobaczyła świnka niebo”) i zostaliśmy nim zauroczeni. Nie inaczej było w przypadku „Świnki wysokich lotów”. Trzy fantastyczne historie w jednym tomie, każda w nieco innym klimacie, ale z udziałem tych samych bohaterów. Rob Harrell kolejny raz wykazał się niesamowitą wyobraźnią, znakomitym wyczuciem potrzeb młodych odbiorców, ale również smykałką do snucia niezłych intryg i wciągania w opowieść dorosłych. Książka sprawdzi się w ramach rodzinnego czytania, każda ze stron zyskuje na jej poznaniu. Atrakcyjna oprawa graficzna, bardzo przejrzysta i sugestywna, sprawia ciepłe i sympatyczne wrażenie, ujmuje kreską i kolorystyką. 

Mocno doceniam pracę tłumaczki. Anna Lewicka ponownie wykazała się biegłością w oddaniu humorystycznego wydźwięku komiksu, rewelacyjnym poziomem zabawy językiem i nawiązań do świnkowych skojarzeń. Wyostrzony dowcip sytuacyjny, wyrazowy i zwrotów. Natychmiast wpasowaliśmy się w poczucie humoru autora. Każda scenka wprawiała w dobry nastrój, często wybuchaliśmy śmiechem, doceniałam żart sytuacyjny i językowy. Fabuła nie należała do odkrywczych i nowatorskich, ale fantastycznie zespoliła się z nurtem popularnych historii o superbohaterach, czyniła żartobliwe aluzje do supermocy i superzdolności. Sporo się działo, przygoda goniła przygodę, jedno zdarzenie pociągało następne. I tym razem chodziło o chodziło o pokonanie zła, za wszelką cenę, z odpowiednią dozą odwagi i determinacji. Jednak przede wszystkim niosła lekkość i swoboda opowieści, paradne zachowania, śmieszne zdarzenia. I postaci, mieszanka wad i zalet, często wzajemnie wykluczających się, ale wspólnie tworzących barwną całość. 

Uszkodzona zegarowa wieża i problemy z czasem, osobliwe zachowanie szkolnego woźnego i konieczność ratowania świata od ułamków i nudy. Trzeba było sporo się napracować, aby odnieść sukces, zwłaszcza że bazował na przewrotności. Siła potęgi prawdziwej przyjaźni, kiedy Gryzelda i Karol próbują pomóc Grzesiowi w spełnieniu wielkiego mokrego marzenia. Wizyta na Ziemi kosmitów z odległej galaktyki i wynikające z tego perturbacje, które natychmiast trzeba stłumić w zarodku. Jednak nie było łatwo tego dokonać, kiedy największy bohater i idol Wieprzowy Mściciel przyjechał do miasta Batpiga, aby kręcić film. Humorzasty aktor nie zyskał sympatii, lecz przyczynił się do zaliczenia dnia jako (nie)najlepszego w życiu komiksowych ulubieńców. Propozycja rozrywki, przy której sympatycznie i beztrosko spędza się czas, jak najbardziej zachęcam do poznania. Dowcipne aluzje do zjawisk kultury masowej, a przy tym kilka wartościowych przesłań na temat tolerancji, zrozumienia różnorodności, prawa do indywidualnych pasji, siły przyjaźni, potęgi współpracy, nieopłacalności zemsty i zasiedzenia w telefonach. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
komiks, 244 strony, premiera 14.09.2022, tłumaczenie Anna Lewicka
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

NASZE MAŁE OKRUCIEŃSTWA

LIZ NUGENT

„W naszej rodzinie, jeśli się śmialiśmy, to zawsze z kogoś.”

Nie tego się spodziewałam, książka zupełnie odbiegła od oczekiwań, zamiast prowadzić po świecie thrillera przeciągnęła po obyczajowych ścieżkach. Po zapowiedziach nastawiłam się na narastające napięcie, atmosferę strachu, emocjonujące wyczekiwanie wydarzeń. Dopiero finalne fragmenty podgrzewały wyobraźnię, ale i tak, od początku towarzyszyło mi jedno pytanie, który z braci nie dotrwał do końca. Nie znaczyło to wcale, że powieść była złą propozycją czytelniczą. Ostatecznie uznałam ją za mocno dobrą, znakomicie poprowadzoną od strony wejścia w skomplikowane ludzkie współzależności. 

Liz Nugent głęboko weszła w relacje rodzinne, ukazała najmroczniejsze ich aspekty. Pokazała codzienne okrucieństwa między rodzeństwem, niespełnione wyczekiwania między dziećmi a rodzicami, zawiedzione nadzieje dorosłych. Przysłuchiwałam się trzem osobnym głosom braci i musiałam przyznać, że brzmiały przerażająco i złowieszczo. Z jednej strony chciałam powiedzieć, że nagromadzenie frustracji i żalu było zbyt intensywne i makiawelistyczne, z drugiej musiałam uznać ich realistyczny i prawdopodobny obraz. Nikt tak człowieka nie potrafi zranić, jak ktoś, kto jest nam najbliższy, powiązany więzami krwi lub gorącymi uczuciami. Co fascynujące, często właśnie oprawca widzi się w kategoriach ofiary, znajdując solidne usprawiedliwienia własnych czynów i natychmiastowe potwierdzenia decyzji. Każdy z braci miał tendencje do wysysania energii z innych, rozsiewał toksyczne opary nienawiści i zazdrości, miał wgląd jedynie we własne dobro, lubił ściągać na siebie uwagę. Równocześnie starał się ukazać z jak najlepszej strony. Wydawało się, że najrozsądniejszy to William, najbardziej diaboliczny to Brian, a wzbudzający najwięcej zrozumienia to Luke. Jednak lustrzane odbicia prawdy, postaci przyjmowane w różnych zwierciadłach duszy, miały tendencję do wielkich kłamstw i perfidnej manipulacji. Ileż w tym wszystkim cierpienia i smutku, trudno otrząsnąć się po takiej jesiennej przygodzie czytelniczej.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller psychologiczny, 426 stron, premiera 10.08.2022 (2020), tłumaczenie Mateusz Rulski-Bożek
Książkę „Nasze małe okrucieństwa” zgarnęłam z półki „kryminały i sensacja” w księgarni TaniaKsiążka.pl

sobota, 1 października 2022

BULLET TRAIN. ZABÓJCZY POCIĄG

KOTARO ISAKA

„Kiedy ludzie muszą podjąć jakąś straszną decyzję lub taką, która kłóci się z logiką, wówczas są bardzo podatni na to, żeby dostosować swoją opinię do opinii grupy.”

Początkowo nie mogłam sobie znaleźć miejsca w zabójczym pociągu, wydawało mi się, że pomyliłam klasy podróży, albo wsiadłam nie do tego pojazdu, co powinnam. W miarę zagłębiania się w powieść zdałam sobie sprawę, że jednak siedzę na właściwym miejscu, jadę w odpowiednim kierunku, a do tego wcale nie zgubiłam bagażu ciekawości i zaintrygowania. Co więcej, nieźle musiałam się natrudzić, aby nadążać za kosmiczną prędkością przygody czytelniczej. Kotaro Isaka fantastycznie zaskakiwał na każdym kroku. Kiedy już wydawało mi się, że chwytam rdzeń intrygi, nagle wszystko zmieniało obrót, perspektywę, kąt widzenia niebezpieczeństwa. Błyskawicznie przesuwające się obrazy za oknem rozdziałów coraz bardziej gmatwały scenariusz zdarzeń. Prędkość wciskała w fotel. Dochodzącą z głośników melodia czarnej komedii okazała się mistrzowsko rozpisanym utworem. Mnóstwo zabawnych perypetii, zupełnie na poważnie, mrożących krew w żyłach, ze śmiercią za pan brat. 

Rewelacyjnie odmalowane portrety wszystkich postaci, także starszego małżeństwa i szkolnego nauczyciela. Człowiek obdarzony ksywą Biedronka w każdej scenie udowadniał, że towarzyszy mu w życiu ogromny pech. Cytryna i Mandaryna tworzyły niezwykły duet, nikt nie śmiałby stanąć im na drodze. Książę aż kipiał od skrajnej perfidii i głębokiej mroczności. Naprawdę nóż się w kieszeni otwierał, kiedy rozumiało się jego bezwzględność i okrucieństwo. Kimura zepchnięty poza nawias zemsty dokładał znaczącą cegiełkę do walki ze złem. Ileż krwawych czynów i cichych morderstw, a wszystko wokół czarnej walizki, której zawartości nikt nie znał. Autor upchnął w małą przestrzeń pociągu najbardziej zabójcze umysły, nadał im wybuchową mieszankę prawdy i kłamstwa, zalet i wad, doświadczeń i przeżyć. Entuzjastycznie wyczekiwałam każdego incydentu, starałam się nadać odpowiednie uzasadnienie, trafnie zinterpretować następstwa i konsekwencje, ale przyznaję, że Isaka wielokrotnie wyprowadził mnie w pole, z uśmiechem, a nawet chichotem. Coś innego i nieszablonowego, chociaż wzorowanego na znanych klasycznych motywach komedii niemal gangsterskich. Zachęcam do spotkania z książką, zasługuje na uwagę, dostarcza energetyzującej rozrywki. Mam wrażenie, że na długo ją zapamiętam. A teraz postaram się jak najszybciej obejrzeć film powstały na jej podstawie.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller, komedia, 408 stron, premiera 26.07.2022 (2010), tłumaczenie Anna Horikoshi
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

O ZMIERZCHU

HWANG SOK-YONG

„Ludzka pamięć ma to do siebie, że współdzielone z innymi doświadczenia pod wpływem upływającego czasu mogą zostać całkowicie zapomniane lub – w zależności od towarzyszących im wówczas emocji – zniekształcone i zapisać się w naszych umysłach jako zupełnie inne historie.”

Przyznaję, że z wielkim entuzjazmem wyczekuję propozycji książkowych z serii bo.wiem, a zwłaszcza serii z żurawiem. Bardzo cieszę się, że Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego zdecydowało się na jej prowadzenie na polskim rynku, ponieważ to wyjątkowa okazja poznania czegoś zupełnie nowego, odmiennego kulturowo, całkiem nieszablonowego, wprowadzającego odbiorcę w niezwykły klimat, a przy tym przekonującego emocjami. Zaglądanie w ludzkie życia przedstawione z perspektywy dorobku człowieka zamieszkanego po drugiej stronie globu daje impuls posmakowania tamtych realiów. 

„O zmierzchu” prowadzi czytelnika po koreańskiej rzeczywistości lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubogich prowincji i skrajnego ubóstwa przedmieść Seulu. Ukazuje zmiany tych przestrzeni na przestrzeni lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Odwołuje się też do współczesności, której architektura miejska skrywa ciężki bagaż grzechów wyzysku i niesprawiedliwości. Zażarta walka o ludzki żywot i przetrwanie w skrajnych warunkach. Wszechobecna frustracja i rezygnacja, usilne pragnienia wyniesienia się z miejsca beznadziei, zdystansowania się do slumsów poprzez zdobywanie jak najwyższego wykształcenia, a nawet wyrzeczenia się dzieciństwa we wspomnieniach. Tworzenie nowej odmiennej tożsamości poprzez zapominanie o dziedzictwie tego, co w ukształtowało bohaterów. Teraz zupełnie inny wygląd, przeznaczenie i funkcjonowanie, ale wciąż przytłaczająca samotność, dystansowanie się od innych, marzenia o spokojnej egzystencji. 

Hwang Sok-Yong fantastycznie ukazuje wewnętrzne rozterki człowieka, rozliczenie z życiem i dokonywanymi wyborami. Nie ma znaczenia, jak bardzo chciałoby się zapomnieć o dawnej biedzie i marazmie, w pewnym momencie powraca się do tego, czy za sprawą przypadkowego spotkania z dawnym przyjacielem lub sympatią, czy poprzez migawkę obrazu z przeszłości, a może nawet wizytę w rodzimym domu lub pozostałości po nim. Czas biegnie swoim tempem, pokolenia wymieniają się, ale marzenia wciąż pozostają wspólne i niewyparte. Dwa głosy powieści, kobiecy i męski. Wiele w nich zwykłych i niezwykłych emocji. Intensywnie wsłuchujemy się w nie, dostrzegamy wiele stycznych punktów z własnym doświadczeniem życiowym. Patrzenie na wielkie przeobrażenia tego, co uczestniczyło we wczesnych latach życia może z jednej strony sprawiać radość i satysfakcję, z drugiej przywołać żal i poczucie winy. 

Architekt Park Min-u dokonuje spowiedzi przed samym sobą, patrzy na konsekwencje wyborów, łapie ciepłą nić z przeszłością. Reżyserka Jeong U-hui poszukuje drogi do wyrażenia własnego ja, zaczepienia w pracy zapewniającej normalne życie a zarazem przynoszącej satysfakcję. On w późnym etapie walki o idee, ona we wczesnym. Losy obojga przeplatane duchem przeszłości. Sporo odniesień do społecznych relacji, politycznych uwarunkowań i natury człowieka. Sięgając po książkę warto nastawić się na inteligentne, przekonujące, nostalgiczne i refleksyjne czytanie. Wrażliwie dotykające rdzenia ludzkich uczuć. Bezpośrednie, ale czułe wspominanie. 

Zerknij na pozostałe książki z ujmującej serii z żurawiem, teraz Bo.wiem ("Ona i jej kot", "Kobieta w Fioletowej Spódnicy", "Kwarantanna", "A gdyby tak ze świata zniknęły koty?", "Perfekcyjny świat Miwako Sumidy", "Stacja Tokio Ueno", "Pszczoły i grom w oddali", "Sztormowe ptaki", "Budząc lwy", "Kwiat wiśni i czerwona fasola", "Cesarski zegarmistrz", "Tygrysica i akrobata", "Krótka historia Stowarzyszenie Nieurodziwych Dziewuch", "Ślady wilka", "Kot, który spadł z nieba", "Dziewczyna z konbini"). Cieszą kształtem historii, nietuzinkową atmosferą, dotykaniem duszy, bogatym materiałem do refleksji. Magnetycznie przyciągają, fantastycznie wyciszają, towarzyszą w myślach przez dłuższy czas.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 206 stron, premiera 20.09.2022, tłumaczenie Dominika Chybowska-Jang
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.