POUL ANDERSON
"Podczas gdy narzędzia prowadzenia wojny zmieniają się z upływem wieków, rywalizacja i intrygi nie wyglądają inaczej ani subtelniej.”
Moje pierwsze spostrzeżenie po spotkaniu z „Podniebną krucjatą”, nie można tej opowieści brać na poważnie, oczekiwać wnikliwych i zmyślnych opisów, pogłębionych portretów postaci, czy oszałamiających myśli refleksyjnych. Jest to zaproszenie wystosowane do czytelnika, aby zabawił się w wyciąganie przywar angielskiego postrzegania świata i odsłanianie genetycznie zakodowanych wad ludzkiej natury. Nie liczy się wiarygodność scenariusza zdarzeń, gładko wnikającego w absurdalne incydenty i pastiszowe ujęcia, ale wyśmienite poczucie humoru Poula Andersona, dokonującego pewnego podsumowania mentalności i ambicji Anglików. Wielokrotnie wybuchałam śmiechem z scenek i dialogów sytuacyjnych, natychmiast dostosowałam do improwizowanych koncepcji barona, przysięgi na Mahometa, przedstawienia kłusowników jako drwali, zaś Noego jako admirała połączonych flot planety, czy uzyskiwaniu biegłości w przeklinaniu. Sir Roger de Tournelille okazał się atrakcyjnym bohaterem, wypełniając charakterystyczną obecnością coś na kształt powieści historycznej połączonej z science fiction w kształcie kroniki. Brat Parvus jako narrator prowadził po konsekwencjach wylądowania obcej rasy na Ziemi, zderzenia językowego, kulturowego, mentalnego, technologicznego i zbrojnego dwóch ras, oraz po meandrach kosmicznego kolonializmu w wykonaniu Anglików, którym sprzyja chrześcijański bóg, samo bycie Anglikiem i przekonanie, że walczą najlepiej , gdy są przyparci do muru i improwizują.
Tio nie tylko dowcipna odsłona terytorialnych, religijnych i władczych ambicji angielskiego narodu, ale również średniowiecznego klimatu, stawiania wiary wyżej niż wiedzy, ubóstwiania świętych relikwii nade wszystko, a także biegłości w demonologii, diabelskich zakusach, czarnej magii. Rycerski stan pobija przestrzenie gwiazd, zaś duchowni pozyskują nowych zwolenników dla swojej wiary. Płaskość Ziemi, technologia pojazdów kosmicznych, mapy bez smoczych ozdobników, nawracanie zbłąkanych dusz Obcych i wiele innych aspektów. Od napisania książki minęło niemal dziewięćdziesiąt lat, z pewnymi nowatorskimi elementami, na których bazowała jej konstrukcja i przekaz, z czasem pokryły się kurzem, ale wciąż potrafi zaproponować przejażdżkę wersgorskim statkiem, aby spotkać z tym, co nieznane, bawić się w odkrywanie cech własnej cywilizacji i dorobku innych. Chętnie podchwyciłam myśl, że rasy, które prawie zaniechały walk na lądzie, zaszły daleko w rozwoju technologii wojennej, w pełni zdającej się na zbrojeniowe wynalazki, wykazywały cechy nieprzystosowania do, z ich punktu widzenia, prymitywnych plemion. Jako ludzie nie doszliśmy jeszcze do tego etapu, ale czy za chwilę nie będziemy zbyt polegać na sztucznej inteligencji, a w ten sposób mimo wzmacniania pewnych składników rozwoju znacząco osłabiać innych, które dotąd okazywały się nasza mocną stronę? Może i będziemy mieć dostęp do większej wiedzy, ale czy będziemy potrafili właściwie ją ocenić?
4.5/6 – warto przeczytać
science fiction, 184 strony, premiera 27.01.2026 (1960), tłumaczenie Jarosław Kotarski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz