niedziela, 15 marca 2026

PODNIEBNA KRUCJATA

POUL ANDERSON

"Podczas gdy narzędzia prowadzenia wojny zmieniają się z upływem wieków, rywalizacja i intrygi nie wyglądają inaczej ani subtelniej.”

Moje pierwsze spostrzeżenie po spotkaniu z „Podniebną krucjatą”, nie można opowieści brać na poważnie, oczekiwać wnikliwych i zmyślnych opisów, pogłębionych portretów postaci, czy oszałamiających myśli refleksyjnych. Jest to zaproszenie wystosowane do czytelnika, aby zabawił się w wyciąganie przywar angielskiego postrzegania świata i odsłanianie genetycznie zakodowanych wad ludzkiej natury. Nie liczy się wiarygodność scenariusza zdarzeń, gładko wnikającego w absurdalne incydenty i pastiszowe ujęcia, ale wyśmienite poczucie humoru Poula Andersona, dokonującego podsumowania mentalności i ambicji Anglików. 

Wielokrotnie wybuchałam śmiechem podczas scenek i dialogów sytuacyjnych. Natychmiast dostosowałam się do improwizowanych koncepcji barona, składania przysięgi na Mahometa, przedstawiania kłusowników jako drwali, zaś Noego jako admirała połączonych flot planety, czy uzyskiwania biegłości w przeklinaniu. Sir Roger de Tournelille okazał się atrakcyjnym bohaterem, wypełniał charakterystyczną obecnością coś na kształt powieści historycznej połączonej z science fiction i ukształtowanej w kształcie kroniki. Brat Parvus jako narrator prowadził po konsekwencjach wylądowania obcej rasy na Ziemi, zderzenia językowego, kulturowego, mentalnego, technologicznego i zbrojnego, oraz po meandrach kosmicznego kolonializmu w wykonaniu Anglików, którym sprzyja chrześcijański bóg, samo bycie Anglikiem i przekonanie, że walczą najlepiej, gdy są przyparci do muru i improwizują.

To nie tylko dowcipna odsłona terytorialnych, religijnych i władczych ambicji angielskiego narodu, ale również średniowiecznego klimatu, stawiania wiary wyżej niż wiedzy, ubóstwiania świętych relikwii nade wszystko, a także biegłości w demonologii, diabelskich zakusach i czarnej magii. Rycerski stan pobijał przestrzenie gwiazd, zaś duchowni pozyskiwali nowych zwolenników dla swojej wiary. Płaskość Ziemi, technologia pojazdów kosmicznych, mapy bez boskich i smoczych ozdobników, nawracanie zbłąkanych dusz Obcych i wiele innych aspektów sympatycznie kręciło się w dowcipnych ujęciach. Od napisania książki minęło niemal dziewięćdziesiąt lat, z pewnymi nowatorskimi elementami, na których bazowała konstrukcja i przekaz, z czasem pokryły się kurzem, ale wciąż potrafiła zaproponować przejażdżkę wersgorskim statkiem, aby spotkać z tym, co nieznane, bawić się w odkrywanie cech własnej cywilizacji i dorobku innych. 

Chętnie podchwyciłam myśl, że rasy, które prawie zaniechały walk na lądzie, zaszły daleko w rozwoju technologii wojennej, i które, na swoje nieszczęście, w pełni zdawały się na zbrojeniowe wynalazki, wykazywały cechy nieprzystosowania do, z ich punktu widzenia, prymitywnych plemion. Jako ludzie nie doszliśmy jeszcze do tego etapu, ale czy za chwilę nie będziemy za bardzo polegać na sztucznej inteligencji, a w ten sposób mimo wzmacniania pewnych składników rozwoju znacząco osłabiać inne ewolucyjne osiągnięcia biologiczne, które okazują się naszą mocną stronę? Może i będziemy mieli dostęp do większej wiedzy, ale czy będziemy potrafili właściwie ją ocenić? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką Poula Andersona, zatytułowaną "Olśnienie", przedstawione na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
science fiction, 184 strony, premiera 27.01.2026 (1960), tłumaczenie Jarosław Kotarski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

13 komentarzy:

  1. No właśnie dla niektórych już dziś dorosłych ludzi jedzenie z sieciówki to smak dzieciństwa. Oglądając filmiki które wiemy że to AI to za jakiś czas ludzie mogą przeceniać nieświadomie zaufanie d tej technologii

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam angielski humor , wiec to książka dla mnie - dzięki za polecajkę, już sobie zapisałam

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie oddany klimat tej książki — już po Twoim opisie widać, że to historia, którą trzeba czytać z przymrużeniem oka i nastawić się bardziej na zabawę konwencją niż klasyczną fabułę science fiction.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie się to czyta – aż czuć, ile frajdy miałaś przy tej książce 😄 Ten balans między absurdem a inteligentnym humorem u Poul Anderson faktycznie robi robotę. Bardzo podoba mi się Twoje podejście, żeby nie brać wszystkiego śmiertelnie poważnie, tylko wejść w tę konwencję i się nią bawić – wtedy Podniebna krucjata zyskuje dużo więcej.
    No i ten wątek z AI, który wyciągnęłaś na koniec – mega trafny 🤔 Niby lekka, momentami pastiszowa historia, a jednak zostawia z takim „a co jeśli…”. Lubię, kiedy książki sci-fi działają właśnie na dwóch poziomach.
    Chyba mnie przekonałaś, żeby sięgnąć po tę pozycję 👍

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie uchwycone — Podniebna krucjata rzeczywiście najlepiej działa jako błyskotliwa satyra, a nie „poważne” SF. Humor Poul Anderson i to zderzenie średniowiecznej mentalności z kosmosem nadal robią robotę. No i trafna refleksja o AI — łatwo zachłysnąć się narzędziami i zapomnieć o własnym krytycznym myśleniu. Chętnie przeczytam, bo bardzo mnie zaitrygował Twój opis :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaintrygowalas mnie - science fiction, brytyjskosc i smiech - wybuchowa mieszanka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba angielski humor nie całkiem do mnie trafia...I choć lubię Jasia Fasolę, to ocenianie angielskich przywar nawet w ujęciu humorystycznym mnie nie pociąga. Pomieszanie absurdu i humoru w tym tytule wydaje mi się przerysowane.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciężko mi ocenić, czy ta książka trafiłaby w mój gust. Twoja recenzja jest interesująca, ale czy książka w moim klimacie - naprawdę nie umiem powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie że zamieszczenie scenek i dialogów humorystycznych rezonuj z Twoim poczuciem humoru

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa pozycja, choć jeśli chodzi o angielski humor to jakoś mam mieszane uczucia

    OdpowiedzUsuń
  11. science fiction to nie mój gatunek ale wnioskuje ze warto przeczytać, może kupię tą książkę znajomemu:)

    OdpowiedzUsuń