MARIA RODZIEWICZÓWNA
"Bądź prawym, bądź prawym!...”
Lubię sięgać po klasykę, to nie tylko rozrywka czytelnicza, ale również zerknięcie na dawny warsztat pisarski i realia przynależnej mu epoki. „Straszny dziadunio” powstał w tysiąc osiemset osiemdziesiątym siódmym roku, dalekie czasy od naszych, zatem obecność archaiczności językowej, trzeba szybko się na nią przestawić. Odpowiada mi takie wyzwanie, uatrakcyjnia utwór, wprowadza w unikalny klimat, sprawia, że lepiej rozumiem rozterki postaci. Autorka miała dwadzieścia cztery lata, kiedy pisała książkę, zatem dało się odczuć niezbyt głęboką analizę osobowości bohaterów. Podobnie jak podział na jednoznaczne zło i dobro niekoniecznie dziś przekonuje.
Udało się wprowadzić fabułę w dynamiczny rytm, zagęścić zdarzeniami, chociaż mającymi tendencję do stronniczości i ekstremalnego charakteru. Jednak można było zerknąć na to od strony wewnętrznej siły i hartu ducha Hieronima, pracowitego, ambitnego i wrażliwego wnuka dziadunia. Jako kontrast do hulaszczego i lekkiego życia Alberta, drugiego wnuka Polikarpa Białopiotrowicza, właściciela majątku Tepeńca na Polesiu, pragnącego dowiedzieć się, który z wnuków godny jest dziedziczenia. Stawia zatem Hieronima i Alberta przed trudnymi próbami a los dokłada swoje wyzwania. Przeszkadzał moralizatorski i pouczający ton powieści, zbyt jawny i bezpośredni, na plus lekkie wzbogacenie humorem. Chętnie przyjmowałam ciepło płynące z dziadunia, pierwotnie ujętego w despotycznej i surowej postaci, z czasem nabierającego cech troski i oddania wobec familii. Podróż czytelnicza do codzienności życia mieszczańskiego okazała się ciekawa i pouczająca, przypominała o znaczeniu autorytetów, podkreślała istotę patriotyzmu i szacunku wobec tradycji. Powieść niewielkich rozmiarów, w sam raz na krótszy wieczór czytelniczy, szybko się ją poznawało, ujawniła unikalny urok dawnych czasów i kształtowania literatury.
3.5/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, klasyka, 140 stron, premiera 14.01.2026 (1887)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

Całkiem miło wspominam tę lekturę. :)
OdpowiedzUsuńCiekawa recenzja dobrze pokazuje, jak literatura z dawnych lat może dziś jednocześnie zachwycać klimatem i trochę razić moralizatorskim tonem.
OdpowiedzUsuńRodziewiczówny chyba niczego nie czytałam, może czas to nadrobić ? Zastanawiam się
OdpowiedzUsuńŚwietna propozycja. Miło zawsze jest wracać do dawnych powieści. Zachwycają językiem i klimatem.
OdpowiedzUsuńLubię ten moralizatorski ton w starych książkach bo przypomina o dawnych wartościach i Rodziewiczówna pięknie pisze o patriotyzmie oraz tradycji.
OdpowiedzUsuńArchaiczność językowa tu mnie zaskakuje, nie wiem czy dobrze by mi się tą propozycję czytało? hmm
OdpowiedzUsuńCzytałam inne książki tej autorki i one zawsze mają swój specyficzny urok, więc nawet jeśli postacie są schematyczne to warto znać tę prozę.
OdpowiedzUsuń