niedziela, 16 sierpnia 2026

COPYCAT

MIECZYSŁAW GORZKA

„Tam gdzie normalny człowiek widzi przeszkody i nie podejmuje działania, szaleniec może widzieć tylko gładką autostradę do sukcesu.” 

Ostatnio zastanawiałam się nad sugestią, czy prawdą jest, że nie ma ludzi normalnych, gdyż każdy na coś cierpi w ujęciu psychologicznym, tylko większość nie jest zdiagnozowana, bo lepiej dostosowała się do norm społecznych i płynnie wkomponowała się w oczekiwane zachowania. Autor znakomicie wbił się w tę tematykę kreacją części postaci, wymykającym się zaszufladkowaniu, obarczonym większą lub mniejszą traumą z przeszłości, potrafiącym wykazać się skrajną nieodpowiedzialnością lub nadmiernym zaufaniem wobec obcych. 

Zatem powieść nie tylko ciekawie wypełniła czas, ale również podsunęła materiał do refleksji. Na ile to, co kształtowało nas w przeszłości, zdominowało obecny stan naszego ducha? Czy tak naprawdę jesteśmy w stanie, nawet pomimo długiego życia, uporać się ze złymi doświadczeniami z dzieciństwa? W jakim stopniu zło, które nas dotknęło, przeniosło się na cechy charakteru? Podobało mi się wnikanie w psychologiczne warstwy, przemyślenia i przeżycia bohaterów, dostosowywanie źródeł fiksacji i obsesji do motywów wypowiedzi i zachowań. Co prawda, kilka manewrów wykonanych przez Agnieszkę Dudek, niemal ćwierć wieku temu porwaną i zgwałconą przez Bestię ze Środy, w jej obecnym życiu zaskoczyło nastawieniem i wydźwiękiem, nie do końca ją rozumiałam. Z zainteresowaniem przyglądałam się dziwacznym działaniom komisarza Marka Rosińskiego, obciążonego stratą ukochanej osoby, wobec pewnej kobiety. Zastanawiałam się, czy ilość fobii, które dopadły Roberta Wójtowicza, współwłaściciela agencji reklamowej, kiedyś podejrzanego o zamordowanie sekretarki, nie przekroczyła dopuszczalnych norm.

Intryga została interesująco rozpisana, bazowała na utartych schematach docierania krok po kroku do prawdy, ale z wyostrzonym pazurem. Jako filar fabuły uwzględniała obecność seryjnego mordercy naśladowcy, lecz wsparła go dwutorową akcją i różnymi odcieniami mroku. Seria tragicznych zdarzeń podgrzewała atmosferę niepokoju, zachęcała do podążania tropem zbrodni, ale w moim odczuciu, za bardzo ujawniała niektóre elementy psując zabawę w interpretację i typowanie tożsamości czarnego charakteru. Nawet uwzględniając ślepe uliczki w śledztwie, trudność w dopasowaniu poszczególnych elementów, doskonałość w planowaniu przez zabójcę, wyprzedzającego osoby podążające jego śladami. Pierwsze spotkanie z bogatą twórczością Mieczysława Gorzki miałam przy okazji „Poszukiwacza zwłok”, intrygującej i wciągającej powieści, po „Copycat” nie wyszłam już z tak mocnymi wrażeniami, lecz zaliczyłam do udanych.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 424 strony, premiera 12.08.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 15 sierpnia 2026

FROST I SROGA ZIMA

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 5

„Potrafię rozwiązywać sprawy prowadzone przez kolegów, za to nie umiem poradzić sobie z własnymi.”

Niemal siedemset pięćdziesiąt stron a powieść wcale nie dłużyła się. Zespoliłam się już z charakterem kluczowej postaci, nawiązałam z nią solidną nić sympatii, wybaczyłam niestosowne żarty, jednocześnie z uznaniem przyjmowałam celne riposty i trafne spostrzeżenia. Inspektora Jacka Frosta nie sposób było obojętnie traktować, wywoływał ekstremalnie mieszane odczucia, ale w tym tkwił jego charakterystyczny rys, trzeba przyznać, że konsekwentnie wykreowany i prowadzony.

Piąty tom skupiał się na rozwiązaniu sprawy kradzieży biżuterii, portfela, napadu na sklep, skoku na stację benzynową, śmierci młodej prostytutki, znalezieniu ciała innej kobiety lekkich obyczajów, szkieletu odkrytego w domu wystawionym na sprzedaż, a także zaginięcia dwójki dzieci chodzących do tej samej szkoły. Nie było łatwo, nagromadzenie incydentów, utknięcia w martwych punktach, brnięcie w ślepe uliczki. Czy trzeba było uciekać się do naginania faktów, żeby poszczególne elementy do siebie pasowały i odpowiadały wysuwanej teorii? A może doszło do przełomowego momentu, niezmiernie potrzebnego w detektywistycznej pracy, a bazującego na prawdzie? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii („Frost i Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”, "Frost i mordercze zadanie").

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 738 stron, premiera 01.01.2009 (1999), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 14 sierpnia 2026

FROST I MORDERCZE ZADANIE

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 4

„Zemsta najpierw się tli, aż wreszcie wybucha jasnym płomieniem.”

W czwartym tomie detektyw inspektor Jack Frost staje do walki z wyjątkowo sprytnym mordercą, musi zatem wznieść się na wyżyny własnych umiejętności i pomagającej mu dotąd intuicji. A nie jest to łatwe, przełożeni nie są przychylni i czepiają się niekonwencjonalnych metod dochodzenia do prawdy. Czy i tym razem sprawdzą się stare metody prowadzenia śledztw, bazujące na logice i inteligencji, ale również podstępie i sprycie? 

Rozwiązania wymagają sprawy serii włamań i prób morderstw, zaginięcia mężczyzny, zwłok siedmiolatka znalezionych na opuszczonej przez kiedyś dobrze prosperujące sklepy ulicy miasta Denton. Do tego dochodzi porwanie piętnastolatki i żądanie za nią okupu przez gang, oraz zidentyfikowanie ciała mężczyzny pozostawionego na obszarze zdewastowanych domków letniskowych, w bunkrze na węgiel. I jeszcze odzyskanie medalu wojskowej zasługi męża przejętej kradzieżą staruszki. Nie znikają rabunki w domach starszych ludzi, tym razem funkcjonujące za zasłoną fałszywych pracowników wodociągów. Wiele się dzieje, akcja prowadzona szybkim tempem, zaś głównemu bohaterowi dopisuje osobliwe poczucie humoru. Lektura z intrygą na letnie wieczory, mniej dla pracy szarych komórek, więcej dla relaksu. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii („Frost i Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”).

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 672 strony, premiera 23.10.2008 (1995), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 12 sierpnia 2026

FROST I CIEMNA NOC

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 3

„Powiedz durniom to, co chcą usłyszeć, a potem będziesz się usprawiedliwiał – mniej więcej tak wygląda moja filozofia.”

Przerażająco ciemna noc zapada w angielskim miasteczku Denton, liczącym sto tysięcy mieszkańców i skrywającym wielokrotność tajemnic. Wandale grasują na cmentarzu, listy z pogróżkami docierają do ludzi skażonych potępianymi społecznie czynami, dochodzi do serii samobójstw, brutalne napady dotykają starszych ludzi. Jakby tego było mało, znika staruszek, odnalezione zostają zwłoki zamordowanej kobiety w krypcie i ciało nieboszczki w rodzinnym domu. Nie brakuje innych przestępczych dowodów działalności. Wszystko to spada na jedną policyjną głowę, inspektora Jacka Frosta. Pozornie roztrzepany i niefrasobliwy wyjątkowo dobrze radzi sobie w łamigłówce trudnych do rozwiązania spraw. Kieruje się instynktem, za nic ma krytykę przełożonego, podąża własną ścieżką docierania do prawdy. Ale czy mnogość i różnorodność spraw tym razem go nie przytłacza? Sympatyczny kryminał, z bogactwem intrygujących incydentów, sporą dawką humoru i osobliwą kluczową postacią. W sam raz na wakacyjną przygodę czytelniczą, wciągająco, ale bez zobowiązań pozostawienia w pamięci. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem („Frost i Boże Narodzenie”) i drugim („Frost i zastraszone miasto”).

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 612 stron, premiera 01.01.2008 (1992), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 11 sierpnia 2026

FROST I ZASTRASZONE MIASTO

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 2

„Jeśli człowiekowi przytrafi się w życiu jakiś pech, to los mu to potem rekompensuje.”

I w drugim tomie detektyw inspektor Jack Frost stanowczo za dużo ma spraw na głowie, a przez to chodzi wiecznie niewyspany i zaniedbany. Jednak skuteczności rozwiązywania morderstw i przestępstw nie można mu odmówić. Byłam zaskoczona, jeśli nie zszokowana, specyficznym humorem głównego bohatera w pierwszej odsłonie serii („Frost i Boże Narodzenie”), ale z czasem oswoiłam się i traktowałam z przymrużeniem oka wszelkie sprośności i celne riposty. Tendencja takiego dowcipu utrzymuje się i w drugim tomie. Mam wrażenie, że w obecnych czasach tego typu zachowanie postaci byłoby ostro krytykowane, ale czterdzieści lat temu nie spotykało się jeszcze z nagonką czytelników. Frost jest jeden jedyny i niepowtarzalny w radzeniu sobie z wszechobecnymi mrocznymi aktami. Zaginięcie piętnastolatki, seria gwałtów, kradzież pieniędzy, postrach pielęgniarek, śmierć jubilera, zniknięcie policjanta, plaga włamań, a wszystko zaczyna się od znalezienia mocno poturbowanego ciała w toalecie publicznej w Denton, z wyobrażenia spokojnym miasteczku..

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 582 strony, premiera 20.11.2007 (1984), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

FROST I BOŻE NARODZENIE

R.D. WINGFIELD 

JACK FROST tom 1

„Musiałem to zrobić… On by mnie zabił… Musiałem to zrobić...”

Sympatyczne spotkanie z kryminalną odsłoną powieści. Bardzo dużo dzieje się i to właśnie mi się podoba. Autor nie skupia się na jednym, czy dwóch wątkach, ale proponuje wiele kierunków intrygi. Zaginięcie ośmioletniej córki prostytutki, śmierć dwunastolatka, kradzież części elektronicznych, oraz trup sprzed trzydziestu odnaleziony w lesie. Nie zawodzi również ilość ciekawie sportretowanych postaci, a wśród nich jednej szczególnej – Jacka Frosta. Kluczowa postać z pewnością nie należy do tuzinkowych, przeprowadza śledztwa według własnego uznania, krnąbrnie nie daje się podporządkować przełożonym, nie cierpi papierkowej roboty, jak tylko może oddaje ją innym, nawet kosztem pozbawienia się sukcesu w statystycznych rozliczeniach. Frost obdarzony jest specyficznym humorem, nie każdemu czytelnikowi może on podejść, ale nie da się mu odmówić nietuzinkowości i konsekwencji.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 430 stron, premiera 01.01.2007 (1984), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

sobota, 8 sierpnia 2026

ZAPOMNIANY PERGAMIN

PHILIPP VANDENBERG

„Strach jest złym doradcą.”

Sympatycznie relaksująca powieść. Łączy wiele elementów z różnych gatunków literackich. Nie brakuje kryminalnej intrygi, tajemnicy sprzed wielu wieków, sensacyjnych zwrotów akcji, odwołań do różnych gałęzi sztuki, historycznego rysu i religijnego tła. Narracja przyjemna, szybko przebiega się po stronach. Bohaterowie ciekawie sportretowani, chociaż nie spodziewajcie się solidnych podstaw psychologicznych. Nie brakuje licznych zmian w scenariuszach ich losów. Wątki ciekawie łączą się, powstaje wrażenie lekkości fabuły i trafionego tempa akcji. Wydarza się wiele rzeczy, pozornie nie wiążą się ze sobą, jednak pozostają w określonym związku. Incydenty fałszywie podobne do siebie, ale kiedy bliżej się przyjrzeć ujawniają się różnice. Rozczarowujące zakończenie, jednak innym może się spodobać. Czy faktycznie wiedza jest wrogiem wiary? Jak zbrodnia w klasztorze Monte Cassino sprzed pięciuset lat może wywoływać zatrważające skutki? Pierwsze spotkanie z twórczością Philippa Vandenberga zaliczam do wystarczająco dobrze skonstruowanych i podanych, akurat na wakacyjny relaks, zaraz sięgnę po kolejną książkę pisarza.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, 524 strony, premiera 01.01.2007 (2006), tłumaczenie Sława Lisiecka
Książka wypożyczona z biblioteki.

LANDSBERG, MIASTO Z MGŁY

MACIEJ J. DUDZIAK

„Miasto nie wiedząc jeszcze dlaczego, na moment wstrzymało oddech.”

Początkowo znakomicie bawiłam się przy książce, wciągnęłam się w niesamowitą atmosferę, przenikniętą mgłą i mrokiem, zaglądającą w ciemną stronę ludzkiej natury. Z czasem wrażenia lekko ostudziły się, na co wpływ miały powtórzenia przenikającej do wszystkiego mgły i nie do końca trzymająca w napięciu intryga kryminalna. Co ciekawe, im głębiej w las, tym bardziej fabuła podszyta była elementami fantastyki. Mimo zastrzeżenia o spadku mocy przyciągania uwagi odbiorcy, spotkanie z powieścią zaliczam do interesujących. Kiedy zorientowałam się, że scenariusz zdarzeń niekoniecznie mi przypasował, zrobiłam unik w oczekiwaniach i większą uwagę zwróciłam na frapujące odniesienia do społecznych zasad zachowań tłumu, przekonujące odwołania o historycznym podłożu, zajmujące nawiązania do współczesnych elementów narodowego radykalizmu. 

Maciej Dudziak ukazał jak nienawiść przybiera formę prawa, do czego zdolna jest przystosować się jednostka, kiedy walczy o życie, jak zimno przeszłości szczelnie zatacza koło na osi czasu. Podobało mi się ukazanie rozwoju procesu zmian systemowych, w miastach i w ludziach, od subtelnych zniekształceń, niemal niezauważalnych fałszów, poprzez zwiastuny nadciągających tragedii, do coraz smutniejszej melodii egzystencji, a jednocześnie intensyfikacji chorej potrzeby sprawowania władzy nad drugim człowiekiem. Jak niewiele potrzeba, aby granica do piekielnego zła została przekroczona i nie było już odwrotu od masowych zbrodni? Jak wielkim instrumentem w kształtowaniu złą staje się milczenie ludzi interpretowane jako przyzwolenie?

I jeszcze góra Horstberg, oddziałująca w niepokojący sposób, owiana zamazaną tajemnicą i niechlubnymi incydentami z dawnych czasów. Landsberg tysiąc dziewięćset trzydziestego trzeciego roku, nasilający się głód, wszechobecna cisza, zatrważająca niepewność, brutalny ostracyzm i bezwzględne morderstwa. W ciągu miesiąca przepadały bez śladu dzieci, dochodziło do makabrycznych zbrodni, podsycania negatywnych nastrojów społecznych, wykorzystujących strach i gniew ludzi. Komisarz Carl Faber próbował dotrzeć do tożsamości zwyrodnialca starannie planującego morderstwa małoletnich, zapobiec kolejnym wyrachowanym i perfekcyjnie inscenizowanym tragediom. We wzór scenariusza wplatały się mroczne dźwięki zaklęte w pozytywce, makiaweliczne symbole, osobliwe ślady i powtarzalności stające się sygnaturami.

4/6 – warto przeczytać
kryminał retro, 380 stron, premiera 03.05.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

piątek, 7 sierpnia 2026

NAZNACZONY

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 8

„Potrafił zrozumieć, dlaczego stołeczna policja może być drażliwa na punkcie czegoś, co zaczynało wyglądać raczej na predylekcję niż na zbieg okoliczności.”

Nie wiem jak zdołam dotrwać do kolejnego tomu serii, z wyjątkową niecierpliwością wyczekiwać będę jego pojawienia się. „Naznaczony” pozostawił z niedosytem przypuszczeń, jak dalej potoczą się losy Cormorana i Robin. Jestem szalenie ciekawa, jakie niespodzianki przygotuje dla czytelników znakomita autorka. "Naznaczony" to powieść z udanie zbudowaną fabułą, wielowarstwową i wielokierunkową. Ogromną radość sprawiało jej poznawanie, śledzenie poczynań pary detektywów, ale i sekretarka Pat robiła świetną robotę klimatyczną, z pazurem humoru i bezpośredniością. Tym razem chodziło o rozwiązanie zagadki okoliczności śmierci mężczyzny, którego ciało znalezionego w skarbcu sklepu jubilerskiego. Tropy pokazywały, że wydarzyło się tak wiele bezsensownych rzeczy, że szalenie trudno było poskładać ich elementy nie tylko w całość, ale nawet fragmentarycznie. Czy prywatni detektywi zdołali kolejny raz wyprzedzić policję w dociekaniu prawdy? Do jakich sekretów dotarli? Proponuję zerknąć na wrażenia ze spotkania z poprzednimi odsłonami serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew”, „Serce jak smoła”, „Wartka śmierć”), przybliżonymi na Bookendorfinie. Kryminały sprawiały wielką frajdę poznawania i wkręcania się w intrygę. Zachwycały opisami, liczebnością postaci, mrocznym klimatem. Stanowiły bogatą pożywkę dla dociekań, interpretacji i wyobraźni. Zaliczyłam je do mocno satysfakcjonujących przygód czytelniczych.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 940 stron, premiera 26.11.2025 (2025), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 6 sierpnia 2026

WARTKA ŚMIERĆ

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 7

„Mordercy są niewolnikami swoich przyzwyczajeń.”

Kryminał wypełniony akcją i emocjami, wiele się dzieje, a przy tym ciekawie przybliża kontekst sekt i pułapek zastawianych na wiernych. Szalenie mi się podoba, od strony kryminalnej, obyczajowej i religijnej. Owszem, niektóre sploty okoliczności i incydenty lekko naciągane, ale w niczym to nie przeszkadza. Przeniknięcie do Powszechnego Kościoła Humanitarnego wiąże się z ogromnym ryzykiem, utraty nie tylko zdrowia fizycznego i psychicznego, ale nawet życia. Ciężar śledztwa bierze na siebie Robin, zaś Cormoran poświęca czas sferze pomocy partnerce i prowadzi pozostałe sprawy agencji. Jak wyciągnąć z sekty kogoś, kto został całkowicie przez nią opanowany? Szybko okazuje się, że tam, gdzie nie ma ciała, do głosu dochodzą piętrzące się wątpliwości. "Wartka śmierć" ukazuje jedno z najbardziej wymagających dochodzeń pary detektywów. Książka prawdziwa cegła, jednak za takimi przepadam, ochoczo przedłużam czas spędzany z ulubionymi postaciami. Zerknij na poprzednie odsłony serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew”, „Serce jak smoła”), przybliżone na Bookendorfinie, sprawiają wielką frajdę poznawania, angażują w intrygę, zachwycają opisami, wciągają w mroczny klimat.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 958 stron, premiera 06.12.2023 (2023), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 4 sierpnia 2026

SERCE JAK SMOŁA

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 6

"O biegu życia decyduje przede wszystkim charakter.”

Mocno przywiązałam się do serii, ujmowała mnie tym, że w każdym tomie penetrowałam inny rodzaj morderstwa, okoliczności popełnienia i klimat dociekania prawdy. W „Serce jak smoła” przestawiłam się na dwie rzeczywistości, prawdziwą w świecie Cormorana i Robin, oraz internetową naznaczoną nienawiścią i krzywdą. Początkowo trudno było mi się wdrożyć w śledztwo, postaci i kanały komunikacyjne, ale z czasem nabrałam wprawy. 

Kiedy zabici zostali twórcy kultowej kreskówki do akcji wkroczyła para prywatnych detektywów. Musieli wykazać się szczególną ostrożnością, wytrwałością i dociekaniem. Nic nie wydawało się takim, jak powinno być. Pojawiła się ważna postać, nadkomisarz Ryan Murphy, warto było zwrócić na nią uwagę. Wkradały się wątki ugrupowań terrorystycznych, kampanii dezinformacji i samobójstw. Jakże często coś, co uznawaliśmy za prawdę, wcale nią nie było. Zerknij na poprzednie odsłony serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew”), przybliżone na Bookendorfinie, sprawiają wielką frajdę poznawania, angażują w intrygę, zachwycają opisami, wciągają w mroczny klimat. Zdecydowanie zachęcam do poznania, szybko się zaprzyjaźnicie z bohaterami i poczujecie detektywistyczną grę. 

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 1048 stron, premiera 26.10.2022 (2022), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

NIESPOKOJNA KREW

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 5

"Nie jesteśmy swoimi błędami. Dopiero nasze podejście do własnych błędów pokazuje, kim jesteśmy.”

Cormoran Strike, były oficer Wydziału ds. Specjalnych, człowiek z wewnętrznym impulsem nakazującym tropić, rozwikływać i przywracać porządek we wszechświecie moralności, zabrał się za prowadzenie kolejnego śledztwa. Dociekał tego, co stało się kilkadziesiąt lat temu z matką klientki. Sprawa wciąż nie została rozwiązana przez policję i wydawało się, że nie było żadnych szans, aby dotrzeć do prawdy. Jednak Strike nie poddawał się, i wspólnie z Robin dopatrywał powiązań między zwyczajnymi zbiegami okoliczności. Aktywnie przezwyciężali komplikacje, często narażali się na niebezpieczeństwo, odkrywali ukryte informacje, docierali do świadków, zgłębiali się w tajemnice i interpretowali zaskakujące incydenty. A ich wzajemna relacja coraz bardziej komplikowała się, trzeba przyznać, że autorka atrakcyjnie prowadziła ten kierunek powieści. Znakomicie czytało, przeżywało i dociekało prawdy w kryminale. Poprzednie odsłony serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”) również sprawiały wielką frajdę poznawania, angażowały w intrygę, zachwycały opisami, wciągały mrocznym klimatem.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 910 stron, premiera 25.11.2020 (2020), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 2 sierpnia 2026

TYTAŃSCY GRACZE

PHILIP K. DICK

"Byli formą życia opartą na krzemie, nie na węglu. Ich cykl metaboliczny był długi, a katalizatorem nie był tlen, lecz metan.”

Bardzo lubię przygody czytelnicze z klasyką fantastyki, nie musi opierać się na naukowej aurze, chociaż jak najbardziej ochoczo i po taką sięgam, ważne, aby dawała z większej perspektywy spojrzenie na ludzkość i cywilizacje, a przy tym zajmowała losami zmagającymi się z przeciwnościami jednostek i grup. Refleksyjny wgląd w naturę człowieka, istotę człowieczeństwa, umiejętności i spryt w zetknięciu się z myślącymi kosmicznymi istnieniami, zwłaszcza zagrażającymi Ziemi i jej mieszkańcom. Czy bylibyśmy słabi, bezbronni i bezwolni wobec przybyszy z różnych zakątków wszechświata, w ich oczach zacofani i bezradni, podatni na manipulację i sprawowanie nad nami kontroli? A może tkwiłoby w nas coś, co mogłoby przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę, narzędzia intelektu, śmiałe myśli i wyjątkowa determinacja? Skoro w ziemskim życiu nie jesteśmy zawsze w stanie dostrzec wewnętrznego wroga, zapobiec jego destrukcyjnym działaniom, to czy dalibyśmy sobie radę z zewnętrznym istnieniem opartym na innych zasadach życia i rozumowania? A może nie potrzeba Obcych, abyśmy zniszczyli to, co napędza nasz rozwój, kulturę i społeczeństwo?

Philip K. Dick w „Tytańskich graczach” osadza bohaterów w chaotycznej mieszaninie strachu i lęku, tak charakterystycznej dla politycznych antagonizmów mocarstw lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, czasów zimnej wojny, jednak przesuwa suwak na osi czasu do połowy dwudziestego drugiego wieku. Jakże inna rzeczywistość, ludzkość wyniszczona własną ręką, z minimalną zdolnością do prokreacji, z miastami pustkowiami, w których straszą upiory przeszłości. I Gra, która z różnorodnymi odmianami losów, nieprzewidywalna i o metanowym porządku, dostępna tylko dla nielicznych, zarazem wygranych i przegranych, oparta na zasadach i przypadku, unikająca zależności przyczynowo-skutkowych, ale skoncentrowana na infiltracji i konkretnych wygranych. I jeszcze tajna organizacja, dominująca w sferze tajemnic, trudna do inwigilacji i rozszyfrowania, podobnie jak słabe i mocne karty tytańskich graczy. Jak mielibyśmy przeniknąć do czegoś, co byłoby niezrozumiałe, wygrać z czymś, co podlegałoby nieustannej zmianie, a blef tylko pozornie łatwo dałby się wykryć i sprawdzić? Skąd mielibyśmy wiedzieć, że właśnie teraz bralibyśmy w udział w rozgrywce na planetarną skalę, a może właśnie zostalibyśmy z niej wykluczeni, przesunięci niczym pionki, pozbawieni władzy, nawet jeśli iluzorycznej? Na Bookendorfinie przybliżam inne książki Philipa K. Dicka („Prawda półostateczna”, "Opowiadania najlepsze", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Teraz czekaj na zeszły rok"), zerknij i wybierz coś dla siebie.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 272 strony, premiera 16.06.2026 (1963)
tłumaczenie Teresa Tyszowiecka, ilustracje Wojciech Siudmak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 30 lipca 2026

ZABÓJCZA BIEL

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 4

"Wydaje się, że w człowieku tkwią dwie wole!” Henrik Ibsen, „Rosmersholm”

Wielowarstwowość i zawiłość intrygi to cecha całej serii o Cormoranie Strike („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”), także czwartego tomu. I w „Zabójczej bieli” odnalazłam rozrywkę czytelniczą na wyjątkowo wysokim poziomie, rewelacyjnie się przy niej bawiłam. Cormoran jako poturbowany bohater wypadł bardzo przekonująco, z entuzjazmem mu kibicowałam. Oczywiście, i Robin, jego asystentka, ujęła osobowością, mistrzostwem technik makijażu i biegłością w pracy pod przykrywką. I kolejny raz, prowadzenie nietypowego dochodzenia, tym razem w sprawie morderstwa dziecka, dostarczyło sporo materiału do własnych interpretacji i domysłów. Ministerialny pazur wzbogacał fabułę, szantaż podgrzewał atmosferę, wzajemne relacje między kluczowymi postaciami cieszyły się moim sporym zainteresowaniem. A do tego wynikały sprawy sprzed dwudziestu lat, które stały się jednym z głównych wątków. Czy Cormoranowi i Robin udało się dotrzeć do całej prawdy? Jakie to cudowne uczucie zyskać nadzieję, gdy wszystko wydawało się już stracone?

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 654 strony, premiera 28.11.2018 (2018), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 29 lipca 2026

ŻNIWA ZŁA

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 3

"Piękno można znaleźć prawie wszędzie, jeśli człowiek przystanie, żeby się rozejrzeć, lecz codzienna walka o przetrwanie sprawia, że łatwo zapomnieć o istnieniu tego zupełnie darmowego luksusu.”

Pierwszy tom („Wołanie kukułki”), jak i drugi („Jedwabnik”) znakomicie wpisały się w mój gust czytelniczy. Podobnie trzecia odsłona serii o byłym oficerze specjalnym i jego asystentce przyjemnie wypełniła weekend. „Żniwa zła” charakteryzowały makabryczne dowody i ślady. Wszystko zaczęło się od przesyłki z anonimową uciętą nogą. Byłam pod ogromnym wrażeniem splotu incydentów, trzymaniu w niepewności, kolorytu zemsty i odpłacania za krzywdy. Pragnienie ustanowienia dominacji przez czarnego bohatera zostało przekonująco odmalowane. Przypasowały mi szczegółowe opisy miejsc, postaci, charakterów, historii, jak i londyński klimat. Wiele się działo, podążanie za prawdą w wysokim poziomie tajemnic i sekretów. Do końca nie przewidziałam obrazu wyjaśnień morderstw, tym bardziej, że modus operandi oprawcy należał do starannych, drobiazgowych i rzeczowych. Wyrachowanie, skuteczność i zorganizowanie zabójcy nie miało sobie równych. Niczego nie pozostawiał przypadkowi, wyjątkowo pożądał uwagę prasy. Proponuję, abyście zwrócili uwagę na serię, dostarcza mocnych wrażeń, za każdym razem żałuję, że tom już się skończył.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 486 stron, premiera 02.10.2019 (2019), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 27 lipca 2026

LATO TAJEMNIC

KLUB MARTINI tom 2

TESS GERRITSEN

„Lampart nie zrzuca cętek.”

Lekka przygoda na wakacyjne zaczytanie lub wysłuchanie, co prawda wiele w niej kryminalnych nut, sensacyjnych elementów i thrillerowskiej atmosfery, jednak nie była to mocno angażująca lektura. Pierwszy tom serii („Wybrzeże szpiegów”) wywoła we mnie więcej emocji i chęci podążania za intrygą, ale drugi też miał swój urok. Wprowadzał letnią atmosferę podszytą sytuacyjnym humorem, zwłaszcza w odsłonie dialogów. Kontynuacja pomysłu z udziałem w akcji byłych szpiegów CIA należała do udanych, co nie znaczy, że nie przeszkadzały infantylne zachowania bohaterów. Relaks przy książce uzależniony był zatem od urlopowego nastawienia, bez większych oczekiwań, za to z wpasowaniem w plażowanie i hamakowanie.

Śledztwo w sprawie zaginięcia nastolatki przybierało łatwe do rozszyfrowania i przewidzenia kierunki, mimo że wzbogacono je o przeszłość z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Tym niemniej, sympatycznie patrzyło się na stopniowe odkrywanie tajemnic, wiele niewiadomych konkurowało o prym w ujawnianiu prawdy, zaś komendantka policji Jo Thibodeau musiała radzić sobie z wpływową rodziną i wścibskimi emerytami, oraz kwestionować wszystko i wszystkich.  Inne książki Tess Gerritsen zaprezentowane na Bookendorfinie to: „Śladem zbrodni”, "Sekret, którego nie zdradzę", "Wysłuchaj mnie", "Studentka", "Ścigana", "Z zimną krwią", "Prawo krwi", "Kształt nocy", "Osaczona", "Czarna loteria", "Bez odwrotu", "Telefon o północy", "Igrając z ogniem", sprawdźcie, które gwarantują gorączkowe poznawanie.

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, premiera 26.03.2025
tłumaczenie Jan Kraśko, lektor Maciej Kowalik
audiobook, 8 godzin i 10 minut

niedziela, 26 lipca 2026

ZIMNA KREW

ANETA NOWAK tom 7

RYSZARD ĆWIRLEY

"Informacja jest jak oręż. Można się bronić i atakować.”


Przyjemnie było spotkać się z poznanymi wcześniej bohaterami, zerknąć, co u nich nowego, czym obecnie zajmują się. Jednak miałam wrażenie, że gdyby nie sympatia do kluczowych postaci, wspólnie przeżyte przygody kryminalne, siódmy tom nie pozostawiłby w pamięci czytelniczej na dłużej. Intryga nie nakręcała do poznawania, brakowało napięcia i momentami wywoływała znużenie. Brakowało dreszczyku emocji skłaniającego do niecierpliwego wgryzania się w fabułę. Może wpływało na to szybkie wprowadzenie w zaplecze przebiegu morderstwa, wiedza o grzechach ofiary i więcej niż częściowa znajomość tożsamości oprawcy. 

Ściśle zamknięte grono podejrzanych, każdy z zasadnym motywem złych intencji i podejrzanych machinacji. Nie trzeba było się starać, aby je rozszyfrować, podane zostały na wyciągnięcie ręki. Preferuję mocniejsze wprawienie czytelnika w zakłopotanie niemożnością znalezienia właściwej drogi do ujawnienia prawdy. Podobał mi się wielkopolski klimat, barwny i przyciągający, wsparty opisem miejsc i gwarą. Podziwiałam umiejętność wplatania w scenariusz zdarzeń prawdziwej społecznej, kulturowej, politycznej i kryminalnej otoczki, przekonująco nawiązującej do PRLu. Udało się zgrabne zespolenie dwóch torów i perspektyw śledztwa. Sierżant Aneta Nowak zaczęła działać w poznańskiej policji, komisarz Mariusz Błaszkowski wciągał ją w arkana specyfiki pracy w komendzie wojewódzkiej, prokurator Brygida Bocian w charakterystycznym stylu podkreślała swoją obecność w śledztwie. Czego świadkiem był las pod Grońskiem podczas samobójstwa miejscowego aspiranta policji? Co kryło się za zniknięciem poznańskiego przedsiębiorcy? W jakie sidła wpadła ukraińska kelnerka? Czego usilnie poszukiwał prezes banku? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z "Ostatnią drogą" (tom 5) i "Brudną forsą" (tom 6), oba z serii o Anecie Nowak, oraz "Granicą możliwości" (tom 1) i "Grobową ciszą" (tom 3), z serii o prokurator Brygidzie Bocian.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 414 stron, premiera 10.06.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

czwartek, 23 lipca 2026

ŚWIĘTO OGNIA

JAKUB MAŁECKI

„Oczywiście wiem, że to są dosyć odważne marzenia, ale ja się w marzeniach nie zamierzam hamować… Jak marzyć, to na całego.”

Każdy z nas o czymś marzy, pragnie, aby zrealizowały się, ale jakże często zaniedbuje ich spełnienie, czekając aż same to zrobią. A przecież tak naprawdę nie chodzi w nich o satysfakcjonującą finałową odsłonę, dojście do celu, a o drogę ku niej prowadzącą i kształtującą nas wewnętrznie. W tym wszystkim potrzeba więcej niż szczyptę miłości do siebie samego, szacunku wobec pragnień i zrozumienia celu. Wiele w procesie urzeczywistniania marzeń może przeszkadzać, stanowić barierę, blokować wyobraźnię, ale warto trwać w postanowieniach, nadawać im pożądany kształt, wprowadzać w codzienność, nawet jeśli pojawiają się niesprzyjające warunki, okoliczności i ograniczenia. Jeśli w życiu gubimy marzenia, gubimy samych siebie, wyrzekamy się indywidualności, pozostajemy w fałszywej tożsamości. 

„Święto ognia” dobrze mi się czytało, chętnie poddawałam się refleksyjnemu urokowi, czułam moc emocji targających postaciami. Ciekawe wątki krążyły wokół głębokiego osadzenia w rodzinie, próżności, braku miłości, niepełnosprawności, a nawet samobójstwa. Różnorodne spojrzenia na świat, bliskość, miłość, stratę, obowiązek, wolność i siebie samych. Kiedy otworzyłam czytelniczą wyobraźnię i gotowość do odczuwania, książka przyjemnie przylegała do mnie, wzruszała i zastanawiała, uwrażliwiała i wciągała. Nie wszystko zabrzmiało przekonująco, ale zadziwiające, że w tym przypadku zastrzeżenia nie rzutowały znacząco na odbiór przygody czytelniczej. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Jakuba Małeckiego („Rdza”, „Ślady”, „Dygot”), przedstawionymi na Bookendorfinie

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 256 stron, premiera 15.09.2021
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

środa, 22 lipca 2026

SZCZĘŚLIWCY

NADIFA MOHAMED

"O duszo, uciekaj do ojczyzny
i szukaj jej tam, gdzie ją poznałaś”
Ahmed Ismail Hussein (Hudeidi)


Do książki podchodziłam trzy razy. Za pierwszym razem odłożyłam, ponieważ przez pierwsze rozdziały nie nawiązałam nici porozumienia, stwierdziłam zatem, że to nie był dobry czas na spotkanie. Po kilku miesiącach powróciłam do powieści, angażowałam się w szerszym wymiarze, jednak zawirowania w życiu osobistym przerwały na dłuższy czas pasję czytania. Dopiero niedawno, nastąpiło wyciszenie w rodzinnym życiu i nabrałam chęci, aby poczuć „Szczęśliwców”. Zbudowałam pozytywne skojarzenia z lekturą, wyzwoliła sporo emocji i refleksji. 

Mroczna potrafi być natura człowieka, kiedy wchodzi w długi cień rzucany przez własne skazy i braki. Co dopiero, kiedy do głosu dochodzi zbiorowe zachowanie wsparte rasizmem i znieczulicą wobec drugiego człowieka. Szybko wydajemy negatywny osąd o kimś, kto ma przewagę nad nami w odwadze do podejmowania nieszablonowych decyzji i wyruszenia za marzeniami w daleki świat. Co dopiero, kiedy różni się kolorem skóry i pochodzeniem. Często uprzedzamy się do kogoś z błahych powodów, wynikających z niezrozumienia i nieznajomości, rzucamy pomówienia, chociaż nie mamy przekonujących dowodów. Co dopiero, kiedy wydajemy odgórny sąd nad czarnoskórym mężczyzną oskarżonym o brutalne zabójstwo żydowskiej sklepikarki. Współcześnie oburzamy się i potępiamy takie zachowania, ale mamy świadomość, że wciąż się zdarzają. Co dopiero, kiedy działy się w powojennej Anglii, tracącej statut kolonialnego mocarstwa, doświadczającej napływu ludzi różnych nacji, ponad pięćdziesięciu krajów jak w przypadku Tiger Bay, doków w Cardiff w Walii. 

Jakże błyskawicznie doszło do procesu sądowego, morderstwo miało miejsce w marcu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku, a już w kwietniu zapadł wyrok, zaś we wrześniu wykonano wyrok śmierci. Nie zdradzam rozwiązania losu somalijskiego marynarza, gdyż tytuł opiera się na prawdziwych wydarzeniach, wystarczy wyszperać informacje w internecie. Nadifa Mohamed nadała faktom kształt fabularyzowany, wyrażała myśli kluczowych postaci, przybliżała od strony opisów i dialogów, wciągała w osobowość, motywacje i postawy. Koncentrowała się na osobie niewinnie skazanej za morderstwo, jednocześnie ukazywała tło walijskiej rzeczywistości, dominacji białoskórych, lekceważącego podejścia do odmienności. I nie łagodził tego fakt, że Mahmood Mattan ożenił się z białą kobietą i miał z nią trójkę dzieci. Co z tego, że drobny przestępca. Bez porządnych dowodów, prawdziwych zeznań i koniecznej bezstronności nie było mowy o rzeczywistej sprawiedliwości, zaś zasądzona kara śmierci stała się próbą ucięcia tematu, wymazania niewygodnych informacji, wstydliwych intencji i przerażającej znieczulicy. 

Nie da się zaprzeczyć, że niestety wciąż potrzebujemy publikacji przypominających o zwykłym człowieczeństwie, najcenniejszych wartościach w życiu osobistym i zawodowym, którymi powinniśmy kierować się. Za mało powstaje książek obnażających społeczny ostracyzm, patologiczną działalność organów ścigania, wymykającemu się prawu funkcjonowaniu systemu sądownictwa, prowadzonych pod publikę procesów sądowych. Znajdziemy wiele przykładów, kiedy zło rozlewa się po instytucjach i społeczeństwie, kiedy jednostka nie ma szans w starciu z potężnymi siłami stereotypów i wrogości. I to w pozornie cywilizowanym świecie, unormowanym prawnie. Przerażające, że dopiero pół wieku po wydarzeniach unieważniono wyrok, ale nie zwróciło to życia, nie zmniejszyło dramatów, nie wymazało czarnej karty śledztwa i procesu.

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 444 strony, premiera 15.11.2023 (2021)
tłumaczenie Agata Kozak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 21 lipca 2026

BIAŁY SZUM

DON DELILLO

"- Trudno mi jest wyobrazić sobie, że ktoś z takimi dochodami może umrzeć.
- Może śmierć, taka, jaką my znamy, dla nich nie istnieje. Po prostu dokumenty zmieniają właścicieli.”


Moje drugie spotkanie z twórczością autora, wcześniej natknęłam się na „Podziemia”, chętnie w nie weszłam i przemierzałam, wyniosłam mocne wrażenia czytelnicze. Teraz miałam okazję zapoznać się z „Białym szumem”, i jeszcze wyżej oceniłam przygodę. Być może oswoiłam się ze stylem pisarza, a może to, że książka napisana ponad czterdzieści lat temu, lekko zestarzała się, lecz wciąż niosła wiele uniwersalnych pierwiastków. Don DeLillo wykazał się zręcznością w dostrzeganiu niekorzystnych symptomów funkcjonowania społeczeństwa w szybko rozwijającej się cywilizacji. Umiejętnie nakreślił tematykę, wiele wyciągnął z potencjału nośnego, bawił się formą narracji i przyciągania uwagi odbiorcy. Sięgnął ze swobodą po absurd, groteskę, ironię i czarny humor. 

Z jednej strony ukazał krzywe zwierciadło amerykańskiej, ale jakże mocno już zasiedlonej także w polskich realiach, konsumpcyjnej rzeczywistości. Zestawił z lękiem przed śmiercią i końcem możliwości brania i czerpania korzyści. Snuł wyolbrzymione dygresje naprowadzające kierunki refleksji i nadające pulchność opowieści, jakby z lekkiej przekory potwierdzenia nadmiarowości informacji w środkach masowego przekazu i literaturze, naukowej maniery naciągania znaczenia i przerysowania. Celnie uwypuklał bolączki współczesnego społeczeństwa. Z drugiej wyzwalał uśmiech czytelnika wiele komunikującym kontrastem, pozornie niepotrzebnym rozciąganiem akcji, nieoczywistymi dialogami, podszytymi wyjątkową mądrością młodego pokolenia, uważnego, nazbyt poważnego i krytycznego. Chaos i miałkość informacyjna, pospieszna codzienność, zachwianie piramidą wartości, dewaluacja jakości rodzinnego spędzania czasu, supermarkety jako epicentrum życia, kościół uwalniający zrzucanie odpowiedzialności za samodzielne myślenie, farmakologia mająca rozwiązania na wszelkie bolączki, nawet wyimaginowane i spiskowe. I oczywiście, nowe technologie i kultura masowa, otumaniające zbiorowości, odciągające od tego, co naprawdę ważne, wprowadzające na podium parodie intelektualne. 

Każda cywilizacja wkomponowuje się w krąg cyklu życia, powstaje, rozwija się i upada. Jak wiele lub niewiele brakuje współczesnej zachodniej, aby dotrzeć do końca egzystencji? Czy z bliskości finiszu rodzi się lęk przed śmiercią intelektu populacji i śmiercią jednostki? Z wielu perspektyw mogłam spojrzeć na powieść, wtopić się we wszechobecny biały szum, zajrzeć w nowe wyzwania życia rodzinnego, wejść w obszar ekologicznej katastrofy, odczuć negatywne konsekwencje rozwoju postępu i siły nabywczej pieniądza, na trwałe zmieniające oblicze społeczeństwa, formujące pragnienia posiadania i użytkowania, pozbawiające kontroli nad życiem. Zamiast na zagadywaniu rzeczywistości, powinniśmy skupić się na uważności postrzegania. Nic zatem dziwnego, że dużym zainteresowaniem cieszą się treningi świadomego kierowania uwagi na bieżącą chwilę, tak aby nie przeoczyć esencji życia, bycia tu i teraz.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 380 stron, premiera 15.11.2023 (1984)
tłumaczenie Radosław Zubek
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 19 lipca 2026

NAWYKI MYŚLENIA

ZASKAKUJĄCA WIEDZA NAUKOWA O OPINIACH, PRZEKONANIACH I PERSWAZJI

DAVID MCRANEY

„Nie da się poruszyć struny, popychając ją – trzeba ją przyciągnąć.”
Joel Whalen

Buszując w social mediach pewnie wielokrotnie zastanawiacie się, dlaczego z ludzi wypływa tyle jadu, kiedy komentują coś, co im nie pasuje, nie zgadza się z ich przemyśleniami, ideami i wyobrażeniami świata? Skąd wielka determinacja w bronieniu swoich argumentów poprzez ośmieszanie racji podważających ich założenia i teorie? Wynika z poczucia nieomylności i przeświadczenia głoszenia jedynej prawdy, dyskomfortu spojrzenia na sprawy z innej perspektywy, przyznania się do własnych błędów rozumowania lub braku wiedzy, a następnie strachu przed zmianą opinii? Czyż nie jest tak, że kiedy wbijemy się w coś, co uznajemy za fakt i prawdę, trudno nam uznać przeczące sygnały i informacje? Dzieje się tak dlatego, że nasze mózgu preferują coś już poznanego, ujarzmionego i zaszufladkowanego, od czegoś wywracającego do góry nogami wewnętrzne wyobrażenie o otoczeniu. Nasze umysły podporządkowują się wytworzonym przez nas samych obrazom i przekonaniom. Wyrabiamy sobie zdanie, przypisujemy odpowiadający pogląd i z niechęcią spoglądamy na zapatrywania przeciwników naszych uzasadnień. Tym bardziej, że na podstawie naszego rozumowania podejmujemy decyzje i osądy, a potem niewygodnie jest wycofać się z nich.

David McRaney ukazuje, co składa się na potencjał do dokonania zmiany, w nas samych i u innych. Nie ma znaczenia, czy w obszarze społecznym, politycznym, przesądów, teorii spiskowych i kontrowersyjnych kwestii, oraz mieszance wszystkich. Objaśnia źródła i naturę gwałtowności zmian w skali globalnej, na poziomie grupy i jednostki. Przywołuje narzędzia przełamywania oporu, przyjmowania zwrotów w myśleniu, uwolnienia od przestarzałych dogmatów, szkodliwych tradycji, złych w skutkach praktyk i nieużytecznych podstaw. Zdradza, co kryje się za przyjmowaniem i akceptowaniem nowych dowodów, czym różni się skuteczna perswazja od chybionej strategii przekonywania, rozmowa od debaty. Zadziwiające, jak bardzo wyprowadza na manowce odmienne postrzeganie tej samej rzeczywistości przez różnych osobników. Autor mówi o tym, czym jest półprawda, głęboka agitacja, złudzenie introspekcji, tożsamość z grupą i lojalność wobec grupy. Stara się przedstawić wszystko w praktycznej odsłonie, przy wsparciu omówienia różnorodnych przykładów, posiłkowania się badaniami, rozmowami ze specjalistami i naukowcami, w tym neurobiologami i psychologami. Czy istnieje szczegółowy scenariusz pozwalający skłonić innych do zmiany myślenia na dowolny temat, i na czym miałby się opierać? Zdolność zmiany zdania, aktualizacji założeń i rozpatrywania innych punktów widzenia to jedna z naszych największych zalet – wynikająca z ewolucji umiejętność.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurobiologia, psychologia, 480 stron, premiera 05.06.2024 (2022)
tłumaczenie Aleksandra Żak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 18 lipca 2026

JAK PRZECHYTRZYĆ MÓZG?

DANIEL T. WILLINGHAM

"Istnieje sposób, aby poczynić początkowo nudny temat bardziej interesującym.”

Ogromną satysfakcję odnajduję nie tylko w poznawaniu nowych dziedzin i zdobywaniu wiedzy, ale także doskonaleniu umiejętności uczenia się i zapamiętywania. Zatem z zainteresowaniem sięgam po poradniki przybliżające techniki i sposoby podkręcania pracy umysłu, aby zwiększyć efektywność, szybciej przyswajać materiał i pozostawiać w pamięci na dłużej. Daniel T. Willingham traktuje publikację jako instrukcję użytkowania narzędzia w postaci pamięci. Ponieważ mózg nakłania nas do wyboru łatwiejszych rzeczy do zrobienia niż trudniejszych, zatem pokazuje jak można go przechytrzyć, wybierać drugi wariant przynoszący na dłuższą metę lepsze efekty. Książkę kieruje głównie do studentów, omawiając trzy filary uczenia się, czyli słuchanie, czytanie i pisanie egzaminów, ale korzystać z niej mogą także nauczyciele i wykładowcy. 

Przedstawia czternaście praktycznych sposobów na skuteczną naukę. Przekonuje o korzyściach właściwego podejścia do zrozumienia wykładu, sporządzania i porządkowania notatek, uczestnictwa w zajęciach praktycznych, laboratoryjnych i ćwiczeniach. Wyjaśnia prawidłowe spojrzenie na proces uczenia się do egzaminów, także ze starych sprawdzianów, oceny gotowości przystąpienia do egzaminu i pisania go. Omawia efektywne czytanie trudnych książek, planowanie pracy, pokonywanie prokrastynacji, utrzymywanie koncentracji, zdobywanie pewności siebie i radzenie sobie z lękami. Podsuwa wyjaśnienia, sztuczki i podpowiedzi, z drobiazgowym przedstawieniem zagadnień, popartym różnymi przykładami, kluczami do zrozumienia, korzystniejszymi wariantami i łapaniem kontekstu. Podoba mi się, że przedstawia materiał od strony potrzeb młodych osób, równocześnie uczula osoby przekazujące wiedzę na oczekiwania pierwszych. Na końcu rozdziałów, w zwięzłej formie, podaje kwestie warte uwzględnienia przez nauczycieli, w podsumowaniu wypunktowuje najważniejsze.

Autor pisze w przyjazny i przystępny sposób, przyjmuje łatwą do opanowania logiczną strukturę treści, stosuje pogrubienia kluczowych przekazów, zaś w ramkach podkreśla istotne aspekty. Książkę można poznawać rozdział po rozdziale, albo wybiórczo, aby zagłębić się w tematykę potrzebną w danej chwili. Wzbogacona jest schematami, wykresami, tabelami, wzorami i grafiką, ułatwiają adaptację zagadnień. Publikacja wyjątkowo przydatna, koncentruje się na praktycznej odsłonie jak najskuteczniejszego uczenia się. Mówi o wyznaczaniu priorytetów, planowaniu nauki, czytaniu ze zrozumieniem, radzeniu sobie z odkładaniem nauki, zapamiętywaniu, skupieniu się, ocenianiu przyswojenia wiedzy, wykazaniu się na testach i sprawdzianach, radzeniu sobie z emocjami. „Jak przechytrzyć mózg” jest na tyle uniwersalnym poradnikiem, że nawet osoby po szkole i studiach wiele mogą skorzystać, gdyż uczenie się nie obejmuje tylko przedmiotów, ale również tego, co nas wokół w dorosłym życiu otacza. Tytuł również reprezentantem starannie i przejrzyście podanego materiału, aby jak najwięcej pozostawało w głowie, miało praktyczne przełożenie i inspirowało do szalenie satysfakcjonującego wchłaniania wiedzy.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
poradnik, praktyka uczenia się, 408, premiera 04.02.2025 (2023), tłumaczenie Filip Filipowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 17 lipca 2026

MORDERSTWA W MARBLE HALL

ANTHONY HOROWITZ

„Czy na tym polega uniwersalna wartość kryminalnych opowieści, że ujawniają nie tylko detale konkretnych zbrodni, ale i prawdę o całej ludzkości: cywilizacja i przyzwoitość to tylko cieniutka maska, pod którą drzemią potwory?”

Morderstwa w Suffolk” i „Morderstwa w Somerset” sprawiły wielką frajdę czytelniczą. „Morderstwa w Marble Hall” również poniosły czytelniczo, w mniej intensywnej formie, jednak niezaprzeczalnie na wysokim poziomie. Nie zaskoczyła, jak w poprzednich tomach, konwencja książki w książce, byłam przygotowana wcześniej do takiego typu rozrywki, czującej ducha klasycznych brytyjskich kryminałów. Intryga zrobiła wrażenie mniej różnorodnej i barwnej. Uważam jednak, że trochę czepiałam się powieści, która wszakże szybko i barwnie pochłonęła moją uwagę. 

Susan Ryeland po raz trzeci rozszyfrowywała zagadki kryjące się w cieniu życia słynnego detektywa Atticusa Pünda, postaci literackiej, i autora opowieści o nim, czyli Eliota Cracego. Redaktorka stawiała czoła wielu trudnościom i problemom, a kilka z nich przybierało niebezpieczne barwy. Kluczowa bohaterka, znacząco obecna także w poprzednich odsłonach serii, wikłała się w liczne gry słowne, analizowała najdrobniejsze detale, z których zbudowano fabułę. Okoliczności wykazywały złą wolę i siały zniszczenie. Echo jednej z najbardziej poczytnych brytyjskich pisarek przyćmiewał melodię pisanej przez jej wnuka książki. Jak Susan mogła połapać się w mnogości anagramów, akrostychów i szyfrów? Czy starczyło jej woli walki i determinacji? Na ile pozwoliła zbliżyć się do siebie cieniom z dawnego życia? Jak wiele dostrzegła w powieści czegoś, co dawało się dostrzec na nie tylko pierwszy, drugi i trzeci, a nawet czwarty rzut oka?

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 590 stron, premiera 10.03.2026 (2025), tłumaczenie Maciej Szymański
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 16 lipca 2026

SUPERBABCIE

MARIUS MARCINKEVIČIUS

"Stary już był młody, a młody nie wiadomo, czy doczeka starości.”

Rewelacyjna przygoda czytelnicza, niesamowicie wciągająca, pełna wspaniałej rozrywki. Nie wahajcie się po nią sięgnąć, dostarcza mnóstwo radości i śmiechu, ale również skłania do ciepłych refleksji. Początkowo wydaje się, że książka idzie w kierunku wytyczonym przez symptomy starości, jednak po czterech rozdziałach wypełnia się klimatem super sensacji. Marius Marcinkevičius z niezwykłą gracją i zręcznością porusza się po stereotypach postrzegania starszych ludzi i ich domów, nawet jeśli są to nasi dziadkowie i babcie, takich jak wszechobecny zapach stęchlizny, naftaliny i bąków. A jeszcze gdzie okiem sięgnąć sztuczne szczęki, krople nasercowe i zatęchłe albumy. 

Autor w przezabawnym stylu punktuje główne grzechy zachowania bać, które drążnią najmłodsze pokolenie, czyli przytulanki bez względu na okoliczności, męczące standardowe wypytywanki i wciskanie jedzenia. Oczywiście, dla sprawiedliwej równowagi, podkreśla cudowne czyny i postawy uwielbianych staruszek, za które mocno je cenimy. Otwarte i gotowe do wtulenia ramiona, umiejętność niezwykłego pocieszania w krytycznych sytuacjach, włączony tryb obrony w każdej sytuacji i przede wszystkim bezgraniczna miłość. Nie można zapomnieć jeszcze o kuchennych wypiekach, smakowitych konfiturach, słodkich placuszkach, serowych pierogach lub mega dobrej lemoniadzie. Można babciom wybaczyć powtarzające się w określonych miejscach i czasie niezmienne rytuały, drobne niekonsekwencje w wypowiedziach, powtarzanie historii bazujących na dawnych wspomnieniach, a nawet bezpośrednie omawianie chorób i stosowanych leków. I jeszcze niezniszczalny początek zdania: „W naszym wieku…”. 

Nie ma się zatem co dziwić, że młodziutki Roch, oprócz oficjalnej wersji określania babci i jej przyjaciółek, zbierających się co tydzień na spotkaniach, nadaje im przyjacielskie ksywki. Trzeba przyznać, że wypadają zabawnie i uroczo, a jak potwierdza dalsza część historii, intuicyjnie i trafnie. Fabułę wypełnia dobry zrównoważony humor, akcja toczy się dynamicznie, w miarę rozwoju zyskuje na tajemniczości, sensacji i rysie szpiegostwa. Od wielokrotnie powtarzanego zlotu rady puchaczy, poprzez wywołujący dreszcze sen, konspirację w dziadkowym pokoju, przez tajną misję, podróż babamobile, do odnalezienia cennego rodzinnie królestwa. Po szczegóły udajcie się do powieści, wielokrotnie zaskakuje, nie tylko obrotem spraw, narracją, ale również cennymi życiowymi przekazami. Imponują bohaterowie, różnorodni, barwni, mega odważni, osobliwie utalentowani, a nade wszystko skrywający wiele sekretów. 

„Superbabcie” wywołują natychmiastową satysfakcję czytelniczą, obdarzają przygodą, o której długo się nie zapomina, ściągają ciepło do serca i wywołują uśmiech na buzi. Lektura bawi młodego i dorosłego odbiorcę. Zapewnia szczerą radość i ekscytujące niespodzianki. Na uwagę zasługuje fenomenalna narracja, przyciąga uwagę, cieszy konstrukcją i doborem słów, wbija się w potrzeby każdego czytelnika. Krótkie rozdziały i duża czcionka ułatwiają samodzielne poznawanie scenariusza zdarzeń przez młodych pasjonatów książek, a dowcipne ilustracje potęgują pozytywne wrażenia czytelnicze. Jak wiele nie wiemy jeszcze o naszych babciach i dziadkach, jak bogate okazują się ich doświadczenia życiowe, ile otrzymujemy od nich w genach, i co potrafią skrywać przed światem. Przekonajcie się sami, zerknijcie w pozornie mętne i zagubione oczy kochanych staruszków, czy przypadkiem nie są bystre, czujne i drapieżne?

6/6 – rozkosz czytania
literatura dziecięca, wiek 6+, 128 stron, premiera 28.02.2024 (2022)
tłumaczenie Małgorzata Gierałtowska, ilustracje Viktorija Ežiukas
twarda okładka, format 14,3cm x 19,8cm
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 15 lipca 2026

ŁAZIKANTY

J.R.R. TOLKIEN

"Nigdy nie wiesz, co cię zaraz spotka, kiedy raz wmieszałeś się w sprawy czarodziejów i ich przyjaciół.”

W zeszłym roku prezentowałam wrażenia czytelnicze po zapoznaniu się z „Listami Świętego Mikołaja” , zbiorem listów pisanych do własnych dzieci na przestrzeni dwudziestu trzech lat przez J.R.R. Tolkiena. Była to znakomita strawa duchowa, nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale również dla dorosłych. Podobnie jest z „Łazikantym”, wyjątkowo klimatyczną opowieścią zanurzoną w świecie fantasy. I chociaż znamy dzieła autora z wyjątkowo rozbudowanymi światami, tak w tym tytule szczególny urok tkwi w kameralności, co nie znaczy, że kluczowa postać nie przeżywa mnóstwa niezwykłych przygód w zadziwiających miejscach. 

Utwór przypomina bajkę odczytywaną w odcinkach, a im głębiej czytelnik wchodzi w wyobrażoną historię, tym bardziej docenia detale i kierunki obrotu spraw. Autor stawia na magię i czarodziei, wskazuje na dobre i złe odcienie rzucania czarów, pokazuje, że nawet ci, co potrafią zaklinać wszystko wokół siebie, nie są wolni od skaz i wad charakterów. Jako, że te mini opowiadania, połączone wspólnymi kluczami postaci, składają się na jedną opowieść, a każda kierowana jest pierwotnie do dzieci, zawierają wiele cennych przesłań, chociaż niewyrażonych wprost. Z czasem nabierają wnikliwszego znaczenia z perspektywy i dorosłego odbiorcy. Przypuszcza się, że powstały w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku, zatem raczą czytelników ciepłą aurą świadomości ich stażu, ale bynajmniej nie przeszłością. Ponieważ „Łazikanty” to ze wszech miar uniwersalna historia, niestarzejąca się, wygodna do poznawania w każdym wieku i porze roku. 

Wędrując z młodym pieskiem, któremu zabrakło rozwagi, przemienionym przez czarownika w zabawkę, stopniowo nabywamy wiedzy o świecie i jego mieszkańcach. Czy to księżycowa ścieżka wprost na krawędzi świata, głęboka mroczna dolina, zaskakujący podwodny świat, wszędzie czają się ekscytujące przygody, lekcje życia i wrażliwości. I jak to w świecie fantasy, mnóstwo różnorodnych postaci. Tolkien przywołuje choćby latającą mewę, węża morskiego, wieloryba, syrenę, smoka, wróżki, a nawet mieszkańców Wyspy Zaginionych Psów i Człowieka z Księżyca. Opowieść nie należy do długich, zajmuje niecałe dziewięćdziesiąt stron, ale w ciepłych barwach, podszytych rozmaitymi emocjami, nawet w odcieniu dreszczyku, wpływa na wyobraźnię i przeżywanie przez czytelnika. Pozostałą część książki zajmują wstęp wyjaśniający źródła i okoliczności powstania utworu i uszczegóławiające przypisy. Bardzo cennym dodatkiem są ilustracje wykonane przez autora, ze szczególnym rysem graficznym i motywem klimatycznym. Zerknij również na "Upadek Númeronu" J.R.R. Tolkiena, przedstawiony na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura dziecięca, fantasy, 134 strony, premiera 29.10.2024 (1926)
tłumaczenie Paulina Braiter, ilustracje J.R.R. Tolkien, twarda okładka, format 15,5cm x 23cm
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 14 lipca 2026

WALKA O MÓZG

WOLNOŚĆ MYŚLENIA W ERZE NEUROTECHNOLOGII

NITA A. FARAHANY

"Samomonitorowanie stało się czymś więcej niż przelotną modą. Jest to nowy sposób życia i myślenia o sobie.”

Zaintrygował mnie podtytuł książki, wolności myślenia w erze neurotechnologii. Na ile jeszcze jesteśmy w stanie sami decydować o tym, co dzieje się z naszymi myślami, jak bardzo podlegamy już inwigilacji i manipulowaniu? Nita A. Farahany podchodzi do tej tematyki nie tylko od strony uważnego przyglądania się, rozkładu na czynniki pierwsze zagadnień, poszukiwania wyjaśnień, ale również niejako z lotu ptaka, by podchwycić szerszy rozkład fal zależności człowieka od urządzeń i dokonującego się postępu technologicznego. 

Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że dzięki zbieraniu surowych danych różnorodnymi personalnymi konsumenckimi gadżetami, a następnie poddawaniu analizie, wiele możemy zdziałać na rzecz zdrowia, kondycji psychicznej, jakości pracy i życia. Z drugiej zastanawiamy się, czy stopniowo nie eliminujemy granicy wyznaczającej indywidualną wolność. Fascynuje możliwość obserwowania własnego ciała, graficzne odzwierciedlenie fal mózgowych, ale czy faktycznie jesteśmy gotowi na oddanie prywatności mózgu do monitorowania, manipulowania i komodyfikowania? Dlaczego łatwo godzimy się ze zburzeniem ostatniego bastionu prywatności, dla samych siebie, rozumiem, ale dla rządu, wojska i korporacji? A to już dzieje się w praktyce. Czy tak nisko cenimy prawo do samostanowienia o naszym mózgu i doświadczeniach psychicznych, myślach, uczuciach, rozważaniach, przemyśleniach i fantazji?

Publikacja zachęcała do dialogu publicznego na temat wolności poznawczej mózgu i potrzebnych rozwiązaniach prawnych. Przykładowo, abyśmy nie otrzymywali marketingu wprost do mózgu, nie byli poddawani perswazji, nasz mózg nie był uzależniany. Wyjątkowo wrażliwy problem, nad którym już na tym etapie rozwoju technologii powinniśmy pochylić się. Odwrotna strona medalu wskazuje, że dzięki gromadzonym danym o pracy mózgów, jawności informacji przetwarzanych przez największy narząd układu nerwowego, możliwe jest wykonanie kolejnego kroku w rozwoju nowej dziedziny nauki, jaką jest neurotechnologia. Możemy przeciwstawić się wielu urazom i niedyspozycji mózgu, w tym demencji, schizofrenii i chorobnie Alzheimera, poprzez zwiększenie wydajności mózgu. Zastanawiałam się nad ciekawym aspektem omawianym w książce. A mianowicie, dlaczego inaczej podchodzimy mentalnie i prawnie do farmakologii w przypadku uszkodzeń i dysfunkcji mózgu, niż w kwestii dopingu w sporcie? 

"Walka o mózg" zainspirowała do przemyśleń, podchwyciłam kilka zagadnień wartych dalszych rozważań i głębszych refleksji. Nie ma wątpliwości, przekształcanie ludzkości już się rozpoczęło, szkoda, że większość nie czuje potrzeby uczestniczyć w debacie, czy i w jakim stopniu to dla nas dobre i opłacalne w dłuższym dystansie. W końcu, nie chodzi o drobną kosmetyczną zmianę homo sapiens, ale o wprowadzenie gatunku w nowy wymiar egzystencji. Książka napisana przystępnym i przyjaznym stylem, łatwa w odbiorze ze względu na zrozumiały popularyzatorski charakter, liczne reprezentacyjne przykłady i odwołania do doświadczeń autorki. Uwzględniała wyjaśniające przypisy i przydatny indeks. Z mojego punktu widzenia, za dużo powtórzeń treści, szacuję, że około połowy to powielenia, pewnie dlatego, aby spełnić wymogi pracy naukowej.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurotechnologia, 384 strony
premiera 22.07.2025 (2023) tłumaczenie Bożena Jóźwiak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 13 lipca 2026

TRZECH ZABÓJCÓW

KOTARO ISAKA

"Lęk i złość odczuwają wszystkie zwierzęta… Ale tylko ludzie szukają ich przyczyny i przeżywają wszystko od początku.”

Przygoda czytelnicza, po którą warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli czytelnik gustuje w zaskakujących fabułach i azjatyckim klimacie. Kotaro Isaka potrafił przykuć uwagę odbiorcy, namieszać w głowie, wystawić na próbę interpretacji zachowań bohaterów. Właśnie zabawa z czytelnikiem, zwłaszcza w zaprezentowanej gangsterskiej odsłonie, stała się kluczem do pozytywnego odbioru książki. Od pierwszej do ostatniej strony nie mogłam być pewna poczynań osobliwego zbioru przestępców i morderców, nawet jeśli znałam intencje przyświecające im. Autor podpuszczał, aby wraz z postaciami wkroczyć na mroczną ścieżkę, wypełnioną gorącym pragnieniem zemsty, bezwzględnością mordu, farmakologicznym wykorzystywaniem ludzi, torturowaniem ofiar i rzucaniem trucicielskiej plagi. Udanie dobierał panujące w powieści osobowości. Na serio traktował ich czyny, ale mniej już serio sylwetki. Tworzył frapujący pastisz gangsterskich porachunków. Co więcej, wikłał bohaterów w coś, co kręciło się w szaleńczym tempie, z szeroką gamą roszad i nagłymi zmianami odbioru wydźwięku scen. Charakterystycznie nadawał przezwiska, odwołujące się do wyglądu i zachowań zwierząt, zaś w tle rzucał luźne refleksje o gatunku ludzkim. Odwołanie do świata przyrody, perspektywa spojrzenia przez jego pryzmat na to, co kieruje człowiekiem, w jak karykaturalnym świetle się przedstawia, popchnął powieść w nieco filozoficzny rys.

Z jednej strony mocna sensacyjna akcja, wypełniona brutalnym szkarłatem, z drugiej wciągająca i prowadzona z poczuciem humoru gra z czytelnikiem, sprytnie podsycana płomieniami czegoś nieuchwytnego i niewytłumaczalnego. Na poważnie i z przymrużeniem oka, z nagłymi zmianami nastroju i odczuć. Generalnie, krzywe zwierciadło spojrzenia na świat przestępczy, w tym polityków. W przerwach pojawiał się skażony brudem ambicji i czynów obraz Tokio, którego nie wiem jakby się czyściło i tak wydostaje się na powierzchnię, chociaż pozostaje w ukryciu. Moralność nie dostępowała zaszczytu pojawienia się, za to dziwaczność i absurd mościły wygodne miejsca w scenariuszu zdarzeń. Styl narracji w punkt, przyjazny i przekonujący. Łatwo podążałam jego tropem, bił szybkim i konkretnym pulsem, detalami dożywiał układ krwionośny powieści. Wolałam, aby było mniej dopowiedzeń i znajomych wyjaśnień, jednak i w tym dostrzegłam jeden ze sposobów na podtrzymanie ironicznego humoru. „Trzech zabójców” to specyficzny thriller, angażuje uwagę, przywołuje uśmiech, po chwili wprowadza w najciemniejsze zakątki ludzkiej duszy. Coś innego, nieszablonowego, ciekawego, a jednocześnie znajomego w detalach ze środowiska zbrodni, oraz firm i organizacji zrzeszających świat przestępczy. Zerknij również na wrażenia czytelnicze po zapoznaniu się z inną książką Kotaro Isaka, przedstawioną na Bookendorfinie, "Bullet Train. Zabójczy pociąg".

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 268 stron, premiera 07.10.2025 (2004), tłumaczenie Anna Horikoshi
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 10 lipca 2026

FAŁSZYWA GRA

CARL VON WEDEL tom 3

ROBERT MICHNIEWICZ

MIŁOŚĆ I ZDRADA W CIENIU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ WOJNY

„Ludzie są tylko ludźmi i nawet mądrzy dadzą się podejść, jeżeli otrzymają informacje wiarygodne i niepokojące.”

Postaram się dotrzeć do poprzednich tomów serii o Carlu von Wedlu, gdyż „Fałszywa gra” spodobała mi się. Przyciągnęła klimatem tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, podczas niemieckich planów inwazji na Polskę, Robert Michniewicz fantastycznie poradził sobie z jego stworzeniem. Mocnym atutem powieści okazała się również intryga ściśle spleciona z historycznymi miejscami, postaciami i zdarzeniami. Kontrowersyjne przedstawienie marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego wpasowywało się w trudną ocenę rzeczywistej postaci. 

Swobodne poruszanie się po trudnej przeszłości państwa polskiego i różnorodnych aspektach szpiegowskiej działalności. Mniej przekonała kreacja kluczowej postaci serii. Czułam niedosyt naturalnych wątpliwości i uzasadnienia motywów angażowania się w mega niebezpieczną grę tajemnic i spisków, pomimo antyfaszystowskich i propolskich sympatii, a także echa rodzinnej tragedii. Jednak mogło to wynikać z nieznajomości prowadzenia niemieckiego pomorskiego arystokraty, zwerbowanego przez polski wywiad, w poprzednich odsłonach serii. Zaskakiwała dynamiczna kariera Carla von Wedla poprzez znajomości i okoliczności, lecz sprawnie posuwała akcję do przodu. Dziwiła zaś skłonność mężczyzny do natychmiastowego zakochania, jednak zrzucałam to na karb młodości i życia na krawędzi w labiryncie wywiadowych spisków. 

Imponowała szeroka paleta drugoplanowych postaci, uprawdopodobniających scenariusz zdarzeń, sprawnie włączanych do operacji wywiadowczych, nazistowskiego reżimu, wykradania tajnych informacji, polskiej polityki ówczesnych czasów. Warto było nawiązać znajomość z Carlem von Wedlem, młodym inteligentnym człowiekiem, znającym kilka języków, biegłym w sztukach walki i mającym doświadczenie z pobytów w różnych krajach. Sprawdzić jak poradził sobie w szpiegowskim gnieździe Abwehry, gdzie chociaż prowadzona na cichym froncie wojna była równie krwawa i niebezpieczna. Jeżeli zaś macie ochotę na kolejne przeżycie dynamicznej fabuły wypełnionej licznymi incydentami, zerknijcie na "Partnerzy. Początek" tego autora. 

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał retro, 460 stron, premiera 22.04.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 9 lipca 2026

OKO POTWORA

JACEK DUKAJ

"Znajdowaliśmy się w stanie wojny, samotni w pustce kosmosu, miliony kilometrów od jakiegokolwiek ratunku, odcięci od ludzkości, pod huraganowym rykiem Słońca, z wrogiem na pokładzie.”

Bardzo lubię zaglądać do powieści obracających się w kosmicznych klimatach, wspartych tajemniczymi akcentami, uwzględniających materiał do filozoficznych refleksji. Przyjemność czytelniczego obcowania z intrygującą przygodą i równocześnie pożywka dla przemyśleń o ewolucji i zdobyczach ludzkich cywilizacji. Podoba mi się przeniesienie rozważań o istocie człowieczeństwa, uzasadnienia sztuki, sensie postępu, źródeł ciekawości i konsekwencji zmieniania rzeczywistości z wykorzystaniem nauki, w daleką przyszłość, w czasy międzygwiezdnych podróży, przenikania robotyki do organiczności, poszerzania granic ciekawości, zrozumienia i wykorzystania. Z jednej strony duma z intelektualnych osiągnięć, z drugiej degradacja rozumu. 

Odpływamy daleko w przestrzeń, nie tylko w ujęciu kosmicznym, ale również kwintesencji człowieczeństwa. Technologia mająca w zamyśle porządkować i ułatwiać życie ludzi, nagle przeobraża się w samodzielnie funkcjonującego potwora, wszechobecnego i wszechwidzącego, zmuszającego człowieka do podporządkowania i uległości, zwalniającego nie tyle z trudnych zadań, co z koncepcji rozwiązywania. Przypadek staje się nie motorem odkryć i innowacji, a blokadą i przeszkodą w dotarciu do prawdy w samonapędzającym się chaosie i nadmiarze informacji. Człowiek zwalnia się z biologicznego przymusu kreatywności, naturalnego nawiązywania społecznych relacji, napędzanego ciekawością poznawania rzeczywistości i przyjemnego przewidywania przyszłości w epokowym wymiarze, a zatrudnia człekokształtne automaty i podobne niby stworzenia. Naturalna skłonność ludzi do szukania powtarzających się wzorców ustępuje miejsca obsesji i paranoi.Podejrzenia i spiski stają się codziennością, wymogiem funkcjonowania, pułapką zamydlania oczu, logicznego i samodzielnego myślenia. 

„Oko potwora” znakomicie oddaje stan gęstniejącego chaosu, rozprzestrzeniającego się bałaganu, słabnącej umiejętności logicznego myślenia, nie tylko poprzez fabułę, ale i styl narracji. Dziennik lekarza, prowadzony w trakcie sabotażowej podróży kosmicznej frachtowca, nie stanowi wyzwania w poznawaniu i interpretowaniu, tym niemniej wymaga skupienia i chęci dostrzeżenia czegoś więcej niż tylko śledzenie akcji i dialogów, pobudza do uczestnictwa w podchwytywaniu pierwszoplanowych i drugoplanowych zagadnień do przemyśleń. Na ile odmienne jest postrzeganie wszechświata przez człowieka i sztuczną inteligencję? Czy bliżej AI do zrozumienia człowieka, czy odwrotnie? Czy, ogólnie mówiąc, myślące maszyny to dorobek współczesnej cywilizacji, a może główny grzech i przekleństwo? Czy rozum to siła napędowa ewolucji i postępu, czy przyszłościowa utrata wolności fizycznej i psychicznej? Niewielkich rozmiarów książka wprowadza w przyjemną atmosferę czytelniczą, bawi rozwijaniem pojawiających się kwestii refleksyjnych, jednak nie wychwytuję w niej kluczowego przesłania.

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 170 stron, premiera 01.05.2026 (2010)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.