niedziela, 1 lutego 2026

KRÓLESTWO Z NASZYCH RAN

GAЁLLE JOSSE

"Czas to wstęga Möbiusa wyginająca się bez końca, bez możliwości cofnięcia się, bez punktów orientacyjnych...”

Przepiękna podróż czytelnicza, intymna nie tylko w sferze przeżyć bohaterki, ale i osobistych odczuć czytelnika. Autorka wspaniale zespala treść powieści z inicjacją przemyśleń u odbiorcy, który przemierza z kluczową postacią setki kilometrów, od jednego miasta do drugiego, podchwytuje wspomnienia i melodie życia, jednocześnie delikatnie przywołuje własne obrazy przeszłości i powracające dźwięki minionych doświadczeń. Sto pięćdziesiąt stron opowieści i siedem dni podróży, dla jednych aż nadto by poczuć wewnętrzną siłę odradzającą się po stracie bliskiej osoby, dla innych początek przepracowywania bólu nieodwracalności odejścia, potrzebują lub chcieliby dłużej w tym trwać, nie po to, aby pogrążać się w smutku, ale by nie musieć zderzyć się z tragicznym fragmentem rzeczywistości. Ktoś woli zaszyć się w domowym zaciszu, wszechobecnej ciszy osiadającej w pomieszczeniach, a ktoś inny wybiera drogę z wyznaczonym celem i chaosem otoczenia, dostarczającym dowody intensywnego życia i poczucia trwania. Jakże symbolicznie można podejść do ostatnich stron opowieści, zestawienia książki i muzeum, karty życia i pamięci. Chcielibyśmy pozostawić coś po sobie dla kolejnych pokoleń, nawet jeśli namiastkę emocji wyrażonych w przedmiocie, dających odczytać się poprzez dotyk i wyobraźnię. Zastanawiamy się, czy to, co dla nas ma ogromne znaczenie, innym również wyda się atrakcyjne? A jeśli nawet nie, to czy nie podchwytujemy i trzymamy się myśli, że liczy się samo wrażenie, zadanie pytania, czym było dla właściciela, kim on był, nawet jeśli czas zatrze tożsamość i historię, a nawet fakt istnienia?

Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do poetyckiej narracji Gaёlle Josse, przesyconej wyjątkową wrażliwością, oszczędnością słów stawiającą nie na wytworzenie obrazu, ale zanurzenie się w odczuciach, przychylnością wobec prawdziwości spostrzeżeń i różnorodności losów. Chwytając książkę, nie spodziewałam się, że panujący nastrój tak bardzo i precyzyjnie udzieli się i mnie. Przystanki na trasie głównej bohaterki stały się i moimi stacjami refleksji wobec przemijania i traktowania życia jako egzystencji w ruchu, samemu wyznaczania mu tempa w eksplorowaniu, stawiania kroków w codzienności i wyboru stylu tańca w marzeniach i pasjach. Można obierać kierunek dążenia do czegoś, nawet w wymiarze perfekcyjności, jednak warto mieć świadomość, że przypadkowe wypadnięcia z rytmu, potknięcia i zmiany kursu to dowody prawdziwego oparcia w rzeczywistości, mniej lub bardziej znaczące skazy, które czynią nas bogatymi wewnętrznie, uczą szacunku, pokory i wytrwałości, a nawet dostrzeżenia, akceptacji i miłości wobec samego siebie. Nie idealność sprawia, że jesteśmy wyjątkowi, lecz popełniane błędy i reakcje na nie czynią nas unikalnymi. Chaos można traktować jako sprzymierzeńca, stwarzającego nowe okazje dla wyborów i wyzwań. Spodobało mi się porównanie wspomnień do tego gatunku motyli, które na ziemi stają się niewidoczne, przypominające zeschły liść, kawałek drewna, kamień, ale kiedy się otwierają, odsłaniają wnętrze niebieskie jak lapis lazuli pożyłkowany żółcienią, ulotny dar cudu. „Królestwo z naszych ran” to ogromna satysfakcja czytelnicza, emocjonalna podróż w głąb siebie, zrozumienie kwintesencji życia, pogodzenie się z faktem przemijania, nastawienie się na odczuwanie tego, co pozornie trwałe i widzialne, a jednak ulotne i ukryte. Bogaty materiał do rozważań, intymnego rachunku sumienia, osobistego podziękowania za bliskość.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 148 stron, premiera 26.11.2025, tłumaczenie Agata Kozak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.