PETR ŠABACH
"Małe dziecko pracuje według scenariusza, który samo sobie przygotowało, nie mówiąc o tym rzecz jasna nikomu innemu.”
Wydaje się nam, że zaczynając osiemnasty rok wkraczamy w dorosłość, ale to dopiero początek zdobywania doświadczeń i nauki życia. Najwięcej lekcji w tej dziedzinie otrzymujemy, kiedy stajemy się rodzicami, dojrzewamy do odpowiedzialnej roli, uczymy się w niej funkcjonować, zwykle pod presją czasu, a jednocześnie dumy przy obserwacji dorastania i sukcesów dziecka. Przekonujemy się, że mniej lub bardziej zmieniają się nasze wewnętrzne priorytety, pod innym kątem patrzymy na świat, zdobywamy nowe umiejętności, i jakże często, zaskakujemy przy tym samych siebie. Kiedy kobieta decyduje się zawiesić karierę zawodową i zająć się codzienną opieką nad dzieckiem, społeczeństwu wydaje się to naturalną, wręcz oczekiwaną decyzją. Ale co się dzieje, kiedy to mężczyzna decyduje się na ten krok?
Pamiętam wielkie zdziwienie urzędniczek, kiedy mój mąż jako pierwszy w województwie łódzkim poszedł na tacierzyński przy drugim naszym dziecku. Przy pierwszym udawało mi się godzić pracę naukową z prowadzeniem własnej firmy, przy kolejnym było to nie do ogarnięcia, ze względu na uwarunkowania zdrowotne i wyjątkowo czasochłonny aspekt zawodu. Mąż z obawami, lecz śmiało, wkroczył w opiekę nad niemowlakiem i roczniakiem. Kiedy czytałam „Podróże konika morskiego” jakbym zaglądała w jego ówczesny świat, pełen obaw, ale i barw.
Tacierzyństwo w pełnym wymiarze, z licznymi zwrotami akcji, niespodziewanymi zdarzeniami i dowcipnymi scenkami. Mieszanka poczucia obowiązku, zwykłych rozterek, zaskakujących przemyśleń, cennych przeżyć w roli rodzica. Wszystko okraszone dobrym humorem, ciekawymi refleksjami, szczyptą groteski i absurdu. „Podróże konika morskiego” to zabawna propozycja czytelnicza na jeden wieczór, zanurzona w charakterystycznym czeskim klimacie, prowadzona w formie pamiętnika relacjonującego codzienność z dzieckiem. Serdeczna i ciepła, sympatyczna i wprawiająca w dobry nastrój, ale nieuciekająca od refleksyjnych nut, czasami z gorzkim smakiem. Na
Bookendorfinie przybliżyłam już „Babcie”, „Dowód osobisty” i "Masłem do dołu".
4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 156 stron, premiera 14.02.2012 (1993), tłumaczenie Julia Różewicz
Książka wypożyczona z biblioteki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz