MIECZYSŁAW GORZKA
„Tam gdzie normalny człowiek widzi przeszkody i nie podejmuje działania, szaleniec może widzieć tylko gładką autostradę do sukcesu.”
Ostatnio zastanawiałam się nad sugestią, czy prawdą jest, że nie ma ludzi normalnych, gdyż każdy na coś cierpi w ujęciu psychologicznym, tylko większość nie jest zdiagnozowana, bo lepiej dostosowała się do norm społecznych i płynnie wkomponowała się w oczekiwane zachowania. Autor znakomicie wbił się w tę tematykę kreacją części postaci, wymykającym się zaszufladkowaniu, obarczonym większą lub mniejszą traumą z przeszłości, potrafiącym wykazać się skrajną nieodpowiedzialnością lub nadmiernym zaufaniem wobec obcych.
Zatem powieść nie tylko ciekawie wypełniła czas, ale również podsunęła materiał do refleksji. Na ile to, co kształtowało nas w przeszłości, zdominowało obecny stan naszego ducha? Czy tak naprawdę jesteśmy w stanie, nawet pomimo długiego życia, uporać się ze złymi doświadczeniami z dzieciństwa? W jakim stopniu zło, które nas dotknęło, przeniosło się na cechy charakteru? Podobało mi się wnikanie w psychologiczne warstwy, przemyślenia i przeżycia bohaterów, dostosowywanie źródeł fiksacji i obsesji do motywów wypowiedzi i zachowań. Co prawda, kilka manewrów wykonanych przez Agnieszkę Dudek, niemal ćwierć wieku temu porwaną i zgwałconą przez Bestię ze Środy, w jej obecnym życiu zaskoczyło nastawieniem i wydźwiękiem, nie do końca ją rozumiałam. Z zainteresowaniem przyglądałam się dziwacznym działaniom komisarza Marka Rosińskiego, obciążonego stratą ukochanej osoby, wobec pewnej kobiety. Zastanawiałam się, czy ilość fobii, które dopadły Roberta Wójtowicza, współwłaściciela agencji reklamowej, kiedyś podejrzanego o zamordowanie sekretarki, nie przekroczyła dopuszczalnych norm.
Intryga została interesująco rozpisana, bazowała na utartych schematach docierania krok po kroku do prawdy, ale z wyostrzonym pazurem. Jako filar fabuły uwzględniała obecność seryjnego mordercy naśladowcy, lecz wsparła go dwutorową akcją i różnymi odcieniami mroku. Seria tragicznych zdarzeń podgrzewała atmosferę niepokoju, zachęcała do podążania tropem zbrodni, ale w moim odczuciu, za bardzo ujawniała niektóre elementy psując zabawę w interpretację i typowanie tożsamości czarnego charakteru. Nawet uwzględniając ślepe uliczki w śledztwie, trudność w dopasowaniu poszczególnych elementów, doskonałość w planowaniu przez zabójcę, wyprzedzającego osoby podążające jego śladami. Pierwsze spotkanie z bogatą twórczością Mieczysława Gorzki miałam przy okazji „Poszukiwacza zwłok”, intrygującej i wciągającej powieści, po „Copycat” nie wyszłam już z tak mocnymi wrażeniami, lecz zaliczyłam do udanych.
4/6 – warto przeczytać
kryminał, 424 strony, premiera 12.08.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

