NIEZWYKŁA RESTAURACJA WSPOMNIEŃ
YUTA TAKAHASHI
"Czas bywa okrutny, spychając wszystko w przeszłość. Jednak potrafi też leczyć rany.”
Po śmierci taty chętniej sięgam po książki pomagające w przeżywaniu ostatecznej straty bliskiej osoby, przypominające, że moje życie toczy się dalej, a odmawiając sobie w nim pełnego udziału, pozbawiam się esencji egzystencji. W „Chibineko” znalazłam potwierdzenie, że zawsze znalazłoby się coś szczególnie istotnego, czego nie udało się powiedzieć zmarłemu, kiedy jeszcze była możliwość dialogu. Dane mi było pożegnać się z tatą, wyznać mu słowa szacunku, uznania, miłości i podziękowań. A jakbym wciąż odczuwała niedosyt przeprowadzonych rozmów i wyrażonych uczuć. Niestety, każde życie musi się kiedyś skończyć, wpisać się w cykl przemijania, zrobić miejsce dla innych egzystencji. Opuszczonym pozostaje nauczyć się żyć dalej bez tego kogoś, kogo straciliśmy.
Yuta Takahashi przypomniał, że odchodzą nie tylko ludzie, ale również często towarzysząca im tradycja. Świat podlega zmianie, ale jedno jest stałe, każdy umiera, zabiera ze sobą nie dobra materialne, które za życia cieszyły i wpisywały się w rutynę codzienności, a wspomnienia pozostawia w pamięci tych, którzy żyją. Odejście bliskiej osoby to smutek, żal, cierpienie, ale często również wyrzuty sumienia, że nie zrobiło się dla niej dostatecznie dużo, nie doceniło lub nie szanowało tak, jak na to zasłużyła. „Chibineko” przywołuje znaczenie ceremonii i rytuałów godzenia się ze stratą, pewnego rodzaju zakończenie etapu ciężkich chwil, wejście w nowy rozdział kolekcjonowania zrozumienia, doznań i przeżyć. Restauracja w nadmorskim miasteczku, przygotowująca i serwująca dania ku pamięci, pomaga ożywić wspomnienia o zmarłych, dać szansę na ostatni kontakt, nawet jeśli w wyobraźni żałobnika, przypomnieć, że życie jest jedno i trzeba tak wykorzystywać dawane przez niego szanse, aby później niczego nie żałować. Owszem, są rzeczy, których nigdy nie da się cofnąć, ale i one składają się na wrażliwość istnienia, rozstania wpisane są w ludzkie losy, każde życie ma swój kres.
Autor włączył w gamę postaci reprezentantów trzech pokoleń ku przesłaniu, że bez względu na wiek, etap miłości, życiowe doświadczenia, stratę przyjmuje się z tą samą bezsilnością, intensywnością i zawiedzeniem. Pomimo bliskości własnych rozmyślań o śmierci, spotkaniu z nią, niemal dotyku jej, nie poczułam szczególnej więzi z bohaterami, nie do końca przekonali mnie, jedynie staruszek wydał mi się prawdziwy. Przeszkadzały mi powtórzenia tych samych opisów, jakbym jako odbiorca nie była w stanie przywołać ich wcześniejsze wersje lub wyciągnąć właściwe wnioski. Lubię nie tylko odbierać treści, ale również włączać się w dostrajanie, przezywanie i interpretowanie. Tym niemniej, po „Chibineko” warto było sięgnąć, przypomniało, czym tak naprawdę jest życie, bliskość drugiej osoby, o konieczności życia razem a nie obok siebie, upływie czasu i znikaniu niewykorzystanych szans.
4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 206 stron, premiera 10.02.2026 (2020)
tłumaczenie Anna Koike-Kamińska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.









