czwartek, 3 września 2026

MĘŻCZYŹNI BEZ KOBIET

HARUKI MURAKAMI

„Jeżeli naprawdę chcemy zobaczyć innego człowieka, musimy spojrzeć sobie prosto i głęboko w oczy.”

Książka poznana w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, ciekawa do interpretacji, wsłuchania się w samego siebie, przybliżenia się do drugiego człowieka otoczonego aurą samotności. Samotności potrafiącej intensywnie osiąść na duszy człowieka, determinować wybory, ograniczać zakres emocji i przestrzeni życia. Można być w relacji i czuć się samemu, w niedostrzeganiu lub niezrozumieniu. Czasem decydujemy się na samotność pod wpływem czynników wewnętrznych, kiedy indziej zewnętrznych, często nakładają się. 

Murakami ukazuje oblicza samotności w ramach siedmiu przypadków, każdy w innym wymiarze odosobnienia i długością ciszy. Wchodzę w męskie punkty widzenia, odbieram wątpliwości, zwątpienia, stratę, ból i cierpienie. Człowiek jako jednostka społeczna nie powinien być sam. Jednak po wnikliwym spojrzeniu w indywidualne życia, widzimy, że samotność doskwiera każdemu, w większym lub mniejszym stopniu, na swój sposób, za sprawą konkretnych wydarzeń lub ciągu incydentów. Dociekania prawdy wywołanej zdradą małżonka, wytracającej na głębi obecności bliskiej osoby, ucieczką w zmienny kształt wspomnień, odtwarzanych w cyklu przywołań i dociekań, relacjami wymykającymi się spod kontroli, niezrozumieniem kulturowym, destrukcyjnymi uczuciami, nieuzasadnionym poczuciem winy z powodu jakiejś znajomości.

Jak wiele osób źle czuje się we własnej skórze, pokrętnie dostosowuje się do otaczającego świata, sztucznie nagina hierarchię odbierania drugiego człowieka w imię trwałości związku, staje się samotną wyspą na społecznym oceanie? Murakami przekonująco odmalowuje zarówno miłość serca, jak i miłość ciała, zwraca uwagę czytelnika na to, że po każdej bliskiej znajomości nie jest się już całkowicie tą samą osobą, co przed. Pokazuje, że nawet jeśli bardzo się kogoś kocha, niemożliwym jest zobaczenie wszystkiego, co kryje się w jego sercu i umyśle. Bierzemy udział w sztuce życia, odgrywamy różne role, nieraz w mniejszym, w mniejszym lub większym stopniu, aż przychodzi moment zatrzymania i wątpliwości we własną wartość i sens życia.

Opowiadania wciągają nostalgicznym i refleksyjnym klimatem. Idealne na spokojne poznawanie, podkreślanie ciszy, by uchwycić melodię samotności nie tylko w życiu przywołanych postaci, ale być może i we własnym. Ale samotność wcale nie musi oznaczać zła. Murakami uwzględnia w książce kilka niedopowiedzeń, nad którymi warto pochylić się, przywołać własne doświadczenie i dokonać porównań. Interesująca zaplata nić zależności między teraźniejszością a przeszłością, nie tylko jako czynnik determinujący, ale także dopełniający wartość egzystencji. Nie wszystkie krótkie utwory przypadają mi do gustu, ale doceniam ich różnorodność i pochylenie się na losem drugiej osoby. Czasem jest zaskakująco, niekiedy trudno natychmiast uchwycić wydźwięk, innym razem uderza przenikliwość w prostym spojrzeniu. Zerknij też na "Śmierć Komandora. Pojawia się idea" i "Pierwsza osoba liczby pojedynczej" tego autora.

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4.5/6 – warto przeczytać
antologia, 318 stron, premiera 21.10.2015 (2013), tłumaczenie Anna Zielińska-Elliot
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

wtorek, 1 września 2026

A JAK ANDROMEDA

ANDROMEDA tom 1

FRED HOYLE, JOHN ELLIOT

„Tam, gdzie jest inteligencja, jest też wola. A woli towarzyszy ambicja.”

Książka będąca średnio udanym przeniesieniem serialu na papier, narracja niekiedy mało spójna, tworząca przeskoki w detalicznych opisach, z przeciętnymi dialogami, ale cieszyłam się, że wpadła w moje ręce. Skupiałam się nie tyle na fabule, chociaż ciekawej i wciągającej, co na frapującym i wizjonerskim materiale do refleksji. Rozumiałam, że powieść napisana w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku oddawała ducha współczesnych obaw związanych z pojawieniem się obcego życia z kosmosem, nieprzeciętnej fascynacji komputeryzacją i koniecznością budowania wyjątkowej potęgi wojskowych zabezpieczeń. Klasyczna SF zawsze przyciągała możliwością zerkania okiem przyszłości na osiągnięcia nauki współczesnej cywilizacji, wczuwania się z perspektywy czasu w dominujące trendy społeczne, uwarunkowania polityczne i kampanie szpiegowskie, penetrowania wyobraźni i przemyśleń szczególnie kreatywnych twórców.

„A jak Andromeda” ukazywała jak ludzkość najprawdopodobniej mogłaby podchodzić do inteligentnego sygnału odebranego z dalekiego kosmosu. Z jednej strony potwierdzenie, że nie byliśmy sami w kosmosie, z drugiej tajemnica zawarta w instrukcji o pozaziemskim pochodzeniu. Naukowcy szalejący w ekscytacji, politycy mieszający się we wszystko, wojskowi wyczekujący okazji do uruchomienia pozornie prewencyjnej obronnej akcji. Głos z wielu, wielu milionów, lat zagarniałby wszelką uwagę, a nawet zdrowy rozsądek i poczucie bezpieczeństwa. Nie byłoby wątpliwości, że doniosłość i przełomowość wydarzenia nie miałaby sobie równych, ale czy usprawiedliwiałaby bezrefleksyjne podążanie tropem przysłanego kodu binarnego? Nie byłoby co się oszukiwać, scenariusz zdarzeń potwierdzałby silne cechy natury człowieka – choćby nieokiełzaną ciekawość, zdolność do poświęceń, pragnienie władzy, zaślepienie wobec strategicznych odkryć. Czyż nasze ludzkie doznania i spontaniczność w reakcjach nie powinny podsuwać konieczności zachowania rozwagi i przezorności?

Zdumiewające, jak bardzo przesłania książki sprzed ponad sześćdziesięciu lat, obawy wobec otwarcia na coś nieznanego, dysponującego ogromnymi możliwościami obliczeniowymi, zdolne do sterowania organicznymi bytami, pokrywają się ze ślepym zaufaniem wobec współcześnie gloryfikowanej sztucznej inteligencji. Jakże wiele osób zapomina, że to nie „kochana istota”, ale narzędzie, co prawda zaprogramowane na bardzo wysokim poziomie, bazujące na możliwości samodzielnego uczenia się, ale tylko narzędzie. Czy wystarczająco zabezpieczamy się przed technologicznym zdominowaniem, coraz szerszym zastępowaniem człowieka, uznawaniem potęgi maszyny tylko z pozytywnej strony? Dlaczego na własne życzenie oddajemy AI coraz większe obszary niezależności, wolności i kreatywności? Jak bardzo faktycznie odebrany sygnał z kosmosu, potwierdzający inteligencję obcych znacznie wyprzedzającą ludzką, zmieniłby nasz świat? Dlaczego obca inteligencja miałaby zadawać sobie tyle trudu, by rozprzestrzeniać we wszechświecie gotowe rozwiązania na stworzenie humanoidalnego organizmu? 

Z nostalgią podeszłam do opisu kart perforowanych jako nośników danych, gdyż były pierwszym tematem na wykładach moich studiów cybernetycznych i informatycznych. Fascynujące jak wiele zmieniło się od końca lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku w sferze komputeryzacji i przetwarzania danych, z zaciekawieniem obserwuję wpływ cyfryzacji na społeczeństwo, kulturę, naukę i gospodarkę. Dla uzupełnienia informacji o autorach książki, Fred Hoyle to brytyjski astronom, fizyk i matematyk, to on ironicznie, gdyż nie zgadzał się z Georgesem Lemaitrem, wymyślił termin Wielki Wybuch, a który przeszedł do terminologii teorii początku przestrzeni i czasu. John Elliot to scenarzysta, reżyser i producent telewizyjny. Ciekawa jestem waszego odbioru kluczowych postaci, na mnie doktor Johna Fleming, znany ze zgryźliwego poczucia humoru, nie zrobił dobrego wrażenia od strony osobowości, ale od strony wizjonerskiej już tak. Zaskoczyła swoista bierność rzeczniczki prasowej Judy Adamson do sprawowanej podwójnej funkcji, oficjalnej i tajnej, brakowało jej cech potrzebnych, aby powierzać jej zadania. Potwierdziło się jak wielką wagę ma informacji dla zdobywania i utrzymania władzy. "A jak Andromeda" to klasyka science fiction, warto było podchwycić materiał do refleksji, czekam na drugi tom.

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Milenium", "Podniebna krucjata", "Księżycowy pył", "Wszystko jest iluzją", "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Wieczny pokój", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

3.5/6 – w wolnym czasie
science fiction, klasyka, 264 strony, premiera 30.06.2026 (1962), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

MILENIUM

JOHN VARLEY

„Zmiany, jeżeli są niewielkie, korygują się same w sposób, którego nikt nie rozumie, ale który szydzi ze wszystkich teorii na temat wolnej woli.”

Wciągająca porcja fantastyki, w sam raz na wieczór czytelniczy. Nie jest to przełom w gatunku literackim, ale porządna przygoda, nieco inna od pozostałych, będąca swoistą grą z czasem, manipulowaniem nim. Chodzi nie tylko o podróże w przeszłość i przyszłość, ale również o ratowanie ludzkości przed końcem jej czasu. John Varley utrzymuje opowieść w sensacyjnej odsłonie, z dwutorowymi naprzemiennymi relacjami uczestników zdarzeń, lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku i oszałamiający przeskok do dziewięćdziesiątego dziewiątego stulecia. Z jednej przestrzeni Bill Smith, prowadzący śledztwo w sprawie największej w dziejach lotnictwa katastrofy, zderzenia dwóch samolotów nad kalifornijskim niebem, a z drugiej Louise Baltimore, szefowa zespołu przechwytującego, wysyłana na misje, w jej odczuciu do starożytnych tragedii. 

Autor nie koncentruje się na dokładnym opisie rzeczywistości, w której żyje kobieta, ale krok po kroku odsłania ogólne warunki egzystencji. Kilka ciekawych pomysłów w wyglądzie i zachowaniu, niekiedy zabawnych kontekstów sytuacyjnych, ale z poczuciem dokonanych zniszczeń i strat przez ludzkość. Frapujące refleksje nad tym, do czego przyczyni się współczesna cywilizacja, co pozostawi po sobie kolejnym pokoleniom, na jaki los ich zgotuje. Błędy popełniane teraz mają dalekosiężne konsekwencje, wyrządzane szkody rzutują na kolejne pokolenia, nawet w liczbie piętnastu tysięcy pokoleń. Globalne zanieczyszczenie planety, zagrożenia zabawą bronią nuklearną, brak skutecznych rozwiązań i kontroli przemysłowej zachłanności, doprowadzenie do stanu, kiedy jedynym ratunkiem dla planety stanie się eliminacja ludzkości. Wyczuwa się atmosferę polityczną i społeczną połowy ubiegłego stulecia, uzasadnione obawy i refleksje.

Nie da się ukryć, że niektóre fragmenty powieści tracą ekscytującego ducha lub aktualność, przykładowo losy pasażerów Titanica. Do innych przylegają proste rozwiązania. Niekiedy bohaterowie wchodzą w role bezwiednych marionetek, chociaż wcześniej wykazywali się walecznością i determinacją. Nie do końca przekonuje sens działań istot z przyszłości, w ogólnym zarysie tak, ale przydałyby się bardziej wyraziste detale w finałowej odsłonie, w końcu i my współcześnie czasem natrafiamy na twonki, anachroniczne przedmioty, i nie potrafimy wyobrazić sobie, by stworzyli je poprzednicy, a świat się nam przez takie tajemnice nie burzy. Czasy, w których powieść została napisana bezpowrotnie minęły, pozostaje jedynie we wspomnieniach starszych czytelników, dlatego „Milenium” może nie zdobyć zrozumienia w oczach młodszych odbiorców. Ale czterdzieści kilka lat temu książka zanurzała we frapujące wizje, imponowała długością jednostek czasowych, w których się poruszała. Uważam, że warto pochylić się nad tematyką podjęta przez nią, wyłapać aluzje do historycznych wydarzeń, uczestniczyć w lotniczym śledztwie. Zastanowić się, czy faktycznie zdarzenia mają tendencję do powrotu na swoje wyznaczone tory? Jak dużo nas dzieli od tego, aby komputery wykazywały się poziomem ludzkiej wyobraźni i empatii? Czy wolna wola podlega przeznaczeniu? 

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Podniebna krucjata", "Księżycowy pył", "Wszystko jest iluzją", "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Wieczny pokój", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4/6 – warto przeczytać
fantastyka, klasyka, 310 stron, premiera 19.05.2026 (1983), tłumaczenie Lech Jęczmyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 30 sierpnia 2026

PAŁAC TAJEMNIC

AGNIESZKA PIETRZYK

„Brak pytań otwiera usta ludziom.”

Dobrze od czasu do czasu wejść w lżejszy kryminał, zwłaszcza po tych brutalnych i krwawych, odciąć się od intryg koncentrujących się na opisach zbrodni i przestępstw. Agnieszka Pietrzyk proponuje czytelnikowi powieść, będącą czymś na kształt dialogowej relacji, która bazuje na rozmowach kluczowej bohaterki z mieszkańcami starego mazurskiego pałacu. Atmosfera zamkniętej przestrzeni, obejmującej wielowiekowy zaniedbany budynek, ogród i jezioro, nasyconej ludzkimi przeżyciami i emocjami, posesji z zaniedbanymi murami, będącymi świadkami tajemnic, podgrzewa wyobraźnię i skłania do podążania tropem odkrywania tego, co skryte w ludzkich sercach i pamięci. 

Filarami scenariusza zdarzeń, ciekawego i złożonego, są ustne sprawozdania mieszkańców pałacu, głównie z dnia zabójstwa rosyjskiego małżeństwa i zniknięcia ich piętnastoletniej córki. Każdy przytacza własną wersję wydarzeń i typuje sprawcę makabryczności. Zadziwiające z jaką łatwością wypowiadają się i udzielają szczegółowych informacji. Pomysł na fabułę bardzo mi podchodzi, ale moc przyciągania jego prezentacji okazuje się średnia. Śledzę rozwój wypadków, odpływanie bohaterów do wspomnień, próby naciągania rzeczywistości, ale nie czuję wielkich dreszczy emocji. Może dlatego, że wkrada się kilka mało prawdopodobnych incydentów, ale to nie one najbardziej mnie uwierają, lecz niedostosowanie stylu wypowiadania się postaci do wykształcenia, statusu społecznego i cech osobowościowych, wypadli sztucznie.

Widzę potencjał w zaglądaniu w różnorodne sploty i frapujące szkice losów zwykłych ludzi, wypełnione mniej lub bardziej zakamuflowanymi sekretami, ale trochę żal, że nie zostaje w pełni wykorzystany. To, że w błędnie zostaje podany numer jednego z mieszkań traktuję życzliwie, w końcu śledztwo, obojętnie czy prowadzone przez pisarza, dziennikarza lub policjanta, wymaga weryfikowania faktów. Podoba mi się zabieg włączenia wilgotnej pogody do klimatu powieści, burze szalejące w przyrodzie, zawieruchy w ludzkich losach, mżawki omywające grzechy, krople deszczu niczym łzy czyszczące mroczne smugi na sumieniach, nieprzeniknione mgły roztaczające aurę tajemniczości. Mimo kilku zastrzeżeń spotkanie z książką zaliczam do przyjemnych i ciekawych, pomaga uciec od codzienności, prowadzi kryminalnym szlakiem przekazów komunalnej społeczności o zbrodni, jej źródłach i konsekwencjach.

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał, 262 strony, premiera 29.06.2026 (2011)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nemezis.

piątek, 28 sierpnia 2026

MARTWE KWIATY

TAJEMNICE ZBRODNI tom 1

MARTA REICH

„Była strasznym wampirem energetycznym, wysysającym energię z innych ludzi.”

Prawda jest taka, że cokolwiek człowiek by nie wymyślił, życie i tak otrzymuje palmę pierwszeństwa w tworzeniu scenariuszy ludzkich losów. Mam wrażenie, że twórcy kryminałów, nawet jeśli uważają swój pomysł na fabułę za oryginalny, często okazuje się on wyjątkowo zbieżny z okolicznościami zbrodni, która gdzieś na świecie została popełniona. Natura człowieka cechuje się wieloma mrocznymi zakamarkami, w których długie cienie rzucają negatywne emocje, w pewnym momencie dochodzą do głosu i odrzucają podpowiedzi rozsądku. No i jeszcze zwykły sadyzm, narastająca toksyczność rozprzestrzeniająca się w aurze codzienności, łamiąca życie, a nawet je odbierające. Bardzo ciekawią mnie, ze względów psychologicznych, nie tylko biografie morderców i opisy przestępczych czynów, ale również powieści bazujące na prawdziwych zbrodniach.

Dlatego z entuzjazmem przywitałam książkę Marty Reich, fabularyzującą zbrodnię dokonaną nie gdzieś tam w świecie, ale na polskim podwórku. Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku nie tylko warszawska opinia publiczna wstrzymała oddech dowiadując się, kto stał za morderstwem, rozczłonkowaniem i porzuceniem zwłok ofiary, czterdziestoletniej pracownicy telewizji, cała Polska interesowała się tym. Im głębiej sięgało śledztwo, im więcej napływało dowodów, tym sprawa ukazywała się w coraz bardziej osobliwym i trudniejszym do uwierzenia obrazie. Jeszcze dziś, kiedy przegląda się informacje na jej temat, wzbudza mieszane odczucia i wyzwala sprzeczne emocje, podobnie jak wysokość kary zasądzonej przez sąd za okrutną zbrodnię. Ale właśnie, okrucieństwo i nienawiść także mogą ukazać dwa oblicza. Podobał mi się sposób prowadzenia kryminalnego wątku przez autorkę. Pierwsze dwie z czterech części powieści mocno przykuły uwagę, zaangażowałam się w ich treść. Czułam znakomite przygotowanie pisarki od strony merytorycznej i umiejętność podtrzymywania klimatu niecierpliwego poznawania. Lata osiemdziesiąte nieco prosto odmalowane, ale prawdziwie.

Natomiast trzecia część, obejmująca rodzinne relacje, przybliżająca obyczajową otoczkę tła i pierwszego planu makabrycznej zbrodni, niestety zawiodła. Miałam wrażenie, że autorka za mocno weszła w sprawy spoza faktów, za dużo dała wolności wyobraźni i w przejaskrawionym stylu ukazała interakcje domowników. Siła uderzenia w czytelnika dwulicowością i hipokryzją postaci nic by nie straciła, a wręcz zyskała, na mniejszym natężeniu jadu słów i milczenia. Za to szalenie podobało mi się, że Marta Reich podjęła aspekt ukazania, że nie tylko mężczyźni, jak przyjęło się powszechnie uważać, stoją za skrajną toksycznością w relacji, że również kobiety potrafią głęboko, trwale i latami skrzywdzić wydawałoby się najbliższą im osobę, że można kogoś bardziej zranić słowem niż czynem. „Martwe kwiaty”, swoją drogą, sam tytuł bardzo dobry i symboliczny, ukazały, że funkcje społeczne narzucone kobietom nie powinny być sztywnym wzorcem. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że małżeństwa mają prawo nie mieć dzieci, nie pragnąć potomstwa, co więcej, to kobiety mają prawo wyboru, czy zostaną matkami. Kolejna refleksyjna myśl, która narodziła się po spotkaniu z książką, że nawet socjalistyczna rzeczywistość, mówiąca teoretycznie o równości, w praktyce pozwalająca jednostkom przekroczyć granicę dostępu do elitarnego zawodu, zachodnich pieniędzy i dóbr, potrafiła rodzić patologiczne zachowania. 

4/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał obyczajowy, true crime, 440 stron, premiera 20.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 27 sierpnia 2026

SCHRON

KOMISARZ SAMBOR MALCZEWSKI tom 3

MARCEL MOSS

„Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje.”

Thriller psychologiczny „Nie wiesz wszystkiego” Marcela Mossa dostarczył dobrych wrażeń czytelniczych, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po kolejną książkę tego autora, tym razem w kryminalnej odsłonie. Niestety, „Schron”, trzeci tom serii o komisarzu Samborze Malczewskim, nie zapewnił ekscytujących doznań. Wydawało się, że miał wszystko, aby wprowadzić w stan niecierpliwego poznawania, a jednak nie połknęłam bakcyla na prezentację fabuły i portrety postaci. 

Zawiodłam się od pierwszych scen powieści, opisów jak z sennych koszmarów. Nie miałam zastrzeżeń do brutalności i bezwzględności oprawcy, w mrocznej literaturze bardzo pożądanych, ale do stylu prowadzenia. Wydawał się rwany i szarpany, pobieżny i na skróty, maksymalnie przyspieszający sceny, wysoce niewiarygodny. Jakby pisany był przez początkującego autora, nabierającego umiejętności w przedstawianiu zdarzeń, albo nawet przez sztuczną inteligencję, zaledwie lekko przypominającą ludzką kreatywność. To odczucia podobne do oglądania filmów tworzonych przez AI, pozornie logika następstw, ale dziury w spójności narracji. Zatem trudno było poddać się nastrojowi grozy, za to łatwo wpaść w irytację spowodowaną niedopracowaniem. Nie uwierzyłam w rozmowę między policjantem a biznesmenem, sztuczna i niewiarygodna. 

Dalsza część powieści też miała miejsca, w których nie czułam przyciągania akcji. Jakże często i natrętnie Sambor marudził Judycie na temat jej męża, dziwiłam się, że była jeszcze w stanie go wysłuchiwać. Natomiast podobało mi się odwołanie do ludowego porzekadła „Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje”. Charakterystyczna nić klimatu, nieco tajemnicza i zgrabnie poprowadzona, mająca potwierdzenie w zapełnionym zdarzeniami scenariuszu, z wieloma mrocznymi sekretami. Plus za obecność psa, w wielu sytuacjach ratował dynamikę i ciekawie zapełniał sceny. Terror, jako jeden z nielicznych, odznaczał się wyjątkową osobowością i ukrytymi celami, nie sposób było z nim nie sympatyzować i nie dociekać intencji. 

Kluczowemu bohaterowi serii nie odmówiłam odwagi, na granicy z obsesją, i determinacji w dochodzeniu do prawdy. Jednak jego porywczość, szybsze mówienie i działanie niż myślenie, z czasem zaczynało doskwierać. Poziom prowadzonych przez Malczewskiego rozmów pozostawiał wiele do życzenia, podobnie było w dialogach innych. Na plus chłodny umysł i refleksje postaci prokuratora. Podsumowując, „Schron” nie spełnił pokładanych nadziei, nie wprowadził w stan pochłaniania książki, a jedynie przetrwania, wymęczonego i kiepsko zakończonego, zupełnie jak w losach powieściowej rodziny z przeszłości. Intryga z mocnym potencjałem zamieszania w wyobraźni czytelnika, wprowadzenia w stan skrajnych emocji, ale niewykorzystana. Obojętnie przyjmowałam, co i z kim się działo, z wyjątkiem Terroru, bałam się, że psina poniesie konsekwencje własnej niezależności i pragnienia wolności za wszelką cenę.

2.5/6 – czytasz i zapominasz
kryminał, 384 strony, premiera 28.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 26 sierpnia 2026

FANTASMAGORIE

OPOWIEŚCI O UMARŁYCH

JOHANN AUGUST APEL, FRIEDRICH LAUN, SARAH ELIZABETH UTTERSON, JOHANN KARL AUGUST MUSAUS, HEINRICH CLAUREN

"Fantazja domaga się doskonałości swoich wyobrażeń, jak rozum w swoim zakresie żąda zgodności pojęć.”

Człowiek od zawsze fascynuje się granicą między światem żywych a światem umarłych. Niewiedza, co nas czeka po śmierci, podkręca wyobraźnię. Możemy jedynie przypuszczać i mieć nadzieję na coś dobrego. A kiedy fantazja wspomaga próbę oswojenia się z tym, co nieuniknione, odczuwamy potrzebę wykreowania własnego świata w twórczej odsłonie. Powstają utwory dla rozrywki pisania i czytania. Dzięki nim przeżywamy coś wyjątkowego, unikalnego, łączącego obecność i nieobecność, coś pomiędzy nimi, oraz w zastępstwie czegoś innego, w pozorowanym obrazie szczęścia i smutku. Klasyka literatury grozy nie tylko wypełniała czas jej ówczesnym, dostarczała rozrywki na długie wieczory, skłaniała do snucia wizji, przypuszczeń i interpretacji. Podkręcała nastrój niepewności, wprawiała w strach wynikający z próby zajrzenia w coś nieuchwytnego, niewidocznego i nie do objęcia rozumem na pierwszy rzut oka, podczas gdy przy kolejnych imaginacją uchylającego rąbka tajemnicy i racjonalizującego zjawiska.

„Fantasmagorie” znakomicie odzwierciedlają lęki i obawy przed śmiercią, zaklinaniem rzeczywistości, rzucaniem klątw i wywoływaniem duchów. Dziewięć opowiadań, napisanych przez niemieckich autorów, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, czyta się z przyjemnością dla dreszczyku emocji i zajrzenia w mentalność dawnej epoki, stylu życia i oczekiwań wobec wyjaśnień w kwestii przemijania. Zamki z sekretnymi historiami, stare rody z przyrzeczeniem milczących tajemnic, przerażające obrazy jako mosty między trwałością i ulotnością, świadectwa przeżyć i prawdy. Sekrety obarczone klauzulą ciszy i dochowania wierności przodkom. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i mrożące krew w żyłach. Umowy skracające konwenanse w imię ukrycia tego, co nie powinno być ujawnione. 

Sprytne manipulowanie wyobraźnią i emocjami czytelników. Lekkie wywoływanie zdumienia odzianego w duchową szatę. Pojawianie się zjaw przekazujących wiadomości zza światów, nadnaturalnych istot odwołujących się do przeszłości. Żywi i umarli połączeni przepowiednią, genami i splotami okoliczności. Antologię poznaje się z sympatią, uczestniczy w spotkaniach z duchami przy herbatce, wnika w niesamowite historie grozy, gawędzi o tym, co nieuniknione i zdumiewające. Dłuższe lub krótsze opowieści, mniej lub bardziej dopracowane stylistycznie, swobodnie podsuwają obrazy paranormalnej rzeczywistości lub uciekają od szybkich wyjaśnień. Doświadczanie pokrewieństwa ze światem duchów, przypadkową stycznością, połowicznością świadomości istnienia. Raz mrok niegościnny i niebezpieczny, kiedy indziej familiarny i własny. Spełniające się przepowiednie śmierci lub oswojone wizje nieszczęścia. Hipnotyczne iluzje i oderwane fragmenty legendy. Świadkowie wpadający w delirium i milczące miłości. Plotki z ziarnem prawdy i ukryte skarby. Wszystko, co spragniona wyobraźnia sobie życzy.

Współczesny odbiorca tych obrazów nie odczuwa już pożądanego dyskomfortu poznawania, a jednak cieszy się dreszczykiem wciągania się w opowieści, zna mroczniejsze historie ze znacznie nowszych kryminałów i thrillerów, lecz potrafi do pewnego stopnia utożsamić się z bohaterami. Przeżył bardziej złożone fabuły, ale cieszy go intryga zaglądająca w okno przeszłości. Książka akurat na długie zimowe wieczory, kiedy cienie tańczą w blasku zapalonych świec, a wiatr i śnieg za oknem tworzą podatne dla wyobraźni malowidła. Któż z nas nie chciałby na chwilę, lub dziewięć, zajrzeć w niedostępny świat umarłych, przekonać się, że mają swoją formę istnienia i za sprawą energii potrafią coś zakomunikować? Dzięki literaturze grozy, narracji nasyconej dawną sztuką narracji, możemy w ramach zabawy poruszyć zmysły, dostrzec przerażające postaci, poczuć pocałunek śmierci, poddać się sile okropnych fantazji, wniknąć w tajemnicze zwiastuny i odczuć siłę pradawnych ostrzeżeń. Sposób na oswajanie nieuniknionej śmierci.

4/6 – wato przeczytać
literatura grozy, klasyka grozy, antologia, 330 stron, premiera 09.12.2025 (1812-1851)
tłumaczenie Barbara Grunwald-Hajdasz
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

NIMITZ NA WOJNIE

OD PEARL HARBOR DO ZATOKI TOKIJSKIEJ

CRAIG SYMONDS

"Możemy jedynie czekać i wykorzystywać każdą okazję, która nam się nadarzy.”


Bardzo dobrze spędzałam czas z książką, wiele czasu poświęciłam i uznałam, że jak najbardziej warto było. Początkowo obawiałam się, że lektura przytłoczy wojennym żargonem, jednak szybko zorientowałam się, że niepotrzebnie się o to martwiłam. Craig Symonds dołożył starań, aby publikacja była zrozumiała i łatwa w odbiorze dla każdego, doskonale wyważył słownictwo, zrezygnował z uszczegółowionych militarnych określeń. Opisami bitew dopełniał treść, nie stworzył z nich głównego członu. Przyjął założenie, by przybliżać sylwetkę Chestera W. Nimitza z dwóch ujęć. Pierwsza perspektywa obejmowała biały admiralski wizerunek, powiązane z nim predyspozycje, podejście do misji powierzonej przez prezydenta Franklina Delano Roosevelta. Druga przybliżała Nimitza jako człowieka, z pełną gamą cech charakteru, rysów osobowości, odnoszenia się do ludzi, w tym rodziny. Pomostem między perspektywami okazał się wyjątkowy styl dowództwa, prowadzenia negocjacji i lawirowania wśród politycznej elity.

Udało mi się skonfrontować wcześniej poznane zastrzeżenia wobec stylu podejścia Nimitza do wojennej operatywności, uzyskane przez wzmianki w literaturze popularnonaukowej, w tym z wypowiedziami  jego bezpośredniego przełożonego – admirała Ernesta Josepha Kinga, z charakterystyką podaną przez autora. W „Nimitz na wojnie” uzyskałam obraz człowieka obdarzonego wielkim talentem czytania i prowadzenia rozmów z ludźmi, strategicznego geniusza i wyjątkowego dowódcy. Poznałam cechy wyróżniające go na tle innych. Pogoda ducha, spokój, skromność, cierpliwość, śmiałość, odwaga, a także szelmowskie poczucie humoru. Uważny styl dowodzenia, powściągliwość w krytyce, zimna krew w krytycznych sytuacjach, niezależne i śmiałe decyzje, twarda ręka, kiedy wymagała tego sytuacja, żelazna konsekwencja, a co bardzo cenne, biegłość w rozumieniu i przewidywaniu posunięć wroga. Zastanawiałam się, czy to nie była przesadzona pozytywna opinia, ale skoro Nimitz taki był, dlaczego tego nie oddać w książce.

Craig Symonds przybliżył materiał w czterech chronologicznych odsłonach - przejęcie dowodzenia, Południowy Pacyfik, ofensywa przez środkowy Pacyfik i rozwiązanie. Wzbogacił publikację licznymi zdjęciami i przydatnymi dla wyobraźni mapami. Mnóstwo ciekawostek i anegdot, wypowiedzi osób, które znały kluczową postać w morskiej wojnie z imperium japońskim. Do przygotowania ograniczonej czasowo biografii na wysokim poziomie, przyczyniło się dogłębne poznanie archiwów, dokumentów, fotografii, listów, dzienników, pamiętników, medycznej dokumentacji i rodzinnych pamiątek. Wszystko, by z należytą starannością przedstawić okres dowodzenia Chestera W. Nimitza i kształtowania biegu drugiej wojny światowej na Pacyfiku, prób sił i determinacji, sprytu i ryzyka. Tysiąc trzysta czternaście dni dowodzenia największą flotą morską w historii i toczenia największych w dziejach morskich wojen. Od Pearl Harbor do Zatoki Tokijskiej, od klęski do zwycięstwa, od 1941 do 1945 roku.

5/6 - koniecznie przeczytaj
biografia, historia, 508 stron, premiera 12.02.2025 (2022)
tłumaczenie Łukasz Hajdrych, Łukasz Witczak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 23 sierpnia 2026

PSY RAS DROBNYCH

OLGA HUND

„Szacunek do siebie jest dla mnie nieosiągalny, zostały mi smutek i wstręt, a między nimi wypełniacz z łez.”

Bardzo ucieszyłam się, kiedy tytuł wpadł w moje ręce, tym bardziej, że prestiżowo nagrodzony. Wiele się spodziewałam, ale zawiodłam się. Tematyka chorób psychicznych jak najbardziej mnie interesuje, zwłaszcza ujęta niestereotypowo, lecz tutaj fabuła podążała w złym kierunku. Luźne lub naderwane kartki z pamiętnika, fragmentaryczne zapiski, to dobry pomysł, ale za nim poszła niestety powierzchowność treści. Kiedy wydawało mi się, że nawiązywałam nić zrozumienia z narratorką, natychmiast uwierało wypunktowywanie dziwactw chorób, jakby w sensacyjnym tonie, bez emocjonalnej bazy, z naciskiem na śmieszność z łzami w tle. 

Oczywiście, pobyt na oddziale psychiatrycznym to rodzaj traumy, zwłaszcza jak doświadcza się znieczulicy i rutyniarstwa ze strony personelu, jednakże rzeczywistość nie została odmalowana w szerszym spektrum zachowań, także tych pozytywnych, pomagających i inspirujących do uwolnienia się od choroby. Czyżby faktycznie nikt tego nie oferował w takich placówkach? Czyżby opisy indywidualnych historii podopiecznych i funkcjonowania w zaburzonej społeczności były głównie wyrazem żalu i czegoś na kształt zawodu doświadczanego przez narratorkę. Środki farmakologiczne otępiające świadomość i społeczne wzorce zachowań, rutynowa bierność w wykwalifikowanym leczeniu, organizacji zajmujących zajęć i spotkań, pilnowanie, aby wszystko zgadzało się na papierze. Domyślamy się, że jest i ciemniejsza strona opieki medycznej, ale z pewnością nie tylko. A może właśnie o to chodziło autorce, aby pokazać intensywność smutku, żalu i samotności pacjentów, w zamkniętym świecie, uzależnionym od opieki innych. Powstaje wówczas pytanie, do kogo adresowana jest książka. Jak do chorych, to lepiej, aby nie zderzali się z takimi opisami. Jak do czytelników, to tylko tych, którzy muszą zmagać się z chorobą bliskich, chcą lepiej zrozumieć, co dzieje się w myślach i jakie są źródła takich a nie innych zachowań, jednak odpowiedzi otrzymają tylko w bardzo podstawowym i ograniczonym wymiarze. Natomiast mega spodobał mi się tytuł książki, to właśnie jemu przyznałam dodatkowego plusa. Niestety, spotkanie z książką zaliczam do nieudanych, niewiele z niej wyciągnęłam dla siebie.

2.5/6 – czytasz i zapominasz
literatura współczesna, 126 stron, premiera
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

sobota, 22 sierpnia 2026

PISANE KRWIĄ

OLE VIK tom 4

JØRGEN JÆGER

"Twarde drzewo potrafi się złamać jak zapałka, gdy wiatr dmucha naprawdę mocno, a giętkie przechyla się i prostuje, kiedy wichura minie.”

Przygodę z lensmanem Ole Vik zaczęłam od końca. Nie miałam świadomości, że to seria i natknęłam się akurat na czwarty tom. Każdą odsłonę można czytać niezależnie w aspekcie zagadki kryminalnej, zaś w sferze obyczajowej lepiej podążać tropem właściwej kolejności. Inspiracją do napisania książki stały się prawdziwe wydarzenia. Autor uwzględnił odpisy wzbudzających grozę listów z pogróżkami od szaleńca i prywatny dramat jego rodziców. „Pisane krwią” spodobało mi się, zwłaszcza, że lubię norweski klimat kryminałów, stawiających na coś więcej niż czystą intrygę, nawiązujących do istotnych aspektów współczesnego stylu i kultury życia. Miałam czas na śledzenie zagadki w scenariuszu zdarzeń, ale i na zastanowienie się nad poruszanymi zagadnieniami z tła powieści. 

Spokój miasteczka wywrócił się do góry nogami, gdyż starannie przygotowane akcje zabójstw mroziły krew w żyłach i wprawiały ludność w zatrwożenie. Przerażająco dobrze przemyślane zabójstwa utrudniały pracę śledczych, pojawiały się wciąż nowe pytania. Policjanci krążyli wokół tych samych informacji i próbowali dopasować elementy mrocznej układanki, jedne pasowały od razu, inne dopiero z czasem, pozostałe wymagały dłuższego okresu, by odsłonić wierzchnią stronę. Ole Vik skupiał się dokładnie na tym dochodzeniu, w danym momencie tylko jednym zajmował się, dlatego brakowało mi towarzystwa kontynuowania rozpoczętych śledztw. Taka jednotorowość docierania do prawdy nie urozmaicała powieści. Dodatkowo, niemrawość śledztwa mogła zawieść czytelników oczekujących dynamicznych rytmów, zwłaszcza, że pewne aspekty powinny wcześniej zaistnieć w podejrzliwości lensmana. Zdarzały się mało realne incydenty, przyspieszały finałową odsłonę, lecz nie wybrzmiewały prawdopodobnie. „Pisane krwią”, mimo kilku zastrzeżeń, wywołało dobre wrażenia czytelnicze, wpasowało się w słuchanie książki i jednoczesne wykonywanie innych czynności, chętnie sięgnę po wcześniejsze tomy.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, premiera 01.06.2023 (2007)
tłumaczenie Iwona Zimnicka, lektor Paweł Paprocki
audiobook, Word Audio Publishing International, godziny 7 godzin i 36 minut