środa, 9 września 2026

POLKI W POLU

NIEZNANA HISTORIA POLSKICH CHŁOPEK WE FRANCJI

SYLVIE APRILE, MARYLA LAURENT, ELŻBIETA ŁĄTKA-LIKH, MONIKA SALMON-SIAMA, JANINE PONTY

„Pamięć o tej migracji kobiet, długo ukrytej na francuskich wsiach, odżywa również dzięki pracy zbierania świadectw podejmowanej przez potomków – nosicieli często traumatycznej pamięci pokoleniowej.”

Warto było sięgnąć po reportaż, odsłaniał wąski fragment historii żeńskiej części polskiego społeczeństwa. Kobiet podążających za chlebem do Francji, do regionu Indre i Loary, pracujących w rolnictwie i gospodarstwach domowych, w latach 1930-1935. Wówczas Francja bardzo potrzebowała taniej zagranicznej siły roboczej do pomocy w odbudowie kraju i zapełnieniu luki powstałej w wyniku ucieczki za lepszym życiem ludności ze wsi do miast. Książka odkurzała małą, ale jakże ważną część przeszłości, umożliwiła poznanie okoliczności pracy, świadectw w postaci listów, językowych i społecznych odniesień. 

Z zainteresowaniem poznawałam kolejne rozdziały. Każdy ukazywał wybraną tematykę z innej perspektywy. Jedne były mniej wciągające, inne bardziej. Kilka bazowało na podłożu naukowym, pozostałe opracowano w luźniejszej formie. Trzonem stały się listy dziewcząt i młodych kobiet o tym, co je spotykało ze strony pracodawców, jak czuły się na obczyźnie, oraz prośby o wsparcie. Adresatką była Julia Duval, inspektorka, ciekawa postać, o której wcześniej nic nie wiedziałam. Zapomniane papiery, podniesione do rangi świadectw, trudnych i bolesnych doświadczeń, odzwierciedlały ułamki przykładów losów, od pełnych nadziei do pełnych obaw o przyszłość. 

Korespondencja cechowała powtarzalność, prosty język obarczony błędami ortograficznymi, niewyrobiony charakter pisma, jednak wyraziście odczuwałam emocje samotnych kobiet, przeciążonych pracą, przygnębionych moralnie, pozostawionych w obcym kraju z niechcianymi ciążami i długami. Dołączone do publikacji zdjęcia na zawsze utrwaliły młode twarze imigrantek, przemawiały do wyobraźni zatrzymanymi w obiektywie ułamkami chwil, pozwalały zajrzeć na moment w duszę uchwyconych kobiet. Publikacja zawierała także przykłady dokumentacji dotyczącej imigrantek. Nie zabrakło bibliografii i przypisów. Chętnie wsłuchiwałam się w głosy polskich chłopek, poznawałam skalę i barwę listów, jak mocno przebijały się nuty izolacji, samotności i poczucia krzywdy. Jednocześnie miałam świadomość wybiórczości relacji w książce, ze względu na brak świadectw o dobrym traktowaniu, warunkach mieszkaniowych i płacy, przystosowaniu się do obcego języka, stylu życia, kuchni, zwyczajów i religijności.

4/6 – warto przeczytać
praca zbiorowa, reportaż, 20.08.2026, tłumaczenie Elżbieta Łątka-Likh
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

OBŁOK MAGELLANA

STANISŁAW LEM

„Jak dziwnymi drogami chadza rozwój ludzki! To, co żyjącym wydaje się często niezrozumiałe... z perspektyw czasu wydaje się oczywistą koniecznością...”

Sięgając po książkę warto pamiętać, że po raz pierwszy wydana była w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym piątym roku, a napisana kilka lat wcześniej, w czasach głębokiego komunizmu. Zatem pewne skażenie ideologią i cenzurą pozostawiło na niej rysy, ale i tak było ich mniej niż się spodziewałam. „Obłok Magellana” czytałam dla przyjemności poznawania futurologicznej przygody, gwiezdnej wyprawy wypełnionej tragicznymi wypadkami i naukowymi pomysłami, przelania w czyn ambitnych planów międzyplanetarnych naszej cywilizacji. Ale również podchodziłam do niej z perspektywy tego, co uwidoczniło się już w połowie dwudziestego wieku w zdobyczach naukowej wiedzy a co po niej pozostało, jak zostało na przestrzeni wieków rozwinięte i do czego doprowadziło ludzkość, w wymiarze naukowym, technologicznym, kulturowym i społecznym. 

Jak mógłby wyglądać nasz świat w trzydziestym drugim wieku, co po nas pozostałoby, oprócz zniekształconej historii, z czym przyszłoby się nam zmierzyć i jakim kosztem, a nade wszystko czy człowieczeństwo znaczyłoby to samo co dziś? Czy nasycenie cechami i dramatyzmem pozostałoby bez zmian, bez względu na okoliczności, a może wytoczyłoby nowe szlaki myśli i przekonań? Podobały mi się odwołujące się do nauki opisy odmalowywanej rzeczywistości przyszłości. Zadziwiające, jak wiele udało się autorowi trafnie przewidzieć. Właśnie futurystyczne pomysły, z socjologiczną aurą, uznałam za mocny atut książki. Podobnie jak dostarczanie materiału do refleksji o nas samych i człowieczeństwie, perspektywie zastoju lub nawet śmierci cywilizacji po bujnym i szybkim postępie. Odpowiadało mi zastanawianie się nad nowymi problemami, podejściem do nieskończoności w ujęciu kosmosu i atomu, długością wyczekiwania aż przestaniemy być więźniami ziemskiej przestrzeni, możliwością narodzenia się nowej indywidualności, wynikającej nie z niedostatku wiedzy, ale z jej nadmiaru. Jak bardzo jako ludzie pragniemy być zawsze na samej granicy możliwości, gdzie zbadane i pokonane styka się z niezdobytym i groźnym, Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z podsuwającymi materiał do refleksji "Niezwyciężonym" i "Solaris", rewelacyjną komiksową przygodą "Podróż siódma", interesującą korespondencją między Stanisławem Lemem a Ursulą K. Le Guinza "I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze", tytułami zaprezentowanymi na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka naukowa, 516 stron, premiera 29.10.2025 (1955)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 8 września 2026

OSNOWA

[PRZEDPREMIEROWO]

KRZYSZTOF PISKORSKI

„Bo widzicie, strach czasem może być tak silny, że sam staje się rzeczywistością.”

Wciągająca podróż w świecie fantastyki i rzeczywistości, czerpiąca garściami z baśni i mitów, odwołująca się do postaci historycznych, dorobku starożytnych cywilizacji i współczesnych technologii. Subtelnie dotykająca pradziejów i początku świata. Zastanawiacie się, jak można to wszystko powiązać w ciekawy splot wydarzeń, a ponadto na wysokim poziomie zaangażować czytelnika? Krzysztof Piskorski to potrafi, kreuje coś na kształt baśni, ale takiej, w której czytelnik nie tylko odnajduje nawiązania do bajkowych bohaterów, miejsc i przesłań, ale również sposobów przemieszczania się między odmiennymi światami, uczestniczenia w niebezpiecznych incydentach i przeżywania niesamowitych przygód. Nie tylko ekscytująco oprowadza czytelnika i postaci po dwóch światach, ale również z wyczuciem pozwala na balansowanie na ich granicy. Zawieszenie między światami doskonale wyczuwa się w dialogach, myślach i subtelnych ruchach bohaterów. Podobnie jak głębię, w której czas nie ma znaczenia, zaś dzień jest nocą zakłóconą przez jasność.

Podoba mi się duża rozpiętość i fluktuacja między prawymi i lewymi brzegami cieni rzucanych przez jednostkę i grupę. Ratowanie czegoś delikatnego, przeciwstawianie się czemuś groźnemu, podejmowanie ryzyka w imię misji, wnikanie w długie cienie śmiertelności i nieśmiertelności. Wierzę w osobowość, postawy i zachowania bohaterów, ale dopiero na koniec książki rozgryzam otulające ich sekrety i tajemnice. Dwadzieścia pięć lat, jakże kosmicznie mała długość czasu w ujęciu istnienia planety, a jak znacząca z perspektywy życia człowieka. Podchwytuję frapujące odwołanie do sposobu postrzegania czegoś, do czego powróciło się po wielu latach, w ujęciu osób, miejsc i wydarzeń. Jak bardzo coś przeżytego, znajomego i oswojonego może zmienić się pod wpływem wspomnień, interpretacji i motywów zapamiętania, od strony wielkości, wyglądu, cech i brzmienia? Jak gęsta mgła potrafi spowijać przywołane obrazy i do jakiego stopnia prawdziwość staje się czymś umownym? I znów pytanie o zaletę powieści, jak zręcznie można rozciągnąć magię na stronach powieści, w naturalny, mroczny i intrygujący sposób, pomieszać rzeczy, których nikt jeszcze nie pomyślał zmieszać, by zaskoczyć wydźwiękiem? A udało się. 

Ciekawy splot odwiecznych praw, ludzkich losów, fundamentalnych praw i nieujarzmionych sił, tych wiecznych i chwilowych, dawnych i współczesnych. Sunięcie wydarzeń po niewidzialnych dla siebie torach, budujących w osnowie wyraźny wzór, podlegający zafalowaniu, zawirowaniu i zakłóceniu. Przemijanie jako forma odradzania się, tylko właśnie, w imię czego i jakim kosztem? Czy jako ludzie powoli wyzbywamy się prawa do tkania wzorów ziemskiej egzystencji przez mózg żywego człowieka i stopniowo dajemy przyzwolenie na kreację przez syntetyczne neurony, czyli tworzenie opowieści przez sztuczną inteligencję? Przyznaję, że entuzjastycznie daję ponieść się intrygującemu klimatowi opowieści, zaskakującym obrotom spraw, szybkiej dynamice akcji i wielowarstwowej fabule. Przy takim materiale jako odbiorca chętnie uruchomiam wyobraźnię, wyraźnie odbieram emocje postaci, także te sprzeczne, wypełnione wstydem i poczuciem winy, domagające się naprawienia błędów z przeszłości i zamknięcia pewnych wątków. Przychylnie podchodzę do żargonu sfery kryptowalut, gdyż jest mi ona mało znana. Nie dostrzegam w „Osnowie” istotnych wad, jedynie drobnostki, które nie mają wpływu na pozytywny odbiór tytułu. Przy okazji, zerknijcie na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Krzysztofa Piskorskiego ("Zadra", "Czterdzieści i cztery"), które z przyjemnością przedstawiam na Bookendorfinie.

5.5/6 – warto przeczytać
fantasy, 422 strony, premiera 09.09.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 7 września 2026

CIENIE PURPURY

PHILIPP VANDENBERG

„Zdradliwe wody, na których się znalazł, robiły się coraz groźniejsze, a wir wciągał go w coraz głębszą otchłań.”

Druga książka Philippa Vanderberga, za którą wzięłam się w ramach wakacyjnej odskoczni od bardziej ambitnych powieści. Zapewniła dobre wrażenia czytelnicze, jednak musiałam mieć na uwadze, że to całkowita fikcja, chociaż zawierała elementy, które zza kulis można by było dostrzec w watykańskim świecie. Kościół spiskował, mnożył mroczne tajemnice, pożądał władzy i bogactwa, nie cofał się przed popełnianiem morderstw. Watykan jako firma, światowy koncern, w którym zdarzały się wrogość i zawiść, próżność i żądza zysku.

Chwyty fabularne cechowała naiwność i małe prawdopodobieństwo zdarzeń. Bohaterowie wykazywali zielone podejście do pewnych spraw, nawet biorąc pod uwagę ich przeżycia. Pojawił się fałszerz z niewiarygodnymi umiejętnościami, przewyższający malarskich artystów o głowę. Kluczowej postaci trudno było wyrwać się z zaklętego kręgu, w którym została uwięziona. Musiała stawić czoło mało sprzyjającemu losowi, równocześnie podjąć walkę z nieznanym przeciwnikiem, a nawet organizacją potężniejszą niż mafia i bardziej diabelską niż sam diabeł. Osobliwa sprawa z obrazem, tajemniczy grób, śmierć kobiety, przedziwna agencja nieruchomości, włoski kochanek, niebezpieczeństwo kryjące się na każdym kroku. Absurdalne incydenty nie dawały się powiązać, a na pierwszą wskazówkę w prywatnym śledztwie długo trzeba było czekać i była niepewna. W jaką sieć tajemniczych wydarzeń wplątał się Alexander? Czy znalazł ich wspólne źródło i cel? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką autora "Akta Golgoty".

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, 460 stron, premiera 16.06.2010 (1999), tłumaczenie Julian Brudzewski
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 6 września 2026

PIOSENKA ŚMIERCI

PHILO VANCE tom 4

S.S. VAN DINE (WILLARD HUNTINGTON WRIGHT)

„Znajomość natury ludzkiej, wszechstronne oczytanie, ogromna kultura, wybitny zmysł logiczny i zdolność odnajdywania prawdy pod osłoną pozorów czyniły go pierwszorzędnym detektywem.”

Nie przypuszczałam, że tak żarliwie pochłonie mnie ta przygoda czytelnicza. Wyśmienicie się bawiłam, w pełni poddałam się grze w dociekanie prawdy, ustalanie tożsamości mordercy, przeglądanie motywów i postaw bohaterów. Rozsmakowałam się w klasycznym duchu kryminału, stawiającym na rozumowe rozwiązanie zagadki, posługiwanie się logiką i ogólną wiedzą. Wypełniał mnie zapał i entuzjazm intelektualnej rozrywki, podobnie jak detektywa Philo Vance’ z umysłem zachłannym na rozwiązywanie skomplikowanych problemów. W czwartym tomie intryga snuła się w oparciu o groteskową tajemnicę i szatańską rekonstrukcję dziecięcej piosenki. Piękna rezydencja stała się widownią straszliwego mordu, zaś list i proroctwo dodawało tajemniczości. Zagadka, która wstrząsnęła Nowym Jorkiem, okazała się złowroga, dziwna i trudna do zrozumienia. Scenariusz zdarzeń opisywał serię niesamowitych i pozornie niezależnych od siebie wydarzeń. 

Autor postawił na wysoki poziom szczegółowości w dociekaniu detali, a zrobił to w taki sposób, że pieczołowicie i z precyzją podążałam za nim, szukając wskazówek i podpowiedzi, angażując się we wszelkie kierunki śledztwa, aby odnieść detektywistyczny sukces. Van Dine doskonale wiedział jak przyciągnąć moją uwagę, aktywnie włączyć w dochodzenie, krytycznie spoglądać na każdą postać, odnaleźć drogę do sekretów, i samej wyciągać wnioski. Z uwagą przysłuchiwałam się dialogom, dokładnie obserwowałam otoczenie, starannie wyłapywałam fałsze i aberracje. Podobał mi się retro styl narracji, z dużą ilością łacińskich odniesień, sympatycznym odwołaniem do naukowej terminologii z dziedziny fizyki, matematyki, łucznictwa i gry w szachy. 

Powieść po raz pierwszy wydano w tysiąc dziewięćset dwudziestym dziewiątym roku a wciąż dysponuje ogromną siłą przyciągania i dostarczania satysfakcjonującej zabawy. Współcześnie już tak nie obsługuje się śledztw, w inny sposób prowadzi przesłuchania lub rozmawia z prasą, do dyspozycji detektywów jest więcej narzędzi i akcesoriów, a zatem i procedur kryminalistycznych. Ale dawne techniki i sposoby dociekań prawdy, opierające się głównie na logice i psychologii, mocno przyciągały od strony rozważań i wnioskowania o średniowiecznej tragedii, wraz z jej śmiałą i obłąkańczą inscenizacją, rozgrywającej się w Nowym Jorku lat dwudziestych ubiegłego wieku. Jak skończyła się gra o śmierć i życie z przebiegłym i pomysłowym mordercą?

5.5./6 – koniecznie przeczytaj
kryminał retro, klasyka, 284 strony, premiera 12.08.2026 (1929), tłumaczenie Janina Sujkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

sobota, 5 września 2026

AKTA GOLGOTY

PHILIPP VANDENBERG

„Instynkt i doświadczenie wzmacniały w nim przekonanie, że zbiegi okoliczności wokół zbrodni rzadko bywają rzeczywiście przypadkami.”

Staram się uzupełniać zaległości czytelnicze, które nagromadziły się, kiedy czasu na spotkania z książkami było mało, gdyż pochłaniały go obowiązki rodzicielskie. Gdzieś w przeszłości mignęły mi w księgarni książki Philippa Vandenberga, okrzykniętego niemieckim Danem Brownem, a jako, że spiskowa sensacja bardzo mi podchodzi, to właśnie nadszedł czas, aby zapoznać się z nimi. Pierwsze wrażenia dobre, lecz niezachwycające, gdyż jak pomysł na intrygę ciekawy, złożony z kilku warstw, to już prezentacja mniej wciągająca, kilka razy poczułam lekkie znużenie sekwencją zdarzeń. Tempo akcji utrzymywało się na równym poziomie, a w tym gatunku preferuję bardziej dynamiczne przyspieszenia, przeplatane zawieszeniami i spowolnieniami, tak abym miała wrażenie, że coś się dzieje naprawdę, a nie jedynie wolno krok za krokiem. 

Motywy zachowań czarnych charakterów, ukrywanie tożsamości, tworzenie tajemniczej układanki, oceniam na plus. Nie zabrakło zabójstw, porwań, zniknięć, zamachów bombowych, szokujących motywów medycznych, ale również kilku podróży. Trudno było dociec, co jest kluczem do rozwiązania sprawy, uchwycić punkt zaczepienia, logicznie poukładać poszlaki. A właśnie takie aktywności czekały uznanego transplantologa, kiedy w dziwnych okolicznościach zmarł mu pacjent po przeszczepie. Dokąd zaprowadziło dochodzenie tragicznego zdarzenia w klinice, jak przeciwstawiło się zmowie milczenia i ciągu rzeczy wątpliwych? Jak żyć wśród lęków i wyobrażeń, które niejednokrotnie urzeczywistniały się? Tym bardziej, że tuż przed spodziewanym rozwiązaniem, sprawy przybierały nowy obrót i ponownie znajdywały się w ślepym zaułku.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, 360 stron, premiera 22.09.2009 (2003), tłumaczenie Julian Brudzewski
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 4 września 2026

KAMELEONY

OLE VIK tom 2

JØRGEN JÆGER

"W jeden z pierwszych marcowych dni pewien mężczyzna i pewna kobieta umówili się na randkę w pokoju 2007 w hotelu...”

Czwarty tom serii o lensmanie Ole Viku ("Pisane krwią") sprawił lepsze wrażenie niż drugi mniej trzymający w napięciu, zwłaszcza po połowie "Kameleony" stały się lekko nijakie. Śledztwo przyjmowało przewlekle rozciągnięte fragmenty, w których praktycznie niewiele się działo. Nie mogłam jednak odmówić ciekawego pomysłu na fabułę, chociaż momentami prostego, i zaskakującego obrotu spraw w odniesieniu do tożsamości czarnych charakterów. We wczuciu się w akcję przeszkadzały łaskawe zbiegi okoliczności i naciągane łuty szczęścia obejmujące kluczowe postaci. I jeszcze trudne do uwierzenia, aczkolwiek możliwe w skrajnych przypadkach, nadludzkie zasoby sił u ekstremalnie wyczerpanych organizmów. 

Na plus zaliczyłam znakomicie poprowadzoną charakterystykę postaw i osobowości komendanta. Ściągała do realiów zachowań wielu osób stojących u władzy oraz w policyjnym środowisku. Autor wybrał jako tło powieści problemy Norwegii powiązane z rynkiem narkotyków i uzależnień, kraju stojącego wysoko w statystykach przedawkowania i restrykcjach leczenia. Wyraziście ukazał społeczne realia znaczącej grupy ludzi w zderzeniu z obrazem najlepszego, według światowych statystyk, kraju do życia. Stopniowo odnajdywałam klocki w układance śledztwa dotyczącego seryjnych napadów na banki, postrzeleń, prób zamachu, morderstw i porwań. „Kameleony” interesująco wypełniły wolny czas, lecz spodziewałam się mocniejszego trzymania w napięciu i głębszej zagadki detektywistycznej. Wyrobiony styl narracji i głos lektora sprzyjały wsłuchiwaniu się w książkę.

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał, premiera 22.06.2022 (2004)
tłumaczenie Iwona Zimnicka, czyta Paweł Paprocki
audiobook, Word Audio Publishing International, godziny 7 godzin i 36 minut

czwartek, 3 września 2026

MĘŻCZYŹNI BEZ KOBIET

HARUKI MURAKAMI

„Jeżeli naprawdę chcemy zobaczyć innego człowieka, musimy spojrzeć sobie prosto i głęboko w oczy.”

Książka poznana w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, ciekawa do interpretacji, wsłuchania się w samego siebie, przybliżenia się do drugiego człowieka otoczonego aurą samotności. Samotności potrafiącej intensywnie osiąść na duszy człowieka, determinować wybory, ograniczać zakres emocji i przestrzeni życia. Można być w relacji i czuć się samemu, w niedostrzeganiu lub niezrozumieniu. Czasem decydujemy się na samotność pod wpływem czynników wewnętrznych, kiedy indziej zewnętrznych, często nakładają się. 

Murakami ukazuje oblicza samotności w ramach siedmiu przypadków, każdy w innym wymiarze odosobnienia i długością ciszy. Wchodzę w męskie punkty widzenia, odbieram wątpliwości, zwątpienia, stratę, ból i cierpienie. Człowiek jako jednostka społeczna nie powinien być sam. Jednak po wnikliwym spojrzeniu w indywidualne życia, widzimy, że samotność doskwiera każdemu, w większym lub mniejszym stopniu, na swój sposób, za sprawą konkretnych wydarzeń lub ciągu incydentów. Dociekania prawdy wywołanej zdradą małżonka, wytracającej na głębi obecności bliskiej osoby, ucieczką w zmienny kształt wspomnień, odtwarzanych w cyklu przywołań i dociekań, relacjami wymykającymi się spod kontroli, niezrozumieniem kulturowym, destrukcyjnymi uczuciami, nieuzasadnionym poczuciem winy z powodu jakiejś znajomości.

Jak wiele osób źle czuje się we własnej skórze, pokrętnie dostosowuje się do otaczającego świata, sztucznie nagina hierarchię odbierania drugiego człowieka w imię trwałości związku, staje się samotną wyspą na społecznym oceanie? Murakami przekonująco odmalowuje zarówno miłość serca, jak i miłość ciała, zwraca uwagę czytelnika na to, że po każdej bliskiej znajomości nie jest się już całkowicie tą samą osobą, co przed. Pokazuje, że nawet jeśli bardzo się kogoś kocha, niemożliwym jest zobaczenie wszystkiego, co kryje się w jego sercu i umyśle. Bierzemy udział w sztuce życia, odgrywamy różne role, nieraz w mniejszym, w mniejszym lub większym stopniu, aż przychodzi moment zatrzymania i wątpliwości we własną wartość i sens życia.

Opowiadania wciągają nostalgicznym i refleksyjnym klimatem. Idealne na spokojne poznawanie, podkreślanie ciszy, by uchwycić melodię samotności nie tylko w życiu przywołanych postaci, ale być może i we własnym. Ale samotność wcale nie musi oznaczać zła. Murakami uwzględnia w książce kilka niedopowiedzeń, nad którymi warto pochylić się, przywołać własne doświadczenie i dokonać porównań. Interesująca zaplata nić zależności między teraźniejszością a przeszłością, nie tylko jako czynnik determinujący, ale także dopełniający wartość egzystencji. Nie wszystkie krótkie utwory przypadają mi do gustu, ale doceniam ich różnorodność i pochylenie się na losem drugiej osoby. Czasem jest zaskakująco, niekiedy trudno natychmiast uchwycić wydźwięk, innym razem uderza przenikliwość w prostym spojrzeniu. Zerknij też na "Śmierć Komandora. Pojawia się idea" i "Pierwsza osoba liczby pojedynczej" tego autora.

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4.5/6 – warto przeczytać
antologia, 318 stron, premiera 21.10.2015 (2013), tłumaczenie Anna Zielińska-Elliot
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

wtorek, 1 września 2026

A JAK ANDROMEDA

ANDROMEDA tom 1

FRED HOYLE, JOHN ELLIOT

„Tam, gdzie jest inteligencja, jest też wola. A woli towarzyszy ambicja.”

Książka będąca średnio udanym przeniesieniem serialu na papier, narracja niekiedy mało spójna, tworząca przeskoki w detalicznych opisach, z przeciętnymi dialogami, ale cieszyłam się, że wpadła w moje ręce. Skupiałam się nie tyle na fabule, chociaż ciekawej i wciągającej, co na frapującym i wizjonerskim materiale do refleksji. Rozumiałam, że powieść napisana w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku oddawała ducha współczesnych obaw związanych z pojawieniem się obcego życia z kosmosem, nieprzeciętnej fascynacji komputeryzacją i koniecznością budowania wyjątkowej potęgi wojskowych zabezpieczeń. Klasyczna SF zawsze przyciągała możliwością zerkania okiem przyszłości na osiągnięcia nauki współczesnej cywilizacji, wczuwania się z perspektywy czasu w dominujące trendy społeczne, uwarunkowania polityczne i kampanie szpiegowskie, penetrowania wyobraźni i przemyśleń szczególnie kreatywnych twórców.

„A jak Andromeda” ukazywała jak ludzkość najprawdopodobniej mogłaby podchodzić do inteligentnego sygnału odebranego z dalekiego kosmosu. Z jednej strony potwierdzenie, że nie byliśmy sami w kosmosie, z drugiej tajemnica zawarta w instrukcji o pozaziemskim pochodzeniu. Naukowcy szalejący w ekscytacji, politycy mieszający się we wszystko, wojskowi wyczekujący okazji do uruchomienia pozornie prewencyjnej obronnej akcji. Głos z wielu, wielu milionów, lat zagarniałby wszelką uwagę, a nawet zdrowy rozsądek i poczucie bezpieczeństwa. Nie byłoby wątpliwości, że doniosłość i przełomowość wydarzenia nie miałaby sobie równych, ale czy usprawiedliwiałaby bezrefleksyjne podążanie tropem przysłanego kodu binarnego? Nie byłoby co się oszukiwać, scenariusz zdarzeń potwierdzałby silne cechy natury człowieka – choćby nieokiełzaną ciekawość, zdolność do poświęceń, pragnienie władzy, zaślepienie wobec strategicznych odkryć. Czyż nasze ludzkie doznania i spontaniczność w reakcjach nie powinny podsuwać konieczności zachowania rozwagi i przezorności?

Zdumiewające, jak bardzo przesłania książki sprzed ponad sześćdziesięciu lat, obawy wobec otwarcia na coś nieznanego, dysponującego ogromnymi możliwościami obliczeniowymi, zdolne do sterowania organicznymi bytami, pokrywają się ze ślepym zaufaniem wobec współcześnie gloryfikowanej sztucznej inteligencji. Jakże wiele osób zapomina, że to nie „kochana istota”, ale narzędzie, co prawda zaprogramowane na bardzo wysokim poziomie, bazujące na możliwości samodzielnego uczenia się, ale tylko narzędzie. Czy wystarczająco zabezpieczamy się przed technologicznym zdominowaniem, coraz szerszym zastępowaniem człowieka, uznawaniem potęgi maszyny tylko z pozytywnej strony? Dlaczego na własne życzenie oddajemy AI coraz większe obszary niezależności, wolności i kreatywności? Jak bardzo faktycznie odebrany sygnał z kosmosu, potwierdzający inteligencję obcych znacznie wyprzedzającą ludzką, zmieniłby nasz świat? Dlaczego obca inteligencja miałaby zadawać sobie tyle trudu, by rozprzestrzeniać we wszechświecie gotowe rozwiązania na stworzenie humanoidalnego organizmu? 

Z nostalgią podeszłam do opisu kart perforowanych jako nośników danych, gdyż były pierwszym tematem na wykładach moich studiów cybernetycznych i informatycznych. Fascynujące jak wiele zmieniło się od końca lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku w sferze komputeryzacji i przetwarzania danych, z zaciekawieniem obserwuję wpływ cyfryzacji na społeczeństwo, kulturę, naukę i gospodarkę. Dla uzupełnienia informacji o autorach książki, Fred Hoyle to brytyjski astronom, fizyk i matematyk, to on ironicznie, gdyż nie zgadzał się z Georgesem Lemaitrem, wymyślił termin Wielki Wybuch, a który przeszedł do terminologii teorii początku przestrzeni i czasu. John Elliot to scenarzysta, reżyser i producent telewizyjny. Ciekawa jestem waszego odbioru kluczowych postaci, na mnie doktor Johna Fleming, znany ze zgryźliwego poczucia humoru, nie zrobił dobrego wrażenia od strony osobowości, ale od strony wizjonerskiej już tak. Zaskoczyła swoista bierność rzeczniczki prasowej Judy Adamson do sprawowanej podwójnej funkcji, oficjalnej i tajnej, brakowało jej cech potrzebnych, aby powierzać jej zadania. Potwierdziło się jak wielką wagę ma informacji dla zdobywania i utrzymania władzy. "A jak Andromeda" to klasyka science fiction, warto było podchwycić materiał do refleksji, czekam na drugi tom.

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Milenium", "Podniebna krucjata", "Księżycowy pył", "Wszystko jest iluzją", "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Wieczny pokój", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

3.5/6 – w wolnym czasie
science fiction, klasyka, 264 strony, premiera 30.06.2026 (1962), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

MILENIUM

JOHN VARLEY

„Zmiany, jeżeli są niewielkie, korygują się same w sposób, którego nikt nie rozumie, ale który szydzi ze wszystkich teorii na temat wolnej woli.”

Wciągająca porcja fantastyki, w sam raz na wieczór czytelniczy. Nie jest to przełom w gatunku literackim, ale porządna przygoda, nieco inna od pozostałych, będąca swoistą grą z czasem, manipulowaniem nim. Chodzi nie tylko o podróże w przeszłość i przyszłość, ale również o ratowanie ludzkości przed końcem jej czasu. John Varley utrzymuje opowieść w sensacyjnej odsłonie, z dwutorowymi naprzemiennymi relacjami uczestników zdarzeń, lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku i oszałamiający przeskok do dziewięćdziesiątego dziewiątego stulecia. Z jednej przestrzeni Bill Smith, prowadzący śledztwo w sprawie największej w dziejach lotnictwa katastrofy, zderzenia dwóch samolotów nad kalifornijskim niebem, a z drugiej Louise Baltimore, szefowa zespołu przechwytującego, wysyłana na misje, w jej odczuciu do starożytnych tragedii. 

Autor nie koncentruje się na dokładnym opisie rzeczywistości, w której żyje kobieta, ale krok po kroku odsłania ogólne warunki egzystencji. Kilka ciekawych pomysłów w wyglądzie i zachowaniu, niekiedy zabawnych kontekstów sytuacyjnych, ale z poczuciem dokonanych zniszczeń i strat przez ludzkość. Frapujące refleksje nad tym, do czego przyczyni się współczesna cywilizacja, co pozostawi po sobie kolejnym pokoleniom, na jaki los ich zgotuje. Błędy popełniane teraz mają dalekosiężne konsekwencje, wyrządzane szkody rzutują na kolejne pokolenia, nawet w liczbie piętnastu tysięcy pokoleń. Globalne zanieczyszczenie planety, zagrożenia zabawą bronią nuklearną, brak skutecznych rozwiązań i kontroli przemysłowej zachłanności, doprowadzenie do stanu, kiedy jedynym ratunkiem dla planety stanie się eliminacja ludzkości. Wyczuwa się atmosferę polityczną i społeczną połowy ubiegłego stulecia, uzasadnione obawy i refleksje.

Nie da się ukryć, że niektóre fragmenty powieści tracą ekscytującego ducha lub aktualność, przykładowo losy pasażerów Titanica. Do innych przylegają proste rozwiązania. Niekiedy bohaterowie wchodzą w role bezwiednych marionetek, chociaż wcześniej wykazywali się walecznością i determinacją. Nie do końca przekonuje sens działań istot z przyszłości, w ogólnym zarysie tak, ale przydałyby się bardziej wyraziste detale w finałowej odsłonie, w końcu i my współcześnie czasem natrafiamy na twonki, anachroniczne przedmioty, i nie potrafimy wyobrazić sobie, by stworzyli je poprzednicy, a świat się nam przez takie tajemnice nie burzy. Czasy, w których powieść została napisana bezpowrotnie minęły, pozostaje jedynie we wspomnieniach starszych czytelników, dlatego „Milenium” może nie zdobyć zrozumienia w oczach młodszych odbiorców. Ale czterdzieści kilka lat temu książka zanurzała we frapujące wizje, imponowała długością jednostek czasowych, w których się poruszała. Uważam, że warto pochylić się nad tematyką podjęta przez nią, wyłapać aluzje do historycznych wydarzeń, uczestniczyć w lotniczym śledztwie. Zastanowić się, czy faktycznie zdarzenia mają tendencję do powrotu na swoje wyznaczone tory? Jak dużo nas dzieli od tego, aby komputery wykazywały się poziomem ludzkiej wyobraźni i empatii? Czy wolna wola podlega przeznaczeniu? 

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Podniebna krucjata", "Księżycowy pył", "Wszystko jest iluzją", "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Wieczny pokój", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4/6 – warto przeczytać
fantastyka, klasyka, 310 stron, premiera 19.05.2026 (1983), tłumaczenie Lech Jęczmyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.