piątek, 16 stycznia 2026

NIE BÓJ SIĘ NICZEGO

POKONAJ LĘK I ŻYJ Z RADOŚCIĄ

CURRO CAÑETE

"W głębi zimy w końcu się nauczyłem, że wewnątrz mnie zamieszkiwało niezwyciężone lato.” Albert Camus

Kiedy uznałam, że najwyższy czas, aby wrócić do pracy nad poprawą duchowej jakości życia, wiedziałam, że będzie to wyzwanie trudne, wymagające i pracochłonne, a jednocześnie niemające końca, ale miałam też świadomość, że odniosę wielkie korzyści w różnych sferach mentalnych. W młodości było mi łatwiej, ponieważ nie zgromadziłam jeszcze wielu złych nawyków, toksycznych relacji i chaosu myśli. Teraz powinnam z większym spokojem i cierpliwością podchodzić do wybierania życiowych perspektyw, sposobie myślenia o sobie, i poprawie tożsamości. Nakręca mnie poczucie uzyskiwania wolności od zastawionych przez samą siebie pułapek, szkodliwie hamujących potencjał i satysfakcjonującą kreatywność. Absolutnie nie żałuję lat poświęconych najbliższym, w zwykłej codzienności i wynikłych potrzebach opiekuńczych, to była i jest moja duma, powód do życia, ikigai, który zawsze będzie nutą przewodnią w melodii spełnienia się i samorealizacji. 

Nadal chcę kroczyć ścieżką szczęścia, lecz teraz oprócz intensywnego trzeciego etapu, dawania z siebie czegoś światu, pragnę większy nacisk położyć na materializację osobistych pragnień, pasji i marzeń. Oczywiście, drobne przestrzenie między nimi nadal pozwolę sobie wypełniać drobnymi przyjemnościami, tym bardziej, że w przedziale czterech lat, minimalnie mogłam się nimi cieszyć. Jednakże ze względu na ich tendencję do ulotności, roztoczę kontrolę nad ich dawkowaniem. Boleśnie odczuwam, że nie w pełni wykorzystuję drzemiący we mnie potencjał, co więcej, zamiast być dla siebie przyjacielem, stałam się surowym krytykiem. W dużym stopniu, wbrew pozorom, perfekcjonizm hamował moją kreatywność, radość z tworzenia, entuzjazm kumulowania wewnętrznej wiedzy i mądrości. Podobnie jak brak asertywności wobec siebie samej w stawianiu wyżej wypełnianie obowiązków wobec innych i ogarniania codzienności niż większego zaangażowania się w życie, w którym rytm wybijają pasje i skupienie na wnętrzu.

Bardzo się cieszę, że od wielu lat praktykuję szczęście tu i teraz, o którym pisze Curro Canete w książce „Nie bój się niczego”, chociaż nie ukrywam, że czasami korci mnie, aby kolejny raz poddać analizie przeszłość lub wyprzedzać myślami czas. Nauczyłam się to traktować w kategoriach narzędzi do pracy nad sobą niż w kategoriach stanu rzeczy. Uwalniam mózg od ograniczeń złych doświadczeń i spotkań z trującymi osobami, w zamian koncentruję się na pragnieniach i marzeniach. Cieszę się, że podążam ścieżką wskazywaną przez autora, szczerego dialogu samej z sobą, to bardzo dobrze rokuje na osiąganie, dzień po dniu, w nieustannym procesie, powodzeń i sukcesów. Dziennikarz kładzie nacisk na konieczność połączenia się z samym sobą, praktykowanie koncentracji, uprawianie wdzięczności, dbałości o zdrowie, budowanie pozytywnych relacji, sztukę wizualizacji i medytacji. Wszystko pod patronatem zabawy i radości, które u mnie stłumione były przez ciąg zwątpień i bolesnych strat. 

Poradnik proponuje wiele praktycznych rad, wskazówek, metod, instrukcji i ćwiczeń. Treść okrasza fragmentami listów i licznymi cytatami. W kilku formach wyróżnia myśli przewodnie, wartościowe przekazy i mobilizujące do aktywności w pracy nad sobą przesłania. Publikacja opiera się na oczywistościach, rzeczach i faktach znanych każdemu, ale warto od czasu do czasu przypomnieć je sobie, zakotwiczyć się w teraźniejszości, poczuć większą energię do zawalczenia o siebie, wdrożyć techniki realizacji osobistych wizji, nie zaprzeczać sobie po to tylko, by być akceptowanym przez innych. Niekiedy wymogiem jest chwilowe odsunięcie się od świata, aby zrozumieć jego i siebie. Pozornie banał, że to my sami tworzymy siebie, szczęście, sukces i udane życie, ale jak często zapominamy o tym w pogoni za czymś mniej istotnym.

3/6 – w wolnym czasie
poradnik, psychologia, 348 stron, premiera 16.07.2025 (2022), tłumaczenie Irmina Samson
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

wtorek, 13 stycznia 2026

UPARTE SERCE

BIOGRAFIA HALINY POŚWIATOWSKIEJ

KALINA BŁAŻEJOWSKA

"Czy nie lepiej, że (śmierć) przyszła szybko, zamiast straszyła latami?”

Kiedy zobaczyłam zapowiedź książki, nie przypuszczałam, że po nią sięgnę, ponieważ kolejka tytułów do poznania bardzo długa, ale zaskoczyłam samą siebie, poczułam impuls, czy raczej podpowiedź intuicji, aby wziąć się za tę przygodę czytelniczą. Stwierdziłam, że posiadam jedynie skąpe informacje o poetce, zdobyte jeszcze w liceum w ramach kółka polonistycznego. Dlatego pomyślałam, czemu nie dowiedzieć się więcej, skoro pojawia się okazja. I to była bardzo dobra decyzja. 

Życie Haliny Poświatowskiej bardzo mnie wciągnęło. Niezwykły scenariusz trzydziestu dwóch lat, pogrążonych w ograniczeniach i uwarunkowaniach choroby serca, walce o normalność, w tym wydawałoby się zwykły oddech. Poetka zaimponowała odwagą i determinacją, by korzystać z każdego dnia, brać z niego, ile się tylko da, realizować się na większym poziomie niż pozwala serce. Życie w chorobie, świadomość możliwości nagłej śmierci, nieustanna obawa o własną kondycję, to ogromne wyzwanie, zatem nic dziwnego, że w różnych odcieniach kształtowała się osobowość Haliny, tym bardziej ze względu na wysoką wrażliwość, świadome odbieranie siebie, mocny dotyk świata. Nie było zatem dziwnym, że wytworzyła się postawa mająca tendencję do egoizmu, za sprawą okoliczności, mentalności i parasola ochronnego rozłożonego przez rodzinę, która już wcześniej przeżyła śmierć dziecka. Nie zdumienia pogoń Poświatowskiej za zdobyciem uczelnianego wykształcenia, gdyż od dziecka w większości skazana była na domowe nauczanie. Zrozumiałym aspektem stało się wyciskanie z życia jak najwięcej, również na płaszczyźnie miłości i przyjaźni, jako antidotum na myśli o śmierci, której oddech wyraźnie czuła się na piersi. 

Kalina Błażejowska starała się dotrzeć do jak najszerszego spektrum świadectw i informacji o poetce. Wczytywałam się w listy Haliny i fragmenty twórczości, jakże mocno przemawiały do duszy człowieka. Zwłaszcza, kiedy na planie pojawiały się liczne wizyty w szpitalach i pobyty w sanatoriach, przeplatane lub współistniejące z silnymi uczuciami do mężczyzn. Autorce udało się sprawić, że bohaterka biografii stała się kimś bliskim w odczuciach. Co więcej, miałam wrażenie, że dobrze rozumiałam duszę poetki, utożsamiałam się w z pewnymi życiowymi doświadczeniami, podziwiałam moc wypełniania pragnień, a najbardziej zdolność do codziennego funkcjonowania z zagrożeniem i ryzykiem, bólem i cierpieniem, poczuciem straty otrzymania szans na coś więcej. Obecna była nadzieja, moc trwania, nieokiełznana siła przetrwania. Dało to do myślenia, jak wiele z podarowanego czasu zmarnowałam, poszłam nie w tym kierunku, co powinnam, nie dążyłam bardziej stanowczo do tego, co chciałam i oczekiwałam. Ale może dopiero bliskość lub obecność choroby czyni nas bardziej spostrzegawczymi i świadomymi. Biografia zachęciła do odświeżenia znajomości twórczości Haliny Poświatowskiej, spojrzenia na nią z perspektywy życiorysu poetki, wyzwań postawionych przez los i szans danych samej sobie. „Uparte serce” to tytuł, po który warto sięgnąć, dużo wyciągnęłam wiedzy i materiału do przemyśleń. Doceniłam liczne fotografie zamieszczone w trzyczęściowej publikacji, dodatkowy element, zbliżał wizualnie do poetki.

5/6 - koniecznie przeczytaj
biografia, 526 stron, premiera 14.01.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

GROBOWA CISZA

[PRZEDPREMIEROWO]

PROKURATORKA BRYGIDA BOCIAN tom 3

RYSZARD ĆWIRLEJ

"Czarny nos (psa) poruszał się miarowo, wciągając powietrze nasycone zapachami niedostępnymi dla człowieka. Widać było, że wywąchał coś interesującego, znacznie ciekawszego od pieszczot.”

Poznałam pierwszy tom serii („Granica możliwości”), bardzo żałuję, że przeoczyłam drugi ("Pocałunek Judasza"), koniecznie do nadrobienia, bo właśnie przeczytany trzeci, zatytułowany "Grobowa cisza", sprawił wiele przyjemności czytelniczej. Byłam pełna podziwu dla zgrabnie i logicznie skonstruowanej fabuły, wielowątkowej, z mocnymi intrygami, udanie zaciekawiającej i wciągającej. To nie był kryminał do błyskawicznego czytania, owszem niecierpliwego pochłaniania scenariusza zdarzeń, ale też do doceniania drobiazgowo i starannie odmalowanego tła, dzięki któremu wytworzony klimat pozwolił na przywrócenie wspomnień z mojej nastoletniości i wczesnej dorosłości.

Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty drugi rok był punktem zwrotnym w polskiej rzeczywistości, przede wszystkim politycznej, gospodarczej i społecznej. Jak wiele się wówczas zmieniło, choć wciąż przy czepiających się przetrwania starych nawykach, przyzwyczajeniach i roszczeniach. Ryszard Ćwirlej znakomicie oddał ducha ówczesnych czasów, z jednej strony wyczekiwanych i pełnych nadziei przez ówczesne społeczeństwo, z drugiej perfekcyjnie mieszających prawdę z fałszem. Znaczące przemiany na szeroką skalę stwarzały doskonałe okazje do błyskawicznego wzbogacania się i zdobywania władzy, nie tylko w świecie przestępczym, i nie tylko przez sprytnych i dobrze poinformowanych. Powszechną tendencją okazało się zagnieżdżanie się na ciepłych posadach przez mniej zdolnych, ale łasych na kasę. Autor sugestywnie sportretował koktajl byłych pracowników milicji i aktualnych pracowników policji. Bohaterowie przekonywali profilami, postawami, zachowaniami i motywami. Ich bogactwo, różnorodność i barwność zdecydowanie na plus dla powieści. Żałowałam jedynie, że mały był udział w detektywistycznej historii kluczowej postaci serii, chciałabym ją bliżej poznać i cieszyć się solidniejszą znajomością.

Leśniczy przeglądający teren, po polowaniu zorganizowanym dla pracowników banku, odnalazł ciało postrzelonego człowieka. Policja miała kłopot z ustaleniem tożsamości ofiary. Pojawił się cynk o dużym transporcie alkoholu z Niemiec do Polski. To tylko początek ciągu krwawych i wysokoprocentowych zdarzeń na wielkopolskiej ziemi. Prokuratora i śledczy, zwłaszcza komisarz Mariusz Blaszkowski, nie mieli łatwo z prowadzeniem sprawy. Im głębiej w nią wchodzili, tym bardziej skomplikowana jawiła się w ich oczach. „Grobowa cisza”, cisza głośniejsza niż krzyk, to solidnie przygotowany kryminał, z intrygującym pomysłem na wielowątkową fabułę, szerokim spektrum bohaterów, przekonująco odmalowanym tłem historycznych przemian, wyostrzonym pazurem humoru. Dostarcza bardzo dobrej intelektualnej rozrywki, zwłaszcza dla czytelników ceniących zrównoważenie intrygi i akcji, wyrobiony i przystępny styl narracji, wyraziste opisy i nawiązania do niedawnej przeszłości Polski. Liczę na to, że prokurator Brygida Bocian będzie uczestniczyć w czwartym tomie w większej ilości scen, wypatrując wśród przestępczego świata kryminalnego kąska do upolowania, a może obrośnie w bardziej kolorowe obyczajowe pióra. Zerknij też na wrażenia po spotkaniu z "Ostatnią drogą" i "Brudną forsą", seria o Anecie Nowak

5/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał, 446 stron, premiera 14.01.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

DIDDLY SQUAT

TYLKO KROWA NIE ZMIENIA ZDANIA

JEREMY CLARKSON

"(Na farmie) każdy dzień przynosi nowe, zupełnie nieprzewidywalne kłopoty.”

Książeczka na poprawę humoru i chwilę refleksji. Z jednej strony zabawna i dająca się wdzięcznie czytać, z drugiej ironiczna i zogniskowana na wyłapywaniu absurdów funkcjonowania w rolnictwie, chociaż nie tylko. Przyjemny styl narracji, atrakcyjnie wędruje się po angielskiej wsi. Felietony wypełnia brawura w wyrażaniu własnych spostrzeżeń i refleksji, bez względu na liczenie się z rządowymi siłami, politycznymi zapędami, urzędniczym zaślepieniem, ekologicznymi ruchami, ogłupionymi influenserami i szczególnym rodzajem klasy społecznej pracującej w mieście a mieszkającej na wsi. Jeremy Clarkson znakomicie potrafi obserwować otaczającą go rzeczywistość, wyłapywać nieścisłości i wzajemne zaprzeczenia, wyciągać na światło dzienne to, co znane jedynie w kuluarach społecznych, gospodarczych, politycznych, kulturowych, a nawet unijnych. Nie ze wszystkimi opiniami i poglądami autora zgadzam się, niektóre budzą sprzeciw lub konsternację przyjmowania proponowanych założeń, lecz doskonale rozumiem, że kwestie podejścia do wybranych zagadnień różnią się w zależności od perspektywy spojrzenia na nie.

Tematyka felietonów kręci się głównie wokół farmy i rolnictwa, lecz treści są na tyle różnorodne i barwnie przedstawione, że łatwo daję się wciągnąć. Na wiele zagadnień patrzę z uśmiechem, przykładowo w przypadku uporu jednej z krów, szalonych z punktu widzenia opłacalności pomysłów i inwestycji, udręki budowy domu, czy braku umiejętności prowadzenia traktora. Niektóre przywołują uciążliwości w prowadzeniu gospodarstwa, jak niechęć części mieszkańców wobec jakichkolwiek zmian, astronomiczny przerost biurokracji, przepisy hamujące nowe inicjatywy rolników. Do książki wpada ciekawy felieton o wyzwaniach starości i odwołania do nawyków młodości. Bawi i jednocześnie zasmuca niszczycielska dla angielskiego rolnictwa umowa dostarczania żywności z innych krajów, w których przestrzeganie angielskich norm nie obowiązuje. Inny poruszany temat, to uzasadnienie polowania na bażanty, którego argumenty znikomo przekonują. Przy konflikcie z racjami miłośników borsuków mam mieszane odczucia. Książka na jeden wieczór czytelniczy, dostarcza sporo zabawy, pozwala zajrzeć na chwilę do angielskiego gospodarstwa, zerknąć z czym musi się mierzyć, ale krótko pozostaje w pamięci.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, felietony, 261 stron, premiera 26.07.2023 (2022)
tłumaczenie Michał Jóźwiak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis.

poniedziałek, 12 stycznia 2026

BŁĘKITNA GODZINA

PAULA HAWKINS

"Pozbywanie się przeszłości jest siłą rzeczy wybiórczym przedsięwzięciem. Niektórych rzeczy trzymamy się kurczowo, a inne porzucamy.” 

Nie czytałam wypromowanej na szeroką skalę „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins, chociaż stoi na półce w domowej bibliotece. Zatem "Błękitna godzina" była pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Upłynęło we frapującym klimacie. Podobało mi się psychologiczne prowadzenie postaci, Vanessy i sfery sztuki, Jamesa i poczucia wyobcowania, a przede wszystkim Grace i dojmującej samotności. Byłam w stanie uwierzyć w bohaterów, przeżycia, historie i zachowania. Różnorodność portretów działała na korzyść intrygi. Co prawda, w niektórych aspektach autorka naciągnęła materiał ich tożsamości, aby wpasować w logikę okoliczności scenariusza zdarzeń, lecz uczyniła to zgrabnie, dlatego przeszło niemal niezauważalnie. 

Powolny rytm akcji sprzyjał wkręceniu w poddawanie uszczegółowieniu motywów i zamierzeń, podobnie jak sekretów i tajemnic. Cieszyłam się, że obroty spraw nie następowały szybko, tylko dawały czas na dokonywanie interpretacji i wysuwania wniosków. Poznając przeszłość za sprawą pamiętnika, wspomnień i relacji, chwytałam drobne wskazówki i podpowiedzi. Ciekawiło mnie, jak potoczy się fabuła, jakimi warstwami i akcentami ułoży pełen obraz historii z dreszczykiem. Dosyć szybko prawidłowo zawędrowałam podejrzeniami w obszar prawdy, ale co dziwne, nie burzyło to przyjemnego odbioru przygody czytelniczej, jak to zazwyczaj ma miejsce w podobnej sytuacji.

Miałam odczucie, że poprzez styl narracji Paula Hawkins nawiązywała do rzemiosła pisarskiego Daphne Du Maurier. Klimat i perspektywa przypominały dzieła pisarki. Na Bookendorfinie przedstawiłam wrażenia po poznaniu kilku przykładów jej twórczości („Oberża na pustkowiu”, „Rebeka”, „Kozioł ofiarny”, „Moja kuzynka Rachela”, a także „Ptaki i inne opowiadania”). „Błękitną godzinę” polubiłam, gdyż lubiłam zatrzymywać się, żeby dostrzec szczegóły tego, co było, i tego, co jest, poddać analizie psychiki bohaterów, wejść w klimat zamkniętego środowiska, w tym wydaniu, pływowej wyspy, poczuć narastające napięcie niepewności i niebezpieczeństwa. 

W Tate Modern w Londynie wystawiono pracę zmarłej artystki Vanessy Chapman. Oglądający rzeźbę antropolog sądowy zauważył, że wykorzystana do niej kość nie należała do zwierzęcia, jak podano w opisie, ale do człowieka. Powoli pojawiały się skojarzenia, że przecież przed siedmioma latami zaginął mąż artystki, a jego ciało nie zostało odnalezione. Sprawa wymagała natychmiastowego wyjaśnienia, na czym szczególnie zależało spadkobiercy twórczości Chapman. Dyrektor kreatywny fundacji udał się na wyspę Eris, by spróbować dowiedzieć się czegoś od Grace Haswell, zamieszkującej dom artystki i wykonawczyni jej testamentu. Czy Vanessa Chapman, o reputacji osoby zimnej, trudnej i nieprzystępnej, miała coś wspólnego z morderstwem? Czy faktycznie na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone?

4.5/6 – warto przeczytać
thriller psychologiczny, 368 stron, premiera 13.11.2024, tłumaczenie Kaja Gucio
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 11 stycznia 2026

MOC MÓZGU

JAK ŻYĆ ZDROWIEJ, SZCZĘŚLIWIEJ I DŁUŻEJ

CATHERINE DE LANGE

"Niezwykłość mózgu sprawia, że każdy z nas jest niepowtarzalny.”

Sięgnęłam po książkę z myślą pozyskania cennych porad związanych ze zdrowym podejściem do życia, zwłaszcza właściwym odżywianiem mózgu. Publikacja w dużym stopniu spełniła oczekiwania, ujęła tematykę z szerokiej perspektywy, co prawda, utartymi szlakami, ale nie było się co dziwić, gdyż kanony zagadnień pozostają trwałe i w mocy. Dieta, sen, aktywność fizyczna, ćwiczenia umysłu, kontakty społeczne, dbałość o higienę, genetyczne uwarunkowania. 

W tych kwestiach posiadałam sporą wiedzę, jak każdy z nas, a jednak Catherine de Lange pozytywnie zaskoczyła ilością przytaczanych wyników badań i ich interpretacji, uwzględnieniem najnowszych odkryć i zaskakujących wniosków. Interesująco wsłuchiwałam się w głosy naukowców, ich dokonań i tego, czemu warto będzie przyjrzeć się bliżej. Narracja przyjazna i przejrzysta, typowa dla dziennikarki zajmującej się nauką, starającej się przybliżyć materiał w formie zrozumiałej dla każdego czytelnika, nawet tego, który niewiele miał wspólnego z teoretyczną medycyną. Z entuzjazmem przyjęłam ogrom ciekawostek, porad i sugestii. Podobało mi się, że autorka uwzględniła ułatwienie zrozumienia treści nie tylko w formie poglądowych rysunków, ale również wyjaśniających i podpowiadających od strony praktycznej tabel.

Mózg wciąż pozostaje niezbadanym w pełni organem. Nie poznaliśmy do końca jego budowy w szczegółowym ujęciu i złożonych zasad funkcjonowania. Każdego dnia, poprzez to, co robimy, oddziałujemy na jego stan i pracę. Zadziwiające, że środowisko w większym stopniu niż genetyka wpływa na zmiany zachodzące w mózgu. Zatem warto poznać, co możemy zrobić, aby poprawić zdolności poznawcze i nastrój, a czego wystrzegać się, aby redukować szkodliwe procesy. 

Szczególnie zainteresowały mnie zagadnienia utraty pamięci, demencji i Alzheimera. Zaskoczyło mnie, że Alzheimer może być rodzajem cukrzycy mózgu, cukrzycy III typu. Szalenie ciekawe spojrzenie na ten typ zaburzenia pracy mózgu. Nurtuje mnie, jak w dalszych latach rozwinie się idea cukrzycy mózgu, szkodliwego białka amyloidu, czy znajdzie znaczące potwierdzenie, a może okaże się ślepym zaułkiem nauki i zostanie odrzucona. Wiedziałam, że u osób lepiej wykształconych zniszczenia alzheimerowskie są większe niż u mniej wykształconych, ale mózgi wyćwiczone w nauce nawet tracąc wiele radzą sobie lepiej od niewyćwiczonych. Natomiast nie przypuszczałam, że pomysł istnienia zapasów poznawczych został już przebadany. Nie znajduję potwierdzenia, że źródłem Alzheimera jest zły stan zębów czy pogorszenie słuchu. 

Z innej tematyki, ze sporym zdumieniem przyjęłam informację, że jedna na dwanaście osób praktykujących medytację doznaje negatywnych skutków podczas ćwiczeń lub po zakończeniu. Taka reakcja dotyczy też osób, które wcześniej nie miały żadnych problemów psychicznych. Frapująco było obalać mity dotyczące komórek mózgu, znaleźć potwierdzenie w korzystnym wpływie uczenia się języków obcych, co czynię od wielu lat, i słuchania muzyki, na zdrowie mózgu. Chętnie przypomniałam sobie o ważności uczestnictwa w otoczeniu społecznym i przyrodniczym, cechach osobowości i sposobach ujarzmiania stresu.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurologia, poradnik, 354 strony, premiera 25.09.2024 (2022)
tłumaczenie Małgorzata Maruszkin, ilustracje David Woodroffe
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

sobota, 10 stycznia 2026

SZLAKIEM TAJEMNIC ZBRODNIARZY W POLSCE

CHRISTOPHER MACHT

"Germańska mądrość głosi, by niewiele mówić obcym i często rozmawiać z samym sobą.”

Odnotowuję mieszane odczucia wobec książki. Z jednej strony mnóstwo ciekawostek, wielu nie znałam, z drugiej fabularyzowana forma przedstawienia nie do końca przekonywała. Fikcyjne dialogi przekraczały akceptowalne pokłady infantylności uczestników, co drażniło. Zastanawiałam się, czy rozbicie powszechnie przyjętego wizerunku Adolfa Hitlera, umniejszenie wartości osobowości, ukazanie ogromnych braków w konsekwencji podejścia do życia, nie miało na celu ośmieszenie. Podobnie w przypadku ministra propagandy Josepha Goebbelsa, wychodzącego na człowieka nierozgarniętego, chociaż trzeba przyznać śliskiego.

Gdybym poddała się w poznawaniu tytułu po scence, w której rozemocjonowany Joseph rzucał się na szyję Adolfowi, w podziękowaniu za zaufanie i wyróżnienie, a naprawdę miałam na to wielką ochotę, i nie zmieniła podejścia do akceptacji stylu narracji w kierunku bawienia się konwencją formy, nie dowiedziałabym się kilku naprawdę interesujących faktów. Christopher Macht odkurzył z niepamięci i wydobył na światło dzienne, historie miejsc w Polsce naznaczone obecnością Niemców podczas drugiej wojny światowej, piętnem przerażającej tragedii i zniszczenia, mroczną przeszłością i okaleczoną teraźniejszością. Docierając do wywiadów, prasowych materiałów, zeznań i wspomnień odwzorował atmosferę istotnych punktów w portrecie dramatycznych czasów. Fantastycznie, że włączył do publikacji liczny zbiór zdjęć i rysunków, dokumentów i świadectw nazistowskiej aktywności. Każdy rozdział rozpoczynał mapką z zaznaczonymi w tekście miejscami, oraz mini listą wywoływaczy kluczowych przekazów.

4/6 – warto przeczytać
historia, 358 stron, premiera 23.08.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

piątek, 9 stycznia 2026

LOBA NEGRA. CZARNA WILCZYCA

ANTONIA SCOTT tom 2

JUAN GÓMEZ-JURADO

"Skazujemy wilka nie ze względu na jego naturę, lecz ze względu na to, jak go postrzegamy.” Farley Mowat

Drugi tom serii thrillerów o Antonii Scott nie przykuł mnie do fotela z niecierpliwością poznawania, gorszy niż pierwszy. Może dlatego, że pomimo odmiennej fabuły, schemat prowadzenia historii nie był już zaskakujący. Tym niemniej, warto podkreślić, że wiele działo się w powieści, a im bardziej się rozwijała, tym głębiej wchodziła w starą dobrą sensację, maksymalny bieg wrzuciła w finałowej odsłonie. 

Zagadka kryminalna została zadana już na początku opowieści. Długo stała w tle i pozostawała nierozwiązana. Siedem miesięcy po akcji z pierwszego tomu, odnaleziono zwłoki kobiety w madryckiej rzece Manzanares. Ciało nie podsuwało żadnego tropu, ani odnośnie tożsamości zmarłej, ani okoliczności śmierci. Poznany w pierwszym tomie („Reina Roja. Czerwona Królowa”) osobliwy duet śledczych, aby wywiązać się z powierzonej przez Mentora misji, musiał podążać tropem hiszpańskiej mafii. Odszukać ciężarną kobietę, na którą wydano wyrok i przystąpiono do szybkiego wykonania. W niebezpieczeństwie znalazł się również jej mąż, rosyjski biznesmen.

Niektóre elementy powieści zgrabnie toczyły się, inne nie zachwycały, okazywały się mało przekonujące. Bohaterowie, zwłaszcza Antonia, utracili część blasku, sprytu i zadziorności. Jako funkcjonariusze tajnej europejskiej organizacji, prowadzącej działalność ocierająca się o nielegalność, tym razem wykazywali się niesatysfakcjonującą skutecznością. Czy faktycznie zemsta bierze się z nienawiści, a nienawiść jest czymś namacalnym, czymś, czego można użyć jako broni? Mimo mankamentów, książka przyjemnie wypełniła wieczór czytelniczy, trochę dreszczyku, więcej sensacji, klimat przestępczego świata, walki dobra ze złem, ale wymieszanej goryczą i poczuciem braku końca. Na razie, robię przerwę od serii, by odpocząć od niej, później z większym entuzjazmem podejść do trzeciej odsłony.

4/6 – warto przeczytać
thriller, sensacja, 520 stron, premiera 28.06.2023 (2019)
tłumaczenie Barbara Bardadyn
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 8 stycznia 2026

RODZINA OBRABKÓW I DAMA W BOA

ANDERS SPARRING

RODZINA OBRABKÓW tom 6

"A Obrabkowie niczego nie kupują. Obrabkowie obrabiają innych. Przecież to oczywiste i rozumie się samo przez się.”

Jakże nie polubić niesamowitej i osobliwej rodziny, w której wszystko stoi na głowie, znaczenia słów obrócone są do góry nogami, zaś zachowania wyłamują się wszelkim regułom. Złodziejska tradycja powinna być krytykowana, ale u Obrabków jest czymś szalenie ważnym i godnym podziwu w ich oczach. Niezłe z nich gagatki, kradną i kłamią na potęgę, nie odpuszczają żadnej okazji do łamania prawa, unikają jak ognia bycia uczciwym mieszkańcem miasteczka. Jak w każdej rodzinnej społeczności, znalazła się jedna czarna owca, która nie potrafi kłamać i kraść, a zatem jest czym się martwić. 

W szóstej odsłonie szalenie zabawnej serii wszyscy członkowie rodziny mają do wypełnienia powierzoną im przez autorkę rolę, ale to właśnie czarna owca, Ture Obrabek, chłopiec pragnący żyć nieco inaczej niż inni w jego domu, przykuwa uwagę odbiorcy. Wobec konieczności ratowania rodzinnego honoru odzywa się w nim artystyczna dusza, która wymyka się spod kontroli i nabiera mocy wielkiej popularności, a i z tego wynikają osobliwe kłopoty. Fantastycznie, że wydawnictwo Zakamarki zdecydowało się przybliżyć tę serię młodym polskim czytelnikom, dzieciakom powyżej szóstego roku życia, bardzo udany wybór, cieszący nie tylko członków grupy docelowej, również dorosłych odbiorców. Dobry humor, przedziwne okoliczności i przekomiczne wydarzenia sprawiają, że książki z tej serii można czytać wielopokoleniowo. 

Udaną rozrywkę zapewnia wielkie poczucie humoru autora tekstu Andersa Sparringa i twórcy ilustracji Pera Gustavssona. Panowie wyśmienicie współpracują, uzupełniają się, współdzielą pasję tworzenia, a także doskonale rozumieją potrzeby odbiorców własnych książeczek. Historia składa się z mini rozdziałów, zamkniętych podjednostek opowieści, o objętości zapewniającej wypełnienie wieczornego czytania lub wolnej chwili w ciągu dnia. Jednak zapewniam, że tak wiele się dzieje, że natychmiast ma się chęć kontynuować poznawanie tego, co wyczyniają członkowie przekornej rodziny Obrabków. Tato Zbiro, Mama Cela, synek Ture, córcia Kryminelka, pies Glina. Wszyscy noszą ubranka w paski i złodziejskie maski, potrafią niczym kameleony przystosować się do każdej okoliczności i miejsca akcji.

Podkreślam mocne atuty książki, jakimi są tłumaczenie w znakomitym wydaniu i skojarzeniowe figle z nazewnictwami. Chociażby imiona kluczowych postaci - pies Glina, sąsiad stróż porządku Paul Icjant, właścicielka sklepu z cukierkami Dziulka Wzembie, właścicielka sklepu z farbami Tapecja Rolki, dyrektor muzeum Artur Galerian. Jeśli szukacie sprawdzonego prezentu dla uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej, zwróćcie uwagę na tę serię, jestem przekonana, że spodoba się dzieciakom. Mocno wymyka się schematom poprawności postaw bohaterów, ale właśnie w tym, mega humorze i łobuzerskich ilustracjach, tkwi urok. Szósty tom fantastycznie bawi, tak jak poprzednie („Rodzina Obrabków i złoty diament”, „Rodzina Obrabków i psia sprawa”, "Rodzina Obrabków i sekret Icjanta", „Rodzina Obrabków i klątwa gipsowego psa”).

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, wiek 6+, premiera 17.10.2024 (2022)
twarda okładka, 60 stron, format 17,5cm x 21,5cm
tłumaczenie Agnieszka Stróżyk, ilustracje Per Gustavsson
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 7 stycznia 2026

CHEMICY MAGICY. NIE WYBUCHNIJ!

Jako nauka chemia nie należy do łatwych, potrzeba trochę czasu, aby się z nią oswoić i zaprzyjaźnić, podobnie jak z instrukcją gry. Nie wszystko początkowo wydawało się jasno i przejrzyście wytłumaczone, lecz w trakcie rozgrywek rozpracowywaliśmy porządek rzeczy i już odpowiednio dobieraliśmy składniki wytycznych. Trochę namieszaliśmy w żetonach mocy i złota, w kartach awaryjnych, ale w końcu udało się nam je opanować i przypisać funkcjom. 

Gra toczyła się w szybkich rozgrywkach, obarczona była dużym czynnikiem przypadkowości, zatem najlepiej bawiliśmy się, kiedy dobrało się pięciu uczestników. Nie było z tym kłopotu, bo gdy ktoś raz zagrał w "Chemicy magicy", przekonał się, że sympatycznie można spędzić czas przy grze, z dreszczykiem emocji. Zawsze atmosferę podgrzewała niewiadoma, czy w danym ruchu przetrwamy w laboratorium, albo wręcz odwrotnie, nastąpi wybuch i eksperyment zakończy się klęską. Przy trzech graczach rozgrywka dostarczała mniej satysfakcji, ale i tak prowadziła w miłej chemicznej scenerii. 

Pogoń za żetonem mocy o najwyższej wartości, zapewniającym zwycięstwo, przybierała różne scenariusze. Wielokrotnie było tak blisko sięgnięcia naukowy sukces, a nagle złośliwy przypadek odsuwał od udziału w rundzie. Niecierpliwie sięgaliśmy po kafelki, dobieraliśmy je z ryzykiem i obawą, co wyciągniemy. Czasem potrzebny był kafelek elektryczności, kiedy indziej temperatury, albo wreszcie ciśnienia. Jeśli kafelki powtórzyły się, nasze mikstury wybuchały i dochodziło do katastrof. Ale mogliśmy też odkryć potężny układ prądotwórczy. Nad planszą eksperymentu pojawiały się naczynia z eliksirami, natomiast pod nią kafelki z kocim asystentem. Baliśmy się przekroczenia masy krytycznej, ale zyskiwaliśmy na wynajdywaniu nowych substancji lub formułowaniu kolejnej grupy badawczej. Na nasze szczęście, i na przekór przypadkowości, dysponowaliśmy kartami awaryjnymi, ale mieliśmy świadomość, że tylko jedna mogła być użyta.

W grę można było zaangażować się już od siódmego roku życia, przeznaczona była od trzech do pięciu graczy, a szacowany czas zabawy wynosił około czterdzieści minut. Wszystkie elementy gry zostały porządnie wykonane, aby oprzeć się skutkom wielokrotnego używania. Dzieciaki miały zabawę z wyłuskiwaniem komponentów z tekturowych opraw. Odpowiadał nam chemiczny klimat rozgrywek, na co składała się także kolorowa oprawa graficzna, pełna badawczych akcesoriów, wybuchających eliksirów i nieznanych mieszanin. W pięciu rundach rozgrywki przydawał się łut szczęścia i koci spryt, zwinność i ochota na udane polowanie na zwycięski eksperyment. Nie do końca mogliśmy w tej zabawie sprawdzić się jako stratedzy, tak jak na to liczyliśmy, ale emocji nie brakowało, między innymi właśnie ze względu na wysoki wskaźnik losowości. 

4.5/6 - warto poeksperymentować, zabawić się w chemika i magika
familijna gra planszowa, premiera 04.09.2024
autor Reiner Knizia, ilustracje Piotr Sokołowski
W zabawie w chemików i magików wzięliśmy udział dzięki współpracy z DużeKa.pl