niedziela, 9 czerwca 2024

SERYJNI MORDERCY

MOJE DWADZIEŚCIA LAT PRACY W FBI

ROBERT K. RESSLER, TOM SHACHTMAN

„Profilowanie psychologiczne – dedukowanie charakterystyki nieznanego przestępcy na podstawie oceny drobnych szczegółów związanych z miejscem zbrodni, ofiary czy innymi czynnikami dowodowymi – było wówczas (koniec lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku) wciąż bardzo młodą gałęzią nauki (czy też sztuki).”

Gdyby książka wpadła w moje ręce trzydzieści lat temu, tak jak została napisana, z pewnością zrobiłaby na mnie większe wrażenie, przypuszczam nawet, że zachwyciłabym się jej zawartością. Sztuka profilowania seryjnych morderców zdynamizowała rozwój na tyle, że informacje z publikacji znajdziemy już w niemal każdej produkcji kryminalnej lub w powieściach detektywistycznych. Mimo wszystko, z zainteresowaniem wczytywałam się we wspomnienia Roberta K. Resslera poświęcone pracy w FBI, tworzeniu międzyagencyjnej komórki zajmującej się kreśleniem portretów oprawców na bazie miejsca zbrodni, dostrzeżonych dowodów i zebranych danych, rozmów z osadzonymi przestępcami. Ressler, chociaż sam nie był psychiatrą, znacząco przyczynił się do podniesienia rangi, konieczności zrozumienia umysłów brutalnych członków społeczeństwa, aby w przyszłości nie tylko szybciej ich łapać, ale również wcześniej ukrócić groźne działania.

Frapujące spojrzenie na sylwetkę sprawcy, rodzinne relacje, doświadczenia z dzieciństwa, typy charakterów, a nawet źródła morderstw. Psychologia przestępczości nie należy do łatwych dziedzin, cechuje ją wielki indywidualizm branych pod analizę przypadków, a zatem w dużej mierze skuteczność zależy od umiejętności sporządzającego profil. Nie ma mowy o gotowym podręczniku, który prowadziłby za rękę w nakreślaniu cech umysłu, zachowań i motywów mordercy. To właśnie Ressler wprowadził do obiegu pojęcie seryjnego mordercy, koncentrował się na behawioralnym podejściu do przestępczości, zbieraniu szczegółowych informacji o ofierze. Stworzył przełomowy program badań nad osobowością przestępczą. Ciekawie poznawało się pierwsze poczynania w tym zakresie, fazy morderstw, sposobów wysnuwania wniosków w oparciu o konkretne przypadki, interpretację charakterystycznych śladów zostawionych przez sprawców. Drapieżne fantazje oprawców wprowadzone w czyn, zakończone zabójczym rytuałem, zanurzenie w bagnie ludzkich zbrodni, dewiacje osobowości. Bycie wewnątrz umysłu mordercy i stamtąd patrzenie na świat, wszystko by lepiej uchwycić powtarzające się schematy i dowiedzieć się czegoś o pobudkach, które doprowadziły do morderstw.

4/6 – warto przeczytać
autobiografia, reportaż, 442 strony, premiera 23.01.2024 (1992), tłumaczenie Zuzanna Lomża
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 7 czerwca 2024

SPLĄTANIE

IGOR BREJDYGANT

„Dzwony biły już jakiś czas...”

Ciekawa przygoda czytelnicza, atrakcyjnie zapleciona intryga, trzyma w napięciu, chociaż pod koniec ciut się dłuży, to jednak zachowuję przyjemne wrażenia. Pomysł na ekscytującą grę w wykonaniu przyszłego mordercy sprawnie się rozwija, nie ma znaczonych kart, dokładnie wiemy, o co chodzi oprawcy, dokąd prowadzi mroczna sfera ludzkiej natury, co stoi za zwichrowaną psychiką. Wejście w myśli mężczyzny znacznie ubarwia powieść, buduje napięcie, podsuwa tropy jak najprawdopodobniej rozwinie się akcja, a jednak pewności nie mamy do końca. Można zarzucić słabe umotywowanie punktu zwrotnego w życiu Marka, podrzędnego ministerialnego urzędnika, lecz prezentacja przekonuje, zwłaszcza konsekwencja w realizacji precyzyjnie opracowanego planu stanięcia do walki z najlepszą policjantką. 

Karolina, współwłaścicielka firmy zajmującej się nowymi technologiami, nie do końca spełnia oczekiwania czytelnika wobec postaci. Zaskakuje pełnym ufności zachowaniem wobec grożącego bezpośrednio niebezpieczeństwa. Ale i w tym aspekcie, kiedy uwzględnia się, że niektórzy tak właśnie mogą reagować, przymyka się na to oko. Natomiast Zuzanna, komisarz policji, nie robi pozytywnego wrażenia. Dużo brakuje jej do profesjonalizmu zawodowego, a całkowita fiksacja na przyjętym założeniu w śledztwie nie usprawiedliwia emocjonalna huśtawka wobec zastawionej na przyjaciółkę pułapki. Powieść cechuje zgrabna narracja, wyważone opisy i dialogi, wciągający klimat i chęć dowiedzenia się, jaką formę przyjmie finałowa odsłona. Igor Brejdygant podsuwa czytelnikowi zajmujące zawirowanie w scenariuszu zdarzeń, zwłaszcza w ostatnich scenach prezentowanej historii. Thriller, po który warto sięgnąć. Moje pierwsze spotkanie z twórczością tego pisarza, ale już widzę, że nie ostatnie, chętnie sięgać będę po jego kolejne książki, mimo pewnych zadr w "Splataniu", widać, że mają w sobie kuszący pierwiastek rozbudzania wyobraźni.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller, 314 stron, premiera 06.11.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 6 czerwca 2024

ELRYK Z MELNIBONÉ

ELRYK SAGA tom 1-4
(ELRYK Z MELNIBONÉ, PERŁOWA FORTECA, ŻEGLARZ NA MORZACH PRZEZNACZENIA, KLĄTWA BIAŁEGO WILKA)

MICHAEL MOORCOCK

„Jakże słaby nienawidzi słabości. … I jakże silny nienawidzi siły.”

Klasyka fantasy, po którą wcześniej nie miałam okazji sięgnąć, napotykałam różne o niej wzmianki i odniesienia, lecz jakoś tak nie składało się, aby nasze spotkanie doszło do skutku, a przekonałam się, że powinnam znacznie wcześniej zabrać się za jej poznawanie, ponieważ gwarantuje przyjemne i ciekawe czytanie, jednak dla nieco młodszego odbiorcy. Nie należała do mega wciągającej przygody przez cały czas, czasami potrafiła lekko znużyć, ale nie ulegało wątpliwości, że więcej było w niej zajmujących aspektów niż spodziewałam się. Sceny mało rozbudowane, jednakże przyciągały moralnymi aspektami, zaskakującym wydźwiękiem zdarzeń i pozytywnym schematyzmem ujęcia tła. 

Bohater stosunkowo płasko scharakteryzowany, chociaż nie można mu było odmówić skrajności tak reprezentacyjnej dla gatunku człowieka zanurzonego w mrocznej przeszłości, niebezpiecznej magii i przyjaźni z mieczem. Podobało mi się, że Michael Moorcock potrafił wystawić Elryka do ostrej walki nie tylko z wrogami zewnętrznymi, ale również samego z sobą. Pragnienie poznania prawdy, tego, co się zdarzyło, sensu istnienia, pomruków przyszłości, wystawiało postać na ciężkie zmagania, lawirowanie w odcieniach czerni i bieli. Raz zadziwiała prędkość w dobywaniu runicznej broni, okrutności wobec przeciwników, bezpardonowego przelewania krwi. Miała swoje uzasadnienie w osobliwej duszy mocy władającej młodym cesarzem wyspiarskiej społeczności. Kiedy indziej zaskakiwała osobliwą łagodnością i zrozumieniem okazywanym najzagorzalszemu wrogowi. Rubinowy Tron dopominał się o innego władcę, bardziej nastawionego na brutalność i pragnienie podporządkowania sobie świata, a nie człowieka z rozrzedzoną krwią, gotowego w poszukiwaniu wiedzy wyruszyć w życiową podróż w nieznane krainy. 

Każdy tom wnikał w nieco inny klimat, nie brakowało ostrych starć, morskich bitew, pustynnej wędrówki, wchodzenia w wieloświaty i różne wymiary czasu, poszukiwań skarbów, walki o spełnienie miłości, wymazywania klątwy, opierania się woli duchów powietrza, ognia, ziemi i wody, zwyciężania demonów, oszukiwania prastarego zła. Pradawny czarodziejski język do kontaktu z nadprzyrodzonymi istotami, magiczne przedmioty o małej i dużej skali, przedwieczne pakty z osobliwymi stworzeniami, lawirowanie między Chaosem a Ładem, złodziejskie sny, sieci intryg i spisków. A w tym wszystkim jednostka, która pragnęła zmienić porządek świata, mentalność upadającego królestwa spowitego czernią, przywrócić chwałę i dumę sprzed dziesięciu tysięcy lat, sprawić by Imperium promieniowało blaskiem rozumu i dobrej woli. Czy udało się Elrykowi odnaleźć sens życia, znaleźć wewnętrzny spokój? Czy przeznaczenie mogło wpleść kilka dodatkowych nici w swoją tkaninę i mimo tego osiągnąć pierwotny cel? Na książkę warto było poświęcić więcej czasu, podzielić na kilka wieczorów czytelniczych, konstrukcja zawartości sprzyjała takiemu podejściu. Przyjazny relaks z udziałem nadprzyrodzonych sił, magii, miecza, prastarego rodu i przypieczętowanego krwią sojuszu.

4/6 – warto przeczytać
fantasy, 648 stron, premiera 27.02.2024 (1960-1977), tłumaczenie Danuta Górska
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

środa, 5 czerwca 2024

MÓJ RZYM

SPACEREM PO NIEZWYKŁYCH ZABYTKACH WIECZNEGO MIASTA

MAGDALENA WOLIŃSKA-RIEDI

„Tylko w Rzymie można zrozumieć Rzym.” Johann Wolfgang von Goethe

Kiedy pierwszy raz odwiedziłam Rzym nie przypuszczałam, że zrobi na mnie tak kolosalne wrażenie, natychmiast poczuję łączącą nas sympatyczną więź, będę pragnęła wracać do niego jak najczęściej. Miasto, w którym zatraciłam się, pokochałam całym sercem, wiernie uwzględniałam w ramach turystycznych wycieczek. Cieszyłam się, kiedy w moje ręce trafiła książka Magdaleny Wolińskiej-Riedi, gdyż sposób, w jaki autorka podchodziła do obecności w Wielkim Mieście był całkowicie zbliżony z moim, czyli klimat podziwu dla różnorodności, styku przeszłości z teraźniejszością, czystej radości dostrzegania szczegółów. Prowadziła miejscami niezdartymi przez stopy odwiedzających a cudownie obrazującymi oblicze miasta. I właśnie, spokojny rytm spaceru, uwzględniający okazje do nasycenia detalami, wyciągający mniej lub bardziej znane ciekawostki, zwracający uwagę na bieg i świadectwa minionych zdarzeń, sprawił wiele przyjemności. Z radością zaglądałam w małe zaułki i uliczki prowadzące do placów i placyków, odkrywałam perełki architektoniczne i dzieła sztuki, zatrzymywałam się na dłużej przy freskach i rzeźbach, przystawałam na mostach i przy fontannach, cieszyłam się widokiem ogrodów i miejskich oaz spokoju. 

Zadziwiające jak wspaniale współczesność Rzymu miesza się z bogatą przeszłością. Wystarczy odwrócić wzrok w jakimkolwiek kierunku, w dowolne miejsce, aby zetknąć się z namacalnymi doświadczeniami historii. Pełne zespolenie tego, co było, z tym, co teraz się dzieje. Prawdziwy rzymski duch owiany legendami, z czasem pędzącym od starożytności do współczesności, imponującą spuścizną. Z jednej strony pełne ruchu, gwaru i aktywności główne arterie miasta, z drugiej ciche, spokojne i swojskie oblicza wąskich uliczek znanych jedynie mieszkańcom. Rzymu nie pozna się w weekend, miesiąc czy nawet rok, wciąż coś innego i atrakcyjnego ma do zaoferowania odwiedzającym, czasem drobna rzeźba lub pamiątkowa tablica na budynku, kiedy indziej okazję do rozmów z życzliwymi mieszkańcami. „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, to nie ulega wątpliwości, przynajmniej w sercach i zmysłach tych, którzy choć raz mieli okazję zajrzeć do niego. 

Publikacja bogata w kolorowe mapki i zdjęcia, bezpośrednio korespondujące z treścią, bez konieczności zaglądania do wkładki, co bardzo mi odpowiadało, gdyż dzięki temu przebywanie w czytelniczej przygodzie upływało sprawniej i płynniej. Przyjemna i przyjazna narracja, z wyczuciem potrzeb czytelnika znającego już Rzym, jak i dopiero stojącego przed szansą zachwycenia się nim. Satysfakcjonująca rzymska podróż w mniej znane zakątki, przez subiektywne przeżycia, ale i z myślą o tym, co warte podkreślenia i zwrócenia uwagi. Magdalena Wolińska-Riedi ciepło i wdzięcznie ułatwiała zrozumienie Wiecznego Miasta, tego, co można w nim przeżyć, czego doświadczyć, jak wpływa na duszę spacerujących jego ulicami i uliczkami, zaglądającymi do ciekawych miejsc, nie tylko muzeów i kościołów, ale również do tradycyjnych barów, kafejek, piekarni, pizzerii, cukierni, antykwariatu, szpitala dla lalek, ginących w mroku nowoczesności rzemieślniczych warsztatów. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura podróżnicza, 352 strony, premiera 27.09.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 4 czerwca 2024

NA KONIEC ŚWIATA

PRZYPRAWY, KTÓRE ZMIENIŁY HISTORIĘ

THOMAS REINERTSEN BERG

„Budowa imperium może się zacząć od takiego mniej więcej przypadku: wiatr znosi dwunastu brytyjskich marynarzy i kilku kupców na małą wyspę gęsto zarośniętą muszkatołowcami...”

Przyznam, że nie spodziewałam się, że książka dostarczy tak wiele satysfakcji, radości i wiedzy. Z ogromnym zaciekawieniem zagłębiałam się w treść. Wiele informacji znałam wcześniej, ale większość stanowiła dla mnie nowość. To nie tylko kompendium wtajemniczenia w krążenie przypraw po świecie, ale też ogrom ciekawostek, bliskich skojarzeń, fragmentów historii. Niewątpliwie przyprawy zmieniły oblicze świata w ludzkiej ocenie, znacząco wpłynęły na dzieje naszego gatunku, przyczyniły się do nawiązania globalnych handlowych więzi, stały się przyczyną wielu krwawych konfliktów, były źródłem ogromnych poświęceń w imię ich zdobycia i bogactwa z nim powiązanego. Historie z nimi powiązane wciągają niesamowicie.

Thomas Reinertsen koncentrował się na głównych drogocennych wonnościach, do których należą imbir, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki i pieprz. Poświęcał im wiele miejsca w publikacji, wciągająco opowiadał o ulepszaczach jedzenia, dla których ludzkość gotowa była przemierzać kontynenty. Niektóre z przypraw zdobyć można było tylko w jednym miejscu, regionie i państwie. Uprawy innych zajmowały większy obszar, ale kwintesencja smaku charakterystyczna była dla położenia geograficznego. Autor opisywał indywidualny wygląd przypraw, indywidualne smaki, rdzenne miejsca, lecznicze właściwości, powiązania z legendami, opowieściami, religiami, osobami i wydarzeniami, oraz wpływ na ekskluzywność potraw, status społeczny i prestiż władzy. Przytaczał fragmenty literatury, pieśni i wypowiedzi traktujące o poprawiaczach smaku dań. Zaimponowało mi bogactwo różnorodnych form opisu i zobrazowania przypraw. Fenomenalnie dobrana i opracowana oprawa graficzna. Zdjęcia, ilustracje, ryciny, miedzioryty, mapy i obrazy, z dalekich i bliskich czasów, jako świadectwa mocy i magii oddziaływania przypraw na człowieka, pragnienia ich posiadania, gotowości do wyścigu o zdobycie, a nawet bezpośrednich walk. Zadziwiające, jak wiele zmian doszło w biegu historii przez uzyskanie dostępu do drogocennych wonności, pożądanych afrodyzjaków, leczniczych składników, świadectw dobrobytu.

Książka cechowała się nie tylko zajmującym tekstem, przyjemną dla oka grafiką, uszczegółowioną wiedzą, ale także logicznym podziałem na rozdziały, przyjazną narracją i możliwością zajrzenia w różne miejsca na ziemskich globie. Przygoda czytelnicza zdecydowanie warta poznania, w wolnych chwilach, rozdział za rozdziałem lub w dowolnej kolejności, na chybił trafił albo kierując się przyprawowymi preferencjami. Jakie historyczne incydenty, strefy klimatyczne, niezwykłe wyprawy morskie, imponujące miasta portowe, rozległe sieci handlowe, kryły się za wonnymi składnikami współczesnych potraw? Rozglądam się za innym tytułem Thomasa Reinertsena również zapowiadającym się na pasjonującą lekturę, czyli „Teatr świata. Mapy, które tworzą historię”.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 408 stron, premiera 22.11.2023 (2021), tłumaczenie Maria Gołębiewska-Bijak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 3 czerwca 2024

DEMON COPPERHEAD

BARBARA KINGSOLVER

„Najsampierw wziąłem i się urodziłem. Na miejscu zebrało się akurat sporo gapiów i potem zawsze mi powtarzali, że co jak co, ale to ja odwaliłem najgorszą robotę, bo moja matka...”

Genialna powieść, fantastyczna przygoda, satysfakcjonujące spotkanie. Trudno poprzestać jedynie na tym jednym zdaniu opisu wrażeń jakie „Demon Copperhead” wywołał w moim sercu i wyobraźni. Nie pamiętam już kiedy miałam do czynienia z tak rewelacyjnie napisaną książką, nie tylko od strony narracji, która spełniała wszystkie moje oczekiwania, lekko i swobodnie niosła, prezentowała piękny styl doboru dźwięku i znaczenia słów, ale też od rozbudowanej, szalenie wciągającej i przyjaźnie intrygującej zawartości merytorycznej. Pomimo swojej objętości powieść poddała się szybkiemu tempu niecierpliwego poznawania. Nie tyle polubiłam, co wręcz pokochałam głównego bohatera, istotę z krwi i kości, wyjątkowo prawdziwą i przekonującą, z pożądanie rozbudowaną wewnętrzną psychiką, uwzględniającą nie tylko różnorodne odcienie przeżyć dzieciństwa, ale również dojrzewania w trudnych i wymagających okolicznościach. Druga część książki straciła nieco na powiewie świeżości w porównaniu z pierwszą, ale i tak znakomicie się przy niej bawiłam.

Głos Damona Fieldsa, poznanego praktycznie jako sierotę, przemawiał do mnie w naturalny sposób, stał mi się bardzo bliski, gdyż był pełen realnych emocji i klarownych myśli, co nie znaczy, że pozbawiony dramatyzmu, często osładzanego dobrym humorem. Byłam pod ogromnym wrażeniem jak Barbara Kingsolver intuicyjnie i atrakcyjnie zachęcała czytelnika do odbioru historii zwykłego, a jednak niezwykłego chłopaka, tworzyła pomost porozumienia z jego przeżyciami, wciągała do świata kluczowej postaci, pełnego wad, przemocy, uzależnień, także przyjaźni, miłości i szans. W następnie skłaniała do refleksji na różnorodne aspekty losu i przeznaczenia, wpływu społecznego środowiska na tożsamość człowieka, możliwych lustrzanych odbić człowieczeństwa. Zewnętrzna bieda zapomnianego miejsca przeplatała się z bogatym światem wewnętrznym bohatera, niespełnione oczekiwania napotykały nadzieję, zaś walka o przetrwanie udowadniała swoją wartość, a przeszłość rzucała cienie i światło na teraźniejszość. Znakomite tłumaczenie Kai Gucio, spójne operowanie słowem i cudowne oddanie klimatu powieści. Gorąco zachęcam do chwycenia za „Demona Copperheada”, zagwarantował moc silnych przeżyć, interesujące spojrzenie na współczesną Amerykę, a jednocześnie czytelniczą zabawę na najwyższym poziomie. Nagroda Pulitzera 2023 w pełni zasłużona.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 604 strony, premiera 11.10.2023 (2022), tłumaczenie Kaja Gucio
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 17 maja 2024

ULOTNE PRAGNIENIA

DONNA LEON

KOMISARZ BRUNETTI tom 30

„Zbyt łatwo było odczytywać historię zgodnie z własnym upodobaniem, widzieć w działaniach ludzi i kultur dawno minionych to, co chciało się widzieć.”

Lubię wchodzić w klimaty serii o komisarzu Guido Brunetti, chociaż to kryminały, to jednak lekko i przyjemnie się przy nich relaksuję, a co równie wygodne, każdy można czytać niezależnie od pozostałych. Donna Leon znakomicie kreuje obyczajową otoczkę, z postaciami cechującymi się wyrazistością i prawdziwością, prawdopodobnymi i życiowymi fragmentami codzienności. Co prawda, jak na mój gust, nieco za dużo opisów drinków i jedzenia, czasami ma się wrażenie, że Guido tylko smakuje i delektuje się nimi zamiast pomyśleć o detektywistycznej zagadce do rozwiązania, ale przecież taka właśnie między innymi jest natura Włochów, celebracja apetycznych kąsków potraw, pysznych łyków drinków i kawy. 

Powieść mało nasączona intrygą kryminalną, coś się dzieje, przypomina o sobie w rozdziałach, ale ma się wrażenie, że ochoczo usuwa się na drugi plan, kiedy do głosu dochodzi Wenecja. Właśnie niesamowite oddanie klimatu miasta na wyspie, nie tylko od strony turystycznej, ale codziennego funkcjonowania stałych mieszkańców, rozsiewa czarujący urok. Powstaje wrażenie, że faktycznie się tam przenosimy, spacerujemy wąskimi chodnikami poprzecinanymi licznymi mostami, zaglądamy na reprezentacyjne place i do zabytkowych kościołów, zatrzymujemy się przy kafejkach i gościmy w restauracjach. Autorka ukazuje, że chociaż w oczach odwiedzających Wenecja to niemal magiczne miasto, to miejscowi borykają się z licznymi wyzwaniami, w tym między innymi postępującą dewastacją z powodu masowej obecności chętnych jego poznania. 

Podobają mi się nieco cyniczne komentarze do weneckiej rzeczywistości padające z ust Brunettiego. Ciekawie prezentują się rodzinne rozmowy przy stole, ukazanie młodego pokolenia budującego pogląd na świat, uświadamiającego sobie odcienie szarości w odłamach życia. Duch Wenecji przenika do śledztwa, prowadzonego z uwzględnieniem specyfiki miejsca, dotyczącego ciężko rannych młodych Amerykanek podrzuconych na pomoście szpitalnym dla karetek. W drodze ku prawdzie pojawiają się nowe aspekty, przerażające i alarmujące, wzbudzające sprzeciw i gniew. Mroczna odsłona Laguny Weneckiej skrywa tajemnice, kładą się długim cieniem na weneckich kanałach, zaś dotarcie do zamaskowanych źródeł nie jest łatwe. Brzegi kartek książki zdobi wzór bazujący na odcieniach czerwieni, coś dla miłośników kolekcjonerskich wydań, ładnie się prezentuje i wpasowuje się w klimat przygody czytelniczej.

4/6 – warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 292 strony, premiera 06.03.2024 (2022), tłumaczenie Marek Fedyszak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 16 maja 2024

MELMOTH

SARAH PERRY

„Patrzy i wiecznie czeka.”

Nierówna propozycja czytelnicza, były momenty, że bardzo mi się podobała, ale za chwilę, za sprawą nie do końca trafionej argumentacji, mój entuzjazm topniał. Sarah Perry zdecydowała się na ciekawą, chociaż niełatwą, prezentację frapującego pomysłu na fabułę z wiodącą melodią ludzkich win, wyrzutów sumienia i prób zamaskowania poczucia winy. Każdy z nas wstydzi się pewnych zachowań, do których w jego życiu doszło, lub niekorzystnych postaw, które pomimo upływu lat nie dają spokoju. Odkupienie w oczach innych nie zawsze pokrywa się z odkupieniem wobec siebie samego. Trudną sztuką jest wybaczyć samemu sobie, rozliczyć się z niewygodną dla sumienia przeszłością, zamknąć rozdział nieprzyjemnych odczuć i wejść z wyczyszczoną kartą w kolejny etap życia. Co ciekawe, dla jednych pewne zdarzenie, nienoszące nawet śladów przemocy, może okazać się mega obciążające, dla innych, ten sam incydent nie przyniesie większego, lub nawet żadnego zakłopotania. Rozliczamy się według własnej hierarchii wartości, przysposobionych etycznych wytycznych, indywidualnego poczucia sprawiedliwości. Przewinienia niczym długi cień ciągną się za człowiekiem, dopóki nie uda się odważnie stanąć z nimi do konfrontacji.

Autorka prowadziła czytelnika tropem czegoś niesamowitego, niepokojącego, nieuchwytnego i nienamacalnego. Wprowadziła do akcji kilka frapujących psychologicznych aspektów, w które entuzjastycznie wchodziłam głębiej, poszukiwałam wyjścia dla bohaterów, zaznajamiałam się z charakterami i przeżyciami. Spodobała mi się gotycka melodia grozy delikatnie rozbrzmiewająca w tle, czasem dochodząca do pierwszego głosu, ale zawsze skrywająca się za kotarą trwogi, niepewności i niezwykłości, a przy tym intensyfikująca swoją obecność. A wszystko zaczęło się od intrygującego listu, który wyzwolił dramatyczny splot okoliczności. Tajemnice skryte w osobliwej księdze, dzienniki odwołujące się do grzechów i dziwna sprawiedliwość wymierzanych wyroków. Wchodziłam w blask znacznie bardziej przerażający od mroku, czułam jak wszystko zasyca złowroga ciemność, przyglądałam się jak materializowało się to, co najgorsze w ludzkich sercach, dostrzegałam najsmutniejsze i najpotworniejsze wyobrażenia. Perry prezentowała sugestywny styl narracji, zajmującą z niepokojącym brzmieniem historię o nas samych, tego, co za wszelką cenę chcemy ukryć nawet przed sobą, do czego nie przyznajemy się nawet pod presją czasu, skazując się na obecność czegoś przeklętego i obarczonego samotnością. Zmusiła Helen Franklin do stanięcia na wprost własnych obaw i lęków, obsesji przyjaciela i wrogości sąsiadki, kalectwa bliskiej osoby i manii ogarniającej staruszka. Czy nierozliczone przewinienia mogą doprowadzić do tragedii? Czy zawsze oswojenie występków przynosi ukojenie?

4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 270 stron, premiera 26.07.2023 (2018), tłumaczenie Agnieszka Wilga
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 15 maja 2024

STOS

GYÖRGY DRAGOMÁN 

„...jeśli coś znika z naszej świadomości, zostaje na zawsze wymazane ze świata, z przeszłości.”

Przyznam, że nie spodziewałam się, że będzie to tak urocza i przejmująca przygoda czytelnicza, pełna chwytających za serce kontrastów, w której dramat mieszał się ze szczęściem, powaga sytuacji ze szczyptą humoru, a nade wszystko nieuchwytna magia ze zwykłą rzeczywistością. Powieść przeniosła w świat wypełniony rodzinnymi tajemnicami, winie wymykającej się przypisaniu, małomiasteczkowymi osądami, oraz bolesnymi ranami jątrzącymi ludzką świadomość poczuciem winy, brakiem umiejętności cieszenia się wolnością, chwiejnymi krokami stawianymi po upadku komunistycznego ustroju, generalskim kulcie i wypaczonym ideologicznym spojrzeniem. Niepewność, niedowierzanie, pragnienie odwetu i wymierzenia sprawiedliwości w społecznej skali, ale i jednostkowe dramaty. Trzynastolatka, pół roku po wypadku samochodowym rodziców, trafia do jedynej żyjącej krewnej, o której wcześniej nie miała pojęcia. Babcia Emmy przygarnia ją do siebie, do więcej niż trochę osobliwego świata, jednocześnie zakotwicza w nowym miejscu, pełnym plotek, pomówień i krzywych spojrzeń.

Wraz z dziewczyną powoli przemierzałam drogę trudnego dojrzewania, budowania kobiecości, odnajdywania tożsamości, wiary w siebie i własne umiejętności, konfrontacji z niesprawiedliwym ludzkim osądem, lekcją brania życia w swoje ręce. Zadziwiała mnogość odgałęzień od głównego toru toczącej się fabuły, nie zawsze z podaniem wprost wyjaśniającego naświetlenia kierunków, György Dragomán wyśmienicie sobie z tym poradził. Kiedy na chwilę odwracał się uwagę od trzonu wciągającego scenariusza zdarzeń, wydawało się, że to niepotrzebny przerywnik, a jednak po chwili doceniało się jego atrakcyjne przyciąganie. Wręcz namacalnie odmalował szeroką paletę emocji, zgrabnie wplątywała się w czytelniczy odbiór. Jeśli jeszcze chciałam pójść ścieżką symbolicznych skojarzeń, opisywane przeżycia nabierały dodatkowego kolorytu. Scena z ratowaniem mrówek na długo zapadnie mi w pamięci, wiele materiału do interpretacji, albo jak kto woli, prostego bezpośredniego przekazu, w którym przebijała się prawda o człowieku. Ode mnie zależało jak chciałam do niej podejść. Jeśli lubicie nieszablonowe powieści, idące nieco pod prąd, frapująco zaskakujące, wędrujące na granicy realizmu i magii, z dopracowanym tłem w nurcie rozliczenia z historią, to „Stos” spełni oczekiwania, przyniesie satysfakcję nieoczywistego poznawania.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 324 strony, premiera 31.05.2023, tłumaczenie Karolina Kacorzyk
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 13 maja 2024

PRZYPADKI I WPADKI DYPLOMATY

JACEK KLUCZKOWSKI

„Chciałbym, żeby książka przybliżyła Czytelnikowi funkcjonowanie świata polskiej polityki i dyplomacji w latach 1995-2010 oraz ukazała mniej znane epizody z ówczesnych relacji Polski i Ukrainy."

Propozycja czytelnicza warta wzięcia pod uwagę, zwłaszcza przez osoby zaangażowane w polską politykę i dyplomację, pracujące w szeroko rozumianych mediach, chcące poznać z nieco innej niż obiegowej wersji niektóre publiczne osoby, a także zainteresowane ukraińską historią, rzeczywistością, zmianami gospodarczymi, politycznymi, kulturalnymi i społecznymi w tym kraju. Jacek Kluczkowski szczegółowo wchodzi w obszar własnych wspomnień dotyczących wschodnich spraw. Posiłkuje się zapiskami, ale i tak podziwiam niezwykłą pamięć. Bogate relacje ze spotkań, jak najwierniejsze przedstawienia wydarzeń, zebrane towarzyszące komentarze, myśli i refleksje. Bardzo ciekawy fragment książki poświęcony jest współpracy z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim w zakresie pisania przemówień. Można od zaplecza zorientować się, na czym polega anonimowe tworzenie tekstów dla innych, z czym się wiąże i jak może przebiegać. I ten szczególny dreszczyk emocji, kiedy słyszy się skomponowane przez siebie treści i przekazy a upubliczniane ogółowi. Przy profesjonalnym podejściu do zadań pisanie staje się sztuką, często nawet misją. 

Praca ambasadorska również powiązana jest z wieloma niełatwymi wyzwaniami, wymaga szerokiej wiedzy, wyczucia czasu, miejsca, chwili i potrzeb. Można zadać zbyt szczere pytanie, aby na kilkanaście lat zerwały się stosunki z wybraną osobą. Często pomimo dołożonych wszelkich starań nie da się uniknąć mniejszych lub większych wpadek, jedne przemilczane, inne wygaszone. Polityka i dyplomacja rządzą się swoimi prawami, podlegają dynamicznym zmianom, ciężko wbić się we właściwe trendy, dokonać trafnych spostrzeżeń, uniknąć fałszywych informacji. Nie wybrałabym dla siebie takiej ścieżki kariery, jaką przebył autor, jednak z zainteresowaniem poznaję przebieg i swoiste jej podsumowanie. Począwszy od pierwotnych zamierzeń naukowych wiele się w niej dzieje. Pozwala na zebranie ciekawego doświadczenia zawodowego. Przynosi życiową satysfakcję. Czuje się, że Kluczkowski z entuzjazmem do niej podchodzi, podąża tropem własnych wyborów wartości, prezentuje subiektywne spojrzenie, ale jednocześnie stara się obiektywnie podchwytywać fakty, osoby i zdarzenia. Spotkanie z książką zaliczam do udanych, wspomnienia dopełniają oficjalny obraz polskiej polityki i dyplomacji, również w zakresie polsko-ukraińskich relacji. Publikację wzbogacają zdjęcia, chociaż nie ma ich wiele, to są obrazowym świadectwem uczestnictwa w przybliżanych wydarzeniach.

4.5/6 – warto przeczytać
autobiografia, 482 strony, premiera 15.10.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl