sobota, 25 września 2021

DZIEWCZYNA, KTÓRA KLASZCZE

TOMASZ KOZIOŁ

"Miał wrażenie, że systematyczne, jednostajne klaskanie dobiega z pokoju, z którego przed chwilą wyszedł. Obrócił się na pięcie i zrobił krok przed siebie. Przystanął. Nadal słyszał klaskanie, teraz ciut intensywniejsze. Zrobił kolejny krok i znów zamarł. Odgłos narastał."

Mam mieszane odczucia po spotkaniu z książką, z jednej strony wiele elementów zrobiło pozytywne wrażenie, z drugiej kilka niedostatków. Przekonywał zgrabnie oddany klimat ciężkości mroku, początkowo zupełnie niedefiniowalny, wymykający się rozsądkowi, wielokrotnie przekraczający granicę jawy i snu. Z czasem coraz więcej ciemności osadzało się w wyobraźni, zaciskały się węzły iluzji wokół bohaterów, sugestywnie odbierałam ich wpadnięcie w pajęczynę niemocy, przyklejanie się niebezpiecznych sekretów. Odpowiadało mi końcowe zafiksowanie myśli postaci, bez możliwości ucieczki od wyimaginowanych obrazów. Tomasz Kozioł udanie pokazał, jak rzeczywistość może zmienić się w koszmar, a wyobrażenie przyjąć realną postać. Coś, co najpierw szokowało, stopniowo zbliżało się do percepcyjnej normalności. Zwątpienia i obawy były przenoszone do sfery przeświadczenia, podszytej niejednoznacznością i paranormalnością.

Sam pomysł na fabułę, nieoczekiwany spadek, nawiedzony dom, niezamieszkany przez ćwierć wieku, nie należy do nowych, wielokrotnie był już wykorzystywany, a jednak udało się autorowi wyjść nieco poza schemat, sprawdziło się dołączenie tajemnic skrywanych przez mieszkańców małej podlaskiej wsi, co ciekawe, trudnej do znalezienia na mapach, czy przytoczenia nazwy. Wymykająca się uchwyceniu ludzka osada, niejako zapomniana przez świat, chroniąca się szczelnie przed obcymi. Ale i w tym kryje się przerażający sekret, ciekawie się go poznawało. Rozrywkę psuło szybkie odkrywanie kart, przesadą było wystawienie staruszki na intensywne zeznania, gdyby podzielić je na fragmenty i wpleść między inne ze scenariusza zdarzeń, byłoby bardziej frapująco niż w ramach jednego ciągu. Za wcześnie też pojawiła się kobieta ostrzegająca przed niebezpieczeństwem. Miała wzmocnić aurę niepokoju, dziwnej atmosfery, podskórnego napięcia, oddać przygnębiającą moc okolicy, a jednak nie wniosła nic szczególnego.

Fantastycznie rozprzestrzeniały się niezrozumiałe dla bohaterów szepty i klaskania, szczelnie przylegały do incydentów, wywoływały nieprzyjemne myśli i wrażenie bycia obserwowanym, nakładały się na osobliwe zjawiska. Bohaterom przytrafiały się rzeczy dziwne i wymykające się interpretacji. Atmosfera gęstniała, dramatycznie ograniczały się pola manewru, wydawało się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Adamowi i Mirkowi. Popsuty nagle samochód, brak zasięgu sieci komórkowej, nieuzasadniona agresja mieszkańców, to łagodne niedogodności w porównaniu z kolejnymi. Szkoda, że autor nie wprowadził do pierwszego planu jeszcze kogoś, kto znacząco pojawiałby się równolegle do rozmów między mężczyznami. Ograniczenie się do dialogu między Adamem i Mirkiem nie do końca wybrzmiewało naturalnie. Natomiast zakończenie wyśmienite, zaskoczy niejednego czytelnika, przypasowało mi. Jak bardzo nieprzepracowane traumy z przeszłości, niewyjaśnione tajemnice, nieodkryte prawdy, potrafią zatruć życie człowieka?

3.5/6 - w wolnym czasie
horror, 352 strony, premiera 30.06.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

OSTRZE

ANNE METTE HANCOCK

MROKI KOPENHAGI tom 1

"Anna często śniła o tym, jak go zabija... Czy już jest po wszystkim?"

Kryminał sprawia, że chętnie się w niego zagłębiamy, chociaż nie należy do wybitnych. Intryga ciekawie zawiązana, z przemyślanym konspektem na przebieg zdarzeń, uwzględnionymi atrakcyjnymi incydentami, okraszonymi sensacyjnymi barwami. Pomysł na fabułę zajmująco rozpracowany, poddajemy się grze snucia domysłów i przypuszczeń. Wiele elementów trzymanych jest przez dłuższy czas w ukryciu, co sprawia, że nie wpadamy szybko na właściwe tropy, a to podgrzewa niecierpliwe poznawanie. Momentami wkradają się thrillerowskie akcenty, mnożą się groźne okoliczności wokół kluczowej postaci, zatem nie brakuje napięcia. Otrzymujemy obraz sytuacji z dwóch zgrabnie wyważonych perspektyw, detektywistycznej i dziennikarskiej.

Narracja przyjemna, stawia na dynamikę akcji i relacji międzyludzkich, elastycznie dostosowuje się do przebiegu zdarzeń, chociaż brakuje sugestywnych opisów, tak aby można było nie tylko przebiegać po stronach książki, ale jeszcze mocno zaangażować się. Mankamentem są również nie w pełni przekonujące portrety bohaterów, jakby dopiero zaczęli być nakreślani, ale nie można im odmówić frapujących akcentów przeszłości, zwłaszcza Heloise. Znawcy kryminałów stwierdzą, że powieść niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle jej podobnych, składnie włącza się w nurt lekkich kryminalnych klimatów, ale przyjemnie wypełnia czas, na tyle, że z zainteresowaniem sięgam po drugą odsłonę tej duńskiej serii.

Wrześniowa Kopenhaga nie rozpieszcza pod względem pogody, ponura kolorystyka przenosi się do dzielnic i ulic miasta, ale także wkracza w mroczne cienie ludzkiej natury. Starszy aspirant Erik Schäffer, po niespodziewanym pojawieniu się świadka, wraca do sprawy morderstwa prawnika wywodzącego się z bogatego rodu. Kobieta podejrzana o dokonanie zbrodni, Anna Kiel, wciąż wymyka się organom ścigania. Heloise Kaldan, dziennikarka śledcza zajmująca się sprawami gospodarczymi, otrzymuje osobliwe listy właśnie od Anny Kiel. Postanawia podążyć tropem podsuwanych informacji, dowiedzieć się, dokąd zaprowadzą, co tak naprawdę chce przekazać morderczyni, dlaczego stała się obiektem fiksacji psychicznie chorej zabójczyni. Także w życiu osobistym Heloise pojawiają się niepokojące brzmienia domagające się wyjaśnienia.

4/6 - warto przeczytać
kryminał, 370 stron, premiera 12.05.2021 (2017), tłumaczenie Edyta Stępkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mova.

piątek, 24 września 2021

ZABAWKA

ROBERT ZIĘBIŃSKI

"Ci, którzy zachodzą najdalej i mają największe ambicje, najczęściej ukrywają się za tymi, którzy błyszczą."

Moje drugie spotkanie z twórczością Roberta Ziębińskiego, wcześniej miałam okazję zapoznać się z "Stephen King. Instrukcją obsługi", teraz chciałam innej klimatycznie książki. Zwłaszcza, że "Zabawka" uwzględniała elementy prawdziwej mrocznej historii. Świadomość tego sprawiała, że natychmiast inaczej podchodziłam do fabuły, z większą dozą ostrożności spoglądałam na scenariusz zdarzeń i zachowania bohaterów. Nie kwestionowałam przeszłości, bo ta zawarta w aktach z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, stała się niewątpliwym świadectwem dewiacji i brutalności człowieka. Natomiast, nie do końca przekonały mnie zachowania bohaterów, zwłaszcza reprezentantów policji. Zastanawiałam się, czy to celowy zabieg, zawoalowana forma podkreślania niekompetencji, czy nieznajomość specyfiki praw rządzących środowiskiem. A może to ja za dużo już przeczytałam kryminałów i nie czułam przy tej powieści ducha realności. Pomijam aspekt bliskich relacji, zupełnie nie wiedziałam, dlaczego się tu znalazł, w moim odczuciu, był niepotrzebny, ale może to był ukłon w stronę ducha czasów.

Odpowiadało mi przeplatanie nurtu zwykłej narracji z pamiętnikarskim, niecierpliwie wyczekiwałam kolejnych odsłon opowieści młodej dziewczyny zderzającej się z wykorzystywaniem seksualnym. Zgrabnie ukazano narastanie skrzywienia i manipulacji. Niekiedy kryminał zbliżał się do horroru, odpowiadał mi ten kierunek. Natomiast, nie do końca dobrze czułam się w narracji poza stronami pamiętnika, wydawał mi się zbyt prosty, w dużym stopniu rzutowały na to dialogi. Interesująco przebiegało prywatne śledztwo prowadzone przez Annę Kryńską, córkę biznesmena, którego przeszłość nagle została ujawniona w makabrycznych okolicznościach. Natomiast aspirant Kaja Olecka jakby nie do końca wiedziała, co miała czynić. A wszystko zaczęło się od znalezienia zwłok kobiety w Lasku Bródnowskim. Ofiara miała ręce związane specyficznym węzłem i ciało osobliwie okaleczone. Mroczna strona ludzkiej osobowości zdolna jest do wszelkich czynów. Diagnozy skali i uwarunkowań wykorzystania seksualnego dzieci w Polsce są zatrważające i alarmujące. Pomimo podejmowanych działań prewencyjnych, wciąż wiele dzieci, około siedmiu procent, wpada w sidła zwyrodnialców, a przeżyte dramaty trwale naznaczają życie ofiar. Dlaczego otoczenie nie wykazuje się dostateczną czujnością i właściwą reakcją na krzywdę? 

3.5/6 - w wolnym czasie
kryminał, 380 stron, premiera 24.03.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

DŁUGI ZEW

ANN CLEEVES

DWIE RZEKI tom 1

"...słyszał fale rozbijające się na plaży i krzyk mewy srebrzystej, dźwięk, który przyrodnicy nazywali długim zewem... sprawiający wrażenie nieartykułowanego wrzasku bólu..."

Bardzo ciekawie zapowiadająca się seria kryminalna. Błyskawicznie zaangażowałam się w pierwszy tom. Dostarczył odpowiedniej dawki emocji i napięcia, zaangażował w interpretację postaw bohaterów i rozwiązywanie zagadki zabójstwa. Ann Cleeves fantastycznie pogmatwała tajemnice krążące wokół postaci, atrakcyjnie splotła wątki, zręcznie sprawiła, że gubiłam się w domysłach i przypuszczeniach. Dynamiczne rytmy akcji, wiele się działo, incydenty nabierały spektakularnych cech. A wszystko zgrabnie rozłożone w poszczególnych częściach powieści. Przy tak giętkiej i sugestywnej narracji wręcz mknęłam po stronach książki, wiodła niecierpliwość poznawania kształtowania się scenariusza zdarzeń. Świetnie bawiłam się typując tożsamość czarnego charakteru i co pożądane, nie udało mi się przewidzieć pełnego obrazu i skali mrocznych sił, cieszyłam się, że byłam wodzona za nos.

Za starannie przemyślanym pomysłem na fabułę, nieco szablonową, ale wciągającą zagadką detektywistyczną, stały ciekawe portrety pierwszoplanowych i drugoplanowych postaci. Komisarz Matthew Venn ujmował elegancją i wrażliwością na ludzką krzywdę. Nie przejawiał cech superbohatera, jedynego zbawcy świata, ale skrupulatnie przykładającego się do pracy policjanta. Nie miał łatwego zadania, gdyż w dużym stopniu zawodowe zadania miksowały się z prywatnym życiem. Wiele stycznych między obiema sferami podkręcało atmosferę niepokoju i niepewności. Jego mąż, Jonathan Church, pełnił funkcję dyrektora generalnego Woodward Centre, ośrodka pomagającego w przysposobieniu społecznym niezaradnym i niepełnosprawnym umysłowo dorosłym, cierpiącym na zaburzenia uczenia się. I właśnie wokół tej placówki zaczął się cykl zatrważających zdarzeń. Najpierw morderstwo wolontariusza, a następnie zniknięcie podopiecznej. Trzeba przyznać, że autorka przekonująco nakreśliła obraz codziennego funkcjonowania osób dotkniętych chorobami i problemami psychicznymi, a także ich rodzin.

Fabuła intensywnie zahaczała o przeszłość komisarza, wychowanie w rodzinie religijnych bigotów, ucieczka przed fanatyzmem Bractwa Barum, dawała o sobie znać od pierwszych stron powieści. Mam nadzieję, że także sylwetka sierżant Jen Rafferty, rozwódki samotnie wychowującej dwójkę nastolatków, zostanie w kolejnych odsłonach jeszcze bardziej rozwinięta, polubiłam ją, ujęła mnie naturalnością i determinacją. Mieszane odczucia wyzwolił we mnie posterunkowy Ross May, wydaje mi się, że może jeszcze mocno namieszać w kolejnych tomach. Wiele niewiadomych wiązało się ze zwłokami odnalezionymi na plaży koło Crow Point w hrabstwie Devon. Ofiara morderstwa miała za sobą mroczną przeszłość, targana była wyrzutami sumienia i pragnieniem naprawy wyrządzonej krzywdy. Ale czy właśnie na tych przesłankach należało się skupić, aby dotrzeć do prawdy o powodach zabicia mężczyzny? A może dokładnej lustracji powinny podlegać liczne osobliwe zbiegi okoliczności? Czy udało się wrzucić na światło dzienne sekrety małej społeczności o silnie ustabilizowanych rolach i skomplikowanych zależnościach? Zerknij też na spisane na Bookendorfinie wrażenia po spotkaniu z "Dzikim ogniem", "Mglistym powietrzem" i "Grząską ziemią", te książki Ann Cleeves należą do serii kryminalnej "Kwartet szetlandzki".

5/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał, 460 stron, premiera 11.08.2021 (2019), tłumaczenie Sławomir Kędzierski
Książkę "Długi zew" zgarnęłam z półki "kryminały" w księgarnia TaniaKsiążka.pl

czwartek, 23 września 2021

MÓZG INCOGNITO. WOJNA DOMOWA W TWOJEJ GŁOWIE

DAVID EAGLEMAN

"Gdyby nasz mózgi były na tyle proste, by dało się je zrozumieć, my nie bylibyśmy na tyle mądrzy, by je rozpracować."

Ciekawie zaprezentowany materiał o myślach naukowych krążących wokół zagadnień pracy mózgu. David Eagleman pisze przystępnie, koncentruje się na kluczowych przekazach, ale również wzbogaca je ciekawostkami, anegdotami, przykładami, cytatami, wynikami badań i eksperymentów. Dzieli się z czytelnikami spostrzeżeniami, poddaje je pod rozwagę, zachęca do snucia interpretacji. Nie brakuje kolorytu w postaci odwołań do pionierskich ujęć badania umysłu. Wszystko w przyjemnym i przyjaznym klimacie, bez naukowego żargonu.

Publikacja podzielona na siedem części, plus bibliografia i indeks. Aby przejść do następnego rozdziału, trzeba zapoznać się z poprzednikiem, ponieważ odwołuje się do wielu wysuniętych wniosków i podsumowań. Podoba mi się to, że autor nie ukrywa dużego stopnia niepewności w definiowaniu zjawisk i procesów związanych z funkcjonowaniem mózgu. Podkreśla istnienie ogromu obszarów, do których naukowcy jeszcze nie zajrzeli, lub z którymi wciąż się nie uporali w jednoznacznym wyniku. Mózg, jako centrum układu nerwowego, to spore wyzwanie do obserwacji, analizy i eksperymentowania. Mam wrażenie, że jeszcze kilka pokoleń minie zanim zbliżymy się do jego głębszego poznania, nie tylko w perspektywie biologicznej, ale również psychologicznej.

Autor atrakcyjnie omawia uświadomione i nieuświadomione obszary pracy mózgu, podkreśla ich niezależność, ale też punkty styczne. Pokazuje, że świadomość to zaledwie wierzchołek góry lodowej, najmniejszy trybik w mózgu, do której się odwołujemy w codzienności, znacznie więcej dzieje się w ukrytych i niedostępnych dla nas zakamarkach umysłu, będących odrębnymi systemami pracującymi w tajemnicy, właśnie one rządzą nami incognito. Wychodzi od tematyki doświadczeń jako świadectw zmysłów, dla lepszego ich zobrazowania proponuje szybkie mini eksperymenty. Co prawda, wcześniej już się z nimi zetknęłam, to jednak z uśmiechem do nich podeszłam. Fascynujące, jak dajemy się złapać w pułapkę złudzeń optycznych i luk w widzeniu.

Następnie Eagleman przechodzi do rozważań o rozumowaniu, przepaści między tym, co wiemy, a tym, czego jesteśmy świadomi, pamięci proceduralnej, ukrytej, zjawisk torowania, elastyczności przyswajania informacji, efektu czystej ekspozycji i prawdy utajonej. Rodzaje myśli, które da się pomyśleć, to zajmujące zagadnienia, niestety zbyt ogólnie je potraktowano, liczyłam na więcej odkrywczych myśli. Pokazanie mózgu jako grupy współzawodników, często skonfliktowanych, pasjonuje i zaskakuje. Oddzielenie rozumu i emocji, prawej i lewej półkuli, nauki i introspekcji, warto temu przyjrzeć się. Cieszy mnie, że uwzględniono zagadnienia rezerwy poznawczej.

Nie przekonał mnie rozdział o odpowiedzialności prawnej, tematyka ciekawa, lecz napuchła od powtarzających się spojrzeń i refleksji, uzasadnienie tezy nie wspierają silne argumenty, bardziej opisowo niż konkretnie. Nie ulega jednak wątpliwości, że wskazanym jest zastanowić się nad przytaczanymi opiniami, powiązaniami ze społecznymi realiami i możliwościami. Finalna część podsumowuje istotę poruszanych problemów, wskazuje też pozytywne aspekty detronizacji idei strategicznych dla rozwoju cywilizacji myśli ludzkich. Eagleman uzmysławia, że fraza "poznaj siebie" nabiera nowego znaczenia. Czy posiadamy duszę niezależną od fizycznej materii, czy raczej tworzymy skomplikowany biologiczny koktajl mechanicznie produkujący sny, przekonania, poglądy, nadzieje, aspiracje, pragnienia, humor i namiętności? Czy widzimy świat, czy to, co każe nam widzieć mózg subiektywnie generujący poprzez obszary, do których nie mamy dostępu? 

Zerknijcie również na inne propozycje czytelnicze krążące wokół zagadnień ludzkiego mózgu, przedstawione na Bookendorfinie, "Mózg. Władca czasu", "Twój mózg bez tajemnic", "Historia naszej świadomości", "Ukryty geniusz", "Magia bioinżynierii", "Zaburzony umysł", "GPS mózgu".

4.5/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurobiologia, kognitywistyka, 342 strony
premiera 03.08.2021 (2012), tłumaczenie Julita Mastalerz
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

BILLY SUMMERS

STEPHEN KING

"Kto czyni zło, musi za to zapłacić. A cena powinna być wysoka."

Podobało mi się. Nawet w sensacyjnym wydaniu King nie zapomniał o frapującym nakreśleniu doświadczeń i osobowości bohaterów. Przyjemnie pomykałam po stronach powieści. Klimat scenariusza zdarzeń zmieniał się w zależności od przyjętej perspektywy. Wiele działo się zarówno od strony incydentów, chociaż spodziewanych odwołań do thrillera mniej niż mistrz przyzwyczaił, jak i wglądu w ludzkie życia, z jednej strony zwyczajne, z drugiej balansujące na krawędzi nietuzinkowości. Ciekawe przeplatanie się zła z dobrem, wzajemne wywieranie wpływu, przeciąganie liny etyki losu i etosu zawodu.

Autor fantastycznie oddał emocje, wątpliwości i sprzeczności targające pierwszoplanowymi i drugoplanowymi postaciami. Poprzez drobiazgowe opisy ujęć wytworzył aurę sprzyjającą chęci bliższego poznania i wczuwania się w działania. Patrzyłam przez pryzmat nieuchronności wejścia w mroczne sfery, ale też podświadomych chęci wyjścia z nich. Kontrastowe zestawienie Billiego, fenomenalnego strzelca, płatnego zabójcy, przyjmującego zlecenia tylko na złych ludzi, oraz Alice, młodej kobiety naznaczonej traumą brutalnego gwałtu, szukającej sposobu na życie, kształtującej własną tożsamość, próbującej wyrwać się z krępujących węzłów rodzinnych, zostało atrakcyjnie i przekonująco przedstawione. Interesująco było obserwować, jak wielki wpływ na siebie miała dwójka ludzi, których połączył przypadek, co mogli sobie zaoferować. 

Właśnie psychologiczny aspekt fabuły wydał mi się najbardziej przyciągający. King zręcznie obudował go formą sensacji, chociaż nie miała silnych nut akcji, dopiero pod koniec mocno rozkręciła się. Niektóre zdarzenia wybiegały ponad realność, inne miały być silnym akcentem, ale okazały się typowym zagraniem. Mimo wszystko autor stworzył komfortowe warunki do mocnej rozrywki czytelniczej. Co ciekawe, także warstwa pisanej przez Billiego Summersa książki o własnym życiu, w tym udziału w faludżkich wojennych akcjach, pociągała różnie wybrzmiewającą melodią, skłaniającą do refleksji o uzasadnieniu, przebiegu militarnych amerykańskich interwencji podczas rzekomej stabilizacji Iraku. A przy okazji politycznych odniesień, King nie byłby sobą, gdyby nie wbił kilka szpil Donaldowi Trumpowi, tak w ramach obserwacji współczesnej Ameryki.

Billy Summers, czterdziestoczteroletni mężczyzna, dysponujący różnymi tożsamościami, udający ociężałego umysłowo zwykłego likwidatora, przyjmuje zlecenie na eliminację innego płatnego zabójcy. I chociaż intuicja od początku mu podpowiada, że nie wszystko układa się tak, jak powinno, nie każdemu można ufać, to kontynuuje realizację zlecenia. Kiedy dochodzi do kulminacyjnego punktu z całą mocą uderza zdrada, manipulacja i zemsta. Czy wola wykonania ostatniego morderstwa i cichego wycofania się z zabójczej branży ma szansę powodzenia? W jakim stopniu można ufać innym, a co jeszcze bardziej intrygujące, samemu sobie? Czy tak to jest, że ratując komuś życie jest się za niego odpowiedzialnym? 

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Kinga: "Podpalaczka", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", dla najmłodszych "Charlie Ciuch-Ciuch", natomiast "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego to gratka dla miłośników twórczości pisarza.

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, 604 strony, premiera 03.08.2021, tłumaczenie Tomasz Wilusz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 22 września 2021

CORTEX3

W ramach rodzinnego spotkania trzech pokoleń wybraliśmy tę grę, aby umiliła wyczekiwanie czasu aż upiecze się nasze ulubione ciasto rabarbarowe. Zanim spostrzegliśmy się, tak się w nią wciągnęliśmy, że zamiast kilku rund rozegraliśmy kilkanaście. O deserze nie zapomnieliśmy, ale jego smakowanie zeszło na drugi plan. Okazało się, że każdy chętnie podchwycił zaproponowane ćwiczenia szarych komórek. Rozgrywka pokazała, w jakich zadaniach jesteśmy szybcy i sprytni, a nad jakimi powinniśmy jeszcze popracować, aby efektywniej wykorzystywać mózg. Podobało się to, że losowo dobieraliśmy zadania, a potem mogliśmy wykazać się pokonaniem przeciwników prawidłowością odpowiedzi i szybkością zgłaszania się. Graliśmy w szóstkę, maksymalną liczbę osób przewidzianą przez twórców, wykorzystywaliśmy zatem wszystkie fragmenty kartonikowych mózgów. Teoretycznie, gra kończyła się, kiedy ktoś skolekcjonował całe czteroelementowe puzzle, ale postanowiliśmy przyznawać według własnych zasad także drugie miejsce. Jedna rundka zajmowała około kwadransa.

Fantastycznie bawiliśmy się podczas chwytania skojarzeń związanych z kolorami i kształtami. Początkowo wiele było w tym wahań, lecz z czasem każdy wykazywał się już biegłością. Nieco trudniejsze okazywało się wskazywanie niepasujących geometrycznych elementów. Ale gdy już załapaliśmy o co chodzi, mózgi szybko przystosowywały się do chwytanie różnic. Ciekawym urozmaiceniem okazała się gra w papier, kamień i nożyce w dwubarwnej odsłonie, przy warunku wybrania właściwej dłoni i koloru. Migiem opanowaliśmy sztukę łączenia kształtów, w tej materii najwięcej kart kolekcjonowali dziadkowie. Natomiast ekspresowe matematyczne obliczenia szczególnie przypadły do gustu najmłodszym graczom. Zabawa we wskazywanie konstelacji z największą ilością gwiazd wystawiała nasz stół na test wytrzymałości, gdyż natychmiast wiele rąk zgłaszało się uderzeniem o niego by wskazać właściwą odpowiedź i prześcignąć innych. Sporo uśmiechu mieliśmy, kiedy gubiliśmy się w orientacji przestrzennej na mini planszach, zręczność łączenia kierunków i kolorów nie każdemu od razu wychodziła. Największą zabawę mieliśmy podczas wyzwań zapachowych, odgadywanie w ciągu dziecięciu sekund, przez potarcie w określonym miejscu kartonika, czym pachnie. Żałowaliśmy, że do dyspozycji mieliśmy tylko dziesięć kart zapachowych, chcieliśmy jeszcze intensywniej bawić się zmysłem węchu.

Pomysł na grę jak najbardziej wart rozważenia, zdecydowaliśmy się zakupić poprzednie odsłony, tak aby wszystkie połączyć i mieć więcej urozmaiconych wyzwań. Zabawa, która sprawdzi się podczas rodzinnych spotkań i imprez z uśmiechem. Rozgrzewanie różnych partii mózgu to nie tylko znakomita rozrywka, ale również możliwość sprawdzenia jego elastyczności. Po pewnym czasie każdy będzie biegły w wyzwaniach pamięci, spostrzegawczości, refleksu, logicznego myślenia i wyczuwania zapachu z zamkniętymi oczami, zatem lekko spadnie zainteresowanie dostępnym zestawem kart. Wówczas bardziej będzie liczyła się szybkość podawania rozwiązań. Zawartość podręcznego pudełka, które można zabrać ze sobą wszędzie na wakacje, a w domowej szufladzie zajmuje mało miejsca, to dziewięćdziesiąt różnych kart i sześć układanek z obrazkiem mózgu. Familijna gra o lekkim stopniu trudności, ale sporych emocjach, liczba uczestników mieści się w przedziale od dwóch do sześciu osób, najlepiej jak mają powyżej ośmiu lat.

4.5/6 - warto podjąć mózgowe wyzwania
familijna gra planszowa, premiera 2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl


ZAGINIONA SIOSTRA

TRACY BUCHANAN

"Wszystko zaczęło się od tego chłopca, który niemal nie utonął."

Pierwsze spotkanie z twórczością Tracy Buchanan zaliczyłam do sympatycznych. "Zaginiona siostra" to przyjemny wypełniacz wolnego czasu i urlopowego wypoczynku. Powieść osadzona w obyczajowym klimacie, przyprawiona brzmieniem kryminalnej zagadki, odwołująca się do emocji, zachęcająca do refleksji. Ciekawie sportretowane postaci, każda odbiegała od mojego scenariusza życia i marzeń, ale właśnie to czyniło książkę wdzięcznym relaksem, okazją do oderwania myśli od tradycyjnych ścieżek i szybowania w krainie fikcyjnych uczuć.

Długo zastanawiałam się nad postawą trzydziestoośmioletniej Selmy. Kobieta niespełniona w nudnym, acz spokojnym i bezpiecznym małżeństwie, z niedosytem kreatywności literackiej. Z dnia na dzień porzuciła męża i córkę w pogoni za wybuchającymi z wielką siłą pragnieniami. Zamieszkała z osobliwą grupą artystów w jaskini. Trudno było uwierzyć, że dała się tak mocno omamić własnym ideom i sugestiami innych. Stopniowe odkrywanie, co kryło się za pochopną decyzją, dokąd prowadziły okoliczności, kto za nimi stał, nie wszystko usprawiedliwiło, ale Tracy Buchanan frapująco przedstawiła emocje, pogoń za literackimi wizjami, kontrastowe decyzje sprzed ćwierć wieku.

Natychmiast zaprzyjaźniłam się z córką Selmy. Młoda kobieta, z silnym syndromem porzucenia, nie mogła otrząsnąć się z przykrych doświadczeń z dzieciństwa, nie uleczyła bolesnej rany, nie zapomniała szykan rówieśników, co rzutowało na ograniczone nawiązywanie bliskich relacji. Nieco prowizoryczne życie prywatne, odmienne od sukcesów w zawodzie weterynarza. Los dał bodziec do poszukiwania własnej tożsamości rodzinnej i zaoferował wejście w zażyłą satysfakcjonującą relację. Nagłe wyznanie Selmy na łożu śmierci o drugiej córce uruchomiło poszukiwanie siostry i poznawanie historii matki.

Ciepły i zgrabny styl narracji sprawiał, że szybko mknęłam po stronach książki, poruszały mnie rodzinne dramaty, chętnie odkrywałam dawne tajemnice. Jednak sporo było przewidywalności, zbyt uproszczonych odwołań, mało obszaru pozostawiono dla wyobraźni czytelnika. Podróże po Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Słowenii i Rosji miały urok, ale chciałam więcej nastrojowości miejsc i barwniejszych bohaterów. Na koniec autorka przyszykowała niespodziankę, przychylnie do niej podeszłam, wiele wyjaśniała i spięła klamrą wszystkie wątki. Czy faktycznie zawsze warto posłuchać głosu intuicji, zdać się na jej podpowiedzi bez konsultacji z rozumem?

3.5/6 - w wolnym czasie
literatura obyczajowa, 492 strony, premiera 30.06.2021 (2018)
tłumaczenie Agnieszka Sobolewska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 21 września 2021

DOM HOLENDRÓW

ANN PATCHETT

"Jest w życiu kilka takich chwil, gdy podskakujesz i przeszłość, na której stałeś, odsuwa się do tyłu, a przyszłość, na której masz wylądować, jeszcze nie wjeżdża na swoje miejsce, a więc przez moment trwasz w zawieszeniu, niczego nie wiedząc i nikogo nie znając, a nawet siebie samego."

Pomimo licznych wskazówek, intuicyjnych podszeptów, naprawdę nie spodziewałam się, że powieść tak bardzo przypadnie mi do gustu. Chętnie zanurzałam się w historii, w której silne echa przeszłości sprawiały, że teraźniejszość wybrzmiewała szczególnie ujmująco, przekonywała kolorytem i różnorodnością. Losy postaci stały się tak bliskie, że identyfikowałam się z odczuciami, przybliżałam się do ich najintymniejszych wyznań. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak postąpiłabym w sytuacji, z którą Maeve i Danny zmuszeni byli zmierzyć się, czy wybrałabym ich ścieżkę decyzji, jak odebrałabym to, co zgotowali im bliscy. Co niezwykle cenne, także drugoplanowe postaci intensywnie przekonywały, a nawet te, którym przypisano ciemne cienie osobowości. Jakże ciekawa okazała się Andrea, nie w czasie dojrzałości a starości. Sandy i Jocelyn, pozornie osadzone w tle, kiedy bliżej przyglądałam się im, słyszałam, jak wiele miały do powiedzenia. Wielka niewiadoma okrywała Cyryla, natychmiast poddawałam go ocenie, a jednak za wszelką cenę chciałam głębiej sięgnąć prawdy krążącej wokół niego. Uzupełnieniem bohaterów były Norma i Bright, także je naznaczono nieszczęściem innych i próbą wyrwania się z własnych demonów osadzonych na postumencie samotności.

Ann Patchett sugestywnie odmalowała uczucia, delikatnie i stanowczo prowadziła po meandrach różnych scenariuszy życia. Fabuła łapała w pułapkę ciekawości i niecierpliwości poznawania. Kiedy weszłam w jej nurt, za nic nie chciałam wychodzić. Angażowałam się we wspomnienia. Nie tyle zdarzenia odgrywały główna melodię, a emocje, odbiór incydentów, zmiany nastawienia do tego, co przeszło i co właśnie toczyło się. Uważnie wsłuchiwałam się w głosy tych, co odeszli, zostawili po sobie niezatarty ślad istnienia. Cudowny pomysł na zdawałoby się wiecznie żywy Dom Holendrów, wybudowany w tysiąc dziewięćset dwudziestym drugim roku, wypełniony pamiątkami, które z jednej strony blokują nowe, z drugiej stają się jego bazą. Miałam wrażenie, że sama przez pewien czas w nim zamieszkałam, zachwyciłam się przejrzystością skontrastowaną z tym, co niewidzialne na pierwszy rzut oka. Szklane ściany, przez które można było zajrzeć do środka, spojrzeć na to, co dzieje się w środku, a zarazem głęboko skrywane traumy, zawody, wyrzuty sumienia, bolesne straty, niewidoczne dla innych. I wiele warstw tych samych wydarzeń odtwarzanych z różnych perspektyw. 

Zastanawiałam się, w jakim stopniu definiuje nas to, co przeżyliśmy, czy można wyrwać się z bolesnej przeszłości, oderwać od niemiłych widm tego, co minęło, rozliczyć innych i samych siebie, postawić no to, co było dobre, warte zabezpieczenia w pamięci? Kiedy rodzinne korzenie oplata toksyczny grzyb, czy mimo wszystko warto chronić je przed zniszczeniem? A może w takiej właśnie postawie ukrywa się prawda o nas samych, dojrzałości interpretacji i zwykłego człowieczeństwa? Conroyowie napisali własną wielopokoleniową opowieść, od dobrobytu po chude lata, od miłości do nienawiści, od szczęścia do niedoli, od zaufania do sceptycyzmu, jak wiele w niej prawdy o każdym z nas? Wspaniała powieść, wielowarstwowa, przejmująca, prawdziwa, refleksyjna, zwłaszcza w ostatniej odsłonie. Dużo z niej przytuliłam do serca, zachowałam w pamięci, poddałam interpretacji, dostrzegłam powtarzające się wzorce. Cieszę się, że na nią trafiłam, bardzo nam było po drodze. I ten wiele znaczący portret, z okładki książki i z jej treści, trudno mi było się nim nie zachwycić, kiedy wiedziałam już, co za nim się kryło.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 334 strony, premiera 19.05.2021 (2019), tłumaczenie Anna Gralak
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

OSZUKANA

CHARLOTTE LINK

KATE LINVILLE tom 1

"Wszystko zaczęło się tak niewinnie, tak niezauważalnie."

Podobało mi się, i to bardzo, szybko wdrożyłam się w przyjemny i rozbudowany styl narracji, natychmiast podchwyciłam atmosferę trudnego do zdefiniowania groźnego niebezpieczeństwa. Charlotte Link wzbudziła w bohaterach nieustanny dziwny niepokój i potrzebę troski o bezpieczeństwo bliskich, co znalazło odbicie w przeżyciach czytelnika. W miarę rozwoju akcji intensyfikowało się w poczucie bezpośredniego zagrożenia. Właśnie takie thrillery jak "Oszukana" sprawiają mi najwięcej frajdy czytelniczej, o odcieniu kryminału, z domieszką dobrze prowadzonej sensacji, gdzie wiele się dzieje, na granicy przetrwania, ze zgrabnie rozpisanym scenariuszem zdarzeń, wypełnionym efektownymi incydentami, bazującymi na mocnych emocjach, z ciekawie nakreślonymi portretami postaci, o różnorodnych osobowościach i postawach.

Co prawda, miałam zastrzeżenia do bierności życiowej kluczowych bohaterów, tendencją do nadmiernego użalania się nad sobą, oddawania steru życia nie zawsze życzliwemu losowi. Lecz dało się to wytłumaczyć zamysłem wytworzenia osobliwej aury braku poczucia własnej wartości, przekonaniu o niskich umiejętnościach dochodzeniowych, niepewności, która tak naprawdę nie wiadomo, skąd się brała. Autorka frapująco wnikała w te aspekty, sprawiała, że mocniej wierzyło się w motywy kierujące osobami, z jednej strony tak oddalonymi mentalnie od siebie, z drugiej pomimo odmiennych doświadczeń z natychmiast podchwytywanymi podobieństwami. Chętnie zapuszczałam się w te sfery psychologiczne. Autor scenariuszy filmowych z objawami wypalenia zawodowego, polityczny imigrant z traumą tortur reżimu Saddama Husajna, młoda dziewczyna przytłoczona aspektami nieoczekiwanej ciąży, nadkomisarz z syndromami byłego alkoholika, a przede wszystkim kobieta z bolesną raną samotności zawodowej i prywatnej.

Czterdziestoletnia Kate Linville, sierżant śledczy Scotland Yardu, przybyła do rodzimego miasta, aby bliżej przyjrzeć się prowadzonemu przez miejscową policję dochodzeniu w sprawie wyjątkowo brutalnego pobicia i zabicia jej ojca, emerytowanego funkcjonariusza policji kryminalnej. Śledztwo nie posunęło się do przodu od kilku miesięcy, zespół prowadzący zafiksował się na jednej teorii i nie spoglądał z różnych perspektyw. Kate, skazującej się na społeczne odosobnienie, ciężko było nawiązywać kontakty, wiele rzeczy wstrzymało ją na otwarcie wobec innych, zamykała się w niekorzystnych wyobrażeniach o samej sobie. Kobieta niszczyła sobie życie, ale jednocześnie dostrzegało się, że pomimo utrwalonych negatywnych nawyków pragnęła o nie walczyć. 

Sprawcą morderstwa kierowała wściekłość i nienawiść. Czy zatem można je było potraktować jako akt zemsty? Sprawa stała się dla wszystkich uczestników trudna i koszmarna. Pojawiły się nowe ofiary, z każdym krokiem robiło się bardziej nieprzyjemnie i problematycznie. Niepozorne aspekty zmieniały się w coś szalenie ważnego. Właściwe wskazówki odnośnie prawdy były tuż pod powierzchnią, ale nikt ich nie dostrzegał na czas. Czy Kate udało się zajrzeć tam, gdzie nie dotarła policja? Czy dostrzegła to, co innym umknęło w zalewie nieistotnych informacji? Poznaj też inne książki Charlotte Link przybliżone na Bookendorfinie ("Decyzja" i "Ostatni ślad")

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 552 strony, premiera 16.10.2019, tłumaczenie Anna Makowiecka-Siudut
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.