R.D. WINGFIELD
JACK FROST tom 5
„Potrafię rozwiązywać sprawy prowadzone przez kolegów, za to nie umiem poradzić sobie z własnymi.”
Niemal siedemset pięćdziesiąt stron a powieść wcale nie dłużyła się. Zespoliłam się już z charakterem kluczowej postaci, nawiązałam z nią solidną nić sympatii, wybaczyłam niestosowne żarty, jednocześnie z uznaniem przyjmowałam celne riposty i trafne spostrzeżenia. Inspektora Jacka Frosta nie sposób było obojętnie traktować, wywoływał ekstremalnie mieszane odczucia, ale w tym tkwił jego charakterystyczny rys, trzeba przyznać, że konsekwentnie wykreowany i prowadzony.
Piąty tom skupiał się na rozwiązaniu sprawy kradzieży biżuterii, portfela, napadu na sklep, skoku na stację benzynową, śmierci młodej prostytutki, znalezieniu ciała innej kobiety lekkich obyczajów, szkieletu odkrytego w domu wystawionym na sprzedaż, a także zaginięcia dwójki dzieci chodzących do tej samej szkoły. Nie było łatwo, nagromadzenie incydentów, utknięcia w martwych punktach, brnięcie w ślepe uliczki. Czy trzeba było uciekać się do naginania faktów, żeby poszczególne elementy do siebie pasowały i odpowiadały wysuwanej teorii? A może doszło do przełomowego momentu, niezmiernie potrzebnego w detektywistycznej pracy, a bazującego na prawdzie? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii („Frost i Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”, "Frost i mordercze zadanie").
4/6 – warto przeczytać
kryminał, 738 stron, premiera 01.01.2009 (1999), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.









