„Oczywiście wiem, że to są dosyć odważne marzenia, ale ja się w marzeniach nie zamierzam hamować… Jak marzyć, to na całego.”
Każdy z nas o czymś marzy, pragnie, aby zrealizowały się, ale jakże często zaniedbuje ich spełnienie, czekając aż same to zrobią. A przecież tak naprawdę nie chodzi w nich o satysfakcjonującą finałową odsłonę, dojście do celu, a o drogę ku niej prowadzącą i kształtującą nas wewnętrznie. W tym wszystkim potrzeba więcej niż szczyptę miłości do siebie samego, szacunku wobec pragnień i zrozumienia celu. Wiele w procesie urzeczywistniania marzeń może przeszkadzać, stanowić barierę, blokować wyobraźnię, ale warto trwać w postanowieniach, nadawać im pożądany kształt, wprowadzać w codzienność, nawet jeśli pojawiają się niesprzyjające warunki, okoliczności i ograniczenia. Jeśli w życiu gubimy marzenia, gubimy samych siebie, wyrzekamy się indywidualności, pozostajemy w fałszywej tożsamości.
„Święto ognia” dobrze mi się czytało, chętnie poddawałam się refleksyjnemu urokowi, czułam moc emocji targających postaciami. Ciekawe wątki krążyły wokół głębokiego osadzenia w rodzinie, próżności, braku miłości, niepełnosprawności, a nawet samobójstwa. Różnorodne spojrzenia na świat, bliskość, miłość, stratę, obowiązek, wolność i siebie samych. Kiedy otworzyłam czytelniczą wyobraźnię i gotowość do odczuwania, książka przyjemnie przylegała do mnie, wzruszała i zastanawiała, uwrażliwiała i wciągała. Nie wszystko zabrzmiało przekonująco, ale zadziwiające, że w tym przypadku zastrzeżenia nie rzutowały znacząco na odbiór przygody czytelniczej. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Jakuba Małeckiego („Rdza”, „Ślady”, „Dygot”), przedstawionymi na Bookendorfinie.
(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 256 stron, premiera 15.09.2021
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.














