poniedziałek, 16 lutego 2026

CZTERY PORY ROKU Z EWĄ WOYDYŁŁO

[PRZEDPREMIEROWO] 

PRZEWODNIK PO CODZIENNOŚCI

EWA WOYDYŁŁO

"Może najważniejszym zadaniem pamięci nie jest ocalanie przeszłości, lecz ocalanie przyszłości?”

Sięgam po książki Ewy Woydyłło, kiedy w życiu dzieją się rzeczy, które niekoniecznie chciałabym, aby zaistniały, rzeczy pojawiające się niezależnie ode mnie, wyzwalające negatywne uczucia i poczucie szeroko rozumianej straty. Złote myśli i cenne wskazówki pozwalają zgrabniej i szybciej wkroczyć w świat z pozytywnymi emocjami. Teksty wybrane do tej publikacji, napisane w latach od dwa tysiące osiem do dwa tysiące dwadzieścia pięć, poznałam wcześniej, jednak przyjemnie jest przypomnieć je sobie, odświeżać zdrowe spojrzenie na siebie samą i zewnętrzne otoczenie. Oczywiście wiem, że trzeba z życia brać najwięcej jak się da, stwarzać możliwości samorozwoju, nadawać kierunek codzienności, lecz jakże często fiksuję się na tym, co w danej chwili, a nawet przeszłości i przyszłości, wydaje się najważniejsze, poddaję się presji czasu, zapominając o konieczności celebracji każdego dnia. Wówczas zbiór przypominajek o tym, co naprawdę istotne, okazuje się jak najbardziej cennym doznaniem dla duszy i spokoju.

Autorka przypomina, że życie biegnie właśnie teraz, w tej chwili, w danym momencie, tylko ode mnie zależy, czy świadomie poświęcę mu czas, wypełnię przeżywaniem, różnorodnymi pasjami i realizowaniem marzeń. Każda pora roku stanowi idealną okazję do wprowadzenia korzystnych zmian, uporządkowania własnej przestrzeni, pracy nad odzyskaniem sił fizycznych i duchowej radości życia. Warto porzucić szkodliwe nawyki i przywary, zabierające zdrowie, zatruwające umysł, niszczące społeczne relacje, a skoncentrować się na rozwijaniu pozytywnego myślenia, optymistycznego podejścia nawet do nieuniknionych problemów, pielęgnowaniu wewnętrznej młodości i wdzięczności. Jakże wiele satysfakcji daje podnoszenie kwalifikacji, penetrowanie ciekawych dziedzin nauki, poszukiwanie własnego ja i wyrażania siebie, dowiadywania się czegoś nowego o sobie, gdyż stworzyłam ku temu warunki. Cudowne uczucie spełnienia w budowania poczucia własnej wartości, wiary w siebie, zrozumienia i akceptacji samego siebie. Właśnie w tych aspektach tkwi siła doświadczania życia i dzielenia się tą siłą z bliskimi.

Przewodnik po codzienności pięknie wydany, z barwionymi kwiatowym wzorem brzegami, przydatną zakładką i optymistyczną kolorystyką. Sięgając po niego natychmiast przywołuję pozytywne skojarzenia, wypełnione nadzieją na szczęście wyrażane po swojemu, szczerą radością, że znajduję chwilę tylko dla siebie, na spokojne przyjrzenie się sobie i swojemu życiu, zastanowienie się, jak uczynić je lepszym, pełniejszym i pogodniejszym. Książka zawiera pouczające i podnoszące na duchu ważne myśli, każdą z nich znam, ale w grupie intensywniej przemawiają. Zachęca do wprowadzania zmian i przemiany na lepsze. Podsuwa praktyczne rady, podpowiedzi, instrukcje, a także rozwijające ćwiczenia, ćwiczenie gimnastyczne duszy praktykuję od wielu lat. Znajduję konkretne przykłady i humorystyczne nici. Narracja przyjemna i przyjazna, zrozumiale wyjaśnia i zachęca do świadomej obecności, pozyskiwania odwagi, angażowania się w życiu w dziedzinach, które kształtują je na własny sposób i wspomagają wyrażanie siebie poprzez szeroko rozumianą kreatywność. Zerknijcie również na inną książkę Ewy Woydyłło, przedstawioną niedawno na Bookendorfinie, zatytułowaną "Wszystkiego najlepszego!".

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, psychologia, 202 strony, premiera 25.02.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 

sobota, 14 lutego 2026

MĘŻCZYZNA, KTÓRY GONIŁ SWÓJ CIEŃ

MILLENNIUM tom 5

DAVID LAGERCRANTZ

„Prawda często jest trochę niespodziewana, a nawet nielogiczna, bo my, ludzie, nie jesteśmy do końca racjonalni.”

Kontynuuję przygodę z serią z udziałem dziennikarza Mikaela Blomkvista i hakerki Lisbeth Salander. Silne wrażenia czytelnicze, trzymają w napięciu, skłaniają do szybkiego odwracania stron w pogoni za rozbudowaną akcją. David Lagercrantz i w piątym tomie dał radę utrzymać wysoki poziom, chociaż pozostawił z niedosytem tajemniczej otoczki krążącej wokół dzieciństwa Lisbeth. Wkradła się delikatna przewidywalność i zbyt szybkie ujawnianie kart prawdy. Wygórowane oczekiwanie, spowodowane bardzo wysoką oceną poprzednich odsłon, może nastawiać odrobinę mniej sprawiedliwie. Tym niemniej, jestem bardzo przychylna serii, a „Mężczyzna, który gonił swój cień” szalenie sympatycznie wciągał, dawał ponieść się fantazji, a jednocześnie zwracał uwagę na problemy w świecie naukowym, społecznym i dziennikarskim, wynikające z ludzkiego mroku. 

Mocna sensacja objawiała się w systemie więziennictwa, trudno było uwierzyć w przebieg zdarzeń, jednak tak frapująco podkręconych, że cechę tę brałam za dobrą monetę dla fabuły. Intryga swobodnie niosła, postaci dostosowały się do oczekiwań, klimat mega zachęcał. Lisbeth miała podejrzenie, że jej dzieciństwo miało jakiś zasadniczy element, który trudno ogarnąć i zrozumieć. Kobieta najpierw musiała ustalić prawdę, by dotrzeć do sedna i ewentualnie móc się mścić. Mikael pracował nad nowym sensacyjnym artykułem, piętnującym patologię zachowań, i nie zdawał sobie sprawy, na jak wielkie niebezpieczeństwo narażał się. Pojawiły się nowe postaci wiele wnoszące do scenariusza. Obecność komisarza Jana Bublanskiego wywoływała uśmiech. Co charakterystyczne dla serii, zagłębiałam się w przybliżany rodzaj zaburzeń – hiperakuzję i parakuzję. Zerknij na wrażenia ze spotkań z poprzednimi tomami serii ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął", „Co nas nie zabije”) i na inne książki Davida Lagercrantza („Człowiek, który wyszedł z mroku”, „Memoria”, „Post mortem”), przedstawione na Bookendorfinie.

5/6 – koniecznie przeczytaj
sensacja, thriller kryminalny, 420 stron, premiera 07.09.2017, tłumaczenie Maciej Muszalski
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 13 lutego 2026

CO NAS NIE ZABIJE

DAVID LAGERCRANTZ

MILLENNIUM tom 4

„Prawda często jest nieprawdopodobna. To ją nawet wyróżnia.”

Bardzo spodobała mi się twórczość Davida Lagercrantza, książki jego pióra, które dotychczas poznałam, sprawiły wiele przyjemności czytelniczej („Człowiek, który wyszedł z mroku”, „Memoria”, „Post mortem”). Z kolei, po odbyciu przygody czytelniczej z „Co nas nie zabije”, czwartego tomu niesamowitej serii „Millennium” ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął"), stwierdziłam, że wybór pisarza na kontynuatora serii, okazał się strzałem w dziesiątkę. Udało mu się wpasować nie tylko w profile postaci wykreowane przez Stiega Larssona, konsekwencje scenariusza zdarzeń, sensacyjny klimat, ale też w przesłania płynące z fabuły i styl narracji, chociaż w tym ostatnim w naturalny sposób przemyca też coś od siebie. Powieść trzymała w napięciu, nie tak bardzo jak u Larssona, ale na wysokim poziomie. Wiele się działo od strony dziennikarskiego śledztwa, państwowych agencji, informatycznych przełomów, spiskowych teorii, biznesowych zależności, hakerskiej aktywności, osobistej zemsty i bezwzględnych zabójstw. 

Okazało się, że można jednocześnie kochać swoją pracę i się jej bać, zwłaszcza jeśli wejdzie się w sferę sztucznej inteligencji, a tym bardziej superinteligencji. Jako, że studiowałam cybernetykę, chętnie wnikałam w zagadnienia sieci neuronowych, entuzjastycznie przyjęłam wstawki o technologicznej osobliwości, hipotetycznym momencie w rozwoju cywilizacji, ogromnym ryzyku dla ludzkości, jeśli nawet nie zagładzie, to kolosalnych zmian gatunku ludzkiego, szykującym się nowym porządku inteligencji i egzystencji. Mogłam śmiało sparafrazować myśl ten, kto nadzoruje naród, w końcu sam znajdzie się pod nadzorem w myśl: ten, kto nadzoruje AI, w końcu sam znajdzie się pod jej nadzorem. Przychylnie przyjęłam pojawienie się postaci z autystycznymi cechami, ejdetyczną pamięcią i ponadprzeciętną umiejętnością dostrzegania szczegółów, owocującymi zadziwiającymi zdolnościami matematycznymi i trójwymiarową perfekcją rysunku. Przedstawienie innej niż zazwyczaj formy wybitnego geniuszu, tym razem z zaburzeniami, mocno ograniczonymi możliwościami poznawczymi, przybliżało do zrozumienia niesamowitych efektów funkcjonowania mózgów sawantów.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
sensacja, thriller kryminalny, 504 strony, premiera 27.08.2015, tłumaczenie Maciej Muszalski
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 12 lutego 2026

DZIEWCZYNA, KTÓRA IGRAŁA Z OGNIEM

MILLENNIUM tom 2

STIEG LARSSON

„Tego dnia przestał wyobrażać sobie jej śmierć, 
tego dnia zaczął ją planować.”


Dla takich książek jestem w stanie zarwać noc, mega trzymająca w napięciu sensacja, wiele się dzieje, liczne zwroty akcji, zaskakujące obroty spraw. Wszystko w szybkim rytmie zmian scen i odkrywaniu tajemnic. Mocnym atutem powieści są bohaterowie, z wielką precyzją i ostrym pazurem wykreowani, mający w sobie coś, co sprawia, że jestem w stanie uwierzyć w ich istnienie, a przez to chętnie towarzyszę im we fragmentach odsłon losów, z teraźniejszości i przeszłości. Styl pisania Stiega Larssona imponuje drobiazgowością, podkręcaniem intrygi w sposób pozornie niezauważalny, a jednak osiągający znakomity efekt w oczach czytelnika. Zabawa w sensację na wysokim poziomie, bez chwili oddechu, bez zabezpieczeń i gwarancji dla bezpieczeństwa, a nawet życia postaci. 

Podoba mi się dopracowanie otoczki szwedzkiej rzeczywistości społecznej, trendów ukazujących cienie polityczne, biznesowe, prawne, kulturowe i dziennikarskie. Wiele z własnych doświadczeń reprezentanta mediów pisarz włączył do serii. Spoglądając na prowadzenie śledztwa, przez policję lub właściciela gazety, czuje się efekt znajomości praktyki i realiów. Z takimi thrillerami szalenie mi po drodze, wygodnie i frapująco. "Dziewczyna, która igrała z ogniem" wciąga i nie pozwala oderwać się od akcji, mocno angażuje w pogoń za faktami i konsekwencjami dawnych czynów. Chociaż wcześniej miałam przyjemność przeżyć tę przygodę czytelniczą, to wciąż znakomicie się przy niej relaksuję. Nawet jeśli pamiętałam wiele ze scenariusza zdarzeń i reakcji bohaterów, i tak skupiam uwagę. W drugim tomie Lisbeth wplątuje się w kosmiczne kłopoty, zaś Mikael próbuje pomóc. Nie zdradzam fabuły, każdy element się liczy, odkrywajcie sami, czy faktycznie nie ma niewinnych, a może to tylko kwestia różnego stopnia odpowiedzialności? Zerknijcie również na wrażenia po spotkaniu z pierwszą odsłoną „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, tym bardziej, że serię należy czytać zgodnie z numeracją tomów. Wyobrażam sobie, jaka wspaniała byłaby dalsza twórczość Stiega Larssona, gdyby pisarz wciąż żył.

6/6 – rozkosz czytania
sensacja, thriller kryminalny, 700 stron, premiera 01.07.2010 (2006), tłumaczenie Paulina Rosińska
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 11 lutego 2026

KONIEC ŚWIATA TEMPLARIUSZY

BOLESŁAW CHRABOTA

"Tam, gdzie w grę wchodzą złoto i władza, nie ma miejsca na kompromis.”

Średniowiecze nie należy do ulubionych klimatów czytelniczych, znacznie bardziej cenię starożytność. Jednak, kiedy tytuł przywołał templariuszy, skusiłam się na przygodę z ich udziałem. I nie żałuję, otrzymałam nawet więcej niż się spodziewałam. Powieść doceniłam z wielu względów. Oczywiście, najważniejszy to moc przykuwania uwagi, entuzjastyczne wciąganie w scenariusz zdarzeń, sprawianie, że nie chciałam odrywać się od stron książki. Przekonało bogactwo postaci, oraz to, że autor przydzielił im ciekawe życiorysy, obdzielił atrakcyjnymi osobowościami, uwzględnił nieco tajemniczą przeszłość. Może przydałoby się większe pogłębienie motywów i postaw, ale to, co zostało zaprezentowane zadowoliło mnie. 

Dobrze bawiłam się podążaniem tropem historycznych miejsc, postaci i zdarzeń. Cieszyło mniej lub bardziej fikcyjne dopisywanie szczegółów. Spodobał się styl narracji, plastyczny i sugestywny, z przekonującymi dialogami, łatwymi do przeniesienia przez wyobraźnię opisami, zwróceniem uwagi na detale i emocje. Książka liczyła niemal czterysta trzydzieści stron, a w żadnym momencie nie wywołała wrażenia znużenia czy choćby delikatnego zmęczenia. Bogusław Chrabota doskonale poradził sobie z odpowiednim rozłożeniem intrygi na przestrzeni opowieści. Wciągał wstęp pełen elementów podszytych niebezpieczeństwem i szalonym wyzwaniem, przykuwał uwagę środek wypełniony wyjątkowymi przygodami i apelami, satysfakcjonował finałowy etap scenariusz zdarzeń, zaskakujący odsłoną prawdy o sobie i wierze. Pierwsze spotkanie z twórczością pisarza zaliczyłam do bardzo udanych, zaangażowałam się w poznawanie końca świata templariuszy w spiskowym i bezwzględnym wydaniu.

Świat zamarł trzynastego października tysiąc trzysta siódmego roku. Samo niebo zdawało się ostrzegać ludzkość przed czymś ekstremalnie haniebnym i podłym. Stolicą, z której wypełzło największe zło zazdrości, gęsta od mroku żądza bogactwa i oparta na okrucieństwu zemsta, okazał się Paryż. O ile mieszkańcy miasta, stłamszeni trwogą o własne życie, naznaczeni wrogą i złośliwą propagandą, ograniczeni prostotą rozumowania, mogliby znaleźć, do pewnego stopnia, usprawiedliwienie w oczach odbiorcy, to największy despota ówczesnych czasów, Filip IV Piękny, i jego poplecznicy, już nie. Cudownie wyczuwałam atmosferę grozy ataku na Świątynię, pozbawienie wpływów, zszarganie wizerunku, odebranie życia i majątku templariuszy. 

Zakonowi Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona zadano skryty cios w serce, zalewając potężną siłą oszczerstw i okrucieństwa, na zawsze eliminujący z gry religijnej i politycznej. Po bezwzględnej rozprawie z tysiącami wyłapywanych ukrywających się członków, rycerze odziani w biały strój z krzyżami w kolorze krwi Zbawiciela już nigdy nie podnieśli się. Zafascynowałam się losami fikcyjnego Henryka Vaudémonta, przeszłością, służbą i wypełnianiem misji powierzonej przez wielkiego mistrza Jakuba de Molay, strażnika Grobu Pańskiego. Towarzyszyłam kluczowej postaci w wielu podróżach i przygodach, nadziei i zwątpieniu, przyjaźni i zdradzie, życzliwości i oszustwie. Czy naprawdę okazał się człowiekiem na właściwym miejscu, silnym duchem i mieczem? Czy dotarł do najistotniejszej relikwii Francji? Czy poznał największą tajemnicę królestwa? Zakończenie nieco rozczarowało, nie spodziewałam się, że tak mocno przywrze do romantycznej nuty, która generalnie wydała mi się przekoloryzowana. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
powieść historyczna, 426 stron, premiera 09.09.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

wtorek, 10 lutego 2026

WŁAMANIE

TOMASZ TOMASZEWSKI

„Nie możesz wybrać, żeby nie płacić ceny, możesz tylko wybrać, jaką cenę zapłacisz.” Jordan B. Peterson

Solidnie rozwinięta fabuła mrocznej opowieści. Spełnia warunki dobrze umocowanego horroru. Reprezentuje klasyczne podejście do gatunku we własnym stylu. Wiele się dzieje, sceny dynamicznie wymieniają się i nabierają szkarłatnego koloru. Podskórnie czuje się, że za incydentami skrywa się tajemnica rzucająca długie cienie na postaci. Osobowości niepogłębione, ale prezentują się różnorodnie. Przynależą do barwnych akcentów powieści, angażuję się w śledzenie ich reakcji i zachowań. 

Czwórką włamywaczy, w wieku między trzydziestką a czterdziestką, dowodzi Aleksander. Mężczyzna konkretny i niewahający się użyć przemocy. Mózg operacji i niekwestionowany lider grupy. Mistrzem w rozpracowywaniu systemów alarmowych jest Staszek, sejfów Witek, zaś nieprzeciętne zdolności hakerskie wykazuje Romek. Zgrana ekipa, wielokrotnie już na akcji, uczestniczy w spotkaniu rekrutacyjnym o zastanawiającym wydźwięku. Pomimo obiekcji, podejmują się zlecenia kradzieży obrazu i biżuterii, tym bardziej, że załatwienie sprawy nie powinno nastręczać większych kłopotów. Lokalizacją jest domek letniskowy na leśnym uboczu, oddalony od innych zabudowań. Jednakże sytuacja od początku wymyka się im spod kontroli.

Tomasz Tomaszewski zręcznie podkręca napięcie niedopowiedzeń i nieprzewidywalnych elementów. Wiem, czego się spodziewać, eliminacja rządzi się utartymi szlakami, ale i tak się wciągam. Podoba mi się majstrowanie przy suwaku odczuć powiązanych z postrzeganiem kogoś jako dobrego lub złego. Wrażenia mieszane nie tylko ze względu na okoliczności, ale również fach złodziejski i uczestnictwo świadków. Intuicja podsuwa mi podejrzenia, ale nie przyjmują konkretnej formy. Dopiero w finałowej odsłonie naświetlone fakty pozwalają zrozumieć bieg zdarzeń i wycinają niezły numer w sprytnej, prowokacyjnej i bezwzględnej grze. Autor udanie prezentuje lęk i dezorientację, gniew i desperację, przebiegłość i pragnienie zemsty. 

Styl narracji przyjazny i konkretny, obejmuje przeżycia i spostrzeżenia niemal każdej z postaci. Otrzymują główną rolę w scenariuszu mrocznych intencji i niebezpiecznych decyzji. Nie do końca zgrywam się z błyskawicznym przeskakiwaniem między myślami bohaterów, ale nie odbiera mi to pozytywnego odbioru historii. Rozumiem, czym kieruje się autor, szerszym obrazem emocji, z orientacją na jednostkę. Przyjmuję to jako indywidualny styl pisania. Inny odbiorca horroru może uznać wyliczankę myśli i odczuć jako cenne dopełnienie, gdyż wówczas opowieść wyda się mu bardziej prawdziwa. Jestem zadowolona ze spotkania z "Włamaniem", atrakcyjnie bawię się w klimacie horroru, jestem ciekawa, co pojawi się na kolejnych stronach, zastanawiam się, jak interpretować bieg zdarzeń, staram się wyczuć jakiego sekretu nie znam. Doceniam dreszczyk wsparty aurą izolacji, zamknięcia i ryzyka śmierci, czegoś, co skrywa się pod pierwszym wrażeniem i nieustanną prowokacją. Przekonuje akcja nasycona incydentami, właśnie tak jak lubię, a zaskakujące znaczenie i przesłanie zakończenia znacznie podnosi rangę horroru. 

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 276 stron, premiera 22.10.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 9 lutego 2026

DZIKI, MROCZMY BRZEG

[PRZEDPREMIEROWO] 

CHARLOTTE MCCONAGHY

„Trauma żyje w zwierzętach tak samo jak w kolejnych pokoleniach ludzi.”

Mega satysfakcja czytelnicza. Książka wciągnęła mega intensywnie, i co warto podkreślić, z wielu perspektyw. Od strony intrygującej fabuły, trzymającej w napięciu, subtelnie rozwijającej wątki, umożliwiającej prawdzie wypłynąć na powierzchnię oceanu uczuć. Również ze względu na szalenie przekonujące uchwycenie piękna przyrody. Nie nastawiałam się na typowy thriller, byłam uprzedzona o oryginalności powieści, a i tak mocno zaskoczyła na plus. Nie potrafiłam wskazać, czy bardziej zaangażowałam się w zdumiewające bogactwo fauny i flory, tylko pozornie opuszczonej przez naturę wyspy, czy w złudnie zwyczajną historię ludzi czasowo na niej przebywających. 

Z radością poruszałam się po stronach książki, chłonęłam słowa i przekazy, śledziłam wzory narracji autorki, ale co dla mnie bardzo cenne w przypadku przygód czytelniczych, tworzyłam własną przestrzeń przeżywania w trakcie odbioru opowieści. Zachwycałam się solidnymi umocowaniami scenariusza zdarzeń do egzystencji naturalnych mieszkańców skrawka lądu i człowieka. Odkrywałam i analizowałam wiele stycznych, węzłów zależności, wzorów zachowań, skrajnych postaw i odczuć. Charlotte McConaghy wrażliwie i z wyczuciem oprowadzała po łamiącej serce i poddającej w wątpliwość prawo istnienia gatunku ludzkiego, historii wyspy, po tym, co teraz się z nią działo, i jaka jawi się jej przyszłość. 

Jednolicie brzmiały ważne ekologiczne przesłania, nienachalne i niebezpośrednie, jednak nakłaniające do pochylenia się nad cennymi świadectwami istnienia, nawet najmniejszym ziarenkiem życia. Doskonałość ekosystemu wyspy, zadziwiające fakty o nim, krążąca wokół prawda, że nie ma życia bez innego życia, śmiało przebijały się do mojej świadomości. Smucił kontrast tego, co wyspa oferowała światu z pazernością człowieka, toksycznym wpływem na środowisko, bezwzględnym wyborem własnego gatunku.

Autorka przebiła się przez mój pancerz wyboru niedostrzegania wielu spraw powiązanych z ochroną natury, bym nie musiała cierpieć poprzez obrazy i słowa, ze względu na niemoc dokonywania znaczących zmian. Uruchomiała najgłębsze pokłady mojej wyobraźni i obudziła wrażliwość na krzywdę wyrządzaną przez człowieka przyrodzie. Z bólem czytałam chociażby o pingwinach i wielorybach, tym bardziej, że w trakcie lektury z zachwytem dostrzegałam detale ich piękna i dzikości. Podobało mi się, że McConaghy zastosowała prostolinijność i przenośnię w stwierdzeniu, że to co dajemy światu, po jakimś czasie wraca do nas, często zwielokrotnione. 

Uważnie przyglądałam się życiu walczącemu na wyspie otoczonej oceanem w sztormowych okolicznościach, szarpanej przez potężne zrywy wiatru, lodowatą wodę i wszechobecny piasek. Miejsce odcięte od świata, w ekstremalnych warunkach pogodowych, w promieniu wielu tysięcy kilometrów bez żadnego lądu, z najbliższą daleką sąsiadką Antarktydą. Delektowałam się klimatem izolacji, braku możliwości wezwania pomocy, trzymania się życia z uporem godnym podziwu. To także niesamowity klimat powietrza gęstego od niespokojnych duchów zmarłych, obecności śmierci tak bliskiej, na wyciągnięcie ręki, walki o każdy ruch i oddech.

Pisarka intrygująco obrazowała to, co działo się z czteroosobową rodziną, kiedy ocean wyrzucił na plażę umierającą kobietę. Ojciec i trójka dzieci, żyjący na wyspie obiekcie dziedzictwa światowego UNESCO, pilnujący Światowego Banku Nasion ONZ, mierzą się nie tylko z twardymi warunkami środowiska, ogromną stratą z przeszłości, ale również z tym, co nieznajoma kobieta wnosi w ich życie. Dziewięciolatek Orly, zamiłowany w wiedzy o przyrodzie, siedemnastoletnia Fen, pływająca niczym podwodne zwierzę, osiemnastoletni Ralf, z siłą młodego mężczyzny. I otaczający ich opieką Dominic, narzucający ojcowskie spojrzenie na świat i rolę człowieka, starający się trzymać rodzinę w całości. A Rowan, kobieta cudem ocalała podczas sztormu, stopniowo upewniająca się, że coś było nie tak na wyspie, krok po kroku starająca się dociec prawdy, przyjąć udział w niebezpiecznej grze pozorów. 

Autorce udało się z jednej strony w bezpośredni i szczelnie przylegający do pamięci i emocji postaci, z drugiej okrężny i przeskakujący nieistotne szczegóły, sposób przedstawić bieg spraw. Sukcesywnie docierałam do źródeł kłamstw, odsłon prawdy i nadrzędnej obiektywności. Poddałam się stylowi narracji, plastycznemu i surowemu jednocześnie, wnikającemu w czytelniczą duszę, przenoszącemu wprost na Shearwater, z latarnią i stacją badawczą. Niezwykła podróż do dzikiej przyrody i w mroczną naturę człowieka, do piękna egzystencji i cudów miłości, świadomej odpowiedzialności i poświęcenia. Wiele mogłabym jeszcze pisać o "Dzikim, mrocznym brzegu", ale pozostawiam wam radość i satysfakcję z odkrywania kolejnych perspektyw przeżywania opowieści. 

6/6 – rozkosz czytania
thriller, literatura obyczajowa, 332 strony, premiera 12.11.2025
tłumaczenie Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

niedziela, 8 lutego 2026

TA, KTÓRA MUSI UMRZEĆ

MILLENNIUM tom 6

DAVID LAGERCRAMTZ

"Podwójni agenci podają się za lojalnych współpracowników, w rzeczywistości zaś służą komuś zupełnie innemu… Zdarza się, że oni sami tego (komu służą) nie wiedzą.”

Niestety, szósty to nie wywołał mocnych wrażeń. Ciekawie się w nim poruszałam, interesowało mnie, jak dalej rozwinie się sytuacja, lecz miałam wrażenie wkradania się pierwszych oznak przeciętności. Mocna sensacja, ale w porównaniu do poprzednich odsłon sporo traciła. Nawet szybki rytm akcji, nasycenie fabuły sensacyjnymi incydentami, tajemnice z przeszłości rzutujące ogromny wpływ na teraźniejszość, nie sprawiły, że czułam dreszcze napięcia i niepewności. Miałam odczucie, że David Lagercrantz skompletował kolejny tom, ale jakby bez przekonania. Już sam fakt, że objętość powieści dużo mniejsza, brakowało wyjątkowo dokładnych opisów, usytuowania szczegółowego kontekstu, jak zdążyłam przyzwyczaić się i docenić w poprzednich tomach. Liczyłam na coś więcej, ale i tak mi się podobało na tyle, by wkręcić się, zwłaszcza ze względu na kryminalne wątki i psychologiczne zawiłości, jednak ze świadomością niskiego prawdopodobieństwa zdarzeń. 

Różnorodne scenerie akcji, współczesne sztokholmskie tło, moskiewski rzut oka, oraz zbliżanie się do wydarzeń na Mont Evereście sprzed dekady, tragedii, która rozegrała się w dwa tysiące ósmym roku, owiana dużym ładunkiem zagadkowości. Historia odsłaniała coraz to nowe warstwy, spiskowe zapętlenia, dziennikarskie dochodzenia, fabryki fake newsów, hakerskie wpływy i dowody niezniszczalności pragnienia zemsty. Wszystko zaczęło się od pozornie nic nieznaczącej śmierci pijanego żebraka na ulicy stolicy Szwecji. Mikael Blomkvist stanął przed skrajnie niebezpieczną próbą dociekliwości i wytrwałości, Lisbeth Salander pozostała wierna osobliwym przyzwyczajeniom i postanowieniom, zaś Catrin Lindas, czołowa komentatorka i felietonistka, na chwilę dopuszczona została do uczestnictwa w pierwszym planie. Zerknij na wrażenia ze wcześniejszych spotkań z serią ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął", „Co nas nie zabije”, "Mężczyzna, który gonił swój cień") i na inne książki Davida Lagercrantza („Człowiek, który wyszedł z mroku”, „Memoria”, „Post mortem”), przedstawione na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller kryminalny, 412 stron, premiera 22.08.2019, tłumaczenie Inga Sawicka
Książka wypożyczona z biblioteki.

BLIZNA

ANTONIA SCOTT (prequel tom 0.5) 

JUAN GÓMEZ-JURADO

"Rzeczy, które najbardziej nas przerażają, zwykle najbardziej nas fascynują.”

Początkowo wydawało mi się, że powieść spełni moje oczekiwania, gładko poniesie klimatem thrillera, wciągnie w niepokojąca intrygę, dostarczy wielu satysfakcjonujących wrażeń. Niestety, im dłużej spędzałam w niej czas, tym bardziej się do niej zrażałam. Najbardziej drażniło zachowanie kluczowych postaci, on geniusz i nieudacznik, ona ogarnięta zemstą, której źródło wypływało z dzieciństwa. Autor nie miał złego pomysłu na fabułę, wiele się działo, jednak trudno było wczuć się w przebieg zdarzeń. Ogromne nieprawdopodobieństwo incydentów, zaskakująco infantylna postawa bohaterów, udział policji w niewiele wnoszących zrywach, to znaczące zastrzeżenia.

Rozumiałam próbę skrajnego kontrastowego zespolenia Irini i Simona, ale nie przekonało mnie. Motywy postępowania były klarowne, ale sfera emocjonalna i podejmowane na jej podstawie decyzje już zdecydowanie nie. Uczestnictwo Arthura w tle akcji wniosło ciekawy element do fabuły, lecz nie został w pełni wykorzystany. Przyznam, że nie czułam niepewności podczas poznawania książki, było mi obojętne, co się z kim stanie, czy sprawiedliwość dostanie swoją rolę, albo czy zburzone zostaną stare prawa i ustanowiony nowy porządek przestępczości. Nie natrafiłam na nic oryginalnego w powieści, powielane po wielokroć pomysły, słabe umocowanie psychologiczne postaci, mało zaskakujących obrotów spraw. „Blizna” mnie zawiodła, szybko zapomnę o niej, dłużej we wspomnieniach utrzymają się poprzedniczki serii („Reina Roja. Czerwona Królowa”, „Loba Negra. Czarna Wilczyca”, "Rey Blanco. Biały król"). 

3/6 – w wolnym czasie
thriller, 476 stron, premiera 15.02.2024 (2015), tłumaczenie Barbara Bardadyn
Książka wypożyczona z biblioteki.

sobota, 7 lutego 2026

POWRÓT DO NOWEGO JORKU

DETEKTYWKA W PODRÓŻY tom 2

NICKI GREENBERG

"Jedynym sposobem na oczyszczenie kogoś z podejrzeń jest znalezienie prawdziwego sprawcy.”

Wciągająca, barwna i trzymająca w napięciu powieść. W pewnym momencie złapałam się na spostrzeżeniu, że chociaż książka kierowana do młodego odbiorcy, powyżej dziewięciu lat, to intryga na tyle ciekawie skonstruowana i przedstawiona, że jako dorosła osoba chętnie i zajmująco za nią podążałam. Naprawdę mnie zaciekawiła. Wyśmienicie bawiłam się w interpretowanie zdarzeń, wyjaśnianie incydentów, snucie domysłów. Nicki Greenber znakomicie zakamuflowała tożsamość mordercy, wodziła czytelnika za nos, podsuwała mylne tropy. A w tym wszystkim, uwzględniała spokojny rytm dochodzenia do prawdy, w przeciwieństwie do szybko rozwijanej akcji. Podobał mi się retro klimat kryminału. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby w miarę wiernie opisać wygląd Nowego Jorku pod koniec lat dwudziestych dwudziestego wieku. Strzelistych budowli wyrastających jak grzyby po deszczu, dobrej passy rozwoju artystycznego życia, w tym teatru, opery, jazzowych klubów, hotelowych restauracji i znaczących imprez modowych. Metropolię otaczał imponujący blask reklam, nigdy niegasnących świateł, wysublimowanej socjety, niewyobrażalnego bogactwa. Ale w tle odwołania także do prohibicji i segregacji rasowej.

Nadmieniam, że „Powrót do Nowego jorku” to drugi tom, pierwszy to „Detektywka w podróży”, jeszcze nie miałam okazji go czytać. Kluczowa postać serii, z jednej strony sympatyczna i nieustępliwa w prowadzeniu śledztwa, z drugiej strony nie zawsze spostrzegawcza i logicznie łącząca elementy układanki, a nawet z drobną skazą zazdrości, sumarycznie wywarła na mnie dobre wrażenie. Młoda pannica wiedziona ciekawością, kim jest truciciel i jak podsunął toksyczną substancję znanemu krytykowi kulinarnemu podczas przyjęcia w modnej restauracji, wydaje się nie cofać przed niczym. Wsparcie ma w przyjaciołach, każdy z nich coś ciekawego dokłada do kryminalnej historii. Interesująco rozwija się wątek ojca Pepper Stark, zwanego Kapitanem, i jego serdecznej przyjaciółki Emmy. W trakcie rozwoju scenariusza zdarzeń pojawia się obiecujący trop wymagający metodycznego podejścia, bez wyciągania pochopnych wniosków. Ale czy młodziutką detektywkę stać na podporządkowanie się wymogom? Będzie potrafiła podążać nie tylko za instynktem, ale również rozsądkiem, nie pakować się w tarapaty? Wiele dzieje się podczas powrotu do Nowego Jorku, podobnie jak w różnorodnym stylu narracji, od czasu do czasu podszytego humorem. Co było przyczyną całego zamieszania i próby morderstwa? Dlaczego wina spadła na wskazaną przez policję osobę? Czy faktycznie bogaci ludzie – ci naprawdę bogaci – żyją w innym świecie niż reszta z nas?

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, kryminał retro, wiek 9+, premiera 10.09.2025 (2022)
twarda okładka, 342 strony, format 14,5cm x 20,5cm
tłumaczenie Monika Wiśniewska
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl