środa, 22 lipca 2026

SZCZĘŚLIWCY

NADIFA MOHAMED

"O duszo, uciekaj do ojczyzny
i szukaj jej tam, gdzie ją poznałaś”
Ahmed Ismail Hussein (Hudeidi)


Do książki podchodziłam trzy razy. Za pierwszym razem odłożyłam, ponieważ przez pierwsze rozdziały nie nawiązałam nici porozumienia, stwierdziłam zatem, że to nie był dobry czas na spotkanie. Po kilku miesiącach powróciłam do powieści, angażowałam się w szerszym wymiarze, jednak zawirowania w życiu osobistym przerwały na dłuższy czas pasję czytania. Dopiero niedawno, nastąpiło wyciszenie w rodzinnym życiu i nabrałam chęci, aby poczuć „Szczęśliwców”. Zbudowałam pozytywne skojarzenia z lekturą, wyzwoliła sporo emocji i refleksji. 

Mroczna potrafi być natura człowieka, kiedy wchodzi w długi cień rzucany przez własne skazy i braki. Co dopiero, kiedy do głosu dochodzi zbiorowe zachowanie wsparte rasizmem i znieczulicą wobec drugiego człowieka. Szybko wydajemy negatywny osąd o kimś, kto ma przewagę nad nami w odwadze do podejmowania nieszablonowych decyzji i wyruszenia za marzeniami w daleki świat. Co dopiero, kiedy różni się kolorem skóry i pochodzeniem. Często uprzedzamy się do kogoś z błahych powodów, wynikających z niezrozumienia i nieznajomości, rzucamy pomówienia, chociaż nie mamy przekonujących dowodów. Co dopiero, kiedy wydajemy odgórny sąd nad czarnoskórym mężczyzną oskarżonym o brutalne zabójstwo żydowskiej sklepikarki. Współcześnie oburzamy się i potępiamy takie zachowania, ale mamy świadomość, że wciąż się zdarzają. Co dopiero, kiedy działy się w powojennej Anglii, tracącej statut kolonialnego mocarstwa, doświadczającej napływu ludzi różnych nacji, ponad pięćdziesięciu krajów jak w przypadku Tiger Bay, doków w Cardiff w Walii. 

Jakże błyskawicznie doszło do procesu sądowego, morderstwo miało miejsce w marcu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku, a już w kwietniu zapadł wyrok, zaś we wrześniu wykonano wyrok śmierci. Nie zdradzam rozwiązania losu somalijskiego marynarza, gdyż tytuł opiera się na prawdziwych wydarzeniach, wystarczy wyszperać informacje w internecie. Nadifa Mohamed nadała faktom kształt fabularyzowany, wyrażała myśli kluczowych postaci, przybliżała od strony opisów i dialogów, wciągała w osobowość, motywacje i postawy. Koncentrowała się na osobie niewinnie skazanej za morderstwo, jednocześnie ukazywała tło walijskiej rzeczywistości, dominacji białoskórych, lekceważącego podejścia do odmienności. I nie łagodził tego fakt, że Mahmood Mattan ożenił się z białą kobietą i miał z nią trójkę dzieci. Co z tego, że drobny przestępca. Bez porządnych dowodów, prawdziwych zeznań i koniecznej bezstronności nie było mowy o rzeczywistej sprawiedliwości, zaś zasądzona kara śmierci stała się próbą ucięcia tematu, wymazania niewygodnych informacji, wstydliwych intencji i przerażającej znieczulicy. 

Nie da się zaprzeczyć, że niestety wciąż potrzebujemy publikacji przypominających o zwykłym człowieczeństwie, najcenniejszych wartościach w życiu osobistym i zawodowym, którymi powinniśmy kierować się. Za mało powstaje książek obnażających społeczny ostracyzm, patologiczną działalność organów ścigania, wymykającemu się prawu funkcjonowaniu systemu sądownictwa, prowadzonych pod publikę procesów sądowych. Znajdziemy wiele przykładów, kiedy zło rozlewa się po instytucjach i społeczeństwie, kiedy jednostka nie ma szans w starciu z potężnymi siłami stereotypów i wrogości. I to w pozornie cywilizowanym świecie, unormowanym prawnie. Przerażające, że dopiero pół wieku po wydarzeniach unieważniono wyrok, ale nie zwróciło to życia, nie zmniejszyło dramatów, nie wymazało czarnej karty śledztwa i procesu.

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 444 strony, premiera 15.11.2023 (2021)
tłumaczenie Agata Kozak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 21 lipca 2026

BIAŁY SZUM

DON DELILLO

"- Trudno mi jest wyobrazić sobie, że ktoś z takimi dochodami może umrzeć.
- Może śmierć, taka, jaką my znamy, dla nich nie istnieje. Po prostu dokumenty zmieniają właścicieli.”


Moje drugie spotkanie z twórczością autora, wcześniej natknęłam się na „Podziemia”, chętnie w nie weszłam i przemierzałam, wyniosłam mocne wrażenia czytelnicze. Teraz miałam okazję zapoznać się z „Białym szumem”, i jeszcze wyżej oceniłam przygodę. Być może oswoiłam się ze stylem pisarza, a może to, że książka napisana ponad czterdzieści lat temu, lekko zestarzała się, lecz wciąż niosła wiele uniwersalnych pierwiastków. Don DeLillo wykazał się zręcznością w dostrzeganiu niekorzystnych symptomów funkcjonowania społeczeństwa w szybko rozwijającej się cywilizacji. Umiejętnie nakreślił tematykę, wiele wyciągnął z potencjału nośnego, bawił się formą narracji i przyciągania uwagi odbiorcy. Sięgnął ze swobodą po absurd, groteskę, ironię i czarny humor. 

Z jednej strony ukazał krzywe zwierciadło amerykańskiej, ale jakże mocno już zasiedlonej także w polskich realiach, konsumpcyjnej rzeczywistości. Zestawił z lękiem przed śmiercią i końcem możliwości brania i czerpania korzyści. Snuł wyolbrzymione dygresje naprowadzające kierunki refleksji i nadające pulchność opowieści, jakby z lekkiej przekory potwierdzenia nadmiarowości informacji w środkach masowego przekazu i literaturze, naukowej maniery naciągania znaczenia i przerysowania. Celnie uwypuklał bolączki współczesnego społeczeństwa. Z drugiej wyzwalał uśmiech czytelnika wiele komunikującym kontrastem, pozornie niepotrzebnym rozciąganiem akcji, nieoczywistymi dialogami, podszytymi wyjątkową mądrością młodego pokolenia, uważnego, nazbyt poważnego i krytycznego. Chaos i miałkość informacyjna, pospieszna codzienność, zachwianie piramidą wartości, dewaluacja jakości rodzinnego spędzania czasu, supermarkety jako epicentrum życia, kościół uwalniający zrzucanie odpowiedzialności za samodzielne myślenie, farmakologia mająca rozwiązania na wszelkie bolączki, nawet wyimaginowane i spiskowe. I oczywiście, nowe technologie i kultura masowa, otumaniające zbiorowości, odciągające od tego, co naprawdę ważne, wprowadzające na podium parodie intelektualne. 

Każda cywilizacja wkomponowuje się w krąg cyklu życia, powstaje, rozwija się i upada. Jak wiele lub niewiele brakuje współczesnej zachodniej, aby dotrzeć do końca egzystencji? Czy z bliskości finiszu rodzi się lęk przed śmiercią intelektu populacji i śmiercią jednostki? Z wielu perspektyw mogłam spojrzeć na powieść, wtopić się we wszechobecny biały szum, zajrzeć w nowe wyzwania życia rodzinnego, wejść w obszar ekologicznej katastrofy, odczuć negatywne konsekwencje rozwoju postępu i siły nabywczej pieniądza, na trwałe zmieniające oblicze społeczeństwa, formujące pragnienia posiadania i użytkowania, pozbawiające kontroli nad życiem. Zamiast na zagadywaniu rzeczywistości, powinniśmy skupić się na uważności postrzegania. Nic zatem dziwnego, że dużym zainteresowaniem cieszą się treningi świadomego kierowania uwagi na bieżącą chwilę, tak aby nie przeoczyć esencji życia, bycia tu i teraz.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 380 stron, premiera 15.11.2023 (1984)
tłumaczenie Radosław Zubek
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 19 lipca 2026

NAWYKI MYŚLENIA

ZASKAKUJĄCA WIEDZA NAUKOWA O OPINIACH, PRZEKONANIACH I PERSWAZJI

DAVID MCRANEY

„Nie da się poruszyć struny, popychając ją – trzeba ją przyciągnąć.”
Joel Whalen

Buszując w social mediach pewnie wielokrotnie zastanawiacie się, dlaczego z ludzi wypływa tyle jadu, kiedy komentują coś, co im nie pasuje, nie zgadza się z ich przemyśleniami, ideami i wyobrażeniami świata? Skąd wielka determinacja w bronieniu swoich argumentów poprzez ośmieszanie racji podważających ich założenia i teorie? Wynika z poczucia nieomylności i przeświadczenia głoszenia jedynej prawdy, dyskomfortu spojrzenia na sprawy z innej perspektywy, przyznania się do własnych błędów rozumowania lub braku wiedzy, a następnie strachu przed zmianą opinii? Czyż nie jest tak, że kiedy wbijemy się w coś, co uznajemy za fakt i prawdę, trudno nam uznać przeczące sygnały i informacje? Dzieje się tak dlatego, że nasze mózgu preferują coś już poznanego, ujarzmionego i zaszufladkowanego, od czegoś wywracającego do góry nogami wewnętrzne wyobrażenie o otoczeniu. Nasze umysły podporządkowują się wytworzonym przez nas samych obrazom i przekonaniom. Wyrabiamy sobie zdanie, przypisujemy odpowiadający pogląd i z niechęcią spoglądamy na zapatrywania przeciwników naszych uzasadnień. Tym bardziej, że na podstawie naszego rozumowania podejmujemy decyzje i osądy, a potem niewygodnie jest wycofać się z nich.

David McRaney ukazuje, co składa się na potencjał do dokonania zmiany, w nas samych i u innych. Nie ma znaczenia, czy w obszarze społecznym, politycznym, przesądów, teorii spiskowych i kontrowersyjnych kwestii, oraz mieszance wszystkich. Objaśnia źródła i naturę gwałtowności zmian w skali globalnej, na poziomie grupy i jednostki. Przywołuje narzędzia przełamywania oporu, przyjmowania zwrotów w myśleniu, uwolnienia od przestarzałych dogmatów, szkodliwych tradycji, złych w skutkach praktyk i nieużytecznych podstaw. Zdradza, co kryje się za przyjmowaniem i akceptowaniem nowych dowodów, czym różni się skuteczna perswazja od chybionej strategii przekonywania, rozmowa od debaty. Zadziwiające, jak bardzo wyprowadza na manowce odmienne postrzeganie tej samej rzeczywistości przez różnych osobników. Autor mówi o tym, czym jest półprawda, głęboka agitacja, złudzenie introspekcji, tożsamość z grupą i lojalność wobec grupy. Stara się przedstawić wszystko w praktycznej odsłonie, przy wsparciu omówienia różnorodnych przykładów, posiłkowania się badaniami, rozmowami ze specjalistami i naukowcami, w tym neurobiologami i psychologami. Czy istnieje szczegółowy scenariusz pozwalający skłonić innych do zmiany myślenia na dowolny temat, i na czym miałby się opierać? Zdolność zmiany zdania, aktualizacji założeń i rozpatrywania innych punktów widzenia to jedna z naszych największych zalet – wynikająca z ewolucji umiejętność.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurobiologia, psychologia, 480 stron, premiera 05.06.2024 (2022)
tłumaczenie Aleksandra Żak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 18 lipca 2026

JAK PRZECHYTRZYĆ MÓZG?

DANIEL T. WILLINGHAM

"Istnieje sposób, aby poczynić początkowo nudny temat bardziej interesującym.”

Ogromną satysfakcję odnajduję nie tylko w poznawaniu nowych dziedzin i zdobywaniu wiedzy, ale także doskonaleniu umiejętności uczenia się i zapamiętywania. Zatem z zainteresowaniem sięgam po poradniki przybliżające techniki i sposoby podkręcania pracy umysłu, aby zwiększyć efektywność, szybciej przyswajać materiał i pozostawiać w pamięci na dłużej. Daniel T. Willingham traktuje publikację jako instrukcję użytkowania narzędzia w postaci pamięci. Ponieważ mózg nakłania nas do wyboru łatwiejszych rzeczy do zrobienia niż trudniejszych, zatem pokazuje jak można go przechytrzyć, wybierać drugi wariant przynoszący na dłuższą metę lepsze efekty. Książkę kieruje głównie do studentów, omawiając trzy filary uczenia się, czyli słuchanie, czytanie i pisanie egzaminów, ale korzystać z niej mogą także nauczyciele i wykładowcy. 

Przedstawia czternaście praktycznych sposobów na skuteczną naukę. Przekonuje o korzyściach właściwego podejścia do zrozumienia wykładu, sporządzania i porządkowania notatek, uczestnictwa w zajęciach praktycznych, laboratoryjnych i ćwiczeniach. Wyjaśnia prawidłowe spojrzenie na proces uczenia się do egzaminów, także ze starych sprawdzianów, oceny gotowości przystąpienia do egzaminu i pisania go. Omawia efektywne czytanie trudnych książek, planowanie pracy, pokonywanie prokrastynacji, utrzymywanie koncentracji, zdobywanie pewności siebie i radzenie sobie z lękami. Podsuwa wyjaśnienia, sztuczki i podpowiedzi, z drobiazgowym przedstawieniem zagadnień, popartym różnymi przykładami, kluczami do zrozumienia, korzystniejszymi wariantami i łapaniem kontekstu. Podoba mi się, że przedstawia materiał od strony potrzeb młodych osób, równocześnie uczula osoby przekazujące wiedzę na oczekiwania pierwszych. Na końcu rozdziałów, w zwięzłej formie, podaje kwestie warte uwzględnienia przez nauczycieli, w podsumowaniu wypunktowuje najważniejsze.

Autor pisze w przyjazny i przystępny sposób, przyjmuje łatwą do opanowania logiczną strukturę treści, stosuje pogrubienia kluczowych przekazów, zaś w ramkach podkreśla istotne aspekty. Książkę można poznawać rozdział po rozdziale, albo wybiórczo, aby zagłębić się w tematykę potrzebną w danej chwili. Wzbogacona jest schematami, wykresami, tabelami, wzorami i grafiką, ułatwiają adaptację zagadnień. Publikacja wyjątkowo przydatna, koncentruje się na praktycznej odsłonie jak najskuteczniejszego uczenia się. Mówi o wyznaczaniu priorytetów, planowaniu nauki, czytaniu ze zrozumieniem, radzeniu sobie z odkładaniem nauki, zapamiętywaniu, skupieniu się, ocenianiu przyswojenia wiedzy, wykazaniu się na testach i sprawdzianach, radzeniu sobie z emocjami. „Jak przechytrzyć mózg” jest na tyle uniwersalnym poradnikiem, że nawet osoby po szkole i studiach wiele mogą skorzystać, gdyż uczenie się nie obejmuje tylko przedmiotów, ale również tego, co nas wokół w dorosłym życiu otacza. Tytuł również reprezentantem starannie i przejrzyście podanego materiału, aby jak najwięcej pozostawało w głowie, miało praktyczne przełożenie i inspirowało do szalenie satysfakcjonującego wchłaniania wiedzy.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
poradnik, praktyka uczenia się, 408, premiera 04.02.2025 (2023), tłumaczenie Filip Filipowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 17 lipca 2026

MORDERSTWA W MARBLE HALL

ANTHONY HOROWITZ

„Czy na tym polega uniwersalna wartość kryminalnych opowieści, że ujawniają nie tylko detale konkretnych zbrodni, ale i prawdę o całej ludzkości: cywilizacja i przyzwoitość to tylko cieniutka maska, pod którą drzemią potwory?”

Morderstwa w Suffolk” i „Morderstwa w Somerset” sprawiły wielką frajdę czytelniczą. „Morderstwa w Marble Hall” również poniosły czytelniczo, w mniej intensywnej formie, jednak niezaprzeczalnie na wysokim poziomie. Nie zaskoczyła, jak w poprzednich tomach, konwencja książki w książce, byłam przygotowana wcześniej do takiego typu rozrywki, czującej ducha klasycznych brytyjskich kryminałów. Intryga zrobiła wrażenie mniej różnorodnej i barwnej. Uważam jednak, że trochę czepiałam się powieści, która wszakże szybko i barwnie pochłonęła moją uwagę. 

Susan Ryeland po raz trzeci rozszyfrowywała zagadki kryjące się w cieniu życia słynnego detektywa Atticusa Pünda, postaci literackiej, i autora opowieści o nim, czyli Eliota Cracego. Redaktorka stawiała czoła wielu trudnościom i problemom, a kilka z nich przybierało niebezpieczne barwy. Kluczowa bohaterka, znacząco obecna także w poprzednich odsłonach serii, wikłała się w liczne gry słowne, analizowała najdrobniejsze detale, z których zbudowano fabułę. Okoliczności wykazywały złą wolę i siały zniszczenie. Echo jednej z najbardziej poczytnych brytyjskich pisarek przyćmiewał melodię pisanej przez jej wnuka książki. Jak Susan mogła połapać się w mnogości anagramów, akrostychów i szyfrów? Czy starczyło jej woli walki i determinacji? Na ile pozwoliła zbliżyć się do siebie cieniom z dawnego życia? Jak wiele dostrzegła w powieści czegoś, co dawało się dostrzec na nie tylko pierwszy, drugi i trzeci, a nawet czwarty rzut oka?

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 590 stron, premiera 10.03.2026 (2025), tłumaczenie Maciej Szymański
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 16 lipca 2026

SUPERBABCIE

MARIUS MARCINKEVIČIUS

"Stary już był młody, a młody nie wiadomo, czy doczeka starości.”

Rewelacyjna przygoda czytelnicza, niesamowicie wciągająca, pełna wspaniałej rozrywki. Nie wahajcie się po nią sięgnąć, dostarcza mnóstwo radości i śmiechu, ale również skłania do ciepłych refleksji. Początkowo wydaje się, że książka idzie w kierunku wytyczonym przez symptomy starości, jednak po czterech rozdziałach wypełnia się klimatem super sensacji. Marius Marcinkevičius z niezwykłą gracją i zręcznością porusza się po stereotypach postrzegania starszych ludzi i ich domów, nawet jeśli są to nasi dziadkowie i babcie, takich jak wszechobecny zapach stęchlizny, naftaliny i bąków. A jeszcze gdzie okiem sięgnąć sztuczne szczęki, krople nasercowe i zatęchłe albumy. 

Autor w przezabawnym stylu punktuje główne grzechy zachowania bać, które drążnią najmłodsze pokolenie, czyli przytulanki bez względu na okoliczności, męczące standardowe wypytywanki i wciskanie jedzenia. Oczywiście, dla sprawiedliwej równowagi, podkreśla cudowne czyny i postawy uwielbianych staruszek, za które mocno je cenimy. Otwarte i gotowe do wtulenia ramiona, umiejętność niezwykłego pocieszania w krytycznych sytuacjach, włączony tryb obrony w każdej sytuacji i przede wszystkim bezgraniczna miłość. Nie można zapomnieć jeszcze o kuchennych wypiekach, smakowitych konfiturach, słodkich placuszkach, serowych pierogach lub mega dobrej lemoniadzie. Można babciom wybaczyć powtarzające się w określonych miejscach i czasie niezmienne rytuały, drobne niekonsekwencje w wypowiedziach, powtarzanie historii bazujących na dawnych wspomnieniach, a nawet bezpośrednie omawianie chorób i stosowanych leków. I jeszcze niezniszczalny początek zdania: „W naszym wieku…”. 

Nie ma się zatem co dziwić, że młodziutki Roch, oprócz oficjalnej wersji określania babci i jej przyjaciółek, zbierających się co tydzień na spotkaniach, nadaje im przyjacielskie ksywki. Trzeba przyznać, że wypadają zabawnie i uroczo, a jak potwierdza dalsza część historii, intuicyjnie i trafnie. Fabułę wypełnia dobry zrównoważony humor, akcja toczy się dynamicznie, w miarę rozwoju zyskuje na tajemniczości, sensacji i rysie szpiegostwa. Od wielokrotnie powtarzanego zlotu rady puchaczy, poprzez wywołujący dreszcze sen, konspirację w dziadkowym pokoju, przez tajną misję, podróż babamobile, do odnalezienia cennego rodzinnie królestwa. Po szczegóły udajcie się do powieści, wielokrotnie zaskakuje, nie tylko obrotem spraw, narracją, ale również cennymi życiowymi przekazami. Imponują bohaterowie, różnorodni, barwni, mega odważni, osobliwie utalentowani, a nade wszystko skrywający wiele sekretów. 

„Superbabcie” wywołują natychmiastową satysfakcję czytelniczą, obdarzają przygodą, o której długo się nie zapomina, ściągają ciepło do serca i wywołują uśmiech na buzi. Lektura bawi młodego i dorosłego odbiorcę. Zapewnia szczerą radość i ekscytujące niespodzianki. Na uwagę zasługuje fenomenalna narracja, przyciąga uwagę, cieszy konstrukcją i doborem słów, wbija się w potrzeby każdego czytelnika. Krótkie rozdziały i duża czcionka ułatwiają samodzielne poznawanie scenariusza zdarzeń przez młodych pasjonatów książek, a dowcipne ilustracje potęgują pozytywne wrażenia czytelnicze. Jak wiele nie wiemy jeszcze o naszych babciach i dziadkach, jak bogate okazują się ich doświadczenia życiowe, ile otrzymujemy od nich w genach, i co potrafią skrywać przed światem. Przekonajcie się sami, zerknijcie w pozornie mętne i zagubione oczy kochanych staruszków, czy przypadkiem nie są bystre, czujne i drapieżne?

6/6 – rozkosz czytania
literatura dziecięca, wiek 6+, 128 stron, premiera 28.02.2024 (2022)
tłumaczenie Małgorzata Gierałtowska, ilustracje Viktorija Ežiukas
twarda okładka, format 14,3cm x 19,8cm
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 15 lipca 2026

ŁAZIKANTY

J.R.R. TOLKIEN

"Nigdy nie wiesz, co cię zaraz spotka, kiedy raz wmieszałeś się w sprawy czarodziejów i ich przyjaciół.”

W zeszłym roku prezentowałam wrażenia czytelnicze po zapoznaniu się z „Listami Świętego Mikołaja” , zbiorem listów pisanych do własnych dzieci na przestrzeni dwudziestu trzech lat przez J.R.R. Tolkiena. Była to znakomita strawa duchowa, nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale również dla dorosłych. Podobnie jest z „Łazikantym”, wyjątkowo klimatyczną opowieścią zanurzoną w świecie fantasy. I chociaż znamy dzieła autora z wyjątkowo rozbudowanymi światami, tak w tym tytule szczególny urok tkwi w kameralności, co nie znaczy, że kluczowa postać nie przeżywa mnóstwa niezwykłych przygód w zadziwiających miejscach. 

Utwór przypomina bajkę odczytywaną w odcinkach, a im głębiej czytelnik wchodzi w wyobrażoną historię, tym bardziej docenia detale i kierunki obrotu spraw. Autor stawia na magię i czarodziei, wskazuje na dobre i złe odcienie rzucania czarów, pokazuje, że nawet ci, co potrafią zaklinać wszystko wokół siebie, nie są wolni od skaz i wad charakterów. Jako, że te mini opowiadania, połączone wspólnymi kluczami postaci, składają się na jedną opowieść, a każda kierowana jest pierwotnie do dzieci, zawierają wiele cennych przesłań, chociaż niewyrażonych wprost. Z czasem nabierają wnikliwszego znaczenia z perspektywy i dorosłego odbiorcy. Przypuszcza się, że powstały w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku, zatem raczą czytelników ciepłą aurą świadomości ich stażu, ale bynajmniej nie przeszłością. Ponieważ „Łazikanty” to ze wszech miar uniwersalna historia, niestarzejąca się, wygodna do poznawania w każdym wieku i porze roku. 

Wędrując z młodym pieskiem, któremu zabrakło rozwagi, przemienionym przez czarownika w zabawkę, stopniowo nabywamy wiedzy o świecie i jego mieszkańcach. Czy to księżycowa ścieżka wprost na krawędzi świata, głęboka mroczna dolina, zaskakujący podwodny świat, wszędzie czają się ekscytujące przygody, lekcje życia i wrażliwości. I jak to w świecie fantasy, mnóstwo różnorodnych postaci. Tolkien przywołuje choćby latającą mewę, węża morskiego, wieloryba, syrenę, smoka, wróżki, a nawet mieszkańców Wyspy Zaginionych Psów i Człowieka z Księżyca. Opowieść nie należy do długich, zajmuje niecałe dziewięćdziesiąt stron, ale w ciepłych barwach, podszytych rozmaitymi emocjami, nawet w odcieniu dreszczyku, wpływa na wyobraźnię i przeżywanie przez czytelnika. Pozostałą część książki zajmują wstęp wyjaśniający źródła i okoliczności powstania utworu i uszczegóławiające przypisy. Bardzo cennym dodatkiem są ilustracje wykonane przez autora, ze szczególnym rysem graficznym i motywem klimatycznym. Zerknij również na "Upadek Númeronu" J.R.R. Tolkiena, przedstawiony na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura dziecięca, fantasy, 134 strony, premiera 29.10.2024 (1926)
tłumaczenie Paulina Braiter, ilustracje J.R.R. Tolkien, twarda okładka, format 15,5cm x 23cm
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 14 lipca 2026

WALKA O MÓZG

WOLNOŚĆ MYŚLENIA W ERZE NEUROTECHNOLOGII

NITA A. FARAHANY

"Samomonitorowanie stało się czymś więcej niż przelotną modą. Jest to nowy sposób życia i myślenia o sobie.”

Zaintrygował mnie podtytuł książki, wolności myślenia w erze neurotechnologii. Na ile jeszcze jesteśmy w stanie sami decydować o tym, co dzieje się z naszymi myślami, jak bardzo podlegamy już inwigilacji i manipulowaniu? Nita A. Farahany podchodzi do tej tematyki nie tylko od strony uważnego przyglądania się, rozkładu na czynniki pierwsze zagadnień, poszukiwania wyjaśnień, ale również niejako z lotu ptaka, by podchwycić szerszy rozkład fal zależności człowieka od urządzeń i dokonującego się postępu technologicznego. 

Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że dzięki zbieraniu surowych danych różnorodnymi personalnymi konsumenckimi gadżetami, a następnie poddawaniu analizie, wiele możemy zdziałać na rzecz zdrowia, kondycji psychicznej, jakości pracy i życia. Z drugiej zastanawiamy się, czy stopniowo nie eliminujemy granicy wyznaczającej indywidualną wolność. Fascynuje możliwość obserwowania własnego ciała, graficzne odzwierciedlenie fal mózgowych, ale czy faktycznie jesteśmy gotowi na oddanie prywatności mózgu do monitorowania, manipulowania i komodyfikowania? Dlaczego łatwo godzimy się ze zburzeniem ostatniego bastionu prywatności, dla samych siebie, rozumiem, ale dla rządu, wojska i korporacji? A to już dzieje się w praktyce. Czy tak nisko cenimy prawo do samostanowienia o naszym mózgu i doświadczeniach psychicznych, myślach, uczuciach, rozważaniach, przemyśleniach i fantazji?

Publikacja zachęcała do dialogu publicznego na temat wolności poznawczej mózgu i potrzebnych rozwiązaniach prawnych. Przykładowo, abyśmy nie otrzymywali marketingu wprost do mózgu, nie byli poddawani perswazji, nasz mózg nie był uzależniany. Wyjątkowo wrażliwy problem, nad którym już na tym etapie rozwoju technologii powinniśmy pochylić się. Odwrotna strona medalu wskazuje, że dzięki gromadzonym danym o pracy mózgów, jawności informacji przetwarzanych przez największy narząd układu nerwowego, możliwe jest wykonanie kolejnego kroku w rozwoju nowej dziedziny nauki, jaką jest neurotechnologia. Możemy przeciwstawić się wielu urazom i niedyspozycji mózgu, w tym demencji, schizofrenii i chorobnie Alzheimera, poprzez zwiększenie wydajności mózgu. Zastanawiałam się nad ciekawym aspektem omawianym w książce. A mianowicie, dlaczego inaczej podchodzimy mentalnie i prawnie do farmakologii w przypadku uszkodzeń i dysfunkcji mózgu, niż w kwestii dopingu w sporcie? 

"Walka o mózg" zainspirowała do przemyśleń, podchwyciłam kilka zagadnień wartych dalszych rozważań i głębszych refleksji. Nie ma wątpliwości, przekształcanie ludzkości już się rozpoczęło, szkoda, że większość nie czuje potrzeby uczestniczyć w debacie, czy i w jakim stopniu to dla nas dobre i opłacalne w dłuższym dystansie. W końcu, nie chodzi o drobną kosmetyczną zmianę homo sapiens, ale o wprowadzenie gatunku w nowy wymiar egzystencji. Książka napisana przystępnym i przyjaznym stylem, łatwa w odbiorze ze względu na zrozumiały popularyzatorski charakter, liczne reprezentacyjne przykłady i odwołania do doświadczeń autorki. Uwzględniała wyjaśniające przypisy i przydatny indeks. Z mojego punktu widzenia, za dużo powtórzeń treści, szacuję, że około połowy to powielenia, pewnie dlatego, aby spełnić wymogi pracy naukowej.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurotechnologia, 384 strony
premiera 22.07.2025 (2023) tłumaczenie Bożena Jóźwiak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 13 lipca 2026

TRZECH ZABÓJCÓW

KOTARO ISAKA

"Lęk i złość odczuwają wszystkie zwierzęta… Ale tylko ludzie szukają ich przyczyny i przeżywają wszystko od początku.”

Przygoda czytelnicza, po którą warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli czytelnik gustuje w zaskakujących fabułach i azjatyckim klimacie. Kotaro Isaka potrafił przykuć uwagę odbiorcy, namieszać w głowie, wystawić na próbę interpretacji zachowań bohaterów. Właśnie zabawa z czytelnikiem, zwłaszcza w zaprezentowanej gangsterskiej odsłonie, stała się kluczem do pozytywnego odbioru książki. Od pierwszej do ostatniej strony nie mogłam być pewna poczynań osobliwego zbioru przestępców i morderców, nawet jeśli znałam intencje przyświecające im. Autor podpuszczał, aby wraz z postaciami wkroczyć na mroczną ścieżkę, wypełnioną gorącym pragnieniem zemsty, bezwzględnością mordu, farmakologicznym wykorzystywaniem ludzi, torturowaniem ofiar i rzucaniem trucicielskiej plagi. Udanie dobierał panujące w powieści osobowości. Na serio traktował ich czyny, ale mniej już serio sylwetki. Tworzył frapujący pastisz gangsterskich porachunków. Co więcej, wikłał bohaterów w coś, co kręciło się w szaleńczym tempie, z szeroką gamą roszad i nagłymi zmianami odbioru wydźwięku scen. Charakterystycznie nadawał przezwiska, odwołujące się do wyglądu i zachowań zwierząt, zaś w tle rzucał luźne refleksje o gatunku ludzkim. Odwołanie do świata przyrody, perspektywa spojrzenia przez jego pryzmat na to, co kieruje człowiekiem, w jak karykaturalnym świetle się przedstawia, popchnął powieść w nieco filozoficzny rys.

Z jednej strony mocna sensacyjna akcja, wypełniona brutalnym szkarłatem, z drugiej wciągająca i prowadzona z poczuciem humoru gra z czytelnikiem, sprytnie podsycana płomieniami czegoś nieuchwytnego i niewytłumaczalnego. Na poważnie i z przymrużeniem oka, z nagłymi zmianami nastroju i odczuć. Generalnie, krzywe zwierciadło spojrzenia na świat przestępczy, w tym polityków. W przerwach pojawiał się skażony brudem ambicji i czynów obraz Tokio, którego nie wiem jakby się czyściło i tak wydostaje się na powierzchnię, chociaż pozostaje w ukryciu. Moralność nie dostępowała zaszczytu pojawienia się, za to dziwaczność i absurd mościły wygodne miejsca w scenariuszu zdarzeń. Styl narracji w punkt, przyjazny i przekonujący. Łatwo podążałam jego tropem, bił szybkim i konkretnym pulsem, detalami dożywiał układ krwionośny powieści. Wolałam, aby było mniej dopowiedzeń i znajomych wyjaśnień, jednak i w tym dostrzegłam jeden ze sposobów na podtrzymanie ironicznego humoru. „Trzech zabójców” to specyficzny thriller, angażuje uwagę, przywołuje uśmiech, po chwili wprowadza w najciemniejsze zakątki ludzkiej duszy. Coś innego, nieszablonowego, ciekawego, a jednocześnie znajomego w detalach ze środowiska zbrodni, oraz firm i organizacji zrzeszających świat przestępczy. Zerknij również na wrażenia czytelnicze po zapoznaniu się z inną książką Kotaro Isaka, przedstawioną na Bookendorfinie, "Bullet Train. Zabójczy pociąg".

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 268 stron, premiera 07.10.2025 (2004), tłumaczenie Anna Horikoshi
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 10 lipca 2026

FAŁSZYWA GRA

CARL VON WEDEL tom 3

ROBERT MICHNIEWICZ

MIŁOŚĆ I ZDRADA W CIENIU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ WOJNY

„Ludzie są tylko ludźmi i nawet mądrzy dadzą się podejść, jeżeli otrzymają informacje wiarygodne i niepokojące.”

Postaram się dotrzeć do poprzednich tomów serii o Carlu von Wedlu, gdyż „Fałszywa gra” spodobała mi się. Przyciągnęła klimatem tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, podczas niemieckich planów inwazji na Polskę, Robert Michniewicz fantastycznie poradził sobie z jego stworzeniem. Mocnym atutem powieści okazała się również intryga ściśle spleciona z historycznymi miejscami, postaciami i zdarzeniami. Kontrowersyjne przedstawienie marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego wpasowywało się w trudną ocenę rzeczywistej postaci. 

Swobodne poruszanie się po trudnej przeszłości państwa polskiego i różnorodnych aspektach szpiegowskiej działalności. Mniej przekonała kreacja kluczowej postaci serii. Czułam niedosyt naturalnych wątpliwości i uzasadnienia motywów angażowania się w mega niebezpieczną grę tajemnic i spisków, pomimo antyfaszystowskich i propolskich sympatii, a także echa rodzinnej tragedii. Jednak mogło to wynikać z nieznajomości prowadzenia niemieckiego pomorskiego arystokraty, zwerbowanego przez polski wywiad, w poprzednich odsłonach serii. Zaskakiwała dynamiczna kariera Carla von Wedla poprzez znajomości i okoliczności, lecz sprawnie posuwała akcję do przodu. Dziwiła zaś skłonność mężczyzny do natychmiastowego zakochania, jednak zrzucałam to na karb młodości i życia na krawędzi w labiryncie wywiadowych spisków. 

Imponowała szeroka paleta drugoplanowych postaci, uprawdopodobniających scenariusz zdarzeń, sprawnie włączanych do operacji wywiadowczych, nazistowskiego reżimu, wykradania tajnych informacji, polskiej polityki ówczesnych czasów. Warto było nawiązać znajomość z Carlem von Wedlem, młodym inteligentnym człowiekiem, znającym kilka języków, biegłym w sztukach walki i mającym doświadczenie z pobytów w różnych krajach. Sprawdzić jak poradził sobie w szpiegowskim gnieździe Abwehry, gdzie chociaż prowadzona na cichym froncie wojna była równie krwawa i niebezpieczna. Jeżeli zaś macie ochotę na kolejne przeżycie dynamicznej fabuły wypełnionej licznymi incydentami, zerknijcie na "Partnerzy. Początek" tego autora. 

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał retro, 460 stron, premiera 22.04.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.