niedziela, 31 lipca 2022

NOWA GWINEA

Gra bardzo się nam spodobała, uwielbiamy rozwiązywanie logicznych zagadek, a im więcej ich wariantów, tym lepiej. Z niektórymi wyzwaniami łatwo było się uporać, jednak wiele, zwłaszcza w zaawansowanej opcji, okazywało się trudnymi. Ale w końcu na tym polega najlepsza zabawa dla mózgu, stawiać przed nim zadania i niech myśli intensywnie jak sobie dać z nimi radę. 

Zawzięcie walczyliśmy o zdobywanie punktów, ćwiczyliśmy szybkie znajdywanie rozwiązania, wściekaliśmy się, kiedy udało się je chwycić bokami zamiast narożnikami, albo nie połączyć ze sobą. Rundy błyskawicznie przebiegały. Byłam pełna podziwu dla moich panów, którzy natychmiast chwycili rytm gry i nie mogli doczekać się startów w budowaniu nowych wiosek w odległej Nowej Gwinei. Radziłam sobie gorzej, ale po kilku rundach i ja odnalazłam się w systemie prowadzącym ku wygranej. Dzięki mocno rozgrzanym szarym komórkom i ekscytującej praktyce. 

Po sto dziewięćdziesiąt zwykłych i trudnych plansz, zatem nie ma opcji, aby gra nie wciągnęła na maksa, czy przyczyniła się do powstania wrażenia powtarzalności. Czterdzieści osiem kafelków chat, przypominających tetrisowe klocki, mocno popularne kiedyś, ale i dziś mające szerokie grono zwolenników logicznych szarad. Gra pomyślana dla od jednego do czterech uczestników. Do dyspozycji pionki, kostka z symbolami zwierząt totemicznych i tor punktacji. 

Mocno zaangażowaliśmy się w dopasowywanie budynków, zakrywanie źródeł wody, krzewów owocowych, wylosowanych zwierząt totemicznych, tak aby zdobyć jak najwięcej punktów. Koniec rundy następował po zakryciu pięciu oczek wodnych i okrzyku "Gwinea!". Mankamentem gry była miniaturyzacja totemów, moi rodzice mieli problem, aby mimo okularów odróżnić grafikę. Na szczęście na zewnętrznej stronie pudełka są powiększenia niektórych. Pod względem jakości wykonania kartoników nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń, spokojnie znosiły wielokrotne powroty do gry, a tych z pewnością będzie jeszcze wiele w naszym rodzinnym gronie. 

Instrukcja przejrzyście i przyjaźnie opracowana, szybko chwytaliśmy reguły, uszczegółowienia i warianty. Wyjaśnienia wzbogacały przykłady prawidłowe i wymykające się zasadom. Stańcie się zapalonymi architektami egzotycznych wiosek, poczujcie smak plemiennego życia w dżungli i wakacyjnego ducha miłej rywalizacji. A ile się przy tym sympatycznie nagłówkujecie, i to w różnych kombinacjach, to czysty zysk i wyśmienita zabawa. Już rozglądamy się za poprzednimi grami Grzegorza Reichmana, przed nami rozrywka z "Ubungo" i "Papuą", będzie się działo.

5/6 - koniecznie podejmij mózgowe wyzwania
gra logiczna, premiera 30.03.2022, wiek 8+
autor Grzegorz Rejchtman, ilustracje Paulina Wach
W grę zagraliśmy dzięki współpracy z Secretum.pl

BAGNO

PRZEMYSŁAW PIOTROWSKI

IGOR BRUDNY tom 5

„Władza jest gorsza niż najbardziej uzależniający narkotyk. Posmakowanie z koryta zmienia ludzi, łamie kręgosłupy jak zapałki, a moralność przestaje istnieć.”

Piętno” sprawiło, że zatraciłam się w nim, „Sfora” przyciągnęła tym, co z jednej strony obrzydliwe i makabryczne, z drugiej intrygujące i frapujące, „Cherub” zaskoczył scenariuszem zdarzeń”, „Zaraza” niestety nieco zawiodła, natomiast „Bagno” ponownie weszło na mocny dobry poziom angażowania wyobraźni i intrygującego prowadzenia akcji. Im głębiej wchodziłam w powieść, tym intensywniejsze miałam wrażenie, że tak naprawdę obracam się w realnej politycznej rzeczywistości mojego kraju, za nic nie dałam się zwieść przypadkowości dopasowań osobowości i postaw bohaterów, zbiegom okoliczności powiązanym ze schematem działania w publicznej sferze, dopuszczanych się przewinień, przestępstw i obrzydliwości. Szalenie mi to odpowiadało, szybko przyporządkowałam prawdziwe tożsamości do przywoływanych w fikcji, z rozdziału na rozdział coraz bardziej uprawdopodobniały się. Jakże silnie kibicowałam Sędziemu, ekscytowałam się wymierzaniem sprawiedliwości, i co z tego, że odczuwałam dychotomiczny rozdział między moralnością a prawem, w książkowej imaginacji mogłam sobie na to pozwolić. Zaprezentowany scenariusz zdarzeń wymyślono, ale czy wiele nas dzieli od jednostkowej desperacji czy grupowej rozgoryczenia wyrażonego przemocą?

Igor Brudny, kluczowa postać serii, superbohater poza potocznym znaczeniem, ściągnięty do ram normalności, kolejny raz zmuszony był wbić się w polityczny smród i zgniliznę, aby dotrzeć do choćby wierzchołka prawdy. Egzekutor ludzi ze świecznika bezpośrednio przywołał go do okrutnego morderstwa relacjonowanego na żywo w internecie. Zakapturzona postać perfekcyjnie przygotowała plan eliminacji i konsekwentnie go realizowała. Brudny w dużym stopniu infantylnie podchodził do sprawy, ale wynikało to z tego, że w codziennej pracy sam w miarę możliwości eliminował zło, świadomie wkraczał w jego fetor, brudził się gadzim jadem połączenia biznesu, religii i polityki. Powracał na czysty brzeg zwykłej normalności, ale przywierały do niego rozbryzgi pożądania przez innych władzy i bogactwa, ciężko było je zmyć i wymazać z pamięci. Czasem musiał przyjąć, że nie dysponował wystarczająco skutecznymi środkami do czyszczenia ludzkiej zachłanności i bezczelności. Gdyby autor wnikliwiej potraktował wątpliwości Igora, mocniej wszedł w rozterki, docisnął moralny konflikt, nie wahałabym się wystawić książce wyższej noty wrażeń czytelniczych. Pomimo przesłań w „Bagnie”, że „ci na górze są tylko lustrzanym odbiciem społeczeństwa”, łudzę się, że nie cały polski naród wybrał zło, zgodził się na niego, zrezygnował z walki, że jednak część rozumie, co tak naprawdę się wokół niego i w nim dzieje, jakie siły ludzkiej natury wiodą prym w drodze do bezwstydnego korzystania z przywilejów władzy, zamiast w kategoriach arystotelesowskiego służenia dobru wspólnemu. Trochę pogubiłam się w jednej scenie (jechali autem czy nie, rozmawiali w aucie o śledztwie, czy trzymali się umowy, że tego nie będą robić), na spokojnie kolejny raz się w nią za jakiś czas wczytam. Zerknij również na thrillery "Matnia" i "Droga do piekła" Przemysława Piotrowskiego.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 448 stron, premiera 29.06.2022
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 30 lipca 2022

RYSOWANIE KROK PO KROKU. DINOZAURY

EWELINA PROTASEWICZ

"Czas na rozgrzewkę ręki i wyobraźni!" Wejdź w rysunkowy świat dinozaurów.

Książka przeznaczona dla dzieciaków od trzeciego roku życia, ale tak naprawdę każdy może po nią sięgnąć. Mnie przydała się podczas miłej pracy z rodzicem nad jego uciekającą pamięcią i podtrzymaniem umiejętności zwykłego rysowania. Przez kilka dni przerabialiśmy różnorodne zadania, dowolnie skakaliśmy po stronach i wybieraliśmy to, co w danym momencie pasowało. Spodobała się kolorowa oprawa graficzna i rysunkowe wzory, z przyjemnością patrzyłam na zaangażowanie starszej osoby, radość z wypełniania stron. Niejako przy okazji, ćwiczyliśmy nazwy kolorów, liczb i kształtów. Wskazywaliśmy prehistoryczne stwory, rośliny z odległych czasów i dinozaurowe jaja. Dodatkowa korzyść płynęła z utrzymania książki w wyciszającym i rozluźniającym klimacie, nawiązania do pozytywnych kolorów, wesołych minek, spokojnych barw. Zdecydowanie coś na wyciszenie.

Nauczyliśmy się rysować różnorodne typy dinozaurów, bardziej i mniej znane. Pozostawiono też miejsce na własną twórczość czytelnika w wyglądzie wyobrażonego o dowolnej nazwie zaura. Zadania obejmowały kolorowanki, poprawianie śladów, wypełnianie stron, ozdabianie wzorami, uzupełnianie elementów, rysowanie z pamięci, dopełnianie szlaczków. "Rysowanie krok po kroku. Dinozaury" to niewątpliwa pomoc w rozwijaniu zdolności manualnych, podkręcania wyobraźni, łapania perspektywy, intensyfikowania kreatywności i ćwiczenia spostrzegawczości. Dzieciaki z entuzjazmem wkroczą w krainę przyjemnych i dających wiele satysfakcji zabaw, nie tylko w aspekcie fascynacji światem prehistorycznych stworów. Wystarczą chęci, ołówki i kredki, ewentualnie jeszcze gumka, jak ktoś ceni biegłość w obrazkowym przedstawianiu. To nie było nasze pierwsze spotkanie z tego typu publikacją, wcześniej znakomicie bawiliśmy się przy "Rysowanie krok po kroku. Relaksujące bazgroły", książką także autorstwa Eweliny Protasewicz.

4.5/6 - warto zrelaksować się przy rysowaniu
literatura dziecięca (choć nie tylko), rysowanie, wiek 3+, 80 stron, premiera 27.04.2022
miękka okładka, format 21,5cm x 25,0cm, ilustracje i tekst: Ewelina Protasewicz
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

ENOLA HOLMES. SPRAWA TAJEMNICZEGO ZNIKNIĘCIA KSIĘŻNEJ

ENOLA HOLMES tom 6

NANCY SPRINGER

"Londyn to w istocie dwa różne miasta – jedno istniejące na powierzchni i drugie ukryte pod nią."


Seria ujęła mnie klimatem retro, intrygującymi zagadkami detektywistycznymi, odwołaniami do Sherlocka Holmesa, a przede wszystkim nietuzinkową główną bohaterką, którą natychmiast obdarowałam sympatią i z zapałem śledziłam jej perypetie. W celu poznania bliższych informacji o scenerii powieści, osobach zaangażowanych w rozkręcanie fabuły, konkretnych przypadkach rozszyfrowywania przestępczej działalności czarnych charakterów, zapraszam do opisu wrażeń z poprzednich tomów ("Sprawa zaginionego markiza", "Sprawa leworęcznej lady", "Sprawa złowieszczych bukietów", "Sprawa osobliwego wachlarza", "Sprawa szyfru na krynolinie"). 

Szósta odsłona pokrywała się atmosferą i pomysłem na przygodową moc Enoli Holmes. Wiele tajemnic i sekretów czternastolatka w swoim stylu ujawnia, ze smykałką do mistyfikacji i wpadania w kłopoty. Powieść nasycona incydentami, podszytymi humorem dialogami, także ciepłem rodzinnych relacji. Tym razem Enola podjęła się wyjaśnienia sprawy osobliwego zniknięcia księżnej, a przy okazji ujawniła koszmarne kulisy ślepej pogoni za modą. Wiele nut o budzącej się emancypacji kobiet, pragnieniach stanowienia o swoim losie, wykształceniu i zainteresowaniach. Blanchefleur del Campo zaginęła na stacji londyńskiego metra. Towarzyszące jej podczas spaceru damy dworu okazały się niezbyt przydatnymi świadkami. Tajemnica zniknięcia kobiety z wyższych sfer za intrygowała też brata Enoli, Sherlocka Holmesa. Czy rodzeństwo ponownie rywalizowało w odkrywanie prawdy? A może zdecydowało się w końcu na współpracę? I co na to wszystko miał do powiedzenia Mycroft, drugi brat Enoli? Fantastyczna propozycja czytelnicza, za nic nie można było przy niej nudzić się, relaksowała z uśmiechem i dreszczykiem emocji związanych z rozpracowywaniem kulis zaginięcia młodej arystokratki. Błyskawicznie się czytało, narracja bardzo przyjemna, dynamicznie przebiegało po scenariuszu zdarzeń wypełnionym incydentami, z żalem kończyło opowieść, gdyż chciałoby się więcej.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura młodzieżowa, kryminał retro, 200 stron, premiera 23.03.2022 (2010)
tłumaczenie Elżbieta Gałązka-Salamon
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

piątek, 29 lipca 2022

OBŁĘD NA KRAŃCU ŚWIATA

JULIAN SANCTON

"Podróżnicy z Belgiki, uwięzieni na nieuruchomionym statku i zdani na łaskę nacisku lodowych tafli, pośrodku niemal monolitycznej potężnej kry, jednej z milionów dookoła, które razem tworzyły bezkresną białą pustynię otaczającą bezludny kontynent na samym spodzie globu, z każdym dniem tracili resztki nadziei.”

Fantastycznie wbiłam się w książkę, niczym statek penetrujący polarne środowisko, uwięziona zostałam przez kry lodowe w postaci fascynujących zdarzeń i opisów skrajne zimowej pogody. Reportaż zachwycił merytoryczną odsłoną, widać było jak wiele pracy włożył Julian Sancton w zgromadzenie informacji na temat Belgijskiej Ekspedycji Antarktycznej, żmudną obróbkę materiału i atrakcyjne zaprezentowanie. Wciągająco przedstawił trzyletnie przygotowania do wyjątkowej wyprawy, pomysły, które natchnęły inicjatora wyprawy, trudy pozyskiwania aprobaty, zdobywania środków finansowych, kupna odpowiedniego statku, skompletowania doświadczonej załogi i naukowców zdolnych do prawdziwych poświęceń. Podobało mi się wyczerpujące przybliżenie sylwetek uczestników niezwykłej przygody na mroźnym kontynencie, bogate zaplecze motywów, zachowań i osobowości. To znakomicie wpłynęło na postrzeganie postaci i przekonująco zobrazowało podłoże relacji między nimi.

Wyprawa odbywała się od tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego siódmego do dziewiątego roku, na trójmasztowym żaglowcu Belgika. Zamierzała dotrzeć do niezbadanych dotąd brzegów kontynentu wysuniętego najbardziej na południe globu, jak najdalej zagłębić się w niego, zebrać informacje o florze, faunie i geologii. Chciała zlokalizować biegun magnetyczny. Komendantem wyprawy był trzydziestojednoletni Adrien de Gerlache de Gomer, w wielu aspektach skonfliktowany z załogą i samym sobą. Kapitanem został dwudziestoośmioletni Georges Lecointe, persona wzbudzająca skrajne emocje. Jako chemik i geolog wystąpił Henryk Arctowski, wcześniej niewiele wiedziałam o polskim geografie. Innym polskim akcentem był udział Antoniego Dobrowolskiego w charakterze asystenta meteorologa. Funkcję zoologa objął Emile Racovitz, z sympatią czytałam o pasji zbierania różnorodnych okazów, a przy tym wystawiania innych na cierpliwość wyczekiwania, kiedy skończy przystanek, by móc podążyć za duchem przygody pchającym dalej na południe. Wiele miejsca w książce poświęcono Roaldowi Amundsenowi, człowiekowi o niezwykłym pędzie ku nieznanemu, nieodkrytemu, nienazwanemu, z ambitnym przesłaniem "po raz pierwszy" silnie rozbrzmiewającym w tle. Jednak nikt nie budził takich kontrowersji jak Frederick Cook, pokładowy lekarz, wykazujący się niezwykłą pomysłowością rozwiązywania wszelakich problemów.

A wyzwań na Belgice nie brakowało. Nieustanna walka z surowym przejmującym zimnem, bezwzględnymi szponami zamarzniętego mrozu, wielomiesięczną ciemnością. Oswajanie myśli z ciągnącą się w nieskończoność pokrywą lodową, bezkresnymi polami jałowej bieli. Kolosalna rozpaczliwa próba przetrwania podczas pierwszego zimowania pośród arktycznych lodów, a zatem przesuwanie granic ludzkich możliwości i tworzenie wyjątkowej historii o zdobywaniu jednego z najbardziej niedostępnych miejsc na Ziemi. Ale to nie tylko walka z zatrważająco wykończającym środowiskiem i pogodą, ale również z nieuniknionymi konfliktami w ramach ludzkich relacji, wyczerpującym społecznym aspektem wyprawy. Na to nakładały się fizyczne i psychiczne stany i procesy, bagaże ciężkich chorób, skrajnego wyczerpania, dojmującego uczucia niepewności, strachu, zagrożenia, izolacji, zamknięcia, samotności, bezsilności, zbliżającej się katastrofy roztrzaskania statku, dokuczliwego głodu i śmierci zaglądającej przez ramię.

Książka bazowała na sugestywnej i barwnej narracji. Płynnie przechodziłam przez styl pisania Juliana Sanctona, wciągnął nie tylko samą przygodą, lecz także umiejętnością snucia opowieści. Kolejny raz okazało się, że to prawdziwe życie napisało najlepszy scenariusz, tym niemniej sztuką było zajmujące jego przedstawienie na łamach stron. Pomagały liczne cytaty, fragmenty wypowiedzi uczestników ekspedycji, notatek, wspomnień, dzienników, prasowych artykułów. Powstawało wrażenie, że przeniosłam się na statek, kiedyś służył do połowów wielorybów, a później wystawiono go na jeszcze bardziej ekstremalne warunki. Przyświecała mi wyjątkowa misja badawcza i odkryć naukowych, lecz wystawiałam się na obłęd polarnych warunków i krańcowe cierpienie. Autor podsunął czytelnikowi listę tematycznych książek. Uwzględnił indeks ułatwiający wyszukiwanie haseł. Szkoda tylko, że zaprezentowano mało zdjęć. „Obłęd na krańcu świata” to wartościowa publikacja, można się z niej wiele dowiedzieć, a przy tym zatracić w przygodzie pod znakiem dojmującego zimna i oślepiającej bieli, dotrzeć do szaleństwa ludzkiej ciekawości, odkrywania i przetrwania, poczuć długie cienie antarktycznego koszmaru i trwogi.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, reportaż, geograficzne odkrycia, 448 stron, premiera 18.05.2022 (2021)
tłumaczenie Miłosz Urban
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

CISZA

MARCIN MAJCHRZAK

„Nie możemy przecież uważać, że brak bagażu powstrzyma nas przed dopłynięciem do celu.”

Zbiór opowiadań podsuwał ciekawe tematy do przemyśleń, większa część przywołanych rozważań już za mną, pozostałe w trakcie, jednak w jednym i w drugim przypadku sympatycznie drażniły wyobraźnię w procesie docierania do prawdy o człowieku, człowieczeństwie, o sobie samym, roli wyznaczonej przez naturę. Prawda, którą każdy z nas, pomimo obdarzenia tymi samymi narzędziami, naznacza unikalnością i indywidualizmem. Znajome odwieczne prawa, szanse i nadzieje, ale odmienne scenariusze egzystencji. Zło, które przybiera różną postać, im bliżej człowieka, tym staje się intensywniejsze, im głębiej jego duszy, tym więcej w nim czerni.

Szalenie spodobał mi się „Ostatni kolejarz”, z przeszłością, która nikogo nie obchodziła, z której nikt nie chciał czerpać wiedzy doświadczenia, z nostalgią skontrastowaną z potworną pułapką. Marcin Majchrzak znakomicie operował klimatem grozy, wyraziste brzmienia, ale subtelnie podsuwane. Krótka forma „118” skłaniała się ku horrorowi, mieszała sen z jawą, odwoływała do wyrwania się na wolność czegoś szalenie niebezpiecznego, przypisanego wybranym jednostkom, przywołanego z zamknięcia. „Antropologia stosowana” z uwięzionym umysłem w sparaliżowanym ciele, świadomością pośród duchowych postaci, śmiercią niczym przewodniczką życia. I kolejny bardzo dobry utwór to „Eksperyment profesora” z ekscentrycznym naukowym szaleństwem, igraniem z ewolucją i przyrodą.

„Strach” fantastycznie zwiódł zakończeniem, koszmarne wejrzenie w samego siebie, fatamorgana kontroli nad życiem, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. W innych opowiadaniach łatwo trafnie wyprzedzałam bieg zdarzeń i domyślałam się finalnej odsłony, a jednak z przyjemnym dreszczykiem emocji poznawałam. „Miłość płonęła” koszmarną historią, nawet nadzieja miała dość mroku i zapragnęła się je wyeliminować, lecz sama z impetem w nie weszła. „Podróż służbowa” drogo kosztowała, zamiast do celu prowadziła wstecz, niosła na fali wodnego żywiołu świadomość targu z samym sobą, podpisem pod rachunkiem wystawionym materialnej duszy. „Transgresja” udowodniła, że zło nie potrzebuje niczego, aby koszmarnie zatriumfować.

„Cisza I” otwierająca i „Cisza II” zamykająca książkę, to zupełnie inne wydania tej samej rzeczy. O ile pierwsza z nich nie znalazła mojego uznania w kwestii dialogów, pełna wulgaryzmów, których nie tłumaczy nawet młody wiek bohaterów i ironiczny humor, jednakże wpadła w oko dzikością, oderwaniem od cywilizacji i social mediów, zajrzeniem w głąb surowej natury człowieka, który w izolacji nie wytrzymuje sam z sobą. O tyle druga bardzo działała na wyobraźnię, ujęła wnikliwym spojrzeniem, osobliwym wyciszeniem, dojrzałością osobowości lęku. Nie potrzebowała, jak jej poprzedniczka, krzykliwości i mnogości zdarzeń w akcji, aby skupić uwagę, kusiła urokiem milczenia i przedsmakiem wolności. 

4/6 – warto przeczytać
horror, 180 stron, premiera 18.05.2022
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

czwartek, 28 lipca 2022

JAK TO DZIAŁA? DINOZAUR

"Dinozaury to fascynujące stworzenia. Do tej pory odkryto aż trzy tysiące gatunków!"

Kolejna znakomita publikacja z serii "Jak to działa", w poręcznym formacie dla małych rączek czytelników. Grube i sztywne kartki dzielnie znoszą wielokrotne przewracanie. Takie atrakcyjne przygody nieustannie przyciągają młodych odkrywców. Mnóstwo fascynujących informacji podanych we wciągającej narracji i przyjaznej oprawie graficznej. Oprócz głównego nurtu wiedzy o dinozaurach profesor Myszka oprowadza po ciekawostkach wynikających z badań nad prehistorycznymi stworami. Dzieci dowiadują się o budowie zwierząt, wielkości jaką potrafiły osiągnąć, stopniu siły i drapieżności. Interesująco śledzi się sposoby polowania i ulubione składniki diety. 

Wszystko na podstawie skamieniałości, a czym one tak naprawdę są także wyjaśnia książeczka. Tunelowe wydrążenia w stronach atrakcyjnie demonstrują i dają podgląd w omawiane zagadnienia. Zmyślnie i sprytnie przemyślane, wciągają dzieciaki w zabawę dowiadywania się czegoś więcej o dinozaurach. Przykładowo, ile zębów miały w paszczy, ile kilogramów mięsa lub roślin dziennie zjadały, co to są koprolity, albo amonity, kto szybciej biega, człowiek czy dinozaur? Zaletą oprawy graficznej jest również mocne nasycenie kolorami, przy okazji można przećwiczyć nazewnictwo, co przydaje się codziennym życiu. Nie wahajcie się, szybko chwytajcie za książeczkę, wejdźcie do świata dinozaurów, dokładnie poznajcie te stwory, zobaczcie jak żyły, jakie miały zwyczaje, jak funkcjonowały. Zajrzyjcie w głąb nich, aż do szkieletów, to dopiero ekscytująca edukacja. Polecam uwadze także inny tytuł z serii, który z zainteresowaniem poznacie, "Jak to działa? Traktor". 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, wiek 3+, premiera 21.04.2022 (2021)
twarda okładka, wycięcia w kartkach, 12 stron, format 19cm x 19cm
tłumaczenie Patrycja Zarawska, ilustracje David Sample, tekst Amelia Hepworth
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

BYLIŚMY ŁGARZAMI

BYLIŚMY ŁGARZAMI tom 1

E.LOCKHART

"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."

Książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, nie spodziewałam się, że reprezentantka literatury młodzieżowej sprawi tyle czytelniczej radości i satysfakcji. Fantastycznie prowadzona narracja, pięknie wyprofilowane pióro, sugestywna oprawa opisu zdarzeń, akapity wyśmienicie przemyślane, każde zdanie czemuś służy. Sama nie wiem, kiedy dałam się mocno wkręcić w historię, niebanalną i nieszablonową, przyciągającą wyśmienicie rozbudowaną intrygą, osobliwym klimatem zahaczającym o mistyczne nuty, mistrzowsko rozbudowanymi portretami postaci, które skrywają wiele tajemnic. Thriller rozwijał się w zaskakującym kierunku, kiedy wydawało się, że już wiem, z czym i jak będę miała do czynienia, moje interpretacje i domysły musiały nagle zmienić kierunek toku myślenia. Emocjonujące i zaskakujące zwroty akcji. 

E.Lockhart wbiła się w potrzeby czytelnicze młodego pokolenia, tematycznie i imaginacyjnie. Zaproponowała powieść o miłości, przyjaźni, identyfikacji z rodziną, poszukiwaniu tożsamości, wewnętrznych konfliktach i poczuciu winy. Z perspektywy pierwszych radości i rozczarowań, kontrastu wychowania i realnego życia, marzeń i ideałów nie zawsze możliwych do spełnienia i podążania za nimi bez rezygnacji z bliskich i siebie. Duża doza infantylności i naiwności w zachowaniach bohaterów, ale to nic złego, autorka doskonale wyczuwała, kiedy trzeba było się do nich odwołać by wzmocnić szczerość a jednocześnie nie wchodzić w uproszczenia, znakomicie ukazała trudny okres nastoletniości. Książka zdobyła ciekawe atrybuty w postaci scenariuszy bajek wplecionych w główny hurt historii, wiele mówiły, wyjaśniały, przywoływały skojarzenia. Lochart nie dostarczała tylko mocnej i mrocznej opowieści, ale również podsuwała materiał do przemyśleń. Thriller, który podobnie jak bohaterowie, powoli zatracał niewinność i lekkość, stawał się coraz cięższy i mroczniejszy. Prywatna skalista wyspa, własność rodziny Sinclairów, trzy wspaniałe posiadłości, beztroskie wakacje i czwórka przyjaciół. Dlaczego zatem smutek i żal w retrospekcjach kluczowej postaci? Co musi przypomnieć sobie Cadence, cierpiąca na selektywną amnezję, aby dotrzeć do okoliczności jej wypadku? Czy prawda zawsze wyzwala?

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller psychologiczny, literatura młodzieżowa, 310 stron, premiera 23.02.2022 (2014)
tłumaczenie Janusz Maćczak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

środa, 27 lipca 2022

JAK TO DZIAŁA? TRAKTOR

"Traktor składa się z wielu różnych części. Zobaczmy, jak działa!"

Jestem pod wrażeniem takich publikacji, jako dziecko wielokrotnie bym do nich zaglądała. Ale i teraz, jako dorosła osoba, z przyjemnością je przeglądam. A już najbardziej cieszy obserwowanie jak duże wrażenie robią na maluchach. Książeczka znakomicie przemyślana, okienka wycięte w stronach dopasowane do treści. Młodziutki czytelnik jest bardzo ciekaw, co będzie dalej, na jakie elementy jeszcze się natknie. A tematyką książeczki jest wszystko to, co młody odkrywca, a może nawet przyszły inżynier, powinien wiedzieć o traktorach. 

Czym są traktory, na jakiej zasadzie działają, jaką dysponują siłą, jak wielkie są konstruowane, co tak właściwie robią, do czego służą. Wiedza techniczna znakomicie podana, prosto i przejrzyście, tak aby nie tylko ciekawie wytłumaczyć, ale i zachęcić do przejażdżki ciągnikiem rolniczym, zachwycić się ogromnymi oponami, posłuchać głośnej pracy silnika, dostrzec koguta na dachu, zerknąć na lampy, wejść po stopniach do kabiny, dotknąć kierownicy, a za zgodą kierowcy wcisnąć klakson. Można dowiedzieć się, dlaczego rura wydechowa skierowana jest do góry. I jeszcze poznać różne rodzaje przyczep doczepiane do traktor, posłuchać do czego służą. 

Książeczka oferuje również krótką wycieczkę po wsi, zabawę w nazywanie mieszkających i hodowlanych zwierząt. Co więcej, szalenie bawi poszukiwanie małej myszki pojawiającej się na stronach. A wierzcie, wcale nie jest tak łatwo ją zlokalizować, sprytnie skrywa się w różnorodnych miejscach. Oprawa graficzna przyjemna, czytelna, i najważniejsze, przejrzysta. Książeczka w poręcznym formacie dla małych rączek czytelników. Grube i sztywne kartki dzielnie zniosą wielokrotne przewracanie. Tytuł polecam jako znakomity pomysł na prezent z okazji Dnia Dziecka, nie tylko dla dzieciaków zafascynowanych budową pojazdów. Ja i moja młoda czytelniczka koniecznie musimy dotrzeć do innych książeczek z tej serii, gdyż bardzo się nam spodobała. Uczy, bawi, pozwala maluchom wiele zrozumieć, wprowadza w świat techniki.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, wiek 3+, premiera 21.04.2022 (2021)
twarda okładka, wycięcia w kartkach, 12 stron, format 19cm x 19cm
tłumaczenie Patrycja Zarawska, ilustracje David Sample, tekst Amelia Hepworth
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

LIZBONA. KRÓLOWA MÓRZ

BARRY HATTON

„Kultura, jak powszechnie wiadomo, jest dziełem swoich miast.”
Derek Walcott


Trzydzieści lat temu, w ramach podróży poślubnej, odwiedziłam między innymi Lizbonę. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie, z entuzjazmem zwiedzałam, podziwiałam szczególny klimat, wszechobecne echo dalekich morskich podróży i silnego ducha odkrywania. Oczywiście, dawna imperialna potęga miała nie tylko marzycielski i egzotyczny charakter, ale również podlegała materialistycznej żądzy i kolonialnemu wyzyskowi. Czarne karty historii miasta i bogactwo wypływające z epoki mocarstwowych odkryć geograficznych mieszały się ze sobą, tworzyły coś niepowtarzalnego. Z jednej strony godny podziwu kwitnący ośrodek handlu, z drugiej nie zawsze akceptowany przez odwiedzających. 

Barry Hatton fantastycznie prowadzi przez przeszłość i teraźniejszość Królowej Mórz, z ujęcia Portugalii, Europy i świata. Z ogromną przyjemnością zanurzałam się w poszukiwaniu śladów obecności Fenicjan, Rzymian, barbarzyńców, Maurów, Hiszpanów, Francuzów i Anglików. Poznałam Lizbonę z czasów sprzed wielkiego trzęsienia ziemi z tysiąc siedemset pięćdziesiątego piątego roku, największego, jakie odwiedziło Stary Kontynent w czasach nowożytnych, wielkiego tsunami i kolosalnego pożaru. I po kataklizmie, kiedy manueliński styl architektury zastępował pombaliński. Patrzyłam jak członkowie rodziny królewskiej uciekali przed Napoleonem do Brazylii, intensyfikował się chaos polityczny w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku, a później półwiecze postępu. Zamęt i rozlew krwi, polityczne i społeczne zawirowania, wojna domowa, działalność przestępcza, odcisnęły ślad na porcie morskim w pierwszych latach dwudziestego wieku. Zanurzyłam się w Lizbonie jako krainie szpiegów podczas wojennych lat i miejscu terrorystycznych ataków. Prześledziłam burzliwą atmosferę miasta podczas rządów Antonio Salazara, kolejną ogromną przemianę architektoniczną, i kończącą je rewolucji goździkowej. 

Autor przeprowadzał przez różnorodne klimatycznie dzielnice Lizbony, dokładnie omawiał ważne punkty na mapie miasta, place, pomniki, rezydencje królewskie, kompleksy kościelno-klasztorne, wieże i mury obronne, mosty, akwedukt, fontanny, szpitale, muzea, wystawy. Chętnie odwoływał się do relacji odwiedzających Lizbonę, dzieł sztuki, literatury, poezji, dokumentów, muzyki, tańca. W tym wszystkim przebijał się podziw dla żeglarskiego ducha lizbończyków, ale jednocześnie uzmysłowienie pęknięć i rys na ważnym pionku europejskiej politycznej, gospodarczej i społecznej szachownicy. Styl narracji bardzo przyjemny i obrazowy, wsparty umiejętnie wyważonymi konkretami, natychmiast się odnalazłam. Podobało mi się przytoczenie powiedzeń, mających źródło nawet w dalekiej przeszłości, a do dziś funkcjonujących w potocznym języku. 

Hatton mistrzowsko uchwycił kontrastowy charakter Lizbony, kosmopolityczną spuściznę, gościnność mieszkańców, szczególny urok kremowej poświaty miasta, dogodnej rzecznej lokalizacji, z widokiem na oszałamiający górzysty krajobraz. Wiele satysfakcji, zarówno w realu, jak i w książce, sprawiły mi spacery stromymi i wąskimi uliczkami średniowiecznej dzielnicy, spojrzenie na szczyt wzgórza, na którym wznosi się majestatyczny i nigdy niezdobyty zamek. Jedyne czego mi zabrakło w książce, to zdjęć, chociaż nie tyle tych najbardziej znanych zabytków Lizbony, co tych rzadziej zamieszczanych w przewodnikach turystycznych, czy obrazów, do których następowały odwołania. Jednak rozumiem, że publikacja i tak już obszerna a w dobie powszechnego dostępu do internetu nie miałam problemu, by je przywołać. 

Inne książki z serii Bo.wiem (Mundus) przybliżone na Bookendorfinie: "Na zawsze w lodzie", "Biblioteka w oblężonym mieście", "Kolekcjoner porzuconych dusz", "Farmaceuta z Auschwitz", "Ziemia dyktatorów", "Śmierć w lesie deszczowym", "Koń doskonały", "Za milion lat od dzisiaj. O śladach, jakie zostawimy".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, historia, 382 strony, premiera 23.05.2022 (2018)
tłumaczenie Barbara Gutowska-Nowak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.