PHILIP K. DICK "Byli formą życia opartą na krzemie, nie na węglu. Ich cykl metaboliczny był długi, a katalizatorem nie był tlen, lecz metan.”
Bardzo lubię przygody czytelnicze z klasyką fantastyki, nie musi opierać się na naukowej aurze, chociaż jak najbardziej ochoczo i po taką sięgam, ważne, aby dawała z większej perspektywy spojrzenie na ludzkość i cywilizacje, a przy tym zajmowała losami zmagającymi się z przeciwnościami jednostek i grup. Refleksyjny wgląd w naturę człowieka, istotę człowieczeństwa, umiejętności i spryt w zetknięciu się z myślącymi kosmicznymi istnieniami, zwłaszcza zagrażającymi Ziemi i jej mieszkańcom. Czy bylibyśmy słabi, bezbronni i bezwolni wobec przybyszy z różnych zakątków wszechświata, w ich oczach zacofani i bezradni, podatni na manipulację i sprawowanie nad nami kontroli? A może tkwiłoby w nas coś, co mogłoby przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę, narzędzia intelektu, śmiałe myśli i wyjątkowa determinacja? Skoro w ziemskim życiu nie jesteśmy zawsze w stanie dostrzec wewnętrznego wroga, zapobiec jego destrukcyjnym działaniom, to czy dalibyśmy sobie radę z zewnętrznym istnieniem opartym na innych zasadach życia i rozumowania? A może nie potrzeba Obcych, abyśmy zniszczyli to, co napędza nasz rozwój, kulturę i społeczeństwo?
Philip K. Dick w „Tytańskich graczach” osadza bohaterów w chaotycznej mieszaninie strachu i lęku, tak charakterystycznej dla politycznych antagonizmów mocarstw lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, czasów zimnej wojny, jednak przesuwa suwak na osi czasu do połowy dwudziestego drugiego wieku. Jakże inna rzeczywistość, ludzkość wyniszczona własną ręką, z minimalną zdolnością do prokreacji, z miastami pustkowiami, w których straszą upiory przeszłości. I Gra, która z różnorodnymi odmianami losów, nieprzewidywalna i o metanowym porządku, dostępna tylko dla nielicznych, zarazem wygranych i przegranych, oparta na zasadach i przypadku, unikająca zależności przyczynowo-skutkowych, ale skoncentrowana na infiltracji i konkretnych wygranych. I jeszcze tajna organizacja, dominująca w sferze tajemnic, trudna do inwigilacji i rozszyfrowania, podobnie jak słabe i mocne karty tytańskich graczy. Jak mielibyśmy przeniknąć do czegoś, co byłoby niezrozumiałe, wygrać z czymś, co podlegałoby nieustannej zmianie, a blef tylko pozornie łatwo dałby się wykryć i sprawdzić? Skąd mielibyśmy wiedzieć, że właśnie teraz bralibyśmy w udział w rozgrywce na planetarną skalę, a może właśnie zostalibyśmy z niej wykluczeni, przesunięci niczym pionki, pozbawieni władzy, nawet jeśli iluzorycznej? Na
Bookendorfinie przybliżam inne książki Philipa K. Dicka („
Prawda półostateczna”, "
Opowiadania najlepsze", "
Klany księżyca Alfy", "
Radio Wolne Albemuth", "
Teraz czekaj na zeszły rok"), zerknij i wybierz coś dla siebie.
4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 272 strony, premiera 16.06.2026 (1963)
tłumaczenie Teresa Tyszowiecka, ilustracje Wojciech Siudmak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.