Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ELŻBIETA SIERADZIŃSKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ELŻBIETA SIERADZIŃSKA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

SERCE W OGNIU

BURZLIWE ŻYCIE JOSEPHINE BAKER

ELŻBIETA SIERADZIŃSKA

„Są ludzie, którzy nigdy nie przemijają.” Grace Kelly

A przynajmniej na trwałe zapisują się w naszej zbiorowej pamięci i indywidualnej inspiracji. Imponująca biografia, napisana z dbałością o detale, mocno uszczegółowiona. Nie potrzebowałam aż takiego stopnia wnikliwości, ale osoby zainteresowane bohaterką i czasami, w których żyła (1906-1975) będą zachwycone. Wcześniej niewiele wiedziałam o Josephine Baker, zaledwie ogólne informacje, ale po spotkaniu z książką wszystko nadrobiłam, także w wyrazie podziwu dla odwagi niezwykłej czarnoskórej kobiety, jak i szacunku wobec artystycznych osiągnięć. 

Zadziwiające, czasami zdarza się ktoś, kto za sprawą wewnętrznego ducha, mniej lub bardziej sprzyjających okoliczności, podążaniem za marzeniami, jakby nie prowadził pojedynczego życia, ale uczestniczył w różnych jego scenariuszach, którymi można by było obdarzyć kilka osób, a co więcej zaliczyć je do symboli. Może właśnie trudne czasy, bieda, rasizm, umacniają charakter człowieka i usilne pragnienie wyrwania się z niesprzyjających warunków, jednak tylko nieliczni potrafią przekuć słabości i ograniczenia w coś inspirującego i docierającego na szczyty sławy. Elżbieta Sieradzińska przedstawiła nie tylko występującą w całej Europie wielką artystkę, szczerą emancypantkę, symbol wolności, ale również zwykłą kobietę dążącą do szczęścia, bez oceniania i wydawania osądów, ale ze zrozumieniem kontrastowych cech natury człowieka. Wszystkie dziedziny sztuki, w których uczestniczyła Baker, czegoś ją nauczyły, pozwoliły wyrazić siebie, zebrać doświadczenia znajdujące przełożenie w życiu codziennym. 

Nikt z nas nie uniknie złych decyzji losu wobec nas, podsuwania wielkich dramatów, ale jeśli przykładowo nie można mieć biologicznych dzieci, wówczas realizujemy się w macierzyńskich odczuciach tworząc adopcyjną rodzinę. Czy ekscentryczność i impulsywność można uważać za wadę? A może są bardzo pożądane w wystąpieniach na scenie i prowadzą do fenomenalnych recenzji w oczach publiczności. Nikt z nas nie musi ulegać krepującym ograniczeniom, dawać się zaszufladkować i stłamsić w narzuconych rolach, a patrząc na życie Baker miałam wrażenie, że pojawiły się po to, aby z determinacją je przełamywać i korzystać na odrzuceniu stereotypów. Oczywiście, że do tak intensywnego, bogatego i różnorodnego życia wkradły się zamieszanie, chaos, niepewność i porażki, ale i z tym trzeba było umieć sobie poradzić lub odpowiednio do tego podejść, a że ryzykownie, to już inna sprawa, wiele zależy do tego jak radzimy sobie ze świadomością konieczności zagrania va baque i wejścia pod prąd. Autorka sprawiła, że z przyjemnością poznałam fantastyczną kobietę i artystkę, ale też z szerszego ujęcia atmosferę tamtej epoki, w czym pomogły znakomicie przygotowana treść i liczne zdjęcia. Zerknij również na przedstawioną na Bookendorfinie książkę "Wrócimy po was", reprezentantkę literatury faktu i literatury górskiej, już wtedy spodobał mi się styl pisania Elżbiety Sieradzińskiej, barwny, plastyczny, przyjazny, trafiający do wyobraźni, serca i pamięci.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
biografia, 592 strony, premiera 29.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

sobota, 1 kwietnia 2023

WRÓCIMY PO WAS

ELŻBIETA SIERADZIŃSKA

„Być w tym górskim niebie to nie wszystko, trzeba jeszcze z niego wrócić.”

Spodobał mi się styl pisania Elżbiety Sieradzińskiej, barwny, plastyczny, przyjazny, trafiający do wyobraźni, serca i pamięci. Autorka przybliżyła sześć tragicznych alpejskich historii, które rozegrały się do lekko ponad pół wieku temu, kiedyś mocno nagłaśnianych w środkach masowego przekazu, wywołujących sprzeczne interpretacje, będących lustrem konfliktów wśród wysokogórskich wspinaczy i mieszkańców lokalnych miasteczek. 

Pierwsza dotyczyła Aiguille du Midi, kiedy na początku lat sześćdziesiątych francuski myśliwiec w ułamku sekundy, z szybkością ośmiuset kilometrów na godzinę, przeciął kabel kolejki liniowej. Setka ludzkich istnień zawieszona między niebem a ziemią. Sieradzińska mocno trzymała się faktów, ale również sugestywnie dawała wejść w barwy przeżyć ofiar i ratowników. Zderzenie zimowej urlopowej scenerii z bezpośrednim zagrożeniem życia. Znakomicie uszczegółowiony reportaż. Druga historia opisywała okoliczności katastrofy samolotów Air India, ze zwróceniem uwagi na skłonność losu do powtarzania incydentów. Wnikałam niczym w sensację, spisek, zbiór tajemnic, a przecież relacja obejmowała prawdziwe zdarzenia. I tu doceniłam walor wypełnienia tekstu detalami i oddziaływaniem na wyobraźnię. Trzecia historia zaznajamiała z sylwetką wyjątkowego pilota, Hermanna Geigera, towarzyszącej mu od dzieciństwa pasji, rozwijanej mimo trudności i przeszkód. Brawurowe ocalanie żyć ludzi i zwierząt w alpejskich górach. Kładzenie podwalin pod pierwsze na świecie centrum ratownictwa powietrznego. Pełnowymiarowy portret osoby, wyraźnie odczuwalne pierwiastki życiowej misji i czystego człowieczeństwa. 

Czwarta historia wywoływała ogromny ból w sercu, trudność w zrozumieniu ludzkich motywów, intensywne  poczucie bezsilności wobec negatywnej rywalizacji i ciężkiej do wytłumaczenia bezduszności. Jean Vincendon i Francois Henry, młodzi wspinacze, nie podołali wyzwaniu gór, ale nie oni odnieśli spektakularną porażkę, a lokalna społeczność i oficjalnie zarządzający akcją ratunkową. Rażący brak kompetencji, zwykłej odwagi, ludzkiego podejścia, honoru i sumienia. Umykanie tego, co najważniejsze, szukanie wiarygodnych usprawiedliwień, na dodatek w aurze Bożego Narodzenia i Sylwestra. Ciężko zrozumieć niejednoznaczne przesłanki i dychotomiczne interpretacje. Każda strona uczestnicząca w wyjątkowo dramatycznych zdarzeniach kierowała się własnymi racjami, z różnych ujęć można było na wszystko spojrzeć, także moralnego. Ciąg tragedii i kontrastowych ludzkich postaw jednoznacznie wskazał konieczność aktywowania ratownictwa górskiego i przeformułowanie postrzegania eksploracji gór przez człowieka. 

Piąta historia wciągała nierozwiązaną zagadką, naznaczoną pogodową, przestępczą i kryminalną odsłoną. Zadziwiające, że tajemnica Vallee Blanche wciąż nie została odkryta, nadal owiewa mgłą plotek i przypuszczeń, nie dostarcza jednoznacznych dowodów i wniosków. Ostatnia historia zaprowadziła do klasztoru świętego Bernarda, historii kanoników i psów bernardynów, odsłoniła źródła tendencji do tworzenia stereotypowego wizerunku schroniska, działalności duchownych i użyteczności psów w ratownictwie. Cieszyło, że autorka postawiła na różnorodność materiału w poszczególnych częściach książki. Wiele sobie przypomniałam i dowiedziałam się. Ilustracje stanowiły dodatkowy atut w poznawaniu alpejskich historii. Warto sięgnąć po ten tytuł.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, literatura górska, 470 stron, premiera 25.01.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl