Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura górska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura górska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2023

WRÓCIMY PO WAS

ELŻBIETA SIERADZIŃSKA

„Być w tym górskim niebie to nie wszystko, trzeba jeszcze z niego wrócić.”

Spodobał mi się styl pisania Elżbiety Sieradzińskiej, barwny, plastyczny, przyjazny, trafiający do wyobraźni, serca i pamięci. Autorka przybliżyła sześć tragicznych alpejskich historii, które rozegrały się do lekko ponad pół wieku temu, kiedyś mocno nagłaśnianych w środkach masowego przekazu, wywołujących sprzeczne interpretacje, będących lustrem konfliktów wśród wysokogórskich wspinaczy i mieszkańców lokalnych miasteczek. 

Pierwsza dotyczyła Aiguille du Midi, kiedy na początku lat sześćdziesiątych francuski myśliwiec w ułamku sekundy, z szybkością ośmiuset kilometrów na godzinę, przeciął kabel kolejki liniowej. Setka ludzkich istnień zawieszona między niebem a ziemią. Sieradzińska mocno trzymała się faktów, ale również sugestywnie dawała wejść w barwy przeżyć ofiar i ratowników. Zderzenie zimowej urlopowej scenerii z bezpośrednim zagrożeniem życia. Znakomicie uszczegółowiony reportaż. Druga historia opisywała okoliczności katastrofy samolotów Air India, ze zwróceniem uwagi na skłonność losu do powtarzania incydentów. Wnikałam niczym w sensację, spisek, zbiór tajemnic, a przecież relacja obejmowała prawdziwe zdarzenia. I tu doceniłam walor wypełnienia tekstu detalami i oddziaływaniem na wyobraźnię. Trzecia historia zaznajamiała z sylwetką wyjątkowego pilota, Hermanna Geigera, towarzyszącej mu od dzieciństwa pasji, rozwijanej mimo trudności i przeszkód. Brawurowe ocalanie żyć ludzi i zwierząt w alpejskich górach. Kładzenie podwalin pod pierwsze na świecie centrum ratownictwa powietrznego. Pełnowymiarowy portret osoby, wyraźnie odczuwalne pierwiastki życiowej misji i czystego człowieczeństwa. 

Czwarta historia wywoływała ogromny ból w sercu, trudność w zrozumieniu ludzkich motywów, intensywne  poczucie bezsilności wobec negatywnej rywalizacji i ciężkiej do wytłumaczenia bezduszności. Jean Vincendon i Francois Henry, młodzi wspinacze, nie podołali wyzwaniu gór, ale nie oni odnieśli spektakularną porażkę, a lokalna społeczność i oficjalnie zarządzający akcją ratunkową. Rażący brak kompetencji, zwykłej odwagi, ludzkiego podejścia, honoru i sumienia. Umykanie tego, co najważniejsze, szukanie wiarygodnych usprawiedliwień, na dodatek w aurze Bożego Narodzenia i Sylwestra. Ciężko zrozumieć niejednoznaczne przesłanki i dychotomiczne interpretacje. Każda strona uczestnicząca w wyjątkowo dramatycznych zdarzeniach kierowała się własnymi racjami, z różnych ujęć można było na wszystko spojrzeć, także moralnego. Ciąg tragedii i kontrastowych ludzkich postaw jednoznacznie wskazał konieczność aktywowania ratownictwa górskiego i przeformułowanie postrzegania eksploracji gór przez człowieka. 

Piąta historia wciągała nierozwiązaną zagadką, naznaczoną pogodową, przestępczą i kryminalną odsłoną. Zadziwiające, że tajemnica Vallee Blanche wciąż nie została odkryta, nadal owiewa mgłą plotek i przypuszczeń, nie dostarcza jednoznacznych dowodów i wniosków. Ostatnia historia zaprowadziła do klasztoru świętego Bernarda, historii kanoników i psów bernardynów, odsłoniła źródła tendencji do tworzenia stereotypowego wizerunku schroniska, działalności duchownych i użyteczności psów w ratownictwie. Cieszyło, że autorka postawiła na różnorodność materiału w poszczególnych częściach książki. Wiele sobie przypomniałam i dowiedziałam się. Ilustracje stanowiły dodatkowy atut w poznawaniu alpejskich historii. Warto sięgnąć po ten tytuł.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, literatura górska, 470 stron, premiera 25.01.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

WIDZIAŁEM OTCHŁAŃ

SIMONE MORO

"Szczyt jest wyłącznie punktem przejścia, nigdy nie dojścia, ponieważ szczęście i pasja nie leżą w miejscu przeznaczenia, ale w podróży."


Spodziewałam się czegoś innego po książce, więcej akcentów na wysokogórską wspinaczkę, więcej opisów wysokogórskich przygód, a otrzymałam sporo rozważań na temat życia i pasji. Chętnie wchodzę w klimaty wspomnieniowe o podłożu filozoficznym, jednak w tej publikacji nie wciągnęły na tyle, abym odczuwała przynajmniej dobrą satysfakcję czytelniczą. Odebrałam to jako rozliczenie autora z wewnętrznymi rozterkami, coś w rodzaju tłumaczenia się przed sobą, spojrzenia na życie z ujęcia dokonanych wyborów. Kilka elementów faktycznie fascynowało, fragmenty ścieżek życia zupełnie innych niż moje, interesująco wchodziło się w ich klimat, ale było ich zdecydowanie za mało. Pozostałe bazowały na zwykłych ludzkich emocjach, znanych każdemu z nas, podparte szczerością, lecz bez większej wnikliwości. Relacja z synem ciekawie opisana, zwłaszcza w odniesieniu do ojca i dziadka, lecz nie czułam wyjątkowości, w końcu, każdy prawdziwy rodzic stara się stworzyć jak najlepsze warunki do rozwoju osobowości, zainteresowań i trzymania się ważnych wartości przez swoje dzieci. Opisy funkcjonowania w pandemii też nie robiły wrażenia, wszyscy musieliśmy zmierzyć się z nimi w podobnym stylu.

Najbardziej przyciągały różne typy otchłani, w które wpada człowiek podczas własnej drogi życia, interesowało mnie, jak radził sobie z nimi Simone Moro. Przekuwanie porażek w determinanty walki z wewnętrznymi i zewnętrznymi przeciwnościami, oswajanie strachu i czynienie go cennym sprzymierzeńcem, podążanie za głodem sukcesu i zwiększanie apetytu na przygody, rozwijanie umiejętności poprzez wytrwałość, wzmacnianie siły marzeń i motywacji, radzenie sobie ze stratą. Rozdział o Denisie Urubko pozostawił niesmak, zderzenie wizerunku alpinistycznych zmagań z tarciami w środowisku wspinaczy, nie mnie oceniać, ale rozumiałam poczucie rozgoryczenia. Nawiązania do polskiego himalaizmu, a także poszukiwania własnej tożsamości alpinistycznej. Niepotrzebnie wkradły się powtórzenia myśli, zaburzały naturalny rytm poznawania książki. Nie chcę, abyście odczuli, że "Widziałem otchłań" to mało zajmująca publikacja, spore szanse, że przyjemnie się w niej odnajdziecie, jednak liczyłam na więcej, tym bardziej, że napisana została przez mojego rówieśnika, z dużym zbiorem doświadczeń, z innym sposobem na realizowanie się w zwykłej i niezwykłej codzienności. Chciałam głębszych przesłań, dociekliwego spojrzenia, czegoś, co zachwyci, skłoni do refleksji, a może nawet stanie się inspiracją. W moim odczuciu, książka bardziej dla Moro niż czytelników. Całkiem możliwe, że młodsi więcej z niej wyniosą.

3.5/6 - w wolnym czasie
autobiografia, literatura wysokogórska, 248 stron, premiera 23.03.2022 (2020)
tłumaczenie Tomasz Kwiecień
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 25 marca 2022

ŻYJĄCA GÓRA

NAN SHEPHERD

"Miejsce i umysł mogą się wzajemnie przenikać aż do obopólnej przemiany natur."

Byłam pod ogromnym wrażeniem książki. Przemówiła do mnie w każdym detalu, przepięknie przeniosła do samej esencji górskich wędrówek, zatopiła w odczuciach autorki, ale również intensywnie nakłoniła do własnych rozważań. Niespiesznie stawiałam kroki w szkockich górach Cairngorm, powoli delektowałam się dwunastoma rozdziałami, w każdym odnajdując wiele perspektyw na cudowny krajobraz i naturę. To nie jedna wycieczka, ale wiele skumulowanych na przestrzeni trzydziestu lat. Przeniknęły duszę, przemówiły do poszukiwaczki różnorodnych odsłon wypiętrzonych świadectw życia planety i pozornie zwyczajnych drobnych potwierdzeń zachodzących procesów. I góry podlegają zmianom, pasmo Cairngorm było kiedyś większe niż dzisiejsze Alpy, lecz czas zdjął z nich ciężar wysokości. 

Nan Shepherd prowadzi utartymi i mniej znanymi ścieżkami, zagląda gdzie tylko się da. Po początkowej fascynacji zdobywaniem szczytów, przenosi uwagę na czystą, wręcz mistyczną, przyjemność chodzenia po górach, chwytania piękna ich samych, roślinnych i zwierzęcych mieszkańców, w tym człowieka. Odczytuje też znaki ziemi, wody i powietrza, zmysłów, światła i pogody, snów, koegzystencji i bycia. Szalenie plastyczna i ujmująca narracja, wytworzenie oszałamiającego nastroju, poetyckie dotykanie kwintesencji obecności i przeżywania. Poznałam już mnóstwo książek z literatury górskiej, poszukując różnych barw wędrówki, tworzenia silnej więzi między nimi a człowiekiem, jednak dopiero przy tym tytule miałam wrażenie, że dotarłam do sedna wyjątkowej pasji stającej się trwałym sposobem na wyrażanie siebie, spełnienie w dotarciu do siebie, satysfakcją z poznania samego siebie. Trafiały mi się tytuły, z których wybierałam wiele cytatów i podchwytywałam myśli do rozwinięcia, lecz w "Żyjącej górze" niemal każdy akapit wart był solidnego zamyślenia. Dogłębne i szczegółowe studium bezpośredniego kontaktu z naturą, dostrzegania piękna pod wieloma imionami, aktywnego odbioru procesu stopniowej jedności z życiem. Świadomość, że wciąż jest coś do odkrycia, a jedna tajemnica pociąga za sobą kolejną. Brakuje mi umiejętności literackich, aby w pełni oddać rozkosz czytania tego tytułu, najlepiej sami po niego sięgnijcie, zanurzcie się w wielowymiarowej opowieści, jestem przekonana, że mnóstwo fascynujących i cennych wartości z niej wyciągnięcie, nawet jeśli nigdy nie byliście w górach.

6/6 - rozkosz czytania
literatura górska, 182 strony, premiera 31.01.2022, tłumaczenie Jarosław Skowroński
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 3 lutego 2022

WSZYSTKIE SZCZYTY ŚWIATA. OPOWIEŚĆ O ZMAGANIACH Z NIEBEZPIECZEŃSTWEM, NAUCE POKORY I ODNALEZIENIU PRAWDY O SOBIE

VANESSA O'BRIEN

"Wspinaczka górska to długie okresy przeraźliwej nudy, przeplatane chwilami absolutnego przerażenia." anonim

I kolejne spojrzenie na pasję wspinaczki wysokogórskiej za mną, zazębiło się z dotychczas poznanymi ujęciami, wzbogaciło je i nadało jeszcze inny wymiar. Tym razem zagłębiałam się w opowieść o kształtowaniu miłości do zdobywania gór nie w młodym, a w średnim wieku, kiedy wydawało się, że Vanessa O'Brien miała w pełni przetartą i ukształtowaną ścieżkę kariery zawodowej w świecie korporacji. Pełniąc wysokie stanowiska w renomowanych firmach czuła się jak ryba w wodzie, zdobywała wyjątkowe kwalifikacje, umiejętności i doświadczenia. Wysokie zarobki i poczucie satysfakcji rekompensowały wkładany w pracę trud i poświęcenie. Kryzys na rynku sprawił, że została bezrobotną. Przyzwyczajona do pokonywania trudów, oswojona z pełną aktywnością, uzależniona od sukcesów, nie mogła długo trwać w bezruchu i zawieszeniu. Nieco przypadkiem, za sprawą podpowiedzi przyjaciół, wpadła na pomysł dokonania czegoś nowego, spektakularnego, diametralnie różnego od dotychczasowych osiągnięć. W marzeniach zakiełkowała myśl o stanięciu na najwyższym szczycie Ziemi.

Jako uparta i przedsiębiorcza osoba, zaczęła dokładnie planować drogę do spojrzenia na świat z Everestu. Precyzja, z jaką do tego podeszła była imponująca. Biznesowe kompetencje okazały się świetnym przygotowaniem do dni wypełnionych przygodami i eksploracją. Początkowo nie w pełni uświadomione pragnienie rozwinęło się w ekscytujący pomysł na życie. Od najniższego, laickiego i naiwnego szczebla, poprzez pokorę i naukę, do doświadczonej wspinaczki. Nie można było odmówić wytrwałości zrodzonej z pokonywania przeszkód, gotowości na mozolne i wyczerpujące ćwiczenia, na zdawanie testów cierpliwości i odporności psychicznej. Autorka dokładnie relacjonowała, jak wyglądały przygotowania i pokonywanie kolejnych szczebli w podróżniczym wielkim szlemie, czyli skompletowaniu Korony Ziemi oraz zdobycia bieguna południowego i północnego. Dokonała tych wyczynów w rekordowym czasie. I jeszcze, konsekwentne podejścia do skłonienia K2, aby pozwoliła na chwilę pojawić się na jej szczycie.

Ciekawie obserwowało się rozwijanie skrzydeł w szalenie wymagającej aktywności sportowej. Narracja przyjemna, gładko prowadziła po wspomnieniach, nie tylko w aspekcie gór i biegunów, ale również po sferze osobistej, trudnego dzieciństwa i nauki ufania ludziom. Sporo refleksji i przemyśleń, ukazywania mniej mistycznych aspektów wspinaczki. Liczyłam na więcej detali z obszaru samej techniki wspinania i wrażeń podczas wędrówki w chmurach, jednak książka była kompletna jako rozliczenie z przeszłością, ukazanie drogi osiągnięć, przełożenia doświadczeń z dzieciństwa i młodości na walkę o tożsamość, wyciągnięcia najlepszych przedsiębiorczych umiejętności i przełożenia na nowe cele w życiu. Potwierdziło się, że los fantastycznie daje nam szanse, niekoniecznie planowane i wyczekiwane, a zaskakujące i nadzwyczajne, pozwalające spełnić się w innym niż dotychczas wymiarze, sztuką jest je spostrzec, pochwycić i wykorzystać.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura górska, autobiografia, 378 stron, premiera 13.10.2021
tłumaczenie Maciej Jakub Jabłoński
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 1 lutego 2022

NIEOSIĄGALNY EVEREST. ZANIM NADESZLI ZDOBYWCY

CRAIG STORTI

"W pierwszej kolejności należało odszukać tę górę." George Mallory

Craig Storti przyjął założenie, że jego książka skończy się na tysiąc dziewięćset dwudziestym pierwszym roku, czyli w punkcie, w którym wszystkie inne książki o Evereście w przeważającej większości zaczynają się. I bardzo dobrze, gdyż właśnie zdarzenia, które miały miejsce, okoliczności, które zaistniały, ludzie, którzy mieli wpływ na krok przed zdobywaniem najwyższego szczytu na Ziemi, są równie ciekawe, wciągające, a nawet zaskakujące. Gładko weszłam w styl prezentowania materiału, a wysoka szczegółowość odpowiadała mi. Często skupiamy się na spektakularnym celu, potrafimy z wielu stron go interpretować, pod wieloma kątami rozważać, doceniać w całej rozciągłości, a jednak często umyka nam to, co działo się kilkanaście etapów wcześniej, chociażby, skąd zrodziły się inspiracje śmiałych czynów, jak wyglądały eksploracje przestrzeni, kiedy uwierzono, że coś jest możliwe do zrealizowania, kto stał za pomysłem, jakie przeszkody piętrzyły się.

Autor zajmująco przybliżył, kiedy i jak intensywnie pojawiło się zainteresowanie Himalajami. Poczynając od greckich żołnierzy pod wodzą Aleksandra Wielkiego, poprzez zaistnienie Czomolungmy w historii ludzkości za sprawą budowy klasztoru na końcu doliny Rongbuk w dziewięćset dwudziestym piątym roku, odwiedzin Tybetu przez hiszpańskich, portugalskich, włoskich i austriackich jezuitów. Od połowy siedemnastego wieku historia eksploracji Himalajów odpowiadała obecności Brytyjczyków w Indiach. Przedstawił kontrowersje wokół odkrycia i potwierdzenia istnienia Everestu, prowadzenia prac kartograficznych i geodezyjnych, przyznanej przez Europejczyków nazwy, opracowania dróg zbliżenia się do podnóża najwyższego punktu w majestatycznym masywie. Pokazał pierwsze wrażenia ze spojrzeń na długo nieosiągalny dach świata i rozwijanie się idei wejścia na niego. Wszystko w geograficznym i politycznym ujęciu, z podkładem aktywności reprezentantów środowiska podróżników, wspinaczy i naukowców.

Omówił wpływ Złotej Ery Alpinizmu, zwłaszcza osiągnięcia technik wspinaczkowych i specjalizacji sprzętu, początków wysokogórskiej medycyny i przewodnictwa, pierwszych śmiałych podszeptów zapisania się na kartach historii himalaizmu. Przywołał wiele nazwisk i tytułów. Podkreślił wkład w przekształcenie tego, co nieosiągalne, w osiągalne marzenia. Przyjaźnie zaprezentował trudne i złożone zagadnienia. Wyraziście naświetlił polityczne tło, zamknięcie Tybetu dla obcokrajowców, by chronić i kultywować panującą w nim religię, a także ambicje i dominacje brytyjskiego narodu, podstępną i krwawą kilka aspektów naświetlono od strony, której nie znałam. Przeznaczona dla wszystkich miłośników pasji himalajskiej wspinaczki. Z jednej strony jest odrębną jednostką literacką, a z drugiej stanowi fantastyczny wstęp do wielu książek o himalaizmie.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura górska, literatura faktu, 406 stron, premiera 17.11.2021, tłumaczenie Rafał Lisowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 24 stycznia 2022

NANGA PARBAT DROGA DOSKONAŁA

DANIELE NARDI, ALESSANDRA CARATI

"Góry sprawiają, że stajemy się bardziej prawdziwi, bo zupełnie nas obnażają. Doznajemy takiego stresu... że wydobywa się z nas ta część, którą zazwyczaj ukrywamy. Im wyższa i trudniejsza góra, tym bardziej zmusza nas do zdjęcia maski. Stajemy się tym, kim jesteśmy naprawdę, na dobre i na złe."

Bardzo dobrze czytało mi się książkę od strony merytorycznej, od pierwszych stron mocno wciągała. Czegoś takiego oczekiwałam, nie tylko informacji składających się na historię zdobywania szczytów świata, ale przede wszystkim oprawy intelektualnej i emocjonalnej towarzyszącej niezwykłej i dla większości nieosiągalnej namiętności. Ciekawie zaprezentowano filozofię wspinaczki, przedstawiono fizyczne, psychiczne i emocjonalne aspekty wspinania się, realizacji w kwintesencji prób sił i spełniania się. Ukazano, jak naprawdę wyglądała wspinaczka, czym była dla himalaisty, w jaki sposób rzutowała na wyobrażenie o sobie, jak wpływała na pozostałe sfery życia. Świadomość, że Daniele Nardi zginął silnie zatopiony w wymarzonej pasji, podczas zdobywania ekstremalnie trudnej góry, sprawiła, że książka stała się nie tylko opowieścią o szalenie trudnych wyzwaniach, ale również wybrzmiewała mocnymi nutami autobiografii. Miała być kropką nad i, medialnym ukoronowaniem sukcesu, a stała się czymś znacznie więcej, ukazaniem ścieżki ku przeznaczeniu, relacją z wzlotów i upadków, sukcesów i porażek, osobistych refleksji i decyzji. Dziennikarka Alessandra Carati domknęła publikację.

Daniele Nardi wytrwale i latami dążył do śmiałego, przez wielu uważanych za skrajnie szalonego celu. Pragnął zimą w stylu alpejskim zdobyć Nanga Parbat, z uwzględnieniem pokonania ściany Diamir nową linią, biegnącą Żebrem Mummery’ego, to właśnie ono magnetycznie go przyciągało. Wspinacz przybliżył kolejne próby podejść, jednocześnie uzupełnił je relacjami z wejścia na inne szczyty, oraz wszystkim tym, co składało się na doświadczenie wspinaczkowe. Funkcjonował według własnej niezależnej wizji chodzenia po górach, bez mentorów i wspierającej społeczności, metodą nauki poprzez niezliczone błędy i nieudane próby. Zdobył Mount Everest i K2, jednak to Nanga Parbat go zahipnotyzowała, oślepiła pięknym majestatem, uzależniła i pchała poza granicę bezpieczeństwa. Czarna historia góry potwierdza jej nieprzystępność i zgubność. Nanga Parbat z jednej strony przeraża skalistym profilem z olbrzymią ilością tysiącletniego lodu, z drugiej stanowi atrakcyjne wyzwanie dla tych, którzy pragną sprawdzić się w ekstremalnych warunkach, a może nawet wyznaczyć własną trasę i zapisać się na kartach historii himalaizmu. Trudność podejścia, ekstremalna zmienność warunków atmosferycznych, największe przewyższenie od obozu bazowego do szczytu, odcinki pionowych skał. Na to piszą się tylko najbardziej zmotywowani, gotowi na ogromne ryzyko, ale też czerpiący niesamowitą radość i poczucie najintensywniejszego życia z eksploracji. Nie oceniam ich pasji, sposobu na życie, za to podziwiam determinację i odwagę w określaniu siebie poprzez bezpośredni kontakt z najwyższymi szczytami Ziemi.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura górska, 314 stron, premiera 13.07.2021 (2019), tłumaczenie Aleksandra Paukszta
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

piątek, 22 października 2021

OSTATNI TAKI SZCZYT. JAK ZDOBYTO KANCZENDZONGĘ

MICK CONEFREY

"Pośród szczytów szukamy otwartych przestrzeni dla naszych dusz."

Pięknie weszłam w historię zmagań związanych ze zdobyciem trzeciego co do wysokości szczytu Ziemi, zarówno od strony atrakcyjnej formy przedstawiania wiadomości, wyjątkowej szczegółowości informacji, przyjemnego stylu narracji, jak również sugestywnego oddania różnorodnych ludzkich emocji towarzyszących realizacji pragnienia spojrzenia na naszą planetę z najbardziej wymagającej pod względem wspinaczkowym góry świata. To także przybliżenie samej historii himalaizmu, jego wzniosłego ducha, niezwykłych przesłań i pragmatycznych uwarunkowań. 

Kanczendzonga długo odmawiała prawa człowiekowi na pokonanie jej. Śmiałków wystawiała na ekstremalne próby, ukrywała trasy wejścia, zawracała w połowie wysiłków, bezwzględnie odbierała życie. Pięć Skarbnic Wiecznego Śniegu zachwycało zwłaszcza pięknem i majestatem, ale także niedostępnością i skrajnością. Mogłam tylko próbować wyobrazić sobie, jak bardzo kontrastowe uczucia ogarniały wspinacza, kiedy stawiali stopy na jej ścianach. Walka z niebotycznie wysoką górą i słabościami własnego organizmu. Zdradzieckie ukształtowanie terenu, lodowce, setki ton śniegu, potężne lawiny, lodowe wichry, drastycznie zmieniająca się pogoda. Ośmiotysięcznik nie zamierzał nikomu ułatwić własnego ujarzmienia i zapewnić wpis do rejestru zwycięzców.

Mick Conefrey, dotarł do dokumentów, pamiętników, listów i wycinków prasowych, przeprowadził rozmowy z himalaistami, zapoznał się z bogatym zbiorem książek o wysokogórskiej wspinaczce. Dokładnie przemyślał konspekt książki, dobór materiału i sposób dotarcia do odbiorcy. Zajmująco wchodziłam w kolejne rozdziały, zgrabnie uporządkowane i zachęcająco podane. Byłam pod wrażeniem szczegółowości faktów, otoczki im towarzyszącej, oraz wnikliwego spojrzenia w duszę ludzką od strony nietuzinkowej pasji i wyjątkowych ambicji. Ciekawie było poznawać sylwetki osób uczestniczących w wyprawach, osobowości i postawy. 

Wszystko zaczęło się od tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, kiedy Douglas Freshfeld dokonał pierwszego uważnego spojrzenia na Kanczendzongę. Obserwacje zawarł w publikacji będącej inspiracją dla wielu himalaistów. Pierwsza próba zdobycia góry w wykonaniu Anglika i Szwajcara, z tysiąc dziewięćset piątego roku. Następnie niemieckie, amerykańskie i angielskie wyprawy. Aż do pół wieku później, kiedy wreszcie udało się dotrzeć na szczyt bez półtora metra. A dlaczego? Dowiecie się już z książki. Kilka retro fotografii i mapek wzmacniało klimat treści. Publikacja wzbogaci księgozbiór miłośników wspinaczki wysokogórskiej, tych, którzy praktykują ten sport i pasję, i tych, którzy z zachwytem i podziwem o nich czytają.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, literatura górska, 360 stron, premiera 19.05.2021 (2020)
tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

KAMIENNY SUFIT

ANNA KRÓL

"Nie czuję zmęczenia ani bólu. Żadnych myśli, żadnych planów. Tylko ten moment. Tu, wysoko nad górami."

Z ogromną przyjemnością czytałam o silnych i wytrwałych kobietach, które na przekór społecznym uwarunkowaniom, potrafiły z potężną determinacją trwać przy własnych marzeniach i śmiało odpowiadać na zew wolności. Krytykowane przez mężczyzn, często nawet poniżane, bo ośmieliły się wejść w męski świat, walczyły nie tyle z innymi, bo na to nie miały większego wpływu, potrzeba było czasu, aby zmienić mentalność ludzką, co same ze sobą. Wyzwania pań nie różniły się od sprawdzianów panów, z perspektywy czasu można stwierdzić, że były nawet bardziej obciążone napotykając opór męskiego środowiska tatrzańskich wspinaczy. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak wiele kobiet, pomimo ogromnego sceptycyzmu, decydowało się wyruszyć na ambitne i trudne szlaki, udowodniając odwagę, upór i samodzielność. 

Z zainteresowaniem wsłuchiwałam się w opowieści o pionierkach polskiego taternictwa, życiorysy, osobowości i dokonania. Wiele i dziś można nauczyć się z ich wyjątkowych postaw i szczerego oddania pasji. Wiele nazwisk nie znałam, a tak fascynujące kryły się za nimi ludzkie spojrzenia na świat i branie życia we własne ręce. Anna Król ciekawie je przedstawiła, podkreśliła różnice, ale też ukazała podobieństwa, i ten ściśle cementujący składnik - zachwyt i szacunek wobec gór. Przyglądamy się Wandzie Herse, Helenie Dłuskiej, Irenie Pawlewskiej-Szydłowskiej, Wandzie Jeromin, Jadwidze Roguskiej-Cybulskiej, Jadwidze Honowskiej, Zofii Krókowskiej, Róży Drojeckiej, Zofii Radwańskiej-Paryskiej, Marzenie Skotnicównej i Lidii Skotnicównej. Cieszyła szczegółowość przybliżania portretów. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby dotrzeć do wszelkich wzmianek na temat pań, z literatury i osobistych rozmów ze świadkami. Omawiane wydarzenia działy się ponad i nieco mniej niż wiek temu, zatem to fantastyczne spojrzenie w przeszłość, kiedy pojawiały się kobiece pierwiastki w rodzącym się i zdobywającym popularność polskim taternictwie. 

Narracja przeniosła w wymagające i ambitne początki polskiego kobiecego taternictwa, ale także, za pośrednictwem osobistych przeżyć autorki w Tatrach, nawiązała nić z teraźniejszością. Wiele zmieniło się po drodze, choćby stroje i wyposażenie, ale rdzeniem pasji górskiej wciąż pozostaje wrażliwość na krajobrazy i przyrodę, połączenie zmagań z górskimi szczytami i wewnętrznymi przeżyciami. Podziwiałam i zachwycałam się dokonaniami taterniczek, rozumiałam, co je pchało w góry, zatem daleka byłam od oceniania, nawet uwzględniając tragiczne zakończenia linii życia. Wszystko podano przyjazną, barwną, malowniczą narracją, z ładunkiem emocji towarzyszących wspinaniu, które chciałam poznać i wyobrazić sobie. Znakomicie czułam ducha Tatr, kamiennych ścieżek, ruchliwych skał, pionowych ścian, kilogramów lin i siły partnerstwa. Klimat tematyki uatrakcyjniały pisemne relacje, fragmenty utworów, wycinki prasowe, retro ilustracje i zdjęcia.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, taternictwo, literatura górska, 416 stron, premiera 17.05.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

czwartek, 29 kwietnia 2021

8000 ZIMĄ

BERNADETTE McDONALD

"Gdy wracam do domu, łatwiej mi się oddycha. Oceniłem wartość mojego życia z wysokości himalajskich zboczy." Anatolij Bukriejew

Zawsze ciepło wyrażam się o pasji zdobywania najwyższych gór świata, pragnieniu stanięcia na wierzchołku Ziemi, spojrzeniu nie tylko z ośmiotysięcznej perspektywy na zachwycający krajobraz, ale także ekstremalnemu zajrzeniu we własną duszę. Szalenie ciekawa jestem, co bym odkryła, gdyby przyszło mi zmierzyć się z tak wyjątkowym wyzwaniem, czego dowiedziałabym się o sobie, jak zmieniłabym własne życie po takiej przygodzie, czy wciąż miałabym do czego zmierzać, czy zwykłe życie nie wydawałoby mi się trywialne. Zachłannie zagłębiam się w przeżycia tych, którzy zdecydowali się na podęcie niewiarygodnych misji, arcytrudnej walki samych z sobą i bezlitosnymi warunkami zewnętrznymi. Poznawałam historię zimowego wspinania się w Himalajach, poszukiwania cennej samotności w najokrutniejszej porze roku, doskonalenia się w swoistej sztuce cierpienia, instynktu przetrwania, hartu ducha i woli życia. Sporo czytam książek z literatury górskiej, traktującej w dużym stopniu o tych samych wydarzeniach i wciąż czegoś nowego dowiaduję się, zerkam z nieco innego ujęcia, rozumiem odmienny punkt widzenia. Nie ulega wątpliwości, że tematyka bardzo mnie interesuje.

Bernadette McDonald przedstawiła wybrane historie zdobywania zimą ośmiotysięczników. Każdy rozdział poświęcony jest osobnej górze i osobom, które próbowały na nią wejść. Wczytywałam się w sylwetki przywoływanych himalaistów, co nimi kierowało, czy zdołali ujarzmić górę, to naprawdę fascynujące przybliżenia nieprzeciętnych wyczynów. Smaku zwycięstwa, przegranej, spotkania ze śmiercią. W tle zaplecze przygotowań, trudy osiągania maksymalnej dyscypliny, silne emocje krążące w bezpośrednim sąsiedztwie gór. Autorka prowadziła przyjazną, przystępną i ciekawą narracją, koncentrowała się na ludzkich uczuciach, trudnych do ogarnięcia umysłem warunkach pogodowych panujących na ośmiotysięcznikach. Podkreślała nie tylko zachwycające piękno gór, ale również brutalne i bezlitosne oblicze. Wczytywałam się w wypowiedzi himalaistów, relacje między partnerami, pewności i wątpliwości, radości i smutki, troskę o zdrowie i wytrzymałość. Sporo przestrzeni publikacji poświęcono Polakom, bo właśnie wśród nich narodził się pomysł na zimowe wspinanie w Himalajach i Karakorum, stał się domeną wspinaczy z naszego kraju, znalazł wielu śmiałych, wzbudzał podziw na międzynarodowej arenie. Zerknij na wrażenia po zapoznaniu się z innymi książkami Bernadette McDonald, o "Elizabeth Hawley. Strażniczce gór", przez wielu nazywanej Sherlockiem Holmesem himalaizmu, oraz o Wojciechu "Kurtyce. Sztuce wolności".

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura górska, 368 stron, premiera 20.02.2021, tłumaczenie Andrzej Górka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Agora.

niedziela, 17 stycznia 2021

BERBEKA. ŻYCIE W CIENIU BROAD PEAKU

DARIUSZ KORTKO, JERZY PORĘBSKI

"Trzeba czasem spojrzenia z góry na to, co zdarza się w dolinach naszej codzienności. Człowiek traci do tego dystans. Góry go przywracają."

Wielokrotnie pisałam, że miłość i pasja nadają życiu wyjątkowego kolorytu. Podążanie za czymś, co silnie wzywa, pozwala definiować siebie, przynosi spełnienie, jest bardzo wdzięczne, ale często też mega wymagające. Uwielbiam czytać o ludziach gór, ponieważ ich wspomnienia i doświadczenia życiowe, opowieści bliskich i przyjaciół, ukazują skalę wymagań stawianych przez najwyższe szczyty świata. Sama nie mogę realizować się w ten sposób, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby, choć w części, za pośrednictwem książek, filmów i wywiadów, bliżej poznać szczególnego ducha himalajskich wypraw, zestawić z osobistą codziennością. Szczególny aspekt zainteresowań, szalenie przyciąga, ale też zaświadcza o potencjalnym niebezpieczeństwie.

Książka scala obraz z ujęcia himalaisty i człowieka. Dwie sfery ciekawie przenikają się. Materiał biograficzny atrakcyjnie przybliżony, wciągają fakty z życia Berbeki, także przyjazny styl narracji. Sporo informacji, wypowiedzi, relacji, zdjęć. Na kilka godzin wnikamy w życie nietuzinkowej osoby. Ogarnia nas wzruszenie, swoiste utożsamienie, uśmiech do żartobliwych fragmentów. Potwierdza się podziw, szacunek i zrozumienie, dla takich a nie innych decyzji, normalności, wyczynów. Wiele faktów znałam, cytaty zapamiętałam z innych książek, jednak przyjemnie było odświeżyć. Publikacja komponuje się z "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" (Beata Sabała-Zielińska), do której Dariusz Kortko i Jerzy Porębski odwołują się, a którą przybliżyłam na Bookendorfinie pięć lat temu. Zerknijcie też na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi książkami autorów: "Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało", "Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos", "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście", "Polskie Himalaje".

4.5/6 - warto przeczytać
biografia, literatura górska, 456 stron, premiera 25.11.2020
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Agora.

sobota, 18 kwietnia 2020

PRZEŻYĆ. MOJA TRAGEDIA NA NANGA PARBAT Élisabeth Revol

"Wolę iść na spotkanie z życiem, niż czekać, aż śmierć przyjdzie po mnie."

Cieszę się, że trafiłam na książkę, odpowiadała mi zawartość merytoryczna, a to, że niedawno czytałam "Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza" Dominika Szczepańskiego, w pełniejszym wymiarze pozwoliło odnieść się do zaprezentowanego materiału. Każda tragedia wymaga przepracowania, nabrania dystansu do tego, co okazało się wielkim dramatem, przedefiniowania własnych myśli i spojrzenia na nieodwracalne skutki wydarzeń. Zwłaszcza, kiedy coś, co miało być niezwykłym i spektakularnym przeżyciem, okazało się mrocznym cieniem niemocy i wyrzutów sumienia. Świadomość, że dotyczyło ukochanej i uzależniającej pasji, wymarzonej istoty życia, nadającej intensywne brzmienie nieprzeciętnej namiętności, głęboko rani z wielu ujęć.

Wkraczając w wymagający świat wspinaczki wysokogórskiej należy liczyć się z ogromnym ryzykiem i skrajnym niebezpieczeństwem, a jednak i tak nie odstrasza prawdziwych pasjonatów. Podobnie jest z Élisabeth Revol, która od najmłodszych lat pozostaje w bliskim kontakcie z naturą, a najwyższe szczyty traktuje z należytym szacunkiem, ale i życiowym wyzwaniem. Książka ukazuje ciekawą perspektywę osoby, której silny wewnętrzny przymus pcha ku naznaczonej wielkimi zagrożeniami przygodzie. Właśnie ta sfera spodobała mi się najbardziej, dla takich przemyśleń i podsumowań sięgam po literaturę górską, chcę się dowiedzieć, co sprawia, że przybliżana pasja jest szczególna, zarówno w ujęciu ogólnym, jak i indywidualnym.

Narracja płynnie prowadzi po rozdziałach, zgrabnie powiązanych, uwzględniających szczegóły, ale nie przytłaczających informacjami. Głównym trzonem opowieści staje się emocjonalna relacja ze zdobywania Nanga Parbat, w styczniu dwa tysiące osiemnastego roku, zaś krążące wokół niego różne koloryty wspomnień, przekonań, przypuszczeń i wątpliwości, czynią z opowieści swoiste studium ludzkiej duszy, ale też niuansów procesu przyciągania przez góry. Autorka stara się zamknąć w słowach pewien etap życia, aby uwolnić się od ciężaru uniemożliwiającego dalsze funkcjonowanie, rozliczyć się z tym, co sprawiło mnóstwo krzywdy i bólu. Strata wspinaczkowego partnera i przyjaciela na zawsze pozostawia wyrwę w sercu, ale trzeba nauczyć się z tym żyć.

Ukazuje przepaść między tym, co wspinaczka przeżywała w kontakcie z górą, co ją spotkało, a nieprzemyślanymi wyobrażeniami, interpretacjami i osądami osób, które nie były uczestnikami zdarzeń. To także pragnienie pozostawienia w mocy prawa do eksperymentowania z własnym ciałem, sprawdzenia siły motywacji, przetrwania w nieprzyjaznym środowisku, poczucia pełnego szczęścia, wytężonej przygody duchowej, sięgania między gwiazdy. Niektórzy tylko wysoko w górach są w stanie posiąść sztukę zatrzymywania czasu i duchowego oczyszczenia się. Z zainteresowaniem wchodzę, za pośrednictwem literatury, w ten niecodzienny świat i porywającą pasję. Spotkanie z książką uważam za udane i wciągające, refleksyjne i inspirujące.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura górska, himalaizm, 240 stron, premiera 22.01.2020 (2019), tłumaczenie Anastazja Dwulit
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Agora.

sobota, 15 lutego 2020

KRZYSZTOF WIELICKI. PIEKŁO MNIE NIE CHCIAŁO Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski

"Byłem wyczerpany... człowieka niesie już nie siła mięśni, ale wola przetrwania. Potężna siła, która wprowadza w trans."

Kto zagląda na Bookendorfinę wie, że od czasu do czasu pojawiają się na niej wrażenia spisane po zapoznaniu się z książkami gatunku literatury górskiej, a zwłaszcza wysokogórskiej, i biografii ciekawych osobowości docierających tam, gdzie niebo spotyka się z ziemią, a człowiek staje się swoistym pośrednikiem. Uwielbiam zaglądać do takich książek, bo dzięki nim otrzymuję chociaż maleńką cząstkę smaku i kolorytu fascynującej pasji, tak bardzo odległej dla mnie do realizacji. Przyglądam się z uwagą i zaangażowaniem, jak inni podążają tropem niezwykłej fiksacji, łamią bariery, przekraczają granice i przekuwają marzenia w czyn, a mnie udzielają się emocje.

To trzecia książka duetu, Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski, po którą sięgnęłam, bez wahania, gdyż poprzednie propozycje, "Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos" i "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście", znakomicie wpasowały się w mój gust czytelniczy, zwłaszcza drugi z przytoczonych tytułów. W spotkaniu z Krzysztofem Wielickim także dominowały nuty posiadania wyjątkowych cech charakteru niezbędnych do zmierzenia się z wysokogórskimi wyzwaniami. Jak mocno trzeba mieć poukładane w głowie, a jednocześnie wykazywać się więcej niż szczyptą szaleństwa, aby decydować się na tak niebezpieczne misje? Ale czyż można oprzeć się czemuś, co tak magnetycznie przyciąga, daje poczucie spełnienia, stanowi o tożsamości człowieka, staje się siłą napędową, czymś niezbędnym i niezastąpionym?

Śledzimy drogę rodzenia się zainteresowania wspinaczką, etapy entuzjastycznego zagłębiania się w nałóg nieustannego dostarczania organizmowi adrenaliny, kulisy wypraw, oraz próby połączenia pasji z życiem osobistym. Patrzymy jak wiele sprzeczności się rodzi, jakie trudności należy pokonać, co się udaje, a co nie. Łut szczęścia powoduje, że wiele prób sił znajduje szczęśliwy finał, ale inne wciąż pozostają otwartą księgą do zapisania. Imponujący dorobek himalaistyczny, znajdujący uznanie w oczach miłośników gór z całego świata, znany również publiczności mniej zainteresowaną tą tematyką. Mnóstwo dylematów moralnych, które choć trudne do rozważenia nie powinny być poddawane ocenie, w końcu każdy sam wybiera drogę, która daje mu szczęście.

Przyjemna narracja, swobodnie prowadzi po scenariuszu życia "lodowego człowieka", wnikając w książkę nie chcemy tracić czasu na zbędne przerwy. Bo i historia niezwykła, zdobycie czternastu ośmiotysięczników, pierwsze zimowe wejście na wierzchołek Ziemi, przemierzanie świata w poszukiwaniu satysfakcji, a przy tym odnajdywanie się w specyficznej politycznej i gospodarczej sytuacji kraju pozbawionego pełnej wolności. Autorzy nie poddali gloryfikacji postaci Krzysztofa Wielickiego, postawiono na szczerość i rzetelność, uciekano od osądów i opinii. Ukazano nie tylko pozytywne cechy charakteru, ale również braki w umiejętności nawiązania relacji z bliskimi. Przyjemnie było poczytać o alpinizmie zespołowym, prawdziwym duchu zdobywania wierzchołków Ziemi, niestety ustąpił on miejsca indywidualizacji i komercjalizacji wspinaczki.

4.5/6 - warto przeczytać
biografia, 440 stron, premiera 21.11.2019
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Agora.

sobota, 22 grudnia 2018

POLSKIE HIMALAJE Janusz Kurczab, Wojciech Fusek, Jerzy Porębski

"Góry zmuszają do ich zdobywania, podobnie jak głębia morska zachęca do zanurzania się w niej, a widok Księżyca i planet skłania do marzeń o podróży w kosmos."

Po przeczytaniu kilkunastu książek o światowym himalaizmie zdecydowałam się sięgnąć po jego polską odsłonę, zerknąć na nią z poszerzonej historycznej perspektywy, utrwalić zdobytą wiedzę, a jednocześnie znaleźć inspiracje do poznawania nowych interesujących jej fragmentów. Publikacja ciekawie przybliża narodziny polskiego himalaizmu i źródła niezwykłej uwagi poświęcanych przez Polaków najwyższym górom świata. To nie tylko wielkie wspinaczkowe wyzwania, ale również sposób wyrażania siebie, kształtowania życiowych postaw i budowania intensywnej pasji. Fascynujące walki z samym sobą i niebezpieczną naturą, zespolone w poczuciu istnienia, własnej wartości i poszanowania. Pozostaję pod ich ogromnym wrażeniem.

Obserwujemy imponujące międzynarodowe kariery polskich himalaistów na przekór politycznym, dyplomatycznym i finansowym przeszkodom. Szturm Polaków na mega szczyty Ziemi na przestrzeni kilkudziesięciu lat, otwieranie nowej ery himalaizmu, wytyczanie pionierskich szlaków, poszukiwanie niezdobytych gór, rekordy wysokości, samotne wspinaczki, wejścia bez tlenu. Wyzwania sportowe najwyższej próby, przezwyciężanie barier, budzące podziw osiągnięcia, ale również sukcesy okupione największymi ofiarami, radości sięgania chmur wymieszane z górskimi dramatami, triumfy przekraczania granic z nieodwracalnymi tragediami. Książkę cechuje lekki i przyjemny kronikarski charakter narracji. Mnóstwo znanych nazwisk, znaczących dat i wydarzeń. Zajmująco poznaje się szczegółowe opisy, różnorodne wspomnienia i relacje. Wszystko logicznie uszeregowane, podzielone na łatwe do przyswojenia rozdziały, pozwalające powrócić do książki w dowolnej chwili. Stosunkowo mało zdjęć, ale znakomicie oddają klimat treści. Emocjonująca przygoda czytelnicza, dająca możliwość zerknięcia na polski himalaizm z szerszej i indywidualnej perspektywy, kolejny głos w zrozumieniu wyjątkowej pasji, docenieniu osiągnięć i wyczynów.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura faktu, 464 strony, premiera 28.11.2018
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Agora.