MICHAEL MCDOWELL
"Beldame miało się nijak do reszty świata. Znajdowało się tam coś, czego być nie powinno..."
Dwie pierwotne i surowe materie, woda i piasek, istnieją samodzielnie i mogą stać się przyczyną ludzkich nieszczęść, a kiedy połączą siły synergiczne współdziałanie potęguje się. W "Żywiołakach" woda intensyfikuje wrażenie izolacji i klaustrofobii, podczas przypływu dzieli ląd na stały i wyspę, odcina ludzi od ewentualnej pomocy i ucieczki, zamyka w ograniczonej złowieszczej przestrzeni. Piasek zawłaszcza przestrzeń według własnego uznania i tempa niszczenia, bez większych zahamowań wpakowuje się do pomieszczeń, zagląda w każdy zakamarek, jego przesypywanie się w pewnym stopniu odzwierciedla mijanie życia. Wspólnie ukazują, że są na świecie siły, na które nie mamy wpływu, ale to one w wybranym przez siebie momencie modelują los ludzi. Reprezentują oazę spokoju i równowagi, jednak za chwilę przemieniają się w źródło niepokoju i dysharmonii.
Trzy wiktoriańskie domy, samotnie ulokowane na niestabilnym cyplu. Dwa sezonowo zamieszkałe symbolizują cielesną oprawę życia i następstwo dni, zaś trzeci, opuszczony i niszczejący, a przy tym wypełniony tajemnicami, odwołuje się do obrazów wyobraźni. Mimo zatrważającej przeszłości domów, coś konsekwentnie ściąga do nich właścicieli, i nie chodzi tylko o letni wypoczynek. Dwa połączone węzłem małżeńskim zamożne i wpływowe rody wchodzą podczas w wakacji w miraż koszmarnych i przerażających wspomnień, realnych i nierealnych zdarzeń, nadprzyrodzonych i prawdziwych sylwetek. Zupełnie jakby zło przyciągało na poziomie podświadomości, ciągnęło w mroczną stronę, oferowało mocne wrażenia. Wydaje się być ciekawszym niż rutyna i stabilizacja. Rodziny Savage i McCray celowo nie dostrzegają zagrożenia, udają, że o nim zapominają, aby nie musieć się skonfrontować, zmierzyć w walce z czymś nieuchwytnym, niematerialnym i samym sobą. Jedynie trzynastoletnia India, pierwszy raz odpoczywająca w Beldame, decyduje się widzieć to, co innym pozornie umyka, a ciekawość poznania uruchamia ciąg dramatycznych zdarzeń.
McDowell nakreśla atmosferę wakacji, jest idyllicznie, wręcz sielankowo, pomimo niedawnego pogrzebu seniorki rodu. Jednak jeden krok w stronę poznania sekretu nieostrożnie uchyla drzwi do przestrzeni wypełnionej złowrogim podmuchem, wabi fałszywym światłem prawdy, wprawia w ruch machinę dramatu. Im głębiej wchodzi się w historię, tym przenikliwsze uderzenia horroru, a świat dwóch rodzin może rozpaść się na oczach czytelnika. Zgrabnie poprowadzona fabuła, stopniowe dorzucanie do ognia intrygi, zagęszczanie leków i upiornych incydentów. Podstępna izolacja miejsca, zmysłów i emocji. Sympatycznie spędza się czas przy książce, nie dostarcza mocnych emocji trwogi i strachu, a jednak frapująco wypełnia myśli i podkręca wyobraźnię. Chwytliwa mieszanka postaci, intrygująco ubarwiają opowieść, przekonują cechami i postawami. To ich rozmowy stają się paliwem dla niepewności. Literatura grozy, która nie epatuje szkarłatem a stawia na osobliwe zjawiska i pomysłowe ujęcia, liczy na dopowiedzenia ze strony odbiorcy.
4/6 - warto przeczytać
literatura grozy, horror, 330 stron, premiera 29.09.2021 (1981), tłumaczenie Tomasz Chyrzyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.
