środa, 30 września 2026

SCARPETTA

KAY SCARPETTA tom 16

PATRICIA CORNWELL

„Niebezpieczeństwo oglądania się za siebie polega na tym, że widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć. Widzimy to, co zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa..”

O twórczości Patricii Cornwell słyszałam wiele dobrego, zachęcano mnie, abym zapoznała się z nią, bo jest duże prawdopodobieństwo, że wpisze się w mój gust czytelniczy. Dlatego chwyciłam pierwszą książkę z bibliotecznej półki i oddałam się lekturze. „Scarpetta” okazała się już szesnastym tomem serii, zatem dokonałam wielkiego skoku w wyborze czytelniczej rozrywki w wykonaniu tej amerykańskiej pisarki. 

Kluczową postać serii, Kay Scarpettę, lekarza sądowego, uznałam za ciekawą i przyjazną, mocno osadzoną portretowo i przyjazną w znajomości. Jej perypetie barwnie przyciągały, wiele się wokół niej działo. Chociaż intryga napakowana różnorodnymi incydentami i tajemnicami wykazywała tendencję do pewnych uproszczeń. Odkrywanie prawdy, prowadzone w wielu kierunkach, nie należało do zbyt zaskakujących, ale kilka elementów udanie podtrzymywało zainteresowanie. Wątki atrakcyjnie się ze sobą splatały, jednak w cieszeniu się nimi nieco przeszkadzała rwana narracja. Książka średnio trzymała w napięciu, ale sympatycznie spędzało się z nią czas, chętnie sięgnę po inne tomy serii. Miałam wrażenie, że drugoplanowe postaci ucierpiały w mojej ocenie na nieznajomości ich przeszłości, zwłaszcza Lucy, trzeba będzie nadrobić wiedzę o nich. Przekonajcie się, dlaczego Oscar Bane, podejrzany o brutalne zamordowanie kobiety, domagał się, aby badania psychiatryczne przeprowadziła Scarpetta.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 456 stron, premiera 01.04.2012 (2008), tłumaczenie Maria Frąc.
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 29 września 2026

NUREK

FREDERIC BROMAN tom 2

HÅKAN ÖSTLUNDH

„Stawiała opór, nie chciała, aby znowu ogarnęły ją ciemności, ciemności nocy i serca. Była tam śmierć...”

Pierwszy tom („Wyspa strachu”) pozwalał przypuszczać, że czytelnika czeka bardzo zajmująca seria kryminalna z ambitnym i dociekliwym inspektorem Frederikiem Bromanem w roli głównej. Przeczucia potwierdzają się. Główny bohater to ciekawa i przekonująca postać, łatwo zdobywa sympatię czytelników. Chętnie śledzimy jego policyjne zmagania, sporo też dowiadujemy się o życiu prywatnym mocno uzależnionym od specyfiki pracy. Podoba mi się, kiedy ścieżka zawodowa głównego bohatera splata się z prywatną, nadaje to większej wiarygodności i złożoności kreowanej rzeczywistości. 

Jak przystało na szwedzki kryminał, również w drugiej odsłonie serii „Nurek” opisy uwzględniają dużą szczegółowość, działają na wyobraźnię i wciągają w klimat. Gotlandia jako miejsce akcji znakomicie sprawdza się, podobnie jak zalane wyrobisko wapienne, gdzie odnaleziono zwłoki płetwonurka. Oczywiście, nie może zabraknąć sekretnej mrocznej przeszłości wplecionej w intrygę. Pozornie prawdziwe wspomnienia naprowadzają na fałszywe tropy, przywołują na pierwszy plan zwodnicze detale, szczelnie ukrywają prawdę. A to, co kryje się w mroku, przyciąga z wielką siłą. Wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji nakręca napięcie, solidnie budowany krok po kroku ciąg zdarzeń, zgrabnie intensyfikowane dreszczyki emocji. Thriller kryminalny zapewnia mocną i frapującą rozrywkę, zwłaszcza osobom lubiącym zanurzać się w pięknych sceneriach, z postaciami zgrabnie ukrywającymi ciemne historie natury człowieka.

5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, premiera 24.03.2023 (2005)
tłumaczenie Patrycja Włóczyk, czyta Marcin Stec
audiobook, 11 godzin i 57 minut, Word Audio Publishing International

poniedziałek, 28 września 2026

JOE COUNTRY

SLOUGH HOUSE tom 6 

MICK HERRON

„Życie jest szyfrem – pełne ukrytych znaczeń. Albo łapałeś, o co chodzi, albo nie.”

Pierwszy tom „Kulawe konie” oscylował wokół porwania pakistańskiego studenta, drugi „Martwe lwy” wchodził w cień kontrwywiadu, trzeci „Prawdziwe tygrysy” mierzył się z niebezpiecznymi przeciwnikami, zaś czwarty „Ulica szpiegów” odkrywał tożsamość terrorystów, zaś szósty „Joe Country” mierzył się z bezpośrednim krwawym niebezpieczeństwem. 

Powieść średnia w ocenie, niby przywykłam do stylu pisania Micka Herrona, ale miałam wrażenie, że niekiedy przesadzał. Coś, co skłaniało do uśmiechu w pierwszych tomach, teraz spowszedniało i nie zaskakiwało. Nie zawsze trafiał humorem w mój gust, ale do pewnego stopnia doceniałam bezpośredniość i ironię. Zastrzegam, że specyficzność żartu sytuacyjnego niekoniecznie może spodobać się. Okazało się, że starość może człowiekowi zrobić tak wiele rzeczy i tak niewieloma rzeczami można jej odpłacić, natomiast dawne zdrady rzucają bardzo długie cienie. Nawet wyszkoleni szpiegi podlegali prawom kapryśnego losu, a szczęście nie zawsze chciało z nimi współpracować lub choćby być przychylnym. 

„Joe Country” to sensacja w szpiegowskim klimacie, wypełniona spiskami, rywalizacją, zdradami, ale także lojalnością, zrozumieniem i poparciem, niekoniecznie okazywanym oficjalnie. Kłamstwa mieszały się z prawdą, pułapki z ryzykiem, światło z mrokiem. Ciekawie przenikało się przez fabułę, lecz nie zachwyciła, niekiedy nieco drażniła szorstkością i wyrywkowością. Jakby autor nie nastawił się na napisanie wciągającej opowieści, ale na konstrukcję z myślą o ekranizacji.

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, thriller szpiegowski, 432 strony, premiera 24.09.2025 (2019)
tłumaczenie Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 27 września 2026

ROSJA OD KUCHNI

JAK ZBUDOWAĆ IMPERIUM NOŻEM, CHOCHLĄ I WIDELCEM

WITOLD SZABŁOWSKI

„…jak jedzenie może służyć propagandzie...nie przypadkiem rządzi tam (w Rosji) Władimir Putin, wnuk kucharza...”

Książka przypadkowo znalazła się w moim zasięgu jako propozycja na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Nie przypuszczam, abym bez impulsu z zewnątrz sięgnęła po nią, bo o ile chętnie czytam o Rosji z perspektywy historii, to kulinarne aspekty już niekoniecznie mnie interesują. I właśnie w ten sposób podeszłam do znajomości z nią, weszłam kuchennymi drzwiami, przyjrzałam się menu, jednak bardziej wnikałam w historyczne ciekawostki i anegdoty. 

Witold Szabłowski zrealizował ciekawy pomysł i projekt na reportaż. Zaserwował czytelnikowi barwne opisy spotkań i rozmów o rosyjskiej kuchni z perspektywy ubiegłego stulecia, począwszy od ostatniego posiłku carskiej rodziny po rozpad ZSRR. Zajrzał w zawartość garnków rosyjskich osobistości i zwykłych ludzi. Odbył wiele rozmów, poznał świadectwa przeszłości, podchwycił osobiste wspomnienia, jakże często o nostalgicznym tonie, wyłapał spostrzeżenia i refleksje. Narrację często doprawiał humorem. Chętnie poznawałam styl jedzenia, ulubione potrawy, preferowany jadłospis, z bezpośrednich relacji kucharzy i ich potomków. Tytuł traktowałam jako okazję dotarcia do poznania mniej znanych przypuszczeń i faktów, innego niż tradycyjnego spojrzenia na rosyjską obecność na mapie talerzy świata. Przykładowo, Wielki Głód, Leningrad, Jałta, Czarnobyl, Afganistan, żołnierski żołd, menu astronautów, mniej lub bardziej wymuszona kultura jedzenia. Publikacja zawierała przepisy i zdjęcia dań z, fotografie miejsc i osób. 

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4/6 – warto przeczytać
reportaż, 380 stron, premiera 10.11.2021
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.


sobota, 26 września 2026

ZA GRANICĄ

WOJCIECH CHMIELARZ

„Nie powinno się takich rzeczy oglądać...”

Jeżeli przymknąć mocno oko na kilka zastosowanych chwytów, to thriller psychologiczny ciekawie się prezentował, mógł zainteresować mniej oczekujących od tego gatunku. Początek zabrzmiał zachęcająco, narracja zgrabnie budowała napięcie i podłoże strachu. Jednak mnie książka sprawiła zawód, zwłaszcza od strony zachowania kluczowej postaci, znudzonej małżeństwem i macierzyństwem kobiety, już po trzydziestce a zachowującej się zaskakująco niedojrzale. Podczas wakacji człowiek potrafi zrzucić krępujące ograniczenia wewnętrzne i społeczne, stara się maksymalnie wyluzować, niekiedy zapomina się, ale żeby tak dać się skołować nienasyceniem kontaktu fizycznego, nie jestem w stanie ogarnąć. 

Odpowiadała mi intryga podszyta kilkoma warstwami, jednakże traciła urok dużym stopniem przewidywalności, głównie przy zderzeniu z infantylnością Darii, zaufaniem pokładanym w innych i we własną zaradność. Natomiast finałowa odsłona została sprytnie pomyślana, mogła podnieść adrenalinę poznawania sensacyjnym obrotem spraw. Nie do końca wykorzystano chorwacki klimat urlopu, szkoda, że nie przemycono go więcej w opisach, gdyż powstało przekonanie, że scenariusz zdarzeń mógł przebiegać wszędzie, nawet nad polskim morzem, czy górach. „Za granicą” nie było mocną propozycją, nawet nie przeciętną. Raziło zwłaszcza naiwne i nielogiczne zachowanie głównej bohaterki, choć i jej mąż dokładał cegiełkę niepoważności zadziwiająco płytkimi dialogami i wydumanymi problemami. Owszem, podchwyciłam aurę surowości życia stykającego się z mrokiem i podsuwającego tajemnice, jednakże liczyłam na znacznie więcej. Miałam już do czynienia z twórczością autora przy „Prostej sprawie”, zerknijcie na wrażenia.

2/6 – dla zabicia czasu
thriller kryminalny, 364 stron, premiera 31.05.2023
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

piątek, 25 września 2026

KSIĘGA DWÓCH DRÓG

JODI PICOULT

„Zastanawiałaś się kiedyś, kim byś była, gdybyś nie została tym, kim jesteś?”

Kiedyś pisałam, że w zasadzie nie ma książki Jodi Picoult, która by rozczarowała. Spotkania z twórczością pisarki zaliczam do dobrych i udanych. Tak było choćby z powieściami „Małe wielkie rzeczy”, "Przemiana", "Dziewiętnaście minut", "To, co zostało", "W naszym domu", "Jesień cudów", "Deszczowa noc", "Jak z obrazka". A jednak trafiła się taka, która znacząco zaburzyła pozytywne odczucia.

„Księga dwóch dróg” piekielnie mi się dłużyła. Owszem, pierwsze sto stron zapowiadało coś ciekawego, niosło z pustynnym wiatrem starożytną egipską historię, mogłam przywołać wspomnienia z odwiedzenia piramid i grobowców, lecz z czasem fabuła i klimat przestały fascynować i wciągać. Powieść czytałam na raty ze względu na pojawiające się odczucie nudy. Autorka, jak zwykle, podjęła tematykę ciekawych psychologicznych aspektów, ubarwiła je barwnymi wydarzeniami i dramatycznymi nutami. Podsuwała tropy etycznych rozważań i moralnych wątpliwości. Atrakcyjnie krzyżowała linie czasu, zaglądała w przeszłość oczami głównej bohaterki, miksowała ją z teraźniejszością. Jednak w miarę upływu rozdziałów coraz bardziej dziwiłam się niekonsekwencjom i powierzchownościom. 

Opinię o Dawn jako egiptolog umniejszyła nieznajomość nowinek w tej dziedzinie nauki. Nawet jeśli piętnaście lat nie pracowała w zawodzie, to powinna mieć chociaż ogóle pojęcie, co się w nim działo. Nie dostrzegła rysów kogoś w codziennej bliskości, jak to możliwe? Nie spoileruję ważnego wątku, ale zupełnie mnie to nie przekonało. Jako doula śmierci nie wykazała się profesjonalizmem, o którym tak dużo mówiła, to nie jej zadanie decydować o ludzkich emocjach i ostatnich wolach, nie w tym jej rola. Liczyłam, że Picoult znów dostarczy pożywkę dla refleksji o życiu, śmierci, miłości, ludzkich losach, że zaangażuję w fabułę niosącą ważne przesłanie, a nawet tropy do frapujących interpretacji, a trafiłam na melodramat bez głębi i napięcia. Tytuł poznałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, jestem ciekawa, jakie odczucia po spotkaniu z nim mieli inni uczestnicy, przekonam się w najbliższy poniedziałek, na powakacyjnym spotkaniu.

3/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, 518 stron, premiera 09.02.2021 (2020)
tłumaczenie Magdalena Moltzan-Małkowska
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

czwartek, 24 września 2026

SZRAMA

GRANICE RYZYKA tom 3

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK

"Nie ma jednej prawdy. Każdy ma własną.”

Kontynuuje przygodę czytelniczą z detektywem Oskarem Kordą, właśnie awansowanym na nadkomisarza w sopockiej komendzie, i dziennikarką Alicją Grabską, prowadząca blog kryminalny. Współpraca tej dwójki zaowocowała już dwoma rozwiązanymi sprawami morderstw, teraz zmierzają do odkrycia prawdy o okolicznościach, motywach i tożsamości skrywanej za wyjątkowo brutalnym morderstwem, okrutnym postępowaniem z niejasnym przesłaniem. Na scenę ponownie wkracza Janina Hinc, ekolog sądowy. Nie rozumiem dlaczego w niebezpieczną stronę przesunięta zostaje relacja reprezentantów dwóch grup zawodowych, policyjnej i medialnej, ale przyjmuję ją jako luźną interpretację na potrzeby powieści. W trzecim tomie intryga kryminalna ciekawie zwodzi czytelnika, kilka nici fabuły sprytnie zawiązuje się. Autorka miesza wśród bohaterów, podsuwa fałszywe tropy i frapująco przeciąga granice dotarcia do prawdziwego oblicza zabójcy. Nikt nie może czuć się bezpiecznym we własnym domu, zło uważnie obserwuje i czyha na dogodny moment, aby uderzyć. Nie mocno, ale czuje się powiew thrillera, niepokoju wobec losów jednej z kobiet, bezbronności wystawionej na publiczny osąd, moralnych potknięć podlegających nieprzychylnej ocenie.

Nie przekonuje kreacja Oskara Kordy, nawet jeśli uwzględni się zdarzenia z przeszłości mające bezpośredni wpływ na teraźniejszość, jest niespójna i na granicy rozdwojenia jaźni. Może to wynikać z chęci autorki podsunięcia pewnego tropu, albo nagłej zmiany decyzji wobec losów mężczyzny. Z sympatycznego traktowania przeszłam na stronę nieprzychylności. Związek między detektywem a dziennikarką, poszerzona obyczajowa otoczka, zadziwia błyskawicznym przeskakiwaniem od jednej skrajności do drugiej, udowadnia niedojrzałość emocjonalną postaci, razi sztucznością dużej zmiany nastawienia. I żadne hormony nie są tego w stanie wyjaśnić, nawet jeśli sporo wiedzy o ich działaniu otrzymujemy w powieści. Brakuje zgrabności w płynnym włączaniu w scenariusz zdarzeń. Nie podoba mi się reakcja jednej osoby dotkniętej okrutną przemocą, wątpię, aby ktokolwiek właśnie w taki sposób zareagował na śmierć współmałżonka. Szkoda też, że osoba postronna zostaje dopuszczona do materiału dowodowego na komendzie. Za to zachwycam się wciągająco zaprezentowanym klimatem Trójmiasta, obrazami z przeszłości, dokonywanymi zmianami i atrakcyjnością miejsc. Czy udaje się wskazać właściwego zabójcę, który nie pozostawia po sobie żadnych szczególnych śladów, działa przemyślanie, porusza się metodycznie, skrupulatnie planuje i narzuca zasady gry? Jak wyciągnąć prawdę z labiryntu pełnego okrucieństwa i wyrachowania? Proponuję poznawać serię tom po tomie (wcześniej "Szelest" i "Szum"), inaczej seria straci na zrozumienia wpływu przeszłości na obecne zachowania bohaterów, oraz ogólny klimat przygód czytelniczych.

3.5/6 – w wolnej chwili
thriller kryminalny, 380 stron, premiera 11.03.2026 (2023)
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 23 września 2026

SZUM

GRANICE RYZYKA tom 2

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK

"W domach, w których wszystko wydaje się idealne, najczęściej pękają fundamenty.”

Jak na thriller kryminalny, to książka niezbyt przekonała. Intryga wolno toczyła się, mało elementów trzymających w napięciu i zaskakujących akcentów. Detektyw i dziennikarka pracowali na pół gwizdka. Starali się rozwikłać zagadkę zniknięcia młodej dziewczyny, lecz więcej było entuzjazmu wobec wzajemnej relacji niż profesjonalnej pracy. Nie kupiłam styczności policji i mediów, za dużo zdradzanych informacji, za mało własnego udziału. Gdyby nie sprzyjające okoliczności docierania do prawdy, duet zapętliłby się niejasnościach, przypuszczeniach i interpretacjach. Podobało mi się uwzględnienie w intrydze przeszłości bliższej i dalszej, ratowały pomysł na odmalowanie mrocznej odsłony natury człowieka. Nie przepadam za promowaniem niebinarności w powieściach, ale nie traktuję jako zarzut. Tematyka wkracza szeroko do wszelkiej rozrywki, ponieważ przyciąga uwagę społeczeństwa, w tym czytelników, a zatem i autorów podążających za oczekiwaniami odbiorców. Inna sprawa, że dorastanie młodzieży wiąże się z wieloma wyzwaniami, a często droga na skróty wydaje się jej najlepszym rozwiązaniem. Normy podsuwane młodym ludziom wypaczają ich spojrzenie na samych siebie, na to, co sobą reprezentują. Często nie rozumieją na czym polega osiąganie biologicznej dojrzałości, a wszechobecne wątpliwe materiały w internecie szkodzą. 

Dobrze, że autorka poruszyła tematykę akceptacji własnego ciała, zwłaszcza wśród dziewczyn, presji na modelowe sylwetki, lansowane przez wszystkie kanały komunikacyjne, w konsekwencji brak poczucia własnej wartości, stygmatyzm bycia poza normą, usilne pragnienie aprobaty, mnożące się lęki i depresje. Odniosłam wrażenie, że to bardziej powieść obyczajowa, kierowana do młodych osób, niż thriller czy kryminał, lub połączenie obu gatunków. Przyznaję, że trochę wynudziłam się przy tej przygodzie czytelniczej, nie wciągnęła mnie tak, jak na to liczyłam. Przeszkadzały mi sztucznie umieszczane opisy pracy specjalistów, nie przylegały zgrabnie do reszty tekstu, a przez to, pomimo atrakcyjności, wydawały się nienaturalne. Pojawiło się kilka nieścisłości, to nie one uwierały, a słabe psychologiczne umocowania zachowań kluczowej postaci po dokonaniu pewnego odkrycia, niezabezpieczenie niemożliwości styczności jednej z postaci ze złem i niezapewnienie oprawy specjalistów z psychologii. Zaprezentowany sposób odtwarzania mapy zbrodni nie do końca mi leżał, wyczekiwałam mocniejszych emocji, jednak nie uważam, aby książka była oceniona niżej niż przeciętna. Miała szansę spodobać się mniej wymagającym czytelnikom, a być może i młodszym reprezentantom grupy docelowej, głównie ze względu na ukazanie konsekwencji patrzenia na siebie przez pryzmat wyglądu, tworzenia skrzywionego obrazu nie tylko sylwetki, ale i duszy, a to już wejście na ścieżkę poczucia bycia gorszym, skazanym na pozbawienie miłości i szczęścia, zmuszonym do odgrywania kogoś innego niż się jest, czyli bycie w nieustannym wewnętrznym konflikcie. Zerknijcie również na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem „Szelest”.

3.5/6 – w wolnej chwili
thriller kryminalny, 412 stron, premiera 11.03.2026 (2021)
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 21 września 2026

SZELEST

GRANICE RYZYKA tom 1

MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK

"Wszystko to, co mroczne, złe i brzydkie, czai się w nas, uśpione, i wychyla w najmniej oczekiwanym momencie, jakby coś je przywoływało.”

Kiedy spotykałam główną bohaterkę książki, która charakteryzowała się zaprezentowanymi cechami osobowości i stylem zachowania, zastanawiałam się, dlaczego niektóre kobiety pozwalają innym odnosić się tak siebie, a nawet gorzej, same siebie tak traktują, bez szacunku i krzywdząco, bez autorefleksji i zastanowienia. Może to odbicie w lustrze zejścia ze ścieżki obowiązującej dawniej sfery moralnej, poluzowania wzorców zachowań i rozcieńczenia relacji społecznych. Nie mam nic przeciwko stylowi życia jednostek dopóki nie odbija się negatywnie na innych. Wysunęłam przypuszczenie, że Małgorzata Sobczak celowo sportretowała w krzywym zwierciadle kobietę, aby zwrócić uwagę na degradację poważania i nadmiernie egoistycznego czerpania z życia. Po kilkunastu rozdziałach straciłam poważanie wobec Alicji Grabskiej. Dojrzała osoba zachowywała się jak rozpieszczone dziecko, z wygórowanym egoizmem i nieliczeniem się z uczuciami innych. Im głębiej wchodziłam w powieść, tym bardziej nasilała się awersja do dziennikarki. Reprezentantka pięknych kobiet, za którą oglądali się wszyscy mężczyźni, gdziekolwiek pojawiła się, tam wzbudzała zachwyt męskich oczu. Miałam wrażenie, że świadomość tego, wzmocniona słabą podstawą uznawania emocji innych, rozpieściły Alicję. Tym niemniej, przyznałam, że autorka konsekwentnie trzymała się wytyczonej roli dla postaci, stąd przypuszczenie, że było to zamierzenie realizowane.

Doceniłam pomysł na fabułę, kilka elementów doskonale współgrało z kluczowymi wytycznymi wątków i wsparte było logiką przyczyn i skutków. Kusząco zapowiadał się scenariusz zdarzeń z wyjściem od aktywności aplikacji podsuwającej użytkownikowi miejsca warte zobaczenia ze względu na intrygujący charakter. Niestety, sposób prowadzenia akcji, wprowadzał wiele chaosu i lekkich niekonsekwencji, czasem wykraczał poza realizm. Na ostatnie mogłam przymknąć oko ze względu na szczególny rys gatunku literackiego, w którym niemal wszystko może się zdarzyć, ale poprzednie zastrzeżenia psuły odbiór thrillera kryminalnego. Nie uznałam dwulicowego spojrzenia na brutalność, ani fizyczną w ujęciu przemocy domowej, ani psychiczną z perspektywy wykorzystywania innych. Z entuzjazmem przyjęłam śledzenie teraźniejszości i zerkanie w przeszłość. To, co działo się niemal dwadzieścia lat wstecz nawet bardziej mnie wciągnęło niż bieżące śledztwo. Szkoda, że autorka po macoszemu potraktowała kryminalny nurt, niezbyt szeroki i wartki, a przy tym mało przekonujący. Raz poszedł mocno na skróty, po długim okresie braku informacji, nagle wulkaniczny wybuch mowy pewnej staruszki, która nawet w stresie nie omieszkała wiele zdradzić i to w jednej wypowiedzi.

Jeśli chodzi o styl narracji, to odebrałam go jako lekki i przyjazny. Dialogi nieco spłaszczone, ale jestem starej daty i niekoniecznie znajduję nić porozumienia ze współczesnym uproszczonym stylem rozmów. Przeszkadzała mi różnorodność poziomu w opisach, niektóre fragmenty fantastycznie rozpisane, z uśrednionym uszczegółowieniem, inne z nadmiarem zbędnych detali lub niedosytem tła, jeszcze inne niemające związku z intrygą. Ogromny plus za sopocki koloryt, mocny atut, bardzo mi odpowiadał, nawet jeśli z lokowaniem produktu i miejsca. Aż nabrałam ochoty zapuścić się w ulice, ścieżki i plażę Sopotu. Jednak z pewnością nie chciałabym się natknąć na zwłoki z podciętym gardłem, na misterną inscenizację zbrodni, budzące grozę dowody. A od tego zaczęła się fabuła, pierwszych śladów mogących prowadzić ku prawdzie, szczątków kruchych jak porcelana, iskry rozniecającej płomień w mroku, tworzenia historii z przywołaniem zafałszowanych wspomnień, iluzji życia i pragnień. Wytyczne intrygującej gry z czytelnikiem, domysły i interpretacje z założenia bardzo dobre, lecz mniej efektowne w przełożeniu na emocjonalny odbiór. Finałowa odsłona mogła przypaść do gustu, wielu odbiorców mogło do końca nie wpaść na właściwe rozwiązanie, przynajmniej ja długo wahałam się, kto stał za diabelskim planem, utkanym w mroku, w spółce z brutalnością, perfidią i nienawiścią.

4/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 348 stron, premiera 11.03.2026 (2021)
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

sobota, 19 września 2026

MOJA UKOCHANA WARSZAWA

WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

NINA MAJEWSKA-BROWN

„Warszawa podzieliła się na dwoje: walczących o miasto i walczących o to, by w nim przetrwać.”

Zobaczyłam na okładce „wspomnienia z powstania warszawskiego” i natychmiast zdecydowałam się na spotkanie z książką, bo to właśnie retrospekcje świadków zdarzeń najbardziej zbliżają do prawdy o tym, co widzieli, słyszeli i doświadczali. Niestety, szybko zorientowałam się, że nie są to przywoływane z pamięci obrazy przeszłości, ale formy coś na ich kształt, tylko że napisane przez autorkę. Poczułam się zawiedziona obrotem spraw, lecz kontynuowałam znajomość z książką. Mimo wszystko, chciałam spojrzeć na powstanie warszawskie nie oczami osób walczących, ale zwykłych mieszkańców stolicy, często zaskoczonych wybuchem, poddających w wątpliwość sens, zawiedzionych, że nikt nie pytał ich o zdanie. Aktywny patriotyzm w interpretacyjnej kontrze do cywilnego pragnienia przeżycia. 

Z perspektywy czasu łatwo się krytykuje, osądza, dokonuje interpretacji i poddaje weryfikacji. Dlatego warto przyjrzeć się dwojakim uczuciom targającym ludność stolicy z powodu wybuchu i przebiegu powstania. Z jednej strony sto pięćdziesiąt tysięcy ofiar wśród cywili, z drugiej to, czym było życie w okupowanej Warszawie, pięć lat doświadczanego okrucieństwa i prześladowań, wówczas lepiej pojąć skalę pragnienia przystąpienia do walki o wolność i dumę. Liczyłam na prawdziwe wspomnienia, nie upodobniające się do nich teksty, dlatego daję wyraz zawodu daję w obniżonej ocenie. Nie do końca rozumiałam zachowania pozornych autorów zapisków, ale w czasie odczuwania ekstremalnych emocji, nieustannego zagrożenia utraty życia swojego i bliskich, poczucia odebrania wszystkiego, namacalnego i realnego, ulotnego acz postrzegalnego, w imię niepopadnięcia w szaleństwo ze strachu, nie dziwiłam się, że dochodziło do przesunięcia hierarchii wartości, niezdolności do obiektywnego spojrzenia, a nawet niezrozumienia istoty zrywu wolnościowego. Publikacja zawierała kilkanaście zdjęć archiwalnych materiałów.

3/6 – w wolnym czasie
historia, 280 stron, premiera 29.07.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

KOMNATA SEKRETÓW

ALEK ROGOZIŃSKI

„Są takie sekrety, które dopiero po czyjejś śmierci zaczynają być najbardziej niebezpieczne.”

Dawno nie sięgałam po komedię kryminalną, a poczułam chęć wejścia w te klimaty czytelnicze, zatem wybór padł na opowieść „Komnata sekretów”, w końcu wszelkie spiski, teorie, tajemnice i sekrety idealnie nadają się, aby wymieszać je w intrygującym a jednocześnie humorystycznym scenariuszu zdarzeń. Czytałam „Śmierć w blasku fleszy” tego autora i wyniosłam sympatyczne wrażenia po spotkaniu z książką. Wiem, że to mało z jakże bogatego dorobku pisarza, tym bardziej, że bardzo lubianego przez odbiorców, ale za to często zaglądam na facebookowy profil Alka Rogozińskiego, aby złapać uśmiech na początek dnia. Nie zawsze zgadzam się z przemycanymi przez autora opiniami o rzeczywistości i postaciach w niej uczestniczących, ale jestem pod wrażeniem niekończących się pomysłów na przedstawiane realiów codzienności, w przyjemnym krzywym zwierciadle i ciepłej autoironii.

I właśnie, lekkie nabijanie się z osób obecnych w nagłówkach mediów, bezpośrednie ich przywoływanie, lub za pośrednictwem wykreowanych bohaterów, okazało się głównym nurtem humoru, oczywiście, wspartym kontekstem sytuacyjnym. Liczne i barwne postaci. Halina, urocza starsza pani, najbardziej rozbawiała wypowiedziami i podejściem do świata, w tym męża i zasadności funkcjonowania szajki hejterskiej. Imponowała niespożytą energią i entuzjazmem. Pozostałe umiarkowanie przekonywały. Jeśli chodzi o intrygę, w skrócie opisując, pogoń za bursztynowym skarbem, przez kilku wtajemniczonych i zainteresowanych, nie wciągnęła tak, jak na to liczyłam. Scenariusz wypakowany naprzemiennie zmieniającymi się scenami, różnorodnymi osobowościami, pragnieniami i ambicjami bohaterów, co dobrze rokowało na pozytywny odbiór powieści, jednak w pewnym momencie, zamiast zaangażowania w akcję, poczułam lekkie znużenie, tym bardziej, że zakończenie przewidywalne. Tym niemniej, „Komnatę sekretów” szybko poznawałam, nie sposób nie podkreślić przyjaznego i lekkiego stylu narracji, dowcipnych zabaw językowych i skojarzeniowych, chciałoby się ich więcej. Wszystko zaczęło się od pojawienia się na uroczystości pogrzebowej babci Pauliny, nieznanego rodzinie zmarłej, historyka sztuki i archeologa. Mężczyzna zdawał się coś sygnalizować, może o dziele, które krzyczało historią, a może o historii rodzinnej, która nigdy nie powinna była wyjść na jaw. Jak to się stało, że śledztwo dziennikarskie weszło w etap gry, które mogło kosztować znacznie więcej niż planowała pracownica portalu? Czy pytania mogły być groźniejsze od odpowiedzi?

3.5/6 – w wolnym czasie
komedia kryminalna, 318 stron, premiera 11.03.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

piątek, 18 września 2026

NIEUDANE DORĘCZENIE

KOMISARZ MAJA LEWANDOWSKA I ANTONI SZYMAŃSKI tom 1

ŻANETA GÓRECKA

"Śmierć to proces, nie moment.”

Żaneta Górecka powinna podążać ścieżką pisarstwa, przejawia do tego dryg, wyobraźnię i to coś nieuchwytnego, co się ma lub nie, a co sprawia, że czytelnik chętnie zanurza się w fabule. „Nieudane doręczenie” to książka z potencjałem, niestety skażonym jeszcze debiutanckimi niedociągnięciami. Ale nie szkodzi, i tak prowadzona jest w przyjaznym i wciągającym stylu. Jestem przekonana, że kolejna powieść autorki, a zapowiada się, że taka powstanie, pozbędzie się pewnych zgrzytów w intrydze i usterek w konstrukcji postaci, a warsztat zyska na elastyczności i zaskakiwaniu. 

Przekonuje osadzenie wątków kryminalnych w obyczajowej otoczce, barwnie brzmi, prowadzi ku komplementarności, a nawet w psychologicznej oprawie, odbieram ją jako przymiarkę, tym niemniej, podchwytuję niektóre udane elementy z próby. Pomysł na scenariusz zdarzeń ciekawy, przemieszczający się na osi czasu, pozwalający, aby przeszłość doszła do głosu i dramatycznie namieszała w teraźniejszości. Wszystko zaczyna się od odnalezionych zmasakrowanych zwłok mężczyzny, później dużo się dzieje, zdecydowanie na plus. Wiodące i zakulisowe następstwo scen podgrzewa atmosferę niepewności, chociaż brakuje w tym wprawy, to pole do popisu w zakresie interpretacji incydentów i dochodzenia do prawdy. Niestety, nie udaje się autorce namieszać w tej grze na tyle, abym stosunkowo szybko nie domyśliła się, może nie całej prawdy, ale kluczowych fragmentów, a od tego już wolna droga do złożenia przypuszczalnej całości. Odczuwam moc mrocznej odsłony człowieka i za szybko odgaduję tożsamość źródła zła, jednakże początkowo naprawdę nieźle się bawię. Przewiduję, że w kolejnym tomie pewne aspekty nie będą za szybko czytelne, a rozwiązania będą zawdzięczały mniej szczęśliwym zbiegom okoliczności. Naprawdę wierzę w jeszcze lepsze możliwości autorki.

Odpowiada mi, że powieść ma liczne grono postaci, Żaneta Górecka stara się o różnorodność, ciekawe portrety i bogactwo życiorysów, w stopniu wystarczającym na kryminalną opowieść. Atutem są opisy scenerii i przebiegu zdarzeń, lekko niosą w powieściową rzeczywistość, wspierają się klimatem miasteczka, gdzie wszyscy doskonale znają się i wiedzą o sobie niemal wszystko. Natomiast dialogi sprawiają wrażenie nieco ciężkich i nieuwzględniających odmienne typy osobowości postaci. Czasami śledczy szli na skróty, jak przy rozmowie ze świadkiem sąsiadką ofiary, jedynie do pierwszej wskazówki, mało przekonujące. Podobnie jak nawiązywanie przyjacielskiej relacji natychmiast po zawarciu znajomości. Powolność wkroczenia do akcji antyterrorystów nieco zaskakuje, jak i szybkie oddanie przewagi strzeleckiej w zakończeniu. Dokładnie podążam tropem całej książki, aby poczuć się oszukaną w finałowej odsłonie, jednak są czytelnicy, którzy uwielbiają zawieszenia losów bohaterów i otwarte ścieżki do kontynuacji. „Nieudane doręczenie” to kryminał, w którym przeszłość dogania postaci, zbrodnia przywołuje szaleństwo, brutalność odżegnuje się od logiki, chaos uderza z chirurgiczną precyzją, zaś pytania prowadzą do odpowiedzi, których nikt nie chce usłyszeć.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 334 strony, premiera 25.02.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 17 września 2026

GEN ZŁA

KOMISARZ OLGA BALICKA tom 11

KATARZYNA WOLWOWICZ

"Wstrzymała oddech i nasłuchiwała…”

W jedenasty tom serii z komisarz Olgą Balicką weszłam gładko i swobodnie, pomimo nieznajomości poprzednich odsłon. Katarzyna Wolwowicz zręcznie poprowadziła po meandrach wydarzeń z poprzednich odsłon, wybierając informacje przydatne z punktu widzenia obecnej przygody czytelniczej, bez obciążania mniej istotnymi. Dobrze poczułam się w „Genie zła”, zaangażowałam się w zagadkę kryminalną, chętnie dociekałam prawdy. Intryga okazała się złożoną wielowątkową konstrukcją, zaś śledztwo przybrało znamiona zawiłości i zagmatwania. Jednak w połowie powieści poczułam, że niczym kluczowa postać, intuicyjnie odbierałam miejsca źródła mrocznej otchłani. Gdyby nie zbyt mocno nagłośniony instynkt Olgi Balickiej, pewnie przez jakiś czas jeszcze przebywałabym w zawieszeniu między prawdą a kłamstwem, a tak nieco za szybko przybliżyłam się do tożsamości mordercy. Autorka atrakcyjnie zapętliła w krótkim czasie kilka podobnych modus operandi pozornie niezwiązanych ze sobą ofiar, zdarzeń i podejrzanych. Odpowiadało mi nasycenie akcji licznymi zgonami, zupełnie jakby diabeł nieustannie podsycał ogień nienawiści i zemsty. Doceniłam różnorodność portretów postaci, każda coś ciekawego wnosiła do sprawy. Niekiedy pisarka szła za mocno na skróty i z wyraźnym schematyzmem, co nieco drażniło, ale można było na to przymknąć oko ze względu na dynamiczność zmian scen. 

Komisarz Olga Balicka nie została moją powieściową przyjaciółką, coś mi w niej nie pasowało, najprawdopodobniej mieszanka mniejszego lub większego profesjonalizmu zawodowego, uzależniona nie tyle od jej przekonań, co chwilowego nastroju. Nie rozumiałam, dlaczego natychmiast składała dziecku po traumie obietnice, dawała się kierować kaprysowi chwili, wydawała się za rozchwiana, szybko przechodząca z jednej skrajności w drugą. Taki odbiór komisarz mógł wynikać po części z nieznajomości wszystkich dramatów, które odcisnęły na niej piętno, a przekonałam się, że było ich wiele. Nie do końca udało się autorce wiarygodnie odmalować dwulicowość postaci z mroku, jak na doświadczonego przestępcę i wyszkolonego człowieka za szybko ukazała swoją przemianę, na czym straciła tajemniczość w jej odbiorze. Plus dla Katarzyny Wolwowicz za poruszenie istotnych aspektów społecznych, jak przemoc w rodzinie i patologię w domach dziecka. Nie przekonuje sam tytuł powieści, nie ma czegoś takiego jak gen zła, owszem są genetyczne predyspozycje, które wsparte środowiskowymi czynnikami mogą jedynie zwiększać skłonność do agresji, lecz co bardzo istotne, nie determinują jej.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 350 stron, premiera 28.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 16 września 2026

PIĄTA EWANGELIA

PHILIPP VANDENBERG

„Wszystkie tajemnice ludzkości mają niepozorne początki.”

Klasyczny styl sensacji spiskowej, sprawdzone metody przyciągania uwagi czytelnika, zachęcające do śledzenia barwnego scenariusza zdarzeń. Początkowo wydawało mi się, że Philipp Vandenberg zapewni mocne przeżycia, gdyż powieść już na wstępie przyjęła dramatyczny obrót spraw. Jednak z każdym rozdziałem entuzjazm malał. Pomysł na intrygę zaliczyłam do ciekawych i atrakcyjnych, ale sposób jego podania do miałkich i nieprzekonujących. Tym niemniej, jeśli lubicie zanurzać się w zakodowanych tajemnicach, wzmiankach o historycznych fantomach, fałszywych tożsamościach, osobliwych postaciach, elitarnych zakonach, skupiskach genialnych naukowców, podejrzanych grupach interesów, różnego rodzaju przestępstwach i morderstwach, to dynamicznie przebiegająca akcja może sympatycznie wypełnić wolny czas.

Nadrzędną osią fabuły okazało się docieranie do źródła, znaczenia i posiadania przedmiotu, za który oferowano majątek, a który naraził wielu ludzi na niebezpieczeństwo, a zwłaszcza Kościół. Wiedza na jego temat była niczym powracająca forma zwątpienia i wywrócenia chrześcijańskiego świata do góry nogami. Gdyby artefakt wpadł w niepowołane ręce, Watykan stałby się muzeum a papież postacią operetkową. To właśnie pergamin sprzed dwóch tysięcy lat odgrywał główną rolę we wszystkich osobliwych wydarzeniach. Ktokolwiek zabrał się za rozwiązywanie jego zagadki napotykał mur milczenia i narażał się na ryzyko utraty życia. Zdawało się, że przyległa do niego straszliwa klątwa. 

Anna, główna bohaterka książki, której mąż zginął w wypadku samochodowym, starała się dotrzeć do prawdy o dramatycznej śmierci partnera, zajrzeć za kulisy spraw wyłaniających się z jej dociekań, ale kręciła się w kółko i coraz bardziej oddalała od niej. Chwytała różne tropy prowadzące ją przez pół świata, zaś fakty krążące wokół znaleziska cechował najwyższy poziom niedorzeczności. Wydawało się, że w żadnym miejscu na ziemi, nieszczęście, wrogość i kłamstwo były tak powszechne jak w klasztorze, zaś zbrodnia i pobożność nigdzie nie szły w parze tak często jak w Rzymie. Kościołowi udało się więcej nagrzeszyć w milczeniu niż innym ludziom złymi słowy. Diabeł również nosił sutannę. Zerknij również na inne książki tego autora, zaprezentowane na Bookendorfinie („Akta Golgoty”, „Cienie purpury”, "Ósmy grzech główny").

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, 310 stron, premiera 08.06.2008 (1993), tłumaczenie Sława Lisiecka
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 15 września 2026

APETYT NA ŻYCIE. KORNELIA OD SERCA

RENATA CZARNECKA

„Ten gwar, ten hałas są życiodajne, pełne energii, świadczą o tym, że życie toczy się tuż obok, pod nosem, i trzeba w tym życiu uczestniczyć.”

Zajawka na okładce podsunęła trop czegoś nieoczekiwanego, trochę przewrotnego i przekornego, ale szybko zrozumiałam, że wchodzę w powieść mocno trzymającą się rzeczywistości, w dużym stopniu prawdziwą i bez sztucznego ubarwiania. Dopóki sami nie dobijemy do brzegu pewnego wieku, możemy tylko przypuszczać, z czym wiążą się wyzwania codzienności, jak człowiek funkcjonuje i czuje się na danym etapie życia, do jakiego stopnia ulega wezwaniom serca i uważnie wsłuchuje się w głos rozsądku, jak podchodzi do drzemiących w nim marzeń i pragnień. Dwudziestolatka wiele różni od trzydziestolatka, czterdziestolatka od pięćdziesięciolatka, a między sześćdziesięciolatkiem i osiemdziesięciolatkiem to przepaść. Im więcej dziesiątek od roku urodzenia, tym szersza odległość wzajemnego postrzegania przez młodą i starszą osobę. 

Ale czyż w naszym wewnętrznym dziecku, zwłaszcza świadomie pielęgnowanym i docenianym, bez względu na metrykę, znaczącą rolę nie odgrywają podobnie targające emocje? Szczęśliwi ci, którzy doceniają każdy aspekt życia, bez względu na troski i straty, szczęście i spełnienie. Najgorzej, kiedy człowiek sam sobie odbiera radość, chwytając się przekonania, że nie wypada mu już czegoś robić w pewnym wieku. Lepiej podążać za myślą, że jako senior czy seniorka bardziej powinniśmy przejmować się opinią własną o nas samych niż komentarzami i kpiącymi uśmieszkami innych. W końcu, życie ma się tylko jedno i trzeba z niego wycisnąć ile się tylko da, także w jego zimowej porze. Dopóki nie krzywdzimy innych, świat nam wiele wybacza.

Renata Czarnecka przedstawiła codzienność osiemdziesięciolatki, spojrzenie doświadczonymi oczyma na świat, nią samą i rodzinny dorobek. Świadomość powolnego odchodzenia, żegnania z życiem z godnością i zrozumieniem cyklu natury, należy do najtrudniejszych wyzwań. Podobnie ciężko jest ustępować pola młodszym, powierzać swoje życie, wybory i decyzje innym, nawet życzliwym bliskim. Chcą dobrze, ale nieświadomie mogą krzywdzić nadmierną troską, czułością i empatią. Kornelia, matka dwójki starszych już córek, z diametralnie różnymi pomysłami na scenariusz życia, pod patronatem opieki została przesadzona z domu z ukochanym ogrodem do mieszkania w bloku. Nie chciała nikomu sprawiać kłopotu, narażać Michalinę i Iwonę na dodatkowe obowiązki, dlatego z bólem serca, ale podporządkowała się ich wskazówkom. 

Autorka znakomicie ukazała społeczne niezrozumienie i niecierpliwość wobec starszych, często lekceważenie i upokarzanie, a nawet agresję, albo niedostrzeganie i pomijanie wzrokiem, także niewielką chęć czerpania z dobrych rad i hierarchii wartości. Oczywiście, nie każdy tak postępuje, ale jest trend odgradzania się od starszych. Kornelia ceniła rutynę codzienności, spokojny rytm dnia, drobne przyjemności, zaś córki pragnęły, aby towarzyszyła im w szybko rozwijającej się współczesności. To, co dla nas dobre, niekoniecznie innym odpowiada. Wiele aspektów zostało poruszonych w powieści, chociażby samotność, tęsknota za tym, co było, przywiązanie do znanych miejsc, sprzeciw wobec bierności, spadek sprawności psychicznej i fizycznej. Bardzo w to wszystko wpasowała się finałowa odsłona powieści, cechująca się normalną naturalnością.

Kornelia zaskakiwała fizycznym duchem, wielokilometrowymi spacerami i biegami. Bardzo żałuję, że moi rodzice nie mogli cieszyć się taką sprawnością, że nie było im dane wyłapać wzrokiem kleszcza u psa. Niestety, ze względu na różne choroby, nie każdy może dobrze przeżyć ostatni okres życia. Jakże ważną staje się wówczas obecność kogoś z dobrym słowem, pocieszeniem, przytuleniem i pomocną dłonią. Emocjonalnie podchodziłam do refleksji kobiety, prawdziwych i szczerych, wartych przemyślenia i odniesienia do własnych. Nie przekonywały dialogi, niekiedy wymuszone, odsłaniające sprzeczność osobowości drugoplanowych bohaterów, nieco na siłę naprzemienną rolę w interpretacji zdarzeń. Zbiegi okoliczności, chociaż mało prawdopodobne, to jednak podkreślały, że wiele zależy od splotu okoliczności, ale jeszcze więcej od nas samych. 

Im jestem starsza, tym bardziej cenię sobie satysfakcję wypływającą z regularności stałych zajęć, uśmiech dla drobnych przyjemności, swobodne wyrażanie siebie, oddalenie od toksycznych osób a zbliżenie do realizacji odkładanych marzeń. Dostrzegam w sobie coraz większe zrozumienie i cierpliwość do popełnianych pomyłek, zapominania o czymś, powolniejszego kojarzenia, potknięć językowych, nieogarniania żargonu młodzieżowego i szybkości rytmu dzisiejszego życia. Brakuje mi jeszcze trochę do okazywanej przez Kornelię pokory wobec życia i śmierci, pogodzenia się z tym, co nieuniknione, patrzenia na starzenie się własnych dzieci, ale mam jeszcze dwadzieścia lat, aby dorównać bohaterce. Jak wiele mogę jeszcze zrozumieć i zinterpretować, dotknąć i poczuć, ogarnąć i uporządkować, na swój sposób delektować się życiem, pasjami, obecnością bliskich i radosnymi niespodziankami. Idę we właściwym kierunku, w zgodzie z indywidualną melodią ducha, czasem w wygodnych kapciach, kiedy indziej z uwierającymi drzazgami. 

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 230 stron, premiera 22.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

niedziela, 13 września 2026

ÓSMY GRZECH GŁÓWNY

PHILIPP VENDENBERG

„Tam, gdzie nauka się kończy, zaczyna się wiara, a to stanowi, jak powszechnie wiadomo, największy problem ludzkości.”

Powieść zrobiła dobre wrażenie, jak dotąd najlepsze z poznanych pióra tego autora (wcześniej chwyciłam za „Akta Golgoty” i „Cienie purpury”). W "Ósmym grzechu głównym" sporo się działo, wiele intrygujących zwrotów akcji, chciałam szybko poznawać kolejne rozdziały. Ujął klimat starych ksiąg, tajnych archiwów, osobliwych funduszy, tajemniczych wpisów w notatniku. Nie obyło się, co cechuje twórczość Philippa Vandenberga, bez obecności strażników wiary, w tej odsłonie samozwańczych. Jakie konsekwencje wywołało pojawienie się płótna, w które zawinięty był Jezus z Nazaretu po śmierci na krzyżu? 

Książka na wakacyjny relaks w sensacyjnych barwach, spiskowych otoczkach, morderczych rozwiązaniach i wielowiekowych klątwach. Wielu zaciekłych przeciwników, kardynalska krew, grzeszne ambicje, szemrane interesy, wszechobecna korupcja i skażony wymiar sprawiedliwości. Miałam zatem w co się zagłębiać, odkrywać sekrety, interpretować fakty i dopasowywać elementy układanki obrazu prawdy. Angażowałam się w niebezpieczną grę, wręcz diabelnie ryzykowną, rozgryzałam tajne kontakty świata przestępczego sięgające aż za mury Watykanu. Natychmiast nasunęło się pytanie, jak wiele z najznamienitszych relikwii chrześcijaństwa mogłoby być publicznie uznanych za falsyfikaty? Przeszkadzało rozkapryszenie jednej z postaci, zbyt szybko nakręcony wątek miłości i za proste branie odwetu na ludzkości. Na plus zaliczyłam zazębianie się wszystkiego w przedziwny sposób i sporą podejrzliwość wobec interesów władz kościelnych. Ścigający stał się ściganym, zaś intrygi w Watykanie nie miały sobie równych. Nie było to pierwsze morderstwo, za którym stała stara cenna księga z tajemnicą w tle.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, 382 strony, premiera 01.01.2008, tłumaczenie Julian Brudzewski
Książka wypożyczona z biblioteki.

sobota, 12 września 2026

ULICA SZPIEGÓW

MICK HERRON

SLOUGH HOUSE tom 4

„Większą władzę ma ten, kto stoi za tronem, niż ten, kto na nim siedzi.”

Pierwszy tom „Kulawe konie” oscylował wokół porwania pakistańskiego studenta, drugi „Martwe lwy” wszedł w cień kontrwywiadu, trzeci „Prawdziwe tygrysy” mierzył się z niebezpiecznymi przeciwnikami, zaś czwarty „Ulica szpiegów” próbował odkryć tożsamość terrorystów. Powieść wypełniona różnorodnymi incydentami, wiele się działo, mniej lub bardziej spektakularnego. Trzymała w napięciu, do szybkiego poznawania kontynuacji fabuły.

Intrygująco zrobiło się wokół dawnego szpiega, teraz staruszka z problemami z pamięcią, wciąż mającego we krwi szkolenie wywiadu i kontrwywiadu. Ale nie było co się dziwić, legenda nadal mogła imponować, chociaż utrata bystrości umysłu niepokoiła nie tylko chorego i bliskich, ale również tajnych agentów. W przerażającym akcie terroru w centrum handlowym życie straciło ponad czterdzieści osób. Slough House przenikał świat spisków i brudnych machinacji, aby dotrzeć do prawd i złapać złych ludzi. Kilkorgu udało się uciec przed losem, do innych wracał w krwawej odsłonie niezależnie od tego, co zrobili. Szpiegowski świat pokazał, że historia nigdy nie była zamkniętą księgą, a jej strony można odczytać wielokrotnie. „Ulica szpiegów” to mocniejsza odsłona serii o kulawych koniach, wciągająca i zapewniająca atrakcyjną sensacyjną przygodę.

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller szpiegowski, 408 stron, premiera 07.09.2022 (2017)
tłumaczenie Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 9 września 2026

POLKI W POLU

NIEZNANA HISTORIA POLSKICH CHŁOPEK WE FRANCJI

SYLVIE APRILE, MARYLA LAURENT, ELŻBIETA ŁĄTKA-LIKH, MONIKA SALMON-SIAMA, JANINE PONTY

„Pamięć o tej migracji kobiet, długo ukrytej na francuskich wsiach, odżywa również dzięki pracy zbierania świadectw podejmowanej przez potomków – nosicieli często traumatycznej pamięci pokoleniowej.”

Warto było sięgnąć po reportaż, odsłaniał wąski fragment historii żeńskiej części polskiego społeczeństwa. Kobiet podążających za chlebem do Francji, do regionu Indre i Loary, pracujących w rolnictwie i gospodarstwach domowych, w latach 1930-1935. Wówczas Francja bardzo potrzebowała taniej zagranicznej siły roboczej do pomocy w odbudowie kraju i zapełnieniu luki powstałej w wyniku ucieczki za lepszym życiem ludności ze wsi do miast. Książka odkurzała małą, ale jakże ważną część przeszłości, umożliwiła poznanie okoliczności pracy, świadectw w postaci listów, językowych i społecznych odniesień. 

Z zainteresowaniem poznawałam kolejne rozdziały. Każdy ukazywał wybraną tematykę z innej perspektywy. Jedne były mniej wciągające, inne bardziej. Kilka bazowało na podłożu naukowym, pozostałe opracowano w luźniejszej formie. Trzonem stały się listy dziewcząt i młodych kobiet o tym, co je spotykało ze strony pracodawców, jak czuły się na obczyźnie, oraz prośby o wsparcie. Adresatką była Julia Duval, inspektorka, ciekawa postać, o której wcześniej nic nie wiedziałam. Zapomniane papiery, podniesione do rangi świadectw, trudnych i bolesnych doświadczeń, odzwierciedlały ułamki przykładów losów, od pełnych nadziei do pełnych obaw o przyszłość. 

Korespondencja cechowała powtarzalność, prosty język obarczony błędami ortograficznymi, niewyrobiony charakter pisma, jednak wyraziście odczuwałam emocje samotnych kobiet, przeciążonych pracą, przygnębionych moralnie, pozostawionych w obcym kraju z niechcianymi ciążami i długami. Dołączone do publikacji zdjęcia na zawsze utrwaliły młode twarze imigrantek, przemawiały do wyobraźni zatrzymanymi w obiektywie ułamkami chwil, pozwalały zajrzeć na moment w duszę uchwyconych kobiet. Publikacja zawierała także przykłady dokumentacji dotyczącej imigrantek. Nie zabrakło bibliografii i przypisów. Chętnie wsłuchiwałam się w głosy polskich chłopek, poznawałam skalę i barwę listów, jak mocno przebijały się nuty izolacji, samotności i poczucia krzywdy. Jednocześnie miałam świadomość wybiórczości relacji w książce, ze względu na brak świadectw o dobrym traktowaniu, warunkach mieszkaniowych i płacy, przystosowaniu się do obcego języka, stylu życia, kuchni, zwyczajów i religijności.

4/6 – warto przeczytać
praca zbiorowa, reportaż, 20.08.2026, tłumaczenie Elżbieta Łątka-Likh
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

OBŁOK MAGELLANA

STANISŁAW LEM

„Jak dziwnymi drogami chadza rozwój ludzki! To, co żyjącym wydaje się często niezrozumiałe... z perspektyw czasu wydaje się oczywistą koniecznością...”

Sięgając po książkę warto pamiętać, że po raz pierwszy wydana była w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym piątym roku, a napisana kilka lat wcześniej, w czasach głębokiego komunizmu. Zatem pewne skażenie ideologią i cenzurą pozostawiło na niej rysy, ale i tak było ich mniej niż się spodziewałam. „Obłok Magellana” czytałam dla przyjemności poznawania futurologicznej przygody, gwiezdnej wyprawy wypełnionej tragicznymi wypadkami i naukowymi pomysłami, przelania w czyn ambitnych planów międzyplanetarnych naszej cywilizacji. Ale również podchodziłam do niej z perspektywy tego, co uwidoczniło się już w połowie dwudziestego wieku w zdobyczach naukowej wiedzy a co po niej pozostało, jak zostało na przestrzeni wieków rozwinięte i do czego doprowadziło ludzkość, w wymiarze naukowym, technologicznym, kulturowym i społecznym. 

Jak mógłby wyglądać nasz świat w trzydziestym drugim wieku, co po nas pozostałoby, oprócz zniekształconej historii, z czym przyszłoby się nam zmierzyć i jakim kosztem, a nade wszystko czy człowieczeństwo znaczyłoby to samo co dziś? Czy nasycenie cechami i dramatyzmem pozostałoby bez zmian, bez względu na okoliczności, a może wytoczyłoby nowe szlaki myśli i przekonań? Podobały mi się odwołujące się do nauki opisy odmalowywanej rzeczywistości przyszłości. Zadziwiające, jak wiele udało się autorowi trafnie przewidzieć. Właśnie futurystyczne pomysły, z socjologiczną aurą, uznałam za mocny atut książki. Podobnie jak dostarczanie materiału do refleksji o nas samych i człowieczeństwie, perspektywie zastoju lub nawet śmierci cywilizacji po bujnym i szybkim postępie. Odpowiadało mi zastanawianie się nad nowymi problemami, podejściem do nieskończoności w ujęciu kosmosu i atomu, długością wyczekiwania aż przestaniemy być więźniami ziemskiej przestrzeni, możliwością narodzenia się nowej indywidualności, wynikającej nie z niedostatku wiedzy, ale z jej nadmiaru. Jak bardzo jako ludzie pragniemy być zawsze na samej granicy możliwości, gdzie zbadane i pokonane styka się z niezdobytym i groźnym, Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z podsuwającymi materiał do refleksji "Niezwyciężonym" i "Solaris", rewelacyjną komiksową przygodą "Podróż siódma", interesującą korespondencją między Stanisławem Lemem a Ursulą K. Le Guinza "I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze", tytułami zaprezentowanymi na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka naukowa, 516 stron, premiera 29.10.2025 (1955)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 8 września 2026

OSNOWA

[PRZEDPREMIEROWO]

KRZYSZTOF PISKORSKI

„Bo widzicie, strach czasem może być tak silny, że sam staje się rzeczywistością.”

Wciągająca podróż w świecie fantastyki i rzeczywistości, czerpiąca garściami z baśni i mitów, odwołująca się do postaci historycznych, dorobku starożytnych cywilizacji i współczesnych technologii. Subtelnie dotykająca pradziejów i początku świata. Zastanawiacie się, jak można to wszystko powiązać w ciekawy splot wydarzeń, a ponadto na wysokim poziomie zaangażować czytelnika? Krzysztof Piskorski to potrafi, kreuje coś na kształt baśni, ale takiej, w której czytelnik nie tylko odnajduje nawiązania do bajkowych bohaterów, miejsc i przesłań, ale również sposobów przemieszczania się między odmiennymi światami, uczestniczenia w niebezpiecznych incydentach i przeżywania niesamowitych przygód. Nie tylko ekscytująco oprowadza czytelnika i postaci po dwóch światach, ale również z wyczuciem pozwala na balansowanie na ich granicy. Zawieszenie między światami doskonale wyczuwa się w dialogach, myślach i subtelnych ruchach bohaterów. Podobnie jak głębię, w której czas nie ma znaczenia, zaś dzień jest nocą zakłóconą przez jasność.

Podoba mi się duża rozpiętość i fluktuacja między prawymi i lewymi brzegami cieni rzucanych przez jednostkę i grupę. Ratowanie czegoś delikatnego, przeciwstawianie się czemuś groźnemu, podejmowanie ryzyka w imię misji, wnikanie w długie cienie śmiertelności i nieśmiertelności. Wierzę w osobowość, postawy i zachowania bohaterów, ale dopiero na koniec książki rozgryzam otulające ich sekrety i tajemnice. Dwadzieścia pięć lat, jakże kosmicznie mała długość czasu w ujęciu istnienia planety, a jak znacząca z perspektywy życia człowieka. Podchwytuję frapujące odwołanie do sposobu postrzegania czegoś, do czego powróciło się po wielu latach, w ujęciu osób, miejsc i wydarzeń. Jak bardzo coś przeżytego, znajomego i oswojonego może zmienić się pod wpływem wspomnień, interpretacji i motywów zapamiętania, od strony wielkości, wyglądu, cech i brzmienia? Jak gęsta mgła potrafi spowijać przywołane obrazy i do jakiego stopnia prawdziwość staje się czymś umownym? I znów pytanie o zaletę powieści, jak zręcznie można rozciągnąć magię na stronach powieści, w naturalny, mroczny i intrygujący sposób, pomieszać rzeczy, których nikt jeszcze nie pomyślał zmieszać, by zaskoczyć wydźwiękiem? A udało się. 

Ciekawy splot odwiecznych praw, ludzkich losów, fundamentalnych praw i nieujarzmionych sił, tych wiecznych i chwilowych, dawnych i współczesnych. Sunięcie wydarzeń po niewidzialnych dla siebie torach, budujących w osnowie wyraźny wzór, podlegający zafalowaniu, zawirowaniu i zakłóceniu. Przemijanie jako forma odradzania się, tylko właśnie, w imię czego i jakim kosztem? Czy jako ludzie powoli wyzbywamy się prawa do tkania wzorów ziemskiej egzystencji przez mózg żywego człowieka i stopniowo dajemy przyzwolenie na kreację przez syntetyczne neurony, czyli tworzenie opowieści przez sztuczną inteligencję? Przyznaję, że entuzjastycznie daję ponieść się intrygującemu klimatowi opowieści, zaskakującym obrotom spraw, szybkiej dynamice akcji i wielowarstwowej fabule. Przy takim materiale jako odbiorca chętnie uruchomiam wyobraźnię, wyraźnie odbieram emocje postaci, także te sprzeczne, wypełnione wstydem i poczuciem winy, domagające się naprawienia błędów z przeszłości i zamknięcia pewnych wątków. Przychylnie podchodzę do żargonu sfery kryptowalut, gdyż jest mi ona mało znana. Nie dostrzegam w „Osnowie” istotnych wad, jedynie drobnostki, które nie mają wpływu na pozytywny odbiór tytułu. Przy okazji, zerknijcie na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Krzysztofa Piskorskiego ("Zadra", "Czterdzieści i cztery"), które z przyjemnością przedstawiam na Bookendorfinie.

5.5/6 – warto przeczytać
fantasy, 422 strony, premiera 09.09.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 7 września 2026

CIENIE PURPURY

PHILIPP VANDENBERG

„Zdradliwe wody, na których się znalazł, robiły się coraz groźniejsze, a wir wciągał go w coraz głębszą otchłań.”

Druga książka Philippa Vanderberga, za którą wzięłam się w ramach wakacyjnej odskoczni od bardziej ambitnych powieści. Zapewniła dobre wrażenia czytelnicze, jednak musiałam mieć na uwadze, że to całkowita fikcja, chociaż zawierała elementy, które zza kulis można by było dostrzec w watykańskim świecie. Kościół spiskował, mnożył mroczne tajemnice, pożądał władzy i bogactwa, nie cofał się przed popełnianiem morderstw. Watykan jako firma, światowy koncern, w którym zdarzały się wrogość i zawiść, próżność i żądza zysku.

Chwyty fabularne cechowała naiwność i małe prawdopodobieństwo zdarzeń. Bohaterowie wykazywali zielone podejście do pewnych spraw, nawet biorąc pod uwagę ich przeżycia. Pojawił się fałszerz z niewiarygodnymi umiejętnościami, przewyższający malarskich artystów o głowę. Kluczowej postaci trudno było wyrwać się z zaklętego kręgu, w którym została uwięziona. Musiała stawić czoło mało sprzyjającemu losowi, równocześnie podjąć walkę z nieznanym przeciwnikiem, a nawet organizacją potężniejszą niż mafia i bardziej diabelską niż sam diabeł. Osobliwa sprawa z obrazem, tajemniczy grób, śmierć kobiety, przedziwna agencja nieruchomości, włoski kochanek, niebezpieczeństwo kryjące się na każdym kroku. Absurdalne incydenty nie dawały się powiązać, a na pierwszą wskazówkę w prywatnym śledztwie długo trzeba było czekać i była niepewna. W jaką sieć tajemniczych wydarzeń wplątał się Alexander? Czy znalazł ich wspólne źródło i cel? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką autora "Akta Golgoty".

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, 460 stron, premiera 16.06.2010 (1999), tłumaczenie Julian Brudzewski
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 6 września 2026

PIOSENKA ŚMIERCI

PHILO VANCE tom 4

S.S. VAN DINE (WILLARD HUNTINGTON WRIGHT)

„Znajomość natury ludzkiej, wszechstronne oczytanie, ogromna kultura, wybitny zmysł logiczny i zdolność odnajdywania prawdy pod osłoną pozorów czyniły go pierwszorzędnym detektywem.”

Nie przypuszczałam, że tak żarliwie pochłonie mnie ta przygoda czytelnicza. Wyśmienicie się bawiłam, w pełni poddałam się grze w dociekanie prawdy, ustalanie tożsamości mordercy, przeglądanie motywów i postaw bohaterów. Rozsmakowałam się w klasycznym duchu kryminału, stawiającym na rozumowe rozwiązanie zagadki, posługiwanie się logiką i ogólną wiedzą. Wypełniał mnie zapał i entuzjazm intelektualnej rozrywki, podobnie jak detektywa Philo Vance’ z umysłem zachłannym na rozwiązywanie skomplikowanych problemów. W czwartym tomie intryga snuła się w oparciu o groteskową tajemnicę i szatańską rekonstrukcję dziecięcej piosenki. Piękna rezydencja stała się widownią straszliwego mordu, zaś list i proroctwo dodawało tajemniczości. Zagadka, która wstrząsnęła Nowym Jorkiem, okazała się złowroga, dziwna i trudna do zrozumienia. Scenariusz zdarzeń opisywał serię niesamowitych i pozornie niezależnych od siebie wydarzeń. 

Autor postawił na wysoki poziom szczegółowości w dociekaniu detali, a zrobił to w taki sposób, że pieczołowicie i z precyzją podążałam za nim, szukając wskazówek i podpowiedzi, angażując się we wszelkie kierunki śledztwa, aby odnieść detektywistyczny sukces. Van Dine doskonale wiedział jak przyciągnąć moją uwagę, aktywnie włączyć w dochodzenie, krytycznie spoglądać na każdą postać, odnaleźć drogę do sekretów, i samej wyciągać wnioski. Z uwagą przysłuchiwałam się dialogom, dokładnie obserwowałam otoczenie, starannie wyłapywałam fałsze i aberracje. Podobał mi się retro styl narracji, z dużą ilością łacińskich odniesień, sympatycznym odwołaniem do naukowej terminologii z dziedziny fizyki, matematyki, łucznictwa i gry w szachy. 

Powieść po raz pierwszy wydano w tysiąc dziewięćset dwudziestym dziewiątym roku a wciąż dysponuje ogromną siłą przyciągania i dostarczania satysfakcjonującej zabawy. Współcześnie już tak nie obsługuje się śledztw, w inny sposób prowadzi przesłuchania lub rozmawia z prasą, do dyspozycji detektywów jest więcej narzędzi i akcesoriów, a zatem i procedur kryminalistycznych. Ale dawne techniki i sposoby dociekań prawdy, opierające się głównie na logice i psychologii, mocno przyciągały od strony rozważań i wnioskowania o średniowiecznej tragedii, wraz z jej śmiałą i obłąkańczą inscenizacją, rozgrywającej się w Nowym Jorku lat dwudziestych ubiegłego wieku. Jak skończyła się gra o śmierć i życie z przebiegłym i pomysłowym mordercą?

5.5./6 – koniecznie przeczytaj
kryminał retro, klasyka, 284 strony, premiera 12.08.2026 (1929), tłumaczenie Janina Sujkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

sobota, 5 września 2026

AKTA GOLGOTY

PHILIPP VANDENBERG

„Instynkt i doświadczenie wzmacniały w nim przekonanie, że zbiegi okoliczności wokół zbrodni rzadko bywają rzeczywiście przypadkami.”

Staram się uzupełniać zaległości czytelnicze, które nagromadziły się, kiedy czasu na spotkania z książkami było mało, gdyż pochłaniały go obowiązki rodzicielskie. Gdzieś w przeszłości mignęły mi w księgarni książki Philippa Vandenberga, okrzykniętego niemieckim Danem Brownem, a jako, że spiskowa sensacja bardzo mi podchodzi, to właśnie nadszedł czas, aby zapoznać się z nimi. Pierwsze wrażenia dobre, lecz niezachwycające, gdyż jak pomysł na intrygę ciekawy, złożony z kilku warstw, to już prezentacja mniej wciągająca, kilka razy poczułam lekkie znużenie sekwencją zdarzeń. Tempo akcji utrzymywało się na równym poziomie, a w tym gatunku preferuję bardziej dynamiczne przyspieszenia, przeplatane zawieszeniami i spowolnieniami, tak abym miała wrażenie, że coś się dzieje naprawdę, a nie jedynie wolno krok za krokiem. 

Motywy zachowań czarnych charakterów, ukrywanie tożsamości, tworzenie tajemniczej układanki, oceniam na plus. Nie zabrakło zabójstw, porwań, zniknięć, zamachów bombowych, szokujących motywów medycznych, ale również kilku podróży. Trudno było dociec, co jest kluczem do rozwiązania sprawy, uchwycić punkt zaczepienia, logicznie poukładać poszlaki. A właśnie takie aktywności czekały uznanego transplantologa, kiedy w dziwnych okolicznościach zmarł mu pacjent po przeszczepie. Dokąd zaprowadziło dochodzenie tragicznego zdarzenia w klinice, jak przeciwstawiło się zmowie milczenia i ciągu rzeczy wątpliwych? Jak żyć wśród lęków i wyobrażeń, które niejednokrotnie urzeczywistniały się? Tym bardziej, że tuż przed spodziewanym rozwiązaniem, sprawy przybierały nowy obrót i ponownie znajdywały się w ślepym zaułku.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, 360 stron, premiera 22.09.2009 (2003), tłumaczenie Julian Brudzewski
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 4 września 2026

KAMELEONY

OLE VIK tom 2

JØRGEN JÆGER

"W jeden z pierwszych marcowych dni pewien mężczyzna i pewna kobieta umówili się na randkę w pokoju 2007 w hotelu...”

Czwarty tom serii o lensmanie Ole Viku ("Pisane krwią") sprawił lepsze wrażenie niż drugi mniej trzymający w napięciu, zwłaszcza po połowie "Kameleony" stały się lekko nijakie. Śledztwo przyjmowało przewlekle rozciągnięte fragmenty, w których praktycznie niewiele się działo. Nie mogłam jednak odmówić ciekawego pomysłu na fabułę, chociaż momentami prostego, i zaskakującego obrotu spraw w odniesieniu do tożsamości czarnych charakterów. We wczuciu się w akcję przeszkadzały łaskawe zbiegi okoliczności i naciągane łuty szczęścia obejmujące kluczowe postaci. I jeszcze trudne do uwierzenia, aczkolwiek możliwe w skrajnych przypadkach, nadludzkie zasoby sił u ekstremalnie wyczerpanych organizmów. 

Na plus zaliczyłam znakomicie poprowadzoną charakterystykę postaw i osobowości komendanta. Ściągała do realiów zachowań wielu osób stojących u władzy oraz w policyjnym środowisku. Autor wybrał jako tło powieści problemy Norwegii powiązane z rynkiem narkotyków i uzależnień, kraju stojącego wysoko w statystykach przedawkowania i restrykcjach leczenia. Wyraziście ukazał społeczne realia znaczącej grupy ludzi w zderzeniu z obrazem najlepszego, według światowych statystyk, kraju do życia. Stopniowo odnajdywałam klocki w układance śledztwa dotyczącego seryjnych napadów na banki, postrzeleń, prób zamachu, morderstw i porwań. „Kameleony” interesująco wypełniły wolny czas, lecz spodziewałam się mocniejszego trzymania w napięciu i głębszej zagadki detektywistycznej. Wyrobiony styl narracji i głos lektora sprzyjały wsłuchiwaniu się w książkę.

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał, premiera 22.06.2022 (2004)
tłumaczenie Iwona Zimnicka, czyta Paweł Paprocki
audiobook, Word Audio Publishing International, godziny 7 godzin i 36 minut

czwartek, 3 września 2026

MĘŻCZYŹNI BEZ KOBIET

HARUKI MURAKAMI

„Jeżeli naprawdę chcemy zobaczyć innego człowieka, musimy spojrzeć sobie prosto i głęboko w oczy.”

Książka poznana w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, ciekawa do interpretacji, wsłuchania się w samego siebie, przybliżenia się do drugiego człowieka otoczonego aurą samotności. Samotności potrafiącej intensywnie osiąść na duszy człowieka, determinować wybory, ograniczać zakres emocji i przestrzeni życia. Można być w relacji i czuć się samemu, w niedostrzeganiu lub niezrozumieniu. Czasem decydujemy się na samotność pod wpływem czynników wewnętrznych, kiedy indziej zewnętrznych, często nakładają się. 

Murakami ukazuje oblicza samotności w ramach siedmiu przypadków, każdy w innym wymiarze odosobnienia i długością ciszy. Wchodzę w męskie punkty widzenia, odbieram wątpliwości, zwątpienia, stratę, ból i cierpienie. Człowiek jako jednostka społeczna nie powinien być sam. Jednak po wnikliwym spojrzeniu w indywidualne życia, widzimy, że samotność doskwiera każdemu, w większym lub mniejszym stopniu, na swój sposób, za sprawą konkretnych wydarzeń lub ciągu incydentów. Dociekania prawdy wywołanej zdradą małżonka, wytracającej na głębi obecności bliskiej osoby, ucieczką w zmienny kształt wspomnień, odtwarzanych w cyklu przywołań i dociekań, relacjami wymykającymi się spod kontroli, niezrozumieniem kulturowym, destrukcyjnymi uczuciami, nieuzasadnionym poczuciem winy z powodu jakiejś znajomości.

Jak wiele osób źle czuje się we własnej skórze, pokrętnie dostosowuje się do otaczającego świata, sztucznie nagina hierarchię odbierania drugiego człowieka w imię trwałości związku, staje się samotną wyspą na społecznym oceanie? Murakami przekonująco odmalowuje zarówno miłość serca, jak i miłość ciała, zwraca uwagę czytelnika na to, że po każdej bliskiej znajomości nie jest się już całkowicie tą samą osobą, co przed. Pokazuje, że nawet jeśli bardzo się kogoś kocha, niemożliwym jest zobaczenie wszystkiego, co kryje się w jego sercu i umyśle. Bierzemy udział w sztuce życia, odgrywamy różne role, nieraz w mniejszym, w mniejszym lub większym stopniu, aż przychodzi moment zatrzymania i wątpliwości we własną wartość i sens życia.

Opowiadania wciągają nostalgicznym i refleksyjnym klimatem. Idealne na spokojne poznawanie, podkreślanie ciszy, by uchwycić melodię samotności nie tylko w życiu przywołanych postaci, ale być może i we własnym. Ale samotność wcale nie musi oznaczać zła. Murakami uwzględnia w książce kilka niedopowiedzeń, nad którymi warto pochylić się, przywołać własne doświadczenie i dokonać porównań. Interesująca zaplata nić zależności między teraźniejszością a przeszłością, nie tylko jako czynnik determinujący, ale także dopełniający wartość egzystencji. Nie wszystkie krótkie utwory przypadają mi do gustu, ale doceniam ich różnorodność i pochylenie się na losem drugiej osoby. Czasem jest zaskakująco, niekiedy trudno natychmiast uchwycić wydźwięk, innym razem uderza przenikliwość w prostym spojrzeniu. Zerknij też na "Śmierć Komandora. Pojawia się idea" i "Pierwsza osoba liczby pojedynczej" tego autora.

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4.5/6 – warto przeczytać
antologia, 318 stron, premiera 21.10.2015 (2013), tłumaczenie Anna Zielińska-Elliot
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

wtorek, 1 września 2026

A JAK ANDROMEDA

ANDROMEDA tom 1

FRED HOYLE, JOHN ELLIOT

„Tam, gdzie jest inteligencja, jest też wola. A woli towarzyszy ambicja.”

Książka będąca średnio udanym przeniesieniem serialu na papier, narracja niekiedy mało spójna, tworząca przeskoki w detalicznych opisach, z przeciętnymi dialogami, ale cieszyłam się, że wpadła w moje ręce. Skupiałam się nie tyle na fabule, chociaż ciekawej i wciągającej, co na frapującym i wizjonerskim materiale do refleksji. Rozumiałam, że powieść napisana w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku oddawała ducha współczesnych obaw związanych z pojawieniem się obcego życia z kosmosem, nieprzeciętnej fascynacji komputeryzacją i koniecznością budowania wyjątkowej potęgi wojskowych zabezpieczeń. Klasyczna SF zawsze przyciągała możliwością zerkania okiem przyszłości na osiągnięcia nauki współczesnej cywilizacji, wczuwania się z perspektywy czasu w dominujące trendy społeczne, uwarunkowania polityczne i kampanie szpiegowskie, penetrowania wyobraźni i przemyśleń szczególnie kreatywnych twórców.

„A jak Andromeda” ukazywała jak ludzkość najprawdopodobniej mogłaby podchodzić do inteligentnego sygnału odebranego z dalekiego kosmosu. Z jednej strony potwierdzenie, że nie byliśmy sami w kosmosie, z drugiej tajemnica zawarta w instrukcji o pozaziemskim pochodzeniu. Naukowcy szalejący w ekscytacji, politycy mieszający się we wszystko, wojskowi wyczekujący okazji do uruchomienia pozornie prewencyjnej obronnej akcji. Głos z wielu, wielu milionów, lat zagarniałby wszelką uwagę, a nawet zdrowy rozsądek i poczucie bezpieczeństwa. Nie byłoby wątpliwości, że doniosłość i przełomowość wydarzenia nie miałaby sobie równych, ale czy usprawiedliwiałaby bezrefleksyjne podążanie tropem przysłanego kodu binarnego? Nie byłoby co się oszukiwać, scenariusz zdarzeń potwierdzałby silne cechy natury człowieka – choćby nieokiełzaną ciekawość, zdolność do poświęceń, pragnienie władzy, zaślepienie wobec strategicznych odkryć. Czyż nasze ludzkie doznania i spontaniczność w reakcjach nie powinny podsuwać konieczności zachowania rozwagi i przezorności?

Zdumiewające, jak bardzo przesłania książki sprzed ponad sześćdziesięciu lat, obawy wobec otwarcia na coś nieznanego, dysponującego ogromnymi możliwościami obliczeniowymi, zdolne do sterowania organicznymi bytami, pokrywają się ze ślepym zaufaniem wobec współcześnie gloryfikowanej sztucznej inteligencji. Jakże wiele osób zapomina, że to nie „kochana istota”, ale narzędzie, co prawda zaprogramowane na bardzo wysokim poziomie, bazujące na możliwości samodzielnego uczenia się, ale tylko narzędzie. Czy wystarczająco zabezpieczamy się przed technologicznym zdominowaniem, coraz szerszym zastępowaniem człowieka, uznawaniem potęgi maszyny tylko z pozytywnej strony? Dlaczego na własne życzenie oddajemy AI coraz większe obszary niezależności, wolności i kreatywności? Jak bardzo faktycznie odebrany sygnał z kosmosu, potwierdzający inteligencję obcych znacznie wyprzedzającą ludzką, zmieniłby nasz świat? Dlaczego obca inteligencja miałaby zadawać sobie tyle trudu, by rozprzestrzeniać we wszechświecie gotowe rozwiązania na stworzenie humanoidalnego organizmu? 

Z nostalgią podeszłam do opisu kart perforowanych jako nośników danych, gdyż były pierwszym tematem na wykładach moich studiów cybernetycznych i informatycznych. Fascynujące jak wiele zmieniło się od końca lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku w sferze komputeryzacji i przetwarzania danych, z zaciekawieniem obserwuję wpływ cyfryzacji na społeczeństwo, kulturę, naukę i gospodarkę. Dla uzupełnienia informacji o autorach książki, Fred Hoyle to brytyjski astronom, fizyk i matematyk, to on ironicznie, gdyż nie zgadzał się z Georgesem Lemaitrem, wymyślił termin Wielki Wybuch, a który przeszedł do terminologii teorii początku przestrzeni i czasu. John Elliot to scenarzysta, reżyser i producent telewizyjny. Ciekawa jestem waszego odbioru kluczowych postaci, na mnie doktor Johna Fleming, znany ze zgryźliwego poczucia humoru, nie zrobił dobrego wrażenia od strony osobowości, ale od strony wizjonerskiej już tak. Zaskoczyła swoista bierność rzeczniczki prasowej Judy Adamson do sprawowanej podwójnej funkcji, oficjalnej i tajnej, brakowało jej cech potrzebnych, aby powierzać jej zadania. Potwierdziło się jak wielką wagę ma informacji dla zdobywania i utrzymania władzy. "A jak Andromeda" to klasyka science fiction, warto było podchwycić materiał do refleksji, czekam na drugi tom.

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Milenium", "Podniebna krucjata", "Księżycowy pył", "Wszystko jest iluzją", "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Wieczny pokój", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

3.5/6 – w wolnym czasie
science fiction, klasyka, 264 strony, premiera 30.06.2026 (1962), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.