sobota, 4 września 2021
PŁONĄCE DZIEWCZYNY
Podążam szlakiem thrillerowskiej twórczości C.J. Tudor. Dotychczas zapoznałam się z "Kredziarzem", "Zniknięciem Annie Thornie" i "Innymi ludźmi". Uśredniając, były to dobre przygody czytelnicze, chociaż brakowało mocnego pazura trzymania w niepewności aż do ostatnich stron, to potrafiły przykuć uwagę. "Płonące dziewczyny" wpisały się w trend dobrze zapowiadających się powieści, z ciekawym pomysłem na fabułę, zachęcającym do wykorzystania potencjałem, jednak wciąż szwankowały niektóre elementy. Brakowało intensywniejszych nut strachu, lepiej dopracowanych portretów postaci, atrakcyjniejszych zwrotów akcji. Tym niemniej historia miała coś, co sprawiało, że chętnie się angażowałam. Nie wczuwałam się mocno w przeżycia bohaterów, ale też nie stałam całkiem z boku. Nowością okazało się patrzenie na przebieg zdarzeń z perspektywy kobiety pastora, nie w pełni ujmował profil zawodowy, jednakże rola matki piętnastolatki wypadła dość przekonująco.
Decyzją biskupa pastor Jack Brooks przeniesiono w pilnym trybie z gremialnej parafii Nottingham do ustronnej Chapel Croft, we wschodniej części hrabstwa Sussex. Czterdziestopięciolatka i jej córka Flo próbowały odnaleźć się w zapyziałej wiosce, głęboko religijnej, rządzącej się dawnymi tradycjami, żyjącej z rolnictwa, kultywującej pamięć o męczennikach wiary protestanckiej spalonych na stosie w szesnastym wieku. Trzydzieści lat temu, w odstępie tygodnia, zaginęły tam dwie nastolatki, oficjalna wersja brzmiała, że uciekły z domu. Nowej pastor nie było łatwo, tym bardziej, że wielkie niedomówienia krążyły wokół śmierci poprzednika. I jeszcze to, co wydarzyło się, z udziałem Jack w poprzedniej parafii, żarłocznym zainteresowaniem mediów i opinii publicznej, nie pomagało w spokojnym układaniu życia na nowo. Widmo zagrożenia z przeszłości, mroczne cienie teraźniejszości, niebezpieczne sytuacje, zatrważające obrazy, bolesne przesłania. Atrakcyjnie ujęty klimat zamkniętej społeczności, skrywającej cierniste tajemnice za zmową milczenia i niechęcią wobec obcych. Dynamiczny bieg zdarzeń, zaś finalna odsłona funduje kilka niespodzianek. Czy faktycznie każdy z nas jest zdolny do wyrządzania zła? Jak wówczas motywuje wkroczenie w ciemną otchłań ludzkiej natury? Dlaczego mimo wysuwania pozornie racjonalnych argumentów ma problem z wnikliwym spojrzeniem sobie w oczy?
4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 462 strony, premiera 28.07.2021, tłumaczenie Tomasz Wyżyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
sobota, 28 listopada 2020
INNI LUDZIE
C.J. TUDOR
"Wszyscy jesteśmy zdolni do dobra i zła. Niewielu ludzi pokazuje światu swoją prawdziwą twarz. Z obawy, że świat mógłby zacząć krzyczeć z przerażenia."
Do połowy powieści bawiłam się rewelacyjnie, w zasadzie na jednym wdechu przeszłam dwieście stron, ale później entuzjazm przyhamował. Pierwsza część mocno zaskakiwała, wstrząsała, podnosiła adrenalinę, trzymała w niepewności, dostarczała fantastycznych dreszczyków. Do drugiej wkradła się przewidywalność, doszły paranormalne akcenty, tworzyły osobliwy klimat, ale zakłócały wczucie się w historię.
Jestem zwolennikiem ozdabiana scenariusza zdarzeń zatrważającymi incydentami, biegnącymi w stronę horroru, stawiającymi odbiorcę w sytuacji bez wyjścia, podkręcającymi zagadkowość i drażniącymi wyobraźnię. Frapująco ulec sugestii i poddać się silnym emocjom. Jednak powstało wrażenie lekkiego oderwania od rdzenia fabuły, przekombinowania w atmosferze, niepotrzebnego udziwniania. Gdyby to były delikatne sugestie, a nie materialne dowody i niewyjaśnione aspekty, łatwiej byłoby uwierzyć i wytworzyć właściwe obrazy. Nagromadziły się ogólne życiowe truizmy, mnie przeszkadzały, lecz innym mogą wydać się interesujące. Mimo kilku zastrzeżeń, książka trzyma w napięciu, intrygujący wypełnia wieczór czytelniczy, relaksuje w dynamicznym ożywieniu. Narracja ciekawie przyciąga, gładko prowadzi po wydarzeniach. Osoby preferujące zwielokrotnione zakończenia z pewnością będą zadowolone z emocjonującej i zaskakującej odsłony finalnej.
Gabe wraca po pracy do domu, utyka w koszmarnym korku samochodów. Gdyby nie ten zbieg okoliczności, nie mignęłaby mu w obcym pojeździe twarz własnej córki. Mężczyzna decyduje się na pościg, jednak traci cel z oczu. Telefon do domu dramatycznie zmienia scenariusz życia. Trzy lata później, nie ustaje w intensywnych poszukiwaniach ośmioletniej już Izzy. Przenosimy się na różne plany równoległych zdarzeń, zarówno w teraźniejszości, jak i przeszłości, wprowadzane są nowe postaci, każda obciążona solidnym bagażem tajemnic i mrocznych cieni. Wpadamy w misternie utkaną pajęczynę ludzkich zależności, zbieżnych wypadków, raptownych zwrotów akcji. Drżenie na jednym końcu uruchamia bieg zdarzeń na drugim. Krok po kroku, scena po scenie, dopasowujemy fragmenty nici prawdy, łączymy detale ściegu i ogarniamy wzrokiem cały wzór. Przyglądamy się mocy nadziei i determinacji. Czy zło faktycznie nie ma wyższego celu? Do czego posunie się człowiek dla ludzi, których kocha? Jak piękna miłość zdolna jest wywołać największe okrucieństwo? Dlaczego sekrety, niczym ciężkie kamienie, ściągają w dół czarnej otchłani rozpaczy, poczucia winy i wyrzutów sumienia? Zerknij na spisane na Bookendorfinie wrażenia po spotkaniu z innymi książkami C.J. Tudor, "Kredziarz" i "Zniknięcie Annie Throne".
4/6 - warto przeczytać
thriller, 422 strony, premiera 14.10.2020, tłumaczenie Tomasz Wyżyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
poniedziałek, 8 czerwca 2020
ZNIKNIĘCIE ANNIE THORNE C.J. Tudor
Pierwsze spotkanie z twórczością C.J. Tudor nie przebiegło w mega mocnym rytmie, byłam nieco zawiedziona, dopiero ostatnie strony „Kredziarza” sprawiły, że poczułam przyjemny dreszcz emocji. Zdecydowanie lepiej zaprezentowało się „Zniknięcie Annie Thorne”, trzyma równy poziom od pierwszej do ostatniej strony. Nie jest to mega mroczny thriller, ale wart sięgnięcia, wzbudza zainteresowanie, trzyma w niepewności, podsyca żar niecierpliwego poznawania.
Przekonała mnie złożoność fabuły, liczne ścieżki, którymi podąża, z licznymi meandrami i gwałtownymi skrętami. Dokładając dynamiczne tempo rozwijania scenariusza zdarzeń, efektowne incydenty, atrakcyjne postaci, mnóstwo tajemnic i sekretów, to stwierdzamy, że jest zajmująco i ekscytująco. Autorka drażni wyobraźnię czytelnika, podsuwa obrazy składające się na jedną interpretację, by za chwilę zmienić wydźwięk na drugą, nie oferuje łatwych zagadek i oczywistych rozwiązań. Udany zabieg przemycenia w klimacie powieści czegoś nieuchwytnego, nie do końca realistycznego, subtelnie wyprowadzającego na manowce eteryczności. Zastrzeżenia pojawiają się wobec niepełnych wyjaśnień motywów czarnej siły, konieczności uczestnictwa w niej dzieci, kilku nielogiczności, które wybijały z gładkiego sunięcia po przybliżanej historii i umniejszały przekaz thrillera.
Arnhill prezentuje się jako mała wioska, dziura zabita dechami. Sprawia wrażenie zgorzkniałej i przygnębiającej. Mieszkańcy wykazują wyjątkową nieufność i wrogość wobec obcych. Owiewają zmową milczenia niepokojące zdarzenia. Ponure dziedzictwo kopalni kładzie się długim cieniem na psychice lokalnej społeczności. Ponura przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, lecz wszyscy uciekają przed dotarciem do prawdy. I właśnie do takiego na wpół zapomnianego punktu na mapie przybywa Joseph Thorne, nauczyciel anglistyki, dla którego podupadająca rodzima mieścina ma być źródłem informacji przyczyniających się do ujawnienia powodów śmierci kobiety i dziecka. Wydarzenia sprzed dwudziestu pięciu lat odżywają, przybierają mroczne barwy, zatrważające incydenty odbywają się w podobnej scenerii, ale z udziałem innych aktorów. Czego tak naprawdę chce dowiedzieć się Thorne? Co nim kieruje? W jakie pułapki wpada? Kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem? Podobało mi się, choć z zastrzeżeniami, gdyż brakuje bardziej pogłębionych portretów postaci i nadania większej mocy splotom okoliczności, to jednak na tyle mocno, że wieczór czytelniczy zaliczam do przyjemnych i udanych. Tytuł warto uwzględnić w planach.
4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 416 stron, premiera 17.07.2019 (2017), tłumaczenie Grażyna Woźniak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
sobota, 7 kwietnia 2018
KREDZIARZ C.J. Tudor
"Nie zawsze definiują nas nasze osiągnięcia, bywa, że ważniejsze są
zaniedbania. Nie tyle kłamstwa, ile prawdy, które postanowiliśmy
przemilczeć." Po pozytywnych opiniach o tym thrillerze, jakie napotkałam podczas wędrówek po książkowych blogach, mocno nakręciłam się, aby ta przygoda czytelnicza stała się też moim udziałem. Lecz zawiodłam się, książka nie spasowała się z moimi oczekiwaniami, nie podziałała na wyobraźnię, nie wywołała pożądanych dreszczy emocji. Przez większą część powieści nudziłam się, a dobrą przyjemność z zagłębiania się w scenariusz zdarzeń odczuwałam dopiero na ostatnich stu stronach.
Pomysł na intrygę uważam za udany, sprytnie splątane nici półprawd, kłamstw i zmyłek, do ostatniej chwili nie wiadomo, jak faktycznie przedstawia się prawda, kto jest czarnym charakterem, w jaki sposób zinterpretować dowody, które podpowiedzi uznać za znaczące, a które odrzucić jako sztuczkę zaciemniania spraw. To sposób poprowadzenia akcji nie przemówił do mnie, zabrakło mi charakterystycznego dla tego gatunku napięcia, trzymania czytelnika w niepewności, błyskotliwego angażowania w snucie przypuszczeń i domysłów. Wszystko działo się jakby wokół mnie, obok mnie, nie poruszyło emocjonalnie, nie wywołało niecierpliwego przerzucania stron, aby poznać niespodzianki czekające dalej, nie zaiskrzyło.
Przypuszczam, że takie odczucia spowodowane mogą być tym, że autorka nie do końca przemyślała potrzeby odbiorcy przybliżanej historii, jakby nie mogła zdecydować się, czy pisze dla młodego czy starszego czytelnika. Były momenty, kiedy wydawało mi się, że już złapię właściwy rytm czy podążę w odpowiednim kierunku klimatu, aby za chwilę zdać sobie sprawę, że myślami jestem daleko od fabuły, śledzę ją w drugim, a nie w pierwszym planie. Może to kwestia prowadzenia narracji w dwóch płaszczyznach czasowych przy nieprzekonującej kreacji kluczowej postaci. Połowa lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku i dwa tysiące szesnasty rok. Główny bohater jako dwunastoletni chłopak i jako dojrzały mężczyzna, ale jego spojrzenie na otaczający go świat i ludzi, a także dawne mroczne tajemnice, których tu nie brak, pozostają bez zmian.
Anderbury, wymarzone miejsce do zamieszkania, ciekawie krajobrazowo ulokowana miejscowość i spowita przyjaznymi więzami lokalna społeczność. Ale to tylko pozory, bo zło zaczyna coraz śmielej poczynać sobie wśród mieszkańców, nagle nie wszystko zaczyna do siebie pasować, odzywają się animozje i antypatie. W typowe dla nastolatków życiowe problemy autorka wplotła tragiczny wypadek w lunaparku, brutalne morderstwo dziewczynki, niedające o sobie zapomnieć koszmary, nakręcające się skandale i plotki, a także przyjaźń, która wydaje się nie przetrzymać próby czasu i dramatu wydarzeń. Jednak to znaki i symbole rysowane kredą, wszechobecne, raz niewinne i nieszkodliwe, a kiedy indziej złowieszcze i zatrważające, przejmują stery opowieści, właśnie od nich wszystko zaczyna się, narzucają reguły gry, i wszystko też na nich kończy się.
3.5/6 - w wolnym czasie
thriller, 384 strony, premiera 28.02.2018, tłumaczenie Piotr Kaliński
Książkę "Kredziarz" zgarnęłam z półki "bestsellery".


