MONS KALLENTOFT
PALMA tom 2
"Można przepraszać tysiące razy. Ale jakaś mała część popełnionego błędu zawsze pozostanie."
Oswojona ze specyficznym stylem narracji Monsa Kallentofta, nawet jak na surowe skandynawskie standardy przystało, podczas spotkania z pierwszym tomem serii ("Patrz, jak spadam"), wkroczyłam w drugi z impetem zainteresowania, trzymałam się intrygi, nie traciłam uwagi do ostatnich stron. Kryminał o mocnym podłożu obyczajowym, a trzeba przyznać, że dobrze rozpracowanym i wciągająco zaprezentowanym.
Sugestywnie nakreślono głośny ból ojca poszukującego zaginionej córki i cichą rozpacz matki. Wszystko przemieszane z radością przyjścia na świat drugiego dziecka. Determinacja i miłość przeplatały się z wiarą i nadzieją, że zaginiona córka żyje, znajdzie się sposób na dotarcie do niej, półtoraroczna dziewczynka połączy rodziców, nastąpi koniec wyczekiwania, trwoga odejdzie w zapomnienie, normalność wkroczy w codzienność. Obraz dramatycznej walki o niedopuszczenie do rozpadu małżeństwa, wiele jednocześnie odsuwało od siebie partnerów i przyciągało.
Podobało mi się szerokie nakreślanie tła losów głównych bohaterów. Część opisów nie wpływała znacząco na przebieg zdarzeń, ale współtworzyła osobliwą atmosferę, przekonująco odwoływała się do emocji. Krótkie zdania treściwie stwierdzały stan rzeczy i przyciągały ku kluczowym informacjom. Nawet przy okrojonym stylu opowiadania, otrzymywałam mnóstwo materiału do zaangażowania się, snucia domysłów i czynienia interpretacji. Wątek kryminalny wbijał się naprzemiennie w bezwzględną i bezlitosną realność, oraz zaskakującą i empatyczną imaginację. Doskonale czułam, co przeżywały postaci, co wpływało na ich życie, dokąd prowadziły myśli.
Drugi tom, podobnie jak pierwszy, był duszny, ciężki, przytłaczający, ponury, na granicy obłędu i depresji. Pięć lat poszukiwań Emmy, szesnastolatki zaginionej podczas wakacji na Majorce, pozostawiło na psychice ojca wyraźne ślady przybicia, poczucia winy, klęski poszukiwań. Tim Blanck nie odpuszczał, pomimo prowadzących donikąd postępowań, konieczności całkowitego wkroczenia otchłań przestępczego świata i przyklejenia się nieusuwalnego brudu do sumienia. Z uporem, w zasadzie bez żadnego wsparcia, podążał niewyraźnym tropem porwanej córki.
Zakończenie nie w pełni mnie usatysfakcjonowało, błyskawicznie się wszystko rozstrzygnęło. Po intensywnie emocjonalnym prowadzeniu liczyłam na silniejsze brzmienie sensacji. Obrót spraw nie pokrywał się z mrocznymi cieniami podziemia wykorzystywanych kobiet. Ale bardziej chodziło o zaglądanie w psychikę postaci, nie o wyczerpujące opisywanie zdarzeń. Czy koniec końców człowiek faktycznie staje się tym, kogo nienawidzi? Czy istnieje granica smutku, jaki można znieść? Czy przeszłość staje się zakładnikiem nienawiści i przemocy? Zerknij na serię "Komisarz Malin Fors" ("Krzyk do nieba", "Pocałunek kata") i cykl "Zack Herry" ("Leon", "Bambi", "Heroina").
4/6 - warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 350 stron, premiera 16.06.2021 (2020), tłumaczenie Natalia Kołaczek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.






