Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2022

MAŁA WIELKA STOPA 2. W RODZINIE SIŁA

"Kimkolwiek jesteś, gdziekolwiek jesteś, naprawdę możesz coś zmienić."

Moi członkowie rodziny mają odmienne gusta filmowe i ciężko wybrać film na wspólny seans, dlatego rozwiązań na sympatyczne wspólne spędzenie wieczoru przed ekranem poszukujemy w animowanych produkcjach. Oglądanie razem sprawia wiele frajdy, zwłaszcza jak przygoda łączy się z komedią, a jeszcze lepiej, kiedy uwzględnia warte rozważenia przesłania. Nie poznaliśmy "Małej Wielkiej Stopy", ale szybko wbiliśmy się w "Małą Wielką Stopę 3". Twórcy zadbali, aby koniecznie informacje z przeszłości bohaterów pojawiły się w dialogach podszytych humorem wyjaśniającym i wspominkowym. 

Przypasował nam dowcip uaktywniany na każdym kroku. Wszystkie postaci miały w sobie coś, co sprawiało, że trzymało się ich stronę, doceniało osobowości, brało za dobrą monetę osobliwości, a także wytworzony komizm sytuacyjny. Od pierwszej do ostatniej sceny wiele się działo, akcja przebiegała dynamicznie, ale kiedy trzeba było zintensyfikować emocje, potrafiła na moment spowolnić. Wówczas przeżywanie z bohaterem danego wydarzenia stawało się silniejszym. Animacja przyjemna, atrakcyjnie podkreślała unikalne cechy. "Mała Wielka Stopa 2" sięgnęła po stare i sprawdzone schematy budowania nieskomplikowanej, ale wartko toczącej się fabuły, ujmującej i rozbrajającej obrazowej narracji, pakietu ważnych wartości do przekazania. Nadrzędną myślą, wynikającą już z samego podtytułu, była silna wiara, że w rodzinie tkwi siła wynikająca z miłości, solidarności i współodpowiedzialności. Kiedy jeden z członków rodziny potrzebował pomocy pozostali zmobilizowali się, aby jej udzielić, i odwrotnie, jeden dawał wsparcie wszystkim. Rodzina miała swoje dziwactwa, daleko by jej od perfekcyjności, wkradały się cudaczne składniki, ale mimo wszelkich przeciwności trzymała się razem. Pomysł połączenia ludzkich postaci ze zwierzęcymi domownikami atrakcyjnie rozbudował definicję rodziny, oraz woli tolerancji i zrozumienia dla każdego. Często to właśnie wady osobnicze mogły uratować całość, a nawet świat, daleką Alaskę, rezerwat dzikiej przyrody, wrażliwy ekosystem. 

Wielka Stopa pragnął wykorzystać zdobytą sławę do zrobienia czegoś dobrego. Udał się zatem do starej osady górniczej, od wieku opuszczonej i zamieszkanej przez duchy, aby powstrzymać koncern od bezwzględnego wydobywania ropy naftowej i niszczenia środowiska naturalnego. Misja ratunkowa dla rezerwatu szybko zmieniła się w misję ratunkową dla rodziny. Między żartobliwymi scenami i śmiesznymi dialogami wpleciono przesłania o konieczności zatrzymania ogarniętych obsesją zysku wielkich firm stosujących nielegalne praktyki, świadomego demaskowania fałszywych wizerunków i informacji, wdrożenia na stałe ekologicznych wzorców zachowania nawet w codziennym życiu. Swobodnie czuliśmy się w filmie, zapewnił sporo dobrej zabawy, wywołał wiele uśmiechów. Najwięcej na jego obejrzeniu skorzystają dzieci z wczesnej podstawówki, to do nich głównie jest kierowany, ale nie ulega wątpliwości, że i dorosłym poprawi nastrój. 

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Bigfoot Family 2", komedia, animacja, produkcja Belgia i Francja, 85 minut
premiera 15.06.2020 (świat), reżyser: Jeremy Degruson i Ben Stassen
scenariusz: Bob Barlen, Cal Brunker
Film obejrzałam dzięki współpracy z Szkrabajki.pl

sobota, 12 lutego 2022

RUCHOMY CHAOS

"Szum to ludzkie myśli bez żadnego filtra, a bez niego człowiek to tylko ruchomy chaos."

Film nieustannej pogoni i ucieczki, wszystkie chwyty dozwolone, mnogość różnorodnych przygód. Efektowne wydarzenia śmiałym krokiem dynamicznie napędzają akcję. Zachwycam się atrakcyjnie skomponowanym klimatem, łączy elementy przyjemnie drażniące wyobraźnię. Przyciąga atmosfera gęstej tajemniczości, czegoś wymykającego się pełnemu zmysłowemu poznaniu, nieustannie obecnego, lecz niemożliwego do pochwycenia. Szum nieprzerwanych myśli, obrazów i dźwięków, nakładają się na siebie i uaktywniają bodźce poznania. Sygnały odbierane ze środowiska, z głów innych, intensyfikują wybrzmiewające w wewnętrznej przestrzeni.

Film zgrabnie wyciąga z książki ("Ruchomy chaos. Na ostrzu noża") obrazy pokazujące, jak może wyglądać przyszłość człowieka, kiedy technologia czytania myśli i emocji wkracza w każdy aspekt życia. Na razie dzieje się to na łamach fikcji na obcej planecie, ale czyż nie jesteśmy kilka kroków przed wczepianiem implantów pozwalających na bezpośrednie poznanie formułowanych przez kogoś spostrzeżeń? Czy to, co chcemy ukryć przed innymi w naszych głowach nie będzie miało barier do przenikania między świadomością jednej i drugiej osoby? Czy będziemy chcieli żyć w takim świecie? Czy dalibyśmy radę? Przyznam, że szalenie odpowiada mi rozpatrywanie futurystycznej wersji tego, co może nas czekać, kiedy głęboko odsłonimy się przed innymi i sami będziemy w stanie czytać w innych, jak w otwartych księgach. Intrygująco patrzy się na to od stron przyzwolenia i przymusu, tego, że nie wszystko da się cofnąć, nie wszystkiemu zapobiec, nie zawsze można wyzwolić od narzuconych oczekiwań, a po upadku zebrać siły na powstanie.

Drugim ciekawym obszarem do rozważań jest kolonizowanie obcej planety. Własną zniszczono, wypełniono przemocą, drastycznie przeludniono, nie nadaje się do prowadzenia normalnego życia. Sugestywne naprowadzanie widza ku ścieżce powielania błędów ludzkości, kopiowania wzorców cywilizacyjnych zachowań, w tym ślepego fanatyzmu religijnego (przekonująco wypada David Oyelowo w roli kaznodziei), nieokiełznanego pragnienia władzy (dosadnie ukazanego przez Madsa Mikkelsena jako burmistrza Prentiss), rozwiązywania konfliktów drastycznymi pociągnięciami. Zajmująco przyglądamy się męskiemu modelowi życia, w którym brakuje kobiecych pierwiastków, i zastanawiamy się, jak wpływa na społeczne relacje, organizację funkcjonowania zamkniętej grupy, historię osobistych doświadczeń, plany przedłużenia gatunku ludzkiego.

Podoba mi się podejście do kluczowych postaci, prezentują szeroką gamę szarości między bielą i czernią. Walczą z wyjątkowo wrogimi przeciwnikami i własną wciąż niezdefiniowaną tożsamością. Chętnie podążam świadectwami przygód, sympatyzuję z Toddem (granym przez Toma Hollanda) i Violą (odtwarzaną przez Daisy Ridley). Coraz lepiej rozumiem uwarunkowania ich przeszłości i determinanty teraźniejszości. Postaci konfrontują się z ostrą prawdą i bolesnymi wspomnieniami. Redefiniują wpojone zasady i wartości, zmieniają się, dojrzewają, formułują poczucie odrębności. Ciarki przechodzą, kiedy patrzy się na dymki myśli, spreparowane obrazy, próby blokad i ciągłą walkę o własną przestrzeń duchową. Za nic nie dałabym rady tak żyć. Czy powiedzie się misja Todda i Violi? Czy zdołają ostrzec drugą falę kolonizatorów obcej planety? Przed czym?

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Chaos Walking", przygodowy, science fiction, produkcja Kanada i USA
105 minut, premiera 24.02.2021 (świat), reżyser: Doug Liman, scenariusz: Patrick Ness, Christopher Ford, obsada: Tom Holland, Daisy Ridley
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

sobota, 5 lutego 2022

VOYAGERS

"Życia się nie wybiera. Każdy musi znaleźć na nie sposób, zdecydować, jakim człowiekiem chce być."

Film nie zrobił na mnie dużego wrażenia, okazał się przeciętną produkcją. Powielił schematy, nie wykazał się niczym szczególnym. Liczyłam, że bardziej wciągnie w świat przyszłości, owszem, tak było na początku, jednak z czasem dopadł mnie efekt znudzenia. Thriller w klimacie science fiction powinien przykuć do fotela, a tymczasem z dużym przymrużeniem oka patrzyłam na wyczyny młodzieży mającej być wybawieniem świata. Natomiast plusa przyznałam rozpoczęciu wątku do rozważań o prawdziwej naturze człowieka. Jakie drzemią w nas demony, czy faktycznie większość wykazuje się morderczymi skłonnościami, dlaczego jak owce na rzeź podążamy za liderem, który doprowadza nas do zguby? Mogłam podłapać i rozwinąć delikatne filozoficzne zajawki. Zastanawiałam się, czy nawet w imię ratunku dla ludzkości, zdecydowałabym się udać w podróż, w której sama nie zdążyłabym dotrzeć do celu, dopiero kolejne pokolenia. 

Klimat na Ziemi ocieplał, susze i głód wyniszczyły ludzkość. Naukowcy poszukiwali planety, na której ludzie mogliby osiedlić się. Kolonizacja miała zapewnić przetrwanie naszego gatunku. Czas naglił, sytuacja pogarszała się. W końcu znaleźli ją w dwa tysiące sześćdziesiątym trzecim roku. Bohaterom nie dano szans wyboru, tylko odgórnie przypisano funkcje. Sztucznie stworzono, wychowano i wyszkolono w ścisłej izolacji. W czasie kosmicznej podróży dzieci miały stać się podwalinami pod przyszłe życie, stawić czoło znanym i nieznanym niebezpieczeństwom. Trzydzieścioro młodych i ich mentora wyprawiono w misję zwiadowczą, w podróż mającą zająć osiemdziesiąt sześć lat. Byli wysoko wykwalifikowani, odporni na stres i długotrwałe przebywanie w zamknięciu, pogodzeni z tym, że nigdy nie wrócą na macierzystą planetę. 

Obserwowałam przygotowania do startu, a następnie cykl zdarzeń po dziesięciu latach. Dzieci stały się młodzieżą, która pomimo różnych zabezpieczeń i reguł asekuracji zadawała niewygodne pytania. W krótkim czasie sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli a do głosu dochodzić instynkty. Szkoda, że nie pojawiły się zaskakujące obroty spraw, zbyt wiele incydentów było do przewidzenia, można było domyśleć się, jak wszystko się skończy. Spodziewałam się czegoś więcej, ale może młodzi widzowie wykażą więcej entuzjazmu i będą bardziej zadowoleni. W obsadzie dobrze znane im nazwiska aktorów, których gra może przyciągnąć do produkcji. Tye Sheridan przekonuje, Lily-Rose Depp zachwyca, Chanté Adams da się zauważyć, ale najlepiej wypadł Fionn Whitehead. Zaś Colin Farrel zwiększył publicity. Podobała mi się scenografia miejsca akcji, wielki kosmiczny statek, klaustrofobiczne efekty, choć za mało pomieszczeń.

3.5/6 - w wolnym czasie
tytuł oryginalny "Voyagers", thriller, science fiction, produkcja: Czechy, USA, Wielka Brytania, Rumunia, 103 minuty, premiera 08.04.2021 (świat), reżyser: Neil Burger, scenariusz: Neil Burger
obsada: Tye Sheridan, Lily-Rose Depp, Fionn Whitehead, Colin Farrel
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 28 stycznia 2022

GRA SZPIEGÓW

"Kłamstwo nie musi być złe. Czasami jest darem, aktem miłości."

Film zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Scenariusz napisało samo życie, oparty na prawdziwych wydarzeniach, jednak Tom O'Connor świetnie poradził sobie z uczynieniem fabuły szalenie interesującej, umiejętnie uwypuklił główne postaci, dał przestrzeń tym na drugim tle, zaprezentował ciekawą kompozycję dialogów. Nie było czczej paplaniny, każda wypowiedź służyła wprowadzeniu widza w akcję i nadaniu określonego klimatu. Sugestywne oddanie atmosfery przyspieszonego wyścigu zbrojeń pod koniec lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych ubiegłego wieku zaliczam jako plus filmu. Podobał mi się nie tylko dobór miejsc, środków transportu, także kostiumów i fryzur, dostosowane do epoki i systemu politycznego.

Nuklearne zagrożenie rzucało długi cień na poczucie bezpieczeństwa nie tylko obywateli ZSRR i USA, ale całego świata. Supermocarstwa dysponowały bronią zdolną wymazać ludzkość. Eskalacja zagrożeń, intensyfikacja ostrości krawędzi, na której balansował świat, umacnianie atomowego arsenału, osiągnęły punkt krytyczny. I jeszcze kryzys kubański w październiku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego drugiego roku. Ludzkość patrzyła z przerażeniem na rozgrywki Wschodu i Zachodu, na treści przekazów wypływających z mów i czynów Nikity Chruszczowa, na reakcje Johna Kennediego. Poprzez amerykańskich turystów kontakt z CIA nawiązał Oleg Pieńkowski, bojownik o prawdę i ideały prawdziwego wolnego świata i demokracji, bo tak określił siebie w przekazanym liście. Od tego momentu zaczęło się spotkanie z wysokiej rangi oficerem wywiadu wojskowego GRU. Trzeba przyznać, że grający go Merab Nimidze wyśmienicie sobie poradził, przekonująco odgrywał determinację, strach, troskę o rodzinę i przyjacielskie więzi.

Następnie na scenę wkroczył Greville Wynne, brytyjski inżynier i biznesmen, zwerbowany przez MI6, ponieważ często podróżował do Europy Wschodniej, a to było im na rękę. Wykorzystano jego przydatność do oficjalnych i nieoficjalnych kontaktów z Pieńkowskim, do roli kuriera tajnych danych. Umiejętności aktorskie Benedicta Cumberbatcha w kreacji postaci również spotkały się z uznaniem, zwłaszcza w początkowych i końcowych scenach prezentowały wysoki poziom. Rozpoczęła się wyjątkowa gra szpiegów, z których jeden znał się na technikach wywiadowczych, drugi musiał się dopiero uczyć. Reżyser Dominic Cooke zgrabnie pokazał to w poszczególnych scenach, zderzył zawodowstwo z naiwnością. Dosadnie ukazał funkcjonowanie w państwie, w którym każdy obywatel był okiem i uchem KGB. "Grę szpiegów" bardzo dobrze się ogląda, wciąga w intrygę, przypomina przeszłość, wyraża napięcie zimnej wojny. Ukazuje, że biel potrafi przybrudzić się szarością, zaś falę pozytywnych zmian rozpocząć mogą nawet jednostki.

5/6 - koniecznie obejrzyj
tytuł oryginalny "The Courier", thriller, produkcja Wielka Brytania, 107 minut
premiera 24.01.2020 (świat), reżyser: Dominic Cooke, scenariusz: Tom O'Connor
obsada: Benedict Cumberbatch, Merab Ninidze, Rachel Brosnahan, Angus Wright
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 2 września 2021

ZŁO CZYHA ZA DRZWIAMI

"To on. Staruch."

Pomysł na fabułę nie należy do oryginalnych, można stwierdzić, że oklepany, a jednak twórcom filmu udało się sprawić, że ciekawie się go oglądało. Składała się na to atrakcyjnie oddana skandynawska atmosfera. Surowość obrazu, stonowanie kolorów, minimalizm przedmiotów, postawienie w większości scen na niedopowiedzenia, nieposiłkowanie się krwawą łopatologią. Wszystko pracowało na podkręcanie wyobraźni widza. Horror wypełniały ograne schematy chwytania w szpony strachu, jak samoistne otwieranie się drzwi, głosy słyszalne jedynie przez wybranych, niepokojące odgłosy dochodzące z różnych przestrzeni domu, ukryte w cieniu niewyraźne sylwetki, ale właśnie tego typu atrakcji wyczekujemy w tym gatunku. Sięgnięto po paranormalne chwyty, z którymi widz jest już mocno obeznany i oswojony, ale są wyczekiwanymi symbolami. Muzyka intensyfikowała się w kluczowych momentach, przychylnie stonowana nie narzucała się, nie przytłaczała, z wyczuciem ubarwiała sceny, plus dla filmu. 

Najbardziej przekonało mnie poprowadzenie wątku psychologicznego. Zajmująco było obserwować zmianę nastawienia kobiety do dziecka partnera. Widziałam, jak początkowo Shirin zupełnie nie radziła sobie z opieką nad chłopcem. Czuła wewnętrzny opór przed nawiązaniem bliskiej relacji. Chciała, aby między nimi wszystko układało się dobrze, ale nie za bardzo wiedziała, jak miała się za to zabrać, niepotrzebnie usztywniała się. Pięciolatek, któremu niedawno zmarła matka na raka, boleśnie tęsknił za rodzicielką, jednocześnie oczekiwał ciepła i serdeczności od Shirin. Fredrik, ojciec chłopca, był właściwie nieobecny. Zaraz po wprowadzeniu się rodziny do nowego domu podjął pracę wymagającej wyjazdu. I wtedy zaczęły dziać się niepokojące incydenty wokół Shirin i Fredrika. Nawiedzony dom potrzebował dziesięciu dni, aby doprowadzić do kulminacji zdarzeń. Gra aktorska nie stała na wysokim poziomie, lecz na tyle dobrze wypadła, zwłaszcza Dilan Gwyn w roli Shirin, że w zupełności wystarczyła na konwencję kameralnego i klaustrofobicznego horroru. Rozwiązanie dość oczywiste, ale pozostawiło materiał do przemyśleń, można nawet było pokusić się o głębsze odczytanie. Szwedzkie dreszczowe kino pokazało się z dobrej strony, ciekawa propozycja na wypełnienie półtorej godziny.

4/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Andra sidan", horror, produkcja Szwecja, 87 minut, premiera 23.10.2020 (świat), reżyser: Tord Danielsson, Oskar Mellander, scenariusz Tord Danielsson, Oskar Mellander
obsada: Dilan Gwyn, Henrik Norlén, Linus Wahlgren, Jakob Fahlstedt
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

czwartek, 8 lipca 2021

NIEZAPOMNIANA

"Każda historia ma dwie strony, ich i tą prawdziwą."

Początkowo dobrze bawiłam się oglądając film, co prawda schemat intrygi oparty był na standardowych schematach, jednak dałam się wkręcić, poczułam dreszcz emocji, wyczekiwałam obrotu spraw. Odpowiadało mi dynamiczne tempo rozgrywania akcji, zgrabnie rozplanowane napięcie, sposób kręcenia scen. Film zaczął się z wielkim przytupem, mocnymi akcentami, silnym przyciąganiem uwagi, lecz stopniowo wytracał impet oczarowywania widza, środek lekko się rwał, wkradała się przeciętność, szkoda, tym bardziej, że zakończenie okazało się przekombinowane i przewidywalne, trudno było w nie uwierzyć, podchodziło pod czysty horror. Co do gry aktorskiej, Hilary Swank fantastycznie wcieliła się w  podstępną i sprytną detektyw Val Quinlan, wyśmienicie pasowała do portretu niebezpiecznej kobiety, czułam siłę oddziaływania. Natomiast, Michael Ealy, nie przekonał warsztatem okazywania emocji, za mało charyzmy i energii, zatracił w Derricku Tylerze osobowość sportowca i moc rywalizacji.

A przecież, Derrick Tyler, to była gwiazda koszykówki, człowiek przywykły do walki na boisku i w życiu. Od podstaw zbudował własną firmę, reprezentuje znakomitych sportowców, podpisuje intratne kontrakty, cieszy się wielkim bogactwem. Niestety, w osobistych sferach nie układa się już tak pomyślnie, po siedmiu latach małżeństwa dochodzi do znaczących nieporozumień. Podczas imprezy, na którą wybrał się bez żony, Derrick wikła się w bliższą znajomość z atrakcyjną i pewną siebie nieznajomą. Szybko zaczyna tego żałować, ale nie w kategoriach wyrzutów sumienia, a implikacji zdrady. Konsekwencje piętrzą się w zastraszającym tempie, ryzykowna gra zmienia się w koszmar, niebezpieczeństwo intensyfikuje się. Mężczyzna musi stawić czoło prawdzie, znaleźć sposób na wyjście z sytuacji, bo straty mogą być ogromne, ale Tyler nie wydaje się należeć do najbystrzejszych. Niepotrzebnie dołożono do filmu nawiązania do rasizmu, nie wniosły nic nowego, nie podgrzały atmosfery, nie wpłynęły na klimat i przebieg zdarzeń. "Niezapomniana" nie była ambitnym dziełem, lecz sprawdziła się jako wypełniacz wolnego czasu, niezobowiązująca rozrywka na wieczorny relaks. Ciekawostka, polski widz natychmiast dostrzeże rodzimy akcent wódkowy, lokowania produktu nie można przeoczyć.

4/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Fatale", thriller, produkcja Stany Zjednoczone, 98 minut
premiera 30.10.2020 (świat), reżyser: Deon Taylor, scenariusz David Loughery
obsada: Hilary Swank, Michael Ealy, Mike Colter, Damaris Lewis
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

czwartek, 17 czerwca 2021

NIEWIERNY

"- Nie boimy się śmierci. Dlatego wygramy.
- Ja też się nie boję. Rób co musisz."

Film podejmował zajmujące zagadnienia konfrontacji mentalności religijnych, wkraczał w obszary fanatyzmu napędzającego negatywne emocje. Wszystko w tle rozgrywanych animozji między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Iranem. Zadziwiające, jak ludzie wciąż wykorzystują religie do politycznych celów, usprawiedliwiają nimi ekstremalną działalność, na siłę nawracają na własne prawa boskiego wyobrażenia świata. Skrajność rodzi brutalność, a ta terroryzm, przy czym należy pamiętać, że może on przybrać różne formy. Dramat inspiruje się wydarzeniami z prawdziwego życia, tworzy mieszankę incydentów i ludzkich zachowań typowych dla kontrastowych grup kulturowych. Dedykowany Amerykanom osadzonym w irańskich więzieniach za szpiegostwo, przetrzymywanych z powodu mniej lub bardziej uzasadnionych oskarżeń.

Doug Rawlins, uprawiający blogerskie dziennikarstwo poświęcone chrześcijaństwu, wygłosił na kairskim uniwersytecie odczyt, użył kontrowersyjnych dla świata muzułmańskiego tez, wywołał ogromne wzburzenie. Członkowie ekstremistycznej grupy porywają go z hotelu i traktują jako pionka w publicznej propagandzie. Jim Caviezel znakomicie odegrał rolę próżnego i zadufanego pseudo mędrca, stereotypowego amerykańskiego zarozumialca, stawiającego się w charakterze wyroczni w nawracaniu muzułmanów. Mężczyzna wzbudzał negatywne odczucia, jednocześnie zastrzegam, że nie popierałam działań tych, którzy go więzili, torturowali, wystawiali na pokazowy proces. Przekonująco wypadł Ramzi, przeciwnik Douga, odgrywany przez Hala Ozsana, chętnie patrzyłam, jak trafnie ukazywał sprzeczności świata Zachodu i Bliskiego Wschodu. Claudia Carvan jako Liz, żona Douga, urzędniczka amerykańskiej administracji, starała się za wszelką cenę wydostać męża z irańskiego piekła, nie zachwyciła kreacją postaci, mogło być lepiej.

Twórcy filmu nawiązali do zabójstw honorowych, czegoś, co człowiek wychowany na zachodnich wzorcach nie jest w stanie zrozumieć. Szkoda jednak, że nie znalazło się więcej miejsca na rozwinięcie tematu. Ciekawie ukazano perfidię i fałszywość pozornej przyjaźni. Wiele można było wychwycić charakterystycznych akcentów w relacji Rawlinsów i Javida. Scenariusz zdarzeń obfitował w absurdalne elementy, choćby postawa zbędnej uległości więźnia wobec strażników, bezmyślne zachowanie żony na ulicach miasta, zaskakująca łatwość szyfrowania wiadomości, improwizowana ucieczka z więzienia. Większość z nich służyła podkreśleniu amerykańskiej ignorancji i niezrozumienia wobec odmiennej kultury. Generalnie, film łączył wiele czarno-białych i zero-jedynkowych incydentów i postaw. Zastanawiam się, w jakim stopniu było to zamierzone działanie, a w jakim wymknęło się spod kontroli w doborze bezpośrednich obrazów dla widza. Dramatyczne nuty stopniowo intensyfikowały się w sensacji. Dobrze wypadła scena egzekucji, lecz na sali sądowej już niekoniecznie. Film nie wzbudził we mnie zachwytu od strony bohaterów, ich wewnętrznych rozterek i podgrzewania napięcia, za to frapująco nawiązał do religijnej manipulacji opinią, tego, jak wiele kuriozalnie łączy stojących po przeciwnych stronach wiary.

4/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Infidel", thriller polityczny, produkcja USA, 104 minuty
premiera 08.11.2019 (świat), reżyser: Cyrus Nowrasteh, scenariusz: Cyrus Nowrasteh
obsada: Jim Caviezel, Claudia Karvan, Hal Ozsan, Stelio Savante
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem Secretum.pl

niedziela, 6 czerwca 2021

POZIOM MISTRZA

"Utknąłem w pętli śmierci w ciągu niekończącego się dnia."

Wszystko zależy od tego, czy lubicie specyficzny klimat gier lat osiemdziesiątych, potraficie z przymrużeniem oka podejść do atmosfery starych filmów akcji, bawić się w konwencji czarnego humoru. Wymienione elementy znajdziecie właśnie w tej produkcji filmowej. Pomysł na fabułę nie należy do nowych, wielokrotnie był wykorzystywany, jednak wpadnięcie głównego bohatera w pętlę czasu, z której wydaje się nie ma wyjścia, zawsze intryguje. Ciekawi, co poprzedziło kołowrót powtarzających się zdarzeń, jaki incydent wywołał spięcie w czasoprzestrzeni, czy kluczowa postać znajduje drogę ucieczki, i co ważne, czy wypełnia osobiste priorytety. 

Wielokrotność prób uwolnienia się z cyklu cofania w czasie to podstawa intrygi filmu, główny bohater przechodzi z poziomu na poziom, ale kiedy traci życie, wszystko zaczyna od początku, nie ma opcji zapisania potyczki w trakcie gry w przetrwanie i realizację misji zemsty. Scenariusz zdarzeń przewidywalny, z góry wiadomo, że chodzi o rozgryzienie zagadki rozerwania pętli czasu, oswobodzenia się, że jest przy tym mnóstwo strzelanin, bijatyk i pościgów, ale warto podkreślić udane miksowanie scen. Wychodzimy od klimatu czystej gry, wpadamy w efektowną sensację, jesteśmy świadkami burzenia wszelkich zasad, unikania pułapek, rozgrywania tożsamości złych charakterów, a na koniec zbliżamy się do obyczajowych nut. Bohater ma tyle szans na dojście do perfekcji w tym, co usiłuje zrobić i zdobyć, że siłą rzeczy może dojść do wewnętrznej przemiany. Czyżby, jak to ma miejsce w "Dniu Świstaka" z Billim Murreyem, właśnie o to chodzi w bocznym przesłaniu? Tyle, że zamiast słodkiego klimatu proponuje się niszczycielski spektakl, rekwizyt budzika zamienia się na maczetę, a zapowiadanie pogody na bezpardonową demolkę.

Dobrze dobrana porcja humoru, bez wczucia się w niego, nie ma mowy o czerpaniu przyjemności z rozrywki. Zawiązuje się porozumienie między twórcami filmu a widzami, każda strona wie, czego oczekuje po drugiej, i to dostaje. Na odstresowanie się w lekkiej konwencji, bez presji refleksji, wnikliwych analiz, skomplikowanych konstrukcji intrygi, złożonych portretów postaci. Liczy się intensywna akcja, dobre efekty specjalne i czarny dowcip. Z niewiadomego powodu ktoś likwiduje głównego bohatera, dzień w dzień ginie, jego szkice dni konsekwentnie powtarzają się, a jednak Roy Pulver, były komandos, stara się wykorzystać dostępne podejścia. Coraz bardziej zdaje sobie sprawę, o jaką stawkę toczy się gra, z kim musi się zmierzyć, jak wyprowadzić wrogów w pole. Druga strona dysponuje całą armią, on nielimitowanym czasem. Ale czy faktycznie? Gra aktorów wpasowana w konwencję niezobowiązującego kina rozrywkowego, nie wysuwamy wielkich oczekiwań, ale też nie spotyka nas zażenowanie.

4/6 - warto obejrzeć, zresetować się na poziomie mistrza
tytuł oryginalny "Boss Level", akcja, produkcja USA, 97 minut
premiera 11.02.2020 (świat), reżyser: Joe Carnahan
scenariusz: Chris Borey, Eddie Borey, Joe Carnahan
obsada: Frank Grillo, Mel Gibson, Naomi Watts, Michelle Yeoh, Annabelle Wallis, Ken Jeong
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

piątek, 21 maja 2021

PO HORYZONT

"Miłość to raczej wola, żeby się dogadać. Trzeba chcieć."

Nie jest to film, który wciska widza w fotel, dostarcza mega emocji, jednak pozwala przyjemnie spędzić czasu przy niezobowiązującej rozrywce intelektualnej. Czasem takich klimatów poszukujemy, aby zresetować się po ciężkim dniu pracy. Nie sięgamy natychmiast po wzniosłe i ambitne dzieło, ale po lekki relaks z dreszczykiem, na wypełnienie wolnej chwili, bez konsekwencji obciążania umysłu. 

"Po horyzont" bazuje na sprawdzonych schematach budowania napięcia. Niespodziewana tragedia zmusza ludzi do walki o życie, niesprzyjające okoliczności mnożą się ze sceny na scenę. Musi dojść do lawiny perturbacji, komuś pisane jest nagłe zerwanie linii życia, jedni odnoszą rany, nieliczni uchodzą cało z opresji. Bez względu na złe okoliczności, w bohaterach drzemie nadzieja na sprytne oszukanie przeznaczenia, podejmują dramatyczną walkę. Scenariusz zdarzeń wypełniają nie zawsze logiczne incydenty, wkraczają w sferę absurdalności, ale nie chodzi o to, żeby ściśle podążać tropem praw naukowych, trybem pracy powietrznej maszyny, warunkami pogodowymi, lecz by śledzić mechanizm działania człowieka pod presją, podczas spotkania ze śmiercią, na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Dlaczego dopiero w obliczu skrajnego dramatu redefiniujemy własne życie, system wartości i relacje z bliskimi? Im bliżej śmierci, tym bliżej jesteśmy prawdy, wobec siebie samego i innych. 

Nie spodziewajcie się dobrej gry aktorskiej, ani Allison Williams, ani Alexander Dreymon, nie pokazali się z najlepszej strony na ekranie, słabo wypadli. Jednak wpasowali się w ogólny styl filmu, bez presji na sukces, bez parcia na szkło, jedynie jako namiastka ciekawej i trzymającej w napięciu podniebnej przygody. Sara i Jackson są parą, która wiele przeszła we wzajemnej relacji, nie wszystko między nimi jest poukładane. Lecą właśnie na ślub przyjaciółki, kiedy pilot doznaje ataku serca. Wysoko w chmurach, nad niezmierzonymi wodami oceanu, zdani są wyłącznie na siebie. Splot zdarzeń sprzysięga się przeciwko nim, niemal każdy ich pomysł los kwestionuje i bojkotuje. Czy pomimo konfliktu połączą siły i zaczną współpracować? Czy będą mieli szansę, aby bez znajomości pilotażu, wsparcia autopilota i urządzeń nawigacyjnych, zapanować nad samolotem, skierować go we właściwym kierunku i szczęśliwie wylądować?

3/6 - w wolnym czasie
tytuł oryginalny "Horizon Line", thriller, produkcja USA, 88 minut, premiera 29.10.2020 (świat)
reżyser: Mikael Marcimain, scenariusz Josh Campbell , Matthew Stuecken
obsada: Joel Allison Williams, Alexander Dreymon, Keith David, Pearl Mackie
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem Secretum.pl

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

ZABÓJCZY KOCHANKOWIE

"Wierzę w los. Wierzę, że wszechświat ma plan dla mnie, dla każdego... Pytam więc. Czy to jest moje przeznaczenie?"

Decydując się na obejrzenie filmu liczyłam, że otrzymam mocne przekazy nie tylko w obrazie, ale także w treści, tak aby można było połączyć kryminalnie brzmiącą czystą rozrywkę z materiałem do refleksji. I tak jak podchwyciłam na plus kolorową i wyrazistą oprawę, atrakcyjnie zaprezentowane kadry, tak nie przyjęłam płytkości ujęcia poruszanego trendu społecznego. Choć baza do pokazania tego, co aktualnie dotyka młodych ludzi, stwarzała ogromny potencjał, nie został wykorzystany. Jako sensacja film był się mało efektowny, jako parodia wzorców zachowań młodzieży zakochanej w wirtualnej rzeczywistości, nie przekonał, brakło stanowczego sprzeciwu. 

Czy młody widz, rozsmakowany w polubieniach i serduszkach, podchwyci drwinę unoszącą się w filmie, zwłaszcza w ostatniej scenie? Jak daleko można dać porwać się wirowi sławy i pragnieniu zaistnienia w tłumie, tracąc prywatność, zmieniając tożsamość, gubiąc wartości? "Zabójczych kochanków" nie zaliczyłam do ambitnych przeżyć, to pobieżny głos w sprawie uzależnień od social mediów. Nie sądzę, aby wstrząsnął młodymi widzami i skłonił do zmiany negatywnych postaw. Całe szczęście, że bohaterowie reprezentowali skrajny przypadek, i choć historia lubi powtarzać się, liczę, że nie będzie naśladowców Bonnie i Clyde'a, w tym wydaniu Arielle i Deana.

Media społecznościowe mamią, kradną codziennie wiele godzin, kształtują fałszywe przekazy, od których nie wszyscy potrafią zdystansować się. Oszukańczo pociągają za sznurki ludzkiej uwagi, kierują ją w stronę miałkich i nieistotnych treści, czyniąc ich nieustanne śledzenie sposobem na życie. Film karykaturalnym okiem spojrzał na ludzi zombie, bezrefleksyjnie poddających się manipulacjom, zgadzających się, by ster życia przejęły bezduszne mechanizmy przywoływania uwagi, celebryckie maski, pozorne opiniotwórcze osobowości internetowe. Dla Arielle Summers jedynym celem w życiu było zdobycie szerokiej sławy i milionów followersów. Widz nie otrzymał odpowiedzi, czemu miało jej to służyć, jak wyobrażała sobie pseudokarierę, kiedy zdobyłaby już rozgłos, co by on dla niej oznaczał? Sława dla samej sławy, dla złudnego poczucia mocy? 

Trochę za sprawą dramatycznego przypadku, trochę pod psychologicznym naciskiem, Arielle wciąga w mglisty plan ucieczki Deana Taylora, byłego więźnia. Para wyrwała się z obciążonych patologią rodzin w podróż po Ameryce. Napadali na stacjach benzynowych i rabowali apteki. Spirala przemocy, agresji, wyjścia poza prawo, nakręcała się. A wszystko wrzucane było na bieżąco do wirtualnej przestrzeni. Ciekawym aspektem poruszonym w filmie była nie tylko ślepa pogoń za sławą, gotowość do jakiegokolwiek zaistnienia, zgoda na durne decyzje, ale również zjawisko tłumnego obserwowania, żerowania na czyjeś głupocie, zachęcania do dalszych działań, ze zwykłej fascynacji, chęci zapełnienia nudy, pragnienia choćby chwilowej i iluzorycznej zmiany. Na koniec, przekonała mnie gra Belli Thorne, wpasowała się w klimat opowieści, przepracowała osobowość postaci, nadała właściwe rysy obłudzie, ukazała ostry pazur pozornej niewinności, oddała mrok czarnej miłości, a wszystko oświetliła blaskiem młodej urody.

3/6 - w wolnym czasie
tytuł oryginalny "Infamous", kryminał, produkcja USA, 100 minut
premiera 12.06.2020 (świat), reżyser: Joshua Caldwell, scenariusz: Joshua Caldwell
obsada: Bella Thorne, Jake Manley
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

sobota, 27 marca 2021

SKŁODOWSKA

"To, co nas osłabia, równocześnie daje nam siłę."

Pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy w ramach dzielenia się wrażeniami po obejrzeniu filmu "Skłodowska", to mało adekwatne tłumaczenie oryginalnego tytułu na język polski. Wydaje mi się, że "Radioactive" trafniej oddaje przesłania filmu, choć wybrany wariant lepiej niesie się promocyjnie. Wszystko kręci się wokół dwukrotnej noblistki, ale to radioaktywność wiedzie wiodącą rolę, to jej biografia. 

Film ukazuje trudne początki rozumienia radioaktywności, żmudne wyjaśniania zależności, konsekwentne porządkowanie wiedzy, ale też pokazuje praktyczne przełożenie odkryć. Widzimy migawki z dobroczynnego wspomagania leczenia nowotworów, wykorzystania mobilnych ambulansów rentgenowskich podczas operacji wojennych. Zerkamy także w historię Hiroszimy, Nevady i Czarnobyla. Takie ujęcia dają do myślenia, człowiek z wszystkiego jest w stanie uczynić niebezpieczną broń pozwalającą zdobyć przewagę mrocznej sfery jego natury.

Reżyserka Marjane Satrapi koncentruje się na karierze zawodowej Marii Skłodowskiej-Curie, uzupełnia ją najważniejszymi zdarzeniami prywatnymi. Udaje ukazać się ścisłe przeplatanie się elementów nauki, małżeństwa i macierzyństwa. Na pierwszy plan wysuwa się nauka, pragnienie wskazania i udowodnienia błędnych fundamentalnych założeń w dotychczasowym rozumieniu atomu, opowiedzenie się za postępem, przeświadczenie o rewolucji myśli, wiara w ludzkość. Małżeństwo Curie czuło, że "ich rad" emanuje na cały świat i go zmienia. Ich córka Irena wraz z mężem kontynuuje badania, nad sztuczną promieniotwórczością, para także otrzymuje Nobla. 

Interesująco wnika się w klimat epoki, paryskiej atmosfery, w której przyszło Skłodowskiej żyć, niekorzystną pozycję kobiet w świecie zdominowanym przez mężczyzn, gdzie mylono pojęcia odwagi, determinacji i wolności u kobiet z arogancją, cynizmem i ksenofobią. Główne dominanty w osobowości Marii atrakcyjnie ukazane, Rosamund Pike nadaje odgrywanej postaci wyrazistego i prawdziwego pazura. Dobra charakteryzacja i kostiumografia. Film stanowi kolejny ciekawy wgląd w odkrywanie sekretów natury i życia wybitnego naukowca. Biografie Marii Skłodowskiej-Curie przybliżone na Bookendorfinie to "Maria Curie-Skłodowska. Złodziejka mężów. Życie i miłości" Iwony Kienzler i "Maria Skłodowska-Curie" Magdaleny Niedźwiedzkiej, poznajcie moje opinie.

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Radioactive", biografia, produkcja Wielka Brytania, 105 minut
premiera 14.09.2019 (świat), reżyser: Marjane Satrapi
scenariusz Jack Thorne, obsada: Rosamund Pike, Sam Riley, Anya Taylor-Joy, Aneurin Barnard
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

piątek, 26 marca 2021

UKŁAD IDEALNY

"Nie potrzebuję twojej zgody. Udało mi się przeżyć wojnę, przyjechać do Stanów, nauczyć się angielskiego, wychować dziecko i zrobić karierę. Więc uda mi się też poślubić fascynującego, kochającego i nieco młodszego mężczyznę."

Najbardziej w filmie przekonuje rewelacyjna gra aktorska. Vanessa Redgrave, jako najwyższej klasy profesjonalistka, fantastycznie oddaje portret starszej żony, kiedy tylko pojawia się na ekranie, mocno czuje się prawdziwość postaci. Z jednej strony elegancja, dystyngowana postawa, imponujące zawodowe osiągnięcia dziennikarki politycznej, z drugiej Elsa Brecht, zamożna wdowa, poszukująca antidotum na samotność, czepiająca się ostatniej szansy nie tyle na miłość, co bliskość z drugim człowiekiem. Intuicyjnie zdaje sobie sprawę, z jakim mężczyzną się wiąże, ale też świadomie ignoruje niepokojące symptomy. Seniorka pragnie wyciągnąć życia jeszcze kilka uśmiechów, pomóc partnerowi w karierze, przyjąć funkcję mentorki. Wyraziste spojrzenie w duszę osoby, wiele pokonała i osiągnęła w życiu, nadal odważnie trzyma się steru przeznaczenia.

Ulrich Mott to całkowite jej zaprzeczenie, wyjątkowo kontrastowa i tajemnicza postać. Christoph Waltz doskonale radzi sobie z oddaniem charakteru, spojrzenia na świat, wyznawanych wartości. Natychmiast jest coś, co w bohaterze uwiera, ale dopiero śledząc fabułę dowiadujemy się, co tak naprawdę nie pasuje. Charyzma ostro kłóci się z manipulacją, egoizm z usłużnością, wewnętrzny wizerunek z zewnętrznym, elitarność ze sławą. Mocne podkreślenia wyjątkowych kameleońskich umiejętności. Wiele przemawia na korzyść postaci, zaangażowanie, entuzjazm, opiekuńczość. Jedynie córka Elsy wysuwa silne zastrzeżenia wobec związku matki. Anette Bening ciekawie urozmaica fabułę obecnością Amandy. Pozostali aktorzy dopełniają opowieść, która, nie jest dokumentem, ale opiera się na faktach. Nagła śmierć Elsy uruchamia intrygujące dochodzenie, kto stoi za tragedią. Reżyseria nie jest najmocniejszą stroną filmu, ale była całkiem poprawna.

Przesłania płynące z filmu tylko potwierdzają moją niechęć wobec świata finansjery i polityki. Środowisk, w których zawsze jest coś za coś, ręka rękę myje, gdzie liczą się sławne nazwiska na promocyjnej liście, a nie faktyczne dokonania i zamierzenia.  Działanie w imię dobra staje się przykrywką dla finansowych i wizerunkowych korzyści. Przy jednym z obiadów dla znakomitych gości Ulrich wypowiada słowa stojące w kontraście do tego, czym jest, a czym powinna być polityka. Odnosi się wrażenie, że to nie służenie społeczeństwu, a służenie własnym celom, wybujałej ambicji, przerostu formy nad treścią, partykularnych celów. W pewnym momencie wystudiowany manieryzm staje się siłą napędową narcyzmu, kłamstwa i wybujałego ego. Sztuczność zastępuje prawdziwość. I nie ma znaczenia, na jakim etapie jest Ulrich, stażysty, kamerdynera, dyplomaty, korespondenta wojennego, uczestnika incydentu, świadka prawdy. Czyż na każdym kroku, w przekazach medialnych, nie spotykamy takich zasad funkcjonowania?

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Georgetown", dramat, produkcja USA, 95 minut, premiera 27.04.2019 (świat)
reżyser: Christoph Waltz, scenariusz David Auburn
obsada: Christoph Waltz, Vanessa Redgrave, Annette Bening
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

sobota, 27 lutego 2021

SEKRETY Z PRZESZŁOŚCI

"Ofiary traumy często pamiętają najmniejsze szczegóły. Innym razem tak często powtarzają w myślach zdarzenie, że wszystko im się miesza. Często próba przypomnienia sobie wszystkiego staje się sensem życia ofiary."

Wystawiłabym filmowi lepszą notę, gdyż poruszał bardzo ciekawą tematykę winy, przebaczenia i sprawiedliwości, jednak od pierwszych scen miałam wrażenie nie tyle kopiowania, co powtórzenia pomysłu na fabułę, kojarzę go z innych filmów i książek. Akcja w zasadzie łatwa do przewidzenia, choć w dwóch momentach nagłe zwroty niosły pierwiastek zaskoczenia, podtrzymywały dynamikę historii.

W teraźniejszość z impetem wkradła się ostra i bolesna przeszłość, odkrywane były przetwarzane przez lata zlepki wspomnień, upchnięte w najdalsze ciemne strefy pamięci, aby poradzić sobie z traumatycznymi przeżyciami. Towarzyszyły im usilne wyrzuty sumienia, poczucie wstydu i wstrętu do samego siebie. Wydawało się, że łatwo interpretować to, co wydarzyło się we wcześniejszym etapie życia, emocje jednoznacznie opowiadały się po jednej ze stron, ale przy lukach w faktach trudno uzyskać pełną perspektywę. Łatwo o pomyłki i błędne osądy. Wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę mogło stać się przyczyną kolejnej tragedii.

Lata sześćdziesiąte, przedmieścia Londynu, Maja i Lewis, doświadczeni przez wojnę w Europie, teraz wiodą szczęśliwe życie z synkiem. Niestety, nadszedł dzień, w którym spokój rodziny ulega załamaniu. Kobieta rozpoznaje, w mieszkającym w pobliżu Thomasie, swojego i siostry oprawcę z czasów wojny. W determinacji i afekcie decyduje się na porwanie sąsiada i próbuje wymusić na nim przyznanie się do winy. Liczy, że głośno wypowiedziana prawda zbliży ją do pogodzenia się z przeszłością i zamknie drzwi do dawnego koszmaru. Domniemany były nazista do niczego się nie przyznaje, wydarzenia zaczynają się gmatwać i intensyfikować, skomplikowane warunki roszady sił ulegają zmianie, w pewnym momencie dramat zahacza o thriller.

Podobała mi się scena, w której Maja po raz pierwszy wymierza broń w Thomasa. Noomi Rapace fenomenalnie ją odegrała, czułam prawdziwość i szczerość postaci. Jeśli zestawi się ją z ujęciem Lewisa przeżywającego podobną wewnętrzną walkę, opowieść nabiera drugiego wymiaru. Mocne i przekonujące przekazy, warto poświęcić im chwilę zadumy. Jak bardzo tajemnice niszczą duszę i wzmacniają wątpliwości. Do czego zdolny jest człowiek, by odzyskać godność? Jak gorzki smak ma zemsta? Dokąd nieujarzmiona doprowadza? Niektóre postawy bohaterów wymykały się logice, częściowe usprawiedliwienie to działanie w ekstremalnych warunkach. Średnio podeszła mi gra Joela Kinnamana, Chrisa Messiny jeszcze mniej, szkoda zmarnowania potencjału ról.

3.5/6 - w wolnym czasie
tytuł oryginalny "The Secrets We Keep", dramat, produkcja USA, 94 minuty
premiera 16.09.2020 (świat), reżyser: Yuval Adler, scenariusz Yuval Adler, Ryan Covington
obsada: Noomi Rapace, Joel Kinnaman, Chris Messina
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem Secretum.pl

piątek, 19 lutego 2021

NIEOBLICZALNY

"Prawda o człowieku wychodzi w trudnych sytuacjach."

Typowy thriller napakowany dynamicznie zmieniającą się akcją i efektownymi mocnymi scenami. Pomysł na fabułę nie jest nowy, opiera się na utartych schematach, nagłe zwroty w scenariuszu zdarzeń nie są zaskoczeniem, zastanawiamy się jak, a nie, czy coś się stanie. Ciekawie się ogląda, lecz nie trzyma silnie w niepewności, chociaż napięcie stopniowo narasta. W kilku scenach zachowanie głównej bohaterki wymyka się logicznym uzasadnieniom, w końcu taka jest konwencja tego typu filmów. Caren Pistorius dobrze oddaje osobowość ofiary, która może do najsprytniejszych nie należy, ale doprowadzona do ekstremalnej sytuacji potrafi w końcu postawić się oprawcy i zawalczyć o życie swoje i bliskich. Kobieta jest na rozstaju dróg, tuż przed rozwodem, zaraz po utracie pracy, z finansowymi problemami, młodszym bratem na utrzymaniu, matką w domu opieki. Jeden dzień jest wyjątkowo parszywy. Przesadnie reaguje na opieszałość jednego z kierowców po zapaleniu się zielonych świateł. Rachel nie zdaje sobie sprawy, jakie nieobliczalne zło wyzwoliła i z czym przyjdzie się jej zmierzyć.

Russel Crowe gra czarny charakter, trzeba przyznać, że całkiem nieźle mu to wychodzi, wzbudza w widzu niekorzystne odczucia, im dłużej się go obserwuje, tym większej podlegają intensyfikacji. Solidnie sfanatyzowana kreacja, zwłaszcza, że charakteryzacja dalece odbiega od gladiatorskiego wizerunku. Patrząc na wzmagającą się frustrację strąbionego mężczyzny widzimy, jak niewiele potrzeba, by doprowadzić się do szewskiej pasji, wpaść głęboko w obsesję przerażającej zemsty za pozorną zniewagę. Inna osoba staje się zapłonem tykającej bomby nienawiści, pretekstem do odpalenia wściekłości, bez względu na konsekwencje. Szykana zaślepia, nakręca spiralę agresji i bezwzględności, negatywne emocje eksplodują jak wulkan. Problemy osobiste stają się paliwem. Film proponuje niemal dziewięćdziesięciominutową rozrywkę brutalnych scen, ale też poddaje pod rozwagę skutki pospieszności i powierzchowności współczesnego życia. Każdego dnia napływ nieistotnych i przelotnych informacji, wypełnionych przemocą i argumentami siły, natychmiastowe rozpowszechnianie się niepożądanych wzorców i wybujałych ideałów w social mediach i środkach masowego przekazu, ogromna presja w życiu zawodowym i prywatnym. Jednakże, czy nie jest to uproszczenie i generalizowanie? Czy faktycznie coraz więcej z nas drepcze w mroczną stronę?

3.5/6 - w wolnym czasie
tytuł oryginalny "Unhinged", thriller, produkcja Stany Zjednoczone, 87 minut
premiera 16.07.2020 (świat), reżyser Derrick Borte, scenariusz Carl Ellsworth
obsada: Russell Crowe, Caren Pistorius, Jimmi Simpson, Gabriel Bateman
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem Secretum.pl

niedziela, 29 listopada 2020

TRZY SEKUNDY

"Pięć lat temu weszliśmy do baru... jacyś goście na motorach zaczęli mnie obrażać, więc Pete kazał im przestać. Zaczął się bić z trzema i tej nocy wspaniały ojciec stał się skazanym za morderstw. Odtąd każdy, kto chce mi pomóc, tylko pogarsza sprawę."

Jak tylko zapoznałam się z pierwszym tomem serii "Piet Hoffmann", zatytułowanym "Trzy sekundy", autorstwa Andersa Roslunda i Börge Hellströma, wiedziałam, że przy najbliższej okazji zabiorę się również za oglądanie ekranizacji. Zarówno książka, jak i film, rewelacyjnie odprężyły, dostałam wszystko, czego oczekiwałam po kryminalnej sensacji. Wkręcająca fabuła, szybka akcja, spektakularne efekty, umiejętnie wytworzona atmosfera niepokoju, a do tego super bohater, obdarzony wyjątkowymi umiejętnościami, zdolny przeżyć nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach mrocznej strony ludzkiej osobowości, weteran wojenny, odznaczony medalami snajper, skazaniec, cierpiący na syndrom stresu pourazowego.

Po czterech latach odsiadki uwikłał się we współpracę z FBI. Niebezpieczna misja wykonywana na zlecenie rządu, powiązana z działalnością polskiej mafii, zamiast przynieść oczekiwaną wolność i bezpieczeństwo dla najbliższych, stała się źródłem nowych kłopotów i bezpośrednich gróźb. Tym razem Piet Hoffmann zmuszony został do działania pod przykrywką Pete'a Koslova, ale w Bill Hill, stanowym zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze, z najbardziej okrutnymi i bezwzględnymi oprawcami. Jednak zdecydowanie coś poszło nie tak, wszystko zaczęło się sypać, sprzymierzeńcy zmienili się we wrogów, a nieprzyjaciele w koalicjantów. Czy udało się Pietowi zapewnić ochronę żonie i córce? Czy przetrwał w ekstremalnie wrogim środowisku?

Podobała mi się gra Joela Kinnamana, pokrywała się z zachowaniem książkowego pierwowzoru. Clive Owen idealnie spasowany z przydzieloną mu rolą. Nie zawiedli Rosamund Pike i Common. Ana de Armas pokazała się z dobrej strony, natomiast Eugene Lipinski zachwycił. Umiejętności reżyserskie Andrea Di Stefano spełniły wymagania, podobnie jak opracowanie scenariusza. Przełożenie powieści na wielki ekran z pewnością nie należało do łatwych, gdyż papierowa wersja charakteryzowała się specyficzną skandynawską atmosferą, obyczajową otoczką, w której tak fantastycznie się odnalazłam. Z oczywistych względów film nie mógł jej w pełni wykorzystać, a szkoda. Większy nacisk postawiono na efektowny dynamizm i spektakularny dramatyzm. 

Jak wspominałam, pojawił się silny polski akcent, mafia zajmująca się handlem narkotykami, świetnie wykorzystano prawdziwy mocny język i akcent polskiej gangsterki. Można było zobaczyć grę Mateusza Kościukiewicza. Moim zdaniem, gdybym wcześniej nie czytała książki, mogłabym odebrać film jako opakowany w standardowe ramy sensacji, kilka elementów mogło wydawać się dość niejasnymi, jak choćby wyjaśnienie, dlaczego tytuł mówi o trzech sekundach. Natomiast dla tych, którzy poznali powieść, ekranizacja świetnie ją dopełniła, była okazją do ponownego wglądu w przedstawiony świat i spotkań z bohaterami. Jak najbardziej warto obejrzeć "Trzy sekundy".

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "The Informer", sensacja, produkcja Wielka Brytania, 109 minut
premiera 30.09.2019 (świat), reżyser Andrea Di Stefano
scenariusz Matt Cook, Rowan Joffé, Andrea Di Stephano
obsada: Joel Kinnaman, Rosamund Pike, Common, Ana de Armas, Clive Owen
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem Secretum.pl