JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA. NARODZINY FLOTY tom 3
„Czy kiedykolwiek ludzkość żyła w pokoju?”
„Awangarda” i „Przewaga” prowadziły ku „Zwycięstwu”, i jakże szkoda, że kolejna seria lekkiego i przyjemnego science fiction już za mną. Propozycje czytelnicze na luźny wieczór, kiedy chcemy oderwać się od rzeczywistego świata, przemknąć wyobraźnią miliony kilometrów w krótkim czasie, dać ponieść się fantazji mega dalekich kosmicznych podróży. Ziemia staje się dla ludzkości jedynie pradawnym wspomnieniem, znikoma jest jej rola w podejmowaniu decyzji o losach różnych światów, prestiż macierzystej planety drastycznie maleje. Teraz liczą się nowe kolonie założone przez człowieka, w dalekich galaktykach, niemal na obrzeżach wszechświata. Niestety, ludzkość ma to do siebie, że bez względu na szczytne idee wolności i sprawiedliwości, silne pragnienia zaczynania wszystkiego od nowa, i tak pakuje się w wojenne walki i katastrofalne konflikty. Mroczna natura wcześniej czy później dochodzi do głosu. Trzeba prowadzić walkę z zewnętrznym wrogiem, jednak potężne zawirowania mają miejsce i wewnątrz społeczności. Z piedestału nie schodzą nieufność, polityczne podchody, pogoń za zyskiem, ekonomiczne manipulacje, chęć zapanowania nad szlakami handlowymi. Bezwzględni najeźdźcy ze Scathy, Apulu i Turana nie odpuszczają, gdzie tylko mogą wprowadzają poddańcze porządki, dominują nad lokalną społecznością, opanowują planety i przestrzenie między nimi.
W trzecim tomie przyglądamy się, jak na wątłych filarach chwieje się dyplomacja zagrożonych systemów kosmicznych. Kosatka, Glenlyon, Catalan, Benten, Eire i Adowa próbują przeciwstawić się narzucanej dominacji i stworzyć sojusz wzajemnej pomocy. Jack Campbell sporo miejsca poświęca moim ulubionym bohaterom, wystawia na ciężką próbę zbrojną, wysyła w szalenie niebezpieczną misję, w której zwycięstwo graniczy z cudem, a nawet jeśli pojawiają się minimalne szanse powodzenia, to okupione zostają wielkimi stratami w ludziach, zniszczeniami resztek kosmicznej floty i nieprzygotowanych zbrojnie siedlisk ludzkich. Carmen Ochoa robi co tylko może, aby przeważyć szalę na korzyść nowego sojuszu. Lochan Nakamura wspina się na wyżyny reprezentowania interesów wielu systemów. Leigh Camagan z dużymi przeszkodami podróżuje na Ziemię z tajnym posłannictwem. Freja Morgan stawia czoło potężnym siłom. Mele Darcy dźwiga ciężar bezpośredniej konfrontacji z siłami wroga. Zaś Rob Geary staje przed najgorszym wyzwaniem w całym swoim życiu. W „Zwycięstwie” czuję się komfortowo, przyjaźnie i familiarnie. Odpowiada mi szczypta fordowskiego humoru. Z sympatią podchodzę do nowych bohaterów, śledzę losy załóg i rządów. Doceniam determinację w zachowaniu znaczących wartości człowieczeństwa i zbudowania podwalin pod coś wyjątkowego. W moim odczuciu, najlepsza powieść z tej serii i jej poprzedniczki "Zaginiona Flota" ("Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny", "Zwycięski"). Sporo moralnych i etycznych rozważań, strategicznych posunięć, dorywczych taktyk i sprawdzania idei. Finalna odsłona w pełni satysfakcjonuje, zaś epilog przywołuje uśmiech i refleksję o nieuchronnym upływie czasu, zacieraniu się pamięci, lecz przetrwaniu legend, a przynajmniej ich fragmentów.
4.5/6 – warto przeczytać
science fiction, 420 stron, premiera 03.06.2022 (2019), tłumaczenie Dominika Schimscheiner
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl
niedziela, 22 stycznia 2023
ZWYCIĘSTWO
sobota, 21 stycznia 2023
PRZEWAGA
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA. NARODZINY FLOTY tom 2
"Obietnica obfitości przyciągała nie tylko tych pragnących nowego startu, ale również drapieżniki nękające ludzkość od zawsze."
Przygody z wszystkimi tomami serii "Zaginiona Flota" ("Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny", "Zwycięski") już dawno za mną, przyjemnie spędziłam przy nich czas. Brakowało mi podróżowania w trudnym do objęcia rozumem dystansie przestrzeni międzygwiezdnej, obserwowania, jak ludzkość radzi sobie w dalekiej przyszłości, dlatego chętnie ponownie weszłam w ten fikcyjny świat, ale przy cofnięciu suwaka czasu do "Narodzin Floty". Stara Ziemia i Stare Kontynenty nie wystarczają ludzkości, zaczęły znacząco podupadać. Dzięki ujarzmieniu napędu skokowego ludzie dokonują ekspansji na zewnątrz. Penetrują dalekie planety i zakłada kolonie. Im bardziej oddalają się od Ziemi, która mocno ucierpiała podczas ostatniej Wojny Słonecznej a teraz staje się bierna i zapomniana, tym większe rozluźnienie w poszanowaniu prawa i traktatów, dominuje przemoc i agresja. Siła oddziaływania autorytetów i władzy maleje, zaś prawo pięści i anarchia dochodzą do głównego głosu.
W pierwszym tomie „Awangarda” czułam się komfortowo, przyjaźnie i familiarnie, z sympatią podchodziłam do nowych bohaterów, śledziłam wyjątkowe losy, determinację w zachowaniu znaczących wartości człowieczeństwa i zbudowania podwalin pod coś wyjątkowego. Podobne wrażenia zebrałam podczas spotkania z drugim tomem serii „Przewagą”. Scathanie kolejny raz intensyfikują działania przeciwko osamotnionej kolonii Glenlyon. Pragną za wszelką cenę podporządkować ją sobie, nie pozwalają nawet na wytyczenie szlaku handlowego. Bezlitośnie unieszkodliwiają połowę floty społeczności, która marzy o stworzeniu i rozwinięciu międzygwiezdnej enklawy wolnej od przemocy i prześladowań, aby tego dokonać, muszą najpierw bronić założonej kolonii, zachęcić do współpracy inne ośrodki ludzkości, uporać się z nieprzyjaciółmi. Jednakże polityczne negocjacje niewiele wnoszą i nie przybliżają do satysfakcjonujących umów. Zatem trzeba postawić na nieszablonową obronę, przewidywanie zachowań przeciwników i obronę pełną determinacji.
Zajmująco obserwuje się działania tymczasowego porucznika, który przyleciał z pierwszą partią czterech tysięcy kolonistów. Robert Geary, wcześniej młodszy oficer niewielkiej floty układu gwiezdnego Alfar, kolejny raz zostaje wciągnięty przez polityczne układy w ryzykowną i niebezpieczną grę. Staje przed trudną decyzją, słuchać członków rady, ślepo wypełniać ich rozkazy, czy ponad wszystko postawić dobro ludzkości, wolność kolonii i zasady współpracy. Otrzymuje dowództwo nad "Rapierem", jednostka za sprawą podstępu wroga pozostaje jedynym ocalałym okrętem wojennym układu gwiezdnego Glenlyon. Postać Gearego ciekawie rozwija się w miarę przebiegu akcji, obrazuje działaniami, jak z niczego zacząć tworzyć coś, co później przyjmie spektakularne rozmiary. Autor bardziej rozbudowuje znaczenie i umiejętności postaci niż miało to miejsce poprzednio. Urealnia zdarzenia, chociaż wciąż brakuje głębi i skali. Bardziej oczytanego w fantastyce czytelnika może uwierać powierzchowność opisów i prostota pobudek bohaterów. Na szczęście, nie ma już dość trywialnych romantycznych nut wtrącanych w poprzednich odsłonach serii. Duży udział w historii brała Carmen Ochoa, udaje się jej uporać z dzieciństwem i dorastaniem na Marsie przesiąkniętym krwią i przemocą, z przeszłości czyni niewątpliwe atuty. Nie zabrakło biegłego w sztuce polityki Lochana Nakamury i kapitanki piechoty kosmicznej Mele Darcy. Czy zdołają odeprzeć presję tyrańskich imperialnych systemów Apulu, Scathy i Turana?
4/6 - warto przeczytać
fantastyka, 438 stron, premiera 11.02.2022 (2018), tłumaczenie Dominika Schimscheiner
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl
wtorek, 25 stycznia 2022
AWANGARDA
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA. NARODZINY FLOTY tom 1
"Nawet do nowych układów i światów ludzie zabierali ze sobą stare złe nawyki."
Kiedy zapoznałam się z wszystkimi tomami serii "Zaginiona Flota" ("Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny", "Zwycięski"), poczułam żal, że to już koniec przyjemnej przygody czytelniczej, podróżowania w trudnym do objęcia rozumem dystansie przestrzeni międzygwiezdnej, obserwowania, jak ludzkość radzi sobie w dalekiej przyszłości. Dlatego chętnie znów wchodzę w ten fikcyjny świat, ale przy cofnięciu suwaka czasu, do "Narodzin Floty". W pierwszym tomie czuję się komfortowo, przyjaźnie i familiarnie, z sympatią podchodzę do nowych bohaterów, śledzę losy, determinację w zachowaniu znaczących wartości człowieczeństwa i zbudowania podwalin pod coś wyjątkowego.
Stara Ziemia i Stare Kontynenty nie wystarczają ludzkości, zaczęły znacząco podupadać. Dzięki ujarzmieniu napędu skokowego ludzkość dokonuje ekspansji na zewnątrz. Penetruje dalekie planety i zakłada kolonie. Im bardziej ludzie oddalają się od Ziemi, która mocno ucierpiała podczas ostatniej Wojny Słonecznej, a teraz staje się bierna i zapomniana, tym większe rozluźnienie w poszanowaniu prawa i traktatów, przemoc i agresja. Siła oddziaływania autorytetów i władzy sukcesywnie maleje, zaś prawo pięści i anarchia dochodzą do głównego głosu. Jednak pojawiają się jednostki, którym zależy na czymś więcej niż tylko przetrwaniu. Pragną stworzyć i rozwinąć międzygwiezdną enklawę wolną od przemocy i prześladowań. Aby tego dokonać, muszą najpierw bronić założonej kolonii, zachęcić do współpracy inne, uporać się z nieprzyjaciółmi.
Z zaciekawieniem obserwuję działania tymczasowego porucznika, który przyleciał z pierwszą partią czterech tysięcy kolonistów. Robert Geary, wcześniej młodszy oficer niewielkiej floty układu gwiezdnego Alfar, wciągnięty zostaje przez polityczne układy w ryzykowną i niebezpieczną grę. Za sprawą sprytnych posunięć taktycznych zdobywa wiekowy transportowiec pasażerko-towarowy. Otrzymuje tymczasowe dowództwo nad "Szrotem", który zostaje pierwszym okrętem wojennym układu gwiezdnego Glenlyona. Postać ciekawie rozwija się w miarę intensyfikacji akcji, obrazuje działaniami, jak z niczego zacząć tworzyć coś, co później przyjmie spektakularne rozmiary. Jego osobistą relację z Lyn Meltzer, specjalistką od włamywania się do systemów informatycznych, traktuję z pobłażliwym uśmiechem, jedynie jako nadanie ciepłych nut fabule.
Na kluczową bohaterkę wyrasta Carmen Ochoa. Kobieta za wszelką cenę stara się wymazać ze wspomnień dzieciństwo i dorastanie na Marsie przesiąkniętym przemocą i krwią. Ekspert w rozwiązywaniu konfliktów marzy o podjęciu pracy na najdalszych rubieżach międzygwiezdnych. Intryguje jej układ z Lochanem Nakamurą, wspólne marzenia i decyzje wybrzmiewają frapującą melodią nadziei. Mężczyzna pragnie coś sobie udowodnić po nieudanej aktywności w biznesie i polityce. Sympatią obdarzam Mele Darcy, byłą szeregową piechoty kosmicznej, zatrudnioną przez Radę Glenlyon na stanowisku dowódcy planetarnych sił zbrojnych, do ziemskiej obrony kolonii przed inwazyjnym wrogiem. Wyczekuję rozbudowania portretów w kolejnych odsłonach cyklu.
Pierwszy tom ma charakter zapoznawczy, inicjuje kilka wątków, wydają się mieć potencjał do atrakcyjnej zabawy w fantastykę. Mało wyrazistości, lecz początki brzmią obiecująco. Liczę, że później wydarzenia ulegną rozwinięciu, stwarzając też materiał do refleksji. Na razie otrzymuję niepewne, niemal samobójcze, starcia w przestrzeni kosmicznej i na ziemi. Znając wyobraźnię Jacka Campbella spodziewam się, że odda główny głos spektakularnym walkom i mechanizmom bezwzględnej polityki. Jak potoczy się historia Scathanich, stosujących wyjątkową agresję wobec sąsiednich układów gwiezdnych. Czy zdołają ustrzec się powtarzania tych samych błędów?
4/6 - warto przeczytać
fantastyka, 412 stron, premiera 17.09.2021 (2017), tłumaczenie Dominika Schimscheiner
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl
niedziela, 10 stycznia 2021
ZWYCIĘSKI
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA tom 6
"Nienawiść może odebrać duszę tak samo skutecznie, jak wojna odebrać wszystko, co się kocha."
Seria, w której czuję się komfortowo i przyjaźnie, z sympatią podchodzę do bohaterów, z zaangażowaniem śledzę ich losy, a ponadto odkrywam, co w dalekiej przyszłości czeka człowieka, jak poradzi sobie z trwałymi pierwiastkami mrocznej strony osobowości. Cieszy, że w szóstym tomie jeszcze więcej materiału do refleksji o kondycji gatunku ludzkiego.
Jack Campbell zapuszcza się w niewyobrażalnie dalekie części kosmosu, zabiera tam ludzi z całym bagażem wad i zalet, poszerza horyzonty dla pragnień i ambicji, wkracza na wysoki technologicznie poziom wojennych działań. I coś, co nadaje powieści szczególnego smaczku, w końcu dowiadujemy się więcej o Obcych, jak chcą być postrzegani, do jakich sztuczek się uciekają, w jaki sposób próbują zapanować nad człowiekiem. Co frapujące, wciąż pozostaje wiele tajemnic do odkrycia, czym kieruje się obca inteligentna rasa, jakie faktycznie ma zamiary, dlaczego zainteresowała się strefą zdominowaną przez ludzi, a nawet jak wygląda i jaką mają cywilizację? Śledząc scenariusz zdarzeń wyczekiwałam każdej wzmianki na ten temat.
Legendarny Black Jack po ocaleniu floty i Sojuszu, rozgromieniu Syndykatów, stworzeniu warunków do zakończenia wojny, neutralizacji ogromnego zagrożenia dla całej ludzkości, wciąż uwikłany jest w wojenne i polityczne rozgrywki. Musi balansować na cienkiej linie tego, w co gorąco wierzy, i tego, czego oczekują inni. Flota Sojuszu jest już całkowicie podporządkowana, członkowie kosmicznych załóg wierzą w jego intuicję i zdolności, chętnie wypełniają rozkazy. Mało wewnętrznych pojedynków, kierunek akcji przenosi się na polityczne rozgrywki, decydujące starcie z siłami Syndykatu, konfrontację z nieznaną rasą. Przyznany Black Jackowi nowy tytuł zobowiązuje jak nigdy dotąd. Ale czy John Geary jest całkowicie zadowolony z powierzonego mu zaufania? Co go powstrzymuje przed wojskową karierą? Czy to, czego nie zna, faktycznie jest tak niebezpieczne, a może lepiej, aby strzegł się rzeczy, z którymi już zdążył się oswoić?
Oczywiście, wiele też dzieje się w życiu osobistym kluczowej postaci, ciepłe romantyczne nuty nadal muszą rygorystycznie być trzymane na uwięzi, ale coraz wyraźniej przebijają się we fragmentach fabuły. Nieco sztuczne wydają się rozmowy między Gearym a kapitan Desjani, jednak z tomu na tom jest coraz lepiej. Narracja przyjemnie i dynamicznie prowadzi, wiele się dzieje, sporo jesteśmy w stanie przewidzieć, ale też cieszą zwroty akcji. Mniej szczegółowych opisów bitewnych starć w kosmosie, choć nie brakło kulminacyjnych i decydujących incydentów. Poprzednie tomy serii: "Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny".
4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 454 strony, premiera 13.11.2020 (2010), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl
sobota, 9 stycznia 2021
BEZLITOSNY
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA tom 5
"Nieważne, jak bardzo współczesne czasy różnią się od przeszłości – niektóre zachowania ludzkie zawsze będą takie same."
Jack Campbell trzyma równy poziom serii, także piąty tom wpisuje się w dobre wrażenia czytelnicze. Przyznaję, że chętnie wyczekuję kolejnych odsłon, gdyż wiem, że czeka mnie przyjemna przygoda, w dodatku w odległych regionach kosmosu, gdzie czas i prędkość zdają się znaczyć zupełnie coś innego niż podczas życia na jakiejkolwiek planecie. I znów, autor raczy opisami intrygujących bitew powietrznych, których strategia osadza się na nieprzewidywalności i zaskoczeniu. Ale raz schodzimy na ląd na terytorium wroga, aby dokonać tradycyjnego desantu w ramach szalenie niebezpiecznej misji.
Komandor John Geary nadal zmuszony jest walczyć, w ramach nieustającej ucieczki, nie tylko z przytłaczającymi siłami Syndykatu, lecz również z wewnętrznymi siłami starającymi się obalić jego dowództwo. Do tego dochodzą jeszcze plany, na razie dość nieuchwytne i mgliste, co zrobić, kiedy jakimś cudem uda się doprowadzić zdziesiątkowana flotę i arcyważny klucz hipernetowy do siedziby Sojuszu. Wydaje się, że już tak niewiele, zaledwie trzy skoki, dzielą od sukcesu, ale w końcu to właśnie ostatni etap okaże się najbardziej zdradliwy, wymagający i decydujący. Syndycy rozszyfrowali już wiele elementów taktyki Gearego, zaś wewnętrzne przepychanki wśród własnych oficerów przybierają formę jawnego spisku. W tym wszystkim nie wolno zapominać o moralnym aspekcie wojny, w tym zobowiązaniu odbijania jeńców, co nie ułatwia przemieszczanie się floty. Czy żywe światło gwiazd sprzyjać będzie Black Jackowi?
Autor ukazuje, czym naprawdę jest wojna, już nie tylko dla jednostki, zespołu załóg powietrznych statków, reprezentantów floty, ale także dla mieszkańców planet, a nawet całych galaktyk, które traktowane są jako przedmioty w przeciąganiu liny zwycięstwa. Gdyby jeszcze wiadomo było, co stało się sto lat temu, co wyzwoliło starcie śmiertelnych wrogów, dlaczego zdecydowali się na wyniszczający obie strony konflikt? Krystalizuje się zamysł ingerencji Obcych, przyświecające im cele, metody narzucania kierunku historii. Jednak wciąż jest więcej niewiadomych i podejrzeń niż faktów i potwierdzeń. Inna inteligentna rasa stanowi hiper zagrożenie dla całej ludzkości. Wątek romantyczny zszedł na dalszy plan, jedynie czasami docierają na pierwszy plan echa przeszłości, bardzo mi to odpowiadało. Powieść nie należy do złożonych i zaskakujących, wiele fragmentów wpisuje się w powtarzający się wzorzec, jednak dostarcza sympatycznej rozrywki z elementami dalekiej przyszłości, lekkiej formy fantastyki, gdzie liczy się przede wszystkim człowiek i jego złożona natura. Poprzednie tomy serii: "Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny".
4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 424 strony, premiera 09.10.2020 (2010), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl
środa, 18 listopada 2020
WALECZNY
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA tom 4
"Zwycięstwo polega na popełnianiu mniejszej liczby błędów niż przeciwnik albo na podniesieniu się o jeden raz więcej, niż się upadło."
Zaginiona w odmętach Światów Syndykatu, flota dowodzona przez Black Jacka, legendarnego bohatera, wciąż poszukuje bezpiecznej drogi do domu, ucieczka z terytorium wroga nie jest prosta. Wypełnienie misji dostarczenia klucza hipernetowego władzom Sojuszu może diametralnie zmienić układ sił w galaktykach, wskazać zwycięzcę i pokonanego, zakończyć trwającą sto lat brutalną, krwawą i wyniszczającą wojnę. Co więcej, zadecydować o losie ludzkiej rasy. Czy żywe światło gwiazd pozwoli na wyjście z impasu mega konfliktu, zrealizowanie scenariusza sprzyjającego Sojuszowi? Coraz silniejsze sygnały istnienia daje rozumna obca rasa, wyprzedzająca ludzkość o setki lat, nie tylko technologicznie. Nie wiadomo, czym lub kim są, ale powoli krystalizują się ich prawdopodobne motywy. Czyżby uznali ludzkość za niegodną zaufania i pragnęli zneutralizować zagrożenie z jej strony?
Trudno wymykać się siłom Światów Syndykatu. Syndykaci powoli rozgryzają strategię Black Jacka, obserwują, jak wyrywa zwycięstwo nawet tam, gdzie wydaje się to niemożliwe, wyciągają wnioski z walk, starają się przewidzieć ryzykowne taktyki, skomplikowane manewry i pułapki. Zdesperowani stawiają wszystko na jedną kartę, dopuszczają zniszczenie zamieszkanych planet w galaktyce, aby zdobyć przewagę i szansę na zwycięstwo. Komandor John Geary musi poradzić sobie nie tylko z dwoma zewnętrznymi wrogami, podstępnymi obcymi i syndykacką flotą, ale też z narastającym zagrożeniem wewnętrznym, ze strony kadry oficerskiej, wykazującej wątpliwą lojalność, gotową na sięgnięcie po ostateczne i haniebne środki, by zdyskredytować i odsunąć od władzy przywódcę. Pod warstwą jawnych antagonistów kryje się zatrważająco sprytna grupa przeciwników. Pozorni sprzymierzeńcy budzą tyle samo, jak nie więcej, lęku co wrogowie.
Powieść przyjemnie się czyta, sporo atrakcyjnie opisanych kosmicznych walk, odbywających się w szaleńczym tempie, z ogromnymi stratami po obu stronach. Jest widowiskowo i spektakularnie, dynamicznie i ekspansywnie, szala zwycięstwa przechyla się raz w jedną, raz w drugą stronę, nigdy nie wiadomo, do czego zdolne są powietrzne armie. Intrygująco śledzi się trudne decyzje i zaskakujące roszady. Niecierpliwie czeka się na to, co innowacyjnego do bitwy wprowadzi Black Jack, jakie asy wyciągnie z rękawa, w jaki sposób postraszy ścigających, jak zmusi do błędów. Mniej podoba mi się wątek relacji damsko-męskich, przedstawiony w prosty sposób, zwłaszcza w ujęciu zazdrości i zdrady. Gdyby wyeliminować dialogi tego klimatu, powieść znacznie zyskałaby, natychmiast podniosłabym całą ocenę w górę. Rozumiem zamysł Jacka Campbella, to, co się dzieje między Johnem Gearym a bliskimi mu kobietami, ma wnosić nieco lekkości i kolorytu, w zestawieniu ze scenami walk i nieustannej podejrzliwości wobec wrogów, ale sprawdziłoby się dopiero w ambitniejszej formie. Poprzednie tomy serii: "Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny".
4.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 428 stron, premiera 19.10.2020 (2008), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl
poniedziałek, 9 listopada 2020
ODWAŻNY
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA tom 3
"Jedno stulecie wystarczyło, żeby prawo i życie straciło wiele na znaczeniu."
Po raz trzeci ("Nieulękły", "Nieustraszony"), za sprawą twórczości Jacka Campbella, poszybowałam w odległy kosmos, oderwałam się od grawitacji ściągającej w szarą ponurą jesień i kłopoty codzienności, a zajrzałam w światła gwiazd dalekich galaktyk. Przyjemnie wkroczyłam we wszechświat niczym nieograniczonej wyobraźni. Razem z resztką floty Sojuszu kontynuowałam ekstremalnie trudną i niebezpieczną podróż. Wraz z pancernikami, liniowcami, korwetami, krążownikami, niszczycielami i jednostkami pomocniczymi, poruszałam się po przestrzeni bez granic, ale za to z mnóstwem zagrożeń.
Misja dowiezienia arcyważnego klucza hipernetowego do macierzystej
planety wciąż ma nikłe szanse wypełnienia, chociaż wzbudza wśród załogi postawy
nieustępliwości i poświęcenia. Potrzeba wyjątkowych zdolności przywódczych i strategicznych, aby wychodzić obronną ręką z zasadzek, pułapek i podchodów. Wydaje się, że tylko jeden człowiek, John Geary, mitologiczny bohater znany jako Black Jack, dysponuje odpowiednim przygotowaniem, doświadczeniem i intuicją, by poradzić sobie z przeważającymi siłami wroga, uniknąć totalnej zagłady podczas bezpardonowych walk, zdołać przechytrzyć adwersarzy w nieuniknionych bitwach. Wojskowe manewry, nieszablonowe pomysły rodem sprzed stu lat, wielokrotnie ratują przed militarnymi syndykackimi ambicjami destrukcji. Ale krąg zaciskany przez formacje Syndykatu staje się coraz szczelniejszy. Jak długo uda się Gearemu przewidzieć ruchy rywali, wybrać odpowiednią taktykę, zaskoczyć strategią, wodzić za nos, tym bardziej, że ze względu na oszałamiającą prędkość przemieszczania się, nie jest w stanie obserwować ruchów wroga w czasie rzeczywistym?
Trzeci tom przesycony jest zbrojnymi konfliktami, opierają się na zasadzie nieustannej ucieczki i pogoni, zmiany roszad dostosowanych do posunięć przeciwników. Nadal słychać wśród oficerów floty Sojuszu zdecydowane głosy niezadowolenia z nowego stylu dowództwa. Zaślepieni własnymi ambicjami nie doceniają skali chwytów obmyślanych przez kapitana Johna, zapewniających przetrwanie, a przy tym szacunek wobec mądrości przodków. Wyciszył się już lekko wątek z Victorią Rione z perspektywy romantycznych nut, co przełożyło się na bardziej przekonujący obraz relacji, frapująco wkradła się nić tajemnicy i niepewności szczerego poparcia. Tania Desjani wyrasta na bardzo wyrazistą postać, przewiduję, że będzie miała jeszcze wiele do powiedzenia w kontynuacji serii. Klimat, intryga, narracja, portret głównego bohatera, to niewątpliwe atuty książki, a do tego dające do myślenia wprowadzenie do równania wojny trzeciej potężnej siły, zza rubieży Syndykatu, kto wie, czy nie najważniejszej z punktu widzenia przeżycia rodzaju ludzkiego.
5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 434 strony, premiera 25.09.2020 (2008), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl
poniedziałek, 31 sierpnia 2020
NIEUSTRASZONY
JACK CAMPBELL
ZAGINIONA FLOTA tom 2
"Ignorancja może być błogosławieństwem tylko wtedy, gdy nie ma się świadomości braku wiedzy."
Przyznaję,
że gładko i sympatycznie wciągam się w serię (zerknij najpierw na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem "Nieulękły"), zapewnia ciekawą
rozrywkę, pozwala na odstresowanie po ciężkim dniu pracy,
bo w końcu, spojrzenie na problemy dnia codziennego z kosmicznej
perspektywy fantastycznie umniejszają ich intensywność i znaczenie.
Czegoś takiego ostatnio potrzebuję, dalekich podróży w wyobraźni, we
wszechświat zdający się nie mieć żadnych granic, wabiący różnorodnym obliczem, ale z jednym niezmiennym
składnikiem, zbiorem ludzkich zalet i wad, w tym zarówno pędem człowieka
ku zdobywaniu, jak i zatraceniu się w wojennych klimatach.
Space opera prowadzi potężną flotę Sojuszu bardzo odległą drogą do
ocalenia, ucieczką przed Syndykami w walce o przetrwanie. Kontynuujemy
obserwację upadku dobrych obyczajów, ale i odradzanie się starych zasad,
tak bardzo teraz przydatnych i uzasadnionych. Odchodzenie od wytycznych
zwycięstwa za wszelką cenę, w zamian zaś usilne próbowanie przeciwstawienia
się nieposzanowaniu wolności i swobód obywatelskich. Wraz z kosmicznymi statkami odbywamy skoki do różnych systemów gwiezdnych, tak aby przechytrzyć
wrogie siły, wejść na wyżyny strategicznych posunięć, zastawić pułapki, a
samemu ich uniknąć. Ekstremalne podejmowanie ryzyka wydaje się jedyną
słuszną ścieżką prowadzącą ku realizacji wielkiej misji, dostarczeniu
macierzystym portom Sojuszu klucza do hipernetu będącego w stanie odmienić losy
cywilizacji.
W drugiej odsłonie serii komodor John Geary staje
do bitew nie tylko z zewnętrznym wrogiem, ale również z wewnętrznymi wichrzycielami. Klimat
niesubordynacji i buntu eskaluje negatywnymi emocjami, wystarczy jedna
zapalna iskra, obecność dawnego bohatera, aby zatoczył szerokie kręgi.
Niestety, nie wszystko uda się przewidzieć i temu zapobiec, cierpliwość i
poważanie Johna zostają wystawione na ciężką próbę, zemsta i
sprawiedliwość ściśle się przeplatają. Chętnie
poddaję się wciągającym opisom toczonych w kosmosie walk, odważnych i tchórzliwych
posunięć, przemyślanych i brawurowych taktyk, przewidujących i
zaślepionych inicjatyw.
Narracja prowadzi w
przyjemnym stylu, nie ma zawiłej terminologii wojennej, szybko
odnajduję się w atrakcyjnej atmosferze rozgrywki o wszystko, zwykłego i
nadzwyczajnego bohaterstwa, poważanego lub odrzucanego honoru.
Intrygująco kształtuje się wątek Victorii Rione, członkini senatu i współprezydent
Republiki Callas, dużo w nim frapująco
wybrzmiewających nut i tajemnic. Zastanawiam się, w jakim kierunku
rozwinie się zadziwiająca i pełna sprzeczności relacja między Johnem a
Victorią, czy osiągnięty model dualności sprawdzi się w dalszym scenariuszu zdarzeń.
4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 422 strony, premiera 14.08.2020 (2007), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl
wtorek, 18 sierpnia 2020
NIEULĘKŁY
ZAGINIONA FLOTA tom 1
"Legendy mogą stanowić inspirację, ale kiedy przychodzi czas na działanie, nie na wiele się zdają."
Sympatycznie spędziłam czas, dostałam to, czego oczekiwałam, rozległe podróże w kosmosie i szczegółowe strategie walk wrogich flot. Rozgrywki odbywały się w przestrzeni międzygwiezdnej, jedynie na moment odwołano się do powierzchni planet, co mnie szalenie odpowiadało, gdyż miałam chęć przeżyć coś innego niż przez ostatnie miesiące przygód czytelniczych. Pierwszy tom pomyślnie otworzył serię, wiele się działo, zdarzenia szybko następowały po sobie, było ciut przewidywalnie, gdyż dokładnie zdefiniowano obszar dobra i zła, ale obrany kierunek dał solidne podwaliny pod stworzenie wieloodcinkowej serii. Cieszę się, że właśnie po ten tytuł zdecydowałam się sięgnąć na zmianę klimatu, udanie zrelaksowałam się, zachowam przyjemne wspomnienia.
Po stu latach podjęty z kapsuły ratowniczej kapitan John Geary marzy jedynie o tym, aby zaszyć się na statku "Nieulękłego" i w samotności porozmyślać o swoim losie. Jednak niespodziewanie została mu powierzona rola głównodowodzącego nad resztkami floty Sojuszu, która znalazła się w ekstremalnie niebezpiecznej sytuacji. Geary stopniowo rozkręca się jako przywódca, odświeża zachowania właściwe temu, kogo wyznaczono do uratowania życia tysięcy osób. Jego misja nie należy do łatwych, musi zadbać, aby władze Sojuszu otrzymały wyjątkowo cenny przedmiot, który może przynieść zwycięstwo w całym konflikcie. A stulecie nieprzerwanej wojny odcisnęło piętno zarówno na Sojuszu, jak i Syndykacie. Żadna ze stron nie wygrywa, a ponosi ogromne straty w sprzęcie i ludziach, nie odnosi przy tym żadnych korzyści. Geary staje do konfrontacji z siłami wroga, niechęcią podwładnych, prymitywnym trybem prowadzenia wojny, zmienioną mentalnością wojskowych, wszechobecną silną legendą, jaką otaczana jest jego osoba.
Podobał mi się pomysł na fabułę, uwzględnienie elementów wysokiej technologii rzeczywistości wirtualnej, wybiegnięcie poza zwykłe metody podróżowania między systemami gwiezdnymi, jak skoki nadprzestrzenne. Autor nie wprowadził zadziwiających rozwiązań, nie rozpisywał się, jak co działa, koncentrował na głównej postaci, sporej metamorfozie, jaką musi przejść, czego musi się nauczyć, jak przedefiniować tożsamość, jak przekonać do siebie ludzi, jak stworzyć popierający go front dowódców poszczególnych jednostek gwiezdnych. Portret Johna przekonał mnie, wiele cech psychiki świetnie ze sobą korelowało, czyniąc ją atrakcyjną. Bynajmniej nie jest to postać supebohatera, poznajemy zarówno jego zalety, jak i wady, co sprawia, że staje się nam bliższy. Czy ktoś tak bardzo odmienny od reszty załogi, wypływający z dalekiej przeszłości, jest w stanie podnieść morale przyszłych pokoleń, stworzyć zgrany zespół, wyprowadzić Sojusz z pułapki, ocalić flotę od zagłady, a może nawet za jakiś czas przechylić szalę w kierunku zwycięstwa?
4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 381 stron, premiera 24.07.2020 (2006), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Teksy ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl








