Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRONIKI DIUNY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRONIKI DIUNY. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 stycznia 2025

DIUNA. RÓD HARKONNENÓW

BRIAN HERBERT, KEVIN J. ANDERSON

PRELUDIUM DO DIUNY tom 2

„Spójrz w głąb siebie, a zobaczysz wszechświat – zensunnicki aforyzm.

Drugi tom trylogii „Preludium do Diuny” zrobił na mnie jeszcze lepsze wrażenie niż pierwszy ("Diuna. Ród Atrydów"). Akcja, dziejąca się dwanaście lat później od zakończenia pierwszej odsłony, została mocniej nasycona dramatycznymi okolicznościami i wydarzeniami. Autorzy śmielej poczynali sobie z życiem bohaterów, wystawiali na cięższe próby, wikłali w bardziej pogmatwaną sieć kłamstw i spisków. Postaci nabrały pełniejszych i bardziej wiarygodnych cech, chociaż niektóre elementy przemian służyły najczęściej zgrabnym łączeniu wątków w powieści i powiązaniu z serią „Kroniki Diuny”. Spodobały mi się pierwiastki zaskoczenia w zwrotach akcji, barwne oddawanie wewnętrznych konfliktów i ekscytujące opisy bezpośrednich walk. Brian Herbert i Kevin J. Anderson swobodniej poczuli się w penetrowaniu intrygi świata Diuny. Sprawiali, że z przyjemnością wciągałam się w ich wizję melanżowej fantastyki i pasjonujące misje bohaterów.

Dwunastoletni Liet podążał ścieżką sławnego wśród Fremenów proroka, ale równocześnie stawał się wartościowym członkiem siczy. Marzenie o przebudzeniu Diuny, ekologicznej transformacji planety, trwało jako nadrzędny cel życia Pardota Kynesa. Do scenariusza zdarzeń włączyła się ciekawa postać Gurneya Hallecka. Nieco blasku stracił hrabia Hasimir Fenring i jego żona Margot. Doktor Suka, Wellington Yueh, zdawał się zmieniać bieg historii. Szaddam IC Corrino i Anirula pojawiali się w znaczących momentach, ale liczyłam na większy udział w fabule. Nie zawiodłam się na aktywnej i znaczącej obecności członków rodu Harkonnenów, w większości czarnych charakterów, reprezentujących kontrastowe w stosunku do innych podejście do rządzenia, walki i honoru. Z uwagą śledziłam postępy Duncana Idaho w szkoleniu na mistrza miecza. Miło było poznać jego przyjaciela Wiiha Ressera, mniej już Trina Kronosa. To, co działo się wokół Lety Atrydy podnosiło stawkę zainteresowania, ponieważ nie brakowało dramatycznych incydentów podgrzewających atmosferę lawirowania na krawędzi życia i śmierci. Emocjonująco rozwijał się wątek ruchu oporu na Ix i dalekosiężne konsekwencje bezprawnej okupacji planety przez Tleilax. Bene Gesserit konsekwentnie podążały planem eugenicznym stworzenia człowieka, mogącego być we wszystkich miejscach jednocześnie, łączącego w sobie nierozerwalną siłą pierwiastki męskie i żeńskie. Wiele postaci, wiele incydentów i wiele emocji.

Zapraszam po wrażenia z tomów serii „Kroniki Diuny” Franka Herberta, przybliżone na Bookendorfinie, "Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", „Kapitularz Diuną”. Zainteresujcie się również innym wymiarem tych przygód w postaci znakomicie opracowanych powieści graficznych („Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”). Proponuję czytelniczą wyprawę w „Rój Hellstroma”, powieść Franka Herberta liczącą pół wieku, a nadal magnetycznie wciągającą w swój świat.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 790 stron, premiera 22.10.2024 (2000), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 26 stycznia 2025

DIUNA. RÓD ATRYDÓW

BRIAN HERBERT, KEVIN J. ANDERSON

PRELUDIUM DO DIUNY tom 1

„Prawda to kameleon – aforyzm zensunnitów.”

Ogromną sympatią darzę uniwersum Diuny, chętnie wracam do jej świata, najbliższe są mi tomy napisane przez Franka Herberta, ale wykreowane przez jego syna Briana Herberta, wspólnie z Kevinem J. Andersonem, również sprawiają wiele radości. Pierwszy tom z serii „Preludium Diuny” charakteryzuje się mocnym dynamicznym tempem akcji, wiele się dzieje, wydarzenia przybierają różne odcienie intryg. 

Melanż, cenna przyprawa, do zdobycia jedynie na pustynnej, ponurej i niegościnnej Diunie, zamieszkanej przez Fremenów, starożytny wędrowny lud, wleczony jako niewolnicy z jednej planety na drugą, zagadkowe plemię z niezwykłymi zdolnościami adaptacyjnymi, oraz stwory nazywane czerwiami, rozbudza apetyty na bogactwo i władzę. Rozległe krajobrazy, ruchome piaski, majestatyczne wydmy, monstrualne praszczury, skrywają różnorodne sekrety. Planetarny gubernator Diuny, nazywanej przez Imperium Arrakis, dzierży monopol na wydobycie przyprawy, za której pośrednictwem podporządkowuje sobie świat, miliony zamieszkałych przez ludzi planet odwiedzanych w ramach podróży przez zagięcia przestrzeni. 

Vladimir Harkonnen i jego bratanek, prawowity następca, Glossu Rabban, słyną z podstępu, dezinformacji, maskowania, bezwzględności i okrucieństwa. W kontrze do rozległej i ciasnej siatki spisków, zdrad, kłamstw i nadużyć czarnych charakterów, śledzimy burzliwe losy Leto Atrydy, młodziutkiego władcy Kaladanu, a także jego przyjaciół, rodzeństwa Rhombur i Kailea Vernius, wywodzących się z Ix, planety maszyn i potęgi technologicznej. Wkręcamy się w ekologiczne wizje Pardota Kynesa, planetologa pragnącego ożywić Diunę. Podziwiamy wysoki poziom knowań, manipulacji i szpiegowania stosowanych przez Bene Gesserit, matek wielebnych, wpływających na politykę i społeczeństwa, konsekwentnie od stuleci realizujących eugeniczny program, którego efektem ma być nadistota zespalająca w swoim umyśle przestrzeń i czas. 

Ośmioletni Duncan Idaho imponuje sprytem, odwagą i determinacją. Znaczącą rolę odgrywają czarodzieje genetyki, mistrzowie chemii organicznej i mechaniki komórkowej – Bene Tleilax. Natomiast Gildia Kosmiczna ze zmutowanymi nawigatorami, KHOAM potężne konsorcjum handlowe i mentaci z wyjątkową umiejętnością skupiania umysłu, asasyni z doskonałą znajomością sztuki zabijania, barwnie urozmaicają opowieść. Książkę przyjemnie się czyta, zgrabny styl narracji, ciekawe pomysły na preludium do Diuny. Liczy się nasycenie akcją i jej zwrotami, zdecydowanie mniej materiału do przemyśleń jak w wydaniu powieści Franka Herberta, ale niezwykle trudno podrobić nadzwyczajną wyobraźnię kreatora "Kronik Diuny". Entuzjastycznie podchodzę do spotkania z kolejnymi tomami trylogii, po zbliżeniu na ród Atrydów, czas przyjrzeć się rodowi Harkonnenów, a następnie rodowi Corrinów zasiadających na Tronie Złotego Lwa.

Zapraszam po wrażenia z tomów serii „Kroniki Diuny” Franka Herberta - "Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", „Kapitularz Diuną”. Zainteresujcie się również innym wymiarem tych przygód w postaci znakomicie opracowanych powieści graficznych („Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”). Proponuję czytelniczą wyprawę w „Rój Hellstroma”, powieść Franka Herberta liczącą pół wieku a nadal magnetycznie wciągającą w swój świat.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 742 strony, premiera 21.09.2024 (1999), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 8 stycznia 2021

KAPITULARZ DIUNĄ

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 6

"Świadomość to spoglądanie w lecące przez wszechświat lustra, zbierające po drodze wciąż nowe obrazy, które bez końca się w nich odbijają. Nieskończone widziane jako skończone, podobieństwo świadomości niosące odczuwalne okruchy nieskończoności."

Fantastycznie zrelaksowałam się przy tytule, dostałam to, czego było mi potrzeba, przygodę z zaskakującym i przekornym przebiegiem zdarzeń, imponującą porcję materiału do refleksji i przemyśleń. Historia potwierdza, że bez względu na czasy, w jakich osadzamy głównych rozgrywających intrygę, zawsze dochodzi do walk i rywalizacji, uruchamiają się ukryte mroczne cele, szczytne idee ulegają wypaczeniu i zmianom. Światem rządzą prawa przemijania, kolejnych następstw, braku gwarancji cyklu, nieuchronnego pojawiania się nowych rzeczywistości. 

W szóstym tomie nie dokonujemy skoku w czasie, kontynuujemy podróż z piątego. Spiętrzenie zagrożeń wymusza niecodzienne strategie, pomimo osłabienia i przegranej pozycji sięganie po ostateczne kroki, rzucanie resztek dostępnych środków, już nie w walce o życie, a przetrwanie przekazów. Balansowanie na krawędzi skończoności, ściganie się z czasem, wsparte ciekawym zbliżeniem bohaterów, autor nie oszczędza ich w przypisywaniu losów, dzięki temu czyni powieść mocno angażującą. Z jednej strony powolne tempo snucia scenariusza zdarzeń, z drugiej nagły zwrot akcji wymuszający adaptację do nowych warunków. Zewnętrzne złowieszcze zagrożenie, dotąd nieznane, teraz dominuje w zachowaniach matron systematycznie podbijających przyczółki Bene Gesserit. A od tego zaledwie krok, aby dobrać się do tajnego schronienia, Kapitularza. 

Z dalekiej przeszłości wybrzmiewa duch Diuny, prawie zapomnianych arrakijskich bohaterów, słabe echa przeszłości, szczątkowe wzory ze starożytnej Ziemi, zdeformowane wspomnienia, nadają specyficznego kolorytu powieści. Jak się okazuje, odrodzenie i powrót do przeszłości, nie są możliwe w stopniu, w jakim oczekują inicjatorzy. Legendy i wierzenia obrastają warstwami pozornych prawd i słuszności, wrastają w materiał dowodów i faktów, nikt i nic nie jest w stanie dotrzeć do ich prawdziwego źródła. Czyż pisanie historii to głównie proces odwracania uwagi? 

Frank Herbert kolejny raz wciąga czytelnika w różnorodne rozważania, zabawę w przyczyny i skutki historii, filozoficzne wędrówki, polityczne odniesienia, ekologiczne aspekty. Skupia się na przeznaczeniu jednostek jedynie w wybranych fragmentach, bardziej skłania ku wejściu na punkt obserwacji wielu pokoleń i rwących nurtów ustalonych porządków. Każdy wątek rozwija ścieżkę frapujących spostrzeżeń. Otwarte zakończenie wywołuje żal, że nie dostaniemy już kontynuacji spisanej ręką oryginalnego pomysłodawcy cyklu. Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii, "Bóg Imperator Diuny", "Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Heretycy Diuny".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 622 strony, premiera 03.11.2020 (1985), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 21 listopada 2020

HERETYCY DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 5

"Najgroźniejszym potencjalnym konkurentem dla żywego organizmu mogą się okazać osobniki jego gatunku."

Frank Herbert wyśmienicie konstruuje piąty tom, trudno oderwać się od niezwykłej i barwnej atmosfery, tym bardziej, że kolejny raz zaskakuje specyficznym klimatem, znacznie różniącym się od poprzedników. Wprowadza powiew świeżości w paletę przekonujących postaci, a przy tym swobodnie sięga po elementy serii, które tak mocno zapadły w pamięć czytelnika. Ponadto, mistrzowsko rzuca w eter wątki, chociaż dopiero napoczęte już zapowiadają się fantastyczną bazą pod przyszłe intrygujące rozwinięcia. 

Kolejny wielki skok w czasie, piętnaście wieków znacząco zmienia dzieje wszechświata, wysuwa na pierwszy plan pozostających dotąd w cieniu, zakopuje w niepamięci wcześniej należących do pierwszej ligi graczy, ponadto przywołuje zewnętrzne siły pragnące zaistnieć w złożonej historii. Lubię stawiać mega kroki w poznawaniu przyszłości, dostrzegać naturalne wyciszanie ech tego, co kiedyś tak wyraziście brzmiało, a dziś jest jedynie wyblakłym wspomnieniem, wzmianką w starożytnych zapiskach, niezdefiniowaną myślą w pamięci pokoleń. Cykle zdarzeń, tak bardzo od siebie odległe w czasie, połączone jedynie delikatną nicią dziedzictwa, a jednak oscylujące wokół niezmiennych cech ludzkiej natury, obdarzonej wadami, skłonnej do konfliktów, narzucającej idee, podatnej na religijne wpływy, społeczne supremacje, biznesowe interesy, polityczne roszady. Wciąż głównym punktem w rozgrywkach są spiski, manipulacje i knowania. Zmieniają się jedynie podmioty stron, każdy z nich przekonany jest, że walczy w słusznej i uzasadnionej sprawie. 

Bene Gesserit kontra Bene Tleilax, ciekawie zestawione w niebezpiecznej grze o wysoką stawkę. Rozgrywanie przeciwników na poziomie walki o wpływy i władzę, a nawet o wadze przetrwania. Misternie ułożone strategiczne plany, konsekwentnie wdrażane, angażujące starannie wybrane jednostki i okoliczności. Supermoce baszara Milesa Tega, w którego żyłach płynie atrydowska krew, unikalne zdolności Sheanny do rozmowy z czerwiami, nietuzinkowa matka przełożona Taraza, oczywiście Duncan Idaho jako powielane spoiwo porządku następstw. I Diuna, obecnie Rakis, wracająca do pierwotnej postaci, dzikiej i pustynnej planety, z niezwykłymi mieszkańcami. Już bez wyłączności w pozyskiwaniu pożądanej przez wszystkich przyprawy. Nawet najbardziej wzniosłe i spektakularne ludzkie osiągnięcia blakną w obliczu nieuchronności upływu czasu. Nic nie jest pewne, bezpieczne i wypracowane raz na zawsze. Potężna moc napędzająca ewolucję nie dopuszcza do siebie ograniczeń. Odpowiada mi zagłębianie się w długi proces dojrzewania intryg, wyczekiwanie na dorastanie do misji postaci, przeskakiwanie między kilkoma nurtami narracji, napędzanie akcji różnorodnymi wydarzeniami, aby dopiero pod koniec przyspieszyć w poznawaniu kart losu planet, cywilizacji, idei i bohaterów. Prorocza siła zostanie unicestwiona? Jednego dnia melanż, drugiego gorzki pył? Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii, "Bóg Imperator Diuny", „Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 622 strony, premiera 14.10.2020 (1984), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 19 października 2020

BÓG IMPERATOR DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 4

"Wrogowie nas umacniają. Sprzymierzeńcy osłabiają."

Nie spodziewałam się, że w silnie filozoficznym i refleksyjnym klimacie utrzymana będzie powieść. Chwilę zajęło przestawienie się z mocno wyczekiwanego przeżywania czystych barwnych przygód na bardziej intelektualną rozrywkę. Kiedy tylko spostrzegłam, do jakiego świata trafiłam, wiedziona przyjazną narracją Franka Herberta, szerokim zakresem tematów do rozważań, chętnie wciągnęłam się w książkę. Tym bardziej, że autor skoncentrował się na czynniku ludzkim, jego naturze i kondycji, w ujęciu jednostki i cywilizacji, a wszystko przy zmiennej długiego czasu. Wkroczyłam w zagadnienia polityki pokoju, stagnacji rządów, kultu jednostki, absolutnej władzy. 

Leto Atryda II, przez większość określany Tyranem, z nikim nie dzieli się panowaniem nad galaktycznym imperium. Trzyma w ręku asa w postaci kontroli nad dystrybucją przyprawy zwanej melanżem. Dopóki jako jedyny ma dostęp do jej zapasów, nic i nikt nie może mu zaszkodzić w potencjalnej grze o wpływy. Od trzech i pół tysiąca lat stoi na szczycie złożonych układów, które nie podlegają żadnym zmianom, wkrada się zatem poczucie znużenia, monotonii i marazmu. Ale pod powierzchnią oficjalnego status quo kryje się sieć intryg, spisków i manipulacji. Odwieczni wrogowie tylko pozornie przyczajają się z ambicjami i aspiracjami. Wystarczy jedna zbuntowana iskra zapalna, by nadać biegowi historii przyspieszenia, a co dopiero, kiedy kilka z nich połączy się. We wszystko wplecione są macki religii, moc zaglądania za zasłonę czasu przewidywanej przyszłości, genetyczne transformacje, mechaniczne technologie. Czy długowieczny człowiek, przemieniony w czerwia pustyni, zdoła zapanować nad wszechogarniającą go samotnością, niezrozumieniem ze strony innych, oraz tym, co przyszykowało mu przeznaczenie?

Tom „Bóg Imperator Diuny” nie przypomina poprzedników serii („Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”), ale to wcale nie oznacza, że jest gorszy, czy mniej interesujący. Wręcz przeciwnie, kiedy na spokojnie się z nim zapoznajemy, odkrywamy, jak dużo oferuje czytelnikowi. Co prawda, inna klimatycznie przestrzeń, wielki skok w przyszłość, a jednak mocne osadzenie w realiach ludzkiej natury, której nawet po wielu wiekach nie jesteśmy w stanie się wyrzec. Sucha i jałowa planeta zamieniona w zieloną wypełnioną wodą oazę wcale nie pokrywa się z obrazem tego, o co z takim poświęceniem i determinacją walczyli Fremeni, odważny lud pełniący już tylko muzealną funkcję legendy, pamiętany jedynie przez garstkę amatorów dalekiej przeszłości. Kolejny przystanek w odwiecznym cyklu powstania, rozkwitu i upadku cywilizacji, jak wiele sekwencji wymazanych zostaje ze zbiorowej pamięci społecznej. Bardzo przekonują mnie do siebie takie dociekania.

4.5 - warto przeczytać
fantastyka, 532 strony, premiera 02.09.2020 (1981), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 31 lipca 2020

DIUNA

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 1

"Czym gardzisz? Po tym poznać, kim jesteś naprawdę."

I to jest fantastyka, która przekonuje mnie najbardziej, dla niej potrafię całkowicie zatracić się, nie liczyć upływających godzin, nie widzieć niczego z realnego życia, nie dać się za nic zawrócić z czytelniczej podróży. Podziwiam kreatywność autora, przesiąkam fascynującym klimatem powieści, odkrywam bogaty świat przedstawiony, podążam intrygującym tropem nieujarzmionego przeznaczenia, towarzyszę przekonującym bohaterom w licznych przygodach, odczuwam skrajne emocje, rozterki i przekonania. A wszystko czynię z ogromną intensywnością, gdyż styl narracji swobodnie prowadzi, sugestywnie podrażnia wyobraźnię, zajmująco opowiada, pasjonująco pozostawia niedopowiedzenia. Zachwycam się bogactwem opisów pięknie ujętych w słowa, uwzględniają istotne szczegóły, stosują szerokie odniesienia, wrzucają ślady teraźniejszości i urywki przyszłych misji. Cudownie i ekscytująco zapamiętuję się w niezwykłej opowieści.

Autor znakomicie reguluje napięciem, kiedy trzeba przyspieszy podnosząc u odbiorcy poziom adrenaliny, w innych momentach zwolni dla złapania oddechu na przemyślenia. Pozostawia w scenariuszu zdarzeń wiele tropów, które wcześniej czy później odkrywamy, nie zapomina przy tym o frapujących przesłaniach kierowanych do czytelników. Wkraczamy w obszar filozofii, religii, polityki, polityki, handlu, ekologii, kultury, społecznych uwarunkowań, eugeniki i cybernetyki. Gdzie człowiek, różne rasy, kontrastowe cechy, pradawne legendy, tam zadziwiające sojusze i śmiertelne pułapki. Wojna, wyzysk, rasizm, nienawiść, krzywda, odrzucenie, obojętność, przeplatają się nieustannie z pokojem, równością, tolerancją, miłością, zyskiem, posiadaniem, empatią. Wczoraj autorytet dziś pogarda, obecnie wróg jutro przyjaciel. Zmienne koleje losu naznaczone wyższymi siłami, a znajomość tego, co będzie, może zafałszować rzeczywistość.

Herbert stawia na wyrazistą kreację postaci i mini opowieści losów spawające zachowania i postawy. Każdy bohater wyróżnia się czymś szczególnym, wyjątkowym i osobliwym. Polubiłam Paula za to, że nie należy do osób łatwych do rozszyfrowania. Nosi w genach wielopokoleniowe tajemnice, przekracza granice psychicznej wytrzymałości, godnie reprezentuje narzuconą wolę funkcjonujących od prawieków mocy. Zaledwie trybik w wielowymiarowej cywilizacji, ale jakże znaczący z punktu widzenia realizacji przepowiedni, przeprowadzenia gwałtownych zmian i wyznaczenia nowych punktów na mapie Diuny. Diuny zwanej też Arrakis lub Pustynną Planetą, z Fremenami, odważnymi i walecznymi mieszkańcami, z dzikimi czerwiami pustyni, groźnymi samumami, cenną geriatryczną przyprawą melanż. Książka napisana w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym piątym roku. Klasyka rewelacyjnie się broni, każda z trzech części, fragment księgi, słowa pieśni, wypowiedziana myśl. Przystąpić do poznawania można w dowolnym wieku, są jednak dwa warunki do spełnienia - trzeba kochać przygody i pozwolić ponieść się wyobraźni. Wrażenia z "Mesjasza Diuny" (drugi tom) i "Dzieci Diuny" (trzeci tom) już na Bookendorfinie.

6/6 - rozkosz czytania
fantastyka, 780 stron, premiera 19.05.2020 (1965), tłumaczenie Marek Marszał
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 27 lipca 2020

DZIECI DIUNY

[PRZEDPREMIEROWO]

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 3

"Niektóre działania mają koniec, a nie mają początku;
niektóre zaczynają się, a nie kończą.
Wszystko zależy od tego, gdzie stoi obserwator."


Zdecydowanie w takim wydaniu uwielbiam diunowskiego Herberta, we wspaniałym stylu nawiązującego do pierwszego tomu serii ("Diuna"), i choć druga odsłona ("Mesjasz Diuny") też mnie wciągnęła, to jednak klimaty "Dzieci Diuny" podpinają się pod najbliższe mojemu czytelniczemu sercu. Proponują mnóstwo materiału do intelektualnej rozrywki, podsuwają trafne przemyślenia do rozważań, czynią aluzje do wrażliwych aspektów funkcjonowania każdej cywilizacji. A zatem pojawia się mnóstwo okazji przeniesień ze świata fantastyki do rzeczywistej współczesności. Spoglądamy na groźne następstwa fanatyzmu religijnego, skrajnego doktrynerstwa, odkształcania mesjanistycznego kultu jednostki, łączenia wiary z władzą, metafizycznego uzależnienia, odbić przeszłych świadomości, krytycznego stanu, w którym łamanie prawa staje się grzechem. Obserwujemy dotkliwe skutki zakłócenia środowiska naturalnego, sprowadzenia na jałową spaloną planetę żywych zielonych ekosystemów. W imię dobrych założeń, poprawienia jakości życia mieszkańców, umożliwienia znaczącego rozwoju, ale z mrocznym przeczuciem katastrofalnych transformacji wywołanych przez ingerencję człowieka. Zerkamy na biurokratyczne monstra krępujące ludzkie życie. Czyż to wszystko nie brzmi szalenie znajomo? Czyż nie odnosi się pośrednio do obecnych czasów?

Autor kreatywnie i intrygująco zabarwia fabułę, czyniąc ją wielopoziomową, nieprzewidywalną, a nawet przewrotną. Dynamizm licznych przygód przeplata się z ekspansywnością niepokojących wizji. Rozległa sieć intryg i spisków otacza Leto i Ganimę, dziewięcioletnie dzieci proroka Paula Atrydy, obdarzone przerażającą mocą, władające technikami prana i bindu. Wiele stron pragnie je wykorzystać do osiągnięcia partykularnych celów. Herbert raczy czytelnika szerokim spektrum ciekawych postaci, znanych już z poprzednich odsłon serii, ale też nowych, które wzbudzają sympatię, antypatię, lub sprzeczny odbiór. Bohaterowie toczą wewnętrzne walki, podlegają ostrym rozterkom, balansują na niebezpiecznej linii igrania z losem, nie są oszczędzani przez pisarza, zatem nie możemy być pewni ani postaw, ani wzajemnych relacji, ani przetrwania. Kaznodzieja, Jessica, Alia, Stilgar, Duncan, Farad'n, zapewniają wciągającą historię, ale nie tylko oni wypływają wartkim nurtem na scenę incydentów, perypetii i dylematów. Przyciągają wyraziści i przekonujący aktorzy dynamicznego układu, którego porządek może pozostawać w delikatnej równowadze tylko przez jakiś czas. Powieść fantastycznie pochłaniająca, zgrabna narracja, umiejętne wskazywanie różnorodnych kontekstów, płynne angażowanie w atrakcyjny świat. Niewątpliwie zakochuję się w takich historiach. Wyczekuję spotkania z czwartym tomem, liczę, że będzie równie ambitny. Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii ("Diuna", "Mesjasz Diuny").

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 572 strony, premiera 28.07.2020 (1976)
tłumaczenie Marek Marszał i Andrzej Jankowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

MESJASZ DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 2

"Wiarą można manipulować. Jedynie wiedza jest groźna."

Pierwszy tom „Diuna” zrobił na mnie kolosalne wrażenie, mocno się w niego zaangażowałam, rewelacyjnie pobudził wyobraźnię, zatem nic dziwnego, że otrzymał ode mnie maksymalną notę. Druga kronika nie ma już tak ogromnego rozmachu, zarówno od strony merytorycznej, jak i pięknych szczegółowych opisów, lecz wciąż wciąga jej świat, przyjemnie się w nim przebywa i poznaje przygody bohaterów.

W tej odsłonie serii Frank Herbert koncentruje się nie na zdobywaniu władzy, jak to miało miejsce poprzednio, a na jej utrzymaniu, co dla kluczowych postaci okazuje się znacznie trudniejszym i wymagającym wyzwaniem. Równolegle śledzimy dwie uzupełniające się połówki mesjańskiej przepowiedni, ze strony brata i siostry. Podążają oni tropem niepokojących i niejednoznacznych wizji, nowego ładu i posłannictwa. Jesteśmy dwanaście lat od spektakularnego pokonania przez Fremenów Harkonnenów, imperialnych sardaukarów, połączone siły wysokich rodów. Ogłoszony mesjaszem Paul wciąż jest sercem związany z Chani, zaś węzłem małżeńskim z księżniczką Irulaną. Dwór królewski wypełniają liczne animozje, intrygi i spiski, włączają się mistyczne siły, nieobca jest zdrada i manipulacja. Zarówno Paul, jak i jego siostra Alia, która zasiada na tronie religijnym, doświadczają nieuniknionej konfrontacji i bolesnej straty. A w dalekim tle następuje ekologiczna transformacja Diuny, planety jednej uprawy, świętej przyprawy, pożądanej waluty.

Autor płynnie prowadzi po stronach powieści, umiejętnie stopniuje napięcie, zgrabnie wplata wiele niepewności, mistrzowsko odmalowuje portrety bohaterów, barwnie oddaje rządzące nimi skrajne emocje. Dość żwawe rytmy akcji sprzyjają niecierpliwemu śledzeniu losów ulubionych postaci, poznawaniu strategii wrogów, obserwacji niepokojących następstw wylewającego się w kosmos dżihabu. W tej odsłonie serii Herbert nie uwzględnia pustynnych krajobrazów w scenerii przygód bohaterów, szkoda, bo bardzo uwiodły mnie w pierwszym tomie. Zmiana otoczenia z jednej strony dobrze zrobiła dla urozmaicenia klimatu serii, z drugiej zawęziła przestrzeń, co mnie akurat mniej odpowiadało. Podsumowując, książkę pochłania się z zainteresowaniem, pozwala przeniknąć do nietuzinkowego świata, doświadczyć intrygującej transformacji mało przyjaznej do życia planety, cieszy również tematyczna rozpiętość zajmujących refleksji sprawnie przemyconych do fabuły. Zerknij na wrażenia ze spotkania z pierwszym tomem ("Diuna") i trzecim ("Dzieci Diuny").

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 300 stron, premiera 30.06.2020 (1969), tłumaczenie Marek Marszał
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.