Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Herbert. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2024

PROROK

FRANK HERBERT

DIUNA księga 3

„Nieznane przynosi własne troski.”

"Kroniki Diuny" to mój ulubiony cykl, kwintesencja wysokiej lotów fantastyki, rozrywka, do której powracałam wielokrotnie, za każdym razem odnajdując coś szczególnego. Dlatego chętnie sięgnęłam po inny wymiar tej przygody w postaci powieści graficznych (kolejno tomy: „Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”). Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Fantastycznie udało się wiernie przełożyć esencję "Diuny" do otoczki oplatającej oprawę graficzną, wyciągnąć najbardziej istotne szczegóły i przesłania, sprawić, by ożyły w nowym świetle. Co wcale nie było łatwym wyzwaniem. Duch pierwowzoru na wskroś przenikał publikację, a to dla miłośnika pełnej wersji historii jak najbardziej pożądany efekt. Klasyka fantastyki, teraz w wydaniu powieści graficznej, rewelacyjnie broniła się przed upływem czasu. Z pewnością czytelnicy, którzy dopiero za sprawą ekranizacji lub powieści graficznej zetknęli się z „Diuną” nabrali chęci do poznania jej pierwowzoru. Wrażenia z poznania cyklu „Kroniki Diuny” również przedstawiłam na Bookendorfinie („Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”, „Bóg Imperator Diuny”, „Heretycy Diuny”, „Kapitularz Diuną”), zerknij.

Osoby, które jeszcze nie miały styczności z pełnowymiarowymi powieściowymi przygodami czytelniczymi, początkowo mogły czuć się oszołomione ilością nazw i detali w graficznych diunowskich księgach, jednak szybko wnikały w historie przedstawiane graficznie, gdyż atmosfera płynnie prowadziła po kolejnych fragmentach kluczowych miejsc, zdarzeń i postaci. W "Proroku" uaktywniała się niezwykła wola i determinacja jednostek i fremeńskiego ludu. Przed Paulem Atrydą otwierały się mistyczne bramy. Jego matka, lady Jessiki, wielebna, ucząca Fremenów magicznych sposobów walki, trwała na wyznaczonej przez los posterunku. Także siostra Paula, młodziutka Alia, obdarzona niezwykłymi zdolnościami, przemieniona w łonie matki podczas ceremonii wody życia, aktywnie włączyła się w fabułę. Nie zabrakło wyśmienicie przedstawionych czarnych charakterów, barona Vladimira Harkonnena i jego siostrzeńców, oraz Imperatora i jego wojowników wychowanych w kolonii karnej. Pozostałe postaci z powieści barwnie naznaczyły swoją obecność na ilustracjach. Sytuacje dojrzewały do ostatecznych bitw i walk, dziedzictwo proroctwa wypełniało się stojąc przeciwko zachłanności władzy. W tle wiernie zachowany pustynny charakter Arrakis, planety wypełnionej niewyobrażalnie bogatymi złożami melanżu, planety, o którą walczy świat, oświetlonej dwoma księżycami, szarpanej ogromnej mocy huraganami, z ukrytym w piaskach życiem gigantycznych czerwi.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, powieść graficzna, 194 stron, premiera 30.07.2024
adaptacja Brian Herbert i Kevin J. Anderson, tłumaczenie Marek Marszał i Sławomir Folkman ilustracje Raúl Allén, Patricia Martín i Jesus R.Pastrana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

wtorek, 20 grudnia 2022

MUAD’DIB

FRANK HERBERT

DIUNA księga 2

„Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.”

Jak już wspominałam, "Kroniki Diuny" to mój ulubiony cykl, kwintesencja wysokiej lotów fantastyki, rozrywka, do której powracam wielokrotnie, i za każdym razem odnajduję coś szczególnego. Dlatego chętnie sięgnęłam po inny wymiar tej przygody, powieść graficzną. Wrażenia po pierwszym tomie ("Diuna") jak najbardziej pozytywne, podobne spostrzeżenia powstały po poznaniu drugiego ("Muad'Dib"). Fantastycznie udało się przełożyć esencję "Diuny" do otoczki oplatającej oprawę graficzną, wyciągnąć najbardziej istotne szczegóły i przesłania, sprawić, by ożyły w nowym świetle. Duch oryginału na wskroś przenikał publikację, a to dla miłośnika pełnej wersji historii jak najbardziej pożądany efekt.

Osoby, które jeszcze nie czytały pierwowzoru, początkowo mogą czuć się oszołomione ilością nazw i detali w graficznych diunowskich księgach, jednak szybko wnikną w opowieść, gdyż atmosfera płynnie prowadziła po kolejnych fragmentach. Wiernie zachowano szczególny pustynny charakter Arrakis, planety wypełnionej niewyobrażalnie bogatymi złożami melanżu, o którą walczył świat, oświetlonej dwoma księżycami, szarpanej ogromnej mocy huraganami, z ukrytym w piaskach życiem gigantycznych czerwi. A w tym uaktywniała się niezwykła wola i determinacja jednostek, piętnastoletniego Paula Atrydy i i jego matki, lady Jessiki.

Ilustracje znakomicie przedstawiały opis i perspektywę podróży po bezkresnym pozornie martwym świecie. Również klimat relacji między postaciami, wyjątkowa tajemniczość i ambicje fremeńskich plemion, rodząca się misja wynikająca z doniosłych przepowiedni, przerażających wizji i zagadkowego korzystania z głosu, legenda objawiającego się wodza i mesjasza, zostały starannie oddane. Również fragmenty poświęcone baronowym mistyfikacjom i knowaniom potwierdziły znakomite osadzenie w klimacie przemocy i bezwzględności. Bardzo cieszyło, że migawki z mojej wyobraźni podczas czytania pełnych powieści pokrywały się w szkicach bohaterów, scen i miejsc. Rysy twarzy postaci dość surowe i pełne ekspresji, co zaskakująco przekonywało. Atrakcyjnie oddano bezpośrednie walki i podróże ornitopterem.

Klasyka w wydaniu powieści graficznej rewelacyjnie broniła się przed upływem czasu. "Diuna" powstała pięćdziesiąt sześć lat temu i wciąż zachwycała uniwersalnością. Frapująco wchodziłam w samą przygodę, walkę o władzę i przetrwanie, spiski i zdrady, sojusze i miłości. Zagłębiałam się w polityczne, religijne aspekty i ekologiczne przesłanki. Wielowymiarowość powieści urzekała, byłam pod wrażeniem, że i w komiksowej wersji. „Muad’dib” poznawać można w dowolnym wieku, są jednak dwa warunki do spełnienia - trzeba kochać przygody i pozwolić ponieść się wyobraźni. Niecierpliwie wyczekuję trzeciej księgi zapowiadanej na dwa tysiące dwudziesty czwarty rok.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, powieść graficzna, 176 stron, premiera 04.10.2022 (2020)
adaptacja Brian Herbert i Kevin J. Anderson, tłumaczenie Marek Marszał i Sławomir Folkman ilustracje Raúl Allén, Patricia Martín i Jesus R.Pastrana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 14 czerwca 2021

DIUNA

FRANK HERBERT

DIUNA księga 1

"Jakich brakuje nam zmysłów, że nie widzimy i nie słyszymy innego świata, który nas otacza?"

"Kroniki Diuny" to mój ulubiony cykl, kwintesencja wysokiej lotów fantastyki, rozrywka, do której powracam wielokrotnie, za każdym razem odnajduję coś szczególnego. Dlatego chętnie sięgnęłam po inny wymiar tej przygody, powieść graficzną. Wrażenia jak najbardziej pozytywne, fantastycznie udało się wiernie przełożyć esencję "Diuny" do otoczki oplatającej oprawę graficzną, wyciągnąć najbardziej istotne szczegóły i przesłania, sprawić, by ożyły w nowym świetle. Duch pierwowzoru na wskroś przenika publikację, a to dla miłośnika pełnej wersji historii jak najbardziej pożądany efekt.

Osoby, które jeszcze nie czytały pierwowzoru mogą początkowo czuć się oszołomione ilością nazw i detali, jednak szybko wnikną w opowieść. Atmosfera płynnie prowadziła po kolejnych fragmentach. Odpowiadało mi zachowanie szczególnego pustynnego charakteru Arrakis, planety wypełnionej niewyobrażalnie bogatymi złożami melanżu, o którą walczy świat, oświetlonej dwoma księżycami, szarpanej ogromnej mocy huraganami, z ukrytym w piaskach życiem gigantycznych czerwi. Ilustracje znakomicie przedstawiły jej obraz, ale i perspektywę podróży po bezkresnej galaktyce. Również klimat relacji między postaciami, tajemniczość fremeńskich plemion, rodząca się misja wynikająca z przepowiedni, legenda objawiającego się wodza, zostały starannie oddane. Bardzo cieszyło, że migawki z mojej wyobraźni pokrywały się w szkicach bohaterów, scen i miejsc. Rysy twarzy postaci dość surowe i pełne ekspresji, co zaskakująco mnie przekonywało.

Klasyka w wydaniu powieści graficznej rewelacyjnie broni się przed upływem czasu. "Diuna" powstała pięćdziesiąt sześć lat temu, a wciąż zachwyca uniwersalnością. Frapująco wchodziłam w samą przygodę, walkę o władzę i przetrwanie, spiski i zdrady, sojusze i miłości. Zagłębiałam się w polityczne, religijne aspekty i ekologiczne przesłanki. Wielowymiarowość powieści urzekała, byłam pod wrażeniem, że i w komiksowej wersji. Poznawać ją można w dowolnym wieku, są jednak dwa warunki do spełnienia - trzeba kochać przygody i pozwolić ponieść się wyobraźni. Niecierpliwie wyczekiwać będę drugiej i trzeciej księgi. Zerknijcie na wrażenia po spotkaniu z pełnowymiarowym cyklem "Kronik Diuny" ("Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", "Kapitularz Diuną"), oraz z "Rojem Hellstrona" wydanym w ramach serii "Wehikuł czasu".

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, powieść graficzna, 176 stron, premiera 01.06.2021 (2020)
adaptacja Brian Herbert i Kevin J. Anderson
tłumaczenie Marek Marszał i Andrzej Jankowski, ilustracje Raúl Allén i Patricia Martín
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis. 


poniedziałek, 31 maja 2021

RÓJ HELLSTROMA

FRANK HERBERT

"Spośród miliardów stworzeń żyjących na Ziemi tylko człowiek zastanawia się nad swoim istnieniem... jest on niezdolny do pogodzenia się z tym, że jedynym celem życia jest samo życie."

Powieść nie zestarzała się, liczy pół wieku i nadal magnetycznie wciąga w swój świat. Małe drobinki kurzu, osadzające się na fabule, odbijają echa ówczesnej sytuacji politycznej, ale również zawierają odniesienia do współczesnych konfliktów, w które ludzkość wikła się, nie patrzy na historię, nie wyciąga wniosków, nieustannie dąży do samozagłady. 

Frank Herbert, zainspirowany oscarowym filmem "Kronika Hellstroma", zbiera w zgrabnie układającej się powieści, gigantyczny materiał do refleksji. Można podejść do historii z wielu ujęć filozoficznych, skoncentrować się na wybranych zagadnieniach, lub podążać tropem sensacji z dreszczykiem. Od czytelnika zależy jak mocno i w jakich sferach zaangażuje się, czego w danym momencie potrzebuje, co sprawia największą przyjemność. Wysoko cenię książki, które satysfakcjonują podczas pierwszego czytania i jednocześnie otwierają drzwi do intelektualnej rozrywki przy powtórnych spotkaniach. Wolność jednostki a dobro grupy, prawo do samostanowienia a podporządkowanie systemowi, udział w decyzjach wspólnoty a odgrywanie roli zwykłego robotnika, naturalny pomysł na cywilizację a utopijne naśladownictwo innego gatunku.

Gdzieś na północno-wschodnim Oregonie, w tysiąc osiemset siedemdziesiątym szóstym roku, rozpoczyna się ambitny projekt budowy tajnego Ula, podziemnego miasta wykorzystującego labirynt naturalnych jaskiń. Po kilkunastu dekadach miejsce kipi życiem i przyciąga uwagę tajemniczej Agencji. Doktor Nils Hellstrom, ekolog, entomolog, producent dokumentalnych filmów o owadach, zarządza Ulem i bezwzględnie chroni go przed okiem ludzi z Zewnątrz. Nic nie może zaszkodzić funkcjonowaniu wspólnocie opartej na wzorcach typowych dla rojów owadów. Również zagrożenie z wewnątrz. Jednak świadomość wzajemnej identyczności osiąga punkt kulminacyjny, część członków wspólnoty wyczuwa, że przyszedł czas na rozłam, wyjście z Ula i założenie nowej rodziny roju gatunku ludzkiego. Zamknięta przestrzeń przepełnia mieszanka buzujących hormonów, niewiele potrzeba, aby wybuchły instynkty i czyny, nad którymi trudno zapanować.

Scenariusz zdarzeń poznajemy od strony Nilsa Hellstroma i członków Agencji przeprowadzającej szpiegowską akcję na temat Ula, od subtelnej obserwacji, przez jawne działania, do nieuniknionej konfrontacji. Obie strony nie przebierają w środkach, powołują się na nadrzędne racje, wskazują na wyższość ich celów strategicznych. Przechwytujemy kontrastowe wartości i uzasadnienia, naprzemiennie zagłębiamy się w hermetyczny świat i zewnętrzne niebezpieczeństwo. Narracja przyjaźnie prowadzi po stronach powieści, tempo dynamizuje się w miarę przerzucanych kartek, intryga zagęszcza, a zakończenie w pełni satysfakcjonuje. Rozdziały poprzedzają wyrywki z pamiętników historii Ula, mądrości z podręcznika założycielki, fragmenty notatek Hellstroma, części dokumentów Agencji, przytoczenia materiałów prasowych. Tworzą szczególny klimat, podkreślają eksperymentalne podejście do osobliwego wariantu walki o przetrwanie ludzkości, wzmacniają wrażenie obecności w społeczności podlegającej własnym prawom ewolucji.

Inne tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki science fiction, przybliżone na Bookendorfinie to: "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Koniec dzieciństwa", "Hiob. Komedia sprawiedliwości". Zapraszam też po wrażenia o cyklu "Kroniki Diuny" ("Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", "Kapitularz Diuną").

5/6 - koniecznie przeczytaj
science fiction, klasyka, 400 stron, premiera 27.04.2021 (1972), tłumaczenie Andrzej Jankowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 8 stycznia 2021

KAPITULARZ DIUNĄ

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 6

"Świadomość to spoglądanie w lecące przez wszechświat lustra, zbierające po drodze wciąż nowe obrazy, które bez końca się w nich odbijają. Nieskończone widziane jako skończone, podobieństwo świadomości niosące odczuwalne okruchy nieskończoności."

Fantastycznie zrelaksowałam się przy tytule, dostałam to, czego było mi potrzeba, przygodę z zaskakującym i przekornym przebiegiem zdarzeń, imponującą porcję materiału do refleksji i przemyśleń. Historia potwierdza, że bez względu na czasy, w jakich osadzamy głównych rozgrywających intrygę, zawsze dochodzi do walk i rywalizacji, uruchamiają się ukryte mroczne cele, szczytne idee ulegają wypaczeniu i zmianom. Światem rządzą prawa przemijania, kolejnych następstw, braku gwarancji cyklu, nieuchronnego pojawiania się nowych rzeczywistości. 

W szóstym tomie nie dokonujemy skoku w czasie, kontynuujemy podróż z piątego. Spiętrzenie zagrożeń wymusza niecodzienne strategie, pomimo osłabienia i przegranej pozycji sięganie po ostateczne kroki, rzucanie resztek dostępnych środków, już nie w walce o życie, a przetrwanie przekazów. Balansowanie na krawędzi skończoności, ściganie się z czasem, wsparte ciekawym zbliżeniem bohaterów, autor nie oszczędza ich w przypisywaniu losów, dzięki temu czyni powieść mocno angażującą. Z jednej strony powolne tempo snucia scenariusza zdarzeń, z drugiej nagły zwrot akcji wymuszający adaptację do nowych warunków. Zewnętrzne złowieszcze zagrożenie, dotąd nieznane, teraz dominuje w zachowaniach matron systematycznie podbijających przyczółki Bene Gesserit. A od tego zaledwie krok, aby dobrać się do tajnego schronienia, Kapitularza. 

Z dalekiej przeszłości wybrzmiewa duch Diuny, prawie zapomnianych arrakijskich bohaterów, słabe echa przeszłości, szczątkowe wzory ze starożytnej Ziemi, zdeformowane wspomnienia, nadają specyficznego kolorytu powieści. Jak się okazuje, odrodzenie i powrót do przeszłości, nie są możliwe w stopniu, w jakim oczekują inicjatorzy. Legendy i wierzenia obrastają warstwami pozornych prawd i słuszności, wrastają w materiał dowodów i faktów, nikt i nic nie jest w stanie dotrzeć do ich prawdziwego źródła. Czyż pisanie historii to głównie proces odwracania uwagi? 

Frank Herbert kolejny raz wciąga czytelnika w różnorodne rozważania, zabawę w przyczyny i skutki historii, filozoficzne wędrówki, polityczne odniesienia, ekologiczne aspekty. Skupia się na przeznaczeniu jednostek jedynie w wybranych fragmentach, bardziej skłania ku wejściu na punkt obserwacji wielu pokoleń i rwących nurtów ustalonych porządków. Każdy wątek rozwija ścieżkę frapujących spostrzeżeń. Otwarte zakończenie wywołuje żal, że nie dostaniemy już kontynuacji spisanej ręką oryginalnego pomysłodawcy cyklu. Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii, "Bóg Imperator Diuny", "Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Heretycy Diuny".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 622 strony, premiera 03.11.2020 (1985), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 21 listopada 2020

HERETYCY DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 5

"Najgroźniejszym potencjalnym konkurentem dla żywego organizmu mogą się okazać osobniki jego gatunku."

Frank Herbert wyśmienicie konstruuje piąty tom, trudno oderwać się od niezwykłej i barwnej atmosfery, tym bardziej, że kolejny raz zaskakuje specyficznym klimatem, znacznie różniącym się od poprzedników. Wprowadza powiew świeżości w paletę przekonujących postaci, a przy tym swobodnie sięga po elementy serii, które tak mocno zapadły w pamięć czytelnika. Ponadto, mistrzowsko rzuca w eter wątki, chociaż dopiero napoczęte już zapowiadają się fantastyczną bazą pod przyszłe intrygujące rozwinięcia. 

Kolejny wielki skok w czasie, piętnaście wieków znacząco zmienia dzieje wszechświata, wysuwa na pierwszy plan pozostających dotąd w cieniu, zakopuje w niepamięci wcześniej należących do pierwszej ligi graczy, ponadto przywołuje zewnętrzne siły pragnące zaistnieć w złożonej historii. Lubię stawiać mega kroki w poznawaniu przyszłości, dostrzegać naturalne wyciszanie ech tego, co kiedyś tak wyraziście brzmiało, a dziś jest jedynie wyblakłym wspomnieniem, wzmianką w starożytnych zapiskach, niezdefiniowaną myślą w pamięci pokoleń. Cykle zdarzeń, tak bardzo od siebie odległe w czasie, połączone jedynie delikatną nicią dziedzictwa, a jednak oscylujące wokół niezmiennych cech ludzkiej natury, obdarzonej wadami, skłonnej do konfliktów, narzucającej idee, podatnej na religijne wpływy, społeczne supremacje, biznesowe interesy, polityczne roszady. Wciąż głównym punktem w rozgrywkach są spiski, manipulacje i knowania. Zmieniają się jedynie podmioty stron, każdy z nich przekonany jest, że walczy w słusznej i uzasadnionej sprawie. 

Bene Gesserit kontra Bene Tleilax, ciekawie zestawione w niebezpiecznej grze o wysoką stawkę. Rozgrywanie przeciwników na poziomie walki o wpływy i władzę, a nawet o wadze przetrwania. Misternie ułożone strategiczne plany, konsekwentnie wdrażane, angażujące starannie wybrane jednostki i okoliczności. Supermoce baszara Milesa Tega, w którego żyłach płynie atrydowska krew, unikalne zdolności Sheanny do rozmowy z czerwiami, nietuzinkowa matka przełożona Taraza, oczywiście Duncan Idaho jako powielane spoiwo porządku następstw. I Diuna, obecnie Rakis, wracająca do pierwotnej postaci, dzikiej i pustynnej planety, z niezwykłymi mieszkańcami. Już bez wyłączności w pozyskiwaniu pożądanej przez wszystkich przyprawy. Nawet najbardziej wzniosłe i spektakularne ludzkie osiągnięcia blakną w obliczu nieuchronności upływu czasu. Nic nie jest pewne, bezpieczne i wypracowane raz na zawsze. Potężna moc napędzająca ewolucję nie dopuszcza do siebie ograniczeń. Odpowiada mi zagłębianie się w długi proces dojrzewania intryg, wyczekiwanie na dorastanie do misji postaci, przeskakiwanie między kilkoma nurtami narracji, napędzanie akcji różnorodnymi wydarzeniami, aby dopiero pod koniec przyspieszyć w poznawaniu kart losu planet, cywilizacji, idei i bohaterów. Prorocza siła zostanie unicestwiona? Jednego dnia melanż, drugiego gorzki pył? Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii, "Bóg Imperator Diuny", „Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 622 strony, premiera 14.10.2020 (1984), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 19 października 2020

BÓG IMPERATOR DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 4

"Wrogowie nas umacniają. Sprzymierzeńcy osłabiają."

Nie spodziewałam się, że w silnie filozoficznym i refleksyjnym klimacie utrzymana będzie powieść. Chwilę zajęło przestawienie się z mocno wyczekiwanego przeżywania czystych barwnych przygód na bardziej intelektualną rozrywkę. Kiedy tylko spostrzegłam, do jakiego świata trafiłam, wiedziona przyjazną narracją Franka Herberta, szerokim zakresem tematów do rozważań, chętnie wciągnęłam się w książkę. Tym bardziej, że autor skoncentrował się na czynniku ludzkim, jego naturze i kondycji, w ujęciu jednostki i cywilizacji, a wszystko przy zmiennej długiego czasu. Wkroczyłam w zagadnienia polityki pokoju, stagnacji rządów, kultu jednostki, absolutnej władzy. 

Leto Atryda II, przez większość określany Tyranem, z nikim nie dzieli się panowaniem nad galaktycznym imperium. Trzyma w ręku asa w postaci kontroli nad dystrybucją przyprawy zwanej melanżem. Dopóki jako jedyny ma dostęp do jej zapasów, nic i nikt nie może mu zaszkodzić w potencjalnej grze o wpływy. Od trzech i pół tysiąca lat stoi na szczycie złożonych układów, które nie podlegają żadnym zmianom, wkrada się zatem poczucie znużenia, monotonii i marazmu. Ale pod powierzchnią oficjalnego status quo kryje się sieć intryg, spisków i manipulacji. Odwieczni wrogowie tylko pozornie przyczajają się z ambicjami i aspiracjami. Wystarczy jedna zbuntowana iskra zapalna, by nadać biegowi historii przyspieszenia, a co dopiero, kiedy kilka z nich połączy się. We wszystko wplecione są macki religii, moc zaglądania za zasłonę czasu przewidywanej przyszłości, genetyczne transformacje, mechaniczne technologie. Czy długowieczny człowiek, przemieniony w czerwia pustyni, zdoła zapanować nad wszechogarniającą go samotnością, niezrozumieniem ze strony innych, oraz tym, co przyszykowało mu przeznaczenie?

Tom „Bóg Imperator Diuny” nie przypomina poprzedników serii („Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”), ale to wcale nie oznacza, że jest gorszy, czy mniej interesujący. Wręcz przeciwnie, kiedy na spokojnie się z nim zapoznajemy, odkrywamy, jak dużo oferuje czytelnikowi. Co prawda, inna klimatycznie przestrzeń, wielki skok w przyszłość, a jednak mocne osadzenie w realiach ludzkiej natury, której nawet po wielu wiekach nie jesteśmy w stanie się wyrzec. Sucha i jałowa planeta zamieniona w zieloną wypełnioną wodą oazę wcale nie pokrywa się z obrazem tego, o co z takim poświęceniem i determinacją walczyli Fremeni, odważny lud pełniący już tylko muzealną funkcję legendy, pamiętany jedynie przez garstkę amatorów dalekiej przeszłości. Kolejny przystanek w odwiecznym cyklu powstania, rozkwitu i upadku cywilizacji, jak wiele sekwencji wymazanych zostaje ze zbiorowej pamięci społecznej. Bardzo przekonują mnie do siebie takie dociekania.

4.5 - warto przeczytać
fantastyka, 532 strony, premiera 02.09.2020 (1981), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 31 lipca 2020

DIUNA

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 1

"Czym gardzisz? Po tym poznać, kim jesteś naprawdę."

I to jest fantastyka, która przekonuje mnie najbardziej, dla niej potrafię całkowicie zatracić się, nie liczyć upływających godzin, nie widzieć niczego z realnego życia, nie dać się za nic zawrócić z czytelniczej podróży. Podziwiam kreatywność autora, przesiąkam fascynującym klimatem powieści, odkrywam bogaty świat przedstawiony, podążam intrygującym tropem nieujarzmionego przeznaczenia, towarzyszę przekonującym bohaterom w licznych przygodach, odczuwam skrajne emocje, rozterki i przekonania. A wszystko czynię z ogromną intensywnością, gdyż styl narracji swobodnie prowadzi, sugestywnie podrażnia wyobraźnię, zajmująco opowiada, pasjonująco pozostawia niedopowiedzenia. Zachwycam się bogactwem opisów pięknie ujętych w słowa, uwzględniają istotne szczegóły, stosują szerokie odniesienia, wrzucają ślady teraźniejszości i urywki przyszłych misji. Cudownie i ekscytująco zapamiętuję się w niezwykłej opowieści.

Autor znakomicie reguluje napięciem, kiedy trzeba przyspieszy podnosząc u odbiorcy poziom adrenaliny, w innych momentach zwolni dla złapania oddechu na przemyślenia. Pozostawia w scenariuszu zdarzeń wiele tropów, które wcześniej czy później odkrywamy, nie zapomina przy tym o frapujących przesłaniach kierowanych do czytelników. Wkraczamy w obszar filozofii, religii, polityki, polityki, handlu, ekologii, kultury, społecznych uwarunkowań, eugeniki i cybernetyki. Gdzie człowiek, różne rasy, kontrastowe cechy, pradawne legendy, tam zadziwiające sojusze i śmiertelne pułapki. Wojna, wyzysk, rasizm, nienawiść, krzywda, odrzucenie, obojętność, przeplatają się nieustannie z pokojem, równością, tolerancją, miłością, zyskiem, posiadaniem, empatią. Wczoraj autorytet dziś pogarda, obecnie wróg jutro przyjaciel. Zmienne koleje losu naznaczone wyższymi siłami, a znajomość tego, co będzie, może zafałszować rzeczywistość.

Herbert stawia na wyrazistą kreację postaci i mini opowieści losów spawające zachowania i postawy. Każdy bohater wyróżnia się czymś szczególnym, wyjątkowym i osobliwym. Polubiłam Paula za to, że nie należy do osób łatwych do rozszyfrowania. Nosi w genach wielopokoleniowe tajemnice, przekracza granice psychicznej wytrzymałości, godnie reprezentuje narzuconą wolę funkcjonujących od prawieków mocy. Zaledwie trybik w wielowymiarowej cywilizacji, ale jakże znaczący z punktu widzenia realizacji przepowiedni, przeprowadzenia gwałtownych zmian i wyznaczenia nowych punktów na mapie Diuny. Diuny zwanej też Arrakis lub Pustynną Planetą, z Fremenami, odważnymi i walecznymi mieszkańcami, z dzikimi czerwiami pustyni, groźnymi samumami, cenną geriatryczną przyprawą melanż. Książka napisana w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym piątym roku. Klasyka rewelacyjnie się broni, każda z trzech części, fragment księgi, słowa pieśni, wypowiedziana myśl. Przystąpić do poznawania można w dowolnym wieku, są jednak dwa warunki do spełnienia - trzeba kochać przygody i pozwolić ponieść się wyobraźni. Wrażenia z "Mesjasza Diuny" (drugi tom) i "Dzieci Diuny" (trzeci tom) już na Bookendorfinie.

6/6 - rozkosz czytania
fantastyka, 780 stron, premiera 19.05.2020 (1965), tłumaczenie Marek Marszał
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 27 lipca 2020

DZIECI DIUNY

[PRZEDPREMIEROWO]

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 3

"Niektóre działania mają koniec, a nie mają początku;
niektóre zaczynają się, a nie kończą.
Wszystko zależy od tego, gdzie stoi obserwator."


Zdecydowanie w takim wydaniu uwielbiam diunowskiego Herberta, we wspaniałym stylu nawiązującego do pierwszego tomu serii ("Diuna"), i choć druga odsłona ("Mesjasz Diuny") też mnie wciągnęła, to jednak klimaty "Dzieci Diuny" podpinają się pod najbliższe mojemu czytelniczemu sercu. Proponują mnóstwo materiału do intelektualnej rozrywki, podsuwają trafne przemyślenia do rozważań, czynią aluzje do wrażliwych aspektów funkcjonowania każdej cywilizacji. A zatem pojawia się mnóstwo okazji przeniesień ze świata fantastyki do rzeczywistej współczesności. Spoglądamy na groźne następstwa fanatyzmu religijnego, skrajnego doktrynerstwa, odkształcania mesjanistycznego kultu jednostki, łączenia wiary z władzą, metafizycznego uzależnienia, odbić przeszłych świadomości, krytycznego stanu, w którym łamanie prawa staje się grzechem. Obserwujemy dotkliwe skutki zakłócenia środowiska naturalnego, sprowadzenia na jałową spaloną planetę żywych zielonych ekosystemów. W imię dobrych założeń, poprawienia jakości życia mieszkańców, umożliwienia znaczącego rozwoju, ale z mrocznym przeczuciem katastrofalnych transformacji wywołanych przez ingerencję człowieka. Zerkamy na biurokratyczne monstra krępujące ludzkie życie. Czyż to wszystko nie brzmi szalenie znajomo? Czyż nie odnosi się pośrednio do obecnych czasów?

Autor kreatywnie i intrygująco zabarwia fabułę, czyniąc ją wielopoziomową, nieprzewidywalną, a nawet przewrotną. Dynamizm licznych przygód przeplata się z ekspansywnością niepokojących wizji. Rozległa sieć intryg i spisków otacza Leto i Ganimę, dziewięcioletnie dzieci proroka Paula Atrydy, obdarzone przerażającą mocą, władające technikami prana i bindu. Wiele stron pragnie je wykorzystać do osiągnięcia partykularnych celów. Herbert raczy czytelnika szerokim spektrum ciekawych postaci, znanych już z poprzednich odsłon serii, ale też nowych, które wzbudzają sympatię, antypatię, lub sprzeczny odbiór. Bohaterowie toczą wewnętrzne walki, podlegają ostrym rozterkom, balansują na niebezpiecznej linii igrania z losem, nie są oszczędzani przez pisarza, zatem nie możemy być pewni ani postaw, ani wzajemnych relacji, ani przetrwania. Kaznodzieja, Jessica, Alia, Stilgar, Duncan, Farad'n, zapewniają wciągającą historię, ale nie tylko oni wypływają wartkim nurtem na scenę incydentów, perypetii i dylematów. Przyciągają wyraziści i przekonujący aktorzy dynamicznego układu, którego porządek może pozostawać w delikatnej równowadze tylko przez jakiś czas. Powieść fantastycznie pochłaniająca, zgrabna narracja, umiejętne wskazywanie różnorodnych kontekstów, płynne angażowanie w atrakcyjny świat. Niewątpliwie zakochuję się w takich historiach. Wyczekuję spotkania z czwartym tomem, liczę, że będzie równie ambitny. Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii ("Diuna", "Mesjasz Diuny").

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 572 strony, premiera 28.07.2020 (1976)
tłumaczenie Marek Marszał i Andrzej Jankowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

MESJASZ DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 2

"Wiarą można manipulować. Jedynie wiedza jest groźna."

Pierwszy tom „Diuna” zrobił na mnie kolosalne wrażenie, mocno się w niego zaangażowałam, rewelacyjnie pobudził wyobraźnię, zatem nic dziwnego, że otrzymał ode mnie maksymalną notę. Druga kronika nie ma już tak ogromnego rozmachu, zarówno od strony merytorycznej, jak i pięknych szczegółowych opisów, lecz wciąż wciąga jej świat, przyjemnie się w nim przebywa i poznaje przygody bohaterów.

W tej odsłonie serii Frank Herbert koncentruje się nie na zdobywaniu władzy, jak to miało miejsce poprzednio, a na jej utrzymaniu, co dla kluczowych postaci okazuje się znacznie trudniejszym i wymagającym wyzwaniem. Równolegle śledzimy dwie uzupełniające się połówki mesjańskiej przepowiedni, ze strony brata i siostry. Podążają oni tropem niepokojących i niejednoznacznych wizji, nowego ładu i posłannictwa. Jesteśmy dwanaście lat od spektakularnego pokonania przez Fremenów Harkonnenów, imperialnych sardaukarów, połączone siły wysokich rodów. Ogłoszony mesjaszem Paul wciąż jest sercem związany z Chani, zaś węzłem małżeńskim z księżniczką Irulaną. Dwór królewski wypełniają liczne animozje, intrygi i spiski, włączają się mistyczne siły, nieobca jest zdrada i manipulacja. Zarówno Paul, jak i jego siostra Alia, która zasiada na tronie religijnym, doświadczają nieuniknionej konfrontacji i bolesnej straty. A w dalekim tle następuje ekologiczna transformacja Diuny, planety jednej uprawy, świętej przyprawy, pożądanej waluty.

Autor płynnie prowadzi po stronach powieści, umiejętnie stopniuje napięcie, zgrabnie wplata wiele niepewności, mistrzowsko odmalowuje portrety bohaterów, barwnie oddaje rządzące nimi skrajne emocje. Dość żwawe rytmy akcji sprzyjają niecierpliwemu śledzeniu losów ulubionych postaci, poznawaniu strategii wrogów, obserwacji niepokojących następstw wylewającego się w kosmos dżihabu. W tej odsłonie serii Herbert nie uwzględnia pustynnych krajobrazów w scenerii przygód bohaterów, szkoda, bo bardzo uwiodły mnie w pierwszym tomie. Zmiana otoczenia z jednej strony dobrze zrobiła dla urozmaicenia klimatu serii, z drugiej zawęziła przestrzeń, co mnie akurat mniej odpowiadało. Podsumowując, książkę pochłania się z zainteresowaniem, pozwala przeniknąć do nietuzinkowego świata, doświadczyć intrygującej transformacji mało przyjaznej do życia planety, cieszy również tematyczna rozpiętość zajmujących refleksji sprawnie przemyconych do fabuły. Zerknij na wrażenia ze spotkania z pierwszym tomem ("Diuna") i trzecim ("Dzieci Diuny").

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 300 stron, premiera 30.06.2020 (1969), tłumaczenie Marek Marszał
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.