Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bellona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bellona. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2026

KSIĄŻĘ

NICCOLÒ MACHIAVELLI

"Rządzenie nie polega na czym innym, jak na utrzymaniu poddanych w stanie, w którym nie mogą oni ani nie są zmuszeni ci szkodzić.”

Trzeci raz spotykam się z książką i nadal pozostaję pod urokiem pragmatyzmu. Im więcej zdobywam życiowego doświadczenia, politycznej orientacji i społecznych obserwacji, tym bardziej przekonuję się, że traktat o sztuce kierowania państwem jest ponadczasowy, co więcej, wypełniony cennymi wskazówkami, wręcz taktykami, które swobodnie można zastosować nie tylko w polityce, ale również podczas prowadzenia różnorodnych biznesów. Macchiavelli okazał się wyjątkowo zdolnym obserwatorem otaczającego świata publicznego. Potrafił znajdywać zależności między przyczynami, przebiegiem i skutkami, dopasować strategie odpowiednie do okoliczności, wsparte wnikliwym psychologicznym i socjologicznym ujęciem. Zgrabnie stawiał się w roli władcy zabiegającego o utrzymanie władzy, dopiero podbijającego nowe terytoria i próbującego narzucić swoje spojrzenie na organizację państwa, mierzącego się z wewnętrznymi siłami mu przeciwnymi. 

Trafne spostrzeżenia o skutecznych i efektywnych sposobach kierowania społeczeństwem i opinią publiczną. Owszem, kilka kłóci się ze współczesnymi wytycznymi słusznego rządzenia, jednak nie można odmówić praktycznego ujęcia i dokładnego docierania do istoty problemów i sposobów rozwiązywania. Niestety, jak pokazuje historia, pozycja siły zawsze wykazywała największe szanse osiągania celów. Imponuje udane przełożenie spostrzeżeń Machiavellego na celny dobór proponowanych narzędzi władzy. Pięć wieków temu inaczej wyglądała siatka środków i kanałów komunikacji, lecz istota mechanizmów osiągania zamysłów władzy wciąż obowiązuje. Ciekawie spogląda się na filozoficzne i polityczne wnioski płynące z traktatu, odzwierciedlenie społecznych zachowań, inspiracje w sprawowaniu władzy, przykłady odwołujące się do praktyk postaci historycznych. Gęsta mieszanina intryg, manipulacji, spisków i machinacji w świecie polityki bezsprzecznie odzwierciedla prawdziwą naturę człowieka, potrafiącą sadystycznie zaskoczyć, to już dokładnie poznaliśmy, przekonaliśmy się o tym, i dostosować te same ambicje rządzenia do zmieniającego się świata. Publikację wzbogacają liczne klimatyczne epokowo zdjęcia i ilustracje.

5/6 - koniecznie przeczytaj
klasyka, 160 stron, premiera 29.10.2025 (1513/1532), tłumaczenie Antoni Sozański
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

niedziela, 25 stycznia 2026

NADZIEJA DLA CYNIKÓW

ODKRYJ, JAK ZAUFANIE I NADZIEJA MOGĄ ZMIENIĆ TWOJE ŻYCIE!

JAMIL ZAKI

"Jesteśmy tym, kim udajemy, że jesteśmy, więc musimy uważać, kogo udajemy.” Kurt Vonnegut

Nie jestem osobą wykazującą się cynizmem, więc nie przepuszczałam, że książka będzie do mnie skierowana. Skoro jednak wpadła w ręce, zapoznałam się z nią. I dobrze zrobiłam. Spotkanie okazało się owocne z dwóch perspektyw. Pierwsza, pozwoliło lepiej zrozumieć motywy i postawy cyników. Druga, uwzględniało ciekawe i zaskakujące, a nawet frapujące, wyniki badań naukowych i społecznych sondaży. Jamil Zaki posiłkował się szerokim spektrum informacji, korzystał nie tylko z naukowych publikacji i rozmów ze specjalistami, ale również z wypowiedzi pisarzy, filozofów, polityków i dziennikarzy, czyli osób blisko związanych z naturą człowieka. Często odwoływał się do osobistych przemyśleń i doświadczeń. Proponował zapoznanie się z przykładami z życia wielu osób. Odsłaniał kulisy znajomości z Emile Bruneau, profesorem psychologii, neurologiem zajmującym się zagadnieniami pokoju i konfliktu, który zarażał pozytywnymi cechami osobowości, nastawionej na nadzieję i wiarę w ludzi. Przytaczał wiele z biografii przyjaciela, zmarłego w wieku czterdziestu siedmiu lat na raka mózgu.

Jamil Zaki wyjaśniał cynizm od strony teoretycznej, sięgał do czasów starożytności, Diogenesa z Synopy i źródeł jego przesłań, czyli poleganiu na samym sobie, życiu na własnych warunkach, bez obyczajów, wpływów i bogactwa, uprawianiu kosmopolityzmu, poprzez odrzucenie pojęcia przynależności i umiłowanie ludzkości. Wyjaśnił jak przesłania Diogenesa zostały na przestrzeni czasu wypaczone aż do współczesnej definicji cynizmu. Autor uwzględniał w treści książki mini gry i testy dla sprawdzenia się przez czytelnika, mnóstwo porad i strategii pomocnych w kształceniu i doskonaleniu sceptycyzmu pełnego nadziei, niechęci do akceptowania twierdzeń bez wcześniejszego zapoznania się z dowodami, kwestionowania wiedzy i chęci poszukiwania nowych faktów. Dla lepszego podchwycenia omawianych przekazów posiłkował się rysunkami i wykresami. Spodobało mi się zestawienie ocen tez zamieszczonych w książce. I niejako podsumowanie, aneks z praktycznym poradnikiem na temat optymistycznego sceptycyzmu. Natrafiłam na kilka ciekawych informacji w trakcie przeglądania przypisów.

Zgodnie z sugestią Jamila Zakiego, zastanowiłam się i stwierdziłam, że faktycznie, już na pierwszy rzut oka, na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, spadło zaufanie ludzi wobec innych. Zdumiało mnie, że nawet o pięćdziesiąt procent, jak wskazywały przeprowadzone badania. Ludzie tracą wiarę w ludzkość, a jeszcze bardziej w instytucje, organizacje i media. Skupiając się na chciwości, nienawiści i nieuczciwości, umniejszamy wartość ludzkości. Poprzez cyniczne postawy wywieramy niekorzystny wpływ na zdrowie, dobrobyt, jakość relacji, wspólnoty i solidarności, a nawet społeczeństwa i demokracje. Cynizm jest nie tylko szkodliwy, ale i naiwny. A przecież, w każdym z nas drzemie pożyteczne dla nas dobro. Powinniśmy postawić na zaufanie, gotowość do okazania własnych słabości, akt wiary w drugą osobę oparty na przeświadczeniu, że postąpi ona słusznie i właściwie. A to motto napędzające nadzieję.

Fragmenty poświęcone obalaniu mitów związanych z cynizmem dały mi do myślenia. Na cynizm jako oznakę inteligencji, powszechnie przyjęte przeświadczenie, spojrzałam z innej perspektywy, i przekonała mnie. Cynizm zapewniający bezpieczeństwo sam sobie przeczy, to zaszufladkowanie siebie i własnego życia. Jako postawa etyczna mocno zgrzyta, to nie światopogląd, ale narzędzie zapewniające trwałość status quo, ucieczka od problemów, w przeciwieństwie do nadziei, reakcji na nie. Interesujące okazało się omówienie, na przykładzie Microsoftu, homo oeconomicus i homo collaboratus. Postaram się dotrzeć do bardziej szczegółowych analiz tego case study. Szalenie spodobało mi się stwierdzenie Emile Bruneau, odwracające perspektywę": To, kim jestem dla ciebie, jest odbiciem twojego własnego umysłu. Książkę dobrze się czytało, przyjazny styl narracji, ciekawa wiedza, przydatna praktyka, dla lepszego poznania siebie i innych.

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, nauki społeczne, psychologia, 366 stron, premiera 18.06.2025 (2024)
tłumaczenie Michał Kompanowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

środa, 21 stycznia 2026

TEDDY

NIEPOKORNY BOKSER Z AUSCHWITZ

NINA MAJEWSKA-BROWN

"Nie ma osób odpornych na ciosy, są jedynie ludzie źle trafieni.” 
Feliks „Papa” Stamm


Nie przepadam ani za piłką nożną, ani za boksem, ale w przypadku publikacji nie chciałam skoncentrować się na sporcie samym w sobie, ale na sporcie jako narzędziu mającym wymiar ocalenia, determinacji w przetrwaniu i wytrwałości w skrajnie traumatycznym czasie. Przyznam szczerze, że nazwisko Tadeusza „Teddy'ego” Pietrzykowskiego nic mi nie mówiło, nie wiedziałam, kim był, czym się zajmował, jakie zdobywał doświadczenia, jak doświadczył go los, a w zasadzie niemiecki okupant. Z zainteresowaniem weszłam w życiorys niepokornego boksera z Auschwitz. 

Pierwsza część książki prowadziła narracyjnie matka Pietrzykowskiego. Przybliżała rodzinę, dzieciństwo i młodość syna. Ukazywała ścieżkę różnorodnych sportowych wyborów Teddy'ego, awersję do szkolnych obowiązków, ujawnienie wyjątkowych zdolności plastycznych i talentu bokserskiego. Pozostała obszerniejsza część książki to wspomnienia przywoływane głosem bohatera. Przedstawiał wojskowe doświadczenia, walkę w podziemiu, próbę przedostania się do Francji, by walczyć z okupantem, dramat pobytu w obozie koncentracyjnym, zgrozę tamtejszej rzeczywistości, wartość przyjaźni i łut szczęścia, aczkolwiek ciężko i imponująco wywalczony. Koniec pokazał, czym Pietrzykowski zajmował się po wojnie, jakie wartości przekazywał młodzieży, jak wielki wpływ miał na utrwalenie sposobu postrzegania drugiego człowieka. 

Ciekawym dodatkiem okazało się kilka krótkich relacji więźniów obozów koncentracyjnych, wspomnienia powiązane z pobytem Auschwitz, postawą Maksymiliana Kolbe i Tadeusza Pietrzykowskiego. Biografię wzbogacały zdjęcia. Podobał mi się opis Warszawy jako bohaterki z drugiego planu, od tysiąc dziewięćset siedemnastego roku do drugiej wojny światowej. Najpierw Warszawy umęczonej niedostatkiem, wojną i wyludnieniem, szykującej się do wielkanocnych świąt. Później stolicy państwa polskiego, będącej mieszaniną blichtru, tańca, elegancji i nowinek technicznych. Oraz Warszawy kolejnego etapu, okaleczonej wojną i obróconej w gruz i pył. Książkę przeczytałam w jeden wieczór. Historia, którą warto poznać i uzmysłowić sobie, że warto walczyć do końca, że prawdziwa siła nie polega na zadawaniu ciosów, lecz na umiejętności ich przyjmowania z godnością, że bycie najlepszym to umiejętność zachowania godności, empatii i człowieczej siły – nawet wtedy, gdy wokół panuje chaos. Publikacja jako pomocny instrument w promocji fundacji imienia Teddy’ego Pietrzykowskiego „77 siła i wiedza”. A dlaczego 77? Sięgnijcie po tytuł i dowiedzcie się.

4/6 – warto przeczytać
biografia, 306 stron, premiera 14.01.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

piątek, 16 stycznia 2026

NIE BÓJ SIĘ NICZEGO

POKONAJ LĘK I ŻYJ Z RADOŚCIĄ

CURRO CAÑETE

"W głębi zimy w końcu się nauczyłem, że wewnątrz mnie zamieszkiwało niezwyciężone lato.” Albert Camus

Kiedy uznałam, że najwyższy czas, aby wrócić do pracy nad poprawą duchowej jakości życia, wiedziałam, że będzie to wyzwanie trudne, wymagające i pracochłonne, a jednocześnie niemające końca, ale miałam też świadomość, że odniosę wielkie korzyści w różnych sferach mentalnych. W młodości było mi łatwiej, ponieważ nie zgromadziłam jeszcze wielu złych nawyków, toksycznych relacji i chaosu myśli. Teraz powinnam z większym spokojem i cierpliwością podchodzić do wybierania życiowych perspektyw, sposobie myślenia o sobie, i poprawie tożsamości. Nakręca mnie poczucie uzyskiwania wolności od zastawionych przez samą siebie pułapek, szkodliwie hamujących potencjał i satysfakcjonującą kreatywność. Absolutnie nie żałuję lat poświęconych najbliższym, w zwykłej codzienności i wynikłych potrzebach opiekuńczych, to była i jest moja duma, powód do życia, ikigai, który zawsze będzie nutą przewodnią w melodii spełnienia się i samorealizacji. 

Nadal chcę kroczyć ścieżką szczęścia, lecz teraz oprócz intensywnego trzeciego etapu, dawania z siebie czegoś światu, pragnę większy nacisk położyć na materializację osobistych pragnień, pasji i marzeń. Oczywiście, drobne przestrzenie między nimi nadal pozwolę sobie wypełniać drobnymi przyjemnościami, tym bardziej, że w przedziale czterech lat, minimalnie mogłam się nimi cieszyć. Jednakże ze względu na ich tendencję do ulotności, roztoczę kontrolę nad ich dawkowaniem. Boleśnie odczuwam, że nie w pełni wykorzystuję drzemiący we mnie potencjał, co więcej, zamiast być dla siebie przyjacielem, stałam się surowym krytykiem. W dużym stopniu, wbrew pozorom, perfekcjonizm hamował moją kreatywność, radość z tworzenia, entuzjazm kumulowania wewnętrznej wiedzy i mądrości. Podobnie jak brak asertywności wobec siebie samej w stawianiu wyżej wypełnianie obowiązków wobec innych i ogarniania codzienności niż większego zaangażowania się w życie, w którym rytm wybijają pasje i skupienie na wnętrzu.

Bardzo się cieszę, że od wielu lat praktykuję szczęście tu i teraz, o którym pisze Curro Canete w książce „Nie bój się niczego”, chociaż nie ukrywam, że czasami korci mnie, aby kolejny raz poddać analizie przeszłość lub wyprzedzać myślami czas. Nauczyłam się to traktować w kategoriach narzędzi do pracy nad sobą niż w kategoriach stanu rzeczy. Uwalniam mózg od ograniczeń złych doświadczeń i spotkań z trującymi osobami, w zamian koncentruję się na pragnieniach i marzeniach. Cieszę się, że podążam ścieżką wskazywaną przez autora, szczerego dialogu samej z sobą, to bardzo dobrze rokuje na osiąganie, dzień po dniu, w nieustannym procesie, powodzeń i sukcesów. Dziennikarz kładzie nacisk na konieczność połączenia się z samym sobą, praktykowanie koncentracji, uprawianie wdzięczności, dbałości o zdrowie, budowanie pozytywnych relacji, sztukę wizualizacji i medytacji. Wszystko pod patronatem zabawy i radości, które u mnie stłumione były przez ciąg zwątpień i bolesnych strat. 

Poradnik proponuje wiele praktycznych rad, wskazówek, metod, instrukcji i ćwiczeń. Treść okrasza fragmentami listów i licznymi cytatami. W kilku formach wyróżnia myśli przewodnie, wartościowe przekazy i mobilizujące do aktywności w pracy nad sobą przesłania. Publikacja opiera się na oczywistościach, rzeczach i faktach znanych każdemu, ale warto od czasu do czasu przypomnieć je sobie, zakotwiczyć się w teraźniejszości, poczuć większą energię do zawalczenia o siebie, wdrożyć techniki realizacji osobistych wizji, nie zaprzeczać sobie po to tylko, by być akceptowanym przez innych. Niekiedy wymogiem jest chwilowe odsunięcie się od świata, aby zrozumieć jego i siebie. Pozornie banał, że to my sami tworzymy siebie, szczęście, sukces i udane życie, ale jak często zapominamy o tym w pogoni za czymś mniej istotnym.

3/6 – w wolnym czasie
poradnik, psychologia, 348 stron, premiera 16.07.2025 (2022), tłumaczenie Irmina Samson
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

niedziela, 11 stycznia 2026

MOC MÓZGU

JAK ŻYĆ ZDROWIEJ, SZCZĘŚLIWIEJ I DŁUŻEJ

CATHERINE DE LANGE

"Niezwykłość mózgu sprawia, że każdy z nas jest niepowtarzalny.”

Sięgnęłam po książkę z myślą pozyskania cennych porad związanych ze zdrowym podejściem do życia, zwłaszcza właściwym odżywianiem mózgu. Publikacja w dużym stopniu spełniła oczekiwania, ujęła tematykę z szerokiej perspektywy, co prawda, utartymi szlakami, ale nie było się co dziwić, gdyż kanony zagadnień pozostają trwałe i w mocy. Dieta, sen, aktywność fizyczna, ćwiczenia umysłu, kontakty społeczne, dbałość o higienę, genetyczne uwarunkowania. 

W tych kwestiach posiadałam sporą wiedzę, jak każdy z nas, a jednak Catherine de Lange pozytywnie zaskoczyła ilością przytaczanych wyników badań i ich interpretacji, uwzględnieniem najnowszych odkryć i zaskakujących wniosków. Interesująco wsłuchiwałam się w głosy naukowców, ich dokonań i tego, czemu warto będzie przyjrzeć się bliżej. Narracja przyjazna i przejrzysta, typowa dla dziennikarki zajmującej się nauką, starającej się przybliżyć materiał w formie zrozumiałej dla każdego czytelnika, nawet tego, który niewiele miał wspólnego z teoretyczną medycyną. Z entuzjazmem przyjęłam ogrom ciekawostek, porad i sugestii. Podobało mi się, że autorka uwzględniła ułatwienie zrozumienia treści nie tylko w formie poglądowych rysunków, ale również wyjaśniających i podpowiadających od strony praktycznej tabel.

Mózg wciąż pozostaje niezbadanym w pełni organem. Nie poznaliśmy do końca jego budowy w szczegółowym ujęciu i złożonych zasad funkcjonowania. Każdego dnia, poprzez to, co robimy, oddziałujemy na jego stan i pracę. Zadziwiające, że środowisko w większym stopniu niż genetyka wpływa na zmiany zachodzące w mózgu. Zatem warto poznać, co możemy zrobić, aby poprawić zdolności poznawcze i nastrój, a czego wystrzegać się, aby redukować szkodliwe procesy. 

Szczególnie zainteresowały mnie zagadnienia utraty pamięci, demencji i Alzheimera. Zaskoczyło mnie, że Alzheimer może być rodzajem cukrzycy mózgu, cukrzycy III typu. Szalenie ciekawe spojrzenie na ten typ zaburzenia pracy mózgu. Nurtuje mnie, jak w dalszych latach rozwinie się idea cukrzycy mózgu, szkodliwego białka amyloidu, czy znajdzie znaczące potwierdzenie, a może okaże się ślepym zaułkiem nauki i zostanie odrzucona. Wiedziałam, że u osób lepiej wykształconych zniszczenia alzheimerowskie są większe niż u mniej wykształconych, ale mózgi wyćwiczone w nauce nawet tracąc wiele radzą sobie lepiej od niewyćwiczonych. Natomiast nie przypuszczałam, że pomysł istnienia zapasów poznawczych został już przebadany. Nie znajduję potwierdzenia, że źródłem Alzheimera jest zły stan zębów czy pogorszenie słuchu. 

Z innej tematyki, ze sporym zdumieniem przyjęłam informację, że jedna na dwanaście osób praktykujących medytację doznaje negatywnych skutków podczas ćwiczeń lub po zakończeniu. Taka reakcja dotyczy też osób, które wcześniej nie miały żadnych problemów psychicznych. Frapująco było obalać mity dotyczące komórek mózgu, znaleźć potwierdzenie w korzystnym wpływie uczenia się języków obcych, co czynię od wielu lat, i słuchania muzyki, na zdrowie mózgu. Chętnie przypomniałam sobie o ważności uczestnictwa w otoczeniu społecznym i przyrodniczym, cechach osobowości i sposobach ujarzmiania stresu.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurologia, poradnik, 354 strony, premiera 25.09.2024 (2022)
tłumaczenie Małgorzata Maruszkin, ilustracje David Woodroffe
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

sobota, 10 stycznia 2026

SZLAKIEM TAJEMNIC ZBRODNIARZY W POLSCE

CHRISTOPHER MACHT

"Germańska mądrość głosi, by niewiele mówić obcym i często rozmawiać z samym sobą.”

Odnotowuję mieszane odczucia wobec książki. Z jednej strony mnóstwo ciekawostek, wielu nie znałam, z drugiej fabularyzowana forma przedstawienia nie do końca przekonywała. Fikcyjne dialogi przekraczały akceptowalne pokłady infantylności uczestników, co drażniło. Zastanawiałam się, czy rozbicie powszechnie przyjętego wizerunku Adolfa Hitlera, umniejszenie wartości osobowości, ukazanie ogromnych braków w konsekwencji podejścia do życia, nie miało na celu ośmieszenie. Podobnie w przypadku ministra propagandy Josepha Goebbelsa, wychodzącego na człowieka nierozgarniętego, chociaż trzeba przyznać śliskiego.

Gdybym poddała się w poznawaniu tytułu po scence, w której rozemocjonowany Joseph rzucał się na szyję Adolfowi, w podziękowaniu za zaufanie i wyróżnienie, a naprawdę miałam na to wielką ochotę, i nie zmieniła podejścia do akceptacji stylu narracji w kierunku bawienia się konwencją formy, nie dowiedziałabym się kilku naprawdę interesujących faktów. Christopher Macht odkurzył z niepamięci i wydobył na światło dzienne, historie miejsc w Polsce naznaczone obecnością Niemców podczas drugiej wojny światowej, piętnem przerażającej tragedii i zniszczenia, mroczną przeszłością i okaleczoną teraźniejszością. Docierając do wywiadów, prasowych materiałów, zeznań i wspomnień odwzorował atmosferę istotnych punktów w portrecie dramatycznych czasów. Fantastycznie, że włączył do publikacji liczny zbiór zdjęć i rysunków, dokumentów i świadectw nazistowskiej aktywności. Każdy rozdział rozpoczynał mapką z zaznaczonymi w tekście miejscami, oraz mini listą wywoływaczy kluczowych przekazów.

4/6 – warto przeczytać
historia, 358 stron, premiera 23.08.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

wtorek, 6 stycznia 2026

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA tom 1


LUCY MAUD MONTGOMERY

"Czyż to nie cudownie, że jutro następuje nowy dzień, w którym nie uczyniłam jeszcze żadnego głupstwa?”

Niespodziewanie w moje ręce trafiło przepiękne wydanie książki, kolekcjonerskie, znakomite na prezent dla siebie lub kogoś. Kredowy z lekką sepią papier, materiałowa zakładka i pozłacane brzegi kartek. Wypiera inne z mojej domowej biblioteki, tym bardziej, że format mniejszy od standardowego, zaoszczędzam miejsce. Czcionka też mniejsza, ale nie przeszkadza mi to.

Jedna z kluczowych powieści z mojego dzieciństwa, a zwłaszcza z wczesnej pasji zaczytania. Właśnie „Anię z Zielonego Wzgórza” jako pierwszą poznałam samodzielnie od pierwszej do ostatnie strony. Jakże byłam dumna, że udało mi się pochłonąć grubą książkę. Ale najbardziej cieszyłam się, że dostarczała mi wielu emocjonujących przeżyć, trafiała w serce, penetrowała każdy jego zakątek, cudownie oddziaływała na wyobraźnię. Całkowicie identyfikowałam się z główną bohaterką, stała mi się bardzo bliska, jej historia przemówiła. Pokochałam Anię, ale też Marylę i Mateusza, polubiłam Dianę, Gilberta i nawet Małgorzatę. Jeśli cierpiała Ania, ja również znajdowałam się w otchłani rozpaczy. Jeśli radość wypełniała dzień dziewczynki i mnie także pochłaniało morze szczęścia. Niestety, nadal nie zrealizowałam marzenia, aby odwiedzić Wyspę Księcia Edwarda, zerknąć na nią z wielkim sentymentem do przygód Anny Shirley w tle.

Cudownie, że w odpowiednim czasie moja babcia dała mi ten tytuł w prezencie i zachęciła do czytania zapewniając, że przygoda zdecydowanie dla mnie. Powieść wywarła na mnie ogromny wpływ, wciągnęła w uroczy świat książek, ukształtowała wyobraźnię i wrażliwość na losy postaci. Sugestywna narracja, piękne opisy natury, mnóstwo skrajnych emocji, a przy tym wiele cennych życiowych przesłań. Fabuła prowadzona delikatnie i z wyczuciem, podnosząca na duchu kobiecą świadomość, nakłaniająca do bycia sobą, spełniania marzeń, szacunku wobec drugiej osoby. Ania nie była idealna, popełniała błędy, wpadała w tarapaty, podobnie jak ja w tym czasie. Dopiero układała życiowy system wartości, formowała osobowość, zdobywała tożsamość. Ale jakże wiele z tej Ani we mnie wciąż drzemie. Nawet jestem z tego dumna. Bratnie dusze można odnaleźć nie tylko w prawdziwym życiu, ale również na łamach stron książek. 

Szalenie przyjemnie było kolejny raz spotkać się z Anią, powrócić do jej świata, który w dużym stopniu stał się i moim. To dzięki rudowłosej nauczyłam się doceniać wstawanie przed wschodem słońca, aby powitać nowy dzień i zachwycić się wyjątkowością przyrody, te nawyki pozostały mi do dziś. Nie dorównywałam Ani w bujnej wyobraźni, ale z pewnością stała się impulsem do tworzenia na własny sposób obrazów marzeń w głowie, zdobywania umiejętności opowiadania o tym, fascynacji tym, co dobrego można znaleźć w sobie i innych. Sugestywna klasyka, po którą pomimo upływu stu czternastu lat chętnie sięgają nowe pokolenia, nad podziw uniwersalna, ponadczasowa, prawdziwa, po prostu przepiękna. A kolekcjonerskie wydanie zachęca do innych podobnie wydanych książek z edycji Klasyki Bellony, przyjemnie będzie cieszyć się nimi.

6/6 – rozkosz czytania
literatura piękna, literatura dziecięca, wiek 9+, 336 stron, premiera 17.11.2025 (1908)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

piątek, 21 listopada 2025

TOKSYCZNA DUCHOWOŚĆ

JAK UWOLNIĆ SIĘ OD DESTRUKCYJNYCH PRZEKONAŃ RELIGIJNYCH

BERNARDO STAMATEAS

"Celem tej książki jest pokazanie, że istnieje zdrowa wiara, która przywraca radość życia, marzenia, ducha solidarności i sprawiedliwości oraz pozwala zawierzyć dobremu Bogu, który głęboko nas kocha.”

Książka przypadkowo trafiła w moje ręce, ale ucieszyłam się z tego. Nie przypuszczałam, że wędrówka śladem wolnej duchowości sprawi wiele przyjemności, pozwoli zerknąć na bolesne sprawy z przeszłości z wyważonym dystansem, nakłoni do różnorodnych refleksji. Wydawało się, że „Toksyczna duchowość” kierowana do osób wierzących w różnie nazywanego Boga, mniej lub bardziej pogubionych w religijności, może dostarczyć wiele materiału do rozmyślań i wskazówek do kształtowania siebie także tym pozostającym poza wiarą. Odebrałam ją jako osobistą wędrówkę w głąb siebie, do esencji własnych przekonań, w sferę zebranych życiowych doświadczeń i intymnych myśli. Kluczem do pozytywnego przyjęcia książki stało się dotykanie człowieczeństwa, poczucia własnej wartości, świadomości satysfakcji z rozwoju, chwytania wielkich marzeń, czerpania radości z codzienności, niezgadzania się na wewnętrzne sprzeczności wywołane osobistym odbiorem i narzuceniem interpretacyjnym. 

Bernardo Stamateas to doktor psychologii, seksuolog kliniczny, pastor, mówca o przywództwie i samodoskonaleniu. Oczywiście, w publikacji rozpatrywał wszystko przez pryzmat religijności, ale dzięki skoncentrowaniu na jednostce, zwykłym człowieku, odniosłam wrażenie uniwersalności tekstu, wskazówek, rad i praktycznych sugestii. Wiele wybierałam dla siebie, poddawałam analizie, konfrontowałam z własnymi przekonaniami i utartym szlakiem myślenia. Podobało mi się, że nie było suchych przesłań, gdyż wspierały je przykłady z życia, elementy pojawiające się w scenariuszach duchowej egzystencji i różnorodne cytaty, nieodkrywcze, bo powszechnie znane, ale warte przypomnienia. Rozdziały omawiały toksyczne postawy, w których religia bardziej szkodzi niż pomaga, ponieważ zagraża egzystencji tłamsząc wolność. Ukazywały kierunek, w jakim powinno się je identyfikować i przezwyciężać wypaczone schematy. Zachęcały do skupienia się na wzbogaceniu wnętrza, ludzkiego potencjału, poszerzeniu perspektyw, aktualizacji postaw religijności, dążeniu do integralności i spójności doświadczania życia. 

Autor inspirował do wyrobienia krytycznego myślenia, przyznania sobie prawa do subiektywnego doświadczania religijności, postawienia na autonomią egzystencjonalną. Omawiał skutki poczucia winy, wystawiania się na cierpienie, dążenia do perfekcjonizmu, obsesji w paradygmatach, czekania na boski ruch, obciążania się powinnościami, uważania, że świat jest zły, a dobro tylko w niebie. Negatywne następstwa pogardy dla ciała, podporządkowania się upokarzającym karom, szkodliwemu osądzaniu, zastraszającej uległości i destrukcyjnym przywódcom. A co niezwykle cenne, pokazywał, co można zrobić, by świadomie dokonywać zmian w myślach, czynach i postawach, co czyni zdrowa wiara w kontraście do toksycznej. Używając podsumowań wypunktowywał kluczowe przekazy na sprawdzanie przynależności do zdrowej duchowości i na dalsze rozmyślania o tym, co zyskujemy na wznieceniu odwagi, samodzielnej naprawie własnej wiary i przekształceniu negatywnych odniesień w pozytywne. Podjął trudną i wymagającą skupienia tematykę, odbiegał od pierwotnej misji religii, zatruwania czyjejś wiary jako praktyczne niszczenie życia tej osoby, pozbawiania prawa do kwestionowania i interpretowania, jednakże posługiwał się językiem przyjaznym, klarownym, pełnym nadziei, otuchy i dobrych emocji. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
poradnik, religijność, nauki społeczne, 304 strony, premiera 30.06.2025 (2010)
tłumaczenie Maria Zawanowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

czwartek, 13 listopada 2025

ODŁĄCZ SIĘ

ZWOLNIJ ODŁÓŻ TELEFON WRÓĆ DO SIEBIE

HANNAH BRENCHER

"...niekończąca się opowieść – kulminacja ponad tysiąca odłączonych godzin… historia uczenia się, jak znaleźć równowagę między życiem w świecie cyfrowym a obecnością w realnym...”

Postrzegam jako szczęście, że dzieciństwo i młodość upłynęły mi bez mediów społecznościowych, komputerów i komórek. Przywykłam do życia bez urządzeń umożliwiających natychmiastowy bezpośredni kontakt, błyskawiczne dzielenie się tym, co akurat przeżywam, czy nieograniczony dostęp do informacji. Później nastąpiła ogromna rewolucja, nastała era nowej technologii i urządzeń, które mocno wkroczyły w codzienność i każdą minutę doby. Co prawda, stworzyły wiele cennych rzeczy w życiu osobistym i zawodowym, ale również znacząco zachwiały równowagę w obu sferach, spowodowały niekorzystne zmiany kulturowe, społeczne i psychiczne. Na plan dalszy odeszło tworzenie i samodzielne myślenie, na pierwszy wysunęła się konsumpcja i powierzchowność znajomości, przyjaźni, a nawet miłości. 

Życie nabrało dynamicznego tempa w pogoni za czymś szczególnym, lekceważąc okazje do cieszenia się zwykłymi rzeczami. Zatracenie w świecie cyfrowym spowodowało zerwanie więzi z esencją wewnętrznego życia, nieobecność w tu i teraz, w zamian napawanie się fałszywymi obrazami potwierdzenia własnej wartości i życia, wyidealizowaną relacją z przeżyć innych i umniejszeniem własnego samopoczucia. Ponosimy wielkie koszty natychmiastowej łączności ze światem i wpadamy w pułapkę wyznacznika sukcesu „bycia zajętym”. Oczywiście, korzystam z telefonu i internetu, ale potrafię zachować dystans, nie zatracić się w możliwościach, jakie dają, odłączyć się bez poczucia straty. Nie wszyscy mają świadomość, jak wiele czasu z życia, tego prawdziwego a nie sztucznie kreowanego, zabierają nowoczesne kanały komunikacji. 

Wiele osób, jak nie większość młodego pokolenia, przeżywa nomofobię, lęk przed brakiem kontaktu z telefonem komórkowym. I to szczególnie do nich Hannah Brencher kieruje książkę. Mocno zachęca do celowego i planowanego wylogowania się z cyfrowego świata. Jednak nie na zasadzie całkowitego zerwania, lecz częściowego, dla poprawienia dyscypliny korzystania z telefonu i komputera, rozwinięcia pozostałych aspektów życia, pielęgnowania nowego stylu życia, radości z procesu i postępów w tym obszarze. Wezwanie i wyzwanie do wyłączenia ekranów, niezadowalanie się życiem toczącym się tuż obok, ucieczki od miałkiego informacyjnego szumu, wewnętrznego dyskomfortu, postawienia na odzyskiwanie kontroli nad własnym życiem, kształtowanie umiejętności koncentracji, odnajdywanie celu, przybliżanie się do realizacji marzeń i wkraczania w pasje, poszukiwanie tajemnic, nadziei i wiary. Wybierając taką drogę redukujemy stres, złość, wyczerpanie, apatię, zazdrość i emocjonalną pustkę. 

Autorka pokazuje na cudzych i własnych doświadczeniach, przebieg procesu stopniowej separacji, czego nauczyła się dzięki zmianie podejścia do social mediów, jakie nowe możliwości odkryła, jak mocno osadziła się w realnym świecie. Podsuwa pomysły na tworzenie mapy terytorialnej życia, podejmowania decyzji w ramach napotykanych rozwidleń, nawiązywania kontaktu z samym sobą, bycia dokładnie tam, gdzie trzeba, obecności a nie dokumentowania, kreowania nawyków i tradycji. Później przechodzi do bardzo osobistych, wręcz intymnych, przeżyć i spostrzeżeń, krążących wokół tematyki odkładania komórki, niesprawdzania poczty, nieotwierania przeglądarek. Podsuwa rady, wskazówki i podpowiedzi. Nie zgrywam się z aspektem głębokiej wiary w Boga przenikającej każdy aspekt życia, jaki reprezentuje Brencher, przeszkadza mi w uniwersalnym odbiorze przekazów i identyfikowania się z przesłaniami. Język narracji przyjazny, spokojnie prowadzi po meandrach odnajdywania się w cyfrowym świecie, opisie różnorodnych doświadczeń i przeżyć, powrotu do pełnej energii i witalności.

3.5/6 – w wolnym czasie
poradnik, social media, stron 298, premiera 30.07.2025 (2024)
tłumaczenie Anna Nowosielska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

niedziela, 21 września 2025

MOC ZAUFANIA SOBIE

CURRO CAÑETE

„Szczęście się wypracowuje, sukces się tworzy, radość się trenuje.”

U każdego pojawia się moment, że nie tylko zadaje sobie pytanie o sens własnego życia, ale usilnie stara się znaleźć odpowiedź, nie według tego, czego od niego oczekuje środowisko społeczne, ale we własnych myślach, a co najważniejsze, w zgodzie z samym sobą. Jednak by tego dokonać, gdyż wbrew pozorom nie jest to łatwe wyzwanie, trzeba najpierw dokładnie poznać samego siebie, dotrzeć na najgłębszych warstw świadomości, tam gdzie człowiek potrafi doskonale ukrywać się i maskować nawet przed sobą. Niektórzy rodzą się z lekkością samopoznawania, inni potrzebują uzbierać więcej przeżyć życiowych, aby kształtować tę umiejętność, a jeszcze inni zamykają się na wszelki szczery dialog samego ze sobą. Mam wrażenie, że dużo pracy nad sobą za mną, ale wciąż podlegam samodoskonaleniu w sferze intymnej prawdy o sobie, tego, czego pragnę naprawdę, co przynosi mi nie chwilową radość, ale długotrwałe szczęście. 

Pierwsza transformacja z miałkich celów i osądów miała miejsce we wczesnej dorosłości, później w dojrzałości, kiedy pojawiły się dzieci. Nie zmieniła się diametralnie piramida życiowych priorytetów, ale zmieniłam się ja. Jestem dumna, że nauczyłam się między innymi asertywności i zdobyłam odwagę na zerwanie więzów z toksycznymi ludźmi. Ostatnia mentalna ewolucja związana była z opieką nad paliatywnym tatą i mamą chorą na Alzheimera, kiedy nie tyle doszło do przemiany, co zdobyciu potwierdzenia słuszności objętego kursu samodoskonalenia, wagi poznawania własnych możliwości, a co z tym powiązane, własnej wartości. Wtedy pojawiło się silne zaufanie do samej siebie, nie przed laty, kiedy życie zawodowe i naukowe przebiegało w splendorze sukcesu, nawet nie wobec wyzwań zdrowotnych, a właśnie gdy bazą stała się najściślejsza sfera osobista, wówczas poczułam głęboką więź samej z sobą. Czy zakończyłam pracę nad sobą? Oczywiście, że nie. Jeszcze dużo mam do przemyślenia i wprowadzenia w życie, wciąż za słabo kocham siebie, ale cieszę się, że proces zmieniania nastawienia do pewnych spraw, odchodzenia od złych nawyków i wyrabiania dobrych, nadal trwa. Przekonałam się, że to mega satysfakcjonująca aktywność w różnych ujęciach samodoskonalenia, osobowości i temperamentu, bez względu na wiek i etap w życiu. Dlatego z zainteresowaniem sięgam po publikacje bazujące na neurologii, psychologii, filozofii, historii, socjologii, językoznawstwie, archeologii, antropologii, a nawet ostatnio szeroko rozumianej kultury i sztuki.

„Moc zaufania sobie” jest poradnikiem, w którym każdy znajdzie potwierdzenie własnych rozterek, wskazówki do ich rozstrzygnięcia, techniki uświadamiające jakie kierunek powinny przyjąć pożądane zmiany, nie w ujęciu wszystkich, ale we własnych oczach. Kiedy szczerze analizuje się stopniowe zdobywanie wiedzy o sobie, popełnianych błędach, braku lub zbyt krytycznym podejściu do siebie, książka wiele wnosi i uświadamia. Co prawda, drażnią liczne powtórzenia tego samego, ale rozumiem, że ważne przesłania warto powielać według różnych form, aby odbiorca wybrał tę, która brzmi dla niego najbardziej przekonująco. Liczne przykłady z doświadczeń autora i historie innych wspomagają podkreślenie ważnych myśli, udowadniają, że wydobycie tego, co jest w nas samych, wiara w siebie, ucieczka od ograniczeń, zarządzanie myślami, reakcjami i emocjami, dostępne są dla każdego. Przyznałam przed sobą, że Curro Cañete wzmocnił we mnie pragnienie kontynuacji pracy nad sobą, uczynienia wnętrza mnie bardziej komfortowego, sprawienia, aby pryzmat moich przekonań nie determinował postrzegania świata, bym swobodniej potrafiła odrzucać i eliminować ograniczenia. Wynotowałam aspekty do przemyśleń, cenny wskazówki, w tym, że jeśli zmodyfikujemy zachowanie poprzez siłę woli bez zmiany przekonania, prędzej czy później do niego wrócimy. Niby to czułam, niby wiedziałam, niby wdrażałam, ale właśnie w słownej odsłonie nabrało wiarygodnej mocy. Zachęcam do poznania tego tytułu, bez względu na to, czy lubisz czy nie poradniki, od czasu do czasu warto przyjrzeć się sobie w neutralnych oczach kogoś innego, oferującego wsparcie w samodoskonaleniu. Ile wyciągniemy dla siebie, zależy od nas samych, bo każde życie jest unikalne i mimo podobnych scenariuszy wykształcamy różnice. To jednostka wymyśla własne życie, jeśli czyni to świadomie, w końcu staje się ono wewnętrzną prawdą.

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, psychologia, 264 strony, premiera 09.04.2025 (2019), tłumaczenie Ima Samson
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

czwartek, 13 marca 2025

SPOWIEDŹ MARILYN MONROE

ANNA LERKE

„Największa gwiazda XX wieku była jednocześnie najbardziej samotną kobietą, jaką znam.”

Ciekawie było prześledzić losy znaczącej postaci kina, od dzieciństwa naznaczonej sieroctwem, poprzez błyskotliwą karierę aktorską, aż do śmierci owianej tajemnicą. Zadziwiające, jak niektórzy ludzie, niejako od pierwszych dni życia, skazani są na samotność. Porzucenie przez rodziców, brak poczucia bezpieczeństwa, zagubienie we własnej tożsamości, z każdym rokiem nawarstwiało się, rzutowało na przyszłe relacje, życie rodzinne i zawodowe. Marilyn Monroe spełniała filmowe marzenia, błyszczała niczym gwiazda na ekranie, zachwycała podczas sesji zdjęciowych, ale nieustannie poszukiwała uwagi, ciepła i bliskości, która odegna od niej lęk przed opuszczeniem. Nietrafione małżeństwa, liczne romanse, niemożność odnalezienia się w roli matki, przemożna tęsknota za miłością, nieprzepracowane kompleksy, stopniowo wywoływały strach i łzy, a w następstwie problemy psychiczne, jak przygnębienie, załamanie, depresję, bezsenność, uzależnienie od alkoholu i środków farmakologicznych. 

Z jednej strony ikona wszech czasów, z drugiej zwykła kobieta pogrążona w rozpaczliwym poszukiwaniu bratniej duszy. Żywiołowość i zmysłowość na ekranie zderzały się z poczuciem niespełnienia w prywatnym życiu. Anna Lerke zaprezentowała losy Monroe w formie wywiadu spowiedzi, przyjaciółka Maria słuchała i zadawała pytania, zaś Marilyn starała się szczerze odpowiedzieć. Czytelnik odbierał mieszane emocje aktorki, domyślał się rozwinięcia poruszanych sekretów, zaglądał zza kulisy produkcji kinowej. Książkę wzbogacały liczne fotografie i wycinki z biografii Monroe. Zainteresowały mnie plany pracy nad sobą aktorki, na co chciała postawić, co poprawić w grze, w czym się wyspecjalizować. Drażniły proste konkluzje Marii, nie do końca czułam, że mogłaby być prawdziwą przyjaciółką. Zdarzały się powtórzenia, jednak do pewnego stopnia dawały obraz tego, co kładło się cieniem na życie aktorki. Teraz chętnie jeszcze raz obejrzę filmy z udziałem Marilyn Monroe, posłucham jej głosu i śpiewu, mniej dla fabuły, więcej dla zerknięcia, jak radziła sobie aktorka z przepaścią między życiem prywatnym a zawodowym, co z tego odbijało się na ekranie. Zastanawiam się, czy zdołam wychwycić niuanse przeniesienia.

4/6 – warto przeczytać
biografia, 352 stron, premiera 10.02.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

piątek, 27 października 2023

HOW TO SURVIVE. KALENDARZ 2024

NAVAL

„To dziś nabywamy umiejętności, które pozwolą nam kiedyś przetrwać.”

Obecny rok nieustannie poddaje mnie różnorodnym próbom wytrzymałości psychicznej i fizycznej, wystawia na krótsze lub dłuższe okresy przetrwania w aurze złych wiadomości, zatem trochę w zgodzie z rytmem narzuconym przez los, jednocześnie na przekór jego ponurości, postanowiłam spędzić dwa tysiące dwudziesty czwarty nie w barwnych klimatach królujących zazwyczaj na stronach kalendarzy, a na walce z codziennością na własny sposób, utrzymaniu się na powierzchni optymizmu, pielęgnowaniu sił do stawiania czoła problemom i wyjściu obronną ręką z kłopotów. Stąd impuls, aby sięgnąć po „How to survive” byłego żołnierza Jednostki Wojskowej GROM. Przekonuje mnie wielkość kalendarza, zmieści się do każdej torby. Na początku tradycyjnie strony z przestrzenią dla podstawowych informacji o właścicielu, lista ważnych telefonów z opcją dopisania kolejnych, tabela dla rocznych planów i zamierzeń oraz tygodniowego rozkładu zajęć stałych, kalendarium 2023, 2024 i 2025, miejsce na skondensowane notatki.

Później rozpoczynają się właściwe tygodnie, każdy rozmieszczony na czterech stronach i zakończony przydatnymi wskazówkami uświadamiającymi, jak przygotować się do przetrwania w razie zagrożenia i zadbać o bezpieczeństwo, co trzeba wiedzieć i robić, na jakich zasadach podejmować decyzje, na co liczyć i gdzie ewentualnie szukać pomocy. Skalę zagrożenia warto odwzorować kolorami i opracować dla nich odpowiedni plan działania. Naval przybliża wszelkie aspekty ewakuacji, w tym zawartości plecaków, właściwego wyboru ubioru, marszu na azymut, zachowania się na posterunkach. Mówi o zabezpieczeniu środków do przeżycia, znajomości rozlokowania schronów, zasadach pierwszej pomocy, zawartości apteczki. Zaznajamia z przygotowania do walki, ratownictwa i wyposażenia taktycznego, posługiwania się bronią, postępowania z minami i niewypałami. Uczula na konieczność orientowania się w sygnałach alarmowych, a nawet postępowania w razie dostania się do niewoli, wyboru miejsca na ognisko.

Autor podaje materiał w skondensowanej formie, po bardziej szczegółowe wytyczne warto udać się do literatury przedmiotu. Kalendarz, jak na swoją formę przystało, zawiera najważniejsze informacje, naprowadza na kierunki właściwych przygotowań i uczula na konieczność ich podejmowania, nawet jeśli w danym momencie czujemy, że nic nam nie zagraża. Później może już zabraknąć czasu a presja będzie rosła. Wydawało mi się, że w podstawowym zakresie jesteśmy oswojeni z omawianą tematyką, a jednak okazuje się, że jeszcze wiele możemy zdziałać, aby płynniej i bardziej komplementarnie przygotować członków naszej rodziny na wypadek zagrożenia i konieczności ratowania życia. Nigdy nie wiadomo, kiedy wypracowane umiejętności przetrwania przydadzą się, niekoniecznie w wypadku wojny, a chociażby podczas zwykłych przyrodniczych wycieczek lub ekstremalnych wypraw. Warto znać alfabet Morse’a, alfabet fonetyczny NATO, zasady nawigacji, rozkład stref czasowych, a przynajmniej mieć w zasięgu ich spis. Podoba mi się jednolita i miła dla oka szata graficzna, spójność i kolorystyka zdjęć. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
kalendarz, militaria, 288 stron, premiera 11.10.2023, format 11,5cmx16cm
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

sobota, 30 września 2023

KRÓLESTWO PIEKIEŁ

POWSTANIE WARSZAWSKIE

SVEN HASSEL

„To był całkiem normalny dzień i wszystko było w porządku. Jeszcze jeden zabity, którego pochowa się w bezimiennej mogile.”

Sven Hassel jako żołnierz niemieckiej armii uczestniczył w drugiej wojnie światowej, co wręcz namacalnie daje się odczuć podczas spotkania z książką. Właśnie piekło wojny dominuje w głównym przekazie, rozprzestrzeniające się i intensyfikujące okrucieństwo, bestialstwo, zezwierzęcenie, bezwzględność. Pięć lat konfliktu potrafi obedrzeć z człowieczeństwa, doprowadzić do prostackiego i chamskiego kształtowania myśli, posługiwania się językiem przemocy i poniżania, zaniku liczenia się z uczuciami innych, traktowania ofiar nie jako istoty ludzkie a jako przedmioty, nad którymi można się znęcać, narażać na niewyobrażalny ból, odmawiać prawa do życia, wyładowywać frustrację porażki w walce i zerkania śmierci w oczy. 

Autor ukazuje bezsens krwawych bitew, zafałszowanej propagandy, przymuszania do sięgania po broń. Wszystko przedstawia z perspektywy zwykłego żołnierza, jednostki poddanej wojennej agitacji, oddzielonej od bliskich, wystawionej na nieustanną walkę o przetrwanie. Moralne przekonania, etyczne wzorce, doniosłe idee spalają się w pożarze serc i dusz oprawców. Nie ma miejsca na litość, miłosierdzie i szlachetność. Liczy się każdy dzień, godzina i minuta uniknięcia zestrzelenia, zmiażdżenia, rozerwania, podarowania na tacy śmierci. Nie los i przypadek igrają z ludzkim życiem, ale drugi człowiek schowany za barykadą, nagle pojawiający się na ulicy, zaglądający dzikiem wzrokiem do obcego domu, robiący zbliżenie w snajperskiej broni, dzierżący władzę w obozie zsyłki. Koszmar, makabra, tortury, mord, terror na masową skalę. Jak znaleźć choćby szczątkowe usprawiedliwienie dla działania pod przymusem dowodzących, presją przełożonego, jedynie wykonywania rozkazów?

Wspomnienia żołnierza przeplata się z cytatami pochodzącymi z listów i przemówień Heinricha Himmlera. Prawda i fikcja mieszają się w świadectwie przeżycia. Powstanie Warszawskie stanowi szybko zmieniające się poboczne tło akcji. Ukazuje rozmiar perfidnej zdrady wobec Polaków, prób wymazania Warszawy z mapy Europy, wymordowania wszystkich mieszkańców i zmiecenia budynków z powierzchni ziemi. Patrząc na bieżące konflikty wojenne, w zasadzie bezkarność najeźdźców, heroiczną obronę obrońców, a w tym ginące człowieczeństwo, jako gatunek ludzki nie mamy prawa czuć się mądrym, dumnym i zwycięskim. Mroczne wojenne doświadczenia Hassela znajdują pisemne ujście, aby niejako rozliczyć się z samym sobą, tego, co się robił, jak balansował na granicy życia i śmierci, wyrzutu, że przynależał do narodu, który uczynił tak wiele zła. Pokazuje również rosyjskie odbicie lustrzane, prawdziwe, wstrząsające i niezapomniane.

4/6 – warto przeczytać
historia, prawda i fikcja, 338 stron, premiera 26.07.2023 (2009), tłumaczenie Joanna Jankowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

poniedziałek, 2 stycznia 2023

WOJNA INFORMACYJNA

THOMAS RID

„Linia oddzielająca fakt i kłamstwo jest przedłużeniem granicy między pokojem i wojną, zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej.”

Czytanie książki zajęło mi kilka tygodni, bynajmniej nie ze względów znużenia tematyką czy stylem przedstawiania, ale wręcz odwrotnie, wciągnięciem w głęboki obraz szpiegostwa i dezinformacji, spokojnym poznawaniem rozdziałów, analizowaniu podanych informacji i chwytaniu skojarzeń ze współczesną aktywnością rosyjskiego wywiadu. Thomas Rid wnikliwie, z naciskiem na szczegóły, prezentował przykłady zorganizowanego i zinstytucjonalizowanego oszustwa uprawianego w Rosji i poza jej granicami. Zobrazował podstępność, wyrafinowanie i można rzecz profesjonalizm patrząc z perspektywy masowości, różnorodności i skuteczności. Rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, naginanie faktów, przeinaczanie prawdy, preparowanie źródeł, fałszowanie dokumentów, podrabianie newsów, rozsiewanie wątpliwości, to narzędzia, którymi chętnie posługiwała i posługuje się rosyjska dezinformacja wobec Zachodu. 

Sztuka mistyfikacji już nawet na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku wywoływała podziw umiejętnością stworzenia nieprawdziwej organizacji i całej otoczki towarzyszącej. Wojna polityczna i środki aktywne osiągnęły mistrzowskie umiejętności, zaś pełnym polem do popisu dezinformacji okazały się nowe technologie i kultura internetu. Autor przejrzyście i przyjaźnie prowadził narrację, uporządkował materiał według klucza etapów powstawania i rozwoju dezinformacji, a także specjalizacji z uwzględnieniem różnorodnych środków i kanałów komunikacji. Uważny obserwator tego, co dzieje się na świecie, i tego, co prezentowane jest w mediach, zdaje sobie sprawę z istnienia zakulisowych działań, często podważa otrzymywane informacje czując, że coś całkiem innego jest na rzeczy, czuje presję manipulacji przekonaniami, odwracaniem uwagi, zacieraniem niewygodnych śladów, czy dyskredytowania i podważania zaufania. Ale i tak wiele nowego dostrzega po zapoznaniu się z tego typu publikacjami. Jednym otwierają oczy na ciemne warstwy publicznych wiadomości, innym uświadamiają złożoność sztuki osłabiania przeciwników, resztę zaskakują skalą, różnorodnością i poziomem przebiegu dezinformacji. Niewątpliwie inspirują do szukania zależności, drugiego dna, krytycznego słuchania, potwierdzania faktów i konieczności wyrabiania własnej opinii.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 606 stron, premiera 01.06.2022, tłumaczenie Fabian Tryl
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

piątek, 1 czerwca 2018

DZIEWCZYNKA Z WALIZKI David Serrano Blanquer

"Trzeba czasu, by wydobyć na światło dzienne to, co zostało wymazane."

Spodobał mi się sposób przybliżania historii dwóch sióstr rozdzielonych na sześćdziesiąt pięć lat przez dramatyczne świadectwa przeszłości, prawo do ułożenia życia na nowo, oraz tajemnice zanikające w ludzkiej pamięci. Narracja nieszablonowo prowadzi czytelnika po opowieści, uwzględniając nie tylko fakty, niesamowitą porcję emocji, lecz również przemyślenia autora. Szersza perspektywa nadaje głębi, powoduje, że zapoznając się z życiorysami sióstr, natychmiast przywołujemy w myślach podobne scenariusze ludzkich losów, dotkniętych przez wydarzenia drugiej wojny światowej, wypełnione trudnymi do opisania tragediami i niedolą, ale również łutem szczęścia i dobrocią innych.

Zgrabnie czytało się biografię, angażowała od pierwszej do ostatniej strony, poddawała też materiał do ogólnych refleksji o życiu i ludzkiej naturze. Na ile nieodwracalne są naznaczenia przez piekło getta, nieuzasadnione prześladowania, wyniszczające tortury, koncentracyjne obozy i śmierć bliskich? Czasem miało się wrażenie powtórzeń, jakby autor nie do końca wierzył, że czytelnik uchwyci podawane przesłanie, jednak miało to swój urok i powab. Trochę zgrzytu wdarło się w odbiór książki, kiedy autor dzieli się spostrzeżeniami, że polski naród niedostatecznie eksponuje pamięć zagłady Żydów dokonanej przez niemieckiego okupanta, a nawet zaciera wszelkie wspomnienia o obozie, z takimi opiniami pozwolę sobie kategorycznie nie zgodzić się.

Ośmiomiesięczna chora dziewczynka zostaje wyniesiona w sanitarnej torbie z warszawskiego getta przez młodziutką Irenę Sendlerową. Z narażeniem życia i ciepłą miłością opiekuje się nią przez pięć wojennych lat wielodzietna rodzina Ślązaków. Później Stefcia oddana zostaje w ręce siostry jej matki i emigruje z nową opiekunką do Urugwaju. Od tej chwili wszelkie ślady zacierają się, nikt nie odpowiada na listy i prośby o kontakt. Ale dziecko nie zostaje zapomniane, wciąż pojawia się we wspomnieniach Ślązaków, zaś świadectwa chwilowej obecności Stefci w rodzinie przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Jak wiele znaczy zachowanie pamięci, rozdarcie duszy, wyrwanie z biologicznych korzeni, kształtowanie osobowości, odkrywanie tożsamości, pragnienie poznania i akceptacji siebie, obarczone walką o życie, strachem i niepewnością?

4/6 - warto przeczytać
biografia, 270 stron, premiera 22.03.2018, tłumaczenie Małgorzata Maruszkin
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

czwartek, 31 maja 2018

DRONE WARRIOR Brett Velicovich, Christopher S. Stewart

"Decydowanie o życiu i śmierci w mgnieniu oka odmieniało ludzkie losy, również moje."

Książka opisująca kilka lat życia Bretta Velicovicha, członka elitarnej jednostki Delta Force, żołnierza uczestniczącego w tajnych operacjach wojskowych koncentrujących się na odkrywaniu związków, przewidywaniu wydarzeń, wyszukiwaniu i likwidowaniu najgroźniejszych terrorystów świata, przy użyciu niestandardowych i nowoczesnych technologii, w tym bezzałogowych pojazdów, dronów. Przyglądamy się ścieżce wojskowej kariery Velichovicha, powodom, dla których zaciągnął się do armii, odbytym szkoleniom, udziałom w tajnych misjach, analitycznym doświadczeniom, dowodzeniu jednemu z zespołów zaangażowanych w walkę z globalnym terroryzmem. Zaglądamy w głąb amerykańskiej polityki wojskowej, choć wiele informacji wciąż objętych jest klauzulą poufności, to jednak przedstawiony materiał i tak pomaga wczuć się w charakter i metody pracy.

Otrzymujemy obraz formy wojny, która wykształciła się podczas minionej dekady. Nowe technologie odmieniły sposób prowadzenia wojen, zaś wydarzenia z jedenastego września stały się impulsem do stworzenia innowacyjnych technik, procedur i taktyk w walce z wrogami Ameryki, zmniejszenia liczby ofiar wśród żołnierzy. Książka przesiąknięta propagandą patriotyzmu, miłości do ojczyzny, pragnienia zemsty za szkody wyrządzone USA. Czasami drażniło jednostronne spojrzenie na rzeczywistość, przedstawianie faktów z uwzględnieniem tylko słusznej idei, nieprzytaczanie liczby cywilnych ofiar w walce z terroryzmem, jeśli już są o tym wzmianki, to w formie jednostkowej i pobieżnej, choć zdecydowanie pozbawionej bagatelizowania, a uczulającej na aspekt zatracania własnego człowieczeństwa, przypominania sobie, że na ekranach obserwuje się prawdziwych ludzi. Wkradły się gloryfikacja i idealizacja, co nasuwa myśl, że książka, wbrew adnotacjom i deklaracjom autorów, mogła powstać na zamówienie służb public relations, i dodając już nieco żartobliwie, jednego z producentów energetyzującego napoju.

Niezaprzeczalnie jednak publikacja daje szansę zerknięcia na jedną ze współczesnych metod prowadzenia wojen, nowe zadania i wyzwania służb specjalnych, dostrzeżenia jak bardzo skurczył się świat dzięki nowoczesnym technologiom i poddawanym pogłębionej analizie obszernym bazom danych, jak wiele z tego, co kiedyś było niewiadomą i tajemnicą, teraz staje się możliwe do w miarę szybkiego i szczegółowego poznania. Pod koniec publikacji spoglądamy na drony jako narzędzia ratujące ludzkie życie, czy wspomagające walkę z kłusownictwem na afrykańskim lądzie. Mamy też napomknięcie o polskiej jednostce GROM. Narracja płynna i przyjazna, w ciekawy sposób przybliża tematykę, wciągając w opisywane zdarzenia, lecz także skłaniając do refleksji i do zadawania pytań. Trochę szkoda, że książka tak długo oczekiwała na akceptację różnych amerykańskich służb, przez co temat stracił nieco na świeżości, prekursorstwie i elemencie zaskoczenia.

3.5/6 - w wolnym czasie
autobiografia, 350 stron, premiera 14.03.2018, tłumaczenie Michał Kompanowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

czwartek, 24 maja 2018

KAŻDY UMIERA SAM Mari Jungstedt

INSPEKTOR ANDERS KNUTAS tom 11

"Nagle wydawało się jej, że ściany w mieszkaniu zaczęły się kurczyć, nie mogła złapać powietrza. Musiała wyjść. Nie była w stanie tam zostać ze swoim strachem i frustracją."

Minęło półtora roku od mojego ostatniego spotkania z serią o inspektorze Andersie Knutasie, serią przy której zawsze dobrze mi się relaksowało. Dlatego po przerwie z radością sięgnęłam po jedenasty tom, licząc na szybkie i sympatyczne zaczytanie. I choć ta odsłona nie należała do najbardziej intrygujących czy zawiłych, jednak podtrzymywała gotlandzki klimat, w który chętnie się zanurzałam. Fabuła oparta na prostych schematach, wiele elementów jesteśmy w stanie przewidzieć, dialogom można zarzucić nieco sztuczności, lecz i tak przychylnie przerzuca się kolejne strony książki. To lektura na niezobowiązujący odpoczynek, miła propozycja na oderwanie się od problemów dnia codziennego, przekierowanie myśli w wolną od kłopotów stronę. Zamknięta wyspiarska atmosfera udziela się niemal od początku powieści, autorka kolejny raz umieszcza akcję w prawdziwych miejscach, dorzucając do tego szczyptę krajobrazu, architektury, kultury i mentalności mieszkańców. Tajemnicze jeziora, rozległe wrzosowiska, charakterystyczne ostańce, pozostałości średniowiecznych budowli, stare fortyfikacje, renomowane festiwale, zaszywanie się w zaciszu letnich domków, z dala od turystów i gwaru przez nich sprowadzanego.

Zniknięcie trzyletniej dziewczynki, córki pracownicy zakładu fryzjerskiego, mobilizuje policję i lokalną społeczność do szerokich poszukiwań. Niestety, przeszukiwanie terenu, wypytywanie świadków, przeglądanie nagrań z kamer monitoringu, niewiele wnosi do sprawy. Zainteresowanie mediów sprawą rośnie, wzrasta frustracja grupy śledczej, a kolejne wydarzenia trudno uznać za zbieg okoliczności. Mało w tym tomie głównego bohatera serii, który po dramatycznych doświadczeniach usuwa się nieco w cień, pałeczkę po nim przejmuje inspektor Karin Jacobsson, z którą łączą Andersa bliskie relacje. Śledztwo wyczekuje na przełomowy etap, aby później toczyć się w już bardziej dynamicznych rytmach, zaś relacja z życia osobistego Knutasa kończy się w kulminacyjnym momencie, tak aby wzmóc ciekawość i skłonić do sięgnięcia po kontynuację. Seria gotlandzka: "Niewidzialny" tom 1, "Niewypowiedziany" 2, "We własnym gronie" 3, "Umierający dandys" 4, "Słodkie lato" 5, "Upadły anioł" 6, "Podwójna cisza" 7, "Niebezpieczna gra" 8, "Czwarta ofiara" 9, "Ostatni akt" 10. Seria kanaryjska: "Ciemniejsze niebo" 1, "Zawiedzione nadzieje" 2.

3/6 - w wolnym czasie
kryminał, 278 stron, premiera 12.04.2018 (2014), tłumaczenie Justyna Ostrowicka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.