Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2026

OKO POTWORA

JACEK DUKAJ

"Znajdowaliśmy się w stanie wojny, samotni w pustce kosmosu, miliony kilometrów od jakiegokolwiek ratunku, odcięci od ludzkości, pod huraganowym rykiem Słońca, z wrogiem na pokładzie.”

Bardzo lubię zaglądać do powieści obracających się w kosmicznych klimatach, wspartych tajemniczymi akcentami, uwzględniających materiał do filozoficznych refleksji. Przyjemność czytelniczego obcowania z intrygującą przygodą i równocześnie pożywka dla przemyśleń o ewolucji i zdobyczach ludzkich cywilizacji. Podoba mi się przeniesienie rozważań o istocie człowieczeństwa, uzasadnienia sztuki, sensie postępu, źródeł ciekawości i konsekwencji zmieniania rzeczywistości z wykorzystaniem nauki, w daleką przyszłość, w czasy międzygwiezdnych podróży, przenikania robotyki do organiczności, poszerzania granic ciekawości, zrozumienia i wykorzystania. Z jednej strony duma z intelektualnych osiągnięć, z drugiej degradacja rozumu. 

Odpływamy daleko w przestrzeń, nie tylko w ujęciu kosmicznym, ale również kwintesencji człowieczeństwa. Technologia mająca w zamyśle porządkować i ułatwiać życie ludzi, nagle przeobraża się w samodzielnie funkcjonującego potwora, wszechobecnego i wszechwidzącego, zmuszającego człowieka do podporządkowania i uległości, zwalniającego nie tyle z trudnych zadań, co z koncepcji rozwiązywania. Przypadek staje się nie motorem odkryć i innowacji, a blokadą i przeszkodą w dotarciu do prawdy w samonapędzającym się chaosie i nadmiarze informacji. Człowiek zwalnia się z biologicznego przymusu kreatywności, naturalnego nawiązywania społecznych relacji, napędzanego ciekawością poznawania rzeczywistości i przyjemnego przewidywania przyszłości w epokowym wymiarze, a zatrudnia człekokształtne automaty i podobne niby stworzenia. Naturalna skłonność ludzi do szukania powtarzających się wzorców ustępuje miejsca obsesji i paranoi.Podejrzenia i spiski stają się codziennością, wymogiem funkcjonowania, pułapką zamydlania oczu, logicznego i samodzielnego myślenia. 

„Oko potwora” znakomicie oddaje stan gęstniejącego chaosu, rozprzestrzeniającego się bałaganu, słabnącej umiejętności logicznego myślenia, nie tylko poprzez fabułę, ale i styl narracji. Dziennik lekarza, prowadzony w trakcie sabotażowej podróży kosmicznej frachtowca, nie stanowi wyzwania w poznawaniu i interpretowaniu, tym niemniej wymaga skupienia i chęci dostrzeżenia czegoś więcej niż tylko śledzenie akcji i dialogów, pobudza do uczestnictwa w podchwytywaniu pierwszoplanowych i drugoplanowych zagadnień do przemyśleń. Na ile odmienne jest postrzeganie wszechświata przez człowieka i sztuczną inteligencję? Czy bliżej AI do zrozumienia człowieka, czy odwrotnie? Czy, ogólnie mówiąc, myślące maszyny to dorobek współczesnej cywilizacji, a może główny grzech i przekleństwo? Czy rozum to siła napędowa ewolucji i postępu, czy przyszłościowa utrata wolności fizycznej i psychicznej? Niewielkich rozmiarów książka wprowadza w przyjemną atmosferę czytelniczą, bawi rozwijaniem pojawiających się kwestii refleksyjnych, jednak nie wychwytuję w niej kluczowego przesłania.

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 170 stron, premiera 01.05.2026 (2010)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 6 lipca 2026

GRY PAMIĘCIĄ

[PRZEDPREMIEROWO]

GRZEGORZ MOTYKA 
W ROZMOWIE Z ANDRZEJEM BRZEZIECKIM


O POLITYCE HISTORYCZNEJ, POLSCE, UKRAINIE I ROSJI

" Jeśli ktoś lekceważy sprawy przeszłości, to ta w końcu bierze na nim odwet.”

Interesująco spędziłam czas z książką, wciągnęłam się w rozmowę dwóch historyków, entuzjastycznie podchodziłam do zakresu poruszanych zagadnień i teorii. Niekiedy zakres merytoryczny wykraczał poza moje historyczne zainteresowania, ale chętnie przyglądałam się im w ujęciu zaprezentowanym przez Motykę i Brzezieckiego. „Gry pamięcią” zachęcająco ukazały źródła i istotę fałszywych narracji historycznych, szkodliwość obrony hipotez na temat źródeł zbrodni, przykłady zapętlenia polityki i historii. W politycznej przestrzeni historia traktowana bywa jako narzędzie wzbudzania emocji, przekierowywania uwagi i mobilizacji społecznej. A przecież nawet najszczytniejszy cel nie powinien odkształcać fakty i prawdę w imię indoktrynacji. Książka przywoływała zagadnienia fałszowania przeszłości, zmieniania znaczenia wydarzeń, dopisywania kłamstw do życiorysów. Idealnie wstrzeliła się w niespokojny czas napięcia między Polską i Ukrainą w interpretacji narodowych bohaterów i uczestników ludobójstwa, i nie tylko.

Autorzy wspominali o rosyjskim rozgrywaniu mapy politycznej. Nie unikali ukazania polskich mrocznych czynów. Upominali się o świadomość konieczności prowadzenia dialogu, wyjaśniania kart historii i budowania porozumienia, w aspekcie społecznym, politycznym i historycznym. Ciekawie naświetlali inną niż sinusoidalnie popularyzowaną perspektywę spojrzenia na kogoś, coś, miejsce, zdarzenie lub kampanię informacyjną.Tytuł na jedno posiedzenie czytelnicze, dla uporządkowania wiedzy, przypomnienia faktów, wyjaśnienia postaw polityków, uchwycenia kontekstu prawdy historycznej, uczulenia na wyłapywanie celowo ukrytych prawd. Dobra okazja do przyjrzenia się wybranym zagadnieniom polskiej historii, tej przeszłej i obecnej, powiązanych węzłem ambicji, konsekwencji i potrzeb narracyjnych. Indeks nazwisk pomagał w poruszaniu się po publikacji, zaś płynna i zrozumiała narracja, wsparta wyjaśnieniami, zachęcała do przygody z książką i rzetelnym postrzeganiu polityki historycznej Polski, Ukrainy i Rosji.

4.5/6 – warto przeczytać
historia, 322 strony, premiera 08.07.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 24 marca 2026

ISOLA

[PRZEDPREMIEROWO]

ALLEGRA GOODMAN

"Wszystko, czego pożądamy, ma swoją cenę. A wszystko, co posiadamy, kiedyś zniknie.”

Sympatyczne czytelnicze odczucie, kiedy zaglądasz na chwilę do książki, aby wyczuć, jaka będzie czekać cię przygoda, a po chwili okazuje się, że nie możesz się oderwać, czytasz rozdział za rozdziałem wiedziona ciekawością, jak potoczy się fabuła, uwiedziona wyjątkowo sugestywnie odmalowanym klimatem, przeżywająca razem z główną bohaterką przeznaczony jej los, i nawet nie wiesz kiedy docierasz do końca powieści, i żałujesz, że to już koniec. Nie gloryfikuję „Isoli”, niekiedy prowadzi prostą i przewidywalną ścieżką, jednak imponuje intensywność podróży, zarówno zaplecionej w scenariuszu zdarzeń, jak i toczącej się w duszy Marguerite. Szczere poznawanie siebie, bolesne odkrywanie prawdy o sobie, intymne zaglądanie w myśli i emocje to ogromne wyzwanie, zwłaszcza przy ekstremalnie zmiennych wiatrach życia, od bogactwa do biedy, od wyczekiwania do aktywności, od nadziei do straty, od przetrwania do walki. 

Czuję ogrom emocji postaci w doświadczaniu poszczególnych etapów egzystencji. Dotykam beztroskich lat, okresu niepokoju, próby przetrwania, aby po wyspie wątpliwości dotrzeć do przystani pewności siebie, poczucia własnej wartości i wiary w swoje siły. Zdumiewa ciężar niesionych trosk, krzywd i rozpaczy. Buduje podsycany płomień nadziei, czułości i determinacji. „Isola” przypomina czytelnikowi, że nawet wkraczając do dzikiej krainy, bezkresnego pustkowia, odciętej od świata wyspy, człowiek i tak zabiera sam siebie, czy tego chce, czy nie, zmuszony jest rozgryźć swoje myśli, przetestować własną tożsamość, dotrzeć do źródeł tego, co go definiuje, pomóc sobie w bitwie o niezależność i wolność. Unikana samotność i niepożądana alienacja, wbrew przypuszczeniom i obawom, mogą stać się narzędziem do wykształcenia umiejętności wdzięczności, prawdziwego dostrzegania szczegółów świata, zrozumienia istoty życia. Jakich silnych i dramatycznych przeżyć potrzeba, aby wychodząc od ufności i niewinności, poprzez krzywdę i okrucieństwo, dotrzeć do potwierdzenia wartości i cenności osobistej walki? 

Akcja historii rozgrywa się między tysiąc pięćset trzydziestym pierwszym rokiem a czterdziestym czwartym. Składają się na nią: Perigord, La Rochelle, na morzu, na wyspie, i znów na morzu, a w finale dopełnienie cyklu przeznaczenia. Nawet kiedy ktoś, wbrew naszej woli, kieruje naszym życiem, warto wypatrywać szans samodzielnego chwytania za ster. Jeśli nie wypełnia funkcji naszego obrońcy, sami musimy się nim stać. Podoba mi się, że Allegra Goodman sięga po prawdziwą historię z szesnastego wieku, dociera do wszelkich wzmianek na jej temat, aby pomysłowo, z wyczuciem i sugestywnie przedstawić ją bez tracenia ducha dawnej epoki, tworząc pomost do współczesnego ujęcia walki o prawa kobiet do samostanowienia. Jak wiele na mapie społecznych wzorców wysp z porzuconymi mentalnie kobietami, jak wiele kobiet zmuszonych jest do trwania w samotności, i jak wiele z nich walczy o swoje, traktując skrawek ziemi jak przystań, a samotność jako schronienie? Czyż nie jesteśmy wyspami w oceanie ludzkich prądów?

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, powieść historyczna, 518 stron, premiera 25.03.2026 (2025)
tłumaczenie Monika Popławska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

sobota, 7 marca 2026

JAKBYŚ KAMIEŃ JADŁA

WOJCIECH TOCHMAN

"Każda zbrodnia ma swoje imię i nazwisko.”

Książkę czytałam w skupieniu, przepełniało mnie wzruszenie, do głosu dochodziły refleksyjne myśli. Z bólem wsłuchiwałam się w przeżycia kobiet wciąż mających nadzieję na odszukanie kości bliskich zaginionych w wojnie, zamordowanych w bestialstwie, oszukanych w sumieniach oprawców, pochowanych w masowych grobach, zbezczeszczonych w przypadkowych miejscach. Budzące silne emocje obrazy matek przywołujących do ujawnienia się resztek ciał dzieci, żon liczących na cud dowiedzenia się, jak i gdzie zmarli mężowie, córki pragnące znaleźć i pochować szczątki ojcowskich genów. 

Wojna nie zna litości, sięga najmroczniejszych sfer ludzkiej natury, wyzwala w człowieku najgorsze. Wprowadza w traumę, która towarzyszy ofiarom do końca życia. Nawet jej koniec nie staje się początkiem nowego, nadal głęboko trwa w ludziach, krzywdy nie dają o sobie zapomnieć, niemożność pochowania zmarłych łamie serce, rzeczywistość nie wraca do pierwotnego stanu. Życie staje się imitacją, pustką i czekaniem, a co gorsze, wciąż widzi się oprawców w twarzach sąsiadów, morderców w etnicznym wydźwięku, gwałcicieli w mężczyznach. Wydawałoby się, że człowiek dumny ze swego człowieczeństwa, rozumu, wrażliwości i kultury, nie może tak wiele zła uczynić drugiemu człowiekowi. A jednak, pozostawia po sobie miasta widma, świadectwa bestialstwa w obozach koncentracyjnych, ziemię pokrytą szczątkami ludzkich kości, niemożliwe do identyfikacji zmieszane kości wydobyte podczas ekshumacji, a także lęk, że śmierć z rąk dawnych i obecnych sąsiadów jeszcze wróci. 

„Jakbyś kamień jadła” to wstrząsający obraz tego, co działo się, kiedy człowieczeństwo przestało istnieć w ramach konfliktu wojennego, do jakiego stopnia wypaliło się okrucieństwo w duszach zbrodniarzy, jak szybko i sprawnie poszybowało w kierunku ludobójstwa. Opowieść o tym, jak żyć po wojnie na gruzach miast, domów, rodzin i serc, jak radzić sobie z widokiem dawnej własności przejętej przez tych, co stali po drugiej stronie konfliktu. Przejmująca relacja z wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995), krwawego spustoszenia, które po sobie zostawiła, mrocznej serbskiej odsłony nienawiści, osobistych opowieści kobiet i skomplikowanych relacji. Styl narracji niezwykle przemawiający do wyobraźni, oszczędny i przejrzysty, stał się tłem dla przybliżenia bratobójczych dramatów i ciężkich traum. Dlaczego nasz gatunek wciąż wdaje się w konflikty zbrojne, odbiera życie, niszczy ludzkie losy, wprowadza kalectwo, zamęt i destrukcję? Dlaczego nie uczymy się na historycznych doświadczeniach i konsekwencjach? Czemu organizacje powstałe w imię pomocy tak naprawdę niewiele i nieskutecznie przeciwstawiają się realiom ogarniętych wojną regionów? 

Jakże potrzebujemy takich reportaży, aby dawać smutne świadectwo nieograniczonego ludzkiego bestialstwa, okazać szacunek ofiarom, tym, co zostali zabici, i tym, co przetrwali w aurze straty, pamiętać dokąd prowadzi nasza nieokiełznana ciemna strona natury, przypominać, że za zło sami odpowiadamy, czynem lub biernością. Wobec tego, co obecnie dzieje się na świecie uwikłanym w konflikty, warto zbliżyć się do tego typu lektury, relacjonującej, uświadamiającej, wywołującej refleksje i odwołującej się do sumienia gatunku ludzkiego. Zerknij na inną książkę Wojciecha Tochmana, przedstawioną na Bookendorfinie, "Pianie kogutów, płacz psów", zainteresować może także "Pożegnanie z Narnią", rozmowa autora z Anną Krall.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
reportaż, 160 stron, premiera 18.02.2026 (2018)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 3 marca 2026

ŚWIĘTOWANIE ŻYCIA

EWA WOYDYŁŁO

"Zakładając maskę, nie godzimy się na siebie. Chcąc uniknąć odrzucenia przez innych, odrzucamy sami siebie.”

Osoby obserwujące i czytające Bookendorfinę wiedzą, że po trudnych doświadczeniach życiowych w ostatnich kilku latach i braku czasu dla samej siebie, po lekkim odpoczynku od niemal wszystkiego, wreszcie nabrałam sił, aby zadbać o siebie mentalnie, dotrzeć do najgłębszych pokładów duszy, uruchomić proces oczyszczania z toksycznych myśli i relacji. 

Jestem bardzo zadowolona z tego, jak pozwalam rozwijać się dialogowi samej ze sobą, przychylnym okiem spoglądać na własną osobowość, doceniać pozytywny wpływ samoświadomości. Aby podtrzymać dobrą passę po poradzeniu sobie z poczuciem straty i niesprawiedliwości dotykającej mojej bliskich, z przyjemnością trwam w postanowieniu dbania nie tylko o innych, ale i o siebie samą. Dlatego chętnie zaglądam do różnorodnych publikacji, nie tylko popularnonaukowych z dziedziny psychologii i neurologii, ale również poradników o charakterze terapeutycznym, przypominających o najważniejszych wartościach w wysokiej jakości prawdziwego życia. 

Przy książkach Ewy Woydyłło sympatycznie spędzam czas, nie czuję presji szybkiego poznawania. Celowo umawiam się z nimi na spokojne spotkanie, tak aby jak najwięcej złapać cennych myśli i trafnych przekazów. Oczywiście, prezentowany materiał nie należy do nieznanych mi, wiele już w życiu przeżyłam, pokonałam długą drogę, nazbierałam sporo inspirujących doświadczeń, jednak wciąż mam wrażenie, że warto sobie o nim przypominać, dopingować się do trafniejszej aktywności, wyciągać z treści to, co w danym momencie najbardziej potrzebuję lub najlepiej mi służy.

„Świętowanie życia” to w zasadzie trzy książki w jednym wydaniu. Napisane w dwa tysiące piątym roku „Sekrety kobiet” pięknie odnoszą się do różnych odcieni kobiecości, wyobrażenia o nas samych, poczuciu wartości, pozytywnych wzmocnieniach, ale i szeroko omówionych chorobach duszy. Sporo o emocjach, lękach, samotności, płaczu, krzywdach, nierówności i sekretach. Podobała mi się propozycja ujmowania problemów w formie pytań, wywołania odwagi do przeprowadzenia zmian, odrzucenia mitów krzywdzących związki. Miałam możliwość przeprowadzenia różnych testów, w tym autodiagnozy. Poznałam konkretne przypadki innych osób, ukazujące problemy, podłoże, podejście i sposoby rozwiązywania. 

W „Butach szczęścia”, powstałych w dwa tysiące dziesiątym roku, szczególnie zainteresowałam się zjawiskiem intuicji w ocenianiu właśnie poznanych osób, zdrowym egoizmem, źródłami kompleksów i nieśmiałości, zasadami budowania optymizmu, niezbędnością zabawy, śmiechu, radości, sportu i porządku, a nade wszystko świętowania codzienności. Ciekawym uznałam aspekt dojrzewania do miłości i przyjaźni, oraz wkładanych przez nas różnych masek społecznych. Ta część publikacji wzbogacona została klimatycznymi i przyjaźnie przemawiającymi zdjęciami, rzut oka na nie już podsuwał właściwe skojarzenia. 

Wydana w dwa tysiące dwudziestym drugim roku „Droga do siebie” najbardziej mi się obecnie przysłużyła, gdyż zawierała informacje, które bardzo mnie obecnie interesują. Należały do nich filary poczucia wartości, zwłaszcza aspekty niskiej samooceny negatywnie wpływającej na jakość życia, alfabet samoakceptacji, instrukcje regulowania emocji, szczególnie gniewu i wybaczania, i coś nad czym pracuję od wielu lat, czyli alternatywy dla perfekcjonizmu. Zachęcam do uwzględnienia książki w planach czytelniczych, dociera do źródeł tego, co sprawia nam trudność w świętowaniu codzienności, napełnia optymizmem i podsuwa rozwiązania samorealizacji. Zerknijcie również na inne książki Ewy Woydyłło, przedstawione niedawno na Bookendorfinie, zatytułowane "Wszystkiego najlepszego!" i "Cztery pory roku z Ewą Woydyłło".

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, psychologia, 490 stron, premiera 15.10.2025 (2005, 2010, 2022)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 17 lutego 2026

SOLARIS

STANISŁAW LEM

„Kontakt staje się pozorem, a głębia, jaka się otwiera przed odkrywcą, jest głębią pozorną – taką samą jak ta, którą oglądamy wpatrując się w powierzchnię lustra, odsyłającego nam nasz własny obraz i obraz przestrzeni, w której jesteśmy wieczyście zamknięci.”

W ramach przypominania dzieł Stanisława Lema, po „Kongresie futurologicznym” nadszedł czas na „Solaris”, również ulubioną powieść. „Solaris” mogę czytać co jakiś czas i za każdym razem dostrzegać coś nowego w ujęciu rozpatrywania gatunku ludzkiego. Podoba mi się przekorne potraktowanie zdolności rozumu człowieka do absorpcji wiedzy całkowicie dla niego nowej i zaskakującej, kiedy uważa się za osobnika obdarzonego wystarczającymi umiejętnościami, żeby tego dokonać w każdych warunkach, a jednak niewyobrażalnie dla niego stojącego na niskim poziomie rozwoju rozumowania. Ludzka ewolucja nie nadąża za tym, co spotyka człowieka we wszechświecie, z jakim mega odmiennym bytem ma do czynienia, i jak całkowicie mija się z jego postrzeganiem. Szalenie oryginalne potraktowanie obcego, uczące pokory wobec sił, o których gatunek ludzki nie ma wyobrażenia. Przeżycia kluczowego bohatera znakomicie ukazują zasady funkcjonowania w niezrozumiałym świecie, jego głęboko zakorzenione wierzenia jako przeszkody w ogarnięciu obcej rzeczywistości, dysonans w odbiorze tego, co pokazują mu zmysły i interpretacje rozumu. 

Nic dziwnego, że powieść bawi i skłania do refleksji. Przejście za granicę szaleństwa i obłąkania, aby z czasem potraktować je jako niemal naturalny stan rzeczy, wyzwala ogrom kwestii, pytań i wątpliwości. Ludzka percepcja prowadzi na manowce, kosmos wciąga w ekstremalne doznania i niewyobrażalne świadectwa obcej inteligencji, zaś logika w pełni wymyka się uzasadnieniu. Naukowy i technologiczny klimat fantastycznie podkreśla to, że człowiek stawia na wiedzę, jej zdobywanie, a kiedy odkrywa jej fragment ekstremalnie trudny do pojęcia, nagle traci istotę egzystencji i elastyczność narzędzia poznawania. Broni się przed tym, co odbija się w oceanie wspomnień, pragnień i moralnego niepokoju. Autor zmyślnie podchodzi do fabuły, przypasowuje klimat do wiodących cech natury człowieka, czyni z niego dodatkowy wymiar kosmicznej obcości i obecności. "Solaris" to już klasyka, ale nadal ekscytująca i pionierska. Człowiek wybiera się na podbój kosmosu, ale czy jest na to gotowy? Czy zna swoją naturę? Czyż nie powinien najpierw uporządkować własny świat zanim wyruszy poznawać odległy wszechświat? A może to właśnie niedoskonałość człowieka staje się jego największą inspiracją w poszerzaniu zajmowanej w kosmosie przestrzeni? Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z podsuwającym materiał do refleksji "Niezwyciężonym", rewelacyjną komiksową przygodą "Podróż siódma", interesującą korespondencją między Stanisławem Lemem a Ursulą K. Le Guinza "I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze", tytułami prezentowanymi na Bookendorfinie.

5.5/6 – warto przeczytać
fantastyka naukowa, 286 stron, premiera 26.11.2026 (1961)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 16 lutego 2026

CZTERY PORY ROKU Z EWĄ WOYDYŁŁO

[PRZEDPREMIEROWO] 

PRZEWODNIK PO CODZIENNOŚCI

EWA WOYDYŁŁO

"Może najważniejszym zadaniem pamięci nie jest ocalanie przeszłości, lecz ocalanie przyszłości?”

Sięgam po książki Ewy Woydyłło, kiedy w życiu dzieją się rzeczy, które niekoniecznie chciałabym, aby zaistniały, rzeczy pojawiające się niezależnie ode mnie, wyzwalające negatywne uczucia i poczucie szeroko rozumianej straty. Złote myśli i cenne wskazówki pozwalają zgrabniej i szybciej wkroczyć w świat z pozytywnymi emocjami. Teksty wybrane do tej publikacji, napisane w latach od dwa tysiące osiem do dwa tysiące dwadzieścia pięć, poznałam wcześniej, jednak przyjemnie jest przypomnieć je sobie, odświeżać zdrowe spojrzenie na siebie samą i zewnętrzne otoczenie. Oczywiście wiem, że trzeba z życia brać najwięcej jak się da, stwarzać możliwości samorozwoju, nadawać kierunek codzienności, lecz jakże często fiksuję się na tym, co w danej chwili, a nawet przeszłości i przyszłości, wydaje się najważniejsze, poddaję się presji czasu, zapominając o konieczności celebracji każdego dnia. Wówczas zbiór przypominajek o tym, co naprawdę istotne, okazuje się jak najbardziej cennym doznaniem dla duszy i spokoju.

Autorka przypomina, że życie biegnie właśnie teraz, w tej chwili, w danym momencie, tylko ode mnie zależy, czy świadomie poświęcę mu czas, wypełnię przeżywaniem, różnorodnymi pasjami i realizowaniem marzeń. Każda pora roku stanowi idealną okazję do wprowadzenia korzystnych zmian, uporządkowania własnej przestrzeni, pracy nad odzyskaniem sił fizycznych i duchowej radości życia. Warto porzucić szkodliwe nawyki i przywary, zabierające zdrowie, zatruwające umysł, niszczące społeczne relacje, a skoncentrować się na rozwijaniu pozytywnego myślenia, optymistycznego podejścia nawet do nieuniknionych problemów, pielęgnowaniu wewnętrznej młodości i wdzięczności. Jakże wiele satysfakcji daje podnoszenie kwalifikacji, penetrowanie ciekawych dziedzin nauki, poszukiwanie własnego ja i wyrażania siebie, dowiadywania się czegoś nowego o sobie, gdyż stworzyłam ku temu warunki. Cudowne uczucie spełnienia w budowania poczucia własnej wartości, wiary w siebie, zrozumienia i akceptacji samego siebie. Właśnie w tych aspektach tkwi siła doświadczania życia i dzielenia się tą siłą z bliskimi.

Przewodnik po codzienności pięknie wydany, z barwionymi kwiatowym wzorem brzegami, przydatną zakładką i optymistyczną kolorystyką. Sięgając po niego natychmiast przywołuję pozytywne skojarzenia, wypełnione nadzieją na szczęście wyrażane po swojemu, szczerą radością, że znajduję chwilę tylko dla siebie, na spokojne przyjrzenie się sobie i swojemu życiu, zastanowienie się, jak uczynić je lepszym, pełniejszym i pogodniejszym. Książka zawiera pouczające i podnoszące na duchu ważne myśli, każdą z nich znam, ale w grupie intensywniej przemawiają. Zachęca do wprowadzania zmian i przemiany na lepsze. Podsuwa praktyczne rady, podpowiedzi, instrukcje, a także rozwijające ćwiczenia, ćwiczenie gimnastyczne duszy praktykuję od wielu lat. Znajduję konkretne przykłady i humorystyczne nici. Narracja przyjemna i przyjazna, zrozumiale wyjaśnia i zachęca do świadomej obecności, pozyskiwania odwagi, angażowania się w życiu w dziedzinach, które kształtują je na własny sposób i wspomagają wyrażanie siebie poprzez szeroko rozumianą kreatywność. Zerknijcie również na inną książkę Ewy Woydyłło, przedstawioną niedawno na Bookendorfinie, zatytułowaną "Wszystkiego najlepszego!".

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, psychologia, 202 strony, premiera 25.02.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 

środa, 4 lutego 2026

JÓZEF PIŁSUDSKI

RZECZ O NIEPRZECIĘTNOŚCI

MARIUSZ WOŁOS

„Piłsudski wygrał swoją walkę o miejsce w historii, którą konsekwentnie prowadził przez niemal całe życie, najpierw przede wszystkim czynem, potem coraz częściej piórem.”

Ostatnio bardzo przychylnie nastawiłam się na zgłębianie historii i wnikliwy wgląd w życie i dokonania historycznych postaci. Kwestia chęci uzupełniania wiedzy otrzymanej w poszatkowanej wersji i z ukierunkowaną interpretacją w szkole objętej komunistycznym programem. Dojrzałam do badania przeszłości, zrozumienia jej uwarunkowań i przebiegu, zastanawiania się, jak wpłynęła na współczesność. W latach mojej edukacji postać Józefa Piłsudskiego przedstawiana była jako wróg ludu i zdrajca socjalistycznych ideałów, korzystnie ówczesne domowe nauczanie mojego taty przywracało jej blask i znaczenie.

Biografia „Józef Piłsudski. Rzecz o nieprzeciętności” przekonuje przygotowaniem do powstania, ogromem pracy włożonym w dotarcie do źródeł, logicznym uporządkowaniem zdobytego materiału i przystępnym przedstawieniem wiedzy. Trudno zbliżyć się do pełnej prawdy o znaczącej postaci w historii Polski, mniej lub bardziej lubianej, rozumianej i popieranej, osobowości wywierającej na otoczenie sprzeczny w odbiorze wpływ. Człowiek i polityk, geniusz i charyzmatyczny przywódca, w tym determinacja i wielkie plany. A jednak autor znakomicie ukazuje rzetelny profil Piłsudskiego. W mieszance różnorodnych cech, postaw i zachowań obrazuje odbicie zwykłego człowieka i wybitnego męża stanu, w lustrze autorytatywnego przywództwa i nieprzeciętnej motywacji, idealizmu i pragmatyzmu, krytyki i autokreacji, śmiertelności i obecności w historii. Osadza wszystko w historycznych okolicznościach, walki o Polskę niepodległą i odrodzoną, wzmocnioną wewnętrznie i z godną pozycją na arenie europejskiej. Przystępny i przyjazny styl narracji, uwzględniający szerokie grono czytelników, zachęcający do własnych interpretacji. Satysfakcja z efektywnie spędzonego czasu z książką.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
biografia, literatura popularnonaukowa, historia, 674 strony, premiera 24.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 3 lutego 2026

HISTORIA KOMUNIZMU NA ŚWIECIE. WSPÓŁSPRAWCY

THIERRY WOLTON

HISTORIA KOMUNIZMU NA ŚWIECIE tom 3

„Każda fałszywa ideologia kończy się rozlewem krwi, ale zawsze jest to krew innych ludzi.” Albert Camus

Nie spodziewałam się, że książki autora tak bardzo spodobają mi się od strony ujmowania omawiania komunizmu, szczegółowości specjalistycznej wiedzy, ciekawych i zachęcających do przemyśleń materiałów. Przygody czytelnicze nie tylko po historii ideologii znamiennej dla dwudziestego wieku, ale również jej wpływu na kształtowanie się współczesności. Thrierry Wolton zaimponował przygotowaniem materiału, kładzeniem nacisku na każdy detal, szalenie przyjazną narracją i logicznym ułożeniem tomów, części i rozdziałów. Wyczuwałam ogromne bogactwo źródeł, co potwierdzała bibliografia, chętnie posiłkowałam się indeksami nazwisk, czasem zaglądałam do przypisów. Pomocne schematy, bogactwo cytatów, fragmenty dokumentów, to dodatkowe bonusy obszernej publikacji. Pierwszy tom „Historia komunizmu na świecie. Kaci” i drugi „Historia komunizmu na świecie. Ofiary” wysoko postawiły poprzeczkę oczekiwań wobec trzeciego tomu.

„Historia komunizmu na świecie. Współsprawcy” nie zawiodła, uznałam za najlepszy tom. Wysoko oceniłam, ogrom wiedzy, jaki wyniosłam, bardzo satysfakcjonujący. Czytanie tytułu zabrało mnóstwo czasu, jednak efektywnie i efektownie został wykorzystany. Nad kilkoma perspektywami prób dochodzenia historycznego obejmującego pewne zagadnienia wcześniej nie zastanawiałam się, nie poddawałam interpretacji, brałam jako rzecz oczywistą, a okazało się, że nie do końca tak powinno być. Wolton prowadził po różnych momentach dziejowych reżimu komunistycznego i jego tragicznego bilansu. Współsprawców wskazywał nie tylko wśród przywódców i katów, bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie, ale poszerzał poza otoczenie wewnętrzne społeczeństw żyjących w utopii równości, dyktaturze proletariatu. Przywoływał współwinę także otoczenia zewnętrznego, cechującego się wobec komunizmu pobłażliwością, zaślepieniem, naiwnością, często podziwem i nadzieją, albo racją stanu. Oraz instytucje, organizacje umowy i pakty, a wszystko w tle strategii władzy i walki o wpływy.

Autor dużo mówił o moskiewskim źródle zła, umyślnej ślepocie, początkach końca komunizmu i globalnym wpływie jego schedy. Przedstawiał zbrodniczą praktykę ideału komunizmu, masakrę własnej ludności, infantylność uproszczonych wizji, dyscyplinę partyjną, szerokie uprawianie propagandy, fałszowanie obrazu i manipulowania opinią publiczną. Przemawiało do mnie zajęcie się tematyką pułapek, w jakie wpadła część intelektualistów, naukowców, twórców, artystów i autorytetów, zastawionych przez ideologię bezklasowego społeczeństwa. Spojrzenie na ludzi, teoretycznie dysponujących umiejętnościami własnego osądu i krytycznego myślenia, w praktyce przyczyniającymi się do tego, że prawda była gorsza niż kłamstwo. Różnorodność podmiotów współodpowiedzialności nie zwalniało i nie rozmywało win za funkcjonowanie machiny totalitarnej i zbrodni przeciwko ludzkości. Zadziwiające, i warte zapamiętania, jak głębokie i wyraźne piętno na umysłach ludzi odcisnęła skompromitowana ideologia komunizmu. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką tego autora "Powrót barbarzyńskich czasów", o zaślepienie Zachodu i nieodrobionych lekcjach z przeszłości, przedstawioną na Bookendorfinie.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura faktu, historia, 1252 strony, premiera 26.11.2025 (2017)
tłumaczenie Justyna Nowakowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 1 lutego 2026

KRÓLESTWO Z NASZYCH RAN

GAЁLLE JOSSE

"Czas to wstęga Möbiusa wyginająca się bez końca, bez możliwości cofnięcia się, bez punktów orientacyjnych...”

Przepiękna podróż czytelnicza, intymna nie tylko w sferze przeżyć bohaterki, ale i osobistych odczuć czytelnika. Autorka wspaniale zespala treść powieści z inicjacją przemyśleń u odbiorcy, który przemierza z kluczową postacią setki kilometrów, od jednego miasta do drugiego, podchwytuje wspomnienia i melodie życia, jednocześnie delikatnie przywołuje własne obrazy przeszłości i powracające dźwięki minionych doświadczeń. Sto pięćdziesiąt stron opowieści i siedem dni podróży, dla jednych aż nadto by poczuć wewnętrzną siłę odradzającą się po stracie bliskiej osoby, dla innych początek przepracowywania bólu nieodwracalności odejścia, potrzebują lub chcieliby dłużej w tym trwać, nie po to, aby pogrążać się w smutku, ale by nie musieć zderzyć się z tragicznym fragmentem rzeczywistości. Ktoś woli zaszyć się w domowym zaciszu, wszechobecnej ciszy osiadającej w pomieszczeniach, a ktoś inny wybiera drogę z wyznaczonym celem i chaosem otoczenia, dostarczającym dowody intensywnego życia i poczucia trwania. Jakże symbolicznie można podejść do ostatnich stron opowieści, zestawienia książki i muzeum, karty życia i pamięci. Chcielibyśmy pozostawić coś po sobie dla kolejnych pokoleń, nawet jeśli namiastkę emocji wyrażonych w przedmiocie, dających odczytać się poprzez dotyk i wyobraźnię. Zastanawiamy się, czy to, co dla nas ma ogromne znaczenie, innym również wyda się atrakcyjne? A jeśli nawet nie, to czy nie podchwytujemy i trzymamy się myśli, że liczy się samo wrażenie, zadanie pytania, czym było dla właściciela, kim on był, nawet jeśli czas zatrze tożsamość i historię, a nawet fakt istnienia?

Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do poetyckiej narracji Gaёlle Josse, przesyconej wyjątkową wrażliwością, oszczędnością słów stawiającą nie na wytworzenie obrazu, ale zanurzenie się w odczuciach, przychylnością wobec prawdziwości spostrzeżeń i różnorodności losów. Chwytając książkę, nie spodziewałam się, że panujący nastrój tak bardzo i precyzyjnie udzieli się i mnie. Przystanki na trasie głównej bohaterki stały się i moimi stacjami refleksji wobec przemijania i traktowania życia jako egzystencji w ruchu, samemu wyznaczania mu tempa w eksplorowaniu, stawiania kroków w codzienności i wyboru stylu tańca w marzeniach i pasjach. Można obierać kierunek dążenia do czegoś, nawet w wymiarze perfekcyjności, jednak warto mieć świadomość, że przypadkowe wypadnięcia z rytmu, potknięcia i zmiany kursu to dowody prawdziwego oparcia w rzeczywistości, mniej lub bardziej znaczące skazy, które czynią nas bogatymi wewnętrznie, uczą szacunku, pokory i wytrwałości, a nawet dostrzeżenia, akceptacji i miłości wobec samego siebie. Nie idealność sprawia, że jesteśmy wyjątkowi, lecz popełniane błędy i reakcje na nie czynią nas unikalnymi. Chaos można traktować jako sprzymierzeńca, stwarzającego nowe okazje dla wyborów i wyzwań. Spodobało mi się porównanie wspomnień do tego gatunku motyli, które na ziemi stają się niewidoczne, przypominające zeschły liść, kawałek drewna, kamień, ale kiedy się otwierają, odsłaniają wnętrze niebieskie jak lapis lazuli pożyłkowany żółcienią, ulotny dar cudu. „Królestwo z naszych ran” to ogromna satysfakcja czytelnicza, emocjonalna podróż w głąb siebie, zrozumienie kwintesencji życia, pogodzenie się z faktem przemijania, nastawienie się na odczuwanie tego, co pozornie trwałe i widzialne, a jednak ulotne i ukryte. Bogaty materiał do rozważań, intymnego rachunku sumienia, osobistego podziękowania za bliskość.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 148 stron, premiera 26.11.2025, tłumaczenie Agata Kozak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 29 stycznia 2026

APTEKA POD PAPROCIAMI

SUSANA OSORIO-MROŻEK

"To, że istnieje (zło), to jedno, ale zezwalać na nie, bo się przydaje, to zupełnie co innego.”

Nieduża powieść, sto osiemdziesiąt stron, na jeden wieczór czytelniczy, szybką podróż w przeszłość do renesansowego Krakowa, miasta tętniącego życiem i dworskimi intrygami, ale również doświadczonego dworskimi śmierciami i bezlitosną zarazą. Okazja do wejścia w połowę szesnastego wieku, spotkania historycznych postaci i zaprzyjaźnienia się z fikcyjnymi. Maria, kluczowa bohaterka, ciekawa od strony młodzieńczego entuzjazmu, spragniona wiedzy tajemnej, poszukująca wolności od społecznych ograniczeń, starająca się dzierżyć własny los. Dotknięta przez śmierć matki w niemowlęctwie i ojca w nastoletniości, doskonale wie, czym powinno być oddanie, przyjaźń i miłość. Jednak życie szybko pokazuje prawdziwe oblicze, mieszankę zła i dobra, ambicji i żądzy, prawdy i kłamstwa. Młoda kobieta walczy o siebie i bliskich, a wszystko splata się z dziejami Krakowa. 

Autorka przekonująco oddaje realia epoki, od strony społecznej, obyczajowej i politycznej. Czarne charaktery zgrabnie dopełniają wzorce ludzkiej natury. Sfera uczuciowa przekonująco poprowadzona. Styl narracji oszczędny i lekki, swobodnie niesie po scenariuszu zdarzeń, przekonuje odległymi czasami, odmiennymi realiami, ale ludzkimi zachowaniami sprzed pięciu stuleci, jakże zbliżonymi do współczesnych. Jeśli macie ochotę poznać bliżej ścieżkę kariery burmistrza Krakowa Erazma Czeczotki, czarnoksiężnika Jana Twardowskiego, nadwornego aptekarza Floriana Carborto, zerknąć na majestat Zygmunta II Augusta, poczuć wielką siłę miłości króla do Barbary Radziewiłłowicz, czy moc nienawiści królowej Bony Sforzy, sięgnijcie po tytuł. „Apteka pod Paprociami” zapewnia miłą przygodę czytelniczą, klimatyczną i wiarygodną, dającą świadectwo kobiecych pragnień, głębokich przekonań, że pod względem wiedzy kobiety mogą osiągnąć to samo, co mężczyźni, a nawet więcej, jeśli tylko da im się sposobność i przyzwolenie na wyjście z krzywdzących stereotypów i przypisanych społecznych ról.

4/6 – warto przeczytać
powieść historyczna, 174 strony, premiera 26.11.2025
tłumaczenie Marta Szafrańska-Brandt
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 22 stycznia 2026

LUDZIE HITLERA

TWARZE TRZECIEJ RZESZY

RICHARD J. EVANS

„A co myśleli ci, którzy przeżyli wojnę, o swoim postępowaniu w okresie Trzeciej Rzeszy? Czy spojrzeli na siebie z perspektywy moralnej, czy czuli skruchę, czy zrozumieli, co zrobili?”

Dużo zyskałam na spotkaniu z książką, uporządkowałam wiedzę o hitlerowcach, otrzymałam materiał do refleksji o naturze człowieka i źródło do badań nad zachowaniem społeczności zespolonej krańcowo destrukcyjną ideologią. Przyjęta perspektywa ujęcia tematyki znakomicie wpisała się w moje zainteresowania. Spojrzenie na nazizm nie od strony szeroko rozumianej historii, ale jednostki, osobowości, mentalności i motywów służenia reżimowi cechującym się totalnym brakiem skrupułów, pozwoliło wniknąć w praprzyczynę zła dokonywanego przez Niemców podczas drugiej wojny światowej. Przypisanie się do „tylko wykonywania rozkazów”, podczas napaści na inne narody i masowej eliminacji ich reprezentantów, nie było żadnym wytłumaczeniem, ponieważ poprzedzała go możliwość dokonania wyboru i kierowania się zwykłą ludzką przyzwoitością. Nie było usprawiedliwienia dla narodu, który dopuścił do władzy kogoś takiego jak Adolf Hitler, akceptował dyktaturę, wojnę i ludobójstwo. Bez względu na panujący klimat społecznego niezadowolenia z przegranej wcześniej wojny, słabej kondycji gospodarki i mocy odwołań do wyjątkowości własnego narodu. Żądza władzy i dominacji rozsiewała się po wszystkich szczeblach struktury nazizmu, a każdy składał się z konkretnych ludzi i to oni dokładali cegiełkę do budowy wypaczonej moralności.

Richarda Evansa poddawał badaniu osobowości sprawców, osadzał w społecznym i politycznym kontekście, ukazywał wzorce i cechy wspólne. Przemyślenia płynące z analiz jednoznacznie wskazywały, że ludzie ci nie byli psychopatami, lecz zwykłymi, w potocznym ujęciu, osobami. Na własne życzenie łamali własny kręgosłup moralny w imię indywidualnych korzyści, skrywali wybujałe ambicje i pragnienia rewanżu pod płaszczykiem nazistowskiej ideologii. Zgadzam się z autorem, że traktowanie ich jako osobników zdeprawowanych, wykoślawionych czy zdegenerowanych wyrzuca ich poza nawias normalnej społeczności ludzkiej i tym samym służy jako forma usprawiedliwienia dla reszty z nas, w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nie były to osoby poza marginesem społecznym, ale aktywni uczestnicy naruszania zasad ludzkiej przyzwoitości. Podobało mi się zbliżenie na różnorodne tłumaczenia przyjmowane przez historyków przez dziesięciolecia, zmiany narracji i interpretacji w miarę zdobywania dowodów i szerszego kontekstu, z tego również mogłam wyciągnąć wiele ciekawych informacji. Jestem za szeroką skalą odpowiedzialności, z góry w dół, bez pomijania żadnych szczebli.

Historyk podzielił publikację na trzy główne części. Pierwsza obejmowała ujęciem Adolfa Hitlera i jego najbliższe otoczenie - siedmiu paladynów. Druga przybliżała sylwetki siedmiu wykonawców. Trzecia koncentrowała się na dziewięciu osobach, które uczyniły z siebie narzędzia nazizmu. Silne emocje wyzwoliło wsłuchiwanie się w krótką relację osadzonej w obozie koncentracyjnym, głos świadka cierpienia i masakry. To przypomniało o drugiej stronie szkiców biograficznych, o ofiarach i ich przeżyciach. Każdą z części książki poprzedzało zwięzłe wprowadzenie. Autor zdecydował się dołączyć zdjęcia osób, w których profile zagłębiał się. Pomocny okazał się indeks nazwisk i zerkanie w przypisy. „Ludzie Hitlera” to wartościowa propozycja czytelnicza, zarówno od historii i pamięci o niej, ale również psychologii i socjologii. Przyjazny i przejrzysty styl narracji sprawiał, że nie miałam żadnych problemów z przyswojeniem i interpretacją tekstu. Wypełnianie luk w wiedzy dało mi wiele satysfakcji. Zakończenie książki wspomnieniem Niemki i jej reakcją na to, co działo się w jej ojczyźnie, dawało nadzieję na to, że kiedy chcemy potrafimy dostrzec fatalne skutki w poparciu dla zła i zaprzeczyć racjom ludzi ogarniętych obsesją wyjątkowości. Jeszcze lepiej byłoby, gdybyśmy wyciągali naukę z dramatycznej lekcji niemieckiego nazizmu, mieli na tyle silne przywiązanie do moralności, aby nie uciekać od zła, a zdławić w zarodku jego zamiary i projekty, zapobiec aprobowaniu zbrodniczych okrucieństw.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, 620 stron, premiera 29.10.2025 (2024)
tłumaczenie Maciej Antosiewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 20 stycznia 2026

OCALIĆ WZRUSZENIE

[PRZEDPREMIEROWO]

AUTOBIOGRAFIA POETYCKA

JAN TWARDOWSKI

"Człowiek sięga po pióro, żeby porozumieć się z innym człowiekiem. Wiersze to bardzo osobisty przekaz… człowiek dzieli się samym sobą… mają cudowną moc, mogą ocalić człowieka, ocalić coś ludzkiego.”

Po przestudiowaniu myśli na każdy dzień, ujętych w książce „Wszystko darowane”, Jana Twardowskiego, poczułam potrzebę powrotu i głębszego poznania wierszy księdza. Dlatego ucieszyłam się, kiedy Wydawnictwo Literackie wysunęło propozycję autobiografii poetyckiej „Ocalić wzruszenie”. Zanurzenie się w świadomej, pięknej i wzruszającej liryce przyniosło wiele satysfakcji. Nawet jeśli religijność nie przemawiała, to szanowałam postawę, wytrwałość i niezłomność w wierze. Zachwycił ludzki wymiar wierszy, dotykanie człowieczeństwa, zwykłej codzienności emocjonalnej, oraz umiejętność uważnej obserwacji i snucia wnikliwych refleksji. Wspaniale czytało się o dosłowności serca, o tym, że serce to jeszcze za mało, aby kochać, o łzie, która wybiegła i rozebrała się do naga, o nadziei stojącej obok rozpaczy, do której warto napisać odę, o tym, że milczą tylko prawda i nieszczęście, o wierze jako doświadczeniu, ufności jako zaufaniu, ocaleniu wspomnień i wzruszeń. 

Jakże wiele elementów składa się na treść życia, wszystko do czegoś zmierza, okazuje się ważnym przeżyciem, cierpienie zaś wyznacza drogę. Dom rodzinny, matka, szkoła, uświęcenie, uczniowie, parafia, kapłaństwo, modlitwa i odpowiedzialność. Ale również rachunek sumienia, wybaczenie, sprawiedliwość, ostatnie namaszczenie, śmierć i cmentarz. Jan Twardowski przepięknie wyrażał przemyślenia o różnych rodzajach samotności i postanowień. Mnóstwo w treści miłości do Boga, Jezusa i Matki Boskiej, podziwu dla zwykłej świętości, osobistej skruchy, optymizmu wspomagającego duszę. Utwory poświęcone przyrodzie zachwycały wyjątkowymi obrazami, nie miało znaczenia, kto był podmiotem, dominowała perspektywa cudów natury. Z wierszy powstających i publikowanych od tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego do dwa tysiące szóstego utworzyłam długą listę ulubionych. Lirykę cechowała uniwersalność przekazów, prostota formy i zrozumiałość treści. Trafiała do wyobraźni i serca. Podchwytywałam myśli z warstw poezji, czułam entuzjazm i podziw dla dowodów życia i kreacji świata. Wiele wierszy zestroiło się z moim wewnętrznym klimatem duszy (”Mrówko ważko biedronko”, „Pytam”, „Wiem, że nie wiem”, „Zapomni”, „Czas niedokończony”, „Prośba” i „Bałem się”. Zapamiętam „Modlitwę spowiednika”, „Rymowankę”, „Przyszła”, „Pytam”, „Szukam”, „Januszowi Korczakowi” i „Co zostało we mnie”). A na koniec perełki:

„Korepetycje” (1996):
Koniku polny
od nieważnych wierszy
naucz mnie od małego być mniejszym

„Jezu, ufam Tobie” (2006): 
Zamiast śmierci
racz z uśmiechem
przyjąć Panie
pod twe stopy
życie moje
jak różaniec


5/6 - koniecznie przeczytaj
autobiografia poetycka, poezja, 270 stron, premiera 21.01.2026 (1934-2006)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 18 stycznia 2026

CZY JESTEM NIEMCEM?

PRZESIEDLEŃCY Z POLSKI DO RFN I NRD W LATACH 1950-1991

RYSZARD KACZMAREK

„Od momentu utworzenia RFN status prawny starających się o wyjazd na stałe przesiedleńców był przedziwny. W Polsce uznawano ich za Polaków… W momencie przekroczenia granicy przez te same osoby granicy z RFN były one uznawane za obywateli niemieckich...”

Nie mam niemieckich korzeni, przynajmniej nic o tym nie wiem, ale chciałam przyjrzeć się bliżej kolejnej na drodze mojego poznawania perspektywie tematyki przesiedleń, tym razem z Polski do Niemiec. Kilka lat temu zainteresowałam się losami ludzi, którzy przymuszeni przez umowy, władzę, polityczną lub ekonomiczną sytuację, porzucili cały dotychczasowy świat i dobytek, udali się w nieznane, do innego kraju, poszukując nowych możliwości, trwałej stabilizacji i codziennego szczęścia. Jak silne i intensywne były to przeżycia i doświadczenia, potężnie emocjonalne, obarczone niepewnością i strachem, znalazłam potwierdzenie we wspomnieniach przytaczanych w publikacjach popularnonaukowych, biografiach, a nawet powieściach.

„Czy jestem Niemcem?” uwzględnia oczywiście realia ludzkich losów w ujęciu odczuć, jednak koncentruje się na rozterkach i motywach, weryfikacjach nadziei i wyobrażeń z realiami prawie półtora miliona przesiedleńców z Polski do RFN. Nakreśla polityczną atmosferę, propagandowe kampanie, historyczne tło stosunków polsko-niemieckich, podstawy ekonomiczne podstawy, umocowania prawne, przekazy stereotypów i przekonań. Podkreśla indywidualność historii jednostek i rodzin, procesu kompletowania dokumentów, pobytu w obozach dla przesiedleńców. Ukazuje chaos w bilansie przesiedleń wynikający z odmiennych metod liczenia i kwalifikowania osób po stronie Niemiec i Polski. Wiele pamiętam z młodości, kilka interpretacji zjawisk odkryłam.

Ryszard Kaczmarek starannie przejrzał i wybrał materiał do książki, co podkreślała bibliografia, wnikliwie zaprezentował, z dbałością o szczegóły, chronologicznie ułożył, uwzględniając podział na fale przesiedleń. Wycinki z prasy, cytaty z książek, fragmenty z dokumentów, ekspertyzy i opinie, oraz statystyczne zestawienia, stały się źródłem ciekawych, często zaskakujących, informacji. Nawiązania do wspomnień i liczne zdjęcia nadawały osobowy wymiar treści. Przydatnym okazał się indeks nazwisk i lista skrótów, zaś przypisy dopełniały kontekst. Publikacja sprawiała wrażenie rzetelnej historycznej treści, bardzo dobrze absorbowanej ze względu na przyjazny styl narracji, zajmującą tematykę i zagadnienia dualizmu tożsamości narodowej.

5.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, historia, 494 strony, premiera 28.05.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 13 stycznia 2026

UPARTE SERCE

BIOGRAFIA HALINY POŚWIATOWSKIEJ

KALINA BŁAŻEJOWSKA

"Czy nie lepiej, że (śmierć) przyszła szybko, zamiast straszyła latami?”

Kiedy zobaczyłam zapowiedź książki, nie przypuszczałam, że po nią sięgnę, ponieważ kolejka tytułów do poznania bardzo długa, ale zaskoczyłam samą siebie, poczułam impuls, czy raczej podpowiedź intuicji, aby wziąć się za tę przygodę czytelniczą. Stwierdziłam, że posiadam jedynie skąpe informacje o poetce, zdobyte jeszcze w liceum w ramach kółka polonistycznego. Dlatego pomyślałam, czemu nie dowiedzieć się więcej, skoro pojawia się okazja. I to była bardzo dobra decyzja. 

Życie Haliny Poświatowskiej bardzo mnie wciągnęło. Niezwykły scenariusz trzydziestu dwóch lat, pogrążonych w ograniczeniach i uwarunkowaniach choroby serca, walce o normalność, w tym wydawałoby się zwykły oddech. Poetka zaimponowała odwagą i determinacją, by korzystać z każdego dnia, brać z niego, ile się tylko da, realizować się na większym poziomie niż pozwala serce. Życie w chorobie, świadomość możliwości nagłej śmierci, nieustanna obawa o własną kondycję, to ogromne wyzwanie, zatem nic dziwnego, że w różnych odcieniach kształtowała się osobowość Haliny, tym bardziej ze względu na wysoką wrażliwość, świadome odbieranie siebie, mocny dotyk świata. Nie było zatem dziwnym, że wytworzyła się postawa mająca tendencję do egoizmu, za sprawą okoliczności, mentalności i parasola ochronnego rozłożonego przez rodzinę, która już wcześniej przeżyła śmierć dziecka. Nie zdumienia pogoń Poświatowskiej za zdobyciem uczelnianego wykształcenia, gdyż od dziecka w większości skazana była na domowe nauczanie. Zrozumiałym aspektem stało się wyciskanie z życia jak najwięcej, również na płaszczyźnie miłości i przyjaźni, jako antidotum na myśli o śmierci, której oddech wyraźnie czuła się na piersi. 

Kalina Błażejowska starała się dotrzeć do jak najszerszego spektrum świadectw i informacji o poetce. Wczytywałam się w listy Haliny i fragmenty twórczości, jakże mocno przemawiały do duszy człowieka. Zwłaszcza, kiedy na planie pojawiały się liczne wizyty w szpitalach i pobyty w sanatoriach, przeplatane lub współistniejące z silnymi uczuciami do mężczyzn. Autorce udało się sprawić, że bohaterka biografii stała się kimś bliskim w odczuciach. Co więcej, miałam wrażenie, że dobrze rozumiałam duszę poetki, utożsamiałam się w z pewnymi życiowymi doświadczeniami, podziwiałam moc wypełniania pragnień, a najbardziej zdolność do codziennego funkcjonowania z zagrożeniem i ryzykiem, bólem i cierpieniem, poczuciem straty otrzymania szans na coś więcej. Obecna była nadzieja, moc trwania, nieokiełznana siła przetrwania. Dało to do myślenia, jak wiele z podarowanego czasu zmarnowałam, poszłam nie w tym kierunku, co powinnam, nie dążyłam bardziej stanowczo do tego, co chciałam i oczekiwałam. Ale może dopiero bliskość lub obecność choroby czyni nas bardziej spostrzegawczymi i świadomymi. Biografia zachęciła do odświeżenia znajomości twórczości Haliny Poświatowskiej, spojrzenia na nią z perspektywy życiorysu poetki, wyzwań postawionych przez los i szans danych samej sobie. „Uparte serce” to tytuł, po który warto sięgnąć, dużo wyciągnęłam wiedzy i materiału do przemyśleń. Doceniłam liczne fotografie zamieszczone w trzyczęściowej publikacji, dodatkowy element, zbliżał wizualnie do poetki.

5/6 - koniecznie przeczytaj
biografia, 526 stron, premiera 14.01.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 28 grudnia 2025

HOMO NIE TYLKO SAPIENS

INNA OPOWIEŚĆ O NASZYCH PRZODKACH

AGNIESZKA KRZEMIŃSKA

"Antropocen to nie epoka geologiczna. To moment, w którym Ziemia zaczęła odpowiadać na to, co zrobiliśmy.” Bruno Latour

Pamiętam, jakim zaskoczeniem była dla mnie treść książki Davida Graebera i Davida Wengrowa „Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości”, jak weszłam w inną niż zazwyczaj perspektywę historii w ramach spotkania z „Ewą. Ewolucja jest kobietą. Kobiece ciało i 200 milionów lat naszej historii” Cat Bohannon, jak z zainteresowaniem poznawałam książki Yuvala Noaha Harariego ("Sapiens. Narodziny ludzkości", "Sapiens. Filary cywilizacji", "Niepowstrzymani. Jak przejęliśmy władzę nad światem", "Niepowstrzymani. Dlaczego świat nie jest sprawiedliwy", "Nexus. Krótka historia informacji"), a teraz z zaangażowaniem wsłuchałam się w opowieść o naszych przodkach zatytułowaną „Homo nie tylko sapiens” Agnieszki Krzemińskiej. Publikacja spodobała mi się od strony merytorycznej i stylu narracji. Przypomniałam sobie historyczny materiał i zdobyłam świeże informacje.

Wiedza o wczesnych ludziach potrafi wprawić w zdumienie, burzyć dotychczasowe założenia i nadal skrywać mnóstwo tajemnic. Część z tego, czego nauczyłam się w szkole, co obowiązywało jako paradygmat, za sprawą kolejnych odkryć archeologicznych i nowych faktów, straciło na aktualności i jednoznaczności. Im bardziej posiłkujemy się zdobyczami technologii i lepszymi technikami weryfikacyjnymi w zdobywaniu dowodów, tym bardziej poszerzamy spektrum spojrzenia na historię człowieka, ale również zamęt w zbiorze danych. Układanka poglądu na daleką przeszłość gatunku ludzkiego pozbawiona jest uniwersalnego charakteru. Wymieniamy elementy na bardziej pasujące lub wręcz powiększamy obraz stylu życia i dokonań ówczesnych. Współczesna nauka dokonuje dekonstrukcji paradygmatów, podważa utarte poglądy, wyraża sceptycyzm wobec hipotez, obala mylne teorie, poddaje krytyce fałszywe założenia. Zmniejsza odczucie prymitywizmu tam, gdzie dominował w osądach, i rzuca refleksyjne wyzwania trendom.

Frapująco uświadamiałam sobie znaczenie zawirowań w liniowej wizji ewolucji cywilizacji, mnogości rozgałęzień, zwrotów, powtórek i krętych ścieżek, jakimi podążały, różnorodnych form przejścia w modelach gospodarczych, spektakularnych sukcesów i porażek, zaniechania innowacji na wyciągnięcie ręki ze względu na odmienne cele, styl życia, kulturę, potrzeby, przebieg i dynamikę rozwoju, a zatem i zahamowanie kaskady odkryć. Chociażby udomowienie ognia, w różnych okresach i miejscach. Rozwój technik obróbki drewna wpłynął na doskonalenie narzędzi kamiennych, jednakże jakże często koncentrujemy się na epoce kamienia i zapominamy o drewnie jako paliwie, budulcu, utrwalaczu technik, współdziałania, kultury i rytuałów.

Chętnie spojrzałam na scenariusze ewolucyjne człowieka rozmywające pojęcie gatunku i przesuwające granice człowieczeństwa. Przyglądałam się pozostałościom archeologicznym, bardziej sprawiedliwym niż dane historyczne, i doceniłam wkład kobiet w kreatywność, rozwój cywilizacji i kultury, prawdopodobieństwo znacznego udziału w wynalazkach i sztuce. Patriarchat bez matrylinearności i matrylokalności nie dawał pełnego obrazu. Zerkałam na różnorodne jedzenie pradziejowych przodków i runięcie tez o pozornie naturalnych dietach. Na zagadnienia związane ze zdrowiem i medycyną, agresją i altruizmem, nadmiernym eksploatowaniem ziemskich zasobów, nieodwracalnymi zmianami środowiska i przekształceniami krajobrazów.

Agnieszka Krzemińska w naturalnym, przyjaznymi i przejrzystym stylu prowadziła narrację. Zadbała o szczegółowość prezentowanego materiału, lecz bez zbędnej nadmiarowości. Harmonijnie połączyła rozdziały, każdy zaczynając cytatem odpowiadającym treści. Kilkanaście zdjęć i ilustracji dawało obraz tego, o czym była mowa, podkreślało znaczenie kluczowych przekazów i wprowadzało w archeologiczny klimat. Autorka uwzględniała informacje nie tylko z zagranicznej literatury, ale również z polskiej archeologii, badań i opinii rodzimych naukowców. Stworzyła indeks nazw geograficznych, etnicznych oraz stanowisk archeologicznych i kultur. Kilka pozycji z polecanej bibliografii wciągnęłam w plany czytelnicze. Im więcej dowiadujemy się o naszych źródłach i przodkach, tym więcej dowiadujemy się o nas samych, co nas kształtowało i w jaki sposób, dokąd zmierzamy jako ludzkość i czym się staniemy. Zerknij również na inną książkę Agnieszki Krzemińskiej, przedstawioną na Bookendorfinie, "Grody, garnki i uczeni".

4.5/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, archeologia, historia, 310 stron, premiera 22.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 21 grudnia 2025

KONGRES FUTUROLOGICZNY

STANISŁAW LEM

"Rozum to wolność wewnętrzna."

Książka, do której można powracać i za każdym razem docierać do czegoś nowego. Początkowo wydaje się, że to zwykła rozrywka w krainie wyobraźni autora, przemierzającego przyszłość gatunku ludzkiego, rozwijającego ścieżki problemów, przed jakimi wkrótce stanie cywilizacja. Jednak w miarę poznawania, zaczyna się brać ją na poważnie, jako materiał do głębszych przemyśleń i refleksji. Spogląda się na nią jak na trafną wyrocznię przekształcenia obaw w stan faktyczny. Napisana w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym roku zadziwia celnością i trafnością przewidywania, w aspekcie urealnienia się uwzględnionych pomysłów i intensyfikacji różnorodnych interpretacji. 

Fenomenalna językowa zabawa, pełna treści i znaczenia, wnikliwa i bogata, a przy tym dowcipna i ironiczna. Trudno nie zachwycić się mnogością perspektyw i zagadnień jawnie przemycanych w słowotwórczej grze. Imponuje rozmachem i pomysłowością nawet po pięćdziesięciu pięciu latach. Stanisław Lem mistrzowsko łączy przerażające wizje z pragmatycznym opisem. Różnorodność form narracyjnych sprawia, że powieść licząca zaledwie sto pięćdziesiąt stron może wystąpić w funkcji przewodnika dla większej liczby utworów, co nie znaczy, że nie tworzy spójnej całości. I jeszcze coś, co niezwykle zgrabnie wychodzi autorowi, scalenie fantastyki z nauką, groteski z komizmem, wyzwolenia z trucizną, iluzji z technologią, bliskiej i dalszej przyszłości. Kluczowa postać, Ijon Tichy, nie tylko doświadcza tego, co dzieje się w fabule, ale w jakimś stopniu staje się wymiarem sumienia ludzkości, prawdy człowieka o samym sobie i zanikającej tożsamości. 

Przeludnienie planety, katastrofa urbanistyczna, zanieczyszczenie środowiska, znaczące zmiany klimatyczne, kryzys energetyczny, deficyt żywnościowy, pułapki technologiczne, zagrożenia sztucznej inteligencji, psychologiczne konsekwencje obecności w wirtualnej rzeczywistości, defraudacja kultury, katastrofa militarystyczna i dewaluacja polityczna. Błyskotliwe i prowokujące dzieło, w treści pełne zbiorowego szaleństwa, fasady wykwintnej uprzejmości, toksycznego luksusu, zatrważającej psychologicznej manipulacji prawdą, kryptochemokracji i niezmożnej ludzkiej wynalazczości, dostarczające ogromnej satysfakcji czytelniczej. Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z podsuwającym materiał do refleksji "Niezwyciężonym", rewelacyjną komiksową przygodą "Podróż siódma", interesującą korespondencją między Stanisławem Lemem a Ursulą K. Le Guinza "I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze", tytułami prezentowanymi na Bookendorfinie.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka naukowa, 158 stron, premiera 26.11.2025 (1970)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

JAK WYCHOWAĆ ZAJĄCA

CHLOE DALTON

"Cień i słońce, tak też nasze życie się tworzy.
Ale pomyśl, jak wielkie jest słońce, a jak mały cień.”
motto na zegarze słonecznym

Zupełnie nie dziwi, że książka odnosi ogromny sukces. Natychmiast poddaję się jej urokowi. Zabiera w świat na wyciągnięcie ręki do dzikiej natury, jakże odmienny od miejskiej egzystencji. Chloe Dalton swobodnie przyciąga czytelnika, nie tylko pięknym stylem narracji, cudowną opowieścią, odwołaniami do literatury, ale także cennym przypomnieniem o fascynującym świecie przyrody i mieszkańcach. Szczegółowość opisów wywołuje zachwyt i radość poznawania, uświadomienie esencji i znaczenia detali stworzonych przez planetę. Przygarnięcie dzikiego zająca i spędzanie z nim kilku lat, stwarza możliwości uważnych obserwacji, wywołuje impuls dowiedzenia się jak najwięcej o naturze, umiejętnościach i zwyczajach zwierzęcia, a nawet stosunku człowieka do niego na przestrzeni wieków, w tym obecności w legendach, folklorze i polowaniach. Rodzi się poczucie odpowiedzialności i akceptowania niepewności o życie szaraka. Szacunek okazywany małemu stworzeniu, dostosowanie rytmu własnej codzienności do jego potrzeb, to zaledwie pierwszy krok na drodze wzajemnego poznania. Ale co zadziwiające, także dowiedzenia się o sobie czegoś, co wcześniej nie miało okazji ujrzeć światła dziennego.

Dzikie zwierzątko, znane z wyjątkowej szybkości poruszania się, potrafi wprowadzić spokój w życie kobiety, dotąd rozgorączkowane, nieprzewidywalne i obarczone stresem, narzucić nowy łagodny rozkład dnia, zainicjować spokojny rytm wykorzystania doby, zachęcić do spacerów, zwiększyć areał osobniczy, wyczulić na cudowność natury, poddać się pięknu okolicy, rozbudzić uśpioną wrażliwość, zachęcić do zdobywania wiedzy o królestwie roślin i zwierząt, podnieść świadomość zagrożeń dla przyrody ze strony jej samej i działalności człowieka. Dokonują się również zmiany w osobowości kobiety, wyrażaniu emocji, budowaniu cierpliwości, docenianiu milczenia, poczucia wolność, ulgi uwolnienia się od zawodowej maski doradczyni politycznej. Zajączek łagodzi nerwowe napięcie i niecierpliwość. A każda chwila spędzona z nim, chociaż ulotna, wydaje się cenna, bo prowadzi ku przewartościowaniu życia i poszukiwaniu odpowiedzi wyjaśniającej, na czym polega dobre życie. I bynajmniej nie są to zmiany chwilowe. Wszyscy mamy dostęp do natury, być może jest to nasze jedyne prawdziwie wspólne dziedzictwo i źródło nadziei na odnowę w naszym pełnym stresów życia. Teraz, kiedy większość ludzkości mieszka w miastach, powoli zatracamy więź z naturą, pięknem przyrody, możliwością bezpośredniego kontaktu z szeroko rozumianą zielenią i jej mieszkańcami. Potrzeba nam takich książek, "Jak wychować zająca" bardzo pomysłowo przypomina, skąd się nasz gatunek wywodzi i jakimi wartościami powinien kierować się w odniesieniu do środowiska naturalnego.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 266 stron, premiera 15.10.2025 (2024)
tłumaczenie Tomasz Bieroń, ilustracje Denise Nestor, Jamie Whyte
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 24 listopada 2025

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

JAK DBAĆ O WŁASNE SZCZĘŚCIE

EWA WOYDYŁŁO

"Kiedy rodzi się nawyk, mózg przestaje w pełni uczestniczyć w podejmowaniu decyzji.” Charles Duhigg

Ostatnie lata, zwłaszcza dwa, życie wypełniał mi smutek, ból i rozpacz, ale także poczucie straty, siebie samej i szczęścia. Paliatywna opieka nad tatą, obecność przy śmierci, opieka nad mamą z Alzheimerem i afazją, okres, kiedy nie byłam przy niej, bo byłam przy drugim rodzicu, rodził ogromne wyrzuty sumienia. I powrót do troszczenia się o mamę. Z jednej strony ulga, że stać mnie na prawdziwe człowieczeństwo, zaskakujące odkrycie, że wiele sobą reprezentuję w sferze emocji, zdolna jestem do ofiarnego działania, kiedy pojawia się ku temu konieczność. 

Z drugiej strony świadomość utraty części życia w zamian za poświęcenie dla kogoś, wypalenie chęci do celebrowania codzienności, brak możliwości realizowania marzeń i zawodowych planów, ze względu na brak spokoju, czasu, snu i sił. Wielki uszczerbek na życiu psychicznym, fizycznym i społecznym, ale gdybym zawróciła czas, postąpiłabym tak samo, bez wahania i wątpliwości. I to właśnie trzymało mnie w poczuciu miłości, oddania, zrozumienia i pomocy dla rodziców. Chociaż towarzyszyła mi świadomość słusznego postępowania, w zgodzie z moją hierarchią moralną, to bardzo, ale to bardzo, brakowało mi, nie wsparcia bliskich i nie wiedzy koniecznej do zajęcia się ciałem i umysłem chorych, bo jedno otrzymałam a drugie zdobyłam, nawet nie zwykłych dni, bo o nie siłą rzeczy ekstremalnie trudno w takich okolicznościach, ale poczucia styku z prawdziwym szczęściem. Szczęściem z perspektywy, no właśnie, dbania o umysł i ciało, wolnej i zdrowej duszy, o czym pisze Ewa Woydyłło w książce „Wszystkiego najlepszego!”.

Teraz, kiedy przepracowałam etapy żałoby po tacie, w jakimś stopniu pogodziłam się z chorobą mamy, skonkretyzowałam plany na obecność w jej życiu i fachową pomoc, nabrałam więcej sił, najwyższy czas pomyśleć o sobie w szerszym zakresie, powrócić do dawnych pasji i ambicji. Kieruję się przyjętą z pełną świadomością wytyczną życia tu i teraz, nie rozkładam na czynniki pierwsze przeszłości i nie buduję strategii przyszłości. Aby w pełni wykorzystać własny potencjał, w tym twórczy i samodoskonalenia, bo je traktuję jako potężne filary esencji życia, podnieść jakość nadszarpniętej trudnymi doświadczeniami kondycji psychicznej, budzić się z wewnętrznym uśmiechem, witać nowy dzień z entuzjazmem należnym nowym możliwościom, entuzjastycznie podchodzić do otoczenia i siebie samej, pracuję nad sobą i czerpię radość z tego procesu. 

Dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po poradnik, licząc na wyjaśnienia i wskazówki. Była to słuszna decyzja, wiele skorzystałam na spotkaniu, nie tylko z książka, ale i z samą sobą, do czego zachęciła. Miałam okazję spojrzeć bliżej na różnorodne zagadnienia składające się na szczęście, a przede wszystkim na to, co je burzy, zakłóca i nie dopuszcza do pierwszego głosu. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele w moim życiu pojawiło się elementów świadczących o tym, że nie podchodziłam do równowagi i szczęścia z należytą troską i dbałością. Nie były to błędy wielkiego kalibru, ale z pewnością drzazgi, które uwierały, dokuczały i przypominały o sobie.

Ewa Woydyłło niesamowicie przystępnie przemawia do odbiorcy, nie ocenia i nie osądza. Podaje kluczową myśl, rozwija i wspomaga zrozumienie przykładami z życia wziętymi, adekwatnymi cytatami i fragmentami literatury. Pojawia się również psychozabawa i uniwersalna recepta na szczęście. Autorka gorliwie agituje do szczęścia z humanistycznych pobudek, życzliwie zaprasza do pisanego gabinetu terapeutycznego, przybliża sposoby na świadome kierowanie własnym życiem, programowanie szczęścia i akceptacji samego siebie. Celnie zniechęca do toksycznych, niepożytecznych, psujących samopoczucie i obniżających efektywność praktyk w radzeniu sobie z krzywdami, przykrościami i trudami. Ukazuje jakie zło się w nich kryje i jak je pokonać.

Spojrzałam na oduczanie się złych nawyków jak na możliwość nauczenia się czegoś innego, nie podchodziłam do zagadnienia w ten sposób, a jak wiele ułatwia takie nastawienie. Chcę więcej myśleć o sobie, kiedy trudno przychodzi mi przebaczanie doznanych krzywd, a w szczególności wybaczanie samej sobie. Utwierdzam się w przekonaniu, że postawa nieużalanie się nad sobą, nierozpamiętywania porażek i naprawianie win, to mądry wybór. Zgrzyta u mnie w sferze honoru i poczucia wartości, krytykowania, nawet jeśli konstruktywnego. Malkontenctwo i narzekanie już dawno doprowadziłam do zminimalizowanej wersji, przekonałam się, że to autosabotaż. 

Co do ujawniania sekretów, nietłamszenia ich w sobie, nie muszę już się uczyć, uznaję, że to jedyna droga prowadząca ku szczerości w relacji z bliskimi, podobnie jak właściwe wyrażanie emocji. Tematyka uzależnień i współuzależnień mnie nie dotyczy, ale może zainteresować wielu czytelników. Ciekawe przedstawienie złości, która niekoniecznie musi wpaść w agresję, sposoby na jej rozładowanie, przydadzą się każdemu z nas, w końcu, kto ich nie doświadcza. Długie lata uczyłam się asertywności, z sukcesem, o ile jest z nią łatwiej. I rzecz o humorze, wspaniałym lekarstwie nie tylko dla duszy, ale i dla ciała, obie sfery potrzebują fizycznej aktywności.

5/6 - koniecznie przeczytaj
poradnik, psychologia, 210 stron, premiera 30.07.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 20 listopada 2025

POŻEGNANIE Z NARWIĄ

HANNA KRALL, rozmawia WOJCIECH TOCHMAN

"Jak człowiek nie wie, co ma robić, to może poprawić coś dookoła siebie.”

Przysłuchiwałam się rozmowie z zainteresowaniem. Opowieści o życiu, doceniłam, że na publicznym forum za pośrednictwem książki. Dzieleniu się wiedzą i przemyśleniami zdobytymi podczas przeżyć i doświadczeń. Składały się na nie różne barwy, jedne pozornie zwykłe i proste, inne naznaczone dramatem i tragedią, kolejne nawiązujące do ciepłych uczuć i myśli, a pomiędzy, mnóstwo dalszych. Wszystkie wymieszane, z niektórymi, o których nie tyle chce się zapomnieć, co pogodzić, które poprowadziły w różne miejsca, umożliwiły spotkanie z różnymi ludźmi, naznaczyły obecnością różne czasy. Nie jestem na etapie dokonywania podsumowań własnego losu, jeszcze nie czuję takiej potrzeby, koncentruję się na życiu tu i teraz, ale z ogromną ciekawością spoglądam na to, co innym było dane przejść. Nie wiem, czy stać mnie będzie na poszukiwanie śladów własnej przeszłości ze szczegółowością i imponującą pamięcią, jak w „Pożegnaniu z Narwią”. Pośrednio odnosić się do zdarzeń z historii, głęboko splecionych z życiem Hanny Krall, warunkujących decyzje i wybory, naprzemiennie odbierających szanse możliwości, i dających nowe opcje i coś w prezencie.

Czułam zawiązaną nić szacunku, przyjaźni i zrozumienia między dwójką reporterów. Rozmowa wydawała się przyjazna i twórcza. Odkrywała coś, czemu nie zawsze chciałoby się dać wypłynąć na powierzchnię. Wspomnienia z wojny, pobytu w domu dziecka, zdobywaniu edukacji, pracy w charakterze reportera, konfrontacji ze starym systemem politycznym i cenzurą, bycie świadkiem narodzin Polski w nowej solidarnościowej odsłonie. I oczywiście, twórczość autorki, nawiązania do książek, uchylanie tajemnic ze źródeł powstawania i symboliki. Sprawy leżące na sercu i wokół bliskich. Niepodobne do moich, jednak wpływające na wyobraźnię, wyzwalające empatię, zrozumienie i podziw. Dostrzegłam punkt styczny, doktora Marka Edelmana, z którym pracowała moja mama w Szpitalu Pirogowa w Łodzi, w jednym gabinecie. I jeszcze, zbliżone odczucia związane z chwilą zrozumienia, że się umrze… kiedy zobaczyłam śpiącego tatę na łóżku.

Więcej niż chwilę poświęciłam na rozważania o nieuleganiu przeciwnościom, nietkwieniu w mrokach, niepewności tego, czy zachowałabym się należycie w godzinie próby, docieraniu do świadomości społecznej, czym była druga wojna światowa i obecnie toczące się konflikty, ginięciu za ideę i zabijaniu dla idei, wpisaniu w naturę człowieka szkodzeniu własnemu gatunkowi, przygotowaniu się na śmierć bliskiej osoby, uwolnieniu od tego, co przeżyte, wierze w Boga i wierze Boga w człowieka. Książka uprzyjemniła wieczór czytelniczy, poddała materiał do refleksji, pozwoliła na przyjrzenie się rozmówczyni. Zachęciła do dalszego odkrywania twórczości autorki. Poznałam dwie książki Hanny Krall ("Biała dama" i "Synapsy Marii H."), Wojciecha Tochmana ("Pianie kogutów, płacz psów"), wrażeniami ze spotkania z nimi dzielę się na Bookendorfinie

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, biografia, 178 stron, premiera 24.09.2025 (2014-2025)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.