Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2023

AUKCJONER

JOAN SAMSON

„Cokolwiek zrobiłem, wy mi na to pozwoliliście.”

Czytelnicy doceniający frapująco zaplecioną intrygę psychologiczną, chętnie wnikną w ciekawie przedstawioną opowieść i przeżycia mieszkańców ostatniej farmy przy drodze. Właśnie na rodzinie Moore koncentrują się światła historii, ale tak naprawdę bohaterami są reprezentanci małej lokalnej społeczności. Wiodą unormowany i zrutynizowany tryb farmerskiego życia, ze zwykłymi troskami i codziennymi bolączkami, świadomością dokładnej znajomości sąsiadów i tego, co dzieje się wokół nich. Dopóki na scenę nie wkracza osobliwa postać aukcjonera, krok po kroku mieszająca w spokoju i harmonii. Jak to zwykle bywa, zaczyna się niewinnie i z fałszywymi przesłankami czynienia dobra, z czasem zagęszcza się aura niejednoznaczności i lęku, na wyższy poziom wchodzi odrętwienie i bezsilność, aby następnie i na koniec… 

Joan Samson stopniowo wtrąca mieszkańców Harlowe w intensyfikujący się wir manipulacji i knowań. Zło przybywające z zewnątrz tak naprawdę nic nie znaczy wobec zła tkwiącego w umysłach ludzi. Im bardziej mrożące krew w żyłach incydenty, chociaż trzeba podkreślić, że bez szkarłatnych scen, tym bardziej postaci przekonują się, kim faktycznie są, co sobą reprezentują. Podważają to, co dotąd o sobie myśleli, charakter relacji z innymi, przyznawane sobie atuty i wyznawane wartości. Autorka znakomicie ukazuje zasady zachowania tłumu, uruchamianie się psychologicznych mechanizmów, rozkład typów osobowościowych w zbiorowisku. Wydawać by się mogło, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zachowuje się tak, jak bohaterowie, lecz kiedy dochodzi czynnik presji społecznej, zwłaszcza bazującej na zastraszaniu, prędko zmienia się perspektywa spojrzenia na to, co słuszne i racjonalne. Dalekim staje się odwaga i sprawiedliwość, a bliższym pragnienie przetrwania i ujścia z życiem. Powieść nie trzyma mocno w napięciu, ale atrakcyjnie drażni wyobraźnię, daje impuls do bliższego przyjrzenia się ciemnym stronom natury ludzkiej i kulisom rodzenia się zła. Narracja wydaje się nieco szarpana, czasem trzeba kilka razy przeczytać fragment, aby w pełni podążyć jego tropem, zgrać się. Podczas czytania książki wyzwalają się skojarzenia z funkcjonowaniem pod prawem dużych organizacji biznesowych, motyw często wykorzystywany w późniejszej kulturze masowej. Wielka szkoda, że to jedyna powieść Joan Samson i więcej nie napisze, autorka w młodym wieku zmarła na raka.

4/6 – warto przeczytać
horror psychologiczny, 286 stron, premiera 15.06.2022 (1976), tłumaczenie Michał Zdancewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

wtorek, 10 stycznia 2023

WINDA

TOMASZ SABLIK

„To podpowiadał mu inny głos. Ten, którego często nie chcemy słyszeć, gdy się okłamujemy.”

Drugie spotkanie z twórczością Tomasza Sablika. Wcześniej miałam przyjemność poznać „Lęk” prowadzący przez gorący pustynny piach osobliwych wizji, gęste pogańskie leśne mary, senne koszmary krążące w chacie przetrwania. Zapewnił przyjemnie intrygujące czytanie, dlatego i „Windę” umieściłam w planach poznania. Powieść nie zrobiła na mnie oszałamiającego wrażenia, ale i ona zdecydowanie miała w sobie coś, co sprawiało, że trudno było się od niej oderwać. Mocne akcenty horroru znakomicie ją ubarwiały, nie mogłam być pewna, kogo okryje szkarłat, a kogo wciągnie w mroczną otchłań nadprzyrodzonego. Zabawę nieco popsuło zbyt szybkie domyślenie się, jakim tropem powinnam podążać, aby uchwycić prowokację niewiadomego. Jeden krótki opis groźnie wybrzmiał, fantastycznie wpłynął na klimat, ale również zbyt dużo zdradził. 

Napięcie w książce zgrabnie rozłożone, intensywność zdarzeń umiejętnie dozowana, sugestywny i obrazowy wpływ na wyobraźnię odbiorcy szalenie atrakcyjny. Klaustrofobia w podwójnym wymiarze, zamkniętej małej przestrzeni i złowrogiej ludzkiej natury. Autor wybornie wciągał bohaterów w obłęd manipulacji świadomości, imaginacji codzienności, zwodniczości pamięci i fałszywości własnych przekonań. Momentami trudno było zorientować się, na ile sen wkracza w jawę, i odwrotnie, jak dramatyczne przeżycia wpływają na koszmary nocne. Potworne wizje tworzyły zmyłki, chorobliwie mieszały w interpretacji, podstępnie podpuszczały i wzbudzały irracjonalny lęk. Trochę pogubiłam się w zagięciach czasu z godziną wizyty na komisariacie a zapraszanym przyjacielskim obiadem. „Winda” to horror jaki lubię, wiele się działo, ale również sfera psychiczna odgrywała decydującą rolę. Chętnie śledziłam pokręconą fabułę, odpowiadał wyrazisty klimat grozy, a bezwzględność w roszadzie losów bohaterów jak najbardziej na plus. Proponuję zwrócić uwagę na tytuł, niósł dreszczową rozrywkę i zachęcał do przemyśleń. Do jakiego stopnia mózg może nas zwodzić, a my karmić go kłamstwami? Mieszkanie w budynku usytuowanym obok prosektorium skłaniało do zastanowienia, czy martwe rzeczy mogą przesiąknąć złem? Czy mogą nim przesiąknąć… ludzie?

4.5/6 – warto przeczytać
horror psychologiczny, 380 stron, premiera 21.10.2021
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

poniedziałek, 19 grudnia 2022

KOKO

PETER STRAUB

BLUE ROSE TRILOGY tom 1

„Byliśmy demonami, oni byli demonami, wszyscy byli demonami, nie było już ludzi na świecie, tylko demony.”

Miałam już do czynienia z twórczością Petera Strauba, jego „Upiorna opowieść” zrobiła na mnie oszałamiające wrażenie. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po „Koko” licząc na równie satysfakcjonujące spotkanie z książką. I nie zawiodłam się, nie było aż tak zachwycająco z ujęcia horroru, ale zachwycająco w obszarze nadawania klimatu i kreacji bohaterów. Książki nie dało się zrozumieć i polubić od razu. Wymagała uwagi i cierpliwości, niekiedy nawet determinacji i ufności w kontynuowaniu czytania. Jednak po wejściu w odpowiedni tryb poznawania, oswoiłam się ze specyfiką atmosfery traumy. Z czasem mocno angażowała, a przy tym zmuszała do refleksji. 

W pierwszych fazach niespiesznego, wręcz leniwego, rozwijania się intrygi, która dbała przede wszystkim o oddanie tonu koszmarnych wojennych wspomnień i funkcjonowania w ramach zespołu stresu pourazowego, powieść niekoniecznie budowała napięcie i obiecywała zwroty akcji. W miarę zaprzyjaźniania się z postaciami, wnikania w osobowości, poznawania wietnamskich losów i zderzeń z powojenną amerykańską rzeczywistością, doceniłam wielowarstwowość narracji, tajemniczość makabrycznych morderstw z eksponatem karty do gry wkładanej w usta ofiar, intensyfikujący się wir podróży i poszukiwań, zmian w interpretacji i przypuszczeniach, spryt w zwrotach akcji i odniesień, a przy tym zręczne płynne zacieranie się fikcji i rzeczywistości. Fantastycznie rozpisane dialogi między dawnymi towarzyszami broni. Znakomicie oddawały dynamicznie rozwijające się relacje między przyjaciółmi, a także pokryte krwią mistyfikacje. Jeszcze spojrzenie oczami weteranów na część społeczeństwa niedotkniętą bezpośrednio wojną, oraz jej stosunkiem do pamięci o poległych. "Koko" to tytuł niepodobny do innych, zdecydowanie ma w sobie coś, ale trzeba bez pośpiechu przekonywać się, chcieć czegoś więcej niż czystej rozrywki. Z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu, szukać będę na Taniej Książce.

4.5/6 – warto przeczytać
horror psychologiczny, 576 stron, premiera 28.10.2022 (1988), tłumaczenie Maria Gębicka-Frąc
Książkę „Koko” zgarnęłam z półki „fantastyka” w księgarni TaniaKsiazka.pl

czwartek, 17 listopada 2022

SŁONECZNY

ANDRZEJ WARDZIAK

„...Niech inni w grudniu my w kwietniu
Niech inni w deszczu, lecz my słoneczni...”
Z. Wodecki, „Rzuć to wszystko, co złe”


Pierwsze spotkanie z twórczością Andrzeja Wardziaka wywołało mieszane odczucia, jednak w ostatecznym rozrachunku powieść zaliczyłam na plus. Szalenie podobał mi się wytworzony klimat. Z jednej strony aspekt podróży pociągiem, w niezbyt zachęcających warunkach, zupełnie jak życie człowieka, szara i często brudna codzienność. Z drugiej ciężkie poruszanie się w obszarze sennej rzeczywistości, kiedy wszystko mogło przyjąć mroczne barwy, a miraże wstrząsnąć człowiekiem. Co więcej, autorowi udało się fenomenalnie trzymać wąskiego pasma między jawą a snem, wygładzić, niemal zatrzeć granice między nimi. Skłonić czytelnika, aby wraz z podróżnikiem trwał niczym w momencie tuż przed przebudzeniem, i ułamek sekundy po, kiedy świadomość zawieszała się w niewiadomej przestrzeni i czasie, intensywnie szukała odpowiedzi, i zrozumienie, gdy po ułamku sekundy je znajdywała. Główny bohater powieści nie miał komfortu poczucia wrócenia do rzeczywistości, balansował na cienkiej linie realności i szaleństwa. 

Psychologiczna oprawa przybliżanej historii to niewątpliwie mocny atut książki. Znacznie gorzej wypadło budowanie napięcia, podsycanie niepewności, operowanie atmosferą grozy. Horror nie wywoływał dreszczy, nie pobudzał wyobraźni, nie skłaniał do wstrzymywania oddechu. Owszem, działo się wiele dziwnych i podejrzanych rzeczy, do głosu dochodziły osobliwe podszepty, mamiły absurdalne zbiegi okoliczność, jednakże rozrywkę psuła przewidywalność scenariusza zdarzeń. A przecież autor zgrabnie zapętlił intrygę i wprowadził koszmary w życie kluczowej postaci, tylko że zwidy i majaki, nawet wsparte klaustrofobicznym zamknięciem w czymś, co wraz ze stukotem kół pędziło ku nieznanemu, z czasem przestały robić wrażenie. Wnikanie w lęki, poczucie winy i niewyartykułowany żal u innych nie było dla Sławomira Szatkowskiego trudnym wyzwaniem. Zdecydowanie gorzej przedstawiała się sprawa, kiedy musiał spojrzeć sobie w oczy przez pryzmat dokonanych czynów, zajrzeć do głębi czarnej natury, skonfrontować oficjalny i skrywany wizerunek. Ciekawie przewidywało się, czy straci poczucie tożsamości, wiary i nadziei, skaże duszę na tułaczkę w nieprzeniknionych mrokach ułudy, iluzji i majaków. Nie chodziło o to, czy miałam polubić kluczową postać, czterdziestoletniego programisty zamierzającego odwiedzić ojca w Pradze, współczuć jej, życzyć wyzwolenia towarzyszącemu dokonaniu rachunku sumienia, ale by wraz z nim dotknąć trwogi panicznej ucieczki od przeszłych wydarzeń, ciężkiego oddechu porażki, pragnienia kojącego zapomnienia, a następnie... wszystko z powracającymi frazami jednej z piosenek Zbigniewa Wodeckiego, zawsze już będę je kojarzyła ze "Słonecznym".

4/6 – warto przeczytać
horror psychologiczny, 256 stron, premiera 18.05.2022
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

wtorek, 7 czerwca 2022

CZARNA AMBROZJA

ELIZABETH ENGSTROM

"Sprawdzał się, gdy tańczył z naturą, ale ośmieszał się, kiedy próbował z nią walczyć."

Ciekawa propozycja czytelnicza, chętnie się w niej poruszałam, zaskoczyła w kilku elementach. Najbardziej spodobało mi się, że nie była bezpośrednim wejściem w wampiryzm, choć oczywiście incydenty bazowały na tym klimacie, ale zajrzeniem w głąb mrocznej niepewności, żalu, straty, samotności, niezrozumienia i pragnienia czegoś więcej. Wiadomo, że okres nastoletniości należy do bardzo burzliwych, wzajemnie wykluczających się emocji i zachowań. Młoda psychika najbardziej narażona jest na negatywne wpływy, w imię poznawania nowego, budowania tożsamości, czy zwykłej chęci sprawdzenia się. O ile nie przekracza się pewnych granic, nie wychodzi złu na przeciw, nie podpisuje paktu z wewnętrznymi diabelskimi podszeptami, wówczas w miarę gładko buduje się mechanizmy obronne i wchodzi w dorosłość. Jednakże poruszanie się po niebezpiecznych szlifach, żeby udowodnić własną wyjątkowość zakłóca proces, sprowadza na demoniczną drogę. 

Angelina Watson po wielu przykrych doświadczeniach w ramach częściowej izolacji społecznej ruszyła w podróż po Stanach Zjednoczonych. Każdy dzień był niespodzianką, nie kierowała się wyraźnym celem, wyrażała sporą ufność wobec siebie i świata. Jednak przypadkowe spotkanie dwóch mężczyzn i przykry incydent, zainicjowały coś szalenie paskudnego i destrukcyjnego. Z zainteresowaniem przyglądałam się, co działo się w głowie dziewczyny, jaką toczyła walkę, na jakie uczynki decydowała się. Sugestywnie wchodziłam w strefę mroku gęstą, zwodniczą i szaleńczą. Jednocześnie za sprawą wypowiedzi różnych bohaterów otrzymywałam wgląd w prawdziwą rzeczywistość, chociaż niekoniecznie prawdziwy obraz sytuacji. Elizabeth Engstrom udało się frapująco połączyć kontrastowe wyobrażenia i opinie. Skłaniała do refleksji, na ile sami decydujemy o tym, kim jesteśmy, jak siebie widzimy, co nas pcha w danym kierunku, a co stopuje w przeciwnym? Czy za sprawą silnej woli z niczego może powstać coś unikalnego? A może każdy w jakimś stopniu jest wampirską pijawką, nie tylko wobec innych, ale również siebie? Nie do końca zespoliłam się z konwencją opowieści, kilka elementów mnie zachwyciło, ale były też nie w pełni przekonujące, tym niemniej tytuł wart poznania, coś innego, przełamującego klasyczne wzorce, bazującego na frapującym procesie zmiany i dostosowania.

4/6 - warto przeczytać
horror, 358 stron, premiera 18.05.2022 (1988), tłumaczenie Lesław Haliński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

wtorek, 12 października 2021

TEN DRUGI

[PRZEDPREMIEROWO]

THOMAS TRYON

"Pomagamy sobie, rozumiejąc się nawzajem."

Książka wywiera spore wrażenie, groza wypływa ze stron i przesiąka do myśli czytelnika. Doskonały przykład, że frapująco i atrakcyjnie prowadzona warstwa psychologiczna, znakomicie radzi sobie sama, bez rozlewu krwi i wnętrzności, dosadnych opisów przemocy i prześladowań, jak na powszechne oczekiwanie od horroru przystało. Fantastyka grozy, a jednak niemal subtelnie prowadzi odbiorcę, daje fascynujący materiał do udanej rozrywki i wnikliwych refleksji. Jakby Thomas Tryon zachęcał czytelnika na uchylenie oczu, zamkniętych ze strachu przed odkryciem w sobie niepokojącej energii i sił, uważne zerknięcie na zakopaną głęboko w świadomości grzeszną odsłonę własnej duszy. Skłaniał do zastanowienia się, jakby sobie poradził w przypadku straty najbliższej sercu osoby, która silnie współdefiniowałaby jego tożsamość, rzutowała na życie.

Rozliczenie z najważniejszą głębią natury człowieka. Natychmiast wraca się do rozważań, czy każdy z nas w równym stopniu zostaje przez naturę obdarzony proporcją dobra i zła, i według własnego uznania je modeluje, idzie w kierunku światła lub ciemności, czy też biologiczne uwarunkowanie odgórnie przyczepia jednostkom długie cienie, skazując na wieczne wewnętrzne potępienie, mniej lub bardziej uświadomioną walkę z instynktami niszczenia? Czy sami możemy wyzwolić się destrukcyjnego ciężaru? W powieści nie chodzi o melodię przekraczania granicy dobra i zła, ale o całkowite wzajemne wchłonięcie się obu obszarów, sięgające najdalszych obrzeży, do tego stopnia, że tylko perspektywa spojrzenia daje podpowiedzi do interpretacji jasnych i czarnych nut. Podwójna dawka emocji, nawet potrójna, gdyż dochodzą wzajemne relacje między braćmi, szalenie ciekawe z powodu diametralnie różnych osobowości i usposobień.

Autor cichaczem prowadzi na manowce, niezauważalnie zmienia barwę fabuły i ton brzmienia wydarzeń. Spora satysfakcja dać się prowadzić w zaskakującym kierunku, redefiniować już wyrobioną opinie o bohaterach, przekonać się, że coś makabrycznego i plugawego przykleja się do wyobraźni czytelnika na czas spotkania z książką. Przeżywa się ją duchowo i emocjonalnie. Dodatkowo, kontrastowe zderzenie niemal idyllicznego życia w Pequot Landing, typowego bezpretensjonalnego nadbrzeżnego miasteczka w Connecticut, z niepokojącymi incydentami. Bolesna konfrontacja dzieciństwa i dorosłości. Dawna farma uprawy cebuli, liczący dwa wieki dom, solidny, duży i pełen zakamarków. A także stodoła, studnia i piwnica z dramatycznymi przeszłościami. Powieść cechuje przemyślana konstrukcja, znakomite prowadzenie dwugłosu, szaleńca i dziecka, opowieści o diametralnie różnych braciach, czułym i przyjaznym Nilesie, radosnym duchu, i zimnym, porywczym, niezdolnym do miłości Hollandzie, spętanym sekretami. Którego z nich jesteśmy w stanie poznać i zrozumieć, okazać żal i współczucie?

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror psychologiczny, 344 strony, premiera 13.10.2021 (1971), tłumaczenie Marek Król
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

niedziela, 10 października 2021

GRA GERALDA

STEPHEN KING

"Niedawno zdałam sobie sprawę, jak bardzo wpływają na nas inni ludzie, nawet gdy szczycimy się swoją samokontrolą i umiejętnością polegania na sobie."

Czytając niedawno thriller kryminalny natrafiłam, jak to się często zdarza, na odwołanie do powieści Stephena Kinga. Ponieważ z lekka naświetlono, o co chodzi w fabule "Gry Geralda", zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie poznałam treści, a wydawała się ciekawa. Zgarnęłam zatem książkę z półki w księgarni i przystąpiłam do czytania. Intuicja dobrze mi podpowiedziała, warto było umówić się z nią na spotkanie. Przebiegło w zajmujących i wciągających barwach.

Małżeństwo z dwudziestoletnim stażem postanowiło urozmaicić erotyczną grę kajdankami. Wyjazd do domku letniskowego usytuowanego nad jeziorem, z wielokilometrowym oddaleniem od najbliższych sąsiadów, wydawał się sprzyjającym miejscem do takiej rozrywki. Niestety, w trakcie miłosnej zabawy, błyskotliwy prawnik pracujący w renomowanej kancelarii adwokackiej, narażony codziennie na wielki stres, nie wytrzymał presji i umarł na zawał serca. Jessie przykuta do łóżka ze skrępowanymi rękami nie miała szans na samodzielne oswobodzenie się. Znikąd ratunku, brak możliwości wezwania pomocy, całkowite odludzie, do najbliższej drogi sześć kilometrów.

King od razu wrzucił czytelnika w wir zdarzeń na trzech poziomach. Pierwszy ujmował kwestię relacji między małżonkami, realistycznie poprowadzoną, z odsłanianiem brudów i zawiedzeń. Drugi koncentrował się na zaglądaniu we wspomnienia kobiety. Im głębiej w nie wnikałam tym bardziej zaglądałam w mroczną poświatę. Szalenie odpowiadało mi prowadzenie tego wątku, zwłaszcza kiedy równolegle nakładał się na trzeci związany z usilnymi próbami uwolnienia się. Atrakcyjne zobrazowanie zamknięcia w letniskowym domku i wewnętrznym obszarze głosów.

Akcja krążyła wokół tego samego, paniki Jessie, rozmów z wyimaginowanymi osobami, usiłowań zrzucenia kajdan, ale dzięki przerywnikom nie miałam odczucia sztucznego przeciągania fabuły. Zadziwiające, z jak wieloma potworami musiała zmierzyć się była nauczycielka, prawdziwymi i zmyślonymi, powiązanymi z zaistniałą okolicznością i pochodzącymi z przeszłości. Atmosferę makabryczności podkręcała obecność psa, którego los naprawdę nie oszczędzał, jak zwykle kontrastowe zestawienie cech czworonoga. King udanie oddał psychikę zwierzęcia.

Nie spodziewałam się, że mocno zaangażuję się w przeżycia Jessie. Autor frapująco prowadził męczarnię i walkę, chwile zwątpienia i nadziei. Nie poprzestał na procesie wyzwolenia się, rozumianego dosłownie i w przenośni, ale stworzył dodatkowe otoczki. Chciałam bliżej poznać Jessie, dowiedzieć się o niej jak najwięcej, zrozumieć każdy niuans jej makabrycznej sytuacji. Rozsmakowywanie się w zatrważających okolicznościach miało osobliwy urok, podgrzewało wyobraźnię w stylu oczekiwanym w tym gatunku literackim, stworzyło intrygujący materiał do przemyśleń. Dynamiczne zakończenie okazało się zgrabne, logiczne i satysfakcjonujące.

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Kinga: "Billy Summers", "Podpalaczka", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", dla najmłodszych "Charlie Ciuch-Ciuch", natomiast "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego to gratka dla miłośników twórczości pisarza.

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror psychologiczny, 416 stron, premiera 23.06.2021 (1992), tłumaczenie Tomasz Wyżyński
Książkę "Gra Geralda" zgarnęłam z półki "fantastyka" w księgarni TaniaKsiążka.pl

poniedziałek, 5 lipca 2021

DOM MAYNARDA

HERMAN RAUCHER

"Co czaiło się w mglistej ciemności... sprawiało, że śnieg wirował jak zasłona dymna postawiona podstępnie, by ukryć czyjeś manewry?"

Bardziej powieść grozy niż horror. Frapująca oprawa psychologiczna. Głębokie wnikanie w naturę człowieka, odwieczne obawy, dociekania sensu życia. W tle powojenne traumy, kontrast zwykłej egzystencji z wyższymi patriotycznymi celami, ustalenie stopnia przynależności gatunku ludzkiego do przyrody, zdolność powrotu do korzeni natury. Konieczność zrozumienia przez jednostkę, wrzuconą nagle w mroźne i śnieżne krajobrazy, surowych sił natury. Doświadczenia wojenne sprzymierzeńcami w walce o przetrwanie. Wyobraźnia podsycana akcentami sił nadprzyrodzonych, czegoś nieoczywistego, niejednoznacznego i nieuchwytnego. Nie spodziewałam się tak szerokiego rozwinięcia, pójścia w kilku kierunkach, robienia pętli w interpretacji, a to szalenie wciągało. Dostosowałam się do wolnych rytmów, chociaż chciałam szybko uchwycić imię tego, co stanowiło zagrożenie. Przyjemny i sugestywny styl narracji.

Rozgrywka między tym, co potwierdzone, a tym, co domniemane, oraz poznanie wewnętrznego i zewnętrznego wroga. Bohater starał się dzień za dniem wpasować się w odludną rzeczywistość. Umysł zdany tylko na siebie, wchłaniał indiańskie wierzenia. Przedzierał się przez wiedźmowe legendy. Chwytał świadectwa nawiedzenia domu w trybie osobistego rachunku sumienia. Próbował dostrzec cień starego drzewa jako forma rozliczenia się z przeszłością. Tańczył na czarciej skale podczas rzucenia się w wir sprzecznych emocji. Chętnie podążałam tropem wielu przenośni, dopasowywałam incydenty do symbolicznych odniesień, wyłapywałam intrygujące skojarzenia. Nie domyśliłam się zakończenia, spadło na mnie nieoczekiwanie, pozostawiło szeroko otwartą furtkę do wyjaśnień scenariusza zdarzeń i snucia ciekawych refleksji. Co więcej, finałowa odsłona nie oznaczała zamknięcia przygody czytelniczej, wręcz odwrotnie, powstał impuls, aby ponownie zagłębić się w książkę, dostrzec to, co umknęło przy pierwszym poznawaniu, połączyć misternie plecione nici zmyłek i pułapek w osobliwym tańcu życia i śmierci, realności i iluzoryczności.

Góry Białe, jezioro Nahmiakant, miasteczko Belden, mroźne śnieżne pustkowie, osobliwy dom w spadku. Dwudziestoletni Austin Fletcher, weteran wojny wietnamskiej, cierpiący na zespół stresu pourazowego, z każdym dniem coraz wyraźniej przekonywał się, że z obrazu domu wyłaniały się nieprzyjemne świadectwa przeżyć wcześniejszych mieszkańców. Niepokojące dźwięki, lodowaty śpiew wiatru, przyczajone zjawy, dziwne odwiedziny, przeraźliwe następstwa zdarzeń, obecność tam, gdzie nie powinna być. Coś wyrachowanego przejmowało władzę, nadawało ton i pociągało za sznurki. Genialne wymiany zdań między Austinem Fletcherem a Jackiem Meekerem, mocny atut książki, podszyty humorem, tworzący swoisty klimat, grunt pod przyszłe wydarzenia.

4.5/6 - warto przeczytać
horror psychologiczny, 362 strony, premiera 31.05,2021 (1980), tłumaczenie Maciej Wacław
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

piątek, 30 kwietnia 2021

ZABAWMY SIĘ U ADAMSÓW

MENDAL W. JOHNSON

[PREMIEROWO]

"To zabawa, którą każdy zna... polega na tym, że ktoś musi wygrać."

Jeszcze długo nie uwolnię się od wrażeń, jakie wzbudziło we mnie spotkanie z tą książką, zaciążyło na psychice w szczególnie makabryczny sposób, podcięło skrzydła wiary w człowieczeństwo, wprowadziło dyskomfort szokującego zestawienia niewinności dziecka z czystym złem. Wyjątkowo dobrze przeprowadzone studium zła, wydobywające na powierzchnię prawdziwe źródła ludzkiego okrucieństwa, ujmujące go w realistyczne obrazy, uszczegóławiające proces szkaradnej metamorfozy i błyskawicznej intensyfikacji. 

Brutalność w wydaniu pięciorga dzieci jest tak przekonująca, że nie potrzeba krwawych scen, aby silnie przemówić do wyobraźni, pozbawić tchu i wystawić na szokujące niedowierzanie. Odbiorca czuje, że daje się głęboko wciągnąć w świat brudnych emocji, mroczny oddech brzydactwa myśli, nakręcającą się spiralę znieczulicy i premedytacji. Socjopatyczne zachowania, pełne uwalnianych zaburzeń, różnego rodzaju bestialstwa, kłócą się ze szczerością i radością życia młodej osoby. Agresja wobec uwięzionej opiekunki staje się bazą do jeszcze gorszego szału gniewu i ataków. Zabawa, której pierwsze cechy stykają się z nieufnością, wahaniem i niepokojem, przemienia się w gorączkowość, ekscytację i zdenerwowanie, przechodzi w fazę obojętności, wyrachowania i satysfakcji. Granice przesuwane są stopniowo, skoro coś się już dokonało, można przejść dalej, a później jeszcze śmielej. I nawet chwilowe refleksje, znikome współczucia, nikłe wyrzuty sumienia, szczelnie zamykane są przez przymus wpasowania się w zasady grupy. Mrozi krew w żyłach finalny wydźwięk powieści, zatoczenie koła domniemanej niewinności, trudno się z nim pogodzić. 

Wsłuchujemy się we wstrząsający głos ofiary, Barbary Miller, studentki pedagogiki, opiekunki dzieci Adamsów. Współodczuwamy eskalację zła, wewnętrznej przemiany, bolesnej prawdy. Obserwujemy, co dzieje się w umysłach dzieci, dziesięcioletniej Cindy, trzynastoletniego brata Bobbiego, trzynastoletniego Paula, siedemnastoletniego Johna i niemal osiemnastoletniej Dianne. Ich ścieżka wkraczania w przemoc, zachłyśnięcie się fizyczną i psychiczną władzą nad drugim człowiekiem, jest niewiarygodnie przerażająca, dołująca, przykra. Rodzą się niewygodne pytania o naturę człowieka. Czy w każdym można wyzwolić prawdziwe zło? Skąd wydobywa się, z cech osobowości, wypaczonego umysłu, uwarunkowań genetycznych? Jakich zewnętrznych bodźców potrzeba, aby jego potęga wymknęła się spod kontroli, z mrocznym impetem wkroczyła w świat drugiego człowieka? Książka powstała niemal pięćdziesiąt lat temu, wciąż silnie oddziałuje na wyobraźnię i uczucia czytelnika. Nie dziwi, że wiele jej elementów odnalazło się w późniejszych produktach kultury masowej. Warto zobaczyć, skąd czerpali inspiracje twórcy, jednak mieć świadomość, że błoto czystego zła na jakiś czas przywiera do odbiorcy, tym bardziej, że częściowo opiera się na faktach. Zabawcie się u Adamsów na własną odpowiedzialność.

4.5/6 - warto przeczytać
horror psychologiczny, 318 stron, premiera 30.04.2021 (1974), tłumaczenie Bartosz Czartoryski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

wtorek, 23 marca 2021

DZIECKO ROSEMARY

[PRZEDPREMIEROWO]

IRA LEVIN

"Ach, wszystkie te dziwaczne gargulce i inne stworzenia, które wspinają się między oknami!"

Szalenie lubię chwytać po książki, które silnym szturmem wkradły się w łaski szerokiego grona odbiorcy, odcisnęły niezapomniane piętno na kulturze masowej, stały się pierwowzorem wielu popularnych dzieł. Do klasyki zaglądam z ciekawością i adoracją, podziwiam prekursorskie pomysły na fabułę, nadawanie portretom postaci wyrazistych rysów, umiejscowienie akcji w charakterystycznym klimacie. Choć przygody pokrywa patyna czasu, wciąż pobudzają wyobraźnię, przywołują emocje, poddają ciekawe myśli.

"Dziecko Rosemary" stawia bardziej na psychologiczne brzmienia i niedosłowność niż krwawe incydenty i potworne zjawy. Nie prezentuje materiału do przemyśleń, ponieważ obraca się w sferze czysto rozrywkowej, ale odwołuje się do pierwotnych instynktów macierzyństwa, wikła je we frapujące aspekty, także jako odpowiedź na trendy zainteresowania kultem szatana. Intryga rozwija się w niespiesznym tempie, napięcie narasta stopniowo, dołączają się niepokojące sugestie, a ich mnogość intensyfikuje wrażenie silnych odczuć. Zastanawiam się, dlaczego główna bohaterka jest tak ufna i łatwowierna, ale ślepa miłość i zapatrzenie w narcystycznego i egocentrycznego tłumaczy większość zachowań. Wszystko odbywa się w klaustrofobicznym otoczeniu, zamkniętej małej społeczności, zatrzymanym w czasie wiktoriańskim duchu. A to bardzo mi odpowiada, zdecydowanie mniej aluzja do paskudnych dowcipach o Polakach.

Tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty szósty rok, Nowy Jork, prestiżowa dzielnica i stara kamienica. Rosemary i Guy wynajmują wymarzony lokal i organizują małżeńskie życie. Szybko dowiadują się, że w budynku kumulują się podejrzane wydarzenia i paskudne incydenty. Chociaż Ira Levin bazuje na prostym stylu narracji i tak sugestywnie rozbudza wyobraźnię czytelnika. Im więcej miesięcy spędzamy w mieszkaniu Woodhouse'ów, tym bardziej robi się podstępnie, obłudnie i diabolicznie. Osobliwi sąsiedzi wkraczają w przestrzeń młodego małżeństwa, bezceremonialnie zaglądają tam, gdzie nie powinni, a jednocześnie stają się niezastąpionymi przyjaciółmi. Podoba mi się podtrzymywanie zawieszenia na chwilę przed czymś przerażającym, dzięki czemu groza ulega zwielokrotnieniu. Mistrzowska finalna scena, koncentracja sprzecznych emocji i posunięć. Na marginesie, uznanie dla wiernej ekranizacji powieści w reżyserii Romana Polańskiego.

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror psychologiczny, 304 strony, premiera 24.03.2021 (1967), tłumaczenie Janusz Ochab
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.