wtorek, 22 marca 2022

ŻYWE MORZE SNÓW NA JAWIE

[PRZEDPREMIEROWO]

RICHARD FLANAGAN

"Możesz stać się każdym, kim tylko zechcesz. Nigdy jednak nie będziesz tym kimś naprawdę. Bo w środku zawsze ukrywa się ta sama osoba."

Kiedy czytasz książkę i przechodzą cię dreszcze intelektualnego ożywienia, wyobraźnia intensywnie pracuje, emocje nasycają się kolorystyką, wiesz, że trafiłeś na coś szczególnego i wyjątkowego, co mocno dotyka duszy, nakłania do aktywnego uczestnictwa i snucia refleksji. "Żywe morze snów na jawie" silnie przemawia, dzięki nieprawdopodobnie misternie, a zarazem naturalnie prosto, snutej opowieści, wchodzącej głęboko w realizm, przeszywającej strzałami serce czytelnika, poprzez poruszenie strun muzyki życia i zdobytych doświadczeń. Powieść można rozpatrywać z tak wielu kierunków, a każdy z nich w szczególny sposób wart jest podążania, że doprawdy trudno wskazać główne, a tym bardziej najważniejsze. Czerpiemy z książki tyle, ile chcemy, na ile pozwolimy wejść w myśli, w jakim stopniu zgodzimy się na szalenie przekonującą acz niewygodną dla sumienia wędrówkę. 

Richard Flanagan cudownie spogląda na ludzkość z lotu ptaka, przygląda się jej poczynaniom, zagląda w ciemne zakamarki zbiorczego społecznego zachowania. Równocześnie dociera do najintymniejszych myśli jednostki. Każda z postaci wnosi coś unikatowego i niezwyczajnego, a zarazem przeciętnego i podobnego do nas. Rozdwojenie, zaprzeczenie, ignorowanie, negowanie, udawanie, to komponenty wpisane w ludzką osobowość, wpływające na postawy, stosunek do życia i traktowanie bliskich. Kiedy poznajemy Annę, wspólniczkę w odnoszącej sukcesy firmie architektonicznej, natychmiast rzuca się w oczy kontrastowość podejścia do życia osobistego i zawodowego. Można współczuć, próbować zrozumieć, ale też wściec się na sposób traktowania matki. Ma się ochotę potrząsnąć nią, ale czy faktycznie, ma tak niewiele wspólnego z odbiorcą? Terzo, znakomity finansista, nie potrafi zmierzyć się z osobistą porażką, na wszystko patrzy przez pryzmat własnych idei i definicji sukcesu, wypiera prawo matki do samostanowienia o nieuchronnym końcu. Szybko podlega naszej krytyce, tylko czy jego sposób spojrzenia na świat nie wydaje się familiarny? Tommy, pozornie najbliższy sercu, zrozumieniu, oddaniu i miłości, lecz skrepowany uległością, poczuciem niższości i podatnością na dezaprobatę. Niespełniony artysta, z poczuciem krzywdy wyniesionej w nastoletniości, trudnym wyzwaniem ojcostwa, jednakże akceptuje rzeczywistość i wbrew wszystkiemu stara się znaleźć klucz do szczęścia. 

Pisarz fantastycznie odmalowuje relacje między rodzeństwem, dokłada do tego tragiczną śmierć Ronniego i wyniszczające choroby matki. Ciarki przechodzą, kiedy pomyśli się, że pozornie kochające i współczujące osoby stać na wielki ładunek egoizmu i nieczułości. Słowem deklarują miłość a czynem okrucieństwo. Dowartościowują siebie kosztem kogoś, nawet osoby, która dla nich poświęciła się. Bronią się przed zaakceptowaniem tego, co łamie rutynę, plany i wygodę. Wątek matczynej miłości wybrzmiewa niepokojącymi nutami, podobnie interpretacja kobiecego spełnienia, wyjaśnienia samotności, przebiegu starości, odpychania wyrzutów sumienia i poczucia winy. Przygnębiająco odbiera się odbicia współczesnego stylu życia, fiksacji na nieistniejącym świecie internetowym, zapatrzenia w social media, płynięcia nurtem szumu informacyjnego, wyboru fałszywości i snów, powolnego znikania dla innych i samego siebie. Jakże symboliczne obrazy, w pełni się z nimi zgadzam. Świat realny jako imitacja świata ekranowego, a prawdziwe życie cieniem obecności online. W powieść wplecione tasmańskie realia, toksyczny dym pożarów owiewa strony suchym i gorącym powietrzem, ukazuje cierpienia przyrody, incydenty wywołujące frustrację, niepokój i bezsilność ludzi. Flanagan oferuje jeszcze wiele innych zagadnień wartych bliższego spojrzenia i zastanowienia. Podsuwa obfity materiał do przeżywania i rozmyślań, na które mam ochotę w zacisznym osobistym stylu i podczas dyskusji w grupie czytelniczej. Tytuł do wielokrotnego czytania, mam wrażenie, że ponowne spotkanie przywoła nowe przemyślenia. Na Bookendorfinie przybliżyłam "Śmierć przewodnika rzecznego" i "Pierwszą osobę", zajrzyjcie.

6/6 - rozkosz czytania
literatura współczesna, 270 stron, premiera 23.03.2022 (2020), tłumaczenie Maciej Świerkocki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 21 marca 2022

THE WORLD OF LORE: STRASZNE MIEJSCA

AARON MAHNKE

"Nasze umysły lubią łączyć fakty. Szukamy schematów... łatwo w nie wjechać, trudno ominąć. Wydają się dokądś prowadzić, chociaż często jest to droga donikąd."

Podcasty są mi obce, zatem nazwisko Aaron Mahnke nic mi nie mówiło, a tym bardziej jego twórczość, dlatego z wahaniem sięgnęłam po książkę. Nie wiedziałam, czy spodoba się, trafi w mój gust, uprzyjemni wieczór czytelniczy. Na szczęście, obawy okazały się bezpodstawne, spotkanie zaliczyłam do udanych. Wciągnęłam się w szerokie spektrum opowieści z dreszczykiem, ale nie typowych historii, lecz przykładów zebranych z prawdziwego życia. 

Autor przeprowadzał przez imponującą mnogość relacji, odniesień i skojarzeń. Przywoływał mniej lub bardziej reprezentacyjne próbki źródeł strachu związanych z różnymi miejscami. Poznałam liczne legendy, mity i plotki buszujące w ludzkiej pamięci mieszkańców miast i miasteczek. Odniosłam się do ludowych opowieści, w których nie brakowało zatrważających przesądów, klątw, stworów i czarowników. Zaklęć nie słabnących pomimo upływu wieku, kultów wciąż drzemiących w wyobraźni ludzi, sekt nie poddających się zastraszeniu. Mahne oprowadzał po nawiedzonych budynkach, domach, posiadłościach, rezydencjach, hotelach i zamkach, jakże wiele drzemało w nich mrocznych i złych sił. Oczywiście, nie zabrakło bliższego spojrzenia na to, co osobliwego i przerażającego działo się na cmentarzach, w szpitalach psychiatrycznych i więzieniach. 

Mój sielankowy obraz towarzyszący latarniom morskim wypaczono i ubarwiono karmazynem poprzez ponure świadectwa niewyjaśnionych incydentów. Pojawiły się również diabelskie statki, jaskinie i pociągi. Trudno było zdobyć się na odwagę, aby wejść w opętane nikczemnością lasy i bagna. Dreszcz grozy budziły relacje, co mogło przytrafić się podróżującym pociągiem. Zatem, niewidzialne i agresywne moce, w ten czy inny sposób, opanowały każde miejsce na świecie. Dotarły wszędzie tam, gdzie człowiek, przyciągnięte jego wadami, gwałtownością, strachem, cierpieniem, smutkiem, odosobnieniem, beznadzieją i śmiercią. Dociekałam, z czego wynikały lęki, jak podkręcały wyobraźnię, roznosiły niesamowite historie, wkraczały w paranormalność. 

Czego mieszkańcy nie potrafili wyjaśnić, nie wykazywali się wiedzą o naturalnych zjawiskach, to błędnie interpretowali na korzyść tajemniczych i nadnaturalnych sił. Stąd nadejście wampirów i pojawienie się zjaw, rośnięcie presji przewidzeń i odbierania niepokojących odgłosów. Przedziwna ponura przeszłość, echo odległych wspomnień, spuścizna historycznych tragedii. Z pokolenia na pokolenie nakładały się na siebie, wzbogacały o przeklęty koloryt, intensyfikowały w zdobywaniu złej sławy. Wymyślne twory imaginacji wynikały z najgorszych cech ludzkiej natury. Dlatego przeświadczenie, że dochodzi do odwiedzin czegoś i kogoś nie z tego świata, zastępowanie pustych przestrzeni niepotwierdzonymi faktami, czymś kojarzonym z wynaturzeniem i anomalią. 

Rewelacyjnie wchodziło się w opowieści. Nie dość, że tematyka bliska sercu miłośnikom thrillerów, horrorów i niesamowitości, to jeszcze zabawny i żartobliwy ton narracji, zdrowe i rozsądne podejście do omawianych przypadków. I jakże by inaczej, nawiązania do twórczości klasyków horroru, jak H.P. Lovecraft i Shirley Jackson, czy mojego współczesnego ulubieńca, Stephena Kinga. Jeśli lubicie aurę strasznych miejsc, chcecie zerknąć na masę inspiracji dla kultury masowej, chwytajcie za ten tytuł, udajcie się w podróż i na ekspedycję do wymysłów umysłów ludzkich, zwodniczych zmian i oszukańczych przeobrażeń, tego, co fantastycznie napędza ludowy folklor niesamowitości. Ile jeszcze ziaren prawdy w nim tkwi? A ile jeszcze nierozwiązanych zagadek?

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 382 strony, premiera 18.01.2022 (2018), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

NADZWYCZAJNY MÓZG

[PRZEDPREMIEROWO]

ILCHI LEE

"Jeśli nie zdołamy stworzyć pokojowej i trwałej ziemskiej cywilizacji, choć dysponujemy mocą naszego niesamowitego mózgu, czy nie będzie to prawdziwa hańba?"

Rzadko decyduję się na sięgnięcie po poradniki, ale te wchodzące głęboko w sferę popularnonaukową, napisane przez doświadczonych popularyzatorów nauki, zasłużonych dla wybranych dziedzin badań, jak najbardziej przykuwają uwagę. "Nadzwyczajny mózg" Ilchiego Lee przyciągnął wieloma aspektami a nadzieje związane z nim spełniono. Książka do czytania nie w trybie kilku dni, ale do dłuższej pracy powiązanej z treningiem mózgu. Zrównoważenie części opisowej dostarczającej cennych i ciekawych informacji z propozycjami atrakcyjnych i efektywnych ćwiczeń. Postawienie na mądrość mózgu, ścisłe powiązanie z tożsamością i samoświadomością, podejmowanie decyzji i ustalanie priorytetów. 

Autor przeprowadził przez pięć etapów procesu należącego do programu Edukacji Mózgu, koncentrującego się na radzeniu sobie ze stresem, pracą nad elastycznością, uwolnieniem od niepożądanych wzorców emocjonalnych, integracji funkcji i celowego ich wykorzystania. Pięć kroków edukacji mózgu, związanych z wrażliwością, zwinnością, świeżością, integracją i kontrolowaniem. Trzy kluczowe aspekty to sterowanie, medytacja i uzdrawianie. Nakreślił zasady i metody rozwoju mózgu, jego bezpośrednie i wszechstronne pobudzanie, profilowanie zjawiska zmian, wykorzystanie jako pomostu między ciałem, umysłem i energią. Dostarczył przydatne narzędzia edukacji mózgu, wsparte obrazowymi ilustracjami, ciekawostkami, fascynującymi danymi, uzmysławiającymi przykładami, a także opowieściami, ćwiczeniami, wskazówkami, odwołaniami do nawyków. Co ważne, wszystko do wykorzystania w życiu codziennym. Dla lepszego samopoczucia, rozsądniejszych wyborów stylu życia, większego zadowolenia z pracy, bogatszych sukcesów i bardziej satysfakcjonujących relacji. Dla większej pewności siebie, odwagi, harmonii i spokoju. Do odkrywania własnej wartości, stworzenia na nowo fabuły swojego życia i zmian przyszłości poprzez pielęgnowanie potencjału ludzkiego mózgu. Odpowiadało mi szerokie ujęcie azjatyckiego podejścia do kreatywności mózgu, świadomości doświadczania i wymogu odpowiedzialności. Zerknij na inne książki, z których zgłębiałam tajemnice mózgu, które zaprezentowałam na Bookendorfinie: "W zakamarkach mózgu", "Twój mózg bez tajemnic", "Mózg. Władca czasu", "Ukryty geniusz", "Magia bioinżynierii", "Mózg incognito. Wojna domowa w twojej głowie", "Zaburzony umysł", "Historia naszej świadomości", "Homo hapticus".

5/6 - koniecznie przeczytaj
zdrowie, rozwój osobisty, poradnik, 328 stron, premiera 22.03.2022 (2016)
tłumaczenie Tomasz Norbert
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 20 marca 2022

IKON

GRAHAM MASTERTON

"Życie nigdy nie pozostawi cię na uboczu."

Wciągnęłam się w powieść ze względu na atrakcyjny pomysł na intrygę, ekscytujące odwrócenie ról na politycznej arenie, wywrócenie scenariusza zdarzeń niejako na lewą stronę. Do tego klimat obaw społeczeństwa amerykańskiego sprzed czterdziestu lat odnośnie napięcia w układzie sił między supermocarstwami zajmująco niósł w przestrzeni alternatywnej rzeczywistości. To nie tak, że nie widziałam mankamentów w konstrukcji fabuły. Mimo mało realnych momentami scen i motywów bohaterów, prezentacja przyciągała i ekscytowała. Mknęłam przez historię prowadzona niecierpliwym zainteresowaniem, co będzie dalej. Czerpałam przyjemność z sensacyjnej rozrywki, frapujących walk i przetasowań toczonych pod głębokimi warstwami mieszanki kłamstw i prawdy, faktów i plotek, domysłów i interpretacji. W trzech czwartych książki bawiłam się wyśmienicie, później dynamika zdarzeń zintensyfikowała się, lecz straciła impet prawdopodobieństwa. Jednak nie można jednak było odmówić logicznych umotywowań. 

Graham Masterton potrafił zaskoczyć przebiegiem incydentów, odczytywaniem stron, za którymi opowiadały się postaci, złowieszczym brzmieniem następstw decyzji podjętych przed dwoma dekadami. Trwożnie niosło wyobraźnię w świecie terroru, szpiegostwa, manipulacji i oszustwa. Natomiast, nie do końca przekonywały metody Ikona. Wydawało się, że większe efekty bohater osiągnąłby wprowadzając inne elementy do przyjętej strategii. Ale oponenci wyraziście wypełniali tę przestrzeń. Powieść to klasyka sensacji. Zestarzała się pod względem uwarunkowań działania służb policyjnych i bezpieczeństwa, modelu sprawowania władzy, palety narzędzi społecznej i medialnej komunikacji, lecz angażowała nietuzinkowym wzorem intrygi i barwnymi bohaterami. Wiele spektakularnych incydentów, nawiązań do historycznych zdarzeń i osób, ukazanych w nieoczekiwanych rolach i okolicznościach. Podobało mi się, że autor nie oszczędzał bohaterów, wystawiał na skrajne niebezpieczeństwo, dowolnie żonglował życiem. Zakończenie dało pożywkę do przeczuć, zastanawiałam się, jak potoczyłaby się opowieść, gdyby poddano ją kontynuacji.

Tajemniczy mężczyzna od dwudziestu lat przemierza wzdłuż i wszerz Amerykę w poszukiwaniu konkretnej kobiety w celu ostatecznej jej eliminacji. Pięćdziesięciolatka skazana na samotność, ucieka od zemsty okrutniejszej niż wymiar sprawiedliwości, funkcjonuje w skrajnym przerażeniu i wyczekiwaniu na nieuniknione. Arizona pogrąża się w karmazynowym świetle. Trzydziestoletni Daniel, właściciel baru, osamotniony ojciec, koncentruje się na własnym życiu, kiedy jednak w dziwacznych okolicznościach umiera jego przyjaciel, major lotnictwa, który trafił na zagadkową zależność w funkcjonowaniu wojskowego sprzętu, postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo. Pensylwanię skrywają mroczne sekrety. Titus, sekretarz stanu, i jego żona Nadine mają ambicje pozostania parą prezydencką, robią wszystko, aby podkopać autorytet obecnej władzy i wypłynąć na jej niekompetencji. Waszyngton opiera się największemu koszmarowi Amerykanów i pracuje nad odprężeniem w stosunkach ze Związkiem Radzieckim. 

Zapraszam po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconym thriller kryminalnym "Wirus", ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorami "Dżinn" i "Dzieci zapomniane przez Boga", postapokaliptyczną sensacją "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", krótkimi formami literackimi na "Festiwal strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

4.5/6 - warto przeczytać
sensacja, 368 stron, premiera 25.01.2022 (1983), tłumaczenie Piotr Kuś i Maja Skorupska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

STAŁO SIĘ COŚ ZŁEGO. JAK SOBIE RADZIĆ ZE ZŁYMI WIADOMOŚCIAMI

DAWN HUEBNER

"Strach to nie to samo co niebezpieczeństwo."

Kiedy decydowałam się na przywołanie książki do domowej biblioteki, nie spodziewałam się, że jej zawartość może tak szybko przydać się w rodzinnym gronie. Co więcej, publikacja zawędrowała dalej, do przyjaciół i znajomych, tam gdzie pilnie była potrzebna, do polskich dzieci obawiających się niebezpieczeństwa nadciągającego zza wschodniej granicy i do ukraińskich dzieci, których dotknęły wojenne traumy a znalazły schronienie w polskich domach. Jak podkreśliła Dawn Huebner, "Stało się coś złego" to tytuł do poznawania wspólnie z dorosłymi lub w ich obecności. To nie tak, że został napisany z odniesieniami do wojennych przeżyć, po prostu one akurat teraz wybijają się na czołówki we wszystkich wiadomościach i wrażliwych sercach. Autorka stworzyła coś w rodzaju poradnika nie wskazując jaki typ niebezpieczeństwa, tragedii, klęski, obawy, strachu, straty, złych wiadomości i emocji może dotknąć młodych ludzi na całym świecie. Skoncentrowała się na metodach odzyskania poczucia bezpieczeństwa, przetworzenia emocji, przekierowania uwagi na inne rzeczy. Na jak najlepszym dobieraniu słów i momentów do rozmowy z dzieckiem, rozwijaniu odporności psychicznej, uspokojenia lęków, znalezienia własnej perspektywy do okropności.

Kluczem jest przede wszystkim rozmowa, o tym, co się stało, co może się stać, dlaczego przytrafia się to ludziom, w jakich okolicznościach. To za nią murem stoją wszelkie prawidłowe odpowiedzi i rozwiązania. Natychmiastowa potrzeba zrozumienia, prawdopodobieństwa i skali bezpieczeństwa. Huebner przytoczyła proste techniki uspokajania umysłu, nawet dorośli z sukcesem mogą je wykorzystywać w trudniejszych dniach. Podkreśliła zasadność zbierania informacji, docierania do faktów, eliminowania plotek i spekulacji. Nie do przecenienia jest konieczność określenia lokalizacji, gdzie niepożądana rzecz może się wydarzyć, kto może nam pomóc w poradzeniu sobie z nią, jak ważnym jest wyrwanie się ze stanu strachu i stagnacji, oddelegowania mózgu na innej aktywności odwracającej uwagę, robienia czegoś pozytywnego. Duży udział w poznawaniu w ciekawym i przydatnym książki ma oprawa graficzna. Czarno-biała, przejrzysta, wyrazista, skupiająca uwagę na treści, współuczestnicząca w tworzeniu, podobnie jak w klimacie. Sporo miejsca pozostawiono na notowanie przemyśleń czytelników, odpowiedzi na pytania, zobrazowanie zagadnień, wyobrażenie pewnych sytuacji. Przemyślane opracowanie przydatnych wskazówek i podpowiedzi. Wyciągnięcie na powierzchnię to, co najważniejsze w uspokajających postawach, kiedy stanie się coś złego. Dojrzałe spojrzenie na trudne przekazy płynące z otaczającego nas świata, pomocne w rozmowach rodziców i opiekunów z dziećmi. 

4.5/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, literatura dziecięca, poradnik, wiek 9+, psychologia
80 stron, premiera 23.02.2022 (2020), tłumaczenie Paulina Broma, ilustracje Kara McHale
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 19 marca 2022

MOONFALL

"Jaki plan? Ocalić Księżyc, ocalić Ziemię."

Jest coś w katastroficznych klimatach na dużym ekranie, że przyjemnie z mężem w nie wchodzimy, zwłaszcza jak przyczyny zagrożenia płyną z kosmosu. Dlatego z ciekawością wybraliśmy się na "Moonfall", film wyreżyserowany przez Rolanda Emmericha ("Uniwersalny żołnierz", "Gwiezdne wrota", "Dzień Niepodległości", "Godzilla", "Pojutrze", "2012"). Tytuł natychmiast zdradzał, że tym razem w roli winnego obsadzony został Księżyc. Coś złego działo się z naturalnym satelitą Ziemi. Jak to zwykle bywało w tego typu produkcjach, początkowo nikt, z małym szaleńczym wyjątkiem, nie brał pod uwagę makabrycznego scenariusza zdarzeń. 

Potem okazało się, że trzeba było postawić dosłownie wszystko na ratowanie naszej planety. Do akcji wkroczyli odmieńcy, ryzykanci, odrzuceni i zlekceważeni, gdyż standardowo, tylko w takich jednostkach drzemał wystarczający potencjał odwagi i determinacji. Przemierzali kosmiczną ścieżkę superbohaterów, nie z tytułu obdarzenia wyjątkowymi mocami, ale charakteryzowania się silnym poczuciem konieczności wypełnienia misji. Spodobało się nam wprowadzenie do zaplecza życiowych doświadczeń kluczowych postaci, sprawne i szybkie przedstawienie ich przeszłości, podkręcenie skrajnych emocji. Podczas odkrywania zagrożeń ze strony tego, co makabrycznie przytrafiało się Księżycowi, a w konsekwencji Ziemi, stawiali wszystko na jedną kartę.

Film nie patrzył na naukowe podstawy, wojskowe możliwości, psychologiczne uzasadnienia. Nie miało to być dzieło, które trzymało się sztywnych i ograniczających w fantazjowaniu ram. Niemal na każdym kroku wyłapywaliśmy niekonsekwencje, absurdalności, spłycenia, uproszczenia, łatwe następstwa, powielone wzorce. Jednak właśnie w takiej lekkiej i niezobowiązującej konwencji film miał dostarczyć luźną rozrywkę. Coś na kształt pastiszu stylu rozpaczliwej walki o świat, zabawy z dużym przymrużeniem oka, dwugodzinnego resetu od zwykłej codzienności. Postawiono na szeroki wachlarz efektów specjalnych, ekscytujących ujęć i spektakularnej demolki. Stworzono bogatą mieszankę nawiązań do różnych, mniej lub bardziej znanych lub udanych, filmów SF. Można było powiedzieć, ale to już było. Inna sprawa, podano w szalenie uproszczonej formie. Współczesne komercyjne filmy coraz bardziej umniejszają inteligencję i wyobraźnię widza.

Wszystko wsparte dobrze dobraną ścieżką dźwiękową, niezbyt wymagającą, ale wystarczającą. Jeśli chodzi o grę aktorską, to najbardziej przekonująco wypadł John Bradley jako KC Houseman, miłośnik teorii spiskowych. Przyciągał komiczną kreacją, humorystycznym ubarwianiem scen i puentowaniem sytuacji. Oscarowa Halle Berry nie imponowała, generalnie postać Jocindy Fowler, pracownicy NASA wysokiego szczebla, nie wykraczała poza schemat tego typu portretów. Zaś Patrick Wilson nadał Brianowi Harperowi, byłemu astronaucie, charakterystycznego pazura. Fabułą film nie wykraczał poza ratunkową kosmiczną misję i widowiskowe zdarzenia na Ziemi. Natomiast pozytywnie zaskoczył odpowiedziami, co stało się z Księżycem, dlaczego wszedł na kurs kolizyjny z Ziemią, co skrywało jego wnętrze, jakie pojawiły się konsekwencje dla ludzkości.

3.5/6 - w wolnym czasie z nastawieniem na niezobowiązującą, ale efektowną rozrywkę
tytuł oryginalny "Moonfall", katastroficzny, science fiction, premiera 04.02.2022 (Polska)
produkcja Chiny, Kanada, USA, 124 minuty, reżyser: Roland Emmerich
scenariusz: Roland Emmerich, Spenser Cohen, Harald Kloser
obsada: Halle Berry, Patrick Wilson, John Bradley
Film obejrzałam dzięki współpracy z Secretum.pl

DRUGIE ŻYCIE PANA ROOSA

HÅKAN NESSER

INSPEKTOR BARBAROTTI tom 3

"Gdziekolwiek by człowiek nie był, przed samym sobą nie ucieknie."

Odpowiada mi pióro Håkana Nessera, narracja gładko prowadzi, dopatruję się kształtujących wyobraźnię sformułowań i ciekawych nawiązań do literatury. Ale tym, co szczególnie urzeka, jest niezwykła przenikliwość w obserwacji zwykłego życia i atrakcyjnie przeniesienie do losów postaci drobnych detali biegu czasu. Fantastycznie odnajduję się w obyczajowych klimatach kreślonych przez Nessera, przemawiają wyrazistością i realnością. Przy tak intrygująco scharakteryzowanych bohaterach trudno nie identyfikować się z ich przemyśleniami i przeżyciami. W miarę rozwoju fabuły stają się mi coraz bliżsi, nawiązuję nić mentalnego porozumienia, i chociaż często ich decyzje stoją w sprzeczności wobec tych, jakie bym podjęła, to i tak rozumiem, co nimi kieruje. 

I tak właśnie jest w "Drugim życiu pana Roosa". Wiele elementów z życiorysu tytułowej postaci, głównego księgowego w firmie produkującej termosy, koliduje z moim podejściem do świata, a jednak pisarz znakomicie przekonuje do postaci. Perfekcyjnie ukazuje targające nim emocje skontrastowane z pozornie spokojnym zewnętrznym wizerunkiem, lecz kiedy zaglądam do wnętrza, widzę ogromną burzę uczuć i gotowości do radykalnych zmian. Zastanawiam się, jak wiele osób mogłoby się utożsamiać z Ante Valdemarem Roosem, ile zdecydowałoby się na podjęte przez niego kroki, a ile w skrycie marzy, aby móc kiedykolwiek na coś takiego sobie pozwolić. Mniej angażuję się w zaakceptowanie Anny Gambowskiej, młodej kobiety, która przebywa w ośrodku dla narkomanów. Jednak przyznaję, że zajmująco rozwija się jej przyszłość, wiele pułapek na nią czeka i to wcale nie małej wagi. Pierwszej części powieści przydzielam bardzo dobrą ocenę, w drugiej, pomimo pojawienia się mojego ulubieńca, inspektora Gunnara Barbarottiego, nie bawię się już tak wciągająco. 

Zagadka detektywistyczna widziana oczami czytelnika, a odkrywana przez policję, nie skrywa zbyt wielu tajemnic. Sprawnie i łatwo łączę fakty, tym bardziej, że znam motywy i dostrzegam detale tła zbrodni. Ale i tak zaliczam książkę do przyjemnych wrażeń czytelniczych, rozrywka z większym napięciem obyczajowym niż kryminalnym, oferuje nie tylko zwykłe śledzenie akcji w barwnej scenerii, ale również sporo materiału do refleksji na temat nieoczywistego rachunku życia, satysfakcji z relacji społecznych, poszukiwania własnej tożsamości i miejsca na ziemi, generalnie tego, co sprawia, że życie nabiera szczególnego sensu i blasku. Każdy z nas inaczej odpowie na pytania, gdzie był, gdzie jest, dokąd zmierza, w różnym stopniu trzyma życie w rękach. Zerknij na poprzednie tomy serii o inspektorze Barbarottim ("Człowiek bez psa 1a", "Człowiek bez psa 1b", "Całkiem inna historia"), thriller w spokojnym wydaniu "Oczy Eugena Kallmanna", kryminał obyczajowy z ironicznym humorem "Półmorderca", oraz "Stowarzyszenie leworęcznych", gdzie zagadka nie wysuwa się na plan pierwszy, ale nieustannie obecna jest w myślach bohaterów.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 430 stron, premiera 28.07.2021 (2008), tłumaczenie Patrycja Włóczyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

piątek, 18 marca 2022

EKIPA DO NAPRAWY ŚWIATA

ANNE SVERDRUP-THYGESON

"Natura jest wszystkim, co mamy, i wszystkim, czym jesteśmy."

Czytam wiele książek poświęconych tematyce konieczności ochrony środowiska naturalnego, pokazujących zależności między nim i homo sapiens, który za wszelką cenę dąży do destrukcji czegoś, od czego jest w tak wielkim stopniu zależny. Oprócz starań życia według zasad zgodnych z ekologicznymi przesłaniami, chwytam za tego typu publikacje, gdyż mam wrażenie bycia bliżej istoty problemów, którym jako dominujący na planecie gatunek musimy stawić czoło. Nie ma co ukrywać, nabroiliśmy w przyrodzie, diametralnie zmieniliśmy wielkie obszary, doprowadziliśmy do wymarcia wielu gatunków, i nawet uzbrojeni w wiedzę o okaleczaniu biosfery, wciąż poddajemy ją toksycznej próbie. Nieco już zmieniło się w świadomości konieczności ochrony natury, ale nadal wiele działań przed nami, aby wzmacniać tendencję pozytywnych efektów, nadal sporo niekonsekwencji w ideach czy kuriozalnych przepisów. Przykładowo, eliminujemy zużycie plastikowych słomek a dopuszczamy miliardy zbędnych opakowań z tworzyw sztucznych. Czy w ten sposób osiągniemy sukces w naprawianiu świata?

Anne Sverdrup-Thygeson zachęca do zastanowienia się, jak postępujemy względem przyrody. Nie stawia jej na piedestale, ale pokazuje, jaką daje radość życia, podnosi jego jakość, jakim bogatym jest źródłem inspiracji, jak zapewnia poczucie przynależności. Obrazowo przedstawia zależność człowieka od natury, bezpośredni i pośredni wkład przyrody w egzystencję i dobrobyt ludzi. Podaje liczne przykłady gatunków, które warunkują funkcjonowanie życia na Ziemi. Nie koncentruje się na jednej koncepcji ochrony środowiska, docenia wkład różnych zamysłów w szukanie drogi naprzód i brania odpowiedzialności za wszystkich mieszkańców planety. Dogodny podział publikacji na działy tematyczne, zawartość przenika się, według usług przyrody, regulacyjnych, produkcyjnych i kulturowych. Oczyszczanie wody, czerpanie energii z roślin, zapylanie roślin przez owady, pozyskiwanie składników do leków, czerpanie ze źródeł włókien naturalnych, dokonywanie recyklingu przez przyrodę, produkowanie tlenu przez bakterie, zaglądanie do historii natury, podglądanie inteligentnych rozwiązań. Do książki można wejść w dowolnym momencie, nie trzeba trzymać się kolejności przedstawianego materiału. Ciekawa i przyjazna narracja, sympatycznie niesie, sporo ciekawych informacji, ale i też uzupełniających, nadających lekkości, płynności i wdzięku. Powstaje wrażenie jakby przeprowadzało się rozmowę przy herbacie czy kawie, nasłuchuje, co druga strona ma do powiedzenia, zdobywa wiedzę i konfrontuje z własnymi przekonaniami. Wiele informacji czy faktów brzmi znajomo, ale interesująco jest dostrzegać odwołania i skojarzenia.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, biologia, 284 strony, premiera 26.01.2021 (2020)
tłumaczenie Witold Biliński
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

WCIĄŻ O TOBIE ŚNIĘ

FLANNIE FLAGG

"Czas posuwa się tylko w przód i wlecze człowieka za sobą, czy ten tego chce, czy nie."

To dopiero druga książka Fannie Flagg, którą miałam przyjemność poznać. Przy "Całe miasto o tym mówi" bawiłam się wyśmienicie, powieść znakomicie dopasowała się do moich potrzeb czytelniczych, nastroju, doświadczeń i przemyśleń. Podobnie odczułam podczas spotkania z "Wciąż o tobie myślę", co prawda, powieść nie zrobiła na mnie już takiego piorunującego wrażenia, jak poprzedniczka, ale też sympatycznie przez nią przechodziłam. Naturalnie, komfortowo i swobodnie niosła po przybliżanej historii. Narracja błyskotliwa, słoneczna, przyjazna, czasem pochmurna, gorzka, ze szczyptą ironii zbilansowaną dobrym humorem. Wdzięcznie i z klasą. Komediowy szyk przyozdobiony wzorem czarnych myśli. W pełni dojrzałe i ukształtowane kluczowe postaci, mierzące się z upływem czasu, własnymi niedoskonałościami i przeciwnościami losu. Jakże bliskie wydawały się w wielu momentach, fantastyczny kontakt z nimi nawiązałam, potrafiłam postawić się w ich sytuacji.

Maggie zaskakiwała, chociaż ona sama miała o sobie nudnawe wrażenie. Była Miss Atlanty, żyjąca w cieniu własnej sławy, z doskwierającą samotnością i świadomością popełnionych życiowych błędów. Wbrew pozorom, było w niej tyle niezwykłej energii i siły, tylko niecierpliwie wyczekiwały na dogodną sytuację do uaktywnienia. Brenda cudownie przeobrażała mankamenty w moce czynienia dobra, marzyła o politycznej karierze, startowała w wyborach na burmistrza. Ethel imponowała umiejętnością przeciwstawienia się zawiedzeniom i porażkom, a także wyjątkowym poczuciem odpowiedzialności. Jako osiemdziesięcioletnia kobieta wciąż energicznie i z dużym temperamentem podchodziła do zawodowych obowiązków. I jeszcze Hazel, która zmarła pięć lat temu, ale jej pozytywna energia nadal dawała o sobie znać wśród znajomych, przyjaciół i bliskich. Założyła biuro nieruchomości w czasach, kiedy kobietom nie przyznawano praw do zajmowania się biznesem, a następnie wciągnęła na pokład firmy pozornie zwykłe dziewczyny. Kiedy rynek nieruchomości załamał się, a konkurencja intensyfikowała bezwzględne metody działania, walczyła o przetrwanie. Każdą z kobiet dręczyły różne problemy, kłopoty ich nie oszczędzały, ale i same dla siebie były największymi i ostrymi krytykami.

Śledziłam, co każda miała do powiedzenia, jakie czyniła obserwacje, jak podchodziła do wyzwań życiowych. Kilka cech postaci było mi znajomymi z racji ich posiadania, podobne doświadczenia miałam na koncie. Zatem familiarnie i z refleksyjnym uśmiechem podchodziłam do ich rozterek i wątpliwości. Powieść fantastycznie przytulała moją duszę, niekiedy czułam się niczym w bajce, by za chwilę wejść w realny świat. Chętnie wsłuchiwałam się w przesłania, że z życia trzeba wyciskać, co się tylko da, bez względu na wiek. Niekiedy mamy okazję delektować się słodkim smakiem szczęścia, jednak częściej lawirujemy wśród cierpkich dni, ale i w nich znajdujemy, jeśli tylko chcemy, gdyż to wytrawny symbol egzystencji. Warto samemu dopingować się do pełnego życia, ale też otaczać się życzliwymi ludźmi, gotowymi w razie potrzeby wyciągnąć pomocną dłoń, zwłaszcza jeśli miałby to być intuicyjnych ruch. Życie jest za krótkie na cynizm, zazdrość i nienawiść, czy nieustanne rozpatrywanie i katowanie się konsekwencjami popełnionych błędów. A do posiadania małej tajemnicy każdy ma prawo, należy je szanować i respektować.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura obyczajowa, 404 strony, premiera 27.01.2022 (2010), tłumaczenie Wojciech Szypuła
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 17 marca 2022

FILOZOFIA DLA ZABIEGANYCH

JONNY THOMSON

"Umysł to szmer myśli, od którego nie możesz się uwolnić." Fantastycznie, kiedy udaje się go świadomie ukierunkować, poddać refleksjom, rozwijać się i czerpać z tego satysfakcję.

Książka bardzo mi podeszła. Nawet nie przypuszczałam, że okaże się tak mocno wciągająca, nie tylko ze względu na filozoficzną tematykę, ale również z powodu szalenie przystępnego prezentowania materiału. To faktycznie wariant dla zabieganych, którzy nie mają czasu wgryzać się w publikacje naukowe, by wydobyć najważniejsze przesłania umiłowania mądrości. Publikację przejrzyście zaprojektowano, zarówno od strony merytorycznej, jak i oprawy graficznej. Składało się na nią mnóstwo mini rozdziałów, każdy z przywołaniem nazwiska filozofa i tytułu zagadnienia, a także symbolizującego i łatwego do skojarzenia piktogramu. Dzięki takiemu zabiegowi łatwo poruszałam się po książce, filozofii i materiale do przemyśleń. Mogłam otwierać na dowolnych stronach i zaznajamiać się z segmencikami filozofii, lub wędrować działami i większą część poznawać.

Jonny Thomson objął filozofię od strony etyki, filozofii egzystencji, sztuki, społeczeństwa i relacji, religii i metafizyki, literatury i języka, nauki i psychologii, filozofii codziennej, wiedzy i umysłu, polityki i ekonomii. Wyciągnął kluczowe aspekty i przedstawił je tak, że nie miałam problemu z ich zrozumieniem i zapamiętaniem. Szalenie sympatyczna narracja i różnorodność zagadnień. Od starożytnej Grecji do współczesności. Bez zbędnego żargonu i napompowywania treści, a w przyjaznym i podszytym humorem stylu. Pochłaniałam mini porcje filozofii. Każdy jest w stanie je przekąsić i poczuć smak płynących przesłań i mądrości, nie zawsze według nas trafionych, lecz z pewnością interesujących. Chętnie poznawałam, jak kiedyś przymierzano się do pewnych rzeczy, a jak teraz. Wyśmienita książka dla tych, którzy po raz pierwszy czy drugi stykają się z filozofią w ramach literatury. Duża szansa, że poczują apetyt na więcej wiedzy. Zrozumienie siebie i świata na wyciągnięcie ręki, impuls do mniej lub bardziej ambitnych rozważań, poszukiwań odpowiedzi na pytania innych i własne. Publikacja, która w dobie pospiesznego rytmu życia pozwala na chwilę zatrzymać się i chwycić garść impulsów do rozważań. Sprawia, że to, co oddalone myślami, staje się bliskie, oswojone i dopingujące, a co ważne, przekłada się na większą świadomość życia i przekonań. Kolejne podejście do filozofii zaliczyłam do bardzo udanych.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, filozofia, 508 stron, premiera 10.11.2021
tłumaczenie Alka Konieczna
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl