niedziela, 5 lipca 2026

KOCHANEK BEZ STAŁEGO ADRESU

CARLO FRUTERRO, FRANCO LUCENTINI

„Tak go poznałam, tak go zobaczyłam po raz pierwszy i (jak sądziłam) ostatni.”

Spróbuję w pełni wyrazić, jak szalenie spodobała mi się przygoda czytelnicza. Wspaniale pobudziła wyobraźnię, swobodnie uwolniła ciepłe emocje, przyjemnie wprowadziła w stan czytelniczej hipnozy. Powieść, której każda strona dostarczała mnóstwo nieszablonowych doznań. Wczytywałam się w każdy akapit z ogromnym zainteresowaniem. Zachwycałam się stylem narracji. Natychmiast przekonałam się do głównych bohaterów. Weszłam w świat czegoś, co fenomenalnie tajemnicze, zwodnicze w odkrywaniu prawdy, iluzoryczne w prezentacji zdarzeń. Dotykałam czegoś nienamacalnego, a przy tym czułam, że rzeczywistość wymyka mi się pojmowaniu. Jakże to wszystko rozgrzewało do snucia interpretacji, bawienia się w domysły, wysuwania przypuszczeń. Jednocześnie silnie odbierałam emocje bohaterów, patrząc na nich indywidualnie i razem. Kobieta i mężczyzna, dwa światy przecięte na moment wspólną ścieżką, na błysk czasu, maleńki fragment nieskończoności mocno nasycony uczuciami i doznaniami.

Miałam nieodparte wrażenie, że wiele z elementów i pomysłów „Kochanka bez stałego adresu”, a przede wszystkim niesamowitego klimatu, zostało zaczerpniętych przy tworzeniu filmu „Joe Black”, który należy do moich ulubionych produkcji na duży ekran. Coś spoza życia staje się nauczycielem życia, oprowadza po tym, co w nim ma wyjątkowe znaczenie, przybliża historię miejsca, które w szczególny sposób ukształtowało swój wizerunek. I kolejny aspekt powieści, który mocno na mnie oddziaływał, to obraz cudownej Wenecji, tej oczywistej, znanej ze szlaków obleganych przez turystów, i tej nieznanej szerszej publiczności. Bogactwo drogocennych zabytków, unikalna forma egzystencji miasta wysp, kanałów i mostów, niezwykła przeszłość sześciu dzielnic, niezaprzeczalny duch trwania pomimo pogodowych i środowiskowych zagrożeń. Odkrywanie całego obrazu Wenecji stało się przywilejem, dostępnym jedynie z racji niezwykłej znajomości i bliskości. Miasto kochanków tłem i równoprawnym uczestnikiem opowieści. Trudno mi było nie wpaść w melancholijny nastrój, refleksje na temat tego, co łączy ludzi, co stanowi o jakości życia, czym tak naprawdę jest przemijanie i trwanie, samotność i bliskość, tęsknota i nadzieja. Delikatnie, dyskretnie, wrażliwie, ale jednocześnie wytwornie, elegancko i okazale, nadzwyczajnie pysznie i z fantazją. W takich książkach zakochuję się, takich poszukuję.

6/6 – rozkosz czytania
literatura piękna, 254 strony, premiera 12.06.2024 (1986), tłumaczenie Barbara Sosnowska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

1 komentarz: