poniedziałek, 31 października 2022

ZAGRAJMY W BUTELKĘ

INSPEKTOR REBUS tom 4

IAN RANKIN

„On nic nie wie; i myśli, że wie wszystko. To wyraźnie wskazuje na karierę polityczną.” George Bernard Shaw, „Major Barbara”

Seria kryminalna, której kolejne tomy wyczekuję z przyjemnością. Mam wrażenie, że im większy numer tomu, tym lepsza przygoda, lepsze rozeznanie autora w snuciu opowieści, a zatem i głębsze przywiązanie czytelnika. W czwartej odsłonie szczególnie spodobała mi się zagadka detektywistyczna, na plus działała wielowątkowość, niezbyt oczywiste interpretacje i zaskakujące obroty spraw. Chętnie poddałam się zabawie w snucie domysłów i przypuszczeń, tym bardziej, że detektyw inspektor John Rebus miał za sobą dwudziestoletnią karierę i niejedno już widział i doświadczał. Również życie osobiste mężczyzny ciekawie się rozwijało. Obyczajowa otoczka zdecydowanie uatrakcyjnia fabułę. Pojawiło się także wiele odniesień do politycznych realiów, zatem większe wrażenie prawdopodobieństwa zdarzeń. 

Ian Rebus musiał zmierzyć się ze sprawą pozornie uczciwego, praworządnego i przyzwoitego parlamentarnego członka przyłapanego na korzystaniu z usług prostytutki. Czyżby ktoś chciał zrujnować politykowi wizerunek, pozbawić mandatu okręgu wyborczego, doprowadzić do rozpadu małżeństwa? Równolegle Rebus kontynuował wyjaśnianie kradzieży książek z profesorskiego gabinetu teologii. Sporo się działo w obszarach utonięć i brutalnych napaści. Trzeba przyznać, że wszystko intrygująco się rozwijało. Im więcej faktów udawało się ustalić, tym zaskakująco sprawa stawała się coraz bardziej zawiła, co świetnie działało na wyobraźnię czytelnika. Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z początkowymi tomami serii („Supełki i krzyżyki”, „Mętna woda”, "Kieł i pazur"), z dwudziestym („Nawet zdziczałe psy”) i z dwudziestym pierwszym ("Wszyscy diabli"). Propozycje na przyjemny wieczór z książką, nieco zwykłych ludzkich spraw, nieco koszmarnych historii, mrok ludzkiej natury, zgrabnie prowadzone napięcie, ale też ciekawe nuty do refleksji.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 380 stron, premiera 28.09.2022 (1992), tłumaczenie Magda Zubrycka-Wernerowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

ULICA PAZURKOWA. MATYLDA I KLOPSIK

ULICA PAZURKOWA tom 3

ALEKSANDRA STRUSKA-MUSIAŁ

„Jesteśmy drużyną i każdy z nas ma coś, w czym jest dobry i co pomoże nam wytropić uciekinierów.”

W trzecim tomie trafiliśmy na wakacyjny czas, kiedy każdy dzień bohaterów wypełniały zabawy i rozrywki, zwłaszcza kiedy korzystali z domku pod drzewem i wymyślali ciekawe scenariusze zdarzeń. Grupa dzieciaków powiększyła się o kuzynkę Matyldę. Powstało z tym nieco zamieszania, ujawniły się różnice charakterów, nie wszystko przebiegało po myśli wszystkich. Przyjaźń i znajomość wystawiono na wielką próbę. Dzieciaki wiele musiały się nauczyć, zwłaszcza zgodnej współpracy, ale dla chcącego niż trudnego, w końcu, wszystkich łączyło to, że lubili spędzać czas razem. 

Kiedy z życzliwością patrzy się na świat wszystko wydaje się łatwiejsze, także rozwiązywanie konfliktów. Podobały mi się przesłania płynące z książki, przedstawione w zgrabny i ciepły sposób, a co ważne, moje dzieciaki same do nich docierały, analizowały i wnioskowały. Opowieść podsuwała wiele tematów, które można było dodatkowo omówić z młodymi czytelnikami. Chętnie wciągnęły się w interpretowanie postaw bohaterów, odnajdywanie ich wad i zalet. Przekonywały się, że nad wadami można pracować, tak aby nie przeszkadzały w życiu ich właścicielowi i innym, a po korekcie stały się atutem. Seria sprawdzi się jako sympatyczne i wartościowe książkowe prezenty, dociera do szerszej rozpiętości wiekowej dzieciaków. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii: "Ulica Pazurkowa. Na tropie Ogryzka" i "Ulica Pazurkowa. Nowi lokatorzy", a my mamy nadzieję, że powstaną kolejne wciągające pazurkowe historie.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, 64 strony, wiek 6+, premiera 14.09.2022
twarda okładka, format 16,4cm x 23,5cm, ilustracje Monika Rejkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu BIS.

niedziela, 30 października 2022

ULICA PAZURKOWA. NOWI LOKATORZY

ULICA PAZURKOWA tom 2

ALEKSANDRA STRUSKA-MUSIAŁ

„A ja myślę, że wszyscy lubią koty, tylko niektórzy jeszcze tego nie wiedzą.”

Drugi tom również spotkał się z naszym uznaniem. Dzieciaki chętnie śledziły akcję. Nie mogły doczekać się, jaki obrót przyjmą sprawy, czy przyjaźń okaże się prawdziwa. Książka sympatycznie prowadzi po aspektach, które warto przybliżać młodym czytelnikom. Mogły dowiedzieć się, jak ważnym jest, aby mieć zrozumienie względem potrzeb innych, kiedy najlepiej smakuje miła niespodzianka, czy więcej radości sprawia otrzymywanie, a może wręcz odwrotnie, dawanie. 

Gorąco zachęcam do sięgnięcia po serię, miała wiele uroku i czaru, bawiła i uczyła. Nie uciekała od trudnych tematów. Dawała młodym czytelnikom szerokie pole do samodzielnego wyciągania wniosków. Było poważnie i zabawnie, tak jak w prawdziwym życiu. Cennych przesłań i rozmów o nich nigdy dość, tym bardziej, że postaci zbliżone wiekiem i wyzwaniami do młodych odbiorców. Przy tej historii nie było opcji nudy, stawiała na różnorodność i uwrażliwienie młodych dusz. I jeszcze przyjazna oprawa graficzna przemawiała do dzieciaków, podoba się im.

W domu przy Pazurkowej 1/3 pojawili się nowi lokatorzy, dzieciaki cieszyły się, że pod ich adres dołączył nowy chłopiec i jego niesamowicie wielki pies. Jednak szybko okazało się, że nad prawdziwą przyjaźnią trzeba popracować, dopasować się do różnych okoliczności, wyjść naprzeciw ograniczeniom i pokonać je. Czy bohaterom udało się to zrobić w wielkim stylu, jak dużo czasu zajęło im zrozumienie ważności misji, dokąd wszystko ich doprowadziło? Poprzedni tom "Ulica Pazurkowa. Na tropie Ogryzka" także sprawi wiele czytelniczej radości.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, 56 strony, wiek 6+, premiera 11.09.2020
twarda okładka, format 16,4cm x 23,5cm, ilustracje Monika Rejkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu BIS.

WOJNA Z ZACHODEM

NAJWYŻSZY CZAS OBALIĆ NIESPÓJNE ARGUMENTY KRYTYKÓW ZACHODU

DOUGLAS MURRAY

„Zadziwiające jest, jak szybko mętne idee potrafią przedostać się z uniwersytetów do intelektualnego obiegu, zadziwia również, jak szybko idee podgrzewane przez media potrafią trafić na ulice.”

Według Douglasa Murraya zachodnia cywilizacja wymaga obrony, wszechobecna nagonka sprawia, że podważane są jej osiągnięcia, umniejszane zalety a wyolbrzymiane wady. Bezlitosna wojna kulturowa przeciwko korzeniom i owocom zachodniej tradycji to symptomy współczesności świadczące o dokonującej się przemianie wstrząsającej fundamentami społeczeństw. W wielu aspektach przemyślenia autora pokrywają się z moimi, jednak w kilku dochodzimy do rozbieżnych wniosków. Nie do końca odpowiadają mi skrajnie zapatrywania autora, lecz nie można nie docenić siły sugestii i przekonań. Natomiast całkowicie zgadzam się z dostrzeżeniem wszechobecnej arogancji, elitaryzmu, poczucia wyższości wśród większości polityków, ale również, co smutne, części naukowców, historyków i działaczy społecznych. 

Murray ciekawie wyłapuje i przedstawia absurdy, sprzeczności, nieścisłości, niekonsekwencje, szkodliwe intencje, wypaczone obrazy, urojone problemy, szkodliwe skrajności, niekonstruktywny krytycyzm, wprowadzające w błąd przerysowania, perfidne oszustwa, nieuczciwe argumenty i podwójne standardy. Właśnie na nich obrazuje, do czego zdolni są posunąć się zagorzali przeciwnicy zachodniej cywilizacji, aby w imię partykularnych celów umniejszyć, a nawet zdegradować jej rolę i wkład we współczesność. Poruszamy się w aspektach rasizmu i supremacji białych, przeformułowań historii, tak by pasowała do surrealistycznych tez, religii i filozofii, w tym przewartościowania i zmiany patronów, oraz szeroko rozumianej kultury, w której można dopatrzeć się czegoś skrajnie złego, czego tak naprawdę nie ma. 

Winy Zachodu są spisywane według innego zestawu reguł niż ten dla reszty świata. Wytacza się wojnę temu, co pozytywnie wyróżnia zachodnie społeczeństwa, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że strona demokracji, rozumu, praw człowieka i uniwersalnych zasad zbyt szybko kapituluje w swojej obronie. Co więcej, to często z wewnętrznego jej środowiska napływają niepokojące sygnały koślawych tez i wypaczonych intencji. Krytyka dotyczy nie efektywności zachodniego systemu, co samej jego zachodniości, zaś bycie białym uznaje się za patologię, a zatem wstęp do kolejnego rasizmu. Reportaż daje do myślenia, warto pochylić się nad taką perspektywą, sprawdzić, na ile spostrzeżenia autora pokrywają się z naszymi i dokąd mogą zaprowadzić jego wnioski. Interesująco wchodzi się w te zagadnienia, tym bardziej, że to właśnie na przykładzie rażących absurdów odkrywa się nielogiczne przesłanki krytyków zachodniej cywilizacji.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, 354 strony, premiera 20.09.2022, tłumaczenie Tomasz Bieroń
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 29 października 2022

ULICA PAZURKOWA. NA TROPIE OGRYZKA

ULICA PAZURKOWA tom 1

ALEKSANDRA STRUSKA-MUSIAŁ

"Gdzie człowiek się wadzi, tam kot zaradzi."

Moi członkowie klubu młodych czytelników swobodnie poczuli się w tej serii, szybko się zaprzyjaźnili z jej bohaterami, spodobał się im klimat opowieści, uważnie i niecierpliwie wsłuchiwali się w niezwykłe historie toczące się w jednym z domów przy ulicy Pazurkowej 1/3. Nawet czteroletnie dzieciaki były w stanie skupić się i śledzić bieg zdarzeń, ale to starsi więcej wyciągali z interesujących zdarzeń i zabawnych okoliczności. Aleksandra Struska-Musiał lekko prowadziła narrację, familiarnie i dowcipnie. Dzięki temu także i ja, jako przedstawiciel dorosłych, sympatycznie spędziłam czas przy trzech książeczkach z tej serii.

A w pierwszym tomie poznaliśmy ujmującą rodzinkę Kociejko, panią Basię i pana Tadeusza, oraz trójkę ich pociech, Mikołaja, Milkę i Franka. Wiodący wątek opleciony był wokół pojawienia się nieco rozrabiającego kota, któremu nadano imię Ogryzek. Kiciuś okazał się mieć własny pogląd na świat i zadziorny charakterek, ale przede wszystkim wsławił się fenomenalną zdolnością do ucieczki. Wszyscy go bardzo polubili i kiedy nagle zniknął rozpoczęli poszukiwania zakrojone na szeroką skalę. A co dokładnie stało się z rudzielcem, jaką przygodę przeżył, jaki finał osiągnęły zdarzenia, dowiecie się sięgając po książkę. Warto polecić ją młodym czytelnikom, poznawanie sprawi wiele radości a i wyciągnięte zostaną cenne przesłania. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, 64 strony, wiek 6+, premiera 27.05.2020
twarda okładka, format 16,4cm x 23,5cm, ilustracje Monika Rejkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu BIS.

POLA I PIOTRUŚ. PLAMA

CAMILLA REID

POLA I PIOTRUŚ tom 2

"Nie przejmuj się...Każdemu zdarzają się wypadki."

O walorach okładki pisałam przy okazji omawiania wrażeń czytelniczych po spotkaniu z "Polą i Piotrusiem. Hulajnogą", zatem nie powtarzam się, ale gorąco zachęcam do zajrzenia i poznania. Mam nadzieję, że powstanie więcej książeczek z tej serii, gdyż w lekkiej i ciepłej formie uczą, jak prawidłowo zachowywać się, jak reagować, kiedy coś nam lub komuś się przytrafi. Także "Pola i Piotruś. Plama" zalicza się do udanych prezentów książkowych dla najmłodszych czytelników. Fabuła, narracja i oprawa graficzna dostosowane do potrzeb młodziutkich odbiorców. Znakomicie angażują w poznawanie scenariusza zdarzeń, zgrabnie i z wyczuciem odwołują się do emocji, pozwalają samemu zrozumieć i znaleźć odpowiedzi na pytania o słuszne postawy.

Kiedy zabawa przebiega wspaniale można zapomnieć, że należy skorzystać z nocnika, wydaje się, że jeszcze się zdąży, pije się dużo soczku, a tu nagle pojawia się plama na majteczkach i na podłodze. Królik Piotruś jest zażenowany i zawstydzony, przykro mu, że doszło do wypadku, nie za bardzo wie, co robić. Ale przyjaciółka wyciąga do niego pomocną dłoń, pokazuje, że wspólnymi siłami można naprawić sytuację i pokonać przeciwności. Nie wolno wyśmiewać się, kiedy komuś przytrafi się coś przykrego, a postarać się okazać zrozumienie i życzliwość. To także nauka, aby nie poddawać się niepowodzeniom, że dopiero praktyka wprawia w biegłości i mistrzostwie. 

Książeczka trafia do wyobraźni dziecka nie tylko opowieścią, ale również serdecznym klimatem i kolorowymi ilustracjami. Wyraźny pierwszy plan, ale można bawić się w wyszukiwanie detali w tle, w którym wiele dzieje się, rozwijać spostrzegawczość i kreatywność poprzez dopowiadanie mini historii. Czym żywią się ptaki? Jak szybko ślimak przejdzie w poprzek ścieżkę? Pod czym chronią się chrząszcze podczas deszczu? Jakiego koloru jest tornister Piotrusia? W co dzieci uwielbiają razem bawić się, czy tak jak czytelnik? Spotkajcie się ze słodką żabką, ciekawskim ptakiem, uśmiechniętą świnką, nakręcaną biedronką, uroczym pingwinkiem, żółtą kaczuszką. 


4.5/6 - warto przeczytać
literatura dziecięca, wiek 0+, premiera 23.03.2022 (2011)
twarda okładka, 32 strony, format 22cm x 22cm
tłumaczenie Ewa Borówka, ilustracje Axel Sceffler
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

piątek, 28 października 2022

BĘDĘ TOBĄ

JANELLE BROWN

„Są w życiu chwile, gdy zderzamy się z czymś, co spycha nas na nową ścieżkę, z której nie ma powrotu.”

Udane połączenie kilku gatunków literackich, rozbudowany rdzeń obyczajowy, wokół niego krążą elementy thrillera, wszystko bazuje na psychologicznych zagadnieniach. Główne bohaterki wyraziście i przekonująco sportretowane. Zajmująco wchodzi się w ich motywy i postawy kryjące sporo intrygujących tajemnic. Przejrzyście odbiera ich osobowości, chociaż i tu sporo wymieszanych sekretów. Relacja bliźniąt atrakcyjnie przyciąga uwagę, mamy okazję poznać ją od najwcześniejszych lat dzieciństwa, poprzez dojrzewanie i dorosłość.

Jak to zwykle bywa w kontaktach z bliskimi, wiele rzeczy okazuje się skomplikowanymi i niejednoznacznymi. Kiedy przysłuchujemy się retrospekcjom Sam czujemy wiążącą nas z nią więź, równocześnie krytycznie podchodzimy do jej sposobu na wyrażanie siebie, a przede wszystkim otrzymujemy niepokojący obraz siostry. Podobnie, kiedy spoglądamy na wypowiedzi Elli, co myśli o sobie, życiu i macierzyństwie, natychmiast widzimy, że znajdujemy się w innej perspektywie. Nawet jeśli nakładamy w wyobraźni oba nurty narracji nie wszystko wydaje się nam klarowne i pełne. Ciekawie jest poruszać się po obszarach niewiadomych, ludzkich przywar, marzeń i rozczarowań. Zamiana tożsamości stwarza szerokie pole do złożonych interpretacji o intencjach i przesłankach sióstr. 

Silnie związane ze sobą siostry, byłe aktorki dziecięce, jednocześnie szalenie różne, kontrast między ułożoną życiowo florystką i niepokorną modelką instagrama. Kiedy jednej dzieje się krzywda druga zrobi wszystko, aby pomóc, nawet jeśli od ponad roku nie zamieniły ze sobą słowa, ale i toksyczność obecna jest w ich związku. Elli nagle znika, nie wiadomo, co się z nią stało, pewne poszlaki wskazują na poszukiwanie przez nią nowej ścieżki duchowej. Sam, członkini Anonimowych Alkoholików, zostaje ściągnięta przez rodziców do rodzinnego domu, aby opiekować się dzieckiem siostry. Szybko orientuje się, że jedynym wyjściem, aby sprowadzić siostrę do domu jest sprawdzenie ostatnich miesięcy jej życia. Kiedy się za to zabiera pojawiają się niepokojące sygnały, zatem rozpoczyna prywatne śledztwo. 

Powieść dobrze się czyta, przyjemna narracja, intrygująca fabuła, przekonujące postaci, zgrabnie wyważona baza psychologiczna i detektywistyczne zagadki. Rozczarowałam się zbyt szybkim przebiegiem zakończenia i jego ostateczną wersją, daleko odbiega od realności, ale warto zauważyć, że dobrze komponuje się z całością historii. Książka na nieco dłuższy wieczór czytelniczy, wypełniony odkrywaniem sekretów, szczyptą sensacji i zaglądaniem w dusze głównych bohaterek. Zerknij na wrażenia po poznaniu wcześniejszej książki Janelle Brown "Oszustka".

4.5/6 – warto przeczytać
thriller obyczajowy, 436 stron, premiera 28.09.2022, tłumaczenie Jarek Westermark
Książkę „Będę tobą” zgarnęłam z półki „kryminały” w księgarni TaniaKsiążka.pl

PRZYPADKOWE ODKRYCIA MEDYCZNE

FASCYNUJĄCA OPOWIEŚĆ O ODKRYCIACH MEDYCZNYCH, KTÓRE CAŁKIEM NIECHCĄCY ZMIENIŁY ŚWIAT

ROBERT W. WINTERS

„Na polu obserwacji przypadek sprzyja tylko przygotowanemu umysłowi.” Louis Pasteur

Uwielbiam zagłębiać się w różnorodne ciekawostki z literatury faktu, zwłaszcza jeśli poruszają się w formie popularyzującej naukę. Zatem nic dziwnego, że książka przyciągnęła uwagę i przez kilka dni chętnie wczytywałam się w nią. Odpowiadało mi szczegółowe rozbudowanie dwudziestu pięciu historii o przypadkowych odkryciach medycznych, które w znaczącym stopniu zmieniły świat. Robert W. Winters w wyjątkowo przystępnym stylu narracji prowadził po przełomowych momentach w przeszłości w sztuce leczenia i poprawianiu zdrowotnej jakości życia pacjentów. Rozdziały mogłam poznawać w dowolnej kolejności, w zależności od bliskości zainteresowań, albo jeden po drugim, jako zgrabnie połączone bloki tematyczne. Poruszałam się po szczęśliwych trafach składających się na kamienie milowe w osiągnięciach medycznych w różnych dziedzinach, przykładowo anestezja, chirurgia, implanty, leki na krew, na infekcję i na pracę serca, witaminy, insulina, viagra i promieniowanie X. 

Autor prosto, przejrzyście i zrozumiale omawiał każde z zagadnień. Każdy przypadek odkrycia rozpatrywał z poziomu, jak do niego doszło, jakie osoby były zaangażowane, jak osobowość i podejście do znaczących dokonań wpłynęło na stopień sławy, spór o uznanie, pierwszeństwo i gotowość do zaakceptowania milowych zmian. Sporo ciekawych cytatów, zwięzłych informacji o dociekaniach, badaniach i eksperymentach, faktów z życia naukowców, wyjaśnień trudniejszych aspektów. Nawet jako osoba niezwiązana na co dzień z medycyną komfortowo czułam się. Przez wszystko przebijał się klimat szczęśliwych trafów jako warunków koniecznych do wybuchu naukowej rewolucji, albo przypadków będących elementarnymi składnikami zmiany losów historii medycyny na świecie, lub imponujących ciągów przyjaznych zbiegów okoliczności. Winters wielokrotnie podkreślał, że to jednak nie były wystarczające czynniki. Potrzebna była również zdolność zauważenia, skojarzenia, powiązania, dostrzeżenia potencjalnych konsekwencji i korzyści, w tym ekonomicznych. Atrakcyjnie ukazywał reakcję środowiska naukowego i społeczeństwa na odkrycia, zwrot w procesach głęboko zakorzenionych sposobów myślenia i praktykowania, wyjście poza utarte schematy dociekań i postępowania. Potrzebne było zdanie się na uśmiech losu, dysponowanie mocą zauważenia nieprzewidzianego i anormalnego zdarzenia, a przy tym mądre podważanie szacunku do autorytetów. Cytując Daniela Boorstina, „największą przeszkodą na drodze do wiedzy jest złudzenie jej posiadania.” Każdy rozdział otwierał cytat a kończyła bibliografia. Dla ułatwienia wyszukiwania haseł na końcu książki zamieszczono indeks.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, literatura popularnonaukowa, medycyna, 408 stron, premiera 15.06.2022 (2016)
tłumaczenie Zuzanna Lamża
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 27 października 2022

PREZENT

SEBASTIAN FITZEK

„Niewiedza jest czasami największym prezentem na ziemi.”

Lubię intrygi zawiązywane przez Sebastiana Fitzeka, znakomicie potrafi połączyć wiele wątków, każdy z nich skonstruować z wielu warstw, wszystko świetnie zmiksować z dużą dawką napięcia, niepewności i niejasności. Mam wrażenie, że „Prezent” to najbardziej złożona pod względem fabularnych kombinacji powieść tego autora. Momentami ogarnia czytelnika lekkie uczucie pogubienia, nie w następstwie zdarzeń, ale jedynie z perspektywy wyczuwania właściwych tropów i dostrzegania prawidłowych wskazówek. 

Drugie spostrzeżenie, które zachowam w pamięci po przeczytaniu książki,wiąże się z wnikaniem w ekstremalnie mroczną naturę człowieka, tam gdzie można dotrzeć do przerażających motywów i zaobserwować wstrząsające obrazy. Scenariusz wstrząsa wyobraźnią odbiorcy, chociaż trzeba zaznaczyć, że opisy nie należą do mocno rozbudowanych, choć z pewnością są sugestywne. Prawda wymyka się interpretacji, zręcznie kluczy między kłamstwami, poddaje się manipulacji. Kilku aspektów można domyśleć się, ale do końca nie ma pewności słuszności przypuszczeń. Sporo nagłych zwrotów akcji, zwłaszcza im bliżej finalnej odsłony powieści, ale z tego Fitzek jest znany, podobnie jak z z nieunikania zwyrodnienia, okrucieństwa i bestialstwa wybranych postaci. 

Milana Berga poznajemy w zakładzie penitencjarnym, kiedy poddawany jest torturom ze strony współwięźniów. Oprawcy domagają się od niego prawdziwej historii, która doprowadziła go do tego miejsca. Mężczyzna zaczyna opowiadać, a to, co mówi, jest coraz bardziej zagmatwane i trudne do uwierzenia. Nastolatka błagająca o pomoc, osobliwy prezent, prywatne śledztwo, koszmarna przeszłość. I jeszcze znaczący w liczbach funkcjonalny analfabetyzm wśród niemieckiego społeczeństwa, w tym aleksja u głównego bohatera. „Prezent” dobrze się czyta, chętnie się angażujemy, doceniamy atrakcyjnie rozłożone napięcie, szalenie pokręconą fabułę, lecz mimo wszystko nie wchodzimy na najwyższy poziom ekscytacji. Thriller psychologiczny, który wciąga, jednak nie do końca satysfakcjonuje. Inne spotkania z książkami Sebastiana Fitzeka: "W amoku", "Pacjent", "Noc ósma", "Lot 7A", "Odprysk", "Łamacz dusz", "Ostatnie dziecko", "Przesyłka", "Terapia", "Pasażer 23", "Auris". Znajdziecie je w księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl

4.5/6 – warto przeczytać
thriller psychologiczny, 320 stron, premiera 06.09.2022 (2019), tłumaczenie Rafał Sarna
Książkę „Prezent” zgarnęłam z półki „kryminały” w księgarni TaniaKsiążka.pl

NASTĘPNE 100 LAT

GEORGE FRIEDMAN

„Jedyną rzeczą, która nie podlega cyklicznym przemianom, jest natura ludzka.”

Zawsze pasjonowały mnie prognozy dotyczące świata, tego, co będzie się w nim działo od strony społecznej, demograficznej, kulturowej, gospodarczej, politycznej i militarnej. Zatem nic dziwnego, że chętnie zdecydowałam się na spotkanie z tym tytułem. Z zainteresowaniem wczytywałam się w to, co George Friedman przewidywał, że może stać się w wciągu wieku z mieszkańcami naszej planety z ujęcia map i ambicji. Z jednej strony bazował na wiedzy, rozeznaniu, obserwacjach i spostrzeżeniach, z drugiej na umiejętności wyciągania wniosków z przyczyn i konsekwencji. Wkroczyłam w świat najbliższych lat, raczej prawdopodobny przeze mnie do poznania, oraz w świat dalszych dekad, których już nie będę miała okazji poznać ze względu na ograniczenia długości życia. 

Chociaż futurystyczne dociekania wydawały mieć wiele wspólnego z fantastyka, to jednak próby przewidywania przyszłości znakomicie pomagają kształtować teraźniejszość, a nawet zrozumieć przeszłość. Autor znakomicie prowadził czytelnika z ogólnoświatowej perspektywy geopolitycznej, a także kontynentalnej i jednostkowego narodu. Jednak dominującym kolorem tła były Stany Zjednoczone, jako niekwestionowany dominant i potęga, a jednocześnie młoda tożsamość społeczna. To właśnie do amerykańskiej ery odnosiła się większość materiału. Przegląd wizji Europy wciągnął mnie niesamowicie. Podobało mi się zaglądanie do historii, aby w pełni pojąć to, co właśnie się wydarza i co może zdarzyć się z najbliższym stuleciu. Nie zaskoczyły przypuszczenia odnoście Japonii i Chin. Już teraz można dostrzec wiele pokrywających się oczekiwań. Natomiast nie spodziewałam się, że w takiej roli Friedman ukaże Polskę. Co prawda, ostatnie dramatyczne wydarzenia na Ukrainie nadały impet głosowi polskiej polityki zagranicznej, zaangażowaniu USA, wyczekiwaniu Francji i bierności Niemiec, to jednak domysły ambitnych celów naszego kraju dały do myślenia. 

Autor w większości bazował na założeniach, które faktycznie mogą spełnić się. Kilka elementów, przynajmniej na ten moment, raczej nie będzie miała okazji potwierdzić się. Przykładowo zaawansowane technologie Rosji. W przypadku tego kraju niepokoić też należy się z innych powodów, obawy dotyczą jego mieszkańców i przyszłości samego kraju. Ciekawa jestem, na ile wymienione niestabilne punkty na mapie politycznej okażą się prawdziwe, do jakich jeszcze niezamierzonych konsekwencji doprowadzą, na jakie ograniczenia napotkają, na jakie pytania trzeba będzie jeszcze odpowiedzieć. Opisy przygotowań do trzeciej wojny światowej częściowo przekonywały, ale rozdział poświęcony przebiegowi wojnie już nie, zbyt militarne uproszczenie. Warto było sięgnąć po książkę, dostrzec szerokie zarysy tego, co czeka ludzkość w XXI wieku, przyjrzeć się nowym dynamikom stosunków międzynarodowych, konfliktów zbrojnych, zmian politycznych na mapie, machinacjom i załamaniom gospodarczym, słabościom i siłom, ograniczeniom i wsparciom. Lepsza orientacja we współczesnym świecie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, geopolityka, 398 stron, premiera 26.07.2022 (2009)
tłumaczenie Maciej Antosiewicz
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 26 października 2022

ANIA NA UNIWERSYTECIE

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA tom 3

LUCY MAUD MONTGOMERY

"W godzinach marzeń była bogatsza niż w rzeczywistości, bo rzeczy widzialne mijają, niewidzialne natomiast trwają bez końca."

I kolejne spotkanie rudowłosą Anią, które przywołało wiele wspomnień z mojej wczesnej młodości. Pamiętam, jak czytałam trzeci tom, zachwycałam się życiem studenckim i sama chciałam przeżywać podobne wrażenia. Pomyśleć, że książka napisana ponad sto lat temu musiała przywoływać wśród ówczesnych kobiet jeszcze większą determinację do zdobywania wiedzy i realizowania się na własnych zasadach. Przyjemnie było znów odświeżyć losy Ani w ramach uniwersyteckich zmagań, spojrzeć na nią z perspektywy dorosłej czytelniczki. Powieść bardzo dobrze mi się czytało, Lucy Maud Montgomery potrafiła wytworzyć wspaniały klimat, za nic nie chciałam z niego wychodzić, zaś nastrojowa ilustrowana otoczka intensyfikowała doznania. Ale najbardziej przyciągała sama Ania Shirley, osiemnastolatka z głową pełną marzeń, ale też już twardo stąpająca po ziemi. Jej duchowe rozterki, tak bliskie młodym czytelnikom, brzmiały pogodnie i urokliwie, chociaż nieco przewrotnie, jakby wrażliwość na świat nie szła w parze ze znajomością samej siebie. I to właśnie odkrywanie samego siebie, umiejętność definiowania własnych uczuć, wytwarzanie dorosłego spojrzenia na życie, branie za nie odpowiedzialności, przewijało się w tym tomie. Podobało mi się, znakomicie wypoczywam przy takiej klasyce, dostarcza mnóstwo ciepłej rozrywki, ale również niesie wiele cennych wartości, o których warto sobie przypominać w zwykłej codzienności. Znakomita propozycja na książkowy prezent, kolekcjonerskie wydanie, dawne realia, ale wciąż aktualne ludzkie historie i emocje. Zerknij na pierwszy tom "Ania z Zielonego Wzgórza" i drugi "Ania z Avonlea", które przybliżyłam na Bookendorfinie.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura piękna, literatura dziecięca, 412 stron, premiera 07.09.2022 (1915)
tłumaczenie Janina Zawisza-Krasucka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

WŚRÓD GWIAZD

BRANDON SANDERSON

SKYWARD tom 2

„Gwałtownie przyspieszyłam i przemknęłam moim myśliwcem przez chaos laserowych promieni i eksplozji. Nade mną rozpościerał się niesamowity bezmiar kosmosu.”

Wspomnienie sympatycznych wrażeń czytelniczych powiązanych z pierwszym tomem („Do gwiazd”) serii „Skyward”, skierowanej do młodzieży, skłoniło mnie do kontynuacji przygody. „Wśród gwiazd” również okazało się przyjemną historią. Bazującą na urozmaiconej fabule i ciekawej głównej bohaterce. Spensa zrobiła już spory postęp w stosunku do wcześniejszych doświadczeń, nabrała biegłości w pilotowaniu kosmicznej jednostki, ale też stała się bardziej dojrzałą jednostką. Brandon Sanderson postawił przed nią ogromne wyzwanie, szalenie trudną misję ratowania ludzkości, która osiemdziesiąt lat temu znalazła schronienie na planecie Detritus z krążącym wokół niej wielowarstwowym kosmicznym śmieciem. Kosmiczni rozbitkowie podróżowali na pokładzie dużego statku "Śmiały", flagowej jednostki starej floty. Zagrażające im Krellowie, rasa obcych rządząca ogromną galaktyczną koalicją setek planet, wykazywali się wyjątkową bezwzględnością i okrucieństwem. Więzienie, jakie zgotowali ludziom, nie miało sobie równych. Nikomu nie pozwalali opuścić planety.

Powieść skierowana do młodych odbiorców, w łagodnej, prostej i schematycznej wersji opisu świata i i intrygi, ale i tak sprawiała mi radość. Przyjemnie patrzyło się na pełen blasku młodzieńczy entuzjazm, niezatrzymany pęd ku marzeniom, niepowstrzymane pragnienie dotarcia do odpowiedzi, które mogły uratować ludzką rasę. Im głębiej zanurzałam się w fabule, tym bardziej wyczuwałam nie tylko smak dynamicznej przygody, ale i przesłań skierowanych przez autora ku młodym ludziom, zdobywcom świata i odkrywcom historii. Intryga wydawała się prosta i przewidywalna, a jednak miała tyle meandrów i zawirowań, że chętnie się ją śledziło. Bezpośredni kontakt z osobowością sztucznej inteligencji, bezpardonowe walki w kosmosie, szlifowanie szpiegowskich umiejętności, uwikłanie z brudną politykę. Powietrzne walki opisano ze starannością, ale bez zbędnej szczegółowości, która mogłaby wyhamować zgrabne manewry i szybkość przebiegu.

Narracja wyważona, umiejętnie dobierała składniki klimatu, sekretów, spisków, przygody, incydentów, walk, pogoni, ucieczek, oraz opisów i dialogów. Mechanizm funkcjonowania ludzkiej psychiki, przełożenie go na sztuczną inteligencję, kształtowanie się osobowości postaci, tajemnice związane z samookreśleniem, przekonywały i sprawiały, że łatwo było uwierzyć w to, co się działo. I jeszcze zdolności wybranych jednostek do zaglądania w przestrzeń nadświetlnych połączeń. Cytonicy wzbudzali strach wśród swoich i obcych, wszystko dlatego, że towarzyszyło im wiele sekretów i niezrozumiałych zasad funkcjonowania. I jeszcze oczy, które zionęły gniewem i nienawiścią, a przy tym nieskończona nicość. Czy odważysz się w nie zajrzeć, stawić im czoło, zapobiec zagładzie świata? Jak nie wiedząc ani kim jest nieprzyjaciel ani jakie ma możliwości stanąć z nim do walki? W jaki sposób porozumieć się z warwaksami i dionami?

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, literatura młodzieżowa, 530 stron, premiera 17.08.2022 (2019)
tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

wtorek, 25 października 2022

RADIO WOLNE ALBEMUTH

PHILIP K. DICK

„Potępił organizację, która nie istnieje, którą sam wymyślił i która rzekomo przejmuje władzę w Ameryce.”

Literatura wysokich lotów, zajmująco się w nią zagłębiać, nie czuje się, że książka została napisana niemal czterdzieści lat temu, wciąż brzmi szalenie aktualna. Niektóre elementy z perspektywy czasu nie wydają się już tak istotne jak kiedyś, albo przekornie odwrócone, ale historia lubi się powtarzać, a ostatnie wydarzenia na świecie wskazują, że do zawirowań dochodzi i zyskają na intensywności. 

Paranoiczny prezydent światowego mocarstwa nie chce wypuścić z rąk władzy, z żelazną konsekwencją eliminuje wewnętrznych wrogów. Nie ma dla nich litości, nie mogą mu stać na drodze. Propagandowe teksty wypełniają społeczną przestrzeń, inwigilacja dotyczy każdego aspektu życia. Podsycane jest poczucie zagrożenia ze strony zewnętrznego świata, straszy się ludzi czymś, co tak naprawdę jest nieuchwytne i niesprawdzone. Jeśli nie ma pożądanych dowodów preparuje się wygodne, zniesławienia i oszczerstwa są na porządku dziennym. Machinę represji ustawia się na najwyższe obroty, zaś absurd staje się narzędziem brutalnego zaklinania rzeczywistości. 

Narracja pisarza fantastyki o tym, co dzieje się wokół jego przyjaciela Nicholasa Bradiego, w miarę rozwoju akcji coraz bardziej robi się osobliwa i trudna do uwierzenia, ale jak najbardziej ciekawa i wciągająca, a przy tym przerażająca wieloma aspektami familiarności. Czyż nie jesteśmy w stanie bardziej uwierzyć w pozytywny wizerunek polityka niż w obecność istoty nadprzyrodzonej o wysokim stopniu ewolucji? A może niewidzialna pozaziemska inteligencja wydawać się może bliższa niż korupcyjne czary i despotyczne zaklęcia działaczy sceny politycznej. Która ze stron jest bardziej szalona? 

Philip K. Dick rewelacyjnie prowadzi po meandrach indywidualnej i zbiorowej ludzkiej natury, ironiczne spojrzenia na zdarzenia stają się rozrywką, ale też materiałem do przemyśleń. Z zainteresowaniem przewraca się kolejne strony, przygląda transformacji, wyczekuje tego, co jeszcze przed pisarzem i jego przyjacielem. Zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł, przyjemnie wypełnia wieczór, sama chętnie za jakiś czas do niego powrócę, przekonuje paranoidalny klimat i osadzenie w realności. 

Tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki science fiction, przybliżone na Bookendorfinie: "Czas jest najprostszą rzeczą", "Odyseja kosmiczna 2001", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek". Inna książka Arthura C. Clarke "Koniec dzieciństwa", oraz udział w antologii horroru "Szaleństwo Cthulhu".

5/6 - koniecznie przeczytaj
science fiction, 348 stron, premiera 21.06.2022 (1985), tłumaczenie Tomasz Bieroń
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

WITAJCIE W ROSJI

DMITRY GLUKHOVSKY

"W naszym Kraju (Rosji) polecenia z góry nadają tylko prawny kształt zbiorowej nieświadomości."

Ciekawy zbiór opowiadań, nie wszystkie najwyższych lotów, ale kilka prawdziwych perełek. Zwłaszcza przy „Protezie” znakomicie bawiłam się, chociaż płynęły szalenie gorzkie przesłania. Zgadałam się ze spostrzeżeniami autora, jakbym patrzyła na otaczającą mnie rzeczywistość, konsumpcjonizmem na pokaz, ślepą pogonią za nowinkami w branży technologicznej i kosmetycznej. Nie trzeba wyjechać do Rosji, żeby takie trendy znaleźć, są obecne także w polskich realiach. Rewelacyjne zakończenie, dosadnie podsumowujące to, co dzieje się w wielu umysłach młodych ludzi, choć zdarza się i w starszych, przesadnie nabitych reklamowymi przekazami bazującymi na uzyskaniu efektu poczucia wyjątkowości u odbiorcy. Najlepszy utwór w „Witajcie w Rosji”, dlatego na początku zwracam na niego uwagę.

Opowiadania poruszały się po współczesnych rosyjskich klimatach, z różnych ujęć i przybliżeń. Bazowały na opisie rzeczywistości z uwzględnieniem politycznych, społecznych, ekonomicznych i medialnych aspektów funkcjonowania w przestrzeni Rosji. Kraj oficjalnie osadzony na filarach historycznej dyktatury, współczesnego autokratyzmu, z wysokimi piętrami zakłamania i korupcji, z podziemnymi podkopami oligarchicznych ambicji i ograbiania ludności. Dmitry Glukhovsky atrakcyjnie wprowadził elementy prawdziwych zdarzeń, miejsc, osób i idei do fantastyki. W dużej mierze zdał się na skojarzenia, symbolikę, ironię i karykaturę. Zupełnie jakby jedynie satyra mogła ogarnąć ogrom tandety i ohydztwa z lotu ptaka i w zbliżeniu na grupę społeczną lub jednostkę. Czasem science fiction wkradało się na początku utworu, kiedy indziej dopiero w zaskakujące zakończenie. Nie było przekombinowanych tekstów. Proste i czytelne przekazy zapakowane w gorzką prześmiewczą zabawę, z ponurymi i niezbyt budującymi przesłaniami.

„From Hell” wypełniał świetnie skrojony absurd i jakże wymowna myśl przewodnia. Fatum unosiło się nad syberyjską ekspedycją i jej odkryciami. „Co i po ile” przerażało wydźwiękiem tego, co działo się za szybami eleganckiego szklanego wieżowca. Za omamami nowoczesności kryła się niby nowa Rosja, a po staremu przegniła rządzą władzy i pieniędzy. „Panspermia” nie w pełni przekonywała. Dwujęzyczna narracja przeszkadzała, ale znakomicie oddawała klimat panujący na kosmicznej wyprawie. Natomiast finalna odsłona dawała pole do popisu dla wyobraźni. Rewelacyjnie bawiłam się przy „Nim ucichnie wiatr”, opowiadanie dobitnie pokazało kondycję współczesnych programów telewizyjnych, jak ogłupiają masową publikę, schodzą do pierwotnych tematów, wykluczają inteligencję i refleksję. I jeszcze symboliczne wianie wiatru z Zachodu. Także „Główne wiadomości” zwracały uwagę na miałkość i bzdurność emitowanych informacji.

Kapitalne rozwiązanie zaproponował „Szczytny cel”. Dziwaczne i kuriozalne, ale większość polityków uwzględniało. „Każdemu według potrzeb” przyglądało się osobie, która mając wszystko, co tylko mogła sobie wymarzyć, stanęła przed murem braku dalszego uzasadnienia istnienia. Wycinka drzew natychmiast przywoływała niezbyt wesołe refleksje. Króciutkie „Oni czasem wracają” a jakże silne w przekazie, z katastroficznym wydźwiękiem dialogu prowadzonym przez Pierwszego i Drugiego, skontrastowanym z wakacyjną scenerią. „Utopia” ukazywała dwustronność pojmowania wolności jednostki, „Jedna dla wszystkich” kulisy podtrzymywania dumy z ojczyzny, „Objawienie” demograficzne połączenie narodowego lidera i kościoła prawosławnego. Uśmiałam się przy „Na dnie”, opowieści o pijaczkach, telewizyjnej propagandzie i sprzeniewierzeniu środków państwowych. Lekkie w formie, ale z wnikliwym spojrzeniem na rosyjską rzeczywistość. 

„Deus ex Machina” sięgnęło do mechanizmów przeprowadzania pozornych wyborów, interpretacji czynnika ludzkiego, martwych dusz, ingerencji według wskazań, podziemnego rynku głosowania. I kolejny udział kosmitów, w „Nie z tego świata” zestawiało owieczki z elektoratem, duchowieństwo z deputowanymi, a w tle gigantyczny głaz mający staranować Ziemię. „Przed i po” weszło w zapomniane rosyjskie osady, gdzie posiadanie działającego odbiornika telewizyjnego jawiło się jako szczyt marzeń i wyróżnienie. Jednak bez względu na to, co pokazywał, lub nie, szklany ekran, nic w wioskowych i sąsiedzkich realiach nie zmieniło się, gdyż „Rosji nie da się objąć rozumem...”. Zerknijcie na moje opinie o "Tekście", "Outpoście" i "Outpoście 2" tego autora. 

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 346 stron, premiera 08.04.2022 (2009-2022)
tłumaczenie Paweł Podmiotko, ilustracje Vasily Polovtsev
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 24 października 2022

CZAS JEST NAJPROSTSZĄ RZECZĄ

CLIFFORD D. SIMAK

"Kiedyś nauka była idolem. Jej logika, wiedza i niewiarygodna precyzja wkroczyły do wnętrza atomu i w daleki kosmos."

Bardzo podobała mi się przygoda czytelnicza, nie spodziewałam się, że aż tak się wciągnę. Nie była to rozbudowana powieść, wiele elementów zostało powierzchownie potraktowanych, obecna literatura science fiction wchodzi znacznie głębiej, a jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Liczył się niezwykle udanie wytworzony klimat, fascynujące spojrzenie na ludzką przyszłość, możliwości poruszania się w kosmicznej nieskończoności. Clifford D. Simak wplótł w fabułę elementy świetnie rozgrywanej intrygi, wielkich korporacyjnych sił, nieprzeciętnie zachłannych i bezwzględnych, awersję człowieka wobec inności i tego, co dla niego niezrozumiałe, nietolerancję wobec odmienności uwarunkowanej w psychicznej sferze. Cienkie, a jednak dostrzegalne, nici sensacji i ucieczki ubarwiały opowieść. 

Porażka człowieka w zdobywaniu kosmosu okazała się silnym stymulatorem poszukiwania nowych rozwiązań, koncentracji na teleportacji, telepatii i jasnowidzenia, co więcej, wymieniania jaźni z obcymi istotami. Również dziś zastanawiamy się, kiedy i w jakim stopniu osiągniemy możliwości przenoszenia osobowości, wiedzy i doświadczenia jednostki do opartej na nowych technologiach sztucznej inteligencji. Dreszcze przechodzą, kiedy pomyśli się, że jest to osiągalne w dalekiej przyszłości. Za nic nie chciałabym występować w funkcji pariasów, zupełnie jak Shepherd Blaire, człowiek powiązany z maszyną zwiadowczą. Ziemski umysł przemierzający przez kilkadziesiąt godzin pięć tysięcy lat świetlnych. Nawet niewątpliwie atrakcyjny aspekt odkrywania nieznanych obszarów i istnień nie byłby mnie w stanie przekonać. A może mam zbyt zawiązany i ograniczony umysł, aby wybiec tak daleko i dostrzec pojawiające się możliwości w coraz bardziej osobliwych układach gwiezdnych, wyprawach umysłu tam, gdzie nie mogło podążyć ciało. Niech zatem ciężar tego typu doświadczeń sięgania gwiazd spadnie na kolejne pokolenia, obecnie zadowolę się literaturą. Książka dostarczyła sporo materiału do refleksji, fantastycznie było oddawać się interpretacji roli nauki i jej przyszłości. Czy faktycznie grozi jej degradacja, ustąpienie miejsca maszynom, namacalnym a nie abstrakcyjnym? 

Tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki science fiction, przybliżone na Bookendorfinie: "Odyseja kosmiczna 2001", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek". Inna książka Arthura C. Clarke "Koniec dzieciństwa", oraz udział w antologii horroru "Szaleństwo Cthulhu".

5/6 - koniecznie przeczytaj
science fiction, 282 strony, premiera 05.07.2022 (1961), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

PROTOKÓŁ WARSZAWSKI

COTTON MALONE tom 15

STEVE BERRY

"Kłamstwa przychodziły Rosjanom z ogromną łatwością, tak jakby rodzili się z talentem do łgania."

Wcześniej nie natknęłam się na twórczość Steve'a Berriego, a szkoda, bo zaoferowane klimaty bliskie były moim gustom czytelniczym, zatem odnotowałam do nadrobienia. W cykl o Cottonie Malone weszłam w piętnastym tomie, jednak nie miałam najmniejszym problemów z odnalezieniem się w przeszłości kluczowej postaci. Autor zwięźle i konkretnie przemycił w opisach najważniejsze informacje o Malone, aktywności w amerykańskim wywiadzie i życiu osobistym. Pięćdziesięcioletni emerytowany pracownik Departamentu Sprawiedliwości zrobił sympatyczne wrażenie. 

"Protokół Warszawski" to rozrywka prowadzona w klasycznym rytmie sensacji, wzbogacona elementami historii i mnóstwem tajemnic. Czytałam z zaciekawieniem, dobrze się bawiłam, ale dostrzegałam kilka mankamentów. Zabrakło pogłębionych motywów zachowań postaci, właściwie każda zbyt szybko się na coś decydowała, łatwo dawała się wplątać w narzucony układ. Co zadziwiające, to właśnie czarne charaktery okazały się najbardziej przekonujące, śmiało mogłam mieć do nich zaufanie w przestępczej odsłonie, za nic ich nie popierałam, jednakże po cichu kibicowałam. Kwestia tego, co działo się wokół artefaktów, za szybko przybierała ostateczne rozwiązania, drażniły sposoby traktowania, raził brak reakcji zapobiegawczych. Pierwsze sceny książki jak najbardziej wciągające, zuchwała kradzież relikwii świętej krwi. Szkoda, że autor nie zdecydował się na takie spektakularne opisy w przypadku pozostałych bezcennych skarbów kościelnych Arma Christi (krzyż, korona, kolumna, gąbka, gwoździe), wówczas jeszcze bardziej rozgrzałaby się wyobraźnia. Jednak przy włóczni przeznaczenia emocji nie brakowało.

Niezaprzeczalnym walorem powieści okazało się historyczne zaplecze, polityczne tło i społeczne świadectwa. Trafiłam na tom obracający się wokół polskich realiów. Zaimponowała skrupulatność Berriego w opisie faktów, osób, miast i procesów. Nawet dla osoby znakomicie poruszającej się wokół przybliżanych zagadnień, przechodzenie przez informacje sprawiało wiele przyjemności, a co dopiero czytelnikowi, który dotąd powierzchownie miał z nimi do czynienia. Przyciągało zwiedzanie Krakowa i Wieliczki w wyjaśniającej odsłonie. Zachwyciłam się Brugią, pięknym belgijskim miastem, którego dotąd nie miałam okazji odwiedzić. Na miłośniczce Venezii, miasta wysp, kanałów i mostów, właśnie flamandzka Wenecja, klejnot architektury gotyckiej, powinien wywołać szczególny entuzjazm i uznanie. Autor przekopywał się przez wiele materiału zanim przystąpił do pisania powieści, odwiedził też miejsca uwzględnione w fabule.

Biegłość w snuciu opowieści. Styl narracji zgrabny, przyjemny, przyjazny i wciągający. Scenariusz zdarzeń intrygująco zapleciony. Wiele się działo, sporo spektakularnych incydentów. Napięcie zgrabnie rozłożone, chociaż niekiedy brakowało mocniejszych uderzeń. "Protokół Warszawski" zajmująco wypełnił wieczór czytelniczy. Chętnie śledziłam zdradliwe pułapki, przestępcze roszady, szantażowe chwyty, polityczne naciski. Obroty spraw nie przebiegały po myśli bohaterów, zaskakiwały przebiegiem i wydźwiękiem, nie zawsze zdobywali to, na czym im zależało. Polski prezydent stanął przed wielką próbą, wszystkie dotychczasowe osiągnięcia i sukcesy mogły rozpaść się, jak domek z kart, gdyby pewne informacje ujrzały światło dzienne. Na jakich zasadach Cotton Malone, kiedyś szpieg, teraz właściciel antykwariatu, okazjonalnie pracujący dla rządów i agencji wywiadowczych, włączył się w sensacyjną grę? Gdzie znalazł sprzymierzeńców? Kto okazał się się jawnym, a kto ukrytym wrogiem?

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, 430 stron, premiera 23.03.2022 (2020), tłumaczenie Maciej Studencki
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 2 października 2022

ŚWINKA WYSOKICH LOTÓW

BATPIG tom 2

ROB HARRELL

„Sami wiecie, warto raz na jakiś czas wyjrzeć zza ekranu na świat – nigdy nie wiadomo, co można przegapić.”

Komiks, na który czekaliśmy z moimi młodymi czytelnikami z wielką niecierpliwością. Wcześniej mieliśmy okazję poznać pierwszą odsłonę przygód Batpiga („Batpig. Zobaczyła świnka niebo”) i zostaliśmy nim zauroczeni. Nie inaczej było w przypadku „Świnki wysokich lotów”. Trzy fantastyczne historie w jednym tomie, każda w nieco innym klimacie, ale z udziałem tych samych bohaterów. Rob Harrell kolejny raz wykazał się niesamowitą wyobraźnią, znakomitym wyczuciem potrzeb młodych odbiorców, ale również smykałką do snucia niezłych intryg i wciągania w opowieść dorosłych. Książka sprawdzi się w ramach rodzinnego czytania, każda ze stron zyskuje na jej poznaniu. Atrakcyjna oprawa graficzna, bardzo przejrzysta i sugestywna, sprawia ciepłe i sympatyczne wrażenie, ujmuje kreską i kolorystyką. 

Mocno doceniam pracę tłumaczki. Anna Lewicka ponownie wykazała się biegłością w oddaniu humorystycznego wydźwięku komiksu, rewelacyjnym poziomem zabawy językiem i nawiązań do świnkowych skojarzeń. Wyostrzony dowcip sytuacyjny, wyrazowy i zwrotów. Natychmiast wpasowaliśmy się w poczucie humoru autora. Każda scenka wprawiała w dobry nastrój, często wybuchaliśmy śmiechem, doceniałam żart sytuacyjny i językowy. Fabuła nie należała do odkrywczych i nowatorskich, ale fantastycznie zespoliła się z nurtem popularnych historii o superbohaterach, czyniła żartobliwe aluzje do supermocy i superzdolności. Sporo się działo, przygoda goniła przygodę, jedno zdarzenie pociągało następne. I tym razem chodziło o chodziło o pokonanie zła, za wszelką cenę, z odpowiednią dozą odwagi i determinacji. Jednak przede wszystkim niosła lekkość i swoboda opowieści, paradne zachowania, śmieszne zdarzenia. I postaci, mieszanka wad i zalet, często wzajemnie wykluczających się, ale wspólnie tworzących barwną całość. 

Uszkodzona zegarowa wieża i problemy z czasem, osobliwe zachowanie szkolnego woźnego i konieczność ratowania świata od ułamków i nudy. Trzeba było sporo się napracować, aby odnieść sukces, zwłaszcza że bazował na przewrotności. Siła potęgi prawdziwej przyjaźni, kiedy Gryzelda i Karol próbują pomóc Grzesiowi w spełnieniu wielkiego mokrego marzenia. Wizyta na Ziemi kosmitów z odległej galaktyki i wynikające z tego perturbacje, które natychmiast trzeba stłumić w zarodku. Jednak nie było łatwo tego dokonać, kiedy największy bohater i idol Wieprzowy Mściciel przyjechał do miasta Batpiga, aby kręcić film. Humorzasty aktor nie zyskał sympatii, lecz przyczynił się do zaliczenia dnia jako (nie)najlepszego w życiu komiksowych ulubieńców. Propozycja rozrywki, przy której sympatycznie i beztrosko spędza się czas, jak najbardziej zachęcam do poznania. Dowcipne aluzje do zjawisk kultury masowej, a przy tym kilka wartościowych przesłań na temat tolerancji, zrozumienia różnorodności, prawa do indywidualnych pasji, siły przyjaźni, potęgi współpracy, nieopłacalności zemsty i zasiedzenia w telefonach. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
komiks, 244 strony, premiera 14.09.2022, tłumaczenie Anna Lewicka
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

NASZE MAŁE OKRUCIEŃSTWA

LIZ NUGENT

„W naszej rodzinie, jeśli się śmialiśmy, to zawsze z kogoś.”

Nie tego się spodziewałam, książka zupełnie odbiegła od oczekiwań, zamiast prowadzić po świecie thrillera przeciągnęła po obyczajowych ścieżkach. Po zapowiedziach nastawiłam się na narastające napięcie, atmosferę strachu, emocjonujące wyczekiwanie wydarzeń. Dopiero finalne fragmenty podgrzewały wyobraźnię, ale i tak, od początku towarzyszyło mi jedno pytanie, który z braci nie dotrwał do końca. Nie znaczyło to wcale, że powieść była złą propozycją czytelniczą. Ostatecznie uznałam ją za mocno dobrą, znakomicie poprowadzoną od strony wejścia w skomplikowane ludzkie współzależności. 

Liz Nugent głęboko weszła w relacje rodzinne, ukazała najmroczniejsze ich aspekty. Pokazała codzienne okrucieństwa między rodzeństwem, niespełnione wyczekiwania między dziećmi a rodzicami, zawiedzione nadzieje dorosłych. Przysłuchiwałam się trzem osobnym głosom braci i musiałam przyznać, że brzmiały przerażająco i złowieszczo. Z jednej strony chciałam powiedzieć, że nagromadzenie frustracji i żalu było zbyt intensywne i makiawelistyczne, z drugiej musiałam uznać ich realistyczny i prawdopodobny obraz. Nikt tak człowieka nie potrafi zranić, jak ktoś, kto jest nam najbliższy, powiązany więzami krwi lub gorącymi uczuciami. Co fascynujące, często właśnie oprawca widzi się w kategoriach ofiary, znajdując solidne usprawiedliwienia własnych czynów i natychmiastowe potwierdzenia decyzji. Każdy z braci miał tendencje do wysysania energii z innych, rozsiewał toksyczne opary nienawiści i zazdrości, miał wgląd jedynie we własne dobro, lubił ściągać na siebie uwagę. Równocześnie starał się ukazać z jak najlepszej strony. Wydawało się, że najrozsądniejszy to William, najbardziej diaboliczny to Brian, a wzbudzający najwięcej zrozumienia to Luke. Jednak lustrzane odbicia prawdy, postaci przyjmowane w różnych zwierciadłach duszy, miały tendencję do wielkich kłamstw i perfidnej manipulacji. Ileż w tym wszystkim cierpienia i smutku, trudno otrząsnąć się po takiej jesiennej przygodzie czytelniczej.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller psychologiczny, 426 stron, premiera 10.08.2022 (2020), tłumaczenie Mateusz Rulski-Bożek
Książkę „Nasze małe okrucieństwa” zgarnęłam z półki „kryminały i sensacja” w księgarni TaniaKsiążka.pl

sobota, 1 października 2022

BULLET TRAIN. ZABÓJCZY POCIĄG

KOTARO ISAKA

„Kiedy ludzie muszą podjąć jakąś straszną decyzję lub taką, która kłóci się z logiką, wówczas są bardzo podatni na to, żeby dostosować swoją opinię do opinii grupy.”

Początkowo nie mogłam sobie znaleźć miejsca w zabójczym pociągu, wydawało mi się, że pomyliłam klasy podróży, albo wsiadłam nie do tego pojazdu, co powinnam. W miarę zagłębiania się w powieść zdałam sobie sprawę, że jednak siedzę na właściwym miejscu, jadę w odpowiednim kierunku, a do tego wcale nie zgubiłam bagażu ciekawości i zaintrygowania. Co więcej, nieźle musiałam się natrudzić, aby nadążać za kosmiczną prędkością przygody czytelniczej. Kotaro Isaka fantastycznie zaskakiwał na każdym kroku. Kiedy już wydawało mi się, że chwytam rdzeń intrygi, nagle wszystko zmieniało obrót, perspektywę, kąt widzenia niebezpieczeństwa. Błyskawicznie przesuwające się obrazy za oknem rozdziałów coraz bardziej gmatwały scenariusz zdarzeń. Prędkość wciskała w fotel. Dochodzącą z głośników melodia czarnej komedii okazała się mistrzowsko rozpisanym utworem. Mnóstwo zabawnych perypetii, zupełnie na poważnie, mrożących krew w żyłach, ze śmiercią za pan brat. 

Rewelacyjnie odmalowane portrety wszystkich postaci, także starszego małżeństwa i szkolnego nauczyciela. Człowiek obdarzony ksywą Biedronka w każdej scenie udowadniał, że towarzyszy mu w życiu ogromny pech. Cytryna i Mandaryna tworzyły niezwykły duet, nikt nie śmiałby stanąć im na drodze. Książę aż kipiał od skrajnej perfidii i głębokiej mroczności. Naprawdę nóż się w kieszeni otwierał, kiedy rozumiało się jego bezwzględność i okrucieństwo. Kimura zepchnięty poza nawias zemsty dokładał znaczącą cegiełkę do walki ze złem. Ileż krwawych czynów i cichych morderstw, a wszystko wokół czarnej walizki, której zawartości nikt nie znał. Autor upchnął w małą przestrzeń pociągu najbardziej zabójcze umysły, nadał im wybuchową mieszankę prawdy i kłamstwa, zalet i wad, doświadczeń i przeżyć. Entuzjastycznie wyczekiwałam każdego incydentu, starałam się nadać odpowiednie uzasadnienie, trafnie zinterpretować następstwa i konsekwencje, ale przyznaję, że Isaka wielokrotnie wyprowadził mnie w pole, z uśmiechem, a nawet chichotem. Coś innego i nieszablonowego, chociaż wzorowanego na znanych klasycznych motywach komedii niemal gangsterskich. Zachęcam do spotkania z książką, zasługuje na uwagę, dostarcza energetyzującej rozrywki. Mam wrażenie, że na długo ją zapamiętam. A teraz postaram się jak najszybciej obejrzeć film powstały na jej podstawie.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller, komedia, 408 stron, premiera 26.07.2022 (2010), tłumaczenie Anna Horikoshi
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

O ZMIERZCHU

HWANG SOK-YONG

„Ludzka pamięć ma to do siebie, że współdzielone z innymi doświadczenia pod wpływem upływającego czasu mogą zostać całkowicie zapomniane lub – w zależności od towarzyszących im wówczas emocji – zniekształcone i zapisać się w naszych umysłach jako zupełnie inne historie.”

Przyznaję, że z wielkim entuzjazmem wyczekuję propozycji książkowych z serii bo.wiem, a zwłaszcza serii z żurawiem. Bardzo cieszę się, że Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego zdecydowało się na jej prowadzenie na polskim rynku, ponieważ to wyjątkowa okazja poznania czegoś zupełnie nowego, odmiennego kulturowo, całkiem nieszablonowego, wprowadzającego odbiorcę w niezwykły klimat, a przy tym przekonującego emocjami. Zaglądanie w ludzkie życia przedstawione z perspektywy dorobku człowieka zamieszkanego po drugiej stronie globu daje impuls posmakowania tamtych realiów. 

„O zmierzchu” prowadzi czytelnika po koreańskiej rzeczywistości lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubogich prowincji i skrajnego ubóstwa przedmieść Seulu. Ukazuje zmiany tych przestrzeni na przestrzeni lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Odwołuje się też do współczesności, której architektura miejska skrywa ciężki bagaż grzechów wyzysku i niesprawiedliwości. Zażarta walka o ludzki żywot i przetrwanie w skrajnych warunkach. Wszechobecna frustracja i rezygnacja, usilne pragnienia wyniesienia się z miejsca beznadziei, zdystansowania się do slumsów poprzez zdobywanie jak najwyższego wykształcenia, a nawet wyrzeczenia się dzieciństwa we wspomnieniach. Tworzenie nowej odmiennej tożsamości poprzez zapominanie o dziedzictwie tego, co w ukształtowało bohaterów. Teraz zupełnie inny wygląd, przeznaczenie i funkcjonowanie, ale wciąż przytłaczająca samotność, dystansowanie się od innych, marzenia o spokojnej egzystencji. 

Hwang Sok-Yong fantastycznie ukazuje wewnętrzne rozterki człowieka, rozliczenie z życiem i dokonywanymi wyborami. Nie ma znaczenia, jak bardzo chciałoby się zapomnieć o dawnej biedzie i marazmie, w pewnym momencie powraca się do tego, czy za sprawą przypadkowego spotkania z dawnym przyjacielem lub sympatią, czy poprzez migawkę obrazu z przeszłości, a może nawet wizytę w rodzimym domu lub pozostałości po nim. Czas biegnie swoim tempem, pokolenia wymieniają się, ale marzenia wciąż pozostają wspólne i niewyparte. Dwa głosy powieści, kobiecy i męski. Wiele w nich zwykłych i niezwykłych emocji. Intensywnie wsłuchujemy się w nie, dostrzegamy wiele stycznych punktów z własnym doświadczeniem życiowym. Patrzenie na wielkie przeobrażenia tego, co uczestniczyło we wczesnych latach życia może z jednej strony sprawiać radość i satysfakcję, z drugiej przywołać żal i poczucie winy. 

Architekt Park Min-u dokonuje spowiedzi przed samym sobą, patrzy na konsekwencje wyborów, łapie ciepłą nić z przeszłością. Reżyserka Jeong U-hui poszukuje drogi do wyrażenia własnego ja, zaczepienia w pracy zapewniającej normalne życie a zarazem przynoszącej satysfakcję. On w późnym etapie walki o idee, ona we wczesnym. Losy obojga przeplatane duchem przeszłości. Sporo odniesień do społecznych relacji, politycznych uwarunkowań i natury człowieka. Sięgając po książkę warto nastawić się na inteligentne, przekonujące, nostalgiczne i refleksyjne czytanie. Wrażliwie dotykające rdzenia ludzkich uczuć. Bezpośrednie, ale czułe wspominanie. 

Zerknij na pozostałe książki z ujmującej serii z żurawiem, teraz Bo.wiem ("Ona i jej kot", "Kobieta w Fioletowej Spódnicy", "Kwarantanna", "A gdyby tak ze świata zniknęły koty?", "Perfekcyjny świat Miwako Sumidy", "Stacja Tokio Ueno", "Pszczoły i grom w oddali", "Sztormowe ptaki", "Budząc lwy", "Kwiat wiśni i czerwona fasola", "Cesarski zegarmistrz", "Tygrysica i akrobata", "Krótka historia Stowarzyszenie Nieurodziwych Dziewuch", "Ślady wilka", "Kot, który spadł z nieba", "Dziewczyna z konbini"). Cieszą kształtem historii, nietuzinkową atmosferą, dotykaniem duszy, bogatym materiałem do refleksji. Magnetycznie przyciągają, fantastycznie wyciszają, towarzyszą w myślach przez dłuższy czas.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 206 stron, premiera 20.09.2022, tłumaczenie Dominika Chybowska-Jang
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.