niedziela, 5 września 2021

TEKST

DMITRY GLUKHOVSKY

"Było mu strasznie od nieodwołalności i słodko nie wiedzieć od czego; od zemsty - a strasznie było przecież też i od niej, i od tego, że okazała się być słodka."

Niestety, książka minęła się z moimi oczekiwaniami, nie tego się po niej spodziewałam. Męczyłam się podczas spotkania z nią, odłożyłam nawet na kilka dni, aby spróbować ponownie, być może z lepszym nastawieniem, lecz nie pomogło. Nie mogłam zgrać się intelektualnie z głównym bohaterem, rozumiałam, że został mocno skrzywdzony, zabrano mu najpiękniejsze lata młodości, ale jego filozoficzna natura zamiast wciągać odstraszała. Z pewnym stopniu tłumaczyłam faktem, że tak naprawdę nie miał szansy rozwinąć się i dojrzeć, w końcu czas, kiedy powinien zdobywać w szybkim tempie sporo doświadczenia, spędził w więzieniu, a trafił tam w wieku dwudziestu lat. Rozmyła się wówczas sfera realna pobytu w zamkniętej placówce ze sferą marzeń o odzyskaniu wolności. A kiedy pojawiły się skrajności Ilja wpłynął w bystry nurt prowadzący ku destrukcji. Irytowały podejmowane przez niego decyzje, chociaż próbowałam je usprawiedliwić.

Podobał mi się natomiast opis pierwszych kroków po odsiedzeniu siedmioletniej kary. Ilja Lwowicz zderzył się nową technologiczną rzeczywistością, która znacząco odmieniła kanały komunikacji międzyludzkiej. Odświeżenie zetknięcia z Moskwą wypadło wyraziście i emocjonująco. Dobrze oceniłam pomysł na fabułę, nie był nowatorski, za to niósł cenne przesłania, w które powinni wsłuchać się współcześni, zwłaszcza osoby zakochane w social mediach. Uzyskując dostęp do czyjegoś telefonu można nie tylko zebrać pokaźny pakiet informacji o właścicielu, ale również wykorzystać wiedzę przeciwko niemu, posłużyć się nią do własnych celów. Nie miałam większych zastrzeżeń do stylu narracji, płynnie prowadziła po scenariuszu zdarzeń, momentami wkradał się chaos, jednak związany był głównie ze słabym dopracowaniem fabuły. Dobry pomysł to za mało, liczy się również jego atrakcyjne zaprezentowanie, a w tym zakresie momentami wiało nudą. Po poznaniu książki na dłużej zapamiętam scenę spotkania Ilji z dawnym przyjacielem, ciekawie i realnie opracowana od strony psychologicznej, a przy okazji nakłaniająca do refleksji. Dialog Lwowicza z byłą narzeczoną zupełnie mnie nie przekonał, dziewczyna wypełniła swoją rolę, zaś kluczowa postać wyrwała się z kontekstu życia i zatrzymała na poziomie nastolatka. Szkoda rozczarowania, tym bardziej, że powieść dobrze zapowiadała się, ale i mocno mieszane w ocenie przygody wliczone są w pasję czytania. Na szczęście, całkiem niedawno miałam okazję poznać "Outpost" tego autora, książka w postapokaliptycznym klimacie, poprowadzona sugestywnie i z wyczuciem, wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, lecz to zupełnie inna historia.

3/6 - w wolnym czasie
sensacja, 366 stron, premiera 05.05.2021 (2017), tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

MATNIA

PRZEMYSŁAW PIOTROWSKI

"Słyszę, jak dom oddycha..."

Trzy książki Przemysława Piotrowskiego ("Piętno", "Droga do piekła", "Cherub") zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, "Sfora" otrzymała notę wrażeń czytelniczych dobry plus. Spodziewałam się zatem, że "Matnia" przypadnie mi do gustu. Według zapowiedzi na okładce, miało być przerażająco, miałam zostać wciągnięta w wir, miałam za nic się nie oderwać. Niestety, nie udało się nawiązać silnej więzi z powieścią.

Odebrałam ją jako nadmiernie rozwleczoną. Cenię opisy zwracające uwagę na detale, lecz pogrążanie się głównej bohaterki we własnym sosie codzienności, informacji, co jadła i jak powtarzalnie mdło spędzała dzień, było dla mnie za dużo. Niewiele wnosiło do fabuły, chociaż z pewnością współtworzyło atmosferę osamotnienia i zamknięcia, ale ta i bez tego została wystarczająco ciekawie nakreślona. To nie tak, że nie pasowała mi narracja autora, gładko przebiegałam po stronach książki, lecz nie przekonywały mnie dialogi, wkradło się trochę sztuczności, a to rzutowało na mniej intensywny odbiór tego, co działo się w głowie Zuzi. Kluczowa postać bezbarwna, zupełnie jak statystka i bierny odbiorca tego, co dawało życie, nawet jej przeszłość tego nie tłumaczyła. A przecież potencjał portretu kobiety w bliźniaczej ciąży, żyjącej na mało przyjaznym społecznie pustkowiu, wtrąconej w narastający niepokój i namacalne zagrożenie, stwarzał ogrom możliwości do wykorzystania.

Swobodnie chwytałam fabułę, jednak nie porywała, przewidywałam kierunek biegu zdarzeń i wyjaśnienia osobliwych okoliczności, pozostało niewielkie pole popisu dla niepewności i zaskoczenia. Miałam świadomość złowieszczych sygnałów, złych przeczuć, panicznej nerwowości, ale nie było finezyjnego podsycania napięcia, a przynajmniej, jak na thriller, za mało. Natomiast mocne sensacyjne nuty w finalnej odsłonie wybrzmiewały solidnym brzmieniem, wczułam się w nie. Incydent na cmentarzu wyrwał się realności, za to sceneria zamarzniętego jeziora, to było coś mocno na tak. A i jeszcze jedna rzecz, pozwolę się nie zgodzić ze stwierdzeniem jednego z bohaterów, że Polska to szary kraj, naprawdę nie trzeba wielkiego wysiłku, aby dostrzec jego wspaniały koloryt i bardzo dobrze się w nim odnaleźć.

Trzydziestoczteroletnia Zuzia Krupa, w czwartym miesiącu ciąży, doświadczona boleśnie przez życie, i jej ukochany, Marek Cholewa, przeprowadzają się do popegeerowskiej wioski Toporzyce usytuowanej nad urokliwym jeziorem Wiedźmie. Zajmują domek otoczony starym lasem i w takiej scenerii pragną znaleźć rodzinne szczęście. Mężczyzna często wyjeżdża na dłużej do pracy w Niemczech. Zuzia w tym czasie próbuje nawiązać kontakt z lokalną społecznością. Kobieta spotyka się z milczącą alienacją. Ciąg drobnych alarmujących zdarzeń wokół jej osoby przyciąga uwagę. Zuzia i odwiedzającą ją przyjaciółka Agata zabierają się za prywatne śledztwo, wkraczają w mroczne historie i otchłanie ludzkiej natury, a przeczucia, obawy i lęki intensyfikują się.

3.5/6 - w wolnym czasie
thriller, 396 stron, premiera 11.08.2021
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 4 września 2021

OPERACJA KSIĘGA CZARODZIEJA

JØRN LIER HORST

OPERACJA tom 20

"Tam idzie pani, którą przecinano piłą na pół. - Dziadek Franz wskazał za okno. - Przecinano na pół? - zdziwił się Oliver."

Miasteczko Elvestad, usytuowane u ujścia rzeki Svenny, liczy niespełna tysiąc mieszkańców, a dzieje się w nim mnóstwo ciekawych rzeczy, widocznych na pierwszym planie i skrytych na drugim. Skrawki tajemnic w zadziwiający sposób docierają do Tiril Olsen i Olivera Tangstada, założycieli detektywistycznego biura. Dzieci podejmują się ciekawych i niebezpiecznych zleceń, a w rozwiązywaniu małych i dużych spraw zawsze pomaga im Otto, pies o wyjątkowych talentach tropiących. W "Operacji księga czarodzieja" bohaterowie dowiadują się o tajemniczej kradzieży cennych klejnotów. Doszło do niej wiele lat temu w Teatrze Królewskim. Nikt nie wpadł na pomysł, jak to się stało, nie było śladów włamania, ale podejrzenie szybko padło na iluzjonistę Fredrika Fernando. W jego domu znaleziono większość zabranych wartościowych przedmiotów, lecz nadal nie wiadomo, gdzie ukrył pozostałą część skarbów, w tym berło królewskie. Co więcej, osobliwie zniknęła również gruba księga czarodzieja mogąca zawierać przydatne tropy i wyjaśnienia.

Wciągająca i intrygująca historia z pakietem detektywistycznych zagadek. Wskazówki i tropy właściwych rozwiązań ukryto na każdej stronie. Trzeba być spostrzegawczym, aby je wyłapać. Przyda się biegłość w snuciu domysłów, umiejętność tworzenia skojarzeń, szybkie dopasowanie wzorów kluczy, biegłe czytanie mapy miasta i planów hotelowych pomieszczeń. Inskrypcja na grobie magika sporo podpowiada, tylko trzeba wpaść na pomysł, jak ją właściwie odczytać. Nie można bać się wejść na strych, może okazać się wielką skarbnicą zapomnianych przedmiotów, starych rzeczy pomagających w odkrywaniu prawdy. Potrafi być niebezpiecznie, zwłaszcza jeśli detektywi wejdą w drogę komuś, kto za wszelką cenę pragnie bogactwa. Czy uda się Oliverowi i Tiril dotrzeć do zaginionej księgi z opisem magicznych sztuczek i trików? Czy zdołają odgadnąć, do kogo należało koło szyfrowe? Czy trafią na miejsce ukrycia królewskiego berła?

Narracja ciepła i przyjazna, szybko mknie się po słowach, duża czcionka ułatwia samodzielne czytanie przez młodych pasjonatów książek. Liczne przygody, z nieoczekiwanym przebiegiem i różnorodnością incydentów, z pewnością zaangażują odbiorców w szukanie śladów przestępstwa. Oczekuje się, że dostrzegą znaczące detale w części ilustracyjnej. Oprawa graficzna ciekawa i przyjemna, zwraca uwagę i podtrzymuje zainteresowanie, znakomicie koresponduje z treścią, stanowi barwne uzupełnienie. Dla pragnących nauczyć się sztuczek magicznych, opracowano niezbędnik przygotowawczy do wykonywania sztuczek z balonem i karcianych. Nie zabrakło zestawu zleceń detektywistycznych dla Ottona. Zerknij na wcześniejsze tomy serii ("Operacja rupieciarz", "Operacja bałwan", "Operacja rower"). Przyjazne propozycje na udane rodzinne czytanie, z lekko prowadzonym kryminalnym pazurem, szczyptą dobrego humoru, ciekawymi zagadkami. Udane prezenty dla dzieci pragnących poćwiczyć pracę szarych komórek.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura dziecięca, detektywistyczna, wiek 6+, 64 strony, premiera 02.06.2021 (2019)
twarda okładka, format 210mm x 260mm
tłumaczenie Katarzyna Tunkiel, ilustracje Hans Jørgen Sandnes
Tekst ukazał się pierwotnie na Szkrabajki.pl


PŁONĄCE DZIEWCZYNY

C.J. TUDOR

"Historię piszą ludzie bez skrupułów."

Podążam szlakiem thrillerowskiej twórczości C.J. Tudor. Dotychczas zapoznałam się z "Kredziarzem", "Zniknięciem Annie Thornie" i "Innymi ludźmi". Uśredniając, były to dobre przygody czytelnicze, chociaż brakowało mocnego pazura trzymania w niepewności aż do ostatnich stron, to potrafiły przykuć uwagę. "Płonące dziewczyny" wpisały się w trend dobrze zapowiadających się powieści, z ciekawym pomysłem na fabułę, zachęcającym do wykorzystania potencjałem, jednak wciąż szwankowały niektóre elementy. Brakowało intensywniejszych nut strachu, lepiej dopracowanych portretów postaci, atrakcyjniejszych zwrotów akcji. Tym niemniej historia miała coś, co sprawiało, że chętnie się angażowałam. Nie wczuwałam się mocno w przeżycia bohaterów, ale też nie stałam całkiem z boku. Nowością okazało się patrzenie na przebieg zdarzeń z perspektywy kobiety pastora, nie w pełni ujmował profil zawodowy, jednakże rola matki piętnastolatki wypadła dość przekonująco.

Decyzją biskupa pastor Jack Brooks przeniesiono w pilnym trybie z gremialnej parafii Nottingham do ustronnej Chapel Croft, we wschodniej części hrabstwa Sussex. Czterdziestopięciolatka i jej córka Flo próbowały odnaleźć się w zapyziałej wiosce, głęboko religijnej, rządzącej się dawnymi tradycjami, żyjącej z rolnictwa, kultywującej pamięć o męczennikach wiary protestanckiej spalonych na stosie w szesnastym wieku. Trzydzieści lat temu, w odstępie tygodnia, zaginęły tam dwie nastolatki, oficjalna wersja brzmiała, że uciekły z domu. Nowej pastor nie było łatwo, tym bardziej, że wielkie niedomówienia krążyły wokół śmierci poprzednika. I jeszcze to, co wydarzyło się, z udziałem Jack w poprzedniej parafii, żarłocznym zainteresowaniem mediów i opinii publicznej, nie pomagało w spokojnym układaniu życia na nowo. Widmo zagrożenia z przeszłości, mroczne cienie teraźniejszości, niebezpieczne sytuacje, zatrważające obrazy, bolesne przesłania. Atrakcyjnie ujęty klimat zamkniętej społeczności, skrywającej cierniste tajemnice za zmową milczenia i niechęcią wobec obcych. Dynamiczny bieg zdarzeń, zaś finalna odsłona funduje kilka niespodzianek. Czy faktycznie każdy z nas jest zdolny do wyrządzania zła? Jak wówczas motywuje wkroczenie w ciemną otchłań ludzkiej natury? Dlaczego mimo wysuwania pozornie racjonalnych argumentów ma problem z wnikliwym spojrzeniem sobie w oczy?

4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 462 strony, premiera 28.07.2021, tłumaczenie Tomasz Wyżyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

piątek, 3 września 2021

DAVID COPPERFIELD

CHARLES DICKENS

KLASYKA DLA DZIECI tom 4

"W tej chwili jestem bardzo "skrumny", ale mam też trochę władzy!"

Niestety, nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z trzecim tomem serii, a szkoda, bo w niej dla odmiany żeńska bohaterka, za to chętnie zrelacjonuję wrażenia po spotkaniu z czwartym. Klasyka dla dzieci nawiązująca bezpośrednio do twórczości Charlesa Dickensa spotka się z uznaniem szerokiego grona odbiorców, chociaż przedstawia świat z perspektywy pierwszej połowy dziewiętnastego wieku, to pokazuje uczucia znane współczesnym dzieciom. Odwołuje się do cech natury ludzkiej, niesie porcję uniwersalnych prawd. Wiele radości sprawia poznawanie książeczek i obserwowanie emocji, jakie budzą w młodej czytelniczce, z którą przemierzam różne obszary literatury. Seria ułatwia dzieciom wdrażanie się w pasję czytania, zrozumienie klasyki literatury, zachęca do poznania w przyszłości oryginalnych historii przedstawianych utworów.

Philip Gooden umiejętnie wybiera z oryginału najważniejsze elementy scenariusza zdarzeń, przedstawia je w skondensowanej i atrakcyjnej formie, przy zachowaniu ponurego nastroju przeplatanego radosnymi chwilami. Stosuje językowy materiał łatwy do przetworzenia przez dzieci. Postaci podtrzymują charakterystyczne cechy osobowości, wyróżniające przymioty i skazy, szybko zdobywają sympatię lub antypatię. Książkę wzbogaca przyjemna oprawa graficzna, fantastycznie współtworzy klimat, zachęca do odkrywania kolejnych stron. Tytuł nadaje się do samodzielnego poznawania przez młodocianych. Duża czcionka wprawia w biegłe czytanie. Mile widziana obecność dorosłego przy wgryzaniu się w przedstawianą historię, aby dopowiedzieć okoliczności intrygi, ocenić zachowania postaci, wskazać na niuanse walki dobra ze złem.

"David Copperfield" pokazał wyjątkowo zmienne losy półsieroty, raz po raz coś zmieniało się w życiu chłopca, jak na dwunastolatka dużo przeszedł, poznał gorzkie smaki przeznaczenia i potrafił wyrwać słodkie brzmienie szczęścia. Aby zapomnieć o kłopotach codzienności uciekał w świat książek, a te odwdzięczały mu się chwilami spokoju i mądrymi informacjami. David trafił na surowego ojczyma, poznał skromne życie rodzinne, nawiązał bliskość z nieznaną wcześniej ciocią, uczył się w szkole z internatem, ale niespodziewanie zmuszony był przerwać naukę. Próbował zostać prawnikiem w Londynie, a w wolnych chwilach pisał powieści. Przyszedł też czas na zmierzenie się z czarnym charakterem, "skrumnym" młodzieńcem o bardzo wybujałych ambicjach i niekończącej się zachłanności. Czy rozszyfrowanie zakusów Uriaha Heepa wprowadzi wreszcie stabilizację w życie Davida? Co uda mu się od życia utargować, co da nadzieję, a co los sam mu sprezentuje? Zerknij na pierwszy tom serii ("Oliver Twist") i drugi ("Wielkie nadzieje").

4.5/6 - warto przeczytać
literatura dziecięca, literatura piękna, wiek 9+, premiera 15.06.2021 (2020)
twarda okładka, 96 stron, format 13,3cm x 20,5cm
tłumaczenie Magdalena Patryas, ilustracje Santiago Calle, adaptacja Philip Gooden
Tekst ukazał się pierwotnie na Szkrabajki.pl


 

ZAPISANE W KOŚCIACH

SIMON BECKETT

DR DAVID HUNTER tom 2

"Widziałem historię zapisaną w zwęglonych kościach, rok za rokiem wyryte w guzach i szramach."

Jestem pod wrażeniem. Simon Beckett trzyma fantastycznie wysoki poziom serii, wszystkie tomy prezentują się jako wciągające przygody. Intryga zapleciona pokrętnie i sprytnie, długo nie trafia się na właściwe tropy, a jeśli nawet się je dostrzeże, to nie zawsze ma się świadomość, że to właśnie one. Szerokie pole popisu do domysłów i interpretacji. Jedyna pewność, której można się trzymać - David Hunter, dawniej lekarz rodzinny, obecnie antropolog sądowy, pracownik wydziału kryminalnego londyńskiego uniwersytetu, opowiada się po stronie prawa i za wszelką cenę pragnie dotrzeć do faktów o morderstwach. Pozostałe elementy powieści szalenie atrakcyjnie podchodzą fałszywością, krętactwem i ściemą. Pożądany styl manipulowania wyobraźnią, wprawiania w zdumienie, fundowanie zaskakujących obrotów spraw, zmuszanie do aktywnego udziału w śledztwie.

W powieści mnóstwo się dzieje, zdarzenia szybko po sobie następują, często pojawiają się ofiary. Wszystko fantastycznie skrojone pod wymiar zajmującej rozrywki kryminalnej, wzbogaconej wyraźnymi i przekonującymi elementami thrillera, opakowanej w wyjątkowo wiernie i sugestywnie odmalowany klimat maleńkiej wysepki, na co dzień odciętej od cywilizacji a teraz tym bardziej przez wzmagający się silny sztorm. Szare klify Runy, skrawka lądu należącego do Hebrydów Zewnętrznych, porośnięte są pozbawioną drzew monotonną roślinnością, wzgórza upstrzone są torfowiskami, zaś strome zbocza ukazują zielonobury posępny krajobraz wyniszczony wiatrem. Ze strony niemal dzikiego portu można dostrzec mozaikę domostw. Pośród pustkowia oceanu, w małej oazie, w opuszczonym gospodarstwie, w zrujnowanej chałupie, emerytowany policjant, uważany za samotnika i odszczepieńca, odnajduje zwłoki młodej kobiety, będące świadectwem przedśmiertelnego brutalnego okaleczenia i pośmiertnego osobliwego spalenia. Spokój i rutyna mieszkańców Runy zostają zburzone, strach wkracza do domostw, chaos intensyfikuje się.

Wiele elementów inscenizacji miejsca zbrodni przeczy logice. Irracjonalny niepokój, którego nie można zdusić, od początku towarzyszy Davidowi Hunterowi podczas próby zbadania dowodów i wysunięcia wniosków. Lokalna społeczność nie sprzyja dochodzeniu, skrywa się za licznymi tajemnicami, milczeniem opatula mroczne cienie, wystawia profesjonalizm antropologa na dużą próbę. Niewiele wiadomo na temat ofiary, jedynie skąpe informacje związane z wcześniejszym wyglądem, do tożsamości trzeba dotrzeć pokątnymi drogami. Oprawca nie daje wytchnienia, wprawia w ruch niszczenie i uśmiercanie. Przydzielony do śledztwa policjant słynie z buty i wypalenia zawodowego. Młodemu partnerowi brakuje doświadczenia. Dziennikarka za wszelką cenę chce pierwsza dotrzeć do kryminalistycznych odkryć. Bogaty biznesmen przyznaje sobie prawo do kierowania ludźmi. Rybacy patrzą nieprzychylnym okiem na każdego obcego. Postaci ciekawie sportretowane, skrojone pod potrzeby wyspiarskiego klimatu, każda wnosi coś istotnego. Zakończenie satysfakcjonujące, z mocnym w wydźwięku akcentem, niepokojącą niespodzianką do wyjaśnienia w trzeciej odsłonie. Zerknij na pozostałe tomy serii opisane na Bookendorfinie, "Chemia śmierci", "Szepty zmarłych", "Wołanie grobu", "Niespokojni zmarli", "Zapach śmierci".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 374 strony, premiera 30.06.2021 (2007), tłumaczenie Berenika Janczarska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 2 września 2021

ZŁO CZYHA ZA DRZWIAMI

"To on. Staruch."

Pomysł na fabułę nie należy do oryginalnych, można stwierdzić, że oklepany, a jednak twórcom filmu udało się sprawić, że ciekawie się go oglądało. Składała się na to atrakcyjnie oddana skandynawska atmosfera. Surowość obrazu, stonowanie kolorów, minimalizm przedmiotów, postawienie w większości scen na niedopowiedzenia, nieposiłkowanie się krwawą łopatologią. Wszystko pracowało na podkręcanie wyobraźni widza. Horror wypełniały ograne schematy chwytania w szpony strachu, jak samoistne otwieranie się drzwi, głosy słyszalne jedynie przez wybranych, niepokojące odgłosy dochodzące z różnych przestrzeni domu, ukryte w cieniu niewyraźne sylwetki, ale właśnie tego typu atrakcji wyczekujemy w tym gatunku. Sięgnięto po paranormalne chwyty, z którymi widz jest już mocno obeznany i oswojony, ale są wyczekiwanymi symbolami. Muzyka intensyfikowała się w kluczowych momentach, przychylnie stonowana nie narzucała się, nie przytłaczała, z wyczuciem ubarwiała sceny, plus dla filmu. 

Najbardziej przekonało mnie poprowadzenie wątku psychologicznego. Zajmująco było obserwować zmianę nastawienia kobiety do dziecka partnera. Widziałam, jak początkowo Shirin zupełnie nie radziła sobie z opieką nad chłopcem. Czuła wewnętrzny opór przed nawiązaniem bliskiej relacji. Chciała, aby między nimi wszystko układało się dobrze, ale nie za bardzo wiedziała, jak miała się za to zabrać, niepotrzebnie usztywniała się. Pięciolatek, któremu niedawno zmarła matka na raka, boleśnie tęsknił za rodzicielką, jednocześnie oczekiwał ciepła i serdeczności od Shirin. Fredrik, ojciec chłopca, był właściwie nieobecny. Zaraz po wprowadzeniu się rodziny do nowego domu podjął pracę wymagającej wyjazdu. I wtedy zaczęły dziać się niepokojące incydenty wokół Shirin i Fredrika. Nawiedzony dom potrzebował dziesięciu dni, aby doprowadzić do kulminacji zdarzeń. Gra aktorska nie stała na wysokim poziomie, lecz na tyle dobrze wypadła, zwłaszcza Dilan Gwyn w roli Shirin, że w zupełności wystarczyła na konwencję kameralnego i klaustrofobicznego horroru. Rozwiązanie dość oczywiste, ale pozostawiło materiał do przemyśleń, można nawet było pokusić się o głębsze odczytanie. Szwedzkie dreszczowe kino pokazało się z dobrej strony, ciekawa propozycja na wypełnienie półtorej godziny.

4/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Andra sidan", horror, produkcja Szwecja, 87 minut, premiera 23.10.2020 (świat), reżyser: Tord Danielsson, Oskar Mellander, scenariusz Tord Danielsson, Oskar Mellander
obsada: Dilan Gwyn, Henrik Norlén, Linus Wahlgren, Jakob Fahlstedt
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

O MRÓWKACH I DINOZAURACH

CIXIN LIU

"I tak została przywrócona równowaga sił... zapewniona przez najsilniejszy środek odstraszający... zepchnął Ziemię na skraj zniszczenia."

Kiedy chwytam za książki Cixin Liu, zastanawiam się, ile jeszcze jest pisarzy fantastyki, których dotąd nie miałam okazji poznać, a ich książki intelektualnie, rozrywkowo i refleksyjnie dopieszczają. Cieszę się, że trafiam na powieści i opowiadania Cixin Liu, wyczekuję ich pojawienia się, chwytam z niecierpliwością poznawania, przyjemnością zaczytywania się, zachwyceniem wieloma elementami. Reprezentują obrazy skrojone na potrzeby mojej wyobraźni, podsuwają ciekawe alternatywy świata, zmuszają do wnikliwych interpretacji, nakłaniają do obcowania z szeroko rozumianą nauką. Sprawiają radość, wywołują zdziwienie, nagradzają zaskoczeniem i satysfakcją. Fascynujące, że pisarz wywodzący się z chińskiej kultury prowadzi niezwykłe historie w uniwersalnym i zrozumiałym dla Europejczyka stylu, co potwierdzają znaczące wyróżnienia i prestiżowe nagrody. Niech nie zabraknie mu pomysłów i wytrwałości w realizacji książkowych wizji, gdyż tego typu przygody czytelnicze wnoszą w życie odbiorcy coś więcej niż zabawę.

O mrówkach i dinozaurach zazwyczaj mówi się w osobnych kontekstach, a jednak okazuje się, że życie obu gatunków można zgrabnie połączyć w niesamowitą opowieść. Jak to w ewolucji, przypadek decyduje, że spotykają się kontrastowe zwierzęta i tworzą symbiotyczną relację. Autor przenosi nas w okres późnej kredy, barwnie relacjonuje powiązania między malutkimi owadami i gigantycznymi stworami z prehistorii. Doskonale operuje proporcją, zgrabnie podsuwa porównania wymiarów, odwołuje się do ludzkiego postrzegania małych i wielkich przedmiotów. Z łatwością wyobrażamy sobie przedstawiony świat. Początkowo dinozaury funkcjonują w ramach pierwotnych plemion, mieszkają w jaskiniach, ujarzmiają ogień, konstruują narzędzia, mają prymitywny język i pismo naskalne. Mrówki lokują się na wyższym stopniu rozwoju społeczności, tworzą wydajne struktury, zakładają miasta na wszystkich kontynentach, konstruują skomplikowane budowle architektonicznie, komunikują się za pośrednictwem feromonów. Kiedy dochodzi do styku mrówek i dinozaurów, mieszają się zalety gatunków, wzajemnie kompensują braki, jak znikoma zręczność manualna i niskie bogactwo umysłu, a to warunkuje postęp w obu cywilizacjach. 

Pisarz fenomenalnie prowadzi po erach eksploracji, rozwoju nauki, uprzemysłowienia, fanatyzmu religijnego, wojen globalnych, broni chemicznej, elektryczności, atomu, informatyzacji, wzrostu populacji, rabunkowej eksploracji Ziemi i katastrof ekologicznych. Wymieniam zagadnienia poruszane w fabule, aby zilustrować, jak warunkują wzajemny rozwój i w jak wielkim stopniu cywilizacje mrówek i dinozaurów odwołują się do przebiegu ludzkiej historii. Bezpośrednie aluzje i odniesienia, książka niczym bajka dla dorosłych, a nawet baśń, bawi, uczy i daje do myślenia. Lustrzane odbicia scenariuszy rozwoju, motywy powtarzalności historii, wrodzone instynkty do konfliktów, balansowanie na granicy zagłady na własne życzenie. Szalenie przyjemnie się czyta, zastanawia, czasem uśmiecha, kiedy indziej dreszcz przebiega po plecach. Dokąd prowadzi ciekawość i wyobraźnia, nieprzewidywalność i fantazja, liczebność i usługowość? Zerknij również na wrażenia ze "Wspomnień o przeszłości Ziemi" ("Problem trzech ciał", "Ciemny las", "Koniec śmierci"), "Piorun kulisty", "Erą supernowej", "Wędrująca Ziemia", "Odzyskaniem czasu" Baoshu.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 240 stron, premiera 27.07.2021 (2010), tłumaczenie Andrzej Jankowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

środa, 1 września 2021

SZCZĘŚLIWICE WIELKIE

Któż by nie chciał mieszkać w mieście wypełnionym szczęśliwymi ludźmi, albo dokładać cegiełki szczęścia do miasta marzeń. Gra umożliwiła poczuć zajmującego ducha miastowego i biznesowego sukcesu. Bardzo chętnie w rodzinnym gronie poddaliśmy się zabawie. Natychmiast przekonaliśmy się, że mieliśmy wpływ na powstanie imponującej liczby budynków. Autorzy, Toshiki Sato i Airu Sato, zapewnili szeroki wachlarz różnorodnych posesji, w zakresie domów mieszkalnych, lokali użytkowych i budynków użyteczności publicznej. Tak, aby mieszkańcy mogli załatwić wszelkie sprawy, bez problemów i troski, jak na happy city przystało. Mnożenie liczby mieszkańców przez ilość serduszek wywoływało ekscytację, jak sprawdzaliśmy się w rolach inwestorów, zdobywców jak największej liczbę punktów. Sto czterdzieści kart prezentowało przyjemną, zabawną i kolorową oprawę graficzną Makoto Takamiego. Poręczne wielkością i grubością, z symboliką ułatwiającą szybkie tematyczne rozeznanie. W pudełku znalazło się też trzydzieści żetonów o dwóch nominałach, i oczywiście, przejrzysta i zwięzła instrukcja. To wszystko, co do szczęścia w uroczej grze było potrzebne, uczestnicy ze swojej strony dokładali entuzjazm, dobry humor i chęć sprawdzenia się.

Autorzy dokładnie przemyśleli jak sprawić, by stratedzy atrakcyjnie spędzili czas. Zaproponowali dwa warianty, rodzinny i ekspercki. Do gry zaprosili osoby już od dziesiątego roku życia, zatem zasady rozgrywki nie były skomplikowane. Nam w czwórkę, dwoje dorosłych i dwoje nastolatków, rewelacyjnie się grało. Jedna partia zajmowała około dwudziestu minut. Wdzięcznie wciągała, a zaraz po zakończeniu, chcieliśmy natychmiast zabrać się za nową. Grę wykorzystano także w ramach kameralnych spotkań towarzyskich młodzieży, na szybkie rozruszanie strategicznych umiejętności, kreatywne podejście, odstresowanie. Relaks na jesienne i zimowe dni, uśmiechnięte wakacyjne spotkania. Niepozorne pudełko, a ile w nim możliwości przebiegu i rozstrzygnięć. Kto wykaże się największą sprawnością w kombinowaniu, czy uśmiechnie się szczęście, jak mocno zaszkodzą inni uczestnicy? Zaczynamy od dwóch pieniążków i sklepiku... następuje ciąg decyzji kupić budynek czy nie kupić... kolekcja dziesięciu kart u któregoś z graczy to finał rywalizacji.

5/6 - koniecznie podejmij wyzwanie stworzenia szczęśliwego miasta
familijna gra planszowa, premiera 2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl


 

SŁUCHAJ, JAK SZEPCZĘ

MONS KALLENTOFT

PALMA tom 2

"Można przepraszać tysiące razy. Ale jakaś mała część popełnionego błędu zawsze pozostanie."

Oswojona ze specyficznym stylem narracji Monsa Kallentofta, nawet jak na surowe skandynawskie standardy przystało, podczas spotkania z pierwszym tomem serii ("Patrz, jak spadam"), wkroczyłam w drugi z impetem zainteresowania, trzymałam się intrygi, nie traciłam uwagi do ostatnich stron. Kryminał o mocnym podłożu obyczajowym, a trzeba przyznać, że dobrze rozpracowanym i wciągająco zaprezentowanym. 

Sugestywnie nakreślono głośny ból ojca poszukującego zaginionej córki i cichą rozpacz matki. Wszystko przemieszane z radością przyjścia na świat drugiego dziecka. Determinacja i miłość przeplatały się z wiarą i nadzieją, że zaginiona córka żyje, znajdzie się sposób na dotarcie do niej, półtoraroczna dziewczynka połączy rodziców, nastąpi koniec wyczekiwania, trwoga odejdzie w zapomnienie, normalność wkroczy w codzienność. Obraz dramatycznej walki o niedopuszczenie do rozpadu małżeństwa, wiele jednocześnie odsuwało od siebie partnerów i przyciągało. 

Podobało mi się szerokie nakreślanie tła losów głównych bohaterów. Część opisów nie wpływała znacząco na przebieg zdarzeń, ale współtworzyła osobliwą atmosferę, przekonująco odwoływała się do emocji. Krótkie zdania treściwie stwierdzały stan rzeczy i przyciągały ku kluczowym informacjom. Nawet przy okrojonym stylu opowiadania, otrzymywałam mnóstwo materiału do zaangażowania się, snucia domysłów i czynienia interpretacji. Wątek kryminalny wbijał się naprzemiennie w bezwzględną i bezlitosną realność, oraz zaskakującą i empatyczną imaginację. Doskonale czułam, co przeżywały postaci, co wpływało na ich życie, dokąd prowadziły myśli. 

Drugi tom, podobnie jak pierwszy, był duszny, ciężki, przytłaczający, ponury, na granicy obłędu i depresji. Pięć lat poszukiwań Emmy, szesnastolatki zaginionej podczas wakacji na Majorce, pozostawiło na psychice ojca wyraźne ślady przybicia, poczucia winy, klęski poszukiwań. Tim Blanck nie odpuszczał, pomimo prowadzących donikąd postępowań, konieczności całkowitego wkroczenia otchłań przestępczego świata i przyklejenia się nieusuwalnego brudu do sumienia. Z uporem, w zasadzie bez żadnego wsparcia, podążał niewyraźnym tropem porwanej córki. 

Zakończenie nie w pełni mnie usatysfakcjonowało, błyskawicznie się wszystko rozstrzygnęło. Po intensywnie emocjonalnym prowadzeniu liczyłam na silniejsze brzmienie sensacji. Obrót spraw nie pokrywał się z mrocznymi cieniami podziemia wykorzystywanych kobiet. Ale bardziej chodziło o zaglądanie w psychikę postaci, nie o wyczerpujące opisywanie zdarzeń. Czy koniec końców człowiek faktycznie staje się tym, kogo nienawidzi? Czy istnieje granica smutku, jaki można znieść? Czy przeszłość staje się zakładnikiem nienawiści i przemocy? Zerknij na serię "Komisarz Malin Fors" ("Krzyk do nieba", "Pocałunek kata") i cykl "Zack Herry" ("Leon", "Bambi", "Heroina").

4/6 - warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 350 stron, premiera 16.06.2021 (2020), tłumaczenie Natalia Kołaczek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.