niedziela, 9 czerwca 2024

SERYJNI MORDERCY

MOJE DWADZIEŚCIA LAT PRACY W FBI

ROBERT K. RESSLER, TOM SHACHTMAN

„Profilowanie psychologiczne – dedukowanie charakterystyki nieznanego przestępcy na podstawie oceny drobnych szczegółów związanych z miejscem zbrodni, ofiary czy innymi czynnikami dowodowymi – było wówczas (koniec lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku) wciąż bardzo młodą gałęzią nauki (czy też sztuki).”

Gdyby książka wpadła w moje ręce trzydzieści lat temu, tak jak została napisana, z pewnością zrobiłaby na mnie większe wrażenie, przypuszczam nawet, że zachwyciłabym się jej zawartością. Sztuka profilowania seryjnych morderców zdynamizowała rozwój na tyle, że informacje z publikacji znajdziemy już w niemal każdej produkcji kryminalnej lub w powieściach detektywistycznych. Mimo wszystko, z zainteresowaniem wczytywałam się we wspomnienia Roberta K. Resslera poświęcone pracy w FBI, tworzeniu międzyagencyjnej komórki zajmującej się kreśleniem portretów oprawców na bazie miejsca zbrodni, dostrzeżonych dowodów i zebranych danych, rozmów z osadzonymi przestępcami. Ressler, chociaż sam nie był psychiatrą, znacząco przyczynił się do podniesienia rangi, konieczności zrozumienia umysłów brutalnych członków społeczeństwa, aby w przyszłości nie tylko szybciej ich łapać, ale również wcześniej ukrócić groźne działania.

Frapujące spojrzenie na sylwetkę sprawcy, rodzinne relacje, doświadczenia z dzieciństwa, typy charakterów, a nawet źródła morderstw. Psychologia przestępczości nie należy do łatwych dziedzin, cechuje ją wielki indywidualizm branych pod analizę przypadków, a zatem w dużej mierze skuteczność zależy od umiejętności sporządzającego profil. Nie ma mowy o gotowym podręczniku, który prowadziłby za rękę w nakreślaniu cech umysłu, zachowań i motywów mordercy. To właśnie Ressler wprowadził do obiegu pojęcie seryjnego mordercy, koncentrował się na behawioralnym podejściu do przestępczości, zbieraniu szczegółowych informacji o ofierze. Stworzył przełomowy program badań nad osobowością przestępczą. Ciekawie poznawało się pierwsze poczynania w tym zakresie, fazy morderstw, sposobów wysnuwania wniosków w oparciu o konkretne przypadki, interpretację charakterystycznych śladów zostawionych przez sprawców. Drapieżne fantazje oprawców wprowadzone w czyn, zakończone zabójczym rytuałem, zanurzenie w bagnie ludzkich zbrodni, dewiacje osobowości. Bycie wewnątrz umysłu mordercy i stamtąd patrzenie na świat, wszystko by lepiej uchwycić powtarzające się schematy i dowiedzieć się czegoś o pobudkach, które doprowadziły do morderstw.

4/6 – warto przeczytać
autobiografia, reportaż, 442 strony, premiera 23.01.2024 (1992), tłumaczenie Zuzanna Lomża
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 7 czerwca 2024

SPLĄTANIE

IGOR BREJDYGANT

„Dzwony biły już jakiś czas...”

Ciekawa przygoda czytelnicza, atrakcyjnie zapleciona intryga, trzyma w napięciu, chociaż pod koniec ciut się dłuży, to jednak zachowuję przyjemne wrażenia. Pomysł na ekscytującą grę w wykonaniu przyszłego mordercy sprawnie się rozwija, nie ma znaczonych kart, dokładnie wiemy, o co chodzi oprawcy, dokąd prowadzi mroczna sfera ludzkiej natury, co stoi za zwichrowaną psychiką. Wejście w myśli mężczyzny znacznie ubarwia powieść, buduje napięcie, podsuwa tropy jak najprawdopodobniej rozwinie się akcja, a jednak pewności nie mamy do końca. Można zarzucić słabe umotywowanie punktu zwrotnego w życiu Marka, podrzędnego ministerialnego urzędnika, lecz prezentacja przekonuje, zwłaszcza konsekwencja w realizacji precyzyjnie opracowanego planu stanięcia do walki z najlepszą policjantką. 

Karolina, współwłaścicielka firmy zajmującej się nowymi technologiami, nie do końca spełnia oczekiwania czytelnika wobec postaci. Zaskakuje pełnym ufności zachowaniem wobec grożącego bezpośrednio niebezpieczeństwa. Ale i w tym aspekcie, kiedy uwzględnia się, że niektórzy tak właśnie mogą reagować, przymyka się na to oko. Natomiast Zuzanna, komisarz policji, nie robi pozytywnego wrażenia. Dużo brakuje jej do profesjonalizmu zawodowego, a całkowita fiksacja na przyjętym założeniu w śledztwie nie usprawiedliwia emocjonalna huśtawka wobec zastawionej na przyjaciółkę pułapki. Powieść cechuje zgrabna narracja, wyważone opisy i dialogi, wciągający klimat i chęć dowiedzenia się, jaką formę przyjmie finałowa odsłona. Igor Brejdygant podsuwa czytelnikowi zajmujące zawirowanie w scenariuszu zdarzeń, zwłaszcza w ostatnich scenach prezentowanej historii. Thriller, po który warto sięgnąć. Moje pierwsze spotkanie z twórczością tego pisarza, ale już widzę, że nie ostatnie, chętnie sięgać będę po jego kolejne książki, mimo pewnych zadr w "Splataniu", widać, że mają w sobie kuszący pierwiastek rozbudzania wyobraźni.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller, 314 stron, premiera 06.11.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 6 czerwca 2024

ELRYK Z MELNIBONÉ

ELRYK SAGA tom 1-4
(ELRYK Z MELNIBONÉ, PERŁOWA FORTECA, ŻEGLARZ NA MORZACH PRZEZNACZENIA, KLĄTWA BIAŁEGO WILKA)

MICHAEL MOORCOCK

„Jakże słaby nienawidzi słabości. … I jakże silny nienawidzi siły.”

Klasyka fantasy, po którą wcześniej nie miałam okazji sięgnąć, napotykałam różne o niej wzmianki i odniesienia, lecz jakoś tak nie składało się, aby nasze spotkanie doszło do skutku, a przekonałam się, że powinnam znacznie wcześniej zabrać się za jej poznawanie, ponieważ gwarantuje przyjemne i ciekawe czytanie, jednak dla nieco młodszego odbiorcy. Nie należała do mega wciągającej przygody przez cały czas, czasami potrafiła lekko znużyć, ale nie ulegało wątpliwości, że więcej było w niej zajmujących aspektów niż spodziewałam się. Sceny mało rozbudowane, jednakże przyciągały moralnymi aspektami, zaskakującym wydźwiękiem zdarzeń i pozytywnym schematyzmem ujęcia tła. 

Bohater stosunkowo płasko scharakteryzowany, chociaż nie można mu było odmówić skrajności tak reprezentacyjnej dla gatunku człowieka zanurzonego w mrocznej przeszłości, niebezpiecznej magii i przyjaźni z mieczem. Podobało mi się, że Michael Moorcock potrafił wystawić Elryka do ostrej walki nie tylko z wrogami zewnętrznymi, ale również samego z sobą. Pragnienie poznania prawdy, tego, co się zdarzyło, sensu istnienia, pomruków przyszłości, wystawiało postać na ciężkie zmagania, lawirowanie w odcieniach czerni i bieli. Raz zadziwiała prędkość w dobywaniu runicznej broni, okrutności wobec przeciwników, bezpardonowego przelewania krwi. Miała swoje uzasadnienie w osobliwej duszy mocy władającej młodym cesarzem wyspiarskiej społeczności. Kiedy indziej zaskakiwała osobliwą łagodnością i zrozumieniem okazywanym najzagorzalszemu wrogowi. Rubinowy Tron dopominał się o innego władcę, bardziej nastawionego na brutalność i pragnienie podporządkowania sobie świata, a nie człowieka z rozrzedzoną krwią, gotowego w poszukiwaniu wiedzy wyruszyć w życiową podróż w nieznane krainy. 

Każdy tom wnikał w nieco inny klimat, nie brakowało ostrych starć, morskich bitew, pustynnej wędrówki, wchodzenia w wieloświaty i różne wymiary czasu, poszukiwań skarbów, walki o spełnienie miłości, wymazywania klątwy, opierania się woli duchów powietrza, ognia, ziemi i wody, zwyciężania demonów, oszukiwania prastarego zła. Pradawny czarodziejski język do kontaktu z nadprzyrodzonymi istotami, magiczne przedmioty o małej i dużej skali, przedwieczne pakty z osobliwymi stworzeniami, lawirowanie między Chaosem a Ładem, złodziejskie sny, sieci intryg i spisków. A w tym wszystkim jednostka, która pragnęła zmienić porządek świata, mentalność upadającego królestwa spowitego czernią, przywrócić chwałę i dumę sprzed dziesięciu tysięcy lat, sprawić by Imperium promieniowało blaskiem rozumu i dobrej woli. Czy udało się Elrykowi odnaleźć sens życia, znaleźć wewnętrzny spokój? Czy przeznaczenie mogło wpleść kilka dodatkowych nici w swoją tkaninę i mimo tego osiągnąć pierwotny cel? Na książkę warto było poświęcić więcej czasu, podzielić na kilka wieczorów czytelniczych, konstrukcja zawartości sprzyjała takiemu podejściu. Przyjazny relaks z udziałem nadprzyrodzonych sił, magii, miecza, prastarego rodu i przypieczętowanego krwią sojuszu.

4/6 – warto przeczytać
fantasy, 648 stron, premiera 27.02.2024 (1960-1977), tłumaczenie Danuta Górska
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

środa, 5 czerwca 2024

MÓJ RZYM

SPACEREM PO NIEZWYKŁYCH ZABYTKACH WIECZNEGO MIASTA

MAGDALENA WOLIŃSKA-RIEDI

„Tylko w Rzymie można zrozumieć Rzym.” Johann Wolfgang von Goethe

Kiedy pierwszy raz odwiedziłam Rzym nie przypuszczałam, że zrobi na mnie tak kolosalne wrażenie, natychmiast poczuję łączącą nas sympatyczną więź, będę pragnęła wracać do niego jak najczęściej. Miasto, w którym zatraciłam się, pokochałam całym sercem, wiernie uwzględniałam w ramach turystycznych wycieczek. Cieszyłam się, kiedy w moje ręce trafiła książka Magdaleny Wolińskiej-Riedi, gdyż sposób, w jaki autorka podchodziła do obecności w Wielkim Mieście był całkowicie zbliżony z moim, czyli klimat podziwu dla różnorodności, styku przeszłości z teraźniejszością, czystej radości dostrzegania szczegółów. Prowadziła miejscami niezdartymi przez stopy odwiedzających a cudownie obrazującymi oblicze miasta. I właśnie, spokojny rytm spaceru, uwzględniający okazje do nasycenia detalami, wyciągający mniej lub bardziej znane ciekawostki, zwracający uwagę na bieg i świadectwa minionych zdarzeń, sprawił wiele przyjemności. Z radością zaglądałam w małe zaułki i uliczki prowadzące do placów i placyków, odkrywałam perełki architektoniczne i dzieła sztuki, zatrzymywałam się na dłużej przy freskach i rzeźbach, przystawałam na mostach i przy fontannach, cieszyłam się widokiem ogrodów i miejskich oaz spokoju. 

Zadziwiające jak wspaniale współczesność Rzymu miesza się z bogatą przeszłością. Wystarczy odwrócić wzrok w jakimkolwiek kierunku, w dowolne miejsce, aby zetknąć się z namacalnymi doświadczeniami historii. Pełne zespolenie tego, co było, z tym, co teraz się dzieje. Prawdziwy rzymski duch owiany legendami, z czasem pędzącym od starożytności do współczesności, imponującą spuścizną. Z jednej strony pełne ruchu, gwaru i aktywności główne arterie miasta, z drugiej ciche, spokojne i swojskie oblicza wąskich uliczek znanych jedynie mieszkańcom. Rzymu nie pozna się w weekend, miesiąc czy nawet rok, wciąż coś innego i atrakcyjnego ma do zaoferowania odwiedzającym, czasem drobna rzeźba lub pamiątkowa tablica na budynku, kiedy indziej okazję do rozmów z życzliwymi mieszkańcami. „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, to nie ulega wątpliwości, przynajmniej w sercach i zmysłach tych, którzy choć raz mieli okazję zajrzeć do niego. 

Publikacja bogata w kolorowe mapki i zdjęcia, bezpośrednio korespondujące z treścią, bez konieczności zaglądania do wkładki, co bardzo mi odpowiadało, gdyż dzięki temu przebywanie w czytelniczej przygodzie upływało sprawniej i płynniej. Przyjemna i przyjazna narracja, z wyczuciem potrzeb czytelnika znającego już Rzym, jak i dopiero stojącego przed szansą zachwycenia się nim. Satysfakcjonująca rzymska podróż w mniej znane zakątki, przez subiektywne przeżycia, ale i z myślą o tym, co warte podkreślenia i zwrócenia uwagi. Magdalena Wolińska-Riedi ciepło i wdzięcznie ułatwiała zrozumienie Wiecznego Miasta, tego, co można w nim przeżyć, czego doświadczyć, jak wpływa na duszę spacerujących jego ulicami i uliczkami, zaglądającymi do ciekawych miejsc, nie tylko muzeów i kościołów, ale również do tradycyjnych barów, kafejek, piekarni, pizzerii, cukierni, antykwariatu, szpitala dla lalek, ginących w mroku nowoczesności rzemieślniczych warsztatów. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura podróżnicza, 352 strony, premiera 27.09.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 4 czerwca 2024

NA KONIEC ŚWIATA

PRZYPRAWY, KTÓRE ZMIENIŁY HISTORIĘ

THOMAS REINERTSEN BERG

„Budowa imperium może się zacząć od takiego mniej więcej przypadku: wiatr znosi dwunastu brytyjskich marynarzy i kilku kupców na małą wyspę gęsto zarośniętą muszkatołowcami...”

Przyznam, że nie spodziewałam się, że książka dostarczy tak wiele satysfakcji, radości i wiedzy. Z ogromnym zaciekawieniem zagłębiałam się w treść. Wiele informacji znałam wcześniej, ale większość stanowiła dla mnie nowość. To nie tylko kompendium wtajemniczenia w krążenie przypraw po świecie, ale też ogrom ciekawostek, bliskich skojarzeń, fragmentów historii. Niewątpliwie przyprawy zmieniły oblicze świata w ludzkiej ocenie, znacząco wpłynęły na dzieje naszego gatunku, przyczyniły się do nawiązania globalnych handlowych więzi, stały się przyczyną wielu krwawych konfliktów, były źródłem ogromnych poświęceń w imię ich zdobycia i bogactwa z nim powiązanego. Historie z nimi powiązane wciągają niesamowicie.

Thomas Reinertsen koncentrował się na głównych drogocennych wonnościach, do których należą imbir, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki i pieprz. Poświęcał im wiele miejsca w publikacji, wciągająco opowiadał o ulepszaczach jedzenia, dla których ludzkość gotowa była przemierzać kontynenty. Niektóre z przypraw zdobyć można było tylko w jednym miejscu, regionie i państwie. Uprawy innych zajmowały większy obszar, ale kwintesencja smaku charakterystyczna była dla położenia geograficznego. Autor opisywał indywidualny wygląd przypraw, indywidualne smaki, rdzenne miejsca, lecznicze właściwości, powiązania z legendami, opowieściami, religiami, osobami i wydarzeniami, oraz wpływ na ekskluzywność potraw, status społeczny i prestiż władzy. Przytaczał fragmenty literatury, pieśni i wypowiedzi traktujące o poprawiaczach smaku dań. Zaimponowało mi bogactwo różnorodnych form opisu i zobrazowania przypraw. Fenomenalnie dobrana i opracowana oprawa graficzna. Zdjęcia, ilustracje, ryciny, miedzioryty, mapy i obrazy, z dalekich i bliskich czasów, jako świadectwa mocy i magii oddziaływania przypraw na człowieka, pragnienia ich posiadania, gotowości do wyścigu o zdobycie, a nawet bezpośrednich walk. Zadziwiające, jak wiele zmian doszło w biegu historii przez uzyskanie dostępu do drogocennych wonności, pożądanych afrodyzjaków, leczniczych składników, świadectw dobrobytu.

Książka cechowała się nie tylko zajmującym tekstem, przyjemną dla oka grafiką, uszczegółowioną wiedzą, ale także logicznym podziałem na rozdziały, przyjazną narracją i możliwością zajrzenia w różne miejsca na ziemskich globie. Przygoda czytelnicza zdecydowanie warta poznania, w wolnych chwilach, rozdział za rozdziałem lub w dowolnej kolejności, na chybił trafił albo kierując się przyprawowymi preferencjami. Jakie historyczne incydenty, strefy klimatyczne, niezwykłe wyprawy morskie, imponujące miasta portowe, rozległe sieci handlowe, kryły się za wonnymi składnikami współczesnych potraw? Rozglądam się za innym tytułem Thomasa Reinertsena również zapowiadającym się na pasjonującą lekturę, czyli „Teatr świata. Mapy, które tworzą historię”.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 408 stron, premiera 22.11.2023 (2021), tłumaczenie Maria Gołębiewska-Bijak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 3 czerwca 2024

DEMON COPPERHEAD

BARBARA KINGSOLVER

„Najsampierw wziąłem i się urodziłem. Na miejscu zebrało się akurat sporo gapiów i potem zawsze mi powtarzali, że co jak co, ale to ja odwaliłem najgorszą robotę, bo moja matka...”

Genialna powieść, fantastyczna przygoda, satysfakcjonujące spotkanie. Trudno poprzestać jedynie na tym jednym zdaniu opisu wrażeń jakie „Demon Copperhead” wywołał w moim sercu i wyobraźni. Nie pamiętam już kiedy miałam do czynienia z tak rewelacyjnie napisaną książką, nie tylko od strony narracji, która spełniała wszystkie moje oczekiwania, lekko i swobodnie niosła, prezentowała piękny styl doboru dźwięku i znaczenia słów, ale też od rozbudowanej, szalenie wciągającej i przyjaźnie intrygującej zawartości merytorycznej. Pomimo swojej objętości powieść poddała się szybkiemu tempu niecierpliwego poznawania. Nie tyle polubiłam, co wręcz pokochałam głównego bohatera, istotę z krwi i kości, wyjątkowo prawdziwą i przekonującą, z pożądanie rozbudowaną wewnętrzną psychiką, uwzględniającą nie tylko różnorodne odcienie przeżyć dzieciństwa, ale również dojrzewania w trudnych i wymagających okolicznościach. Druga część książki straciła nieco na powiewie świeżości w porównaniu z pierwszą, ale i tak znakomicie się przy niej bawiłam.

Głos Damona Fieldsa, poznanego praktycznie jako sierotę, przemawiał do mnie w naturalny sposób, stał mi się bardzo bliski, gdyż był pełen realnych emocji i klarownych myśli, co nie znaczy, że pozbawiony dramatyzmu, często osładzanego dobrym humorem. Byłam pod ogromnym wrażeniem jak Barbara Kingsolver intuicyjnie i atrakcyjnie zachęcała czytelnika do odbioru historii zwykłego, a jednak niezwykłego chłopaka, tworzyła pomost porozumienia z jego przeżyciami, wciągała do świata kluczowej postaci, pełnego wad, przemocy, uzależnień, także przyjaźni, miłości i szans. W następnie skłaniała do refleksji na różnorodne aspekty losu i przeznaczenia, wpływu społecznego środowiska na tożsamość człowieka, możliwych lustrzanych odbić człowieczeństwa. Zewnętrzna bieda zapomnianego miejsca przeplatała się z bogatym światem wewnętrznym bohatera, niespełnione oczekiwania napotykały nadzieję, zaś walka o przetrwanie udowadniała swoją wartość, a przeszłość rzucała cienie i światło na teraźniejszość. Znakomite tłumaczenie Kai Gucio, spójne operowanie słowem i cudowne oddanie klimatu powieści. Gorąco zachęcam do chwycenia za „Demona Copperheada”, zagwarantował moc silnych przeżyć, interesujące spojrzenie na współczesną Amerykę, a jednocześnie czytelniczą zabawę na najwyższym poziomie. Nagroda Pulitzera 2023 w pełni zasłużona.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 604 strony, premiera 11.10.2023 (2022), tłumaczenie Kaja Gucio
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 17 maja 2024

ULOTNE PRAGNIENIA

DONNA LEON

KOMISARZ BRUNETTI tom 30

„Zbyt łatwo było odczytywać historię zgodnie z własnym upodobaniem, widzieć w działaniach ludzi i kultur dawno minionych to, co chciało się widzieć.”

Lubię wchodzić w klimaty serii o komisarzu Guido Brunetti, chociaż to kryminały, to jednak lekko i przyjemnie się przy nich relaksuję, a co równie wygodne, każdy można czytać niezależnie od pozostałych. Donna Leon znakomicie kreuje obyczajową otoczkę, z postaciami cechującymi się wyrazistością i prawdziwością, prawdopodobnymi i życiowymi fragmentami codzienności. Co prawda, jak na mój gust, nieco za dużo opisów drinków i jedzenia, czasami ma się wrażenie, że Guido tylko smakuje i delektuje się nimi zamiast pomyśleć o detektywistycznej zagadce do rozwiązania, ale przecież taka właśnie między innymi jest natura Włochów, celebracja apetycznych kąsków potraw, pysznych łyków drinków i kawy. 

Powieść mało nasączona intrygą kryminalną, coś się dzieje, przypomina o sobie w rozdziałach, ale ma się wrażenie, że ochoczo usuwa się na drugi plan, kiedy do głosu dochodzi Wenecja. Właśnie niesamowite oddanie klimatu miasta na wyspie, nie tylko od strony turystycznej, ale codziennego funkcjonowania stałych mieszkańców, rozsiewa czarujący urok. Powstaje wrażenie, że faktycznie się tam przenosimy, spacerujemy wąskimi chodnikami poprzecinanymi licznymi mostami, zaglądamy na reprezentacyjne place i do zabytkowych kościołów, zatrzymujemy się przy kafejkach i gościmy w restauracjach. Autorka ukazuje, że chociaż w oczach odwiedzających Wenecja to niemal magiczne miasto, to miejscowi borykają się z licznymi wyzwaniami, w tym między innymi postępującą dewastacją z powodu masowej obecności chętnych jego poznania. 

Podobają mi się nieco cyniczne komentarze do weneckiej rzeczywistości padające z ust Brunettiego. Ciekawie prezentują się rodzinne rozmowy przy stole, ukazanie młodego pokolenia budującego pogląd na świat, uświadamiającego sobie odcienie szarości w odłamach życia. Duch Wenecji przenika do śledztwa, prowadzonego z uwzględnieniem specyfiki miejsca, dotyczącego ciężko rannych młodych Amerykanek podrzuconych na pomoście szpitalnym dla karetek. W drodze ku prawdzie pojawiają się nowe aspekty, przerażające i alarmujące, wzbudzające sprzeciw i gniew. Mroczna odsłona Laguny Weneckiej skrywa tajemnice, kładą się długim cieniem na weneckich kanałach, zaś dotarcie do zamaskowanych źródeł nie jest łatwe. Brzegi kartek książki zdobi wzór bazujący na odcieniach czerwieni, coś dla miłośników kolekcjonerskich wydań, ładnie się prezentuje i wpasowuje się w klimat przygody czytelniczej.

4/6 – warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 292 strony, premiera 06.03.2024 (2022), tłumaczenie Marek Fedyszak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 16 maja 2024

MELMOTH

SARAH PERRY

„Patrzy i wiecznie czeka.”

Nierówna propozycja czytelnicza, były momenty, że bardzo mi się podobała, ale za chwilę, za sprawą nie do końca trafionej argumentacji, mój entuzjazm topniał. Sarah Perry zdecydowała się na ciekawą, chociaż niełatwą, prezentację frapującego pomysłu na fabułę z wiodącą melodią ludzkich win, wyrzutów sumienia i prób zamaskowania poczucia winy. Każdy z nas wstydzi się pewnych zachowań, do których w jego życiu doszło, lub niekorzystnych postaw, które pomimo upływu lat nie dają spokoju. Odkupienie w oczach innych nie zawsze pokrywa się z odkupieniem wobec siebie samego. Trudną sztuką jest wybaczyć samemu sobie, rozliczyć się z niewygodną dla sumienia przeszłością, zamknąć rozdział nieprzyjemnych odczuć i wejść z wyczyszczoną kartą w kolejny etap życia. Co ciekawe, dla jednych pewne zdarzenie, nienoszące nawet śladów przemocy, może okazać się mega obciążające, dla innych, ten sam incydent nie przyniesie większego, lub nawet żadnego zakłopotania. Rozliczamy się według własnej hierarchii wartości, przysposobionych etycznych wytycznych, indywidualnego poczucia sprawiedliwości. Przewinienia niczym długi cień ciągną się za człowiekiem, dopóki nie uda się odważnie stanąć z nimi do konfrontacji.

Autorka prowadziła czytelnika tropem czegoś niesamowitego, niepokojącego, nieuchwytnego i nienamacalnego. Wprowadziła do akcji kilka frapujących psychologicznych aspektów, w które entuzjastycznie wchodziłam głębiej, poszukiwałam wyjścia dla bohaterów, zaznajamiałam się z charakterami i przeżyciami. Spodobała mi się gotycka melodia grozy delikatnie rozbrzmiewająca w tle, czasem dochodząca do pierwszego głosu, ale zawsze skrywająca się za kotarą trwogi, niepewności i niezwykłości, a przy tym intensyfikująca swoją obecność. A wszystko zaczęło się od intrygującego listu, który wyzwolił dramatyczny splot okoliczności. Tajemnice skryte w osobliwej księdze, dzienniki odwołujące się do grzechów i dziwna sprawiedliwość wymierzanych wyroków. Wchodziłam w blask znacznie bardziej przerażający od mroku, czułam jak wszystko zasyca złowroga ciemność, przyglądałam się jak materializowało się to, co najgorsze w ludzkich sercach, dostrzegałam najsmutniejsze i najpotworniejsze wyobrażenia. Perry prezentowała sugestywny styl narracji, zajmującą z niepokojącym brzmieniem historię o nas samych, tego, co za wszelką cenę chcemy ukryć nawet przed sobą, do czego nie przyznajemy się nawet pod presją czasu, skazując się na obecność czegoś przeklętego i obarczonego samotnością. Zmusiła Helen Franklin do stanięcia na wprost własnych obaw i lęków, obsesji przyjaciela i wrogości sąsiadki, kalectwa bliskiej osoby i manii ogarniającej staruszka. Czy nierozliczone przewinienia mogą doprowadzić do tragedii? Czy zawsze oswojenie występków przynosi ukojenie?

4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 270 stron, premiera 26.07.2023 (2018), tłumaczenie Agnieszka Wilga
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 15 maja 2024

STOS

GYÖRGY DRAGOMÁN 

„...jeśli coś znika z naszej świadomości, zostaje na zawsze wymazane ze świata, z przeszłości.”

Przyznam, że nie spodziewałam się, że będzie to tak urocza i przejmująca przygoda czytelnicza, pełna chwytających za serce kontrastów, w której dramat mieszał się ze szczęściem, powaga sytuacji ze szczyptą humoru, a nade wszystko nieuchwytna magia ze zwykłą rzeczywistością. Powieść przeniosła w świat wypełniony rodzinnymi tajemnicami, winie wymykającej się przypisaniu, małomiasteczkowymi osądami, oraz bolesnymi ranami jątrzącymi ludzką świadomość poczuciem winy, brakiem umiejętności cieszenia się wolnością, chwiejnymi krokami stawianymi po upadku komunistycznego ustroju, generalskim kulcie i wypaczonym ideologicznym spojrzeniem. Niepewność, niedowierzanie, pragnienie odwetu i wymierzenia sprawiedliwości w społecznej skali, ale i jednostkowe dramaty. Trzynastolatka, pół roku po wypadku samochodowym rodziców, trafia do jedynej żyjącej krewnej, o której wcześniej nie miała pojęcia. Babcia Emmy przygarnia ją do siebie, do więcej niż trochę osobliwego świata, jednocześnie zakotwicza w nowym miejscu, pełnym plotek, pomówień i krzywych spojrzeń.

Wraz z dziewczyną powoli przemierzałam drogę trudnego dojrzewania, budowania kobiecości, odnajdywania tożsamości, wiary w siebie i własne umiejętności, konfrontacji z niesprawiedliwym ludzkim osądem, lekcją brania życia w swoje ręce. Zadziwiała mnogość odgałęzień od głównego toru toczącej się fabuły, nie zawsze z podaniem wprost wyjaśniającego naświetlenia kierunków, György Dragomán wyśmienicie sobie z tym poradził. Kiedy na chwilę odwracał się uwagę od trzonu wciągającego scenariusza zdarzeń, wydawało się, że to niepotrzebny przerywnik, a jednak po chwili doceniało się jego atrakcyjne przyciąganie. Wręcz namacalnie odmalował szeroką paletę emocji, zgrabnie wplątywała się w czytelniczy odbiór. Jeśli jeszcze chciałam pójść ścieżką symbolicznych skojarzeń, opisywane przeżycia nabierały dodatkowego kolorytu. Scena z ratowaniem mrówek na długo zapadnie mi w pamięci, wiele materiału do interpretacji, albo jak kto woli, prostego bezpośredniego przekazu, w którym przebijała się prawda o człowieku. Ode mnie zależało jak chciałam do niej podejść. Jeśli lubicie nieszablonowe powieści, idące nieco pod prąd, frapująco zaskakujące, wędrujące na granicy realizmu i magii, z dopracowanym tłem w nurcie rozliczenia z historią, to „Stos” spełni oczekiwania, przyniesie satysfakcję nieoczywistego poznawania.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 324 strony, premiera 31.05.2023, tłumaczenie Karolina Kacorzyk
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 13 maja 2024

PRZYPADKI I WPADKI DYPLOMATY

JACEK KLUCZKOWSKI

„Chciałbym, żeby książka przybliżyła Czytelnikowi funkcjonowanie świata polskiej polityki i dyplomacji w latach 1995-2010 oraz ukazała mniej znane epizody z ówczesnych relacji Polski i Ukrainy."

Propozycja czytelnicza warta wzięcia pod uwagę, zwłaszcza przez osoby zaangażowane w polską politykę i dyplomację, pracujące w szeroko rozumianych mediach, chcące poznać z nieco innej niż obiegowej wersji niektóre publiczne osoby, a także zainteresowane ukraińską historią, rzeczywistością, zmianami gospodarczymi, politycznymi, kulturalnymi i społecznymi w tym kraju. Jacek Kluczkowski szczegółowo wchodzi w obszar własnych wspomnień dotyczących wschodnich spraw. Posiłkuje się zapiskami, ale i tak podziwiam niezwykłą pamięć. Bogate relacje ze spotkań, jak najwierniejsze przedstawienia wydarzeń, zebrane towarzyszące komentarze, myśli i refleksje. Bardzo ciekawy fragment książki poświęcony jest współpracy z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim w zakresie pisania przemówień. Można od zaplecza zorientować się, na czym polega anonimowe tworzenie tekstów dla innych, z czym się wiąże i jak może przebiegać. I ten szczególny dreszczyk emocji, kiedy słyszy się skomponowane przez siebie treści i przekazy a upubliczniane ogółowi. Przy profesjonalnym podejściu do zadań pisanie staje się sztuką, często nawet misją. 

Praca ambasadorska również powiązana jest z wieloma niełatwymi wyzwaniami, wymaga szerokiej wiedzy, wyczucia czasu, miejsca, chwili i potrzeb. Można zadać zbyt szczere pytanie, aby na kilkanaście lat zerwały się stosunki z wybraną osobą. Często pomimo dołożonych wszelkich starań nie da się uniknąć mniejszych lub większych wpadek, jedne przemilczane, inne wygaszone. Polityka i dyplomacja rządzą się swoimi prawami, podlegają dynamicznym zmianom, ciężko wbić się we właściwe trendy, dokonać trafnych spostrzeżeń, uniknąć fałszywych informacji. Nie wybrałabym dla siebie takiej ścieżki kariery, jaką przebył autor, jednak z zainteresowaniem poznaję przebieg i swoiste jej podsumowanie. Począwszy od pierwotnych zamierzeń naukowych wiele się w niej dzieje. Pozwala na zebranie ciekawego doświadczenia zawodowego. Przynosi życiową satysfakcję. Czuje się, że Kluczkowski z entuzjazmem do niej podchodzi, podąża tropem własnych wyborów wartości, prezentuje subiektywne spojrzenie, ale jednocześnie stara się obiektywnie podchwytywać fakty, osoby i zdarzenia. Spotkanie z książką zaliczam do udanych, wspomnienia dopełniają oficjalny obraz polskiej polityki i dyplomacji, również w zakresie polsko-ukraińskich relacji. Publikację wzbogacają zdjęcia, chociaż nie ma ich wiele, to są obrazowym świadectwem uczestnictwa w przybliżanych wydarzeniach.

4.5/6 – warto przeczytać
autobiografia, 482 strony, premiera 15.10.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 12 maja 2024

ŻYWE TRUPY

GEORGE A. ROMERO, DANIEL KRAUS

„Strach przed śmiercią… nie miał nic wspólnego z umieraniem, a wszystko z tym, że nie było się w stanie właściwie żyć.”

Od czasu do czasu lubię przygody czytelnicze z udziałem zombie, surrealne i abstrakcyjne, intrygująco stymulujące wyobraźnię, dostarczające mocnych emocji, pozwalające zrelaksować się w postapokaliptycznym klimacie. Entuzjastycznie sięgnęłam po „Żywe trupy” licząc na lekką rozrywkę w mrocznej odsłonie. Książka zapewniła znacznie więcej niż przypuszczałam, a co zadziwiające, na każdym kroku zmuszała do ciekawych refleksji o naturze człowieka, jednostkowej, zbiorowej i społecznej postawy wobec ekstremalnego niebezpieczeństwa i groźbie wyginięcia gatunku ludzkiego. 

Chętnie głęboko zaglądałam w dusze nie tylko ludzi, ale również zombie. Skrajnie odmienne perspektywy spojrzenia na świat, jednocześnie niejako lustrzane odbicia jestestwa i ewolucji. Z jednej strony człowiek pochłonięty zwykłą codziennością, goniący za dobrami materialnymi, ukazujący fałszywe oblicze w social mediach, zatracający umiejętność bezpośredniego społecznego komunikowania się i kwestionowania prawdziwości otrzymywanych informacji. Z drugiej pozbawiony życia zawzięty agresor, pozornie bez umiejętności uczenia się, preferujący grupową aktywność, bezkompromisowo dążący do celu, kierowany silnymi wewnętrznymi impulsami bez znajomości znaczenia. Frapująco odkrywałam to przeznaczenie, wiele wątków fabuły prowadziło do jego poznania, z mnóstwem wyzwań postaci zmuszone były zmierzyć się. 

Znakomicie podane satyryczne spojrzenie na uzależnienie współczesnej amerykańskiej, chociaż nie tylko, cywilizacji od mediów, miałkich informacji, bezrefleksyjności myślenia, amatorstwa w zakresie wyciągania wniosków, tolerowania nijakich polityków, dziennikarzy, celebrytów, plotkarzy, goniących za sensacją. Dominacja sztuczności, fałszywości, próżności i reklamiarstwa. Widoczna obecność uprzedzeń, nietolerancji, dyskryminacji i rasizmu. Rozpisując rozpoczętą przez George’a A. Romero powieść, Daniel Kraus na przykładzie reprezentantów różnych środowisk przeprowadzał przez losy bohaterów stojących wobec totalnej zagłady, pewności śmierci, maksymalnego wykorzystania pozostałego im czasu. Czy wówczas zmieniały się systemy wartości, stosunek do bliskich, definiowanie siebie, zasady oferowania pomocy innym? 

Podobało mi się ujęcie przygody ze zmartwychwstałymi zmarłymi, wkraczającymi do wielkich metropolii, funkcjonującymi w małych miasteczkach, obejmujących w posiadanie rozległe i dzikie tereny. Pracownica urzędu statystycznego, patolog, nastolatka, producent medialny, prezenter, kapelan, wojskowy, pilotka, muzyk i inni. Doceniłam skoki między jednostkami czasowymi. Chociaż wiele się działo, momentami dynamicznie, sceny często zmieniały scenerię, to nie pogubiłam się, wszystko zręcznie i zgrabnie się ze sobą łączyło i przenikało, co więcej potrafiło zaskoczyć przebiegiem i wydźwiękiem zdarzeń. A zaczęło się od od 10/23 i Johna Doe, w prosektorium w San Diego, od pierwszej walki o niewpadnięcie w szaleństwo. Wystarczająco dużo małych zmian składało się na dużą zmianę, ostrzeżenie o oczyszczaniu Ziemi ze zła i dzikości, planety torturowanej przez pół tysiąclecia, która dostrzegła szczelinę i wykorzystała ją do odnowy.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
horror, 868 stron, premiera 23.04.2024 (2020), tłumaczenie Mariusz Warda, Robert P. Lipski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

sobota, 27 kwietnia 2024

ŚWIATŁOŚĆ W SIERPNIU

WILLIAM FAULKNER

„Pamięć wierzy, zanim umysł sobie przypomni. Wierzy dłużej, niż pamięta, nawet dłużej, niż umysł wątpi.”

Trochę trwało zanim oswoiłam się ze stylem narracji, początkowo wydawał mi się mało przejrzysty, może nawet trochę na wyrost, ale z czasem nabrałam do niego przekonania, wpasował się w klimat powieści, zręcznie dopasowywał puzzle złożone głównie z fragmentów wspomnień. Liczyłam, że więcej będzie się działo, w mniejszym stopniu zmuszona będę do wsłuchiwania się w samych bohaterów, ale i do tego w miarę przewracania stron książki przemogłam się, i kiedy to nastąpiło, lektura sprawiała coraz większą przyjemność.

Zło niejednoznaczne w swojej odsłonie, jakby bierne wobec wysuwanych wobec niego roszczeń, niejako narzucone z góry przez stereotypowe przypisanie, rasistowskie pojmowanie, mniej lub bardziej skrywaną wrogość. Spojrzenie oczami Południa Stanów Zjednoczonych, Ameryki lat trzydziestych naznaczonych brutalnym rasizmem, fanatyzmem religijnym, zbliżającym się końcem prohibicji, skutkami wielkiego kryzysu gospodarczego, na Lenę, wędrującą ciężarną białą kobietę i Joe Christmasa, zagadkowego mężczyznę o nieokreślonym na pierwszy rzut oka pochodzeniu, Hightowera, duchownego, Byrona, pracownika tartaku, Burden, samotnej kobiety. Ludzkie losy nieodmienne splecione przybrudzonym sznurem psychicznych wad i kalectwa, jeśli nawet nie prawdziwych to przyszytych przez ciasne ramy ujednolicenia. 

Wymykanie się społecznemu prądowi i głębokie wchodzenie w samotność, posłuszeństwo wobec przeznaczenia i asymilacja małomiasteczkowej mentalności. Wskazywanie na zewnętrzne okoliczności jako źródła niezrozumienia, obojętności, nieszczęścia i izolacji, a tak naprawdę, ucieczka od siebie samego, pomijanie wewnętrznego głosu, narzucanie sobie ograniczeń, brak wiary we własną wartość, sprowadzanie fatum do roli winowajcy za niepowodzenia i przegrane. Nieświadomość własnej świadomości, bierność wobec oczekiwanej aktywności, sztuczność wypierająca autentyczność. Rzut oka na człowieczeństwo przez soczewkę przeszłości, ale czy na pewno? A może wciąż jak najbardziej aktualne zagadnienia społecznej kondycji człowieka? Nie ukrywam, że tytuł poznawałam w rozciągniętym czasie, powracałam do niego w chwilach potrzeby czegoś wysokiego lotu, satysfakcjonująco wartościowego i w pewnym stopniu melancholijnego, podszytego nutą mrocznych cieni. Mocna propozycja czytelnicza, dla ambitnych odbiorców, chętnie podejmujących tematy do snucia refleksji.

4.5/6 – warto przeczytać
klasyka, 538 stron, premiera 23.09.2023 (1932), tłumaczenie Piotr Tarczyński
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 26 kwietnia 2024

KOMPANIA X

TAJNA JEDNOSTKA ŻYDOWSKICH KOMANDOSÓW PODCZAS II WOJNY ŚWIATOWEJ

LEAH GARRETT

„Ich historia to niezwykłe świadectwo ludzkiej zdolności do mierzenia się z największymi wyzwaniami bez tracenia z oczu wyższego celu… naprawy głęboko zepsutego świata.”

Z ogromnym zainteresowaniem poznawałam publikację, tematyka żydowskich komandosów służących w tajnej jednostce brytyjskiej mocno mnie pochłonęła. Po stronach książki mknęłam prowadzona frapującymi scenariuszami życia, z jednej strony pełnymi tragedii i dramatów, z drugiej nasyconych odwagą i determinacją. Leah Garrett zaprezentowała przyjazny styl narracji, zgrabnie wiodący po opisach i przytaczanych faktach, uwzględniający wymaganą szczegółowość, bez niepotrzebnych powtórzeń i wtrąceń. Logiczne przedstawienie materiału, udanie ujęte w nieco przygodowe ramy, a nawet sensacyjne nuty, wspomagało poznawanie tego, co przeżywali przywoływani od zapomnienia ludzie. Satysfakcjonująca forma ukazania portretów prawdziwych ludzi, bohaterów z krwi i kości, targanych ogromnymi emocjami, kierowanych potrzebą przywrócenia wiary w człowieczeństwo, starających się wyplenić zło ze świata. 

Odtajnione dokumenty wojskowe, dzienniki działań bojowych, prywatne zapiski i rodzinne materiały członków kompanii X, najważniejszego tajnego oddziału brytyjskich komandosów, tajnej siły uderzeniowej, wyborowej jednostki, stały się źródłem informacji wymaganych do napisania publikacji. Okazały zestaw wspomnień i pamiątek. Począwszy od prześladowań żydowskiej ludności przez nazistów, nękania, szykanowania, krzywdzenia, aresztowania, zsyłania do obozów. Wszechobecny antysemityzm pozbawiający ludzi życia, wolności, godności, mienia, dostępu do edukacji i swobodnej codzienności. Fala żydowskich uchodźców do Anglii w poszukiwaniu azylu i kolejne zderzenie z dyskryminacją i izolowaniem w obozach. Wreszcie Korpus Pionierów, a potem wymagana zamiana tożsamości, przyjmowanie wojennego pseudonimu, liczne ekstremalnie wymagające szkolenia. Na koniec, udział w skrajnie niebezpiecznych kampaniach i akcjach. 

Niewiarygodne, jak grupa wyselekcjonowanych żydowskich uchodźców z Niemiec, Austrii i Węgier zdołała po dramatycznych przeżyciach nadać nowy sens egzystencji i z uporem wiedzionym nienawiścią wobec nazistów, pragnieniem zemsty, podążała w kierunku osobistej misji w ramach elitarnego oddziału. Francja, Sycylia, Włochy, Grecja, Jugosławia, Albania, Holandia i Belgia. Wszędzie wykazywali się wyjątkową odwagą, niezłomnością, sprytem, entuzjazmem, inteligencją, zdyscyplinowaniem, zimną krwią, biegłością w zaawansowanych technikach walki, sabotażu i kontrwywiadu. Po wojnie aktywnie uczestniczyli w denazyfikacji i gromadzeniu dowodów oskarżenia zbrodniarzy przed międzynarodowym trybunałem. Autorka przeprowadziła rozmowy z członkami rodzin komandosów, ukazała życie kompanii X po chaosie, radzenie sobie z traumą wojenną i zwykłą codziennością. Publikacja z przydatnym indeksem, zestawieniem przypisów, załącznikiem z profilem najważniejszych osób, zdjęciową wkładką.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, historia, 336 stron, premiera 23.01.2024 (2021), tłumaczenie Jan Szkudliński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 25 kwietnia 2024

KORNIK

LAYLA MARTINEZ

„Kiedy przekroczyłam próg, dom rzucił się na mnie...”

Nie do końca miałam sprecyzowaną ocenę przygody czytelniczej. Z jednej strony zaskoczyła na plus nieszablonowością i oryginalnością, z drugiej sprawiła wrażenie za bardzo wydumanej i sztucznej. Pomysł przedstawienia stosunkowo niedawnej historii i klimatu życia zwykłych mieszkańców Hiszpanii, będącej niejako preludium drugiej wojny światowej, w obrazie domu nieposkromionego łakomstwem ludzkich dusz, skrywającego długie i mroczne cienie, bezpośrednio grożącego chaosem, niebezpieczeństwem i domagającego się ofiar, przyjęłam z entuzjazmem. 

Posępna muzyka wybrzmiewająca zza ścian, podrygująca w samoistnym ruchu drzwi i okien, zakładająca pułapki na domowników, działała na wyobraźnię odbiorcy. Żyjący w pewnym sensie własnym losem budynek był świadkiem egzystencji trzech pokoleń kobiet, od dzieciństwa obarczonych wspólnym poczuciem winy, którego za nic nie dawało się wyplenić. Spłacanie długów poprzedniczek, dokładanie własnych do puli nieszczęść, pozwalanie na zarośnięcie dusz chwastami, sprawiało, że momentami krótka powieść wpadała w aurę thrillera naznaczonego brutalnością wewnętrznych zmagań przy chłodnej obserwacji z zewnątrz. Gdyby nie tematyka konfliktu przewijająca się po pokojach i korytarzach, mogłam odnieść wrażenie, że jest w tym swoista dawka magii, nawet przyciągająca surrealistyczną formą. 

Jednak, jak dla mnie, za dużo było nierealności w myśleniu bohaterek. Łapałam się na tym, że wczytując się w dwutorową narrację czułam ogromny ciężar grzechów i przewinień, nieodwracalnie intensyfikującą się gęstość niemocy wyrwania się ze szponów autodestrukcji i wszechobecnej zdrady, a do tego zaściankowej zawiści i krzywdzących spekulacji. „Kornik” przygnębiał i przytłaczał, podążałam depresyjnym szlakiem kobiet, ale nie poczułam zachęty do snucia refleksji. Mrocznej natury człowieka za nic się nie zmieni, pozostaje trwała bez względu na czas, miejsce i okoliczności. Rozumiałam przesłanie autorki, niejako wdrukowania w losy następczyń własnych błędów i owianego zgniłą czernią politycznego spadku, lecz nie do końca przekonało rozpisanie akcji na wciąż jątrzące się rany, bez względu na zastosowane medykamenty nadal rozliczające z prawdą, na upływ czasu niewiele zmieniający w brzmieniu ludzkich sumień. 

Zerknij na pozostałe książki z ujmującej serii z żurawiem, teraz Bo.wiem ("Współrzędne tęsknoty", "Księżniczka Bari", "Dziennik pustki", "To nie ja", "O zmierzchu", "Ona i jej kot", "Kobieta w Fioletowej Spódnicy", "Kwarantanna", "A gdyby tak ze świata zniknęły koty?", "Perfekcyjny świat Miwako Sumidy", "Stacja Tokio Ueno", "Pszczoły i grom w oddali", "Sztormowe ptaki", "Budząc lwy", "Kwiat wiśni i czerwona fasola", "Cesarski zegarmistrz", "Tygrysica i akrobata", "Krótka historia Stowarzyszenie Nieurodziwych Dziewuch", "Ślady wilka", "Kot, który spadł z nieba", "Dziewczyna z konbini"). Cieszą kształtem historii, nietuzinkową atmosferą, dotykaniem duszy, bogatym materiałem do refleksji. Magnetycznie przyciągają, fantastycznie wyciszają, przyjaźnie towarzyszą w myślach przez dłuższy czas. Zatrzymują chwile codzienności, pozwalają zajrzeć w głąb siebie i uchwycić to, co w życiu najważniejsze.

4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 126 stron, premiera 15.02.2024 (2021), tłumaczenie Maja Gańczarczyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

środa, 24 kwietnia 2024

ROSYJSKA MISJA

ZAPOMNIANA OPOWIEŚĆ O TYM, JAK AMERYKANIE URATOWALI ZWIĄZEK SOWIECKI PRZED UPADKIEM

DOUGLAS SMITH

„ARA pomogła ustabilizować kraj balansujący na krawędzi przepaści, a tym samym umożliwiła sowieckiemu reżimowi umocnienie władzy.”

Interesująco zagłębiałam się w tematykę poruszaną przez Douglasa Smitha, tym bardziej, że zgrabnie prezentował materiał, stawiał na przejrzystość przekazów, proporcjonalnie odwoływał się do faktów i relacji uczestników. Wcześniej niewiele wiedziałam o nadzwyczajnej misji humanitarnej prowadzonej przez Amerykanów w Rosji od tysiąc dziewięćset dwudziestego pierwszego do trzeciego roku. Masowa klęska głodowa na Wschodzie pochłonęła miliony ofiar. Następstwo siedmiu lat wojny i rewolucji, represyjnych działań wobec chłopów ekstremalnie obciążonych podatkiem zbożowym, bezmyślnego okrucieństwa władz sowieckiego reżimu. W końcu, zawieszono ideologiczną dumę i wystosowano otwarty apel do świata o udzielenie pomocy. 

Autor nakreślał nie tylko tło wydarzeń intensyfikujących katastrofalną klęskę głodu, bezlitosne tłamszenie buntów i zamieszek, napływające fale uchodźców, którzy tak naprawdę nie wiedzieli dokąd zmierzali, ale również przybliżał sylwetki osób zaangażowanych w powstanie i działalność Amerykańskiej Administracji Pomocy, która pod przewodnictwem założyciela Herberta Hoovera, na masową skalę zareagowała na wezwanie do ratowania rosyjskich obywateli, zwłaszcza dzieci. Zdjęcia zamieszczone w publikacji unaoczniały z czym musieli mierzyć się wysłannicy ARA. Z obrazami skrajnej nędzy, wygłodzenia, apatii, porzuconymi ciałami tam, gdzie przyszła śmierć, z samobójstwami, morderstwami i kanibalizmem. Pomoc żywnościowa z czasem okazywała się niewystarczająca, aby pokryć zapotrzebowanie na ogromnych przestrzeniach i dla milionowej populacji. Amerykańska Administracja Pomocy poszerzała misję terenową i zadaniową, o pomoc medyczną, środki higieniczne, szczepienia, budowę dróg, wznoszenia mostów, udrażnianie systemów wodociągowych, nadzorowanie odbudowy fabryk, remonty szkół, zakładanie schronisk, noclegowni, żywienie dorosłych, pomoc dla naukowców i studentów. 

Ciekawym poruszanym aspektem była społeczna, fizyczna i psychiczna kondycja amerykańskich wolontariuszy, nieustannie narażonych na wycieńczenie z powodu pracy, objazdów po strefie głodu i załamania nerwowego wywołanego stresem. Intensyfikowało się prześladowanie przez sowieckie władze Rosjan pracujących dla ARA, krytyczna ocena organizacji i propagandowe zniekształcanie prawdy. Obraz Rosji początku lat dwudziestych dziewiętnastego wieku był przerażający, najstraszniejsza klęska głodu w historii kraju, niewyobrażalna skala nieszczęścia zwykłych ludzi doprowadzonych do śmiertelnej skrajności. Amerykańskim obserwatorom wydawało się, że obszar objęty klęską głodu ciągnął się bez końca, zakres potrzebnej pomocy ogromnie zaskakiwał. ARA wyżywiła jedenaście milionów ludzie, jej pomoc przynosiła wiele korzystnych skutków, jednocześnie spotykała się ze spiskowymi atakami w Rosji i USA. Publikacja warta poznania, wiele można się dowiedzieć o fragmencie historii niekoniecznie znanym szerszemu ogółowi, napisana przystępnym i przyjaznym językiem, wzbudzająca zainteresowanie faktami i nakłaniająca do refleksji o człowieczeństwie ponad granicami.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 356 stron, premiera 20.03.2024 (2019), tłumaczenie Łukasz Müller
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 21 kwietnia 2024

ATLAS SZTUCZNEJ INTELIGENCJI

WŁADZA, PIENIĄDZE I ŚRODOWISKO NATURALNE

KATE CRAWFORD

„Sztuczna inteligencja jest ideą, infrastrukturą, przemysłem, formą sprawowania władzy i sposobem widzenia świata; jest także manifestacją wysoce zorganizowanego kapitału, wspieranego przez rozbudowane systemy ekstrakcji i logistyki, z łańcuchami dostaw oplatającymi cały ziemski glob.”

Ciekawa propozycja czytelnicza, szerokie spektrum spojrzenia na sztuczną inteligencję, ukazanie powiązanych z nią zagrożeń dla ludzkości. Kate Crawford drobiazgowo podchodzi do wybranej tematyki AI, wchodzi w obszary warte uświadomienia i skłaniające do przemyśleń. Potoczne uważanie sztucznej inteligencji jako znakomitego dorobku gatunku ludzkiego, fenomenalny instrument pomocy i ułatwień, zderza się z krzywym obrazem pod pierwszą warstwą przypuszczeń, odbiciem zagrożeń o różnorodnym podłożu i ryzykiem dla postępu cywilizacji. Jak każdy instrument, może zostać wykorzystana w dobrej i złej wierze, do partykularnych celów i chwilowych korzyści. Postęp technologiczny domaga się podsycania ognia dynamizacji i ekspansji. Czy faktycznie ludzkość chce i zgadza się w to brnąć? A może trzeba zastanowić się nad niezamierzonymi implikacjami i nieprzewidywalnymi skutkami? Sztuczna inteligencja, chociaż cieszy się ogólnie pozytywnym wizerunkiem, wcale nie jest pozbawiona znaczących pułapek, w które już wpadamy.

Konstelacja interesów naukowych, ekonomicznych, historycznych, politycznych, kulturalnych i społecznych, ściśle związanych ze sztuczną inteligencją, jakby nie było sztucznym tworem, pozbawionym samoistności, naturalności bytu, wewnętrznej myśli, determinuje jej wykorzystanie, także w szkodliwym ujęciu, chociażby dominacji i dyskryminacji. Istoty myślące świadomie i podświadomie tworzą coś, co opiera się na jawności i formalizacji procesów, jednak przypisują temu moce kreatywności rozumowania przewyższającej nawet ludzką. Kate Crawford zwraca uwagę na konieczność zdawania sobie sprawy, że AI nie jest ani sztuczna, ani inteligentna, ale materialna z konstrukcją bazującą na różnych zasobach. W kolejnych rozdziałach autorka przybliża mechanizmy działania AI, miejsca narodzin globalnych sieci informatycznych, aspekt wykorzystywania pracowników w połączeniu z dotrzymaniem kroku algorytmom logistycznym, roli danych w uczeniu sztucznej inteligencji, wykrywania emocji, pogłębiania ucisku, stawania się przez AI narzędziem władzy państwowej, strukturą łączącą kapitał i siłę roboczą. Przedstawia sztuczną inteligencję jako złożony zestaw oczekiwań, ideologii, pragnień i lęków, ale także istotny czynnik kształtowania wiedzy i komunikacji. Sporo ciekawych informacji i naukowego spojrzenia.

Zerknij na pozostałe książki z pasjonującej serii bo.wiem, z kategorii #nauka, zaprezentowane na Bookendorfinie: "Superwulkany", "Szczepienia", "Wielka księga Marsa", "Teorie spiskowe", "Ryby mają głos", "Niedostosowani", "Najlepiej spożyć przed", "Prawdziwe fałszerstwa", "Motyle", "Supernawigatorzy", "Ukryty geniusz", "Szarlatani", "Homo hapticus", "Pierwsze znaki", "Mikrobiom", "Magia bioinżynierii", "Geniusz ptaków", "GPS mózgu".

4.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, sztuczna inteligencja, 336 stron, premiera 28.02.2024 (2021)
tłumaczenie Tadeusz Chawziuk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

niedziela, 14 kwietnia 2024

RZEKI, KTÓRYCH NIE MA

MACIEJ ROBERT

„Każda rzeka jest opowieścią, ale rzeka, której nie ma, jest opowieścią szczególną, bo tutaj wyobraźnia musi pracować na wysokich obrotach, tutaj trzeba czytać między wierszami.”

Tak jak podejrzewałam, książka dostarczyła przyjemnych wrażeń czytelniczych. Wiele się z niej dowiedziałam, z entuzjazmem podchwyciłam temat rzek, których nie ma, z zaciekawieniem podążałam ich szlakiem. Nie spodziewałam się, że aż tak szczegółowo można było wejść w poruszane zagadnienie, z miłością do płynącej wody, poznawaniem przebiegu potoków, dociekliwością historii rzeczek i spojrzeniem na działalność człowieka w obszarze rzek. 

Maciej Robert w bardzo przyjemnym stylu snuł opowieść o niewidocznych lub znikających rzekach. Sprawiał, że im więcej prezentował materiału, tym bardziej chciałam poznać więcej. Nie tylko podróże nad rzeki, rzeczki, strumyki, wyschłe kanały, ale również flirt ze sztuką, literaturą, wzmiankami o znaczeniu, kolorycie, skojarzeniu, emocjach powiązanych z rzekami. Wędrówki śladem wody i słowa, tego, co na mapach i w rzeczywistości, w kierunku świadectwa istnienia lub niewidoczności. Wyschnięte puste koryta skrywały przeszłość, którą frapująco odkrywałam. Niechciane rzeki ustępowały miejsca potrzebom miast, a przecież to właśnie one były źródłem powstawania wokół nich osad, z czasem zajmujących coraz większe przestrzenie.

Jako mieszkanka Łodzi skwapliwie czytałam o wielkomiejskiej tkance z perspektywy rzek zamkniętych w podziemiach. Wpadło kilka ciekawostek, o których nie miałam pojęcia, wiele elementów natychmiast budziło skojarzenia. Tropienie wymyślonych, nieistniejących, okresowych, ukrytych rzek miało smak odkrywania i niecodziennej przygody. Niesamowite, jak w nazwach ulic czy placów zachowała się pamięć miasta o rzekach. Łódka, Ner, Olechówka, Bzura, Jasień, Sokołówka, Augustówka, Bałutka, Łagiewniczanka, albo Karoloewska, Jasieniec, Wrząca. Dwadzieścia kilka łódzkich rzek, a przecież nie ma opcji, aby wybrać się na dłuższy spacer wzdłuż ich brzegów. Pierwszy zetknęłam się z mitem założycielskim powiązanym z Pabianką. 

Publikacja, na którą warto zwrócić uwagę, poznawać poprzez spokojne dawkowanie, zaglądać do przywołanych utworów, podchwytywać atrakcyjne wtrącenia, uważnie spojrzeć na plany miast, skonfrontować z wycieczkowym zmysłem obserwacji, podchwycić pasję zgłębiania rzecznych tajemnic. Najbardziej urzekła mnie część poświęcona Łodzi i okolicom, znakomicie się w niej odnalazłam, poczułam szczególny klimat paradoksalnej „królowej rzek”, nabrałam chęci prowadzenia samodzielnego śledztwa poszukiwania rzek, których nie ma. Mam wrażenie, że ten tytuł przyciągnie mnie ponownie, wiele w nim przyjemnej duchowej strawy.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, esej, 334 strony, premiera 05.07.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 4 kwietnia 2024

KRWAWY WIERCH

ARKADY SAULSKI 

DROGA SAMOTNEGO PSA tom 2

„Czasem wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu.”

I ponownie z zaciekawieniem wróciłam do Uniwersum Nipponu. Z każdą odsłoną wywoływało przyjemne odczucia podczas czytania. Niestety, ominęłam trzeci tom serii „Zapiski stali” (poprzedniki to „Czerwony Lotos” i „Pani Cisza”) i jeszcze nie zdążyłam nadrobić tego przeoczenia, ale podtrzymuję chęć poznania „Bitwy Nieśmiertelnych”. Lekko i swobodnie poczułam się w tomie otwierającym Drogę Samotnego Psa, czyli „Czarne miecze”, udało mi się szybko odnaleźć w nowej geograficznej rzeczywistości i powiązać z lotu ptaka ciekawe dzieje wcześniej poznanych terytoriów. 

Druga odsłona serii „Krwawy Wierch” zrobiła jeszcze lepsze wrażenie. Miałam poczucie większego dopracowania szczegółów fabuły i portretów bohaterów. Generalnie, wydawała się znacznie ciekawsza i bardziej udanie wyważona pod względem atrakcyjności wydarzeń, zwłaszcza opisów walk i przeżywanych przez postaci emocji. Mandukowie, dziki lud z zachodniego kontynentu pokrytego wielkimi stepami, wprowadzili do akcji intrygujący klimat podboju, walk i spisków. Z kolei, meandry dworskich zwyczajów pałacowych, pełne szeptów, knowań i prowokacji, sprawiły, że fabuła zagęszczała się w stronę tajemnic i sekretów. Góra Kiga-yama przywoływała niebezpieczną przygodę, jednocześnie dawała okazję do zajrzenia w przeszłość i połączenia z teraźniejszością, a wszystko w ramach zabójczej misji. Podobał mi się opis stolicy Nipponu, czułam, że faktycznie zawitałam do metropolii, wędrowałam ulicami w stronę serca Heian-Kyo w podziwie dla złożoności strukturalnej i bogactwa Miasta w Mieście, poznawałam skomplikowane koleje historii. 

Odpowiadała mi kreacja złego bohatera, poczułam więź i zrozumienie dla motywów kierujących działaniami. Znakomicie przybliżona sylwetka, tym bardziej, że uwikłana w muzyczną magię i strategiczną inteligencję. Pozytywnie odebrałam delikatnie poprowadzoną nić sympatii między Duchami, z wyczuciem uczuć i zależności, bez straty dla niezmiennego od wieków kodeksu żywej broni. Z mniejszym entuzjazmem przyjęłam obraz zamknięcia wojny, nie tego się spodziewałam, liczyłam na bardziej prawdopodobny scenariusz spraw toczących się wokół Date Masamune, trochę jakby autor poszedł na skróty. Jeśli macie ochotę na średniowieczną japońską przygodę z cieniami gwardii samurajów, wpływowymi władcami ziemskimi daimyo i zabójczymi właścicielami katan, a także z prastarymi i obdarzonymi mądrością stworzeniami, świętymi regaliami, czyli zwierciadłem, mieczem i klejnotem, zachęcam do sięgnięcia po serię Drogi Samotnego Psa. Odprężający relaks przy dynamicznych rytmach przebiegu opowieści o wybitnym żołnierzu szkolonym według ginącej sztuki czuwania nad życiem pana. Z niecierpliwą sympatią wyczekiwać będę trzeciego tomu.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 400 stron, premiera 16.02.2024
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 3 kwietnia 2024

PRZEZ BŁĘKITNE POLA

CLAIRE KEEGAN

„Irlandia nie jest już taka sama. Ludzie byli biedni, ale zadowoleni.”

Wciągnęłam się w twórczość Claire Kreegan, krótkie formy literackie przemawiały, dotykały wrażliwych strun ludzkiej duszy, w pewien sposób nawiązywały do poszukiwania sensu życia, ale też prześwietlały zwykłą codzienność bohaterów. Nie wszystkie opowiadania wybrzmiewały intensywnie, niektóre, przykładowo „Ciemne konie” nie nawiązały trwałej nici porozumienia, „Noc jarzębin” wydawała się zbyt przewidywalna. Jednak i one nadawały szczególny klimat książce. Chociaż tytuł „Powolna i bolesna śmierć” wskazywał na ciężką tematykę i myśl przewodnią, to okazał się niesamowicie lekkim zbiorem utworów, wdzięcznym i swobodnym. Nakłaniał do refleksji na temat bezpowrotnego upływu czasu, świadectw obecności materialnej i duchowej tych, co odeszli. Wiele nadziei na odmianę losu, chwytanie biegu spraw, zaczynanie czegoś od nowa, oddawanie się twórczości. Bardzo mi się podobał także „Prezent na pożegnanie”. Tym razem nie czterdziestoletnia kobieta, ale młoda dziewczyna, wyrywająca się ze szpon toksycznej rodziny, doświadczona wykorzystaniem przez ojca, skazana na obojętność matki, uciekająca w daleki świat przed trudną przeszłością, pozostawiająca za sobą bagaż złych doświadczeń. Wspaniałe ukazanie walki o siebie i ufności w nowe życie, pomimo lęku i rozterki. Wiele potrzeba siły, by wyrwać się ze szpon złego i podarować sobie szansę. 

Właściwie wszystkie opowiadania łączy poczucie straty, o różnym wymiarze, jak dzieciństwa, kogoś bliskiego, szansy, a nawet zmarnowanego życia, wymykającego się z rąk, opisanego w „Kapitulacji”. Często podejmowane decyzje okazują się niesłuszne, przytłaczające rezultatami, niedające wytchnienia, pogrążające w marazmie miałko upływających dni. Do głosu dochodzi samotność, wyalienowanie, niewpasowanie i niezrozumienie, nawet przez siebie samego. Poznawanie siebie łączy się niekiedy z koniecznością nabrania nowego kursu życia, oddalenia się od tego, co sztywno przywiązuje i zabiera wolność. Ale i w tym aspekcie nie opuszcza otucha powiązana ze zmianą i walką o siebie. „Córka leśnika” przedstawiała obraz nieudanego życia i namiastki marzeń, „Na skraju wody” weszła w nietolerancję, ból bycia nieakceptowanym, odwagę by zrobić coś wykraczającego poza oczekiwania innych. Albo wbrew wszelkim trudnościom, wątpliwościom, wspomnieniom niedającym się wymazać, rozdwojeniem pragnień, wciąż podążać ta samą drogą, mniej lub bardziej satysfakcjonującą, ale dobrze znaną i bezpieczną. Wszystkie opowiadania cechuje irlandzki klimat, surowy w obejściu, ale jakże umiłowany w sercu. Autorka sugestywnymi słowami przybliża jego charakterystykę i specyfikę, w tym mentalność rolniczej grupy społecznej, wyjątkowe przywiązanie do ziemi i wykorzystywanie najmniejszych nawet jej darów, oraz szacunek wobec tradycji i przeszłości, poczucie przynależności do miejsca i ludzi, proste w konstrukcji, ale niesamowicie silne, wręcz magnetyczne przyciąganie. Książka zapewnia sympatyczne zaczytanie, w refleksyjnym tonie, poprzez lot ptaka nad losami innych jednostek czytelnik zerka na własną dolę, postanowienia, pragnienia i osiągnięcia. Pozornie łatwo jest żyć w zgodzie z samym sobą, ale to naprawdę wymagająca sztuka, nie każdy zdaje z niej egzamin.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 202 strony, premiera 02.11.2023 (2007), tłumaczenie Dariusz Żukowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 2 kwietnia 2024

FURIA

[PRZEDPREMIEROWO]

ALEX MICHAELIDES

„Opowieść o pięknym błędzie, któremu przyświecała dobra intencja – a który doprowadził do śmierci...dość dobra metafora życia, czyż nie?”

Pierwsze spotkanie z twórczością Alexa Michaelidesa, w ramach spotkania z „Boginiami”, nie zaliczyłam do oszałamiających i mega zajmujących, jednak przebiegało w miłej i intrygującej atmosferze. Bardzo się ucieszyłam, kiedy poznając „Furię” znacznie intensywniej wbiłam się w przygodę czytelniczą. Widać było, że Alex Michaelides dokonał sporego postępu w pisaniu zwariowanych intrygujących powieści. Prezentacja treści okazała się atrakcyjna i wciągająca. Zwłaszcza pomysł z wyborem ciekawego narratora dobrze się sprawdził. Bawiłam się ekscytująco również ze względu na pokręconą fabułę, pełną licznych rozgałęzień, niedopowiedzeń podkręcających frapujące interpretacje postaw bohaterów z pierwszego i drugiego planu. Różnorodność postaci, chociaż powiązania wspólnym kluczem krążenia wokół byłej gwiazdy filmowej, przemawiała na korzyść ciekawie rozwijającej się historii.

Podobało mi się wniknięcie w wątki o podłożu psychologicznym, trudnego dzieciństwa i jego wpływu na tożsamość człowieka, tego, co w dorosłości wybiera, czym się kieruje, co go definiuje. Niepotrzebne były częste powtórzenia tego samego ujęcia powiązania charakteru i przeznaczenia, przedłużały akcję, tym bardziej, że za którymś razem niewiele już wnosiły do fabuły. Zawiodłam się na sporej przewidywalności, aczkolwiek nie mogłam odmówić wykorzystywania licznych prób odwrócenia mojej uwagi od właściwego tropu prowadzącego ku ustaleniu faktów. Znalazłam w tym pewien plus, lepiej poznałam bohaterów i motywy nimi kierujące. Fantastyczne zobrazowanie egzystencji człowieka z perspektywy odgrywanych ról i udziału w niekończącej się grze pozorów. Zakończenie nie zaskoczyło, spodziewałam się takiego obrotu spraw, ale odbiorcy mniej wprawni w thrillerach kryminalnych mogą bardziej złapać się na kamuflaż prawdy i maskowanie intencji.

Niewielka prywatna grecka wyspa, odcięta od świata, według miejscowych opowieści nawiedzona od czasów Rzymian, nazwana na część bogini Aury, stała się świadkiem obecności siedmiorga uczestników krótkiego wypoczynku. Od niemal pierwszej chwili obecności na tym praktycznie niezamieszkanym skrawku lądu wyczuwałam, że przebieg zdarzeń, chociaż jawnie zmierzający ku zabójstwu, przyjmie ekstremalnie dramatyczne nuty mroku ludzkiej natury. Krok po kroku, z wieloma wycofaniami w przeszłość w prowadzonej relacji, zdobywałam przydatną wiedzę o grupce pozornych przyjaciół, panujących między nimi połączeniach społecznych i emocjonalnych. Trudne związki indywidualne i grupowe, toksyczne mieszanki charakterów, barwny melanż oczekiwań. Im głębiej zanurzałam się w zdarzenia, tym większy czułam dynamizm połączony z dyskomfortem w panującej aurze zazdrości, zawiedzionych nadziei, morderczych instynktów, chęci wyrównania krzywd. Czy wobec targających ludźmi lawiny namiętności wybrzmi choć jeden głos rozsądku?

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 330 stron, premiera 27.03.2024, tłumaczenie Agnieszka Wyszogrodzka-Gail
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

JEROZOLIMSKA PLAŻA

IDDO GEFEN

„Wczorajsze wspomnienia są marzeniami przyszłości.”

Kiedy decydowałam się na spotkanie z książką umknęło mojej uwadze, że nie jest to powieść, ale zbiór krótkich form. Jednak nie przeszkodziło to w delektowaniu się twórczością. Otrzymałam klimat, na jaki liczyłam, garść materiału do ciekawych refleksji i przyjemność w zatapianiu się w ludzkich losach. Iddo Gefen zaimponował narracją przepełnioną ujęciami z różnych perspektyw człowieczeństwa, tego, które każdy chciałby odnaleźć w sobie, nie tylko w godzinach próby, ale w zwykłej codzienności, oraz tego, którego kształtu czasami się wstydzimy, wymyka się czystemu poczuciu sumienia i godności. 

Autor z wyczuciem dotykał ludzkich dusz, jej najgłębszych warstw, znanych od wieków, ale również dopiero kształtujących się w dobie masowej komunikacji i wszechobecnych social mediów. Czułam świadomość poszczególnych jednostek, przywoływanych jako główne postaci w opowiadaniach, poznawałam ich spojrzenie na świat i siebie, sposób traktowania bliskich i tworzenia społecznych relacji. Oczywiście, nie wszyscy intensywnie lub wyraziście przemówili do mnie, ale za każdym razem okazywali się ciekawi i warci poznania, nawet jeśli szala pochylała się w dół pod naporem ciężaru ich wad i ułomności. Właśnie jako jednostka tacy jesteśmy, nieidealni i niedoskonali, także wówczas, gdy za wszelką cenę pragniemy się przed tym ustrzec.

Dużo humoru wyłapałam w opowiadaniu „Oddział geriatryczny”, pomimo wydawałoby się ponurych ujęć, jak dziadek z wojskowymi ambicjami, ojciec niemogący pozbyć się długów, syn z wojenną traumą i matka decydująca się na ucieczkę od rodziny. Ale to „Jerozolimska plaża” przemówiła najbardziej, ze wspomnieniami zakrytymi przez alzheimerową pustkę. Emocjonalna i sugestywna, wywołująca dreszcze podczas czytania, perfekcyjna w każdym calu. Ciekawym pomysłem na fabułę zabłysnął „Exit”, choroba córki powiązana ze zniknięciem w snach i troskliwość rodziców wobec dziewczyny. „Placówka Neptun” również miała w sobie coś, co skłaniało do refleksji na temat kondycji wojskowej mentalności i zmian zachodzących w psychice człowieka. 

Spodobał mi się „Wyśniony dom Debby”, mogłam go odwiedzić powierzchownie koncentrując się na zwykłej rozrywce, albo zajrzeć do ukrytych pomieszczeń powiązanych z naturą ludzką, pragnieniem władzy nad drugim człowiekiem i manipulowania jego losem podług własnych potrzeb. „Trzy godziny z Berlina” doskonale uchwyciły odwrócenie ról rzeczywistości i wirtualnego życia, przykrycia samotności i zagubienia sztucznymi obrazami i relacjami. Spore wrażenie wywarło pytanie „Jak pamiętać pustynię?”, idea dzielenia i wymiany wspomnień przy użyciu nowoczesnej technologii. Natomiast „”Dziewczyna, która mieszkała blisko Słońca” zabrała w międzygalaktyczną podróż i tajemniczą sferę. Dobrze przyjęłam „Sens Życia sp. z o.o.”, poruszał ważne zagadnienia filozoficzne w żartobliwym wymiarze. Natomiast „Podręcznik dla nowych konsultantów” zaskoczył przewrotnością w finałowej odsłonie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 364 strony, premiera 14.06.2023 (2017), tłumaczenie Anna Halbersztat
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 26 marca 2024

SEKRET

[PRZEDPREMIEROWO]

LEE CHILD 

JACK REACHER tom 28

„Z doświadczenia wiedział, że ustne obietnice polityków nie są warte papieru, na którym można by je spisać.”

Jak tylko książka trafiła w moje ręce, natychmiast się za nią zabrałam, seria o Jacku Reacherze należy do moich ulubionych, zatem trudno było powstrzymać ciekawość, co tym razem przydarzyło się bohaterowi. Nie zawiodłam się ani od strony dynamiki akcji, ani klimatu podchodzącego pod szpiegowski. Wydarzenia dotyczące ściśle tajnego chemicznego projektu badawczego nadzorowanego przez rząd Stanów Zjednoczonych, prowadzonego w Indiach pod koniec lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, nadały fabule spiskowy rys, frapująco go odkrywałam. Mieszanka bohaterów dobrze dobrana, ale nie każdy został satysfakcjonująco sportretowany, niektórym zabrakło zwartości w osobowości lub zachowania odbiegały od oczekiwanych od strony praktyki zawodowej, lecz nie dotyczyło to kluczowej postaci. Zajrzałam do sprawy prowadzonej przez Jacka Reachera, kiedy służył jeszcze w armii USA, po degradacji z majora na kapitana, zatem sprzed decyzji o pozostaniu człowiekiem wolnym duchem i bez materialnych zobowiązań.

Chętnie przyjęłam możliwość poznania czegoś wcześniejszego z życia Reachera. Prowadzone przez niego dochodzenia dotyczyły nielegalnego przerabiania i podrabiania sprzętu wojskowego, oraz znacznie ważniejsze, cyklu śmierci w podejrzanych okolicznościach członków specjalnego zespołu zajmującego się przed niemal ćwierć wiekiem sekretną szczepionką. Współpracując z przedstawicielami Departamentu Stanu, CIA i FBI starał się odkryć, kto, co i dlaczego, krył się za przeprowadzonymi z niezwykłą precyzją eliminacją naukowców. Kiedy bieg zdarzeń skręcał w stronę polityki na światło dzienne wychodziły przerażające informacje i tożsamości. Wszystkie elementy zagadki pojawiły się, ale nie wszystkie były widoczne. Trochę męczyła powtarzalność schematu zabójstw, mimo że uwzględniała różnorodność sposobów. Jednak najsłabszym punktem powieści okazało się mało angażujące zarządzanie śledztwem i zbyt gładki przebieg współpracy reprezentantów służb. W dużym stopniu rekompensował to odczucie zaskakujący i nabierający intensywności obrót spraw. Narracja zgrabna i przyjazna, gładko wiodła po scenariuszu i udanie wytwarzała atmosferę niepewności. Książka warta polecenia, zwłaszcza dla osób, lubiących przebywać w klasycznej sensacji z wieloma tajemnicami, incydentami i niejednoznacznościami.

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi tomami serii przybliżonymi na Bookendorfinie („Bez planu B”, „Elita zabójców”, "Nieprzyjaciel", "Lepiej już umrzeć", "Ostatnia sprawa", "Czasami warto umrzeć", "Zmuś mnie", "Poziom śmierci", "Uprowadzony", "Echo w płomieniach", "Zgodnie z planem", "Strażnik", "Poszukiwany", "Nocna runda"), oraz zbiorem opowiadań "Adres nieznany" uzupełniającym główny nurt klasycznej sensacyjnej intrygi o Jacku Reacherze.

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, 350 stron, premiera 27.03.2024 (2023), tłumaczenie Jan Kraśko
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 25 marca 2024

CZTERY ZAGINIONE MIASTA

ANNALEE NEWITZ

„Nie ma wątpliwości, że neolityczne wynalazki i stałe osadnictwo odmieniło bieg naszej cywilizacji.”

Z ogromnym zaciekawieniem pochłaniam książkę. Tematyka pokrywa się z moimi archeologicznym i społecznymi zainteresowaniami, a nauka o historii cywilizacji i miast należy do preferowanych. „Cztery zaginione miasta” przybliżają życie i śmierć znaczących w dziejach ludzkości metropolii. Za sprawą archeologii odkrywamy tajemnice Çatalhöyük, Pompei, Angkor i Cahokii. Wiele możemy dowiedzieć się starannie badając pozostawione świadectwa istnienia, jednocześnie wiele musimy domyślać się, choćby w aspekcie życia mieszkańców. Do właściwych interpretacji potrzebna jest specjalistyczna wiedza i rozbudowana wyobraźnia. Znajomość życia ówczesnych ludzi prowadzi ku kulturowemu kontekstowi, obliczu codzienności, nękających problemów, a nawet imponującym cudom architektury i zaskakująco banalnym błędom. Przekonujemy się, że toksyczna urbanizacja jest jedną z kluczowych przyczyn wyginięcia wielkich miast, obok kryzysu politycznego i katastrof naturalnych. 

Autorka nie tylko koncentruje się na przybliżeniu wymienionych miast, ale podchodzi do ich omówienia niejako z lotu ptaka w przestrzeni cyklu powstania, rozwijania, słabnięcia i zniknięcia cywilizacji. Pokazuje jak organizacja społeczna czy układ budowli rzutowały na spektakularne porzucenia miejskich siedlisk przez człowieka. Na to nakładały się sukcesywnie intensyfikujące się susze, powodzie, trzęsienia ziemi i popiół wulkaniczny. Newitz poświęca uwagę pojęciu udomawiania człowieka, rodzenia się tożsamości miejsca, rozdziałowi sfery prywatnej od publicznej, oraz źródłom nadawania monumentalnej architekturze wymiaru religijnego, potęgi i jedności poprzesz sztukę, naskalne malowidła czy wyroby rzemieślnicze. Szalenie ciekawy aspekt wielopokoleniowego osadzenia w konkretnym miejscu, chowania zmarłych we własnych domostwach i kontynuowanie duchowych związków z dziką przyrodą. Rewolucyjna idea stałej siedziby na trwałe zmieniła oblicze mieszkańców Ziemi, środowiska naturalnego, a nawet klimatu. Obecnie, pięćdziesiąt pięć procent światowej populacji mieszka w miastach, w dwa tysiące pięćdziesiątym roku szacunki wskazują na dwie trzecie. Pociąga to wiele konsekwencji w każdym wymiarze życia człowieka, społeczeństw, kultury i nauki, a nawet organicznego przystosowania człowieka do nowego trybu życia. Od glinianych piramid, budynków z mułu i słomy, do imponujących wieżowców i oszałamiających konstrukcji, wszystko powiązane z daleką przeszłością i rzucające długie cienie społecznego eksperymentu na współczesne ambicje.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, urbanistyka, 350 stron, premiera 08.11.2023 (2021), tłumaczenie Elżbieta Smoleńska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl