niedziela, 31 lipca 2022

NOWA GWINEA

Gra bardzo się nam spodobała, uwielbiamy rozwiązywanie logicznych zagadek, a im więcej ich wariantów, tym lepiej. Z niektórymi wyzwaniami łatwo było się uporać, jednak wiele, zwłaszcza w zaawansowanej opcji, okazywało się trudnymi. Ale w końcu na tym polega najlepsza zabawa dla mózgu, stawiać przed nim zadania i niech myśli intensywnie jak sobie dać z nimi radę. 

Zawzięcie walczyliśmy o zdobywanie punktów, ćwiczyliśmy szybkie znajdywanie rozwiązania, wściekaliśmy się, kiedy udało się je chwycić bokami zamiast narożnikami, albo nie połączyć ze sobą. Rundy błyskawicznie przebiegały. Byłam pełna podziwu dla moich panów, którzy natychmiast chwycili rytm gry i nie mogli doczekać się startów w budowaniu nowych wiosek w odległej Nowej Gwinei. Radziłam sobie gorzej, ale po kilku rundach i ja odnalazłam się w systemie prowadzącym ku wygranej. Dzięki mocno rozgrzanym szarym komórkom i ekscytującej praktyce. 

Po sto dziewięćdziesiąt zwykłych i trudnych plansz, zatem nie ma opcji, aby gra nie wciągnęła na maksa, czy przyczyniła się do powstania wrażenia powtarzalności. Czterdzieści osiem kafelków chat, przypominających tetrisowe klocki, mocno popularne kiedyś, ale i dziś mające szerokie grono zwolenników logicznych szarad. Gra pomyślana dla od jednego do czterech uczestników. Do dyspozycji pionki, kostka z symbolami zwierząt totemicznych i tor punktacji. 

Mocno zaangażowaliśmy się w dopasowywanie budynków, zakrywanie źródeł wody, krzewów owocowych, wylosowanych zwierząt totemicznych, tak aby zdobyć jak najwięcej punktów. Koniec rundy następował po zakryciu pięciu oczek wodnych i okrzyku "Gwinea!". Mankamentem gry była miniaturyzacja totemów, moi rodzice mieli problem, aby mimo okularów odróżnić grafikę. Na szczęście na zewnętrznej stronie pudełka są powiększenia niektórych. Pod względem jakości wykonania kartoników nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń, spokojnie znosiły wielokrotne powroty do gry, a tych z pewnością będzie jeszcze wiele w naszym rodzinnym gronie. 

Instrukcja przejrzyście i przyjaźnie opracowana, szybko chwytaliśmy reguły, uszczegółowienia i warianty. Wyjaśnienia wzbogacały przykłady prawidłowe i wymykające się zasadom. Stańcie się zapalonymi architektami egzotycznych wiosek, poczujcie smak plemiennego życia w dżungli i wakacyjnego ducha miłej rywalizacji. A ile się przy tym sympatycznie nagłówkujecie, i to w różnych kombinacjach, to czysty zysk i wyśmienita zabawa. Już rozglądamy się za poprzednimi grami Grzegorza Reichmana, przed nami rozrywka z "Ubungo" i "Papuą", będzie się działo.

5/6 - koniecznie podejmij mózgowe wyzwania
gra logiczna, premiera 30.03.2022, wiek 8+
autor Grzegorz Rejchtman, ilustracje Paulina Wach
W grę zagraliśmy dzięki współpracy z Secretum.pl

BAGNO

PRZEMYSŁAW PIOTROWSKI

IGOR BRUDNY tom 5

„Władza jest gorsza niż najbardziej uzależniający narkotyk. Posmakowanie z koryta zmienia ludzi, łamie kręgosłupy jak zapałki, a moralność przestaje istnieć.”

Piętno” sprawiło, że zatraciłam się w nim, „Sfora” przyciągnęła tym, co z jednej strony obrzydliwe i makabryczne, z drugiej intrygujące i frapujące, „Cherub” zaskoczył scenariuszem zdarzeń”, „Zaraza” niestety nieco zawiodła, natomiast „Bagno” ponownie weszło na mocny dobry poziom angażowania wyobraźni i intrygującego prowadzenia akcji. Im głębiej wchodziłam w powieść, tym intensywniejsze miałam wrażenie, że tak naprawdę obracam się w realnej politycznej rzeczywistości mojego kraju, za nic nie dałam się zwieść przypadkowości dopasowań osobowości i postaw bohaterów, zbiegom okoliczności powiązanym ze schematem działania w publicznej sferze, dopuszczanych się przewinień, przestępstw i obrzydliwości. Szalenie mi to odpowiadało, szybko przyporządkowałam prawdziwe tożsamości do przywoływanych w fikcji, z rozdziału na rozdział coraz bardziej uprawdopodobniały się. Jakże silnie kibicowałam Sędziemu, ekscytowałam się wymierzaniem sprawiedliwości, i co z tego, że odczuwałam dychotomiczny rozdział między moralnością a prawem, w książkowej imaginacji mogłam sobie na to pozwolić. Zaprezentowany scenariusz zdarzeń wymyślono, ale czy wiele nas dzieli od jednostkowej desperacji czy grupowej rozgoryczenia wyrażonego przemocą?

Igor Brudny, kluczowa postać serii, superbohater poza potocznym znaczeniem, ściągnięty do ram normalności, kolejny raz zmuszony był wbić się w polityczny smród i zgniliznę, aby dotrzeć do choćby wierzchołka prawdy. Egzekutor ludzi ze świecznika bezpośrednio przywołał go do okrutnego morderstwa relacjonowanego na żywo w internecie. Zakapturzona postać perfekcyjnie przygotowała plan eliminacji i konsekwentnie go realizowała. Brudny w dużym stopniu infantylnie podchodził do sprawy, ale wynikało to z tego, że w codziennej pracy sam w miarę możliwości eliminował zło, świadomie wkraczał w jego fetor, brudził się gadzim jadem połączenia biznesu, religii i polityki. Powracał na czysty brzeg zwykłej normalności, ale przywierały do niego rozbryzgi pożądania przez innych władzy i bogactwa, ciężko było je zmyć i wymazać z pamięci. Czasem musiał przyjąć, że nie dysponował wystarczająco skutecznymi środkami do czyszczenia ludzkiej zachłanności i bezczelności. Gdyby autor wnikliwiej potraktował wątpliwości Igora, mocniej wszedł w rozterki, docisnął moralny konflikt, nie wahałabym się wystawić książce wyższej noty wrażeń czytelniczych. Pomimo przesłań w „Bagnie”, że „ci na górze są tylko lustrzanym odbiciem społeczeństwa”, łudzę się, że nie cały polski naród wybrał zło, zgodził się na niego, zrezygnował z walki, że jednak część rozumie, co tak naprawdę się wokół niego i w nim dzieje, jakie siły ludzkiej natury wiodą prym w drodze do bezwstydnego korzystania z przywilejów władzy, zamiast w kategoriach arystotelesowskiego służenia dobru wspólnemu. Trochę pogubiłam się w jednej scenie (jechali autem czy nie, rozmawiali w aucie o śledztwie, czy trzymali się umowy, że tego nie będą robić), na spokojnie kolejny raz się w nią za jakiś czas wczytam. Zerknij również na thrillery "Matnia" i "Droga do piekła" Przemysława Piotrowskiego.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 448 stron, premiera 29.06.2022
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 30 lipca 2022

RYSOWANIE KROK PO KROKU. DINOZAURY

EWELINA PROTASEWICZ

"Czas na rozgrzewkę ręki i wyobraźni!" Wejdź w rysunkowy świat dinozaurów.

Książka przeznaczona dla dzieciaków od trzeciego roku życia, ale tak naprawdę każdy może po nią sięgnąć. Mnie przydała się podczas miłej pracy z rodzicem nad jego uciekającą pamięcią i podtrzymaniem umiejętności zwykłego rysowania. Przez kilka dni przerabialiśmy różnorodne zadania, dowolnie skakaliśmy po stronach i wybieraliśmy to, co w danym momencie pasowało. Spodobała się kolorowa oprawa graficzna i rysunkowe wzory, z przyjemnością patrzyłam na zaangażowanie starszej osoby, radość z wypełniania stron. Niejako przy okazji, ćwiczyliśmy nazwy kolorów, liczb i kształtów. Wskazywaliśmy prehistoryczne stwory, rośliny z odległych czasów i dinozaurowe jaja. Dodatkowa korzyść płynęła z utrzymania książki w wyciszającym i rozluźniającym klimacie, nawiązania do pozytywnych kolorów, wesołych minek, spokojnych barw. Zdecydowanie coś na wyciszenie.

Nauczyliśmy się rysować różnorodne typy dinozaurów, bardziej i mniej znane. Pozostawiono też miejsce na własną twórczość czytelnika w wyglądzie wyobrażonego o dowolnej nazwie zaura. Zadania obejmowały kolorowanki, poprawianie śladów, wypełnianie stron, ozdabianie wzorami, uzupełnianie elementów, rysowanie z pamięci, dopełnianie szlaczków. "Rysowanie krok po kroku. Dinozaury" to niewątpliwa pomoc w rozwijaniu zdolności manualnych, podkręcania wyobraźni, łapania perspektywy, intensyfikowania kreatywności i ćwiczenia spostrzegawczości. Dzieciaki z entuzjazmem wkroczą w krainę przyjemnych i dających wiele satysfakcji zabaw, nie tylko w aspekcie fascynacji światem prehistorycznych stworów. Wystarczą chęci, ołówki i kredki, ewentualnie jeszcze gumka, jak ktoś ceni biegłość w obrazkowym przedstawianiu. To nie było nasze pierwsze spotkanie z tego typu publikacją, wcześniej znakomicie bawiliśmy się przy "Rysowanie krok po kroku. Relaksujące bazgroły", książką także autorstwa Eweliny Protasewicz.

4.5/6 - warto zrelaksować się przy rysowaniu
literatura dziecięca (choć nie tylko), rysowanie, wiek 3+, 80 stron, premiera 27.04.2022
miękka okładka, format 21,5cm x 25,0cm, ilustracje i tekst: Ewelina Protasewicz
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

ENOLA HOLMES. SPRAWA TAJEMNICZEGO ZNIKNIĘCIA KSIĘŻNEJ

ENOLA HOLMES tom 6

NANCY SPRINGER

"Londyn to w istocie dwa różne miasta – jedno istniejące na powierzchni i drugie ukryte pod nią."


Seria ujęła mnie klimatem retro, intrygującymi zagadkami detektywistycznymi, odwołaniami do Sherlocka Holmesa, a przede wszystkim nietuzinkową główną bohaterką, którą natychmiast obdarowałam sympatią i z zapałem śledziłam jej perypetie. W celu poznania bliższych informacji o scenerii powieści, osobach zaangażowanych w rozkręcanie fabuły, konkretnych przypadkach rozszyfrowywania przestępczej działalności czarnych charakterów, zapraszam do opisu wrażeń z poprzednich tomów ("Sprawa zaginionego markiza", "Sprawa leworęcznej lady", "Sprawa złowieszczych bukietów", "Sprawa osobliwego wachlarza", "Sprawa szyfru na krynolinie"). 

Szósta odsłona pokrywała się atmosferą i pomysłem na przygodową moc Enoli Holmes. Wiele tajemnic i sekretów czternastolatka w swoim stylu ujawnia, ze smykałką do mistyfikacji i wpadania w kłopoty. Powieść nasycona incydentami, podszytymi humorem dialogami, także ciepłem rodzinnych relacji. Tym razem Enola podjęła się wyjaśnienia sprawy osobliwego zniknięcia księżnej, a przy okazji ujawniła koszmarne kulisy ślepej pogoni za modą. Wiele nut o budzącej się emancypacji kobiet, pragnieniach stanowienia o swoim losie, wykształceniu i zainteresowaniach. Blanchefleur del Campo zaginęła na stacji londyńskiego metra. Towarzyszące jej podczas spaceru damy dworu okazały się niezbyt przydatnymi świadkami. Tajemnica zniknięcia kobiety z wyższych sfer za intrygowała też brata Enoli, Sherlocka Holmesa. Czy rodzeństwo ponownie rywalizowało w odkrywanie prawdy? A może zdecydowało się w końcu na współpracę? I co na to wszystko miał do powiedzenia Mycroft, drugi brat Enoli? Fantastyczna propozycja czytelnicza, za nic nie można było przy niej nudzić się, relaksowała z uśmiechem i dreszczykiem emocji związanych z rozpracowywaniem kulis zaginięcia młodej arystokratki. Błyskawicznie się czytało, narracja bardzo przyjemna, dynamicznie przebiegało po scenariuszu zdarzeń wypełnionym incydentami, z żalem kończyło opowieść, gdyż chciałoby się więcej.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura młodzieżowa, kryminał retro, 200 stron, premiera 23.03.2022 (2010)
tłumaczenie Elżbieta Gałązka-Salamon
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

piątek, 29 lipca 2022

OBŁĘD NA KRAŃCU ŚWIATA

JULIAN SANCTON

"Podróżnicy z Belgiki, uwięzieni na nieuruchomionym statku i zdani na łaskę nacisku lodowych tafli, pośrodku niemal monolitycznej potężnej kry, jednej z milionów dookoła, które razem tworzyły bezkresną białą pustynię otaczającą bezludny kontynent na samym spodzie globu, z każdym dniem tracili resztki nadziei.”

Fantastycznie wbiłam się w książkę, niczym statek penetrujący polarne środowisko, uwięziona zostałam przez kry lodowe w postaci fascynujących zdarzeń i opisów skrajne zimowej pogody. Reportaż zachwycił merytoryczną odsłoną, widać było jak wiele pracy włożył Julian Sancton w zgromadzenie informacji na temat Belgijskiej Ekspedycji Antarktycznej, żmudną obróbkę materiału i atrakcyjne zaprezentowanie. Wciągająco przedstawił trzyletnie przygotowania do wyjątkowej wyprawy, pomysły, które natchnęły inicjatora wyprawy, trudy pozyskiwania aprobaty, zdobywania środków finansowych, kupna odpowiedniego statku, skompletowania doświadczonej załogi i naukowców zdolnych do prawdziwych poświęceń. Podobało mi się wyczerpujące przybliżenie sylwetek uczestników niezwykłej przygody na mroźnym kontynencie, bogate zaplecze motywów, zachowań i osobowości. To znakomicie wpłynęło na postrzeganie postaci i przekonująco zobrazowało podłoże relacji między nimi.

Wyprawa odbywała się od tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego siódmego do dziewiątego roku, na trójmasztowym żaglowcu Belgika. Zamierzała dotrzeć do niezbadanych dotąd brzegów kontynentu wysuniętego najbardziej na południe globu, jak najdalej zagłębić się w niego, zebrać informacje o florze, faunie i geologii. Chciała zlokalizować biegun magnetyczny. Komendantem wyprawy był trzydziestojednoletni Adrien de Gerlache de Gomer, w wielu aspektach skonfliktowany z załogą i samym sobą. Kapitanem został dwudziestoośmioletni Georges Lecointe, persona wzbudzająca skrajne emocje. Jako chemik i geolog wystąpił Henryk Arctowski, wcześniej niewiele wiedziałam o polskim geografie. Innym polskim akcentem był udział Antoniego Dobrowolskiego w charakterze asystenta meteorologa. Funkcję zoologa objął Emile Racovitz, z sympatią czytałam o pasji zbierania różnorodnych okazów, a przy tym wystawiania innych na cierpliwość wyczekiwania, kiedy skończy przystanek, by móc podążyć za duchem przygody pchającym dalej na południe. Wiele miejsca w książce poświęcono Roaldowi Amundsenowi, człowiekowi o niezwykłym pędzie ku nieznanemu, nieodkrytemu, nienazwanemu, z ambitnym przesłaniem "po raz pierwszy" silnie rozbrzmiewającym w tle. Jednak nikt nie budził takich kontrowersji jak Frederick Cook, pokładowy lekarz, wykazujący się niezwykłą pomysłowością rozwiązywania wszelakich problemów.

A wyzwań na Belgice nie brakowało. Nieustanna walka z surowym przejmującym zimnem, bezwzględnymi szponami zamarzniętego mrozu, wielomiesięczną ciemnością. Oswajanie myśli z ciągnącą się w nieskończoność pokrywą lodową, bezkresnymi polami jałowej bieli. Kolosalna rozpaczliwa próba przetrwania podczas pierwszego zimowania pośród arktycznych lodów, a zatem przesuwanie granic ludzkich możliwości i tworzenie wyjątkowej historii o zdobywaniu jednego z najbardziej niedostępnych miejsc na Ziemi. Ale to nie tylko walka z zatrważająco wykończającym środowiskiem i pogodą, ale również z nieuniknionymi konfliktami w ramach ludzkich relacji, wyczerpującym społecznym aspektem wyprawy. Na to nakładały się fizyczne i psychiczne stany i procesy, bagaże ciężkich chorób, skrajnego wyczerpania, dojmującego uczucia niepewności, strachu, zagrożenia, izolacji, zamknięcia, samotności, bezsilności, zbliżającej się katastrofy roztrzaskania statku, dokuczliwego głodu i śmierci zaglądającej przez ramię.

Książka bazowała na sugestywnej i barwnej narracji. Płynnie przechodziłam przez styl pisania Juliana Sanctona, wciągnął nie tylko samą przygodą, lecz także umiejętnością snucia opowieści. Kolejny raz okazało się, że to prawdziwe życie napisało najlepszy scenariusz, tym niemniej sztuką było zajmujące jego przedstawienie na łamach stron. Pomagały liczne cytaty, fragmenty wypowiedzi uczestników ekspedycji, notatek, wspomnień, dzienników, prasowych artykułów. Powstawało wrażenie, że przeniosłam się na statek, kiedyś służył do połowów wielorybów, a później wystawiono go na jeszcze bardziej ekstremalne warunki. Przyświecała mi wyjątkowa misja badawcza i odkryć naukowych, lecz wystawiałam się na obłęd polarnych warunków i krańcowe cierpienie. Autor podsunął czytelnikowi listę tematycznych książek. Uwzględnił indeks ułatwiający wyszukiwanie haseł. Szkoda tylko, że zaprezentowano mało zdjęć. „Obłęd na krańcu świata” to wartościowa publikacja, można się z niej wiele dowiedzieć, a przy tym zatracić w przygodzie pod znakiem dojmującego zimna i oślepiającej bieli, dotrzeć do szaleństwa ludzkiej ciekawości, odkrywania i przetrwania, poczuć długie cienie antarktycznego koszmaru i trwogi.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, reportaż, geograficzne odkrycia, 448 stron, premiera 18.05.2022 (2021)
tłumaczenie Miłosz Urban
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

CISZA

MARCIN MAJCHRZAK

„Nie możemy przecież uważać, że brak bagażu powstrzyma nas przed dopłynięciem do celu.”

Zbiór opowiadań podsuwał ciekawe tematy do przemyśleń, większa część przywołanych rozważań już za mną, pozostałe w trakcie, jednak w jednym i w drugim przypadku sympatycznie drażniły wyobraźnię w procesie docierania do prawdy o człowieku, człowieczeństwie, o sobie samym, roli wyznaczonej przez naturę. Prawda, którą każdy z nas, pomimo obdarzenia tymi samymi narzędziami, naznacza unikalnością i indywidualizmem. Znajome odwieczne prawa, szanse i nadzieje, ale odmienne scenariusze egzystencji. Zło, które przybiera różną postać, im bliżej człowieka, tym staje się intensywniejsze, im głębiej jego duszy, tym więcej w nim czerni.

Szalenie spodobał mi się „Ostatni kolejarz”, z przeszłością, która nikogo nie obchodziła, z której nikt nie chciał czerpać wiedzy doświadczenia, z nostalgią skontrastowaną z potworną pułapką. Marcin Majchrzak znakomicie operował klimatem grozy, wyraziste brzmienia, ale subtelnie podsuwane. Krótka forma „118” skłaniała się ku horrorowi, mieszała sen z jawą, odwoływała do wyrwania się na wolność czegoś szalenie niebezpiecznego, przypisanego wybranym jednostkom, przywołanego z zamknięcia. „Antropologia stosowana” z uwięzionym umysłem w sparaliżowanym ciele, świadomością pośród duchowych postaci, śmiercią niczym przewodniczką życia. I kolejny bardzo dobry utwór to „Eksperyment profesora” z ekscentrycznym naukowym szaleństwem, igraniem z ewolucją i przyrodą.

„Strach” fantastycznie zwiódł zakończeniem, koszmarne wejrzenie w samego siebie, fatamorgana kontroli nad życiem, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. W innych opowiadaniach łatwo trafnie wyprzedzałam bieg zdarzeń i domyślałam się finalnej odsłony, a jednak z przyjemnym dreszczykiem emocji poznawałam. „Miłość płonęła” koszmarną historią, nawet nadzieja miała dość mroku i zapragnęła się je wyeliminować, lecz sama z impetem w nie weszła. „Podróż służbowa” drogo kosztowała, zamiast do celu prowadziła wstecz, niosła na fali wodnego żywiołu świadomość targu z samym sobą, podpisem pod rachunkiem wystawionym materialnej duszy. „Transgresja” udowodniła, że zło nie potrzebuje niczego, aby koszmarnie zatriumfować.

„Cisza I” otwierająca i „Cisza II” zamykająca książkę, to zupełnie inne wydania tej samej rzeczy. O ile pierwsza z nich nie znalazła mojego uznania w kwestii dialogów, pełna wulgaryzmów, których nie tłumaczy nawet młody wiek bohaterów i ironiczny humor, jednakże wpadła w oko dzikością, oderwaniem od cywilizacji i social mediów, zajrzeniem w głąb surowej natury człowieka, który w izolacji nie wytrzymuje sam z sobą. O tyle druga bardzo działała na wyobraźnię, ujęła wnikliwym spojrzeniem, osobliwym wyciszeniem, dojrzałością osobowości lęku. Nie potrzebowała, jak jej poprzedniczka, krzykliwości i mnogości zdarzeń w akcji, aby skupić uwagę, kusiła urokiem milczenia i przedsmakiem wolności. 

4/6 – warto przeczytać
horror, 180 stron, premiera 18.05.2022
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

czwartek, 28 lipca 2022

JAK TO DZIAŁA? DINOZAUR

"Dinozaury to fascynujące stworzenia. Do tej pory odkryto aż trzy tysiące gatunków!"

Kolejna znakomita publikacja z serii "Jak to działa", w poręcznym formacie dla małych rączek czytelników. Grube i sztywne kartki dzielnie znoszą wielokrotne przewracanie. Takie atrakcyjne przygody nieustannie przyciągają młodych odkrywców. Mnóstwo fascynujących informacji podanych we wciągającej narracji i przyjaznej oprawie graficznej. Oprócz głównego nurtu wiedzy o dinozaurach profesor Myszka oprowadza po ciekawostkach wynikających z badań nad prehistorycznymi stworami. Dzieci dowiadują się o budowie zwierząt, wielkości jaką potrafiły osiągnąć, stopniu siły i drapieżności. Interesująco śledzi się sposoby polowania i ulubione składniki diety. 

Wszystko na podstawie skamieniałości, a czym one tak naprawdę są także wyjaśnia książeczka. Tunelowe wydrążenia w stronach atrakcyjnie demonstrują i dają podgląd w omawiane zagadnienia. Zmyślnie i sprytnie przemyślane, wciągają dzieciaki w zabawę dowiadywania się czegoś więcej o dinozaurach. Przykładowo, ile zębów miały w paszczy, ile kilogramów mięsa lub roślin dziennie zjadały, co to są koprolity, albo amonity, kto szybciej biega, człowiek czy dinozaur? Zaletą oprawy graficznej jest również mocne nasycenie kolorami, przy okazji można przećwiczyć nazewnictwo, co przydaje się codziennym życiu. Nie wahajcie się, szybko chwytajcie za książeczkę, wejdźcie do świata dinozaurów, dokładnie poznajcie te stwory, zobaczcie jak żyły, jakie miały zwyczaje, jak funkcjonowały. Zajrzyjcie w głąb nich, aż do szkieletów, to dopiero ekscytująca edukacja. Polecam uwadze także inny tytuł z serii, który z zainteresowaniem poznacie, "Jak to działa? Traktor". 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, wiek 3+, premiera 21.04.2022 (2021)
twarda okładka, wycięcia w kartkach, 12 stron, format 19cm x 19cm
tłumaczenie Patrycja Zarawska, ilustracje David Sample, tekst Amelia Hepworth
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

BYLIŚMY ŁGARZAMI

BYLIŚMY ŁGARZAMI tom 1

E.LOCKHART

"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."

Książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, nie spodziewałam się, że reprezentantka literatury młodzieżowej sprawi tyle czytelniczej radości i satysfakcji. Fantastycznie prowadzona narracja, pięknie wyprofilowane pióro, sugestywna oprawa opisu zdarzeń, akapity wyśmienicie przemyślane, każde zdanie czemuś służy. Sama nie wiem, kiedy dałam się mocno wkręcić w historię, niebanalną i nieszablonową, przyciągającą wyśmienicie rozbudowaną intrygą, osobliwym klimatem zahaczającym o mistyczne nuty, mistrzowsko rozbudowanymi portretami postaci, które skrywają wiele tajemnic. Thriller rozwijał się w zaskakującym kierunku, kiedy wydawało się, że już wiem, z czym i jak będę miała do czynienia, moje interpretacje i domysły musiały nagle zmienić kierunek toku myślenia. Emocjonujące i zaskakujące zwroty akcji. 

E.Lockhart wbiła się w potrzeby czytelnicze młodego pokolenia, tematycznie i imaginacyjnie. Zaproponowała powieść o miłości, przyjaźni, identyfikacji z rodziną, poszukiwaniu tożsamości, wewnętrznych konfliktach i poczuciu winy. Z perspektywy pierwszych radości i rozczarowań, kontrastu wychowania i realnego życia, marzeń i ideałów nie zawsze możliwych do spełnienia i podążania za nimi bez rezygnacji z bliskich i siebie. Duża doza infantylności i naiwności w zachowaniach bohaterów, ale to nic złego, autorka doskonale wyczuwała, kiedy trzeba było się do nich odwołać by wzmocnić szczerość a jednocześnie nie wchodzić w uproszczenia, znakomicie ukazała trudny okres nastoletniości. Książka zdobyła ciekawe atrybuty w postaci scenariuszy bajek wplecionych w główny hurt historii, wiele mówiły, wyjaśniały, przywoływały skojarzenia. Lochart nie dostarczała tylko mocnej i mrocznej opowieści, ale również podsuwała materiał do przemyśleń. Thriller, który podobnie jak bohaterowie, powoli zatracał niewinność i lekkość, stawał się coraz cięższy i mroczniejszy. Prywatna skalista wyspa, własność rodziny Sinclairów, trzy wspaniałe posiadłości, beztroskie wakacje i czwórka przyjaciół. Dlaczego zatem smutek i żal w retrospekcjach kluczowej postaci? Co musi przypomnieć sobie Cadence, cierpiąca na selektywną amnezję, aby dotrzeć do okoliczności jej wypadku? Czy prawda zawsze wyzwala?

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller psychologiczny, literatura młodzieżowa, 310 stron, premiera 23.02.2022 (2014)
tłumaczenie Janusz Maćczak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

środa, 27 lipca 2022

JAK TO DZIAŁA? TRAKTOR

"Traktor składa się z wielu różnych części. Zobaczmy, jak działa!"

Jestem pod wrażeniem takich publikacji, jako dziecko wielokrotnie bym do nich zaglądała. Ale i teraz, jako dorosła osoba, z przyjemnością je przeglądam. A już najbardziej cieszy obserwowanie jak duże wrażenie robią na maluchach. Książeczka znakomicie przemyślana, okienka wycięte w stronach dopasowane do treści. Młodziutki czytelnik jest bardzo ciekaw, co będzie dalej, na jakie elementy jeszcze się natknie. A tematyką książeczki jest wszystko to, co młody odkrywca, a może nawet przyszły inżynier, powinien wiedzieć o traktorach. 

Czym są traktory, na jakiej zasadzie działają, jaką dysponują siłą, jak wielkie są konstruowane, co tak właściwie robią, do czego służą. Wiedza techniczna znakomicie podana, prosto i przejrzyście, tak aby nie tylko ciekawie wytłumaczyć, ale i zachęcić do przejażdżki ciągnikiem rolniczym, zachwycić się ogromnymi oponami, posłuchać głośnej pracy silnika, dostrzec koguta na dachu, zerknąć na lampy, wejść po stopniach do kabiny, dotknąć kierownicy, a za zgodą kierowcy wcisnąć klakson. Można dowiedzieć się, dlaczego rura wydechowa skierowana jest do góry. I jeszcze poznać różne rodzaje przyczep doczepiane do traktor, posłuchać do czego służą. 

Książeczka oferuje również krótką wycieczkę po wsi, zabawę w nazywanie mieszkających i hodowlanych zwierząt. Co więcej, szalenie bawi poszukiwanie małej myszki pojawiającej się na stronach. A wierzcie, wcale nie jest tak łatwo ją zlokalizować, sprytnie skrywa się w różnorodnych miejscach. Oprawa graficzna przyjemna, czytelna, i najważniejsze, przejrzysta. Książeczka w poręcznym formacie dla małych rączek czytelników. Grube i sztywne kartki dzielnie zniosą wielokrotne przewracanie. Tytuł polecam jako znakomity pomysł na prezent z okazji Dnia Dziecka, nie tylko dla dzieciaków zafascynowanych budową pojazdów. Ja i moja młoda czytelniczka koniecznie musimy dotrzeć do innych książeczek z tej serii, gdyż bardzo się nam spodobała. Uczy, bawi, pozwala maluchom wiele zrozumieć, wprowadza w świat techniki.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, wiek 3+, premiera 21.04.2022 (2021)
twarda okładka, wycięcia w kartkach, 12 stron, format 19cm x 19cm
tłumaczenie Patrycja Zarawska, ilustracje David Sample, tekst Amelia Hepworth
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

LIZBONA. KRÓLOWA MÓRZ

BARRY HATTON

„Kultura, jak powszechnie wiadomo, jest dziełem swoich miast.”
Derek Walcott


Trzydzieści lat temu, w ramach podróży poślubnej, odwiedziłam między innymi Lizbonę. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie, z entuzjazmem zwiedzałam, podziwiałam szczególny klimat, wszechobecne echo dalekich morskich podróży i silnego ducha odkrywania. Oczywiście, dawna imperialna potęga miała nie tylko marzycielski i egzotyczny charakter, ale również podlegała materialistycznej żądzy i kolonialnemu wyzyskowi. Czarne karty historii miasta i bogactwo wypływające z epoki mocarstwowych odkryć geograficznych mieszały się ze sobą, tworzyły coś niepowtarzalnego. Z jednej strony godny podziwu kwitnący ośrodek handlu, z drugiej nie zawsze akceptowany przez odwiedzających. 

Barry Hatton fantastycznie prowadzi przez przeszłość i teraźniejszość Królowej Mórz, z ujęcia Portugalii, Europy i świata. Z ogromną przyjemnością zanurzałam się w poszukiwaniu śladów obecności Fenicjan, Rzymian, barbarzyńców, Maurów, Hiszpanów, Francuzów i Anglików. Poznałam Lizbonę z czasów sprzed wielkiego trzęsienia ziemi z tysiąc siedemset pięćdziesiątego piątego roku, największego, jakie odwiedziło Stary Kontynent w czasach nowożytnych, wielkiego tsunami i kolosalnego pożaru. I po kataklizmie, kiedy manueliński styl architektury zastępował pombaliński. Patrzyłam jak członkowie rodziny królewskiej uciekali przed Napoleonem do Brazylii, intensyfikował się chaos polityczny w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku, a później półwiecze postępu. Zamęt i rozlew krwi, polityczne i społeczne zawirowania, wojna domowa, działalność przestępcza, odcisnęły ślad na porcie morskim w pierwszych latach dwudziestego wieku. Zanurzyłam się w Lizbonie jako krainie szpiegów podczas wojennych lat i miejscu terrorystycznych ataków. Prześledziłam burzliwą atmosferę miasta podczas rządów Antonio Salazara, kolejną ogromną przemianę architektoniczną, i kończącą je rewolucji goździkowej. 

Autor przeprowadzał przez różnorodne klimatycznie dzielnice Lizbony, dokładnie omawiał ważne punkty na mapie miasta, place, pomniki, rezydencje królewskie, kompleksy kościelno-klasztorne, wieże i mury obronne, mosty, akwedukt, fontanny, szpitale, muzea, wystawy. Chętnie odwoływał się do relacji odwiedzających Lizbonę, dzieł sztuki, literatury, poezji, dokumentów, muzyki, tańca. W tym wszystkim przebijał się podziw dla żeglarskiego ducha lizbończyków, ale jednocześnie uzmysłowienie pęknięć i rys na ważnym pionku europejskiej politycznej, gospodarczej i społecznej szachownicy. Styl narracji bardzo przyjemny i obrazowy, wsparty umiejętnie wyważonymi konkretami, natychmiast się odnalazłam. Podobało mi się przytoczenie powiedzeń, mających źródło nawet w dalekiej przeszłości, a do dziś funkcjonujących w potocznym języku. 

Hatton mistrzowsko uchwycił kontrastowy charakter Lizbony, kosmopolityczną spuściznę, gościnność mieszkańców, szczególny urok kremowej poświaty miasta, dogodnej rzecznej lokalizacji, z widokiem na oszałamiający górzysty krajobraz. Wiele satysfakcji, zarówno w realu, jak i w książce, sprawiły mi spacery stromymi i wąskimi uliczkami średniowiecznej dzielnicy, spojrzenie na szczyt wzgórza, na którym wznosi się majestatyczny i nigdy niezdobyty zamek. Jedyne czego mi zabrakło w książce, to zdjęć, chociaż nie tyle tych najbardziej znanych zabytków Lizbony, co tych rzadziej zamieszczanych w przewodnikach turystycznych, czy obrazów, do których następowały odwołania. Jednak rozumiem, że publikacja i tak już obszerna a w dobie powszechnego dostępu do internetu nie miałam problemu, by je przywołać. 

Inne książki z serii Bo.wiem (Mundus) przybliżone na Bookendorfinie: "Na zawsze w lodzie", "Biblioteka w oblężonym mieście", "Kolekcjoner porzuconych dusz", "Farmaceuta z Auschwitz", "Ziemia dyktatorów", "Śmierć w lesie deszczowym", "Koń doskonały", "Za milion lat od dzisiaj. O śladach, jakie zostawimy".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, historia, 382 strony, premiera 23.05.2022 (2018)
tłumaczenie Barbara Gutowska-Nowak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

wtorek, 26 lipca 2022

KSIĘGA DRZEW

HANNAH ALICE

"Z drzew czerpiemy wiele wspaniałych korzyści. Dlatego trzeba o nie dbać."

I takie właśnie powinny być książki skierowane do najmłodszych odkrywców otaczającego świata, perfekcyjnie dopracowane w każdym szczególe, stawiające na funkcję edukacji w szalenie przystępnym i angażującym stylu. Nietuzinkowe rozwiązania zamieszczenia w twardych stronach przezroczystych okienek, przez które można zajrzeć do wnętrza drzewa, jednocześnie uzupełnione o przyjazne dla oka nadruki, z bardzo przejrzystą legendą opisów poszczególnych elementów. Folie umożliwiają uważne przyjrzenie się drzewom z bliska. Dostrzegamy wiele szczegółów, później odnajdujemy je podczas spacerowych obserwacji natury. Fantastyczny pomysł, natychmiast przyjmuje się wśród dzieciaków, nadaje trójwymiarowości przybliżanym zagadnieniom o niezwykłym życiu drzew. Jestem pod wrażeniem nie tylko kolorowej i wyrazistej oprawy graficznej, ale także wyjątkowo dokładnie opracowanego tekstu. Zawiera najważniejsze informacje, posegregowane tematycznie, przyjaźnie skonkretyzowane.

Po zapoznaniu się z książką młody czytelnik świadomiej patrzy na cykl życia zdrewniałych wieloletnich roślin, od nasionka do imponujących rozmiarów, poprzez pory roku. Potrafi wymienić części drzewa i wiedzieć, do czego służą. Dysponuje wiedzą o kształtach drzew, rodzajach liści, nasion, gałęzi, a nawet kory. I co szczególnie cenne, dlaczego nam jako ludziom opłaca się dbać o drzewa, odpowiednio je chronić i szanować. A czy wiesz, po ilu latach drzewa osiągają pełną wysokość, dlaczego nazywamy je zielonymi fabrykami, jakie żyjątka żyją w, na i w ich pobliżu. Książka zdecydowanie warta znalezienia się w każdej domowej biblioteczce malucha, zachwyci każdego, podobnie jak zachwyca nas świat drzew i szanse na życie jakie dają innym istotom. Jestem przekonana, że również dorosły z zaciekawieniem i uśmiechem zabierze się za taką tematycznie książkę, zaprezentowaną w szalenie atrakcyjnej szacie, wiele ma do przekazania. 

6/6 - rozkosz czytania i przeglądania
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, foliowe okienka, wiek 3+, premiera 23.03.2022
twarda okładka, 16 stron, format 23,6cm x 25,2cm
tłumaczenie Patrycja Zarawska, ilustracje Hannah Alice, tekst Nosy Crow
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

TO JESZCZE NIE KONIEC

EGAN HUGHES

"Są trzy prawdy: moja prawda, twoja prawda i prawda.” chińskie przysłowie

Najbardziej spodobało mi się w książce zakończenie. Autorce udało się efektownie spleść wątki w finalnej odsłonie, stworzyć ciekawy wzór sensacyjnych i kryminalnych brzmień, nie tyle zaskoczyć, co zaprezentować atrakcyjne interpretacje. Natomiast początek nie zapowiadał, że będzie ciekawym materiałem do czytelniczej zabawy z dreszczykiem właściwym thrillerom. Fabuła dotyczyła konfrontacji kobiety, będącej kilka lat po toksycznym związku, z dociekliwymi reprezentantami policji. Były mąż Mii został zastrzelony na łodzi. Śledczy szybko dotarli do byłej żony. Od tego momentu rozpoczęła się narracja, z perspektywy przeszłości w oczach Jess i teraźniejszości, od strony Mii. 

Główna bohaterka nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, sama podkładała się pod dramatyczne wydarzenia, ściągała na siebie kłopoty, wciągnęła się w wir ślepej pogoni za marzeniami. Istotną rolę w scenariuszu zdarzeń odgrywały Rachel i Sky, ich portret bardziej przekonywały, kryły w sobie tajemniczość, którą chętnie odkrywałam. Sporo elementów fabuły łatwo przewidziałam, jedynie kilka drobnych aspektów podsuwało materiał do snucia domysłów. Szybko mknęłam po stronach, chociaż styl snucia opowieści nie należał do wyróżniających się na plus, budowanie napięcia do najzgrabniejszych, zaś pomysł na fabułę do nieschematycznych, z wyjątkiem finalnej odsłony. Miły relaks na wakacyjny wieczór lub wypełnienie czasu w podróży, ale brakowało ostrego pazura właściwego dla dobrych thrillerów. Mało w tym wszystkim mocnych wrażeń, tym bardziej, że psychologiczna dość słabo rozwinięta, zatem tytuł długo nie pozostanie w pamięci.

3/6 – w wolnym czasie
thriller psychologiczny, 414 stron, premiera 29.06.2022 (2020), tłumaczenie Anna Dobrzańska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 25 lipca 2022

BATPIG. ZOBACZYŁA ŚWINKA NIEBO

ROB HARRELL

"No cóż, jeśli Batpig jest superbohaterem, to w takim razie przyda mu się... superzłoczyńca!"

Liczyłam na dobrą zabawę podczas spotkania z komiksem, ale nie przypuszczałam, że tak komfortowo będę się czuła. Wyśmienicie spasowałam się z poczuciem humoru autora. Niemal każda scenka wprawiała w dobry nastrój, często wybuchałam śmiechem, doceniałam żart sytuacyjny i językowy. Duża zasługa wyśmienitego tłumaczenia, bazowało na rewelacyjnie oddanych skojarzeniach wyrazów i zwrotów. Fabuła nie należała do odkrywczych i nowatorskich, ale fantastycznie zespoliła się z nurtem popularnych historii o superbohaterach, czyniła sporo żartobliwych aluzji do supermocy i superzdolności. Oczywiście, chodziło o pokonanie zła, za wszelką cenę, z odpowiednią dozą odwagi i determinacji. Jednak przede wszystkim niosła lekkość i swoboda opowieści, paradne zachowania, śmieszne zdarzenia. I postaci, mieszanka wad i zalet, często wzajemnie wykluczających się, ale wspólnie tworzących barwną całość. 

Grzesiek Podlaski, niczym niewyróżniający się szóstoklasista, niespodziewanie za sprawą osobliwego ugryzienia stał się kimś nadprzeciętnym. Szczególnie spodobał mi się karp Karol, wiele wysiłku musiał wkładać, aby utrzymać sekret w tajemnicy. Nietoperz Gryzelda potrafiła namieszać ze swoim lękiem wysokości. A kuzyn Mareczek nawet mimo daleko posuniętego marudzenia ujmował osobowością. Rob Harrell wskazywał tropy właściwych zachowań w życiu, dawał przykłady dobrych postaw, ilustrował, czym mogło skończyć się oddalanie się od wzorców godnych naśladowania. Czynił to w szalenie uroczy, ciepły i czarujący sposób. Oprawa graficzna przekonywała, przejrzysta, czytelna, łatwa do ogarnięcia wzrokiem. Nie zapominała o detalach. A podpisy uzupełniające pod przedmiotami były dodatkową warstwą podgrzewania atmosfery. Batpig leciał przywiązany do rakiety kosmicznej, wydawało się, że jego koniec był nieunikniony. Czy coś mogło wyrwać z ogromnej opresji i uratować zbawcę świata? Sami zobaczcie. Komiks sprawdzi się w ramach rodzinnego czytania. Młodzi natychmiast wsiąkną w klimat, starsi chętnie wrócą wyobraźnią do popularnych niegdyś opowieści obrazkowych. Propozycja rozrywki, przy której sympatycznie i beztrosko spędza się czas, jak najbardziej zachęcam do poznania. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
komiks, 238 stron, premiera 28.04.2022 (2021), tłumaczenie Anna Lewicka
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

ALICJA W KRAINIE CZARÓW

ALICJA W KRAINIE CZARÓW tom 1

LEWIS CARROLL

„Mój Boże, jakie wszystko jest dzisiaj dziwne. A wczoraj jeszcze żyło się zupełnie normalnie.”

Mnie jako ośmiolatce powieść spodobała mi się, ale też nieco wystraszyła w baśniowej odsłonie. Jako młodej pannicy wydała się bardziej zrozumiała w aspekcie zabawy językiem i tkwiącymi przesłaniami. Jako dorosłej zachwyciła i natchnęła do wspomnień z pierwszych dłuższych kroków w pasji czytania. Jako czytającej najmłodszemu pokoleniu przyniosła wiele radości i uśmiechu, nakłoniła do sympatycznych refleksji i poczucia dumy, że wciąż udaje się pielęgnować w sobie dziecięcą wyobraźnię i fantazję. Mam wrażenie, że każdy znajdzie w niej coś innego, co mu się szalenie spodoba, w co wkręci się z radością i z wcale nie cichym chichotem, kiedy natrafi na coś, co może mieć nawet kontrastowe interpretacje. 

Jak na Krainę Czarów przystało, jest dziwnie, wręcz osobliwie, ale tylko w pierwszej warstwie irracjonalnie. Im bardziej rozrusza się wyobraźnia czytelnika, tym do głębszych przesłań dociera. Im bardziej przesłonięta akcją aluzja, tym bardziej udana zabawa, tym mocniej pokręcona fikcja. Jesteśmy we śnie, zatem wszystko możliwe, spotykamy najbardziej absurdalne okoliczności i zwariowane postaci, zaś Alicja przygląda się im wiedziona ciekawością, w pewnym stopniu chęcią dostosowania się na własnych zasadach. W tle określanie własnej tożsamości, wybieranie kierunku zmierzania, kształtowanie stałych wartości. Można bardzo wciągnąć się w grę słów, wielu znaczeń, nie zawsze natychmiastowych skojarzeń, wyłapywania nielogiczności. Coś na kształt pierwszego, często przekomicznego, używania wyrazów przez dzieci i komponowania ich w zdania, kiedy po chwili zastanowienia stwierdzamy, że faktycznie dużo w tym logicznego i trafnego uzasadnienia. Podobnie w odniesieniu do przysłów, wierszyków i piosenek. Ktoś, kto lubi wyłapywać psotne igraszki językowe, doszukiwać się sensu w aberracji imaginacji, zapomnieć na chwilę o obciążeniach dorosłości i przenieść się w magię dziecięcej przygody, nawet przy kolejnym czytaniu książki odnajduje coś nowego. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, klasykastron, premiera 27.10.2021 (1862)
tłumaczenie Antoni Marianowicz, ilustracje John Tenniel
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

niedziela, 24 lipca 2022

100 ZADAŃ I ZABAW DLA KAŻDEGO 2

EWELINA PROTASEWICZ

"Przyjrzyj się kształtom chmur. Co przypominaj? Narysuj to!"

Wyszukuję księgi ciekawych zadań, które mogą rozwiązywać zarówno dzieci, dla zabicia nudy i świetnej zabawy, jak i osoby starsze, pracujące nad powstrzymaniem uciekającej pamięci. Systematyczne wypełnianie stron dostarcza wiele radości i przynosi pożądane efekty. Dzięki nim można kształtować umiejętności, jak pewność manualną, spostrzegawczość, kojarzenie, tworzenie logicznych zbiorów, rozpoznawanie figur geometrycznych, chwytanie perspektywy przestrzennej, artystyczną kreatywność. "100 zadań i zabaw 2" proponują bogaty zbiór, każdy dzieciak znajdzie coś dla siebie, na co w danym dniu ma ochotę. Różne poziomy trudności pozwalają dopasować wyzwania do wieku i biegłości technik. Publikacja dostarcza mnóstwo wesołej i satysfakcjonującej zabawy, sympatycznie wypełnia wolny czas, zachęca do wprawiania się w zręczności kreślenia, podkreślania, obrysowania, dorysowania, odwzorowania, ozdabiania.

Jestem przekonana, że dzieci chętnie wejdą w świat labiryntów, kolorowanek, prostego liczenia, wyszukiwania szczegółów, łączenia kropek, rozwiązywania rysunkowych sudoku, znajdywania różnic, poprawiania po śladzie, łączenia w pary, uszczegółowiania obrazków, wypełniania kolorami według kluczy, a nawet wezmą udział w grze w kółko i krzyżyk, obrazkowe domino, łapki. W przyjemnej atmosferze oswoją się z literkami, nabiorą płynności w tworzeniu lustrzanych odbić. Nie brakuje wskazówek, jak rysować krok po kroku. Sama nawet chętnie dałam się przekonać, aby wypróbować sił w kosmicznej przygodzie rysunkowej. Bardzo przyjazna oprawa graficzna, przejrzyste i kolorowe rysunki, ale też szare kontury do zapełnienia. Książka ładnie wydana, warto uwzględnić ją w propozycjach na prezent, z pewnością spełni oczekiwania milusińskich. Mnie przydała się do pracy z pamięcią rodzica, uwzględniała przydatne ćwiczenia, dostarczała miłej rozrywki. Zwracam uwagę, że to druga odsłona tego typu zabaw, wcześniej ukazało się "100 zadań i zabaw dla każdego" z równie atrakcyjną zawartością, również Eweliny Protasewicz.

5/6 - warto bawić się przy rozwiązywaniu zadań
literatura dziecięca (choć nie tylko), księga zadań, wiek 3+, 104 strony, premiera 27.04.2022
miękka okładka, format 21,5cm x 25,0cm
ilustracje i tekst: Ewelina Protasewicz
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

ZANIM ZNIKNĘŁA

LISA GARDNER

FRANKIE ELKIN tom 1

"Toczący się kamień nie porasta mchem."

Ciekawa przygoda kryminalna utrzymana w thrillerowskim wzorze. Prowadzona w dynamicznych rytmach. Wiele się dzieje. Wydarzenia buszują w aurze tajemniczości i potrafią zaskoczyć wydźwiękiem. Lisa Gardner zgrabnie rozkłada napięcie, podkręca śrubę intrydze, wystawia na próbę niecierpliwego poznawania, jak wszystko potoczy się. Jednakże mniej więcej w połowie powieści czuje się przesyt powtarzającego się schematu zdarzeń, co osłabia zaangażowanie, tym bardziej, że scenariusz nieco rozwleczony. Na plus, przyjemna zabawa w snucie interpretacji, połączenia amatorskiego i profesjonalnego zacięcia detektywistycznego. Atrakcyjnie wykreowana główna bohaterka, chociaż jeszcze nie w pełni się z nią zaprzyjaźniam. Zraża lekko męczeńską postawą i zafiksowaniem na misji, ma uzasadnienie w życiowych dramatach, lecz następuje przerysowanie. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach otrzymam bardziej przekonujące dopełnienie profilu i będę identyfikować się z pewnym rodzajem posłannictwa kobiety. 

Frankie odnajduje zaginione osoby, o których zapomniał świat, policja daje za wygraną, media tracą zainteresowanie, a bliscy nadzieję, że kiedykolwiek coś się dowiedzą. Elkin z ogromną odwagą i determinacją podejmuje się wyjaśnienia zniknięcia. Zupełnie nie zraża się grożącym jej niebezpieczeństwem. Nie powstrzymuje jej niechęć ze strony policji lub wrogość ewentualnych świadków. W pierwszej odsłonie serii Frankie Elkin pragnie dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się z Angelique Badeau. Ostatni raz widziano piętnastolatkę w pobliżu szkoły, później wszelki ślad po niej zaginął. Mocną stroną książki okazują się dialogi, a także humorystyczna nić wokół dzikiej kotki, oraz barwny wątek z udziałem detektywa Dana. Natomiast nie można nie dostrzec kilku nieścisłości i zaprzeczeń wkradających się do fabuły, jakby pośpiech rzutował na kontrolną weryfikację powieści. Nie są to jednak wskaźniki znacznie obniżające ocenę ogólnego odbioru. "Zanim zniknęła" sprawdza się na lżejsze thrillerowsko wypełnienie wieczoru czytelniczego. Zajmujące akcenty w akcji, jednocześnie twarda i krucha bohaterka, dramatyczna przeszłość i sensacyjne nuty w końcówce. Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z inną serią, o detektyw D.D. Warren z bostońskiego wydziału zabójstw ("Samotna", "W ukryciu", "Sąsiad", "Kochać mocniej", "Powiem tylko raz", "Czyste zło").

4/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 412 stron, premiera 18.05.2022 (2021), tłumaczenie Andrzej Szulc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

sobota, 23 lipca 2022

MAŁA WIELKA STOPA 2. W RODZINIE SIŁA

"Kimkolwiek jesteś, gdziekolwiek jesteś, naprawdę możesz coś zmienić."

Moi członkowie rodziny mają odmienne gusta filmowe i ciężko wybrać film na wspólny seans, dlatego rozwiązań na sympatyczne wspólne spędzenie wieczoru przed ekranem poszukujemy w animowanych produkcjach. Oglądanie razem sprawia wiele frajdy, zwłaszcza jak przygoda łączy się z komedią, a jeszcze lepiej, kiedy uwzględnia warte rozważenia przesłania. Nie poznaliśmy "Małej Wielkiej Stopy", ale szybko wbiliśmy się w "Małą Wielką Stopę 3". Twórcy zadbali, aby koniecznie informacje z przeszłości bohaterów pojawiły się w dialogach podszytych humorem wyjaśniającym i wspominkowym. 

Przypasował nam dowcip uaktywniany na każdym kroku. Wszystkie postaci miały w sobie coś, co sprawiało, że trzymało się ich stronę, doceniało osobowości, brało za dobrą monetę osobliwości, a także wytworzony komizm sytuacyjny. Od pierwszej do ostatniej sceny wiele się działo, akcja przebiegała dynamicznie, ale kiedy trzeba było zintensyfikować emocje, potrafiła na moment spowolnić. Wówczas przeżywanie z bohaterem danego wydarzenia stawało się silniejszym. Animacja przyjemna, atrakcyjnie podkreślała unikalne cechy. "Mała Wielka Stopa 2" sięgnęła po stare i sprawdzone schematy budowania nieskomplikowanej, ale wartko toczącej się fabuły, ujmującej i rozbrajającej obrazowej narracji, pakietu ważnych wartości do przekazania. Nadrzędną myślą, wynikającą już z samego podtytułu, była silna wiara, że w rodzinie tkwi siła wynikająca z miłości, solidarności i współodpowiedzialności. Kiedy jeden z członków rodziny potrzebował pomocy pozostali zmobilizowali się, aby jej udzielić, i odwrotnie, jeden dawał wsparcie wszystkim. Rodzina miała swoje dziwactwa, daleko by jej od perfekcyjności, wkradały się cudaczne składniki, ale mimo wszelkich przeciwności trzymała się razem. Pomysł połączenia ludzkich postaci ze zwierzęcymi domownikami atrakcyjnie rozbudował definicję rodziny, oraz woli tolerancji i zrozumienia dla każdego. Często to właśnie wady osobnicze mogły uratować całość, a nawet świat, daleką Alaskę, rezerwat dzikiej przyrody, wrażliwy ekosystem. 

Wielka Stopa pragnął wykorzystać zdobytą sławę do zrobienia czegoś dobrego. Udał się zatem do starej osady górniczej, od wieku opuszczonej i zamieszkanej przez duchy, aby powstrzymać koncern od bezwzględnego wydobywania ropy naftowej i niszczenia środowiska naturalnego. Misja ratunkowa dla rezerwatu szybko zmieniła się w misję ratunkową dla rodziny. Między żartobliwymi scenami i śmiesznymi dialogami wpleciono przesłania o konieczności zatrzymania ogarniętych obsesją zysku wielkich firm stosujących nielegalne praktyki, świadomego demaskowania fałszywych wizerunków i informacji, wdrożenia na stałe ekologicznych wzorców zachowania nawet w codziennym życiu. Swobodnie czuliśmy się w filmie, zapewnił sporo dobrej zabawy, wywołał wiele uśmiechów. Najwięcej na jego obejrzeniu skorzystają dzieci z wczesnej podstawówki, to do nich głównie jest kierowany, ale nie ulega wątpliwości, że i dorosłym poprawi nastrój. 

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Bigfoot Family 2", komedia, animacja, produkcja Belgia i Francja, 85 minut
premiera 15.06.2020 (świat), reżyser: Jeremy Degruson i Ben Stassen
scenariusz: Bob Barlen, Cal Brunker
Film obejrzałam dzięki współpracy z Szkrabajki.pl

WODA

CHLUPIĄCE HISTORIE, KTÓRE BAWIĄ I UCZĄ

SUSANNE OROSZ

„To bardzo ważne, żebyście pili dużo wody, kiedy jest tak ciepło!”

Nawet nie spodziewałam się, że książka tak mocno wciągnie moją młodą czytelniczkę. Dla zachęty przeczytałam jej trzy mini historie a dziewczynka stwierdziła, że chce więcej i to jak najszybciej. Przez kilka dni przeczytałyśmy pozostałych piętnaście. Każda coś szczególnego zaprezentowała. Spodobała się fabularyzowana forma narracji, udział wielu młodych bohaterów, codzienność sytuacji związanych z wodą, niecodzienna perspektywa spojrzenia na nią. 

Susanne Orosz fantastycznie skomponowała krótkie opowieści, stawiając na różnorodność scenariusza zdarzeń, ciekawą akcję, mnogość zdarzeń. Rewelacyjnie przemycała myśli przewodnie, naprowadzała dziecko na właściwy trop wniosków, podsuwała wypowiedzi fachowców, umożliwiała obserwację zachowań rówieśniczych postaci. Przybliżała zagadnienia wody jako budulca ciała, pobierania wody przez rośliny, obiegu wody w przyrodzie, powodzi, śniegu, funkcjonowania wodociągów, działania ubikacji, wody na pustyni, powstawania prądu z wody. Omawiała też aspekty związane ze studniami, plastikiem, słonością łez, pozorną miękkości wody, nurkowaniem ryb, wirtualną wodą, a nawet znakiem przymierzu człowieka z Bogiem. 

Sama z przyjemnością poruszałam się po opowiadaniach. Zachwycała nie tylko zawartość merytoryczna, lekkość snucia opowieści, sporo przydatnej wiedzy, ale również sympatyczna oprawa graficzna, kolorowa, przejrzysta, z humorem. Edukacyjna przygoda czytelnicza, lekko i naturalnie wciągała w naukę, podsuwała zrozumienie tematu poprzez zabawę na przykładach. Ukazywała wodę jako skarb dla planety i warunek konieczny życia na niej, a niejako przy okazji wyjaśniała właściwe wzorce postępowania i zarządzania nią. Podniesienie świadomości o mocy wody, o fakcie, że każdy jej potrzebuje, że jest dla wszystkich, powinno zaczynać się od najwcześniejszych lat. Dlatego tytuł zaliczyłam do wartościowych, a przy tym ciekawych także w przygodowych nutach, propozycji czytelniczych dla młodego pokolenia. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, hydrologia, ekologia, 144 strony, wiek 6+
premiera 13.07.2022 (2021), twarda okładka, format 19,5cm x 24cm
tłumaczenie Ewa Kochanowska, ilustracje Meike Töpperwien
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

piątek, 22 lipca 2022

IDEALNA

H.C. WARNER

„Jestem pewna, że niepotrzebnie się martwisz. Spokojnie, ona wydaje się dla niego idealna.”

Niestety, książka mnie zawiodła. Nie spełniła pokładanych nadziei, a tak ciekawie zapowiadał się pomysł na fabułę. Pierwszym, co mnie zniechęciło, to szalenie drętwe dialogi, bazujące na płytkich i płaskich wypowiedziach, nie odnalazłam się w łopatologicznym przedstawianiu przesłań zdań. Drugim zastrzeżeniem była spora przewidywalność biegu zdarzeń, łapałam się na tym, że tajemnice bohaterów nie stanowiły żadnej zagadki, zatem i intryga zupełnie nie wciągała, nie pojawiły się wyczekiwane przy thrillerze dreszcze. Trzecia niesprzyjająca nawiązaniu przyjaźni z „Idealną” to wyjątkowo irytująca w postawie męska kluczowa postać, nie dość, że pozbawiona ikry i charyzmy, to jeszcze mało przekonująco zachowująca się. Nie mogłam też uwierzyć, że coś początkowo tak silnego, opartego na wieloletniej miłości i przyjaźni, mogło okazać się czymś nietrwałym, wręcz efemerycznym. 

Czwarty powód rozczarowania książką, mimo usilnych starań nie poddawania się w próbie zrozumienia, za nic nie mogłam wczuć się w sytuację i motywy czarnego charakteru, nawet jeśli pozornie nie znałam szczegółów okoliczności z przeszłości. Piąty zarzut związany był z niepotrzebnym powielaniem opisów tych samych zdarzeń, ale z innej perspektywy, obie części powieści nie różniły się w wydźwięku od siebie na tyle, aby taki zabieg narracyjny miał uzasadnienie. Natomiast trzecia cześć powieści, chociaż pełna zdarzeń, to jednak nie wyzwalała oczekiwanych emocji. W moim odczuciu, książka była nie tyle mało przemyślana, co napisana słabym piórem, z uszkodzoną stalówką, z zacinającym się spływakiem intrygi i wyblakłym atramentem niepewności. Może odbiorcy mniej wprawionemu w czytanie mrocznych historii, z mniejszymi wymaganiami odnośnie warstwy psychologicznej, której tu po prostu jakby nie było, powieść przyniesie więcej radości i zadowolenia, jako propozycja na wypełnienie wakacyjnego wieczoru i natychmiastowe zapomnienie. Tajemnice łatwe do rozszyfrowania, zemsta kompletnie nieprzemyślana, perfidna zdrada i raniące serca kłamstwa na porządku dziennym, a wszystko kręciło się wokół idealnej żony, która z czasem odsłaniała prawdziwą twarz.

2.5/6 – czytasz i zapominasz
thriller psychologiczny, 382 stron, premiera 13.07.2022 (2020), tłumaczenie Robert Waliś
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

KONTENER

PAULA PIHLAJA tom 1

A.M.OLLIKAINEN

„Dlaczego kobietę zamordowano w… tak dziwny sposób? Tutaj chodziło też o coś innego niż tylko o odebranie jej życia.”

Kryminał powoli rozkręcał się, ale jak już nabrał mocy w intrydze, to z dużym zaciekawieniem kontynuowałam spotkanie. Fabuła bazowała na detektywistycznych zmaganiach, ale również dopuszczała do siebie wiele z sensacji, nie zawsze obdarzonej dużą realnością, ale nie ulega wątpliwości, że z syndromem spektakularności. Wiele się działo, spora liczebność postaci, co prawda mogłyby być głębiej sportretowane, lecz i tak wypadły w miarę przekonująco. Główna bohaterka serii to komisarz z helsińskiego wydziału śledczego, znakomicie czuła się w roli przełożonej, z powagą podchodziła do pracy, stawiała przed sobą trudne wyzwania. Nieco ostrożnie podchodziłam do Pauli, krążyła wokół niej mglista tajemnica, a i tak nawiązałam porozumienie i obdarzyłam sympatią. Podobała mi się delikatna nić obyczajowa wpleciona w intrygę, wykazała się sporym potencjałem do rozwinięcia przeszłości i przyszłości wzoru ludzkiego życia w kolejnych tomach. 

Pierwsze strony powieści frapująco wprowadzały w klimat niepewności, gorączkowości i niebezpieczeństwa, fantastycznie podkręcały zainteresowanie tym, co było dalej. Później nastąpiła wolniejsza część zbierania informacji, poznawania świadków, konfrontacji z kłamstwami, dość przeciętnie się przedstawiała. Natomiast kolejna odsłona już mocno angażowała, dynamicznie niosła po incydentach, zapętlała drogę do prawdy, podsuwała mylne tropy, by na koniec uderzyć z zaskakującym obrotem spraw. Kilka brzmień elementów finału intuicyjnie wyczuwałam, lecz dopiero wówczas nabrały wyrazistości i emocjonującego trzymania w napięciu. „Kontener” okazał się dobrym otwarciem fińskiej kryminalnej serii, z silną pierwszoplanową postacią, barwnymi uzupełnieniami bohaterów z tła, logicznie skonstruowaną zagadką detektywistyczną. Komisarz Pihlaja przyglądała się z bliska działalności Fundacji Lehmus, kiedy na terenie prywatnej posiadłości jej właścicieli odnaleziono utopioną w transportowym kontenerze kobietę. Ponure i mroczne cienie namibijskiej historii zaczęły wyłaniać się z ludzkiej natury.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 335 stron, premiera 27.04.2022 (2021), tłumaczenie Bożena Kojro
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 21 lipca 2022

ANNE Z ZIELONYCH SZCZYTÓW

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA tom 1

LUCY MAUD MONTGOMERY

"Czy to nie wspaniałe, że tyle jeszcze jest do odkrycia?"

Cudownie jest codziennie znaleźć coś nowego w życiu, zaspokajać ciekawość, nauczyć się drobnych nawet spraw, krok po kroku rozumieć siebie i innych. „Anię z Zielonego Wzgórza” kocham całym sercem. W pozytywnych barwach trwale naznaczyła moje dzieciństwo, pomogła uporać się z rozszalałą niepewnością i niskim poczuciem wartości, uwolniła od wielu zbędnie przeżywanych kompleksów, potwierdziła wyjątkowość rozbudzania wyobraźni i korzystania z niej w życiu. Kiedy dopada mnie smutek codzienności lub jestem na ostrym zakręcie życia, wówczas często chwytam Anię i powracam do wspomnień z młodych lat. Przypominam sobie, co mnie wówczas niosło, jak to przeżywałam, do jakich światów zaglądałam. Szukam ukojenia, spokoju i nadziei, niezawodnie znajduję siłę do zmierzenia się z problemami. Kilka takich książek stało się filarami mojej pasji czytania, w tym najsłynniejsza powieść Lucy Maud Montgomery.

Z ogromnym zaciekawieniem sięgam po nowe tłumaczenie klasycznego dzieła. Fantastycznie jest móc przeżywać coś, co tak kiedyś wciągnęło, w nowych barwach detali, odświeżonym brzmieniu, lecz z zachowaniem wydźwięku. Ta sama rzeka przygody czytelniczej a jednak nurt nieco inny. We wstępie Anna Bańkowska mówi, że nie tylko przywraca prawdziwe imiona postaci i nazwy geograficzne, ale jak tylko to możliwe, pozostaje wierna wobec oryginału i ówczesnych realiów życia. „Anne z Zielonych Wzgórz” sympatycznie dopełnia przywołane z dzieciństwa obrazy spotkań z kluczową postacią powieści, i nawet ostatnie dźwięki zakończenia, które kiedyś stały się niezatartym mottem życiowym, wziętym głęboko do serca przesłaniem, teraz za sprawą nowego przekładu ubrane zostały w inne słowa, dopisują cenne podsumowanie myśli Anne.

Kolejny raz zatracam się w kolorowych przygodach Anne, zakochuję w Matthew i Marilli. Zupełnie nie przeszkadza niespokojny i egzaltowany duch rudej dziewczynki z bujną wyobraźnią. Imponuje przejęcie, z jakim oddaje się wszystkiemu, co spotyka ją w życiu. Nieustannie pakuje się w tarapaty, ściąga na siebie i innych kłopoty. A co szalenie cenne, pomimo przykrych doświadczeń z wczesnego dzieciństwa, syndromu sieroctwa, Anne cechuje żywe i uczuciowe usposobienie, pozytywne nastawienie wobec świata i tego, co nieznane. Cudownie potrafi cieszyć się otaczającą przyrodą, dostrzegać najmniejsze szczegóły, przygarniać do serca innych. Jak każde dziecko, kształtuje charakter, poznaje własne wady i zalety, zdobywa pewność w określaniu tożsamości. Z uśmiechem czytam o nawiązywaniu przyjaźni, pobycie w placówce edukacyjnej, artystycznej aktywności, czy klubie powieściowym. Bawią perypetie z farbowaniem włosów, podwieczorkiem dla Diany, potraktowaniem Gilberta w szkolnej ławce, leśnych duchach, wizycie pastorostwa.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura piękna, klasyka, 382 strony, premiera 26.01.2022 (1908), tłumaczenie Anna Bańkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

OKRUCHY PAMIĘCI

DAVID RAKER tom 8

TIM WEAVER

"Dopóki ludzie mają sumienie, żaden sekret się nie uchowa."

Seria, przy której fantastycznie wciągam się, niecierpliwie wyczekuję kolejnych tomów, chciałabym dotrzeć w końcu do pierwszych. „Okruchy pamięci” podtrzymują opinię o wyśmienitej smykałce Tima Weavera do kreślenia pokręconej i angażującej historii. Sugestywne opisy budują napięcie, stawiają na dokładność i szczegółowość, ale w żadnym wypadku nie przytłaczają. Takie podejście do snucia opowieści ma wiele zalet, w uzasadniony sposób wydłuża satysfakcjonujący pobyt w powieści, nadaje szczególnego charakteru historii, zgrabnie podkreśla niepewność i napięcie. Umiejętnie skonstruowana fabuła przekonuje, cały czas dzieje się coś emocjonującego, nie brakuje zwrotów akcji, i co jak najbardziej pożądane, incydenty zaskakują brzmieniem i skutkami. Łatwo wejść w dający satysfakcję wir domysłów i interpretacji. Autor mistrzowsko skrywa tajemnice, podsuwa warte dostrzeżenia wskazówki, czasem wcześniej na coś zwraca uwagę, kiedy indziej długo wstrzymuje się z ujawnieniem istotnego szczegółu. Nie zawsze od czytelniczej spostrzegawczości i wnikliwości zależy, czy zdoła utrzymać się liny słusznych wniosków. 

Scenariusz zdarzeń zaczyna się z intrygującym odwróceniem. Sprawa od pierwszej sceny przybiera nietypowy przebieg i trudny do wyjaśnienia splot okoliczności. Davida Rakera, kluczową postać serii, prywatnego detektywa specjalizującego się w wyszukiwaniu zaginionych osób, zatrudnia mężczyzna cierpiący na amnezję dysocjacyjną. Richard nic nie pamięta z przeszłości, nie wie, kim jest, co działo się z nim wcześniej, skąd wziął się nieprzytomny i poturbowany przy ujściu Southampton Water, na wybrzeżu, obok przystani łodzi. Raker nie ma żadnego punktu zaczepienia, jednak nie zraża się i decyduje się pomóc Zagubionemu, bo taki przydomek nadały media jego klientowi. Autor wybornie wkręca, wplata elementy drażniącego wyobraźnię horroru i spektakularnej sensacji, a przy tym odwołuje się do klimatu odizolowanej wyspy, miasteczka z dwudziestoletnim ponurym sekretem, społeczności odciętej od reszty świata i najbliższych sąsiadów. Mocna zdecydowanie warta uwzględnienia w planach propozycja czytelnicza, ale dla dopełnienia szczerego obrazu wrażeń nadmieniam, że nie mija ją kilka drobnych nieścisłości, naciąganie fikcyjnych faktów, niezniszczalność bohaterów. Jednakże na tle ekscytującej roszady prawdy i kłamstwa nie odbiera to bardzo pozytywnego odbioru książki. W końcu, okruchy pamięci z jednej strony mogą okazać się bardzo użyteczne w wyjaśnianiu, co się stało, z drugiej wprowadzić na manowce ustaleń. Zerknij na poprzednie tomy przybliżone na Bookendorfinie ("Zniknęli na zawsze", "Bardzo złe miejsce", "To, co zostaje", "Nie wiesz, kim jesteś").

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 508 stron, premiera 13.07.2022 (2017), tłumaczenie Lech Z. Żołędziowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.