sobota, 22 stycznia 2022

KOSMOS TO NIE JEST MIEJSCE DLA POWAŻNYCH LUDZI

ŁUKASZ MOTULEWICZ

"Ludzie to tylko niesmaczny żart życia dla Ziemi."

Mieszane odczucia wobec książki. Atrakcyjna konstrukcja fabuły, trzy poziomy pudełka w pudełku, czternaście opowiadań, których wspólnym ogniwem jest kluczowa postać, a jednak w drobnych elementach krótkie teksty zaprzeczają sobie. Szczególnie dobrze odbieram pierwsze opowiadania, koncentrują się na kosmicznych podróżach i poznawaniu obcych cywilizacji. Łukasz Motulewicz okrawa opisy jak tylko się da, tak aby w kosmicznej ciszy trafić na planety głośno wyrażające siebie. Natomiast, mocno pompuje absurdy ludzkiej współczesnej cywilizacji, szybowanie ku niebu i zapominanie o ziemi. 

Wizje podróży kosmicznych. Poznawanie mieszkańców różnorodnych planet. Uwzględnianie przydatności z punktu widzenia korzyści dla ludzkości. To, co dzieje się na planetach przybiera formę społeczeństw osadzonych w obecnych śladach ludzkości. Swoich wad nie widzi się w tak wyraźnie, jak cudze, nawet jeśli w pewnym stopniu stają się kopiami. Wyniesienie ich w kosmos i przydzielenie obcym cywilizacjom, lub ich zalążkom, to spojrzenie na nie z innej perspektywy, dostrzeżenie mocy sprawczej ściągającej ku mrocznym sferom. Ciekawa zabawa w abstrakcję, ale z solidnym podłożem ludzkiej mentalności. Rozczarowuje nieco zakres tematyczny prawd o nas samych, społecznych trendach, politycznej działalności, korporacyjnych zjawiskach. Każdy jest już z nimi porządnie zaznajomiony, zwłaszcza na podstawowym poziomie. Natomiast odpowiada mi wpleciony humor, żartobliwe ujęcie ludzkich ułomności, zarówno jednostek, jak i zbiorowości. Sympatyczny dystans do twórczości, zabawy w pisanie, kreślenie ram opowieści.

Główny bohater świadomie nie zostaje obdarzony charyzmą. Bezbarwny, aby nie przeszkadzał miałkością w brzmieniu spostrzeżeń dokonywanych podczas przebywania na dalekich planetach. Kulturoznawca, jednak w ograniczonym stopniu bada rozwój cywilizacyjny obcych, nie ma w tym głębi, jedynie powierzchowność. A szkoda. Czy tak będą prezentować się naukowcy przyszłości? Niedokładni, chaotyczni, nieściśli, a nawet przekłamani i niechlujni? Już czytanie wstępnych raportów o planetach sugeruje, że chociaż ludzkość dokonuje olbrzymiego skoku w podboju wszechświata, to zatraca wrodzoną ciekawość, o ile nie kryją się za tym biznesowe kalkulacje. Właśnie to spostrzeżenie, choć niejawnie sformułowane, dostarcza materiał do zajmujących przemyśleń. Przygotujcie się na spotkanie z Hugo Housem, pracownikiem funkcjonującego kiedyś z rozmachem departamentu kontaktów z obcymi, a w zasadzie z pisemnymi raportami Hugo odkrytymi po osiemdziesięciu latach w zakurzonym archiwum, przeciętnym reprezentantem rasy ludzkiej, odkrywcą z mega długiego dystansu prawd o obcych i pośrednio mieszkańcach Ziemi.

3.5/6 - w wolnym czasie
fantastyka, 118 stron, premiera 28.05.2021 (2020)
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

ZOBACZ, CO ZROBIŁEŚ

MATTHEW FARRELL

"Znów będziemy jedną szczęśliwą rodziną. Wszyscy razem."

Debiutancka powieść z kilkoma znaczącymi potknięciami, ale i tak z zaciekawieniem się przez nią przechodzi. W zasadzie powinnam napisać, że się przez nią przebiega, z dwóch powodów. Pierwszy to szalenie dynamiczna akcja, podkręcone tempo następstw zdarzeń, wir połykający coraz to nowe incydenty. Nieco niezgrabnie połączone, zszyte niewprawną jeszcze ręką, ale efektownie i ekscytująco. Drugi to niecierpliwość potwierdzania wysuwanych domysłów i czynionych interpretacji. Wszystko intrygująco się miksuje, jednak z żalem stwierdzam, że wcześnie wpada się na właściwe tropy, właściwie składa skrawki informacji. Zatem jest dość przewidywalnie, mimo, że autor zadaje sobie sporo trudu, aby wyprowadzić czytelnika w pole. Całkiem prawdopodobne, że w następnych powieściach zrobi to znacznie lepiej, gdyż wyczuwa się potencjał wyobraźni i sugestywność przedstawiania. 

Dotarcie do prawdy nie stanowi dużego wyzwania, może dlatego, że rodzinne tajemnice nie są rozbudowane, a psychologiczne aspekty pogłębione. Farrell zaprasza do fabuły płaskie postaci. Szkoda, bo drzemią w nich możliwości rozwinięcia, zafiksowania czytelnika w niewiadomej i niepewności. Czasem w dialogach padają niefortunne sformułowania, nieporadne uzupełnienia, sztuczne wyjaśnienia. Uwiera, ale przymyka się na to oko. Tytuł nie chwalimy za płynność i elastyczność, lecz doceniamy próbę sięgnięcia po złożoność i zawiłość. Poszczególne elementy nie do końca są poskładane, ale wyczuwa się potencjalną moc wrzenia sekretów. Podnoszę ocenę o pół stopnia, bo pomimo wysuwanych uwag zaliczam przygodę do mających w sobie coś, co przyciąga. Ciekawie patrzy się na starania autora, by wprowadzić jak najwięcej dreszczyku emocji. Powstaje przeświadczenie, że warto będzie sięgnąć po następną powieść Matthew Farrella, gdyż po wyszlifowaniu pazura literackiego może pozytywnie zaskoczyć czytelnika.

Liam i Sean pracują w policji, jeden jako technik kryminalistyki, drugi jako detektyw z wydziału zabójstw. Bracia po dramatycznych przeżyciach w dzieciństwie nawiązali silną więź, stoją za sobą murem, nie pozwalają, aby któremuś z nich znów przytrafiło się coś złego. Kiedy Liam przyjeżdża na miejsce wstrząsającej zbrodni, widzi zmasakrowane ciało kobiety, natychmiast orientuje się, że to żadna nieznajoma, a bardzo bliska mu osoba. Pozostawione przy denatce papierowe kwiaty i specyficzna inscenizacja zbrodni wskazują, że ktoś, kto nie powinien wiedzieć o mrocznej przeszłości braci, posługuje się jej artefaktami do wywołania bólu i szoku. Sean robi wszystko, aby nie padły na brata żadne podejrzenia. Jak wyjaśnić tajemnice, podchwycić poszlaki prowadzące do prawdy, skoro potencjalny główny świadek traci pamięć w noc morderstwa? Pytania mnożą się, odpowiedzi wiodą ku manipulacyjnej pułapce, nic nie jest takie, jak się wydaje.

4/6 - warto przeczytać
thriller kryminalny, 356 stron, premiera 28.07.2021 (2018), tłumaczenie Ryszard Oślizło
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mova.

piątek, 21 stycznia 2022

WRÓĆ PRZED ZMROKIEM

RILEY SAGER

"Każdy dom ma jakąś historię i jakiś sekret."

Długo nie zabierałam się za książkę, akurat nagromadziło się do poznania kilka powieści o nawiedzonych domach. Pomysł na fabułę wstępnie nie należał do nowatorskich, zatem zrobiłam przerwę między tytułami, aby wejść w czytelnicze przeżycia ze świeżym powiewem entuzjazmu. Historia okazała się ciekawa i intrygująca, a co równie ważne w thrillerze zwodnicza i zaskakująca. Początkowo myślałam, że czeka mnie odkrywanie tajemnic posiadłości Baneberry Hall, dużego domu usytuowanego na obrzeżach miasteczka Bartleby w stanie Vermont, niepewne chwytanie tropów i podążanie za nimi. Jednak, im głębiej zapuszczałam się w historię, tym bardziej stawała się pokręcona i wymyślna, na takie wrażenia liczyłam. Riley Sager atrakcyjnie poprowadził scenariusz zdarzeń, dwa razy wyprowadził w pole w interpretacji incydentów, fantastycznie przyciągnął do klimatu koszmarów na jawie, aktywności sił nadprzyrodzonych, duchów wymuszających co im należne. Czułam się jak ryba w wodzie, pływałam od jednej nici pajęczyny sekretów do drugiej, przeskakiwałam na kolejne niewiadome, nie miałam dość obserwacji i odczuwania tego, co doświadczała główna bohaterka.

Trzydziestoletnia Maggie Holt, projektantka wnętrz, odziedziczyła po śmierci ojca cały majątek, w tym okazałą posiadłość, z którego ćwierć wieku temu jej rodzina uciekła w przerażającej scenerii. Makabryczności przeżywane przez dwadzieścia dni przebywania w nowo zakupionym domu, na zawsze odmieniły ich życie. Nagromadzenie niebezpiecznych paranormalnych zjawisk zmusiło ich do natychmiastowej ucieczki. Ewan Holt spisał zatrważające wydarzenia w książce, która natychmiast stała się bestsellerem. Maggie nie wolno było rozmawiać o koszmarze z dzieciństwa, nawet z najbliższymi. Kobieta czuła, że nie wszystkie tajemnice domu ujrzały światło dzienne. Wróciła do Baneberry Hall, aby krok po kroku odkrywać szczegóły sprawy. Historia przytłaczała, ale wyjaśnienia miały w końcu uwolnić myśli o niej. Wychodziła z założenia, że kiedy przeszłość kładzie się cieniem, trzeba się z nią rozliczyć, inaczej nie można iść naprzód. Dom ze swoją niesamowitością, niewytłumaczalnością i nadprzyrodzonością dynamizował upiorne incydenty. Jaką formę przybrały wspomnienia, dokąd doprowadziły tajemnice, czy Maggie udało się poznać prawdę? Podczas spisywania wrażeń, zorientowałam się, że już wcześniej miałam styczność z twórczością autora, w ramach "Ocalałych", także w niej wiele się działo na kilku płaszczyznach.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller, 476 stron, premiera 15.09.2021 (2020), tłumaczenie Ryszard Oślizło
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

KŁAMSTWA, WSZĘDZIE KŁAMSTWA

[PRZEDPREMIEROWO]

ADELE PARKS

"Gdy wreszcie myślisz, że kogoś znasz na wylot, coś się w nim zmienia. Nie sposób poznać drugiego człowieka."


Przyjemnie spędziłam czas z książką, narracja w zgrabnym stylu niosła intrygę, było ciekawie i zajmująco, choć nieco przewidywalnie. Kilka elementów wyrwało się spod kompozycji zaskoczenia, ale było na tyle niejednoznacznie, że i tak dokładało cegiełkę do narastającego napięcia. Pojawiły się też niespodziewane zwroty akcji, zmieniające brzmienie motywu przewodniego scenariusza zdarzeń. Wprowadzone w odpowiednim momencie podgrzewały atmosferę niedowierzania i niepewności. Przeszkadzały nieco przejaskrawione, momentami kanciaste, zachowania postaci, zwłaszcza kluczowej i czarnego charakteru. Dało się odczuć naciąganie postaw, wbrew osobowości, aby wkomponować w pomysł manipulacyjnych prowokacji. Trochę rekompensowane były dużym wkładem emocji. 

Adele Parks zajmująco odkrywała przed czytelnikiem tajemnice bohaterów, a im więcej ich się gromadziło, tym większe destrukcyjne moce rzucane były na ich posiadaczy. Simon, dekorator wnętrz, właśnie stracił pracę, pochłonięty przez alkoholizm, zaniedbywał żonę i córeczkę. Daisy, nauczycielka w podstawowej szkole, wytrzymywała z mężem w imię trzymania przed całym światem, nawet najbliższymi i przyjaciółmi, fasady szczęśliwej rodziny. Tragiczne wydarzenie zburzyło misternie ułożony fałszywy wzorzec idealnego małżeństwa. Jedna zdumiewająca informacja stała się zapalnikiem dramatycznego ciągu zdarzeń, wywołała lawinę konsekwencji. Prawdy zaczęły wypływać na powierzchnię a fale jakie przy tym wytwarzały burzyły ludzkie losy. Gdzie i w czym szukać siły do walki o przetrwanie, kiedy sypie się wszystko, dotychczasowe filary życia ledwie utrzymują nagromadzony latami ciężar tajemnic? Sporo odwołań do czystej ludzkiej moralności i prawdziwości wobec siebie samego, te nici intrygi wydały mi się najbardziej atrakcyjnie poprowadzone. Zakończenie wiele wyjaśniało, interesująco połączyło wątki i dwa ujęcia narracji, pozostawiło z myślą, że nigdy nie wiadomo, kiedy i dla kogo kończą się sekrety.

4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 482 strony, premiera 26.01.2022 (2019), tłumaczenie Urszula Gardner
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

czwartek, 20 stycznia 2022

KOSMOS. 10 RZECZY, KTÓRE NALEŻY O NIM WIEDZIEĆ

BECKY SMETHURST

"Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie - nieskończoność czasu." William Blake


14 miliardów lat dla zabieganych. Skondensowana pigułka wiedzy o wszechświecie. Kwintesencja naukowych wniosków. Stan wiedzy współczesnej astronomii. Nie ma opcji, aby się w tym nie odnaleźć, narracja przyjazna, przekazy przejrzyste. Niezbędne minimum, co każdy powinien o kosmosie wiedzieć, bez posiłkowania się zbędnymi szczegółami i zaciemniającym istotę żargonem. Każda informacja i zdanie dokładnie przemyślane, bezwzględnie podporządkowane logicznemu i merytorycznemu ciągowi wypowiedzi. Nie brakuje szalenie trafnie dobranych przykładów, ułatwiają wyobrażenie sobie zjawisk i zrozumienie teorii.

Esencja informacji opisujących obiekty w kosmosie dociera do wszystkich czytelników. Zawiera elementarny materiał podstawowy. Entuzjastyczna inspiracja do penetracji astronomicznej wiedzy i wyimaginowanych podróży po wszechświecie. Zdecydowanie dla tych, którzy dotąd nie mieli czasu zająć się zagadnieniami kosmosu, ale i osoby już dysponujące wiedzą docenią styl pisania Becky Smethurst i jakość przekazów. Spojrzenie na człowieka jako mikroskopijny okruch energii Wielkiego Wybuchu, i na miejsce w majestatycznym, złożonym i tajemniczym wszechświecie. Nauka wymaga wielkiej kreatywności, nie tylko chęci stawiania pytań, ale szukania odpowiedzi.

Autorka wyjaśnia, jak grawitacja zaprowadza porządek w chaosie, rozszerza się wszechświat, czarne dziury wiążą światło za horyzontem zdarzeń, pole magnetyczne chroni przed większością cząstek wiatru słonecznego, dlaczego ciemna materia nie wchodzi w interakcję ze światłem, w nocy niebo jest czarne, jakie jest prawdopodobieństwo powstawania życia w kosmosie, co było pierwsze, galaktyka czy czarna dziura, czego jeszcze o wszechświecie nie wiemy, jak szukamy planet poza Układem Słonecznym. Książka interesująco wypełnia wieczór z nauką. Co prawda, zaprezentowaną wiedzę miałam wcześniej przyswojoną, jednak z przyjemnością ją utrwaliłam.

4/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, astronomia, 128 stron, premiera 20.10.2021 (2019)
tłumaczenie Jan Dzierzgowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

IDEALNE ŻYCIE MOLLY

[PRZEDPREMIEROWO]

VALERIE KEOGH

"Idealne życie to iluzja, fantazja, kłamstwo, którymi się karmimy, dopóki ktoś nie rzuci na nie światła."

Drugie spotkanie z twórczością Valerie Keogh. Wcześniej poznałam "Fatalne kłamstwo", które nie zrobiło efektownego wrażenia, ale poszło frapującym tropem podsuwającym materiał do rozmyślań. Natomiast "Idealne życie Molly" nie skłaniało ku refleksjom, to prosta rozrywka z dreszczykiem, niestety mało sugestywnym. Sporo w powieści poszło nie tak. Spłaszczone osobowości postaci, figurki krzywo wycięte z żurnala schematów, niepokolorowane, oddane biegowi fabuły bez właściwego przygotowania. Co dziwiło, gdyż tytuł zakwalifikowano jako thriller psychologiczny, zatem należało spodziewać się zdecydowanie głębszej i bardziej złożonej perspektywy zachowań i postaw. Valerie Keogh łopatologicznie podeszła do kreacji, jedynie czarne i białe wzorce zachowań, nawet jeśli nie zawsze podejmowały trafione decyzje. Niedostateczna oprawa bohaterów psuła znajomość, nie przekonywały, nie wzbudzały zainteresowania i zrozumienia. Molly dziwnie naiwna, Jack osobliwie sfrustrowany, jedynie Amelia zbliżała się ku prawdziwości, chociaż czyniła to w swoim stylu.

Zawiodłam się na oprawie psychologicznej, podobnie było ze snuciem opowieści. Bezbarwnie i bez polotu. Mankamentem okazał się duży poziom przewidywalności. Nie pozostawiono prawie nic dla snucia domysłów i przypuszczeń. Rzeczy, które miały zaskakiwać, zawiodły na całej linii. Nieumiejętnie podtrzymywano ogień napięcia, stopniowo wypalał się. Uwzględniono dynamiczne nasycanie fabuły sensacyjnymi incydentami, jednak mało było emocjonującej spektakularności. Zakończenie potraktowano powierzchownie, pomysł ciekawy, ale można było więcej wycisnąć. Przedstawiana historia nie przekonała, wynudziłam się, brakowało źródła podekscytowania, pod które mogłabym podpiąć się. Może w poczekalni czy podczas podróży, kiedy bardziej chodziłoby o wypełnienie czasu niż zaangażowanie się, książka okazałaby się użyteczna, jako relaks lekki i niezobowiązujący. Osobom mniej wprawionym w poznawaniu thrillerów obserwacja, jak na wielu frontach rozsypuje się idealne życie kobiety, jak za sprawą jednego ulotnego spotkania pęka iluzja szczęścia, może przyciągnąć uwagę, ale to powieść z tych, o których szybko zapomina się.

2.5/6 - w wolnym czasie
thriller psychologiczny, 316 stron, premiera 26.01.2021 (2020), tłumaczenie Beata Ziemska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

środa, 19 stycznia 2022

ZDOBYWCY. LUDZIE, SZCZYTY, WYPRAWY

"Zdają się wzniesione dla rasy ludzkiej jako zarazem szkoły i katedry." John Ruskin o górach

Wielokrotnie już pisałam na Bookendorfinie, jak entuzjastycznie podchodzę do wspinaczki wysokogórskiej. Niestety, dla mnie gwałtownie zakończyła się w młodości, krótko po zebraniu pierwszych doświadczeń. Teraz poznaję ją z perspektywy obserwatora ekstremalnego sportu. Dlatego nie będę kolejny raz przybliżać miłość do zdobywania gór, ale podkreślę szczery podziw dla ludzi, którzy się uczestniczą w wyprawach na dachy świata. Często ich wysiłek i poświęcenie nie kończą się tak, jak sobie zakładają, ale każda próba niewątpliwie staje się dla nich ogromnym wkładem w doświadczenie wspinaczkowe, poznanie samego siebie, nawiązanie kontaktu z górą. Pozytywnie im tego zazdroszczę, żarliwie kibicuję, uważnie śledzę poczynania, chętnie poznaję porywającą historię alpinizmu i himalaizmu.

Ogromną przyjemność sprawia mi zagłębianie się w "Zdobywców", długo czekałam, aż taka publikacja wzbogaci mój domowy księgozbiór. Interesująca, bogata, rzetelna. Prezentująca szczegółowe ujęcia wspinaczki z różnych perspektywy, odwołująca się do historycznych i współczesnych realiów społecznych, kulturowych, politycznych, symbolicznych. Zajmująco przedstawia losy kluczowych wspinaczy, pionierów, gigantów, a nawet celebrytów. Materiał uwzględnia pierwsze świadectwa alpinistyczne, począwszy od dalekiej starożytności, mumii sprzed pięciu tysięcy lat, armii przekraczających góry, buddyjskich klasztorów, miejsc kultu, poprzez rekreacyjny aspekt, innowacje w ekwipunku, kronikarskie zapiski, zajmującą literaturę, artystyczne spojrzenie, badania naukowe.

Prezentuje najwybitniejszych zdobywców i zdobywczynie szczytów, niezwykłe osiągnięcia, złoty wiek alpinizmu i himalaizmu, modę na wspinaczkę, górską fotografię, film i mapy. Czołowych przewodników, odkrywców, rekordzistów, dynastie wspinaczkowe, pasjonatów zdobywania szczytów w Himalajach, Andach, Japonii, Patagonii, Indiach, Pakistanu, Chin i na Kaukazie. Zwięzłe relacje z dramatycznych wydarzeń, przekraczania granic, kształtowania form i stylu wspinaczkowego. Oczywiście, obecne są polskie przywołania, Jerzy Kukuczka jako gigant himalaizmu, Wanda Rutkiewicz jako najwybitniejsza himalaistka w historii, Wojciech Kurtyka jako wirtuoz stylu alpejskiego, i kilka wzmianek o innych.

Publikację wzbogaca i uzupełnia różnorodna oprawa graficzna. Mnóstwo zdjęć w sepii, czerni i bieli, odsyłających do zdarzeń z przeszłości, oraz kolorowych, dających świadectwo niegasnącej pasji wspinaczki wysokogórskiej. Mnogość rysunków, szkiców, map, obrazów. Wszystko w jednolitej wizerunkowo szacie graficznej, nagłówków, wstępniaków, podpisów, podsumowań, osi czasu. Nie brakuje portretów gór, dróg wspinaczkowych, charakterystyki i profili. Szkoda, że nie ma większej liczebnie prezentacji szczytów. Przydaje się indeks haseł i gór. Jestem przekonana, że książka zainteresuje każdego miłośnika wspinaczki wysokogórskiej, sama zamierzam wielokrotnie do niej zaglądać. Warto, aby taka publikacja była z każdym wydaniem aktualizowana.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, alpinizm, himalaizm, encyklopedia, 360 stron, premiera 14.10.2021 (2011)
praca zbiorowa, tłumaczenie Maciej Jakub Jabłoński
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

LIPCOWE DZIEWCZYNY

PHOEBE LOCKE (NICCI CLOKE)

"Z każdą z nich dzieli taką chwilę. To spojrzenie, gdy wiedzą, że to koniec... że nie ma już ucieczki."

Poprzednia książka Phoebe Locke zatytułowana "Człowiek z lasu" zrobiła na mnie dobre wrażenie, przebijała w niej atmosfera grozy i niebezpieczeństwa, ale przydałoby się więcej zaskakujących akcji, dłuższego trzymania w niepewności i silniejszego podsycania napięcia. Natomiast "Lipcowe dziewczyny" miały już silnie roznieconą iskrę rozpalającą wyobraźnię odbiorcy i odwołującą się do intensywnych emocji. Rewelacyjnie bawiłam się zmierzając ku finalnej odsłonie.

Przyciągnęła wielowarstwową i pogłębioną oprawą psychologiczną. Zachęcała do wnikliwego przypatrywania stopniowo odkrywanym aspektom funkcjonowania umysłu człowieka i źródłom szerokiej palety emocji. Podobała mi się atmosfera tajemniczości, wrażenie, że za jednym odkrytym sekretem czaił się kolejny, a im więcej ich było, tym bardziej złowrogo wybrzmiewały. Niekiedy rozwój wypadków naciągany, ale został skonstruowany w zgrabny sposób i z wyczuciem potrzeb budowania napięcia. Udane oddanie osobowości postaci, wierzyłam w ich myśli i postawy. Przekonały zawirowania towarzyszące procesowi dojrzewania w toksycznym środowisku, gdzie relacje między członkami rodziny przybierały osobliwe formy, a kontrastowe zestawienie sygnałów skłaniało do interpretacji. Skupiłam się na wychwytywaniu niuansów w ogniwach zależności i psychologicznej władzy. To w nich kryło się wyjaśnienie przeszłości i rozumienie teraźniejszości. 

Obserwowałam, co działo się od dwa tysiące piątego do dwa tysiące siedemnastego roku. Autorka umiejętnie nasyciła fabułę incydentami, skrawkami znaczących informacji, poszarpanymi wspomnieniami i niejednoznacznymi relacjami. Przyjemnie odebrałam zwłaszcza dwa zwroty akcji, zaskoczyły mnie, a tego właśnie oczekiwałam. Zakończenie sprytnie połączyło wątki, nie zaszokowało, ale dało sensacyjną pożywkę dla wyobraźni. Tego typu thrillery psychologiczne mają coś, co wykracza poza zwykłą intrygę, a wchodzi w mroczną naturę człowieka. Pokazują, jak łatwo mylimy się w osądach, jak to, na co patrzymy wcale nie musi być tym, co sobie wyobrażamy, zaś silne uczucia w pewnych okolicznościach nie dla wszystkich znaczą to samo.

Londynem wstrząsają ataki terrorystyczne. Nerwowa atmosfera panuje wśród mieszkańców. Na to nakładają się zniknięcia w południowej części miasta młodych kobiet, dokładnie w rocznym odstępie. Policja dostrzega uderzające podobieństwa i dziwne zbiegi okoliczności, ale nie radzi sobie ze złapaniem sprawcy. Addie, po zniknięciu matki i częstymi nieobecnościami ojca w domu ze względu na pracę, wychowywana jest przez starszą siostrę Jessicę. Dziewczyny łączy silna więź i tajemnica nie do powierzenia nikomu. W końcu zaczynają podejmować konfrontację z przeszłością, każda na swój sposób, a każdy siódmy lipca odnawia stare i dokłada nowe rany.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller psychologiczny, 342 strony, premiera 14.07.2021 (2019)
tłumaczenie Bartłomiej Nawrocki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

wtorek, 18 stycznia 2022

OBSERWATORZY SPOZA CZASU

H.P. LOVECRAFT, AUGUST DERLETH

"Są rzeczy, których lepiej nie wywlekać na światło dzienne i które powinny same z siebie, stopniowo, powoli popaść w zapomnienie."

Stopniowo odświeżam znajomość z twórczością Howarda Phillipsa Lovecrafta ("Zgroza w Dunwicz i inne przerażające opowieści", "Przyszła na Sarnath zagłada", "W górach szaleństwa", "Koty Ultharu"), twórcy mitologii Cthulhu, prekursora fantastyki naukowej. Wnikając w świat jego wyobraźni mam wrażenie, że moje zdolności fantazjowania na potrzeby odbierania literatury stają się bardziej elastyczne, rozciągliwe i plastyczne. Nie ulega wątpliwości, że Lovecraft potrafi perfekcyjnie manipulować emocjami czytelnika, sprawiać, by współodczuwał to, co wydarza się bohaterom, wyczuwał niepewność między wierszami, niemal od pierwszych akapitów. Stworzone przez niego historie przekonują, że nie ma ograniczeń czasowych, przestrzennych i jedności miejsca zdarzeń. Wychodzę ze swojego mikro świata i wkraczam w multi wszechświat, wędruję po osi czasu w przeszłość i przyszłość, jestem naocznym świadkiem walki dobra ze złem, Starszych Bogów i Wielkich Przedwiecznych, a także odprysków ich woli i aktywności ujawniających się w przestrzeni kluczowych postaci, znacząco rzutujących na przebieg lub koniec ich życia. Nic zatem dziwnego, że wymyślone lovecraftowskie opowieści spotykają się z uznaniem, sympatią i adoracją. Inspirują czytelników do tworzenia własnych opowieści na podstawie jego dzieł. 

August Derleth należał do miłośników twórczości ojca horroru. Przez wiele lat korespondował z Lovecraftem, zaś po jego śmierci zebrał niedokończone opowiadania, projekty i notatki, na wzór mistrza nadał im formę gotową do publikacji, założył własne wydawnictwo i wypuścił opowiadania w świat. Frapująco było zajrzeć do pomysłów Lovecrafta, poczuć ducha jego dorobku, zerknąć jak ktoś inny rozwinął jego fantastyczne myśli. Przyjemnie weszłam w klimat grozy, dobrze poczułam się w inscenizacji niesamowitości, zaprzyjaźniłam się z nieprawdopodobieństwem. Rewelacyjnie oddano dzikość leśnych ostępów, zakazane obszary puszczy, tajemniczość moczar ciągnących się hen pośród głuszy. Obawami napawały hałasy pośród zalesionych wzgórz, groza wyrażająca się okrzykiem bólu i przemocy, strachem w oczach mieszkańców okolicznych wsi i miasteczek. Przerażające sekrety przekazywane z pokolenia na pokolenie, ostrzeżenia przed czymś wymykającym się racjonalnym wytłumaczeniom, zabobony urastające do miana szaleństwa.

Źródłem wszystkiego wydawał się przeważnie wielowiekowy dom stojący samotnie na odludziu, przez wiele lat niezamieszkały, odziedziczony przez męskiego potomka, który za wszelką cenę pragnął poznać jego nietypową historię i niezgłębione zagadki mrożące krew w żyłach. Aura wrogości i zła, nieziemskie koszmary, senne wizje, halucynacje dźwiękowe, plugawe istoty, osobliwe łańcuchy wydarzeń. Kamienne wieże, kamienne kręgi, ukryte pomieszczenia, pokoje na poddaszu, trudne do odczytania wzory i zdumiewające zapisy w przykrytych kurzem księgach. Za każdym razem śledztwo nabierało mrocznych odcieni, a im dalej się posuwało, tym większe siało spustoszenie w ludzkich umysłach. Groza, strach i lęk, paranoja, obsesja i fiksacja, nieufność, niedowierzanie i sceptycyzm, rozparcelowane na czynniki pierwsze, każdy niespiesznie rozwijany. Chodziło o to, bym nie przemykała po akcji, lecz całkowicie w nią weszła. Momentami miałam wrażenie zawieszenia w czasie i przestrzeni, a wówczas jeszcze dobitniej dochodziły głosy z dalekiego kosmosu i dowodów obcego życia. Kiedy zorientowałam się, że krótkie formy powielają ten sam wzorzec, rozdzieliłam przygodę czytelniczą na kilka dni, tak aby nie nastąpiło znużenie podobieństwami. Podobało mi się zwłaszcza "Ciemne bractwo" i "Cień z przestworzy", tym opowiadaniom przydzieliłabym maksymalną notę.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura grozy, 538 stron, premiera 03.11.2021 (1974), tłumaczenie Robert P. Lipski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

MĘŻCZYZNA BEZ TWARZY

[PATRONAT]

ANNA WYSOCKA-KALKOWSKA

"Czemu ludzie ciągle z czymś gonią i potrzebują tak wiele do szczęścia, kiedy wszystko, co najpiękniejsze, leży w zasięgu ręki?"

Lubię sięgać po książki tej autorki, oferują piękne opowieści o tym, co w życiu najważniejsze, a przy tym ciekawie splatają losy postaci. Literatura obyczajowa, która przekonuje, bazuje na prawdziwych odniesieniach, różnorodności postaci, ciepłym klimacie. Słodkie i gorzkie smaki codzienności, sukcesów i porażek, marzeń i zawodów. Wzloty i upadki ukazane z wyczuciem, bez epatowania skrajnymi emocjami i uproszczonymi schematami. Anna Wysocka-Kalkowska dotyka dusz nie tylko bohaterów, ale też czytelników. "Taniec z motylami", "Moje życie bez ciebie", "Gdyby ocean milczał" (patronat Bookendorfiny), a teraz "Mężczyzna bez twarzy" (patronat Bookendorfiny).

Człowiek wybiera różne ścieżki życiowe. Na rozstajach dróg decyduje się na jedną, biegnie tam, gdzie prowadzą go intuicja, rozum i serce. Rzadko znajduje czas i uzasadnienie dla rozważań, co by było, gdyby zdecydował inaczej. Ale czasem, nawet kiedy w życiu układa się, wydaje się, że niczego nie brakuje, szczęście ogarnia rodzinę a satysfakcja pracę, zatrzymuje się na chwilę, cofa do decyzji znaczących szlak sukcesów, spotkania z kimś bliskim, odkrycia prawdy o sobie. Wówczas spekuluje nad możliwymi scenariuszami, którym nie dał szansy wypełnić się, osobliwie za nimi tęskni. Wcale nie oznacza to, że powątpiewa w obecne powodzenie, ale że intensywnie uświadamia sobie i docenia, że udało mu się je przyciągnąć przy wsparciu uśmiechu losu.

Autorka pokazuje, że to drugi człowiek prowadzi ku spełnieniu. Intymne dotykanie dusz, podobnie jak oswajanie wiatru targającego ludzkimi losami, wspaniale równoważy to, co się nam przytrafia, osiągamy lub tracimy. Otwartość na drugą osobę, zrozumienie odmienności, docenienie tego, co wnosi w nasze życie. Czy udałoby się Agacie urzeczywistnić tyle pragnień i marzeń, gdyby na swej drodze nie spotkała oddanego przyjaciela, wiernego partnera, bratnią duszę? Jak bliskie możemy stworzyć relacje z osobami, których nie znamy osobiście, a jedynie poprzez rozmowy rozgrywane pod wpływem chwili? Czy udaje się pogodzić wartości wierności i oddania z nową ekscytacją i urozmaiceniem? Na ile sposobów serce potrafi kochać? Czym jest miłość i przyjaźń?

literatura obyczajowa, 206 stron, premiera 06.12.2021
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

PAMIĘĆ ZWANA IMPERIUM

ARKADY MARTINE

TEIXCALAAN tom 1

"Historia zawsze robi się gorsza, gdy już się ją spisze."

Byłam bardzo ciekawa książki, która otrzymała nagrodę Hugo 2020. Chwyciłam ją z zapałem i weszłam do świata Imperium, któremu nic nie mogło się oprzeć, jego ekspansjonizm w kosmosie przybierał oszałamiające zasięgi. Teixcalaanie to mistrzowie w politycznych rozgrywkach, rozgrywali szarady dyplomatyczne na najwyższym poziomie, zawsze dostawali to, co przynosiło im krociowe zyski. Śmiało podbijali planety, natychmiast wciągali je w zakres swoich wpływów. Ciekawie odmalowano zasady i reguły rządzące stolicą Imperium, miasta zajmującego całą planetę, funkcjonującego w wielu strefach. Zmyślnie opisano elitę władzy i współzawodnictwo między jej segmentami. Przyjemnie przebijałam się przez otoczkę tajemniczości, rozgryzałam siły sprawujące kontrolę, dochodziłam do nieoficjalnych kanałów i sterów. Spiski i wolty, uniki i ataki, podporządkowanie i podżeganie. Te aspekty powieści przyciągały. Potwierdziło się, że dla władzy i bogactwa ludzie byli w stanie zrobić wszystko, chwytać się wszelkich metod i sztuczek, nawet jeśli wychodzili w kosmiczne obszary i odbywali międzyplanetarne podróże.

Stacja górnicza Lsel od wielu lat czyniła dyplomatyczne wysiłki, aby flota Teixcalaanlijska jej nie pochłonęła. Sprawowała pieczę nad bramami skokowymi do obszarów kosmosu i handlowała z Imperium wydobytymi surowcami. Pragnęła pozostać wolnym punktem na mapie wszechświata. Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach zwolniła się posada ambasadora Lsel w Teixcalaanie, wysłała nową przedstawicielkę dyplomatyczną. Dzmare Mahit wyruszyła w podróż do gniazda mistrzów gry politycznej bez dostatecznej wiedzy i ze znikomym wzmocnieniem rejestrów przeszłości. Spodobał mi się pomysł na ideę imago, precyzyjnie skalibrowanego neurologicznego wszczepu zapewniającego dostęp do zintegrowanych wspomnień poprzedników. Wizja narzędzia, które może powstać w przyszłości. Zastanawiające, w jakim stopniu będzie miało wpływ na kierunki rozwoju cywilizacji. Szkoda, że autorka jeszcze bardziej nie wykorzystała możliwości oferowane przez imago, ale to dopiero pierwszy tom, zatem może w kolejnych to uczyni.

Nie przeszkadzało, że scenariusz zdarzeń wolno się rozgrywał, miało to swoje plusy, jednak momentami wydawało się, że niektóre sceny za bardzo były przeciągane, tym bardziej, że obracały się wokół podobnego schematu. Mnóstwo dialogów prowadzących ścieżką wyjaśniania tajemnic, od czasu do czasu przerywane były spektakularnymi incydentami, ale w konsekwencji niewiele z nich wynikało. Człony imion i nazwisk uwzględniających liczebniki i przymiotniki tworzyły specyficzny klimat, lecz potrzebowałam czasu, aby swobodnie sobie z nimi radzić. Trochę raziła niekonsekwencja, z jednej strony ścisłe trzymanie się protokołów, z drugiej używanie zdrobnień w oficjalnych rozmowach. Zupełnie nie przekonała mnie kluczowa postać. Rozumiałam, że jako młoda osoba została wysłana z misją szpiegowską na terytorium wroga, mało było czasu, aby ją właściwie przygotować do funkcji ambasadorki, nie wszystko przebiegało tak, jak to zaplanowali przywódcy, ale odebrałam ją jako dziecko wrzucone do ogromnego pokoju z zabawkami, zachwycające się kolorami i kształtami, a nie chęcią poznania tego, co stanowiło klucz do politycznej gry. Jeśli tak miała wyglądać praca najwyższego rangą przedstawiciela dyplomatycznego, to każdy mógł ją pełnić. Brakowało wiarygodności, prestiżu i sprytu.

Wpadałam w powieści na wielkie balony, pozornie skrywały lub symbolizowały coś frapującego i ważnego. Rozdmuchano je do granic możliwości w zapowiedziach akcji, ale po przekłuciu traciły na intrydze, mocy zaangażowania i przyciągania. Wkradło się też kilka potknięć w logice zdarzeń. Zdradzanie strategicznych tajnych informacji dopiero poznanym osobom, z oczywistych względów podstawionym, nie brzmiało rozsądnie. Swobodny dostęp osób postronnych do ciała zmarłego, który pełnił ważną funkcję, za bardzo naciągane. Scena ze spaniem na trawniku rozśmieszyła zamiast podsycać napięcie. Niedociągnięcia i infantylności zaskakiwały w nagrodzonej powieści. Trzeba było odsuwać je na bok, przymykać oko na naiwności i uproszczenia, by przebijać się przez przygodę. W moim odczuciu, tytuł kierowany do mniej wymagających i młodych stażem czytelników, nastawionych na lekką rozrywkę w klimacie fantastyki wzbogaconej wątkiem kryminalnym, lubiących nieskomplikowaną akcję i niezobowiązujące zaangażowanie.

3.5/6 - w wolnym czasie
fantastyka, 536 stron, premiera 16.11.2021 (1019), tłumaczenie Michał Jakuszewski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

W UKRYCIU

LISA GARDNER

DETEKTYW D.D. WARREN tom 1

"Świat to tylko rządzący się pewnymi prawami system, nic więcej... Jeśli pozna się prawa, którymi się rządzi, na pewno przetrwa się."

Wychodzę na chronologiczną prostą w poznawaniu serii o detektyw D.D. Warren z bostońskiego wydziału zabójstw. Niedawno dzieliłam się wrażeniami po spotkaniu z pierwszym tomem "Samotna", a wcześniej czytałam ostatnie (jedenasty "Czyste zło" i dziesiąty "Powiem tylko raz"), gdzieś po drodze i piąty trafił w moje ręce ("Kochać mocniej"). Lisa Gardner zapewniała mocne przeżycia z dreszczykiem, w zgrabnym stylu rozwijała ciekawe pomysły na fabułę, wrzucała w intrygę nie tylko kryminalne wątki, ale również obyczajowe nuty. 

"W ukryciu" sporo elementów mi przypasowało. Powieść znakomicie niosła w rozwiązywaniu detektywistycznej zagadki, stwarzała pole do snucia różnorodnych domysłów i interpretacji. Ustrzegła się przewidywalności, zaoferowała zaskakujący rozwój sytuacji. Autorka umiejętnie podsycała napięcie, podkręcała atmosferę niepewności, nie wahała się sięgać po nagłe zwroty akcji. Złożoność śledztwa okazała się silnym atutem przygody, tym bardziej, że jego wydźwięk to kontynuacja zdarzeń z przeszłości. Odpowiadały mi nowe tajemnice do odkrycia powiązane z rozszyfrowanymi poprzednio morderstwami i ponowne spotkanie z poznanymi już postaciami. 

Czasem nieco z mniej realnej strony ukazywały się incydenty czy sploty okoliczności, jednak zostały zręcznie wkomponowane w klimat thrillera. Bohaterowie ciekawie sportretowani, chociaż mogliby być bardziej wyrazistości w osobowościach. Niekiedy brakowało im też konsekwencji w postawach. Choć Warren nadal nie wzbudzała sympatii, to niewątpliwie reprezentowała silny charakter i determinację w dążeniu do celu. W niektórych scenach przekonywały jej wypowiedzi i czyny, w innych działała nieco na wyrost. Przyzwyczaiłam się do lekkiej fiksacji na słusznych według niej przypuszczeniach w śledztwie, na szczęście kierowała zespołem policjantów, którzy podsuwali alternatywne rozwiązania. 

Sporą rolę w scenariuszu zdarzeń odegrał Bobby Dodge, wcześniej snajper w elitarnej specjalnej grupie taktyczno-operacyjnej, teraz detektyw policji stanu Massachusetts. Po przypadkowym odnalezieniu przez nastolatków podziemnej jamy a w niej sześciu osobliwie zabalsamowanych zwłok dziewczynek, Warren i Bobby próbowali dotrzeć do prawdy o motywach i tożsamości sprawcy brutalnych czynów. Całkiem możliwe, że dawny szpital psychiatryczny w dzielnicy Mattapan skrywał inne przerażające tajemnice. Skoncentrowano wszystkie siły na poszukiwaniu kogoś piekielnie inteligentnego, zepsutego do szpiku kości i działającego niezwykle metodycznie. Ilość elementów detektywistycznej układanki, z których jeden nie pasował do drugiego, wydawała się przytłaczająca i nieskończona.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 428 stron, premiera 15.09.2021 (2007)
tłumaczenie Katarzyna Procner-Chlebowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

niedziela, 16 stycznia 2022

ŚWIĄTECZNE TAJEMNICE II

ISAAC ASIMOV, DOUG ALLYN, JOSEPHINE BELL, MARJORIE BOWEN, G.K. CHESTERTON, AGATHA CHRISTIE, MARY HIGGINS CLARK, STANLEY ELLIN, ED GORMAN, CYRIL HARE, O. HENRY, E.W. HORNUNG, H.R.F. KEATING, DICK LOCHTE, JOHN LUTZ, NGAIO MARSH, ED MCBAIN, BRADFORD MORROW, SARA PARETSKY, BARRY PEROWNE, ELLIS PETERS, PETER ROBINSON, JONATHAN SANTLOFER, WILL SCOTT, JOSEPH SHEARING, ROBERT LOUIS STEVENSON, REX STOUT, JULIAN SYMONS, EDGAR WALLACE, ETHEL LINA WHITE

"Na ten dzwonek nikt nie odpowiedział, więc ten, kto dzwonił, jeśli faktycznie miał złe zamiary, już może wyłamuje zamek lub obchodzi dom w poszukiwaniu otwartego okna."

W zeszłym roku delektowałam się pierwszym tomem opowiadań kryminalnych z intensywną nutą świąteczną "Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne". To była wspaniała uczta czytelnicza, dlatego w tym roku z przyjemnością wyczekiwałam kontynuacji. Drugi tom okazał się równie satysfakcjonującą przygodą w mrocznej odsłonie grudniowych świąt. Połączenie intrygujących detektywistycznych zagadek z miłą świąteczną oprawą był świetnym pomysłem na zerknięcie w ostatnie dni grudnia z nieco innej niż zwyczajowo perspektywy, ku uciesze wyobraźni i bystrości skojarzeń. Ponadto w ferworze prac związanych z końcem roku, krótkie formy literackie wyśmienicie się sprawdzały, mogłam po nie sięgnąć i wypełnić małe jednostki czasu relaksem czytelniczym. Trzydzieści opowiadań różnych pisarzy wspaniale umiliło późnowieczorne spotkania z książką.

Żarliwie polowałam na książkę, koniecznie chciałam, aby powiększyła mój domowy księgozbiór, gdyż łączyła ukochane przeze mnie elementy, ciekawe zagadki kryminalne i miłą świąteczną oprawę. Z przyjemnością zanurzałam się w różnorodnych kryminalnych brzmieniach, ciesząc się zwłaszcza tymi, na których osiadła już patyna czasu a wciąż potrafiły oddziaływać na wyobraźnię. Ale i te bardziej współczesne wywoływały pozytywne wrażenia. Spodobał mi się wybór mini dzieł powstałych w różnych perspektywach czasowych, od tysiąc osiemset osiemdziesiątego piątego roku do dwa tysiące jedenastego roku. Miałam wspaniałą okazję przyjrzeć się odmiennym stylom pisania, budowania atmosfery, podgrzewania emocji, wyprowadzania odbiorcy w pole w zakresie domysłów, zaskakiwania rozwiązaniami, dorzucania zajmujących elementów, fantastycznie wplecionym w fabułę dialogom, zwłaszcza tym rzucającym światło na dawną epokę.

Zgromadzone w jednej księdze utwory wbijały się w moje oczekiwania, sprawiały, że natychmiast miałam ochotę sięgać po kolejne. Antologię atrakcyjnie skompletowano i podzielono na pięć segmentów. Chociaż umieszczono klasyczne opowiadania na końcu książki, to właśnie od tradycyjnych barw mieszanki kryminału i świąt rozpoczęłam przygodę. Następnie przeszłam do poznawania współczesnych opowiadań przywołanych w środkowej części. Ponadto, cieszyłam się opowiadaniami potrafiącymi przerazić, zaskoczyć i skrywać długie cienie tajemnic. Kolejny raz zachwycił mnie bardzo wysoki poziom utworów, nawet jeśli gdzieś pojawił się mniej przekonujący scenariusz zdarzeń, to znakomicie nadawał kolorytu całości. Książkę zdecydowanie opłaca się uwzględnić w planach, wybornie wzbogaca domowy księgozbiór, okazuje się sprawdzonym pomysłem na prezent. Każdy znajduje coś, co mu się szalenie podoba, wprawia w zaskoczenie, podnosi adrenalinę, wywołuje uśmiech, a przy okazji wpasowuje się w zimowy nastrój.

5.5/6 - warto przeczytać
opowieści kryminalne, 742 strony, premiera 23.11.2021 (1885-2011)
tłumaczenie Katarzyna Krawczyk, wybór i opracowanie Otto Penzler
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

ARKA

JOHN LYNCH

"Odwaga to pokonanie strachu, a nie brak strachu." Mark Twain

Nawet się nie obejrzałam, kiedy dotarłam do końca książki. Wciągnęła w świat finansowych przekrętów w rzucie oka na modowy biznes. Początkowo John Lynch niespiesznie rozwijał akcję, dokładnie przybliżał mechanizmy działania funduszy inwestycyjnych i osoby zaangażowane w jego funkcjonowanie, tak aby nawet niewprawny w tematyce czytelnik poczuł się swobodnie w intrydze. 

Jednocześnie rysował sylwetkę drugiej strony uczestnika zdarzeń, od pierwszych projektanckich pasji, poprzez rozruch firmy, aż do stanięcia na granicy walki o wszystko. Fantastycznie dokonał zestawienia żądzy władzy i pieniędzy z ambitnymi marzeniami i wizjami. Polubiłam Trumana Chase'a, założyciela i dyrektora TruCo Apparel, polskiej firmy odzieżowej, dobrze radzącej sobie w konkurencyjnym świecie mody, chociaż obciążonej umowami pożyczkowymi. Wydawał mi się przekonujący. Świeży i niezmanierowany, zdeterminowany, pozytywnie nastawiony do świata, ludzi i firmy. 

Natomiast Fernando Tomasi, prezes zarządu Arki, funduszu inwestycyjnego, zawierał sprzeczne cechy. Z jednej strony bezwzględność i dzikość, z drugiej ignorancja i głupota. Nie miałam polubić Portorykańczyka, to on trzymał ster niecnych zamiarów przejęcia, ale liczyłam, że będzie bardziej frapującą osobą. Natomiast podobało mi się dynamizowanie złowrogich symptomów, rozpaczliwe poszukiwanie dróg wyjścia z kryzysu, zgrabne uaktywnianie sprzymierzeńców i przyjaciół, oraz wrogie odbicia konsekwencji podejmowanych kroków. Zajmująco nakręcano spiralę niepewności, namacalnego niebezpieczeństwa i prawniczych kruczków. Nie byłam pewna, co za chwile się wydarzy, do jakich dojdzie incydentów, z czym trzeba będzie się liczyć, jak wyprzedzić agresora. 

Zakończenie trochę rozczarowało, nie sądziłam, że przyjmie taki gładki obrót, chętnie widziałabym więcej destruktywnych i niekorzystnych efektów. Na koniec, uwierała przesadna gloryfikacja i podziw dla Lecha Wałęsy, zupełnie jakby sam budował opozycję, ale nie będę tego rozwijać. Podczas sceny w kościele, padła refleksja, skąd polski ksiądz mógł znać amerykańską literaturę, nie wydała mi się trafiona. Po książkę warto sięgnąć, ciekawy pomysł na fabułę, postaci i klimat, przyjazna narracja, zręczne podgrzewanie atmosfery, spektakularne incydenty. Debiut Johna Lyncha, amerykańskiego przedsiębiorcy, żyjącego od ćwierć wieku w Polsce. Fabuła inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z jego życia. W bonusie garść wiedzy o funduszach inwestycyjnych.

4.5/6 - warto przeczytać
sensacja, 462 strony, premiera 27.10.2021, tłumaczenie Piotr W. Cholewa
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Ringier Axel Springer Polska.

sobota, 15 stycznia 2022

NA BARANA!

Bardzo przyjemnie było oddać się zabawie polegającej nie na rywalizacji a współpracy, i to takiej, w którą można wciągnąć całą rodzinę, zarówno małolaty, jak i dorosłych. Szybko zadomowiliśmy się w słonecznej wiosennej parkowej scenerii, gdzie ściągaliśmy porwane przez wiatr zabawki, ale również szukaliśmy domków dla licznych zwierzątek. A na wszystko mieliśmy zaledwie jeden dzień planszowy, musieliśmy spieszyć się, aby zdążyć przed zachodem słońca na tęczowej drodze. Spodobała się nam oprawa graficzna gry, kolorowa i sympatyczna, z dużymi i małymi elementami, natychmiast przyciągała uwagę dzieciaków, a i dorośli docenili ciepłą i zabawną kreskę ilustracji.

Gra oferowała kilka wariantów wciągającej rozrywki. Podstawowy dotyczył zebrania pogubionych przedmiotów z drzew, za pośrednictwem mini piramid tworzonych z klocków ludzików, kalkulowania, jaki ruch jest bardziej opłacalny, na co warto postawić, a kiedy odpuścić manewr zagrywki, następnie zebrania się w jednej części ogrodu. Pozornie wydawało się, że to prosta sprawa, a jednak po kilku ruchach okazywało się, że potrzebne jest opracowywanie na bieżąco wspólnej rodzinnej strategii. Gra angażowała, oprócz czynnika losowego, uzyskiwanego dzięki obracaniu strzałki na małej tarczy, zespołowo wybieraliśmy, jak najszybciej osiągnąć cel, bo presja czasu rosła.

Wariant rozszerzony spotkał się z jeszcze większym uznaniem. Dopiero przy nim zaczęło być bardzo gorąco w grze, promienie wędrującego słońca podgrzewały napięcie i przypominały o limicie czasu. Niekiedy trudno było najmłodszym szybko podjąć decyzję, czy bardziej opłaca się odkryć ślimaczka, robaczka, sowę, biedronkę, wiewiórkę, mrówkę, ptaszka i kotka, czy przeprowadzić małe zwierzątka na baranach dużych, do których należał kret, królik, ryba i gołąb. Przydatne ćwiczenia logicznego myślenia dla każdego gracza, ale też pokaz umiejętności kooperacji w realizacji wspólnego celu, kształtowania emocji związanych z wygraną i przegraną.

Wypełniliśmy limit graczy, była nas szóstka, ale już dwie osoby mile spędziły czas przy "Na barana!". Już trzylatki mogły dołączyć do rozrywki, chociaż najmłodsi gracze początkowo, zwłaszcza w poznawaniu reguł gry, wymagali wspomagania dorosłych. Później zabawa sama się rozwijała, rozkręcała w poziomie trudności, intensyfikowała entuzjazm, ożywienie i ekscytację, zwłaszcza kiedy połączyliśmy oba warianty gry. Z fikcyjnej zamieniliśmy się w prawdziwą rodzinę Grywalskich, która jednoczy się w misji i błyskawicznie komunikuje. Steven Michiel Rijsdijk i Anne Mijke van Harten opracowali ciekawą i wdzięczną grę. Najmniejsza jednostka czasu z nią spędzona to kwadrans, ale sporo ich minęło zanim nasyciliśmy się poszczególnymi turami.

Warto podkreślić porządne wykonanie planszy, dwuczęściowego drzewa, obustronnej tarczy losującej ze strzałką, słońca, czterech drewnianych pionków w wariancie rodziców i dzieci, czterech żetonów zabawek, ośmiu żetonów małych zwierząt i czterech żetonów dużych zwierząt. Jedynym mankamentem było chwiejne zawieszanie zabawek na drzewie, przy obracaniu podstawy potrafiły znienacka spaść z gałęzi. Ale w końcu gwałtowniejsze ruchy, spowodowane zwłaszcza przez niecierpliwe ręce młodych graczy, działały niczym nagły podryw wiatru, zatem latawiec, piłka, samolot i balon wyrywały się z pułapki. Zdecydowaliśmy, że i pozostałe gry z serii "Rodzinka wygrywa" wpadną w nasze ręce ("Kotek psotek", "Mali detektywi", Wyprawa do babci", "Park dinozaurów"), idealne pomysły na jesienne i zimowe wieczory spędzane z całą rodziną. 


5/6 - koniecznie ściągnij z drzew zabawki i zaprowadź zwierzątka do ich domów
familijna kooperacyjna gra planszowa, premiera 15.09.2021
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

TUŻ ZA ŚCIANĄ

LOUISE CANDLISH

"Chcielibyśmy powitać pana na naszej ulicy..."

Niedawno przedstawiałam pozytywne wrażenia po zapoznaniu się z "Ostatnim piętrem", miękko i z zainteresowaniem wchodziłam w intrygę, choć nie okazała się złożona, wiele elementów przewidziałam, to chętnie zdejmowałam warstwy kłamstwa, by dotrzeć do prawdy, zaś atmosfera psychologicznej niepewności stanowiła duży atut. Wcześniej miałam spotkanie z "Na progu zła", powieścią, którą przegadano, za bardzo rozciągnięto sceny, jakby autorka nie wierzyła, że czytelnik był w stanie sam wykreować obrazy w wyobraźni, brakowało zwrotów akcji i niespodziewanych alternatywnych domysłów. Tym, co łączyło thrillery z "Tuż za ścianą" to zawód, że łatwo domyślałam się następstw zdarzeń. Czynienie trafnych interpretacji nie było wyzwaniem, skromnie dozowano niedopowiedzenia podgrzewające napięcie.

Przyznam, że wynudziłam się przy "Tuż za ścianą". Przyjazny styl narracji, zgrabna konstrukcja fabuły, mnogość bohaterów i ciekawy pomysł na intrygę, ale... Chociaż poszczególne elementy zapowiadały mocne przeżycia, to jako całość dały się poznać jako przeciętne, bezbarwne, bez polotu. Nie zaiskrzyło, nie doszło do wybuchu emocji, sporo niewypałów w incydentach. Przez książkę przechodziłam z obojętnością. Nie mogłam wczuć się w sytuację postaci, wydawały się płaskie a ich zachowania przejaskrawione. Zaczęłam zastanawiać się, czy nie podeszłam ze złym nastawieniem do książki, oczekiwałam wciągającego i frapującego thrillera, a otrzymałam coś na kształt satyry średniej warstwy społecznej. Nawet uwzględniając zmianę podejścia do przygody czytelniczej wiele aspektów wciąż było naciąganymi, zaś obyczajowe nuty nie nabrały głębi.

Sąsiedzkie sprzeczki przybrały irracjonalną formę. Pozornie i w prawdziwym życiu mogłyby takimi się stać, lecz w "Tuż za ścianą" za dużo było szybkiej i łatwej agresji, nakręcającego się gniewu i furii, wtrącania się w sprawy innych, narzucania jedynie słusznej formy osiedlowego zachowania. Autorka postawiła na różnorodność postaci, ale odebrała im rozum, nie mogłam zrozumieć, co w wielu aspektach nimi kierowało, co chcieli osiągnąć taką a nie inną postawą. Marionetkowość i gotowanie się we własnym sosie wzbudzały podejrzenia, że od strony mentalnej zdecydowanie było z nimi coś nie tak. Na plus dla powieści zaliczyłam ukazanie mnogości masek noszonych przez ludzi, odsłanianie sekretów w pozornie idealnych związkach, świadomego ranienia się bliskich, a także zwrócenie uwagi na konieczność wybuchu gromadzonej latami złości, nakręcanie spirali pretensji, napędzanie złego nastawienia, robienia z igły wideł w imię pragnienia dominacji. Co działo się na spokojnym dotąd osiedlu, kiedy wprowadzili się nowi sąsiedzi? Które ogniwa w łańcuchu sąsiedzkiego świata zaczęły ze złowrogim trzaskiem pękać?

3/6 - w wolnym czasie
thriller obyczajowy, 412 stron, premiera 20.01.2021 (2019), tłumaczenie Radosław Madejski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

piątek, 14 stycznia 2022

WĘDROWIEC

[PRZEDPREMIEROWO]

LUCA D'ANDREA

"Czas jest dziwny... To, co odległe, robi się bliskie, i na odwrót."

Luca D'Andrea potrafił stworzyć fenomenalną opowieść. Łączył elementy thrillera, kryminału i obyczajowych nut. Sugestywnie odwoływał się do wyobraźni czytelnika, mieszał mu w głowie, wystawiał na skrajne emocje. Sprawiał, że interpretacja zdarzeń i postaci zmienia się niemal z rozdziału na rozdział. Tak właśnie było w "Istocie zła", która przeniknęła mnie do szpiku kości, z przyjemnością wystawiłam jej maksymalną ocenę. Później miałam okazję poznać "Lissy", charakteryzowała ją wyjątkowo udanie stworzona atmosfera grozy, i chociaż wrażenia były ciut mniejsze, to obrazowo wchodziły w ciemną naturę człowieka. "Wędrowiec" nie zdobył najwyższego uznania, lecz miał w sobie coś, co sprawiało, że chętnie się mu poddałam.

Przekonał klimat zamkniętej społeczności jednej z maleńkich miejscowości Tyrolu Południowego, na własne życzenie oddalonej od cywilizacji i trzymającej się pokoleniowemu następstwu władzy i służebności, każdy znał swoje miejsce w szeregu. Wchodząc w powieść natychmiast poczułam zapach złowrogich sekretów unoszący się nad jeziorem. Magicznie wpływał na członków społeczności lokalnej. Chwytałam wystrzępione skrawki mitologicznej materii, nadszarpnięte czasem szwy opowieści o śmierci młodej kobiety, porwane nici czegoś wymykającego się rozumowemu postrzeganiu. Odczucie wycinkowości, rozdarcia, strzępy informacji, wyblakłe tkaniny ludzkiej pamięci, niechęć do przywoływania faktów, towarzyszyły mi przez całą powieść.

Nie tylko segmentacja fabuły się na to złożyła, ale również specyficzny styl narracji. Długo się w niego wbijałam, wydawał się szorstki i niewygodny, ale znakomicie pasował do tego, co się działo. A działo się wiele, w dynamicznych rytmach, nic nie szło utartymi szlakami budowania scenerii i napięcia, wymykało się spod kontroli wyjaśnień wysuwanych przez czytelnika. Im bliżej końca książki, tym więcej zaskakujących obrotów spraw i zadziwiających incydentów. Trochę pogubiłam się w odczytaniu ostatniej sceny, lecz kiedy zrozumiałam jej wydźwięk i przesłanie, byłam pod wrażeniem, jak łatwo autor zapędził mnie w kozi róg z przypuszczeniami i podejrzeniami. 

Warto poznać duet prowadzący prywatne śledztwo w sprawie sprzed dwudziestu lat, podejrzanej śmierci Eriki Knapp. Córka Sybille nie wierzy w samobójstwo matki, tym bardziej, że anonimowo otrzymuje szokujące zdjęcie z przeszłości. W dotarciu do prawdy pomaga jej Tony Carcano, kiedyś młody dziennikarz, teraz uznany pisarz. To on zajmował się medialnym nagłośnieniem sprawy odnalezienia zwłok Eriki. Natrafiają na dziwne zbiegi okoliczności, intrygujące powiązania, frapujące sprzeczności, tajemnicze objawienia i mistyczne formuły. Sprawa szybko przyjmuje niebezpieczny obrót. Dokąd zaprowadzą fragmenty informacji i zamglone domysły?

4.5/6 - warto przeczytać
thriller kryminalny, 398 stron, premiera 26.01.2022 (2019), tłumaczenie Tomasz Kwiecień
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

LATARNICY

EMMA STONEX

"Ludzie uwierzą we wszystko, a jeśli mają wybór między kłamstwem a prawdą, wolą kłamstwo, bo zwykle jest bardziej interesujące."

Płynęłam przez powieść z ogromną przyjemnością. Od pierwszych rozdziałów przekonywała, tworzyła intrygujący, a zarazem intymny klimat, chętnie się mu poddałam. Wydawało się, że rozwiązywanie zagadki wysunie się na pierwszy plan, a jednak barwy człowieczego losu zdominowały interpretację zdarzeń. Postaci stały mi się szalenie bliskie, swobodnie i z emocjami wchodziłam w ich historie, każda inaczej prezentowała się. Udowadniały swoją prawdziwość, powoli odkrywały sekrety kryjące się w życiorysach, i chociaż wszystkie oscylowały wokół tej samej tragedii, to inaczej ją przedstawiały. 

Przyciągały zarówno tajemnice kryjące się za osobliwym zniknięciem trzech latarników, jak i splot okoliczności prowadzący do dramatycznej sytuacji. Drzwi latarni zamknięte na klucz od środka, dwa zegary zatrzymane na tej samej godzinie i stół nakryty do posiłku dla dwóch a nie trzech osób. Nie można było być pewnym jednego brzmienia narracji. Trzeba było uwzględnić wiele ujęć, aby obraz nabrał właściwych proporcji, kształtów i wielkości. Autorka sugestywnie wciągała w historię inspirowaną prawdziwymi zdarzeniami, ale przesunęła ją o siedemdziesiąt dwa, następnie o dwadzieścia lat. Umiejętnie przeplatała incydenty na osi czasu, tworzyła przestrzeń dla wypowiedzenia się przeszłości i teraźniejszości z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego i trzeciego roku. Udzielała głosu osobom powiązanym z tym, co działo się w grudniowe dni w latarni Maiden Rock, położonej w Kornwalii, dwadzieścia pięć kilometrów na południowy zachód od Land's End. 

Niewyjaśnione zniknięcie Arthura, Williama i Vincenta poruszyło wyobraźnię nie tylko lokalnej społeczności. Sprawa nabrała szerokiego medialnego rozgłosu, wysuwano wiele wyjaśnień, ale żadne nie wydawało się wystarczającym. Kiedy Stonex przywołała do fabuły Dana Sharpa, autora marynistycznych powieści przygodowych, i przydzieliła mu funkcję szukania odpowiedzi poprzez rozmowy z bliskimi ofiar, a potem wyliczała możliwe scenariusze zdarzeń, zastanawiałam się, czy można będzie jeszcze w jakiś zaskakujący sposób dotrzeć do prawdy. Z entuzjazmem dałam się prowadzić w głąb imaginacji, aury surowości, odosobnienia i samotności, przenikałam do skrytych myśli partnerek latarników i ich samych. Byłam zarówno w środku, jak i z boku wydarzeń, lecz z pełnym wtajemniczeniem musiałam wyczekać do ostatniej odsłony. A kiedy zapadła kurtyna z morskiej toni, zapaliły się światła prawdy latarni, znalazły odbicie na falach przypływających do brzegu, zaś na plażę wyrzucono muszle szczerości, jeszcze przez dłuższą chwilę delektowałam się nieco słonym smakiem przygody. Warto było sięgnąć po tytuł w planach, rewelacyjnie wykorzystał drzemiący w nim potencjał, dał poczucie czytelniczego spełnienia, dostarczył materiału do refleksji o życiu, stracie, małżeństwie, przyjaźni, wspomnieniach, nas samych i innych. Zerknijcie na inne książki Echa, które przedstawiłam na Bookendorfinie: "Kształt ruin", "Czarny lampart, czerwony wilk" i "Ile z gór tych złota".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, kryminał obyczajowy, 364 strony, premiera 28.11.2021
tłumaczenie Agata Ostrowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 13 stycznia 2022

ILE Z GÓR TYCH ZŁOTA

C PAM ZHANG

"Ba umiera w nocy, więc trzeba zdobyć dwa srebrne dolary..."

Powieść do powolnego smakowania, delektowania się pięknym stylem narracji, z pierwszym odczuciu nieco specyficznym, ale zyskującym na uznaniu z każdym rozdziałem. Głębokie myśli uderzają czytelnika już od pierwszych stron, kiedy orientuje się, że za główną warstwą fabuły skrywają się ciekawe spostrzeżenia, niezwykły klimat i przyciągająca magia czegoś nieuchwytnego. Natychmiast zastanawia się, co jeszcze dostrzeże oprócz widocznych gołym okiem scenerii zdarzeń, w jakim stopniu przeniknie przez myśli głównej bohaterki, na ile umiejętnie zinterpretuje relacje i wspomnienia. Z jednej strony namacalne dowody trudnej i wymagającej egzystencji, z drugiej podsycanie nadziei na określenie własnej tożsamości, powiązanej z gorzkim dziedzictwem, cennymi naukami i fałszywymi wyobrażeniami. Frapująco odkrywa się historię rodziny, jednej z wielu, która marzy o ziemi obiecanej, poddaje się gorączce poszukiwania złota, stara się przetrwać w ramach pracy w kopalni węgla, poznaje gorzki smak porażki, a przede wszystkim pomimo wszelkich przeciwności wciąż walczy o jedność.

Smutne i przygnębiające refleksje dochodzą do głosu, dają o sobie znać ostrość i brutalność, pozbawiają złudzeń i zaufania. Relacje między siostrami niosą ogromny ładunek sprzecznych emocji, przeplatają się ciepłymi i zimnymi barwami, wymykają się jednoznacznej definicji. Wyjątkowo przekonująco przedstawione, nawet jeśli między rodzeństwem trwa cisza, a może zwłaszcza wtedy, docieramy do najskrytszych tajemnic. Na wszystko nakłada się obraz wyschłej i wymarłej ziemi, spragnionych i suchych ludzkich serc, alkoholowych ucieczek w zapomnienie i zwrotów przeciwko własnemu oszukańczemu ciału. Tułaczka dwóch osieroconych sióstr, diametralnie różnych, a jednak połączonych wspólnym węzłem krwi. Wędrówka wspólna i na własny rachunek, wzdłuż śladów wymierających bizonów i tygrysich pazurów, po bezdrożach straty, tęsknoty, cierpienia, niezrozumienia i upokorzenia, a wszystko w imię lepszych dni, znalezienia własnego miejsca i dotarcia do samego siebie. Zerknijcie również na inne książki Echa, które przedstawiłam na Bookendorfinie, "Kształt ruin" i "Czarny lampart, czerwony wilk".

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 316 stron, premiera 13.10.2021 (2020), tłumaczenie Aga Zano
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca Echa.

DOBRE WYCHOWANIE

AMOR TOWLES

"Właściwe wybory są z definicji środkami, za pomocą których życie konkretyzuje stratę."

Od kilku tygodni kierowałam na książkę oko, intuicja podpowiadała, aby poczekać na odpowiedni moment, kiedy poddam się spokojnym rytmom codzienności i pragnieniu przeniesienia się w czasie. Cieszę się, że wytrwałam w postanowieniu, gdyż powieść okazała się tego warta, spełniła oczekiwania, pozostawiła z uczuciem czytelniczej satysfakcji. Amor Towles dołożył wszelkich starań, abym przeniosła się do przełomu lat trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku, do nowojorskiej elity, gdzie nie umilkły echa wielkiego kryzysu gospodarczego a już złowrogo przenikały do społeczeństwa wojenne symptomy. Komfortowo spasowałam się z narracją, zgrabnie prowadziła po opowieści, nadawała jej szczególnego blasku, tworzyła sugestywne obrazy i rewelacyjnie wbijała się w klimat oddawanych czasów. 

Relacja dojrzałej kobiety o tym, jak wyglądała młodość, jak postrzegała rówieśników, jakimi kierowała się wartościami, cechowała się pięknie uwypuklonymi marzeniami, pragnieniami i nadziejami. Oprowadzała po dawnym świecie z wyczuciem, spostrzegawczością i zrozumieniem ludzkich indywidualności. Słodkie i gorzkie nuty z zręcznie miksowały się, przekonująco nadawały barw ludzkim losom, czyniły postaci bliskimi postrzeganiu czytelnika. Nie zabrakło kontrastów w osobowościach bohaterów, różnorodnego spojrzenia na życie, odmiennych uwarunkowań środowiskowych. Młodość przepełniała każdą stronę powieści, i choć nie wszystko układało się tak, jak życzyłaby sobie narratorka, to nieustannie wyczuwałam ogromny sentyment do tego, co minęło, sympatię do dawnych znajomości i przyjaźni, a także szacunek wobec decyzji i postaw. 

Kate korzystała z życia, niekiedy błądziła, czasem brakowało jej odwagi, często zaskakiwała samą siebie, ale zawsze była sobie wierna w poszukiwaniu spełnienia. Wyczuwałam w niej wyrozumiałość i mądrość, ciepłe serce i otwartość, głód i poszukiwanie. Jej portret ukazał się w wyrazistych barwach, ale też roztaczał przyjemną aurę tajemniczości, co mocno przyciągało. Osoby krążące wokół niej również dawało się zauważyć i bliżej poznać, nadawały znaczący ton wielu zdarzeniom. Podróż Kate w nieznane okazała się nader interesująca, sympatycznie wciągnęła, ale też skłoniła do kilku cennych spostrzeżeń i refleksji. Miałam wrażenie, że każdy z nas, na jakimś etapie życia, trafia na własny Nowy Jork, który potrafi wywrócić świat do góry nogami, i przekonuje się, że tym światem rządzą ci, których pragnienia górują nad potrzebami.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 368 stron, premiera 24.11.2021 (2011), tłumaczenie Anna Gralak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.