Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Noir Sur Blanc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Noir Sur Blanc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2026

WINDA SCHINDLERA

DARKO CVIJETIĆ

„W Czerwonym wieżowcu śmierć zawsze dobrze się czuła i nigdy nie odeszła bez wiana. Wokół wieżowca zabijano i tańczono koło, wiele się działo, wiele dzieci zostało poczętych, wielu zmarłych wywożono dużą windą.”

Książka liczy zaledwie osiemdziesiąt stron, ale jak wiele w niej treści, którą poznaje się z wielkim zaangażowaniem i mocno przeżywa. Coś na kształt wycinkowych opowieści, podporządkowanych klimatowi wojny domowej, przywołujących splot różnych losów ludzkich. Wielkie blokowisko, Czerwony Wieżowiec w Prijedorze i jego sąsiad Błękitny Wieżowiec. Na każdym piętrze osiem mieszkań i indywidualne historie. Lata wprowadzania się, organizowania zwykłej codzienności, nawiązywania sąsiedzkich relacji, dziecięcych zabaw w windzie, w zakamarkach korytarzy, a nawet na dachowym poziomie. Wspólna dla wszystkich rutyna codzienności. Wychodzenia do pracy, chowania się w czterech ścianach, komunikowania się na balkonach, poznawania się w windach. Głośne dziecięce zabawy w piaskownicy, spotkania dorosłych na ławeczkach. A później w ten świat wkracza wojna domowa, nacjonalistyczne umocnienia, religijne uprzedzenia, nieustanne strzały, bezprawne egzekucje, wredne donoszenia, perfidne zdrady i nieludzkie zemsty. Narzędzie zabawy staje się bronią, bezpieczne azyle pułapką, indywidualne winy zbiorową odpowiedzialnością.

Przygodę z „Windą Schindlera” rozpoczynamy od przejmującego opisu losów rodziny, ogrodu i jabłonki Taiba, jakże obrazowego i przemawiającego do wyobraźni, szalenie symbolicznego i niesamowicie parabolicznego. Później podążamy szlakiem opowieści o wybranych mieszkańcach drapacza numer sto jeden. Poznajemy różnorodne okoliczności losów cyrkowego artysty, inżyniera z pobliskiej kopalni, młodej aktorki, znanego piłkarza, ekonomisty, studenta prawa, majstra od wind, człowieka obsługującego spychacza i wielu innych. Mieszanka pochodzenia, przynależności, wykształcenia, zawodów i tradycji. I coraz głośniej rozbrzmiewające głosy śmiercionośnych zdarzeń, obozów internowania, zbrodni wojennych, masowych grobów, nieusprawiedliwionego wymierzania sprawiedliwości, cierpienia, bólu i krzywd. Braterstwo zmienia się we wrogość, jedność w skrajny nacjonalizm, bliskość w separację. Wojna zmienia ludzi, wyzbywa z odruchów zahamowań, zwalnia od odpowiedzialności za czyny, wyzwala to, co w człowieku najgorsze. A im większa zmiksowana zbiorowość ludzka, tym więcej konfliktów. Boszniacy, Chorwaci, Serbowie i inne nacje w kotle galopującej nienawiści i bezsensownych zbrodni. Książka warta uwzględnienia w planach czytelniczych, przejmujące świadectwo indywidualnych losów, bolesnej historii, która nigdy nie powinna przybrać wojennego obrotu.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 80 stron, premiera 24.04.2024 (2018), tłumaczenie Dorota Jovanka Ćirlić
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 5 stycznia 2026

POMARAŃCZKI KOMISARZA MONTALBANO

KOMISARZ MONTALBANO tom 4.7

ANDREA CAMILLERI

"Istnieje prawda procesowa, która biegnie równolegle do prawdy rzeczywistej. Ale te dwa tory nie zawsze prowadzą na tę samą stację.”

Kiedy w pośpiechu sięgałam po reprezentantów serii o komisarzu Salvo Montalbano, nie przypuszczałam, że wylosowałam tom 4.7, a tym bardziej, że czytelniczym łupem padnie szesnasty („Polowanie na skarb”, przedstawiony już na Bookendorfinie). Zorientowałam się jednak, że w serię mogę dowolnie wchodzić, bez konieczności trzymania się porządku numerycznego. „Pomarańczki komisarza Montalbano” zaskoczyły tym, że nie stanowiły powieści, ale zbiór opowiadań. Miniatury kryminalne wywołały dobre wrażenie. Poziom zagadek śledztw wymieszany, trafiały się zarówno wyśmienite i rewelacyjnie angażujące, jak i mniej wciągające, aczkolwiek z ciekawym pazurem pisarskim. Dwadzieścia detektywistycznych rebusów, każdy z innym pomysłem na fabułę, kilka z zadziornym i zaskakującym obrotem spraw finałowej odsłony.

Seria napadów na staruszki, morderstwo kobiety uprawiającej najstarszy zawód świata, mafijne porachunki, zlecenie na zabójstwo, zwłoki w opuszczonym bunkrze, symulowany wypadek, dziwaczne gromadzenie rzeczy, zszarganie opinii kobiety na forum publicznym, małżeńska zdrada, zatrucie gazem, karteczka w amforze z prośbą o pomoc, wpadnięcie pojazdu z pasażerami do przepaści, poszukiwanie oszusta finansowego, nietypowe zachowanie spacerowicza po plaży, tragiczne świadectwo przeszłości, brutalne zabójstwo kobiety w toalecie, znikające obwieszczenia o ślubach, ślepa miłość pełna pułapek, kradzież w sklepie. I jeszcze bardzo przewrotny utwór, z odwołującym się do pisarza bohaterem historii. Pomysłowość Andrei Camilleriego wydawała się czerpać z niezasychającego źródła. Opowiadania swobodnie mogłoby podlegać rozwinięciu w powieść. Jestem przekonana, że autorowi udałoby się sprawić, aby trzymały w napięciu, cieszyły sycylijskim klimatem, uwodziły otoczką osobowości postaci, lecz i krótkie formy okazały się atrakcyjnie i intrygująco pokręcone, wypełnione odpowiadającym mi dialogowym humorem i sarkazmem myśli kluczowej postaci.

Tytuł cechowała zwięzłość stylu narracji, klarowna i przekonująca. W moim odczuciu, chodziło nie tylko o przedstawienie ciekawej techniki dochodzenia do prawdy przez komisarza, korzystanie z intuicji, logiki i doświadczenia, ale również o wykazanie osobliwości zbrodni, powtarzalności cech natury człowieka skażonej wadami i łatwością w rozszyfrowaniu motywów zachowań, a nawet naiwności, głupoty i wiary w doskonałe morderstwo. Ponadto, opowiadania frapująco ukazywały różnorodne żarty życia grającego z nami znaczonymi kartami. Autor bawił odbiorcę odsłanianiem fałszu i demaskowaniem pozorów, włączał w snucie przypuszczeń, interpretowanie osobowości i wyciąganie wniosków. Odwoływał się do mocy klasycznej dedukcji. Miło spędziłam czas z naczelnikiem komisariatu w sycylijskiej Vigacie, cechującym się uporem w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych i dociekaniu prawdy bez względu na okoliczności i przeszkody, oraz osobliwym podejściem do podwładnych. Chętnie chwycę za kolejne tomy licząc na udany wieczór czytelniczy z dreszczykiem i humorem.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 308 stron, premiera 02.04.2025 (2007), tłumaczenie Stanisław Kasprzysiak
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 30 grudnia 2025

POLOWANIE NA SKARB

KOMISARZ MONTALBANO tom 16

ANDREA CAMILLERI

"Kiedy stawia się dwa pytania jedno po drugim, to zawsze lepiej odpowiedzieć najpierw na to drugie, żeby ułatwić w ten sposób odpowiedź na pierwsze."

Specyficzna przygoda czytelnicza, niby na poważnie, niby z humorem, wymieszana nastrojowo. Czytelnik w wielu momentach wybucha śmiechem, ale i wkracza w makabryczny mroczny klimat. Dialogi naładowane osobliwym dowcipem, w którym można pozytywnie zatracić się. Generalnie, odbiorca powieści albo wbija się w żarty autora i wyczekuje kolejnej scenki z zabawą językiem, albo nie do końca przekonuje się do niego. Moje pierwsze spotkanie z serią, zatem wobec kontrastowych odczuć, nie wyrabiam sobie zdania, czy bardziej jestem na plus, czy na minus, choć delikatnie skłaniam się ku pierwszemu.

Pozornie luźny rodzaj kryminału może mnie zaskakiwać i przekonywać, tym bardziej, że zbrodnia prawdziwie odmalowana. Mam zamiar sięgnąć po inny tom, aby odpowiedzieć na pytanie, czy to coś dla mnie na częstsze spotkania. Fabuła zgrabnie toczy się, lecz nie można powiedzieć, że mocno trzyma w napięciu. Doświadczony miłośnik kryminałów stosunkowo szybko orientuje się w tożsamości czarnego charakteru, ale nie ma podstaw wnioskować odnośnie motywów zbrodni. Może również poczuć lekkie znużenie prezentacją intrygi, przeciąganą wewnętrznymi dialogami kluczowej postaci, mało sprytnymi przemyśleniami i dość miałką finałową odsłoną.

Na początek powieści, mieszkańcy miasteczka Vigata zmierzają się z nadciąganiem czegoś mocno niepokojącego. Para staruszków wpada w religijną fiksację i zaczyna strzelać do ludzi. Później, rzucone komisarzowi Montalbano osobiste wyzwanie, w postaci koperty z zagadkowym wierszykiem, pozornie mało znaczącą tajemniczą grą, z każdym incydentem przeradza się w coś złowróżbnego i przerażającego. Na dokładkę, porwana zostaje młoda dziewczyna. Dramaturgia zdarzeń przyspiesza akcję fabuły i ratuje szare komórki Montalbano. „Polowanie na skarb” wypełnia wieczór czytelniczy mieszanymi odczuciami, trochę przeciw i trochę za. Wyczekuję większego sycylijskiego klimatu, ale może tylko w tym tomie go brakuje.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 208 stron, premiera 20.07.20018 (2010), tłumaczenie Maciej Brzozowski
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 24 lipca 2025

PODZIEMIA

DON DELILLO

„Historię tworzą masowe tęsknoty.”

Zdanie przytoczone z pierwszej strony powieści natychmiast mnie zaciekawiło, wpisało się w nurt podążania tropem interpretacji współczesnej cywilizacji. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie Ameryka stała się dla innych wzorcem spełniania się w społecznej wolności. Mieszkańcy różnych państw, oczywiście ze względu na indywidualne uwarunkowania historyczne, polityczne, kulturowe i religijne, w różnym stopniu przypisywali Ameryce przymioty, za którymi warto podążać i angażować się w nie. Można powiedzieć, że powstało swego rodzaju zauroczenie amerykańskim stylem życia. Jedni głęboko chcieli wejść w ten nurt obietnic, inni nie dali się złapać na haczyk niepewności. Łatwo oceniać z perspektywy czasu, trudniej rozumieć na bieżąco. Czy Ameryka zawiodła swoich obywateli i zapatrzonych w nią wielbicieli spoza reszty świata? A może podążała nieuniknioną ścieżką rozwoju przy uwzględnieniu natury ludzkiej i determinujących powszechnych trendów?

Do DeNillo w ciekawym stylu prezentuje opis Ameryki drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Stawia na wielowątkową narrację, na przykładzie konkretnych postaci, z wstecznym naruszeniem osi czasu. Bohaterowie z krwi i kości, normalni ludzie, zwykłe losy, a ich suma wpisuje się w amerykański mit i sen o cudzie. Kolorowe portrety postaci, obdarzone przekonującymi emocjami, podążające tropem marzeń i codzienności, mieszane i zazębiające się, stają się filarem książki. I to świetnie zbudowanym, oddającym ducha czasów, obaw, nadziei, ponadto nieustannych zmian, także technologicznych wraz z dawanymi przez nie możliwościami. Z jednej strony wydawałoby się cudowne perspektywy, z drugiej zderzenie z wypełnionym strachem spojrzeniem na świat zewnętrzny, w którym nie brakuje wojen, terroryzmu, groźby destrukcyjnego ataku. 

Mcdonaldyzacja życia, rozpędzająca się w wielu kierunkach masowa kultura, swobodne odwołania do symboli szczęścia, inna sprawa czy krótkotrwałego, czy długofalowego, wbijanie się w chętnie podchwytywanie tezy, absurdy i paranoje. Pełen wachlarz tego, co działo się z amerykańskim społeczeństwem w drugiej połowie ubiegłego wieku. Książkę czyta się dobrze, wyraziste postaci, sugestywne opisy, ale momentami nieco przytłacza rozmachem podejmowanych kierunków, co wcale nie oznacza krytyki, ponieważ fantastycznie odzwierciedla dynamikę przemian Amerykę i ogromną różnorodność goniących za dobrobytem mieszkańców. Warto przeczytać, ale trzeba się liczyć z tym, że wymaga rezerwacji większej jednostki czasu i większych pokładów wytrwałości.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 920 stron, premiera 24.01.2024 (1997), tłumaczenie Michał Kłobukowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 17 maja 2024

ULOTNE PRAGNIENIA

DONNA LEON

KOMISARZ BRUNETTI tom 30

„Zbyt łatwo było odczytywać historię zgodnie z własnym upodobaniem, widzieć w działaniach ludzi i kultur dawno minionych to, co chciało się widzieć.”

Lubię wchodzić w klimaty serii o komisarzu Guido Brunetti, chociaż to kryminały, to jednak lekko i przyjemnie się przy nich relaksuję, a co równie wygodne, każdy można czytać niezależnie od pozostałych. Donna Leon znakomicie kreuje obyczajową otoczkę, z postaciami cechującymi się wyrazistością i prawdziwością, prawdopodobnymi i życiowymi fragmentami codzienności. Co prawda, jak na mój gust, nieco za dużo opisów drinków i jedzenia, czasami ma się wrażenie, że Guido tylko smakuje i delektuje się nimi zamiast pomyśleć o detektywistycznej zagadce do rozwiązania, ale przecież taka właśnie między innymi jest natura Włochów, celebracja apetycznych kąsków potraw, pysznych łyków drinków i kawy. 

Powieść mało nasączona intrygą kryminalną, coś się dzieje, przypomina o sobie w rozdziałach, ale ma się wrażenie, że ochoczo usuwa się na drugi plan, kiedy do głosu dochodzi Wenecja. Właśnie niesamowite oddanie klimatu miasta na wyspie, nie tylko od strony turystycznej, ale codziennego funkcjonowania stałych mieszkańców, rozsiewa czarujący urok. Powstaje wrażenie, że faktycznie się tam przenosimy, spacerujemy wąskimi chodnikami poprzecinanymi licznymi mostami, zaglądamy na reprezentacyjne place i do zabytkowych kościołów, zatrzymujemy się przy kafejkach i gościmy w restauracjach. Autorka ukazuje, że chociaż w oczach odwiedzających Wenecja to niemal magiczne miasto, to miejscowi borykają się z licznymi wyzwaniami, w tym między innymi postępującą dewastacją z powodu masowej obecności chętnych jego poznania. 

Podobają mi się nieco cyniczne komentarze do weneckiej rzeczywistości padające z ust Brunettiego. Ciekawie prezentują się rodzinne rozmowy przy stole, ukazanie młodego pokolenia budującego pogląd na świat, uświadamiającego sobie odcienie szarości w odłamach życia. Duch Wenecji przenika do śledztwa, prowadzonego z uwzględnieniem specyfiki miejsca, dotyczącego ciężko rannych młodych Amerykanek podrzuconych na pomoście szpitalnym dla karetek. W drodze ku prawdzie pojawiają się nowe aspekty, przerażające i alarmujące, wzbudzające sprzeciw i gniew. Mroczna odsłona Laguny Weneckiej skrywa tajemnice, kładą się długim cieniem na weneckich kanałach, zaś dotarcie do zamaskowanych źródeł nie jest łatwe. Brzegi kartek książki zdobi wzór bazujący na odcieniach czerwieni, coś dla miłośników kolekcjonerskich wydań, ładnie się prezentuje i wpasowuje się w klimat przygody czytelniczej.

4/6 – warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 292 strony, premiera 06.03.2024 (2022), tłumaczenie Marek Fedyszak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 15 maja 2024

STOS

GYÖRGY DRAGOMÁN 

„...jeśli coś znika z naszej świadomości, zostaje na zawsze wymazane ze świata, z przeszłości.”

Przyznam, że nie spodziewałam się, że będzie to tak urocza i przejmująca przygoda czytelnicza, pełna chwytających za serce kontrastów, w której dramat mieszał się ze szczęściem, powaga sytuacji ze szczyptą humoru, a nade wszystko nieuchwytna magia ze zwykłą rzeczywistością. Powieść przeniosła w świat wypełniony rodzinnymi tajemnicami, winie wymykającej się przypisaniu, małomiasteczkowymi osądami, oraz bolesnymi ranami jątrzącymi ludzką świadomość poczuciem winy, brakiem umiejętności cieszenia się wolnością, chwiejnymi krokami stawianymi po upadku komunistycznego ustroju, generalskim kulcie i wypaczonym ideologicznym spojrzeniem. Niepewność, niedowierzanie, pragnienie odwetu i wymierzenia sprawiedliwości w społecznej skali, ale i jednostkowe dramaty. Trzynastolatka, pół roku po wypadku samochodowym rodziców, trafia do jedynej żyjącej krewnej, o której wcześniej nie miała pojęcia. Babcia Emmy przygarnia ją do siebie, do więcej niż trochę osobliwego świata, jednocześnie zakotwicza w nowym miejscu, pełnym plotek, pomówień i krzywych spojrzeń.

Wraz z dziewczyną powoli przemierzałam drogę trudnego dojrzewania, budowania kobiecości, odnajdywania tożsamości, wiary w siebie i własne umiejętności, konfrontacji z niesprawiedliwym ludzkim osądem, lekcją brania życia w swoje ręce. Zadziwiała mnogość odgałęzień od głównego toru toczącej się fabuły, nie zawsze z podaniem wprost wyjaśniającego naświetlenia kierunków, György Dragomán wyśmienicie sobie z tym poradził. Kiedy na chwilę odwracał się uwagę od trzonu wciągającego scenariusza zdarzeń, wydawało się, że to niepotrzebny przerywnik, a jednak po chwili doceniało się jego atrakcyjne przyciąganie. Wręcz namacalnie odmalował szeroką paletę emocji, zgrabnie wplątywała się w czytelniczy odbiór. Jeśli jeszcze chciałam pójść ścieżką symbolicznych skojarzeń, opisywane przeżycia nabierały dodatkowego kolorytu. Scena z ratowaniem mrówek na długo zapadnie mi w pamięci, wiele materiału do interpretacji, albo jak kto woli, prostego bezpośredniego przekazu, w którym przebijała się prawda o człowieku. Ode mnie zależało jak chciałam do niej podejść. Jeśli lubicie nieszablonowe powieści, idące nieco pod prąd, frapująco zaskakujące, wędrujące na granicy realizmu i magii, z dopracowanym tłem w nurcie rozliczenia z historią, to „Stos” spełni oczekiwania, przyniesie satysfakcję nieoczywistego poznawania.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 324 strony, premiera 31.05.2023, tłumaczenie Karolina Kacorzyk
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 31 października 2023

FENUA

PATRICK DEVILLE

„Któż byłby tak szalony, aby przed śmiercią nie obejść przynajmniej swojego więzienia?” Marguerite Yourcenar, „Kamień filozoficzny”

Bardzo udany początek poznawania twórczości francuskiego pisarza Patricka Deville’a. "Fenua" od pierwszych stron  uwodzi stylem narracji. Piękne słowa płyną gładkim niespiesznym nurtem, pozostawiają czas dla czytelnika na zamyślenie i chwytanie niesamowitych refleksyjnych przesłań. Dopieszczenie znaczących i o mniejszej randze szczegółów dających szersze spojrzenie. Odniesienia do podróżniczego życia autora, smakowania poznawania świata, celebrowania spotkań z ludźmi, trafnych spostrzeżeń, dostrzegania różnic i podobieństw. Wspaniałe blaski przechadzek po świecie, odkrywania esencji człowieczeństwa, chwytania filozoficznych nici interpretacji rzeczywistości, składania ukłonów w stronę sztuki, literatury i historii. Takie obszary czytelnicze przykuwają moją uwagę, wiele dowiaduję się, mam możliwość indywidualnego przeżywania i dokonywania głębokich refleksji. Niesamowite wartości dodane.

Książka przybliża dzieje Polinezji, stawia kroki na wielu wyspach, odkrywa tajemnice, przybliża przeszłość i dokonujące się zmiany. Różnorodne obrazy tahitańskiego raju zestawione z dalekomorskimi ekspedycjami, fotograficznym zapałem, naukowymi badaniami, religijnymi misjami, biznesowymi zainteresowaniami, naprzemiennym panowaniem kolonizatorów, a przy tym spojrzeniem na zwykłe życie jednostek. Skarbnica wiedzy o wschodniej części Oceanii, odkrywana z wielu ujęć, jak skojarzeniowymi wycieczkami, spacerami po bibliotekach, ciekawymi wzmiankami, ale w ramach wspólnej misji przewodniej przedstawiania barwnych i złożonych dziejów. Przywołanie historycznych postaci, między innymi żeglarzy i odkrywców, przyrodników i botaników, geografów i etnografów, malarzy i literatów, inwestorów i polityków. Wędrowanie po stronach „Fenui” sprawia ogrom przyjemności, jakby nieco magicznej, przyciągającej dalekimi ziemiami, równocześnie wejrzeniem w samego siebie. Spotkanie z książką najlepiej rozłożyć na kilka dni, aby przebiegało w spokojnych rytmach poznawania. Spora satysfakcja z wiedzy bazującej na finezji i wnikliwości, subtelności i wrażliwości, przenikliwości i wielostronności. Ochoczo chwycę po inne książki Patricka Deville'a, wydźwięk "Feuni" skutecznie do tego zachęca, ta cudowna podróż długo będzie wybrzmiewać w czytelniczej duszy.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 318 stron, premiera 24.05.2023 (2021)
tłumaczenie Jan Maria Kłoczowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 27 maja 2023

GDY KOTA NIE MA MYSZY HARCUJĄ

CHARLES BUKOWSKI

"Rasa ludzka przecenia wszystko: swoich bohaterów, swoich wrogów, swoją ważność."

Podziwiam osoby, które mogą być tak wyjątkowo szczere wobec siebie samego i otaczającego świata, do bólu autentyczne w wypowiedziach, uczciwe wobec własnych wad, bezpośrednie w wytykaniu ich u innych, jak Charles Bukowski. Jeśli doda się genialny zmysł obserwacji, wyłapywanie najmniejszych drobiazgów, ale z zachowaniem proporcji znaczenia, to wówczas mam wrażenie, że czytam kogoś szalenie oryginalnego i nie do skopiowania. Dzienniki napisane w latach od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego do trzeciego, ciekawie się poznaje, chociaż to pierwsze zapiski należą do najbardziej wciągających i dających do myślenia. Później zdarzają się powtórzenia myśli i następuje lekkie rozmycie przesłań. 

Charles Bukowski pisze głównie dla siebie, twórcza aktywność nadaje sens codzienności, a w zasadzie nocnym spotkaniom z rozważaniami i spostrzeżeniami, jednak i czytelnik dużo zyskuje. Tematyka różnorodna, każdy znajduje punkt zaczepienia, wchodzi w sferę, o której dużo lub mało dotąd myślał, sprawdza, na ile zgadza się z autorem, w czym go rozumie, co sprawia, że chętnie z nim polemizuje. Bukowski trafia w sedno, bez owijania w bawełnę i zbędnego koloryzowania, bynajmniej nie ze zgrabnie podczepionymi niuansami. Czasem coś zgrzyta w odbiorze, nie ze względów językowych, ale dlatego, że treść wydaje się niewygodna, może nawet rani, jednak na tym właśnie polega między innymi jej urok, dotyka bolesnych ran, zmusza do rozrachunku będącego sporym wyzwaniem i nieprzyjemnymi podsumowaniami.

Ale są i momenty, kiedy duma rozlewa się w sercu, gdy bierze się pod uwagę, co już nam samym udało się w życiu osiągnąć, jakich pułapek uniknęliśmy, a od jakich pokus zdołaliśmy uciec. Czy pozwalamy, aby inni myśleli za nas? Czy wypełniamy życie pustką? Czy marnotrawimy dzień na spełnianie oczekiwań innych i błahostki? Czy pomimo obawy przed porażką chwytamy szanse, tak aby nie nosić w sobie poczucia klęski? A może oddajemy się sile przyzwyczajenia i rutynie? Wpadamy w powab miałkości współczesnej muzyki, filmów, telewizji, książek? Czy stąd niechęć wielu z nas do ludzi jako bezmyślnie podążającego tłumu, unikanie toksycznych i wysysających relacji, pragnienie anonimowości wbrew popularności? 

Mnóstwo rozważań o jakości życia, ale też wiele miejsca autor poświęca śmierci, przygotowaniu na nią, zrozumieniu jej nieuchronności. Kiedy czytam, jak się z nią mierzy, nosi w kieszeni i wzywa na swoisty pojedynek myśli, fantastycznie oswajam się z tematyką, wbrew trudnościom czuję wypełniający spokój pojednania z cyklem życia, swoiste wyczekiwanie na dopełnienie, pogodzenie się z procesem starzenia się, jednakże wciąż entuzjastycznie uczę się nowych kroków w tańcu z ostatecznym rozwiązaniem. W końcu, „śmierć działa energetyzująco”. Wspaniały u Bukowskiego dystans do siebie i własnego pisarstwa, umiejętność ryzykowania, kształtowanie ironii i humoru, uzależnienie od wyrażania myśli śmiało i w punkt. Dzienniki wydane po śmierci autora, pisane by ratować siebie, więcej czuć, ścigać się, ale jedynie z samym sobą, a w tle nawiązania do trudnej przeszłości i uzależnień, żony i dziewięciu kotów.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, dzienniki, 134 strony, premiera 19.04.2023 (1998)
tłumaczenie Jacek Szafranowicz, ilustracje Robert Crumb
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 16 lutego 2023

BAUDOLINO

UMBERTO ECO

„Kiedy mówisz rzecz, którąś sobie wyobraził, inni zaś powiadają, iż tak właśnie jest, w końcu sam zaczynasz w ową rzecz wierzyć.”

Powieść, przy której fantastycznie relaksuję się, przenoszę w średniowieczne czasy, gdzie uniwersalizm, teocentryzm, dualizm, zamiłowanie do magii, cyfr i symboli, były głęboko zakorzenione w świadomości społeczeństw. Umberto Eco rewelacyjnie dostosowuje język narracji do mrocznej łacińskiej epoki, religijnego postrzegania, sztuki tworzenia ksiąg, listów i poezji. Jednocześnie nie unika humoru i dowcipu na wysokim poziomie. Pasuje mi styl, typ i sposób podania opowieści. Czuję ducha czasów, za pośrednictwem literatury odżywa on w mojej wyobraźni, kształtuje zachowania bohaterów, a wraz z nimi pojmowania ówczesnego świata. Jest ciekawie, zajmująco i intrygująco. 

Przygody opisywane z perspektywy losów Baudoliniego z Aleksandrii mają moc przyciągania, wsłuchiwania się w głos reprezentanta trzynastego wieku, prób zrozumienia towarzyszącego mu przeznaczenia, także siły oddziaływania na otaczających go ludzi, państw i świata. Frapująco ukazany aspekt oddziaływania jednostki, obdarzonej wyjątkową wyobraźnią, polotem, sprytem i elastycznością dostosowania się do zaistniałej sytuacji i otoczenia. Wszystko to składa się na historię spisywaną później w kronikach i uwzględnianą w legendach. Szeroki wpływ niezwykłych czynów, opowieści, mitów, wskazówek, komentarzy na krytyczny bieg zdarzeń. Prowokowane fałszem i kłamstwem incydenty, niesione ludzkim słowem interpretacje, podsuwane do spełnienia obietnice nieznanych lądów. Natomiast prawda obraca się przeciwko właścicielowi, niczym fatum nad żywotem barwnej postaci poszukującej zrozumienia, akceptacji i wybaczenia samemu sobie. 

Wielka podróż przez życie i miejsca, od najmłodszych lat biednego dzieciństwa i życia wśród żołnierzy, poprzez biskupią opiekę w sztuce pisania, kanonicznych wytycznych, klasztornych naukach, paryskiego studiowania. Później pasjonujące uniesienia miłosne, małżeńskie dramaty, śmiertelne przyjaźnie, wierność królewskiemu stanowi, spotkanie z mitycznym potworem, poszukiwanie utopijnego królestwa i gradalisowej czary. I wiele innych. Nie brakuje historycznych postaci. W finałowej odsłonie Eco proponuje szalony zwrot akcji, rewelacyjnie dopełniający tajemniczą osłonę powieści, zaskakujący z ujęcia przeznaczenia, dopełniający przesłanie zrozumienia. Prawdziwa cegła książkowa, ale jak sympatycznie spędza się przy niej czas. Na długie poznawanie, przeniesienie w diametralnie odmienne czasy i miejsca, ale pokrywające się w aspekcie natury człowieka. Koniecznie dostrzeżcie również cudowny czar snucia opowieści w innych książkach Umberto Eco zaprezentowanych na Bookendorfinie („Imię róży”, „Cmentarz w Pradze”). Warto podkreślić kolekcjonerski charakter ich wydań, cieszą czytelniczą duszę i serce, dopieszczają wzrok i wyobraźnię, przekonują fantazją i mądrością.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 662 strony, premiera 26.10.2022 (2000)
tłumaczenie Adam Szymanowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 24 stycznia 2023

ŻADNYCH TRUPÓW

Alicia Giménez-Bartlett

PETRA DELICADO tom 12

„Tak właśnie dzieje się w życiu, że albo to, czego się nauczysz, nie posłuży ci do niczego, albo też uważasz, że czegoś się nauczyłaś, ale to nieprawda."

Nie mam żadnych problemów, aby wchodzić w serie kryminalne w dowolnym momencie, zupełnie mi nie przeszkadza, że czytam od końca, środka czy skaczę po tomach. Tego typu przygody książkowe traktuję jako cykl, ale nie muszę znać przeszłości, mogę też wyprzedzić bieg zdarzeń. Powstające siłą rzeczy niedopowiedzenia traktuję jako dodatkową atrakcję, niewiadomą, która wcześniej czy później i tak zostanie przeze mnie odkryta. Dlatego sięgnęłam po dwunasty tom serii o inspektor Petrze Delicado, aby rozpocząć z nią znajomość. Nie otrzymałam zagadki detektywistycznej, to bardziej powieść obyczajowa niż kryminał, ale szybko przekonałam się, że napisana na wysokim poziomie i w rewelacyjnym stylu. Mało w tym wszystkim było intryg, zaledwie te, które wypełniały osobiste życie głównej bohaterki, a jednak wciągnęłam się. Nie zawsze zgadzałam się z refleksjami kluczowej postaci, ale jej rozważania tym bardziej wydawały mi się ciekawe i warte przemyślenia. 

„Żadnych trupów” oprowadzało po doświadczeniach Petry. Wczesne dzieciństwo, młodzieńcze losy, pierwsze miłości, małżeńskie więzy, macierzyństwo, ambicje pójścia własną drogą. Sporo klimatu Hiszpanii w dobie generała Franco, ideologicznej aktywności uniwersyteckiej, odnajdywania się w niekorzystnych dla samorozwoju uwarunkowaniach. Przyznam, że nie spodziewałam się, że tak dobrze będę się bawiła w takiej propozycji części kryminalnego cyklu. Ciekawa byłam, co spowodowało takie a nie inne decyzje Delicado, jak podchodziła do początkowo naiwnego wyobrażenia o świecie i samej sobie, jak radziła sobie z dźwiganiem własnej osobowości, na jakie punkty krytyczne wystawiał ją kaprys losu, a jakie utrudnienia sama do siebie przyciągała. Uzyskałam pełny obraz postaci, zatem z większą jej znajomością wchodzić będę w poprzednie tomy. Jeśli szukacie typowego kryminału, to możecie się rozczarować, jak sam tytuł wskazywał, nie było trupów, ale jeśli otwarci jesteście na coś innego, oscylującego wokół kluczowej postaci serii, pozwalającego na lepsze jej zrozumienie, to jak najbardziej spodoba się wam. Tym bardziej, że prowadzenie opowieści dostarczyło sporo satysfakcji i materiału do refleksji. Czy faktycznie życie jest bardziej nieprzewidywalne, niż można by przypuścić. Czy dobrze móc mylić się, naprawiać pomyłki i mylić się ponownie? Czy to właśnie dowodzi tego, że jesteśmy żywi i gramy kartami podsuwanymi przez los?

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 366 stron, premiera 27.04.2022 (2020), tłumaczenie Maria Mróz
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 16 stycznia 2023

ADOPCJA

DONNA LEON

KOMISARZ BRUNETTI tom 28

„W mieście, gdzie plotka to limfa krążąca w społeczeństwie, litość jest dobrem deficytowym.”

Pierwsze spotkanie z serią („Pokusa przebaczenia”) uznałam za udane, równie pozytywne odczucia miałam przy „Adopcji”, powieści, w której podążałam trzema równoprawnymi ścieżkami. Jedna to zagadka kryminalna, niespiesznie rozstrzygana. Charakteryzowała się delikatną dynamiką rozwijania się, analizowaniem krok po kroku. Dużo zdradzała i stosunkowo łatwo wyłapywało się właściwą interpretację, jednak prowadzona była z wyczuciem policyjnych realiów i przywar ludzkiej osobowości. Donna Leon fantastycznie wnikała w portrety postaci, białe i czarne charaktery wyraziście prezentowały się, sporo szarości zwykłego człowieczeństwa. Nie brakowało aspektów powiązanych z wybujałymi ambicjami, dojmującej samotności, mało rozwiniętej tolerancji wobec odmienności, a także prawnej otoczki związanej z adopcją i dziedziczeniem. 

Druga ścieżka powiązana było z szeroko rozbudowaną przestrzenią obyczajową, w której działy się niby zwykłe rzeczy, a jednak nosiły znamiona niezwykłości. Relacja między komisarzem a jego żoną Paolą, dziedziczką jednej z największych fortun w Wenecji, została przedstawiona szalenie familiarnie. Włoska rodzina pełna kontrastów a jednocześnie bardzo zjednoczona. Rozmowy małżonków na wysokim poziomie zrozumienia i bliskości, z wymieszanymi pasjami różnych sztuk, dostosowane do charakterów i zainteresowań. Generalnie, styl narracji biegł w inteligentnym nurcie, na wysokim poziomie obserwacji i postrzegania, zgrabnym i przyjaznym. Niewątpliwy mocny walor książki.

Trzecia ścieżka to Wenecja, ukazana od strony zwykłego mieszkańca i turystów, zadziwiające, jak bardzo zmieniało się miasto w zależności od funkcji, jaką dla kogoś pełniło. Klimat bagnistych wysp otulał każdą stronę powieści. Autorka prowadziła po prawdziwych uliczkach i mostach, kluczyła w zaułkach miasta, wędrowała do mniej znanych miejsc, nie pomijała uwzględnionych w turystycznych przewodnikach. Wierne oddała zwykłą codzienność mieszkańców Wenecji, życie w historycznym miejscu, wielowiekowych domach, co robiło ogromne wrażenie, dawało pożywkę dla wyobraźni. Jak bym się czuła, gdybym na stałe mieszkała w Wenecji, dokąd bym szła na filiżankę kawy i ciasteczko? Czułam prawdziwość scenerii akcji. Ale Leon ukazała również problemy, z jakimi zmagało się miasto. Poderwała w górę romantyczną kurtynę skojarzeń z Wenecją i wystawiła ją na szarą powszedniość, przez którą przebijały się cienie przestępstw.

Komisarz Guido Brunetti postawiony został przez teścia, hrabiego Orazio Faliera, w bardzo niekomfortowej sytuacji. Poproszono go, aby wyjaśnił dość osobliwe zachowanie bliskiego przyjaciela, Gonzalo Rodrigueza de Tejedy, który w podeszłym wieku postanowił usynowić młodszego od siebie partnera. Pobudki działania nie do końca były jasne i zrozumiałe. Brunetti musiał wnikać w osobistą sferę Gonzalo, rozmawiać o nim z innymi, a przecież mężczyzna był przyjacielem rodziny, zatem także i jego. Autorka na tym nie poprzestała, wprowadziła mocną dramaturgię, zajrzała w przeszłość wybranych postaci, nadała wszystkiemu unikalny koloryt.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 334 strony, premiera 22.06.2022 (2019), tłumaczenie Marek Fedyszak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 5 grudnia 2022

WENECJA KOMISARZA BRUNETTIEGO

TONI SEPEDA

„Wenecja to miejsce fizycznie oraz duchowo skomplikowane i niezwykle trudno jest ustalić weneckie fakty. Nic nie jest tam nigdy zupełnie pewne.” Jan Morris, „Venice”

Miałam obiekcje, czy sięgać po książkę, skoro przeczytałam zaledwie dwa tomy ("Pokusa przebaczenia" i "Adopcja") z serii kryminalnej o komisarzu Guido Brunettim, a liczy ona już dwadzieścia odsłon. Zwyciężyła miłość do Wenecji, pragnienie jeszcze lepszego poznania, odbywania wielu podróży za pośrednictwem literatury, porównania wrażeń z weneckimi wakacyjnymi wypadami. Toni Sepeda zachwyciła mnie tą książką, wykazała się imponującą wiedzą o wszystkim, co wiąże się z miastem usytuowanym na wielu wyspach, będącym wyjątkową turystyczną perełką. Fantastycznie połączyła znajomość weneckich miejsc, realiów i kultury z przechadzkami, jakie odbywał komisarz Brunetti w ramach cyklu kryminalnego napisanego przez Donnę Leon. 

Wysoki poziom szczegółowości, odwołania do wybranych fragmentów powieści i dopełnianie ich szerszym i węższym kontekstem o mieście, tak aby można było i w prawdziwym życiu udać się na spacer opisywanymi ścieżkami. Wyjątkowa gratka zarówno dla miłośników kryminalnej serii, jak i dla odwiedzających chętnie poznających liczne oblicza Wenecji. Patrzymy na miasto oczami komisarza Brunettiego, oraz Toni Sepedy, zaglądamy w przeszłość, wnikamy w ciekawe zaułki, sympatyzujemy ze sztuką. Pomocne okazują się mapy, umieszczone na początku rozdziałów, z ponumerowanymi przystankami, przydatnymi wskazówkami, wtrąceniami w weneckim dialekcie, i oczywiście, miejsca warte zobaczenia. Każda z proponowanych wycieczek obejmuje różnorodne atrakcje, tak aby już po zaliczeniu jednej z nich, dowiedzieć się o mieście więcej z różnych ujęć. 

Nieszablonowe podejście do wyznaczania ścieżek spacerów szalenie odpowiada. Wiele informacji ma oblicze nowości, inne przypomina się, a pozostałe utrwala. Przyjazny, klarowny i przejrzysty styl narracji, istotne podkreślenia detali, pomocne wyjaśnienia i interesujące nawiązania, choćby do historii, kultury i sztuki. Już samo czytanie książki sprawia wiele przyjemności, zwłaszcza, że otulona w wyjątkowy klimat serii kryminalnej, a co dopiero podążanie za opisami w ramach prawdziwych wycieczek. To dopiero będzie wielka atrakcja, już nie mogę doczekać się, kiedy stopniowo będę się jej poddawać. Dawna europejska stolica rozrywki, centrum operowe, morska i handlowa potęga Morza Śródziemnego, ma tak wiele do zaproponowania turystom. Ile razy ją odwiedzam, rzuca na mnie urok niepowtarzalny nigdzie indziej powiew dawnej wspaniałości, wysokiej kultury, imponującej sztuki, karnawałowych tradycji, bogactwa zabytków, kanałów i mostów oddziałujących na wyobraźnię. Dysponując takim przewodnikiem z jeszcze większą intensywnością odnajdę się w realiach codzienności zawodowej i osobistej Guido. Czas sięgnąć po wcześniejsze tomy i czerpać podwójną radość, z nich i „Wenecji komisarza Brunettiego”.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
przewodnik po Wenecji, 402 strony, premiera 22.06.2022 (2008), tłumaczenie Marek Fedyszak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 5 listopada 2022

ŚWIĘTO ZMARŁYCH. JESIEŃ KOMISARZA RICCIARDIEGO

MAURIZIO DE GIOVANNI

KOMISARZ RICCIARDI tom 4

„Miłość pochłonęła być może więcej ofiar niż wojna.”

Bardzo żałuję, że to koniec przyjemnej serii kryminalnej utrzymanej w klimacie retro.* Ale cóż, takie było założenie Maurizio de Giovanniego, aby wypełnić cztery pory roku i przedstawić czytelnikom to, co przydarzyło się w tym czasie komisarzowi Luigiemu Alfredowi Ricciardiemu ("Łzy pajaca. Zima komisarza Ricciardiego", "Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego", "Miejsce każdego z nas. Lato komisarza Ricciardiego"). Będzie brakować osobliwych predyspozycji komisarza i niezwykłej smykałki do rozwiązywania detektywistycznych zagadek, niepewnego pułapu zawodowych osiągnięć, sprzeciwu wobec chorych policyjnych układów zależności, politycznej sytuacji w kraju, społecznych aspektów neapolitańskiego życia na początku lat trzydziestych dwudziestego wieku. I właśnie to, że do fabuły wciągnięto miasto, poprzez barwne opisy realnego funkcjonowania różnych sfer, bardzo mi odpowiadało. Autor umiejętnie wytworzył atmosferę czegoś, co zdążyło pokryć się patyną czasu, ale wciąż wydawało się na wyciągnięcie ręki, kiedy spojrzało się na stare fotografie. Także czwarty tom podtrzymał konwencję przejścia ulicami Neapolu, zajrzenia do mniej lub bardziej mrocznych ulic, sklepów i kramów, publicznych i mieszkalnych budynków. Pierwsza scena powieści lokowała w mocno emocjonalnym strumieniu obrazów wyobraźni. Smutno, kiedy dokonuje się nagłe przecięcie nici ludzkiego losu, ale jeśli dotyczy to wygłodzonego, schorowanego i zmarzniętego dziecka, tym intensywniej przeżywa się.

Nic nie poddawało w wątpliwość, że około ośmioletni chłopiec nie zginął przypadkową śmiercią. Komisarz Ricciardini po raz pierwszy nie potrafił podchwycić ostatniej myśli zmarłego mogącej podsunąć jakąkolwiek wskazówkę. To, że chłopiec do niego nie przemówił, było szalenie dziwne i niespotykane. Co więcej, nikt z bliskich nie zauważył nieobecności dziecka, nie upomniał się o ciało, nie przyznał do znajomości, a zatem nieznana była tożsamość ofiary. Jedynie zwykły pies towarzyszący ciału zdawał się wiele wiedzieć, lecz siłą rzeczy marny był z niego świadek. Luigi kolejny raz musiał iść pod prąd, wbrew zaleceniom przełożonego zaabsorbowanego odwiedzinami Benito Mussoliniego w podległym mu mieście, zabrał się za odkrywanie ciemnych tajemnic i bolesnych sekretów. Postać komisarza, człowieka mało skłonnego do zawierania znajomości i manifestowania uczuć, jak najbardziej przekonująco odmalowana. Owiewała ją mistyczna mgła, niesamowita intuicja, gorzki smak przeszłości, niesłabnąca melancholia, ale również coś bardzo ludzkiego, zwłaszcza w osobistym życiu, gdzie autor wprowadził subtelne elementy humoru ze strony otaczających Mauriziego bliskich kobiet. Najwięcej powodów do uśmiechów dostarczał brygadier Maione, znakomicie koloryzujący szarość w życiu Ricciardiego. Na uwagę zasługiwał również doktor Bruno Modo, ryzykownie poczynający sobie z faszystowską rzeczywistością. Narracja sugestywna, kiedy potrzeba było odnosiła się do detali, kiedy indziej przyspieszała rytm akcji lub korzystnie dla wyobraźni spowalniała. Obok głównego nurtu opowieści oferowała też wejście we wspomnienia. Intryga wciągała, zaskoczyła finalną odsłoną. Czy udało się komisarzowi Ricciardiemu uchylić skrywającą historię chłopca grubą zasłonę, przez którą nic nie było widać? Inna powieść Maurizio de Giovanniego, poza serią o Riccardim, przybliżona na Bookendorfinie, to "Bękarty z Pizzofalcone", charakteryzowała się mocnym brzmieniem włoskiej mafii.

* Wprowadziłam w błąd, seria liczy 13 tomów.

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał retro, 324 strony, premiera 29.06.2022 (2010), tłumaczenie Maciej A.Brzozowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 3 grudnia 2021

POKUSA PRZEBACZENIA

DONNA LEON

KOMISARZ BRUNETTI tom 27

"Jak różnych wrażeń może dostarczyć życie."

Przyznaję, że pierwszy raz weszłam w tę serię kryminalną, skusiłam się przede wszystkim tym, że akcja dzieje się w moim ulubionym mieście - Wenecji. I tak jak miałam przyobiecane zapowiedziami, wenecki klimat otulał każdą stronę powieści, miałam nawet wrażenie, że to właśnie Wenecja stała się główną bohaterką, zaś zagadka detektywistyczna rozgrywała się, choć w bardzo bliskim otoczeniu, to jednak tle. Odpowiadało mi to, tym bardziej, że Donna Leon prowadziła po prawdziwych uliczkach i mostach, kluczyła w zaułkach miasta, wędrowała do mniej znanych miejsc, chociaż nie pomijała uwzględnionych w turystycznych przewodnikach. 

Wierne oddanie zwykłej codzienności mieszkańców Wenecji, życia w historycznym miejscu, wielowiekowych domach, robiło ogromne wrażenie, dawało pożywkę dla wyobraźni. Jak bym się czuła, gdybym na stałe mieszkała w Wenecji, dokąd bym szła na filiżankę kawy i ciasteczko? Wiele przyjemności sprawiło nakładanie obrazów Wenecji z powieści na obrazy wydobywane ze wspomnień po osobistych wizytach w niej. Czułam prawdziwość scenerii akcji. Ale autorka ukazała również problemy, z jakimi zmagało się miasto. Poderwała w górę romantyczną kurtynę skojarzeń z Wenecją i wystawiła ją na szarą powszedniość, przez którą przebijały się cienie przestępstw, wszechobecna na każdym kroku korupcja, objawiająca się pod różnymi formami. 

Donna Leon niespiesznie rozwijała fabułę, koncentrowała się na detalach tylko pozornie zbędnych. Wpadłam w sidła wytworzonej przez nich atmosfery, chciałam jeszcze więcej. Styl narracji biegł w inteligentnym nurcie, na wysokim poziomie obserwacji i postrzegania, zgrabnym i przyjaznym. Niewątpliwy mocny walor książki. Atrakcyjna oprawa to coś, co mocno przyciągało do "Pokusy przebaczenia", jednak miłośnicy mocnych propozycji kryminalnych mogli czuć się zawiedzeni niezbyt dużym rozwinięciem detektywistycznej zagadki i powolnym tempem rozwiązywania. Komisarz Guido Brunetti wyjaśniał wyciek informacji z komendy policji, narkotykowe zagrożenia w prywatnym liceum, nocne pobicie mężczyzny u stóp jednego z licznych weneckich mostów.

Z jednej strony byłam pod wrażeniem realnych proporcji intrygi i dochodzenia, z drugiej chciałam większej wnikliwości i spektakularności. Kiedy już wbiłam się w konwencję kryminału, poczułam się w nim komfortowo. Spodobało mi się wiele bezpośrednich odniesień do weneckich miejsc, języka i mentalności mieszkańców. Powieść miała w sobie coś, co sprawiło, że miło się w niej odnalazłam. Wabiły przekonujące portrety postaci, chciałam przyglądać się ich życiu osobistemu i prywatnemu. Liczę, że pozostałe części serii intensywniej będą wciągały, zaprezentują się z nowej rozbudowanej odsłony kryminalnej, ale jednocześnie znajomego kolorytu i charakteru.

4/6 - warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 354 strony, premiera 16.06.2021 (2018), tłumaczenie Marek Fedyszak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 20 października 2021

MIEJSCE KAŻDEGO Z NAS. LATO KOMISARZA RICCIARDIEGO

MAURIZIO DE GIOVANNI

KOMISARZ RICCIARDI tom 3

"Człowiek umiera wtedy, kiedy już nic dla nikogo nie znaczy."

Trzecie spotkanie z Luigim Alfredem Ricciardim, komisarzem bezpieczeństwa publicznego w lotnej brygadzie królewskiej kwestury w Neapolu, zaliczyłam do udanych i przyjemnych. Co prawda, nie bawiłam się tak dobrze, jak przy drugim tomie "Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego", gdzie autor zafundował złożoną i ciekawą zagadkę detektywistyczną, ale za to lepiej niż przy pierwszym tomie "Łzy pajaca. Zima komisarza Ricciardiego", którego największym atutem było sugestywne oddanie klimat retro. "Miejsce każdego z nas. Lato komisarza Ricciardiego" miało drobne niedociągnięcia i pożądane plusy.

Maurizio de Giovanni podtrzymał przekonująco oddany klimat faszystowskich idei we włoskim społeczeństwie początku lat trzydziestych dwudziestego wieku. Opis Neapolu w letniej gorącej i bezdeszczowej scenerii działała na wyobraźnię, zwłaszcza w ujęciu codziennego życia. Intryga roztaczała urok i powab, chociaż nie należała do skomplikowanych i mało przewidywalnych. I tym razem intuicja miłośnika kryminałów za wcześnie podpowiedziała mi, kogo wytypować jako czarny charakter, jednak zostałam sympatycznie zmylona w ostatnich brzmieniach powieści. Widać, że autor starał się oszukać czytelnika, zwieść go fałszywymi podpowiedziami, odsunąć właściwe tropy od prawdy, utrudnić tworzenie schematu i mapy emocji postaci. Mącił w konflikcie komisarza z przełożonym, wyczekiwałam konwersacji panów, podszytych błyskotliwą ironią, wręcz drwiną.

Doceniałam wnikliwie rozpatrywanie motywów postaw i postępowań bohaterów pierwszoplanowych i drugoplanowych. Osoby niemal z krwi i kości. Doskonale je rozumiałam, nawiązywałam nić sympatii lub antypatii. Atrakcyjnie dozowano wszelkie szczegóły z ich życia, tak aby poddać wyjaśnieniom i interpretacjom. Ricciardi podjął się wyzwania nie tylko w życiu zawodowym, także życie osobiste zaczęło się dopominać o uwagę podrzucając sercowe komplikacje. Luigi musiał przekonać się, czy faktycznie miłość poruszała się krętymi uliczkami a zazdrość pomykała drogą prostą jak strzała. Komisarz musiał ustalić tożsamość zabójcy księżnej z najbardziej bogatej i wpływowej rodziny w Neapolu. Zaczął od poznania fragmentu myśli, którą śmierć ucięła, ostatniego kawałka życia, następnie przenikał do źródeł sfer cierpienia ofiary. Inna powieść Maurizio de Giovanni, poza serią o Riccardim, przybliżona na Bookendorfinie, to "Bękarty z Pizzofalcone", zawarto w niej mocne brzmienie włoskiej mafii.

4/6 - warto przeczytać
kryminał retro, 346 stron, premiera 10.06.2021 (2009), tłumaczenie Maciej A. Brzozowski
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

wtorek, 19 października 2021

KREW Z MOJEJ KRWI. WIOSNA KOMISARZA RICCIARDIEGO

MAURIZIO DE GIOVANNI

KOMISARZ RICCIARDI tom 2

"Łatwo być razem, kiedy wszystko jest w porządku, a trudniej, kiedy trzeba pokonać góry, kiedy jest zimno i wieje wiatr."

Miesiąc po ostatnich wydarzeniach, związanych z zabójstwem światowej sławy tenora w neapolskim teatrze, komisarz Luigi Alfredo Riciardi mierzy się z kryminalnym wyzwaniem wyjątkowo brutalnego morderstwa starszej kobiety. Maurizio de Giovanni w drugim tomie funduje czytelnikom mocniej zawiązaną intrygę niż miało to miejsce w pierwszym zatytułowanym "Łzy pajaca. Zima komisarza Ricciardiego". Tym razem wchodzimy w wiosenną aurę miasta, budzącego się do życia po ciężkiej zimie, ale wciąż pozostającego mentalnie w mrocznych zakamarkach ludzkich dusz. Śledztwo próbujące wyjaśnić, komu i dlaczego zależało na śmierci wróżki i lichwiarki nie należy do łatwych. Ricciardi, mężczyzna, który widzi zmarłych w ostatniej chwili ich życia, odbiera ich końcowe myśli, właśnie poprzez "Zdarzenia" czuje się niczym widz w zdegenerowanym teatrze ludzkiego nieszczęścia i cierpienia. Wokół niego roztacza się aura samotnika, niezrozumienia, skrępowania, zdystansowania i milczenia. Jedynie wierny mu bezgranicznie brygadier Raffaele Maione akceptuje osobliwy rytuał niezakłóconego ludzką obecnością wizyty w miejscu zbrodni. Cieszy, że można bliżej poznać Maione, mieć wgląd w jego prywatne życie, w którym pojawiają się perturbacje. Ale i trzydziestoletni Ricciardi musi zmierzyć się z czymś, co w końcu go dopadło.

Autor ciekawie przybliża do odkrycia tożsamości zabójcy Carmeli Calise, której zmasakrowane ciało odnaleziono w jej domu, a wykrycie przyczyn zbrodni jest wyjątkowo trudne. W tej odsłonie serii niewiele rzeczy udaje się przewidzieć, jeśli już, to bardziej chodzi o emocje bohaterów. Podążamy tropem tego, w co głęboko wierzy komisarz, że głód i miłość, jak i wynaturzenia tych dwóch odczuć, leżą u źródeł większości zbrodni. Tylko skala czarnych sił kierujących działaniami postaci reprezentuje szeroki wachlarz kolorystyczny. Osoby pojawiające się w kryminale, warto nadmienić, że w licznym gronie, atrakcyjnie prezentują różne typy osobowości i doświadczeń życiowych. Przekonująco odgrywają przydzielone role, wzbogacają fabułę unikalnymi cechami, borykają się z nietuzinkowymi problemami. Giovanni interesująco przybliża ich codzienność, to, co kryje się w ich sercach i umysłach. Nie odkrywa za dużo, ale frapująco naprowadza na kierunki interpretacji, dzięki czemu angażuje czytelnika w rozgrywane sceny. Pokazuje, do czego jest zdolny człowiek, nawet ten pozornie najmniej skłonny do zła. Opisuje nie tylko wiosenny klimat panujący w mieście, ale również faszystowską aurę dyktatury, z polityką jako niebezpiecznym tematem rozmów, żądaniami przedstawiania obrazu życia obywateli jedynie z perspektywy optymizmu i bezpieczeństwa. Bardzo lubię wchodzić w ciekawie skonstruowane powieści kryminalne, z umiejętnie wyważoną proporcją klimatu retro i zagadki kryminalnej, wciągające przebiegiem zdarzeń i zaskakujące zakończeniem. Inna powieść Maurizio de Giovanni przybliżona na Bookendorfinie to "Bękarty z Pizzofalcone", dla odmiany z mocnym brzmieniem włoskiej mafii.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał retro, 306 stron, premiera 19.09.2018 (2008), tłumaczenie Maciej A. Brzozowski
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 18 października 2021

ŁZY PAJACA. ZIMA KOMISARZA RICCIARDIEGO

MAURIZIO DE GIOVANNI

KOMISARZ RICCIARDI tom 1

"Dopóki żyjesz, śmierci nie ma,
jeśli nadchodzi, to ty już tam nie jesteś."


Spotkanie z książką należało do przyjemnych, dostałam taką retro atmosferę, na jaką liczyłam, przeniosłam się do Neapolu początku lat trzydziestych. Maurizio de Giovanni barwnie odmalował ówczesne klimaty panujące w mieście, życie kulturalne, kontrasty społeczne i faszystowski reżim. Wkraczałam w reprezentacyjne dzielnice, by za chwilę ze strachem poruszać się po mrocznych ulicach i wtapiać się w wiecznie płynący tłum ludzi. Fabułę wzbogacała otoczka z akcentami totalitaryzmu Benito Mussoliniego, w którym remedium na zagrożenie stała się opera i teatr. To także niepokojące parapsychologiczne obszary. Nadszarpnięte zębem czasu konwenanse społeczne a jednocześnie niezmienne cechy ciemnej strony ludzkiej natury. Przestarzałe metody dochodzeniowe a zarazem nieśmiertelna dedukcja i logika. Staroświecki styl wypowiadania się ale uniwersalne prawdy i uczucia. A w tle muzyka werystycznych oper końca dziewiętnastego wieku, Pietra Mascagniego i Ruggera Leoncavalla, historie zawarte w "Rycerskości wieśniaczej" i "Pajacach".

Luigi Alfredo Ricciardi jest komisarzem bezpieczeństwa publicznego w lotnej brygadzie królewskiej kwestury w Neapolu. Synem barona, absolwentem szkoły jezuickiej, znawcą prawa karnego. Widzi i odbiera ostatnie odczucia tych, którzy zmarli gwałtowną śmiercią. Nie traktuje tego jako osobliwy dar pomagający w śledztwie, a jako wyrok na wewnętrzny spokój, nieustanne potępienie i bliznę duszy. Cierpienie innych staje się własnym, wszechobecnym towarzyszem, niegojącą się raną, permamentnym stanem świadomości. Dlatego trudno mu nawiązywać kontakty z ludźmi. Wyjątkiem jest Rosa Vaglio, siedemdziesięcioletnia niania opiekującą się nim w dzieciństwie, teraz staruszka otaczająca go troską, a także brygadier Raffaele Maione, wdzięczny mu za wyjaśnienie zabójstwa najstarszego syna Luka. Ludzie obawiają się talentu Maione, skrywa coś nadprzyrodzonego, posiada niezwykłą umiejętność rozwiązywania najtrudniejszych spraw, doskonale rozumie zbrodnie, a przy tym jest całkowicie oddany pracy.

Dociekając do prawdy, kto stoi za zabójstwem Arnolda Vezziego, największego tenora świata, którego ciało odnaleziono w garderobie Teatru San Carlo, z raną zadaną ostrym przedmiotem i w mocno krwawej scenerii, Ricciardi jak zwykle prowadzi dochodzenie niejako na odwrót, tak stopniowo zdobywa ważne punkty w rozgrywce z mordercą. Powiela obraz ostatniej chwili życia ofiary, analizuje przebieg wypadków od końca, jakby znał ją osobiście. Przesłuchuje potencjalnych świadków, w tym księdza melomana ukradkiem zakradającego się na przedstawienia, dyrygenta orkiestry uzależnionego od alkoholu, kierowniczkę pracowni krawieckiej, przeciążonego obowiązkami inspicjenta, a także żonę, sekretarza i impresario śpiewaka. Wszyscy wyrażają się niepochlebnie o Vezzim, każdy miał z nim zatarg i nienawidził jego konfliktowej osobowości. Kogo tenor doprowadził do decyzji o ostatecznym zakończeniu jego życia? Zagadka kryminalna nie należała do wymagających, dość wcześnie wyczułam, kogo obarczać winą za zbrodnię, natomiast ciekawie odkrywało się ewentualne motywy i ostatnie godziny ofiary. To moje drugie spotkanie z twórczością autora, wcześniej miałam okazję zapoznać się z "Bękartami z Pizzofalcone", ale dla odmiany, w niej Giovanni zawarł mocne smaki włoskiej mafii.

3.5/6 - w wolnym czasie
kryminał retro, 206 stron, premiera 03.07.2019 (2007), tłumaczenie Maciej A. Brzozowski
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

piątek, 15 października 2021

CMENTARZ W PRADZE

UMBERTO ECO

"Nasza żądza władzy nie zna granic, nasza zachłanność jest nienasycona, pragnienie zemsty bezlitosne, nienawiść nieubłagana."

Niedawno miałam okazję zapoznać się z "Imieniem róży", teraz Umberto Eco uraczył niezwykłą przygodą czytelniczą zatytułowaną "Cmentarz w Pradze". Kolejna powieść autora, która mnie do siebie przekonała. Nie była to propozycja na jeden wieczór, ale na kilka, gdyż aby dobrze się w niej odnaleźć, wyciągnąć jak najwięcej dla siebie, musiałam zrozumieć przesłanki kierujące pisarzem, zatem w spokojnym rytmie zagłębiałam się w nią. Chodziło zarówno o intrygę utrzymaną w spiskowym i szpiegowskim klimacie, jak i wiarygodny świat przedstawiony. Eco szczegółowo nawiązywał do obrazu dziewiętnastowiecznej Europy, odmalowywał koloryt epoki, atmosferę społeczną, otoczkę kulturową, zgrabnie uwzględniał znaczące postaci i fakty historyczne. 

Świadomość, że właściwie jedyną fikcyjną postacią jest Simone Simoni, sprawiała, że jeszcze intensywniej odbierałam wersję prawdy prezentowaną oczami wybitnego fałszerza i podwójnego szpiega. Simone, zatwardziały antysemita, spreparował dokument planu zdobycia globalnej dominacji, z założenia stworzony przez rabinów podczas spotkania na praskim cmentarzu. "Protokoły Mędrców Syjonu" to misternie utkana mistyfikacja o ogromnych konsekwencjach dla świata, źródło złowieszczego brzmienia antysemityzmu, który za pół wieku stał się obsesją wielu polityków i wyzwolił masowe ludobójstwo. Rozdwojenie jaźni Simone Simoniniego i księdza Dalla Piccoli mogłam brać dosłownie lub interpretować symbolicznie. Jedno było bezsprzeczne, Simone to czarna i mroczna postać, wyzwalał skrajnie negatywne emocje. Wkroczyłam w wysokiej klasy manipulację, gęstą sieć intryg, mistrzowskie odwracanie prawdy, podstępne wciskanie kłamstw, podsycanie nagonki szyderstw i oskarżeń. 

Eco wyśmienicie ukazał, jak mocno można dać się dyrygować opiniotwórczo przez dążących za wszelką cenę do bogactwa i władzy, bez względu na to, ile już udało im się zgromadzić i jak sławnym się stać. Przy braku sceptycyzmu wobec oficjalnych informacji, zachowania zdrowego rozsądku, umiejętności samodzielnego myślenia, jednostka dołącza do zalewu zachowań tłumu, poddaje się pożądanym wzorcom uprzedzeń i stereotypów. Widziałam to w powieści i realnym świecie. Czy do końca istnienia gatunku ludzkiego skazani jesteśmy na obecność wśród nas Simoninich? Odpowiadał mi styl narracji, ironia mieszała się z humorem a prześmiewczość z kąśliwością. Wszystko podano przenikliwie i inteligentnie. Nie zabrakło urozmaicenia wypowiedzi, w postaci listów, zapisków i dzienników. Bardzo przypadła mi do gustu oprawa graficzna książki, elegancka kolorystyka okładki i brzegów stron, przezroczysta obwoluta z akcentami nadającymi głębi. W środku mnóstwo klimatycznych ilustracji, portretów i stron gazet. Kolekcjonerskie wydanie, które koniecznie trzeba poznać, zarówno od strony wizualnej, jak i merytorycznej.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 570 stron, premiera 25.05.2021 (2010), tłumaczenie Krzysztof Żaboklicki
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

wtorek, 16 marca 2021

IMIĘ RÓŻY

UMBERTO ECO

"omnis mundi creatura
quasi liber et pictura
nobis est in speculum"


Zbierałam się za poznanie tej powieści przez wiele lat, zawsze coś krzyżowało plany. Film jak najbardziej oglądałam, ale oczywiście to nie to samo, pomimo wspaniałej reżyserii, gry aktorskiej, scenografii i charakteryzacji. Książka dostarcza więcej wrażeń, szczegółów i kontekstu. Znakomicie podkręca wyobraźnię, fantastycznie dozuje napięcie, zgrabnie dokłada do ognia niecierpliwego poznawania. Tajemnicza śmierć mnicha we włoskim opactwie benedyktynów jest zaledwie początkiem mrocznych incydentów. Długie cienie ludzkich słabości kładą się grozą w klasztornych murach, a zwłaszcza w bibliotecznych pomieszczeniach i zbiorach. Wilhelm z Baskerville, wraz z nowicjuszem Adso, starają się rozwikłać kryminalną zagadkę, nie są wolni od pokus, uprzedzeń i manipulacji innych. Kapitalnie wciągamy się w relację mentora i ucznia.

Mieszanka różnych cech osobowości wyrazistych bohaterów. Kontrastowe zestawienie wzorców skromności i pobożności z wybujałymi ambicjami i cielesnymi pokusami. Im dalej zapuszczamy się w strony powieści, tym mocniej do siebie przywiązuje. Można powiedzieć, że rzuca zaklęcie na odbiorcę. Sugestywnie angażuje zmysły, wciąga nie tylko w wyjaśnienie kryminalnej intrygi, ale także w religijne, polityczne, społeczne i egzystencjalne odniesienia. Tytuł powstał czterdzieści lat temu i wciąż ma moc angażowania, kusi pozorną niewytłumaczalnością zjawisk, zestawieniem ignorancji i cwaniactwa, pobudza do ciekawych interpretacji i refleksji. Trafiłam na atrakcyjne wydanie, z imitującą skórę papierową okładką, przezroczystą obwolutą z wiele znaczącymi odciskami palców, czerwonymi brzegami kartek, rysunkami, szkicami i notatkami autora, co stanowiło dodatkowy bonus. Natychmiast pojawiło się skojarzenie ze starą ręcznie ilustrowaną księgą, zabytkowym manuskryptem powstałym w ciemnych pomieszczeniach, przy słabym blasku świec. Przeniosłam się na siedem dni do tysiąc trzysta dwudziestego siódmego roku, w uwielbiane szczegółowe opisy oddające średniowieczny klimat, środowisko nietuzinkowych postaci, uczonych i głęboko wierzących, ale czy na pewno światłych i szczerych dusz?

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
powieść kryminalna, 760 stron, premiera 02.12.2020 (1980), tłumaczenie Adam Szymanowski
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

niedziela, 7 lutego 2021

ŻYCIE BEZ KOŃCA

FRÉDÉRIC BEIGBEDER

"Niekiedy ucieczka przed śmiercią sprawia, że się w nią rzucamy".
Michel Eyquem de Montaigne, "Próby"

Książka zapewniła ciekawą rozrywkę zabawnymi wstawkami, ale także rozczarowała na płaszczyźnie osobowości autora. Jestem zdziwiona, że wpasowałam się w humor, rzadko udaje mi się nadawać na tych samych falach co pisarz, a tu natychmiast wbiłam się w jego rytm i kolorystykę. Wielokrotnie łapałam się na tym, że głośno wybuchałam śmiechem, krzycząc "o właśnie, też tak miałam", "mnie podobnie się przytrafiało", "przeżywałam niemal identycznie". Jednak nigdy nie wpadłam w tak intensywną trwogę przed śmiercią jak autor. Owszem, pięćdziesiątka wyzwoliła mniejsze i większe obawy, czasem smutek i żal, sporo refleksji i postanowień, lecz nie przerodziła się w niezdrową i niczemu niesłużącą obsesję, wzmacnianą ślepą pogonią za czymś, przed czym nikt nie może zwiać, nawet za cenę największych pieniędzy, najinteligentniejszych wersji wyparcia, najwymyślniejszych sposobów ucieczki. Pogoń za nieśmiertelnością leży w naturze człowieka, od wieków stara się wyprowadzić w pole kostuchę, wynegocjować specjalny rabat na dodatkowe lata, oszukać wpisane w cykl życia przeznaczenie. Każda nowa naukowa teoria, obiecująco zapowiadające się wyniki badań, drobny kroczek w stronę nieśmiertelności, budzą nadzieję i podgrzewają atmosferę uczynienia faktem niewyobrażalnie śmiałego marzenia. 

Zastanawiam się, czy autor celowo przejaskrawiał własne doświadczenia życiowe, przemyślenia w tematyce przezwyciężania śmierci, odczuwając makabryczny niepokój i opisując osobliwą pogoń za wiecznością. A może to indywidualny sposób na złapanie dystansu i stopniowe godzenie się z dobieganiem do kresu życia. Od czasu do czasu Beigbeder rzuca frapujące spostrzeżenia odnośnie scenariuszy, kiedy człowiek zdołałby dotrwać do dwustu czy trzystu lat, jak zmieniłoby się postrzeganie świata, kim staliby się dla niego bliscy, dlaczego drastycznie spadłaby motywacja do życia i jakość codzienności. Właśnie te wstawki odebrałam jako najbardziej ciekawe i intrygujące, utwierdziły w przekonaniu, że słusznie decyduję się na celebrację każdego dnia, uciekam od nadmiaru dóbr materialnych, pustych przebiegów presji posiadania, pospiesznego trybu dni, ciążącej sławy. Dziwię się, że łagodnie podchodzę do procesu starzenia się, wkroczenia w jesień życia, w dużym stopniu to kwestia spełnienia się w życiu zawodowym i prywatnym, a także zdobywana latami wiedza i dojrzałość. Zaskakujące, jak każdy wykazuje się inną mentalnością w podejściu do śmierci, jak na wiele różnych sposobów oswaja się z jej trudną tematyką, przygotowuje do ostatecznego wygaśnięcia i nicości. 

Beigbeder, wraz z dziesięcioletnią córką, podróżował po świecie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: jak oszukać śmierć? Zaglądał w okna literatury i wypełniających ją mądrości poprzednich pokoleń. Konsultował się z guru właściwej diety, specjalistą modyfikowanej żywności. Szczególną uwagę okazywał kontrowersyjnym genetycznym osiągnięciom, edytowaniu genomu, korygowaniu ludzi, przeprogramowaniu organizmów. Przyglądał się klonowaniu, kuracjom odmładzającym, wymianie krwi, wszczepianiu macierzystych komórek, odwracaniu procesu starzenia, a nawet przenoszeniu świadomości na twardy dysk, tworzeniu syntetycznej egzystencji. Wszystko w misji odkrywania tajników wiecznej młodości. Książkę czytało się dobrze, przyjazna narracja, naukowe ciekawostki. Sprawiała wrażenie rozliczenia pisarza z własnym życiem i przygotowania się do ostatecznego finału. Zadziwiające, że dopiero jako pięćdziesięciolatek w pełni zrozumiał, co tak naprawdę przedłuża życie, co jest jego istotą, w jaki sposób możemy pozostawić po sobie ślad istnienia. Czy faktycznie życie po 50tce jest prawdziwym poligonem, materializuje się strach przed późnym wiekiem, śmierć jest coraz mniej abstrakcyjna? "Who Wants To Live Forever" Queenu idealnie komponował się z poznawaniem publikacji, w tle obrazy z filmu "Nieśmiertelny".

4/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 292 strony, premiera 30.06.2020 (2018), tłumaczenie Wiktor Dłuski
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl