niedziela, 29 listopada 2020

TRZY SEKUNDY

"Pięć lat temu weszliśmy do baru... jacyś goście na motorach zaczęli mnie obrażać, więc Pete kazał im przestać. Zaczął się bić z trzema i tej nocy wspaniały ojciec stał się skazanym za morderstw. Odtąd każdy, kto chce mi pomóc, tylko pogarsza sprawę."

Jak tylko zapoznałam się z pierwszym tomem serii "Piet Hoffmann", zatytułowanym "Trzy sekundy", autorstwa Andersa Roslunda i Börge Hellströma, wiedziałam, że przy najbliższej okazji zabiorę się również za oglądanie ekranizacji. Zarówno książka, jak i film, rewelacyjnie odprężyły, dostałam wszystko, czego oczekiwałam po kryminalnej sensacji. Wkręcająca fabuła, szybka akcja, spektakularne efekty, umiejętnie wytworzona atmosfera niepokoju, a do tego super bohater, obdarzony wyjątkowymi umiejętnościami, zdolny przeżyć nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach mrocznej strony ludzkiej osobowości, weteran wojenny, odznaczony medalami snajper, skazaniec, cierpiący na syndrom stresu pourazowego.

Po czterech latach odsiadki uwikłał się we współpracę z FBI. Niebezpieczna misja wykonywana na zlecenie rządu, powiązana z działalnością polskiej mafii, zamiast przynieść oczekiwaną wolność i bezpieczeństwo dla najbliższych, stała się źródłem nowych kłopotów i bezpośrednich gróźb. Tym razem Piet Hoffmann zmuszony został do działania pod przykrywką Pete'a Koslova, ale w Bill Hill, stanowym zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze, z najbardziej okrutnymi i bezwzględnymi oprawcami. Jednak zdecydowanie coś poszło nie tak, wszystko zaczęło się sypać, sprzymierzeńcy zmienili się we wrogów, a nieprzyjaciele w koalicjantów. Czy udało się Pietowi zapewnić ochronę żonie i córce? Czy przetrwał w ekstremalnie wrogim środowisku?

Podobała mi się gra Joela Kinnamana, pokrywała się z zachowaniem książkowego pierwowzoru. Clive Owen idealnie spasowany z przydzieloną mu rolą. Nie zawiedli Rosamund Pike i Common. Ana de Armas pokazała się z dobrej strony, natomiast Eugene Lipinski zachwycił. Umiejętności reżyserskie Andrea Di Stefano spełniły wymagania, podobnie jak opracowanie scenariusza. Przełożenie powieści na wielki ekran z pewnością nie należało do łatwych, gdyż papierowa wersja charakteryzowała się specyficzną skandynawską atmosferą, obyczajową otoczką, w której tak fantastycznie się odnalazłam. Z oczywistych względów film nie mógł jej w pełni wykorzystać, a szkoda. Większy nacisk postawiono na efektowny dynamizm i spektakularny dramatyzm. 

Jak wspominałam, pojawił się silny polski akcent, mafia zajmująca się handlem narkotykami, świetnie wykorzystano prawdziwy mocny język i akcent polskiej gangsterki. Można było zobaczyć grę Mateusza Kościukiewicza. Moim zdaniem, gdybym wcześniej nie czytała książki, mogłabym odebrać film jako opakowany w standardowe ramy sensacji, kilka elementów mogło wydawać się dość niejasnymi, jak choćby wyjaśnienie, dlaczego tytuł mówi o trzech sekundach. Natomiast dla tych, którzy poznali powieść, ekranizacja świetnie ją dopełniła, była okazją do ponownego wglądu w przedstawiony świat i spotkań z bohaterami. Jak najbardziej warto obejrzeć "Trzy sekundy".

4.5/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "The Informer", sensacja, produkcja Wielka Brytania, 109 minut
premiera 30.09.2019 (świat), reżyser Andrea Di Stefano
scenariusz Matt Cook, Rowan Joffé, Andrea Di Stephano
obsada: Joel Kinnaman, Rosamund Pike, Common, Ana de Armas, Clive Owen
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem Secretum.pl

SUPERNAWIGATORZY

DAVID BARRIE

"Jeśli mamy żyć w pomyślności, musimy nauczyć się szanować i otaczać troską świat, który zamieszkują wraz z nami niezwykłe stworzenia. Musimy wyznaczyć nowy kurs."

Czytanie książki sprawia przyjemność, wyborny relaks intelektualny, okazja zdobycia wiedzy, która co prawda przewija się w nagłówkach zwykłych czasopism, w mediach zajmujących się przyrodniczą tematyką, programach i filmach naukowych, a jednak w wyrywkowej formie. "Supernawigatorzy" ujmują zagadnienie nawigacji u ludzi i zwierząt w jednym miejscu, pokazują, na czym polega i z jakimi wiąże się umiejętnościami. Wiele informacji ma cechy nowości, imponuje pula materiału, którą badaczom udało się już zgromadzić, dokonać znaczących spostrzeżeń, znaleźć zależności. Ale nadal jest sporo do zrobienia, aby cieszyć się pełnym zrozumieniem, wiele dociekliwych pytań nie doczekało się jeszcze satysfakcjonujących odpowiedzi.

David Barrie przyjaźnie i zajmująco wciąga w świat orientacji w przestrzeni, z dwojakiego ujęcia, z i bez map. Map nie tylko jako obrazy na papierze, systemy wyznaczania ścieżek w urządzeniach, ale i interpretacje dokonywane przez żywe istoty. Nawet prymitywne organizmy nieźle radzą sobie w wytyczaniu kierunków, a co dopiero owady, ptaki, płazy, ryby, gady i ssaki. Na odnajdywanie drogi składa się określanie własnej pozycji, ustalanie celu i sposobu dotarcia, pomiar czasu, wyznaczanie stron świata, pilnowanie trasy, a nawet wynajdywanie skrótów lub okrężnych dróg. Przyglądamy się wykrywaniu pojedynczych fotonów światła, rodzajom kompasów (solarnego, księżycowego, gwiezdnego, magnetycznego, elektrycznego), typom nawigacji (egocentrycznej, allocentrycznej, geograficznej, pojęciowej, wzrokowej, dźwiękowej, węchowej, zliczeniowej).

Znajdziemy mnóstwo przykładów z życia zwierząt i zdumiewających ciekawostek. Pragnie się je bardziej zgłębić, zachwyca mądrość natury i talenty arcymistrzów nawigacji. Przywoływane są nazwiska naukowców wnoszących kluczowy wkład w rozpracowywanie teorii nawigacji, zerkamy na okoliczności przeszłych i współczesnych badań, w wymiarze życia zawodowego, prywatnego i społecznego. Dla bardzo dociekliwych przydaje się lista przypisów i bibliografia, a indeks ułatwia poruszanie się po publikacji i przywoływanie z tekstu konkretnych terminów. Autor podkreśla, że wnikliwe dociekania nad nawigacją zwierząt przyczyniają się do szerzenia wiedzy pomocnej przy zachowaniu różnorodności stworzeń zamieszkujących Ziemię, służą przeciwdziałaniu zmianom dokonywanym przez człowieka w środowisku. Pozostałe książki z pasjonującej serii #nauka, zaprezentowane na Bookendorfinie, "Motyle", "Ukryty geniusz", "Szarlatani", "Homo hapticus", "Pierwsze znaki", "Mikrobiom", "Magia bioinżynierii", "Geniusz ptaków", "GPS mózgu".

4.5/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa (przyroda), 304 strony, premiera 15.10.2020 (2019)
tłumaczenie Joanna Gilewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

sobota, 28 listopada 2020

INNI LUDZIE

C.J. TUDOR

"Wszyscy jesteśmy zdolni do dobra i zła. Niewielu ludzi pokazuje światu swoją prawdziwą twarz. Z obawy, że świat mógłby zacząć krzyczeć z przerażenia."

Do połowy powieści bawiłam się rewelacyjnie, w zasadzie na jednym wdechu przeszłam dwieście stron, ale później entuzjazm przyhamował. Pierwsza część mocno zaskakiwała, wstrząsała, podnosiła adrenalinę, trzymała w niepewności, dostarczała fantastycznych dreszczyków. Do drugiej wkradła się przewidywalność, doszły paranormalne akcenty, tworzyły osobliwy klimat, ale zakłócały wczucie się w historię. 

Jestem zwolennikiem ozdabiana scenariusza zdarzeń zatrważającymi incydentami, biegnącymi w stronę horroru, stawiającymi odbiorcę w sytuacji bez wyjścia, podkręcającymi zagadkowość i drażniącymi wyobraźnię. Frapująco ulec sugestii i poddać się silnym emocjom. Jednak powstało wrażenie lekkiego oderwania od rdzenia fabuły, przekombinowania w atmosferze, niepotrzebnego udziwniania. Gdyby to były delikatne sugestie, a nie materialne dowody i niewyjaśnione aspekty, łatwiej byłoby uwierzyć i wytworzyć właściwe obrazy. Nagromadziły się ogólne życiowe truizmy, mnie przeszkadzały, lecz innym mogą wydać się interesujące. Mimo kilku zastrzeżeń, książka trzyma w napięciu, intrygujący wypełnia wieczór czytelniczy, relaksuje w dynamicznym ożywieniu. Narracja ciekawie przyciąga, gładko prowadzi po wydarzeniach. Osoby preferujące zwielokrotnione zakończenia z pewnością będą zadowolone z emocjonującej i zaskakującej odsłony finalnej.

Gabe wraca po pracy do domu, utyka w koszmarnym korku samochodów. Gdyby nie ten zbieg okoliczności, nie mignęłaby mu w obcym pojeździe twarz własnej córki. Mężczyzna decyduje się na pościg, jednak traci cel z oczu. Telefon do domu dramatycznie zmienia scenariusz życia. Trzy lata później, nie ustaje w intensywnych poszukiwaniach ośmioletniej już Izzy. Przenosimy się na różne plany równoległych zdarzeń, zarówno w teraźniejszości, jak i przeszłości, wprowadzane są nowe postaci, każda obciążona solidnym bagażem tajemnic i mrocznych cieni. Wpadamy w misternie utkaną pajęczynę ludzkich zależności, zbieżnych wypadków, raptownych zwrotów akcji. Drżenie na jednym końcu uruchamia bieg zdarzeń na drugim. Krok po kroku, scena po scenie, dopasowujemy fragmenty nici prawdy, łączymy detale ściegu i ogarniamy wzrokiem cały wzór. Przyglądamy się mocy nadziei i determinacji. Czy zło faktycznie nie ma wyższego celu? Do czego posunie się człowiek dla ludzi, których kocha? Jak piękna miłość zdolna jest wywołać największe okrucieństwo? Dlaczego sekrety, niczym ciężkie kamienie, ściągają w dół czarnej otchłani rozpaczy, poczucia winy i wyrzutów sumienia? Zerknij na spisane na Bookendorfinie wrażenia po spotkaniu z innymi książkami C.J. Tudor, "Kredziarz" i "Zniknięcie Annie Throne".

4/6 - warto przeczytać
thriller, 422 strony, premiera 14.10.2020, tłumaczenie Tomasz Wyżyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

piątek, 27 listopada 2020

CHŁOPIEC Z LASU

HARLAN COBEN

"Co dobrego mogło mu dać poznanie własnej przeszłości?"

Podobnie jak inne książki Harlana Cobena, tak i ta zawiera ciekawy pazur sensacji, tajemniczą przeszłość postaci, niepokojąco drażniącą wyobraźnię i wpływającą na postrzeganie teraźniejszych zdarzeń. Jednak to, co w moim odczuciu było najbardziej frapujące w „Chłopcu z lasu”, czyli wybrzmiewanie czegoś nieuchwytnego i niewiadomego, do końca nie zostało wyjaśnione w stopniu, na jaki liczyłam. Jakby to był inicjujący tom serii, która dopiero rozkręca się. Jeśli tak, to z pewnością chwycę za kolejny i pogrążę się w rozgryzaniu losów Wilde’a, ponieważ mocno mnie wkręciły dociekania, co tak naprawdę działo się z nim w pierwszej dziesiątce życia. Odnaleziony w osobliwych okolicznościach na terenie lasu, wrócił do cywilizacji, niestety bez wiedzy o tym, kim tak naprawdę jest, bez tożsamości, bez pamięci o rodzicach ani żadnych dorosłych. Mimo usilnych starań nie udało mu się wypełnić białych plam pamięci. Trzydzieści cztery lata później włącza się w poszukiwania zaginionej nastolatki.

Scenariusz zdarzeń toczy się w szybkim tempie, pojawia się sporo bohaterów, zarówno tych spod ciemnej gwiazdy, jak i tych podążających tropem prawdy. Wiele faktów ujawnia się z zaskakującej strony, czytelnik trzymany jest w niejednoznaczności prawdziwych intencji osób, wyczuwa drugie dno inscenizowanych incydentów. Każdy wydaje się mieć coś do ukrycia, nie tylko przed innymi, ale przede wszystkim przed samym sobą, musi konfrontować się z niełatwymi emocjami. Niektóre fragmenty wydawały mi się lekko spłaszczone, chciałabym, aby przybrały bardziej pogłębioną formę, inne okazały się mało istotne, lecz ciekawie ubarwiły opowieść. Jak na thriller, napięcie nie należało do spektakularnych, jednak sympatycznie drażniło wyobraźnię. Mocnym atutem okazał się portret Wilde’a, przekonująco przedstawiony, nieumiejętność wchodzenia w relacje z ludźmi i fobie ujęto z realistycznej strony, nie wyczuwa się w nich fałszu i zaprzeczenia, za to emanują intrygującymi cechami. Książka sprawdzi się na wolny wieczór czytelniczy, oferuje zajmującą zagadkę i dreszczyk emocji, nie jest to thrillerowska bomba uruchamiana w wyobraźni odbiorcy, ale trzyma dobry poziom i udanie relaksuje. Zerknij też na wrażenia, spisane na Bookendorfinie, po spotkaniu z: "W głębi lasu","Nieznajomy", "O krok za daleko", "Tylko jedno spojrzenie", "Na gorącym uczynku", "Nie odpuszczaj", "Już mnie nie oszukasz", "W domu" i trylogią "Mickey Bolitar" ("Schronienie", "Kilka sekund od śmierci", "Odnaleziony").

4/6 – warto przeczytać
thriller, 416 stron, premiera 12.11.2020, tłumaczenie Andrzej Szulc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

czwartek, 26 listopada 2020

ŚNIEŻNA SIOSTRA

MAJA LUNDE

KWARTET SEZONOWY tom 1

"Świat jest pełen niewytłumaczalnych i fantastycznych rzeczy, których nie rozumiemy, i właśnie to sprawia, że warto żyć. Właśnie to czyni życie tak ekscytującym!"

Opowieści świąteczne cudownie wprowadzają w wyjątkowość dni Bożego Narodzenia, przyjemnie jest oddać się im już na początku grudnia, kiedy świat wydaje się, jeszcze intensywniej niż w zwykłe dni, pachnieć i brzmieć miłością, przyjaźnią, troską, serdecznością, pamięcią o bliskich. Spotkania z książkami sprawiają wielką radość, a w tym szczególnym miesiącu, chwytając przepiękną opowieść i poznając razem z dzieckiem, roztaczamy wokół urok niezwykłej magii. Tworzymy wspomnienia naszych pociech i wnuków, ale też przywołujemy własne, z dzieciństwa wypełnionego zasłuchaniem, uśmiechem, ciekawością odkrywania mocy wyobraźni i niecierpliwego wyczekiwania na odwiedziny Mikołaja. Czas wspólnej przygody z bohaterami powieści, podarowanie uwagi i wiedzy młodym miłośnikom książek, to z pewnością piękny prezent, zwłaszcza kiedy doceniamy każdą chwilę rodzinnej aury.

Pozytywne doznania zwielokrotniają się, gdy w nasze ręce wpada olśniewająca publikacja, wyjątkowa w odsłonie merytorycznej i graficznej. „Śnieżna siostra” Mai Lunde, zachwycającej słowem, i Lisy Aisato, czarującej obrazem, natychmiast przekona do siebie małego i dużego odbiorcę, dostarczy niezapomnianych przeżyć, przypomni o najważniejszych wartościach w życiu, zachęci do refleksyjnych nut i rozmów na trudne tematy. Bezgranicznie zakochałam się w powieści, to właśnie takiej przygody czytelniczej potrzebowałam, aby rozgrzać serce przed barwami, zapachami, smakami Wigilii, jednego z najbardziej czarujących dni w kalendarzu. Straciłabym, gdybym się na nią nie zdecydowała, fenomenalnie otworzyła cykl książkowych doznań w klimacie świąt. Jako szczęśliwcy mogą uważać się ci, którym Mikołajek i Mikołaj przyniosą tę fantastyczną publikację, a i ci, którzy podchwycą pomysł podarunku, poczują sympatyczne uczucie dobrze spełnionej misji kształtowania dusz młodego pokolenia.

Powieść niesie wiele cennych przesłań, sugestywnie rozpala wyobraźnię, chwyta za serce i wystawia na silne emocje. Pokazuje, że życie nie składa się tylko z radosnych akcentów, ale potrafi też ranić, zaskoczyć stratą bliskiej osoby, wywołać ogromny smutek, z którego trudno się podnieść. Ale to właśnie przyjaźń i nadzieja przybywają na ratunek, cementują rodzinne relacje, sprawiają, że ogromna tęsknota owocuje czymś niezwykłym. Nigdy nie należy poddawać się, pomimo bólu i rozpaczy dostrzegać coś, co podnosi na duchu, pozwala przepracować proces żałoby, przywołać światło ulgi i zrozumienia. Czuła i ciepła narracja sugestywnie przybliża historię, ale też pozostawia młodym czytelnikom sferę do samodzielnego dopowiedzenia i przemyślenia. Ilustracje są czymś więcej niż dopełnieniem fabuły, współtworzą całość. Charakterystyczna kreska, wyjątkowa umiejętność oddawania emocji, przyglądanie się szczegółom sprawia mnóstwo przyjemności. Sprawdźcie, jak dziesięcioletni Julian, przeżywa wraz z rodziną śmierć starszej siostry, głęboko wierzy w magię i uzdrowicielską moc świąt. Czy chłopcu uda się odnowić blask, bliskość, radość i szczęście w rodzinnym domu? Jaki znaczący udział w historii ma niesamowita dziewczynka Hedvig i tajemniczy starzec niosący w sobie sprzeczne odbicia życia?

6/6 – rozkosz czytania
literatura dziecięca (wiek 6+), 192 strony, premiera 16.10.2019 (2018)
tłumaczenie Milena Skoczko, ilustracje Lisa Aisato
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 24 listopada 2020

SZKLANE SKRZYDŁA MOTYLA

KATRINE ENGBERG

JEPPE KØRNER tom 3

"Jeśli chcemy nauczyć się dźwigać to, co jest nie do udźwignięcia, trzeba uczynić strach naszym sojusznikiem."

Kryminał z atrakcyjnie rozbudowaną sferą psychologiczną, ciekawie zawiązana intryga i źródła zachowań postaci. Zajmująco czytało się, sporo długich czarnych cieni ukazało się nad bohaterami, a i ofiar pojawiła się imponująca liczba. Chociaż liczyłam na intensywniejsze napięcie, więcej niewiadomych, mniejszą przewidywalność niektórych elementów scenariusza zdarzeń, to i tak było barwnie, atrakcyjnie i emocjonująco. Sporo się działo, zarówno w aspekcie detektywistycznej zagadki, jak i prywatnego życia kluczowych postaci. Katrine Engberg umiejętnie miksowała wątki, sprawiała, że interesująco przenikały się, zgrabnie wciągały w świat szalonych przestępstw i lawinowych zbrodni.

Podobała mi się próba skojarzenia i rozszyfrowania tytułu powieści, długo zastanawiałam się, z czym go połączyć, a ostateczne wyjaśnienie w pełni przekonało. Jedyne, czemu nie dałam się uwieść, to nie do końca zrozumiałe działania asystentki policji, matki niemowlaka, tak jakby coś zupełnie nie zaskoczyło w nowej życiowej sytuacji. Podejrzewam jednak, że zamiarem autorki było poruszenie kwestii trudów zaskakującego starszego macierzyństwa, natychmiastowej konieczności przestawienia priorytetów, a nie każda kobieta daje sobie z tym radę. Finałowe sceny cechowało lekkie przesłodzenie, ale innym czytelnikom właśnie z tego tytułu mogą przypaść do gustu, ja preferuję mroczne ostateczne rozwiązania. Książka zapewniła dobry relaks w mocnych uderzeniach walki życia i śmierci, zdrowia i choroby, prawdy i kłamstwa. Drobne zastrzeżenia nie wpłynęły znacząco na ogólnie pozytywny odbiór przygody czytelniczej.

Roznosiciel gazet, przypadkowy świadek, znajduje nagie i okaleczone ciało kobiety, w fontannie na głównym kopenhaskim deptaku. Policja szybko identyfikuje ofiarę, koncentrując się już na motywach zbrodni i tożsamości mordercy. Niestety, kolejne dni przynoszą podobne makabryczne znaleziska, w tak samo inscenizowanych miejscach porzucenia zwłok, ze śladami zbrodni wskazującymi na identyczną metodę zabijania. Presja czasu nasila się, a na scenę wkracza tak dużo prawdopodobnych podejrzanych, że niezwykle trudno złapać właściwy kierunek śledztwa. Trzeba działać na kilku frontach i w dużym chaosie. Narracja płynie wartko, ale ospale następuje wytyczenie wiarygodnych szlaków, co akurat bardzo mi odpowiadało. Inspektor Jeppe Kørner wkracza w świat ośrodków psychiatrycznych i zaburzeń osobowościowych, to w nich wydaje się wszystko łączyć, tam czekają niełatwe odpowiedzi, ale i kryją się bezpośrednie zagrożenia.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał, 338 stron, premiera 13.10.2020 (2018), tłumaczenie Elżbieta Frątczak-Nowotny
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

SYNAPSY MARII H.

HANNA KRALL

"Matka jej męża miała wrażenie, że kiedyś już wyszła z martwej pustki w żyjący świat."

Delikatne, taktowne i wrażliwe wchodzenie do wspomnień czyjegoś życia. Niesie ogromny ładunek emocjonalny, porusza czułe struny duszy, mocno angażuje, przywołuje na ścieżkę szacunku wobec indywidualnych doświadczeń, postrzegania rzeczywistości, iskry istnienia w kontekście miejsca, ludzi, historii. To nie tylko obserwacja i przeżywanie krótkich oddechów losów postaci, ale również wywołanie skojarzeń, szukanie analogii i kontrastów do własnych zapisków w pamięci. I tak jak u Marii Twardokęs-Hrabowskiej powielają i nakładają się obrazy przeszłości, tak i u nas za każdym razem przybierają nieco inną barwę. To, co teraz rejestrujemy, nie będzie idealnie pokrywać się z tym, co przywołamy za jakiś czas. Różnica detali, blaknięcie tła, zmiana perspektywy, redefinicja interpretacji. Symptomy trwałości wydają się mieć jedynie przesłania tonu odczuć i przypisane im akcenty ważności. Na pierwszy plan przebijają się wyróżniki bólu i smutku, właśnie one pozwalają docenić to, co radosne i szczęśliwe, w wymiarze zwykłej codzienności, niezależnie od wzniosłych idei i pragnień.

Można o życiu pisać w szerokim ujęciu lub rozpatrywać każdy szczegół. Ale warto też pójść w inną formę, koncentrować się na istocie, oszczędzać słowa, wyrzucać zapychacze i zbędne dodatki. I wtedy docieramy do kwintesencji definicji jednostki, najintensywniejszego światła jej życia, ciekawych zapisów chwil, pozornie pomieszanych, a jednak tworzących spójną całość tajemnic i dowodów obecności. To także sposób kształtowania opinii o ludziach, współdzielenia witalności bliskich, asymilowania pozytywnej i negatywnej energii. Jednocześnie wysyłamy w najbliższe otoczenie cząstki samego siebie, aurę smutku i radości, spełnienia i niespełnienia, zrozumienia i niezrozumienia. Jesteśmy jednym z elementów, trwającym tu i teraz, lecz mocno osadzonym w przeszłości, która uwalnia podstawy tożsamości i osobowości. Synergiczny efekt dzielenia życia z innymi. Osobiste migawki ziemskiej wędrówki, wygrywane solowe partie doczesności, zapomniane nuty byłych zdarzeń. Rodzinne relacje, smak, dzieciństwa, wojenne koszmary, echa internowania, traumy wypadków, czy wnikanie w autystyczny świat syna. Kolaż wspomnień, przywoływany ulotnym impulsem, powielany w procesie retrospekcji, skłaniający do wypełnienia przestrzeni niedopowiedzeń, chwytania znaczeń poprzez słowa umieszczone na wypuszczonym latawcu życia, trzymane przez osobę, ale sterowane przez wiatr przemijania.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 122 strony, premiera 30.09.2020
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 23 listopada 2020

ZABURZONY UMYSŁ

ERIC R. KANDEL

"Umysł jest podobny do góry lodowej, tylko w jednej siódmej wyłania się nad wodą." Zygmunt Freud

Tematyka funkcjonowania mózgu bardzo fascynuje, zarówno od strony biologicznej, jak i psychologicznej, dlatego z przyjemnością sięgam po publikacje, które cegiełka po cegiełce budują solidną konstrukcję mojej wiedzy. Wszystko wydaje się tym bardziej frapujące i przyciągające, że naukowy świat po omacku porusza się w pewnych zagadnieniach, powoli odkrywa niektóre prawdy, ale nadal nie zdobywa pewności, czy przyjęły ostateczny kształt. Dużo już wiemy o naturze ludzkiego umysłu, ale do podchwycenia pozostało znacznie więcej. Zdajemy sobie sprawę ze złożoności wewnętrznych mechanizmów pracy mózgu, z tego, że na razie jedynie zbliżamy się do tajemnic. Całkowite zrozumienie procesów mentalnych zajmie jeszcze pracę kilku pokoleń, oczywiście przy założeniu, że jest to w ogóle możliwe.

Eric R. Kandel uświadamia czytelnika, że kroki naprzód w poznawaniu samoświadomości, stanów psychicznych w różnych kontekstach, myślenia, odczuwania, zachowania, zapamiętywania, kreatywności i interakcji społecznych, stawiać można przyglądając się dysfunkcyjnym objawom, wyłapując nieprawidłowości, zakłócenia, bierności i nadaktywności. Zaburzenia pracy mózgu są oknem, przez które podglądamy typowy zdrowy mózg. Analizując różne choroby, urazy, patologie mózgu, naukowcy poszukują najlepszych na daną chwilę rozwiązań wsparcia farmakologicznego, psychoterapeutycznego i stymulacji. Otrzymujemy rzut oka na przeszły i współczesny stan wiedzy, ale też wytyczne kierunku, w którym powinniśmy się udać. Dowiadujemy się zatem o autyzmie, depresji, afektywnej dwubiegunowości, schizofrenii, otępieniu, zespole Parkinsona i Huntingtona, a także lęku, stresie pourazowym, wadliwym podejmowaniu decyzji, czy nałogach i tożsamości płciowej. Warto sięgnąć po książkę, poprzez oswajanie z tym, co nietypowe i zaburzone, kładzie nacisk na poznanie, zrozumienie i eliminację negatywnego etykietowania.

Narracja przystępna i przyjazna, i chociaż niepobawiona specjalistycznego żargonu, a omawiane aspekty nie należą do łatwych, to jednak łatwo dajemy się wciągnąć, nawet jeśli nie dysponujemy jeszcze rozeznaniem w tematyce. Pomagają dopełniające treść zdjęcia, przejrzyste ilustracje, poglądowe grafiki, obrazowe schematy. Przejrzysty zbiór ciekawych przykładów, czytelnych wyjaśnień, znanych nazwisk, a nawet reprodukcji obrazów. Właśnie to ostatnie, ujęcie sztuki, kreatywności, zmian osobowości w zetknięciu z chorobą, okazuje się niezwykle zajmujące. Publikacja dostarcza sporo nowego materiału, chętnie się przez niego przebijamy, doceniamy interdyscyplinarne tło. Natomiast, mam niedosyt w pozyskiwaniu informacji z zakresu otępienia, liczyłam na szersze rozbudowanie, bo właśnie temu chciałam się z bliska przyjrzeć. Ale Kandel przyjął założenie ogólnego zaznajomienia odbiorcy z chorobami mózgu, tak aby pochwycić ich istotę i kontekst naukowy. Zerknijcie na inne propozycje czytelnicze krążące wokół zagadnień ludzkiego mózgu, przedstawione na Bookendorfinie, "Mózg. Władca czasu", "Twój mózg bez tajemnic", "Historia naszej świadomości", "Ukryty geniusz", "Magia bioinżynierii".

4.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa (neurologia, psychiatria)
336 stron, premiera 12.02.2020 (2018), tłumaczenie Dariusz Rossowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Copernicus Center Press.

niedziela, 22 listopada 2020

MILCZĄCA ŻONA

KARIN SLAUGHTER

WILL TRENT tom 10

"Kopanie się w tyłek z powodu przeszłości spowoduje potknięcie w przyszłości."

Wybierając się w podróż z Karin Slaughter niecierpliwie wyczekuję, co tym razem ekscytującego i zaskakującego mnie spotka, gdyż to, że czytanie okaże się mocno wciągające, nie mam wątpliwości. Powieści autorki reprezentują mocny poziom z tendencją do wysokich ocen. „Milcząca żona” potwierdza znakomity kunszt pisarki. Płynna narracja, umiejętne lawirowanie w mrocznych klimatach, frapujący kryminalny rys. Wszystko nastawione na atrakcyjne angażowanie odbiorcy w rozwiązywanie zawiłej zagadki detektywistycznej, okraszone silnymi uderzeniami zgrabnie podkręcającego wyobraźnię napięcia. 

Odpowiada mi odkrywanie, krok po kroku, szczegół po szczególe, co kryje się pod wieloma warstwami prawdy i fałszu, jakie sekrety wypływają na powierzchnię, w którym momencie i dlaczego ludzka natura nie jest w stanie udźwignąć presji i wbija się w szaleństwo. Niełatwo wytypować czarny charakter, sprytnie maskuje się pozornymi czynami dobra w zatrważających intencjach. Co więcej, z każdym kolejnym atakiem uczy się, wyciąga wnioski, intensyfikuje mordercze instynkty, dokonali sztukę okaleczania i zabijania. Ciarki przechodzą po plecach, kiedy nabiera się przypuszczeń, kto aktywuje cykl brutalnych morderstw, jak przebiegłą, sprytną i metodyczną osobą okazuje się, że pomimo pojawiających się prawidłowości, ciężko zmusić ją do popełnienia błędu. Brak tropów, podejrzanych, a jedyny prawdopodobny świadek jest martwy. Naprzemiennie miksują się płaszczyzny czasowe zapewniając ujęcie z różnych perspektyw.

Osadzony w więzieniu stanowym twierdzi, że jest niewinny zarzucanych mu czynów odbierania życia, a prowadzone osiem lat temu dochodzenie w sprawie bestialskich morderstw młodych kobiet obarczone było bezpodstawnymi uprzedzeniami i fałszywymi zarzutami. Niesprawiedliwości dopuścił się skorumpowany wydział śledczy z Grant County. Czy Deryl Nesbit faktycznie stał się ofiarą policyjnej korupcji? A może jedynie chce się wywinąć od odsiedzenia wymierzonego mu wyroku? Funkcjonariusze policji, pod nadzorem Amandy Wagner, walczą o wyjaśnienie cieni przeszłości, ale też koncentrują się na bieżących incydentach, które przerażająco eskalują. Oprócz zawodowego wątku Williego Trenta i Sary Linton, śledzimy pojawiające się aspekty z prywatnego życia, do ich relacji wkradło się wiele niedomówień, konieczna jest konfrontacja. Autorka stworzyła ciekawe i przekonujące portrety kluczowych postaci, u których sporo się dzieje, interesująco się w to wnika. Książkę warto uwzględnić w planach, zapewnia satysfakcjonujący weekend czytelniczy. Wcześniej miałam okazję przeżywać przygody w ramach spotkań z "Ostatnią wdową","Moimi ślicznymi", "Ofiarą", "Dobrą córką" i "Układanką", zerknij na wrażenia.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 526 stron, premiera 14.10.2020, tłumaczenie Dorota Stadnik
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

sobota, 21 listopada 2020

HERETYCY DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 5

"Najgroźniejszym potencjalnym konkurentem dla żywego organizmu mogą się okazać osobniki jego gatunku."

Frank Herbert wyśmienicie konstruuje piąty tom, trudno oderwać się od niezwykłej i barwnej atmosfery, tym bardziej, że kolejny raz zaskakuje specyficznym klimatem, znacznie różniącym się od poprzedników. Wprowadza powiew świeżości w paletę przekonujących postaci, a przy tym swobodnie sięga po elementy serii, które tak mocno zapadły w pamięć czytelnika. Ponadto, mistrzowsko rzuca w eter wątki, chociaż dopiero napoczęte już zapowiadają się fantastyczną bazą pod przyszłe intrygujące rozwinięcia. 

Kolejny wielki skok w czasie, piętnaście wieków znacząco zmienia dzieje wszechświata, wysuwa na pierwszy plan pozostających dotąd w cieniu, zakopuje w niepamięci wcześniej należących do pierwszej ligi graczy, ponadto przywołuje zewnętrzne siły pragnące zaistnieć w złożonej historii. Lubię stawiać mega kroki w poznawaniu przyszłości, dostrzegać naturalne wyciszanie ech tego, co kiedyś tak wyraziście brzmiało, a dziś jest jedynie wyblakłym wspomnieniem, wzmianką w starożytnych zapiskach, niezdefiniowaną myślą w pamięci pokoleń. Cykle zdarzeń, tak bardzo od siebie odległe w czasie, połączone jedynie delikatną nicią dziedzictwa, a jednak oscylujące wokół niezmiennych cech ludzkiej natury, obdarzonej wadami, skłonnej do konfliktów, narzucającej idee, podatnej na religijne wpływy, społeczne supremacje, biznesowe interesy, polityczne roszady. Wciąż głównym punktem w rozgrywkach są spiski, manipulacje i knowania. Zmieniają się jedynie podmioty stron, każdy z nich przekonany jest, że walczy w słusznej i uzasadnionej sprawie. 

Bene Gesserit kontra Bene Tleilax, ciekawie zestawione w niebezpiecznej grze o wysoką stawkę. Rozgrywanie przeciwników na poziomie walki o wpływy i władzę, a nawet o wadze przetrwania. Misternie ułożone strategiczne plany, konsekwentnie wdrażane, angażujące starannie wybrane jednostki i okoliczności. Supermoce baszara Milesa Tega, w którego żyłach płynie atrydowska krew, unikalne zdolności Sheanny do rozmowy z czerwiami, nietuzinkowa matka przełożona Taraza, oczywiście Duncan Idaho jako powielane spoiwo porządku następstw. I Diuna, obecnie Rakis, wracająca do pierwotnej postaci, dzikiej i pustynnej planety, z niezwykłymi mieszkańcami. Już bez wyłączności w pozyskiwaniu pożądanej przez wszystkich przyprawy. Nawet najbardziej wzniosłe i spektakularne ludzkie osiągnięcia blakną w obliczu nieuchronności upływu czasu. Nic nie jest pewne, bezpieczne i wypracowane raz na zawsze. Potężna moc napędzająca ewolucję nie dopuszcza do siebie ograniczeń. Odpowiada mi zagłębianie się w długi proces dojrzewania intryg, wyczekiwanie na dorastanie do misji postaci, przeskakiwanie między kilkoma nurtami narracji, napędzanie akcji różnorodnymi wydarzeniami, aby dopiero pod koniec przyspieszyć w poznawaniu kart losu planet, cywilizacji, idei i bohaterów. Prorocza siła zostanie unicestwiona? Jednego dnia melanż, drugiego gorzki pył? Zapraszam po wrażenia z poprzednich tomów serii, "Bóg Imperator Diuny", „Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 622 strony, premiera 14.10.2020 (1984), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 19 listopada 2020

CHARLIE PRZEMIENIA SIĘ W T-REXA

SAM COPELAND

CHARLIE McGUFFIN tom 2

"Czasami trudno jest stawić czoło przykrym myślom i trzeba na to wielkiej odwagi. Ale ze złymi myślami jest jak ze smokiem. Jeśli uciekasz przed smokiem i udajesz, że go nie ma, to wcale nie znaczy, że on znikł... Jeśli jednak stawisz mu czoło, to masz szansę się z nim zmierzyć i pokonać go w walce."

Spotkanie w ramach „Charlie zmienia się w kurczaka” należało do bardzo ciekawych i mega zabawnych. Podobnie przedstawia się kontynuacja niezwykłych przygód dziewięcioletniego chłopca. W „Charlie przemienia się w T-Rexa” jest jeszcze dziwaczniej i bardziej intrygująco. Rozdziały naszpikowano pierwszorzędnym humorem, który u każdego dziecka wywoła przyjemny ból mięśni śmiechu, a i dorosłych wprawi w dobry nastrój. Sama czytając książkę niejednokrotnie łapałam się na wczuciu w fabułę, głośnym chichocie, pragnieniu ponownego przeczytania akapitu.

Sam Copeland fantastycznie tłumaczy dzieciakom trudne słowa i zwroty, mega dowcipnie rozwija znaczenia, sprawia, że stają się zrozumiałe w odbiorze, łatwe do zapamiętania i wykorzystania w rozmowach z rówieśnikami i starszymi. Mnóstwo wtrąceń, przerywników, chwilowych odciągaczy uwagi od głównego wątku, nie sposób nie podążać ich tropem, gdyż nadają powieści dodatkowy wymiar. Pomysł na scenariusz zdarzeń kapitalny, po brzegi wypełniony przygodami, ukazany swobodnie i atrakcyjnie. Z wielką sympatią odnosimy się do bohaterów, nawet klasowy łobuziak Dylan wzbudza ciepłe odczucia, bo choć skrupulatnie przyjmuje pozę nicponia i złośliwca, wrogo nastawionego podgrzewacza, to oczywiście gdzieś głęboko, no dobrze, mega głęboko, skrywa dobroć, ale zasada ostrej chłopięcej rywalizacji musi przebiegać zgodnie z odwiecznym prawem. 

Przemiana Charliego w zwierzęta nadal wymyka się spod kontroli. Przyjaciele chłopca robią wszystko, aby pomóc mu ją zdobyć. Dodatkowo, czeka ich arcytrudna misja do wykonania, muszą odzyskać coś, co zostało skradzione tacie Charliego, ale nikt z nich nie wie, co to tak naprawdę jest. Wiadomo tylko, że to firma rodzica Dylana dopuściła się oszustwa, przez które rodzina Charliego popadła w długi i zmuszona jest sprzedać dom. Banda pozytywnie nakręconych dzieciaków opracowuje misterny plan ratunku i natychmiast przystępuje do jego realizacji. A jak wszyscy wiedzą, mają talent do ściągania na siebie różnych kłopotów. Nie pomaga to, że Charlie nie panuje nad transformacją w zwierzę, i co równie ważne, nie wie też, jak szybko powrócić do ludzkiej postaci, a także co będzie, kiedy zapomni kim jest i nie zmieni się z powrotem. Każda jego przemiana oznacza wybuch szczerego śmiechu dla czytelnika. Dziewięciolatek wchodzi w skórę kota, niedźwiedzia polarnego, skunksa, pawiana, wieloryba, gołębia i leniwca. A jak sprawa przedstawia się z tytułowym dinozaurem? Chwytajcie za książkę i przekonujcie się sami, zdecydowanie warto!

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca (wiek 9+), 290 stron, premiera 16.09.2020 (2019)
tłumaczenie Maciej Potulny, ilustracje Sam Copeland
Tekst ukazał się pierwotnie na Szkrabajki.pl

DOLINA

BERNARD MINIER

MARTIN SERVAZ tom 6

"Strach wkradł się podstępnie do jego wnętrza i zamieszkał w nim niczym włamywacz, który znalazł pusty dom i postanowił w nim zamieszkać."

Późno dołączyłam do poznawania tej serii, bo dopiero w piątym tomie "Siostry", za mną właśnie szósty, ale wiem, że z pewnością sięgnę po wcześniejsze. Niesamowita przygoda czytelnicza, napisana z taką dozą napięcia, intrygującego scenariusza zdarzeń, osobliwego klimatu, że nie ma opcji, abym nie dała się maksymalnie wciągnąć. W zasadzie wszystko w powieści spodobało mi się, a fakt, że pomimo małej czcionki, zapoznałam się z fabułą od pierwszej do ostatniej strony bez żadnej przerwy, gorąco przemawia na korzyść. Nie mogłam oderwać się od zagadkowego splotu efektownych incydentów, detektywistycznej zagadki w wielokierunkowym wymiarze, niepokojących nawoływań przeszłości głównego bohatera serii.

"Dolina" to rasowy thriller kryminalny, wyrazisty, angażujący, mocny, pozostawiający szeroką przestrzeń do niejednoznaczności i interpretacji. Postaci wyśmienicie skonstruowane, daleko odbiegające od tuzinkowości, potrafiące balansować na cienkiej linie prawa i sprawiedliwości. I chociaż pod koniec książki rozjeżdżał się nieco realizm, to jednak miało to urok i uzasadnienie. Bernard Minier fantastycznie podgrzewał atmosferę duszności i tajemnic. Sprawił, że po plecach przebiegały ciarki niepewności, niedowierzania i zaskoczenia. Wybór tego tytułu na podniesienie adrenaliny i rozkręcenie wyobraźni, okazał się wyjątkowo trafiony, przekonujący, zaowocował spełnieniem czytelniczym, chciałabym więcej takich satysfakcjonujących książkowych doznań.

Pirenejskie doliny skrywają miasteczka, a wraz z nimi wiele zatrważających tajemnic, owianych gęstym mrokiem ludzkich ułomności. Martin Servaz, komendant policji kryminalnej w Tuluzie, obecnie zawieszony w związku z wyjaśnieniem wątpliwości powstałych w ostatnim śledztwie, wyrusza do Aiguesvives, zaalarmowany budzącym grozę, ale i nadzieję, telefonem. Trafia do opactwa, gdzie instynkt policyjny ostrzega go przed niebezpieczeństwem, jednak nie wie, skąd miałoby nadejść. Dochodzi do morderstwa trzydziestoletniego urzędnika miejskiego, drobnego dilera narkotyków. Widać, że czynu dokonał ktoś dobrze przygotowany, ostrożny, inteligentny i zdeterminowany. Piekielnie dopracowana scenografia miejsca zbrodni nie pozostawia niczego przypadkowi. Nie ma żadnych, poszlak, tropów i podejrzanych, a odcięta od świata społeczność, uwięziona przez kataklizm w dolinie, staje się inicjatorem niepokojących precedensów. Zwarta mgła niewiadomych i sekretów oddziela realny świat od obłędu, łatwo dać się zmylić i pogubić.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 426 stron, premiera 29.09.2020, tłumaczenie Monika Szewc-Osiecka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

środa, 18 listopada 2020

WSTĘGA MÖBIUSA

ROMAN KONIK

"Samodzielne myślenie jest dziś deficytem. Iluzja nieomylności i pewności siebie budowana jest na opinii innych."

Niemal wszystko w powieści gładko przebiegło, swobodna i płynna narracja, ciekawie i wyraziście odmalowane portrety bohaterów, atrakcyjny i intrygujący pomysł na fabułę. Jednak nie potrafiłam w pełni wciągnąć się w historię, brakowało porywającego wyobraźnię napięcia, żywiołowego impulsu do zaangażowania się w książkę, dreszczyku emocji wynikającego z niecierpliwego odkrywania. Doceniłam biegłość autora na wielu polach, zwłaszcza konstruowania psychologicznych ujęć, ale nie udało mi się odpowiednio dostroić do opowieści, obserwowałam akcję, ale nie wrzało we mnie, może dlatego, że gangsterskie klimaty nie należą do moich ulubionych, a może przyjęłam mylne założenie, że historia sięgnie jeszcze głębiej. Ale to, co dla mnie było niewystarczające, dla innych może okazać się wielkim atutem, gdyż tytuł dobry i może zostać przez wielu czytelników entuzjastycznie przyjęty.

Początkowo zapowiadało się rewelacyjnie, zestawienie dwóch wyjątkowo kontrastowych postaci, połączenie nierozerwalnym węzłem bliźniactwa, przyporządkowanie interesujących ról z punktu widzenia rozwoju scenariusza zdarzeń, a jednocześnie stopniowe rozgałęzianie ścieżki losów. To samo źródło uposażenia genetycznego, jednorodna ponura przeszłość sieroctwa, identyczne doświadczenia życiowe, lecz odrębne tożsamości i kierunki spojrzenia na świat. Mistrzowsko przedstawiono wzajemną zależność, przekazywanie pałeczki nadrzędności, punkt krytyczny nieuniknionego konfliktu interesów i etycznych wątpliwości. Przeciwieństwa między Bernardem, okaleczonym przez przeznaczenie, lecz pragnącym normalności i stabilizacji, rozsądnym i zachowawczym bohaterem, a Adrianem, cierpiącym na autyzm, zamkniętym w pułapce konieczności powtarzalności rytmu dnia i niechęci wobec dotyku innych ludzi, a przy tym wykazującym niesamowite uzdolnienia i umiejętności intelektualne, w tym niestety także gwałtowność i patologiczne cechy, nadają powieści niezwykły koloryt i frapujące brzmienie.

Bracia wywodzący się z wielkiej nędzy, rok po roku, dokładają cegiełkę pod budowę podziemnego imperium przestępczego. Jeden ruch w stronę mrocznej strefy pociąga za sobą kolejne, nakręca spiralę niepohamowanych ambicji, przemocy i tyranii. Potrzeba sprawowania władzy nad innymi i wywołania strachu przesłania zdrowy rozsądek. Parcie do przodu po trupach dostarcza wielkiej satysfakcji, działa niczym narkotyk popychający ku działaniu, ale też intensywnie odrywa od rzeczywistości. Coś, co było wielką przyjemnością, staje się nużącym obowiązkiem. Nieważne, jak mocno wierzymy w to, że jesteśmy sprytni, genialni i niezniszczalni, zawsze znajdzie się ktoś, ktoś lepszy od nas, perfekcyjnie rozwinie niebezpieczną grę w bezwzględną zemstę, biegle rozwiąże skomplikowane szarady i zagadki o wielu zmiennych. A wówczas przepaść klęski zbliży się nieuchronnie. Kto w nią wpadnie, a kto wyjdzie zwycięsko z pojedynku? Odpowiadało mi zaproponowane zakończenie, nie mogło być inne, ciekawa jestem, ilu czytelników zaskoczy.

4/6 - warto przeczytać
sensacja, 334 strony, premiera 29.09.2020
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

WALECZNY

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA tom 4

"Zwycięstwo polega na popełnianiu mniejszej liczby błędów niż przeciwnik albo na podniesieniu się o jeden raz więcej, niż się upadło."

Zaginiona w odmętach Światów Syndykatu, flota dowodzona przez Black Jacka, legendarnego bohatera, wciąż poszukuje bezpiecznej drogi do domu, ucieczka z terytorium wroga nie jest prosta. Wypełnienie misji dostarczenia klucza hipernetowego władzom Sojuszu może diametralnie zmienić układ sił w galaktykach, wskazać zwycięzcę i pokonanego, zakończyć trwającą sto lat brutalną, krwawą i wyniszczającą wojnę. Co więcej, zadecydować o losie ludzkiej rasy. Czy żywe światło gwiazd pozwoli na wyjście z impasu mega konfliktu, zrealizowanie scenariusza sprzyjającego Sojuszowi? Coraz silniejsze sygnały istnienia daje rozumna obca rasa, wyprzedzająca ludzkość o setki lat, nie tylko technologicznie. Nie wiadomo, czym lub kim są, ale powoli krystalizują się ich prawdopodobne motywy. Czyżby uznali ludzkość za niegodną zaufania i pragnęli zneutralizować zagrożenie z jej strony?

Trudno wymykać się siłom Światów Syndykatu. Syndykaci powoli rozgryzają strategię Black Jacka, obserwują, jak wyrywa zwycięstwo nawet tam, gdzie wydaje się to niemożliwe, wyciągają wnioski z walk, starają się przewidzieć ryzykowne taktyki, skomplikowane manewry i pułapki. Zdesperowani stawiają wszystko na jedną kartę, dopuszczają zniszczenie zamieszkanych planet w galaktyce, aby zdobyć przewagę i szansę na zwycięstwo. Komandor John Geary musi poradzić sobie nie tylko z dwoma zewnętrznymi wrogami, podstępnymi obcymi i syndykacką flotą, ale też z narastającym zagrożeniem wewnętrznym, ze strony kadry oficerskiej, wykazującej wątpliwą lojalność, gotową na sięgnięcie po ostateczne i haniebne środki, by zdyskredytować i odsunąć od władzy przywódcę. Pod warstwą jawnych antagonistów kryje się zatrważająco sprytna grupa przeciwników. Pozorni sprzymierzeńcy budzą tyle samo, jak nie więcej, lęku co wrogowie.

Powieść przyjemnie się czyta, sporo atrakcyjnie opisanych kosmicznych walk, odbywających się w szaleńczym tempie, z ogromnymi stratami po obu stronach. Jest widowiskowo i spektakularnie, dynamicznie i ekspansywnie, szala zwycięstwa przechyla się raz w jedną, raz w drugą stronę, nigdy nie wiadomo, do czego zdolne są powietrzne armie. Intrygująco śledzi się trudne decyzje i zaskakujące roszady. Niecierpliwie czeka się na to, co innowacyjnego do bitwy wprowadzi Black Jack, jakie asy wyciągnie z rękawa, w jaki sposób postraszy ścigających, jak zmusi do błędów. Mniej podoba mi się wątek relacji damsko-męskich, przedstawiony w prosty sposób, zwłaszcza w ujęciu zazdrości i zdrady. Gdyby wyeliminować dialogi tego klimatu, powieść znacznie zyskałaby, natychmiast podniosłabym całą ocenę w górę. Rozumiem zamysł Jacka Campbella, to, co się dzieje między Johnem Gearym a bliskimi mu kobietami, ma wnosić nieco lekkości i kolorytu, w zestawieniu ze scenami walk i nieustannej podejrzliwości wobec wrogów, ale sprawdziłoby się dopiero w ambitniejszej formie. Poprzednie tomy serii: "Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny".

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 428 stron, premiera 19.10.2020 (2008), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

wtorek, 17 listopada 2020

CZŁOWIEK DO PRZERÓBKI

ALFRED BESTER

"Nie pozwól, by o wyborze twoich wrogów decydował za ciebie przypadek."

Sięganie po klasykę fantastyki zawsze budzi wiele emocji, z jednej strony ciekawa jestem, jak postrzegano przyszły świat, z drugiej uwielbiam zabawę w dokonywanie porównań wizji swoich i pisarzy. Miałam już jedno przyjemne spotkanie z książką Alfreda Bestera "Gwiazdy moim przeznaczeniem", dlatego nie wahałam się, by sięgnąć po kolejną, wyróżnioną pierwszą Nagrodą Hugo. Mimo upływu niemal siedemdziesięciu lat powstania, "Człowiek do przeróbki" rewelacyjnie broni się, uniwersalne prawdy o człowieku, zebrane w znakomitym pomyśle na fabułę i oprawione w atrakcyjną szatę narracji. Dostrzegam urok książki w aspekcie przeżywanej przygody czytelniczej i zebranego materiału do snucia ciekawych refleksji.

Alfred Bester skupia się na idei zdolności telepatycznych, odczytywania myśli o przestępstwach, zapobieganiu ewentualnym zbrodniom. Nie wikła się w skomplikowane wyjaśnienia działania takiej technologii, nie obdarza czytelnika szczegółowymi opisami scenografii wszechobecnej inwigilacji. Liczą się głównie jednostki ludzkie i relacje społeczne. Sporo frapujących myśli wędruje w stronę czytelnika, niektóre wymagają głębszej analizy, z zainteresowaniem łapiemy się na zarzucane wabiki kreatywnej wyobraźni. Tego właśnie oczekuję zagłębiając się w inteligentną i pobudzającą rozrywkę fantastyki. Co ciekawe, autor świetnie wyczuł powstanie mediów społecznościowych, można wyłapać nieświadome aluzje czynione w kierunku Facebooka, jego roli w błyskawicznej komunikacji, indywidualnej aranżacji zabarwionej sztucznością rzeczywistości użytkowników, zagrożeń związanych z tym narzędziem. Czy faktycznie świat okaże się wspaniałym miejscem, gdy każdy stanie się wnikaczem cudzych myśli i dostroi się do reszty? A może to właśnie ślepota wobec sekretnych intencji innych jest tym, co nie pozwala na uniformizację myśli i poglądów?

Intrygujące science fiction z elementami kryminału, zastanawiające odwrócenie ról tych pozornie dobrych, służących społeczeństwu, z tymi określanymi jako źli, decydującymi się na działalność przestępczą. Wydaje się, że wiemy, której stronie powinniśmy kibicować, jednak po odwróceniu perspektyw, okazuje się, że nie wszystko ma cechy jednoznaczności. Sympatyzujemy z jedną i drugą stroną, odczuwając dyskomfort dychotomicznych emocji, ale jak bardzo to wciąga i porywa. Ben Reich, magnat finansowy, morduje z premedytacją konkurenta, pomaga mu przekupiony esper, przenikacz umysłów, biegły w percepcji pozazmysłowej. Lincoln Powell, prefekt wydziału parapsychologicznego policji, śmiało podąża tropem zbrodni. Krzyżują się losy dwóch silnych osobowości, wirtuozów swoich profesji. Rewelacyjne przeplatają się wątki, dochodzą zajmujące i zaskakujące interpretacje. Perełką jest wykładnia tytułowej przeróbki, nie spodziewałam się, że w takiej odsłonie zakończy się powieść, bardzo satysfakcjonujące uczucie. Tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki SF, przybliżone na Bookendorfinie to: "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Koniec dzieciństwa", "Hiob. Komedia sprawiedliwości".

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 296 stron, premiera 20.20.2020 (1953), tłumaczenie Andrzej Sawicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.