niedziela, 14 kwietnia 2024

RZEKI, KTÓRYCH NIE MA

MACIEJ ROBERT

„Każda rzeka jest opowieścią, ale rzeka, której nie ma, jest opowieścią szczególną, bo tutaj wyobraźnia musi pracować na wysokich obrotach, tutaj trzeba czytać między wierszami.”

Tak jak podejrzewałam, książka dostarczyła przyjemnych wrażeń czytelniczych. Wiele się z niej dowiedziałam, z entuzjazmem podchwyciłam temat rzek, których nie ma, z zaciekawieniem podążałam ich szlakiem. Nie spodziewałam się, że aż tak szczegółowo można było wejść w poruszane zagadnienie, z miłością do płynącej wody, poznawaniem przebiegu potoków, dociekliwością historii rzeczek i spojrzeniem na działalność człowieka w obszarze rzek. 

Maciej Robert w bardzo przyjemnym stylu snuł opowieść o niewidocznych lub znikających rzekach. Sprawiał, że im więcej prezentował materiału, tym bardziej chciałam poznać więcej. Nie tylko podróże nad rzeki, rzeczki, strumyki, wyschłe kanały, ale również flirt ze sztuką, literaturą, wzmiankami o znaczeniu, kolorycie, skojarzeniu, emocjach powiązanych z rzekami. Wędrówki śladem wody i słowa, tego, co na mapach i w rzeczywistości, w kierunku świadectwa istnienia lub niewidoczności. Wyschnięte puste koryta skrywały przeszłość, którą frapująco odkrywałam. Niechciane rzeki ustępowały miejsca potrzebom miast, a przecież to właśnie one były źródłem powstawania wokół nich osad, z czasem zajmujących coraz większe przestrzenie.

Jako mieszkanka Łodzi skwapliwie czytałam o wielkomiejskiej tkance z perspektywy rzek zamkniętych w podziemiach. Wpadło kilka ciekawostek, o których nie miałam pojęcia, wiele elementów natychmiast budziło skojarzenia. Tropienie wymyślonych, nieistniejących, okresowych, ukrytych rzek miało smak odkrywania i niecodziennej przygody. Niesamowite, jak w nazwach ulic czy placów zachowała się pamięć miasta o rzekach. Łódka, Ner, Olechówka, Bzura, Jasień, Sokołówka, Augustówka, Bałutka, Łagiewniczanka, albo Karoloewska, Jasieniec, Wrząca. Dwadzieścia kilka łódzkich rzek, a przecież nie ma opcji, aby wybrać się na dłuższy spacer wzdłuż ich brzegów. Pierwszy zetknęłam się z mitem założycielskim powiązanym z Pabianką. 

Publikacja, na którą warto zwrócić uwagę, poznawać poprzez spokojne dawkowanie, zaglądać do przywołanych utworów, podchwytywać atrakcyjne wtrącenia, uważnie spojrzeć na plany miast, skonfrontować z wycieczkowym zmysłem obserwacji, podchwycić pasję zgłębiania rzecznych tajemnic. Najbardziej urzekła mnie część poświęcona Łodzi i okolicom, znakomicie się w niej odnalazłam, poczułam szczególny klimat paradoksalnej „królowej rzek”, nabrałam chęci prowadzenia samodzielnego śledztwa poszukiwania rzek, których nie ma. Mam wrażenie, że ten tytuł przyciągnie mnie ponownie, wiele w nim przyjemnej duchowej strawy.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, esej, 334 strony, premiera 05.07.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 4 kwietnia 2024

KRWAWY WIERCH

ARKADY SAULSKI 

DROGA SAMOTNEGO PSA tom 2

„Czasem wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu.”

I ponownie z zaciekawieniem wróciłam do Uniwersum Nipponu. Z każdą odsłoną wywoływało przyjemne odczucia podczas czytania. Niestety, ominęłam trzeci tom serii „Zapiski stali” (poprzedniki to „Czerwony Lotos” i „Pani Cisza”) i jeszcze nie zdążyłam nadrobić tego przeoczenia, ale podtrzymuję chęć poznania „Bitwy Nieśmiertelnych”. Lekko i swobodnie poczułam się w tomie otwierającym Drogę Samotnego Psa, czyli „Czarne miecze”, udało mi się szybko odnaleźć w nowej geograficznej rzeczywistości i powiązać z lotu ptaka ciekawe dzieje wcześniej poznanych terytoriów. 

Druga odsłona serii „Krwawy Wierch” zrobiła jeszcze lepsze wrażenie. Miałam poczucie większego dopracowania szczegółów fabuły i portretów bohaterów. Generalnie, wydawała się znacznie ciekawsza i bardziej udanie wyważona pod względem atrakcyjności wydarzeń, zwłaszcza opisów walk i przeżywanych przez postaci emocji. Mandukowie, dziki lud z zachodniego kontynentu pokrytego wielkimi stepami, wprowadzili do akcji intrygujący klimat podboju, walk i spisków. Z kolei, meandry dworskich zwyczajów pałacowych, pełne szeptów, knowań i prowokacji, sprawiły, że fabuła zagęszczała się w stronę tajemnic i sekretów. Góra Kiga-yama przywoływała niebezpieczną przygodę, jednocześnie dawała okazję do zajrzenia w przeszłość i połączenia z teraźniejszością, a wszystko w ramach zabójczej misji. Podobał mi się opis stolicy Nipponu, czułam, że faktycznie zawitałam do metropolii, wędrowałam ulicami w stronę serca Heian-Kyo w podziwie dla złożoności strukturalnej i bogactwa Miasta w Mieście, poznawałam skomplikowane koleje historii. 

Odpowiadała mi kreacja złego bohatera, poczułam więź i zrozumienie dla motywów kierujących działaniami. Znakomicie przybliżona sylwetka, tym bardziej, że uwikłana w muzyczną magię i strategiczną inteligencję. Pozytywnie odebrałam delikatnie poprowadzoną nić sympatii między Duchami, z wyczuciem uczuć i zależności, bez straty dla niezmiennego od wieków kodeksu żywej broni. Z mniejszym entuzjazmem przyjęłam obraz zamknięcia wojny, nie tego się spodziewałam, liczyłam na bardziej prawdopodobny scenariusz spraw toczących się wokół Date Masamune, trochę jakby autor poszedł na skróty. Jeśli macie ochotę na średniowieczną japońską przygodę z cieniami gwardii samurajów, wpływowymi władcami ziemskimi daimyo i zabójczymi właścicielami katan, a także z prastarymi i obdarzonymi mądrością stworzeniami, świętymi regaliami, czyli zwierciadłem, mieczem i klejnotem, zachęcam do sięgnięcia po serię Drogi Samotnego Psa. Odprężający relaks przy dynamicznych rytmach przebiegu opowieści o wybitnym żołnierzu szkolonym według ginącej sztuki czuwania nad życiem pana. Z niecierpliwą sympatią wyczekiwać będę trzeciego tomu.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 400 stron, premiera 16.02.2024
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 3 kwietnia 2024

PRZEZ BŁĘKITNE POLA

CLAIRE KEEGAN

„Irlandia nie jest już taka sama. Ludzie byli biedni, ale zadowoleni.”

Wciągnęłam się w twórczość Claire Kreegan, krótkie formy literackie przemawiały, dotykały wrażliwych strun ludzkiej duszy, w pewien sposób nawiązywały do poszukiwania sensu życia, ale też prześwietlały zwykłą codzienność bohaterów. Nie wszystkie opowiadania wybrzmiewały intensywnie, niektóre, przykładowo „Ciemne konie” nie nawiązały trwałej nici porozumienia, „Noc jarzębin” wydawała się zbyt przewidywalna. Jednak i one nadawały szczególny klimat książce. Chociaż tytuł „Powolna i bolesna śmierć” wskazywał na ciężką tematykę i myśl przewodnią, to okazał się niesamowicie lekkim zbiorem utworów, wdzięcznym i swobodnym. Nakłaniał do refleksji na temat bezpowrotnego upływu czasu, świadectw obecności materialnej i duchowej tych, co odeszli. Wiele nadziei na odmianę losu, chwytanie biegu spraw, zaczynanie czegoś od nowa, oddawanie się twórczości. Bardzo mi się podobał także „Prezent na pożegnanie”. Tym razem nie czterdziestoletnia kobieta, ale młoda dziewczyna, wyrywająca się ze szpon toksycznej rodziny, doświadczona wykorzystaniem przez ojca, skazana na obojętność matki, uciekająca w daleki świat przed trudną przeszłością, pozostawiająca za sobą bagaż złych doświadczeń. Wspaniałe ukazanie walki o siebie i ufności w nowe życie, pomimo lęku i rozterki. Wiele potrzeba siły, by wyrwać się ze szpon złego i podarować sobie szansę. 

Właściwie wszystkie opowiadania łączy poczucie straty, o różnym wymiarze, jak dzieciństwa, kogoś bliskiego, szansy, a nawet zmarnowanego życia, wymykającego się z rąk, opisanego w „Kapitulacji”. Często podejmowane decyzje okazują się niesłuszne, przytłaczające rezultatami, niedające wytchnienia, pogrążające w marazmie miałko upływających dni. Do głosu dochodzi samotność, wyalienowanie, niewpasowanie i niezrozumienie, nawet przez siebie samego. Poznawanie siebie łączy się niekiedy z koniecznością nabrania nowego kursu życia, oddalenia się od tego, co sztywno przywiązuje i zabiera wolność. Ale i w tym aspekcie nie opuszcza otucha powiązana ze zmianą i walką o siebie. „Córka leśnika” przedstawiała obraz nieudanego życia i namiastki marzeń, „Na skraju wody” weszła w nietolerancję, ból bycia nieakceptowanym, odwagę by zrobić coś wykraczającego poza oczekiwania innych. Albo wbrew wszelkim trudnościom, wątpliwościom, wspomnieniom niedającym się wymazać, rozdwojeniem pragnień, wciąż podążać ta samą drogą, mniej lub bardziej satysfakcjonującą, ale dobrze znaną i bezpieczną. Wszystkie opowiadania cechuje irlandzki klimat, surowy w obejściu, ale jakże umiłowany w sercu. Autorka sugestywnymi słowami przybliża jego charakterystykę i specyfikę, w tym mentalność rolniczej grupy społecznej, wyjątkowe przywiązanie do ziemi i wykorzystywanie najmniejszych nawet jej darów, oraz szacunek wobec tradycji i przeszłości, poczucie przynależności do miejsca i ludzi, proste w konstrukcji, ale niesamowicie silne, wręcz magnetyczne przyciąganie. Książka zapewnia sympatyczne zaczytanie, w refleksyjnym tonie, poprzez lot ptaka nad losami innych jednostek czytelnik zerka na własną dolę, postanowienia, pragnienia i osiągnięcia. Pozornie łatwo jest żyć w zgodzie z samym sobą, ale to naprawdę wymagająca sztuka, nie każdy zdaje z niej egzamin.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 202 strony, premiera 02.11.2023 (2007), tłumaczenie Dariusz Żukowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 2 kwietnia 2024

FURIA

[PRZEDPREMIEROWO]

ALEX MICHAELIDES

„Opowieść o pięknym błędzie, któremu przyświecała dobra intencja – a który doprowadził do śmierci...dość dobra metafora życia, czyż nie?”

Pierwsze spotkanie z twórczością Alexa Michaelidesa, w ramach spotkania z „Boginiami”, nie zaliczyłam do oszałamiających i mega zajmujących, jednak przebiegało w miłej i intrygującej atmosferze. Bardzo się ucieszyłam, kiedy poznając „Furię” znacznie intensywniej wbiłam się w przygodę czytelniczą. Widać było, że Alex Michaelides dokonał sporego postępu w pisaniu zwariowanych intrygujących powieści. Prezentacja treści okazała się atrakcyjna i wciągająca. Zwłaszcza pomysł z wyborem ciekawego narratora dobrze się sprawdził. Bawiłam się ekscytująco również ze względu na pokręconą fabułę, pełną licznych rozgałęzień, niedopowiedzeń podkręcających frapujące interpretacje postaw bohaterów z pierwszego i drugiego planu. Różnorodność postaci, chociaż powiązania wspólnym kluczem krążenia wokół byłej gwiazdy filmowej, przemawiała na korzyść ciekawie rozwijającej się historii.

Podobało mi się wniknięcie w wątki o podłożu psychologicznym, trudnego dzieciństwa i jego wpływu na tożsamość człowieka, tego, co w dorosłości wybiera, czym się kieruje, co go definiuje. Niepotrzebne były częste powtórzenia tego samego ujęcia powiązania charakteru i przeznaczenia, przedłużały akcję, tym bardziej, że za którymś razem niewiele już wnosiły do fabuły. Zawiodłam się na sporej przewidywalności, aczkolwiek nie mogłam odmówić wykorzystywania licznych prób odwrócenia mojej uwagi od właściwego tropu prowadzącego ku ustaleniu faktów. Znalazłam w tym pewien plus, lepiej poznałam bohaterów i motywy nimi kierujące. Fantastyczne zobrazowanie egzystencji człowieka z perspektywy odgrywanych ról i udziału w niekończącej się grze pozorów. Zakończenie nie zaskoczyło, spodziewałam się takiego obrotu spraw, ale odbiorcy mniej wprawni w thrillerach kryminalnych mogą bardziej złapać się na kamuflaż prawdy i maskowanie intencji.

Niewielka prywatna grecka wyspa, odcięta od świata, według miejscowych opowieści nawiedzona od czasów Rzymian, nazwana na część bogini Aury, stała się świadkiem obecności siedmiorga uczestników krótkiego wypoczynku. Od niemal pierwszej chwili obecności na tym praktycznie niezamieszkanym skrawku lądu wyczuwałam, że przebieg zdarzeń, chociaż jawnie zmierzający ku zabójstwu, przyjmie ekstremalnie dramatyczne nuty mroku ludzkiej natury. Krok po kroku, z wieloma wycofaniami w przeszłość w prowadzonej relacji, zdobywałam przydatną wiedzę o grupce pozornych przyjaciół, panujących między nimi połączeniach społecznych i emocjonalnych. Trudne związki indywidualne i grupowe, toksyczne mieszanki charakterów, barwny melanż oczekiwań. Im głębiej zanurzałam się w zdarzenia, tym większy czułam dynamizm połączony z dyskomfortem w panującej aurze zazdrości, zawiedzionych nadziei, morderczych instynktów, chęci wyrównania krzywd. Czy wobec targających ludźmi lawiny namiętności wybrzmi choć jeden głos rozsądku?

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 330 stron, premiera 27.03.2024, tłumaczenie Agnieszka Wyszogrodzka-Gail
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

JEROZOLIMSKA PLAŻA

IDDO GEFEN

„Wczorajsze wspomnienia są marzeniami przyszłości.”

Kiedy decydowałam się na spotkanie z książką umknęło mojej uwadze, że nie jest to powieść, ale zbiór krótkich form. Jednak nie przeszkodziło to w delektowaniu się twórczością. Otrzymałam klimat, na jaki liczyłam, garść materiału do ciekawych refleksji i przyjemność w zatapianiu się w ludzkich losach. Iddo Gefen zaimponował narracją przepełnioną ujęciami z różnych perspektyw człowieczeństwa, tego, które każdy chciałby odnaleźć w sobie, nie tylko w godzinach próby, ale w zwykłej codzienności, oraz tego, którego kształtu czasami się wstydzimy, wymyka się czystemu poczuciu sumienia i godności. 

Autor z wyczuciem dotykał ludzkich dusz, jej najgłębszych warstw, znanych od wieków, ale również dopiero kształtujących się w dobie masowej komunikacji i wszechobecnych social mediów. Czułam świadomość poszczególnych jednostek, przywoływanych jako główne postaci w opowiadaniach, poznawałam ich spojrzenie na świat i siebie, sposób traktowania bliskich i tworzenia społecznych relacji. Oczywiście, nie wszyscy intensywnie lub wyraziście przemówili do mnie, ale za każdym razem okazywali się ciekawi i warci poznania, nawet jeśli szala pochylała się w dół pod naporem ciężaru ich wad i ułomności. Właśnie jako jednostka tacy jesteśmy, nieidealni i niedoskonali, także wówczas, gdy za wszelką cenę pragniemy się przed tym ustrzec.

Dużo humoru wyłapałam w opowiadaniu „Oddział geriatryczny”, pomimo wydawałoby się ponurych ujęć, jak dziadek z wojskowymi ambicjami, ojciec niemogący pozbyć się długów, syn z wojenną traumą i matka decydująca się na ucieczkę od rodziny. Ale to „Jerozolimska plaża” przemówiła najbardziej, ze wspomnieniami zakrytymi przez alzheimerową pustkę. Emocjonalna i sugestywna, wywołująca dreszcze podczas czytania, perfekcyjna w każdym calu. Ciekawym pomysłem na fabułę zabłysnął „Exit”, choroba córki powiązana ze zniknięciem w snach i troskliwość rodziców wobec dziewczyny. „Placówka Neptun” również miała w sobie coś, co skłaniało do refleksji na temat kondycji wojskowej mentalności i zmian zachodzących w psychice człowieka. 

Spodobał mi się „Wyśniony dom Debby”, mogłam go odwiedzić powierzchownie koncentrując się na zwykłej rozrywce, albo zajrzeć do ukrytych pomieszczeń powiązanych z naturą ludzką, pragnieniem władzy nad drugim człowiekiem i manipulowania jego losem podług własnych potrzeb. „Trzy godziny z Berlina” doskonale uchwyciły odwrócenie ról rzeczywistości i wirtualnego życia, przykrycia samotności i zagubienia sztucznymi obrazami i relacjami. Spore wrażenie wywarło pytanie „Jak pamiętać pustynię?”, idea dzielenia i wymiany wspomnień przy użyciu nowoczesnej technologii. Natomiast „”Dziewczyna, która mieszkała blisko Słońca” zabrała w międzygalaktyczną podróż i tajemniczą sferę. Dobrze przyjęłam „Sens Życia sp. z o.o.”, poruszał ważne zagadnienia filozoficzne w żartobliwym wymiarze. Natomiast „Podręcznik dla nowych konsultantów” zaskoczył przewrotnością w finałowej odsłonie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 364 strony, premiera 14.06.2023 (2017), tłumaczenie Anna Halbersztat
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl