niedziela, 11 lipca 2021

OSTATNIA ODYSEJA

JAMES ROLLINS

SIGMA FORCE tom 15

"Młodzi myślą, że starzy są głupi, starzy wiedzą, że młodzi są głupi."

Jestem uzależniona od serii Sigma Force, niecierpliwie wyczekuję nowych tomów, entuzjastycznie się w nie wgryzam, ekscytująco spędzam czas w sensacyjnym klimacie. Odpowiada mi pióro Jamesa Rollinsa, zgrabnie prowadzi po fabule, umiejętnie steruje napięciem, wprowadza fascynujące tajemnice. Logicznie splata wszystkie wątki, intrygująco doprawia adrenaliną, trzyma się dynamicznych rytmów. 

Nie żałuje spektakularnych efektów, zaskakujących incydentów, nagłych zwrotów akcji i teorii spiskowych. Zmusza czytelnika do zadziwiających zmian w interpretacji bohaterów, niczego nie można być pewnym, zatem nakręca się spirala domysłów i podejrzeń. Niektóre elementy są tak mocno osadzone w przyjętym przez Rollinsa schemacie, że z góry wiemy, jaki kierunek przyjmie bieg spraw, czy uda się uratować świat, kiedy kluczowe postaci wyjdą z opresji. Zastanawiamy się nad wzorem sekretów i tożsamości graczy o władzę, bogactwo i nieomylność. Odnajduję się w przygodach, łączą fikcję i fakty, przemycają zagadnienia naukowe, w które warto wejść, aby przy okazji poszerzyć ogólną wiedzę o świecie, trendach kulturowych, społecznych, gospodarczych i politycznych. Rzut oka na bliższą i dalszą historię, na wciąż obecne wierzenia i legendy.

"Ostatnia odyseja" porywa frapującym pomysłem na fabułę i atrakcyjną prezentacją. Oprócz okazji do spotkania członków dobrze znanej ekipy, agentów elitarnej grupy powiązanej z amerykańskimi siłami specjalnymi, obdarzonych wyjątkowymi umiejętnościami w walce i przetrwaniu, wybitnymi specjalistami z różnych dziedzin naukowych, poznajemy spory zbiór nowych postaci, które nieźle mieszają w scenariusz zdarzeń. Wszystko dzieje się w fascynujących miejscach Ziemi, choćby na zamarzniętym pustkowiu Grenlandii, gdzie głęboko w lodzie, odnaleziono starożytny statek z bezcennym skarbem. Na miejsce znaleziska udaje się Elena Cargill, archeolog morski, by rzucić światło wiedzy na osobliwy ślad ludzkiej przeszłości. Również czarni bohaterowie chcą uważniej przyjrzeć się wyjątkowym przedmiotom, ale nie interesuje ich zachowanie dziedzictwa złotego dorobku dawnej islamskiej myśli wynalazczej, a kradzież szczególnego urządzenia. 

Z ładowni statku uwolnione zostaje coś straszliwego i nieprawdopodobnego. Autor od razu wrzuca w rwący wir zdarzeń, porwań, ucieczek i pościgów. Nie waha się zniszczyć obiektów światowego dziedzictwa, wpłynąć na międzynarodowe szlaki lądowe, morskie i powietrzne. Podróżujemy po Grenlandii, Islandii, Turcji, Włoszech, Sardynii, Majorce, Maroku, Cieśninie Gibraltarskiej, basenie Morza Śródziemnomorskiego, po śladach mitologii greckiej, homeryckiej twórczości, związanych z nimi artefaktów. Inne odsłony serii przybliżone na Bookendorfinie: "Burza piaskowa", "Mapa trzech mędrców", "Czarny Zakon", "Wirus Judasza", "Ostatnia wyrocznia", "Klucz zagłady", "Kolonia diabła", "Linia krwi", "Oko boga", "Szósta apokalipsa", "Labirynt kości", "Siódma plaga", "Diabelska korona", "Tygiel zła". Zerknij na "Ołtarz Edenu", "Amazonia" i "Wyłącznik awaryjny".

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, 448 stron, premiera 19.05.2021 (2020), tłumaczenie Maria Gębicka-Frąc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

sobota, 10 lipca 2021

PAN BARNABA I ZAGADKOWA HIPOTEZA

KATARZYNA KALISTA

"Czarna seria wywołana pojawieniem się kota trwała w najlepsze."

Powieść spodobała się mojej młodzieży, i ja z przyjemnością się z nią zapoznałam. Zawierała ciekawe treści od strony przygody, bohaterów i nauki. Autorka rewelacyjnie przemyciła do fabuły wybrane zagadnienia matematyki, chemii, muzyki, szyfrowania. Zgrabny ukłon w zachęceniu młodych do poznawania świata, praw nim kierujących, zdobyczy myśli ludzkiej. Nie narzuciła informacji, ale sprytnie wplątała w intrygę. Wiele się działo, potrafiło być niebezpiecznie. Katarzyna Kalista traktowała czytelników jak dorosłych, zachęcała do samodzielnego wyciągania wniosków. Pakowała bohaterów w liczne tarapaty, sami musieli się z nich wygrzebać. Spoiwem frapujących wątków był wyważony i przekonujący humor, przy wielu sytuacjach wybuchaliśmy szczerym śmiechem, żarty trafiały do młodego i starszego pokolenia. 

Atrakcyjnym pomysłem okazało się nadanie kotu wyjątkowych uzdolnień w zakresie komunikacji z ludźmi i długowieczności. Tak to przedstawiono, że fikcja wydawała się być blisko prawdziwych cech osobowości kociej natury. Pan Barnaba świetnie ubarwił historię, kocurek miał charakterek. Powieść wabiła sekretami do szybkiego odkrycia i szpiegowskimi nutami do sprytnego zagrania. Wybornie ukazywała siłę prawdziwej przyjaźni, szczerego szacunku i życzliwego zrozumienia. Trzynastoletni Antek, który nie odnajdywał się wśród rówieśników w nowej szkole, i kot Afrodyty, rozpoczęli trudną znajomość, pakowali się w niemałe kłopoty, wszystko by tajemnicza przesyłka z Ameryki, zeszyt z notatkami o matematycznej hipotezie Riemanna, nie wpadł w niepowołane ręce. Czy uda im się zjednoczyć się w misji? Kto dołączy do osobliwych zmagań? Dlaczego rola dziadka okaże się znacząca? Apolinary Łomicki był szalenie sympatyczną postacią. Przekonały relacje między rodzicami Antka, lekarką internistką i psychiatrą, a także uwzględniająca ducha współczesności wieź chłopca z opiekunami. Wyśmienicie obserwowało się pierwszy i drugi plan.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura młodzieżowa, 326 stron, premiera 14.04.2021
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

piątek, 9 lipca 2021

Z DALA OD ŚWIATEŁ

TANA FRENCH

"Wrażenie, że otacza go rozległa niewidzialna sieć, gdzie jeden niewłaściwy dotyk może poruszyć rzeczy tak odległe, że nawet ich jeszcze nie zauważył."

Kolejna książka Tany French ("Wiedźmie drzewo", "Lustrzane odbicie", "Kolonia", "Ostatni intruz") dostarczająca dobrych wrażeń, przyjemnie się w nią wchodziło, leniwie rozgrywała intrygę, jednocześnie wiele się działo w dodatkowych warstwach. Drażniła wyobraźnię bezpośrednimi obrazami i podświadomymi przekazami odwołującymi się do intuicji i wrażliwości. Od czytelnika zależał stopień zaangażowania w oprawę psychologiczną. Surowe irlandzkie klimaty, szerokie pustkowia, zapadła dziura na końcu świata. Człowiek zdany na siebie, do przetrwania potrzebna znajomość praw przyrody i zasad funkcjonowania małych społeczności. Miejscowi natychmiast poddają outsiderów surowej ocenie, wystawiają na ciężką próbę, szczelnie zamykają dostęp do tajemnic losów przed oczyma obcych. Zadomowienie się w takim środowisku jest niezwykle trudne, co dopiero prowadzenie śledztwa, docierania do mrocznych sekretów nieoficjalnymi kanałami.

Cal Hooper, emerytowany chicagowski detektyw, wyrywa się z kręgu osobistych problemów i na nowo układa życie po niedawnym rozwodzie. Ma dość pracy w charakterze policjanta, widział za dużo brudów ulic miasta. Kupuje dom do remontu na odludziu i poprzez codzienną rutynę szuka spokoju. Zakłóca go trzynastolatek proszący o rozwiązanie zagadki zaginięcia brata. Mężczyzna z wielkimi oporami drąży przepadnięcie Brendana, lecz im głębiej wchodzi w sprawę, tym mocniej uruchamia zmysł gliniarza wykrywający dziwne okoliczności. Przekonuje się, że tutejsze relacje są strasznie poplątane i trzeba bardzo uważać na każdy krok. Czuje, że nadciąga zagrożenie, złe i nieuchronne. Autorka ciekawie włączała do fabuły kolejne postaci, otulała przeszłość gęstą mgłą zmowy milczenia, zastawiała pułapki na głównego bohatera w teraźniejszości. Narracja zgrabnie niosła, wyważona część opisów, dialogów i budowania napięcia. Brakowało mi mocniejszych nut w splocie incydentów, a i postawa matki Brendana nie do końca mnie przekonała. Finalna odsłona zaskoczyła, nie tyle przebiegiem zdarzeń, co wydźwiękiem, dodało smaczku przygodzie.

4.5/6 - warto przeczytać
thriller kryminalny, 478 stron, premiera 30.06.2021 (2020), tłumaczenie Łukasz Praski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

czwartek, 8 lipca 2021

NIEZAPOMNIANA

"Każda historia ma dwie strony, ich i tą prawdziwą."

Początkowo dobrze bawiłam się oglądając film, co prawda schemat intrygi oparty był na standardowych schematach, jednak dałam się wkręcić, poczułam dreszcz emocji, wyczekiwałam obrotu spraw. Odpowiadało mi dynamiczne tempo rozgrywania akcji, zgrabnie rozplanowane napięcie, sposób kręcenia scen. Film zaczął się z wielkim przytupem, mocnymi akcentami, silnym przyciąganiem uwagi, lecz stopniowo wytracał impet oczarowywania widza, środek lekko się rwał, wkradała się przeciętność, szkoda, tym bardziej, że zakończenie okazało się przekombinowane i przewidywalne, trudno było w nie uwierzyć, podchodziło pod czysty horror. Co do gry aktorskiej, Hilary Swank fantastycznie wcieliła się w  podstępną i sprytną detektyw Val Quinlan, wyśmienicie pasowała do portretu niebezpiecznej kobiety, czułam siłę oddziaływania. Natomiast, Michael Ealy, nie przekonał warsztatem okazywania emocji, za mało charyzmy i energii, zatracił w Derricku Tylerze osobowość sportowca i moc rywalizacji.

A przecież, Derrick Tyler, to była gwiazda koszykówki, człowiek przywykły do walki na boisku i w życiu. Od podstaw zbudował własną firmę, reprezentuje znakomitych sportowców, podpisuje intratne kontrakty, cieszy się wielkim bogactwem. Niestety, w osobistych sferach nie układa się już tak pomyślnie, po siedmiu latach małżeństwa dochodzi do znaczących nieporozumień. Podczas imprezy, na którą wybrał się bez żony, Derrick wikła się w bliższą znajomość z atrakcyjną i pewną siebie nieznajomą. Szybko zaczyna tego żałować, ale nie w kategoriach wyrzutów sumienia, a implikacji zdrady. Konsekwencje piętrzą się w zastraszającym tempie, ryzykowna gra zmienia się w koszmar, niebezpieczeństwo intensyfikuje się. Mężczyzna musi stawić czoło prawdzie, znaleźć sposób na wyjście z sytuacji, bo straty mogą być ogromne, ale Tyler nie wydaje się należeć do najbystrzejszych. Niepotrzebnie dołożono do filmu nawiązania do rasizmu, nie wniosły nic nowego, nie podgrzały atmosfery, nie wpłynęły na klimat i przebieg zdarzeń. "Niezapomniana" nie była ambitnym dziełem, lecz sprawdziła się jako wypełniacz wolnego czasu, niezobowiązująca rozrywka na wieczorny relaks. Ciekawostka, polski widz natychmiast dostrzeże rodzimy akcent wódkowy, lokowania produktu nie można przeoczyć.

4/6 - warto obejrzeć
tytuł oryginalny "Fatale", thriller, produkcja Stany Zjednoczone, 98 minut
premiera 30.10.2020 (świat), reżyser: Deon Taylor, scenariusz David Loughery
obsada: Hilary Swank, Michael Ealy, Mike Colter, Damaris Lewis
Film obejrzałam dzięki współpracy z portalem DużeKa.pl

wtorek, 6 lipca 2021

DZIECI ZIEMI I NIEBA

[PREMIEROWO]

GUY GAVRIEL KAY

"Kiedy jest się lwem i okazuje się, że na świecie są też inne lwy, to szyderstwo może zabić."

Pierwsze spotkanie z twórczością Kaya zaliczam do bardzo udanych. Wyśmienicie bawiłam się przy książce, mocno wciągnęła, sprawiła, że wyobraźnia poszybowała z losami bohaterów, poniosła w dalekie przestrzenie. Obszerna, z przyjemną narracją, zwracająca uwagę na szczegóły, oddająca barwnego ducha przygód i złożoność ludzkiego życia. Przedstawiony świat wykorzystał wiele elementów prawdziwej rzeczywistości, te same miejsca, ale z alternatywnym historycznym przesunięciem, dzięki czemu zyskały dodatkowy wymiar i ciekawy charakter. Odwołanie do postaci historycznych bazowało na zmienionych imionach i mechanizmie skojarzeń, w końcu, informacja to klucz otwierający świat.

Średniowieczne klimaty, połowa piętnastego wieku, dwadzieścia pięć lat po upadku rzeczywistego Konstantynopola a fikcyjnego Miasta Miast, czyli Sarancjum, funkcjonującego pod nową nazwą Aszarias, nadaną mu przez Osmanlich, pojęciowo powiązanych z Imperium Osmańskim. Święte Cesarstwo Dżadyckie z władającym od trzydziestu lat Rodolfem to też ważny rejon na mapie, z Obravić, wietrznym miastem malarzy, filozofów i alchemików. Mocne karty w ogólnej równowadze świata rozdawała Seressa, niczym Wenecja z kanałami, mostami i pałacami. Przeciwstawiała się pirackiemu Senjanowi z kamienistym wybrzeżem i dumnymi mieszkańcami. Funkcjonowanie nowobogackiego portu Dubrava opierało się na bliskim i dalekim handlu. Uwzględniono inne punkty i obszary na mapie, przykładowo pustynia Ammuz, miasto Chatib, Rhodias, wyspy Candaria i Hrak. Kompozycja śródziemnomorskich klimatów w morskiej sereskiej odsłonie. Wybrzuszenia i wklęsłości w stosunku do realnego świata tworzyły powiązania, ale zachowały własne dodatki.

Raczyłam się powieścią, wiele czasu dla niej przeznaczyłam, chciałam docenić każdy wymiar, zwłaszcza, że pierwsze dwieście stron przywoływało liczne miejsca i postaci. Kiedy ogarnęłam niuanse polityczne, ekonomiczne, społeczne, kulturowe i religijne, głównie za sprawą gładkiego i sugestywnego stylu przedstawiania, stopniowego wdrażania w tematykę i atmosferę, poczułam gotowość na właściwą przygodę, śledzenie losów, interpretację postaw, identyfikowanie relacji. Każda z postaci wnosiła coś frapującego i znaczącego, wszystkie pierwszoplanowe obdarzyłam zrozumieniem i sympatią. Piratka Danica, malarz Pero, szpieg Leonora, kupiec Marin i żołnierz Neven, naprzemiennie pojawiali się i znikali, razem lub osobno. Podobnie wyraziści i przekonujący byli drugoplanowi bohaterowie, gościli na chwilę lub dłużej. Zaskakująco zobrazowano zależności między dokonywanymi wyborami a konsekwencjami w ujęciu jednostek, grup i narodów. Ciasne sploty ludzkich żyć, intrygujące wzory wypełnienia, dramatyczna mieszanka sukcesów i porażek, walki o przetrwanie, konflikty zbrojne, szpiegowskie aktywności, podszepty zmarłych i światła milionów gwiazd, świetnie się w tym odnalazłam. Czas poznać inne książki Guya Gavriela Kaya.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 712 stron, premiera 06.07.2021 (2016), tłumaczenie Agnieszka Sylwanowicz
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

NIEZWYKŁA NAUKA. UKRYTY ŚWIAT

DARA Ó BRIAIN

"W jaki sposób wpływają na nas pewne niewidoczne rzeczy - jak maleńkie drobiny oddziałują na nasze wielkie życie."

Rewelacyjnie przygotowana książka dla młodego odbiorcy, w pełni dostosowana stylem narracji i wyborem poruszanych wcale niełatwych zagadnień naukowych. Z pewnością zainteresuje początkujących pasjonatów nauki, chociaż mam wrażenie, że bardziej zaawansowana w zdobycze nauki młodzież również chętnie się w nią zagłębi. Czysta przyjemność poznawania, wypełniona po brzegi ciekawymi informacjami z otaczającego nas świata, w którym wiele dzieje się, choć nie możemy tego dostrzec oczami, oraz wszechobecnym kapitalnym poczuciem humoru. Nie ma opcji, aby przy tak zabawnie podanej wiedzy, nie dać się wciągnąć, wręcz nie przyssać się do książki.

Zapoznawaliśmy się rodzinnie z publikacją podczas jednego posiedzenia, trzysta stron, ale duża czcionka i bogata oprawa graficzna. Dara Ó Briain opracował tekst na wysokim poziomie. Trudne zagadnienia podał w prosty sposób, ułatwił natychmiastowe chwytanie najważniejszych przesłań. Przetworzył żargon naukowy w przyjazne sformułowania, trafiał do przekonania przejrzystymi wyjaśnieniami. Chciałoby się, by w szkołach lekcje prowadzone były w takiej formie i oprawie. Ilustracje zgrabnie dopowiadały, podsumowywały i uwypuklały istotne szczegóły, dowcipnie wskazywały na zadziwiające fakty. Byliśmy pod wrażeniem pierwszorzędnie wytworzonego efektu swobodnego pływania w wiedzy, elastycznego przenikania się dziedzin nauki. Autor zajrzał do biologii, chemii, fizyki, mechaniki, elektroniki, anatomii, fizjologii, medycyny, a nawet w naukę przyszłości. Zastanawiał się, jak może prezentować się technologiczny świat za sto lat, co myślą ludzkość osiągnie, w jaki sposób będzie wyglądać codzienność. Wszystko ubarwił fabularnym szlifem i mnóstwem ciekawostek pomagających w kojarzeniu i zapamiętywaniu materiału.

Kiedy mówił o elektronach wyjaśniał, dlaczego po przespanej nocy sterczą na włosy. Przybliżając zagadnienia hormonów koncentrował się na skojarzonymi odczuciami. Przy okazji wyjaśniania działania samochodu podsuwał wiedzę, skąd wzięła się ropa naftowa. W ramach mrożenia mózgu podczas jedzenia lodów mówił o neuralgii zwoju skrzydłowo-podniebiennego. W podobnym stylu opowiadał o śnie, atomach, skórze, układzie trawiennym, prądzie elektrycznym, świetle, energii chemicznej i kinetycznej. Wkraczał w obszary uzależnień od gier, zasad termodynamiki, stresu, fotosyntezy, układu limbicznego i nerwowego. Przeskakiwał do atmosfery, melaniny, morskich fal, zamków z piasku, sztucznych ogni. Chwytaliśmy inspiracje do dalszych naukowych dociekań, precyzowaliśmy zainteresowania, dowiadywaliśmy się, czym chcielibyśmy zająć się, szczeliną dylatacyjną, a może polem magnetycznym, czy bakteriami, lub neuroprzekaźnikami. Koniecznie musimy umówić się na spotkanie z poprzednią książką autora "Dalej niż niebo", to również może być wiele wnosząca do ogólnej wiedzy propozycja czytelnicza, edukacja w zabawnej formie.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, wiek 7+, 304 strony, premiera 14.04.2021 (2018)
twarda okładka,  format 15,2cm x 19,1cm, tłumaczenie Patrycja Zarawska, ilustracje Dan Bramall
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl


poniedziałek, 5 lipca 2021

DOM MAYNARDA

HERMAN RAUCHER

"Co czaiło się w mglistej ciemności... sprawiało, że śnieg wirował jak zasłona dymna postawiona podstępnie, by ukryć czyjeś manewry?"

Bardziej powieść grozy niż horror. Frapująca oprawa psychologiczna. Głębokie wnikanie w naturę człowieka, odwieczne obawy, dociekania sensu życia. W tle powojenne traumy, kontrast zwykłej egzystencji z wyższymi patriotycznymi celami, ustalenie stopnia przynależności gatunku ludzkiego do przyrody, zdolność powrotu do korzeni natury. Konieczność zrozumienia przez jednostkę, wrzuconą nagle w mroźne i śnieżne krajobrazy, surowych sił natury. Doświadczenia wojenne sprzymierzeńcami w walce o przetrwanie. Wyobraźnia podsycana akcentami sił nadprzyrodzonych, czegoś nieoczywistego, niejednoznacznego i nieuchwytnego. Nie spodziewałam się tak szerokiego rozwinięcia, pójścia w kilku kierunkach, robienia pętli w interpretacji, a to szalenie wciągało. Dostosowałam się do wolnych rytmów, chociaż chciałam szybko uchwycić imię tego, co stanowiło zagrożenie. Przyjemny i sugestywny styl narracji.

Rozgrywka między tym, co potwierdzone, a tym, co domniemane, oraz poznanie wewnętrznego i zewnętrznego wroga. Bohater starał się dzień za dniem wpasować się w odludną rzeczywistość. Umysł zdany tylko na siebie, wchłaniał indiańskie wierzenia. Przedzierał się przez wiedźmowe legendy. Chwytał świadectwa nawiedzenia domu w trybie osobistego rachunku sumienia. Próbował dostrzec cień starego drzewa jako forma rozliczenia się z przeszłością. Tańczył na czarciej skale podczas rzucenia się w wir sprzecznych emocji. Chętnie podążałam tropem wielu przenośni, dopasowywałam incydenty do symbolicznych odniesień, wyłapywałam intrygujące skojarzenia. Nie domyśliłam się zakończenia, spadło na mnie nieoczekiwanie, pozostawiło szeroko otwartą furtkę do wyjaśnień scenariusza zdarzeń i snucia ciekawych refleksji. Co więcej, finałowa odsłona nie oznaczała zamknięcia przygody czytelniczej, wręcz odwrotnie, powstał impuls, aby ponownie zagłębić się w książkę, dostrzec to, co umknęło przy pierwszym poznawaniu, połączyć misternie plecione nici zmyłek i pułapek w osobliwym tańcu życia i śmierci, realności i iluzoryczności.

Góry Białe, jezioro Nahmiakant, miasteczko Belden, mroźne śnieżne pustkowie, osobliwy dom w spadku. Dwudziestoletni Austin Fletcher, weteran wojny wietnamskiej, cierpiący na zespół stresu pourazowego, z każdym dniem coraz wyraźniej przekonywał się, że z obrazu domu wyłaniały się nieprzyjemne świadectwa przeżyć wcześniejszych mieszkańców. Niepokojące dźwięki, lodowaty śpiew wiatru, przyczajone zjawy, dziwne odwiedziny, przeraźliwe następstwa zdarzeń, obecność tam, gdzie nie powinna być. Coś wyrachowanego przejmowało władzę, nadawało ton i pociągało za sznurki. Genialne wymiany zdań między Austinem Fletcherem a Jackiem Meekerem, mocny atut książki, podszyty humorem, tworzący swoisty klimat, grunt pod przyszłe wydarzenia.

4.5/6 - warto przeczytać
horror psychologiczny, 362 strony, premiera 31.05,2021 (1980), tłumaczenie Maciej Wacław
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

piątek, 2 lipca 2021

POZAZIEMSKIE

AVI LOEB

"Horyzont odkrywanego przez nas Wszechświata wyznacza to, czego istnienie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić."

Jeśli nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś może się wydarzyć, ponieważ ograniczają nas narzucone powszechnie koncepcje, to rzadko dokonujemy odkryć naukowych. Badania naukowe przebiegają wyznaczonymi szlakami, znajdującymi wsparcie opinii publicznej i środowiska akademickiego, dlatego ciężko zbacza się z nich, z obaw przed osamotnieniem, a nawet potępieniem. A przecież historia niejednokrotnie udowodniła, że początkowo śmieszne i absurdalne zjawiska, wymykające się szablonom, w miarę zdobywanej przez człowieka wiedzy, przemieniały się w logiczne i uzasadnione ścieżki. Poznanie Wszechświata, usiłowanie wyjaśnienia jego tajemnic i paradoksów, poprzez lansowanie niewygodnych tez, wystawia naukowców na ryzyko utraty szanowanej wiarygodności i pozytywnego wizerunku.

Avi Loeb nie poddaje się presji jedynie słusznych poglądów, poprzez swoją pracę i publikacje stara się przygotować ludzkość, w tym naukowców, do myśli o obecności rozumnych cywilizacji spoza Ziemi. Przybliżając swoje przemyślenia i wnioski dostarcza materiału do oswojenia się z tezą, że kosmos jest tylko pozornie pozbawiony życia poza naszym ziemskim. Zachęca do otwarcia się na wyobrażenie kontaktu z pozaziemską inteligencją i do poważnych rozważań na ten temat. Nie stawia na dowody, lecz na wzięcie pod uwagę, przeniesienie do głównego nurtu nauki. Pierwsze ślady życia rozumnego poza Ziemią przedstawia koncentrując się na 1I/ʻOumuamua, obiekcie, który w dwa tysiące siedemnastym roku przeleciał przez Układ Słoneczny. Ma świadczyć o istnieniu innej cywilizacji we Wszechświecie. Według autora, ʻOumuamua nie jest obiektem naturalnym, a pełnym anomalii reliktem cywilizacji pozaziemskiej, porzuconym osobliwym wytworem technologii, tajemniczym przedmiotem badań archeologii kosmicznej.

Publikacja krąży wokół zagadnień astronomii i filozofii, często odwołuje się do odwiecznych pytań, czy życie ludzkie jest czymś wyjątkowym, czy gotowi jesteśmy na konfrontację ze świadectwami pozaziemskich cywilizacji, jakie konsekwencje wiązałyby się z faktem istnienia obcych? Loeb sporo mówi o nasłuchiwaniu obcych cywilizacji, wizjach odwiedzenia innej gwiazdy, projekcie żagla świetlnego, cyklu życia gwiazd, przemijaniu cywilizacji, stworzeniu syntetycznego życia w warunkach laboratoryjnych. Sporo wstawek z osobistego życia autora, ciekawie wzbogacają klimat książki, nadają dodatkowej lekkości, chociaż narracja przyjazna i wciągająca. Co prawda, nie skorzystałam dużo na wiedzy przedstawionej w tym tytule, ale pozwolił mi spojrzeć z innej perspektywy na wybrane zagadnienia astronomii, zwłaszcza na obiekt o niezwykle wydłużonym kształcie, wykazującym niegrawitacyjne przyspieszenie, wyrzucającym gazy lub pył. Pytania, jakie stawia przed nami Wszechświat, potrafią napawać lękiem i przemawiać do wyobraźni. Wzrasta adrenalina, kiedy uświadomimy sobie, że przez przypadek może pojawić się coś wyjątkowo rzadkiego i szczególnego, zdolnego odmienić ludzką cywilizację.

4/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, astronomia, 384 strony, premiera 01.06.2021
tłumaczenie Marek krośniak i Tomasz Tesznar
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

AUTOSTOPEM PRZEZ GALAKTYKĘ

DOUGLAS ADAMS

"Życie... Nienawidź je lub ignoruj, polubić go się nie da." Marvin

Kiedy sięgam po książkę napisaną niemal pół wieku temu, a ona wciąż wydaje się fantastyczną rozrywką, materiałem, który nie straci z pomysłowości i przesłań, to wówczas wypełnia mnie fantastyczne poczucie czytelniczego spełnienia. Wspaniale wyciąga się z powieści to, co zastanawiało, poruszało i bawiło pokolenie wstecz, wchodzi w klimat dalekiej przyszłości gatunku ludzkiego, rozpatruje, dokąd zmierza intelektualna myśl, poddaje rozważaniom współczesne osiągnięcia naukowe, pierwsze przymiarki do galaktycznych podróży, choć jeszcze długo nie z udziałem człowieka. Wszystko w szalenie atrakcyjnej konwencji angielskiego humoru, który w tej książce bardzo mi odpowiada. Wielokrotnie wybucham szczerym śmiechem śledząc losy bohaterów, przypatrując się okolicznościom, wyłapując kontekst incydentów, nawiązania do elementów z życia społecznego i politycznego. Pomysł na fabułę frapująco łączy to, co było, z tym, co jest, i co ma szansę kiedyś zaistnieć.

Przemierzam hiperprzestrzenie galaktyczne i przekonuję się, że każda forma życia dąży do władzy i bogactwa, tworzy teorie spiskowe, nie cofa się przed konfliktami, wybiera marionetkową władzę, krytykuje administrację państwową, wplątuje się w planowaną gospodarkę, poddaje dominacji wszechobecnej reklamy, a metro zawsze słynie z niezniszczalnego brudu. Miarą nie są pojedyncze planety a wszechświat. Cudownie wyłapuję wszelkie aluzje i nawiązania, wyśmienicie bawię się, tym bardziej, że dowcip na wysokim poziomie. Kiedy znam już książkę, chętnie poszperam w internecie za nagraniami audycji radiowych, w których zainicjowano i rozwijano pomysł tej przezabawnej historii, znakomicie łączącej elementy science fiction i komedii. Czy przykładowo chcielibyśmy wyjść poza domy, ośrodki i miasta, skorzystać z usług stworzenia luksusowych planet, według naszych indywidualnych życzeń? Albo spać przez pięć milionów lat i zostać obudzonym dopiero, kiedy nastanie odpowiednia do potrzeb koniunktura gospodarcza?

Bohaterowie ciekawie skonstruowani, wyposażeni w barwne osobowości, różnorodne kosmiczne pochodzenie. Marvin, maniakalno-depresyjny android, dostarcza mnóstwa słownej rozrywki, jego depresyjne postrzeganie świata pokazuje, że i prototyp robota z ludzkim profilem osobowości prowadzi całkiem intrygujące życie, choć w ponurym nastroju. Ford Prefect to badacz z małej planety przemierzający wszechświat i zbierający dane do przewodnika po Galaktyce. Za sprawą zbiegu okoliczności, utknął na swoje nieszczęście i przeogromną nudę na Ziemi na piętnaście lat. Nie można nie wspomnieć o Trillian, która po zrobieniu doktoratów z matematyki i astrofizyki, wiedziona naukowym głodem wiedzy, decyduje się na coś niezwykłego. Zaphod Beeblebrox, prezydent Imperialnego Rządu Galaktycznego, to awanturnicza dusza i mistrz chorobliwej autokreacji, sporo miesza w tajnym projekcie statku galaktycznego. Kiedy Vogoni, wypełniający plan rozwoju zewnętrznych regionów Galaktyki, wymagający budowy trasy szybkiego ruchu przez Układ Słoneczny, w tym wyburzenia Ziemi, przystępują do destrukcji planety, ocaleje jedynie Artur Dent, przyjaciel Forda. Rozpoczną się komiczne przygody w kosmosie, często absurdalne i zwariowane, niekiedy dziwaczne i osobliwe, ale zawsze nieprzewidywalne i zaskakujące.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
science fiction, 320 stron, premiera 05.05.2021 (1979)
tłumaczenie Paweł Wieczorek, ilustracje Chris Riddell
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl



czwartek, 1 lipca 2021

OLIVER TWIST

CHARLES DICKENS

KLASYKA DLA DZIECI tom 1

"Oliver Twist był sierotą. Matka zmarła w dniu narodzin Olivera. Nikt nie wiedział, kim był jego ojciec. Woźny dał mu nazwisko Twist."

Rozpoczynam przygodę z kolejną serią w klimacie klasyki dla dzieci, tym razem związaną z twórczością Charlesa Dickensa. Przyznam, że wiele radości sprawia mi nie tylko poznawanie tych książeczek, ale również obserwowanie emocji, jakie budzą w młodej czytelniczce, z którą przemierzam różne obszary literatury. Pierwszy tom "Oliver Twist" jest opowieścią o sprytnym dziewięcioletnim chłopcu, dorastającym w sierocińcu w wiejskim gospodarstwie, w pobliżu prowincjonalnego miasteczka. Los skazuje go na trudne dzieciństwo naznaczone głodem, biedą, ciężką pracą, brakiem poczucia bezpieczeństwa i sprawiedliwości. Z jednej strony łatwy językowo materiał do przetworzenia przez dzieci, z drugiej emocjonalnie już niekoniecznie. Zwłaszcza zerknięcie w bolesne losy sierot mieszkających w przytułku, ciężkie warunki życia, nieludzkie traktowanie, praca przy rozplątywaniu starych lin okrętowych zamiast beztroskiej zabawy. Obraz Londynu pierwszej połowy dziewiętnastego wieku, mrocznego, nieprzyjemnego, brudnego i zanieczyszczonego. Kontrast codzienności różnych warstw społecznych, kieszonkowa profesja małolatów, wyzyskiwanie dzieci przez dorosłych, a nawet odsprzedawanie sierot do pracy, czy więzienie w odizolowanym od oczu ciekawskich domu.

Philip Gooden umiejętnie wybiera z oryginału najważniejsze elementy scenariusza zdarzeń, przedstawienia w skondensowanej i atrakcyjnej formie, przy zachowaniu ponurego nastroju. Postaci podtrzymują charakterystyczne cechy osobowości, wyróżniające przymioty i skazy, szybko zdobywają sympatię lub antypatię. Sporo wartościowych przekazów do podchwycenia, obracają się wokół społecznych konwenansów minionej epoki oraz niezmiennych cech natury człowieka. Książkę wzbogaca przyjemna oprawa graficzna, fantastycznie współtworzy klimat, zachęca do odkrywania kolejnych stron. Tytuł nadaje się do samodzielnego poznawania przez młodych miłośników literatury. Duża czcionka wprawia w biegłe czytanie. Jednak mile widziana obecność dorosłego przy wgryzaniu się w historię, aby dopowiedzieć i wyjaśnić okoliczności intrygi, ocenić zachowania bohaterów, wskazać na niuanse walki dobra ze złem. Oliver Twist poznaje nieżyczliwość, zdradę i kłamstwo, ale też życzliwość, wierność i szczerość. Droga do bycia wartościowym chłopcem usiana jest licznymi przygodami, fantastycznie współuczestniczy się wyobraźnią, wkracza w obszar dynamicznej sensacji. Czy uda się chłopcu dowiedzieć czegoś bliższego o matce? Kim okaże się kobieta z portretu wiszącego w salonie Johna Bronslowa?

4.5/6 - warto przeczytać
literatura dziecięca, literatura piękna, wiek 9+, premiera 04.05.2021 (2020)
twarda okładka, 96 stron, format 13,3cm x 20,5cm
tłumaczenie Magdalena Patryas, ilustracje Pipi Sposito, adaptacja Philip Gooden
Tekst ukazał się pierwotnie na Szkrabajki.pl


ROGI

JOE HILL

"Najlepszym sposobem na wyrównanie z kimś rachunków jest zobaczyć go w lusterku wstecznym, jadąc ku czemuś lepszemu."

Jeszcze nie mam w pełni wyrobionej opinii o twórczości Joego Hilla. Poznane dotąd tytuły ("Gaz do dechy" i "Dziwna pogoda") przywołały rozbieżne wrażenia. Jeden bardziej, drugi mniej zachęcający, jednak w obu było coś, co sprawiło, że dałam się wciągnąć, pozostawiły po sobie pozytywne odczucia. "Rogi" nie ułatwiły jednoznacznej opinii, podobał mi się pomysł na fabułę, ale zabrakło zdecydowanych elementów horroru, a na ich pojawienie się bardzo liczyłam.

Symbol diabelskości został atrakcyjnie wykorzystany, jako swoista antena prawdziwych odczuć, zaś zdobywane informacje jako źródła niepokojących zmian w postrzeganiu ludzi przez kluczową postać powieści. Przyznam, że nie chciałabym znać najmroczniejszych myśli innych, docierać do ciemnych obszarów przekonań, do których nawet oni sami niechętnie zaglądają. Podobało mi się śledzenie tego, co skrywane głęboko w podświadomości, zestawienie z tym, co przywoływane w oficjalnej wersji. Zdecydowanie na plus wypadł kryminalny wątek ubarwiający scenariusz zdarzeń. Kto tak naprawdę stał za morderstwem na tle seksualnym młodej kobiety? Chętnie odkrywałam intrygujące warstwy otaczające zbrodnię, docierałam wieloma tropami ku prawdzie, chociaż nie miałam pewności, że podążam właściwym szlakiem, a to podkręcało wyobraźnię.

Portret głównego bohatera przekonywał, polubiłam go, współczułam mu, popychałam myślami ku śmielszym działaniom. Ignatius Martin Perrish mierzył się nie tylko z własnymi demonami oraz sekretami innych, ale także z codziennym ostracyzmem lokalnej społeczności, podejrzewającej go o gwałt i zabójstwo dziewczyny. Powinien otrzymać wsparcie od bliskich, przekonanych, że nie byłby zdolny do zarzucanych mu czynów. Ale czy byli w stanie do końca go poznać i obdarzyć pełnym zaufaniem? A jeśli my sami jesteśmy dla sienie największymi wrogami? Frapujący klimat niepewności, niejednoznaczności, zaskakujących obrotów spraw, ale brakowało intensywności. Kierunek thrillera niż horroru, chociaż finalna odsłona historii barwna, dynamiczna i ekscytująca. Joe Hill wypracował własny styl i komfortowo się w nim czuł, stawiał bardziej na dialogi niż opisy, ale dopatrywałam się mignięć ojcowskiego kingowskiego dziedzictwa, co bardzo mi odpowiadało.

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 444 strony, premiera 02.06.2021 (2010), tłumaczenie Maciejka Mazan
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

środa, 30 czerwca 2021

ZAGINIONA APTEKA

SARAH PENNER

"Magię można znaleźć wszędzie, trzeba tylko umieć jej szukać."

Odkryłam przyjemną i ciekawą przygodę czytelniczą, otuloną pięknym magicznym klimatem, oddziałującą na wyobraźnię, przywołującą różnorodne emocje. Przekonująco oddane postaci, wyraziste portrety, brakowało im nieco głębi, ale przemawiały do mnie, sympatyzowałam z nimi, kibicowałam w losowych zawirowaniach. Debiutancka powieść obyczajowa nie uniknęła niedociągnięć, jednakże stworzyła atrakcyjną atmosferę. Zmysłowo prowadziła przez świat ludzkich ułomności, jednocześnie odwoływała się do właściwości roślin i zwierząt. Natura może pomóc człowiekowi, ale też zaszkodzić, wszystko zależy od wiedzy i zamierzeń przygotowującego mikstury. "Wszystko jest trucizną, decyduje tylko dawka", słowa przypisywane Paracelsusowi, ojcu medycyny nowożytnej, dobrze oddawały ducha książki. Wyśmienicie komponowało się także "Niebo nie zna wściekłości takiej, jak miłość w nienawiść zmieniona, ni piekło nie zna furii takiej jak kobieta wzgardzona" Williama Congrevego.

Powieść o kobietach połączonych przez mroczne tajemnice, silne uczucia, pragnienia zemsty wymykające się spod kontroli, przywołujące i usidlające, oraz o oddaniu potrafiącym przetrwać najtrudniejsze czasy. Wszystko przenikała atmosfera osiemnastowiecznego Londynu, szkoda, że nie bardziej rozbudowana, lecz zastanawiałam się, czy autorce faktycznie zależało na realizmie, a może na zwykłym naznaczeniu aury przeszłości. Naprzemienne czasowo odkrywanie frapujących tajemnic miało uzasadnienie i rzucało urok na czytelnika. W ciemnym i schowanym przed okiem przechodniów zaułku starej dzielnicy Londynu funkcjonowała apteka skrywająca najmroczniejsze sekrety. Sprzedawano w niej trucizny, ale tylko kobietom, dla nich toksyczne substancje miały być rozwiązaniem różnorodnych udręk. Adres osobliwej apteki podawany był z ust do ust przez klientki, a pragnienia ostatecznej kasacji problemów z mężczyznami wyrażano w zawoalowanych liścikach. Jeden nieuważny błąd sprawił, że perfekcyjna machina odwetów i porachunków zaczęła szwankować. Zaczęło się od wiadomości o przeczuciu zbliżającego się nieszczęścia.

Dotarcie do prawdy o aptece z niedźwiedzim znakiem, jej właścicielce Nelli, mistrzyni kamuflażu i dotrzymywania tajemnic, dwunastoletniej pomocnicy Elizy, a także szczególnej klienteli, wiązało się ze spotkaniem Caroline Parcewell. Kobieta po zdradzie męża wybrała się na wycieczkę do stolicy Anglii. Romantyczna podróż we dwoje przybrała inny scenariusz. Caroline miała sporo do przemyślenia, nieudane małżeństwo, pragnienie zostania matką, wybór kariery zawodowej. Trzydziestolatka była miłośniczką historii, uwielbiała badać przedmioty z przeszłości, wyobrażać sobie, do kogo należały i jakie opowieści się za nimi kryły. Przypadkowo trafiła, na odsłoniętym przez odpływ brzegu Tamizy, na stary flakonik z wizerunkiem niedźwiedzia. Rozpoczęła śledztwo na temat pochodzenia znaleziska, choć nie dysponowała żadnymi znaczącymi informacjami. Za sprawą dziwnego zbiegu okoliczności otworzyła się furtka na wyjaśnienie zagadki. Caroline nie przypuszczała, że wiele ją połączy z historią flakonika, że lepiej pozna siebie. Czy udało się wydobyć z ciemności tajemnice, nie dopuścić do zapomnienia nazwisk kobiet z przeszłości?

4.5/6 - warto przeczytać
literatura obyczajowa, 380 stron, premiera 05.05.2021, tłumaczenie Artur Ubik
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

wtorek, 29 czerwca 2021

ZŁO KONIECZNE

ALEX KAVA

MAGGIE O'DELL tom 5

"Zawsze obowiązują jakieś reguły. Dobro je honoruje, zło nie. To od samego początku daje mu niesprawiedliwą przewagę."

Ciekawe spotkanie z twórczością Alexy Kavy, po początkowych powieściach autorki, niejako wprawkach do kryminalnych historii, dokupuję się do późniejszych, ze zdecydowanie lepiej zaplecionymi intrygami. W "Złu koniecznym" autorka traktuje fabułę wielowątkowo, stawia na bogactwo kierunków śledztw. Interesująco odwołuje się do problemów, z którymi nieustannie mierzy się Kościół, seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży. Książka napisana w dwa tysiące szóstym roku, a tematyka niestety wciąż aktualna, nadal funkcjonują podobne, jak nie te same, mechanizmy odsuwania prawdy i zamiatania jej pod dywan. Zamiast natychmiastowych konsekwencji prawnych wobec zwyrodniałych kapłanów, ciche przenoszenie do innych parafii, wysyłanie do klinik na fałszywe leczenie. W ten sposób wykorzystuje się i krzywdzi ofiary wielokrotnie, czynem intymnym, manipulowaniem psychiką dziecka, blokowaniem nagłośnienia spraw, wypieraniem przestępstw ze sfery publicznej. Nic dziwnego, że takie pomysły na scenariusze zdarzeń i negatywne konotacje przenikają do świata książek, w dużym stopniu stają się odbiciem niepokojów społecznych.

Kiedy następuje ciąg morderstw katolickich księży, do śledztwa przydzielona zostaje Maggie O'Dell, agentka specjalna FBI. Sprawę seryjnych zabójstw reprezentantów Kościoła rozgryza we współpracy z detektyw Julią Racine, której nie obdarza sympatią, ale szanuje za zaangażowanie w pracę. Przerażające tempo pokrętnej zbrodniczej działalności, znalezienie trzech ludzkich głów w trzy tygodnie. Oprawca wyśmienicie planuje, skutecznie dobiera taktykę, konsekwentnie realizuje cel. Maggie i Julia muszą odnajdywać podobieństwa i wykorzystywać zbieżności. Nie mogą nikogo z góry wykluczać, bowiem wszystko jest możliwe. Pisarka atrakcyjnie rozciąga wcześniej wprowadzone wątki serii. Niespodziewanie pojawia się ksiądz Michael Keller, który wciąż wymyka się pogoni służb policyjnych i federalnemu biurowi śledczemu. Próbuje ratować własną skórę przed śmiertelnym zagrożeniem i proponuje układ, na którym mają zyskać obie strony. Sporo dzieje się w sferze osobistej O'Dell. Najlepsza przyjaciółka, Gwen Patterson, wikła się w coś, co ją zdecydowanie przerasta jako lekarza i człowieka. Odświeża się relacja Maggie z prokuratorem Nickiem Morelli. Z czasem domyślamy się tożsamości zabójcy, ale czekamy na ostatnie rozdanie kart intrygi, a ono zadowala. Zerknij na inne tomy serii ("Łowca dusz", "Granice szaleństwa", "Złowrogie niebo", "Zabójczy wirus"), sensację "Złowrogie niebo" o Ryderze Creedzie.

4/6 - warto przeczytać
kryminał, 412 stron, premiera 19.05.2021 (2006), tłumaczenie Katarzyna Ciążyńska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

poniedziałek, 28 czerwca 2021

WYLECZENI

[PRZEDPREMIEROWO] 

ALICJA HORN

WYLECZENI tom 1

"Nie ma normalnych ludzi. Są tylko tacy, którzy lepiej panują nad swoim szaleństwem."

Uwielbiam zanurzać się w thrillerach medycznych, a ponieważ dotąd buszowałam jedynie po twórczości zagranicznych pisarzy, zatem zdecydowałam się sięgnąć po książkę polskiej autorki. "Wyleczeni" okazali się dobrą przygodą czytelniczą, niepozbawioną wad, lecz potrafiącą zaangażować odbiorcę. Podobał mi się pomysł na fabułę, ciekawe splątanie wątków. Wyraźnie czułam drugie dno scenariusza zdarzeń, a to pobudzało wyobraźnię, zapewniało materiał do snucia domysłów i interpretacji. Zrównoważone tempo akcji przemawiało na korzyść powieści, gdzie potrzeba było, autorka zgrabnie przyspieszała, a gdzie przydało się spojrzeć w przeszłość, wytracała prędkość. Przyjazna narracja stwarzała komfort poznawania historii. 

Alicja Horn zgrabnie budowała napięcie, czasami chciałam większej dosadności grozy, ale to już moja indywidualna potrzeba. Portrety postaci wyraziste, lecz przydałoby się ich rozbudowanie, czyny niekoniecznie pokrywały się z naświetlaną osobowością i zawodem. Niewiele brakowało, aby bohaterowie intensywnie przekonywali do siebie. Być może w przyszłym tomie otrzymamy większą paletę cech, co z pewnością rzutować będzie na mocniejszy odbiór. Zastrzeżenia mam do Marty Wolskiej, mało refleksyjnej decyzji o ostatecznym rozwiązaniu, jako lekarka wykazywała się znikomą empatią w wybranych zagadnieniach, w innych ukazywała zgodność z wizerunkiem zawodu. Miałam wrażenie, że na własne życzenie ściągała na siebie nieszczęścia, wtłaczała się w ramy mroku poprzez nierozliczenie się z trzymającą w szachu przeszłością. Pod koniec książki zrozumiałam, czym kierowała się autorka przypisując określone incydenty Marcie, co więcej, w kilku aspektach dałam się zaskoczyć, a to cenne doświadczenie czytelnicze. 

Marta Wolska, młoda lekarka, przebija się w zawodzie, ciężko pracuje na uznanie, aktywnie włącza się w obowiązki, stawia na naukową pracę, jednak odżegnuje się od szpitalnej polityki. Poukładane życie osobiste praktycznie nie istnieje, zakończyła sprawę rozwodową, ale czeka na finansowe rozliczenie z byłym mężem. Ponadto długie cienie przeszłości, koszmar, którego była świadkiem, nie dają o sobie zapomnieć, zamiast wyciszać się z upływem lat, dopominają się uwagi, zwłaszcza w niepokojących snach. Kiedy w dyżurce oddziału zakaźnego Warszawskiego Szpitala Klinicznego pielęgniarki znajdują ciało zamordowanego doktora Roberta Szymańskiego, zastępcy ordynatora, wiele osób po cichu gratuluje zabójcy wyboru ofiary. Media nie angażują się w relacjonowanie morderstwa, pierwsze strony gazet i serwisów informacyjnych wypełniają doniesienia o brutalnych morderstwach kobiet w mokotowskich parkach. Miłośnicy kryminałów wzbogaconych romantycznymi nutami ucieszą się, że i w tej materii wiele się dzieje. 

"Wyleczeni" mogą się spodobać szerszemu gronu odbiorców, z pewnością nie brakuje intrygi i mocnych uderzeń. Takie thrillery przyciągają, i chociaż nie wszystko przedstawiało się tak, jak sobie wyobrażałam, to bawiłam się dobrze, w kilku momentach nawet bardzo dobrze. Ciekawie oddany rzeczywisty obraz polskiej służby zdrowia, dla pacjenta niejako zza kulis, dla lekarzy znany toksyczny klimat środowiska, w którym dzieje się wiele niewłaściwych rzeczy. 

4/6 - warto przeczytać
thriller medyczny, 310 stron, premiera 29.06.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

DZIEWCZYNA W DRUGIM RZĘDZIE

[PRZEDPREMIEROWO]

AURELIA BLANCARD

"W życiu trzeba iść do przodu. Czasami należy wszystko zrównać z ziemią, żeby zbudować coś innego. Coś piękniejszego i silniejszego."

Poprzednia książka Aurelii Blancard "Uściski" wyzwoliła przyjemność i satysfakcję, zgrabnie podrażniła wyobraźnię, wprowadziła w wyraziście nakreślony klimat niepokoju. Dlatego z entuzjazmem podeszłam do kolejnej propozycji. I właśnie dla złapania takich przygód czytelniczych daję szansę rodzimym autorom, wybijają się ponad przeciętność, nie tylko w polskiej skali, wprawiają czytelnika w zachwyt, przekonująco oddają opowieść, sprawiają, że chce się odbiorcy w pełni zaangażować.

"Dziewczyna w drugim rzędzie" nie zawiodła, otrzymałam to, na co liczyłam, misternie zaplecioną intrygę, frapujące relacje między bohaterami, umiejętne żonglowanie napięciem. Gładko weszłam w książkę, natychmiast podchwyciłam rytm scenariusza zdarzeń, podążałam tropem tajemnic, interpretowałam odsłony scenariusza zdarzeń. Lekka narracja, naturalna i przyjazna, chociaż w dwóch miejscach poczułam lekki zgrzyt w przechodzeniu między rozdziałami, nadszarpnięcie płynności,  jednak nie rzutowało to na pozytywny odbiór całości. Autorka wprowadziła do fabuły kilka frapujących zmyłek, ślepych tropów, pozornych prawd. Miałam nad czym zastanawiać się i co analizować, a przy thrillerze to same plusy. Lubię niejasne sytuacje, niejednoznacznych bohaterów, podejrzaną przeszłość i nieoczywiste zamierzenia. Zakończenie przypasowało, zgrało się z ogólną atmosferą powieści, pozostawiło ciekawy wydźwięk, materiał do zapuszczenia myśli.

Szykuje się wiele zmian w życiu Lidii i Vincenta, spodziewają się dziecka, przeprowadzają się do Beaufort, do domu wynajętego od dawnego szkolnego kolegi Vincenta. Szybko dostrzegają drobne oznaki czegoś złowieszczego, starającego się zawładnąć samopoczuciem, albo wręcz odwrotnie, ostrzec przed czymś złym. Martwe ptaki wydają się być świadkami niepokojących incydentów i wskazywać na głęboko skrywaną tajemnicę. W tym czasie w okolicy dochodzi do zabójstwa młodej uzdolnionej lekarki. W dziennikarskie śledztwo angażuje się Cathy, która wciąż czeka na szansę w zawodzie, materiał na pierwszą stronę paryskiej gazety. Kobieta znała ofiarę, razem chodziły do szkolnej klasy. Przybywa zatem do rodzimej małej miejscowości, aby pociągnąć za języki przyjaciół, znajomych i bliskich Samanthy. Jednak prawda nie daje się tak łatwo odsłonić, przysypana wieloma warstwami kłamstw i czasu, potrzebuje odpowiednich warunków i splotów okoliczności, aby wypłynąć na powierzchnię. Zapowiada się, że może pochłonąć kolejne ofiary.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 376 stron, premiera 29.06.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

niedziela, 27 czerwca 2021

OGRODY KSIĘŻYCA

STEVEN ERIKSON

MALAZAŃSKA KSIĘGA POLEGŁYCH tom 1

"Jesteśmy powtórką historii, niczym więcej,
a ona trwa bez końca, który jest wszystkim."


Nareszcie! Wreszcie doczekałam się przygody czytelniczej z gatunku fantasy, która wręcz wbiła mnie w fotel, za nic nie chciałam się od niej odrywać, wciągnęła maksymalnie, sprawiła mnóstwo satysfakcji. Nie napiszę, że szybko mknęłam po stronach książki, bo nie oddałabym do końca warunku koniecznego, by podróż czytelnicza okazała się czymś wyjątkowym. Na opowieść poświęciłam więcej niż zazwyczaj czasu, pozwoliłam spokojnie wybrzmiewać, by dokładnie poznać licznych bohaterów, uporządkować w zbiory, uwzględnić różnorodne przynależności rasowe, typy osobowości i magiczne umiejętności. Co prawda, pomagał spis postaci zamieszczony na początku książki, ale wolałam jeszcze po swojemu sporządzać notatki, chciałam wyłapywać wszelkie detale i niuanse, a tych w powieści zdecydowanie nie brakowało, co fantastycznie podnosiło intensywność rozgrzewania wyobraźni.

Zachwycił mnie wyjątkowo barwny, złożony i ciekawy świat, rozległe uniwersum, które atrakcyjnie odkrywałam w miarę poznawania kolejnych rozdziałów. Bogactwo wątków znacząco wpływało na złożoność intrygi i jej magiczne przyciąganie. Zanurzenie się w tej opowieści pobudzało tworzenie w myślach obrazów, wyzwalało mnóstwo emocji, podkręcało dreszcz niepewności, a także łapało w pułapkę nagłych zwrotów akcji. Akcja nasączona intrygami, spiskami, szpiegostwem, a zatem i zdradami, oszustwami i kłamstwami, co oczywiście prowadziło do waśni, konfliktów, pojedynków i wojen. Potęga żołnierskiej sztuki, magicznych umiejętności i boskich interwencji. Do tego szeroka rozpiętość czasowa i istoty starsze niż ktokolwiek przypuszczał. Przygoda czytelnicza szalenie absorbowała, porywała, przekonywała, potraktowana niesamowicie epickim piórem umiejętnie oddawała skrajne emocje i prowadziła ku atrakcyjnym miejscom. Rzuciłam się w wir zdarzeń, poczułam smak walki o przetrwanie, przyjrzałam się losom odkrywanego świata. Niecierpliwie wyczekuję drugiego tomu, cieszę się, że seria ma dziesięć odsłon, będzie czym się delektować.

6/6 - rozkosz czytania
fantasy, 624 strony, premiera 14.04.2021 (1999), tłumaczenie Michał Jakuszewski
Książkę "Ogrody Księżyca" zgarnęłam z półki "fantastyka" w księgarni TaniaKsiążka.pl

sobota, 26 czerwca 2021

CIEŃ UTRACONEGO ŚWIATA

JAMES ISLINGTON

TRYLOGIA LICANIUSA tom 1

"Nagle panującą na szlaku ciszę przeszył wrzask. Wszyscy zastygli. Na drodze tuż przed nimi rozpętał się chaos... Tym razem nie ma dokąd uciekać."

Lubię wbijać się w otoczone czarami książki, napisane z rozmachem, prowadzone wieloma wątkami. Uwielbiam uczucie długiego trwania w nich, a jeśli czekają kolejne tomy, w tym wypadku trylogii, chętniej po nie sięgam, szybko pochłaniam, daję się oczarować magii drzemiącej na stronach. Angażuję się w niebezpieczne misje ratowania świata, rozgryzam niejednoznacznych bohaterów, odczuwam groźby apokalipsy wiszącej nad światem, wędruję przez świat ze świadomością wyczekiwania czegoś nieuniknionego. Tajemnice oplatały intrygę, sprawiały, że trzeba było spojrzeć na nią z różnych perspektyw. Przygody podkręcały wyobraźnię, by powstało wrażenie współuczestniczenia. Potężne siły drzemały po stronie dobra i zła, zaś szarość upominała się o docenienie zawiłości. Zwroty akcji wzmacniały koncentrację, budowały napięcie, zaskakiwały kierunkiem. Paleta ciekawych postaci, chociaż nie wszystkie zdobywały sympatię, nie każda przekonała portretem, brakowało im głębi. Podobało mi się, że naznaczenie czernią odzywało się w dalszych brzmieniach osobowości i motywach postępowania.

Kontakt z opowieścią nawiązałam od pierwszych stron, gładko wbiłam się w atmosferę, czułam, że trafiłam na coś, co powinno sprawić wiele czytelniczej radości, wywołać uczucie satysfakcji, ale z czasem wytracałam entuzjazm. Dlatego na kilka dni odłożyłam książkę na półkę, by po przerwie zatracić wrażenie znużenia. Pod koniec porwał mnie nabierający prędkości scenariusz zdarzeń. Miłośnicy osobliwych umiejętności i magicznych cudów powinni być zadowoleni, tak wiele ich upchnięto, że miałam wrażenie lekkiego przesytu, ale inni mogą to bardziej docenić. Dopracowania dopominały się szczegóły świata przedstawionego, konotacje między postaciami, chwiejna hierarchia poziomów pokonywania trudności. Niedostatki zrzuciłam na karb debiutu. Powieść otwiera drzwi do świata fantasy, porwie młodzież przymykającą oko na niedociągnięcia a otwierającą się na rozrywkę. Atrakcyjna oprawa graficzna, co w takich historiach ma znaczenie.

4.5/6 - warto przeczytać
fantasy, 878 stron, premiera 05.05.2021 (2015)
tłumaczenie Grzegorz Komerski, ilustracje Dominik Broniek
Książkę "Cień utraconego świata" zgarnęłam z półki "fantastyka" z księgarni TaniaKsiążka.pl