wtorek, 3 listopada 2026

NEŃKA LICHO

UKRAINA. REPORTAŻ Z WOJNY

ANTONINA PALARCZYK

„Jak sama mówi, trafiła na wojnę, by coś przeżyć: może strasznego, może dziwnego, na pewno intensywnego.”

Kiedy na skrzydełku okładki książki przeczytałam powyższe zdanie, zaczęłam się zastanawiać nad szaleństwem kryjącym się za tymi słowami i czynami, bo przecież, kto normalny pchałby się na wojnę, by coś poczuć, przywołać skrajne emocje, narazić się na kalectwo i śmierć, kiedy może spokojnie w domowym zaciszu śledzić relacje z wojny na Ukrainie. Lecz znalazła się młodziutka osoba, podróżująca autostopem, pragnąca z bliska obserwować wojnę, namacalnie dotknąć przerażenia i koszmaru, zanurzyć się w cierpieniu i biedzie, przysłuchiwać się rozmowom żołnierzy, wolontariuszy i cywili, włączać się w nie, żeby pozyskać jak najbardziej szczegółowy obraz frontowej rzeczywistości, dramatycznej codzienności, świadectw traum, ale również siły przetrwania, walki i oddania.

I wiecie co, bardzo potrzeba była ta książka, przypominająca i relacjonująca obraz zbrodni i funkcjonowania w jej obszarach, gdyż wojna na Ukrainie nieco spowszedniała w oczach innych narodów. Nie wywołuje tak silnych emocji jak wcześniej, niekiedy nawet złoszczą bezpośrednie i pośrednie jej konsekwencje. Antonina Palarczuk napełniała znaleziony wazonik z pocisku obrazami sprzeczności, zmianami w ukraińskim społeczeństwie, historiami indywidualnych osób, duszami zdewastowanych i wymarłych miast, obecnością życia we wsiach wydawałoby się wykreślonych z mapy, specyfiką udzielania pomocy medycznej i urządzania pogrzebów. Skłaniała do zastanowienia się, czy warto marzyć na powojnie, kiedy pociski świszczą wokół, jak bardzo może spowszednieć liczba zabitych, jaka jest prawdziwa definicja bohatera, dlaczego pojawia się niejednolitość w podejściu do agresora, czy i w jaki sposób chronić przyrodę.

Różnorodność emocji, mocno ściśniętych i prawdziwych, wypełniała strony zbioru reportaży. Imponował wyczulony zmysł obserwacji ludzi, miejsc i incydentów, ale także wszechobecnej śmierci. Odpowiadał styl narracji, obrazowy, przekonujący, oddziałujący na zmysły i wyobraźnię. Jeśli uwzględniło się, że „Neńka licho” to debiut zaledwie dwudziestopięcioletniej korespondentki wojennej, to rodziło się uznanie dla kunsztu opowiadania, a zanikały podejrzenia o szaleństwo uprawiania takiego dziennikarstwa. Powinniśmy móc spoglądać w oczy temu, co dzieje się na Ukrainie, patrzeć wprost na ludzkie tragedie, nie odwracać wzroku od tego, co niewygodne, niezrozumiałe i trudne do przyjęcia. Obserwowałam jak zmieniała się dorosłość i świadomość autorki przez obecność na frontach wojennych, ale i ja poczułam, że coś mną mocno szarpnęło, uderzyło wydźwiękiem i kontrastem, zwróciło uwagę, przyciągnęło do dalszego interesowania się.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, 382 strony, premiera 28.10.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz