Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2026

CÓRKI CHMUR

O KOBIETACH Z SAHARY ZACHODNIEJ

LENA KHALID

"Prawo człowieka i prawo międzynarodowe to zachodnie przywileje, dostępne ewentualnie jeszcze dla wpływowych i bogatych.”

Książka zasadnie wybrana do omawiania w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Porusza wiele wątków wolności narodu, wolności osobistej i równouprawnienia płci. Nie tylko dostarcza wiedzy o tym, co dzieje się od strony politycznej i biznesowej w Saharze Zachodniej, ale również przedstawia sytuację kobiet, targające nimi dylematy, udział w walkach o zdobycie niepodległości, spełnianie się w narzuconych społecznych rolach, próbujących wyrwać się z krępujących norm rodzinnych i plemiennych, aby zdobyć wykształcenie, poznać zachodnie spojrzenie na świat, przysłużyć się swojemu ludowi. Przybliża różnorodne losy kobiet połączonych pragnieniem uczestnictwa w walce o suwerenność i zdecydowanych na wielkie poświęcenia. Z przerażeniem czyta się o spotykających je torturach, szykanach i represjach ze strony marokańskich służb. Z trwogą przyjmuje się świadectwa bierności, obojętności, bezsilności, a nawet uwikłań przestępczych, międzynarodowych organizacji działający teoretycznie w imię pokoju i prawa.

Hiszpańska okupacja i grabież surowców Sahary Zachodniej, dokonywana całkiem niedawno, wojna z Mauretanią o ziemie, na szczęście już zakończona, wyjątkowo okrutny i bezwzględny marokański kolonializm osadniczy, kradzież bogactw naturalnych, łamanie praw człowieka, stosowanie polityki wymuszonych zaginięć i tajnych więzień, wreszcie, w zasadzie zdrada ze strony międzynarodowych organów pokoju i prawa. Jakże różni się brutalna rzeczywistość Saharyjczyków, podzielonych zaminowanym murem, z jednej strony wciąganych na siłę w marokański język, kulturę i tradycję, z drugiej zmuszonych do życia w obozach dla uchodźców, od ocenzurowanych obrazów preparowanych dla biznesu turystycznego. Lud uprawiający koczowniczy tryb życia, przemierzający pustynię w poszukiwaniu deszczu i wody, nagle przymuszony do stacjonarnej egzystencji, pełnej zasad, ograniczeń i wyrzeczeń, ograbiany na oczach całego świata z tożsamości, kultury, tradycji i historii.

Lena Khalid znakomicie uchwyciła i przedstawiła problem dokonującego się rozdwojenia tożsamości Sahary Zachodniej, nadrzędności więzi plemiennych w stosunku do rodzinnych, degradację statusu mężczyzny, który już nie jako jedyny zapewnia byt, stąd większa radość z narodzin córki, pozostającej przy bliskich, niż syna, wybywającego na walkę w imię wolności. Podziwiam matriarchalną strukturę rodziny, siłę kobiet w organizacji codziennego życia, determinację w prowadzeniu politycznej walki o wolność, często nawet z wysuwaniem na pierwszy plan, nawet kosztem więzi z najbliższymi. Z zainteresowaniem przyglądam się rzucaniu wyzwań przez córki chmur stereotypom na temat kobiet w muzułmańskim i arabskim świecie, przechodzeniu przez piekło stworzone przez marokańskiego okupanta. Sahara Zachodnia stara się za wszelką cenę nie pozwolić na uciszenie pragnienia odzyskania życia we własnym kraju, zwątpieniu w to, że przemoc nigdy nie zwycięży nad tym, co słuszne.

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

5/6 - koniecznie przeczytaj
reportaż, 284 strony, premiera 29.01.2025
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

sobota, 7 marca 2026

JAKBYŚ KAMIEŃ JADŁA

WOJCIECH TOCHMAN

"Każda zbrodnia ma swoje imię i nazwisko.”

Książkę czytałam w skupieniu, przepełniało mnie wzruszenie, do głosu dochodziły refleksyjne myśli. Z bólem wsłuchiwałam się w przeżycia kobiet wciąż mających nadzieję na odszukanie kości bliskich zaginionych w wojnie, zamordowanych w bestialstwie, oszukanych w sumieniach oprawców, pochowanych w masowych grobach, zbezczeszczonych w przypadkowych miejscach. Budzące silne emocje obrazy matek przywołujących do ujawnienia się resztek ciał dzieci, żon liczących na cud dowiedzenia się, jak i gdzie zmarli mężowie, córki pragnące znaleźć i pochować szczątki ojcowskich genów. 

Wojna nie zna litości, sięga najmroczniejszych sfer ludzkiej natury, wyzwala w człowieku najgorsze. Wprowadza w traumę, która towarzyszy ofiarom do końca życia. Nawet jej koniec nie staje się początkiem nowego, nadal głęboko trwa w ludziach, krzywdy nie dają o sobie zapomnieć, niemożność pochowania zmarłych łamie serce, rzeczywistość nie wraca do pierwotnego stanu. Życie staje się imitacją, pustką i czekaniem, a co gorsze, wciąż widzi się oprawców w twarzach sąsiadów, morderców w etnicznym wydźwięku, gwałcicieli w mężczyznach. Wydawałoby się, że człowiek dumny ze swego człowieczeństwa, rozumu, wrażliwości i kultury, nie może tak wiele zła uczynić drugiemu człowiekowi. A jednak, pozostawia po sobie miasta widma, świadectwa bestialstwa w obozach koncentracyjnych, ziemię pokrytą szczątkami ludzkich kości, niemożliwe do identyfikacji zmieszane kości wydobyte podczas ekshumacji, a także lęk, że śmierć z rąk dawnych i obecnych sąsiadów jeszcze wróci. 

„Jakbyś kamień jadła” to wstrząsający obraz tego, co działo się, kiedy człowieczeństwo przestało istnieć w ramach konfliktu wojennego, do jakiego stopnia wypaliło się okrucieństwo w duszach zbrodniarzy, jak szybko i sprawnie poszybowało w kierunku ludobójstwa. Opowieść o tym, jak żyć po wojnie na gruzach miast, domów, rodzin i serc, jak radzić sobie z widokiem dawnej własności przejętej przez tych, co stali po drugiej stronie konfliktu. Przejmująca relacja z wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995), krwawego spustoszenia, które po sobie zostawiła, mrocznej serbskiej odsłony nienawiści, osobistych opowieści kobiet i skomplikowanych relacji. Styl narracji niezwykle przemawiający do wyobraźni, oszczędny i przejrzysty, stał się tłem dla przybliżenia bratobójczych dramatów i ciężkich traum. Dlaczego nasz gatunek wciąż wdaje się w konflikty zbrojne, odbiera życie, niszczy ludzkie losy, wprowadza kalectwo, zamęt i destrukcję? Dlaczego nie uczymy się na historycznych doświadczeniach i konsekwencjach? Czemu organizacje powstałe w imię pomocy tak naprawdę niewiele i nieskutecznie przeciwstawiają się realiom ogarniętych wojną regionów? 

Jakże potrzebujemy takich reportaży, aby dawać smutne świadectwo nieograniczonego ludzkiego bestialstwa, okazać szacunek ofiarom, tym, co zostali zabici, i tym, co przetrwali w aurze straty, pamiętać dokąd prowadzi nasza nieokiełznana ciemna strona natury, przypominać, że za zło sami odpowiadamy, czynem lub biernością. Wobec tego, co obecnie dzieje się na świecie uwikłanym w konflikty, warto zbliżyć się do tego typu lektury, relacjonującej, uświadamiającej, wywołującej refleksje i odwołującej się do sumienia gatunku ludzkiego. Zerknij na inną książkę Wojciecha Tochmana, przedstawioną na Bookendorfinie, "Pianie kogutów, płacz psów", zainteresować może także "Pożegnanie z Narnią", rozmowa autora z Anną Krall.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
reportaż, 160 stron, premiera 18.02.2026 (2018)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 2 grudnia 2025

NIE PRZYZNAM SIĘ NIE JA ZABIŁAM

BEATA PASIK I ZBRODNIA W BUTIKU ULTIMO

GRZEGORZ GŁUSZAK

„Choć nie ma stuprocentowych danych, to niektóre badania wskazują, że w polskich więzieniach nie swoje wyroki odsiaduje od jednego do trzech procent osadzonych… od ośmiuset do dwóch tysięcy czterystu osób.”

Mieszane odczucia wobec książki, jak również wobec sprawy kryminalnej. Grzegorz Głuszak dołożył wszelkich starań, aby przedstawić zbrodnię, śledztwo, rozprawy i wyroki. Dał wgląd w różnorodne dokumenty, aby czytelnik szczegółowo zapoznał się i dokonał własnych interpretacji. Prowadził linię przewodnią narracji, ale też, co bardzo cenne, oddał głos kobiecie oskarżonej o morderstwo sprzed ćwierć wieku. 

Z zainteresowaniem wsłuchiwałam się w materiał i próbowałam wyrobić własną opinię. Przywoływałam z pamięci klimat towarzyszący nagłośnieniu w mediach wydarzeń z grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku, w warszawskim butiku Ultimo. Gorący temat długo nie schodził z nagłówków, ale nie było czemu dziwić się, centrum miasta, zbrodnia i młoda kobieta w charakterze oprawcy, oraz szaleństwo opanowujące opinię publiczną. 

Autor skrupulatnie podszedł do docierania do informacji, przekopywał archiwa, starał się jak najbardziej poznać Beatę Pasik, posiłkował się nie tylko pisemnymi świadectwami, ale również rozmowami ze specjalistami z wybranych dziedzin. Widać było, że sprawa wywołała i u niego silne przeżycia, pragnienie doprowadzenia do uzyskania wolności przez kobietę, oczyszczenia z zarzutów i wskazanie tożsamości mordercy. Nie przekonywał sposób prowadzenia narracji, irytowało zbyt dużo powtórzeń. Na plus fabularyzacja rekonstrukcji scen i przeżyć więźniarki. 

Przeszkadzało mocne emocjonalne zaangażowanie autora w opisywaniu sprawy. Wolałam większą bezstronność, gdyż sama potrafiłam analizować informacje, poddawać interpretacji i wyciągać wnioski. Uważałam, że serdeczność i życzliwość wobec Pasik nie powinna znaleźć się na łamach książki, miałam wrażenie, że to pójścia o krok za daleko od obiektywności. Jednak rozumiem, czym kierował się Grzegorz Głuszak jako człowiek podlegający sprzeciwowi wobec niesprawiedliwości, jako autor przywołujący silne emocje wciągające odbiorcę historii, chociaż niekoniecznie jako dziennikarz bezpośrednio sugerujący niewinność Beaty Pasik. 

Pomimo kilku zarzutów, warto było sięgnąć po „Nie przyznam się nie ja zabiłam”. Książka traktowała o zbrodni w butiku Ultimo, jednocześnie obrazowała funkcjonowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Spotykamy się z brakiem kompetencji i umiejętności, uniezależnieniem od polityki i biznesu, ale nie możemy generalizować, ponieważ wielu przedstawicieli tych środowisk imponuje wiedzą, etyką, intuicją i etosem zawodowym. 

4/6 – warto przeczytać
reportaż, 529 stron, premiera 23.09.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 20 listopada 2025

POŻEGNANIE Z NARWIĄ

HANNA KRALL, rozmawia WOJCIECH TOCHMAN

"Jak człowiek nie wie, co ma robić, to może poprawić coś dookoła siebie.”

Przysłuchiwałam się rozmowie z zainteresowaniem. Opowieści o życiu, doceniłam, że na publicznym forum za pośrednictwem książki. Dzieleniu się wiedzą i przemyśleniami zdobytymi podczas przeżyć i doświadczeń. Składały się na nie różne barwy, jedne pozornie zwykłe i proste, inne naznaczone dramatem i tragedią, kolejne nawiązujące do ciepłych uczuć i myśli, a pomiędzy, mnóstwo dalszych. Wszystkie wymieszane, z niektórymi, o których nie tyle chce się zapomnieć, co pogodzić, które poprowadziły w różne miejsca, umożliwiły spotkanie z różnymi ludźmi, naznaczyły obecnością różne czasy. Nie jestem na etapie dokonywania podsumowań własnego losu, jeszcze nie czuję takiej potrzeby, koncentruję się na życiu tu i teraz, ale z ogromną ciekawością spoglądam na to, co innym było dane przejść. Nie wiem, czy stać mnie będzie na poszukiwanie śladów własnej przeszłości ze szczegółowością i imponującą pamięcią, jak w „Pożegnaniu z Narwią”. Pośrednio odnosić się do zdarzeń z historii, głęboko splecionych z życiem Hanny Krall, warunkujących decyzje i wybory, naprzemiennie odbierających szanse możliwości, i dających nowe opcje i coś w prezencie.

Czułam zawiązaną nić szacunku, przyjaźni i zrozumienia między dwójką reporterów. Rozmowa wydawała się przyjazna i twórcza. Odkrywała coś, czemu nie zawsze chciałoby się dać wypłynąć na powierzchnię. Wspomnienia z wojny, pobytu w domu dziecka, zdobywaniu edukacji, pracy w charakterze reportera, konfrontacji ze starym systemem politycznym i cenzurą, bycie świadkiem narodzin Polski w nowej solidarnościowej odsłonie. I oczywiście, twórczość autorki, nawiązania do książek, uchylanie tajemnic ze źródeł powstawania i symboliki. Sprawy leżące na sercu i wokół bliskich. Niepodobne do moich, jednak wpływające na wyobraźnię, wyzwalające empatię, zrozumienie i podziw. Dostrzegłam punkt styczny, doktora Marka Edelmana, z którym pracowała moja mama w Szpitalu Pirogowa w Łodzi, w jednym gabinecie. I jeszcze, zbliżone odczucia związane z chwilą zrozumienia, że się umrze… kiedy zobaczyłam śpiącego tatę na łóżku.

Więcej niż chwilę poświęciłam na rozważania o nieuleganiu przeciwnościom, nietkwieniu w mrokach, niepewności tego, czy zachowałabym się należycie w godzinie próby, docieraniu do świadomości społecznej, czym była druga wojna światowa i obecnie toczące się konflikty, ginięciu za ideę i zabijaniu dla idei, wpisaniu w naturę człowieka szkodzeniu własnemu gatunkowi, przygotowaniu się na śmierć bliskiej osoby, uwolnieniu od tego, co przeżyte, wierze w Boga i wierze Boga w człowieka. Książka uprzyjemniła wieczór czytelniczy, poddała materiał do refleksji, pozwoliła na przyjrzenie się rozmówczyni. Zachęciła do dalszego odkrywania twórczości autorki. Poznałam dwie książki Hanny Krall ("Biała dama" i "Synapsy Marii H."), Wojciecha Tochmana ("Pianie kogutów, płacz psów"), wrażeniami ze spotkania z nimi dzielę się na Bookendorfinie

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, biografia, 178 stron, premiera 24.09.2025 (2014-2025)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 20 lipca 2025

REFORMACJA 2.0

TOMASZ P. TERLIKOWSKI

„Kościół w Polsce znajduje się na dramatycznym zakręcie swoich dziejów, laicyzacja przyspiesza, młodzież odchodzi od Kościoła, zmieniła się władza, a hierarchowie wybrali na swoich reprezentantów arcybiskupów, którzy niczym szczególnym się nie wyróżniają.”

Niedawno w gronie znajomych zastanawialiśmy się nad kondycją polskiego Kościoła, dokąd zaprowadzą podejmowane i zaniechane przez niego działania, w jakim stopniu będą rzutowały na liczebność i uczestnictwo w wierze ludzi, czy religia faktycznie jest potrzebna w dobie współczesnej cywilizacji, jeśli tak, to jakie Kościół powinien spełniać kryteria i warunki, aby przyciągać wiernych i zapewnić spełnienie w wierze. Mieszane grono pod względem postrzegania potrzeby wiary i jej pielęgnowania, zaufania wobec członków Kościoła, co okazało się dla nas sporym zaskoczeniem, po burzliwej dyskusji doszło do zgodnych wniosków. Dlatego, kiedy zobaczyłam zapowiedź książki „Reformacja 2.0”, uznałam, że będzie pomocna w podsumowaniu refleksji, dostarczy więcej danych, zwróci uwagę na istotne aspekty, które w rozmowie o Kościele pominęliśmy. I tak właśnie się stało. 

Większość zawartego w publikacji materiału, analiz i wniosków, nie okazała się dla mnie nowa, jednak w przestrzeni uszczegółowień znakomicie pokryła zapotrzebowanie na informacje. Tomasz Terlikowski przyglądał się z uwagą wewnętrznym i zewnętrznym wyzwaniom stojącym przed Kościołem, stanowisku władz kościelnych, niechlubnym poczynaniom jednostek, oczekiwaniom społeczeństwa, zderzeniu tradycji z nowoczesnością przy asekuracji środka. Imponowało szerokie spektrum poruszanych zagadnień, o dużej wadze z punktu widzenia wizerunku, uzasadnienia istnienia, wytycznych wiary, ale również pomniejszych sumarycznie składających się na istotny obraz funkcjonowania. Sporo o teologii Jana Pawła II i Franciszka, źródłach odmiennego ich postrzegania przez polskich reprezentantów Kościoła i światowych środowisk kościelnych. Książka zgrabnie porządkowała myśli odbiorcy zagłębiającego się w zagadnienia współczesnego trwania i przetrwania Kościoła. Prowadzona przyjaznym stylem narracji zachęcała do wyciągania wniosków i przemyśleń, w moim odczuciu, warto uwzględnić w planach czytelniczych.

5/6 – koniecznie przeczytaj
reportaż, 314 stron, premiera 23.04.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 1 kwietnia 2025

KŁOPOTLIWE MIEJSCE

JONATHAN LITTELL

„...dzieci wczorajszych zabójców mogą stać się bohaterami lub ofiarami dnia dzisiejszego, tak jak wczorajsze ofiary… równie łatwo mogą stać się dzisiejszymi katami..”

Mocne i emocjonujące wrażenia, wywołujące przemyślenia i refleksje o naturze człowieka, miejscu i znaczeniu historii w cywilizacyjnej odsłonie. Reportaż biegnie dwutorowo, przeplata wątek powiązany z tym, co działo się w Babim Jarze, i wątek związany z napaścią Rosji na Ukrainę. Jonathan Littell prezentuje przejrzysty styl narracji, pozornie prosty, jednakże silnie oddziałujący na wyobraźnię czytelnika. Kiedy potrzeba, zagłębia się wnikliwie w szczegóły sprawiające, że możliwe jest przeniesienie się w światło i mrok, śmierć i życie, dramat i nadzieję. Potrafi pozostawić furtkę dla odbiorcy słów i przekazów, aby wsparty różnorodnymi informacjami, opisem spotkań z ludźmi i świadkami, oddaniem specyficznego, często dualnego, klimatu miejsc, odtworzył prawdę i fakty, zinterpretował i poddał głębszym rozważaniom.

Tekst wyśmienicie dopełniają zdjęcia Antoinego D'Agaty, czarno-białe z intensywną mocą domalowywania kolorów w umyśle patrzącego. Fotograf wspaniale operuje odcieniami szarości, odważnie wnika w ludzki mrok, odsłania nie tylko jego pierwszy i drugi plan, ale również to, co dzieje się zza kulisami strategicznej przemocy i zbrodni, jednakże z szacunkiem podchodzi do intymnych doświadczeń ofiar i świadków. Jonathan Littell naświetla rosyjsko-ukraiński konflikt wojenny, niechlubną współpracę ukraińskich obywateli z hitlerowcami i udział w masakrach Holocaustu, politykę celowego zapominania o wydarzeniach w Babim Jarze, wymazywania miejsca z mapy współczesnymi budowlami, działalność banderowców w wołyńskim i galicyjsko-wschodnim wymiarze, rosyjską propagandę i fantazje dyktujące fakty. Littel i d’Agata jako duet uświadamiają, że próby wyobrażenia sobie tego, co doświadczały ofiary, stopuje odporna na wszystko ściana, której nigdy nie udaje się przekroczyć. Nadkruszają mury i umożliwiają choćby częściowe spojrzenia w tragiczną przeszłość tak silnie rzutującą na tragiczną teraźniejszość.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
reportaż, 348 stron, premiera 29.01.2025 (2023)
zdjęcia Antoine d’Agata, tłumaczenie Jacek Giszczak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 20 marca 2025

NAJLEPSZE UMYSŁY

GENIUSZ, PRZYJACIEL, MORDERCA
TRAGICZNA HISTORIA SCHIZOFRENII

JONATHAN ROSEN

„Ludzki umysł ma wyjątkową zdolność wyobrażania sobie rzeczy, które nie istnieją.”

Szerokie studium życia w schizofrenii i obecności obok niej, rozpisana z perspektywy przyjaźni dwóch mężczyzn, od dzieciństwa do dorosłości, dwóch żyć przebiegających równolegle, ale na różnych torach. Jonathan Rosen w obszernym dziele ukazał jak choroba potrafiła zmienić człowieka od geniusza do mordercy. Michael Laudor, wcześniej wybitny student, później człowiek, który zadźgał nożem swoją ciężarną narzeczoną. Czytanie książki było wyzwaniem, nie ze względu na objętość, ale nie ma co ukrywać, trzeba było poświęcić jej wiele czasu, ale ze względu na wysoki poziom uszczegółowienia zawartości. Mnóstwo detali w opisywaniu klimatu lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Ameryce, w przybliżaniu osób z życia Michaela i tworzonych przez niego relacji. Drobiazgowe oddanie charakteru Laudora, powierzchowności, wierzeń, nawyków i zainteresowań. Właśnie poprzez skupianie uwagi na detalach, które stawały się migawkami w normalnym trybie życia, a z perspektywy czasu zyskały miano symptomów, autor pokazywał proces pogarszającego się stanu zdrowia z perspektywy przyjaciela. Każdy element miał znaczenie w wzbudzeniu wrażliwości odbiorcy, wczuciu się w sytuację przywoływanych osób, zupełnie jak w prawdziwym życiu, nie tylko we wspomnieniach i relacjach. 

Dużo w książce o samym autorze, przeżyciach, dzieciństwie, studiach i pracy, a przeplatały je wspomnienia powiązane z Michaelem. Rosen przybliżył również kondycję i poziom ówczesnej opieki zdrowotnej, oraz powoli zmieniające się podejściaedo leczenia psychiatrycznego. Sporą przestrzeń publikacji zajmowały odniesienia do popkultury, filmu, literatury i historii. Narracja płynna i przyjazna, opisy bogate w treści, znaczenia, porównania, skojarzenia i pewnego rodzaju humor. Nie zabrakło bibliografii i indeksu. Mieszane odczucia towarzyszyły mi podczas czytania „Najlepszych umysłów”. Niekiedy czułam się nieswojo i nieprzyjemnie, kiedy indziej mocno zainteresowana i zaintrygowana. Często nie mogłam uwierzyć w niektóre fakty lub wątpiłam w odczucia. Mieszanka emocji dawała do myślenia, skłaniała ku refleksjom, zachęcała do zastanowienia się nad wieloma zagadnieniami. Książkę polecam, wysoka satysfakcja czytelnicza pod warunkiem mentalnego przygotowania się na zawartość, otwarcia się na poznawanie dramatów wielu osób, próbę zrozumienia tego, z czym mierzą się schizofrenicy i ich bliscy.

5/6 - koniecznie przeczytaj
reportaż, 746 stron, premiera 12.02.2025 (2023), tłumaczenie Joanna Krystyna Radosz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.

poniedziałek, 10 marca 2025

LUDOBÓJSTWO W AFRYCE

NIEMIECKIE ZBRODNIE KOLONIALNE

DAVID OLUSOGA, CASPER W. ERICHSEN

„W Namibii przeszłość zdaje się pojawiać w własnej woli.”

Wstrząsająca mroczna historia, lekcja, z której powinniśmy wyciągać wnioski, a jednak zamiast niedopuszczenia do powtórzenia się, stała się źródłem i inspiracją dla niemieckich działań w Europie czterdzieści lat później. To, co działo się na afrykańskim lądzie, rzezie, masakry, masowe egzekucje, obozy koncentracyjne, w wykonaniu niemieckich kolonizatorów, przerażają i budzą sprzeciw. Hererowie i Nama, ludy niemal całkowicie wybite, w imię marzenia o potędze kolonialnej, darwinizmu społecznego, ekstremum ultranacjonalizmu i rasowego fanatyzmu. Ze zgrozą czyta się o „szlaku łez”, Shark Island przesiąkniętej śmiercią, cmentarzyskami w przybrzeżnych wodach i pustynnych piaskach. Publikację zdecydowanie warto uwzględnić w planach czytelniczych.

Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia. Bestialstwo Niemców nie znało granic. Bezwzględność wobec czarnoskórych, bezduszność w skazywaniu na katorżniczą pracę, uwłaczające badania medyczne i rasowe, przemysł handlu częściami ciał. Niemiecka patologia czystości rasowej, frenologii i eugeniki. Marzenia o Mittelafrice. Perfidna rozwinięta kultura zaprzeczania faktom motywowanego rasowo ludobójstwa, zgarniania ziem i przeinaczania zdarzeń z historii, pisanie alternatywnej rzeczywistości wygodnej wizerunkowo. Wydarzenia, między innymi w Lüderitz, w latach tysiąc dziewięćset pięć tysiąc dziewięćset dziewięć, pod panowaniem cesarza Wilhelma II, stały się kluczowe dla dziejów dwudziestego wieku, wzorcowe dla kolejnych eksterminacji. Wynaleziono obóz zagłady, niemal całkowicie zgładzono dwa rdzenne ludy Namibii, z pozostałych uczyniono niewolników, stworzono podstawy nazizmu. Dziś mało kto pamięta o kluczowej roli, jaką kolonialni żołnierze Drugiej Rzeszy odegrali w narodzinach Trzeciej.

Tytuł starannie przygotowany merytorycznie, przyjazna narracja, adekwatne uszczegółowienie, dbałość o nakreślanie tła sprzyjającego zrozumieniu myśli i prezentacji. Wnika się w niego z ogromnym zainteresowaniem. Pozwala czynić historyczne parabole, odpowiednio kojarzyć fakty, uchwycić kontekst afrykańskiej tragedii czystek etnicznych jako źródła europejskiej zagłady ludności żydowskiej i słowiańskiej po czterech dekadach. Przybliża okoliczności, zdarzenia, daty, miejsca i osoby powiązane z powstaniem niemieckiej kolonii w Afryce, niemieckich zbrodni na czarnym lądzie, powstania podstaw tego, co później jeszcze perfidniej rozwinął niemiecki naród podczas drugiej wojny światowej. Sporo wiedzy, którą warto znać, by lepiej zrozumieć nawet współczesne czasy. Uwzględnia bibliografię i indeks nazwisk. Żałuję jedynie braku w książce ilustracji i map, wygodniej byłoby, bez poszukiwania w internecie, podążać za treścią.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, reportaż, historia, 528 stron, premiera 26.02.2025 (2010)
tłumaczenie Piotr Tarczyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.

środa, 26 lutego 2025

SYCYLIJKI

GAETANO SAVATTERI

„A te historie pochodzą z wyspy często równie zapominanej i ignorowanej. Wyspy kobiety na kobiecej wyspie.” 

Przyjemna i interesująca podróż po sycylijskiej magii i roztaczanym przez nią czarze. Zaglądanie w imponującą bogactwem, i czymś szczególnym, trudnym do zdefiniowania, historię, kulturę i literaturę. Sycylijska tożsamość, lokalny patriotyzm, kobieca odsłona wyspy, niesamowicie przyciągają, podkręcają wyobraźnię, podsycają emocje. Zwiedzając Sycylię natychmiast wyczuwa się coś unikatowego i niejednoznacznego. Dlatego jest tak przeze mnie uwielbiana. Poznawanie jej w ramach wycieczek, turystycznych lub książkowych, dostarcza mnóstwo radości i przyjaznego oddziaływania na zmysły. Nie tylko natura, geografia i architektura, ale również ludzie, do których trudno dotrzeć w ramach zwykłych wypadów na wyspę, których poznaje się dopiero po bliższym kontakcie, dłuższym pobycie, czy w ramach takich książek jak właśnie „Sycylijki” Gaetano Savatteriego. 

Dziennikarz dorastający na Sycylii w pełni poczuł wyspę wszystkimi zmysłami. Teraz dzieli się z czytelnikiem spojrzeniem na wyspę od kobiecej strony. Imponuje mi bogactwo przytoczonych biografii, z różnych dziedzin, ujęć i aspektów życia. Święta, patronka, mniszka, karmelitanka, piosenkarka, dziennikarka, pisarka, aktorka, wydawczyni. Także trucicielka, morderczyni, szmuglerka narkotyków, rewolucjonistka, demonstrantka, wdowa kontynuująca walkę męża, ofiara przestępstw, w tym mafii. Ponadto, walcząca o arystokratyczny tytuł, zarządczyni majątku, a nawet rządząca Sycylią. Mało znane postaci mieszają się z popularnymi, rzeczywistymi i literackimi, młodymi i starymi, wymienianymi w kronikach i dziennikach, obecnymi w mitach i symbolice, o różnych charakterach i pochodzeniu społecznym. Autor wzmiankuje o powiązanych z Sycylią kobietach, dokonuje przedstawienia i pozostawia czytelnikowi dalsze poznawanie na własną rękę. Jednak krótką prezentację wzbogaca cytatami, fragmentami prozy, wierszami, komentarzami badawczymi i wyjaśnieniami. Odczuwam wrażenie, że Savatteri zachęca do sycylisjkiej podróży pod hasłem kobiet, ale i sam zgłębia tajniki reprezentantek Sycylii, ich wpływ na historię, kulturę i wizerunek wyspy. Wyraża podziw i uznanie, a równocześnie zachowuje w pamięci. Publikacja z serii Portrety/Oblicza, wydana w ramach bo.wiem, wyposażona jest w indeks nazwisk i bibliografię do pogłębiania wybranych zagadnień. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami z tej serii, zaprezentowanymi na Bookendorfinie, "Anglik, który ocalił japońskie wiśnie", "18 zbrodni w miniaturze", "Doktor White i jego głowy, czyli śmiałe eksperymenty w transplantologii". Wiele ciekawej i zadziwiającej wiedzy można zdobyć.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, reportaż, 254 strony, premiera 23.05.2024 (2021), tłumaczenie Barbara Bardadyn
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

piątek, 7 lutego 2025

POLOWANIE NA BESTIĘ Z MAJDANKA

JAROSŁAW MOLENDA

„Wojna wydobywa z ludzi zarówno to, co najlepsze, jak i to, co najgorsze...”

Wiele książek powstało o bestiach w ludzkim ciele, wiele historii poznałam o ludziach, którzy podczas wojny zachowywali się jak najokrutniejsi drapieżcy, a jednak wciąż zadziwiają dwie rzeczy. Wyjątkowa głębia mrocznej natury człowieka i jakże często niezrozumiała bezkarność oprawców, nie tylko ze względu na niemożność udowodnienia im winy, ale także zaniechania wymierzenia sprawiedliwości w imię politycznych i biznesowych interesów. 

Hermine Braunsteiner wyrządziła ogrom w imię sadyzmu i bestialstwa, zniszczyła życie wielu osobom, pozbawiła prawa do niego innym, a wyrok w jej sprawie nie zadowolił poszkodowanych. Jarosław Molenda w ciekawym i wciągającym stylu przedstawił postać „Kobyły” i jej morderczą działalność. Wprowadził informacje o jej podobnych osobach, kobietach, które zdecydowały się pozostać strażniczkami w niemieckich obozach koncentracyjnych. Opisał zastraszające warunki życia, bezduszne procedury selekcji i likwidacji, brutalną politykę karania i zastraszania, operacje ludobójcze. Zwrócił uwagę na kwestię konieczności przełamania stereotypów kulturowych z perspektywy kobiety i przemocy. Zadziwiające jak niewiele zbrodniarek wojennych udało się pociągnąć do jakiekolwiek odpowiedzialności. Groteskowe procesy, tuszowanie zbrodni, pomoc udzielana przez niektórych reprezentantów Kościoła, amerykańskie władze pozyskujące doświadczonych naukowców, a nawet pomoc udzielona przez laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Treść książki przekonywała o solidnym wsparciu bibliografią. Warto sięgnąć po reportaż "Polowanie na bestię z Majdanka", przypomnieć fakty z historii i miliony osobistych tragedii.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, historia, 398 stron, premiera 30.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.

piątek, 31 stycznia 2025

MIASTO MEKSYK

POZIOMY ZAWRÓT GŁOWY

JUAN VILLORO

„Miasto Meksyk jest niewyczerpane w sposób tymczasowy, niczym filiżanka kawy z mlekiem.”

Fantastycznie, kiedy mogę przyjrzeć się wybranemu miastu oczami osoby bardzo dobrze je znającej, mieszkającej w nim przez wiele lat, traktującej je jako miastową ojczyznę. Juan Villoro poprzez różnorodne w stylu teksty ukazuje czytelnikowi prawdziwe oblicze Meksyku. To, nad którym można się zachwycać, to, które komponuje się w zwykłą codzienność, i to, które najchętniej ukryłoby się przed widzami. Autor jest dumny z Meksyku, traktuje miasto naturalnie, indywidualnie odbiera charakter i przenikające zmiany, opowiada o nim na swój sposób. Przyznam, że takie podejście do prezentacji metropolii bardzo mi odpowiada. Zaglądam nie tylko w znane miejsca, ale również czuję ruch, tempo, koloryt i muzykę potocznego dnia. Przyglądam się obrazowi Meksyku z perspektywy mieszkańców, odrzucam narosłe stereotypy, a zbliżam ku prawdzie. Wiele rzeczy zadziwia, inne zaskakują, kolejne wprawiają w zadumę. Nie ma podkoloryzowania „miasta niskich domów”, to rzeczywiste świadectwo egzystencji w Meksyku borykającym się z wieloma problemami i wyzwaniami. 

Villoro tworzy swoisty dokument miasta, jego miejsc, postaci, ceremonii, liczebności, historii, chaosu, nieładu, odbioru i interpretacji. Wyróżniające Meksyk cechy stają się kalejdoskopem wstrząsów społecznych, kulturalnych i politycznych. Wielowymiarowość stanowi niewątpliwy atut reportażu, bazującego na wieloletnich celnych obserwacjach, lekkiej irytacji, gorzkiej ironii i humorze. Meksyk traktowany surowo i jednocześnie dobrotliwie, wywołujący zawrót głowy, zarazem wprowadzający akceptację codzienności, wybijający się wyobraźnią a przy tym żyjący w pewnym zahamowaniu. Książkę najlepiej poznać przed wizytą w Meksyku, przemawia wiarygodnie nakreślonym obrazem miasta, zachęca przybliżeniami na szczegóły zjawisk, przywołuje ciekawość osobistego poznania, pozwala zrozumieć unikalny charakter i pazerność aspirująca, by wchłonąć cały kraj. Zerknij na wrażenia po zapoznaniu się z innymi książkami z serii bo.wiem (w odsłonie Mundus) przybliżonymi na Bookendorfinie: "25 milionów iskier", "Córki samurajów", "O czasie", „Notre Dame”, "Sprzedam dinozaura", "Lizbona: Królowa Mórz", "Na zawsze w lodzie", "Biblioteka w oblężonym mieście", "Kolekcjoner porzuconych dusz", "Farmaceuta z Auschwitz", "Ziemia dyktatorów", "Śmierć w lesie deszczowym", "Koń doskonały", "Za milion lat od dzisiaj. O śladach, jakie zostawimy".

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
reportaż, miasto, 382 strony, premiera 12.04.2024 (2018), tłumaczenie Barbara Bardadyn
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

czwartek, 16 stycznia 2025

JEDEN DZIEŃ Z ŻYCIA ABEDA SALAMY

NATHAN THRALL

„Izrael nigdy nie cofnie się do granic sprzed 1967 roku, mimo że wchłonął siedemdziesiąt osiem procent obszaru historycznej Palestyny.”

Kolejny głos w relacjonowaniu konfliktu między Izraelem a Palestyną, tym razem z perspektywy tej ostatniej. Nathan Thrall nie ukrywa w reportażu sympatii wobec słabszej strony, podaje wiele przykładów nadużyć władzy i przemocy silniejszej, ukazuje życie zwykłych ludzi bazujące na strachu i niepewności każdego kroku, wszechobecne poczucie niebezpieczeństwa i znaczącego ograniczania wolności. 

Izrael bezpardonowo, wręcz oficjalnie, przejmuje palestyńskie ziemie, odcina Palestyńczyków od metropolii Jerozolimy, odmawia podstawowych praw obywatelskich, oznacza kolorami grupy ludzi, wprowadza godziny policyjne, przetrzymuje bez procesu w więzieniu, buduje betonowe bariery separacyjne otaczające miasto, wykorzystuje punkty kontrolne do przepływu ludzi. Stale pogarsza się sytuacja Palestyńczyków, mają ograniczone możliwości poruszania się, zdobywania pracy, edukacji, opieki zdrowotnej, a nawet żywności. Książka ukazuje racje jednej strony, ale w przypadku tak mocno zintensyfikowanych, pełnych terroru, złożonych i długotrwałych konfliktów, warto przysłuchiwać się obu stronom, nie zdawać się tylko na oficjalne przekazy medialne, często fałszowane ze względu na poprawność polityczną i interesy ekonomiczne.

Podoba mi się forma pomysłu na przedstawienie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, uwarunkowań historycznych, buntów i powstań, a także ich tłamszenia i stosowania metody wykluczenia. Nathan Thrall opowiada wrażeniami i przeżyciami rodziny Abeda Salamy to, co tragicznego przytrafiło się jego rodzinie. Wypadek przedszkolnego autokaru, w którym śmierć poniósł między innymi Milada, młodszy syn Abeda. Niezwykle wzruszająca i chwytająca za serce historia, tym bardziej, że wydarzyła się naprawdę, w lutym dwa tysiące dwunastego roku, na Zachodnim Brzegu, na obrzeżach Jerozolimy. Godzina po godzinie, w rekonstrukcyjnym stylu, obserwujemy starania ojca w dotarciu do dziecka, dowiedzenia się czegoś o jego losie, upewnienia się, że wyszedł cało z wypadku autobusu z ciężarówką. 

Obrazy ratowania dzieci i nauczycieli z płonącego pojazdu mocno oddziałują na wyobraźnię i serce. Fakty z życia świadków i uczestników udzielających pomoc dają szerszy wgląd w okoliczności, przyczyny i skutki zachowań ludzi. Niejasności wobec działania izraelskich służb ratowniczych podgrzewają atmosferę. A późniejsze wypowiedzi izraelskich nastolatków daleko odbiegają od humanizmu i człowieczeństwa. Warto przyjrzeć się bliżej sytuacji mieszkańców Anaty, miasta oddzielonego murem od obozu dla uchodźców Szu’afat, częściowo zaanektowanego przez Izrael. Książce przyznano nagrodę Pulitzera w 2024 roku.

4/6 – warto przeczytać
literatura faktu, reportaż, 330 stron, premiera 19.06.2024 (2023), tłumaczenie Monika Bukowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

środa, 4 grudnia 2024

NA DYŻURZE

INEKE MEREDITH

„Ta specjalizacja (chirurgia ogólna) jest pełna dramatyzmu, wzruszeń, zagadek i możliwości ocalenia komuś życia. Przepiękny melanż ludzi, patologii, humoru, szaleństwa, dochodzenia do zdrowia i śmierci.”

Interesująco było wejść w książkę, poznać wariant życia, którego się nie wybrało, chociaż brało się pod uwagę, a którym podążała autorka. Ineke Meredith opisywała wygląd ścieżki, prowadzącej od dzieciństwa po dorosłość, powiązanej z zawodem chirurga ogólnego i stawianymi przez niego wyzwaniami, zwłaszcza w ujęciu kobiety, matki i córki. Tak jak się spodziewałam, profesja nie okazałaby się odpowiednia dla mnie, ponieważ aby się jej całkowicie oddać trzeba mieć odpowiednie nastawienie i predyspozycje. Ciężka praca, wymagająca wielu wyrzeczeń, odciskająca piętno na psychice i wykończająca fizycznie, mocno ograniczająca zdrową rutynę rodzinnego życia.

Jednakże Meredith, znakomicie sobie w wybranym zawodzie poradziła, podobnie z nałożeniem się na to macierzyństwa i opieki nad chorą rodzicielką, a w tle toksycznej relacji z ojcem. Nie ulega wątpliwości, że obecnie już inaczej patrzy się na chirurga w kobiecym wydaniu, ale przecieranie szlaków społecznej świadomości wciąż w toku. Opowiadała o ciężkim dzieciństwie, skromnych możliwościach dostępności wymarzonej edukacji, a zatem źródłach wyboru takiego a nie innego wykształcenia, o zaskakującym macierzyństwie. Większość przestrzeni książkowej poświęciła opisie zdobywanego doświadczenia, prostych i trudnych zabiegów, indywidualnych przypadków pacjentów. To także świadectwo nauki pokory, porażek i sukcesów, smutnych i szczęśliwych historii w zawodzie. Reportaż powinien trafić do osób zainteresowanych chirurgią. Dokładnie przybliża, na czym polega jej misja, jakie elementy są szczególnie satysfakcjonujące, a jakie sprawdziany czekają na lekarza. Ale i osoby spoza medycyny z zainteresowaniem go poznają.

4/6 – warto przeczytać
reportaż, medycyna, 334 strony, premiera 02.10.2024, tłumaczenie Joanna Grabarek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia.

sobota, 16 listopada 2024

25 MILIONÓW ISKIER

NIEZNANE HISTORIE PRZEDSIĘBIORCZOŚCI UCHODŹCZYŃ

ANDREW LEON HANNA

„W tym historycznym momencie mamy, jako społeczność globalna, możliwość stania się częścią opowieści o przedsiębiorczych uchodźcach, którzy potrafią rozniecać jasne iskry w najmroczniejszych okolicznościach.”

Książka poruszała bardzo istotne dla współczesnych społeczności zagadnienia. Szeroko rozumiana tematyka uchodźców, sytuacja na świecie związana z migracją ludności, kwestie przymusowych przesiedleń, ucieczek od wojny, konfliktów, przemocy, prześladowań i zmian klimatycznych. Intensyfikujący się kryzys humanitarny wymagający wielu działań, regulacji i uświadamiania. Doceniałam wagę poruszanych kwestii, obraz ludzkiego wymiaru krzywdy i cierpienia. Potępiałam okrucieństwo i bestialstwo oprawców. Zachęcałam do egzekwowania praw człowieka. Jednak tytuł nie spełnił oczekiwań. Skoncentrował się na stronie współczucia wobec uchodźców, konieczności niesienia pomocy, otwarcia granic, asymilacji kulturowej i dawania szans samorealizacji. Krytykował krzywdzące medialne narracje. Zabrakło jednak wnikliwszego rozwiewania obaw przed przyjmowaniem imigrantów. Kilka przykładów i opisów nie mogło mieć wymaganej siły przebicia w uświadamianiu. Traktowane w charakterze ciekawego materiału, owszem dającego do myślenia, lecz za mało rozwiniętego. Odniosłam wrażenie, że publikacja powstała w celach promocji uchodźców wśród międzynarodowego społeczeństwa. Wpływowa i opiniotwórcza osoba, jaką według „Forbes” jest Andrew Leon Hanna, pokazywała dobre strony przyjmowania uchodźców, ale pominęła trudniejsze wyzwania. Co nie umniejsza osobistych przekonań i zaangażowania autora w sprawę bezpieczeństwa i godności uchodźców. 

Andrew Hanna fragmentarycznie zobrazował wąski wycinek spraw związanych z przetrwaniem uchodźców, czyli zakładanie firm przez kobiety mieszkające w obozie Az-Zatari w Jordanii. Obozie funkcjonującym od dwa tysiące dwunastego roku i stopniowo zmieniającym się w stałą osadę. Z zainteresowaniem przyglądałam się losom trzech odważnych syryjskich kobiet, od mroku i cierpienia do walki o siebie i rodzinę, czujących potrzebę realizacji misji, odnajdujących się na nowo w dramatycznej rzeczywistości. Historie Jasminy właścicielki salonu sukien ślubnych i studia urody, Malak z galerią własnych obrazów, Asmy poetki i inicjatorki czytelniczej dla dzieci, wzbudzały wiele emocji, ale także podziw. Życiowa mądrość, entuzjazm i radość tworzenia okazywały się kluczami do odkrywania i definiowania siebie, pokonywania własnych słabości, budowania ducha wspólnotowości, walki o rozbudzenie współczucia, odzyskanie odwagi, nadziei, utraconych marzeń, realizacji w pasji, eliminowania przeszkód i chwytania wyzwań. Świętowanie, sztuka i edukacja nowatorsko wypełniały przymusowe pustynne domowe schronienie. Autor naświetlał w skrócie historię Arabskiej Wiosny, powstania obozów dla uchodźców, źródła ludobójstwa, ubóstwa, kalectwa, bezdomności, braku dostępu do własnego dziedzictwa, opieki medycznej i edukacji. Pokazywał, że exodus Syryjczyków do Az-Zatari to zaledwie jedna z bolesnych odsłon globalnego kryzysu uchodźczego. Zdarzały się niepotrzebne powtórzenia treści, jakby zabrakło czasu na przeczytanie całości w celu ich uniknięcia. 

Zerknij na wrażenia po zapoznaniu się z innymi książkami z serii bo.wiem (w odsłonie Mundus) przybliżone na Bookendorfinie: "Córki samurajów", "O czasie", „Notre Dame”, "Sprzedam dinozaura", "Lizbona: Królowa Mórz", "Na zawsze w lodzie", "Biblioteka w oblężonym mieście", "Kolekcjoner porzuconych dusz", "Farmaceuta z Auschwitz", "Ziemia dyktatorów", "Śmierć w lesie deszczowym", "Koń doskonały", "Za milion lat od dzisiaj. O śladach, jakie zostawimy". 

3.5/6 – w wolnym czasie
reportaż, literatura faktu, 218 stron, premiera 12.09.2024 (2022), tłumaczenie Maria Moskal
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

czwartek, 17 października 2024

NIE MÓJ ALZHEIMER

HISTORIE OPIEKUNÓW

PAULINA WÓJTOWICZ

„Alzheimer, owszem, odbiera zdolność do logicznego myślenia, ale czyni cię niesamowicie przebiegłym. Żeby osiągnąć cel, zrobisz wszystko.”

Od strony emocjonalnej książka bardzo mi przypasowała, czytając wypowiedzi opiekunów wielokrotnie przechodziły przez moje ciało ciarki, tak blisko czułam się powiązana wspólnymi doświadczeniami. Mając bezpośrednią styczność z osobą chorą na zespół otępienny płata czołowego, widzę jak potworna jest to choroba, jak szalenie trudno opiekować się kimś takim. Człowiek często zastanawia się, ile jeszcze trudów opieki zdoła udźwignąć, aby w tym wszystkim nie zapomnieć o sobie, własnych potrzebach i marzeniach, odłożonych na dalszy plan realizacji zawodowej, a przede wszystkim o własnym zdrowiu i integracji rodziny. Właśnie najgorsze jest w tym, że tak niewiele pozostaje z tego, na czym najbardziej opiekunom zależy, kiedy dzień za dniem, noc za nocą, wypełnia potrzeba nadzorowania dosłownie wszystkiego przy chorym. Wielu decyduje się na powierzenie opieki innym, ale i tak pozostaje do rozpracowania moralny dylemat, a wielu na to finansowo nie stać.

Często pytamy się sami siebie, w imię czemu takie poświęcenie, ofiarowanie własnego życia, balansowanie na linie równowagi psychicznej i usilnego poszukiwania niezbędnej energii. Nawet kiedy odpowiednio poukładamy sobie w głowie, co niestety trwa i jest procesem, u jednych dłuższym, u innych krótszym, że w miarę upływu miesięcy, a nawet lat, coraz bardziej zajmujemy się chorobą a w coraz mniejszym stopniu kimś, kto tkwi w jej sidłach i stopniowo nieodwracalnie zanika, zdajemy sobie sprawę, że na powierzchni przetrwania trzyma najczęściej wdzięczność za przeszłość, troska o codzienne funkcjonowanie chorego, miłość wyrażana czynem, poczucie przeżywania głębokiego człowieczeństwa, ale nade wszystko, pogodzenie się z tym, co nieuniknione, wymagające nieustannego dopasowywania się i akceptacji rzeczywistości.

Alzheimer wysysa z każdego opiekuna siły witalne, wystawia na wielkie próby cierpliwości, u niektórych sprawia, że przychodzą momenty, kiedy wszystko widzi na czarno, a jednak jak pomyślimy, że to nic w porównaniu z tym, co dzieje się w głowie chorego, jak musi przeżywać zanik szarych komórek, z czym nieustannie mierzyć się, aby sprostać otoczeniu, sobie i chorobie, uzmysławiamy sobie, że marudzenie i narzekanie na swoiste ubezwłasnowolnienie i przywiązanie do chorego tak naprawdę do niczego nie prowadzi, tylko wzmacnia niepokój i frustrację. Opiekunowie nie dość, że mają różne życiowe sytuacje, zmagają się z różnymi przypadkami, to jeszcze cechują się różną osobowością i temperamentem. Szalenie trudno jest dopasować wszystko do perfidnej i bezwzględnej choroby, próbować wytyczać własne zasady wrogowi, który nie uznaje żadnych zasad, lub cieszyć się z drobnych sukcesów przy chorym, gdyż często na drugi dzień niewiele już znaczą.

Poznając historie opiekunów, przedstawione przez nich samych na łamach książki, utwierdziłam się w przekonaniu, że w dużym stopniu to właśnie intuicja znakomicie mnie prowadzi, wskazuje odpowiednie kierunki pracy z chorą osobą, pozwala na korektę nieuniknionych błędów podczas opieki, zmusza do pracy nad własnym charakterem, ale też uczy niezadręczania się nieustannym zastanawianiem się, co dalej, jak wszystko pogodzić, gdzie w tym wszystkim jestem ja. Wysłuchanie głosu innych opiekunów sprawia, że człowiek z pełną mocą zdaje sobie sprawę ze skali rozprzestrzenienia się Alzheimera we współczesnym społeczeństwie, wbrew pozorom, nie tylko wśród osób starszych, i nie tylko za sprawą uwarunkowań genetycznych. 

Przerażające jest, jak pomoc ze strony państwa jest daleko niewystarczająca, a co najbardziej zatrważające, jak wiele lekarzy nawet teoretycznie nie jest przygotowanych do znajomości tej choroby, potwierdzając to niezrozumieniem istoty rzeczy i mechanicznym przepisywaniem leków. Przerobiłam siedmiu psychiatrów zanim trafiłam na właściwego, potrafiącego z chorym rozmawiać, odpowiednio ustawić leki, co więcej, wspomóc słowem i wskazówkami także opiekuna. A przecież na pewnych etapach choroby to wyjątkowo ważne, wręcz niezbędne do jak najlepszego radzenia sobie w codzienności chorego i z chorym. Podobnie jak uczestnictwo chorego w aktywizujących zajęciach, psychologicznych rozmowach, społecznej integracjach, ruchowej rehabilitacji.

Publikacja powinna trafić w ręce opiekunów, właśnie im najbardziej pomoże w zrozumieniu z czym się mierzą, o co będą musieli jeszcze powalczyć, kim mogą się stać jeśli przekroczą pewne granice. Nawet jeśli posiadamy już dużą wiedzę o chorobie, to na doświadczeniu innych można wiele nauczyć się, zorientować się, czy dobrze sobie przemyśleliśmy wybrane aspekty wzięcia odpowiedzialności za życie kogoś chorego kierując się kluczami uczuć, troski, zaufania, wspomnień i godności. Dlatego warto się z książką zapoznać, podchwycić pewne pomysły, dostrzec różnice, oswoić się z nieuniknionym stanem, zerknąć w przyszłość przebiegu choroby i niestety przejścia w nicość. Natomiast przerywniki między wypowiedziami opiekunów stanowią informacje przybliżające alzheimerowskiego przeciwnika jedynie w podstawowym wymiarze, pomocne dla osób, które są dopiero co po diagnozie i szukają pierwszego wsparcia.

Moment, gdy zanosiłam do sądu wniosek o ubezwłasnowolnienie, to jedna z najgorszych chwil w życiu. Nikomu nie życzę.”, wspomina opiekunka z książki. U mnie sama rozprawa wywołała szalenie intensywne emocje, dzięki wielkiej wrażliwości prokurator i zgodzie sędzi, mogłam siedzieć na rozprawie obok tak bliskiej mi osoby, o której ubezwłasnowolnienie wystąpiłam. Trzymałam ją za rękę, głaskałam delikatnie, dodawałam otuchy w przejściu wszystkiego, a jednocześnie sama jakbym ostatni raz szukała wsparcia u kochanego rodzica, który wcześniej zawsze mi je oferował z wielkim oddaniem i prawdziwą miłością. Życie nie jest idealne, wystawia na wielkie próby, często zrzuca na barki ogromny ciężar osobliwej misji do wypełnienia, ale każdego dnia wypełnia mnie radość z powodu jego różnorodności, poznawania świata i siebie. Czy wolałabym mniej presji i bólu powiązanej z chorobą otępienną kogoś bliskiego? Oczywiście, że tak, ale staram się dostosować się do tego, co mi oferuje los, i do tego, co niestety przyniósł bliskiej osobie. W tym znajduję osobliwe moce, by mieć siły walczyć dalej o jej godność, cieszyć się drobiazgami, ulotnymi chwilami bliskości, wbrew ograniczeniom zmierzać ku spełnieniu, a zatem i szczęściu. Gdybym pozwoliła sobie na przygnębiające myśli, nie przetrwałabym.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, 272 strony, premiera 11.09.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Ringier Axel Springer Polska.

poniedziałek, 12 sierpnia 2024

CO WIEDZĄ UMARLI

BARBARA BUTCHER

„Ludzie umieją poradzić sobie z prawdą, ale nie z niepewnością, bo pozbawiona faktów wyobraźnia prawie zawsze jest od nich bardziej przerażająca.”

Propozycja czytelnicza znacznie odbiegająca od podobnych jej, spodziewałam się omawiania konkretnych przypadków, a otrzymałam coś więcej. Opis życia medyczki sądowej, własnych doświadczeń zawodowych i życiowych. I jeszcze coś, co bardzo zainteresowało, obraz współczesnego Nowego Jorku, metropolii złożonej z różnorodnych dzielnic, a w każdej mroczny cień rzucany zbrodni rzucany na mieszkańców. Połączenie trzech kierunków narracji sprawiło, że natychmiast wciągnęłam się, wyobraźnia pracowała, do głosu dochodziły emocje, a turystyczna wizja Nowego Jorku nabrała ciemniejszych odcieni. 

Barbara Butcher szczerze pisała o życiowych błędach, potknięciach na ścieżce kariery, uwarunkowaniach rozwijaniu talentu śledczego. Bezpośredniość charakteryzowała omawianie technik kryminalistycznych, wizualizację przebiegu wydarzeń, powiązanie ciała z miejscem, nieszablonowe myślenie, szukanie zaburzeń wzorców i wyróżniających się elementów na tle ogólnego obrazu. Ciekawie było zagłębiać się w psychopatologię morderstwa, inną niż naturalna śmierć, w tym również samobójstw. Spotkanie z książką zaliczam do udanych, pozytywnie zaskakujących doborem tematycznym treści, dających materiał do refleksji o ludzkiej egzystencji. Śmierć fantastycznie uczy szacunku wobec życia.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, 346 stron, premiera 17.07.2024 (2023), tłumaczenie Tomasz Bieroń
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

środa, 17 lipca 2024

SELMA

JESZCZE DALEJ NIŻ POŁUDNIE

DOMINIK SZCZEPAŃSKI

„Przed rejsem nie zaplanowaliśmy, co dokładnie zrobimy, jeśli wmarzniemy w lód i będziemy musieli spędzić w nim zimę... każdy dokona własnego wyboru… (zostanie na jachcie lub wyruszy w drogę do najbliższej stacji).” Piotr Kuźniar

Niektórych przygód podróżniczych nie zaliczę w życiu, z różnych powodów, ale na szczęście mogę je przeżyć czytając i oglądając fotorelacje innych lub o innych, którym się to udaje. Żegluga polarna przyciąga tajemniczością odkrywanych miejsc, obietnicą niezwykłej eksploracji, skrajnymi przeżyciami, poczuciem uczestnictwa w mega wymagającym wyzwaniu sportowym. Nie tylko walka z drastycznie trudnymi warunkami atmosferycznymi, radzenie sobie z ogromną porcją wyzwalającej się adrenaliny, przekonywania siebie samego, że wciąż pragnie się w tym uczestniczyć, ale również umiejętność odnalezienia się w grupie, tworzenia pozytywnych relacji z uczestnikami wyprawy, oddania części siebie innym. Biały świat lodowych labiryntów, mroźnych wiatrów, śnieżnych zamieci, nieprzejednanych mgieł, przyciąga surowym pięknem, trzeba naprawdę się w nim rozsmakować, aby zdobyć się na wiele wyrzeczeń, przekraczać własne granice, zmierzyć się ze słabościami, jednakże nagroda warta jest tego wszystkiego. Pozytywnie zazdroszczę zebranych doświadczeń i wspomnień ekipie jachtu Selma, w dwa tysiące piętnastym roku realizacji celu jakim było pobicie rekordu świata w żegludze najdalej na Południe i próbie wejścia na czynny wulkan Erebus znajdujący się na Wyspie Rossa.

Oprócz wciągającej treści, warto podkreślić, że logicznie i zgrabnie usystematyzowanej, publikacja cechuje atrakcyjna i spójna szata graficzna. Bogactwo kolorowych zdjęć, przydatnych map z wytyczonymi szlakami wyprawy, ale też wyróżnionych haseł objaśnianych w słowniczku zamieszczonym na końcu. Oprócz relacji z podróży do najdalszych południowych zakątków Ziemi, jako przerywniki między rozdziałami, odwołania do historycznych podbojów, wypraw i walk o przetrwanie w ekstremalnym mrozie. Interesująco wybrzmiewają zamieszczone na początku rozdziałów cytaty, będące podsumowaniem przeżyć z pierwszej ręki, spojrzeniem z perspektywy uczestnika czegoś wyjątkowego. Jedenaście osób połączonych szalenie zimnymi warunkami misji, podpatrujących zwierzęcych mieszkańców ekstremalnych ziem, ale i wprawiających się w codzienne funkcjonowanie na jachcie, również prezentacja aspektów zwykłych czynności w mało przystępnych warunkach, składają się na ciekawy rys informacyjny. Mam wrażenie, że książka Dominika Szczepańskiego, napisana w przyjaznym i wciągającym stylu, uwzględniająca paletę zagadnień powiązanych z przygotowaniem, trwaniem i pokłosiem ekscytującej antarktycznej przygody, podoba się szerokiemu gronu odbiorców. Przyciąga zarówno osoby chętnie zwiedzające zakątki świata pod różnymi długościami i szerokościami geograficznymi, jak i mniej aktywnych, pasjonujących się eksploracją planety z domowego fotela, w ciepłych i wygodnych warunkach uruchamiających podróżniczą wyobraźnię. Inny tytuł autora przedstawiony na Bookendorfinie to "Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza", zerknij na wrażenia po spotkaniu z nim.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura podróżnicza, reportaż, 344 strony, premiera 11.10.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 9 czerwca 2024

SERYJNI MORDERCY

MOJE DWADZIEŚCIA LAT PRACY W FBI

ROBERT K. RESSLER, TOM SHACHTMAN

„Profilowanie psychologiczne – dedukowanie charakterystyki nieznanego przestępcy na podstawie oceny drobnych szczegółów związanych z miejscem zbrodni, ofiary czy innymi czynnikami dowodowymi – było wówczas (koniec lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku) wciąż bardzo młodą gałęzią nauki (czy też sztuki).”

Gdyby książka wpadła w moje ręce trzydzieści lat temu, tak jak została napisana, z pewnością zrobiłaby na mnie większe wrażenie, przypuszczam nawet, że zachwyciłabym się jej zawartością. Sztuka profilowania seryjnych morderców zdynamizowała rozwój na tyle, że informacje z publikacji znajdziemy już w niemal każdej produkcji kryminalnej lub w powieściach detektywistycznych. Mimo wszystko, z zainteresowaniem wczytywałam się we wspomnienia Roberta K. Resslera poświęcone pracy w FBI, tworzeniu międzyagencyjnej komórki zajmującej się kreśleniem portretów oprawców na bazie miejsca zbrodni, dostrzeżonych dowodów i zebranych danych, rozmów z osadzonymi przestępcami. Ressler, chociaż sam nie był psychiatrą, znacząco przyczynił się do podniesienia rangi, konieczności zrozumienia umysłów brutalnych członków społeczeństwa, aby w przyszłości nie tylko szybciej ich łapać, ale również wcześniej ukrócić groźne działania.

Frapujące spojrzenie na sylwetkę sprawcy, rodzinne relacje, doświadczenia z dzieciństwa, typy charakterów, a nawet źródła morderstw. Psychologia przestępczości nie należy do łatwych dziedzin, cechuje ją wielki indywidualizm branych pod analizę przypadków, a zatem w dużej mierze skuteczność zależy od umiejętności sporządzającego profil. Nie ma mowy o gotowym podręczniku, który prowadziłby za rękę w nakreślaniu cech umysłu, zachowań i motywów mordercy. To właśnie Ressler wprowadził do obiegu pojęcie seryjnego mordercy, koncentrował się na behawioralnym podejściu do przestępczości, zbieraniu szczegółowych informacji o ofierze. Stworzył przełomowy program badań nad osobowością przestępczą. Ciekawie poznawało się pierwsze poczynania w tym zakresie, fazy morderstw, sposobów wysnuwania wniosków w oparciu o konkretne przypadki, interpretację charakterystycznych śladów zostawionych przez sprawców. Drapieżne fantazje oprawców wprowadzone w czyn, zakończone zabójczym rytuałem, zanurzenie w bagnie ludzkich zbrodni, dewiacje osobowości. Bycie wewnątrz umysłu mordercy i stamtąd patrzenie na świat, wszystko by lepiej uchwycić powtarzające się schematy i dowiedzieć się czegoś o pobudkach, które doprowadziły do morderstw.

4/6 – warto przeczytać
autobiografia, reportaż, 442 strony, premiera 23.01.2024 (1992), tłumaczenie Zuzanna Lomża
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 14 kwietnia 2024

RZEKI, KTÓRYCH NIE MA

MACIEJ ROBERT

„Każda rzeka jest opowieścią, ale rzeka, której nie ma, jest opowieścią szczególną, bo tutaj wyobraźnia musi pracować na wysokich obrotach, tutaj trzeba czytać między wierszami.”

Tak jak podejrzewałam, książka dostarczyła przyjemnych wrażeń czytelniczych. Wiele się z niej dowiedziałam, z entuzjazmem podchwyciłam temat rzek, których nie ma, z zaciekawieniem podążałam ich szlakiem. Nie spodziewałam się, że aż tak szczegółowo można było wejść w poruszane zagadnienie, z miłością do płynącej wody, poznawaniem przebiegu potoków, dociekliwością historii rzeczek i spojrzeniem na działalność człowieka w obszarze rzek. 

Maciej Robert w bardzo przyjemnym stylu snuł opowieść o niewidocznych lub znikających rzekach. Sprawiał, że im więcej prezentował materiału, tym bardziej chciałam poznać więcej. Nie tylko podróże nad rzeki, rzeczki, strumyki, wyschłe kanały, ale również flirt ze sztuką, literaturą, wzmiankami o znaczeniu, kolorycie, skojarzeniu, emocjach powiązanych z rzekami. Wędrówki śladem wody i słowa, tego, co na mapach i w rzeczywistości, w kierunku świadectwa istnienia lub niewidoczności. Wyschnięte puste koryta skrywały przeszłość, którą frapująco odkrywałam. Niechciane rzeki ustępowały miejsca potrzebom miast, a przecież to właśnie one były źródłem powstawania wokół nich osad, z czasem zajmujących coraz większe przestrzenie.

Jako mieszkanka Łodzi skwapliwie czytałam o wielkomiejskiej tkance z perspektywy rzek zamkniętych w podziemiach. Wpadło kilka ciekawostek, o których nie miałam pojęcia, wiele elementów natychmiast budziło skojarzenia. Tropienie wymyślonych, nieistniejących, okresowych, ukrytych rzek miało smak odkrywania i niecodziennej przygody. Niesamowite, jak w nazwach ulic czy placów zachowała się pamięć miasta o rzekach. Łódka, Ner, Olechówka, Bzura, Jasień, Sokołówka, Augustówka, Bałutka, Łagiewniczanka, albo Karoloewska, Jasieniec, Wrząca. Dwadzieścia kilka łódzkich rzek, a przecież nie ma opcji, aby wybrać się na dłuższy spacer wzdłuż ich brzegów. Pierwszy zetknęłam się z mitem założycielskim powiązanym z Pabianką. 

Publikacja, na którą warto zwrócić uwagę, poznawać poprzez spokojne dawkowanie, zaglądać do przywołanych utworów, podchwytywać atrakcyjne wtrącenia, uważnie spojrzeć na plany miast, skonfrontować z wycieczkowym zmysłem obserwacji, podchwycić pasję zgłębiania rzecznych tajemnic. Najbardziej urzekła mnie część poświęcona Łodzi i okolicom, znakomicie się w niej odnalazłam, poczułam szczególny klimat paradoksalnej „królowej rzek”, nabrałam chęci prowadzenia samodzielnego śledztwa poszukiwania rzek, których nie ma. Mam wrażenie, że ten tytuł przyciągnie mnie ponownie, wiele w nim przyjemnej duchowej strawy.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, esej, 334 strony, premiera 05.07.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 20 lutego 2024

AFRYKA TO NIE PAŃSTWO

[PRZEDPREMIEROWO]

PORA PRZEŁAMAĆ STEREOTYPY 

DIPO FALOYIN

„Chyba nic na tym świecie nie zostało przeczołgane tyle razy przez pole minowe zakłamanej rzeczywistości, co Afryka – kontynent pięćdziesięciu czterech państw, ponad dwóch tysięcy języków i miliarda czterystu milionów ludzi.”

Wreszcie książka o Afryce, którą przyjmuję z wielkim entuzjazmem. Właśnie czegoś takiego szukałam, chciałam otrzymać obraz kontynentu widziany przez pryzmat tego, co w jego duszy gra, brzmi w każdym zakątku lądu, śpiewa w sercach ludzi, zachwyca odmienną indywidualnością, ale jednocześnie zmierza ku wierności sobie. Odejście od szkodliwych stereotypów o Afryce, wszechobecnych w światowej polityce, gospodarce i popkulturze, sprawiło, że mogłam dotknąć Czarnego Kontynentu takim, jakim naprawdę jest. Interesująco przedstawia się materiał dotyczący tego, co i jak sprawiło, że masowo przyjmuje się taki a nie inny koloryt wizerunku Afryki, dokąd zaprowadziła ją dramatyczna kolonialna historia, z czym musi się zmagać i w jakim kierunku może podążać?

Dipo Faloyin odczarowuje idealistyczny pejzażowy portret Afryki, podobnie czyni z wzmacnianymi powielaniem obrazami nędzy, głosu i chorób. Kończy z infantylnym pojmowaniem Afryki lansowanym przez dziesiątki lat. Przybliża do ogromnej różnorodności, zawiłości, wielorakości i rozwarstwienia, nie tylko geograficznego, etnicznego i językowego, ale także w aspekcie tożsamości, osobowości, jedności, mozaiki doświadczeń i kolażu społeczności. Jakże to dalekie od traktowania Afryki jako jednego kraju pozbawionego niuansów, będącego synonimem biedy, konfliktów, korupcji, wojen domowych, wielkich przestrzeni jałowej czerwonej ziemi i olśniewających zachodów słońca. Mroczny kolonializm, napędzanie walk etnicznych przez zachodnie i europejskie mocarstwa, wspieranie dyktatur w imię ubijania interesów, kradzież dziewięćdziesięciu procent materialnego dziedzictwa kontynentu, grabież surowców naturalnych, protekcjonalne traktowanie, postawienie poza prawem do samodzielnego rozwiązywania problemów, szkodliwe akcje charytatywne, wypaczające afrykańską kulturę produkcje filmowe.

Autor znakomicie snuje narrację, w przyjazny sposób potrafi oczarować opisem miasta, potrawy wzbudzającej wiele emocji, zganić lub pochwalić znane filmy skojarzone z Afryką, ale również odnieść się do zmian klimatycznych, sportu, muzyki, czy wewnętrznych walk o sprawiedliwość i równość. Często sięga po instrumenty ironii i humoru. Oczywiście, można zarzucić, że prezentuje jedną stronę medalu, obraz Afryki, jaki głęboko leży mu na sercu, ale szybko przekonujemy się, że w znacznej mierze ma rację. Książka zwłaszcza dla osób, które z góry patrzą na Czarny Ląd i jego mieszkańców. Jestem przekonana, że po zapoznaniu się z nią wydawać już będą inne opinie i nie opierać się na kłamliwych przekonaniach zbiorowości narzuconych odgórnie niejako przez zasiedlenie w światowej świadomości. Również osoby sympatyzujące z tym kontynentem wiele wyniosą z publikacji, mnóstwo ciekawych perspektyw, frapujących zagadnień, chociażby wciąż brak zwrotu zgrabionych artefaktów przez kolonizatorów, albo prostych linii na mapie Czarnego Lądu, czy nikczemnych i skrajnie nieuczciwych postaw. Reportaż zdecydowanie wart uwagi.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
reportaż, 384 strony, premiera 21.02.2024 (2022), tłumaczenie Wojciech Chachalis
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.