poniedziałek, 31 sierpnia 2026

MILENIUM

JOHN VARLEY

„Zmiany, jeżeli są niewielkie, korygują się same w sposób, którego nikt nie rozumie, ale który szydzi ze wszystkich teorii na temat wolnej woli.”

Wciągająca porcja fantastyki, w sam raz na wieczór czytelniczy. Nie jest to przełom w gatunku literackim, ale porządna przygoda, nieco inna od pozostałych, będąca swoistą grą z czasem, manipulowaniem nim. Chodzi nie tylko o podróże w przeszłość i przyszłość, ale również o ratowanie ludzkości przed końcem jej czasu. John Varley utrzymuje opowieść w sensacyjnej odsłonie, z dwutorowymi naprzemiennymi relacjami uczestników zdarzeń, lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku i oszałamiający przeskok do dziewięćdziesiątego dziewiątego stulecia. Z jednej przestrzeni Bill Smith, prowadzący śledztwo w sprawie największej w dziejach lotnictwa katastrofy, zderzenia dwóch samolotów nad kalifornijskim niebem, a z drugiej Louise Baltimore, szefowa zespołu przechwytującego, wysyłana na misje, w jej odczuciu do starożytnych tragedii. 

Autor nie koncentruje się na dokładnym opisie rzeczywistości, w której żyje kobieta, ale krok po kroku odsłania ogólne warunki egzystencji. Kilka ciekawych pomysłów w wyglądzie i zachowaniu, niekiedy zabawnych kontekstów sytuacyjnych, ale z poczuciem dokonanych zniszczeń i strat przez ludzkość. Frapujące refleksje nad tym, do czego przyczyni się współczesna cywilizacja, co pozostawi po sobie kolejnym pokoleniom, na jaki los ich zgotuje. Błędy popełniane teraz mają dalekosiężne konsekwencje, wyrządzane szkody rzutują na kolejne pokolenia, nawet w liczbie piętnastu tysięcy pokoleń. Globalne zanieczyszczenie planety, zagrożenia zabawą bronią nuklearną, brak skutecznych rozwiązań i kontroli przemysłowej zachłanności, doprowadzenie do stanu, kiedy jedynym ratunkiem dla planety stanie się eliminacja ludzkości. Wyczuwa się atmosferę polityczną i społeczną połowy ubiegłego stulecia, uzasadnione obawy i refleksje.

Nie da się ukryć, że niektóre fragmenty powieści tracą ekscytującego ducha lub aktualność, przykładowo losy pasażerów Titanica. Do innych przylegają proste rozwiązania. Niekiedy bohaterowie wchodzą w role bezwiednych marionetek, chociaż wcześniej wykazywali się walecznością i determinacją. Nie do końca przekonuje sens działań istot z przyszłości, w ogólnym zarysie tak, ale przydałyby się bardziej wyraziste detale w finałowej odsłonie, w końcu i my współcześnie czasem natrafiamy na twonki, anachroniczne przedmioty, i nie potrafimy wyobrazić sobie, by stworzyli je poprzednicy, a świat się nam przez takie tajemnice nie burzy. Czasy, w których powieść została napisana bezpowrotnie minęły, pozostaje jedynie we wspomnieniach starszych czytelników, dlatego „Milenium” może nie zdobyć zrozumienia w oczach młodszych odbiorców. Ale czterdzieści kilka lat temu książka zanurzała we frapujące wizje, imponowała długością jednostek czasowych, w których się poruszała. Uważam, że warto pochylić się nad tematyką podjęta przez nią, wyłapać aluzje do historycznych wydarzeń, uczestniczyć w lotniczym śledztwie. Zastanowić się, czy faktycznie zdarzenia mają tendencję do powrotu na swoje wyznaczone tory? Jak dużo nas dzieli od tego, aby komputery wykazywały się poziomem ludzkiej wyobraźni i empatii? Czy wolna wola podlega przeznaczeniu? 

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Podniebna krucjata", "Księżycowy pył", "Wszystko jest iluzją", "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Wieczny pokój", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4/6 – warto przeczytać
fantastyka, klasyka, 310 stron, premiera 19.05.2026 (1983), tłumaczenie Lech Jęczmyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 30 sierpnia 2026

PAŁAC TAJEMNIC

AGNIESZKA PIETRZYK

„Brak pytań otwiera usta ludziom.”

Dobrze od czasu do czasu wejść w lżejszy kryminał, zwłaszcza po tych brutalnych i krwawych, odciąć się od intryg koncentrujących się na opisach zbrodni i przestępstw. Agnieszka Pietrzyk proponuje czytelnikowi powieść, będącą czymś na kształt dialogowej relacji, która bazuje na rozmowach kluczowej bohaterki z mieszkańcami starego mazurskiego pałacu. Atmosfera zamkniętej przestrzeni, obejmującej wielowiekowy zaniedbany budynek, ogród i jezioro, nasyconej ludzkimi przeżyciami i emocjami, posesji z zaniedbanymi murami, będącymi świadkami tajemnic, podgrzewa wyobraźnię i skłania do podążania tropem odkrywania tego, co skryte w ludzkich sercach i pamięci. 

Filarami scenariusza zdarzeń, ciekawego i złożonego, są ustne sprawozdania mieszkańców pałacu, głównie z dnia zabójstwa rosyjskiego małżeństwa i zniknięcia ich piętnastoletniej córki. Każdy przytacza własną wersję wydarzeń i typuje sprawcę makabryczności. Zadziwiające z jaką łatwością wypowiadają się i udzielają szczegółowych informacji. Pomysł na fabułę bardzo mi podchodzi, ale moc przyciągania jego prezentacji okazuje się średnia. Śledzę rozwój wypadków, odpływanie bohaterów do wspomnień, próby naciągania rzeczywistości, ale nie czuję wielkich dreszczy emocji. Może dlatego, że wkrada się kilka mało prawdopodobnych incydentów, ale to nie one najbardziej mnie uwierają, lecz niedostosowanie stylu wypowiadania się postaci do wykształcenia, statusu społecznego i cech osobowościowych, wypadli sztucznie.

Widzę potencjał w zaglądaniu w różnorodne sploty i frapujące szkice losów zwykłych ludzi, wypełnione mniej lub bardziej zakamuflowanymi sekretami, ale trochę żal, że nie zostaje w pełni wykorzystany. To, że w błędnie zostaje podany numer jednego z mieszkań traktuję życzliwie, w końcu śledztwo, obojętnie czy prowadzone przez pisarza, dziennikarza lub policjanta, wymaga weryfikowania faktów. Podoba mi się zabieg włączenia wilgotnej pogody do klimatu powieści, burze szalejące w przyrodzie, zawieruchy w ludzkich losach, mżawki omywające grzechy, krople deszczu niczym łzy czyszczące mroczne smugi na sumieniach, nieprzeniknione mgły roztaczające aurę tajemniczości. Mimo kilku zastrzeżeń spotkanie z książką zaliczam do przyjemnych i ciekawych, pomaga uciec od codzienności, prowadzi kryminalnym szlakiem przekazów komunalnej społeczności o zbrodni, jej źródłach i konsekwencjach.

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał, 262 strony, premiera 29.06.2026 (2011)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nemezis.

piątek, 28 sierpnia 2026

MARTWE KWIATY

TAJEMNICE ZBRODNI tom 1

MARTA REICH

„Była strasznym wampirem energetycznym, wysysającym energię z innych ludzi.”

Prawda jest taka, że cokolwiek człowiek by nie wymyślił, życie i tak otrzymuje palmę pierwszeństwa w tworzeniu scenariuszy ludzkich losów. Mam wrażenie, że twórcy kryminałów, nawet jeśli uważają swój pomysł na fabułę za oryginalny, często okazuje się on wyjątkowo zbieżny z okolicznościami zbrodni, która gdzieś na świecie została popełniona. Natura człowieka cechuje się wieloma mrocznymi zakamarkami, w których długie cienie rzucają negatywne emocje, w pewnym momencie dochodzą do głosu i odrzucają podpowiedzi rozsądku. No i jeszcze zwykły sadyzm, narastająca toksyczność rozprzestrzeniająca się w aurze codzienności, łamiąca życie, a nawet je odbierające. Bardzo ciekawią mnie, ze względów psychologicznych, nie tylko biografie morderców i opisy przestępczych czynów, ale również powieści bazujące na prawdziwych zbrodniach.

Dlatego z entuzjazmem przywitałam książkę Marty Reich, fabularyzującą zbrodnię dokonaną nie gdzieś tam w świecie, ale na polskim podwórku. Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku nie tylko warszawska opinia publiczna wstrzymała oddech dowiadując się, kto stał za morderstwem, rozczłonkowaniem i porzuceniem zwłok ofiary, czterdziestoletniej pracownicy telewizji, cała Polska interesowała się tym. Im głębiej sięgało śledztwo, im więcej napływało dowodów, tym sprawa ukazywała się w coraz bardziej osobliwym i trudniejszym do uwierzenia obrazie. Jeszcze dziś, kiedy przegląda się informacje na jej temat, wzbudza mieszane odczucia i wyzwala sprzeczne emocje, podobnie jak wysokość kary zasądzonej przez sąd za okrutną zbrodnię. Ale właśnie, okrucieństwo i nienawiść także mogą ukazać dwa oblicza. Podobał mi się sposób prowadzenia kryminalnego wątku przez autorkę. Pierwsze dwie z czterech części powieści mocno przykuły uwagę, zaangażowałam się w ich treść. Czułam znakomite przygotowanie pisarki od strony merytorycznej i umiejętność podtrzymywania klimatu niecierpliwego poznawania. Lata osiemdziesiąte nieco prosto odmalowane, ale prawdziwie.

Natomiast trzecia część, obejmująca rodzinne relacje, przybliżająca obyczajową otoczkę tła i pierwszego planu makabrycznej zbrodni, niestety zawiodła. Miałam wrażenie, że autorka za mocno weszła w sprawy spoza faktów, za dużo dała wolności wyobraźni i w przejaskrawionym stylu ukazała interakcje domowników. Siła uderzenia w czytelnika dwulicowością i hipokryzją postaci nic by nie straciła, a wręcz zyskała, na mniejszym natężeniu jadu słów i milczenia. Za to szalenie podobało mi się, że Marta Reich podjęła aspekt ukazania, że nie tylko mężczyźni, jak przyjęło się powszechnie uważać, stoją za skrajną toksycznością w relacji, że również kobiety potrafią głęboko, trwale i latami skrzywdzić wydawałoby się najbliższą im osobę, że można kogoś bardziej zranić słowem niż czynem. „Martwe kwiaty”, swoją drogą, sam tytuł bardzo dobry i symboliczny, ukazały, że funkcje społeczne narzucone kobietom nie powinny być sztywnym wzorcem. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że małżeństwa mają prawo nie mieć dzieci, nie pragnąć potomstwa, co więcej, to kobiety mają prawo wyboru, czy zostaną matkami. Kolejna refleksyjna myśl, która narodziła się po spotkaniu z książką, że nawet socjalistyczna rzeczywistość, mówiąca teoretycznie o równości, w praktyce pozwalająca jednostkom przekroczyć granicę dostępu do elitarnego zawodu, zachodnich pieniędzy i dóbr, potrafiła rodzić patologiczne zachowania. 

4/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał obyczajowy, true crime, 440 stron, premiera 20.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 27 sierpnia 2026

SCHRON

KOMISARZ SAMBOR MALCZEWSKI tom 3

MARCEL MOSS

„Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje.”

Thriller psychologiczny „Nie wiesz wszystkiego” Marcela Mossa dostarczył dobrych wrażeń czytelniczych, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po kolejną książkę tego autora, tym razem w kryminalnej odsłonie. Niestety, „Schron”, trzeci tom serii o komisarzu Samborze Malczewskim, nie zapewnił ekscytujących doznań. Wydawało się, że miał wszystko, aby wprowadzić w stan niecierpliwego poznawania, a jednak nie połknęłam bakcyla na prezentację fabuły i portrety postaci. 

Zawiodłam się od pierwszych scen powieści, opisów jak z sennych koszmarów. Nie miałam zastrzeżeń do brutalności i bezwzględności oprawcy, w mrocznej literaturze bardzo pożądanych, ale do stylu prowadzenia. Wydawał się rwany i szarpany, pobieżny i na skróty, maksymalnie przyspieszający sceny, wysoce niewiarygodny. Jakby pisany był przez początkującego autora, nabierającego umiejętności w przedstawianiu zdarzeń, albo nawet przez sztuczną inteligencję, zaledwie lekko przypominającą ludzką kreatywność. To odczucia podobne do oglądania filmów tworzonych przez AI, pozornie logika następstw, ale dziury w spójności narracji. Zatem trudno było poddać się nastrojowi grozy, za to łatwo wpaść w irytację spowodowaną niedopracowaniem. Nie uwierzyłam w rozmowę między policjantem a biznesmenem, sztuczna i niewiarygodna. 

Dalsza część powieści też miała miejsca, w których nie czułam przyciągania akcji. Jakże często i natrętnie Sambor marudził Judycie na temat jej męża, dziwiłam się, że była jeszcze w stanie go wysłuchiwać. Natomiast podobało mi się odwołanie do ludowego porzekadła „Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje”. Charakterystyczna nić klimatu, nieco tajemnicza i zgrabnie poprowadzona, mająca potwierdzenie w zapełnionym zdarzeniami scenariuszu, z wieloma mrocznymi sekretami. Plus za obecność psa, w wielu sytuacjach ratował dynamikę i ciekawie zapełniał sceny. Terror, jako jeden z nielicznych, odznaczał się wyjątkową osobowością i ukrytymi celami, nie sposób było z nim nie sympatyzować i nie dociekać intencji. 

Kluczowemu bohaterowi serii nie odmówiłam odwagi, na granicy z obsesją, i determinacji w dochodzeniu do prawdy. Jednak jego porywczość, szybsze mówienie i działanie niż myślenie, z czasem zaczynało doskwierać. Poziom prowadzonych przez Malczewskiego rozmów pozostawiał wiele do życzenia, podobnie było w dialogach innych. Na plus chłodny umysł i refleksje postaci prokuratora. Podsumowując, „Schron” nie spełnił pokładanych nadziei, nie wprowadził w stan pochłaniania książki, a jedynie przetrwania, wymęczonego i kiepsko zakończonego, zupełnie jak w losach powieściowej rodziny z przeszłości. Intryga z mocnym potencjałem zamieszania w wyobraźni czytelnika, wprowadzenia w stan skrajnych emocji, ale niewykorzystana. Obojętnie przyjmowałam, co i z kim się działo, z wyjątkiem Terroru, bałam się, że psina poniesie konsekwencje własnej niezależności i pragnienia wolności za wszelką cenę.

2.5/6 – czytasz i zapominasz
kryminał, 384 strony, premiera 28.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 26 sierpnia 2026

FANTASMAGORIE

OPOWIEŚCI O UMARŁYCH

JOHANN AUGUST APEL, FRIEDRICH LAUN, SARAH ELIZABETH UTTERSON, JOHANN KARL AUGUST MUSAUS, HEINRICH CLAUREN

"Fantazja domaga się doskonałości swoich wyobrażeń, jak rozum w swoim zakresie żąda zgodności pojęć.”

Człowiek od zawsze fascynuje się granicą między światem żywych a światem umarłych. Niewiedza, co nas czeka po śmierci, podkręca wyobraźnię. Możemy jedynie przypuszczać i mieć nadzieję na coś dobrego. A kiedy fantazja wspomaga próbę oswojenia się z tym, co nieuniknione, odczuwamy potrzebę wykreowania własnego świata w twórczej odsłonie. Powstają utwory dla rozrywki pisania i czytania. Dzięki nim przeżywamy coś wyjątkowego, unikalnego, łączącego obecność i nieobecność, coś pomiędzy nimi, oraz w zastępstwie czegoś innego, w pozorowanym obrazie szczęścia i smutku. Klasyka literatury grozy nie tylko wypełniała czas jej ówczesnym, dostarczała rozrywki na długie wieczory, skłaniała do snucia wizji, przypuszczeń i interpretacji. Podkręcała nastrój niepewności, wprawiała w strach wynikający z próby zajrzenia w coś nieuchwytnego, niewidocznego i nie do objęcia rozumem na pierwszy rzut oka, podczas gdy przy kolejnych imaginacją uchylającego rąbka tajemnicy i racjonalizującego zjawiska.

„Fantasmagorie” znakomicie odzwierciedlają lęki i obawy przed śmiercią, zaklinaniem rzeczywistości, rzucaniem klątw i wywoływaniem duchów. Dziewięć opowiadań, napisanych przez niemieckich autorów, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, czyta się z przyjemnością dla dreszczyku emocji i zajrzenia w mentalność dawnej epoki, stylu życia i oczekiwań wobec wyjaśnień w kwestii przemijania. Zamki z sekretnymi historiami, stare rody z przyrzeczeniem milczących tajemnic, przerażające obrazy jako mosty między trwałością i ulotnością, świadectwa przeżyć i prawdy. Sekrety obarczone klauzulą ciszy i dochowania wierności przodkom. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i mrożące krew w żyłach. Umowy skracające konwenanse w imię ukrycia tego, co nie powinno być ujawnione. 

Sprytne manipulowanie wyobraźnią i emocjami czytelników. Lekkie wywoływanie zdumienia odzianego w duchową szatę. Pojawianie się zjaw przekazujących wiadomości zza światów, nadnaturalnych istot odwołujących się do przeszłości. Żywi i umarli połączeni przepowiednią, genami i splotami okoliczności. Antologię poznaje się z sympatią, uczestniczy w spotkaniach z duchami przy herbatce, wnika w niesamowite historie grozy, gawędzi o tym, co nieuniknione i zdumiewające. Dłuższe lub krótsze opowieści, mniej lub bardziej dopracowane stylistycznie, swobodnie podsuwają obrazy paranormalnej rzeczywistości lub uciekają od szybkich wyjaśnień. Doświadczanie pokrewieństwa ze światem duchów, przypadkową stycznością, połowicznością świadomości istnienia. Raz mrok niegościnny i niebezpieczny, kiedy indziej familiarny i własny. Spełniające się przepowiednie śmierci lub oswojone wizje nieszczęścia. Hipnotyczne iluzje i oderwane fragmenty legendy. Świadkowie wpadający w delirium i milczące miłości. Plotki z ziarnem prawdy i ukryte skarby. Wszystko, co spragniona wyobraźnia sobie życzy.

Współczesny odbiorca tych obrazów nie odczuwa już pożądanego dyskomfortu poznawania, a jednak cieszy się dreszczykiem wciągania się w opowieści, zna mroczniejsze historie ze znacznie nowszych kryminałów i thrillerów, lecz potrafi do pewnego stopnia utożsamić się z bohaterami. Przeżył bardziej złożone fabuły, ale cieszy go intryga zaglądająca w okno przeszłości. Książka akurat na długie zimowe wieczory, kiedy cienie tańczą w blasku zapalonych świec, a wiatr i śnieg za oknem tworzą podatne dla wyobraźni malowidła. Któż z nas nie chciałby na chwilę, lub dziewięć, zajrzeć w niedostępny świat umarłych, przekonać się, że mają swoją formę istnienia i za sprawą energii potrafią coś zakomunikować? Dzięki literaturze grozy, narracji nasyconej dawną sztuką narracji, możemy w ramach zabawy poruszyć zmysły, dostrzec przerażające postaci, poczuć pocałunek śmierci, poddać się sile okropnych fantazji, wniknąć w tajemnicze zwiastuny i odczuć siłę pradawnych ostrzeżeń. Sposób na oswajanie nieuniknionej śmierci.

4/6 – wato przeczytać
literatura grozy, klasyka grozy, antologia, 330 stron, premiera 09.12.2025 (1812-1851)
tłumaczenie Barbara Grunwald-Hajdasz
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

NIMITZ NA WOJNIE

OD PEARL HARBOR DO ZATOKI TOKIJSKIEJ

CRAIG SYMONDS

"Możemy jedynie czekać i wykorzystywać każdą okazję, która nam się nadarzy.”


Bardzo dobrze spędzałam czas z książką, wiele czasu poświęciłam i uznałam, że jak najbardziej warto było. Początkowo obawiałam się, że lektura przytłoczy wojennym żargonem, jednak szybko zorientowałam się, że niepotrzebnie się o to martwiłam. Craig Symonds dołożył starań, aby publikacja była zrozumiała i łatwa w odbiorze dla każdego, doskonale wyważył słownictwo, zrezygnował z uszczegółowionych militarnych określeń. Opisami bitew dopełniał treść, nie stworzył z nich głównego członu. Przyjął założenie, by przybliżać sylwetkę Chestera W. Nimitza z dwóch ujęć. Pierwsza perspektywa obejmowała biały admiralski wizerunek, powiązane z nim predyspozycje, podejście do misji powierzonej przez prezydenta Franklina Delano Roosevelta. Druga przybliżała Nimitza jako człowieka, z pełną gamą cech charakteru, rysów osobowości, odnoszenia się do ludzi, w tym rodziny. Pomostem między perspektywami okazał się wyjątkowy styl dowództwa, prowadzenia negocjacji i lawirowania wśród politycznej elity.

Udało mi się skonfrontować wcześniej poznane zastrzeżenia wobec stylu podejścia Nimitza do wojennej operatywności, uzyskane przez wzmianki w literaturze popularnonaukowej, w tym z wypowiedziami  jego bezpośredniego przełożonego – admirała Ernesta Josepha Kinga, z charakterystyką podaną przez autora. W „Nimitz na wojnie” uzyskałam obraz człowieka obdarzonego wielkim talentem czytania i prowadzenia rozmów z ludźmi, strategicznego geniusza i wyjątkowego dowódcy. Poznałam cechy wyróżniające go na tle innych. Pogoda ducha, spokój, skromność, cierpliwość, śmiałość, odwaga, a także szelmowskie poczucie humoru. Uważny styl dowodzenia, powściągliwość w krytyce, zimna krew w krytycznych sytuacjach, niezależne i śmiałe decyzje, twarda ręka, kiedy wymagała tego sytuacja, żelazna konsekwencja, a co bardzo cenne, biegłość w rozumieniu i przewidywaniu posunięć wroga. Zastanawiałam się, czy to nie była przesadzona pozytywna opinia, ale skoro Nimitz taki był, dlaczego tego nie oddać w książce.

Craig Symonds przybliżył materiał w czterech chronologicznych odsłonach - przejęcie dowodzenia, Południowy Pacyfik, ofensywa przez środkowy Pacyfik i rozwiązanie. Wzbogacił publikację licznymi zdjęciami i przydatnymi dla wyobraźni mapami. Mnóstwo ciekawostek i anegdot, wypowiedzi osób, które znały kluczową postać w morskiej wojnie z imperium japońskim. Do przygotowania ograniczonej czasowo biografii na wysokim poziomie, przyczyniło się dogłębne poznanie archiwów, dokumentów, fotografii, listów, dzienników, pamiętników, medycznej dokumentacji i rodzinnych pamiątek. Wszystko, by z należytą starannością przedstawić okres dowodzenia Chestera W. Nimitza i kształtowania biegu drugiej wojny światowej na Pacyfiku, prób sił i determinacji, sprytu i ryzyka. Tysiąc trzysta czternaście dni dowodzenia największą flotą morską w historii i toczenia największych w dziejach morskich wojen. Od Pearl Harbor do Zatoki Tokijskiej, od klęski do zwycięstwa, od 1941 do 1945 roku.

5/6 - koniecznie przeczytaj
biografia, historia, 508 stron, premiera 12.02.2025 (2022)
tłumaczenie Łukasz Hajdrych, Łukasz Witczak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 23 sierpnia 2026

PSY RAS DROBNYCH

OLGA HUND

„Szacunek do siebie jest dla mnie nieosiągalny, zostały mi smutek i wstręt, a między nimi wypełniacz z łez.”

Bardzo ucieszyłam się, kiedy tytuł wpadł w moje ręce, tym bardziej, że prestiżowo nagrodzony. Wiele się spodziewałam, ale zawiodłam się. Tematyka chorób psychicznych jak najbardziej mnie interesuje, zwłaszcza ujęta niestereotypowo, lecz tutaj fabuła podążała w złym kierunku. Luźne lub naderwane kartki z pamiętnika, fragmentaryczne zapiski, to dobry pomysł, ale za nim poszła niestety powierzchowność treści. Kiedy wydawało mi się, że nawiązywałam nić zrozumienia z narratorką, natychmiast uwierało wypunktowywanie dziwactw chorób, jakby w sensacyjnym tonie, bez emocjonalnej bazy, z naciskiem na śmieszność z łzami w tle. 

Oczywiście, pobyt na oddziale psychiatrycznym to rodzaj traumy, zwłaszcza jak doświadcza się znieczulicy i rutyniarstwa ze strony personelu, jednakże rzeczywistość nie została odmalowana w szerszym spektrum zachowań, także tych pozytywnych, pomagających i inspirujących do uwolnienia się od choroby. Czyżby faktycznie nikt tego nie oferował w takich placówkach? Czyżby opisy indywidualnych historii podopiecznych i funkcjonowania w zaburzonej społeczności były głównie wyrazem żalu i czegoś na kształt zawodu doświadczanego przez narratorkę. Środki farmakologiczne otępiające świadomość i społeczne wzorce zachowań, rutynowa bierność w wykwalifikowanym leczeniu, organizacji zajmujących zajęć i spotkań, pilnowanie, aby wszystko zgadzało się na papierze. Domyślamy się, że jest i ciemniejsza strona opieki medycznej, ale z pewnością nie tylko. A może właśnie o to chodziło autorce, aby pokazać intensywność smutku, żalu i samotności pacjentów, w zamkniętym świecie, uzależnionym od opieki innych. Powstaje wówczas pytanie, do kogo adresowana jest książka. Jak do chorych, to lepiej, aby nie zderzali się z takimi opisami. Jak do czytelników, to tylko tych, którzy muszą zmagać się z chorobą bliskich, chcą lepiej zrozumieć, co dzieje się w myślach i jakie są źródła takich a nie innych zachowań, jednak odpowiedzi otrzymają tylko w bardzo podstawowym i ograniczonym wymiarze. Natomiast mega spodobał mi się tytuł książki, to właśnie jemu przyznałam dodatkowego plusa. Niestety, spotkanie z książką zaliczam do nieudanych, niewiele z niej wyciągnęłam dla siebie.

2.5/6 – czytasz i zapominasz
literatura współczesna, 126 stron, premiera
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

sobota, 22 sierpnia 2026

PISANE KRWIĄ

OLE VIK tom 4

JØRGEN JÆGER

"Twarde drzewo potrafi się złamać jak zapałka, gdy wiatr dmucha naprawdę mocno, a giętkie przechyla się i prostuje, kiedy wichura minie.”

Przygodę z lensmanem Ole Vik zaczęłam od końca. Nie miałam świadomości, że to seria i natknęłam się akurat na czwarty tom. Każdą odsłonę można czytać niezależnie w aspekcie zagadki kryminalnej, zaś w sferze obyczajowej lepiej podążać tropem właściwej kolejności. Inspiracją do napisania książki stały się prawdziwe wydarzenia. Autor uwzględnił odpisy wzbudzających grozę listów z pogróżkami od szaleńca i prywatny dramat jego rodziców. „Pisane krwią” spodobało mi się, zwłaszcza, że lubię norweski klimat kryminałów, stawiających na coś więcej niż czystą intrygę, nawiązujących do istotnych aspektów współczesnego stylu i kultury życia. Miałam czas na śledzenie zagadki w scenariuszu zdarzeń, ale i na zastanowienie się nad poruszanymi zagadnieniami z tła powieści. 

Spokój miasteczka wywrócił się do góry nogami, gdyż starannie przygotowane akcje zabójstw mroziły krew w żyłach i wprawiały ludność w zatrwożenie. Przerażająco dobrze przemyślane zabójstwa utrudniały pracę śledczych, pojawiały się wciąż nowe pytania. Policjanci krążyli wokół tych samych informacji i próbowali dopasować elementy mrocznej układanki, jedne pasowały od razu, inne dopiero z czasem, pozostałe wymagały dłuższego okresu, by odsłonić wierzchnią stronę. Ole Vik skupiał się dokładnie na tym dochodzeniu, w danym momencie tylko jednym zajmował się, dlatego brakowało mi towarzystwa kontynuowania rozpoczętych śledztw. Taka jednotorowość docierania do prawdy nie urozmaicała powieści. Dodatkowo, niemrawość śledztwa mogła zawieść czytelników oczekujących dynamicznych rytmów, zwłaszcza, że pewne aspekty powinny wcześniej zaistnieć w podejrzliwości lensmana. Zdarzały się mało realne incydenty, przyspieszały finałową odsłonę, lecz nie wybrzmiewały prawdopodobnie. „Pisane krwią”, mimo kilku zastrzeżeń, wywołało dobre wrażenia czytelnicze, wpasowało się w słuchanie książki i jednoczesne wykonywanie innych czynności, chętnie sięgnę po wcześniejsze tomy.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, premiera 01.06.2023 (2007)
tłumaczenie Iwona Zimnicka, lektor Paweł Paprocki
audiobook, Word Audio Publishing International, godziny 7 godzin i 36 minut

czwartek, 20 sierpnia 2026

FROST I PIERWSZA SPRAWA

JAMES HENRY

prequel serii JACK FROST (tom 0.5) 

„Jak tylko wydaje ci się, że zwietrzyłeś trop, ślady prowadzą całkiem gdzie indziej.”

Po poznaniu całej serii o detektywie Jacku Froście („Frost I Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”, „Frost i mordercze zadanie”, „Frost i sroga zima”, „Frost i zabójcza oferta”) R.D. Wingfielda, zainteresowałam się wejściem w jego uniwersum, ale napisanym po śmierci autora przez Jamesa Gurbutta i Henry’ego Suttona. Panowie skoncentrowali się oni na początkach kariery policyjnej głównego bohatera, co uznałam jak najbardziej za słuszne i pomysłowe. 

Przyjemnie spędziłam czas z książką, wciągnęłam się w fabułę, podobało mi się kontynuowanie cech charakteru Frosta, uwzględnienie osobliwego sposobu bycia, a nawet to, że dopiero się one kształtowały, były zatem podane w łagodniejszej odmianie. Miałam wrażenie, że wszystko zgrabnie i zgodnie wykreowano, lecz gdzieś w sercu, wyobraźni i przywiązaniu zabrakło charakterystycznego pazura Wingfielda. Nie było źle czy nudno, nawet ciekawie rozwijał się scenariusz zdarzeń, lecz duch stylu narracji i postępowania z kluczową postacią pozostawił niedosyt. Potwierdza się, że niezwykle trudno zbliżyć się do oryginału i autentyczności, pierwowzór, zwłaszcza ten z entuzjazmem przyjęty, będzie stał na pierwszym miejscu. Co nie znaczy, że nie można było miło i intrygująco spędzić czas z prequelem, mając jednak świadomość, że przygodzie sprzyjał klimat lekkich wakacyjnych wyzwań czytelniczych. 

Wiele się działo od strony kryminalnej, tak jak miał to w stylu Wingfield, James i Henry dołożyli starań, aby śledztwa nakładały się tworząc wielowymiarową fabułę. Porwanie nastolatek, brutalne pobicie kobiety, zniknięcie mężczyzny, interwencje chuligańskie, zakłócanie porządku, skok na kasę mieszkaniową, wypadek drogowy, alarm bombowy, podpalanie aut i zagrożenie epidemią wścieklizny. Każde dochodzenie okazywało się niecierpiącym zwłoki. Dopieścili drugoplanowe postaci, relacje na posterunku i darcie kotów z szefem. Frost już wtedy wkraczał w sferę ekscentryczności, flejowatości, wyglądu menela, ślizgania się po przepisach i lekceważenia procedur. Nie był jeszcze tak zmanierowany i bezczelny, jak w późniejszym etapie życia, jednak i tak dawał się we znaki przełożonym, chociaż przez współpracowników był lubiany i doceniany.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 286 stron, premiera 01.07.2013 (2011), tłumaczenie Agnieszka Klonowska
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 19 sierpnia 2026

FROST I ZABÓJCZA OFERTA

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 6

„Kierował się zasadą: najpierw przytakiwać, a potem robić swoje.”

Na nietuzinkowego inspektora Jacka Frosta znów spadło mnóstwo detektywistycznych zagadek. Stanowczo zbyt wiele rzeczy działo się naraz, a on nie dawał rady na bieżąco wszystkiego ogarnąć. Pies znajdujący ludzką stopę, seria gwałtów na nastolatkach, porwanie dziecka, napady rabunkowe na starsze kobiety, trucizna w sklepowych produktach spożywczych, zaginięcie trzynastolatki i jej chłopaka, zwłoki na nasypie kolejowym, siatka internetowych pedofilów, defraudacja pieniędzy, zabójstwo włamywacza, zniknięcie szpitalnej pielęgniarki. I spisek uknuty przeciwko inspektorowi. A z przeszłości wyłoniła się nierozwiązana sprawa ciała odnalezionego na dziedzińcu kościoła. Czy udało się detektywowi dopasować wszystkie elementy zbrodniczych i przestępczych łamigłówek? Czy stare metody prowadzenia śledztwa sprawdziły się? W szóstym tomie sporo nostalgicznych nut, ale również akcenty o podłożu horroru. 

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii („Frost i Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”, „Frost i mordercze zadanie”, "Frost i sroga zima"). Seria o detektywie inspektorze Jacku Froście, ciekawych drugoplanowych postaciach, trzymała wyjątkowo równy poziom. Nie były to kryminały wprowadzające w zachwyt, ale wystarczająco trzymające w napięciu, aby chcieć podążać śladem morderstw i profili sprawców. W sam raz na mniej wymagający wieczór czytelniczy, w towarzystwie osobliwie sportretowanej postaci i klimatem angielskiego miasteczka.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 366 stron, premiera 30.06.2012 (2008), tłumaczenie Agnieszka Klonowska
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 16 sierpnia 2026

COPYCAT

MIECZYSŁAW GORZKA

„Tam gdzie normalny człowiek widzi przeszkody i nie podejmuje działania, szaleniec może widzieć tylko gładką autostradę do sukcesu.” 

Ostatnio zastanawiałam się nad sugestią, czy prawdą jest, że nie ma ludzi normalnych, gdyż każdy na coś cierpi w ujęciu psychologicznym, tylko większość nie jest zdiagnozowana, bo lepiej dostosowała się do norm społecznych i płynnie wkomponowała się w oczekiwane zachowania. Autor znakomicie wbił się w tę tematykę kreacją części postaci, wymykającym się zaszufladkowaniu, obarczonym większą lub mniejszą traumą z przeszłości, potrafiącym wykazać się skrajną nieodpowiedzialnością lub nadmiernym zaufaniem wobec obcych. 

Zatem powieść nie tylko ciekawie wypełniła czas, ale również podsunęła materiał do refleksji. Na ile to, co kształtowało nas w przeszłości, zdominowało obecny stan naszego ducha? Czy tak naprawdę jesteśmy w stanie, nawet pomimo długiego życia, uporać się ze złymi doświadczeniami z dzieciństwa? W jakim stopniu zło, które nas dotknęło, przeniosło się na cechy charakteru? Podobało mi się wnikanie w psychologiczne warstwy, przemyślenia i przeżycia bohaterów, dostosowywanie źródeł fiksacji i obsesji do motywów wypowiedzi i zachowań. Co prawda, kilka manewrów wykonanych przez Agnieszkę Dudek, niemal ćwierć wieku temu porwaną i zgwałconą przez Bestię ze Środy, w jej obecnym życiu zaskoczyło nastawieniem i wydźwiękiem, nie do końca ją rozumiałam. Z zainteresowaniem przyglądałam się dziwacznym działaniom komisarza Marka Rosińskiego, obciążonego stratą ukochanej osoby, wobec pewnej kobiety. Zastanawiałam się, czy ilość fobii, które dopadły Roberta Wójtowicza, współwłaściciela agencji reklamowej, kiedyś podejrzanego o zamordowanie sekretarki, nie przekroczyła dopuszczalnych norm.

Intryga została interesująco rozpisana, bazowała na utartych schematach docierania krok po kroku do prawdy, ale z wyostrzonym pazurem. Jako filar fabuły uwzględniała obecność seryjnego mordercy naśladowcy, lecz wsparła go dwutorową akcją i różnymi odcieniami mroku. Seria tragicznych zdarzeń podgrzewała atmosferę niepokoju, zachęcała do podążania tropem zbrodni, ale w moim odczuciu, za bardzo ujawniała niektóre elementy psując zabawę w interpretację i typowanie tożsamości czarnego charakteru. Nawet uwzględniając ślepe uliczki w śledztwie, trudność w dopasowaniu poszczególnych elementów, doskonałość w planowaniu przez zabójcę, wyprzedzającego osoby podążające jego śladami. Pierwsze spotkanie z bogatą twórczością Mieczysława Gorzki miałam przy okazji „Poszukiwacza zwłok”, intrygującej i wciągającej powieści, po „Copycat” nie wyszłam już z tak mocnymi wrażeniami, lecz zaliczyłam do udanych.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 424 strony, premiera 12.08.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 15 sierpnia 2026

FROST I SROGA ZIMA

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 5

„Potrafię rozwiązywać sprawy prowadzone przez kolegów, za to nie umiem poradzić sobie z własnymi.”

Niemal siedemset pięćdziesiąt stron a powieść wcale nie dłużyła się. Zespoliłam się już z charakterem kluczowej postaci, nawiązałam z nią solidną nić sympatii, wybaczyłam niestosowne żarty, jednocześnie z uznaniem przyjmowałam celne riposty i trafne spostrzeżenia. Inspektora Jacka Frosta nie sposób było obojętnie traktować, wywoływał ekstremalnie mieszane odczucia, ale w tym tkwił jego charakterystyczny rys, trzeba przyznać, że konsekwentnie wykreowany i prowadzony.

Piąty tom skupiał się na rozwiązaniu sprawy kradzieży biżuterii, portfela, napadu na sklep, skoku na stację benzynową, śmierci młodej prostytutki, znalezieniu ciała innej kobiety lekkich obyczajów, szkieletu odkrytego w domu wystawionym na sprzedaż, a także zaginięcia dwójki dzieci chodzących do tej samej szkoły. Nie było łatwo, nagromadzenie incydentów, utknięcia w martwych punktach, brnięcie w ślepe uliczki. Czy trzeba było uciekać się do naginania faktów, żeby poszczególne elementy do siebie pasowały i odpowiadały wysuwanej teorii? A może doszło do przełomowego momentu, niezmiernie potrzebnego w detektywistycznej pracy, a bazującego na prawdzie? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii („Frost i Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”, "Frost i mordercze zadanie").

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 738 stron, premiera 01.01.2009 (1999), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 14 sierpnia 2026

FROST I MORDERCZE ZADANIE

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 4

„Zemsta najpierw się tli, aż wreszcie wybucha jasnym płomieniem.”

W czwartym tomie detektyw inspektor Jack Frost staje do walki z wyjątkowo sprytnym mordercą, musi zatem wznieść się na wyżyny własnych umiejętności i pomagającej mu dotąd intuicji. A nie jest to łatwe, przełożeni nie są przychylni i czepiają się niekonwencjonalnych metod dochodzenia do prawdy. Czy i tym razem sprawdzą się stare metody prowadzenia śledztw, bazujące na logice i inteligencji, ale również podstępie i sprycie? 

Rozwiązania wymagają sprawy serii włamań i prób morderstw, zaginięcia mężczyzny, zwłok siedmiolatka znalezionych na opuszczonej przez kiedyś dobrze prosperujące sklepy ulicy miasta Denton. Do tego dochodzi porwanie piętnastolatki i żądanie za nią okupu przez gang, oraz zidentyfikowanie ciała mężczyzny pozostawionego na obszarze zdewastowanych domków letniskowych, w bunkrze na węgiel. I jeszcze odzyskanie medalu wojskowej zasługi męża przejętej kradzieżą staruszki. Nie znikają rabunki w domach starszych ludzi, tym razem funkcjonujące za zasłoną fałszywych pracowników wodociągów. Wiele się dzieje, akcja prowadzona szybkim tempem, zaś głównemu bohaterowi dopisuje osobliwe poczucie humoru. Lektura z intrygą na letnie wieczory, mniej dla pracy szarych komórek, więcej dla relaksu. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z poprzednimi tomami serii („Frost i Boże Narodzenie”, „Frost i zastraszone miasto”, „Frost i ciemna noc”).

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 672 strony, premiera 23.10.2008 (1995), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 12 sierpnia 2026

FROST I CIEMNA NOC

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 3

„Powiedz durniom to, co chcą usłyszeć, a potem będziesz się usprawiedliwiał – mniej więcej tak wygląda moja filozofia.”

Przerażająco ciemna noc zapada w angielskim miasteczku Denton, liczącym sto tysięcy mieszkańców i skrywającym wielokrotność tajemnic. Wandale grasują na cmentarzu, listy z pogróżkami docierają do ludzi skażonych potępianymi społecznie czynami, dochodzi do serii samobójstw, brutalne napady dotykają starszych ludzi. Jakby tego było mało, znika staruszek, odnalezione zostają zwłoki zamordowanej kobiety w krypcie i ciało nieboszczki w rodzinnym domu. Nie brakuje innych przestępczych dowodów działalności. Wszystko to spada na jedną policyjną głowę, inspektora Jacka Frosta. Pozornie roztrzepany i niefrasobliwy wyjątkowo dobrze radzi sobie w łamigłówce trudnych do rozwiązania spraw. Kieruje się instynktem, za nic ma krytykę przełożonego, podąża własną ścieżką docierania do prawdy. Ale czy mnogość i różnorodność spraw tym razem go nie przytłacza? Sympatyczny kryminał, z bogactwem intrygujących incydentów, sporą dawką humoru i osobliwą kluczową postacią. W sam raz na wakacyjną przygodę czytelniczą, wciągająco, ale bez zobowiązań pozostawienia w pamięci. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem („Frost i Boże Narodzenie”) i drugim („Frost i zastraszone miasto”).

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 612 stron, premiera 01.01.2008 (1992), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 11 sierpnia 2026

FROST I ZASTRASZONE MIASTO

R.D. WINGFIELD

JACK FROST tom 2

„Jeśli człowiekowi przytrafi się w życiu jakiś pech, to los mu to potem rekompensuje.”

I w drugim tomie detektyw inspektor Jack Frost stanowczo za dużo ma spraw na głowie, a przez to chodzi wiecznie niewyspany i zaniedbany. Jednak skuteczności rozwiązywania morderstw i przestępstw nie można mu odmówić. Byłam zaskoczona, jeśli nie zszokowana, specyficznym humorem głównego bohatera w pierwszej odsłonie serii („Frost i Boże Narodzenie”), ale z czasem oswoiłam się i traktowałam z przymrużeniem oka wszelkie sprośności i celne riposty. Tendencja takiego dowcipu utrzymuje się i w drugim tomie. Mam wrażenie, że w obecnych czasach tego typu zachowanie postaci byłoby ostro krytykowane, ale czterdzieści lat temu nie spotykało się jeszcze z nagonką czytelników. Frost jest jeden jedyny i niepowtarzalny w radzeniu sobie z wszechobecnymi mrocznymi aktami. Zaginięcie piętnastolatki, seria gwałtów, kradzież pieniędzy, postrach pielęgniarek, śmierć jubilera, zniknięcie policjanta, plaga włamań, a wszystko zaczyna się od znalezienia mocno poturbowanego ciała w toalecie publicznej w Denton, z wyobrażenia spokojnym miasteczku..

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 582 strony, premiera 20.11.2007 (1984), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

FROST I BOŻE NARODZENIE

R.D. WINGFIELD 

JACK FROST tom 1

„Musiałem to zrobić… On by mnie zabił… Musiałem to zrobić...”

Sympatyczne spotkanie z kryminalną odsłoną powieści. Bardzo dużo dzieje się i to właśnie mi się podoba. Autor nie skupia się na jednym, czy dwóch wątkach, ale proponuje wiele kierunków intrygi. Zaginięcie ośmioletniej córki prostytutki, śmierć dwunastolatka, kradzież części elektronicznych, oraz trup sprzed trzydziestu odnaleziony w lesie. Nie zawodzi również ilość ciekawie sportretowanych postaci, a wśród nich jednej szczególnej – Jacka Frosta. Kluczowa postać z pewnością nie należy do tuzinkowych, przeprowadza śledztwa według własnego uznania, krnąbrnie nie daje się podporządkować przełożonym, nie cierpi papierkowej roboty, jak tylko może oddaje ją innym, nawet kosztem pozbawienia się sukcesu w statystycznych rozliczeniach. Frost obdarzony jest specyficznym humorem, nie każdemu czytelnikowi może on podejść, ale nie da się mu odmówić nietuzinkowości i konsekwencji.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 430 stron, premiera 01.01.2007 (1984), tłumaczenie Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Książka wypożyczona z biblioteki.

sobota, 8 sierpnia 2026

ZAPOMNIANY PERGAMIN

PHILIPP VANDENBERG

„Strach jest złym doradcą.”

Sympatycznie relaksująca powieść. Łączy wiele elementów z różnych gatunków literackich. Nie brakuje kryminalnej intrygi, tajemnicy sprzed wielu wieków, sensacyjnych zwrotów akcji, odwołań do różnych gałęzi sztuki, historycznego rysu i religijnego tła. Narracja przyjemna, szybko przebiega się po stronach. Bohaterowie ciekawie sportretowani, chociaż nie spodziewajcie się solidnych podstaw psychologicznych. Nie brakuje licznych zmian w scenariuszach ich losów. Wątki ciekawie łączą się, powstaje wrażenie lekkości fabuły i trafionego tempa akcji. Wydarza się wiele rzeczy, pozornie nie wiążą się ze sobą, jednak pozostają w określonym związku. Incydenty fałszywie podobne do siebie, ale kiedy bliżej się przyjrzeć ujawniają się różnice. Rozczarowujące zakończenie, jednak innym może się spodobać. Czy faktycznie wiedza jest wrogiem wiary? Jak zbrodnia w klasztorze Monte Cassino sprzed pięciuset lat może wywoływać zatrważające skutki? Pierwsze spotkanie z twórczością Philippa Vandenberga zaliczam do wystarczająco dobrze skonstruowanych i podanych, akurat na wakacyjny relaks, zaraz sięgnę po kolejną książkę pisarza.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, 524 strony, premiera 01.01.2007 (2006), tłumaczenie Sława Lisiecka
Książka wypożyczona z biblioteki.

LANDSBERG, MIASTO Z MGŁY

MACIEJ J. DUDZIAK

„Miasto nie wiedząc jeszcze dlaczego, na moment wstrzymało oddech.”

Początkowo znakomicie bawiłam się przy książce, wciągnęłam się w niesamowitą atmosferę, przenikniętą mgłą i mrokiem, zaglądającą w ciemną stronę ludzkiej natury. Z czasem wrażenia lekko ostudziły się, na co wpływ miały powtórzenia przenikającej do wszystkiego mgły i nie do końca trzymająca w napięciu intryga kryminalna. Co ciekawe, im głębiej w las, tym bardziej fabuła podszyta była elementami fantastyki. Mimo zastrzeżenia o spadku mocy przyciągania uwagi odbiorcy, spotkanie z powieścią zaliczam do interesujących. Kiedy zorientowałam się, że scenariusz zdarzeń niekoniecznie mi przypasował, zrobiłam unik w oczekiwaniach i większą uwagę zwróciłam na frapujące odniesienia do społecznych zasad zachowań tłumu, przekonujące odwołania o historycznym podłożu, zajmujące nawiązania do współczesnych elementów narodowego radykalizmu. 

Maciej Dudziak ukazał jak nienawiść przybiera formę prawa, do czego zdolna jest przystosować się jednostka, kiedy walczy o życie, jak zimno przeszłości szczelnie zatacza koło na osi czasu. Podobało mi się ukazanie rozwoju procesu zmian systemowych, w miastach i w ludziach, od subtelnych zniekształceń, niemal niezauważalnych fałszów, poprzez zwiastuny nadciągających tragedii, do coraz smutniejszej melodii egzystencji, a jednocześnie intensyfikacji chorej potrzeby sprawowania władzy nad drugim człowiekiem. Jak niewiele potrzeba, aby granica do piekielnego zła została przekroczona i nie było już odwrotu od masowych zbrodni? Jak wielkim instrumentem w kształtowaniu złą staje się milczenie ludzi interpretowane jako przyzwolenie?

I jeszcze góra Horstberg, oddziałująca w niepokojący sposób, owiana zamazaną tajemnicą i niechlubnymi incydentami z dawnych czasów. Landsberg tysiąc dziewięćset trzydziestego trzeciego roku, nasilający się głód, wszechobecna cisza, zatrważająca niepewność, brutalny ostracyzm i bezwzględne morderstwa. W ciągu miesiąca przepadały bez śladu dzieci, dochodziło do makabrycznych zbrodni, podsycania negatywnych nastrojów społecznych, wykorzystujących strach i gniew ludzi. Komisarz Carl Faber próbował dotrzeć do tożsamości zwyrodnialca starannie planującego morderstwa małoletnich, zapobiec kolejnym wyrachowanym i perfekcyjnie inscenizowanym tragediom. We wzór scenariusza wplatały się mroczne dźwięki zaklęte w pozytywce, makiaweliczne symbole, osobliwe ślady i powtarzalności stające się sygnaturami.

4/6 – warto przeczytać
kryminał retro, 380 stron, premiera 03.05.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

piątek, 7 sierpnia 2026

NAZNACZONY

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 8

„Potrafił zrozumieć, dlaczego stołeczna policja może być drażliwa na punkcie czegoś, co zaczynało wyglądać raczej na predylekcję niż na zbieg okoliczności.”

Nie wiem jak zdołam dotrwać do kolejnego tomu serii, z wyjątkową niecierpliwością wyczekiwać będę jego pojawienia się. „Naznaczony” pozostawił z niedosytem przypuszczeń, jak dalej potoczą się losy Cormorana i Robin. Jestem szalenie ciekawa, jakie niespodzianki przygotuje dla czytelników znakomita autorka. "Naznaczony" to powieść z udanie zbudowaną fabułą, wielowarstwową i wielokierunkową. Ogromną radość sprawiało jej poznawanie, śledzenie poczynań pary detektywów, ale i sekretarka Pat robiła świetną robotę klimatyczną, z pazurem humoru i bezpośredniością. Tym razem chodziło o rozwiązanie zagadki okoliczności śmierci mężczyzny, którego ciało znalezionego w skarbcu sklepu jubilerskiego. Tropy pokazywały, że wydarzyło się tak wiele bezsensownych rzeczy, że szalenie trudno było poskładać ich elementy nie tylko w całość, ale nawet fragmentarycznie. Czy prywatni detektywi zdołali kolejny raz wyprzedzić policję w dociekaniu prawdy? Do jakich sekretów dotarli? Proponuję zerknąć na wrażenia ze spotkania z poprzednimi odsłonami serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew”, „Serce jak smoła”, „Wartka śmierć”), przybliżonymi na Bookendorfinie. Kryminały sprawiały wielką frajdę poznawania i wkręcania się w intrygę. Zachwycały opisami, liczebnością postaci, mrocznym klimatem. Stanowiły bogatą pożywkę dla dociekań, interpretacji i wyobraźni. Zaliczyłam je do mocno satysfakcjonujących przygód czytelniczych.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 940 stron, premiera 26.11.2025 (2025), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 6 sierpnia 2026

WARTKA ŚMIERĆ

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 7

„Mordercy są niewolnikami swoich przyzwyczajeń.”

Kryminał wypełniony akcją i emocjami, wiele się dzieje, a przy tym ciekawie przybliża kontekst sekt i pułapek zastawianych na wiernych. Szalenie mi się podoba, od strony kryminalnej, obyczajowej i religijnej. Owszem, niektóre sploty okoliczności i incydenty lekko naciągane, ale w niczym to nie przeszkadza. Przeniknięcie do Powszechnego Kościoła Humanitarnego wiąże się z ogromnym ryzykiem, utraty nie tylko zdrowia fizycznego i psychicznego, ale nawet życia. Ciężar śledztwa bierze na siebie Robin, zaś Cormoran poświęca czas sferze pomocy partnerce i prowadzi pozostałe sprawy agencji. Jak wyciągnąć z sekty kogoś, kto został całkowicie przez nią opanowany? Szybko okazuje się, że tam, gdzie nie ma ciała, do głosu dochodzą piętrzące się wątpliwości. "Wartka śmierć" ukazuje jedno z najbardziej wymagających dochodzeń pary detektywów. Książka prawdziwa cegła, jednak za takimi przepadam, ochoczo przedłużam czas spędzany z ulubionymi postaciami. Zerknij na poprzednie odsłony serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew”, „Serce jak smoła”), przybliżone na Bookendorfinie, sprawiają wielką frajdę poznawania, angażują w intrygę, zachwycają opisami, wciągają w mroczny klimat.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 958 stron, premiera 06.12.2023 (2023), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 4 sierpnia 2026

SERCE JAK SMOŁA

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 6

"O biegu życia decyduje przede wszystkim charakter.”

Mocno przywiązałam się do serii, ujmowała mnie tym, że w każdym tomie penetrowałam inny rodzaj morderstwa, okoliczności popełnienia i klimat dociekania prawdy. W „Serce jak smoła” przestawiłam się na dwie rzeczywistości, prawdziwą w świecie Cormorana i Robin, oraz internetową naznaczoną nienawiścią i krzywdą. Początkowo trudno było mi się wdrożyć w śledztwo, postaci i kanały komunikacyjne, ale z czasem nabrałam wprawy. 

Kiedy zabici zostali twórcy kultowej kreskówki do akcji wkroczyła para prywatnych detektywów. Musieli wykazać się szczególną ostrożnością, wytrwałością i dociekaniem. Nic nie wydawało się takim, jak powinno być. Pojawiła się ważna postać, nadkomisarz Ryan Murphy, warto było zwrócić na nią uwagę. Wkradały się wątki ugrupowań terrorystycznych, kampanii dezinformacji i samobójstw. Jakże często coś, co uznawaliśmy za prawdę, wcale nią nie było. Zerknij na poprzednie odsłony serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”, „Niespokojna krew”), przybliżone na Bookendorfinie, sprawiają wielką frajdę poznawania, angażują w intrygę, zachwycają opisami, wciągają w mroczny klimat. Zdecydowanie zachęcam do poznania, szybko się zaprzyjaźnicie z bohaterami i poczujecie detektywistyczną grę. 

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 1048 stron, premiera 26.10.2022 (2022), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

NIESPOKOJNA KREW

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 5

"Nie jesteśmy swoimi błędami. Dopiero nasze podejście do własnych błędów pokazuje, kim jesteśmy.”

Cormoran Strike, były oficer Wydziału ds. Specjalnych, człowiek z wewnętrznym impulsem nakazującym tropić, rozwikływać i przywracać porządek we wszechświecie moralności, zabrał się za prowadzenie kolejnego śledztwa. Dociekał tego, co stało się kilkadziesiąt lat temu z matką klientki. Sprawa wciąż nie została rozwiązana przez policję i wydawało się, że nie było żadnych szans, aby dotrzeć do prawdy. Jednak Strike nie poddawał się, i wspólnie z Robin dopatrywał powiązań między zwyczajnymi zbiegami okoliczności. Aktywnie przezwyciężali komplikacje, często narażali się na niebezpieczeństwo, odkrywali ukryte informacje, docierali do świadków, zgłębiali się w tajemnice i interpretowali zaskakujące incydenty. A ich wzajemna relacja coraz bardziej komplikowała się, trzeba przyznać, że autorka atrakcyjnie prowadziła ten kierunek powieści. Znakomicie czytało, przeżywało i dociekało prawdy w kryminale. Poprzednie odsłony serii („Wołanie kukułki”, „Jedwabnik”, „Żniwa zła”, „Zabójcza biel”) również sprawiały wielką frajdę poznawania, angażowały w intrygę, zachwycały opisami, wciągały mrocznym klimatem.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 910 stron, premiera 25.11.2020 (2020), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 2 sierpnia 2026

TYTAŃSCY GRACZE

PHILIP K. DICK

"Byli formą życia opartą na krzemie, nie na węglu. Ich cykl metaboliczny był długi, a katalizatorem nie był tlen, lecz metan.”

Bardzo lubię przygody czytelnicze z klasyką fantastyki, nie musi opierać się na naukowej aurze, chociaż jak najbardziej ochoczo i po taką sięgam, ważne, aby dawała z większej perspektywy spojrzenie na ludzkość i cywilizacje, a przy tym zajmowała losami zmagającymi się z przeciwnościami jednostek i grup. Refleksyjny wgląd w naturę człowieka, istotę człowieczeństwa, umiejętności i spryt w zetknięciu się z myślącymi kosmicznymi istnieniami, zwłaszcza zagrażającymi Ziemi i jej mieszkańcom. Czy bylibyśmy słabi, bezbronni i bezwolni wobec przybyszy z różnych zakątków wszechświata, w ich oczach zacofani i bezradni, podatni na manipulację i sprawowanie nad nami kontroli? A może tkwiłoby w nas coś, co mogłoby przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę, narzędzia intelektu, śmiałe myśli i wyjątkowa determinacja? Skoro w ziemskim życiu nie jesteśmy zawsze w stanie dostrzec wewnętrznego wroga, zapobiec jego destrukcyjnym działaniom, to czy dalibyśmy sobie radę z zewnętrznym istnieniem opartym na innych zasadach życia i rozumowania? A może nie potrzeba Obcych, abyśmy zniszczyli to, co napędza nasz rozwój, kulturę i społeczeństwo?

Philip K. Dick w „Tytańskich graczach” osadza bohaterów w chaotycznej mieszaninie strachu i lęku, tak charakterystycznej dla politycznych antagonizmów mocarstw lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, czasów zimnej wojny, jednak przesuwa suwak na osi czasu do połowy dwudziestego drugiego wieku. Jakże inna rzeczywistość, ludzkość wyniszczona własną ręką, z minimalną zdolnością do prokreacji, z miastami pustkowiami, w których straszą upiory przeszłości. I Gra, która z różnorodnymi odmianami losów, nieprzewidywalna i o metanowym porządku, dostępna tylko dla nielicznych, zarazem wygranych i przegranych, oparta na zasadach i przypadku, unikająca zależności przyczynowo-skutkowych, ale skoncentrowana na infiltracji i konkretnych wygranych. I jeszcze tajna organizacja, dominująca w sferze tajemnic, trudna do inwigilacji i rozszyfrowania, podobnie jak słabe i mocne karty tytańskich graczy. Jak mielibyśmy przeniknąć do czegoś, co byłoby niezrozumiałe, wygrać z czymś, co podlegałoby nieustannej zmianie, a blef tylko pozornie łatwo dałby się wykryć i sprawdzić? Skąd mielibyśmy wiedzieć, że właśnie teraz bralibyśmy w udział w rozgrywce na planetarną skalę, a może właśnie zostalibyśmy z niej wykluczeni, przesunięci niczym pionki, pozbawieni władzy, nawet jeśli iluzorycznej? Na Bookendorfinie przybliżam inne książki Philipa K. Dicka („Prawda półostateczna”, "Opowiadania najlepsze", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Teraz czekaj na zeszły rok"), zerknij i wybierz coś dla siebie.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 272 strony, premiera 16.06.2026 (1963)
tłumaczenie Teresa Tyszowiecka, ilustracje Wojciech Siudmak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.