NIEZNANA HISTORIA POLSKICH CHŁOPEK WE FRANCJI
SYLVIE APRILE, MARYLA LAURENT, ELŻBIETA ŁĄTKA-LIKH, MONIKA SALMON-SIAMA, JANINE PONTY
„Pamięć o tej migracji kobiet, długo ukrytej na francuskich wsiach, odżywa również dzięki pracy zbierania świadectw podejmowanej przez potomków – nosicieli często traumatycznej pamięci pokoleniowej.”
Warto było sięgnąć po reportaż, odsłaniał wąski fragment historii żeńskiej części polskiego społeczeństwa. Kobiet podążających za chlebem do Francji, do regionu Indre i Loary, pracujących w rolnictwie i gospodarstwach domowych, w latach 1930-1935. Wówczas Francja bardzo potrzebowała taniej zagranicznej siły roboczej do pomocy w odbudowie kraju i zapełnieniu luki powstałej w wyniku ucieczki za lepszym życiem ludności ze wsi do miast. Książka odkurzała małą, ale jakże ważną część przeszłości, umożliwiła poznanie okoliczności pracy, świadectw w postaci listów, językowych i społecznych odniesień.
Z zainteresowaniem poznawałam kolejne rozdziały. Każdy ukazywał wybraną tematykę z innej perspektywy. Jedne były mniej wciągające, inne bardziej. Kilka bazowało na podłożu naukowym, pozostałe opracowano w luźniejszej formie. Trzonem stały się listy dziewcząt i młodych kobiet o tym, co je spotykało ze strony pracodawców, jak czuły się na obczyźnie, oraz prośby o wsparcie. Adresatką była Julia Duval, inspektorka, ciekawa postać, o której wcześniej nic nie wiedziałam. Zapomniane papiery, podniesione do rangi świadectw, trudnych i bolesnych doświadczeń, odzwierciedlały ułamki przykładów losów, od pełnych nadziei do pełnych obaw o przyszłość.
Korespondencja cechowała powtarzalność, prosty język obarczony błędami ortograficznymi, niewyrobiony charakter pisma, jednak wyraziście odczuwałam emocje samotnych kobiet, przeciążonych pracą, przygnębionych moralnie, pozostawionych w obcym kraju z niechcianymi ciążami i długami. Dołączone do publikacji zdjęcia na zawsze utrwaliły młode twarze imigrantek, przemawiały do wyobraźni zatrzymanymi w obiektywie ułamkami chwil, pozwalały zajrzeć na moment w duszę uchwyconych kobiet. Publikacja zawierała także przykłady dokumentacji dotyczącej imigrantek. Nie zabrakło bibliografii i przypisów. Chętnie wsłuchiwałam się w głosy polskich chłopek, poznawałam skalę i barwę listów, jak mocno przebijały się nuty izolacji, samotności i poczucia krzywdy. Jednocześnie miałam świadomość wybiórczości relacji w książce, ze względu na brak świadectw o dobrym traktowaniu, warunkach mieszkaniowych i płacy, przystosowaniu się do obcego języka, stylu życia, kuchni, zwyczajów i religijności.
4/6 – warto przeczytać
praca zbiorowa, reportaż, 20.08.2026, tłumaczenie Elżbieta Łątka-Likh
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz