poniedziałek, 26 października 2026
APETYT NA ŻYCIE. ŚWIAT W KOLORACH MARIANNY
„Zakochanie w każdym wieku dodaje skrzydeł, nieważne, czy ma się dwadzieścia lat czy sześćdziesiąt, czy więcej.”
Potrzebowałam czegoś nieskomplikowanego w intrydze, lekkiego w klimacie, ale z refleksyjnymi nutami. Przeszukując półki z domowej biblioteki trafiłam na tę książkę, a przypominając sobie pozytywne wrażenia ze spotkania z innym tytułem Renaty Czarneckiej („Apetyt na życie. Kornelia od serca”), stwierdziłam, że powieść pomoże mi zrelaksować się w przyjemny i urokliwy sposób. Nie zawiodłam się, ale „Apetyt na życie. Świat w kolorach Marianny” zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się tak wiele życiowego humoru w fabule, bo chociaż nie należała do złożonych, to właśnie dowcipnym spojrzeniem na los potrafiła dużo nadrobić. Nieco straciła na prostych dialogach i nieskomplikowanym scenariuszu zdarzeń, ale równoważyła to zwiewnością scenariusza zdarzeń. Zgrabnie zachęciła do wejścia we włoskie klimaty, społeczności, miejsca, tradycję i kuchnię.
Wydawało mi się, że autorka przedobrzyła w konstrukcji kluczowej postaci, uczyniła z niej mega egzaltowaną sześćdziesięciosześcioletnią kobietę, ale przekornie, właśnie ten rys zachowania najbardziej imponował i zbliżał do Marianny. Świeżo upieczona emerytka za nic miała swój wiek, społeczne oczekiwania i wyobrażenia rodziny na swój temat, chciała i potrafiła cieszyć się nową miłością. Nie dała się stłamsić poczuciem, że czegoś nie wypada lub nie przystoi babci, a za chwilę prababci. Ciekawie śledziło się perypetie wyrastające jak grzyby po deszczu, problemy, na które trudno znaleźć rozwiązania, czasami krytyczne spojrzenia na samą siebie. Kibicowałam Mariannie w tym fragmencie życia, chciałam, aby udało się jej pogodzić wiele rzeczy, stawiałam się w sytuacji bohaterki i zastanawiałam się, jak ja bym postąpiła będąc na jej miejscu, a to już za kilka lat. Nie żałowałam okazywania jej sympatii, nawet jeśli odbiegała od wzorca osoby, którą wyobrażałam sobie podczas poznawania kolejnych rozdziałów. Podziwiałam niespożytą energię, chwytanie za wymagające fizycznych sił zajęcia, podążanie tropem szybko przychodzących do głowy zamysłów. Chciałam mieć tyle odwagi co Marianna, otwartości wobec innych, a przede wszystkim apetytu na życie. Czy udało się byłej nauczycielce języka włoskiego zacząć korzystać z właśnie zdobytej wolności zawodowej? Jak bardzo sięganie po szczęście odbiegało od jej planów, zamierzeń i wyobrażeń? Czym zaskoczyła na plus nawet samą siebie?
4/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 218 stron, premiera 10.07.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.
wtorek, 15 września 2026
APETYT NA ŻYCIE. KORNELIA OD SERCA
RENATA CZARNECKA
„Ten gwar, ten hałas są życiodajne, pełne energii, świadczą o tym, że życie toczy się tuż obok, pod nosem, i trzeba w tym życiu uczestniczyć.”
Zajawka na okładce podsunęła trop czegoś nieoczekiwanego, trochę przewrotnego i przekornego, ale szybko zrozumiałam, że wchodzę w powieść mocno trzymającą się rzeczywistości, w dużym stopniu prawdziwą i bez sztucznego ubarwiania. Dopóki sami nie dobijemy do brzegu pewnego wieku, możemy tylko przypuszczać, z czym wiążą się wyzwania codzienności, jak człowiek funkcjonuje i czuje się na danym etapie życia, do jakiego stopnia ulega wezwaniom serca i uważnie wsłuchuje się w głos rozsądku, jak podchodzi do drzemiących w nim marzeń i pragnień. Dwudziestolatka wiele różni od trzydziestolatka, czterdziestolatka od pięćdziesięciolatka, a między sześćdziesięciolatkiem i osiemdziesięciolatkiem to przepaść. Im więcej dziesiątek od roku urodzenia, tym szersza odległość wzajemnego postrzegania przez młodą i starszą osobę.
Ale czyż w naszym wewnętrznym dziecku, zwłaszcza świadomie pielęgnowanym i docenianym, bez względu na metrykę, znaczącą rolę nie odgrywają podobnie targające emocje? Szczęśliwi ci, którzy doceniają każdy aspekt życia, bez względu na troski i straty, szczęście i spełnienie. Najgorzej, kiedy człowiek sam sobie odbiera radość, chwytając się przekonania, że nie wypada mu już czegoś robić w pewnym wieku. Lepiej podążać za myślą, że jako senior czy seniorka bardziej powinniśmy przejmować się opinią własną o nas samych niż komentarzami i kpiącymi uśmieszkami innych. W końcu, życie ma się tylko jedno i trzeba z niego wycisnąć ile się tylko da, także w jego zimowej porze. Dopóki nie krzywdzimy innych, świat nam wiele wybacza.
Renata Czarnecka przedstawiła codzienność osiemdziesięciolatki, spojrzenie doświadczonymi oczyma na świat, nią samą i rodzinny dorobek. Świadomość powolnego odchodzenia, żegnania z życiem z godnością i zrozumieniem cyklu natury, należy do najtrudniejszych wyzwań. Podobnie ciężko jest ustępować pola młodszym, powierzać swoje życie, wybory i decyzje innym, nawet życzliwym bliskim. Chcą dobrze, ale nieświadomie mogą krzywdzić nadmierną troską, czułością i empatią. Kornelia, matka dwójki starszych już córek, z diametralnie różnymi pomysłami na scenariusz życia, pod patronatem opieki została przesadzona z domu z ukochanym ogrodem do mieszkania w bloku. Nie chciała nikomu sprawiać kłopotu, narażać Michalinę i Iwonę na dodatkowe obowiązki, dlatego z bólem serca, ale podporządkowała się ich wskazówkom.
Autorka znakomicie ukazała społeczne niezrozumienie i niecierpliwość wobec starszych, często lekceważenie i upokarzanie, a nawet agresję, albo niedostrzeganie i pomijanie wzrokiem, także niewielką chęć czerpania z dobrych rad i hierarchii wartości. Oczywiście, nie każdy tak postępuje, ale jest trend odgradzania się od starszych. Kornelia ceniła rutynę codzienności, spokojny rytm dnia, drobne przyjemności, zaś córki pragnęły, aby towarzyszyła im w szybko rozwijającej się współczesności. To, co dla nas dobre, niekoniecznie innym odpowiada. Wiele aspektów zostało poruszonych w powieści, chociażby samotność, tęsknota za tym, co było, przywiązanie do znanych miejsc, sprzeciw wobec bierności, spadek sprawności psychicznej i fizycznej. Bardzo w to wszystko wpasowała się finałowa odsłona powieści, cechująca się normalną naturalnością.
Kornelia zaskakiwała fizycznym duchem, wielokilometrowymi spacerami i biegami. Bardzo żałuję, że moi rodzice nie mogli cieszyć się taką sprawnością, że nie było im dane wyłapać wzrokiem kleszcza u psa. Niestety, ze względu na różne choroby, nie każdy może dobrze przeżyć ostatni okres życia. Jakże ważną staje się wówczas obecność kogoś z dobrym słowem, pocieszeniem, przytuleniem i pomocną dłonią. Emocjonalnie podchodziłam do refleksji kobiety, prawdziwych i szczerych, wartych przemyślenia i odniesienia do własnych. Nie przekonywały dialogi, niekiedy wymuszone, odsłaniające sprzeczność osobowości drugoplanowych bohaterów, nieco na siłę naprzemienną rolę w interpretacji zdarzeń. Zbiegi okoliczności, chociaż mało prawdopodobne, to jednak podkreślały, że wiele zależy od splotu okoliczności, ale jeszcze więcej od nas samych.
Im jestem starsza, tym bardziej cenię sobie satysfakcję wypływającą z regularności stałych zajęć, uśmiech dla drobnych przyjemności, swobodne wyrażanie siebie, oddalenie od toksycznych osób a zbliżenie do realizacji odkładanych marzeń. Dostrzegam w sobie coraz większe zrozumienie i cierpliwość do popełnianych pomyłek, zapominania o czymś, powolniejszego kojarzenia, potknięć językowych, nieogarniania żargonu młodzieżowego i szybkości rytmu dzisiejszego życia. Brakuje mi jeszcze trochę do okazywanej przez Kornelię pokory wobec życia i śmierci, pogodzenia się z tym, co nieuniknione, patrzenia na starzenie się własnych dzieci, ale mam jeszcze dwadzieścia lat, aby dorównać bohaterce. Jak wiele mogę jeszcze zrozumieć i zinterpretować, dotknąć i poczuć, ogarnąć i uporządkować, na swój sposób delektować się życiem, pasjami, obecnością bliskich i radosnymi niespodziankami. Idę we właściwym kierunku, w zgodzie z indywidualną melodią ducha, czasem w wygodnych kapciach, kiedy indziej z uwierającymi drzazgami.
4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 230 stron, premiera 22.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

