Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2026

POMIĘDZY NAMI GÓRY

CHARLES MARTIN

"To zaskakujące, co cenimy, kiedy jest z nami naprawdę źle."

Ciekawe spotkanie czytelnicze, w przyjemny sposób wypełnia kilka godzin relaksu z książką. Nie trzyma mocno w napięciu, lecz we frapujący sposób wciąga w śledzenie fabuły. Wyjątkowo trudne wyzwania przed bohaterami książki, wyrwani z bezpiecznych i utartych szlaków zwykłej codzienności, teraz muszą szybko nauczyć się funkcjonować z dala od cywilizacji. Nagłe pokrzyżowanie zamierzeń i planów, wystawienie na surowe i dzikie prawa natury, brutalna walka o życie. Mierzenie się z niebezpieczeństwem, udręką i cierpieniem, stawianie czoła własnym słabościom, niedyspozycjom, wyczerpaniu i zmęczeniu, ale także konfrontowanie się z bolesnymi wspomnieniami.

W srogich warunkowaniach przyrody, przy uciążliwych zmaganiach z samym sobą i otoczeniem, człowiek zostaje wystawiony na ciężką próbę. Odzywają się głęboko zakodowane lęki i obawy, ale również intensywne pragnienie przetrwania, niesienia pomocy drugiej osobie, zachowania ludzkiej godności i poczucia wartości. Do głosu dochodzą najróżniejsze emocje, zarówno te pomagające w uniknięciu śmierci, jak i te prowadzące do samozniszczenia. Wspólne doświadczenia i przeżycia budują współzależne powiązania, unikalną więź, silną zażyłość i poczucie wspólnoty. Krystalizuje się odpowiedzialność, oddanie, zrozumienie, przywiązanie, przyjaźń i miłość. Łańcuch relacji, jednak z bardzo kruchymi i łamliwymi powiązaniami między ogniwami.

Głównymi bohaterami powieści są Ben Payne, chirurg ortopeda wracający z konferencji medycznej, uwielbiający bieganie i wspinaczkę wysokogórską, oraz Ashley Knox, felietonistka pisząca do magazynów kobiecych, za kilkanaście godzin wychodząca za mąż. Nieznajomi ocaleni z katastrofy awionetki podczas zamieci śnieżnej, oboje poważnie ranni, zdani tylko na siebie, bez możliwości schronienia i pomocy, wystawieni przez fatalne zrządzenie losu na życiowy sprawdzian o największej randze. Środek nietkniętego i niezamieszkałego pustkowia stanu Utah, niedostępne górskie szczyty, pokryty śniegiem krajobraz, dojmujące zimno, brak wytyczonych szlaków, żywności i szansy kontaktu z kimkolwiek innym. Krok po kroku, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, usilne próby pokonywania problemów, odległości, wyniszczenia organizmu i psychiki.

Mocne wrażenie wywarł na mnie cichy i wzruszający monolog Bena z żoną, podejście Payne do ludzi, głębokie zrozumienie wszystkich aspektów niepokojącej sytuacji i odpowiednia postawa wobec nich. Przekonała mnie postać odważnej i twardej Ashley, umiejętność odczytywania nastroju drugiego człowieka i właściwego sterowania rozmową. Natomiast drażniło mnie zbyt wiele pojawiających się sukcesywnie przychylnych zbiegów okoliczności, sprzyjających przypadków, przewidywalnych scen, ale to lekka i przyjazna literatura, która ma przede wszystkim bawić, a także w pozytywnych barwach skłaniać do przemyśleń. Czy każdy z nas dysponuje taką samą wolą życia? Dlaczego miłość potrafi przewartościować życie, wpływać na inny odbiór świata, zabliźniać rany i dawać nadzieję? Jak wielką siłę, otuchę i ukojenie przynosi przebaczenie?

4/6 - warto przeczytać
literatura obyczajowa, 336 stron, premiera 01.01.2011 (2010), tłumaczenie Jacek Bielas
Książka z biblioteki. 

środa, 22 kwietnia 2026

PERSWAZJE

JANE AUSTEN

„Jak szybko przychodzą argumenty na korzyść tego, na co mamy ochotę!”

Jako młoda dziewczyna odbywałam spotkania z książkami Jane Austen, z przyjemnością poddawałam się uczuciowym przygodom, mniej uwagi zwracałam na detale epoki, chociaż z uśmiechem przyjmowałam ówczesny klimat. Zachęciłam córkę, aby i ona poznała szalenie emocjonalną klasykę, przekonała się, jak bardzo różni się na korzyść od współczesnych romansów, jak wiele można dowiedzieć się z niej o przeszłości i przekonać się, że natura człowieka nie zmienia się na przestrzeni wieków, podobnie jak marzenia i pragnienia bliskości, bogactwa, szacunku, czy władzy. Moja nastolatka wciągnęła się.

„Perswazje” przekonywały przede wszystkim głęboką wnikliwością w osobowości bohaterów. Każdy miał coś znaczącego i barwnego do powiedzenia. Angażowało analizowanie myśli, zachowań i postaw. Główna postać, dwudziestosiedmioletnia Anne, wymykała się szablonowości. Nie należała do przedsiębiorczych i walecznych. Wolała zejść z drogi niż kłócić się z członkami rodziny. Osiem lat minęło, od kiedy za namową przyjaciół i rodziny odrzuciła zaręczyny z kapitanem marynarki. Kiedy niespodziewanie spotkała Fryderyka, przekonała się, że jej miłość do niego była szczera i prawdziwa, i wciąż trwała. Ale czy on nadal ją kochał? Czy tej dwójce udało się odnowić związek? Czy dali sobie kolejną szansę doprowadzenia do szczęśliwego finału? Sympatycznie i urokliwie powraca się do książek, które poznawane czterdzieści lat temu wyzwalały tak wiele sprzecznych uczuć, wpływały na wyobraźnię i kształtowały czytelniczy gust, zwłaszcza jak sugestywna i plastyczna narracja, zgrabne trzymanie w napięciu i czułe dotykanie ludzkiej duszy. Sporo ostatnio wprowadziłam powtórek z klasyki do planu czytelniczego, ale tak niesamowicie zajmuje, wzrusza i przywołuje wspomnienia, że w większym wymiarze w niej pobuszuję, a bogata i pięknie oprawiona oferta Wydawnictwa MG wspaniale to umożliwia.

4.5/6 - warto przeczytać
klasyka, literatura obyczajowa, 284 strony, premiera 11.03.2026 (1817)
tłumaczenie Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

czwartek, 5 marca 2026

STRASZNY DZIADUNIO

MARIA RODZIEWICZÓWNA

"Bądź prawym, bądź prawym!...”

Lubię sięgać po klasykę, to nie tylko rozrywka czytelnicza, ale również zerknięcie na dawny warsztat pisarski i realia przynależnej mu epoki. „Straszny dziadunio” powstał w tysiąc osiemset osiemdziesiątym siódmym roku, dalekie czasy od naszych, zatem obecność archaiczności językowej, trzeba szybko się na nią przestawić. Odpowiada mi takie wyzwanie, uatrakcyjnia utwór, wprowadza w unikalny klimat, sprawia, że lepiej rozumiem rozterki postaci. Autorka miała dwadzieścia cztery lata, kiedy pisała książkę, zatem dało się odczuć niezbyt głęboką analizę osobowości bohaterów. Podobnie jak podział na jednoznaczne zło i dobro niekoniecznie dziś przekonuje. 

Udało się wprowadzić fabułę w dynamiczny rytm, zagęścić zdarzeniami, chociaż mającymi tendencję do stronniczości i ekstremalnego charakteru. Jednak można było zerknąć na to od strony wewnętrznej siły i hartu ducha Hieronima, pracowitego, ambitnego i wrażliwego wnuka dziadunia. Jako kontrast do hulaszczego i lekkiego życia Alberta, drugiego wnuka Polikarpa Białopiotrowicza, właściciela majątku Tepeńca na Polesiu, pragnącego dowiedzieć się, który z wnuków godny jest dziedziczenia. Stawia zatem Hieronima i Alberta przed trudnymi próbami a los dokłada swoje wyzwania. Przeszkadzał moralizatorski i pouczający ton powieści, zbyt jawny i bezpośredni, na plus lekkie wzbogacenie humorem. Chętnie przyjmowałam ciepło płynące z dziadunia, pierwotnie ujętego w despotycznej i surowej postaci, z czasem nabierającego cech troski i oddania wobec familii. Podróż czytelnicza do codzienności życia mieszczańskiego okazała się ciekawa i pouczająca, przypominała o znaczeniu autorytetów, podkreślała istotę patriotyzmu i szacunku wobec tradycji. Powieść niewielkich rozmiarów, w sam raz na krótszy wieczór czytelniczy, szybko się ją poznawało, ujawniła unikalny urok dawnych czasów i kształtowania literatury.

3.5/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, klasyka, 140 stron, premiera 14.01.2026 (1887)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

poniedziałek, 9 lutego 2026

DZIKI, MROCZMY BRZEG

[PRZEDPREMIEROWO] 

CHARLOTTE MCCONAGHY

„Trauma żyje w zwierzętach tak samo jak w kolejnych pokoleniach ludzi.”

Mega satysfakcja czytelnicza. Książka wciągnęła mega intensywnie, i co warto podkreślić, z wielu perspektyw. Od strony intrygującej fabuły, trzymającej w napięciu, subtelnie rozwijającej wątki, umożliwiającej prawdzie wypłynąć na powierzchnię oceanu uczuć. Również ze względu na szalenie przekonujące uchwycenie piękna przyrody. Nie nastawiałam się na typowy thriller, byłam uprzedzona o oryginalności powieści, a i tak mocno zaskoczyła na plus. Nie potrafiłam wskazać, czy bardziej zaangażowałam się w zdumiewające bogactwo fauny i flory, tylko pozornie opuszczonej przez naturę wyspy, czy w złudnie zwyczajną historię ludzi czasowo na niej przebywających. 

Z radością poruszałam się po stronach książki, chłonęłam słowa i przekazy, śledziłam wzory narracji autorki, ale co dla mnie bardzo cenne w przypadku przygód czytelniczych, tworzyłam własną przestrzeń przeżywania w trakcie odbioru opowieści. Zachwycałam się solidnymi umocowaniami scenariusza zdarzeń do egzystencji naturalnych mieszkańców skrawka lądu i człowieka. Odkrywałam i analizowałam wiele stycznych, węzłów zależności, wzorów zachowań, skrajnych postaw i odczuć. Charlotte McConaghy wrażliwie i z wyczuciem oprowadzała po łamiącej serce i poddającej w wątpliwość prawo istnienia gatunku ludzkiego, historii wyspy, po tym, co teraz się z nią działo, i jaka jawi się jej przyszłość. 

Jednolicie brzmiały ważne ekologiczne przesłania, nienachalne i niebezpośrednie, jednak nakłaniające do pochylenia się nad cennymi świadectwami istnienia, nawet najmniejszym ziarenkiem życia. Doskonałość ekosystemu wyspy, zadziwiające fakty o nim, krążąca wokół prawda, że nie ma życia bez innego życia, śmiało przebijały się do mojej świadomości. Smucił kontrast tego, co wyspa oferowała światu z pazernością człowieka, toksycznym wpływem na środowisko, bezwzględnym wyborem własnego gatunku.

Autorka przebiła się przez mój pancerz wyboru niedostrzegania wielu spraw powiązanych z ochroną natury, bym nie musiała cierpieć poprzez obrazy i słowa, ze względu na niemoc dokonywania znaczących zmian. Uruchomiała najgłębsze pokłady mojej wyobraźni i obudziła wrażliwość na krzywdę wyrządzaną przez człowieka przyrodzie. Z bólem czytałam chociażby o pingwinach i wielorybach, tym bardziej, że w trakcie lektury z zachwytem dostrzegałam detale ich piękna i dzikości. Podobało mi się, że McConaghy zastosowała prostolinijność i przenośnię w stwierdzeniu, że to co dajemy światu, po jakimś czasie wraca do nas, często zwielokrotnione. 

Uważnie przyglądałam się życiu walczącemu na wyspie otoczonej oceanem w sztormowych okolicznościach, szarpanej przez potężne zrywy wiatru, lodowatą wodę i wszechobecny piasek. Miejsce odcięte od świata, w ekstremalnych warunkach pogodowych, w promieniu wielu tysięcy kilometrów bez żadnego lądu, z najbliższą daleką sąsiadką Antarktydą. Delektowałam się klimatem izolacji, braku możliwości wezwania pomocy, trzymania się życia z uporem godnym podziwu. To także niesamowity klimat powietrza gęstego od niespokojnych duchów zmarłych, obecności śmierci tak bliskiej, na wyciągnięcie ręki, walki o każdy ruch i oddech.

Pisarka intrygująco obrazowała to, co działo się z czteroosobową rodziną, kiedy ocean wyrzucił na plażę umierającą kobietę. Ojciec i trójka dzieci, żyjący na wyspie obiekcie dziedzictwa światowego UNESCO, pilnujący Światowego Banku Nasion ONZ, mierzą się nie tylko z twardymi warunkami środowiska, ogromną stratą z przeszłości, ale również z tym, co nieznajoma kobieta wnosi w ich życie. Dziewięciolatek Orly, zamiłowany w wiedzy o przyrodzie, siedemnastoletnia Fen, pływająca niczym podwodne zwierzę, osiemnastoletni Ralf, z siłą młodego mężczyzny. I otaczający ich opieką Dominic, narzucający ojcowskie spojrzenie na świat i rolę człowieka, starający się trzymać rodzinę w całości. A Rowan, kobieta cudem ocalała podczas sztormu, stopniowo upewniająca się, że coś było nie tak na wyspie, krok po kroku starająca się dociec prawdy, przyjąć udział w niebezpiecznej grze pozorów. 

Autorce udało się z jednej strony w bezpośredni i szczelnie przylegający do pamięci i emocji postaci, z drugiej okrężny i przeskakujący nieistotne szczegóły, sposób przedstawić bieg spraw. Sukcesywnie docierałam do źródeł kłamstw, odsłon prawdy i nadrzędnej obiektywności. Poddałam się stylowi narracji, plastycznemu i surowemu jednocześnie, wnikającemu w czytelniczą duszę, przenoszącemu wprost na Shearwater, z latarnią i stacją badawczą. Niezwykła podróż do dzikiej przyrody i w mroczną naturę człowieka, do piękna egzystencji i cudów miłości, świadomej odpowiedzialności i poświęcenia. Wiele mogłabym jeszcze pisać o "Dzikim, mrocznym brzegu", ale pozostawiam wam radość i satysfakcję z odkrywania kolejnych perspektyw przeżywania opowieści. 

6/6 – rozkosz czytania
thriller, literatura obyczajowa, 332 strony, premiera 12.11.2025
tłumaczenie Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

wtorek, 9 grudnia 2025

KARMINOWY SZAL

JOANNA M. CHMIELEWSKA

"Kiedy Magda rzuciła tę zwariowaną propozycję, one ją podchwyciły. Bawiły się planowaniem i wyobrażaniem sobie, co mogłoby się zdarzyć.”

Książka zapewnia przyjemne czytanie, sympatyczne spędzanie czasu, wciąganie treścią i przesłaniami. Co prawda, trzy kluczowe bohaterki są młodsze ode mnie o ponad dwadzieścia lat, jednak nawiązuję z kobietami nić zrozumienia i sympatii. Targające nimi życiowe wątpliwości i obawy dawno już za mną, lecz wciąż potrafię przypomnieć sobie ich barwę i znaczenie. Pierwsze poważniejsze stanięcie na rozdrożu życia, w wieku niemal czterdziestu lat, potrafi wprowadzić wiele znaków zapytania, wybić z rutyny codzienności, zasiać ziarna niepewności. Nie ma znaczenia, czy dotyczy małżeństwa, rodzicielstwa, niedopasowania, utraconej miłości lub braku życiowego partnera. Jednakowo wyczerpuje emocjonalnie. Wówczas człowiek oddaje się refleksjom, zastanawia się, co by było, gdyby dokonał innych wyborów, czy uzyskałby coś więcej niż ma teraz. Często pokazuje nowe możliwości, dochodzi do bolesnych rozpadów i rozstań, kiedy indziej, wręcz odwrotnie, naprawia i cementuje to, co pozornie utracone. Fantastycznie, kiedy w procesie dowiadywania się czegoś więcej o sobie, własnych pragnieniach i marzeniach, można z kimś o tym szczerze porozmawiać, zdać się na obserwację niejako z zewnątrz, dotrzeć na przyjacielskiej stopie do źródeł wątpliwości i zahamowań.

Marta, Maria i Magda, po wielu latach milczenia, chętnie odświeżają bliskie relacje z dzieciństwa spędzonego w ośrodku leczniczo-rehabilitacyjnym. W ramach cyklicznych spotkań w kawiarni pogłębiają więź istniejącą między nimi, stają się powierniczkami, ale i też współdzielą tajemnicę z przeszłości. Joanna M. Chmielewska pozostawia młodym kobietom dużo swobody w rozmowach, stopniowo wprowadza w arkana ich osobistego życia, podkręca pragnienie odkrycia, jakim sekretem dzielą się przyjaciółki. Ciekawie portretuje kluczowe postaci, w wielu aspektach bardzo różne, z kontrastowymi osobowościami, z odmiennymi scenariuszami życia, ale ze wspólną nicią porozumienia i wzajemnej empatii pozwalającej na szczerą spontaniczność i prawdziwą troskę. Każda atrakcyjnie ubarwia powieść, pragnie symbolicznego karminowego szalu, odnaleźć siebie. Wspólnie nadają sympatyczny ton fabule. Narracja lekko niesie, czasem robi się za słodko, albo do głosu dochodzi małe osadzenie w prawdopodobieństwie zdarzeń i relacjach, jednakże przy pozytywnym nastawieniu do historii kobiet w niczym to nie przeszkadza. Książka w sam raz na jesienne i zimowe spotkanie, kiedy chętniej poszukuję ciepłych kolorów melodii życia na łamach stron i atrakcyjnie wybrzmiewających refleksyjnych nut. Inne poznane książki autorki przybliżone na Bookendorfinie: "Mąż zastępczy", "Poduszka w różowe słonie" i "Pod Wędrownym Aniołem".

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 224 strony, premiera 04.06.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

poniedziałek, 17 listopada 2025

BŁĘKITNY ZAMEK

LUCY MAUD MONTGOMERY

"Moment, w którym kobieta uświadamia sobie, że nie ma po co żyć – ani dla miłości, ani dla obowiązku, ani dla celu czy nadziei – smakuje gorzko jak śmierć.”

Zadziwiające, jak mocno krępują społeczne konwenanse, oczekiwania ogółu, narzucone normy postrzegania otoczenia i nas samych. Dopiero, kiedy świat zdaje się przed nami zamykać, z powodu straty bliskiej osoby lub śmiertelnej choroby, zdajemy sobie sprawę, że nie mamy nic do stracenia, a to, co uważaliśmy za ważne z punktu widzenia innych, okazuje się rzeczą niemal bez znaczenia i wartości. Tuż przed końcem życia, zaczynamy prowadzić szczery dialog z sobą, dowiadujemy się, czego pragniemy, co chcemy by wydarzyło się zanim znikniemy na zawsze. I choć brakuje już czasu, zaskakująco mocno tkwi w nas nadzieja na poprawienie losu, choćby na krótki okres. A staje się to, kiedy odważnie bierzemy ster życia we własne ręce, wywalczamy osobistą wolność, podążamy tropem własnych zasad i reguł. 

We współczesnym świecie, ze względu na dokonane zmiany kulturowe i społeczne, łatwiej tego dokonać niż głównej bohaterce powieści z minionej epoki. Monotonna egzystencja starej panny, bez nadziei i widoków na przyszłość, związanej przez archaiczną tradycję i presję środowiska, wytresowanej, co wypada, a co nie wypada robić. Początkowo sposobem na wyrwanie się od toksycznych relacji z bliskimi jest ucieczka w krainę marzeń, aby nawet na kilka chwil odsunąć się od poczucia bycia nieistotną, bez celu w życiu, wrażenia, że obok mijają cenne doświadczenia i doznania. Valancy Stirling długo zbiera się na bunt i zerwanie kajdan. Dopiero świadomość bliskiej śmierci mobilizuje ją. Pomimo strachu decyduje się na radykalne przekształcenie myśli i postaw w drodze ku radości, spełnieniu, szczęściu i miłości. Nie tylko inni jej nie poznają, ale i ona sama. Zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele traci funkcjonując w świecie pozorów. Kibicuję kluczowej postaci, odrzucającej obawy, utrwalającej determinację. Lubię za poczucie humoru. 

Luicy Maud Montgomery pisze stylem przemawiającym do serc czytelniczek. Wyzwala silne emocje, przyciąga do losów bohaterki więzami współczucia, akceptacji, empatii i przyjaźni. Wyśmienicie odmalowuje ludzkie przywary, megalomanię starych rodzin, chowanie się za kotarą starych konwenansów. Poprzez pozornie błahą historię nakłania kobiety do śmiałego wyrażania siebie, zadowalania siebie a nie innych, wypracowania prawdziwej indywidualności, kształtowania mocnego poczucia własnej wartości. Poznaję świat „Błękitnego Zamku”, nie jako młoda osoba, ale dorosła kobieta, i wyrażam zrozumienie i wsparcie. Podoba mi się wyzwalająca pierwsza część powieści, druga oczyszczająca również wywołuje dobre wrażenie, trzecia zachwyca radością życia. Natomiast ostatnia, wpada w esencję romantycznych nut, nieprzekonujących, lecz wyczekiwanych przez większość czytelniczek. Na plus zaskakuje wydźwięk życia Barneya Snaitha, któremu środowisko społeczne przypisuje szalone mroczne historie. Jego powiedzenie Nie wiemy, dokąd zmierzamy, ale czy nie na tym polega zabawa, niesie cenne przesłania. 

Zerknij również na książki Lucy Maud Montgomery przybliżone na Bookendorfinie, z serii o rudowłosej Ani, wielokrotnie do nich powracam w chwilach, kiedy los nie obdarza mnie uśmiechem, ("Ania z Szumiących Wierzb", "Anne z Zielonych Szczytów", „Anne z Avonlea”, "Anne z Redmontu") i inne wersje tłumaczeniowe, w klasycznym wydaniu znanym mi z dzieciństwa ("Ania z Zielonego Wzgórza", "Ania z Avonlea", "Ania na uniwersytecie").

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, klasyka, 278 stron, premiera 20.08.2025 (1926)
tłumaczenie Kaja Makowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

niedziela, 26 października 2025

ODLEGŁE BRZEGI

KRISTIN HANNAH

„Powab tego, co odległe i trudne, jest zwodniczy. Wielka możliwość kryje się tu, gdzie jesteś.” John Burroughs

Rzadko sięgam po literaturę obyczajową, nie mogę powiedzieć, że jej unikam, po prostu preferuję inne gatunki literackie, jednak z polecenia staram się i w niej zanurzać. Inspiratorem do zapoznania się z „Odległymi brzegami” stał się Dyskusyjny Klub Książki. Początkowo sceptycznie podchodziłam do powieści, ale w miarę wchodzenia w ciekawie rozpisaną fabułę i urzekający klimat rodzinny, stwierdzam, że zasługuje na uwagę. Kristin Hannah z wyczuciem podchodzi do tematyki zagubienia w życiu, chwili, kiedy to po pospiesznej rutynie codzienności przez dwie dekady, wraz z odejściem dzieci z domu, nagle dotyka człowieka poczucie straty i tak naprawdę nie wie, kim jest, dokąd zmierza, czy jest szczęśliwy. Na to nakładają się zaniedbania marzeń, kiedyś na wyciągnięcie ręki, teraz odległe. Kiedyś kochany partner, teraz osoba, do której wymarło uczucie a narodziło się przywiązanie. Kiedyś dom pełen pociech, teraz samotność we dwoje, często bez szczerego dialogu i punktów wspólnych.

I właśnie w tym szczególnym momencie odczuwania potwornej pustki autorka łapie Elizabeth Store. Córki poza domem, mąż zajęty pracą, dotychczasowe cele życia wyciszają się. Narasta wewnętrzny niepokój, niskie mniemanie o sobie, poczucie nieatrakcyjności, brak zrozumienia własnych emocji. Do głosu dochodzi żal za porzuconą pasją malarską, rozżalenie z powodu wygasłej inwencji twórczej, zaprzestanie uważnego słuchania siebie samej. Pojawia się usilne pragnienie szczęścia, niezależności i wolności. Rachunek pokazuje kobiecie, że wyeksploatowała się dla innych i teraz nie może się odnaleźć. Ale to nie tylko głos Elizabeth, również wsłuchujemy się w zwątpienia i rozterki jej męża. Jack prowadzi lokalny telewizyjny program sportowy, jednak praca nie daje mu satysfakcji. Wciąż marzy o karierze prezenterskiej, przyciągnięcia uwagi tłumów, zdobyciu fanów, tym bardziej, że sukces sportowy za młodu przerwała kontuzja. Tęskni za miłością wspólną z żoną, ale to na partnerkę zrzuca odpowiedzialność za wymarcie uczucia.

Autorka z wdziękiem i empatią, z przyjaznym wsparciem dla bohaterów, ukazuje stan człowieka będącego na rozdrożu, próbującego zawalczyć o siebie, uchwycić istotę własnych myśli, poddać się determinacji w odkrywaniu siebie na nowo. Wiele zrozumienia tego, co najbardziej istotne w życiu, znalezienia pasji, która niekoniecznie ma coś wspólnego z karierą i pieniędzmi. Ona z charakterystycznym kobiecym rysem, wpychania pod wodę własnego życia i utrzymywania się na powierzchni. On wątpiący we własne możliwości, z poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości, pozostający w młodzieńczych pragnieniach. Odkrywają jak bardzo można czegoś potrzebować, nawet jeśli przez lata się tego nie docenia. Uczą się jak radzić sobie z własnym strachem, przejść dalej mimo tego, że błędne decyzje mszczą się na człowieku do końca życia, jak uświadomić sobie, że wolność wcale nie wygląda tak, jak sobie wyobrażali, że słowa mają wielką moc i trzeba się z nimi bardzo ostrożnie obchodzić, bo inaczej mogą dokonać ogromnych zniszczeń.

Pisarka dzieli powieść na pory roku, naturalnie podporządkowane kręgowi egzystencji, z jesienią wyczuwającą prąd życia, zimą przeznaczoną na poznawanie siebie, wiosną z powabem odległego, latem dającym szanse na spełnianie marzeń. Jednak lato to przestrzeń do wypełnienia przez odbiorcę. Po poznaniu doświadczeń kluczowych postaci, przeniesienia różnorodnych odczuć i refleksji do własnego życia, przełożenia w czyn tego, co nieustannie odkładane na później, a co daje prawdziwą wolność i szczęście. Wiele emocji, wulkanicznych wybuchów pragnień, zbliżenia z bohaterami, skłania do przypomnienia o własnych marzeniach, dostrzeżenia relacji z bliskimi, gromadzenia zaufania do samego siebie. Co do wątpliwości czytelniczych, z jednej strony wiem, że wiele kobiet znajdowało, znajduje i będzie się znajdować w sytuacji czterdziestopięcioletniej gospodyni domowej, z drugiej czy Elizabeth nie reaguje z przesadą i z pozycji egoisty? A może właśnie odwaga do przyznania prawa zdrowego egoizmu, zwłaszcza po latach pracy dla innych, jest czymś potwierdzającym cenność własnego życia i siłę charakteru? Przejaskrawione barwy fabuły i schematyczność męskich zachowań nie pozwalają w pełni uwierzyć w historię, jednakże nie bagatelizuję rozterek ani żony ani męża. Zakończenie nie tyle rozczarowuje, co obniża satysfakcję czytelniczą, widzę w wyobraźni inną finałową odsłonę.

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 406 stron, premiera 12.08.2020 (2002)
tłumaczenie Bożena Krzyżanowska
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

środa, 1 października 2025

ZDEPTANE KWIATY 3

RENEE LINN

ZDEPTANE KWIATY tom 3

"Ich pochodzenie było znamieniem, które w najmniej oczekiwanym momencie dawało o sobie znać."

Zerknij do wcześniejszych fragmentów wrażeń odnotowanych przy pierwszym i drugim tomie. ...Renne Linn prowadzi przygody czytelnicze na styku pamiętnika, wspomnień i powieści. Do faktycznych postaci, miejsc i wydarzeń dodaje fikcję. Styl narracji przyjazny, przyjemny dla ucha i wyobraźni, czasami lekko rwany. Przydałaby się dokładniejsza korekta ze względu na pojawiające się literówki, niedopasowanie rodzajów i przekręcenia imion. Prowadzenie rodzinnych tajemnic ścieżką niedopowiedzeń i przypuszczeń podsyca ciekawość. Nieco razi słabe upieranie się przy zdobywaniu informacji przez jedną z głównych bohaterek, zbyt łagodnie traktuje obawy innych, ale w pewnym stopniu ma to uzasadnienie w charakterze Eriki, po części rodzicielskiej relacji z siostrą Basią i złożoności gałęzi rodzinnej powiązanej z bratem Henrykiem. 

Niekoniecznie podchodzi mi rozwlekłość opisów, nie chcę tak szczegółowo angażować się w codzienność postaci, tym bardziej, że brakuje intensywności emocji. Mam wrażenie, że właśnie ze względu na rozdrobnienie emocje giną w opisach i wytracają blask. Jeśli ktoś lubi przygody czytelnicze pisane z rozmachem i uwzględnianiem mnóstwa detali, będzie zadowolony, zwłaszcza jak zżyje się z bohaterami i ciężko będzie na myśl, że trzeba się rozstać. W czasie lektury warto wypisywać, wręcz uzupełniać na bieżąco, drzewo genealogiczne rodziny, sporo powiązań, rozgałęzień i liści życia. Imponuje mi głębokość poznawania korzeni rodziny przez Renee Linn, determinacja zdobywania informacji i konsekwencja w honorowym oczyszczeniu duszy, jak to ujmuje autorka. Nie mam nic przeciwko subiektywnemu podejściu do historii, dlatego, że po pierwsze to nie podręcznik, a po drugie, i tak każdy podchodzi do dziejów narodu i rodu według własnych wspomnień, relacji bliskich, naukowych tekstów. Dziękuję Renee Linn za dedykację w pierwszej odsłonie rodzinnej historii, dodatkowy osobisty element mile widziany.

3/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, pamiętnik rodziny, 692 strony, premiera 28.11.2023 
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

ZDEPTANE KWIATY 2

RENEE LINN

ZDEPTANE KWIATY tom 2

"Nie poddawała się jednak, lecz z jeszcze większą zawziętością podnosiła sobie poprzeczkę. Stawała się coraz bardziej odporna na wyzwiska i śmiechy."

Zachęcam, sięgnij do wcześniejszego fragmentu wrażeń odnotowanych przy pierwszym tomie. ...Rodzą się refleksje. Czy można porównywać wartość szkód i liczbę ofiar, zestawiać wykluczenie z zabieraniem życia w obozach koncentracyjnych? Ze względu na szacunek do poprzednich pokoleń, doświadczonych nieszczęść ze strony zachodnich sąsiadów, jak najbardziej powinniśmy pielęgnować pamięć o okrutnych wydarzeniach, ale czy powinniśmy również wybaczyć? Czy traumatyczne przeżycia postaci mogą w ogóle podlegać stopniowaniu, obiektywnej ocenie, finansowej waloryzacji? A może subiektywne odczucia jednostki i rodzin tak naprawdę wykluczają uzyskanie historycznego spokoju i zrównoważenia emocjonalnego?

Dyskryminacja narodowościowa nie dotyczyła tylko niemieckich korzeni w Polsce, o czym zaświadczają "Zdeptane kwiaty", ale również polskich w Niemczech, w tym także w okresie powojennym. Jak spojrzeć na to od strony ludzkiej, sumienia i człowieczeństwa? Czy dzieci mają być szykanowane za czyny rodziców, dziadków i pradziadków? A przecież warto uwzględnić, że nie wszyscy wpadali w rytm nienawiści, dyskryminacji i represji? Jak pokazały fakty, część to ludzie dobrej woli i życzliwości, skłonni do pomocy, okazania troski, odżegnujący się od zła. Oczywiście, można postawić pytanie, na ile w teorii, a na ile w praktyce? I czy otrzymali za ryzykowanie życia dla innych zwykłe słowo dziękuję. Złożony materiał do etycznych i moralnych przemyśleń, zahaczający o filozofię i religię... więcej w kolejnym poście Bookendorfiny, tom 3.

3/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, pamiętnik rodziny, 604 strony, premiera 14.12.2022
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

ZDEPTANE KWIATY 1

RENEE LINN

ZDEPTANE KWIATY tom 1

„W warunkach wojennych człowiek… stara się zachować ludzkie odruchy, ale zawsze musi wybierać między życiem a śmiercią.”

Po wakacyjnej przerwie wrócił do aktywnej działalności Dyskusyjny Klub Książki w Bibliotece przy Zielonej w Łodzi. Zapraszam chętnych do uczestnictwa. Spotkania prowadzone są w przyjemnej atmosferze, gorącym klimacie dzielenia się wrażeniami z książek. Wzbogacają je okołotematyczne życiowe wspomnienia uczestników i sympatyczna otoczka zdobywania dodatkowej wiedzy. Przy aromatycznej kawie i cieście, wśród uśmiechniętych i pełnych pasji ludzi, wokół licznych publikacji na półkach, książki zdobywają dodatkowy cenny walor poznawczy. Ciekawie poznaje się spostrzeżenia innych wywołane przez przygody czytelnicze, emocje i refleksje, porównywać ze swoimi. 

 (zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

„Zdeptane kwiaty” Renee Linn znakomicie wpisują się w aurę podążania ścieżką różnorodnych ludzkich losów. Trzy obszerne tomy zapewniają wiele godzin czytania. Przyglądam się obliczu codzienności postaci i wartościom, którymi kierowali się w życiu. Dowiaduję się, z czym musieli się mierzyć, o czym marzyli, czego pragnęli. Spoglądam na atrakcyjne sylwetki i osobowości. W obliczu prawdy, zagrożenia i wyzwań pokazują prawdziwą wersję siebie, nie zawsze korzystną i przychylną. W tle nawiązania do historii Polski i Mazowsza, skutki powojennych zawirowań terytorialnych, społecznych i wyznaniowych. Przeznaczenie potrafi boleśnie dokuczyć, ale to ludzie stają się źródłem ogromnego bólu i cierpienia. Niemieckie pochodzenie i ewangelicka wiara stają się źródłem dyskryminacji. Rodzi się poczucie zdrady przez państwo. Bohaterowie zbierają doświadczenia prześladowań o odwetowym podłożu ze strony ofiar konfliktu zbrojnego. Dostrzegam to, co opisywała autorka, co spotkało Niemców w Polsce w latach od czterdziestych do osiemdziesiątych, współczuję, jednocześnie mam świadomość niewspółmierności w stosunku do ogromu cierpień zgotowanych Polakom przez agresorów Niemców podczas drugiej wojny światowej... więcej wrażeń w kolejnym poście Bookendorfiny, tom 2.

4/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 692 strony, premiera 14.12.2022
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

wtorek, 30 września 2025

WICHROWE WZGÓRZA

EMILY BRONTË

"Ludzie pozbawieni serca nic już czuć nie mogą, jakże więc mogę mu współczuć?"

Kolejne klimatyczne i oddziałujące na wyobraźnię wydanie klasyki zaproponowane przez Wydawnictwo MG, warto zwrócić na nie uwagę. Odczuwam ogromny sentyment do "Wichrowych wzgórz", pamiętam ogrom wrażeń dostarczanych podczas pierwszego czytania, ale i teraz, po wielu latach, nadal fantastycznie odnajduję się w powieści, co więcej, z przyjemnością powracam. Może dlatego, że przekonuje mnie tajemniczy mrok ludzkiej duszy, zaglądanie w najciemniejsze zakamarki różnych osobowości, przyglądanie się, dokąd prowadzają skrajne emocje, zastanawianie się, czy warto poddawać się im, czy życie bez nich świeciłoby intensywnym blaskiem. Miłość, wyniesiona na piedestał, z przypisanymi jedynie pozytywnymi cechami, gdzieś w ferworze i chaosie niezrozumienia, wątpliwości i odrzucenia zmienia się w szkaradną kompozycję, boleśnie raniącą, przywołującą tragedie, nieczułą na wezwanie rozsądku. Nakręcająca się spirala nieprzemyślanych decyzji i dramatycznych konsekwencji, obejmująca trzy pokolenia, tak trudna do zawrócenia ze źle obranego szlaku. 

Wśród angielskich wzgórz, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, dostrzegam sidła wyjątkowej namiętności, nie w pełni przekonującej od strony logicznej, ale niewątpliwie wypełnionej żarem. Nie ma mowy o sielankowości. Zwrot następuje w stronę obsesji, rozszalałej brutalności, niepohamowanej bezpośredniości. Niszczycielska siła raz wypuszczona w świat nie chce poddać się kontroli. Rodzi się mnóstwo zazdrości, podłości i nienawiści. Jednak los potrafi zmusić postaci, aby niejako z przekorną drwiną, zatoczyły koło historii, doprowadziły do nowego punktu wyjścia. Może uda się oddalić od toksycznych wzorców i obłąkańczych dowodów miłości. Jeśli więź wytworzona się między Katy a Heathcliffem, jest szczerą miłością, a nie zaledwie fizycznym zauroczeniem, mającym niewiele wspólnego z prawdziwym gorącym uczuciem, wówczas powstaje szansa na oczyszczenie relacji z dzikiego szału i trującego jadu, zaś zadane przez nie rany przypisać czarnemu ogniu rozgniewanego i upokorzonego serca. Zerknij również na "Profesora" i "Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Brontë i "Lokatorkę Wildfell Hall" i "Agnes Grey" Anne Brontë, przedstawione na Bookendorfinie.

5/6 - koniecznie przeczytaj
klasyka, literatura obyczajowa, 364 strony, premiera 24.09.2025 (1847)
tłumaczenie Janina Sujkowska, ilustracje Percy Tarrant, A. Cooper
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

poniedziałek, 29 września 2025

ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA

JANE AUSTEN

„Nigdy nie potrafiła kochać inaczej jak całym sercem.”

Wydawnictwo MG z elegancją dba o oprawę klasyki, wydawana książka przyciąga ładną oprawą graficzną okładki i niezwykle klimatycznymi, wystylizowanymi w zgodzie z epoką powieści, ilustracjami. Chwytając za plastyczne wydania mam wrażenie, że przenoszę się w przygodę czytelniczą nie tylko wyobraźnią inspirowaną słowami, ale również cieszącymi oko rysunkami. "Rozważna i romantyczna" to moja ulubiona książka Jane Austen, głównie ze względu na fantastyczną kontrastowość postaci, diametralnie różne podejścia do życia dwóch sióstr. Jedna kierująca się uczuciami, spontaniczna i ekspresyjna, z obliczem prawdy na twarzy. Druga ostrożna, spokojna, skrywająca emocje, stawiająca przede wszystkim na rozsądek. Jane Austen fantastycznie ukazuje, że zarówno rozwaga, jak i romantyzm duszy, nie stanowią żadnej bariery dla szczerej miłości. Szybko i gorąco bijące serca szybko przecierają szlaki wspólności i jedności.

Szczególną sympatią obdarzam Eleonorę, bohaterkę rewelacyjnie poprowadzoną, szalenie przekonująco. Marianna natomiast imponuje osobowością, wiele kobiet znajduje z nią wspólne cechy. Autorka realnie odmalowuje realia minionej epoki, w której położenie kobiet uzależnione było od pozycji i bogactwa rodziny. Nawet po latach z zainteresowaniem wchodzę w powieść, czytanie sprawia uroczą przyjemność. Im bogatsze zdobywam życiowe doświadczenie, tym bardziej przekonuję się, jak wspaniałą obserwatorką była Jane Austen. Nic dziwnego, że kolejne pokolenia kobiet sięgają po jej książki i przekonują się, że tak atrakcyjnie napisane historie potrafią wzruszyć, cieszyć i bawić, nawet jeśli dalekie już od współczesnych społecznych norm i kulturowych wzorców. Zerknij na  "Emmę", "Opactwo Northanger", "Dumę i uprzedzenie" i "Perswazje", inne powieści autorki przedstawione na Bookendorfinie.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
klasyka, literatura obyczajowa, 358 stron, premiera 24/09.2025 (1817)
tłumaczenie Anna Przedpełska-Trzeciakowska, ilustracje Hugh Thomson
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

środa, 17 września 2025

COAST ROAD

ALAN MURRIN

„Bardzo łatwo stać się duchem we własnym życiu.”

Powieść sprawiła wiele przyjemności. Zgrabnie rozłożony scenariusz zdarzeń, z ciekawie zaplecioną intrygą, atrakcyjnymi kobiecymi postaciami. Alan Murrin nie tyle koncentrował się na odmalowaniu portretów bohaterek, co na ich przykładzie, oddaniu klimatu prawnego i społecznego sprzeciwu wobec rozwodów w Irlandii połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Odniosłam wrażenie, że celowe oszczędne uszczegółowienie osobowości, w zamian koncentracja na temperamentach, postawach i wewnętrznym konflikcie, do pewnego stopnia oddawało ówczesne przedmiotowe traktowanie kobiet przez męską część społeczeństwa. Stabilna dominacja mężczyzn naznaczała każdy aspekt życia, związany z przyporządkowaną rolą gospodyni domowej i opiekunki rodzinnego życia, oraz pozbawienia swobody decydowania o własnym losie i wolności realizacji marzeń.

Alan Murrin wplótł w fabułę przykłady tłamszenia ambicji kobiet, niedoceniania ich siły na polu zawodowym, uniemożliwiania realizacji własnych ambicji. Małżeństwo stało się nierozerwalnym węzłem dwójki osób, jakże często tak naprawdę obcych sobie, pozbawionych wzajemnego zaufania, nie wspominając o szczerości, przywiązaniu, przyjaźni, a tym bardziej miłości. Zadziwiające, że dopiero w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym roku społeczeństwo Irlandii zagłosowało w referendum za zniesieniem wpisanej do konstytucji niedopuszczalności rozwodów. Ale czy mentalnie społeczeństwo nadąża za prawnymi zmianami? Trzeba sporo czasu, nawet dwóch lub trzech pokoleń, aby silny, oparty na katolicyzmie, element tradycji, dostosował się do oczekiwań i transformacji świadomości praw jednostki. Z innego ujęcia, czy nie za szybko i za łatwo rozwiązywane są obecnie więzy małżeńskie, traktowane nie jako coś wyjątkowego, a jako zwykła umowa z opcją trwania tylko na jakiś czas?

Autorowi udało się przybliżyć utarte zasady funkcjonowania w małej społeczności, w których wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, a plotka jest potężnym narzędziem komunikowania i kształtowania opinii, a także narzędziem ośmieszania, pogardy i wykluczenia. Colette jako wolny duch artystyczny musiała mierzyć się nie tylko z własnymi demonami i wyrzutami sumienia, ale i społecznym ostracyzmem. Upodlające zniżanie się do poziomu zbiorczych oczekiwań, pogarda dla wykraczających poza oczekiwane czynów, podporządkowania się w imię szansy relacji z dziećmi, rezygnacja z muzyki duszy, tracenie wiary i nadziei, przygnębiająco przedstawiało się. Jednak nie można było nie dostrzec jak silną osobowością była ta kobieta, co pragnęła zmienić we własnym życiu i u lokalnych mieszkańców. Z kolei, Izzy związana z polityką bardziej niż by sobie tego życzyła, tracąca własne ja dla kogoś, kto jej nie rozumiał, szukająca pocieszenia w duchowej bliskości z kimś spoza rodziny, od czasu do czasu wystawiała głowę nad przeciętność, aby złapać świeży oddech i móc przetrwać kolejne lata małżeństwa. Czy akceptacja jest równoważna z poddaniem się? Czy jest kluczem do pogodzenia się samej z sobą? Czy rezygnacja z części siebie to siła oddania, a może świadectwo przegrania walki?

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 270 stron, premiera 05.05.2025 (2024), tłumaczenie Mikołaj Denderski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

czwartek, 31 lipca 2025

MATCZYZNA

MAŁGORZATA ŻEBROWSKA

„Złe języki doprowadziły do niejednego nieszczęścia.”

Dałam się uwieść książce, wnikliwemu wejściu w życie czterech pokoleń kobiet, wrażliwemu spojrzeniu na żeńską odsłonę życia. Małgorzata Żebrowska z wyczuciem kształtowała myśli bohaterek, wystawiała na próbę samoświadomości, poznawania własnej wartości, radzenia sobie z samotnością, nawet jeśli u boku bliska osoba, zrozumienia przeszłości ściśle determinującej teraźniejszość. 

Niewiele wzmianek o najstarszej z rodu Reginie, lecz i tak umożliwiły odbieranie tła przekazywanych w linii genealogicznej, wzorców, zasad i postaw. Jej córka Krysia ukazała się w pełnej oprawie niespełnionych nadziei, pragnień i marzeń. Z uwagą śledziłam proces przemiany z pełnej życia dziewczyny, zakochanej do szaleństwa, w to, kim się stała. Wyniesione z domu wiano pracowitości, mierzenia się z wyzwaniami, stawiania czoło przeciwnościom, wydawało się niezawodnie uformować poczucie stabilizacji we własnych postanowieniach. Suchość gestów matki skontrastowana z pokrewieństwem dusz z ojcem rzutowała do dokonywane przez Krystynę wybory, odważne i płochliwe. Ciekawa postać Marty, podążającej tropem miłości, lecz gmatwającej się we własnych wyniszczających domysłach i przypuszczeniach. Imponowała dobrym sercem i wyrozumiałością, zadziwiała tendencją do autodestrukcji. I najmłodsza, Basia, chwytająca wspomnienia dziewczynki w czerwonej sukience, wkraczająca na szlak sentymentalnych powrotów, starająca się dotrzeć do źródeł własnych lęków, przekonać się, kim była, dowiedzieć się, kim jest, co po drodze straciła. 

Rozważałam stopień wpływu na życie wewnętrzne kobiet otoczenia rodzinnego, funkcjonowania w ustrojowych uwarunkowaniach, dysonansu między blaskiem stołecznym a prowincjonalnym cieniem, konfliktu między wyniesionym wychowaniem, doświadczeniem i bieżącymi przeżyciami. Wciągnęłam się w odkrywanie kobiecych relacji, wzajemnego oceniania się, dostarczania trosk, okazywania wsparcia. Każda z bohaterek wydawała się przeciętna, zwyczajna, ludzka, a także niedoceniana, co najsmutniejsze, nie przez otoczenie a samą siebie. Zastanawiałam się dlaczego tylko nielicznym jednostkom udaje się przerwać łańcuch toksycznych zależności, oderwać się od przypisanych stałych ról, złamać szyfr szczęścia, satysfakcji i radości, wniknąć w sferę empatii, wybaczenia i zadośćuczynienia. „Matczyznę” warto poznać, skłania do refleksji, spojrzenia na siebie z perspektywy poprzedniczek, przyjrzenia się im z dojrzałą wyrozumiałością. Przyjazny styl narracji, delikatność w dotyku skrytych myśli postaci, zrozumienie kobiecej duszy, z jednej strony słabej, podatnej na destrukcję, z drugiej silnej, walczącej o siebie wbrew wszystkiemu.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 310 stron, premiera 17.06.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 19 lipca 2025

WIATR OD JEZIOR

KATARZYNA ENERLICH

„Widać było dokładnie wzory śnieżynek… Są dokładnie jak chwile… Na każdą z nich czekasz całe życie i żadna nie jest taka sama.”

Kolejna przygoda czytelnicza omawiana w ramach spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki w Bibliotece przy Zielonej w Łodzi. Uczestnicy w ogólnym ujęciu ciepło i zgodnie przyjęli powieść. Mnie również się podobała, zwłaszcza od strony niezwykle sugestywnie działającego na wyobraźnię klimatu duchów puszczańskich i jeziornych, zapomnianej wsi, pogańskich wierzeń, kamieni ofiarnych, unoszącej się tajemnicy mrocznego okrucieństwa. Dałam się wciągnąć w śledzenie tropów ciekawej historii miejsca i ludzi. 

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

Dobrze odnalazłam się w przemierzaniu złowróżbnych zbiegów okoliczności, złych przeczuć i złowieszczego wiatru. Niepokojący wątek kryminalny nadawał intrygujący rys scenariuszowi zdarzeń, szkoda tylko, że stosunkowo szybko domyśliłam się tożsamości czarnej postaci, jednak delikatna niepewność wobec wysuwanych przypuszczeń towarzyszyła do zakończenia. Dwie główne linie czasowe rodzinnych sekretów, z lat trzydziestych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, zgrabnie przeplatały się, co więcej, autorce udało się połączyć je frapująco intrygującym ogniwem. Bohaterowie różnorodni i przekonujący, każdy wnosił coś znaczącego do opowieści. Kilka drobnych nieścisłości, w detektywistycznym zachowaniu, odejściu od dziennikarskiej osobowości, nie umniejszyło pozytywnego odbioru powieści. Zachęcam do sięgnięcia po „Wiatr od jezior”, poznania szczegółów mazurskiej historii, zetknięcia się z mormońskimi akcentami, śledzenia losów wydawałoby się zwykłych ludzi. Nie czytałam innych książek Katarzyny Enerlich, ale pisarski styl, pomysł na fabułę, uchwycenie piękna przyrody, mazurska historia, zachęciły do nadrobienia zaległości.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 307 stron, premiera 14.06.2017
Książka wypożyczona z biblioteki.

sobota, 12 lipca 2025

ZŁODZIEJKA LISTÓW

ANNA RYBAKIEWICZ

„Do pewnych rzeczy lepiej się nie przyznawać, nawet przed samą sobą.”

Uczestniczyłam w omawianiu powieści w ramach spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki w Bibliotece przy Zielonej w Łodzi. Książka wywołała mieszane odczucia wśród czytelników. Mnie niestety nie porwała, pomimo odwołań do dramatycznych zdarzeń z historii. Przeszkadzała nierealność wydarzeń. Nie przekonała baza źródła wielkiej miłości, rozwiniętej w trybie ekstra przyspieszonym, chociaż nic nie miałam do przeciwstawnych biegunów obliczy wojny. Astrid zachowywała się tak, jakby celowo ściągała na siebie wielkie kłopoty. Narażała się na śmiertelne niebezpieczeństwo, a co gorsze, wciągała w nie innych. Koła ratunkowe rzucane przez los wydawały się zbyt przyjaznymi zbiegami okoliczności. Nawet jako bardzo młoda kobieta, postawiona w dramatycznych okolicznościach, nie mogła zachowywać się tak infantylnie i beztrosko, wręcz bezmyślnie.

 (zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

Podobało mi się za to tajemnicze odmalowanie postaci oficera SS. Chociaż domyślałam się jaka przypadnie mu rola w fabule, a zwłaszcza na ostatnich stronach powieści, i tak chętnie śledziłam jego poczynania. Jak wiele tajemnic mogły skrywać stare listy, medale i fotografie? Aby się tego dowiedzieć trzeba było podążać różnymi czasami i miejscami. I Zosia to czyniła. Jednak i ona wpadła w pułapkę łatwowierności i naiwności, co prawda, z dużo mniejszym natężeniem niż Astrid, lecz odczuwalnym. „Złodziejka listów” nie zaliczała się do zbioru chętnie poszukiwanych przez mnie powieści, i może właśnie niedopasowanie z książką było tego efektem. Jeśli lubicie opowieści nasycone romantycznymi nutami, pozornie zabronionej miłości, odwołujące się do kart tragicznej historii, zogniskowane na odkrywaniu tajemnic, przebiegające w dwóch czasach, i nie przeszkadza wam niezbyt głębokie uzasadnienie postaw bohaterów, to sięgnijcie po tytuł, wyróbcie własne zdanie.

3/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, 364 strony, premiera 12.04.2023
Książka wypożyczona z biblioteki.

GDY POWRÓCĄ KANARKI

LAURA BARROW

„Podobno każdy człowiek jest lepszy niż najgorsza rzecz, którą w życiu zrobił..”

Przyjemna podróż czytelnicza, prowadzi w nostalgicznym klimacie, daje wejrzenie w ludzkie losy, zachęca do życiowych refleksji. Otula ciepłą fabułą, zaprzyjaźnia z kobiecymi postaciami, zwraca uwagę na kruchość życia i bogactwo doświadczeń. Savannah, Sue Ellen i Ryanne, są siostrami, ale tak naprawdę nie znają siebie. Każda zajęta czymś innym - pracą, nauką, rodziną - sporadycznie kontaktuje się z pozostałymi. Jednak przywołanie złożoną ćwierć wieku wcześniej obietnicą, wyprawa szlakiem pamięci utarczek z dzieciństwa przeniesionych w dorosłość, a nade wszystko próba rozliczenia się z dramatycznym incydentem z przeszłości, stają się okazją do prześwietlenia własnych uczuć i codzienności, zerknięcia przychylnym okiem na rodzinę, zwłaszcza na Bunię tak wiele dającej im od siebie. 

Laura Barrow nie  wykorzystuje w pełni potencjału pomysłu na fabułę. Trochę okrawa scenariusz zdarzeń, lekko podchodzi do rozwinięcia mieszanych emocji targających głównymi bohaterkami, czasami upraszcza incydenty. A mimo wszystko chętnie zagłębiam się w opowieść, przenosi w krainę łączącą przeszłość i teraźniejszość, to, co stanowi o człowieku, z tym, co zbudował jego moralny kręgosłup i odbija się refleksjami duszy. Nie brakuje zagadkowych elementów, tajemnicy do rozszyfrowania, rozliczeń z toksycznymi relacjami z dzieciństwa, dążenia do zrozumienia siebie i innych, a nawet lekcji prowadzenia szczerych rozmów. Zakończenie ze sporym ładunkiem słodkich smaków, jakby na przekór wcześniej wyczuwanej goryczy. Dlaczego właśnie to, że nikt nie ma idealnego życia, sprawia, że silniej się je docenia? Skąd przekonanie, że najbardziej kochający potrafią najboleśniej zranić? W czym tkwi z ogromna siła wewnętrzna kobiet i jednocześnie poczucie niższej wartości? Znajduję elementy siebie w historii trzech sióstr i ich babci, pełnych życiowych rozterek i podsumowań własnych dokonań. Nie zawracam z obranej ścieżki życia, trzymam się wybranego szlaku, bo wierzę, że właśnie on daje mi spełnienie.

4/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 370 stron, premiera 18.06.2025 (2023)
tłumaczenie Agnieszka Sobolewska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

sobota, 3 maja 2025

LISTA MARZEŃ

LORI NELSON SPIELMAN

„Kto patrzy na zewnątrz – śni,
Kto zwraca się ku wnętrzu – budzi się.” Carl G. Jung

Jeżeli macie ochotę na ciepłą i przyjazną opowieść, nasyconą emocjami i napędzającymi życie marzeniami, to książka z pewnością dostarczy sporo radości i przyjemności. „Lista marzeń” nie odkrywa nowych aspektów szczęścia i osobistego sukcesu, ale uwrażliwia i przypomina o tym, co najważniejsze w zwykłej codzienności i wzniosłych ambicjach. Łatwo się pogubić w szybkim tempie upływania kolejnych dni, zaangażować w coś, co daleko leży od prawdziwych aspiracji, uzależnić od pozornej stabilizacji. 

Brett wydaje się, że wszystko z jej życiem jest w jak najlepszym porządki, nie czuje potrzeby zmian w życiu, wszystko ma drobiazgowo poukładane. A jednak, osobliwy testament matki sprawia, że zderza się z zaskakującą dla niej rzeczywistością. Podążając ścieżkami wskazówek zmarłej rodzicielki, wyzwala proces głębszego poznawania siebie, dochodzenia do sedna ukrytych tęsknot, konfrontowania się z własnymi ambicjami. Napisana przez Brett nastoletnia lista marzeń okazuje się kluczem otwierającym zamknięte drzwi, za którymi kryje się nieudawana swoboda, faktyczna wolność od narzuconych sobie reguł, naturalna potrzeba czegoś więcej niż to, co sobie wyznaczone. Wkrada się kilka idealistycznych myśli i postaw, ale umacniają kontrastowość między dawnym stylem życia a poszukiwaniem siebie. Raz na jakiś czas warto zerknąć na własną listę marzeń, zastanowić się, ile punktów udało się zrealizować, co zmienić, dokąd się teraz udać. Powieść na poprawę samopoczucia, impuls do rozrachunku życia w ciepłym i zabawnym stylu, postawienie na intuicję, ale z mocą nadziei na lepsze, wiary w siebie i zaufania okazywanego samemu sobie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 412 stron, premiera 08.04.2025 (2014)
tłumaczenie Katarzyna Waller-Pach
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

środa, 11 grudnia 2024

PRELUDIUM

PANI NA WRZOSOWISKU tom 1

LUCYNA OLEJNICZAK

„Na widok jego imponującej rezydencji, która od teraz miała stać się również jej domem, młodej kobiecie ścisnęło się serce.”

Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona powieścią, dostarczyła nie tylko przyjemnych wrażeń czytelniczych, ale też barwnego spojrzenia w przeszłość domagającej się wolności polskości. Lucyna Olejniczak reprezentowała przyciągający styl narracji, oddziałujący na wyobraźnię, a przy tym cechujący się przejrzystością i dojrzałością. Swobodnie wytwarzała ciekawy klimat obyczajowy, z chęcią w nim przebywałam. Prowadziła kluczowe postacie uwzględniając indywidualne osobowości, zdobyte wykształcenie, duchowy rozwój, obracanie się w określonych społecznych konwenansach, spontaniczne reakcje na pojawiające się wydarzenia w życiu. Uwierzyłam w ich istnienie i przychylnie śledziłam losy. 

Pisarka nie żałowała akcji zaskakujących zwrotów i przywołań intrygujących incydentów. Łatwo wczuwałam się w realia lat trzydziestych dziewiętnastego wieku. Ich opisy obejmowały przekrój społeczny, sytuację kobiet, sposób edukacji, atrybuty kulturę oraz napiętą sytuację polityczną. Następstwa Powstania Listopadowego okazały się ważnym czynnikiem determinującym postawy, zachowania i ścieżki życia osób bliżej poznawanych na łamach stron. Właśnie tło historyczne postrzegałam jako wielką zaletę powieści, ale również zgrabne wplatanie go w fabułę i gładkie przejścia między pierwszym a drugim planem. Rozwój scenariusza zdarzeń także wybrzmiewał na plus. Odpowiadały mi kilkuletnie przeskoki w czasie i miejscach. Wiele się działo, a to dopiero początek przygody z bohaterami. Na dojrzałość postaci trzeba poczekać do kolejnej odsłony serii „Pani na wrzosowisku”. W pierwszym tomie dopiero zaczynały zdobywać życiowe doświadczenie i określać własną tożsamość, ale i tak skłaniały do uwierzenia w nie. Zachęcam do sięgnięcia po książkę, sympatycznie spędziłam czas, urzekła udanie wytwarzanym klimatem obyczajowym i zręcznie przedstawianym historycznym tłem. Liczę, że szybko pojawi się kolejna część przygody.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura obyczajowa, 440 stron, premiera 26.11.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 10 grudnia 2024

CÓRKA Z GENEWY

UTRACONE CÓRKI tom 4

SORAYA LANE

„Czasami wspomnienia rodziny lepiej zakopać głęboko, niż się z nimi konfrontować.”

Czwarta odsłona sympatycznej i ciepłej serii o utraconych córkach. Na Bookendorfinie przedstawiam poprzednie tomy („Córka z Włoch”, „Córka z Kuby”, „Córka z Grecji”), zerknijcie na wrażenia czytelnicze, może znajdziecie w nich coś, co utwierdzi was w przekonaniu, że właśnie takich przygód czytelniczych teraz potrzebujecie. „Córka z Genewy” podtrzymuje styl wcześniejszych odsłon, toczy się według podobnego schematu akcji, ale przy udziale innych kluczowych postaci i miejsc podróżniczych. Wypad do Szwajcarii nadaje romantycznej historii dodatkowej atrakcji, współtworzy klimat czegoś nowego, ładnie dopełnia odkrywanie tajemnic sprzed dziesięcioleci. Przeszłość z niewyjaśnionym biegiem zdarzeń miłości i teraźniejszość z gorącym uczuciem rozpalającym serca młodych ludzi. 

Piękna niespełniona w małżeństwie Delphine i bogaty finansista filantrop Florian, początek lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, genewskie uniesienia i wyjątkowo cenny klejnot. Przeszłość pozostawiła po sobie jedynie pudełko z olbrzymim kamieniem szlachetnym i wycinek z gazety. Brak bliższych informacji, cennych wspomnień i znaczących tropów prowadzących do prawdy o rodzinnym sekrecie. Georgia i Luca, kobieta sukcesu w branży kosmetycznej i mężczyzna z wielopokoleniowej rodziny jubilerów, wspólne poszukują rozwiązania zagadki adopcji sprzed pół wieku, jednocześnie starają się łapać szczęście w miłości. Czy dawna historia ma okazję ujrzenia światła dziennego? Jak zawartość pudełka znalezionego w domu przeznaczonym do rozbiórki odmienia życie samotników? Możliwe, aby dramat rozgrywany wcześniej zaowocował obecnym szczęściem? Nie oceniam wysoko tomów tej serii, ale lubię do niej zaglądać, coś diametralnie innego niż smutne doświadczenia z realnego życia, jakbym na chwilę wchodziła w bajkę, która poprzez kolorowy relaks pozwala odsunąć z głowy natrętne szare i czarne problemy realności.

3/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, 350 stron, premiera 14.08.2024
tłumaczenie Anna Esden-Tempska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.