[PRZEDPREMIEROWO]
TATIANA DE ROSNAY
„Nie jest łatwo przywołać przeszłość… prawda bywa cięższa do zniesienia od niewiedzy.”
Satysfakcjonująca propozycja czytelnicza, nie uciekała od trudnej i niewygodnej prawdy. Przypominała o prawdziwych wydarzeniach z przeszłości, okrywających francuski naród wstydem. Dopuściły do głosu najmroczniejszą stronę ludzkiej natury. Tłumaczenia oprawców skrywały się za słowami wypełniania rozkazów, zaś ludność, w imię strachu przed niebezpieczeństwem, udawała ślepych i głuchych wobec zatrważającego cierpienia i bezwzględnego traktowania. Na szczęście, prawdy, bez względu na przytłumianie wyrzutów sumienia i wolę wymazania z kart historii, wcześniej lub później, odnajdują światło dzienne, domagają się poznania przez szerokie grono społeczeństwa, w tym młode pokolenie, nakłaniają do spóźnionego, ale należnego zadośćuczynienia dla bolesnej traumy.
Lipiec tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku to czarna karta w historii Paryża. Masowe aresztowania i przetrzymywanie Żydów w Velodrome d’Hiver, słynnym kolarskim krytym stadionie. Ofiarami padły cztery tysiące żydowskich dzieci urodzonych we Francji. Tysiące żydowskich rodzin wywieziono na gazowe stracenie do Oświęcimia. To nie naziści a francuska policja brała czynny udział w haniebnym czynie. Francuski rząd w okresie niemieckiej okupacji wykazał się nadgorliwością w eliminowaniu dzieci żydowskiego pochodzenia z kraju, w którym się urodziły. Obrzydliwie współpracował z kolaborantem i samodzielne zarządzał obozami śmierci.
Tatiana de Rosnay znakomicie poradziła sobie ze zbudowaniem rdzenia powieści. Oparła go na dwóch czasowych filarach. Jednym było dociekanie, co tak naprawdę działo się w czasach wojny, jak część Paryżan podchodziła do Żydów, jakie zgotowała im piekło, przy trwożnym milczeniu pozostałych mieszkańców miasta. Przerażające losy dziesięcioletniej Sary chwytały za serce, przejmująco się z nimi zapoznawało, niejednokrotnie w oczach pojawiały się łzy. Drugi filar dział się we współczesnych czasach i powiązany był z dziennikarskim śledztwem prowadzonym przez Julię Jarmond, w ramach pisania artykułu o sześćdziesiątej rocznicy wydarzeń w Velodrome d’Hiver. Kobieta za wszelką cenę pragnęła dowiedzieć się jak najwięcej o Sarze. Z czasem przekonywała się, że przeszłość coraz bardziej zaczynała bezpośrednio dotykać jej rodziny. Skrzywiłam się na wieść o zadziwiającej zbieżności pewnego miejsca, była zbyt naciągana.
Natomiast wplecenie w śledztwo elementów z prywatnego życia Julii jak najbardziej wypadło na plus. Nadało powieści głębi i zintensyfikowało wymiar człowieczeństwa, postaw bohaterów, wzięcia odpowiedzialności za to, do czego pozwolono dojść. Odkrywanie prawdy nie należało do łatwych, a jeszcze trudniej było pogodzić się z ciężarem winy, zawstydzenia, żalu, emocjonalnym rozbiciem. Autorka wrażliwie i z wyczuciem podeszła do uczuciowych warstw i sugestywnych opisów. Książka przywołała fakty z czarnej francuskiej historii, utrwaliła pamięć o ofiarach, dała sporo do myślenia o ludzkiej kondycji moralnej, zainspirowała do spojrzenia na własne życie z perspektywy możliwego alternatywnego scenariusza zdarzeń. Długo o niej nie zapomnę.
5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 350 stron, premiera 08.03.2023 (2007), tłumaczenie Maciej Sulmicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.
