RENATA CZARNECKA
„Ten gwar, ten hałas są życiodajne, pełne energii, świadczą o tym, że życie toczy się tuż obok, pod nosem, i trzeba w tym życiu uczestniczyć.”
Zajawka na okładce podsunęła trop czegoś nieoczekiwanego, trochę przewrotnego i przekornego, ale szybko zrozumiałam, że wchodzę w powieść mocno trzymającą się rzeczywistości, w dużym stopniu prawdziwą i bez sztucznego ubarwiania. Dopóki sami nie dobijemy do brzegu pewnego wieku, możemy tylko przypuszczać, z czym wiążą się wyzwania codzienności, jak człowiek funkcjonuje i czuje się na danym etapie życia, do jakiego stopnia ulega wezwaniom serca i uważnie wsłuchuje się w głos rozsądku, jak podchodzi do drzemiących w nim marzeń i pragnień. Dwudziestolatka wiele różni od trzydziestolatka, czterdziestolatka od pięćdziesięciolatka, a między sześćdziesięciolatkiem i osiemdziesięciolatkiem to przepaść. Im więcej dziesiątek od roku urodzenia, tym szersza odległość wzajemnego postrzegania przez młodą i starszą osobę.
Ale czyż w naszym wewnętrznym dziecku, zwłaszcza świadomie pielęgnowanym i docenianym, bez względu na metrykę, znaczącą rolę nie odgrywają podobnie targające emocje? Szczęśliwi ci, którzy doceniają każdy aspekt życia, bez względu na troski i straty, szczęście i spełnienie. Najgorzej, kiedy człowiek sam sobie odbiera radość, chwytając się przekonania, że nie wypada mu już czegoś robić w pewnym wieku. Lepiej podążać za myślą, że jako senior czy seniorka bardziej powinniśmy przejmować się opinią własną o nas samych niż komentarzami i kpiącymi uśmieszkami innych. W końcu, życie ma się tylko jedno i trzeba z niego wycisnąć ile się tylko da, także w jego zimowej porze. Dopóki nie krzywdzimy innych, świat nam wiele wybacza.
Renata Czarnecka przedstawiła codzienność osiemdziesięciolatki, spojrzenie doświadczonymi oczyma na świat, nią samą i rodzinny dorobek. Świadomość powolnego odchodzenia, żegnania z życiem z godnością i zrozumieniem cyklu natury, należy do najtrudniejszych wyzwań. Podobnie ciężko jest ustępować pola młodszym, powierzać swoje życie, wybory i decyzje innym, nawet życzliwym bliskim. Chcą dobrze, ale nieświadomie mogą krzywdzić nadmierną troską, czułością i empatią. Kornelia, matka dwójki starszych już córek, z diametralnie różnymi pomysłami na scenariusz życia, pod patronatem opieki została przesadzona z domu z ukochanym ogrodem do mieszkania w bloku. Nie chciała nikomu sprawiać kłopotu, narażać Michalinę i Iwonę na dodatkowe obowiązki, dlatego z bólem serca, ale podporządkowała się ich wskazówkom.
Autorka znakomicie ukazała społeczne niezrozumienie i niecierpliwość wobec starszych, często lekceważenie i upokarzanie, a nawet agresję, albo niedostrzeganie i pomijanie wzrokiem, także niewielką chęć czerpania z dobrych rad i hierarchii wartości. Oczywiście, nie każdy tak postępuje, ale jest trend odgradzania się od starszych. Kornelia ceniła rutynę codzienności, spokojny rytm dnia, drobne przyjemności, zaś córki pragnęły, aby towarzyszyła im w szybko rozwijającej się współczesności. To, co dla nas dobre, niekoniecznie innym odpowiada. Wiele aspektów zostało poruszonych w powieści, chociażby samotność, tęsknota za tym, co było, przywiązanie do znanych miejsc, sprzeciw wobec bierności, spadek sprawności psychicznej i fizycznej. Bardzo w to wszystko wpasowała się finałowa odsłona powieści, cechująca się normalną naturalnością.
Kornelia zaskakiwała fizycznym duchem, wielokilometrowymi spacerami i biegami. Bardzo żałuję, że moi rodzice nie mogli cieszyć się taką sprawnością, że nie było im dane wyłapać wzrokiem kleszcza u psa. Niestety, ze względu na różne choroby, nie każdy może dobrze przeżyć ostatni okres życia. Jakże ważną staje się wówczas obecność kogoś z dobrym słowem, pocieszeniem, przytuleniem i pomocną dłonią. Emocjonalnie podchodziłam do refleksji kobiety, prawdziwych i szczerych, wartych przemyślenia i odniesienia do własnych. Nie przekonywały dialogi, niekiedy wymuszone, odsłaniające sprzeczność osobowości drugoplanowych bohaterów, nieco na siłę naprzemienną rolę w interpretacji zdarzeń. Zbiegi okoliczności, chociaż mało prawdopodobne, to jednak podkreślały, że wiele zależy od splotu okoliczności, ale jeszcze więcej od nas samych.
Im jestem starsza, tym bardziej cenię sobie satysfakcję wypływającą z regularności stałych zajęć, uśmiech dla drobnych przyjemności, swobodne wyrażanie siebie, oddalenie od toksycznych osób a zbliżenie do realizacji odkładanych marzeń. Dostrzegam w sobie coraz większe zrozumienie i cierpliwość do popełnianych pomyłek, zapominania o czymś, powolniejszego kojarzenia, potknięć językowych, nieogarniania żargonu młodzieżowego i szybkości rytmu dzisiejszego życia. Brakuje mi jeszcze trochę do okazywanej przez Kornelię pokory wobec życia i śmierci, pogodzenia się z tym, co nieuniknione, patrzenia na starzenie się własnych dzieci, ale mam jeszcze dwadzieścia lat, aby dorównać bohaterce. Jak wiele mogę jeszcze zrozumieć i zinterpretować, dotknąć i poczuć, ogarnąć i uporządkować, na swój sposób delektować się życiem, pasjami, obecnością bliskich i radosnymi niespodziankami. Idę we właściwym kierunku, w zgodzie z indywidualną melodią ducha, czasem w wygodnych kapciach, kiedy indziej z uwierającymi drzazgami.
4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 230 stron, premiera 22.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

Cudowny, bardzo poruszający tekst ❤️ Widać nie tylko zachwyt nad książką, ale przede wszystkim ogromną uważność na człowieka, jego emocje, przemijanie i… apetyt na życie. Wnioskują że Kornelia zostaje w głowie na długo, a po takiej recenzji aż chce się sięgnąć po książkę i poznać ją osobiście.
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś o tym, że metryka nie powinna być wyrokiem na marzenia, radość i spontaniczność.
Usuń🌷 Życie naprawdę warto przeżywać po swojemu — nawet w kapciach, a czasem z drzazgą pod stopą. 😉 Świetna, mądra i bardzo osobista recenzja! ❤️
UsuńŚwietna pozycja - może pomoże nam lepiej zrozumieć starsze pokolenia
OdpowiedzUsuń