Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DMITRY GLUKHOVSKY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DMITRY GLUKHOVSKY. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 października 2022

WITAJCIE W ROSJI

DMITRY GLUKHOVSKY

"W naszym Kraju (Rosji) polecenia z góry nadają tylko prawny kształt zbiorowej nieświadomości."

Ciekawy zbiór opowiadań, nie wszystkie najwyższych lotów, ale kilka prawdziwych perełek. Zwłaszcza przy „Protezie” znakomicie bawiłam się, chociaż płynęły szalenie gorzkie przesłania. Zgadałam się ze spostrzeżeniami autora, jakbym patrzyła na otaczającą mnie rzeczywistość, konsumpcjonizmem na pokaz, ślepą pogonią za nowinkami w branży technologicznej i kosmetycznej. Nie trzeba wyjechać do Rosji, żeby takie trendy znaleźć, są obecne także w polskich realiach. Rewelacyjne zakończenie, dosadnie podsumowujące to, co dzieje się w wielu umysłach młodych ludzi, choć zdarza się i w starszych, przesadnie nabitych reklamowymi przekazami bazującymi na uzyskaniu efektu poczucia wyjątkowości u odbiorcy. Najlepszy utwór w „Witajcie w Rosji”, dlatego na początku zwracam na niego uwagę.

Opowiadania poruszały się po współczesnych rosyjskich klimatach, z różnych ujęć i przybliżeń. Bazowały na opisie rzeczywistości z uwzględnieniem politycznych, społecznych, ekonomicznych i medialnych aspektów funkcjonowania w przestrzeni Rosji. Kraj oficjalnie osadzony na filarach historycznej dyktatury, współczesnego autokratyzmu, z wysokimi piętrami zakłamania i korupcji, z podziemnymi podkopami oligarchicznych ambicji i ograbiania ludności. Dmitry Glukhovsky atrakcyjnie wprowadził elementy prawdziwych zdarzeń, miejsc, osób i idei do fantastyki. W dużej mierze zdał się na skojarzenia, symbolikę, ironię i karykaturę. Zupełnie jakby jedynie satyra mogła ogarnąć ogrom tandety i ohydztwa z lotu ptaka i w zbliżeniu na grupę społeczną lub jednostkę. Czasem science fiction wkradało się na początku utworu, kiedy indziej dopiero w zaskakujące zakończenie. Nie było przekombinowanych tekstów. Proste i czytelne przekazy zapakowane w gorzką prześmiewczą zabawę, z ponurymi i niezbyt budującymi przesłaniami.

„From Hell” wypełniał świetnie skrojony absurd i jakże wymowna myśl przewodnia. Fatum unosiło się nad syberyjską ekspedycją i jej odkryciami. „Co i po ile” przerażało wydźwiękiem tego, co działo się za szybami eleganckiego szklanego wieżowca. Za omamami nowoczesności kryła się niby nowa Rosja, a po staremu przegniła rządzą władzy i pieniędzy. „Panspermia” nie w pełni przekonywała. Dwujęzyczna narracja przeszkadzała, ale znakomicie oddawała klimat panujący na kosmicznej wyprawie. Natomiast finalna odsłona dawała pole do popisu dla wyobraźni. Rewelacyjnie bawiłam się przy „Nim ucichnie wiatr”, opowiadanie dobitnie pokazało kondycję współczesnych programów telewizyjnych, jak ogłupiają masową publikę, schodzą do pierwotnych tematów, wykluczają inteligencję i refleksję. I jeszcze symboliczne wianie wiatru z Zachodu. Także „Główne wiadomości” zwracały uwagę na miałkość i bzdurność emitowanych informacji.

Kapitalne rozwiązanie zaproponował „Szczytny cel”. Dziwaczne i kuriozalne, ale większość polityków uwzględniało. „Każdemu według potrzeb” przyglądało się osobie, która mając wszystko, co tylko mogła sobie wymarzyć, stanęła przed murem braku dalszego uzasadnienia istnienia. Wycinka drzew natychmiast przywoływała niezbyt wesołe refleksje. Króciutkie „Oni czasem wracają” a jakże silne w przekazie, z katastroficznym wydźwiękiem dialogu prowadzonym przez Pierwszego i Drugiego, skontrastowanym z wakacyjną scenerią. „Utopia” ukazywała dwustronność pojmowania wolności jednostki, „Jedna dla wszystkich” kulisy podtrzymywania dumy z ojczyzny, „Objawienie” demograficzne połączenie narodowego lidera i kościoła prawosławnego. Uśmiałam się przy „Na dnie”, opowieści o pijaczkach, telewizyjnej propagandzie i sprzeniewierzeniu środków państwowych. Lekkie w formie, ale z wnikliwym spojrzeniem na rosyjską rzeczywistość. 

„Deus ex Machina” sięgnęło do mechanizmów przeprowadzania pozornych wyborów, interpretacji czynnika ludzkiego, martwych dusz, ingerencji według wskazań, podziemnego rynku głosowania. I kolejny udział kosmitów, w „Nie z tego świata” zestawiało owieczki z elektoratem, duchowieństwo z deputowanymi, a w tle gigantyczny głaz mający staranować Ziemię. „Przed i po” weszło w zapomniane rosyjskie osady, gdzie posiadanie działającego odbiornika telewizyjnego jawiło się jako szczyt marzeń i wyróżnienie. Jednak bez względu na to, co pokazywał, lub nie, szklany ekran, nic w wioskowych i sąsiedzkich realiach nie zmieniło się, gdyż „Rosji nie da się objąć rozumem...”. Zerknijcie na moje opinie o "Tekście", "Outpoście" i "Outpoście 2" tego autora. 

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 346 stron, premiera 08.04.2022 (2009-2022)
tłumaczenie Paweł Podmiotko, ilustracje Vasily Polovtsev
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 16 marca 2022

OUTPOST 2

DMITRY GLUKHOVSKY

"Są takie żmije, którym odrąbiesz głowę, a ta nawet martwa może jeszcze ukąsić i wstrzyknąć jad."

Poprzednia odsłona "Outpost" wywołała bardzo dobre wrażenie, kolejna "Outpost 2" również dostarczyła sporo rozrywki czytelniczej. Byłam pod wrażeniem wytwarzania intrygującego klimat niepewności, zagrożenia i katastrofy, wplecenia elementów horroru i sensacji. Dmitry Glukhovsky swobodnie miksował trendami gatunków, dzięki czemu nie wiedziałam, w jakiej atmosferze w danym momencie będę się poruszać. Podobnie było ze scenariuszami losów bohaterów, jeden zaskakujący splot okoliczności, nagłe odwrócenie sytuacji, niespodziewane uderzenie, potrafiły wszystko zmienić. I to zdecydowanie przemawia na plus historii. Kolejny pozytywny aspekt wiązał się z postapokaliptyczną wizją Rosji, prowadzoną sugestywnie i z wyczuciem. Co więcej, złożoną z wielu warstw, przeszłych i współczesnych odniesień, wygórowanych ambicji i rzeczywistych realiów. Rosja sama dla siebie stanowiła zagrożenie, ale też wyraziście wyczuwało się jej negatywny wpływ na losy świata. 

Autor podsuwał tematy do rozważań, zachęcał do przemyśleń odnośnie kondycji rosyjskiego państwa. Wyciągał wciąż drzemiące w narodzie marzenia o potędze, której wszyscy powinni się bać, pragnienia części społeczeństwa bycia zjednoczonym pod silną ręką z cechami caratu i cesarstwa. Rewelacyjnie ukazał zderzenie tego, co w ścisłych kręgach Moskwy, tym silniejszych i bogatszych, a przy tym bardziej frasobliwych i lekkomyślnych, im bliżej centrum miasta, z jej rubieżami, zaniedbanymi i zapomnianymi, biednymi i surowymi, traktowanymi jedynie jako bufor bezpieczeństwa przed inwazją zła. Nikt nie śmiał się buntować wobec narzuconemu porządkowi, przynajmniej w oficjalnej wersji, w obawie przed zdradliwym donosem sąsiada, pochlebcami aparatu państwowego, drastycznymi represjami ze strony służb bezpieczeństwa. Skąd my to znamy? W Jarosławiu, kiedyś ważnym węźle kolejowym, teraz najdalej wysuniętym miejscu na peryferiach Moskowii, ufortyfikowanym posterunku, coś zdecydowanie poszło nie tak, jak powinno. Lisicyn Jura zostaje wysłany z setką żołnierzy, aby sprawdzić, co tam się stało, dlaczego trwała cisza mieszkańców pierwszej zapory przed czymś niezidentyfikowanym.

W powieść wgryzałam się mając na uwadze mroczny klimat, wypływające przesłania, wyrazistych bohaterów i zajmującą intrygę. Nie ma jednej kluczowej postaci, w zamian kilka wiodących. Nie miałam pewności, czy długo będą towarzyszyć w czytelniczej przygodzie, jakie barwy będą do nich przyrastać, dokąd mnie zaprowadzą. Obserwowałam to, co działo się w Moskwie, jakim presjom poddawane były symbole rosyjskiej kultury wobec braku telewizji i internetu, a także podróżowałam śladami spustoszenia i walki o przetrwanie. Narracja przyjemna, miękko w nią wchodziłam, wygodnie płynęłam nurtem. Zgrabnie dostosowała się do potrzeb odbiorcy. Niekiedy akcja zastygała w mało wciągających scenach, ale żadna nie została bezpodstawnie włączona do fabuły, dawała uzasadnienie lub nadawała koloryt. Finalna odsłona w pełni usatysfakcjonowała, wpasowała się w ciąg trudnych indywidualnych decyzji i wyzwań. Jej wydźwięk długo jeszcze rozbrzmiewał w myślach. Zanim sięgnie się po powieść, warto poznać jej poprzedniczkę. Zerknijcie też na wrażenia po spotkaniu z "Tekstem" tego autora.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 346 stron, premiera 24.11.2021, tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

niedziela, 5 września 2021

TEKST

DMITRY GLUKHOVSKY

"Było mu strasznie od nieodwołalności i słodko nie wiedzieć od czego; od zemsty - a strasznie było przecież też i od niej, i od tego, że okazała się być słodka."

Niestety, książka minęła się z moimi oczekiwaniami, nie tego się po niej spodziewałam. Męczyłam się podczas spotkania z nią, odłożyłam nawet na kilka dni, aby spróbować ponownie, być może z lepszym nastawieniem, lecz nie pomogło. Nie mogłam zgrać się intelektualnie z głównym bohaterem, rozumiałam, że został mocno skrzywdzony, zabrano mu najpiękniejsze lata młodości, ale jego filozoficzna natura zamiast wciągać odstraszała. Z pewnym stopniu tłumaczyłam faktem, że tak naprawdę nie miał szansy rozwinąć się i dojrzeć, w końcu czas, kiedy powinien zdobywać w szybkim tempie sporo doświadczenia, spędził w więzieniu, a trafił tam w wieku dwudziestu lat. Rozmyła się wówczas sfera realna pobytu w zamkniętej placówce ze sferą marzeń o odzyskaniu wolności. A kiedy pojawiły się skrajności Ilja wpłynął w bystry nurt prowadzący ku destrukcji. Irytowały podejmowane przez niego decyzje, chociaż próbowałam je usprawiedliwić.

Podobał mi się natomiast opis pierwszych kroków po odsiedzeniu siedmioletniej kary. Ilja Lwowicz zderzył się nową technologiczną rzeczywistością, która znacząco odmieniła kanały komunikacji międzyludzkiej. Odświeżenie zetknięcia z Moskwą wypadło wyraziście i emocjonująco. Dobrze oceniłam pomysł na fabułę, nie był nowatorski, za to niósł cenne przesłania, w które powinni wsłuchać się współcześni, zwłaszcza osoby zakochane w social mediach. Uzyskując dostęp do czyjegoś telefonu można nie tylko zebrać pokaźny pakiet informacji o właścicielu, ale również wykorzystać wiedzę przeciwko niemu, posłużyć się nią do własnych celów. Nie miałam większych zastrzeżeń do stylu narracji, płynnie prowadziła po scenariuszu zdarzeń, momentami wkradał się chaos, jednak związany był głównie ze słabym dopracowaniem fabuły. Dobry pomysł to za mało, liczy się również jego atrakcyjne zaprezentowanie, a w tym zakresie momentami wiało nudą. Po poznaniu książki na dłużej zapamiętam scenę spotkania Ilji z dawnym przyjacielem, ciekawie i realnie opracowana od strony psychologicznej, a przy okazji nakłaniająca do refleksji. Dialog Lwowicza z byłą narzeczoną zupełnie mnie nie przekonał, dziewczyna wypełniła swoją rolę, zaś kluczowa postać wyrwała się z kontekstu życia i zatrzymała na poziomie nastolatka. Szkoda rozczarowania, tym bardziej, że powieść dobrze zapowiadała się, ale i mocno mieszane w ocenie przygody wliczone są w pasję czytania. Na szczęście, całkiem niedawno miałam okazję poznać "Outpost" tego autora, książka w postapokaliptycznym klimacie, poprowadzona sugestywnie i z wyczuciem, wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, lecz to zupełnie inna historia.

3/6 - w wolnym czasie
sensacja, 366 stron, premiera 05.05.2021 (2017), tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

czwartek, 10 czerwca 2021

OUTPOST

DMITRY GLUKHOVSKY

"Była Rosja - została Moskowia."

Uwielbiam wchodzić w postapokaliptyczne klimaty, zwłaszcza jak poprowadzone są sugestywnie i z wyczuciem. Odpowiada mi nurt w literaturze traktujący o globalnej katastrofie ściągniętej na siebie przez człowieka, jakbyśmy chcieli wyeliminować obecność naszego gatunku na Ziemi. Przypatruję się sposobom na przetrwanie ocalonych. Stoją na straży człowieczeństwa lub oddalają się od niego. Niewątpliwie Dmitry Glukhovsky potrafi wytworzyć odpowiedni klimat niepewności, momentami grozy. Narracja przyjemna, miękko się w nią wchodzi, wygodnie płynie nurtem, zgrabnie wpasowuje się w potrzeby odbiorcy. Co prawda, pierwsze rozdziały powieści nie należą do dynamicznych i pełnych incydentów, nastawione są na konstruowanie portretów postaci i oddanie rzeczywistości, w której przyszło im żyć, a jednak nieustannie wyczuwa się, że coś wisi nad losami bohaterów, czeka ich nagły zwrot życia, zbliża się niebezpieczeństwo, nad którym trudno będzie zapanować. W miarę zagłębiania się w fabułę instynktownie przeczuwamy, że niewyobrażalna groza czai się w mrocznej scenerii, z każdą chwilą zbliża się do ludzi. Pod koniec przygoda nabiera sprężystości w spektakularnych incydentach, wiele się dzieje, do zatrważających obrazów dołącza się szkarłat, skręcamy w stronę horroru i akcentów zombie. Finalna odsłona w pełni satysfakcjonuje, zapewnia fantastyczną rozrywkę, wpasowuje się w ciąg ciężkich indywidualnych decyzji, przed którymi stanęły postaci.

Miasto Jarosław, usytuowane nad Wołgą, kiedyś ważny węzeł kolejowy, teraz najdalej wysunięte miejsce na peryferiach, pełni funkcję ufortyfikowanego posterunku i pierwszej zapory przed czymś niezidentyfikowanym, co może chcieć przekroczyć granicę nowej rosyjskiej rzeczywistości. Nie wiemy dokładnie, jaka wojna doprowadziła do rozpadu kraju, jak dawno wybuchła, jak daleko sięgnęła, za to obserwujemy jej przerażające konsekwencje. Gęste, trujące, zielone opary unoszą się nad rzeką, kwaśne deszcze, przed którymi należy bezzwłocznie kryć się, trudności dostępu do nieskażonej żywności. Placówkę, jaką stworzono na wycinku jarosławskiej ziemi, zamieszkuje ponad setka ludzi, wojskowych i cywili, a dowodzi nimi pułkownik Siergiej Pietrowicz. Ciekawie sportretowany osobnik, nie można go brać całkowicie na poważnie, ale szczypta humoru przydaje się w toksycznej atmosferze. Jego pasierb, siedemnastoletni Jegor, nie należy do spokojnych młodzieńców, ewidentnie poszukuje przygód, marzy o karierze muzyka, jednocześnie wie, że skazany jest na życie w izolacji. Dwudziestoczteroletnia Michelle nie może pogodzić się z tym, że musiała uciekać z Moskwy na daleki zapadły kąt, chce wykorzystać każdą szansę, żeby dostać się do stolicy. Tyle, że nie wiadomo, czy ta wciąż funkcjonuje. Krótkie rozkazy wydawane przez stacjonarny telefon z Moskwy nie niosą żadnych konkretnych dodatkowych informacji, ale wciąż uprawiają propagandę. Marazm, przygnębienie, brak nadziei i tęsknota za dawnymi czasami dobijają ludzi, wkrada się nuda i stagnacja, chęć na odmianę i bunt. Pewnego dnia przez most do Jarosławia przedostaje się tajemniczy osobnik. Jakie niesie wieści? Czy daje nadzieję, że po drugiej stronie Wołgi świat jednak istnieje w ludzkim wymiarze? A może należy czuć trwogę wobec jego kształtu? Religia będzie wybawieniem czy trucizną rozsiewaną przez fanatyków?

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 348 stron, premiera 24.03.2021 (2019), tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst ukazał się pierwotnie na PapieroweMotyle.pl