Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Insignis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Insignis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2026

BĘDZIE BOLAŁO

SEKRETNY DZIENNIK MŁODEGO LEKARZA

ADAM MAY

"Moja twarz pokerzysty przydawała mi się wielokrotnie w ciągu dotychczasowej medycznej kariery.”

Kolejna książka wybrana do omówienia w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Nie zdecydowałam się na spotkanie z nią, kiedy miała premierę osiem lat temu, uznałam, że jest spoza moich czytelniczych zainteresowań. Teraz czując się w obowiązku przygotowania na spotkanie DKK zabrałam się za nią. Po poznaniu podtrzymałam opinię, że z mojego punktu widzenia są ciekawsze książki, z których więcej wynoszę. Książka oferuje wejrzenie nie od strony wyobrażeń o zawodzie lekarza i podręczników medycznych, ale bezpośredniej relacji uwikłanego w zawód ginekologa i położnika, ostrzegającego, w co tak naprawdę studenci medycyny chcą się wpakować, z czym przychodzi im się mierzyć, i jak to wszystko ma się do etosu lekarza.

„Będzie bolało” ukazuje arcyważne aspekty funkcjonowania brytyjskiej służby zdrowia z perspektywy młodego lekarza, choć można znaleźć wiele punktów stycznych także z polską. Narrację wypełnia humor, ironia, celne ujęcie tematyki, ciekawe spostrzeżenia i zaskakujące fakty, jednak przez wszystko przebija się smutek i dramat zderzenia prozy profesji lekarskiej i kadry środowiska medycznego z ambicjami, marzeniami, misją i etyką zawodów powiązanych z medycyną. Nie ma się co czarować, lekarz to najbardziej wymagający i obciążony psychicznie zawód. Wynika to nie tylko z ekstremalnie trudnego trybu pracy i nieustannej nauki, o czym wspominał Adam Kay, ale również ze szczególnych predyspozycji i cech osobowości, aby być w stanie go wykonywać, radzić sobie ze stresem, odpowiedzialnością za życie i śmierć, poświęcać życie osobiste, w tym zdrowie i relacje rodzinne. 

Tak ekstremalnie potrafią funkcjonować tylko wybitne jednostki, elastycznie dostosowujące się do warunków, oczekiwań, osobistych kontaktów z pacjentem i bliskimi. Inna sprawa, jak wiele reprezentantów środowiska medycznego szuka ukojenia w alkoholu i innych używkach. Jako pacjenci wyczuwamy, który z lekarzy dysponuje empatią i zrozumieniem, wychodzi poza schematy i niezbędną wiedzę, potrafi słuchać i odpowiadać, a w tym wszystkim zmieścić się w limicie czasu dla jednostki, rozbudowanej biurokracji i oczekiwań przełożonych. Temat można rozwijać w nieskończoność, omawiać konkretne przypadki, zająć się polityką medycyny, a jednak niewiele wniosłoby to do realiów biznesowych zasad i uwarunkowań szpitali, oraz kampanii propagandowych ministerstwa zdrowia. Walka na pierwszej linii frontu w publicznej służbie zdrowia to tak naprawdę forma swoistego przetrwania, zwłaszcza w ujęciu młodych lekarzy. 

„Będzie bolało” dobitnie pokazuje wadliwe realia systemu kształcenia lekarzy i służby zdrowia, ale też szeroką gamę emocji towarzyszących zawodowi lekarza i konieczności złapania do nich odpowiedniego dystansu. Adam Kay nie dał rady wytrwać w zawodzie, miał odwagę, aby porzucić coś, nad czym ciężko przez wiele lat pracował, czego oczekiwali od niego najbliżsi. I za to go szanuję, ale szkoda, że wcześniej nie poddał się diagnozie własnych predyspozycji i wyobrażeń o spełnianiu się w zawodzie. Jego zapiski z notesów, które prowadził jako lekarz, ujęte w lekkiej i przyjaznej narracji, wypełnionej dowcipem i absurdami profesji lekarskiej, warte są poznania przez osoby zamierzające związać się z medycyną. Przekonają się, czy faktycznie, oczywiście do pewnego stopnia, pogodzą się z podobnymi dramatycznymi doświadczeniami i będą umiały poradzić sobie z nimi w codziennym funkcjonowaniu. 

                                                                                                              (zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)
3.5/6 – w wolnym czasie
literatura współczesna, autobiografia, 308 stron, premiera 06.06.2018 (2017)
tłumaczenie Katarzyna Dudzik
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

wtorek, 13 stycznia 2026

DIDDLY SQUAT

TYLKO KROWA NIE ZMIENIA ZDANIA

JEREMY CLARKSON

"(Na farmie) każdy dzień przynosi nowe, zupełnie nieprzewidywalne kłopoty.”

Książeczka na poprawę humoru i chwilę refleksji. Z jednej strony zabawna i dająca się wdzięcznie czytać, z drugiej ironiczna i zogniskowana na wyłapywaniu absurdów funkcjonowania w rolnictwie, chociaż nie tylko. Przyjemny styl narracji, atrakcyjnie wędruje się po angielskiej wsi. Felietony wypełnia brawura w wyrażaniu własnych spostrzeżeń i refleksji, bez względu na liczenie się z rządowymi siłami, politycznymi zapędami, urzędniczym zaślepieniem, ekologicznymi ruchami, ogłupionymi influenserami i szczególnym rodzajem klasy społecznej pracującej w mieście a mieszkającej na wsi. Jeremy Clarkson znakomicie potrafi obserwować otaczającą go rzeczywistość, wyłapywać nieścisłości i wzajemne zaprzeczenia, wyciągać na światło dzienne to, co znane jedynie w kuluarach społecznych, gospodarczych, politycznych, kulturowych, a nawet unijnych. Nie ze wszystkimi opiniami i poglądami autora zgadzam się, niektóre budzą sprzeciw lub konsternację przyjmowania proponowanych założeń, lecz doskonale rozumiem, że kwestie podejścia do wybranych zagadnień różnią się w zależności od perspektywy spojrzenia na nie.

Tematyka felietonów kręci się głównie wokół farmy i rolnictwa, lecz treści są na tyle różnorodne i barwnie przedstawione, że łatwo daję się wciągnąć. Na wiele zagadnień patrzę z uśmiechem, przykładowo w przypadku uporu jednej z krów, szalonych z punktu widzenia opłacalności pomysłów i inwestycji, udręki budowy domu, czy braku umiejętności prowadzenia traktora. Niektóre przywołują uciążliwości w prowadzeniu gospodarstwa, jak niechęć części mieszkańców wobec jakichkolwiek zmian, astronomiczny przerost biurokracji, przepisy hamujące nowe inicjatywy rolników. Do książki wpada ciekawy felieton o wyzwaniach starości i odwołania do nawyków młodości. Bawi i jednocześnie zasmuca niszczycielska dla angielskiego rolnictwa umowa dostarczania żywności z innych krajów, w których przestrzeganie angielskich norm nie obowiązuje. Inny poruszany temat, to uzasadnienie polowania na bażanty, którego argumenty znikomo przekonują. Przy konflikcie z racjami miłośników borsuków mam mieszane odczucia. Książka na jeden wieczór czytelniczy, dostarcza sporo zabawy, pozwala zajrzeć na chwilę do angielskiego gospodarstwa, zerknąć z czym musi się mierzyć, ale krótko pozostaje w pamięci.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, felietony, 261 stron, premiera 26.07.2023 (2022)
tłumaczenie Michał Jóźwiak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis.

piątek, 19 lipca 2024

PARYŻ: LEWY BRZEG

PIERRE BORDAGE

UNIWERSUM METRO 2033

„Ludzie nie mogliby żyć bez legend.”

Przyjemna przygoda czytelnicza, gładko się czyta, umiarkowanie wciąga i niczym szczególnym się nie wyróżnia, jednak ma w sobie coś, co powoduje, że pomimo pewnych zastrzeżeń, kontynuuje się poznawanie. Powieść w klimacie drogi, tyle że nie na powierzchni a pod nią, starymi nieczynnymi korytarzami metra, w ponurej, zgasłej, śmierdzącej i niebezpiecznej otoczce. Po globalnej katastrofie, ułamek liczebności jednej z europejskich populacji przetrwał dzięki temu, że zszedł do wnętrzności Ziemi, do czeluści paryskiego metra. Toksyczne powietrze planety uniemożliwia nawet spojrzenie na krążące wokół niej Słońce lub Księżyc, zatem ukryty przed toksycznymi oparami mrok stał się jedynym możliwym środowiskiem dla człowieka.

Dziesięć węzłów i szesnaście stacji staje się domem dla kolejnych pokoleń zmuszonych żyć w sprawującej absolutną i niezbywalną władzę ciemności. Odległe z bogatej przeszłości incydenty, społeczne realia i kultura stopniowo odeszły w zapomnienie. Zaledwie jednostki pamiętają sztukę pisania i czytania, z czym zmuszone są ukrywać się. O życiu istot ludzkich, różnorodności fauny i flory przed katastrofą, świadczą jedynie słowa i ilustracje z cudem uratowanych przed zagładą książek. W kolejnych pokoleniach coraz częściej pojawiają się mutacje ludzkie, jako następstwa przystosowania do życia w piwnicznym środowisku, jak widzący w ciemnościach, dysponujący wyostrzonym słuchem, odczytujący ruch za pomocą owłosienia, przewidujący wydarzenia odległe w kilometrach. Deformacje ciał intensyfikują się, co budzi strach i nie wszystkim się podoba.

Jednakże tym, co nie uległo zmianie, to mroczna natura człowieka, szeroki wachlarz wad i skaz charakterów, pogoń za władzą i bogactwem, wybujała ambicja i gotowość do sięgania nawet po drastyczne rozwiązania w imię osiągania własnych interesów. Ludzkość poszatkowana pod względem tożsamości, jednostki pogrupowane zaledwie w dziesiątki, żyjące w brudnych i obskurnych tunelach i korytarzach, zwalczają się wzajemnie zamiast współpracować dla dobra ogółu. Na horyzoncie pojawia się reformatorska postać, z aspiracjami dokonania zjednoczenia i wprowadzenia sprawiedliwego dostępu do resztek znajdywanych po poprzedniej cywilizacji i redystrybucji mocno ograniczonych dóbr. Misja, przed jaką staje, wymaga dyplomatycznych umiejętności, zanurzenia się w mroku niedostatku i nędzy, pokonania zwyrodniałej wersji religii i fanatycznych służebników. Trzeba znajdywać kompromisy moralne, odróżniać przyjaciół od wrogów, być gotowym na poświęcenia. Jak z tym wszystkim radzi sobie Madonna z Bac? 

Innym wiodącym wątkiem jest walka w skrajnie nieprzyjaznym środowisku dwójki młodych ludzi, Plaisance i Jussa. Z zainteresowaniem poznaje się ich losy, pełne potwornych incydentów i zaskakujących obrotów spraw. Pierre Bordage również ciekawie przybliża intrygę związaną z Parnem, pastorem wyłonienia zwanym Blaskiem Niebios, oraz jego sekretarzem Augirem, zagadkową postacią. Postawa i czyny młodej kobiety Zorzy także trzymają w napięciu odnośnie przeżyć i przemyśleń, łatwo wejść w jej skórę i zaprzyjaźnić się z nią. Czasami autor powtarza opisy, nie omija niekonsekwencji, spłaszcza wydźwięk wydarzeń, upraszcza fabułę, przez co przygoda traci na efektowności i intensywności, zaś bohaterowie na głębi i atrakcyjności. Pierwszy tom trylogii, zatem niejako wprowadzenie do większej całości, spodziewam się mocniejszych wrażeń w kolejnych odsłonach. Inna powieść przedstawiona na Bookendorfinie z akcją osadzoną w Uniwersum Metro 2033 to "Droga stali i nadziei" Dmitrija Manasypowa.

4/6 – warto przeczytać
fantastyka postapokaliptyczna, 480 stron, premiera 27.03.2024 (2020)
tłumaczenie Justyna Karczewicz
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 18 lutego 2024

I KTO TU RZĄDZI?

POLITYKA DLA POCZĄTKUJĄCYCH

RICH KNIGHT

"Kiedy rządzącym zdarzy się coś schrzanić, zazwyczaj dzieje się tak nie dlatego, że ich praca jest zbyt trudna, ale dlatego, że zapomnieli, komu ich praca ma służyć. Pomylili swój własny interes (lub interes swoich przyjaciół) z interesem ogółu."

Znakomita propozycja dla młodych. Fantastyczne kompendium podstawowych informacji o polityce. Czytelnik zdobywa wiedzę i kształtuje światopogląd. Rich Knight udowadnia, że od najmłodszych lat warto zaznajamiać dzieci z formami sprawowania władzy, obywatelskich prawach i obowiązkach. Im bardziej świadome społeczeństwo, tym większe szanse na wzmocnienie siły i wizerunku państwa, dobrobytu mieszkańców i właściwości sprawiedliwości. Dzięki wspólnemu czytaniu z młodym odbiorcą wzmacniamy w nim zrozumienie różnorodnych aspektów powiązanych z polityką, uświadamiamy reguły rządzenia państwem i ważność wyborów. Nie tylko dzieci chętnie wchodzą w „Kto tu rządzi”, dorośli przypominają sobie, czym naprawdę powinna być polityka, jak powinna być sprawowana i przez kogo.

Rich Knight stawia nie tylko na szeroki zakres wiedzy o polityce, lecz także na wyjątkowo lekką formę narracji, przesiąkniętą zabawnym stylem i dobrym humorem. Polityka w takim wydaniu wydaje się przystępna i zrozumiała, co więcej atrakcyjna i wciągająca. Wyznaczając młodym czytelnikom zadania, kolejne etapy w procesie kształtowania politycznej otoczki wymyślonego państwa, zmusza do zastanowienia się, pomyślenia nad zasadnością wybierania określonych opcji, lepszego zgłębienia materiału i jego zapamiętania. Udanie zachęca do poznania różnych możliwych alternatyw i prześledzenia konsekwencji. Z każdym rozdziałem coraz bardziej rozbudowuje się państwo, poczucie tożsamość i jedności, wewnętrzny i zewnętrzny wizerunek. 

Wymyślanie nazwy państwa, kształtowanie konstytucji, projektowanie flagi, tworzenie hymnu, wybieranie waluty i przyznawanie odznaczeń. Właśnie tego dzieła, za pośrednictwem przyjaznych wytycznych autora, dokonują dzieci. Dowiadują się o systemach politycznych, trójpodziale władzy, parlamencie, prezydencie, rządzie, sądach i trybunałach. Poznają ordynację wyborczą, partie polityczne i koalicje. Wdrażają się w pracę ministerstw, międzynarodowych organizacji, handlu i współpracy. Rich Knight przejrzyście i przystępnie przekazuje, czym charakteryzują się różne ideologie. Pod koniec publikacji wkracza w aspekty sprawiedliwości, uprzedzeń, dyskryminacji, a także podatków, petycji i protestów, oraz zmian klimatu, sztucznej inteligencji i ubóstwa. Wszystko wzbogaca zajmującymi przykładami i przemawiającymi do wyobraźni porównaniami. Wybornie przygotowuje młodych czytelników do przyszłego ulepszania świata.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, polityka, wiek 9+, premiera 27.09.2023 (2021)
miękka okładka, 176 stron, format 15,6cm x 22,2cm
tłumaczenie Katarzyna Dudzik, ilustracje Allan Sanders
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 16 lutego 2024

LONDYŃSKIE ZASADY

MICK HERRON

SLOUGH HOUSE tom 5

„Mów tak jakbyś wiedział więcej, niż możesz powiedzieć, zachowuj się, jakbyś miał zrobić więcej, niż zamierzasz. A podczas kampanii kłam, ile tylko wlezie...”

Seria rządzi się specyficznym klimatem, do którego łatwo się dostosowujemy, chociaż niektóre sceny potrafią wywołać lekkie obrzydzenie, zwłaszcza kiedy udział bierze Jackson Lamb. Nie do końca podchodzi mi wówczas ten rodzaj czarnego humoru, ale trzeba przyznać, że podkręca atmosferę szaleństwa kulawych koni, zdegradowanych do podrzędnej roli członków wywiadu, którzy już nie mają co liczyć na powrót do elity agentów, a wszystko za sprawą rażących wpadek i pomyłek. A kiedy nie ma się nic do stracenia, wówczas rodzą się w głowach zwariowane pomysły, puszczają moralne hamulce, świat zmienia się w mikroskalę. Wydawałoby się, że dawna alkoholiczka, uzależniony od komputerów, aktywna narkomanka, podejrzany o psychopatię, zniecierpliwiona kobieta i bazujący na protekcji mężczyzna, nie mają wiele do zaoferowania w życiu zawodowym i prywatnym. A jednak, kiedy amerykańska ojczyzna zostaje postawiona w stan niebezpieczeństwa, nie wahają się przyjść jej z pomocą, na miarę własnych możliwości i pod wodzą ekstremalnie egocentrycznego szefa. Pierwszy tom „Kulawe konie” oscylował wokół porwania pakistańskiego studenta, drugi „Martwe lwy” wszedł w cień kontrwywiadu, trzeci „Prawdziwe tygrysy” mierzył się z niebezpiecznymi przeciwnikami, czwartego „Ulica szpiegów” jeszcze nie poznałam, zaś piąty „Londyńskie zasady” walczy z szerokimi atakami terroryzmu.

Mick Herron ma smykałkę do udanego łączenia różnorodnych bohaterów, tworzenia pozornie mało zgranej grupy uwikłanej w działania, których nikt nie chce się podjąć, lecz ich pozytywne rezultaty mają wielu ojców. Obskurny budynek Slough House w londyńskiej dzielnicy to siedziba nieudaczników i wyrzutków z głównego nurtu tajnych służb Regent’s Park. Jednakże zesłańcy do strefy owianej wstydem zapomnienia wciąż liczą, że kiedyś wreszcie odpracują grzechy. Kiedy Wielka Brytania zostaje postawiona w najwyższy stan gotowości ze względu na ciąg zamachów terrorystycznych, narażając życie włączają się w walkę z bestialstwem. Intryga ciekawie zapleciona, bazuje na wielu ujęciach, wartkim nurcie i mnogości zdarzeń. Czasem rzeczy przybierają absurdalny wymiar, kiedy indziej wymykają się prawdopodobieństwu, ale na tym polega unikalny urok serii. Dociekanie prawdy, kto stoi za strzelaniną w wiosce Abbotsfield, podczas której zginęło dwanaście osób, wybuchem bomby w ogrodzie zoologicznym miasta dzwonów i paraliżem londyńskiego ruchu kolejowego, to tylko wybrany kierunek obrany przez pariasów ze Slough House. Drugim jest ratowanie jednego ze swoich, przed zabójczymi wrogami, zdradliwą kobietą i samym sobą. Czy klątwa kulawych koni pomoże czy przeszkodzi w osiągnięciu sukcesu? Komu tym razem się narażą i jakie poniosą konsekwencje? Powieść szybko się czyta, przyjemny styl narracji, bogaty scenariusz zdarzeń, różnorodny plan, wyjątkowe postaci. Sensacyjnie, szpiegowsko, kryminalnie, z nutą czarnego humoru i politycznego pastiszu.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller szpiegowski, 434 strony, premiera 26.04.2023 (2018)
tłumaczenie Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 8 stycznia 2024

MOCARNE MÓZGI

ADAM KAY

"Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze.”

Styl narracji szalenie sympatyczny, zawiera sporą dawkę humoru, czym zdecydowanie ujmuje młodych czytelników. Chociaż cechuje się powtarzalnością pewnych sformułowań i kontekstów sytuacyjnych, zwłaszcza w odniesieniu do krytycznego tonu ciotki Prunelli, co dorosłych może nieco uwierać, ale publikacja kierowana jest do młodzieży, zatem należy to uwzględnić w ocenie. Suczka Pippin nie ma sobie równych w podtrzymywaniu dobrej zabawy w psoceniu i brojeniu. Jeśli chodzi o zawartość merytoryczną „Mocarnych mózgów”, również mam kilka uwag, zwłaszcza w aspekcie nie zawsze trzymających się faktów, czy dużych uproszczeń w przedstawianych sylwetkach ludzi w znaczący sposób zmieniających świat. Ale i w tym obszarze, do pewnego stopnia, można obronić książkę. Zafałszowane uogólnienia krążą w ogólnej wiedzy cywilizacyjnej i młodzież z pewnością, wcześniej czy później, zetknie się z zaprzeczeniami, właściwymi interpretacjami tożsamości wynalazków, ważności aktywności naukowej, czy szczególności idei z punktu widzenia przeszłości, przeprowadzi zestawienie teorii.

Adam Kay dokonuje osobistego wyboru ludzi w dużej mierze przyczyniających się do rozwoju myśli ludzkiej, zwracających uwagę na problemy ludzkości, dających inne niż przyjęło się spojrzenie na wybrane zagadnienia, mocno umocowanych w życiowych pasjach. Można podważać dobór imion i nazwisk, ale niewątpliwie kluczem jest inspirowanie czytelników do poznawania świata, zachęcanie do rozwijania własnych zainteresowań, przyciąganie do zastanawiania się nad podążaniem myśli naukowej. Autor podkreśla, że każdy może przyczynić się do rewolucji naukowej, społecznej lub kulturowej, poprzez zwykłe wydawałoby się zachowania stworzyć coś niesamowicie niezwykłego. Podoba mi się, że kładzie nacisk na to, że aby dokonywać wspaniałych rzeczy wcale nie trzeba być geniuszem, mieć czerwone świadectwa szkolne, wygrywać w olimpiadach, wystarczy podążać za zainteresowaniami, poszerzać horyzonty, oddawać się pasji, pielęgnować zapał odkrywania. Czasem niepozorny wynalazek poprawia jakość życia społeczeństwa, zasiewa myśl o konieczności dbania o planetę, wnosi wkład w medyczne osiągnięcia. Oczywiście, zdarzają się pomyłki, ślepe uliczki, porażki, ale właśnie w ich strumieniu wyłapuje się coś przydatnego i kluczowego do rozwoju cywilizacji. Ciekawym pomysłem jest zestawianie prawdy i fałszu po każdej z dziesięciu omówionych osobistości, załączanie cytatów i quizu w postaci wykrywacza kłamstw. Czarno-biała oprawa graficzna cechuje się dowcipem kreski i komizmem sytuacyjnym. Fantastycznie dopełnia treść, wyłapuje kluczowe przekazy i podkreśla rysunkiem.

4/6 - warto przeczytać
literatura młodzieżowa, literatura popularnonaukowa, biografia, 112 stron, premiera 28.09.2023
tłumaczenie Katarzyna Dudzik, ilustracje Henry Parker
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

poniedziałek, 21 listopada 2022

PRAWDZIWE TYGRYSY

MICK HERRON

SLOUGH HOUSE tom 3

„Odrzut wywołany przez kobiecy stres mógł urwać palce, jeśli nie było się ostrożnym.”

Trzeci tom „Prawdziwe tygrysy” okazał się bardziej osadzony w realności niż drugi „Martwe lwy”, ale mniej wciągający niż pierwszy „Kulawe konie”. Na szczęście, chociaż Jackson Lamb, szef kulawych koni, nie zmienił się, autor dostarczył mniej opisów niewybrednych i nieobyczajnych wzorców zachowań. Humorystyczny rys w fabule, ale w nadmiarze nie byłby już taki dowcipny i znośny do strawienia. W „Prawdziwych tygrysach” udało się zgrabnie go zrównoważyć. Intryga ciekawa, złożona z wielu warstw, nie były głębokie, jednak wystarczające, by przyciągnąć i utrzymać uwagę czytelnika. Sporo się działo, zdarzenia szybko po sobie następowały, z jednego incydentu wpadałam w drugi i kolejny. Jak na szpiegowską powieść przystało, mnóstwo tajemnic krążyło wokół sprawy, kilka mocnych ogniw sekretnej strony politycznego życia. Podsuwane przez Micka Herrona zmyłki w interpretacji zdarzeń nie należały do trudnych do rozszyfrowania, ale ta historia miała bawić nie tylko intrygą, ale także postawami i relacjami między postaciami. 

Bohaterowie barwnie sportretowani, na plus zasługiwała różnorodność i specyficzne wykolejenie powodujące, że znaleźli się na szarej liście agencji wywiadowczej. Niby wciąż pozostali w zawodzie, lecz zepchnięci na margines uwagi i przywilejów. Jeden popełniony błąd znacznie osłabił ich pozycję w świecie służb specjalnych. Traktowani jak pariasi wciąż pielęgnowali nadzieję, że kiedyś wrócą na główny tor. Pozornie nikt nie chciał z nimi współpracować, ale kiedy groźba spalenia posad wisiała nad głównodowodzącymi, nagle włączani byli do walki o utrzymanie władzy i pozycji. A przecież nawet najzwyklejszy pionek w grze potrafi wiele zamieszać, wykazać się sprytem, odwagą i determinacją. Zła nikt i nic nie wyeliminuje, jednakże można przytłumić jego działania, doprowadzić do patowej sytuacji, wyrwać mu z ręki narzędzie manipulacji. Niedoceniany przez wielu Jackson Lamb i jego osobliwa drużyna musieli zmierzyć się z niebezpiecznymi przeciwnikami. Wszystko zaczęło się od porwania jednej z kulawych koni, Catherine Standish. Wyzwania, jakim zmuszeni byli poddać się nie należały do łatwych, presja czasu rosła, podobnie jak liczebność wrogiego stanowiska. Walczyli jawnie i w ukryciu. W zależności od sytuacji byli przyciszonymi lub głośnymi, delikatnymi lub bezpardonowymi. Potrafili pozorować alianse i zrywać umowy.

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller szpiegowski, 430 stron, premiera 29.03.2022
tłumaczenie Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

wtorek, 25 października 2022

WITAJCIE W ROSJI

DMITRY GLUKHOVSKY

"W naszym Kraju (Rosji) polecenia z góry nadają tylko prawny kształt zbiorowej nieświadomości."

Ciekawy zbiór opowiadań, nie wszystkie najwyższych lotów, ale kilka prawdziwych perełek. Zwłaszcza przy „Protezie” znakomicie bawiłam się, chociaż płynęły szalenie gorzkie przesłania. Zgadałam się ze spostrzeżeniami autora, jakbym patrzyła na otaczającą mnie rzeczywistość, konsumpcjonizmem na pokaz, ślepą pogonią za nowinkami w branży technologicznej i kosmetycznej. Nie trzeba wyjechać do Rosji, żeby takie trendy znaleźć, są obecne także w polskich realiach. Rewelacyjne zakończenie, dosadnie podsumowujące to, co dzieje się w wielu umysłach młodych ludzi, choć zdarza się i w starszych, przesadnie nabitych reklamowymi przekazami bazującymi na uzyskaniu efektu poczucia wyjątkowości u odbiorcy. Najlepszy utwór w „Witajcie w Rosji”, dlatego na początku zwracam na niego uwagę.

Opowiadania poruszały się po współczesnych rosyjskich klimatach, z różnych ujęć i przybliżeń. Bazowały na opisie rzeczywistości z uwzględnieniem politycznych, społecznych, ekonomicznych i medialnych aspektów funkcjonowania w przestrzeni Rosji. Kraj oficjalnie osadzony na filarach historycznej dyktatury, współczesnego autokratyzmu, z wysokimi piętrami zakłamania i korupcji, z podziemnymi podkopami oligarchicznych ambicji i ograbiania ludności. Dmitry Glukhovsky atrakcyjnie wprowadził elementy prawdziwych zdarzeń, miejsc, osób i idei do fantastyki. W dużej mierze zdał się na skojarzenia, symbolikę, ironię i karykaturę. Zupełnie jakby jedynie satyra mogła ogarnąć ogrom tandety i ohydztwa z lotu ptaka i w zbliżeniu na grupę społeczną lub jednostkę. Czasem science fiction wkradało się na początku utworu, kiedy indziej dopiero w zaskakujące zakończenie. Nie było przekombinowanych tekstów. Proste i czytelne przekazy zapakowane w gorzką prześmiewczą zabawę, z ponurymi i niezbyt budującymi przesłaniami.

„From Hell” wypełniał świetnie skrojony absurd i jakże wymowna myśl przewodnia. Fatum unosiło się nad syberyjską ekspedycją i jej odkryciami. „Co i po ile” przerażało wydźwiękiem tego, co działo się za szybami eleganckiego szklanego wieżowca. Za omamami nowoczesności kryła się niby nowa Rosja, a po staremu przegniła rządzą władzy i pieniędzy. „Panspermia” nie w pełni przekonywała. Dwujęzyczna narracja przeszkadzała, ale znakomicie oddawała klimat panujący na kosmicznej wyprawie. Natomiast finalna odsłona dawała pole do popisu dla wyobraźni. Rewelacyjnie bawiłam się przy „Nim ucichnie wiatr”, opowiadanie dobitnie pokazało kondycję współczesnych programów telewizyjnych, jak ogłupiają masową publikę, schodzą do pierwotnych tematów, wykluczają inteligencję i refleksję. I jeszcze symboliczne wianie wiatru z Zachodu. Także „Główne wiadomości” zwracały uwagę na miałkość i bzdurność emitowanych informacji.

Kapitalne rozwiązanie zaproponował „Szczytny cel”. Dziwaczne i kuriozalne, ale większość polityków uwzględniało. „Każdemu według potrzeb” przyglądało się osobie, która mając wszystko, co tylko mogła sobie wymarzyć, stanęła przed murem braku dalszego uzasadnienia istnienia. Wycinka drzew natychmiast przywoływała niezbyt wesołe refleksje. Króciutkie „Oni czasem wracają” a jakże silne w przekazie, z katastroficznym wydźwiękiem dialogu prowadzonym przez Pierwszego i Drugiego, skontrastowanym z wakacyjną scenerią. „Utopia” ukazywała dwustronność pojmowania wolności jednostki, „Jedna dla wszystkich” kulisy podtrzymywania dumy z ojczyzny, „Objawienie” demograficzne połączenie narodowego lidera i kościoła prawosławnego. Uśmiałam się przy „Na dnie”, opowieści o pijaczkach, telewizyjnej propagandzie i sprzeniewierzeniu środków państwowych. Lekkie w formie, ale z wnikliwym spojrzeniem na rosyjską rzeczywistość. 

„Deus ex Machina” sięgnęło do mechanizmów przeprowadzania pozornych wyborów, interpretacji czynnika ludzkiego, martwych dusz, ingerencji według wskazań, podziemnego rynku głosowania. I kolejny udział kosmitów, w „Nie z tego świata” zestawiało owieczki z elektoratem, duchowieństwo z deputowanymi, a w tle gigantyczny głaz mający staranować Ziemię. „Przed i po” weszło w zapomniane rosyjskie osady, gdzie posiadanie działającego odbiornika telewizyjnego jawiło się jako szczyt marzeń i wyróżnienie. Jednak bez względu na to, co pokazywał, lub nie, szklany ekran, nic w wioskowych i sąsiedzkich realiach nie zmieniło się, gdyż „Rosji nie da się objąć rozumem...”. Zerknijcie na moje opinie o "Tekście", "Outpoście" i "Outpoście 2" tego autora. 

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 346 stron, premiera 08.04.2022 (2009-2022)
tłumaczenie Paweł Podmiotko, ilustracje Vasily Polovtsev
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

piątek, 30 września 2022

MARTWE LWY

SLOUGH HOUSE tom 2

MICK HERRON

„Nie da się zestarzeć, nie przywykając do tego, że istnieją sprawy, których nie jesteś w stanie zmienić...a pewne sprawy zmieniają się, nawet jeśli o tym nie wiesz.”

Pierwszy tom serii („Kulawe konie”) dostarczył sporej satysfakcji czytelniczej, rewelacyjnie bawiłam się, emocjonowałam scenariuszem zdarzeń, doceniłam portrety postaci, wpasowałam w klimat. Wszystko to otrzymałam również w drugiej odsłonie, a jednak „Martwe lwy” mniej wciągały. Okazało się, że aby dobrze bawić się przy powieści Micka Herrona musiałam wykazać się akceptacją specyficznego humoru. Konsekwentnie wprowadzał go do zachowań postaci, a zwłaszcza jednej. Nieszczególnie ujmował, chociaż nadawał lekkości mrocznie brzmiącym zdarzeniom, może komuś innemu sprawi większą radość. Podejrzewam, że bohater Jackson Lamb jeszcze niejednokrotnie zaskoczy, czasem zniesmaczy, kiedy indziej zaimponuje przebiegłością. Pozostali nieudacznicy i wyrzutki z głównego nurtu tajnych służb Regent’s Park, zesłańcy do strefy owianej wstydem zapomnienia, cechowali się oryginalnymi osobowościami, rozmaitym podejściem do pracy w charakterze szpiega, osobliwymi nawykami i przyzwyczajeniami. Sztuczny zlepek kontrastowych agentów, mających chęć coś udowodnić sobie i światu, z mniejszym lub większym ego, nie wydawał się być tworem rokującym sukces. Ale drzemiący potencjał powoli, acz z trudem, jakby na przekór wszystkiemu, uaktywniał się.

Grupa uwikłała się w sprawy o wadze bezpieczeństwa państwowego, a zwłaszcza londyńskiego. Poszła na pierwszą linię frontu, lecz nikt nie chciał przyznać oficjalnie, że z nimi współpracował lub coś im zlecił. Kulawe konie musieli działać w cieniu, bez należytego wsparcia, w skrajnie okrojonym budżecie. I co tu dużo mówić, ich wzajemne relacje pozostawiały wiele do życzenia. Sporo w powieści działo się, kilka warstw akcji, każda ciekawa do śledzenia. Wrażenie robiły nagłe zwroty akcji, zmieniające się oblicza interpretacji, dynamiczne klucze rozwiązywania tajemnic. Nic nie było takim, jakim na pierwszy, czy drugi, rzut oka wydawało się. Nawet zbiegi okoliczności zgrabnie pogrywały z domysłami czytelnika. Autor nie oszczędzał bohaterów, wystawiał na niebezpieczne misje. Atrakcyjnie wchodził w umysły, a i tak nie byłam pewna kierunku i przebiegu kontynuacji fabuły. Narracja lepiej dopracowana niż w pierwszym tomie, może to zasługa tłumaczenia. Kiedy umarł dawny brytyjski szpieg i pozostawił zagadkową wiadomość, natychmiast włączyły się alarmy w służbach kontrwywiadu. A w Slough House budziły się z marazmu porażki i wykluczenia całkiem sprawnie funkcjonujące umysły. Była szansa, że pod odpowiednio prowadzonym dowództwem coś zdziałają, właściwie ułożą pionki planszy gry na śmierć i życie, zajrzą w wartki strumień rosyjskiej przeszłości z czasów zimnej wojny.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller szpiegowski, 438 stron, premiera 15.09.2021 (2013)
tłumaczenie Alka Konieczka
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 17 marca 2022

FILOZOFIA DLA ZABIEGANYCH

JONNY THOMSON

"Umysł to szmer myśli, od którego nie możesz się uwolnić." Fantastycznie, kiedy udaje się go świadomie ukierunkować, poddać refleksjom, rozwijać się i czerpać z tego satysfakcję.

Książka bardzo mi podeszła. Nawet nie przypuszczałam, że okaże się tak mocno wciągająca, nie tylko ze względu na filozoficzną tematykę, ale również z powodu szalenie przystępnego prezentowania materiału. To faktycznie wariant dla zabieganych, którzy nie mają czasu wgryzać się w publikacje naukowe, by wydobyć najważniejsze przesłania umiłowania mądrości. Publikację przejrzyście zaprojektowano, zarówno od strony merytorycznej, jak i oprawy graficznej. Składało się na nią mnóstwo mini rozdziałów, każdy z przywołaniem nazwiska filozofa i tytułu zagadnienia, a także symbolizującego i łatwego do skojarzenia piktogramu. Dzięki takiemu zabiegowi łatwo poruszałam się po książce, filozofii i materiale do przemyśleń. Mogłam otwierać na dowolnych stronach i zaznajamiać się z segmencikami filozofii, lub wędrować działami i większą część poznawać.

Jonny Thomson objął filozofię od strony etyki, filozofii egzystencji, sztuki, społeczeństwa i relacji, religii i metafizyki, literatury i języka, nauki i psychologii, filozofii codziennej, wiedzy i umysłu, polityki i ekonomii. Wyciągnął kluczowe aspekty i przedstawił je tak, że nie miałam problemu z ich zrozumieniem i zapamiętaniem. Szalenie sympatyczna narracja i różnorodność zagadnień. Od starożytnej Grecji do współczesności. Bez zbędnego żargonu i napompowywania treści, a w przyjaznym i podszytym humorem stylu. Pochłaniałam mini porcje filozofii. Każdy jest w stanie je przekąsić i poczuć smak płynących przesłań i mądrości, nie zawsze według nas trafionych, lecz z pewnością interesujących. Chętnie poznawałam, jak kiedyś przymierzano się do pewnych rzeczy, a jak teraz. Wyśmienita książka dla tych, którzy po raz pierwszy czy drugi stykają się z filozofią w ramach literatury. Duża szansa, że poczują apetyt na więcej wiedzy. Zrozumienie siebie i świata na wyciągnięcie ręki, impuls do mniej lub bardziej ambitnych rozważań, poszukiwań odpowiedzi na pytania innych i własne. Publikacja, która w dobie pospiesznego rytmu życia pozwala na chwilę zatrzymać się i chwycić garść impulsów do rozważań. Sprawia, że to, co oddalone myślami, staje się bliskie, oswojone i dopingujące, a co ważne, przekłada się na większą świadomość życia i przekonań. Kolejne podejście do filozofii zaliczyłam do bardzo udanych.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, filozofia, 508 stron, premiera 10.11.2021
tłumaczenie Alka Konieczna
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

środa, 16 marca 2022

OUTPOST 2

DMITRY GLUKHOVSKY

"Są takie żmije, którym odrąbiesz głowę, a ta nawet martwa może jeszcze ukąsić i wstrzyknąć jad."

Poprzednia odsłona "Outpost" wywołała bardzo dobre wrażenie, kolejna "Outpost 2" również dostarczyła sporo rozrywki czytelniczej. Byłam pod wrażeniem wytwarzania intrygującego klimat niepewności, zagrożenia i katastrofy, wplecenia elementów horroru i sensacji. Dmitry Glukhovsky swobodnie miksował trendami gatunków, dzięki czemu nie wiedziałam, w jakiej atmosferze w danym momencie będę się poruszać. Podobnie było ze scenariuszami losów bohaterów, jeden zaskakujący splot okoliczności, nagłe odwrócenie sytuacji, niespodziewane uderzenie, potrafiły wszystko zmienić. I to zdecydowanie przemawia na plus historii. Kolejny pozytywny aspekt wiązał się z postapokaliptyczną wizją Rosji, prowadzoną sugestywnie i z wyczuciem. Co więcej, złożoną z wielu warstw, przeszłych i współczesnych odniesień, wygórowanych ambicji i rzeczywistych realiów. Rosja sama dla siebie stanowiła zagrożenie, ale też wyraziście wyczuwało się jej negatywny wpływ na losy świata. 

Autor podsuwał tematy do rozważań, zachęcał do przemyśleń odnośnie kondycji rosyjskiego państwa. Wyciągał wciąż drzemiące w narodzie marzenia o potędze, której wszyscy powinni się bać, pragnienia części społeczeństwa bycia zjednoczonym pod silną ręką z cechami caratu i cesarstwa. Rewelacyjnie ukazał zderzenie tego, co w ścisłych kręgach Moskwy, tym silniejszych i bogatszych, a przy tym bardziej frasobliwych i lekkomyślnych, im bliżej centrum miasta, z jej rubieżami, zaniedbanymi i zapomnianymi, biednymi i surowymi, traktowanymi jedynie jako bufor bezpieczeństwa przed inwazją zła. Nikt nie śmiał się buntować wobec narzuconemu porządkowi, przynajmniej w oficjalnej wersji, w obawie przed zdradliwym donosem sąsiada, pochlebcami aparatu państwowego, drastycznymi represjami ze strony służb bezpieczeństwa. Skąd my to znamy? W Jarosławiu, kiedyś ważnym węźle kolejowym, teraz najdalej wysuniętym miejscu na peryferiach Moskowii, ufortyfikowanym posterunku, coś zdecydowanie poszło nie tak, jak powinno. Lisicyn Jura zostaje wysłany z setką żołnierzy, aby sprawdzić, co tam się stało, dlaczego trwała cisza mieszkańców pierwszej zapory przed czymś niezidentyfikowanym.

W powieść wgryzałam się mając na uwadze mroczny klimat, wypływające przesłania, wyrazistych bohaterów i zajmującą intrygę. Nie ma jednej kluczowej postaci, w zamian kilka wiodących. Nie miałam pewności, czy długo będą towarzyszyć w czytelniczej przygodzie, jakie barwy będą do nich przyrastać, dokąd mnie zaprowadzą. Obserwowałam to, co działo się w Moskwie, jakim presjom poddawane były symbole rosyjskiej kultury wobec braku telewizji i internetu, a także podróżowałam śladami spustoszenia i walki o przetrwanie. Narracja przyjemna, miękko w nią wchodziłam, wygodnie płynęłam nurtem. Zgrabnie dostosowała się do potrzeb odbiorcy. Niekiedy akcja zastygała w mało wciągających scenach, ale żadna nie została bezpodstawnie włączona do fabuły, dawała uzasadnienie lub nadawała koloryt. Finalna odsłona w pełni usatysfakcjonowała, wpasowała się w ciąg trudnych indywidualnych decyzji i wyzwań. Jej wydźwięk długo jeszcze rozbrzmiewał w myślach. Zanim sięgnie się po powieść, warto poznać jej poprzedniczkę. Zerknijcie też na wrażenia po spotkaniu z "Tekstem" tego autora.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 346 stron, premiera 24.11.2021, tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 3 listopada 2021

KULAWE KONIE

MICK HERRON

SLOUGH HOUSE tom 1

"Każdy chciał mieć niezwykłe życie. I tylko niewielkiej mniejszości się to udawało, i nawet oni pewnie tego za bardzo nie doceniali."

I takie sensacyjne nuty najbardziej mi odpowiadają, gdzie wiele się dzieje, akcja goni akcję, mieszają się interpretacje bohaterów, nic nie jest takim, jakim się wydaje. Mick Herron zaproponował bardzo ciekawy pomysł na fabułę, w dużym stopniu go wykorzystał, atrakcyjnie przedstawił. Z przyjemnością zanurzyłam się w scenariuszu zdarzeń po brzegi wypełnionym nagłymi zwrotami akcji, zaskakującymi obrotami spraw, nieoczekiwanymi zbiegami okoliczności. Może nieco gubiłam się momentami w stylu narracji, nie zawsze nadążałam przy tak dynamicznym przebiegu zdarzeń, czasem rwała mi się nić zrozumienia i musiałam na spokojnie raz jeszcze przeczytać dany fragment powieści, to jednak niecierpliwość i ciekawość pchały mnie ku kolejnemu poznawaniu. 

Zastanawiałam się, do której postaci mam się w największym stopniu przywiązać, która okaże się tą najważniejszą z punktu widzenia intrygi, ale autor tak zgrabnie nimi żonglował, przydzielał im zajmujące role, wyposażał w unikatowe cechy, że dopiero całościowe na nie spojrzenie dawało frapujący obraz sytuacji. Nieudacznicy i pechowcy, indywidualiści i samotnicy, okaleczeni przez życie i fałszywych przyjaciół, każda z wybujałym ego i pragnieniem powrotu na szczyty tajnych służb, tworzyli wielobarwną grupę, na której członków spoglądałam się z fascynacją właściwą czemuś przyciągającemu. Okaleczeni szpiedzy, kulawe konie, wyrzutki Regent's Park, pod przewodnictwem Jacksona Lamba, ledwo pozostawali w styczności z kontrwywiadowczym życiem, egzystowali w nędznym Slough House, starali się pokornie znosić symbole hańby i odrzucenia. Ale do czasu. 

W internecie pojawił się film z porwanym pakistańskim studentem i groźbą jego dekapitacji podczas publicznej egzekucji. Trzeba było natychmiast ustalić, kto za tym stał, czym się kierował, działać, nawet jeśli nie wszystkie manewry mieściły się w ramach szpiegowskiego prawa. Presja czasu rosła, nie było miejsca na potknięcia i pomyłki. Wielowarstwowa sensacja porwała mnie, dostarczyła sporo emocji, usatysfakcjonowała bogatym scenariuszem zdarzeń, konfidenckim klimatem i spiskowymi efektami. Gra okazała się bardziej brudna niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Przyznam, że niecierpliwie wyczekuję kolejnej odsłony serii, pierwszy tom zapowiedział, że przygoda czytelnicza zdecydowanie ma w sobie to coś, co porywa i ekscytuje, sprytnie intensyfikuje napięcie, a przy tym trzyma się blisko prawdopodobieństwa zdarzeń. Czy faktycznie połowa przyszłości jest zakopana w przeszłości? Czy rzeczy wymyślone nie mogą być prawdziwe? W jakim stopniu stajemy się pionkami w grze rozgrywanej przez innych?

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, thriller szpiegowski, 418 stron, premiera 30.06.2021 (2010)
tłumaczenie Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

niedziela, 5 września 2021

TEKST

DMITRY GLUKHOVSKY

"Było mu strasznie od nieodwołalności i słodko nie wiedzieć od czego; od zemsty - a strasznie było przecież też i od niej, i od tego, że okazała się być słodka."

Niestety, książka minęła się z moimi oczekiwaniami, nie tego się po niej spodziewałam. Męczyłam się podczas spotkania z nią, odłożyłam nawet na kilka dni, aby spróbować ponownie, być może z lepszym nastawieniem, lecz nie pomogło. Nie mogłam zgrać się intelektualnie z głównym bohaterem, rozumiałam, że został mocno skrzywdzony, zabrano mu najpiękniejsze lata młodości, ale jego filozoficzna natura zamiast wciągać odstraszała. Z pewnym stopniu tłumaczyłam faktem, że tak naprawdę nie miał szansy rozwinąć się i dojrzeć, w końcu czas, kiedy powinien zdobywać w szybkim tempie sporo doświadczenia, spędził w więzieniu, a trafił tam w wieku dwudziestu lat. Rozmyła się wówczas sfera realna pobytu w zamkniętej placówce ze sferą marzeń o odzyskaniu wolności. A kiedy pojawiły się skrajności Ilja wpłynął w bystry nurt prowadzący ku destrukcji. Irytowały podejmowane przez niego decyzje, chociaż próbowałam je usprawiedliwić.

Podobał mi się natomiast opis pierwszych kroków po odsiedzeniu siedmioletniej kary. Ilja Lwowicz zderzył się nową technologiczną rzeczywistością, która znacząco odmieniła kanały komunikacji międzyludzkiej. Odświeżenie zetknięcia z Moskwą wypadło wyraziście i emocjonująco. Dobrze oceniłam pomysł na fabułę, nie był nowatorski, za to niósł cenne przesłania, w które powinni wsłuchać się współcześni, zwłaszcza osoby zakochane w social mediach. Uzyskując dostęp do czyjegoś telefonu można nie tylko zebrać pokaźny pakiet informacji o właścicielu, ale również wykorzystać wiedzę przeciwko niemu, posłużyć się nią do własnych celów. Nie miałam większych zastrzeżeń do stylu narracji, płynnie prowadziła po scenariuszu zdarzeń, momentami wkradał się chaos, jednak związany był głównie ze słabym dopracowaniem fabuły. Dobry pomysł to za mało, liczy się również jego atrakcyjne zaprezentowanie, a w tym zakresie momentami wiało nudą. Po poznaniu książki na dłużej zapamiętam scenę spotkania Ilji z dawnym przyjacielem, ciekawie i realnie opracowana od strony psychologicznej, a przy okazji nakłaniająca do refleksji. Dialog Lwowicza z byłą narzeczoną zupełnie mnie nie przekonał, dziewczyna wypełniła swoją rolę, zaś kluczowa postać wyrwała się z kontekstu życia i zatrzymała na poziomie nastolatka. Szkoda rozczarowania, tym bardziej, że powieść dobrze zapowiadała się, ale i mocno mieszane w ocenie przygody wliczone są w pasję czytania. Na szczęście, całkiem niedawno miałam okazję poznać "Outpost" tego autora, książka w postapokaliptycznym klimacie, poprowadzona sugestywnie i z wyczuciem, wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, lecz to zupełnie inna historia.

3/6 - w wolnym czasie
sensacja, 366 stron, premiera 05.05.2021 (2017), tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

czwartek, 26 sierpnia 2021

JESZCZE MNIE WIDZISZ

CHRIS McGEORGE

"Przebieg wydarzeń w dużej mierze wciąż pozostaje zagadką i nadal próbujemy ustalić ich chronologię."


Świetnie bawiłam się przy książce mniej więcej do połowy, szybko i sprawnie wbiłam się w klimat, intryga mocno mnie zainteresowała, z przyjemnością przerzucałam kolejne strony. Niestety, później nastąpiło gwałtowne tupnięcie w konstruowaniu scenariusza zdarzeń i napięcie spadło na łeb na szyję. Naprawdę nie wiem, dlaczego Chris McGeorge zdecydował się tak a nie inaczej poprowadzić drugą połowę powieści. Nie zaangażowałam się, odtwórczo poznawałam zwykłą relację ciągu incydentów, pomimo mrocznych uderzeń, nie potrafiłam wczuć się w scenerię. Zabrakło zaskakujących elementów do interpretacji w zakresie zachowania postaci. Nie potrafiłam wytłumaczyć, co tak naprawdę czarne charaktery chciały osiągnąć i jak wyobrażały sobie dalsze życie. Jakby kto inny pisał pierwszą część, a kto inny odpowiadał za drugą. Szkoda niewykorzystanego potencjału, gdyż pomysł na fabułę zaliczyłam do udanych i ciekawych, tym bardziej, że w pierwszych rozdziałach czułam wybrzmiewanie tajemnicy zniknięcia kobiety, ból głównego bohatera po stracie bliskiej osoby, manipulacyjne chwytanie w pułapkę.

Robin Ferringham, kiedyś dziennikarz, teraz pisarz, otrzymuje telefon z zakładu karnego. Więzień powołuje się na zaginioną żonę Robina i prosi o wyświadczenie niebagatelnej przysługi, pragnie by udowodniono jego niewinność. Matthew McConnell, przewodnik turystyczny, jest oskarżony o zabicie pięciu osób. Podczas wycieczki do najdłuższego podziemnego kanału w Wielkiej Brytanii, niedaleko Huddersfield, dzieje się coś dziwnego. Wpływa sześciu przyjaciół, wypływa tylko jeden, pozostali znikają w tunelu bez śladu. Mgła niepamięci nie pozwala na rekonstrukcję zdarzeń i dotarcie do prawdy. Robin natychmiast udaje się do Marsden, małego miasteczka, gdzie doszło do tragedii. Stara się pociągnąć za języki, jednak lokalna społeczność jest nieżyczliwa, wręcz wrogo nastawiona, zaś policja przekonana, że ujęła właściwego sprawcę. Prywatne śledztwo, w warunkach zamkniętej grupy, należy do wyjątkowo trudnych i niebezpiecznych. Nic nie jest takim jak się wydaje, nie wiadomo, komu można ufać, a od kogo lepiej trzymać się z daleka. Mieszane odczucia wobec powieści, żałuję, że nie pozwolono rozwinąć się jej w duchu pierwszej partii, miała w sobie coś, co mocno trzymało w niepewności i napięciu, w drugiej niestety tego zabrakło.

3.5/6 - w wolnym czasie
thriller kryminalny, 356 stron, premiera 19.05.2021 (2019), tłumaczenie Anna Krochmal
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

czwartek, 10 czerwca 2021

OUTPOST

DMITRY GLUKHOVSKY

"Była Rosja - została Moskowia."

Uwielbiam wchodzić w postapokaliptyczne klimaty, zwłaszcza jak poprowadzone są sugestywnie i z wyczuciem. Odpowiada mi nurt w literaturze traktujący o globalnej katastrofie ściągniętej na siebie przez człowieka, jakbyśmy chcieli wyeliminować obecność naszego gatunku na Ziemi. Przypatruję się sposobom na przetrwanie ocalonych. Stoją na straży człowieczeństwa lub oddalają się od niego. Niewątpliwie Dmitry Glukhovsky potrafi wytworzyć odpowiedni klimat niepewności, momentami grozy. Narracja przyjemna, miękko się w nią wchodzi, wygodnie płynie nurtem, zgrabnie wpasowuje się w potrzeby odbiorcy. Co prawda, pierwsze rozdziały powieści nie należą do dynamicznych i pełnych incydentów, nastawione są na konstruowanie portretów postaci i oddanie rzeczywistości, w której przyszło im żyć, a jednak nieustannie wyczuwa się, że coś wisi nad losami bohaterów, czeka ich nagły zwrot życia, zbliża się niebezpieczeństwo, nad którym trudno będzie zapanować. W miarę zagłębiania się w fabułę instynktownie przeczuwamy, że niewyobrażalna groza czai się w mrocznej scenerii, z każdą chwilą zbliża się do ludzi. Pod koniec przygoda nabiera sprężystości w spektakularnych incydentach, wiele się dzieje, do zatrważających obrazów dołącza się szkarłat, skręcamy w stronę horroru i akcentów zombie. Finalna odsłona w pełni satysfakcjonuje, zapewnia fantastyczną rozrywkę, wpasowuje się w ciąg ciężkich indywidualnych decyzji, przed którymi stanęły postaci.

Miasto Jarosław, usytuowane nad Wołgą, kiedyś ważny węzeł kolejowy, teraz najdalej wysunięte miejsce na peryferiach, pełni funkcję ufortyfikowanego posterunku i pierwszej zapory przed czymś niezidentyfikowanym, co może chcieć przekroczyć granicę nowej rosyjskiej rzeczywistości. Nie wiemy dokładnie, jaka wojna doprowadziła do rozpadu kraju, jak dawno wybuchła, jak daleko sięgnęła, za to obserwujemy jej przerażające konsekwencje. Gęste, trujące, zielone opary unoszą się nad rzeką, kwaśne deszcze, przed którymi należy bezzwłocznie kryć się, trudności dostępu do nieskażonej żywności. Placówkę, jaką stworzono na wycinku jarosławskiej ziemi, zamieszkuje ponad setka ludzi, wojskowych i cywili, a dowodzi nimi pułkownik Siergiej Pietrowicz. Ciekawie sportretowany osobnik, nie można go brać całkowicie na poważnie, ale szczypta humoru przydaje się w toksycznej atmosferze. Jego pasierb, siedemnastoletni Jegor, nie należy do spokojnych młodzieńców, ewidentnie poszukuje przygód, marzy o karierze muzyka, jednocześnie wie, że skazany jest na życie w izolacji. Dwudziestoczteroletnia Michelle nie może pogodzić się z tym, że musiała uciekać z Moskwy na daleki zapadły kąt, chce wykorzystać każdą szansę, żeby dostać się do stolicy. Tyle, że nie wiadomo, czy ta wciąż funkcjonuje. Krótkie rozkazy wydawane przez stacjonarny telefon z Moskwy nie niosą żadnych konkretnych dodatkowych informacji, ale wciąż uprawiają propagandę. Marazm, przygnębienie, brak nadziei i tęsknota za dawnymi czasami dobijają ludzi, wkrada się nuda i stagnacja, chęć na odmianę i bunt. Pewnego dnia przez most do Jarosławia przedostaje się tajemniczy osobnik. Jakie niesie wieści? Czy daje nadzieję, że po drugiej stronie Wołgi świat jednak istnieje w ludzkim wymiarze? A może należy czuć trwogę wobec jego kształtu? Religia będzie wybawieniem czy trucizną rozsiewaną przez fanatyków?

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 348 stron, premiera 24.03.2021 (2019), tłumaczenie Paweł Podmiotko
Tekst ukazał się pierwotnie na PapieroweMotyle.pl

sobota, 27 marca 2021

FARCRY. ODKUPIENIE

URBAN WAITE

"To, że go nie widzisz, nie znaczy, że go tam nie ma."

Czytam tak dużo książek, że rzadko udaje mi się wygospodarować czas na gry komputerowe, choć często mam chęć na odstresowanie się nawet zwykłą strzelanką, tak aby bezpiecznie dla siebie i innych wyrzucić zbędnie obciążające złe emocje, wirtualnie zejść na chwilę z drogi praworządności, ale najlepiej opowiedzieć się po stronie dobra i sprawiedliwości, nawet jeśli wymuszonych strachem, potem, bólem i krwią. Dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po oficjalny prequel Far Cry 5, gry z marca dwa tysiące osiemnastego roku, w której akcja rozgrywa się w fikcyjnym hrabstwie Hope w stanie Montana, gracz jako policjant ma za zadanie zniszczyć kult religijny o nazwie „Projekt u Bram Edenu”. Zanim zajrzę do gry, dobrze będzie znać jej kluczowe postaci i scenariusz zdarzeń poprzedzających.

Przyciągnęła mnie informacja, że w powieść można wchodzić bez znajomości gry, potraktować ją jako zwykły thriller. I faktycznie tak jest. Co prawda, na koniec powstaje wrażenie, że przydałaby się kontynuacja, ale o wywołanie takiego odczucia chodziło autorowi, zainteresować klimatem, historią i grą. Przyjemnie spędzany czas z książką, gładkie wchodzenie w intrygę, atrakcyjne śledzenia losów bohaterów, nawet jeśli przebieg akcji łatwo przewidzieć. Scenariusz zdarzeń wymieszany różnymi efektownymi incydentami, osadzonymi na zasadach panicznej ucieczki i bezwzględnego pościgu. Wiele dzieje się, w dynamicznych rytmach, nie ma czasu na wątpliwości i wahania, inaczej bez szans na przetrwanie, a presja czasu z każdą chwilą intensyfikuje się. Zagęszcza się atmosfera nieuniknioności, małych szans powodzenia niebezpiecznej misji, gromadzenia wrogich sił, rozprzestrzenia się wirusa pobożności atakującego wszystkich.

W środek środowiska religijnego fanatyzmu, zyskującego na potędze i brutalności, odważnie i z determinacją wbija się Mary May. Trzydziestolatka pragnie wyrwać ze szponów Kościoła Bram Edenu o trzy lata młodszego brata. Po śmierci ojca w podejrzanym wypadku samochodowym, Drew to jej jedyna rodzina, gdyż matka odeszła przed ojcem, też w niejasnych okolicznościach. Kierujący ruchem religijnym rosną w siłę, zdobywają szerokie rzesze zwolenników, coraz śmielej narzucają ograniczenia własnym członkom i osobom spoza kręgu. Mary May przymuszana jest do zaprzestania prowadzenia baru, a to jej jedyne źródło utrzymania i spuścizna po rodzicach. Czy kobieta zdoła przeciwstawić się potędze zła? Przemawia prowadzenie postaci myśliwego. Will Boyd, sześćdziesięciolatek zmagający się z rodzinną tragedią, żyjący na odludziu weteran wojenny, zapewnia żywność Kościołowi kłusownictwem. Dostąpi ocalenia czy ogni piekielnych?

3.5/6 - w wolnym czasie
thriller, 288 stron, premiera 27.02.2019, tłumaczenie Jakub Radzimiński
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

sobota, 20 lutego 2021

DROGA STALI I NADZIEI

[PRZEDPREMIEROWO]

UNIWERSUM METRO 2033

DMITRIJ MANASYPOW

"Niekiedy warto obejrzeć się za siebie, by zobaczyć coś przed sobą."

Lubię zaglądać w postapokaliptyczne klimaty, w których człowiek, a nie przyroda, jest sprawcą globalnych katastrof, poszukiwać źródeł sił i nadziei funkcjonowania w odmienionej rzeczywistości. Interesująco obserwuje się całkowity upadek cywilizacji, odejście tego, co było na wyciągnięcie ręki, uznawane za normalne i przynależne, stanowiło o tożsamości i wyznaczało przyszłość. Kiedy ludzie odbierają sobie wszystko, stawiają się w konieczności walki o każdy dzień, nie mają ogólnej recepty na przeżycie w niebezpiecznych warunkach, wówczas człowiek szybko dociera do najmroczniejszych odsłon swojej natury, ale zaledwie znikoma część ocalonych zastanawia się, jaki procent człowieczeństwa wciąż w nich drzemie. Na jakich zasadach ludzkość zbuduje zalążki nowych cywilizacji? Co przetrwa z przeszłości? A co odejdzie w zapomnienie?

Akcja powieści osadzona jest w dwa tysiące trzydziestym trzecim roku, dwadzieścia lat po tym, jak radioaktywny kwas wypalił większą część planety, a atmosfera bez ozonu dała wstęp wolny popromiennym porażeniom. Przeraża szara goła ziemia, czarne wyspy budynków, okopcony beton i cegły. Wojna globalna doprowadza do ostatecznych rozwiązań i zagrożenia istnienia gatunku ludzkiego, odsuwa człowieka od przyznanej samemu sobie priorytetowej roli na Ziemi, sprowadza do parteru przetrwania. Zmutowani ludzie i zmutowane zwierzęta przejmują stery, opanowują lądy, wody i powietrze, wzbudzają ogromną trwogę i stanowią realne zagrożenie, zdecydowana większość z nich. Patrzymy jak niawki z czterema mackami zakończonymi ostrymi kolcami wstrzykują toksyczne substancje czyniąc z ludzi niewolników. Napotykamy krwiożercze owady, pełzające bestie, czarne cienie rzek, skrzydłożerców, śmierdzące padliną bestie.

Dmitrij Manasypow proponuje czytelnikowi nie tylko cykl przygód rozgrywanych w ciekawych epizodach scenariusza zdarzeń, bazujących na schemacie polowania i ucieczki, ale również frapująco prowadzi po mentalności człowieka. Walka dobra ze złem, których granice zacierają się, w jednym ujęciu coś przyjmuje cechy przyzwoitości, humanitarności i sprawiedliwości, za chwilę ukazuje się w świetle okrucieństwa, moralnego potępienia i nieprawości. Czasem, aby podążać własną drogą, nie zbaczać z wyznaczonego celu, mieć szansę na długą wędrówkę, trzeba wypełniać dobre uczynki za pomocą stali. Przemoc rodzi przemoc, nawet jeśli uprawiana w szczytnych celach, a może właśnie najbardziej wtedy. Autor sprawnie lawiruje w odcieniach szarości bohaterów, czyniąc osobowości wyrazistymi a postawy przekonującymi.

Ciekawie przedstawiane są trzy ścieżki fabuły, atrakcyjnie przeskakujemy między nimi, a w finalnej odsłonie z entuzjazmem przypatrujemy się stycznym punktom. Azamat, służył dawniej w jednostkach specjalnych, teraz podąża tropem córki zamordowanego przyjaciela. Morhołt, stalker szuka krewnych, obecnie pomaga Darii, dziewczynie z dziwnymi zdolnościami i w osobliwym położeniu. I jeszcze reprezentantka Zakonu Odrodzenia, major Inga Wojnowska, nie cofa się przed niczym, by złapać Darię. Interesująco osadzono postać nadporucznik Jewgieniji Ukołowej, jej przemiana jest symbolem wyrwania z ekstremalnych idei. Dmitrij Manasypow barwnie wpisuje się we współtworzenie Uniwersum Metro 2033 zapoczątkowane przez Dmitrija Głuchowskiego. Warto uwzględnić jego pomysł rozwinięcia historii w planach czytelniczych. Wciągające czytanie.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 488 stron, premiera 24.02.2021 (2014), tłumaczenie Patrycja Zarawska
Tekst ukazała się pierwotnie na Secretum.pl

środa, 16 grudnia 2020

MINDF*CK. CAMBRIDGE ANALYTICA, CZYLI JAK POPSUĆ DEMOKRACJĘ

CHRISTOPHER WYLIE

"Można stawić opór najazdowi armii, ale nie inwazji myśli." Victor Hugo

Bardzo bym chciała, aby po książkę sięgnęli bezkrytyczni entuzjaści mediów społecznościowych, którzy uważają, że są one wspaniałym i pozbawionym wad narzędziem komunikacji, bez którego za nic nie można obejść się we współczesnym świecie. Nie chcę zniechęcać do używania, ale nakłonić do zastanowienia się, jakie zagrożenia czyhają w warstwie przetwarzania danych, wykorzystywania do celów, na które nieświadomie dajemy przyzwolenie. Osoby, które zdają sobie sprawę jakim podlegają manipulacjom, i tak w większości dostrzegają jedynie ułamek tego, co skrywa się na zapleczu nowoczesnych internetowych technik błyskawicznego porozumiewania się, dzielenia się tożsamością, opiniami, preferencjami, sympatiami, zainteresowaniami, a nawet elementami zwykłej codzienności. To, co wyczytałam z książki w tej tematyce, nie było dla mnie zaskoczeniem, kilka lat pracowałam przy zbieraniu i obróbce danych, ale z zainteresowaniem śledziłam wymieniane przykłady, zależności i efekty. 

Najbardziej zaciekawiły mnie rozdziały poświęcone wygranej w wyborach Donalda Trumpa oraz zwolenników Brexitu. Christopher Wylie sporo zdradza w publikacji, dokładnie wskazuje, jak doszło do przekrętów na wielką skalę, owocujących znaczącymi politycznymi konsekwencjami, jak wykorzystano nowoczesne technologie, tworzące klimat głosowania zgodny z oczekiwaniami grup interesów. Wszystko za kulisami, pod warstwą oficjalnych komunikatów. Nadmiar informacji, skala dezinformacji, zakres ciemnej strony technologicznych innowacji, zakulisowe działania tajnych służb obcego wywiadu, nakręcanie spiskowych teorii, brak kontroli nad niecnym i partykularnym wykorzystaniem danych każdego z nas, pozostawionych w sieci śladów i informacji. Przerażające i perfidne łamanie praw, dziejące się nie hipotetycznie, a naprawdę. 

Książkę czyta się niemal na jednym wdechu, niczym najlepiej pomyślaną sensację, ale cały czas zdajemy sobie sprawę, że to literatura faktu, coś, co faktycznie ma miejsce i dotyka wszystkich. Inwigilacja na każdym kroku nie brzmi już jak fantastyka, urzeczywistniły się przewidywania pisarzy, a nawet więcej, scenariusz zdarzeń ukazuje się bardziej skomplikowany i powiązany splotem różnorodnych wątków. Publikacja daje do myślenia, skłania do przewidywań, co nas czeka, z ujęć społecznych, kulturalnych, politycznych, gospodarczych. Przystępnie napisana, z odpowiednią dozą szczegółowości, ze sporym materiałem do dopowiedzenia przez czytelnika, bazą do szerokich tematycznie dyskusji, nie tylko w obszarze kontynentów, państw, ugrupowań, ale i jednostek. Wejdźcie w świat sieci powiązań łączących Facebooka, Rosję, WikiLeaks, kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, referendum w sprawie opuszczenia przez Wielką Brytanię struktur Unii Europejskiej. Korupcyjnych praktyk, nielegalnego pozyskiwania danych, zysku handlu danymi, kampanii dezinformacji, niejawnych algorytmów wpływających na opinie i decyzje obywateli. Prawdy wypieranej przez alternatywne narracje i wirtualną rzeczywistość, psychologicznej broni masowego rażenia niebezpiecznie wymykającej się spod kontroli.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 480 stron, premiera 30.09.2020 (2019), tłumaczenie Michał Strąkow
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

środa, 4 listopada 2020

POŁAWIACZE DUSZ

HANNI MÜNZER

RYBAK DUSZ tom 1

"Wspomnienie słodkiego zapachu kwiatu pozostanie na zawsze, nawet gdy cudowne naczynie życia przestanie istnieć."

Umiejscowienie akcji we Włoszech zawsze skusi mnie do sięgnięcia po książkę, garnę się niemal do wszystkiego co włoskie, zwłaszcza jeśli dotyczy mocnych sensacyjnych nut. Ochoczo wkroczyłam w thriller rozbudowany wątkiem kryminalnym, za to z lekką obawą jeśli chodzi o ubarwienie romantycznymi nutami. W wykonaniu Hanni Münzer mieszanka gatunków świetnie się sprawdziła, pomysł na fabułę okazał się ciekawy, intrygę zgrabnie zapleciono, a bohaterowie pokazali się z wyrazistej i przekonującej strony. Atmosfera napadów, porwań, spisków, fantastycznych opowieści, magicznie zaginionych przedmiotów, bezcennych znalezisk, to atrybuty, którymi zgrabnie napędzano akcję. Od pierwszych stron nakręcano spiralę zagadek, tajemnic, niewiadomych, niejasności, morderstw na zlecenie. Książki uznane na kościelnym indeksie za herezję, ich posiadanie często karane było śmiercią, ostatnie egzemplarze dzieł, które swego czasu uszły cało przed ogniem ignorancji, metalowe szkatułki z sekretną zawartością i mapa jakiegoś dalekiego kraju. Współczesne czasy, ale sięgające zacofanego, ponurego i mrocznego echa drugiej połowy osiemnastego wieku.

W powieści wiele się działo, wydarzenia następowały po sobie w szybkim tempie, było atrakcyjnie i spektakularnie. Z przyjemnością dawałam się zaskoczyć nagłymi zwrotami akcji. Do końca nie wiedziałam, kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kto wrogiem. Incydenty weryfikowały charakter znajomości, choć potrafiły wyprowadzić w pole. Autorka nie bała się uśmiercać sympatycznych postaci, podgrzewała dramatyzm, zachęcała do poznania kolejnego tomu. Chętnie się za niego zabiorę, ponieważ przyjemne prowadzenie narracji, umiejętnie dozowanie napięcia, intrygujące rozpisanie tajemnic ocierających się o tajne stowarzyszenia, to pozytywy przygody czytelniczej. Zastrzeżenia mam jedynie w dwóch aspektach, pierwszy związany z naciąganą sceną seksu na tle poprzedzających ją wydarzeń, wyszło nieco farsowo i absurdalnie, drugi to sporo odniesień do odwiecznej polemiki ateistów i wierzących, a w tę tematykę praktycznie wcale się nie angażuję.

Remont w norymberskiej willi, należącej do bogato usytuowanej rodziny, właścicieli firmy prężnie działającej na rynku przemysłu zbrojeniowego, doprowadził do niespodziewanego odkrycia. Światło dzienne ujrzał poszukiwany od dziesięcioleci legendarny rodzinny skarb. W ciągu kilku dni, coś co miało być zachowane w milczeniu, przedostaje się do wiadomości publicznej. A od tego już krok, aby znaleziskiem zainteresowały się czarne charaktery. Co było tak cennego, że pragnienie pozyskania tego wprawiło w ruch machinę oszustw, pozorów, pościgów, śmiertelnych ofiar, w tym zabójstwa szanowanego biskupa katolickiego? Dlaczego zapomniana sprawa została odkurzona po ponad dwustu latach i zebrała krwawe żniwo? Przed jaką niebezpieczną misją stanęli młodzi członkowie rodu, jezuita Lukas i jego siostra bliźniaczka Lucie? W jaki sposób spotkanie z dawną przyjaciółką Rabeą zapaliło iskrę wielkich zmian w życiu głównych bohaterów?

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 382 strony, premiera 02.09.2020 (2013), tłumaczenie Ewa Kowynia
Tekst ukazał się pierwotnie na Dużeka.pl