Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 sierpnia 2026

TYTAŃSCY GRACZE

PHILIP K. DICK

"Byli formą życia opartą na krzemie, nie na węglu. Ich cykl metaboliczny był długi, a katalizatorem nie był tlen, lecz metan.”

Bardzo lubię przygody czytelnicze z klasyką fantastyki, nie musi opierać się na naukowej aurze, chociaż jak najbardziej ochoczo i po taką sięgam, ważne, aby dawała z większej perspektywy spojrzenie na ludzkość i cywilizacje, a przy tym zajmowała losami zmagającymi się z przeciwnościami jednostek i grup. Refleksyjny wgląd w naturę człowieka, istotę człowieczeństwa, umiejętności i spryt w zetknięciu się z myślącymi kosmicznymi istnieniami, zwłaszcza zagrażającymi Ziemi i jej mieszkańcom. Czy bylibyśmy słabi, bezbronni i bezwolni wobec przybyszy z różnych zakątków wszechświata, w ich oczach zacofani i bezradni, podatni na manipulację i sprawowanie nad nami kontroli? A może tkwiłoby w nas coś, co mogłoby przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę, narzędzia intelektu, śmiałe myśli i wyjątkowa determinacja? Skoro w ziemskim życiu nie jesteśmy zawsze w stanie dostrzec wewnętrznego wroga, zapobiec jego destrukcyjnym działaniom, to czy dalibyśmy sobie radę z zewnętrznym istnieniem opartym na innych zasadach życia i rozumowania? A może nie potrzeba Obcych, abyśmy zniszczyli to, co napędza nasz rozwój, kulturę i społeczeństwo?

Philip K. Dick w „Tytańskich graczach” osadza bohaterów w chaotycznej mieszaninie strachu i lęku, tak charakterystycznej dla politycznych antagonizmów mocarstw lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, czasów zimnej wojny, jednak przesuwa suwak na osi czasu do połowy dwudziestego drugiego wieku. Jakże inna rzeczywistość, ludzkość wyniszczona własną ręką, z minimalną zdolnością do prokreacji, z miastami pustkowiami, w których straszą upiory przeszłości. I Gra, która z różnorodnymi odmianami losów, nieprzewidywalna i o metanowym porządku, dostępna tylko dla nielicznych, zarazem wygranych i przegranych, oparta na zasadach i przypadku, unikająca zależności przyczynowo-skutkowych, ale skoncentrowana na infiltracji i konkretnych wygranych. I jeszcze tajna organizacja, dominująca w sferze tajemnic, trudna do inwigilacji i rozszyfrowania, podobnie jak słabe i mocne karty tytańskich graczy. Jak mielibyśmy przeniknąć do czegoś, co byłoby niezrozumiałe, wygrać z czymś, co podlegałoby nieustannej zmianie, a blef tylko pozornie łatwo dałby się wykryć i sprawdzić? Skąd mielibyśmy wiedzieć, że właśnie teraz bralibyśmy w udział w rozgrywce na planetarną skalę, a może właśnie zostalibyśmy z niej wykluczeni, przesunięci niczym pionki, pozbawieni władzy, nawet jeśli iluzorycznej? Na Bookendorfinie przybliżam inne książki Philipa K. Dicka („Prawda półostateczna”, "Opowiadania najlepsze", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Teraz czekaj na zeszły rok"), zerknij i wybierz coś dla siebie.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 272 strony, premiera 16.06.2026 (1963)
tłumaczenie Teresa Tyszowiecka, ilustracje Wojciech Siudmak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 26 grudnia 2025

WIEŻA NA KRAŃCU CZASU

WIEŻA NA SKRAJU MAGII tom 2

AMY SPARKES

"Poczuła falę uderzeniową przechodzącą przez jej ciało… 
Z pewnością ktoś wysysał jej mózg z czaszki...”

Wraz z młodymi uczestnikami klubu książek nie mieliśmy okazji do poznania pierwszego tomu zatytułowanego „Dom na skraju magii”, a pozytywne wrażenia po spotkaniu z drugim mocno zachęcają do nadrobienia zaległości. „Wieża na krańcu świata” to opowieść wypchana przygodami posiadającymi uroczą moc aktywowania wyobraźni w wyjątkowym stopniu. Na każdej stronie dochodzi do różnorodnych incydentów, trzeba wykazywać się dobrym refleksem, aby nadążać za tropem scenariusza zdarzeń i tego, co wyczyniają bohaterowie. Mnóstwo dzieje się w absurdalnej scenerii, z niedorzecznymi pomysłami, zadziwiającymi obrotami spraw. Amy Sparkes nie oszczędza postaci, stawia w trudnych i wymagających sytuacjach, poddaje licznym próbom, odwołuje się do tajemniczej przeszłości. Odczuwamy, że nie możemy już bliżej stać na skraju magii, niemal dotykamy ją i uczestniczymy w akcji, a to dzięki obrazowej, przyjaznej i sugestywnej narracji. 

Autorka wprowadza do dialogów mnóstwo humoru, przemawia do odbiorcy, stwarza zabawne sytuacje i osobliwe odczucia wobec poczynań postaci. Wszystko oplata magiczną siecią czarów, czasem jeszcze niewyćwiczonych przez bohaterów, kiedy indziej groźną w ich rękach, jednak zawsze podszytą frapującymi efektami. Zadziwiająco wiele niespodzianek udaje się przygotować dla czytelnika, prowadzić intrygującą ścieżką tajemnic, w zgodzie z niebezpiecznym rytmem scenariusza zdarzeń. Kluczem do powodzenia powieści okazują się nie tylko nietuzinkowe postaci, ale również żyjący swoim życiem Dom, cierpiący na czkawkę i zachowujący się w sposób całkowicie nieprzewidywalny. Na wszystko nakłada się uwolnienie od trzyletniej klątwy, ucieczka od dawnego życia, dźwięki pozytywki cenionej jako skarb, urny kurierskie, szalone pomysły, niespłacony dług, a nade wszystko zaklęcie szczerości i ogromna presja czasu. Macie doskonałą okazję odbyć podróż w Świecie Między Światami. W nicości i na skraju wszystkiego. W jednym z najniebezpieczniejszych miejsc we wszechświecie. Odważycie się wiedzeni ciekawością, uzbrojeni w oręż prawdy, sprytu i walecznego serca? Jeśli tak, z ogromną prędkością przeniesiecie się w niezwykłe miejsca, zdumiewający czas i niewiarygodne mistrzostwa świata w grze w klasy.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura dziecięca, fantastyka, wiek 9+, premiera 24.09.2025 (2022)
miękka okładka ze skrzydełkami, 286 stron, format 14.5cm x 20,5cm
tłumaczenie Kaja Makowska
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

poniedziałek, 1 grudnia 2025

ROMANS MUMII

MIŁOŚĆ Z CZASÓW TUTENCHAMONA

TEOFIL GAUTIER

„Jedni szukają złota, drudzy prawdy, dwóch najcenniejszych rzeczy na świecie.”

Fascynacja starożytnym Egiptem, cudami jego ziemi, odkryciami badawczymi i naukowymi z połowy dziewiętnastego wieku, w tym odszyfrowaniem pisma hieroglifowego, eksploracją zjawiskowych dzieł sztuki, podziwem dla projektów architektonicznych, wyjątkowym bogactwem wnętrz grobowców, zrozumieniem idei religii i pochówków, przełożyły się nie tylko na prace naukowe, ale również weszły do powszechnej szeroko rozumianej kultury. Teofil Gautier, zapewne pod silnym urokiem egipskich cudów, w nurcie romantyzmu, stworzył nowelę łączącą elementy romansu z przepiękną oprawą egipską sprzed trzech i pół tysiąca lat. Miałam wrażenie, że wątek gorącego uczucia był jedynie wabikiem dla czytelniczek spragnionych delikatnej sensacji sercowych. Książka powstała w tysiąc osiemset pięćdziesiątym roku i skłaniała się ku ówczesnym oczekiwaniom odbiorców. 

Zasadniczym rdzeniem był starożytny Egipt, autor w niezwykle sugestywny, barwny i plastyczny sposób przybliżał jego odsłonę z różnorodnych stron. Czułam, że weszłam w tamten świat, żyłam w nim, doświadczałam owianej nicią tajemnicy historii, postrzegałam przeszłość oczami faraona Tutenchamona, jego dworu i zwykłych ludzi. Ogrom szczegółów i detali połączonych w zgrabnej i przekonującej narracji, a brałam pod uwagę, że „Roman mumii” powstał sto sześćdziesiąt siedem lat temu, było również wkroczeniem w inną epokę postrzegania świata i prezentowania literatury. To również książka w książce, pierwszy człon to współczesność, oczywiście, z perspektywy francuskiego pisarza, w której grecki spekulant Argyropulos za finansową gratyfikację odstąpił wejście do odkrytego przez siebie grobowca lordowi Evandale i doktorowi Rumphiusowi. 

Wielką ekscytację u Anglika i Niemca wzbudziła świadomość, że penetrowali coś, co wcześniej nie zostało dotknięte przez profanatorów. Patrząc na sposób obchodzenia się z korytarzami, zawartością grobowca, sarkofagiem i mumią, zakłócania snu i spokoju planowanego po wieki, uwzględniając dzisiejsze podejście do dbałości i eksploracji sztuki, nazwałam ich szkodnikami i dewastatorami. Drugi człon powieści, zajmujący znaczną objętość, to przejście w świat fantastyki, wyobraźni Teofila Gautiera na temat stylu egipskiej epoki klasycznej, odwrócenie klepsydry wieczności, wyimaginowane wskrzeszenie Tahoser, córki wielkiego kapłana Petamunofa, opowieść o jej miłości i miłości do niej. Czyż nie jest prawdą, że Egipt może tworzyć jedynie rzeczy wieczne? Niedawno czytałam "Mity i legendy starożytnego Egiptu" Rogera Lancelyna Greena, sądzę, że książka mogłaby być ciekawym rozszerzeniem "Romansu mumii".

3.5/6 – w wolnym czasie, portal do starożytnego Egiptu
fantastyka, romans, klasyka, 176 stron, premiera 19.03.2025 (1858)
tłumaczenie Bronisława Neufeldówna
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

niedziela, 19 października 2025

WIOSNA HELIKONII

BRIAN W. ALDISS

TRYLOGIA HELIKONII tom 1

„Skoro wiedza to władza, czym w takim razie jest religia?”

Po książkę najlepiej sięgnąć, kiedy dysponujemy większą porcją czasu, nic nas nie pospiesza, mamy ochotę zanurzyć się w świecie fantazji imponującej rozmachem i dbałością o szczegóły. Nie tylko pasjonująca przygoda, intrygująco oplatająca życie bohaterów, również zbliżenie do esencji życia z perspektywy jednostki, grupy, cywilizacji, planety, i co szalenie imponujące, kosmosu. 

Scenariusz zdarzeń przekonująco i barwnie rozciąga się, czym zachwycamy się także w innych zgrabnie skonstruowanych powieściach, ale w "Wiośnie Helikonii" otrzymujemy znacznie więcej niż początkowo oczekujemy. Fantastyczna celebracja życia, wzlotów i upadków, przyciągający krąg egzystencji, powstania, rozwoju i umierania, ziemska wędrówka, niczym po nieboskłonie, jako obserwowani i obserwatorzy. Zaskakuje rozmach materiału do filozoficznych refleksji, stopień zagłębiania się w światy, koloryt opisywanej rzeczywistości. Wszystko wypełnia szeroka gama emocji i odczuć. Niezwykłe istoty, mroczne podziemia, zapomniane wierzenia, podsuwające elementy historii legendy. Mocne podstawy, by poczuć niezwykły klimat Helikonii.

Stajemy się uczestnikami licznych przygód i obserwatorami ludzkiej natury. Zastanawiamy się, czy odmienność świata determinuje człowieczy byt i sposób myślenia? Dlaczego w pogoni za czymś nowym zapominamy o dawnych zasługach i odkryciach? Jak to się dzieje, że dochodzenie prawdy o sobie to wynalazek nieustannie odkrywany i odstawiany na dziejową półkę? Czemu fascynujemy się dowolną starożytnością, z ujęcia wieków, tysiącleci, a nawet wielu milionów lat? Człowiek żyje, planeta żyje, kosmos żyje, czego możemy jeszcze spodziewać się, dokąd poprowadzą nas kamienne słupy przodków, a być może i obcych populacji? Jak stąpać po ruinach niegdyś w kolebce cywilizacji startej z powierzchni ziemi przez klimat, szaleństwo i wieki? Czy najpierw los kształtuje nasz charakter, potem charakter kształtuje nasz los?  

Akcja wypełniona incydentami, jednak nie w nadmiarze, pozostawia przestrzeń do bliższego poznawania, wytycza szlaki rozumienia, poddaje pod rozwagę ścieżki interpretacji. Ciekawi jesteśmy kultury i zwyczajów gatunku obosiecznych ostrzy, rogatych wierzchowców o sztywnej rudej sierści, czarodziejskich potworów przybywających z ciemności, tajemnych mocy rozmów ze zmarłymi, zakonników osiadłych nad głowami mieszkańców Ziemi. Entuzjastycznie wciągamy się, budzi się satysfakcja czytelnicza. Powieść zauracza miłośników fantastyki, ale i harmonizuje z wyobraźnią osób rzadko sięgających po ten gatunek literacki. Niesie wiele wartości i spostrzeżeń o nas samych, jako pojedynczych istotach i cząstkach wszechświata. Inne propozycje czytelnicze Briana Aldissa omówione na Bookendorfinie to "Non stop" i "Cieplarnia", zerknij na wrażenia.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
fantastyka, 636 stron, premiera 09.04.2025 (1982), tłumaczenie Marek Marszał
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

wtorek, 16 września 2025

WSZYSTKO JEST ILUZJĄ

HENRY KUTTNER

„To zdumiewające, jak człowiek może się nauczyć ignorować fakty niezgodne z jego przekonaniami.”

Zbiór opowiadań, przy których łapie się chwile sympatycznego czytania, osadzone w klimacie fantastyki. Znajomość pierwszego tomu („Czytelniku, nienawidzę cię”) nie jest konieczna, aby podążać w zgodzie z drugim, jednak zachęcam do poznania, wiele oferują. We "Wszystko jest iluzją" pojawiają się nawiązania do poprzednich bohaterów, członków osobliwej rodziny Hogbenów, ale jako ubarwienie opowieści. Generalnie, to, co dzieje się w życiu mutantów, z rodowodem sięgającym aż Atlantydy, przedstawione jest z zabawnej, pełnej atrakcyjnego humoru, strony. Nie sposób nie uśmiechnąć się, zwłaszcza, kiedy patrzy się na poczynania nie całkiem rezolutnego Hueta, jego obdarzonych osobliwymi zdolnościami dziadka, wujka, ojca i matki. Wojskowe ambicje, profesorskie perypetie, stos kłopotów, zemsta w rozmiarze maksi, manipulowanie genami, to komiczne mini opowieści. Absurdalne sytuacje, szalone pomysły, głupota wymykająca się kontroli, niezwykłe moce, tajemnicza przeszłość, dobre i złe intencje, a nade wszystko rodzinny honor i pragnienie spokojnego życia.

Pozostałe opowiadania obracają się w klimacie lekkiego thrillera. Henry Kuttner wykazuje się znakomitym wyczuciem społecznych trendów, wizualizacji przyszłości nauki i jej osiągnięć. Moim faworytem jest „Wstrząs” z przybyszem z przyszłości, kluczem do idealnego świata, z fenomenalnie zaskakującym zakończeniem. Podoba mi się „Twonk”, który udanie wpisuje się we współczesne obawy dotyczące użytkowania sztucznej inteligencji. Co prawda, w opowiadaniu mamy do czynienia z przykładem wysoko rozwiniętej kultury obcych, jednak charakter i trend zmiany cywilizacji wybrzmiewa podobnie. Duży plus za ciekawe zawieszenie w finałowej odsłonie. Z kolei, „Problem mieszkaniowy” (1944) traktuję jako inspirację dla powstania „Piaseczników” (1979) George’a R.R. Martina, które wręcz uwielbiam. Jakże zbliżone w wydźwięku i przesłaniu historie, osobliwi miniaturowi mieszkańcy zamkniętego świata, połączeni niewidzialną nicią z właścicielami domu, adekwatnie do okoliczności reagujący na otoczenie. Wiele sondowania mrocznej ludzkiej natury, nawet z pozoru niepozornej i niewinnej.

Wyśmienitym wybieganiem wyobraźnią w przyszłość jest „Tajemnica poliszynela”, z udziałem inteligentnych robotów, manipulowania rzeczywistością, sterowania zachowaniem człowieka, zmierzania ludzkości ku nieznanej zagładzie. Utwór powstał w 1944 roku, kiedy wydawało się, że ludzie nie sięgną gwiazd, a jednak udało się to w przypadku naturalnego satelity Ziemi, a marzenia podboju kosmosu oscylują wokół praktycznych rozwiązań. Ciekawy klimatycznie jest „Rytuał”, iluzorycznie ściągający w fantasy z korporacyjną magią będącą podstawą cywilizacji, oferujący materiał do refleksji. „Oto dom” dotyka metafizycznych wątków postrzegania świata, sporo emanacji niepokoju, nieokreślonej i nieuchwytnej siły. Atrakcyjne zakończenie kojarzy się z funkcjonowaniem jednostki ogarniętej nie tyle lękiem przed domowym zaciszem, co psychicznym podporządkowaniem social mediów. Podobna otępiałość i bezwolność, niejako na własne życzenie. Autor zaprasza czytelnika do podziemia kopalni, gdzie żyją gnomy, człowiek i tam potrafi destrukcyjnie namieszać. Tytułowe „Wszystko jest iluzją” to typowa bajka dla dorosłych, z moralnym przesłaniem, diabelskim wymiarem kary za hardość i zwątpienie, pytanie tylko, czy odpowiednio dawkowaną nauczką. 

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Filmowy wehikuł czasu", "Poranek dnia zagłady", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 378 stron, premiera 27.05.2025 (1941-1977)
tłumaczenie Danuta Górska, Jolanta Kozak, Zbigniew A. Królicki, Zofia Uhrynowska-Hanasz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 12 września 2025

PORANEK DNIA ZAGŁADY

C.L. MOORE

„Być może to czasy tworzą człowieka.”

Powieść zaciekawiła, przyjemnie się w nią wchodziło i śledziło dobrze rozpisaną intrygę. Z jednej strony atrakcyjna przygoda czytelnicza, z drugiej wyraźnie słyszalne echa czasów lat pięćdziesiątych, klimatu lęku przed wojną atomową i rywalizacją dwóch supermocarstw. To również przyjrzenie się politycznej ideologii opartej na reżimie, etapach i konsekwencjach jego aktywności. Komus z prezydentem Andrew Raleighem, starzejącym się i schorowanym dyktatorem, konfrontował się z kalifornijskim Anty-Komusowym podziemiem, rebeliantami dzierżącymi klucz do unicestwienia przeciwnika. 

Wielka stalowa propagandowa i kontrolna sieć komunikacji i łączności USA wobec totalnej zagłady, nieczuła na społeczne frustracje, pragnęła utrzymać status quo i za wszelką cenę zgładzić ruch oporu. W tym celu organizowała tajemnicze spektakle uliczne. Do jednego z teatrów zaangażowała Rohana Howarda, kiedyś aktora z najwyższej półki, teraz Żniwiarza z najniższej warstwy społecznej. Czterdziestoletni Rohan nie pozbierał się po śmierci żony Mirandy sprzed trzech lat. Autorka przedstawiła przemianę wartości kluczowej postaci, mieszaną motywację, rozumienie wspomnień, podążanie za tożsamością, świadomością społeczną i polityczną. Uwierzyłam w głównego bohatera, zgrabnie przedstawiał się zbiór cech charakteru, osobowości i postaw. Entuzjastycznie podchodziłam do teatru widzianego od kulis, zasad gry aktorskiej, budowania napięcia, sztuki w oczach publiczności i z perspektywy wnętrza. 

C.L. Moore stworzyła historię, w której aspekty scenariusza zdarzeń domykały się, oddawały wizję świata zdominowaną przez niegdyś wybawcę po Wojnie Pięciodniowej a teraz dyktatora z systemem symboli popularyzacji i manipulacji opinią społeczną. Jednokierunkowa fabuła uwzględniała nieco sensacji, w stonowanym tempie i tonie. Sporo działo się dopiero w finalnej odsłonie, mniej zaskakująco, bardziej refleksyjnie. Obecnie cenimy powieści solidniej i bardziej szczegółowo umocowane, ale w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku prosty i przejrzysty styl twórczości dominował w fantastyce. Mnie się podoba, chętnie mu się poddaję ze świadomością, że to rys dla wyobraźni, który mogłam kształtować i rozwijać według własnych preferencji, pod warunkiem trzymania się ogólnych wytycznych fabuły. Powieść niebezpośrednie, ale świadectwo stosunkowo niedawnej przeszłości, podrzucała pod rozwagę niestarzejące się przekazy.

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Filmowy wehikuł czasu", "Najazd z przeszłości", "Powtórka", "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 312 stron, premiera 17.06.2025 (1957), tłumaczenie Jerzy Moderski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 11 kwietnia 2025

WORLD WAR Z

ŚWIATOWA WOJNA ZOMBIE W RELACJACH UCZESTNIKÓW

MAX BROOKS

„Wielkie czasy tworzą wielkich ludzi, ale w ich unicestwianiu są naprawdę doskonałe.”

„World War Z” w reżyserii Marca Forstera, z dwa tysiące trzynastego roku, z główną rolą Brada Pitta, należy do ulubionych kinowych produkcji z udziałem zombi w fabule. Foster inspirował się książką Maxa Brooksa o tym samym tytule, jednak scenariusz zdarzeń znacząco odbiegał od treści pierwowzoru, co nie oznaczało, że nie wykorzystał potencjału powieści. Papierowa historia była zbiorem relacji uczestników, reprezentujących różnorodne środowiska i miejsca Ziemi. Cechowała ją głębia wnikania w przeżycia licznych bohaterów, i co ciekawe, nie było kluczowej postaci. 

Max Brooks ciekawie przedstawiał apokaliptyczną dekadę z udziałem przerażających stworów dziesiątkujących ludzkość. Żywe trupy okazały się destrukcyjnym narzędziem niemal całkowitej eliminacji życia człowieka z planety. Wszystko miało źródło w afrykańskiej wściekliźnie. Choroba błyskawicznie atakowała ludzkie organizmy. Czysty biologiczny instynkt rządził zainfekowanymi. Bezmyślne istoty, zdeterminowane przeżyć, rzuciły świat na kolana. Pandemia zombizmu kolosalnie zmieniała świat polityki, gospodarki, mediów, medycyny, farmakologii, przemysłu, handlu, transportu, usług, więziennictwa, rolnictwa, stosunków społecznych, nauki, psychologii, socjologii. Czy ludzkość miała jakiekolwiek szanse na przetrwanie? W jakim stopniu kłamstwo mogło stać się nadzieją? Jak szybko władze zdobywał strach przed demonami? Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z "Dewolucją" tego autora, czytelniczą przygodę na kształt bajkowego horroru opartego na czymś trudnym do uwierzenia, ale silnie obecnym w mentalności niektórych kultur i miejsc.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller, fantastyka, 538 stron, premiera 08.05.2013 (2006), tłumaczenie Leszek Erenfeicht
Książka z półki prezenty.

środa, 19 marca 2025

POWTÓRKA

KEN GRIMWOOD

„Strata jest nieodłączną częścią życia.”

O ile film „Dzień świstaka” (1993), w reżyserii Harolda Ramisa, z rolą główną Billa Murreya, podszedł w komediowym stylu do powtarzalności tego samego dnia po wielokroć, Ken Grimwood wyznaczył sobie przy książce „Powtórka” (1986) znacznie bardziej ambitne podejście do zagadnienia przeżywania tego samego, nawet w cyklu wieloletnim, podejmowania nowych i starych decyzji. 

Wciągnęłam się w powieść, byłam szalenie ciekawa, jakie przeżycia i wybory towarzyszyć będą czterdziestotrzyletniemu Jeffowi Winstonowi, kiedy nieznana siła sprawi, że będzie cofał się w czasie i stawał przed tymi samymi wyzwaniami życiowymi. Z perspektywy przeszłości, intuicyjnie wiemy, kiedy coś w naszym losie poszło nie tak, co chętnie byśmy zmienili, na czym skupilibyśmy uwagę. Czy udałoby się naprawić rażące błędy, wymazać niepotrzebne aktywności, skupić uwagę na tym, co dla nas najbardziej ważne. A jak do wszystkiego podszedł główny bohater? Bo to właśnie on musiał zmierzyć się z tym, że zmarł na zawał serca, a jednak rozminął się ze śmiercią otrzymując kolejne szanse życiowe. 

Autor ukazał, jak z biegiem czasu wspomnienia przybierają nieco inną formę niż przywykliśmy w pamięci, jak dalece tracimy zdolność odróżniania fałszywych od prawdziwych. Oprowadzał Winstona po niewytłumaczalnie zrekonstruowanej przeszłości w atrakcyjny sposób. Chętnie śledziłam poczynania dziennikarza, mniej lub bardziej zbaczającego ze ścieżek, którymi podążał poprzednio. Pisarz odpowiednio wzniecał zainteresowanie. Kluczowa postać nie zyskała mojej sympatii, ale w końcu to zwykły, chciałoby się napisać, potoczny mężczyzna. Otrzymałam sporo materiału do przemyśleń, część refleksyjnych zagadnień sama musiałam rozwinąć. Grimwood sprytnie usunął kwestię paradoksów powiązanych z następowaniem przyszłości istniejącej tylko w umyśle Jeffa. Aspekt dysponowania bogatymi zasobami informacyjnymi o przyszłości zgrabnie wkomponował się w fabułę. Zmiany w biegu rzeczywistości nie zakłócały jej znacząco, przynajmniej na tyle, że continuum przestrzenno-czasowe nie zdradzało oznak przeciążenia. 

Było groteskowo, dramatycznie, szczęśliwie, ideowo, sensacyjnie, szalenie, z uzależnieniami, z miłością jako kluczu poznania i zrozumienia. Wkręciłam się w różne rozważania, przykładowo, o nieznośnej ironii utraty ostatecznych nadziei w chwili, gdy się spełniają, o tym, że jakiekolwiek zmiany w naszym życiu są dla nas istotne, ale na szerszej płaszczyźnie czasu i miejsca nie mają znaczenia, o różnych odbiciach i subiektywnych postrzeganiach tego samego mroku dla każdej myślącej i marzącej jednostki, o tym, że zwodniczy luksus posiadania nieograniczonych przyszłych możliwości byłby zwodniczą pułapką, bo właśnie nieprzewidywalność i nieznajomość czynią życie diabelsko ciekawym i cennym. "Świat zobaczyć w ziarenku piasku, niebo w dzikiej roślinie, nieskończoność uchwycić w ręku, a wieczność w godzinie." (William Blake)

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "...i ujrzeli człowieka", "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 370 stron, premiera 23.04.2024 (1986), tłumaczenie Zuzanna Naczyńska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 14 marca 2025

...I UJRZELI CZŁOWIEKA

MICHAEL MOORCOCK

„Kiedy trzeba, wielką religię można zbudować z najbardziej niepozornych wątków.”

Powieść wydawała się bazować na klimacie, który niespecjalnie mi podchodzi, a jednak, kiedy skoncentrowałam się na jej przygodowym i filozoficznym ujęciu, poczułam, że wciągam się w przekaz Michaela Moorcocka. Barwne przeżycia Karla Glogauera, głównego bohatera, przeniesionego w czasie, z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego roku do dwudziestego ósmego roku naszej ery, rozwijały się przewidywalnie, jednak potrafiły zadziwić obrotem spraw i wydźwiękiem incydentów. Mimowolnie dociekało się, do jakich pomysłów i zabiegów posunie się autor, jak przedstawi historię Jezusa, początki chrześcijaństwa, jak głęboko sięgnie w legendy i mity, nasyci historię bogatszą niż faktyczna treścią, czego oczekiwał od odbiorcy w zamian.

Miałam wrażenie zbytniego poszatkowania fabuły, wkradło się sporo chaosu, wydawało się, że czasem coś niepotrzebnie zostało opisane, ale w dużym stopniu oddawało to ducha sporego przeskoku w czasie, dualizmu doświadczeń i myśli kluczowej postaci, siłą rzeczy mogącego zrodzić się niezrównoważenia emocjonalnego, obsesji, obłędu wynikającego ze zderzenia różnic cywilizacyjnych. Podobało mi się, że nie było poprawności religijnej, a wręcz odwrotnie, odejście od niej, aby spróbować nadać czytelnikowi nieco inny niż popularny kształt myśli o religii, skłonić do refleksji, przyjrzeć się bliżej temu, co zwycięża, spełnienie proroctwa i narzucenie woli losu, lub samodzielna decyzja o sobie i podążanie za własnymi pragnieniami, a może mieszanka ich. Jak często odbieramy pragnienia jako rzeczywistość? Dlaczego w trakcie poszukiwania siebie, definiowania tego, kim się jest, pojawia się wpływ cudzych osobowości na własną? Czy wielkie indywidualności to tylko wytwór tych, którzy pragną mieć ich za przyjaciół? Książka oddawała powiew myśli społecznych lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, zadawanych pytań, prób odpowiedzi i refleksji. To atrakcyjna wartość dodana literackiej w podróży w czasie.

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z serii Wehikuł czasu: "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4/6 – warto przeczytać
fantastyka, 180 stron, premiera 11.02.2025 (1969), tłumaczenie Radosław Kot
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

środa, 12 marca 2025

TERAZ CZEKAJ NA ZESZŁY ROK

PHILIP K. DICK

„Wojna usprawiedliwia każde ludzkie dziwactwo...”

Książka sprawiła sporo radości czytelniczej, ciekawie było zagłębiać się w nią, tym bardziej, że scenariusz zdarzeń przyjemnie gmatwał się, kilkakrotnie zaskakiwał. Frapująco było dociekać, w jakie sfery rozmyślań prowadził autor. Koncepcja fabuły spotkała się z uznaniem. Podróże w czasie, konsekwencje zaglądania w okna przeszłości, równoległych rzeczywistości i przyszłości, wyzwalały ciekawe myśli interpretacyjne. Podobało mi się, że Philip K. Dick nie koncentrował się na naukowym podejściu do możliwości incydentów lub obecności postaci. Dzięki temu mogłam skupiać się na samym pomyśle akcji, rozpatrywaniu niuansów, śledzeniu toku przeplatających się scen, odbieraniu emocji postaci. 

Trzy rasy zaangażowane w międzyplanetarną wojnę odsłaniały kulisy ambicji, planów i dążeń. Pisarz przedstawiał je w ogólnym opisie, przyciągał koncepcją i nieoczekiwaną ideą. Wątek powiązany z długowiecznością, wykorzystaniem maszyn i przeszczepów uznałam za atrakcyjny. Co znamienne dla powieści, i te wizje miały charakter barwnego wypełniania tła. Nie sądziłam, że chętnie będę podglądać rozgrywany konflikt małżeński i konsekwencje podejmowanych przez partnerów decyzji. Zastanawiające, jak bardzo człowiek potrafi uwikłać się w toksyczną relację, a jednak nie wypierać jej z życia pomimo sprzyjających ku temu okazji. Dostrzegłam, że Dick z największą szczegółowością przybliżał wygląd i wyraz oczu postaci, pozwalał czytelnikowi zajrzeć w głąb jednostki, lecz z osłanianą przez nią duszą, co wywoływało osobliwe wrażenie.

Książka napisana sześćdziesiąt dwa lata temu, a wydana po raz pierwszy w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym szóstym, zawierała wiele kluczy fantastyki, które obecnie są już powszechne w tym gatunku literackim, jednakże i tak przyjemnie się z nią podróżowało, choćby do dwa tysiące pięćdziesiątego piątego roku. Miała w sobie coś, co przyciągało, skłaniało do refleksji, podkręcało wyobraźnię. Główny bohater, Eric Sweetscent, chirurg sztucznych wszczepów, konfrontował się z żoną uzależnioną od destrukcyjnego narkotyku, próbował utrzymać przy życiu niezwykle ważną personę dla Terry, bezwiednie wikłał się w polityczne rozgrywki i wojenne roszady. Podpatrując poczynania bohatera odbywałam podróż z człowiekiem, za człowiekiem i dla człowieka. Bookendorfina przybliża inne książki Philipa K. Dicka („Prawda półostateczna”, "Opowiadania najlepsze", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth"), zerknij i wybierz coś dla siebie.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 320 stron, premiera 28.01.2025 (1966)
tłumaczenie Jacek Spólny, ilustracje Wojciech Siudmak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 24 lutego 2025

ŻĄDŁAK

[PRZEDPREMIEROWO]

ROBERT MCCAMMON

„Najwspanialszym darem jest druga szansa.”

Szalenie sympatyczne cofnięcie się w czasie do lat mojej młodości, kiedy z ogromnym entuzjazmem zaczytywałam się w horrorach osadzonych w fantastyce z udziałem Obcych pojawiających się na Ziemi. A do tego akcja dziejąca się w małym amerykańskim mieście, odizolowanym od świata z mocno niepokojących powodów. I właśnie „Żądłak” fenomenalnie przywołał wspomnienia niesamowitych przygód czytelniczych, które mocno oddziaływały na wyobraźnię, wyzwalały sporo barwnych emocji i dreszczy niepewności co do losów postaci, a nawet naszego świata. Przypomniałam sobie, co tak naprawdę w tego typu powieściach mnie przyciągało, i co sprawiło, że kontakt z jedną z ich reprezentantek potwierdził możliwość udanej zabawy.

Robert McCammon od pierwszej strony wprowadzał w atmosferę Inferno. Miasteczka skażonego rasizmem, wojną młodocianych gangów, upadłą pokopalnianą gospodarką, wątpliwym legalnie interesie. Niemal namacalnie czułam, że to miejsce przesiąknięte było stagnacją myśli i ambicji, poczuciem wykluczenia i osobliwej niewoli, utraconymi nadziejami i marzeniami. Resztki sił mieszkańców koncentrowały się na pozorach życia, podtrzymaniu fasady dawnego stylu, albo na walce w imię antagonizmów i uprzedzeń o amerykańskim i meksykańskim podłożu. Teksańskie miasteczko wymieszane stereotypami popularnej kultury, miejsc, wymarłych biznesów, strefy biedy, kowbojskich strojów, głupawego szeryfa, zardzewiałych rewolwerowców i ech indiańskich wodzów. Na wszystko osadzał się piasek pustyni, kurz staroci i piekielny upał. Jakby tego było mało, pojawili się przybysze z kosmosu, jeden uciekinier, drugi łowca nagród. Czy obecność w Inferno obcej inteligencji stała się źródłem totalnej katastrofy i destrukcji, a może w przewrotnym stylu ratunkiem dla dusz lokalnej społeczności?

Robert McCammon już wielokrotnie przekonał o zgrabnym i przekonującym stylu narracji. Łatwo wizualizowałam sobie opisy miejsc, zdarzeń i osób. Poznając powieść odczuwałam wrażenie familiarności ze scenerią, ludzką mentalnością i esencją zła. Szybko powstało skojarzenie z „Pod kopułą” Stephena Kinga, ale przywołana powieść Kinga ukazała się dwadzieścia lat później, a i różniła się odniesieniem do mroku. Generalnie, miałam odczucie, że wielu pisarzy inspirowało się elementami „Żądlaka” w swoich dziełach, książkowych i filmowych. Ale nie powinno to dziwić, McCammon reprezentował wysoki poziom w pomysłach i warsztacie literackim. Podobało mi się, że w „Żądłaku” wprowadził do narracji elementy żartobliwe, uszczypliwe i ironiczne. Ciekawie było je wyłapywać, uśmiechnąć się do właściwych człowiekowi słabości, z przymrużeniem oka traktować szybkie przejście w tryb bohaterstwa. Mogło się wydawać, że dzięki temu horror będzie nieco lżejszy, a jednak nie, wdzięcznie trzymał w niepewności. Wiele się działo, im bardziej rozwijał się scenariusz zdarzeń, tym bardziej wypełniały go mocne uderzenia i zwroty akcji. Czasem było sentymentalnie i czule, z językiem dzwonków wiatrowych. Często w szkarłatnych barwach, z wyrazistymi obrazami i muzyką przemocy. Niekiedy w tle chwytałam refleksyjne nuty, czy istnieje wymiar, którego nie jest się świadomym, inny świat ukryty przed widzialnym? 

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami pisarza przedstawionymi na Bookendorfinie ("Zew nocnego ptaka", "Królowa Bedlam", "Magiczne lata", "Dziedzictwo Usherów").

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 558 stron, premiera 25.02.2025 (1988), tłumaczenie Sławomir Kędzierski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

sobota, 22 lutego 2025

ZGROMADZENIE ŻEŃSKIE DIUNY

WIELKIE SZKOŁY DIUNY tom 1

BRIAN HERBERT, KEVIN J. ANDERSON

„Umysł człowieka jest święty.”

Fantastycznie odnalazłam się we wszechświecie Diuny. Po spotkaniu z tomami serii „Kroniki Diuny”, napisanymi przez Franka Herberta, z przyjemnością zabrałam się za poznawanie cyklu „Preludium Diuny”, stworzonym przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Wreszcie przyszła kolej na pierwszą odsłonę „Wielkich Szkół Diuny” autorstwa wymienionego duetu. Niesamowicie się wciągnęłam, niecierpliwie odwracałam strony książki w pogoni za dynamicznie rozwijającą się intrygą, zaskakującymi incydentami, nieoczekiwanymi obrotami spraw. Co prawda, dostrzegłam kilka drobnych niedociągnięć w scenariuszu zdarzeń, trochę pójścia na skróty przez Herberta i Andersona, spłaszczenia w finałowych odsłonach pasjonująco rozwijających się wątków, jednak poza lekkim niedosytem, nie wpływały znacząco na pozytywny odbiór opowieści. Interesująco było odbyć podróż w czasie, w stosunku do pierwowzoru stworzonego przez Franka Herberta, zerknąć na początki tworzenia żeńskiego zgromadzenia, bazującego na czarodziejskich mocach, mającego umysłem wgląd w bibliotekę dawnych istot, opracowującego ambitny plan eugeniczny, decydującego w przyszłości o losach wszechświata i rodów odgrywających kluczową rolę.

Sto lat po wielkim dżihadzie a osiemdziesiąt po zniszczeniu maszyn myślących przez tysiąc lat niewolących gatunek ludzki, historia zapisała się frapującymi, ale i krwawymi, zdarzeniami. Ludzkość pozbawiona wroga zewnętrznego skupiła się na wewnętrznym. Dopuściła do głosu religijny fanatyzm wypaczający butlerowskie idee w poszukiwaniu władzy, zmieniający strach w przemoc a panikę w broń. Powstawała wielka flota kosmiczna i zmutowani nawigatorzy, otulona szczelnie w pychę bogactwa i niszczenia konkurencji. O prestiż walczyły liczne szkoły kładące nacisk na zwiększenie zdolności umysłu i ciała, w tym mentorska, suki i miecza. Zemsta została dopuszczona do głosu przez historyczne geny i zdradzoną naukę. Przebudzono legendarną przeszłość, aby zmazać własne grzechy i rodowe klęski. Natomiast imperatorski dwór okrył się siecią kłamstw, intryg, buntu i nienawiści. Autorzy poradzili sobie ze zgrabnym zmiksowaniem wątków, nadaniem ciekawej oprawy, nasyceniem emocjami i sentencjami. Nie oszczędzali bohaterów, poświęcali dla bardziej lub mniej słusznej sprawy, zrywali kruche przymierza i zawiązywali pozornie perspektywiczne relacje. Wkradła się sympatyczna niepewność co do losów postaci. Czy wiedza jest potężniejsza od zabobonu, postęp od barbarzyństwa, a racjonalne myślenie silniejsze od paranoi? Czy droga do wszelkiego rozwoju wiedzie przez kryzys? Chętnie wyczekuję kolejnej odsłony dziejów szkół imponujących w przyszłości świata Diuny. 

Zapraszam po wrażenia z tomów „Kronik Diuny” Franka Herberta, opisanych na Bookendorfinie, "Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", „Kapitularz Diuną”. Zainteresujcie się innym wymiarem tych przygód w postaci znakomicie opracowanych powieści graficznych, „Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”. Zerknijcie na serię "Preludium do Diuny" („Diuna. Ród Atrydów”, „Diuna. Ród Harkonnenów”, "Diuna. Ród Corrinów"). Proponuję również czytelniczą wyprawę w „Rój Hellstroma”, powieść Franka Herberta liczącą pół wieku a nadal magnetycznie wciągającą w swój świat.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 694 strony, premiera 26.11.2024 (2011)
tłumaczenie Małgorzata Jankowska, Andrzej Jankowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 21 lutego 2025

DIUNA. RÓD CORRINÓW

BRIAN HERBERT, KEVIN J. ANDERSON

PRELUDIUM DO DIUNY tom 3

„Władza jest najbardziej niepewną ze wszystkich ludzkich zdobyczy.”

Znakomicie wypoczywam przy tego typu lekturze. Także trzeci tom sprawił wiele przyjemności i radości. Autorzy przekonująco poradzili sobie z kreacjami bohaterów. Bogato obdarzyli ich wieloma cechami, charakterystycznymi rysami, wyróżniający się postawami. Zachowali spójność z poprzednimi odsłonami serii („Diuna. Ród Atrydów”, „Diuna. Ród Harkonnenów”). Wciągnęłam się w śledzenie losów, udziału w niebezpiecznych misjach, marzeniach o odzyskaniu dziedzictwa, przywróceniu wolności, wypełniania powierzonego przez przeznaczenie kierunku. Czarne charaktery wykazywały się siłą i determinacją w działaniu, trudno było nie podziwiać za konsekwentne podążanie ścieżką zagłady, zbrodni i destrukcji.

Powieść koncentrowała się na aspektach władzy, pozyskaniu i utrzymania. Imperium przesiąkło zataczającymi szerokie łuki tajemnicami, spiskami, kłamstwami i szpiegostwem. Brakowało mi nawiązań do samej pustyni i jej mieszkańców czerwi. Chciałam dodatkowej porcji prawdziwej cynamonowej woni melanżu, najcenniejszej substancji w herbertowskim wszechświecie. Pomimo sekretnych planów destrukcji moc oddziaływania przyprawy nie zmniejszyła się. Polityczni gracze uwikłani w potężne intrygi, konspiracje i tajne aktywności, ryzykowali bardzo wysokimi stawkami. Żonglowanie prawdą weszło na najwyższy poziom umiejętności, kto się nie dostosował, ten tracił wszystko. Przyglądałam się zdarzeniom z entuzjazmem i zainteresowaniem. Kilka razy Brian Herbert i Kevin J. Anderson zaskoczyli obrotem spraw, ostatecznym rozwiązaniem losów postaci, interpretacją sięgających pradziejów elementów. 

Eksploracja herbertowego uniwersum Diuny magicznie przyciągała, dostarczała wciągającej rozrywki, zachęcała do odkrywania kolejnych kart niezwykłego świata. Jakie intrygi zaciskały się wokół Imperatora? Czy po tysiącach starannego planowania najważniejsze zamierzenie Bene Gesserit przyniosło owoce? Czy istniało bezpieczne miejsce i bezpieczna droga dla znaczących rodów Imperium? I bardzo ciekawy aspekt, czy zemsta i współczucie to dwie strony tej samej monety i wyłącznie okoliczności decydują, która znajdzie się na wierzchu? Zapraszam po wrażenia z tomów serii „Kroniki Diuny” Franka Herberta ("Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", „Kapitularz Diuną”). Zainteresujcie się również innym wymiarem tych przygód w postaci znakomicie opracowanych powieści graficznych („Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”). Proponuję czytelniczą wyprawę w „Rój Hellstroma”, powieść Franka Herberta liczącą pół wieku a nadal magnetycznie wciągającą w swój świat.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 690 stron, premiera 05.11.2024 (2001), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 26 stycznia 2025

DIUNA. RÓD ATRYDÓW

BRIAN HERBERT, KEVIN J. ANDERSON

PRELUDIUM DO DIUNY tom 1

„Prawda to kameleon – aforyzm zensunnitów.”

Ogromną sympatią darzę uniwersum Diuny, chętnie wracam do jej świata, najbliższe są mi tomy napisane przez Franka Herberta, ale wykreowane przez jego syna Briana Herberta, wspólnie z Kevinem J. Andersonem, również sprawiają wiele radości. Pierwszy tom z serii „Preludium Diuny” charakteryzuje się mocnym dynamicznym tempem akcji, wiele się dzieje, wydarzenia przybierają różne odcienie intryg. 

Melanż, cenna przyprawa, do zdobycia jedynie na pustynnej, ponurej i niegościnnej Diunie, zamieszkanej przez Fremenów, starożytny wędrowny lud, wleczony jako niewolnicy z jednej planety na drugą, zagadkowe plemię z niezwykłymi zdolnościami adaptacyjnymi, oraz stwory nazywane czerwiami, rozbudza apetyty na bogactwo i władzę. Rozległe krajobrazy, ruchome piaski, majestatyczne wydmy, monstrualne praszczury, skrywają różnorodne sekrety. Planetarny gubernator Diuny, nazywanej przez Imperium Arrakis, dzierży monopol na wydobycie przyprawy, za której pośrednictwem podporządkowuje sobie świat, miliony zamieszkałych przez ludzi planet odwiedzanych w ramach podróży przez zagięcia przestrzeni. 

Vladimir Harkonnen i jego bratanek, prawowity następca, Glossu Rabban, słyną z podstępu, dezinformacji, maskowania, bezwzględności i okrucieństwa. W kontrze do rozległej i ciasnej siatki spisków, zdrad, kłamstw i nadużyć czarnych charakterów, śledzimy burzliwe losy Leto Atrydy, młodziutkiego władcy Kaladanu, a także jego przyjaciół, rodzeństwa Rhombur i Kailea Vernius, wywodzących się z Ix, planety maszyn i potęgi technologicznej. Wkręcamy się w ekologiczne wizje Pardota Kynesa, planetologa pragnącego ożywić Diunę. Podziwiamy wysoki poziom knowań, manipulacji i szpiegowania stosowanych przez Bene Gesserit, matek wielebnych, wpływających na politykę i społeczeństwa, konsekwentnie od stuleci realizujących eugeniczny program, którego efektem ma być nadistota zespalająca w swoim umyśle przestrzeń i czas. 

Ośmioletni Duncan Idaho imponuje sprytem, odwagą i determinacją. Znaczącą rolę odgrywają czarodzieje genetyki, mistrzowie chemii organicznej i mechaniki komórkowej – Bene Tleilax. Natomiast Gildia Kosmiczna ze zmutowanymi nawigatorami, KHOAM potężne konsorcjum handlowe i mentaci z wyjątkową umiejętnością skupiania umysłu, asasyni z doskonałą znajomością sztuki zabijania, barwnie urozmaicają opowieść. Książkę przyjemnie się czyta, zgrabny styl narracji, ciekawe pomysły na preludium do Diuny. Liczy się nasycenie akcją i jej zwrotami, zdecydowanie mniej materiału do przemyśleń jak w wydaniu powieści Franka Herberta, ale niezwykle trudno podrobić nadzwyczajną wyobraźnię kreatora "Kronik Diuny". Entuzjastycznie podchodzę do spotkania z kolejnymi tomami trylogii, po zbliżeniu na ród Atrydów, czas przyjrzeć się rodowi Harkonnenów, a następnie rodowi Corrinów zasiadających na Tronie Złotego Lwa.

Zapraszam po wrażenia z tomów serii „Kroniki Diuny” Franka Herberta - "Diuna", "Mesjasz Diuny", "Dzieci Diuny", "Bóg Imperator Diuny", "Heretycy Diuny", „Kapitularz Diuną”. Zainteresujcie się również innym wymiarem tych przygód w postaci znakomicie opracowanych powieści graficznych („Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”). Proponuję czytelniczą wyprawę w „Rój Hellstroma”, powieść Franka Herberta liczącą pół wieku a nadal magnetycznie wciągającą w swój świat.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 742 strony, premiera 21.09.2024 (1999), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 29 listopada 2024

KUKUŁCZE JAJA Z MIDWICH

JOHN WYNDHAM

„Prawda jest zbyt oczywista, by w nią uwierzyć.”

Dzień tryfidów”, do którego niedawno powróciłam, to jedna z bardziej podobających się mi książek Johna Wyndhama, dobrze odnalazłam się także w „Poczwarkach”, a teraz z zainteresowaniem śledziłam to, co działo się w niewielkiej amerykańskiej społeczności. Midwich, skrajnie zwyczajna miejscowość, ze znikomą pulą ekscytujących incydentów, otoczona niczym niezmąconym spokojem, nagle wpadła w wir dziwnych zdarzeń z ogromnymi konsekwencjami dla mieszkańców. 

Autor zaprezentował ciekawy pomysł na fabułę, umiejętnie podkręcał intrygę, ukazywał kilka perspektyw interpretacji tego, do czego doszło. Przykładowo, z punktu widzenia myśliciela, lekarza, wojskowego, naukowca, obserwatora, kapłana, i kluczowych postaci kobiet. Poznając książkę miałam wrażenie, że stała się inspiracją dla twórczości innych pisarzy. W niektórych dziełach Stephena Kinga znalazłam odniesienia klimatyczne do podobnych ujętych w „Kukułczym jaju z Midwich”. Z jednej strony tajemnicze badania w naukowych laboratoriach, z drugiej osobliwe rozwinięcia procesu zwanego Komą. Intensyfikujące się niepokojące fakty, początkowo odizolowane i niezauważane, z czasem wysuwające się na pierwszy plan.

Angażowałam się w roztrząsanie dylematów moralnych, polubiłam ścieżkę prostej a zarazem pomysłowej fantastyki, uległam porównaniu cywilizacyjnych niemocy i mocy. Tytuł powstał pod koniec lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, nie uniknął uwzględnienia obaw wynikających z prawdziwej ówczesnej sytuacji politycznej, powiązanych z zimną wojną i ewentualną globalną destrukcją. Ale był to koloryt powieści a nie przeniesienie do scenariusza zdarzeń. Zachęcam do poznania tego, co przybrało osobliwą formę w Midwich, z czym się wiązało, i dowiedzenia się, jaki miało finał. Nie będziecie zawiedzeni. Kolejna bardzo dobra propozycja z serii klasyki science fiction zatytułowanej „Wehikuł czasu” i przygotowanej przez wydawnictwo Rebis. 

Inne dotychczas przedstawione na Bookendorfinie tytuły z tej serii: "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, klasyka, 246 stron, premiera 01.10.2024 (1957), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 9 listopada 2024

1984

GEORGE ORWELL

"Wojna to pokój, wolność to zniewolenie, ignorancja to siła."

Książka miała być satyryczną przestrogą, okazała się przepowiednią, i dla wielu niestety instrukcją. Czytelnicy powracają do niej i utwierdzają się w przekonaniu, że George Orwell przepowiedział przyszłość. Powieść zakwalifikowano do fantastyki, jednakże zawiera ogrom zatrważającej prawdy z punktu widzenia kondycji gatunku ludzkiego, coraz bardziej aktualnej. Podejrzewam, że jeszcze przez kolejne pokolenia będzie absorbowana w praktycznym wymiarze. Wciągamy się w trafne spostrzeżenia, nie musimy specjalnie doszukiwać się skojarzeń, same natychmiast napływają do głowy. 

Interesująco wędruje się ścieżką refleksji, niestety o ponurym i zatrważającym zabarwieniu. Autor rewelacyjnie zagląda w głąb mrocznej duszy społeczeństwa dającego sobą sterować, omamiać się jedynie słuszną ideą, stroniącego od bezpośredniej walki o własne prawa. Perfekcyjnie przemyślane i przedstawione polityczne reguły, coraz śmielej łamane i omijane. Genialne zrozumienie praw rządzących propagandą, miałkimi informacjami, negatywnymi przekazami. Zamknięcie głównego bohatera w pudełku niemyśli, nieżycia i niesamostanowienia. Jednostka, która w ten czy inny sposób musi podporządkować się, uznać wyższość oficjalnych koncepcji, zapomnieć o wewnętrznym ja, o człowieczeństwu. Jakże to smutne i fatalistyczne.

Dreszcze przechodzą, kiedy czyta się ten tytuł. Pozornie wymyślone wizje, antyutopijne przewidywania i swoiste plakaty obrzydliwości. Dyktatorskie rządy, wszechobecna inwigilacja, brak wolności słowa, nowomowa, zakaz wyrażania własnych myśli, indoktrynacja od dzieciństwa. Zmienianie przeszłości, kontrolowanie rzeczywistości, uniformizacja literatury, mediów, stylu życia, rodziny i samotności. Polityczne czystki, ewaporacja istnienia i wszelkich śladów po obecności skazanych jednostek. Przerażające, jak wiele tych elementów obserwujemy także dziś w prawdziwym świecie, nawet w takich szczegółach jak zawężonego i bezkrytycznego myślenia, redukcji słów w oficjalnym i potocznym języku, a nawet ścieśniania zakresu świadomości, negowania zdrowego rozsądku i potępiania szerokich horyzontów. 

Sterowanie nastrojami poprzez straszenie wojną, wrogami ludu, pandemią, terroryzmem, odmiennością, aby utrzymać pożądany porządek władzy, przywilejów i publicity. Przyciąganie w stronę prymitywnego patriotyzmu milionów ludzi o tej samej twarzy, zaszufladkowanych w oczekiwanej jednorodności. Im więcej doświadczeń wyniesionych przez czytelnika ze społecznej, medialnej, ekonomicznej i politycznej sfery, tym większe zrozumienie cennych przesłań powieści. "1984" każdy powinien przeczytać, jako aktywny lub bierny odbiorca zwłaszcza politycznej i medialnej aktywności. Dostarcza wiele materiału do gorzkich przemyśleń, głębokich refleksji i inspiracji do świadomej obserwacji. Zachęcam do sięgnięcia po "Ministerstwo Prawdy. Biografię Roku 1984 Orwella" Doriana Lynskeya, oraz jak najbardziej "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, klasyka, 416 stron, premiera 30.04.2024 (1949), tłumaczenie Jerzy Łoziński
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 7 listopada 2024

PROROK

FRANK HERBERT

DIUNA księga 3

„Nieznane przynosi własne troski.”

"Kroniki Diuny" to mój ulubiony cykl, kwintesencja wysokiej lotów fantastyki, rozrywka, do której powracałam wielokrotnie, za każdym razem odnajdując coś szczególnego. Dlatego chętnie sięgnęłam po inny wymiar tej przygody w postaci powieści graficznych (kolejno tomy: „Diuna”, „Muad’Dib”, „Prorok”). Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Fantastycznie udało się wiernie przełożyć esencję "Diuny" do otoczki oplatającej oprawę graficzną, wyciągnąć najbardziej istotne szczegóły i przesłania, sprawić, by ożyły w nowym świetle. Co wcale nie było łatwym wyzwaniem. Duch pierwowzoru na wskroś przenikał publikację, a to dla miłośnika pełnej wersji historii jak najbardziej pożądany efekt. Klasyka fantastyki, teraz w wydaniu powieści graficznej, rewelacyjnie broniła się przed upływem czasu. Z pewnością czytelnicy, którzy dopiero za sprawą ekranizacji lub powieści graficznej zetknęli się z „Diuną” nabrali chęci do poznania jej pierwowzoru. Wrażenia z poznania cyklu „Kroniki Diuny” również przedstawiłam na Bookendorfinie („Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”, „Bóg Imperator Diuny”, „Heretycy Diuny”, „Kapitularz Diuną”), zerknij.

Osoby, które jeszcze nie miały styczności z pełnowymiarowymi powieściowymi przygodami czytelniczymi, początkowo mogły czuć się oszołomione ilością nazw i detali w graficznych diunowskich księgach, jednak szybko wnikały w historie przedstawiane graficznie, gdyż atmosfera płynnie prowadziła po kolejnych fragmentach kluczowych miejsc, zdarzeń i postaci. W "Proroku" uaktywniała się niezwykła wola i determinacja jednostek i fremeńskiego ludu. Przed Paulem Atrydą otwierały się mistyczne bramy. Jego matka, lady Jessiki, wielebna, ucząca Fremenów magicznych sposobów walki, trwała na wyznaczonej przez los posterunku. Także siostra Paula, młodziutka Alia, obdarzona niezwykłymi zdolnościami, przemieniona w łonie matki podczas ceremonii wody życia, aktywnie włączyła się w fabułę. Nie zabrakło wyśmienicie przedstawionych czarnych charakterów, barona Vladimira Harkonnena i jego siostrzeńców, oraz Imperatora i jego wojowników wychowanych w kolonii karnej. Pozostałe postaci z powieści barwnie naznaczyły swoją obecność na ilustracjach. Sytuacje dojrzewały do ostatecznych bitw i walk, dziedzictwo proroctwa wypełniało się stojąc przeciwko zachłanności władzy. W tle wiernie zachowany pustynny charakter Arrakis, planety wypełnionej niewyobrażalnie bogatymi złożami melanżu, planety, o którą walczy świat, oświetlonej dwoma księżycami, szarpanej ogromnej mocy huraganami, z ukrytym w piaskach życiem gigantycznych czerwi.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, powieść graficzna, 194 stron, premiera 30.07.2024
adaptacja Brian Herbert i Kevin J. Anderson, tłumaczenie Marek Marszał i Sławomir Folkman ilustracje Raúl Allén, Patricia Martín i Jesus R.Pastrana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 24 października 2024

JA, INKWIZYTOR. MIASTO SŁOWA BOŻEGO

JACEK PIEKARA

CYKL INKWIZYTORSKI tom 18

„Wszystko jest możliwe pod naszym niebem, gdzie źli ludzie wraz z demonami splątują nici ludzkich żywotów.”

Co jakiś czas natrafiałam na tomy tego cyklu, za każdym razem obiecywałam sobie, że zacznę je poznawać, tak się nie stało. Kiedy przeczytałam w zapowiedziach, że osiemnastą odsłonę można czytać niezależnie od poprzednich, stwierdziłam, że nadszedł właściwy moment, by zabrać się za te przygody czytelnicze. „Ja, inkwizytor. Miasto Słowa Bożego” zrobił na mnie mocno dobre wrażenie, z przyjemnością wchodziłam w fabułę, chociaż na początku nie w pełni wciągała, lecz ciekawie nakreślała aurę dekadencji. Poddałam się klimatowi nieuchwytnej magii, mocy relikwii i tajemniczych morderstw. Im dłużej siedziałam w powieści, tym lepsze wrażenie wywoływała, tym chętniej się angażowałam. Barwna paleta przekonujących postaci, z echami zagadek w tle, nieodsłoniętymi kartami intencji i smykałką do przechytrzenia przeciwnika. Wyjątkowo plastyczna narracja, dbająca o każdy detal, ułatwiająca opisami przeniesienie do książkowego świata i emocji przeżywanych przez bohaterów. Nieustanne zerkanie na ludzką naturę, rozkładanie jej na czynniki pierwsze, naświetlanie ukrytych motywów i żądzy. Wszystko w religijnej otoczce, rzeczami dziejącymi się niejako za kotarami głównej sceny, w teatrze na użytek społeczeństwa, w zbiorze tajemnic poliszynela. 

Inkwizytor Mordimer Madderdin okazał się niezłą gadułą, przekonującym narratorem, sympatycznie odsłaniającym karty własnej osobowości i charakteru. Trzeba przyznać, że udanie podkoloryzowanymi, zręcznie naświetlonymi, celowo niszczącymi pojawiające się dylematy w interpretacji zachowań. Obrońca świętej wiary obdarzony bystrym umysłem i zdolnością podejmowania szybkich decyzji znakomicie odnajdywał się w grze interesów i misji związanej z relikwiami. Zainteresowało mnie, czy główna postać serii zmieniała się na przestrzeni tomów, jaka była kiedy zaczynała dawać się poznawać, czy dopiero z czasem nabrała cech cynicznego obserwatora rzeczywistości i wprowadzającego humorystyczne pierwiastki. Spodobał mi również się portret przeora klasztoru Hieronima del Monte, człowieka wywodzącego się z potężnego i bogatego rodu, odkrywającego znaczącą rolę w przebiegu fabuły. Arystokrata Maurycy von Solheim przejmujący początkowo scenę powieści stanowił atrakcyjne dopełnienie kluczowej postaci, zwłaszcza w płaszczyźnie dialogów. Zagadka kryminalna powiązana z tajemniczym, osobliwym i bulwersującym morderstwem, frapująco rozpisana, rozłożona na czynniki pierwsze, a następnie udanie złożona w wyjaśnienie. Powieść na przyjemny wieczór czytelniczy, chwilę wejścia w mroczne czasy, niezupełnie prawdziwe, ale nawiązujące do znanych z kart historii, okazja do spotkania niejednoznacznej postaci, zanurzonej w cieniach demonów, krzywd, morderstw, ale również czarnego humoru.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 560 stron, premiera 01.10.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 2 października 2024

POCZWARKI

JOHN WYNDHAM

„Życie to zmiana i tym się różni od skał – zmiana jest istotą jego natury.”

Zaskoczyło mnie, jak bardzo spodobała mi się powieść. Miała w sobie to coś, co sprawiło, że chętnie podążałam za nią wyobraźnią krążącą wokół klimatów fantastyki. Napisana niemal siedemdziesiąt lat temu wciąż potrafiła dostarczyć mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Wiązało się to z tematyką kondycji gatunku ludzkiego, nieprzemijających cech zbiorczej osobowości, niezmienności ogólnej świadomości. Cywilizacje powstają, rozwijają się, aż ulegają zagładzie, z winy samego człowieka, destrukcyjnej natury wobec środowiska naturalnego i siebie samego. 

Książka, jak wiele podobnych z tego gatunku pisanych w zbliżonych jej czasach, niosła w sobie strach przed nuklearną zagładą, tym, co by się stało, gdyby rywalizujące ze sobą mocarstwa zdecydowały się na użycie broni nuklearnej. Odpowiadał mi przygodowy charakter prowadzenia scenariusza zdarzeń, podszyty niepewnością i osobliwością, oraz zaślepieniem i religijnym fanatyzmem. Przebieg akcji nie zaskakiwał, ale wybrzmiewały intrygujące pierwiastki niepewności finałowej odsłony. Wszelkie odstępstwa i mutacje, będące następstwem globalnego kataklizmu wywołanego przez Dawnych Ludzi, obarczonych karą Udręki, podlegały krańcowej dyskryminacji, bezwzględnemu zwalczeniu i uśmierceniu. Dominacja skrajnej nietolerancji i prześladowań wynikających ze strachu i rozczarowania, zamknięcie w swoistej bańce pragnienia życia w zgodzie z cudem ocalałym świętym pismem. Niedopuszczanie do głosu czegoś niepoznanego i niewiadomego, odbiegającego od boskich wytycznych i przyjętych norm. A jednak w izolującej się od reszty świata osadzie, nastawionej jedynie na naturalność, pojawiło się młode pokolenie potrafiące przekazywać między sobą obrazy myślowe. Fabuła przybiera intrygującą formę.

Zerknij na pozostałe tytuły z serii Wehikuł czasu, klasyki science fiction, przedstawione na Bookendorfinie: "Dzień tryfidów" (także Johna Wyndhama), "Czarna chmura", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", „Odyseja kosmiczna 2001”, „Odyseja kosmicznej 2010”, "Odyseja kosmiczna 2061", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Koniec dzieciństwa", "Bill, bohater galaktyki", "Biada Babilonowi", "Olśnienie", "Równi bogom", "Klany księżyca Alfy", "Radio Wolne Albemuth", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Gwiazdy jak pył", "Prądy przestrzeni", "Kamyk na niebie", "Koniec wieczności".

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, klasyka science fiction, 238 stron, premiera 30.07.2024 (1955), tłumaczenie Zbigniew A. Królicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.