Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Flanagan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Flanagan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 marca 2022

ŻYWE MORZE SNÓW NA JAWIE

[PRZEDPREMIEROWO]

RICHARD FLANAGAN

"Możesz stać się każdym, kim tylko zechcesz. Nigdy jednak nie będziesz tym kimś naprawdę. Bo w środku zawsze ukrywa się ta sama osoba."

Kiedy czytasz książkę i przechodzą cię dreszcze intelektualnego ożywienia, wyobraźnia intensywnie pracuje, emocje nasycają się kolorystyką, wiesz, że trafiłeś na coś szczególnego i wyjątkowego, co mocno dotyka duszy, nakłania do aktywnego uczestnictwa i snucia refleksji. "Żywe morze snów na jawie" silnie przemawia, dzięki nieprawdopodobnie misternie, a zarazem naturalnie prosto, snutej opowieści, wchodzącej głęboko w realizm, przeszywającej strzałami serce czytelnika, poprzez poruszenie strun muzyki życia i zdobytych doświadczeń. Powieść można rozpatrywać z tak wielu kierunków, a każdy z nich w szczególny sposób wart jest podążania, że doprawdy trudno wskazać główne, a tym bardziej najważniejsze. Czerpiemy z książki tyle, ile chcemy, na ile pozwolimy wejść w myśli, w jakim stopniu zgodzimy się na szalenie przekonującą acz niewygodną dla sumienia wędrówkę. 

Richard Flanagan cudownie spogląda na ludzkość z lotu ptaka, przygląda się jej poczynaniom, zagląda w ciemne zakamarki zbiorczego społecznego zachowania. Równocześnie dociera do najintymniejszych myśli jednostki. Każda z postaci wnosi coś unikatowego i niezwyczajnego, a zarazem przeciętnego i podobnego do nas. Rozdwojenie, zaprzeczenie, ignorowanie, negowanie, udawanie, to komponenty wpisane w ludzką osobowość, wpływające na postawy, stosunek do życia i traktowanie bliskich. Kiedy poznajemy Annę, wspólniczkę w odnoszącej sukcesy firmie architektonicznej, natychmiast rzuca się w oczy kontrastowość podejścia do życia osobistego i zawodowego. Można współczuć, próbować zrozumieć, ale też wściec się na sposób traktowania matki. Ma się ochotę potrząsnąć nią, ale czy faktycznie, ma tak niewiele wspólnego z odbiorcą? Terzo, znakomity finansista, nie potrafi zmierzyć się z osobistą porażką, na wszystko patrzy przez pryzmat własnych idei i definicji sukcesu, wypiera prawo matki do samostanowienia o nieuchronnym końcu. Szybko podlega naszej krytyce, tylko czy jego sposób spojrzenia na świat nie wydaje się familiarny? Tommy, pozornie najbliższy sercu, zrozumieniu, oddaniu i miłości, lecz skrepowany uległością, poczuciem niższości i podatnością na dezaprobatę. Niespełniony artysta, z poczuciem krzywdy wyniesionej w nastoletniości, trudnym wyzwaniem ojcostwa, jednakże akceptuje rzeczywistość i wbrew wszystkiemu stara się znaleźć klucz do szczęścia. 

Pisarz fantastycznie odmalowuje relacje między rodzeństwem, dokłada do tego tragiczną śmierć Ronniego i wyniszczające choroby matki. Ciarki przechodzą, kiedy pomyśli się, że pozornie kochające i współczujące osoby stać na wielki ładunek egoizmu i nieczułości. Słowem deklarują miłość a czynem okrucieństwo. Dowartościowują siebie kosztem kogoś, nawet osoby, która dla nich poświęciła się. Bronią się przed zaakceptowaniem tego, co łamie rutynę, plany i wygodę. Wątek matczynej miłości wybrzmiewa niepokojącymi nutami, podobnie interpretacja kobiecego spełnienia, wyjaśnienia samotności, przebiegu starości, odpychania wyrzutów sumienia i poczucia winy. Przygnębiająco odbiera się odbicia współczesnego stylu życia, fiksacji na nieistniejącym świecie internetowym, zapatrzenia w social media, płynięcia nurtem szumu informacyjnego, wyboru fałszywości i snów, powolnego znikania dla innych i samego siebie. Jakże symboliczne obrazy, w pełni się z nimi zgadzam. Świat realny jako imitacja świata ekranowego, a prawdziwe życie cieniem obecności online. W powieść wplecione tasmańskie realia, toksyczny dym pożarów owiewa strony suchym i gorącym powietrzem, ukazuje cierpienia przyrody, incydenty wywołujące frustrację, niepokój i bezsilność ludzi. Flanagan oferuje jeszcze wiele innych zagadnień wartych bliższego spojrzenia i zastanowienia. Podsuwa obfity materiał do przeżywania i rozmyślań, na które mam ochotę w zacisznym osobistym stylu i podczas dyskusji w grupie czytelniczej. Tytuł do wielokrotnego czytania, mam wrażenie, że ponowne spotkanie przywoła nowe przemyślenia. Na Bookendorfinie przybliżyłam "Śmierć przewodnika rzecznego" i "Pierwszą osobę", zajrzyjcie.

6/6 - rozkosz czytania
literatura współczesna, 270 stron, premiera 23.03.2022 (2020), tłumaczenie Maciej Świerkocki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 10 marca 2019

PIERWSZA OSOBA Richard Flanagan

"Doszedłem do przekonania, że może jedynym celem życia jest nauczyć się rozumieć miarę swojej osobistej klęski."

Cieszę się, że zanim sięgnęłam po tę powieść, wcześniej zapoznałam się ze "Śmiercią przewodnika rzecznego", dzięki temu potrafiłam wyłapać niuanse odwołujące się do tej propozycji czytelniczej, która nawiasem mówiąc, zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. "Pierwsza osoba" to niewątpliwie wartościowa książka, stawia przed czytelnikiem trudne pytania, nie zadowala się pobieżnymi odpowiedziami, lekkim potraktowaniem niewygodnych prawd, ale zmusza do intensywnego dotknięcia istoty różnorodnych spraw, a to wymaga spokojnych rytmów, częstych przystanków, zachowania porządku, również powtórzeń. Inteligentne przybliżanie kolejnych odsłon zaproszonych do powieści postaci, poznawanie prawd o nich, jednocześnie przywoływanie własnych wartości i racji. Z jednej strony czujemy przyjemność w mocnym zagłębianiu się w poruszaną tematykę, a z drugiej jest coś, co niepokoi, czasem wstrząsa, kiedy indziej zawstydza. Bo we wszystkim doszukujemy się siebie, a konfrontacja z najciemniejszą stroną osobowości nie jest łatwa i jednoznaczna.

Właśnie powieść, w której nie tylko autor wymaga dużo od siebie, ale również czytelnik stawia przed sobą wyzwania, sprawia najwięcej radości i satysfakcji, wiemy, że będziemy się do niej wielokrotnie odwoływać, snuć ciekawe refleksje, przebijać przez gąszcz wahań i wątpliwości towarzyszących codziennemu życiu. Jeśli w trakcie czytania książki czujesz charakterystyczny dreszcz emocji, łapiesz styczne punkty z przemyśleniami autora, decydujesz się na odkrycie części swojej duszy, to wiesz z dużym przekonaniem, że trafiłeś na ambitną i bliską ci przygodę czytelniczą. Dodaj do tego jeszcze plastyczny styl narracji, mądre kompletowanie składowych detali, dobry czarny humor, koncentrację na pojedynczych myślach, ale i ogólnej perspektywie życia, i masz już czym się zachwycać i dać ponieść rozważaniom. Odpowiada mi przenikliwe spojrzenie na naturę człowieka, jej zwykły codzienny wymiar, zbiór marzeń i pragnień, artystyczny impuls, uwypuklenie mankamentów charakteru odnajdujące odzwierciedlenie w życiu i sztuce.

Kif Hehlmann, niespełniony pisarz, pracujący nad wielkim dziełem, zmuszony zostaje przez prozę życia do podjęcia pracy w charakterze ghost writera. Próbuje w narzuconych sześciu tygodniach napisać biografię Siegfrieda Heidla, przestępczego celebryty, najsłynniejszego oszusta w dziejach Australii, który skradł różnym instytucjom i firmom siedemset milionów dolarów. Heidl opanowany jest strachem i paniką, twierdzi że chcą go zabić bankowcy, za dużo wie o nich i ich interesach. Współpraca między Kifem a Siegfriedem nie układa się dobrze, nie ma punktu zaczepienia do uszczegółowienia wspomnień, pojawia się mnóstwo kłamstw, zmyśleń, zaprzeczeń i manipulacji. Mroczny klimat środowiska Heidla powoli przenosi się do świata Hehlmanna. Wszystko można spieniężyć, z wszystkiego da się zrobić news, zaś ster władzy trzymają ci, którzy przewodzą marionetkom dusz. W jakim stopniu nasze życia oparte są na iluzji dobra, miłości i nadziei? Dodatkowego smaczku powieści dodaje wiedza, iż zainspirowana została karierą autentycznego australijskiego oszusta i własnym doświadczeniem Richarda Flanagana w roli pisarza widma.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 450 stron, premiera 27.02.2019 (2017), tłumaczenie Maciej Świerkocki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 30 lipca 2017

ŚMIERĆ PRZEWODNIKA RZECZNEGO Richard Flanagan

"...wiemy o sobie o wiele więcej niż to, do czego zwykle mamy ochotę się przyznać, chyba że w chwilach wielkich prawd w naszym życiu, w miłości i nienawiści, w momencie narodzin i śmierci."

Cytat, który ciekawie ustawił ster odbioru powieści, pojawił się już na osiemnastej stronie, z zaangażowaniem i fascynacją podążałam w wytyczonym przez niego intrygującym kierunkiem. Aljaz Cosini, trzydziestosześcioletni mężczyzna, po wielu latach zawieszenia w zawodzie przewodnika rzecznego, decyduje się pokierować grupą turystów w ramach niebezpiecznego spływu po tasmańskiej rzece Franklin. Dochodzi do nieszczęścia, członek wyprawy wpada do burzliwego nurtu wody, Aljaz rzuca się na pomoc, lecz sam zaklinuje się między skałami pod powierzchnią wody, zaczyna tonąć, coraz mocniej zanurza się też w ciąg rozlicznych migawek podsuwanych przez własną pamięć.

Piękna tasmańska opowieść, na granicy życia i śmierci, w tych ułamkach chwil, kiedy obraz całego życia przewija się głównemu bohaterowi przed oczyma, w tym także tajemniczego i wstydliwego, ale jakże barwnego i zaskakującego dziedzictwa. Przywoływanie różnorodnych odcieni wspomnień, portretów bliskich osób, obrazów znaczących wydarzeń, niezapomnianych miejsc, symbolicznych przedmiotów, istotnych gestów i słów. Rachunek jakości minionych lat, rozgrzeszenie z tego, co nie było właściwe, gorycz tego, jak wiele nie będzie dane już przeżyć. Ale i pozostawienie bolesnego żalu za sobą, w pewien sposób pogodzenie z tym, co nieuniknione, z zakończeniem podróży na tym świecie, wdzięczność, że jednak można było przez jakiś czas kolekcjonować doświadczenia życiowe, poznawać ludzi, zachwycać się światem, poznawać samego siebie, ale przede wszystkim odczuwać rozmaite emocje, czuć puls serca i bieg myśli.

Wrażenie robi elegancki i malowniczy styl narracji, poetyckie dobieranie słów, lekkość w kreśleniu przekonujących i sugestywnych odwzorowań, przywoływania wzruszających urywków ludzkich losów nasączonych smutnymi i radosnymi kolorami. Z ogromną przyjemnością delektujemy się powieścią, przemawia do nas, wrażliwie uruchamia wyobraźnię, osadza w refleksyjnym klimacie, z którego nie chcemy przez dłuższy czas wychodzić. Autor umiejętnie dozuje napięcie, podkreśla przyspieszonym rytmem dramaturgię kluczowych wydarzeń, frapująco prowadzi czytelnika po przywoływanych wspomnieniach i odniesieniach, opisuje nie tylko jednostkową historię, ale i walkę o przetrwanie podszytą szacunkiem wobec potęgi natury. Książka niełatwa, nie na szybkie przerzucanie kartek, a na delektowanie się każdym rozdziałem, wymagająca uwagi i skupienia, ale dzięki temu niezwykle wciągająca, mocno wiarygodna, bezsprzecznie wartościowa.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 352 strony, premiera 06.07.2017 (1994), tłumaczenie Maciej Świerkocki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. :)