Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarne. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2026

SZCZĘŚLIWCY

NADIFA MOHAMED

"O duszo, uciekaj do ojczyzny
i szukaj jej tam, gdzie ją poznałaś”
Ahmed Ismail Hussein (Hudeidi)


Do książki podchodziłam trzy razy. Za pierwszym razem odłożyłam, ponieważ przez pierwsze rozdziały nie nawiązałam nici porozumienia, stwierdziłam zatem, że to nie był dobry czas na spotkanie. Po kilku miesiącach powróciłam do powieści, angażowałam się w szerszym wymiarze, jednak zawirowania w życiu osobistym przerwały na dłuższy czas pasję czytania. Dopiero niedawno, nastąpiło wyciszenie w rodzinnym życiu i nabrałam chęci, aby poczuć „Szczęśliwców”. Zbudowałam pozytywne skojarzenia z lekturą, wyzwoliła sporo emocji i refleksji. 

Mroczna potrafi być natura człowieka, kiedy wchodzi w długi cień rzucany przez własne skazy i braki. Co dopiero, kiedy do głosu dochodzi zbiorowe zachowanie wsparte rasizmem i znieczulicą wobec drugiego człowieka. Szybko wydajemy negatywny osąd o kimś, kto ma przewagę nad nami w odwadze do podejmowania nieszablonowych decyzji i wyruszenia za marzeniami w daleki świat. Co dopiero, kiedy różni się kolorem skóry i pochodzeniem. Często uprzedzamy się do kogoś z błahych powodów, wynikających z niezrozumienia i nieznajomości, rzucamy pomówienia, chociaż nie mamy przekonujących dowodów. Co dopiero, kiedy wydajemy odgórny sąd nad czarnoskórym mężczyzną oskarżonym o brutalne zabójstwo żydowskiej sklepikarki. Współcześnie oburzamy się i potępiamy takie zachowania, ale mamy świadomość, że wciąż się zdarzają. Co dopiero, kiedy działy się w powojennej Anglii, tracącej statut kolonialnego mocarstwa, doświadczającej napływu ludzi różnych nacji, ponad pięćdziesięciu krajów jak w przypadku Tiger Bay, doków w Cardiff w Walii. 

Jakże błyskawicznie doszło do procesu sądowego, morderstwo miało miejsce w marcu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku, a już w kwietniu zapadł wyrok, zaś we wrześniu wykonano wyrok śmierci. Nie zdradzam rozwiązania losu somalijskiego marynarza, gdyż tytuł opiera się na prawdziwych wydarzeniach, wystarczy wyszperać informacje w internecie. Nadifa Mohamed nadała faktom kształt fabularyzowany, wyrażała myśli kluczowych postaci, przybliżała od strony opisów i dialogów, wciągała w osobowość, motywacje i postawy. Koncentrowała się na osobie niewinnie skazanej za morderstwo, jednocześnie ukazywała tło walijskiej rzeczywistości, dominacji białoskórych, lekceważącego podejścia do odmienności. I nie łagodził tego fakt, że Mahmood Mattan ożenił się z białą kobietą i miał z nią trójkę dzieci. Co z tego, że drobny przestępca. Bez porządnych dowodów, prawdziwych zeznań i koniecznej bezstronności nie było mowy o rzeczywistej sprawiedliwości, zaś zasądzona kara śmierci stała się próbą ucięcia tematu, wymazania niewygodnych informacji, wstydliwych intencji i przerażającej znieczulicy. 

Nie da się zaprzeczyć, że niestety wciąż potrzebujemy publikacji przypominających o zwykłym człowieczeństwie, najcenniejszych wartościach w życiu osobistym i zawodowym, którymi powinniśmy kierować się. Za mało powstaje książek obnażających społeczny ostracyzm, patologiczną działalność organów ścigania, wymykającemu się prawu funkcjonowaniu systemu sądownictwa, prowadzonych pod publikę procesów sądowych. Znajdziemy wiele przykładów, kiedy zło rozlewa się po instytucjach i społeczeństwie, kiedy jednostka nie ma szans w starciu z potężnymi siłami stereotypów i wrogości. I to w pozornie cywilizowanym świecie, unormowanym prawnie. Przerażające, że dopiero pół wieku po wydarzeniach unieważniono wyrok, ale nie zwróciło to życia, nie zmniejszyło dramatów, nie wymazało czarnej karty śledztwa i procesu.

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 444 strony, premiera 15.11.2023 (2021)
tłumaczenie Agata Kozak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 11 marca 2026

PRZEWÓZ

ANDRZEJ STASIUK

"Nienawidzę ludzkiego bydła… Ludzie są jak świnie nie tylko w środku, ale i po wierzchu.”

„Przewóz” to tytuł wybrany do omawiania w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się rozmowa o nim. Z mojej strony, bardzo mieszane odczucia wobec lektury, jedna z cięższych, z jaką miałam do czynienia, wyzwalająca chęć porzucenia w trakcie spotkania, a jednak do pewnego stopnia satysfakcjonująca od strony przesłania pierwotnej wojennej rzeczywistości i wartego poznania stylu narracji. Mrocznie, brudno, toksycznie, w oparach alkoholu i tytoniu, na fali zwierzęcych instynktów, jednocześnie zaściankowości i gamy przekleństw. Spojrzenie bez różowych okularów w okno pragnienia przetrwania za wszelką cenę, wszechogarniającej bezsensowności przywrócenia namiastki normalności, przymusowe oswojenie z drastycznością scenerii i czynów, w imię głodu, smrodu i nędzy, przy wsparciu strachu i ślepoty, w towarzystwie prymitywizmu i głupoty, a także krzywo rozumianych ambicji.

Tysiąc dziewięćset czterdziesty pierwszy rok, z jednej strony Rosjanie, z drugiej Niemcy, wyciskają człowieczeństwo i szacunek wobec drugiej osoby. Polskie bohaterskie zrywy nadziei na odwrócenie przeznaczenia, wpadnięcie w sidła przemocy i ostateczności. Jakże trudno się czytało, książka przygniatała tematyką, przytłaczała ciemnością, męczyła bagnem najgorszych cech i widm. Po spotkaniu powstało poczucie przygnębienia i duszności, do zmysłów dotarła ponurość i niezręczność moralna. Trzeba było czasu, aby ułożyła się w głowie, jak w dramacie ekstremalnym, wiele rwało się, umykało logice, mieszało w emocjach. To nie tyle obraz wojennej rzeczywistości, ale chaos przenikania w ludzką egzystencję na skraju śmierci i załamania, w obrębie powtarzalności i podobieństwa, przy sugestywniej odsłonie przyrody i wciągających wirach ludzkich losów. Niestety, przy mniej przekonujących dialogach i spójności czasowej. "Przewóz" mógł się podobać, odzwierciedlać trendy rzeczywistości i dokonywać prób przybliżenia jej. Nie żałuję spotkania z książką, wymagającą i bezkompromisową, zaskakiwała formą i zaciekawiała ujęciem bohaterów. Generalnie, warto abyście wyrobili sobie własną opinię.

4/6 – warto przeczytać
powieść historyczna, 398 stron, premiera 28.04.2021
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

niedziela, 14 kwietnia 2024

RZEKI, KTÓRYCH NIE MA

MACIEJ ROBERT

„Każda rzeka jest opowieścią, ale rzeka, której nie ma, jest opowieścią szczególną, bo tutaj wyobraźnia musi pracować na wysokich obrotach, tutaj trzeba czytać między wierszami.”

Tak jak podejrzewałam, książka dostarczyła przyjemnych wrażeń czytelniczych. Wiele się z niej dowiedziałam, z entuzjazmem podchwyciłam temat rzek, których nie ma, z zaciekawieniem podążałam ich szlakiem. Nie spodziewałam się, że aż tak szczegółowo można było wejść w poruszane zagadnienie, z miłością do płynącej wody, poznawaniem przebiegu potoków, dociekliwością historii rzeczek i spojrzeniem na działalność człowieka w obszarze rzek. 

Maciej Robert w bardzo przyjemnym stylu snuł opowieść o niewidocznych lub znikających rzekach. Sprawiał, że im więcej prezentował materiału, tym bardziej chciałam poznać więcej. Nie tylko podróże nad rzeki, rzeczki, strumyki, wyschłe kanały, ale również flirt ze sztuką, literaturą, wzmiankami o znaczeniu, kolorycie, skojarzeniu, emocjach powiązanych z rzekami. Wędrówki śladem wody i słowa, tego, co na mapach i w rzeczywistości, w kierunku świadectwa istnienia lub niewidoczności. Wyschnięte puste koryta skrywały przeszłość, którą frapująco odkrywałam. Niechciane rzeki ustępowały miejsca potrzebom miast, a przecież to właśnie one były źródłem powstawania wokół nich osad, z czasem zajmujących coraz większe przestrzenie.

Jako mieszkanka Łodzi skwapliwie czytałam o wielkomiejskiej tkance z perspektywy rzek zamkniętych w podziemiach. Wpadło kilka ciekawostek, o których nie miałam pojęcia, wiele elementów natychmiast budziło skojarzenia. Tropienie wymyślonych, nieistniejących, okresowych, ukrytych rzek miało smak odkrywania i niecodziennej przygody. Niesamowite, jak w nazwach ulic czy placów zachowała się pamięć miasta o rzekach. Łódka, Ner, Olechówka, Bzura, Jasień, Sokołówka, Augustówka, Bałutka, Łagiewniczanka, albo Karoloewska, Jasieniec, Wrząca. Dwadzieścia kilka łódzkich rzek, a przecież nie ma opcji, aby wybrać się na dłuższy spacer wzdłuż ich brzegów. Pierwszy zetknęłam się z mitem założycielskim powiązanym z Pabianką. 

Publikacja, na którą warto zwrócić uwagę, poznawać poprzez spokojne dawkowanie, zaglądać do przywołanych utworów, podchwytywać atrakcyjne wtrącenia, uważnie spojrzeć na plany miast, skonfrontować z wycieczkowym zmysłem obserwacji, podchwycić pasję zgłębiania rzecznych tajemnic. Najbardziej urzekła mnie część poświęcona Łodzi i okolicom, znakomicie się w niej odnalazłam, poczułam szczególny klimat paradoksalnej „królowej rzek”, nabrałam chęci prowadzenia samodzielnego śledztwa poszukiwania rzek, których nie ma. Mam wrażenie, że ten tytuł przyciągnie mnie ponownie, wiele w nim przyjemnej duchowej strawy.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, esej, 334 strony, premiera 05.07.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 3 kwietnia 2024

PRZEZ BŁĘKITNE POLA

CLAIRE KEEGAN

„Irlandia nie jest już taka sama. Ludzie byli biedni, ale zadowoleni.”

Wciągnęłam się w twórczość Claire Kreegan, krótkie formy literackie przemawiały, dotykały wrażliwych strun ludzkiej duszy, w pewien sposób nawiązywały do poszukiwania sensu życia, ale też prześwietlały zwykłą codzienność bohaterów. Nie wszystkie opowiadania wybrzmiewały intensywnie, niektóre, przykładowo „Ciemne konie” nie nawiązały trwałej nici porozumienia, „Noc jarzębin” wydawała się zbyt przewidywalna. Jednak i one nadawały szczególny klimat książce. Chociaż tytuł „Powolna i bolesna śmierć” wskazywał na ciężką tematykę i myśl przewodnią, to okazał się niesamowicie lekkim zbiorem utworów, wdzięcznym i swobodnym. Nakłaniał do refleksji na temat bezpowrotnego upływu czasu, świadectw obecności materialnej i duchowej tych, co odeszli. Wiele nadziei na odmianę losu, chwytanie biegu spraw, zaczynanie czegoś od nowa, oddawanie się twórczości. Bardzo mi się podobał także „Prezent na pożegnanie”. Tym razem nie czterdziestoletnia kobieta, ale młoda dziewczyna, wyrywająca się ze szpon toksycznej rodziny, doświadczona wykorzystaniem przez ojca, skazana na obojętność matki, uciekająca w daleki świat przed trudną przeszłością, pozostawiająca za sobą bagaż złych doświadczeń. Wspaniałe ukazanie walki o siebie i ufności w nowe życie, pomimo lęku i rozterki. Wiele potrzeba siły, by wyrwać się ze szpon złego i podarować sobie szansę. 

Właściwie wszystkie opowiadania łączy poczucie straty, o różnym wymiarze, jak dzieciństwa, kogoś bliskiego, szansy, a nawet zmarnowanego życia, wymykającego się z rąk, opisanego w „Kapitulacji”. Często podejmowane decyzje okazują się niesłuszne, przytłaczające rezultatami, niedające wytchnienia, pogrążające w marazmie miałko upływających dni. Do głosu dochodzi samotność, wyalienowanie, niewpasowanie i niezrozumienie, nawet przez siebie samego. Poznawanie siebie łączy się niekiedy z koniecznością nabrania nowego kursu życia, oddalenia się od tego, co sztywno przywiązuje i zabiera wolność. Ale i w tym aspekcie nie opuszcza otucha powiązana ze zmianą i walką o siebie. „Córka leśnika” przedstawiała obraz nieudanego życia i namiastki marzeń, „Na skraju wody” weszła w nietolerancję, ból bycia nieakceptowanym, odwagę by zrobić coś wykraczającego poza oczekiwania innych. Albo wbrew wszelkim trudnościom, wątpliwościom, wspomnieniom niedającym się wymazać, rozdwojeniem pragnień, wciąż podążać ta samą drogą, mniej lub bardziej satysfakcjonującą, ale dobrze znaną i bezpieczną. Wszystkie opowiadania cechuje irlandzki klimat, surowy w obejściu, ale jakże umiłowany w sercu. Autorka sugestywnymi słowami przybliża jego charakterystykę i specyfikę, w tym mentalność rolniczej grupy społecznej, wyjątkowe przywiązanie do ziemi i wykorzystywanie najmniejszych nawet jej darów, oraz szacunek wobec tradycji i przeszłości, poczucie przynależności do miejsca i ludzi, proste w konstrukcji, ale niesamowicie silne, wręcz magnetyczne przyciąganie. Książka zapewnia sympatyczne zaczytanie, w refleksyjnym tonie, poprzez lot ptaka nad losami innych jednostek czytelnik zerka na własną dolę, postanowienia, pragnienia i osiągnięcia. Pozornie łatwo jest żyć w zgodzie z samym sobą, ale to naprawdę wymagająca sztuka, nie każdy zdaje z niej egzamin.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 202 strony, premiera 02.11.2023 (2007), tłumaczenie Dariusz Żukowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl