piątek, 28 sierpnia 2026

MARTWE KWIATY

TAJEMNICE ZBRODNI tom 1

MARTA REICH

„Była strasznym wampirem energetycznym, wysysającym energię z innych ludzi.”

Prawda jest taka, że cokolwiek człowiek by nie wymyślił, życie i tak otrzymuje palmę pierwszeństwa w tworzeniu scenariuszy ludzkich losów. Mam wrażenie, że twórcy kryminałów, nawet jeśli uważają swój pomysł na fabułę za oryginalny, często okazuje się on wyjątkowo zbieżny z okolicznościami zbrodni, która gdzieś na świecie została popełniona. Natura człowieka cechuje się wieloma mrocznymi zakamarkami, w których długie cienie rzucają negatywne emocje, w pewnym momencie dochodzą do głosu i odrzucają podpowiedzi rozsądku. No i jeszcze zwykły sadyzm, narastająca toksyczność rozprzestrzeniająca się w aurze codzienności, łamiąca życie, a nawet je odbierające. Bardzo ciekawią mnie, ze względów psychologicznych, nie tylko biografie morderców i opisy przestępczych czynów, ale również powieści bazujące na prawdziwych zbrodniach.

Dlatego z entuzjazmem przywitałam książkę Marty Reich, fabularyzującą zbrodnię dokonaną nie gdzieś tam w świecie, ale na polskim podwórku. Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku nie tylko warszawska opinia publiczna wstrzymała oddech dowiadując się, kto stał za morderstwem, rozczłonkowaniem i porzuceniem zwłok ofiary, czterdziestoletniej pracownicy telewizji, cała Polska interesowała się tym. Im głębiej sięgało śledztwo, im więcej napływało dowodów, tym sprawa ukazywała się w coraz bardziej osobliwym i trudniejszym do uwierzenia obrazie. Jeszcze dziś, kiedy przegląda się informacje na jej temat, wzbudza mieszane odczucia i wyzwala sprzeczne emocje, podobnie jak wysokość kary zasądzonej przez sąd za okrutną zbrodnię. Ale właśnie, okrucieństwo i nienawiść także mogą ukazać dwa oblicza. Podobał mi się sposób prowadzenia kryminalnego wątku przez autorkę. Pierwsze dwie z czterech części powieści mocno przykuły uwagę, zaangażowałam się w ich treść. Czułam znakomite przygotowanie pisarki od strony merytorycznej i umiejętność podtrzymywania klimatu niecierpliwego poznawania. Lata osiemdziesiąte nieco prosto odmalowane, ale prawdziwie.

Natomiast trzecia część, obejmująca rodzinne relacje, przybliżająca obyczajową otoczkę tła i pierwszego planu makabrycznej zbrodni, niestety zawiodła. Miałam wrażenie, że autorka za mocno weszła w sprawy spoza faktów, za dużo dała wolności wyobraźni i w przejaskrawionym stylu ukazała interakcje domowników. Siła uderzenia w czytelnika dwulicowością i hipokryzją postaci nic by nie straciła, a wręcz zyskała, na mniejszym natężeniu jadu słów i milczenia. Za to szalenie podobało mi się, że Marta Reich podjęła aspekt ukazania, że nie tylko mężczyźni, jak przyjęło się powszechnie uważać, stoją za skrajną toksycznością w relacji, że również kobiety potrafią głęboko, trwale i latami skrzywdzić wydawałoby się najbliższą im osobę, że można kogoś bardziej zranić słowem niż czynem. „Martwe kwiaty”, swoją drogą, sam tytuł bardzo dobry i symboliczny, ukazały, że funkcje społeczne narzucone kobietom nie powinny być sztywnym wzorcem. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że małżeństwa mają prawo nie mieć dzieci, nie pragnąć potomstwa, co więcej, to kobiety mają prawo wyboru, czy zostaną matkami. Kolejna refleksyjna myśl, która narodziła się po spotkaniu z książką, że nawet socjalistyczna rzeczywistość, mówiąca teoretycznie o równości, w praktyce pozwalająca jednostkom przekroczyć granicę dostępu do elitarnego zawodu, zachodnich pieniędzy i dóbr, potrafiła rodzić patologiczne zachowania. 

4/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał obyczajowy, true crime, 440 stron, premiera 20.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

4 komentarze:

  1. Bardzo wciągająca i naprawdę przemyślana recenzja. Podoba mi się, że świetnie uchwyciłaś tę granicę między fascynacją prawdziwą zbrodnią a dyskomfortem, który zostaje po zetknięciu z ludzkim okrucieństwem. To nie jest tylko opis fabuły — jest tu mnóstwo refleksji o toksyczności, przemocy psychicznej, społecznych oczekiwaniach wobec kobiet i tym, jak bardzo pozory potrafią mylić.

    Szczególnie ciekawie brzmi Twoje spojrzenie na to, że autorka pokazuje toksyczność nie przez prosty, wygodny schemat, lecz z różnych stron. I super, że uczciwie zaznaczasz zarówno mocne strony — klimat, przygotowanie merytoryczne, napięcie — jak i moment, w którym fabularyzacja zaczęła dla Ciebie zbyt mocno odchodzić od faktów. Dzięki temu opinia jest wiarygodna i aż chce się po tę książkę sięgnąć, choć wiadomo… raczej nie będzie to lektura do herbatki i kocyka. No chyba że ktoś, tak jak my, lubi odrobinę mroku w literackim deserze. 🖤

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi ciekawie. I nawet ja, która kryminałów nie lubi, czuję się zachęcona!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy jest granica zbrodni? Czy świat mógłby być wolny od popełniania przestępstw? Niemożliwe i frustrujące jednocześnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając naturę człowieka, niestety nie ma. Bookendorfina

      Usuń