Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2026

POLAKOŻERCA

[PRZEDPREMIEROWO]

FILIP GAŃCZAK

"Jeśli Alvensleben znajduje się już w rękach aliantów, cieszyłbym się, gdybym poprzez moje doniesienie mógł przyczynić się do udowodnienia winy tego mordercy, który swoją ohydną działalność zdawał się rozumieć jako pewnego rodzaju sport.” Werner Losert

Niestety, zło cechuje się syndromem pospolitości, a wyrastające z niego zwyrodnienia, w konsekwencji morderstwa, wciąż w wielu wypadkach pozostają nierozliczone. Sprawiedliwość nie dociera do ofiar, gdyż kaci znajdują drogę ucieczki i pomocników, często historia nie daje na czas pełnego dostępu do faktów i dowodów. Trzeba kolekcjonować wspomnienia świadków zbrodni wojennych, rozumieć, pamiętać i przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom. Pielęgnować nie w imię nienawiści i rewanżu, ale szacunku wobec zgładzonych, jako przestroga przed pozwoleniem na powtórzenie mrocznych kart, sprzeciw wobec tego, by prawda utonęła pod ciężarem usprawiedliwień, zaprzeczania, kłamstw i manipulacji. Niemieccy okupanci w imię chorej nazistowskiej ideologii dokonali tyle zła, że wydawało się, że jego źródło ostatecznie wyschło, niestety, wciąż odradzają się wybujałe ambicje i nieuzasadnione poczucia wyższości.

Życiorys Ludolfa Alvenslebena nie był mi znany, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po książkę. Otrzymałam wiele informacji o tytułowym polakożercy, cech charakterologicznych, skali ohydnych zbrodni, sposobu odbierania rzeczywistości i ludzkiego życia. Napawało gniewem, że uniknął odpowiedzialności, kryty przez ludzi, splot okoliczności, a nawet prawne interpretacje. Filip Gąńczak dołożył wszelkich starań, aby pokazać czytelnikowi jak najbardziej szczegółowy portret kogoś, kogo trudno nawet nazwać człowiekiem. Posiłkował się bogatą i różnorodną bibliografią, przekopywał archiwa w poszukiwaniu dokumentów, wnikał w dzienniki, wspomnienia i wypowiedzi, szukał wzmianek w tradycyjnych mediach i internecie, przeprowadzał rozmowy i prowadził korespondencję z kimś, kto mógłby coś dopowiedzieć w sprawie niemieckiego oprawcy. Czułam przemyślany zamysł na treść i strukturę książki. Nie zabrakło wstawki z czarno-białymi zdjęciami, przypisów, bibliografii i indeksu nazwisk.

Krok po kroku, przy wsparciu przyjaznej narracji, poznawałam coraz większy rozmach i intensywność zabójczej obsesji Alvenslebena. Arystokratyczne korzenie, szkoła z wojskowym nastawieniem i oratorski talent ujawniony w NSDAP. Szybko rozwijającą się karierą w SS, funkcja naczelnego adiutanta i zyskanie entuzjastycznego poparcia Heinricha Himmlera. Przesiąknięcie antypolską ideologią, wzbudzanie nienawiści przeciwko wszystkiemu, co polskie, bezwzględna i w przerażającej skali eliminacja polskiej ludności, pragnienie rozstrzelania tylu Polaków, ile tylko możliwe, bez formalnych uprawnień, jakichkolwiek powodów i poza prawnymi procesami, a często nawet bez pseudosądów.Nienawiść kierowana wobec wszystkich grup Polaków, a zwłaszcza przywódców, inteligencji, duchowieństwa. Mroczna aktywność w ramach kampanii krymskiej. Walka o zamek i majątek Schochwitz. A po wojnie, ucieczka z brytyjskiego obozu internowania, wyjazd do Argentyny i prowadzenie normalnego życia.

5/6 - koniecznie przeczytaj
historia, biografia, 256 stron, premiera 29.01.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 2 grudnia 2025

NIE PRZYZNAM SIĘ NIE JA ZABIŁAM

BEATA PASIK I ZBRODNIA W BUTIKU ULTIMO

GRZEGORZ GŁUSZAK

„Choć nie ma stuprocentowych danych, to niektóre badania wskazują, że w polskich więzieniach nie swoje wyroki odsiaduje od jednego do trzech procent osadzonych… od ośmiuset do dwóch tysięcy czterystu osób.”

Mieszane odczucia wobec książki, jak również wobec sprawy kryminalnej. Grzegorz Głuszak dołożył wszelkich starań, aby przedstawić zbrodnię, śledztwo, rozprawy i wyroki. Dał wgląd w różnorodne dokumenty, aby czytelnik szczegółowo zapoznał się i dokonał własnych interpretacji. Prowadził linię przewodnią narracji, ale też, co bardzo cenne, oddał głos kobiecie oskarżonej o morderstwo sprzed ćwierć wieku. 

Z zainteresowaniem wsłuchiwałam się w materiał i próbowałam wyrobić własną opinię. Przywoływałam z pamięci klimat towarzyszący nagłośnieniu w mediach wydarzeń z grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku, w warszawskim butiku Ultimo. Gorący temat długo nie schodził z nagłówków, ale nie było czemu dziwić się, centrum miasta, zbrodnia i młoda kobieta w charakterze oprawcy, oraz szaleństwo opanowujące opinię publiczną. 

Autor skrupulatnie podszedł do docierania do informacji, przekopywał archiwa, starał się jak najbardziej poznać Beatę Pasik, posiłkował się nie tylko pisemnymi świadectwami, ale również rozmowami ze specjalistami z wybranych dziedzin. Widać było, że sprawa wywołała i u niego silne przeżycia, pragnienie doprowadzenia do uzyskania wolności przez kobietę, oczyszczenia z zarzutów i wskazanie tożsamości mordercy. Nie przekonywał sposób prowadzenia narracji, irytowało zbyt dużo powtórzeń. Na plus fabularyzacja rekonstrukcji scen i przeżyć więźniarki. 

Przeszkadzało mocne emocjonalne zaangażowanie autora w opisywaniu sprawy. Wolałam większą bezstronność, gdyż sama potrafiłam analizować informacje, poddawać interpretacji i wyciągać wnioski. Uważałam, że serdeczność i życzliwość wobec Pasik nie powinna znaleźć się na łamach książki, miałam wrażenie, że to pójścia o krok za daleko od obiektywności. Jednak rozumiem, czym kierował się Grzegorz Głuszak jako człowiek podlegający sprzeciwowi wobec niesprawiedliwości, jako autor przywołujący silne emocje wciągające odbiorcę historii, chociaż niekoniecznie jako dziennikarz bezpośrednio sugerujący niewinność Beaty Pasik. 

Pomimo kilku zarzutów, warto było sięgnąć po „Nie przyznam się nie ja zabiłam”. Książka traktowała o zbrodni w butiku Ultimo, jednocześnie obrazowała funkcjonowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Spotykamy się z brakiem kompetencji i umiejętności, uniezależnieniem od polityki i biznesu, ale nie możemy generalizować, ponieważ wielu przedstawicieli tych środowisk imponuje wiedzą, etyką, intuicją i etosem zawodowym. 

4/6 – warto przeczytać
reportaż, 529 stron, premiera 23.09.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 19 listopada 2025

KWANTY NIE GRYZĄ

BEZBOLESNY PRZEWODNIK PO DZIWACTWACH MECHANIKI KWANTOWEJ

NINA MAZUREWICZ

"Szukamy luk w przyjętym sposobie myślenia i niedociągnięć w uznawanych twierdzeniach naukowych.”

Kiedy pojawia się ciekawa publikacja poświęcona współczesnej fizyce, staram się po nią sięgnąć, aby do mojej wyobraźni, za kolejnym powtórzeniem materiału, ale z innej formy, docierało to, co stopniowo odkrywają naukowcy. Zatem, kiedy dostrzegłam tytuł „Kwanty nie gryzą”, nie mogłam go pominąć. Zachęcał obietnicą przyjaznego stylu narracji, na tyle przekonującego i zrozumiałego, by nawet osoba bez ścisłego wykształcenia była w stanie dotrzymać kroku przekazywanej wiedzy przez autorkę. Otrzymałam więcej niż oczekiwałam. Moje sprzężenie z danymi o mechanice kwantowej, pojmowaniem i poruszaniem się w jej sferze, fascynująco przybliżyła do teorii opisującej świat mikrocząstek. 

Nina Mazurewicz bardzo ułatwiła proces podążania za naukowymi informacjami. Odniosłam wrażenie, że już prościej i klarowniej nie mogłoby być. Spodobało mi się, że opisy zawierały sporą dawkę dobrego humoru, znakomicie zdejmującego ciężar z wagi zagadnień, ułatwiającego poukładanie w głowie partii materiałów, bezbolesne i trwałe zapamiętanie. Wydawało mi się, że każdy rozdział to osobny wykład, w którym z przyjemnością uczestniczyłam. Właśnie partiami, naturalnie wynikającymi z rozdziałów, najlepiej przyswajało mi się książkę. „Kwanty nie gryzą” wzbogacały ilustracje, ciekawie i przejrzyście dopełniające tekst, jednak dla mnie użyta w nich czcionka okazała się zdecydowanie za mała, miałam problemy z przeczytaniem. Doceniłam to, że autorka stopniowo, z historycznego ujęcia, wprowadzała w zakres nauki, kolejnych osiągnięć, aż do fizyki kwantowej, ze spojrzeniem w przyszłość oczekiwań. Znakomicie, że trzymała się ujednoliconych pojęć, koncentrowała na tym, co najważniejsze, ale nie zapominała o tym, co atrakcyjne z punktu ujęcia tematyki, co mogło przywabić dodatkowe zainteresowanie czytelnika. W moim odczuciu, jak najbardziej warto sięgnąć po książkę, zwłaszcza przez osoby amatorsko stykające się z mechaniką kwantową, mnóstwo klarownie przekazanej wiedzy i entuzjazmu wobec odkrywania tajemnic świata.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, fizyka kwantowa, 204 strony, premiera 24.06.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 24 września 2025

OGAR

[PRZEDPREMIEROWO]  

KRYSTIAN STOLARZ

JULIA MARZEWSKA I MARCIN RAU, tom 2

„Nie wierzyła w nic oprócz bestialstwa ludzi.”

Trudno było wpasować się w kryminał, może po części spowodowano to było nieznajomością pierwszego tomu „Zbawca”. Weszłam w świat tak dużego mroku od strony psychiki kluczowych bohaterów, że nie do końca rozumiałam ich wewnętrzne rozterki, przeżycia i impulsy. Julia Marzewska nie podeszła mi w obsesyjnej i samoniszczącej odsłonie. Przerażała myśl, że śledczy po ogromnych zawodowych, a w dużej części, również osobistej traumie, mogliby pozostawać bez odpowiedniego wsparcia psychologicznego. W jakim wymiarze pokrywało się to z faktyczną sytuacją w policji? Normalny człowiek, prowadzący zwykłe życie, wzdryga się na informacje o zbrodniach, unika jak ognia znalezienia się nawet w najdalszym ich otoczeniu, a pracownik wydziału zabójstw, będący aktywną częścią starcia z mrokiem, musi praktycznie radzić sobie sam. A przecież niebezpieczna i niewdzięczna praca silnie odciska się na mentalności policjanta. Być może właśnie z tego powodu świat Julii stał się jednym wielkim chaosem, w którym nie było już miejsca na zdroworozsądkową logikę, pełen profesjonalizm, trzeźwy osąd i elastyczną zdolność do współpracy z innymi. Przekroczone zostały granice reagowania na traumę i wydawało się, że nie ma powrotu do normalności. Kluczowa postać męczyła się sama z sobą, a ja podchwytywałam negatywne wibracje. Wcześniejsze starcie z Ogarem i Zbawcą zniszczyło Julię, a w tak słabej kondycji psychicznej trudno było nie wejść w omamy osobliwej obsesji i zwodniczego egoizmu w pogoni za czarnym charakterem. W moim odczuciu, autor za daleko zaprowadził Julię w gęstą koszmarną ciemność, abym uwierzyła w nią.

Pomysł na fabułę zaliczyłam do ciekawych. Niekoniecznie podszedł mi styl pisania, ale to już osobiste preferencje, wyczekiwanie na rozbudowane opisy i zwinność w narracji. Bardziej przeszkadzały liczne nielogiczności w zachowaniu policjantki, osobliwe przystawanie na pewne okoliczności, nonszalancja w podejściu do procedur policyjnych. Nie mogłam uwierzyć w opowieść, nawet uwzględniając literacką fikcyjność. Na plus prolog, znakomicie wzbudził zainteresowanie i wprowadził sporo napięcia w interpretacji tego, co doprowadziło do kulminacji dramatycznego momentu w scenariuszu zdarzeń i czy udałoby się w jakiś sposób wymknąć ostateczności. Zawiodłam się na uzasadnieniu motywów kierujących czarnym charakterem, za mało było solidnych podstaw do takiego a nie innego zachowania. Ale czyż niektórym spaczonym zwyrodnialcom nie potrzeba drobnej iskry z przeszłości lub emocjonalnego impulsu, aby przystąpić do dzieła zabijania i uczynienia z tego demonicznej sztuki? Zastanawiające, czy każdy z nas rodzi się z ziarnem nieokiełzanej żądzy, psychopatycznej bezwzględności, spaczonego bestialstwa, które w odpowiednich warunkach wypływają na powierzchnię realności i w najgorszych czynach potwierdzają eskalację? Miałam wrażenie, że „Ogar” nie został w pełni dopracowany, ale to krok w serii, która może jeszcze prowadzić w bardziej intrygujące obszary. Kilka ciekawych aspektów stworzyło potencjał na zajmujący ciąg dalszy. Wytrawny smakosz kryminałów mógł czuć niedosyt prowadzenia akcji i wzmacniania napięcia, jednak czytelnik mniej wymagający wobec sylwetek bohaterów i stopnia realności mógł z zaciekawieniem wejść w scenariusz zdarzeń i poczuć dynamiczność incydentów. Po trzech miesiącach przerwy morderca uderzył, już raz udało mu się uciec przed obławą, czy i tym razem zdołał tego dokonać?

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 296 stron, premiera 26.08.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 31 lipca 2025

MATCZYZNA

MAŁGORZATA ŻEBROWSKA

„Złe języki doprowadziły do niejednego nieszczęścia.”

Dałam się uwieść książce, wnikliwemu wejściu w życie czterech pokoleń kobiet, wrażliwemu spojrzeniu na żeńską odsłonę życia. Małgorzata Żebrowska z wyczuciem kształtowała myśli bohaterek, wystawiała na próbę samoświadomości, poznawania własnej wartości, radzenia sobie z samotnością, nawet jeśli u boku bliska osoba, zrozumienia przeszłości ściśle determinującej teraźniejszość. 

Niewiele wzmianek o najstarszej z rodu Reginie, lecz i tak umożliwiły odbieranie tła przekazywanych w linii genealogicznej, wzorców, zasad i postaw. Jej córka Krysia ukazała się w pełnej oprawie niespełnionych nadziei, pragnień i marzeń. Z uwagą śledziłam proces przemiany z pełnej życia dziewczyny, zakochanej do szaleństwa, w to, kim się stała. Wyniesione z domu wiano pracowitości, mierzenia się z wyzwaniami, stawiania czoło przeciwnościom, wydawało się niezawodnie uformować poczucie stabilizacji we własnych postanowieniach. Suchość gestów matki skontrastowana z pokrewieństwem dusz z ojcem rzutowała do dokonywane przez Krystynę wybory, odważne i płochliwe. Ciekawa postać Marty, podążającej tropem miłości, lecz gmatwającej się we własnych wyniszczających domysłach i przypuszczeniach. Imponowała dobrym sercem i wyrozumiałością, zadziwiała tendencją do autodestrukcji. I najmłodsza, Basia, chwytająca wspomnienia dziewczynki w czerwonej sukience, wkraczająca na szlak sentymentalnych powrotów, starająca się dotrzeć do źródeł własnych lęków, przekonać się, kim była, dowiedzieć się, kim jest, co po drodze straciła. 

Rozważałam stopień wpływu na życie wewnętrzne kobiet otoczenia rodzinnego, funkcjonowania w ustrojowych uwarunkowaniach, dysonansu między blaskiem stołecznym a prowincjonalnym cieniem, konfliktu między wyniesionym wychowaniem, doświadczeniem i bieżącymi przeżyciami. Wciągnęłam się w odkrywanie kobiecych relacji, wzajemnego oceniania się, dostarczania trosk, okazywania wsparcia. Każda z bohaterek wydawała się przeciętna, zwyczajna, ludzka, a także niedoceniana, co najsmutniejsze, nie przez otoczenie a samą siebie. Zastanawiałam się dlaczego tylko nielicznym jednostkom udaje się przerwać łańcuch toksycznych zależności, oderwać się od przypisanych stałych ról, złamać szyfr szczęścia, satysfakcji i radości, wniknąć w sferę empatii, wybaczenia i zadośćuczynienia. „Matczyznę” warto poznać, skłania do refleksji, spojrzenia na siebie z perspektywy poprzedniczek, przyjrzenia się im z dojrzałą wyrozumiałością. Przyjazny styl narracji, delikatność w dotyku skrytych myśli postaci, zrozumienie kobiecej duszy, z jednej strony słabej, podatnej na destrukcję, z drugiej silnej, walczącej o siebie wbrew wszystkiemu.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 310 stron, premiera 17.06.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 11 stycznia 2025

REWOLUCJA FRANCUSKA

...I CO POSZŁO NIE TAK

STEPHEN CLARKE

„Tak to już jest z rewolucjami. Jeden szubrawiec coś napisze, a setki tysięcy głupców mu wierzą.” Arthur Young, „Travels in France”

Bardzo udana przygoda czytelnicza, mnóstwo ciekawej wiedzy, przedstawionej w szalenie przystępny i przyjazny sposób. Bez naukowego żargonu, zbędnych detali, uszczegółowień wybijających z rytmu poznawania, a jednak z należytą starannością wobec historycznych faktów, miejsc, osób i zdarzeń. Stephen Clarke dokładnie wie, jak zainteresować odbiorcę publikacji, zachęcić do zaznajamiania się z tematyką, skłonić do refleksji. Tym, co najbardziej urzeka, oprócz stylu narracji, w dużym stopniu bazującym na dobrym humorze, to odczarowywanie mitów na temat rewolucji francuskiej. Autor umiejętnie podsuwa tropy do innej niż oficjalnie przyjętej interpretacji tego, co działo się w ostatnich latach osiemnastego wieku z francuskim społeczeństwem. 

Pisarz wychodzi od omówienia wstępnej fazy pokojowego z założenia procesu reform, następnie przechodzi do zagadnień związanych z niebezpiecznym zbaczaniem rewolucji z przyjętego kursu. Przedstawia tło przedrewolucyjne, podziały społeczne, zwyrodniałą formę arystokracji, ścisłe odgrodzenie króla od ludu, wszechobecny luksus i przepych arystokracji, finansowanie z zasobów narodu osobistych rozrywek, skalę bankructwa finansowego i moralnego, skutki przegranej wojny. Objaśnia, dlaczego wcześniej nie doszło do rewolucji, a w tysiąc siedemset osiemdziesiątym dziewiątym roku. Znajduje miejsce w publikacji, aby przybliżyć oświeceniowe zdobycze i życie codzienne mieszkańców. W szerokim ujęciu analizuje jawne i zakulisowe aspekty wojny domowej, dyktatury i masowych publicznych egzekucji. Zajmująco mówi o krótkotrwałych i długotrwałych skutkach rewolucji, czym jest ona dla Francuzów, jak ją interpretują, czy żałują, że do niej doszło w takim kształcie, jaki przybrała. Czy faktycznie wolność, równość i braterstwo, a może tyrania, megalomania i bratobójstwo? Książkę wzbogacają kolorowe ilustracje, kalendarium rewolucji, statystyka ofiar rewolucji, indeks osobowy, zachęcająca do bliższego poznania bibliografia, a przede wszystkim mnóstwo cytatów, anegdot i ciekawostek. Zdecydowanie warto poświęcić czas na poznanie tego tytułu, wartko i atrakcyjnie popularyzuje wiedzę, znakomicie łączy z historią.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, 718 stron, premiera 21.11.2024 (2018)
tłumaczenie Magda Witkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 11 grudnia 2024

PRELUDIUM

PANI NA WRZOSOWISKU tom 1

LUCYNA OLEJNICZAK

„Na widok jego imponującej rezydencji, która od teraz miała stać się również jej domem, młodej kobiecie ścisnęło się serce.”

Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona powieścią, dostarczyła nie tylko przyjemnych wrażeń czytelniczych, ale też barwnego spojrzenia w przeszłość domagającej się wolności polskości. Lucyna Olejniczak reprezentowała przyciągający styl narracji, oddziałujący na wyobraźnię, a przy tym cechujący się przejrzystością i dojrzałością. Swobodnie wytwarzała ciekawy klimat obyczajowy, z chęcią w nim przebywałam. Prowadziła kluczowe postacie uwzględniając indywidualne osobowości, zdobyte wykształcenie, duchowy rozwój, obracanie się w określonych społecznych konwenansach, spontaniczne reakcje na pojawiające się wydarzenia w życiu. Uwierzyłam w ich istnienie i przychylnie śledziłam losy. 

Pisarka nie żałowała akcji zaskakujących zwrotów i przywołań intrygujących incydentów. Łatwo wczuwałam się w realia lat trzydziestych dziewiętnastego wieku. Ich opisy obejmowały przekrój społeczny, sytuację kobiet, sposób edukacji, atrybuty kulturę oraz napiętą sytuację polityczną. Następstwa Powstania Listopadowego okazały się ważnym czynnikiem determinującym postawy, zachowania i ścieżki życia osób bliżej poznawanych na łamach stron. Właśnie tło historyczne postrzegałam jako wielką zaletę powieści, ale również zgrabne wplatanie go w fabułę i gładkie przejścia między pierwszym a drugim planem. Rozwój scenariusza zdarzeń także wybrzmiewał na plus. Odpowiadały mi kilkuletnie przeskoki w czasie i miejscach. Wiele się działo, a to dopiero początek przygody z bohaterami. Na dojrzałość postaci trzeba poczekać do kolejnej odsłony serii „Pani na wrzosowisku”. W pierwszym tomie dopiero zaczynały zdobywać życiowe doświadczenie i określać własną tożsamość, ale i tak skłaniały do uwierzenia w nie. Zachęcam do sięgnięcia po książkę, sympatycznie spędziłam czas, urzekła udanie wytwarzanym klimatem obyczajowym i zręcznie przedstawianym historycznym tłem. Liczę, że szybko pojawi się kolejna część przygody.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura obyczajowa, 440 stron, premiera 26.11.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

piątek, 6 grudnia 2024

ZA NADOBNE

PIOTR BORLIK

„Musiał biec dalej, zapomnieć o bólu i zmęczeniu, przeć do przodu. Im dłużej pozostawał w bezruchu, tym bardziej malały szanse na ratunek.”

Nie zawsze wbijam się w historie przedstawione przez Piotra Borlika, a i tak sięgam po jego książki, gdyż pisarz nie boi się eksperymentować, poddawać eksperymentalnej zabawie, stawiać siebie i czytelnika przed nieoczekiwanymi wyzwaniami. Powieść „Za nadobne”, znienawidziłam za sprawą głównego bohatera, od pierwszej strony, poprzez kolejne, wytrwałam w tym uczuciu do końca. Jednakże, pomimo diabelsko ciężkich przeżyć czytelniczych, nie mogłam napisać, że książka jest źle skonstruowana lub niewłaściwie poprowadzona. Po prostu, nie odpowiadał mi charakter, osobowość i postawa kluczowej postaci. Dusiłam się w jej obecności, a że autor oddał w jej ręce i myśli narrację, to ciężko mi było kontynuować z nią spotkanie. Borlik zrobił to umyślnie, po swojemu, nie patrząc na to, czy komuś się spodoba, czy nie, za co go cenię, i pomimo duszącej atmosfery kryminału i tak kibicuję w dalszej podróży pisarskiej. 

Roman tak negatywny i prostacki, że już chyba bardziej nie można było, lecz konsekwentnie sportretowany. Kumulacja złych cech, wąskich horyzontów i pogardzanej przez normalnego człowieka filozofii życiowej. Reprezentant środowiska, do którego nie chce się wejść, omija szerokim łukiem, a nawet pogardza, ale niestety ma się świadomość, że istnieje wiele takich Romanów Andrysiaków na świecie. Zagadkę kryminalną odebrałam jako tło do kreacji głównego bohatera, co więcej, szansę na pokazanie w długich mrocznych cieniach innych postaci, w tym kobiecych. Również nie zasługiwały na szacunek, kiedy tylko zajrzało się wnikliwiej w ich dusze. Ale czy tak nie jest z większością osób w życiu realnym? Skrywamy w sobie elementy dobra i zła, ambicji i pokory, walki i rezygnacji. Przy odpowiednich splotach okoliczności uaktywniają się, niekoniecznie z pożądanej moralnie odsłony. Jeżeli nie przytłacza was przygnębiający obraz człowieka zawsze stawiającego się na pierwszym planie, toksycznego dla innych, zdolnego do haniebnych czynów, to sięgajcie po książkę. Wbrew moim zastrzeżeniom, to ciekawe spojrzenie na to, do czego jesteśmy zdolni w imię wygórowanych ambicji, a nade wszystko zaspokojenia podsycanego przez dłuższy czas płomienia zemsty. Zerknijcie na wrażenia po zapoznaniu się z serią kryminalną o Agacie Stec i Arturze Kamińskim ("Białe kłamstwa", "Baltica", "Boska proporcja", "Materiał ludzki"), książkami "Incydent" i "Zapłacz dla mnie", również Piotra Borlika.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 336 stron, premiera 24.10.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 28 listopada 2024

ZIOŁA, ZIÓŁKA I… BAZIÓŁKA

KATARZYNA GUBAŁA, TOMASZ JAKUBIAK, MICHAŁ MAZIK

„Oregano, czyli lebiodka pospolita… zawiera spore ilości witaminy C, dzięki czemu uszczelnia naczynia krwionośne, ułatwia gojenie ran i odpowiada za mocne dziąsła.”

Od najmłodszych lat wprawiania się w sztukę gotowania i pieczenia eksperymentuję z przyprawami i ziołami, przekonuję się jak najlepiej je komponować, do czego wykorzystać, które wysuwać na pierwszy plan, ale tak, by podkreślały walor potraw, a nie dominowały nad nimi. Kontynuuję moją tradycję poznawania nowych smaków i tworzenia nieoczekiwanych połączeń. Dlatego z zainteresowaniem sięgam po kucharskie książki, a takie, w których zioła odgrywają istotną rolę, tym bardziej. „Zioła, ziółka i Baziółka” to promocja nie tylko wzbogacania jedzenia witaminową i mikroelementową zielenią, ale również aromatyczności, naturalności, świeżości i zdrowia, a przy tym producenta ziół bez chemicznych nawozów.

Pierwszy i drugi rozdział poświęcone są historii ziół, dobroczynnym i pielęgnacyjnym wpływie ziół i mikroliści na organizm człowieka, projektowaniu własnego zielnika na parapecie, zastosowania ziół w życiu codziennym i u profesjonalnych kucharzy. Jednak ograniczają się do podstawowych informacji i pozostawiają niedosyt. W kolejnych częściach książki robi się znacznie ciekawiej. Docieram do przepisów na śniadania, obiady, potrawy na słodko i od serca, od święta, dla dzieci i fast foodowych. Ekologicznie i z pomysłem szczególnie zwraca moją uwagę. Kilka przepisów już udaje mi się wypróbować, podchodzą mojej rodzinie i są często wykorzystywane.

Chętnie przypominam sobie smak jaglanki z dynią i miętą. Daję zaskoczyć się połączeniem brukselki z tymiankiem, jakże wyśmienicie ze sobą współgrają. Podoba mi się lekka odsłona sałaty ze szparagami i z pietruszką. Tarta z kalafiorem i majerankiem okazuje się przebojem, uwzględnia ulubione warzywo i ziołowy dodatek. Inna odmiana tarty, różana z melisą, to także coś pysznego i jednocześnie działającego na zmysł wzroku. Prosta rzecz, pietruszkowe pesto, ale sekret tkwi w odpowiednich proporcjach składników. Dla małych i dużych łasuchów, kogel-mogel z duszonymi truskawkami i miętą, nie można mu się oprzeć. Zabieram się za pierożki na parze z mikroliśćmi groszku i słonecznika. Połączenie batatów i lubczyka w zapiekankowej odsłonie pasuje na przekąskę do pracy, w tej roli sprawdzają się także bułeczki z żurawiną i melisą.

W książce znajduję sto trzy propozycje potraw spójnych klasycznie i w nowoczesnym wydaniu. Trafiam na praktyczne informacje, podpowiedzi, ciekawostki i porady kulinarne. W mieszance szczypty teorii, garści wskazówek, ponad setek łyżek inspiracji, brakuje czasu przygotowania i kaloryczności potraw. Jak dla mnie, za mało jest wyjścia poza standardowe zioła i powszechne zielone trendy w kuchni, publikacja koncentruje się na dostępnych baziółkach. Zawieszam oko na kolorowych zdjęciach, zwłaszcza potraw, ale i tych wprowadzających w klimat ziołowych podróży smakowych. Przyjemność odkrywania smaków wzbogaconych zdrowiem i witaminami.

4/6 – warto przeczytać
kulinaria, zioła, 240 stron, premiera 12.11.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 8 października 2023

POLOWANIE NA CZAS

JEFFERY DEAVER

COLTER SHAW tom 4

„Być człowiekiem oznacza być inżynierem.” Billy Vaughn Koen

Bardzo lubię sięgać po książki Jefferiego Deavera, dostarczają ekscytujących wrażeń czytelniczych, znakomicie krążą wokół kryminalnych wątków, lecz koncentrują się na wartkiej sensacji, prowadzonej z wyczuciem i zrozumieniem potrzeb odbiorcy. Stworzyłam już dość długą listę tytułów przedstawionych na Bookendorfinie: z kluczową postacią Lincoln Rhyme ("Kolekcjoner kości", "Tańczący trumniarz", "Puste krzesło", "Kamienna małpa", "Dwunasta karta", "Pocałunek stali", "Pogrzebani", "Szlif"), "Panika" z udziałem Kathryn Dance.

Wcześniej miałam okazję poznać pierwszy tom serii o Colterze Shawie „Gra w nigdy”, który mocno pozytywnie wspominam. Czwarta odsłona „Polowanie na czas” jeszcze bardziej mi się spodobała. Poszukiwałam mocnej sensacji i ją otrzymałam, niecierpliwie pochłaniałam kolejne strony, w porywającej formie spędziłam wieczór czytelniczy. Oczywiście, drobne skazy pojawiły się w powieści, ale to już bardziej indywidualny odbiór i postrzeganie niż poważne zarzuty. Wystawiłam piątkę, gdyż zwrot akcji, jaki zafundował Deaver w scenariuszu zdarzeń zupełnie wymknął się spod skrzydeł słusznych podejrzeń i właściwych interpretacji czynionych przeze mnie. W niektórych aspektach wyjaśnień czułam naciąganie, ale roztaczało przyciągający urok.

Jeffery Deaver bazował na sprawdzonych schematach pomysłu na fabułę. Niesprawiedliwość i niebezpieczeństwo ściśle były ze sobą powiązane, podobnie jak zemsta i pościg, czy ucieczka i ostra walka o przetrwanie. Nastolatka zachowywała się zgodnie z oczekiwaniami, niedojrzale emocjonalnie i z tendencją do beztroskich błędów. Czasem incydenty wkraczały w tryb lekkiej absurdalności, jak wydarzenia w domu leśnym, osobliwy zbieg okoliczności nieoczekiwanego ratunku, uproszczona forma przydzielania postaciom barw dobra i zła. Pisarz fantastycznie radził sobie z roszadą bohaterów, licznym gronem reprezentantów, przypisaniem tajemnic i sekretów. Dzięki temu tworzył rozbudowane i wielowątkowe ludzkie intrygi, które atrakcyjnie poznawałam.

Colter Shaw, trzydziestoletni prywatny detektyw, łowca nagród, specjalista od zadań specjalnych, poszukiwacz zaginionych osób. Nie był zimnym i bezlitosnym myśliwym lokalizującym ludzi za pieniądze. Kierował się własnym kodeksem etycznym dopuszczającym alternatywy działania, w tym współczucie i litość. Na początku czwartego tomu zajmował się zlokalizowaniem zdrajcy w firmie projektującej innowacyjną energetykę jądrową, szybko też został zwerbowany przez szefa spółki do odnalezienia głównej inżynier nuklearnej. Mąż Allison Parker, Jon Merritt, odznaczony i popularny były detektyw, wyszedł właśnie z więzienia i próbował odnaleźć kobietę, by zemścić się za złożone zeznania o psychicznym i fizycznym znęcaniu się. Rozpoczęła się bezwzględna rozgrywka. Karty prawdy i kłamstwa, winy i kary, manipulacji i faktów, gwałtownie mieszały się w kotle presji i czasu.

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, 440 stron, premiera 26.09.2023 (2022), tłumaczenie Łukasz Praski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 25 września 2023

MIĘDZY MŁOTEM A IMADŁEM

[PRZEDPREMIEROWO]

MATYLDA DOMINICZAK tom 7

OLGA RUDNICKA

„Ta kobieta ma więcej żywiołów niż kot i łazi własnymi ścieżkami. Nie próbuj za nią nadążyć, bo nie zdołasz.”

Sympatycznie bawiłam się przy książce, pozwoliła zresetować się po ciężkim tygodniu, złapać dystans do codziennych problemów, wejść w rozbrajający świat szalonej prywatnej pani detektyw. Nie da się ukryć, że kluczowa postać serii wyśmienicie dopracowana, osobowość wymykała się wszelkim standardom, dociekliwość nie miała sobie równych, a determinacja w wyjaśnianiu prawdy nieprzeciętna. Sprawy, za które się brała, zlecenia, do których nie zawsze była przekonana, ludzie, którzy wywierali presję, albo którymi się otaczała, to wieloelementowa różnorodna mieszanka. Ileż trzeba się było napracować, aby nadążyć za byłą bibliotekarką aktywnie obracającą się w świecie policji i półświatka. Temperament, spryt i ryzyko jakich mało.

Matylda Dominiczak wykazywała się wyjątkowym darem wplątywania się w afery o podłożu kryminalnym, wzmacnianym przez jej nieposkromione gadulstwo. Zaginięcie czterech kobiet, wizja wolnej posady w mafijnym porządku, źle zapowiadające się porwanie, to tylko ułamek tego, w co wpakowała się kobieta. Powieść buzowała od atrakcyjnie rozpisanego humoru, obecnego zarówno w krótkich i treściwych opisach, jak i często rozbudowanych dialogach. Śledząc jedną scenę nie można było przewidzieć, co wyskoczy w kolejnej, jaki przybierze charakter i czym się skończy. W pewnych obszarach powieści entuzjazm do poznawania słabł, efekt spowodowany lekkim znużeniem powtarzalności kontekstu sytuacyjnego. Wcześniej poznałam „Diabli nadali” i „Były sobie świnki trzy” Olgi Rudnickiej, później jakoś minęłam się z jej twórczością, ale widzę, że powinnam do niej wrócić w szerszym wymiarze, a już z pewnością zapoznać się z poprzednimi tomami serii, gdyż było zabawnie, rozrywkowo, dowcipnie, na pół serio, a przy tym intrygująco, oryginalnie, barwnie, z komediowym kryminalnym pazurem i komicznymi bohaterami.

4/6 – warto przeczytać
komedia kryminalna, 304 strony, premiera 26.09.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 7 września 2023

BIAŁE KŁAMSTWA

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 3

„Ich pojedynek był idealnym przygotowaniem do wielkiego finału, który wkrótce miał się rozegrać.”

W tym tomie odnajdywałam się z trudnością, za dużo niekonsekwencji i dalekiego odchodzenia od realizmu. Lubię kryminalną fantastykę, niekiedy nawet upraszczanie okoliczności w tle, jednak tego było za dużo. Zbytnie naciąganie materiału intrygi, aby spasowała się do konkretnych sytuacji, nie wyszło na dobre wiarygodności fabuły. Natomiast Piotr Borlik poradził sobie z logicznym powiązaniem przyczyn i skutków, przeszłości i teraźniejszości. Ciekawie odkrywałam mroczną przeszłość komisarz Agaty Stec, chociaż duże kroki stawiał pisarz w narracji dochodzenia do prawdy. Miałam poczucie, że coś mnie omijało, z jednej strony spora szczegółowość narracji, z drugiej nagły skok, a jako czytelnik chciałam nacieszyć się doprowadzaniem do kulminacyjnych momentów. 

Zawiodłam się na psychologicznej oprawie Artura, a szkoda, był mega potencjał wyciśnięcia czegoś więcej z zawodowego życia postaci. Tak jak główna bohaterka zyskała na osobowości, tak jej brat znacznie stracił na psychologicznej atrakcyjności w porównaniu z poprzednimi tomami. Wyjaśnienie, dlaczego tak a nie inaczej postępował, okazało się zbyt proste i słabo uzasadnione. Nie dowiedziałam się, co właściwie mężczyzna chciał osiągnąć doprowadzając do dramatycznego incydentu w ostatniej konfrontacyjnej scenie powieści. Urozmaicenia dostarczały postaci z drugiego rzędu, pojawiały się i znikały, barwnie zaznaczyły udział w przebiegu akcji. Przyznam, że „Białe kłamstwa” przeczytałam niejako z rozpędu nadanego przez poprzednie odsłony serii. Nie była to przygoda mocno trzymająca w napięciu i wciągająca czytelnika w grę snucia domysłów. Cechowała się lekką narracją i bardziej sensacyjnym niż kryminalnym klimatem. Zerknij również na wrażenia po zapoznaniu się z poprzednikami historii o Agacie Stec i Arturze Kamińskim ("Baltica", "Boska proporcja", "Materiał ludzki"), oraz książkami "Incydent" i "Zapłacz dla mnie".

3/6 - warto przeczytać
kryminał, 444 strony, premiera 10.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 2 września 2023

MATERIAŁ LUDZKI

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 2

„Na zawsze już pozostaniesz zwierzyną w krainie drapieżników.”

Książka oparta na intrygującej fabule, jednak wolałabym więcej niewiadomych i fałszywych tropów. Przyjemnie się czyta, ale kryminałowi brakuje napięcia i dreszczyku emocji. Tym niemniej ciekawie zaprezentowany scenariusz zdarzeń, atrakcyjne opisy scen, harmonijnie zrównoważona makabra. Niezbyt skomplikowane zagadki detektywistyczne, jednak ujmują specyficzną atmosferą osobliwego kaszubskiego miasteczka, zaś psychologiczne aspekty udanie ubarwiają historię. Plusem są atrakcyjne pomysły na postaci, chociaż niekiedy brakuje spójności w postawach. Kluczowa bohaterka wciąż działa pod wpływem impulsu, cechuje się mocno rozbudowaną intuicją, ale dość niskim poziomem kojarzenia faktów, a przy tym zbyt chętnie rozdawanym zaufaniem i potocznie mówiąc długim językiem. Natomiast jej brat skrywa wiele sekretów, obraca się wokół dobra i zła. Naprawdę zadziwia, że Agata tak mocno liczy się z obecnością tego mężczyzny w swoim życiu. Zgrzytają drobne niekonsekwencje w opisie zdarzeń czy zachowaniu bohaterów, brakuje realizmu, zwłaszcza podczas porwania, pożaru i przesłuchań. Psuje to przekonujący odbiór podwalin i następstw zdarzeń, ale przy przymkniętym oku nie burzy płynnego odbioru powieści.

Porwanie komisarz Agaty Stec kończy się śmiercią sprawcy i odkryciem koszmarnego miejsca zbrodni. Cudem udaje się uratować jedną z ofiar, niestety dla drugiej kobiety pomoc przyszła za późno. Śledztwo zostaje szybko zamknięte, ponieważ wydaje się, że interpretacja dowodów jest wystarczająca, aby to zrobić. Jednak Agata wie, że nie tak powinno się wszystko odbywać. W ramach urlopu przyjeżdża do Czarnowa i rozpoczyna prywatne śledztwo. Zaskakuje ją mnogość sekretów skrywanych przez mieszkańców wsi, oraz problemów, z jakimi musi się zmierzyć. Wita lawina kłamstw, matactw i manipulacji. Początkowo wydaje się, że szef policji w Czarnowie nie do końca jest sobą, ale to mylne wrażenie. Autor konsekwencje trzyma się wytycznych osobowości postaci i zachowań w określonych okolicznościach. Z kolei potencjał drzemiący w Jacku Biernacie nie zostaje w pełni wykorzystany dla uatrakcyjnienia opowieści. Czy Stec wychodzi obronną ręką i dociera do prawdy? Zerknij na inne powieści Piotra Borlika przedstawione na Bookendorfinie („Zapłacz dla mnie”, „Incydent”, z tej serii "Baltica", „Boska proporcja”).

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał, 448 stron, premiera 10.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 31 sierpnia 2023

BALTICA

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 0.5

„Wzdrygnęła się, gdy nieznajomy ruszył biegiem w jej stronę. Nie miala szans, by mu uciec.”

Przyjemnie spędziłam czas z „Zapłacz dla mnie” i „Boską proporcją, Incydent” nie przyniósł oczekiwanych silnych emocji, ale „Baltica” ponownie wróciła na tor intrygującej przygody czytelniczej. Kapitalny pomysł na fabułę, proponuję szybko mu się poddać, wówczas większa przyjemność czytania. Przez całą powieść czułam się skołowana, nie wiedziałam, dokąd wszystko zmierza, jaki przyjmie kierunek, jak zabrać się za tłumaczenie pokładowych incydentów, jaki znaleźć sposób na interpretowanie tożsamości postaci. A to wciągało, wymagało poddawania w wątpliwość nie tylko zachowań bohaterów, ale również zmieniających się nieustannie okoliczności. W pewnym momencie poczułam się znużona powtarzającym się schematem, ale trzeba podkreślić, że pod różnymi odbiciami pasażerów promu Piotr Borlik wyczuł, kiedy czytelnik zapragnie czegoś innego, głębszej fali, na którą można go wrzucić. 

Nie tyle liczyła się walka o życie, co długi cień mrocznej osobowości, dziwnych wspomnień, przerażających wizji. Dodatkowym plusem okazało się to, że wchodzenie w głowę postaci, dotykanie najbardziej intymnych myśli, niosło w sobie nieokreśloność elementów szyfru i fragmentaryczność kryminalnej zagadki. Niczego nie można było być pewnym, morskie tonie duszy ze spienionymi kipielami kontrastowych doznań nakręcały ciekawość i domysły. Spodobało mi się zakończenie, atrakcyjnie poprowadzone, zaskakujący wydźwięk, zgrabne połączenie wszystkich nici misternie utkanej fabuły. Nie powinniście wahać się, czy wypłynąć z portu Gdyni w rejs do Szwecji, być świadkiem osobliwego scenariusza zdarzeń na statku, może nawet poczuć lekki chwyt choroby morskiej powiązanej z wymykającej się zaszufladkowaniu natury człowieka. Dajcie się wirowi emocji bazujących na pętli morderczego koszmaru i ciągu zmarnowanych szans, nierealność miała solidne uzasadnienie, łatwo zatem trafiała w sugestie podsuwane wyobraźni.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał psychologiczny, 340 stron, premiera 17.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószynski i S-ka.

środa, 23 sierpnia 2023

BOSKA PROPORCJA

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 1

"Spojrzałbym na czterolistną koniczynę jak na aberrację."

Trafione i zajmujące spotkanie z książką, zwłaszcza ze względu na ciekawie zaplecioną intrygę kryminalną, wyrazistych i przekonujących bohaterów, a także wartki, płynny i przekonujący styl narracji. Podobała mi się niejednoznaczność przeszywająca zagadki detektywistyczne, nie tylko zajmujące dociekanie, kto kryje się za zbrodnią, ale również szkatułkowa konstrukcja wątków i mnóstwo materiału do dokonywania interpretacji. Autor umiejętnie wodzi czytelnika za nos, stawia frapujące wyzwania, nie pozwala we wpadanie w rutynę spekulacji, podsuwa idee do głębszych analiz. Odpowiada mi sięganie po mocne instrumenty oddziałujące na wyobraźnię odbiorcy, jest krwisto, mrocznie i zatrważająco, niekiedy na granicy odrazy, zwłaszcza kiedy wbijamy się w opisy zbrodni. Trudno wchodzi się w zwyrodniałe umysły oprawców, ale łapiemy się na tym, że to właśnie one stają się bodźcem do inscenizacji miejsca zbrodni. Głowienie się nad wspólnym mianownikiem zabójstw sprawia sporo satysfakcji, i choć po drodze, prowadzeni piórem autora, wpadamy na odpowiedni trop, to jednak do końca trzymani jesteśmy w niepewności przyczyn, motywów i pobudek. Pierwszy tom, zatem kilka aspektów wciąż czeka na wyjaśnienie i rozszerzenie, interesująco będzie się za nie zabrać, poznać kolejne odsłony trylogii.

Agata Stec, komisarz gdańskiej policji, została interesująco sportretowana, pełna sprzeczności osobowość, z tendencjami do autodestrukcji, ale też niezwykle ambitna osóbka. Rozwiązanie makabrycznej zbrodni młodej dziewczyny, której ciało odnaleziono w remontowanej palmiarni, tylko pozornie wydaje się proste i łatwe, z każdą nowo zdobytą informacją sprawa komplikuje się, dochodzą intrygujące aspekty i znaki zapytania. Nieco mentorskiej pomocy, w zakresie sposobu myślenia sprawcy, udziela Agacie brat, Artur Kamiński, psycholog znany z książek, gazet i telewizji, jakże różniący się od siostry charakterem i podejściem do życia. Przygotujcie się na dynamiczne rytmy, wiele się dzieje, potrafi być zaskakująco. Przekonajcie się, na które aberracje w psychice mordercy trzeba spojrzeć, jakie odchylenia wyłapać w jego odrażającej działalności, które przesłania wychwycić? Sporo jest też o przyrządzaniu i smakowaniu potraw, to taki lekki koloryt powieści, jak ktoś lubi takie urozmaicające wtrącenia, to spojrzy na nie miłym okiem. Udana przygoda, drobne skazy nie odbierają pozytywnego odbioru, warto zwrócić na nią uwagę.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał, 424 strony, premiera 10.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 19 marca 2023

INCYDENT

PIOTR BORLIK

„Wystarczyło jedno spojrzenie na siedzącego przy oknie mężczyznę, by wiedział, z kim ma do czynienia.”

Dałam się wciągnąć dwóm powieściom autora („Zapłacz dla mnie” i „Boska proporcja”), przyjemnie spędziłam z nimi czas, zatem nie wahałam się sięgnąć po kolejną przygodę czytelniczą w wykonaniu Piotra Borlika. „Incydent” ciekawie wypełnił wieczór, niestety nie przyniósł oczekiwanych silnych emocji. Narracja gładko wiodła po sensacyjnych zdarzeniach i kryminalnych motywach, fabuła wykazała się zgrabną konstrukcją, paleta postaci zręcznie uwzględniała różnorodność. Wyczuwało się, że autor ma już na koncie sporo książek. Jednak w tej zabrakło napięcia. Nie mogłam zaprzeczyć, że wiele się działo, incydenty dynamicznie i proporcjonalnie następowały po sobie, ale nie doczekałam się oddziałujących na wyobraźnię scen. Miałam wrażenie spójności i klarowności, co jak najbardziej doceniałam, lecz liczyłam na większe pogłębienie otoczki rozwijanych wątków i portretu kluczowej postaci.

Natalia Kruger jako zastępca prokuratora imponowała determinacją w dochodzeniu do prawdy, nieugiętością wobec perfidnych kłamstw, odwagą w ujawnianiu biznesowych i politycznych brudów. Co prawda, potrzebowała wstrząsającego impulsu, aby wyjść z zawodowego marazmu, wspomnień z osobistej tragedii, i poczuć zew odkrywcy faktów, ale wciąż krążyły wokół niej niepewność własnych sił i możliwości stawiania solidnych kroków w prowadzonym śledztwie. Podejmowane przez nią aktywności nie zawsze brzmiały przekonująco, brakowało realnego podejścia, wadziło bezkrytyczne podążanie za ideałami. Tym niemniej, wsłuchanie się w głos intuicji i sumienia pozwoliło gromadzić odwagę, by zajrzeć w przepaść zwyrodniałych relacji.

Najbardziej podobały mi się fragmenty, w których dochodziły do głosu bezwzględność w osiąganiu przestępczych celów i gotowość do chwytania się za ostateczne rozwiązania. Natomiast docieranie do świadków, sposób przepytywania, nie w pełni wykorzystywały pojawiające się okazje do frapującego rozwinięcia. Początkowo najeżyłam się na uwzględnienie aspektów związanych z polsko-ukraińskimi relacjami, pokłosiem wojennej imigracji, przyjęciem uchodźców przez polskie społeczeństwo, przypuszczałam, że zostaną trywialnie wmieszane w fabułę, ale myliłam się. Borlik znakomicie sobie z tym poradził, co więcej, uczynił mocnym atutem powieści. Udał się też zaskakujący efekt suwania przycisku między przeszłością a teraźniejszością.

Czterdzieści pięć osób ginie w pociągu w wyniku terrorystycznej akcji wykorzystującej silnie toksyczny gaz. Kiedy na miejsce zdarzenia przybyła Kruger, szybko zaczęła wychwytywać drobne nieścisłości, podejrzane manewry, delikatne naciski, budowane zapory przed prawdą. Oficjalnie śledztwo płynnie i sprawnie podawało wyjaśnienia, ale kilka elementów podpowiadało Natalii, że powinna bliżej przyjrzeć się okolicznościom. Kobieta włączyła się do niebezpiecznej rozgrywki, w której nie obowiązywały żadne reguły, ludzkie życie niewiele znaczyło, przyjaciel stawał się wrogiem, poczucie władzy gubiło, obligowała ścisła kontrola przepływu informacji, z cienia wychylały łby koszmarne kreatury. Finalna odsłona nie przebiegła po mojej myśli, chciałam, aby autor bardziej przycisnął główną bohaterkę, wprowadził w intensywniejszą strefę mroku.

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, 392 strony, premiera 19.01.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.

środa, 31 sierpnia 2022

ŚMIERĆ W TRANSSYBERYJSKIM EKSPRESIE

C.J. FARRINGTON

OLGA PUSZKINA tom 1 

"Hipokryzja stanowiła stratę czasu dla wszystkich poza samymi hipokrytami."

Lekkim piórem napisany kryminał, sympatycznie spędzałam czas, zwłaszcza w ujęciu fabuły, pomysłu na zbrodnię, splotu zależności między bohaterami, czy mieszanki różnych incydentów. Dobry pazur do konstruowania napięcia, wiele elementów długo skutecznie skrywało tajemnice, czasami wywracało do góry nogami moją interpretację. Części domyślałam się, ale pewności nie miałam niemal do końca. Postaci ciekawie i atrakcyjnie skonstruowane, wiele odmienności, barwnych osobowości, ale też osobliwych nawyków i przyzwyczajeń. Polubiłam Olgę Puszkinę, specjalistkę transportu kolejowego, dróżniczkę, która marzyła o wydaniu książki, co więcej, zaczęła ją nawet pisać, chociaż z oporami. Inna rzecz, czego miała ona dotyczyć. Z uśmiechem czytałam jej książkowe wstawki, porady naznaczone życiem na kolei i szczególnym rosyjskim klimatem, gdzie wszystko wydawało się być postawionym na głowie. Przekonywał Wasilij Maruszkin, komendant policji w Nowosybirsku, oddelegowany do wyjaśnienia sprawy śmierci w transsyberyjskim ekspresie, naznaczony rodzinną tragedią, z którą mimo upływu lat wciąż nie potrafi sobie poradzić. 

Rozłazne to mała wieś w obwodzie kemerowskim. W zasadzie gdyby nie tory kolejowe i rzadko przejeżdżające pociągi, głównie towarowe, mieszkańcy zapadliby w syberyjski zimowy sen. Marazm w codzienności, patologia w rodzinach, polityczne przepychanki. Nagle trup wyrzucony z pociągu, dokładnie w środku wsi. Zaczęło się zamieszanie w dochodzeniu, prowadzonym oficjalnie i na własną rękę, przykrywającym koszmarny incydent i starającym się dotrzeć do dowodów, bo o świadkach można było tylko pomarzyć. Sporo humoru dobrze wplecionego w narrację, wiele zabawnych scen, nietuzinkowe zachowania bohaterów, oraz trudny do namierzenia morderca. Kiedy poznałam już tożsamość sprawcy i ustaliłam przesłanki nim kierujące, stwierdziłam, że w rosyjskiej mentalności taka sytuacja ma duży stopień prawdopodobieństwa zaistnienia. Kto wie, czy faktycznie nie miała już miejsca, i to wielokrotnie. Książka zapewniła mocną dobrą zabawę, nie stawiała wygórowanych oczekiwań, gdyż nastawiona była na poprawienie nastroju po ciężkim dniu pracy, złapanie pozytywnych wibracji i serdecznego uśmiechu. Zgrabnie skomponowana i zaprezentowana. Krzywe zwierciadło miejsc, ludzi, zawodów, wygórowanych ambicji i ciemnych sprawek, a nawet putinowskich rządów. Głęboka wschodnia mentalność jeszcze długo się nie zmieni.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał, 342 strony, premiera 10.03.2022 (2021), tłumaczenie Teresa Komłosz
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

sobota, 29 stycznia 2022

MISERY

STEPHEN KING

"Kiedy wejrzysz w otchłań, otchłań wejrzy również w głąb ciebie." Friedrich Nietzsche

Uwielbiam twórczość Stephena Kinga, co więcej, nie wyrzekam się tego, nie wstydzę, za nic nie chcę zmienić. Każdej jego nowej książki wyczekuję niczym nastolatka autografu popowego idola, a kiedy dłuży mi się wyglądanie na premierę nowej przygody, sięgam po stare dobre przeboje czytelnicze. "Misery" do nich należy, nie ma znaczenia, że czytałam ją trzydzieści lat temu, zaraz po obronie pracy magisterskiej, wciąż pamiętam, jak dłużyły się ostatnie dni zanim mogłam po nią sięgnąć i nasycić się zatrważającą historią. 

Teraz, w ramach odświeżania wspomnień z kingowskich powieści, z ogromną przyjemnością do niej wracam. Natychmiast nachodzi mnie refleksja, poczucie żalu, że więcej współczesnych książek nie jest pisana w tym stylu, w wyjątkowo udanym klimacie niepewności, jednocześnie sugestywności i bezpośredniości, z poczuciem, że autora stać na to, aby zrobić dosłownie wszystko z bohaterem, wystawić go na ból i cierpienie, także wewnętrzne rozterki i rachunki sumienia. Psychologiczna oprawa wytworzona ze znawstwem ludzkiej natury, obsesyjnym i tyranizującym odcieniem, zawiedzeniem i próbą naprawy tego, co nie po myśli, nawet kosztem wyrzeczenia się siebie samego. Narracja stawia czytelnika w pierwszej osobie, kształtuje poprzez punkt widzenia głównego bohatera, osadzona na lęku i przerażeniu, walce o przetrwanie w świecie obciążonym chorobą psychiczną wybawczyni z wypadku samochodowego. Horror czystej krwi, fantastycznie rozłożone napięcie, zgroza w kulminacyjnych momentach, straty w imię przeżycia. 

Rewelacyjnie śledzi się scenariusz zdarzeń dla fabuły. Wciągają również rozważania o blaskach i cieniach pisarstwa, adoracji fanów, oczekiwań czytelników, przesycenia postacią, która przynosi pieniądze i sławę. Ileż razy można odwoływać się do przygód tego samego bohatera, zanim straci się ostatecznie do niego sympatię, poczucie smaku zabawy w układanie losów, nić porozumienia z osobowością i doświadczeniami? Jak różnie odbierana jest ostateczna odsłona serii, czy spotyka się z akceptacją? Dlaczego uznanie wcale nie musi łączyć się z wolnością, a niekiedy staje się przekleństwem? Ile trzeba mieć sprytu, aby oszukać los wyręczający się szaleńcem? Cieszę się, że zdecydowałam się jeszcze raz przeżyć "Misery", bogatsza w znajomość innych książek mistrza horroru, podeszłam do niej z oczekiwaniami nie tylko rozrywki z dreszczykiem, ale również okazją do prześledzenia stylu autora, charakterystycznej szczególnej drobiazgowości w opisach, dzięki którym mam wrażenie, że historia wkracza niemal do realności, przenika emocjami i wyczekiwaniem, co będzie dalej, w jaki mrok jeszcze wprowadzi. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Kinga, które dopadłam w księgarni TaniaKsiążka.pl: "Mroczna połowa", "Gra Geralda", "Podpalaczka", "Łowca snów" i "Miasteczko Salem".

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror, 368 stron, premiera 30.11.2021 (1987), tłumaczenie Robert P. Lipski
Książkę "Misery" zgarnęłam z półki "bestsellery" w księgarni TaniaKsiążka.pl

Ponadto na Bookendorfinie: "Regulatorzy", "Desperacja", "Billy Summers", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", "Charlie Ciuch-Ciuch", oraz "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego.

piątek, 28 stycznia 2022

MIASTECZKO SALEM

STEPHEN KING

"Nawet w pełnym blasku życia zawsze towarzyszy nam cień śmierci."

Zwłaszcza pierwsze książki Stephena Kinga mają niezwykłą moc oddziaływania na wyobraźnię czytelnika, w fascynującym stylu angażują w obserwację osobliwych losów bohaterów, zapraszają do świata nierealnych zjawisk bazujących na zwykłej codzienności. Trzymanie wysokiego poziomu dokładnego opisywania tego, co przeciętni ludzie robią dzień po dniu, zaglądanie do domów i myśli, a następnie konfrontowanie tego z czymś zaskakującym, niepojętym i mrożącym krew w żyłach, staje się bogatą pożywką dla imaginacji. W "Miasteczku Salem" King czuje się wyjątkowo swobodnie, poznaje je na wskroś, nie zadowala się obrazkiem z pierwszego rzutu oka, ale wnika w najciemniejsze uliczki i zakamarki, dostrzega to, co ukryte przed widokiem pospiesznych przejezdnych.

Podoba mi się wychodzenie z aury monotonii i spokoju, lenistwa i wygody, trwożliwe spoglądanie na coś irracjonalnego i trudnego do uwierzenia, a potem uczestniczenie w walce o przetrwanie. Każdy z bohaterów otrzymuje wyrazisty i przekonujący rys osobowości, życiowych doświadczeń, wkładu w egzystencję miasteczka, oraz wymowne i konkretne scenariusze przeżyć. Nie wiadomo, komu i w jakich okolicznościach przyjdzie zmierzyć się z czystym złem, w jaki sposób to uczyni i z jakim efektem. Kolejno odpadające pionki z dziwacznej krwistej gry sieją niepokój. King zręcznie dostraja sinusoidę podgrzewania atmosfery, wprowadza ryzyko i strach, wzmacnia wrażenia, a po chwili spowalnia tempo, daje ułudę chwilowego spokoju i czas na zaczerpnięcie oddechu, potem funduje diaboliczną kulminację zdarzeń. W trzeciej objętościowo części książki fabuła wytraca impet sugestywnego niepokoju i zwraca się ku solidnym elementom horroru.

Salem, niewielkie prowincjonalne miasteczko, leżące w południowej części stanu Maine, zamieszkałe przez tysiąc trzystu dziewiętnastu mieszkańców. Jerusalem, jak nazywa je lokalna społeczność, wciąż cierpi po tragicznym pożarze sprzed ćwierć wieku. Naznaczył miejsca czarnymi spalonymi strefami i ludzi mentalnymi bliznami. Kiedy odwiedza je Benjamin Mears, pisarz cieszący się umiarkowanym uznaniem, aby poprzez nową powieść rozliczyć się z przeszłością, wkracza w początek czegoś, co wymyka się logicznemu rozumowaniu, uruchamia kaskadę hucznych plotek, doprowadza do gorących skandali, wydobywa na światło dzienne straszliwsze tajemnice, formułuje niewyjaśnione zagadki. Jaki sekret kryje się za zaginięciem dzieci? Czy zło, które ludzie czynią za życia, żyje jeszcze po ich śmierci? Jakie moce przeszłości mogą tkwić w starych domach górujących nad osadą? Dlaczego Salem wie wszystko o ciemności? Co pamięta z tego, co działo się w nocy? Czy budząc się powoli ze snu, wie, że właściwe jest już martwe? Wiele odniesień do "Draculi" Brama Stokera, ale nie kopiowania. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Stephena Kinga, które zgarnęłam z półek księgarni TaniaKsiążka.pl: "Łowca snów", "Mroczna połowa", "Gra Geralda" i "Podpalaczka".

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror, 526 stron, premiera 09.12.2021 (1975), tłumaczenie Arkadiusz Nakoniecznik
Książkę "Miasteczko Salem" zgarnęłam z półki "bestsellery" w księgarni TaniaKsiążka.pl

Ponadto na Bookendorfinie: "Regulatorzy", "Desperacja", "Billy Summers", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", "Charlie Ciuch-Ciuch", oraz "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego.

czwartek, 23 września 2021

BILLY SUMMERS

STEPHEN KING

"Kto czyni zło, musi za to zapłacić. A cena powinna być wysoka."

Podobało mi się. Nawet w sensacyjnym wydaniu King nie zapomniał o frapującym nakreśleniu doświadczeń i osobowości bohaterów. Przyjemnie pomykałam po stronach powieści. Klimat scenariusza zdarzeń zmieniał się w zależności od przyjętej perspektywy. Wiele działo się zarówno od strony incydentów, chociaż spodziewanych odwołań do thrillera mniej niż mistrz przyzwyczaił, jak i wglądu w ludzkie życia, z jednej strony zwyczajne, z drugiej balansujące na krawędzi nietuzinkowości. Ciekawe przeplatanie się zła z dobrem, wzajemne wywieranie wpływu, przeciąganie liny etyki losu i etosu zawodu.

Autor fantastycznie oddał emocje, wątpliwości i sprzeczności targające pierwszoplanowymi i drugoplanowymi postaciami. Poprzez drobiazgowe opisy ujęć wytworzył aurę sprzyjającą chęci bliższego poznania i wczuwania się w działania. Patrzyłam przez pryzmat nieuchronności wejścia w mroczne sfery, ale też podświadomych chęci wyjścia z nich. Kontrastowe zestawienie Billiego, fenomenalnego strzelca, płatnego zabójcy, przyjmującego zlecenia tylko na złych ludzi, oraz Alice, młodej kobiety naznaczonej traumą brutalnego gwałtu, szukającej sposobu na życie, kształtującej własną tożsamość, próbującej wyrwać się z krępujących węzłów rodzinnych, zostało atrakcyjnie i przekonująco przedstawione. Interesująco było obserwować, jak wielki wpływ na siebie miała dwójka ludzi, których połączył przypadek, co mogli sobie zaoferować. 

Właśnie psychologiczny aspekt fabuły wydał mi się najbardziej przyciągający. King zręcznie obudował go formą sensacji, chociaż nie miała silnych nut akcji, dopiero pod koniec mocno rozkręciła się. Niektóre zdarzenia wybiegały ponad realność, inne miały być silnym akcentem, ale okazały się typowym zagraniem. Mimo wszystko autor stworzył komfortowe warunki do mocnej rozrywki czytelniczej. Co ciekawe, także warstwa pisanej przez Billiego Summersa książki o własnym życiu, w tym udziału w faludżkich wojennych akcjach, pociągała różnie wybrzmiewającą melodią, skłaniającą do refleksji o uzasadnieniu, przebiegu militarnych amerykańskich interwencji podczas rzekomej stabilizacji Iraku. A przy okazji politycznych odniesień, King nie byłby sobą, gdyby nie wbił kilka szpil Donaldowi Trumpowi, tak w ramach obserwacji współczesnej Ameryki.

Billy Summers, czterdziestoczteroletni mężczyzna, dysponujący różnymi tożsamościami, udający ociężałego umysłowo zwykłego likwidatora, przyjmuje zlecenie na eliminację innego płatnego zabójcy. I chociaż intuicja od początku mu podpowiada, że nie wszystko układa się tak, jak powinno, nie każdemu można ufać, to kontynuuje realizację zlecenia. Kiedy dochodzi do kulminacyjnego punktu z całą mocą uderza zdrada, manipulacja i zemsta. Czy wola wykonania ostatniego morderstwa i cichego wycofania się z zabójczej branży ma szansę powodzenia? W jakim stopniu można ufać innym, a co jeszcze bardziej intrygujące, samemu sobie? Czy tak to jest, że ratując komuś życie jest się za niego odpowiedzialnym? 

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Kinga: "Podpalaczka", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", dla najmłodszych "Charlie Ciuch-Ciuch", natomiast "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego to gratka dla miłośników twórczości pisarza.

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, 604 strony, premiera 03.08.2021, tłumaczenie Tomasz Wilusz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.