Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2025

MATCZYZNA

MAŁGORZATA ŻEBROWSKA

„Złe języki doprowadziły do niejednego nieszczęścia.”

Dałam się uwieść książce, wnikliwemu wejściu w życie czterech pokoleń kobiet, wrażliwemu spojrzeniu na żeńską odsłonę życia. Małgorzata Żebrowska z wyczuciem kształtowała myśli bohaterek, wystawiała na próbę samoświadomości, poznawania własnej wartości, radzenia sobie z samotnością, nawet jeśli u boku bliska osoba, zrozumienia przeszłości ściśle determinującej teraźniejszość. 

Niewiele wzmianek o najstarszej z rodu Reginie, lecz i tak umożliwiły odbieranie tła przekazywanych w linii genealogicznej, wzorców, zasad i postaw. Jej córka Krysia ukazała się w pełnej oprawie niespełnionych nadziei, pragnień i marzeń. Z uwagą śledziłam proces przemiany z pełnej życia dziewczyny, zakochanej do szaleństwa, w to, kim się stała. Wyniesione z domu wiano pracowitości, mierzenia się z wyzwaniami, stawiania czoło przeciwnościom, wydawało się niezawodnie uformować poczucie stabilizacji we własnych postanowieniach. Suchość gestów matki skontrastowana z pokrewieństwem dusz z ojcem rzutowała do dokonywane przez Krystynę wybory, odważne i płochliwe. Ciekawa postać Marty, podążającej tropem miłości, lecz gmatwającej się we własnych wyniszczających domysłach i przypuszczeniach. Imponowała dobrym sercem i wyrozumiałością, zadziwiała tendencją do autodestrukcji. I najmłodsza, Basia, chwytająca wspomnienia dziewczynki w czerwonej sukience, wkraczająca na szlak sentymentalnych powrotów, starająca się dotrzeć do źródeł własnych lęków, przekonać się, kim była, dowiedzieć się, kim jest, co po drodze straciła. 

Rozważałam stopień wpływu na życie wewnętrzne kobiet otoczenia rodzinnego, funkcjonowania w ustrojowych uwarunkowaniach, dysonansu między blaskiem stołecznym a prowincjonalnym cieniem, konfliktu między wyniesionym wychowaniem, doświadczeniem i bieżącymi przeżyciami. Wciągnęłam się w odkrywanie kobiecych relacji, wzajemnego oceniania się, dostarczania trosk, okazywania wsparcia. Każda z bohaterek wydawała się przeciętna, zwyczajna, ludzka, a także niedoceniana, co najsmutniejsze, nie przez otoczenie a samą siebie. Zastanawiałam się dlaczego tylko nielicznym jednostkom udaje się przerwać łańcuch toksycznych zależności, oderwać się od przypisanych stałych ról, złamać szyfr szczęścia, satysfakcji i radości, wniknąć w sferę empatii, wybaczenia i zadośćuczynienia. „Matczyznę” warto poznać, skłania do refleksji, spojrzenia na siebie z perspektywy poprzedniczek, przyjrzenia się im z dojrzałą wyrozumiałością. Przyjazny styl narracji, delikatność w dotyku skrytych myśli postaci, zrozumienie kobiecej duszy, z jednej strony słabej, podatnej na destrukcję, z drugiej silnej, walczącej o siebie wbrew wszystkiemu.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, 310 stron, premiera 17.06.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 11 stycznia 2025

REWOLUCJA FRANCUSKA

...I CO POSZŁO NIE TAK

STEPHEN CLARKE

„Tak to już jest z rewolucjami. Jeden szubrawiec coś napisze, a setki tysięcy głupców mu wierzą.” Arthur Young, „Travels in France”

Bardzo udana przygoda czytelnicza, mnóstwo ciekawej wiedzy, przedstawionej w szalenie przystępny i przyjazny sposób. Bez naukowego żargonu, zbędnych detali, uszczegółowień wybijających z rytmu poznawania, a jednak z należytą starannością wobec historycznych faktów, miejsc, osób i zdarzeń. Stephen Clarke dokładnie wie, jak zainteresować odbiorcę publikacji, zachęcić do zaznajamiania się z tematyką, skłonić do refleksji. Tym, co najbardziej urzeka, oprócz stylu narracji, w dużym stopniu bazującym na dobrym humorze, to odczarowywanie mitów na temat rewolucji francuskiej. Autor umiejętnie podsuwa tropy do innej niż oficjalnie przyjętej interpretacji tego, co działo się w ostatnich latach osiemnastego wieku z francuskim społeczeństwem. 

Pisarz wychodzi od omówienia wstępnej fazy pokojowego z założenia procesu reform, następnie przechodzi do zagadnień związanych z niebezpiecznym zbaczaniem rewolucji z przyjętego kursu. Przedstawia tło przedrewolucyjne, podziały społeczne, zwyrodniałą formę arystokracji, ścisłe odgrodzenie króla od ludu, wszechobecny luksus i przepych arystokracji, finansowanie z zasobów narodu osobistych rozrywek, skalę bankructwa finansowego i moralnego, skutki przegranej wojny. Objaśnia, dlaczego wcześniej nie doszło do rewolucji, a w tysiąc siedemset osiemdziesiątym dziewiątym roku. Znajduje miejsce w publikacji, aby przybliżyć oświeceniowe zdobycze i życie codzienne mieszkańców. W szerokim ujęciu analizuje jawne i zakulisowe aspekty wojny domowej, dyktatury i masowych publicznych egzekucji. Zajmująco mówi o krótkotrwałych i długotrwałych skutkach rewolucji, czym jest ona dla Francuzów, jak ją interpretują, czy żałują, że do niej doszło w takim kształcie, jaki przybrała. Czy faktycznie wolność, równość i braterstwo, a może tyrania, megalomania i bratobójstwo? Książkę wzbogacają kolorowe ilustracje, kalendarium rewolucji, statystyka ofiar rewolucji, indeks osobowy, zachęcająca do bliższego poznania bibliografia, a przede wszystkim mnóstwo cytatów, anegdot i ciekawostek. Zdecydowanie warto poświęcić czas na poznanie tego tytułu, wartko i atrakcyjnie popularyzuje wiedzę, znakomicie łączy z historią.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, 718 stron, premiera 21.11.2024 (2018)
tłumaczenie Magda Witkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

środa, 11 grudnia 2024

PRELUDIUM

PANI NA WRZOSOWISKU tom 1

LUCYNA OLEJNICZAK

„Na widok jego imponującej rezydencji, która od teraz miała stać się również jej domem, młodej kobiecie ścisnęło się serce.”

Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona powieścią, dostarczyła nie tylko przyjemnych wrażeń czytelniczych, ale też barwnego spojrzenia w przeszłość domagającej się wolności polskości. Lucyna Olejniczak reprezentowała przyciągający styl narracji, oddziałujący na wyobraźnię, a przy tym cechujący się przejrzystością i dojrzałością. Swobodnie wytwarzała ciekawy klimat obyczajowy, z chęcią w nim przebywałam. Prowadziła kluczowe postacie uwzględniając indywidualne osobowości, zdobyte wykształcenie, duchowy rozwój, obracanie się w określonych społecznych konwenansach, spontaniczne reakcje na pojawiające się wydarzenia w życiu. Uwierzyłam w ich istnienie i przychylnie śledziłam losy. 

Pisarka nie żałowała akcji zaskakujących zwrotów i przywołań intrygujących incydentów. Łatwo wczuwałam się w realia lat trzydziestych dziewiętnastego wieku. Ich opisy obejmowały przekrój społeczny, sytuację kobiet, sposób edukacji, atrybuty kulturę oraz napiętą sytuację polityczną. Następstwa Powstania Listopadowego okazały się ważnym czynnikiem determinującym postawy, zachowania i ścieżki życia osób bliżej poznawanych na łamach stron. Właśnie tło historyczne postrzegałam jako wielką zaletę powieści, ale również zgrabne wplatanie go w fabułę i gładkie przejścia między pierwszym a drugim planem. Rozwój scenariusza zdarzeń także wybrzmiewał na plus. Odpowiadały mi kilkuletnie przeskoki w czasie i miejscach. Wiele się działo, a to dopiero początek przygody z bohaterami. Na dojrzałość postaci trzeba poczekać do kolejnej odsłony serii „Pani na wrzosowisku”. W pierwszym tomie dopiero zaczynały zdobywać życiowe doświadczenie i określać własną tożsamość, ale i tak skłaniały do uwierzenia w nie. Zachęcam do sięgnięcia po książkę, sympatycznie spędziłam czas, urzekła udanie wytwarzanym klimatem obyczajowym i zręcznie przedstawianym historycznym tłem. Liczę, że szybko pojawi się kolejna część przygody.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura obyczajowa, 440 stron, premiera 26.11.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

piątek, 6 grudnia 2024

ZA NADOBNE

PIOTR BORLIK

„Musiał biec dalej, zapomnieć o bólu i zmęczeniu, przeć do przodu. Im dłużej pozostawał w bezruchu, tym bardziej malały szanse na ratunek.”

Nie zawsze wbijam się w historie przedstawione przez Piotra Borlika, a i tak sięgam po jego książki, gdyż pisarz nie boi się eksperymentować, poddawać eksperymentalnej zabawie, stawiać siebie i czytelnika przed nieoczekiwanymi wyzwaniami. Powieść „Za nadobne”, znienawidziłam za sprawą głównego bohatera, od pierwszej strony, poprzez kolejne, wytrwałam w tym uczuciu do końca. Jednakże, pomimo diabelsko ciężkich przeżyć czytelniczych, nie mogłam napisać, że książka jest źle skonstruowana lub niewłaściwie poprowadzona. Po prostu, nie odpowiadał mi charakter, osobowość i postawa kluczowej postaci. Dusiłam się w jej obecności, a że autor oddał w jej ręce i myśli narrację, to ciężko mi było kontynuować z nią spotkanie. Borlik zrobił to umyślnie, po swojemu, nie patrząc na to, czy komuś się spodoba, czy nie, za co go cenię, i pomimo duszącej atmosfery kryminału i tak kibicuję w dalszej podróży pisarskiej. 

Roman tak negatywny i prostacki, że już chyba bardziej nie można było, lecz konsekwentnie sportretowany. Kumulacja złych cech, wąskich horyzontów i pogardzanej przez normalnego człowieka filozofii życiowej. Reprezentant środowiska, do którego nie chce się wejść, omija szerokim łukiem, a nawet pogardza, ale niestety ma się świadomość, że istnieje wiele takich Romanów Andrysiaków na świecie. Zagadkę kryminalną odebrałam jako tło do kreacji głównego bohatera, co więcej, szansę na pokazanie w długich mrocznych cieniach innych postaci, w tym kobiecych. Również nie zasługiwały na szacunek, kiedy tylko zajrzało się wnikliwiej w ich dusze. Ale czy tak nie jest z większością osób w życiu realnym? Skrywamy w sobie elementy dobra i zła, ambicji i pokory, walki i rezygnacji. Przy odpowiednich splotach okoliczności uaktywniają się, niekoniecznie z pożądanej moralnie odsłony. Jeżeli nie przytłacza was przygnębiający obraz człowieka zawsze stawiającego się na pierwszym planie, toksycznego dla innych, zdolnego do haniebnych czynów, to sięgajcie po książkę. Wbrew moim zastrzeżeniom, to ciekawe spojrzenie na to, do czego jesteśmy zdolni w imię wygórowanych ambicji, a nade wszystko zaspokojenia podsycanego przez dłuższy czas płomienia zemsty. Zerknijcie na wrażenia po zapoznaniu się z serią kryminalną o Agacie Stec i Arturze Kamińskim ("Białe kłamstwa", "Baltica", "Boska proporcja", "Materiał ludzki"), książkami "Incydent" i "Zapłacz dla mnie", również Piotra Borlika.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 336 stron, premiera 24.10.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 28 listopada 2024

ZIOŁA, ZIÓŁKA I… BAZIÓŁKA

KATARZYNA GUBAŁA, TOMASZ JAKUBIAK, MICHAŁ MAZIK

„Oregano, czyli lebiodka pospolita… zawiera spore ilości witaminy C, dzięki czemu uszczelnia naczynia krwionośne, ułatwia gojenie ran i odpowiada za mocne dziąsła.”

Od najmłodszych lat wprawiania się w sztukę gotowania i pieczenia eksperymentuję z przyprawami i ziołami, przekonuję się jak najlepiej je komponować, do czego wykorzystać, które wysuwać na pierwszy plan, ale tak, by podkreślały walor potraw, a nie dominowały nad nimi. Kontynuuję moją tradycję poznawania nowych smaków i tworzenia nieoczekiwanych połączeń. Dlatego z zainteresowaniem sięgam po kucharskie książki, a takie, w których zioła odgrywają istotną rolę, tym bardziej. „Zioła, ziółka i Baziółka” to promocja nie tylko wzbogacania jedzenia witaminową i mikroelementową zielenią, ale również aromatyczności, naturalności, świeżości i zdrowia, a przy tym producenta ziół bez chemicznych nawozów.

Pierwszy i drugi rozdział poświęcone są historii ziół, dobroczynnym i pielęgnacyjnym wpływie ziół i mikroliści na organizm człowieka, projektowaniu własnego zielnika na parapecie, zastosowania ziół w życiu codziennym i u profesjonalnych kucharzy. Jednak ograniczają się do podstawowych informacji i pozostawiają niedosyt. W kolejnych częściach książki robi się znacznie ciekawiej. Docieram do przepisów na śniadania, obiady, potrawy na słodko i od serca, od święta, dla dzieci i fast foodowych. Ekologicznie i z pomysłem szczególnie zwraca moją uwagę. Kilka przepisów już udaje mi się wypróbować, podchodzą mojej rodzinie i są często wykorzystywane.

Chętnie przypominam sobie smak jaglanki z dynią i miętą. Daję zaskoczyć się połączeniem brukselki z tymiankiem, jakże wyśmienicie ze sobą współgrają. Podoba mi się lekka odsłona sałaty ze szparagami i z pietruszką. Tarta z kalafiorem i majerankiem okazuje się przebojem, uwzględnia ulubione warzywo i ziołowy dodatek. Inna odmiana tarty, różana z melisą, to także coś pysznego i jednocześnie działającego na zmysł wzroku. Prosta rzecz, pietruszkowe pesto, ale sekret tkwi w odpowiednich proporcjach składników. Dla małych i dużych łasuchów, kogel-mogel z duszonymi truskawkami i miętą, nie można mu się oprzeć. Zabieram się za pierożki na parze z mikroliśćmi groszku i słonecznika. Połączenie batatów i lubczyka w zapiekankowej odsłonie pasuje na przekąskę do pracy, w tej roli sprawdzają się także bułeczki z żurawiną i melisą.

W książce znajduję sto trzy propozycje potraw spójnych klasycznie i w nowoczesnym wydaniu. Trafiam na praktyczne informacje, podpowiedzi, ciekawostki i porady kulinarne. W mieszance szczypty teorii, garści wskazówek, ponad setek łyżek inspiracji, brakuje czasu przygotowania i kaloryczności potraw. Jak dla mnie, za mało jest wyjścia poza standardowe zioła i powszechne zielone trendy w kuchni, publikacja koncentruje się na dostępnych baziółkach. Zawieszam oko na kolorowych zdjęciach, zwłaszcza potraw, ale i tych wprowadzających w klimat ziołowych podróży smakowych. Przyjemność odkrywania smaków wzbogaconych zdrowiem i witaminami.

4/6 – warto przeczytać
kulinaria, zioła, 240 stron, premiera 12.11.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 8 października 2023

POLOWANIE NA CZAS

JEFFERY DEAVER

COLTER SHAW tom 4

„Być człowiekiem oznacza być inżynierem.” Billy Vaughn Koen

Bardzo lubię sięgać po książki Jefferiego Deavera, dostarczają ekscytujących wrażeń czytelniczych, znakomicie krążą wokół kryminalnych wątków, lecz koncentrują się na wartkiej sensacji, prowadzonej z wyczuciem i zrozumieniem potrzeb odbiorcy. Stworzyłam już dość długą listę tytułów przedstawionych na Bookendorfinie: z kluczową postacią Lincoln Rhyme ("Kolekcjoner kości", "Tańczący trumniarz", "Puste krzesło", "Kamienna małpa", "Dwunasta karta", "Pocałunek stali", "Pogrzebani", "Szlif"), "Panika" z udziałem Kathryn Dance.

Wcześniej miałam okazję poznać pierwszy tom serii o Colterze Shawie „Gra w nigdy”, który mocno pozytywnie wspominam. Czwarta odsłona „Polowanie na czas” jeszcze bardziej mi się spodobała. Poszukiwałam mocnej sensacji i ją otrzymałam, niecierpliwie pochłaniałam kolejne strony, w porywającej formie spędziłam wieczór czytelniczy. Oczywiście, drobne skazy pojawiły się w powieści, ale to już bardziej indywidualny odbiór i postrzeganie niż poważne zarzuty. Wystawiłam piątkę, gdyż zwrot akcji, jaki zafundował Deaver w scenariuszu zdarzeń zupełnie wymknął się spod skrzydeł słusznych podejrzeń i właściwych interpretacji czynionych przeze mnie. W niektórych aspektach wyjaśnień czułam naciąganie, ale roztaczało przyciągający urok.

Jeffery Deaver bazował na sprawdzonych schematach pomysłu na fabułę. Niesprawiedliwość i niebezpieczeństwo ściśle były ze sobą powiązane, podobnie jak zemsta i pościg, czy ucieczka i ostra walka o przetrwanie. Nastolatka zachowywała się zgodnie z oczekiwaniami, niedojrzale emocjonalnie i z tendencją do beztroskich błędów. Czasem incydenty wkraczały w tryb lekkiej absurdalności, jak wydarzenia w domu leśnym, osobliwy zbieg okoliczności nieoczekiwanego ratunku, uproszczona forma przydzielania postaciom barw dobra i zła. Pisarz fantastycznie radził sobie z roszadą bohaterów, licznym gronem reprezentantów, przypisaniem tajemnic i sekretów. Dzięki temu tworzył rozbudowane i wielowątkowe ludzkie intrygi, które atrakcyjnie poznawałam.

Colter Shaw, trzydziestoletni prywatny detektyw, łowca nagród, specjalista od zadań specjalnych, poszukiwacz zaginionych osób. Nie był zimnym i bezlitosnym myśliwym lokalizującym ludzi za pieniądze. Kierował się własnym kodeksem etycznym dopuszczającym alternatywy działania, w tym współczucie i litość. Na początku czwartego tomu zajmował się zlokalizowaniem zdrajcy w firmie projektującej innowacyjną energetykę jądrową, szybko też został zwerbowany przez szefa spółki do odnalezienia głównej inżynier nuklearnej. Mąż Allison Parker, Jon Merritt, odznaczony i popularny były detektyw, wyszedł właśnie z więzienia i próbował odnaleźć kobietę, by zemścić się za złożone zeznania o psychicznym i fizycznym znęcaniu się. Rozpoczęła się bezwzględna rozgrywka. Karty prawdy i kłamstwa, winy i kary, manipulacji i faktów, gwałtownie mieszały się w kotle presji i czasu.

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, 440 stron, premiera 26.09.2023 (2022), tłumaczenie Łukasz Praski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 25 września 2023

MIĘDZY MŁOTEM A IMADŁEM

[PRZEDPREMIEROWO]

MATYLDA DOMINICZAK tom 7

OLGA RUDNICKA

„Ta kobieta ma więcej żywiołów niż kot i łazi własnymi ścieżkami. Nie próbuj za nią nadążyć, bo nie zdołasz.”

Sympatycznie bawiłam się przy książce, pozwoliła zresetować się po ciężkim tygodniu, złapać dystans do codziennych problemów, wejść w rozbrajający świat szalonej prywatnej pani detektyw. Nie da się ukryć, że kluczowa postać serii wyśmienicie dopracowana, osobowość wymykała się wszelkim standardom, dociekliwość nie miała sobie równych, a determinacja w wyjaśnianiu prawdy nieprzeciętna. Sprawy, za które się brała, zlecenia, do których nie zawsze była przekonana, ludzie, którzy wywierali presję, albo którymi się otaczała, to wieloelementowa różnorodna mieszanka. Ileż trzeba się było napracować, aby nadążyć za byłą bibliotekarką aktywnie obracającą się w świecie policji i półświatka. Temperament, spryt i ryzyko jakich mało.

Matylda Dominiczak wykazywała się wyjątkowym darem wplątywania się w afery o podłożu kryminalnym, wzmacnianym przez jej nieposkromione gadulstwo. Zaginięcie czterech kobiet, wizja wolnej posady w mafijnym porządku, źle zapowiadające się porwanie, to tylko ułamek tego, w co wpakowała się kobieta. Powieść buzowała od atrakcyjnie rozpisanego humoru, obecnego zarówno w krótkich i treściwych opisach, jak i często rozbudowanych dialogach. Śledząc jedną scenę nie można było przewidzieć, co wyskoczy w kolejnej, jaki przybierze charakter i czym się skończy. W pewnych obszarach powieści entuzjazm do poznawania słabł, efekt spowodowany lekkim znużeniem powtarzalności kontekstu sytuacyjnego. Wcześniej poznałam „Diabli nadali” i „Były sobie świnki trzy” Olgi Rudnickiej, później jakoś minęłam się z jej twórczością, ale widzę, że powinnam do niej wrócić w szerszym wymiarze, a już z pewnością zapoznać się z poprzednimi tomami serii, gdyż było zabawnie, rozrywkowo, dowcipnie, na pół serio, a przy tym intrygująco, oryginalnie, barwnie, z komediowym kryminalnym pazurem i komicznymi bohaterami.

4/6 – warto przeczytać
komedia kryminalna, 304 strony, premiera 26.09.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 7 września 2023

BIAŁE KŁAMSTWA

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 3

„Ich pojedynek był idealnym przygotowaniem do wielkiego finału, który wkrótce miał się rozegrać.”

W tym tomie odnajdywałam się z trudnością, za dużo niekonsekwencji i dalekiego odchodzenia od realizmu. Lubię kryminalną fantastykę, niekiedy nawet upraszczanie okoliczności w tle, jednak tego było za dużo. Zbytnie naciąganie materiału intrygi, aby spasowała się do konkretnych sytuacji, nie wyszło na dobre wiarygodności fabuły. Natomiast Piotr Borlik poradził sobie z logicznym powiązaniem przyczyn i skutków, przeszłości i teraźniejszości. Ciekawie odkrywałam mroczną przeszłość komisarz Agaty Stec, chociaż duże kroki stawiał pisarz w narracji dochodzenia do prawdy. Miałam poczucie, że coś mnie omijało, z jednej strony spora szczegółowość narracji, z drugiej nagły skok, a jako czytelnik chciałam nacieszyć się doprowadzaniem do kulminacyjnych momentów. 

Zawiodłam się na psychologicznej oprawie Artura, a szkoda, był mega potencjał wyciśnięcia czegoś więcej z zawodowego życia postaci. Tak jak główna bohaterka zyskała na osobowości, tak jej brat znacznie stracił na psychologicznej atrakcyjności w porównaniu z poprzednimi tomami. Wyjaśnienie, dlaczego tak a nie inaczej postępował, okazało się zbyt proste i słabo uzasadnione. Nie dowiedziałam się, co właściwie mężczyzna chciał osiągnąć doprowadzając do dramatycznego incydentu w ostatniej konfrontacyjnej scenie powieści. Urozmaicenia dostarczały postaci z drugiego rzędu, pojawiały się i znikały, barwnie zaznaczyły udział w przebiegu akcji. Przyznam, że „Białe kłamstwa” przeczytałam niejako z rozpędu nadanego przez poprzednie odsłony serii. Nie była to przygoda mocno trzymająca w napięciu i wciągająca czytelnika w grę snucia domysłów. Cechowała się lekką narracją i bardziej sensacyjnym niż kryminalnym klimatem. Zerknij również na wrażenia po zapoznaniu się z poprzednikami historii o Agacie Stec i Arturze Kamińskim ("Baltica", "Boska proporcja", "Materiał ludzki"), oraz książkami "Incydent" i "Zapłacz dla mnie".

3/6 - warto przeczytać
kryminał, 444 strony, premiera 10.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

sobota, 2 września 2023

MATERIAŁ LUDZKI

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 2

„Na zawsze już pozostaniesz zwierzyną w krainie drapieżników.”

Książka oparta na intrygującej fabule, jednak wolałabym więcej niewiadomych i fałszywych tropów. Przyjemnie się czyta, ale kryminałowi brakuje napięcia i dreszczyku emocji. Tym niemniej ciekawie zaprezentowany scenariusz zdarzeń, atrakcyjne opisy scen, harmonijnie zrównoważona makabra. Niezbyt skomplikowane zagadki detektywistyczne, jednak ujmują specyficzną atmosferą osobliwego kaszubskiego miasteczka, zaś psychologiczne aspekty udanie ubarwiają historię. Plusem są atrakcyjne pomysły na postaci, chociaż niekiedy brakuje spójności w postawach. Kluczowa bohaterka wciąż działa pod wpływem impulsu, cechuje się mocno rozbudowaną intuicją, ale dość niskim poziomem kojarzenia faktów, a przy tym zbyt chętnie rozdawanym zaufaniem i potocznie mówiąc długim językiem. Natomiast jej brat skrywa wiele sekretów, obraca się wokół dobra i zła. Naprawdę zadziwia, że Agata tak mocno liczy się z obecnością tego mężczyzny w swoim życiu. Zgrzytają drobne niekonsekwencje w opisie zdarzeń czy zachowaniu bohaterów, brakuje realizmu, zwłaszcza podczas porwania, pożaru i przesłuchań. Psuje to przekonujący odbiór podwalin i następstw zdarzeń, ale przy przymkniętym oku nie burzy płynnego odbioru powieści.

Porwanie komisarz Agaty Stec kończy się śmiercią sprawcy i odkryciem koszmarnego miejsca zbrodni. Cudem udaje się uratować jedną z ofiar, niestety dla drugiej kobiety pomoc przyszła za późno. Śledztwo zostaje szybko zamknięte, ponieważ wydaje się, że interpretacja dowodów jest wystarczająca, aby to zrobić. Jednak Agata wie, że nie tak powinno się wszystko odbywać. W ramach urlopu przyjeżdża do Czarnowa i rozpoczyna prywatne śledztwo. Zaskakuje ją mnogość sekretów skrywanych przez mieszkańców wsi, oraz problemów, z jakimi musi się zmierzyć. Wita lawina kłamstw, matactw i manipulacji. Początkowo wydaje się, że szef policji w Czarnowie nie do końca jest sobą, ale to mylne wrażenie. Autor konsekwencje trzyma się wytycznych osobowości postaci i zachowań w określonych okolicznościach. Z kolei potencjał drzemiący w Jacku Biernacie nie zostaje w pełni wykorzystany dla uatrakcyjnienia opowieści. Czy Stec wychodzi obronną ręką i dociera do prawdy? Zerknij na inne powieści Piotra Borlika przedstawione na Bookendorfinie („Zapłacz dla mnie”, „Incydent”, z tej serii "Baltica", „Boska proporcja”).

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał, 448 stron, premiera 10.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 31 sierpnia 2023

BALTICA

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 0.5

„Wzdrygnęła się, gdy nieznajomy ruszył biegiem w jej stronę. Nie miala szans, by mu uciec.”

Przyjemnie spędziłam czas z „Zapłacz dla mnie” i „Boską proporcją, Incydent” nie przyniósł oczekiwanych silnych emocji, ale „Baltica” ponownie wróciła na tor intrygującej przygody czytelniczej. Kapitalny pomysł na fabułę, proponuję szybko mu się poddać, wówczas większa przyjemność czytania. Przez całą powieść czułam się skołowana, nie wiedziałam, dokąd wszystko zmierza, jaki przyjmie kierunek, jak zabrać się za tłumaczenie pokładowych incydentów, jaki znaleźć sposób na interpretowanie tożsamości postaci. A to wciągało, wymagało poddawania w wątpliwość nie tylko zachowań bohaterów, ale również zmieniających się nieustannie okoliczności. W pewnym momencie poczułam się znużona powtarzającym się schematem, ale trzeba podkreślić, że pod różnymi odbiciami pasażerów promu Piotr Borlik wyczuł, kiedy czytelnik zapragnie czegoś innego, głębszej fali, na którą można go wrzucić. 

Nie tyle liczyła się walka o życie, co długi cień mrocznej osobowości, dziwnych wspomnień, przerażających wizji. Dodatkowym plusem okazało się to, że wchodzenie w głowę postaci, dotykanie najbardziej intymnych myśli, niosło w sobie nieokreśloność elementów szyfru i fragmentaryczność kryminalnej zagadki. Niczego nie można było być pewnym, morskie tonie duszy ze spienionymi kipielami kontrastowych doznań nakręcały ciekawość i domysły. Spodobało mi się zakończenie, atrakcyjnie poprowadzone, zaskakujący wydźwięk, zgrabne połączenie wszystkich nici misternie utkanej fabuły. Nie powinniście wahać się, czy wypłynąć z portu Gdyni w rejs do Szwecji, być świadkiem osobliwego scenariusza zdarzeń na statku, może nawet poczuć lekki chwyt choroby morskiej powiązanej z wymykającej się zaszufladkowaniu natury człowieka. Dajcie się wirowi emocji bazujących na pętli morderczego koszmaru i ciągu zmarnowanych szans, nierealność miała solidne uzasadnienie, łatwo zatem trafiała w sugestie podsuwane wyobraźni.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał psychologiczny, 340 stron, premiera 17.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószynski i S-ka.

środa, 23 sierpnia 2023

BOSKA PROPORCJA

PIOTR BORLIK

AGATA STEC I ARTUR KAMIŃSKI tom 1

"Spojrzałbym na czterolistną koniczynę jak na aberrację."

Trafione i zajmujące spotkanie z książką, zwłaszcza ze względu na ciekawie zaplecioną intrygę kryminalną, wyrazistych i przekonujących bohaterów, a także wartki, płynny i przekonujący styl narracji. Podobała mi się niejednoznaczność przeszywająca zagadki detektywistyczne, nie tylko zajmujące dociekanie, kto kryje się za zbrodnią, ale również szkatułkowa konstrukcja wątków i mnóstwo materiału do dokonywania interpretacji. Autor umiejętnie wodzi czytelnika za nos, stawia frapujące wyzwania, nie pozwala we wpadanie w rutynę spekulacji, podsuwa idee do głębszych analiz. Odpowiada mi sięganie po mocne instrumenty oddziałujące na wyobraźnię odbiorcy, jest krwisto, mrocznie i zatrważająco, niekiedy na granicy odrazy, zwłaszcza kiedy wbijamy się w opisy zbrodni. Trudno wchodzi się w zwyrodniałe umysły oprawców, ale łapiemy się na tym, że to właśnie one stają się bodźcem do inscenizacji miejsca zbrodni. Głowienie się nad wspólnym mianownikiem zabójstw sprawia sporo satysfakcji, i choć po drodze, prowadzeni piórem autora, wpadamy na odpowiedni trop, to jednak do końca trzymani jesteśmy w niepewności przyczyn, motywów i pobudek. Pierwszy tom, zatem kilka aspektów wciąż czeka na wyjaśnienie i rozszerzenie, interesująco będzie się za nie zabrać, poznać kolejne odsłony trylogii.

Agata Stec, komisarz gdańskiej policji, została interesująco sportretowana, pełna sprzeczności osobowość, z tendencjami do autodestrukcji, ale też niezwykle ambitna osóbka. Rozwiązanie makabrycznej zbrodni młodej dziewczyny, której ciało odnaleziono w remontowanej palmiarni, tylko pozornie wydaje się proste i łatwe, z każdą nowo zdobytą informacją sprawa komplikuje się, dochodzą intrygujące aspekty i znaki zapytania. Nieco mentorskiej pomocy, w zakresie sposobu myślenia sprawcy, udziela Agacie brat, Artur Kamiński, psycholog znany z książek, gazet i telewizji, jakże różniący się od siostry charakterem i podejściem do życia. Przygotujcie się na dynamiczne rytmy, wiele się dzieje, potrafi być zaskakująco. Przekonajcie się, na które aberracje w psychice mordercy trzeba spojrzeć, jakie odchylenia wyłapać w jego odrażającej działalności, które przesłania wychwycić? Sporo jest też o przyrządzaniu i smakowaniu potraw, to taki lekki koloryt powieści, jak ktoś lubi takie urozmaicające wtrącenia, to spojrzy na nie miłym okiem. Udana przygoda, drobne skazy nie odbierają pozytywnego odbioru, warto zwrócić na nią uwagę.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał, 424 strony, premiera 10.08.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 19 marca 2023

INCYDENT

PIOTR BORLIK

„Wystarczyło jedno spojrzenie na siedzącego przy oknie mężczyznę, by wiedział, z kim ma do czynienia.”

Dałam się wciągnąć dwóm powieściom autora („Zapłacz dla mnie” i „Boska proporcja”), przyjemnie spędziłam z nimi czas, zatem nie wahałam się sięgnąć po kolejną przygodę czytelniczą w wykonaniu Piotra Borlika. „Incydent” ciekawie wypełnił wieczór, niestety nie przyniósł oczekiwanych silnych emocji. Narracja gładko wiodła po sensacyjnych zdarzeniach i kryminalnych motywach, fabuła wykazała się zgrabną konstrukcją, paleta postaci zręcznie uwzględniała różnorodność. Wyczuwało się, że autor ma już na koncie sporo książek. Jednak w tej zabrakło napięcia. Nie mogłam zaprzeczyć, że wiele się działo, incydenty dynamicznie i proporcjonalnie następowały po sobie, ale nie doczekałam się oddziałujących na wyobraźnię scen. Miałam wrażenie spójności i klarowności, co jak najbardziej doceniałam, lecz liczyłam na większe pogłębienie otoczki rozwijanych wątków i portretu kluczowej postaci.

Natalia Kruger jako zastępca prokuratora imponowała determinacją w dochodzeniu do prawdy, nieugiętością wobec perfidnych kłamstw, odwagą w ujawnianiu biznesowych i politycznych brudów. Co prawda, potrzebowała wstrząsającego impulsu, aby wyjść z zawodowego marazmu, wspomnień z osobistej tragedii, i poczuć zew odkrywcy faktów, ale wciąż krążyły wokół niej niepewność własnych sił i możliwości stawiania solidnych kroków w prowadzonym śledztwie. Podejmowane przez nią aktywności nie zawsze brzmiały przekonująco, brakowało realnego podejścia, wadziło bezkrytyczne podążanie za ideałami. Tym niemniej, wsłuchanie się w głos intuicji i sumienia pozwoliło gromadzić odwagę, by zajrzeć w przepaść zwyrodniałych relacji.

Najbardziej podobały mi się fragmenty, w których dochodziły do głosu bezwzględność w osiąganiu przestępczych celów i gotowość do chwytania się za ostateczne rozwiązania. Natomiast docieranie do świadków, sposób przepytywania, nie w pełni wykorzystywały pojawiające się okazje do frapującego rozwinięcia. Początkowo najeżyłam się na uwzględnienie aspektów związanych z polsko-ukraińskimi relacjami, pokłosiem wojennej imigracji, przyjęciem uchodźców przez polskie społeczeństwo, przypuszczałam, że zostaną trywialnie wmieszane w fabułę, ale myliłam się. Borlik znakomicie sobie z tym poradził, co więcej, uczynił mocnym atutem powieści. Udał się też zaskakujący efekt suwania przycisku między przeszłością a teraźniejszością.

Czterdzieści pięć osób ginie w pociągu w wyniku terrorystycznej akcji wykorzystującej silnie toksyczny gaz. Kiedy na miejsce zdarzenia przybyła Kruger, szybko zaczęła wychwytywać drobne nieścisłości, podejrzane manewry, delikatne naciski, budowane zapory przed prawdą. Oficjalnie śledztwo płynnie i sprawnie podawało wyjaśnienia, ale kilka elementów podpowiadało Natalii, że powinna bliżej przyjrzeć się okolicznościom. Kobieta włączyła się do niebezpiecznej rozgrywki, w której nie obowiązywały żadne reguły, ludzkie życie niewiele znaczyło, przyjaciel stawał się wrogiem, poczucie władzy gubiło, obligowała ścisła kontrola przepływu informacji, z cienia wychylały łby koszmarne kreatury. Finalna odsłona nie przebiegła po mojej myśli, chciałam, aby autor bardziej przycisnął główną bohaterkę, wprowadził w intensywniejszą strefę mroku.

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, 392 strony, premiera 19.01.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.

środa, 31 sierpnia 2022

ŚMIERĆ W TRANSSYBERYJSKIM EKSPRESIE

C.J. FARRINGTON

OLGA PUSZKINA tom 1 

"Hipokryzja stanowiła stratę czasu dla wszystkich poza samymi hipokrytami."

Lekkim piórem napisany kryminał, sympatycznie spędzałam czas, zwłaszcza w ujęciu fabuły, pomysłu na zbrodnię, splotu zależności między bohaterami, czy mieszanki różnych incydentów. Dobry pazur do konstruowania napięcia, wiele elementów długo skutecznie skrywało tajemnice, czasami wywracało do góry nogami moją interpretację. Części domyślałam się, ale pewności nie miałam niemal do końca. Postaci ciekawie i atrakcyjnie skonstruowane, wiele odmienności, barwnych osobowości, ale też osobliwych nawyków i przyzwyczajeń. Polubiłam Olgę Puszkinę, specjalistkę transportu kolejowego, dróżniczkę, która marzyła o wydaniu książki, co więcej, zaczęła ją nawet pisać, chociaż z oporami. Inna rzecz, czego miała ona dotyczyć. Z uśmiechem czytałam jej książkowe wstawki, porady naznaczone życiem na kolei i szczególnym rosyjskim klimatem, gdzie wszystko wydawało się być postawionym na głowie. Przekonywał Wasilij Maruszkin, komendant policji w Nowosybirsku, oddelegowany do wyjaśnienia sprawy śmierci w transsyberyjskim ekspresie, naznaczony rodzinną tragedią, z którą mimo upływu lat wciąż nie potrafi sobie poradzić. 

Rozłazne to mała wieś w obwodzie kemerowskim. W zasadzie gdyby nie tory kolejowe i rzadko przejeżdżające pociągi, głównie towarowe, mieszkańcy zapadliby w syberyjski zimowy sen. Marazm w codzienności, patologia w rodzinach, polityczne przepychanki. Nagle trup wyrzucony z pociągu, dokładnie w środku wsi. Zaczęło się zamieszanie w dochodzeniu, prowadzonym oficjalnie i na własną rękę, przykrywającym koszmarny incydent i starającym się dotrzeć do dowodów, bo o świadkach można było tylko pomarzyć. Sporo humoru dobrze wplecionego w narrację, wiele zabawnych scen, nietuzinkowe zachowania bohaterów, oraz trudny do namierzenia morderca. Kiedy poznałam już tożsamość sprawcy i ustaliłam przesłanki nim kierujące, stwierdziłam, że w rosyjskiej mentalności taka sytuacja ma duży stopień prawdopodobieństwa zaistnienia. Kto wie, czy faktycznie nie miała już miejsca, i to wielokrotnie. Książka zapewniła mocną dobrą zabawę, nie stawiała wygórowanych oczekiwań, gdyż nastawiona była na poprawienie nastroju po ciężkim dniu pracy, złapanie pozytywnych wibracji i serdecznego uśmiechu. Zgrabnie skomponowana i zaprezentowana. Krzywe zwierciadło miejsc, ludzi, zawodów, wygórowanych ambicji i ciemnych sprawek, a nawet putinowskich rządów. Głęboka wschodnia mentalność jeszcze długo się nie zmieni.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał, 342 strony, premiera 10.03.2022 (2021), tłumaczenie Teresa Komłosz
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

sobota, 29 stycznia 2022

MISERY

STEPHEN KING

"Kiedy wejrzysz w otchłań, otchłań wejrzy również w głąb ciebie." Friedrich Nietzsche

Uwielbiam twórczość Stephena Kinga, co więcej, nie wyrzekam się tego, nie wstydzę, za nic nie chcę zmienić. Każdej jego nowej książki wyczekuję niczym nastolatka autografu popowego idola, a kiedy dłuży mi się wyglądanie na premierę nowej przygody, sięgam po stare dobre przeboje czytelnicze. "Misery" do nich należy, nie ma znaczenia, że czytałam ją trzydzieści lat temu, zaraz po obronie pracy magisterskiej, wciąż pamiętam, jak dłużyły się ostatnie dni zanim mogłam po nią sięgnąć i nasycić się zatrważającą historią. 

Teraz, w ramach odświeżania wspomnień z kingowskich powieści, z ogromną przyjemnością do niej wracam. Natychmiast nachodzi mnie refleksja, poczucie żalu, że więcej współczesnych książek nie jest pisana w tym stylu, w wyjątkowo udanym klimacie niepewności, jednocześnie sugestywności i bezpośredniości, z poczuciem, że autora stać na to, aby zrobić dosłownie wszystko z bohaterem, wystawić go na ból i cierpienie, także wewnętrzne rozterki i rachunki sumienia. Psychologiczna oprawa wytworzona ze znawstwem ludzkiej natury, obsesyjnym i tyranizującym odcieniem, zawiedzeniem i próbą naprawy tego, co nie po myśli, nawet kosztem wyrzeczenia się siebie samego. Narracja stawia czytelnika w pierwszej osobie, kształtuje poprzez punkt widzenia głównego bohatera, osadzona na lęku i przerażeniu, walce o przetrwanie w świecie obciążonym chorobą psychiczną wybawczyni z wypadku samochodowego. Horror czystej krwi, fantastycznie rozłożone napięcie, zgroza w kulminacyjnych momentach, straty w imię przeżycia. 

Rewelacyjnie śledzi się scenariusz zdarzeń dla fabuły. Wciągają również rozważania o blaskach i cieniach pisarstwa, adoracji fanów, oczekiwań czytelników, przesycenia postacią, która przynosi pieniądze i sławę. Ileż razy można odwoływać się do przygód tego samego bohatera, zanim straci się ostatecznie do niego sympatię, poczucie smaku zabawy w układanie losów, nić porozumienia z osobowością i doświadczeniami? Jak różnie odbierana jest ostateczna odsłona serii, czy spotyka się z akceptacją? Dlaczego uznanie wcale nie musi łączyć się z wolnością, a niekiedy staje się przekleństwem? Ile trzeba mieć sprytu, aby oszukać los wyręczający się szaleńcem? Cieszę się, że zdecydowałam się jeszcze raz przeżyć "Misery", bogatsza w znajomość innych książek mistrza horroru, podeszłam do niej z oczekiwaniami nie tylko rozrywki z dreszczykiem, ale również okazją do prześledzenia stylu autora, charakterystycznej szczególnej drobiazgowości w opisach, dzięki którym mam wrażenie, że historia wkracza niemal do realności, przenika emocjami i wyczekiwaniem, co będzie dalej, w jaki mrok jeszcze wprowadzi. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Kinga, które dopadłam w księgarni TaniaKsiążka.pl: "Mroczna połowa", "Gra Geralda", "Podpalaczka", "Łowca snów" i "Miasteczko Salem".

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror, 368 stron, premiera 30.11.2021 (1987), tłumaczenie Robert P. Lipski
Książkę "Misery" zgarnęłam z półki "bestsellery" w księgarni TaniaKsiążka.pl

Ponadto na Bookendorfinie: "Regulatorzy", "Desperacja", "Billy Summers", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", "Charlie Ciuch-Ciuch", oraz "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego.

piątek, 28 stycznia 2022

MIASTECZKO SALEM

STEPHEN KING

"Nawet w pełnym blasku życia zawsze towarzyszy nam cień śmierci."

Zwłaszcza pierwsze książki Stephena Kinga mają niezwykłą moc oddziaływania na wyobraźnię czytelnika, w fascynującym stylu angażują w obserwację osobliwych losów bohaterów, zapraszają do świata nierealnych zjawisk bazujących na zwykłej codzienności. Trzymanie wysokiego poziomu dokładnego opisywania tego, co przeciętni ludzie robią dzień po dniu, zaglądanie do domów i myśli, a następnie konfrontowanie tego z czymś zaskakującym, niepojętym i mrożącym krew w żyłach, staje się bogatą pożywką dla imaginacji. W "Miasteczku Salem" King czuje się wyjątkowo swobodnie, poznaje je na wskroś, nie zadowala się obrazkiem z pierwszego rzutu oka, ale wnika w najciemniejsze uliczki i zakamarki, dostrzega to, co ukryte przed widokiem pospiesznych przejezdnych.

Podoba mi się wychodzenie z aury monotonii i spokoju, lenistwa i wygody, trwożliwe spoglądanie na coś irracjonalnego i trudnego do uwierzenia, a potem uczestniczenie w walce o przetrwanie. Każdy z bohaterów otrzymuje wyrazisty i przekonujący rys osobowości, życiowych doświadczeń, wkładu w egzystencję miasteczka, oraz wymowne i konkretne scenariusze przeżyć. Nie wiadomo, komu i w jakich okolicznościach przyjdzie zmierzyć się z czystym złem, w jaki sposób to uczyni i z jakim efektem. Kolejno odpadające pionki z dziwacznej krwistej gry sieją niepokój. King zręcznie dostraja sinusoidę podgrzewania atmosfery, wprowadza ryzyko i strach, wzmacnia wrażenia, a po chwili spowalnia tempo, daje ułudę chwilowego spokoju i czas na zaczerpnięcie oddechu, potem funduje diaboliczną kulminację zdarzeń. W trzeciej objętościowo części książki fabuła wytraca impet sugestywnego niepokoju i zwraca się ku solidnym elementom horroru.

Salem, niewielkie prowincjonalne miasteczko, leżące w południowej części stanu Maine, zamieszkałe przez tysiąc trzystu dziewiętnastu mieszkańców. Jerusalem, jak nazywa je lokalna społeczność, wciąż cierpi po tragicznym pożarze sprzed ćwierć wieku. Naznaczył miejsca czarnymi spalonymi strefami i ludzi mentalnymi bliznami. Kiedy odwiedza je Benjamin Mears, pisarz cieszący się umiarkowanym uznaniem, aby poprzez nową powieść rozliczyć się z przeszłością, wkracza w początek czegoś, co wymyka się logicznemu rozumowaniu, uruchamia kaskadę hucznych plotek, doprowadza do gorących skandali, wydobywa na światło dzienne straszliwsze tajemnice, formułuje niewyjaśnione zagadki. Jaki sekret kryje się za zaginięciem dzieci? Czy zło, które ludzie czynią za życia, żyje jeszcze po ich śmierci? Jakie moce przeszłości mogą tkwić w starych domach górujących nad osadą? Dlaczego Salem wie wszystko o ciemności? Co pamięta z tego, co działo się w nocy? Czy budząc się powoli ze snu, wie, że właściwe jest już martwe? Wiele odniesień do "Draculi" Brama Stokera, ale nie kopiowania. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Stephena Kinga, które zgarnęłam z półek księgarni TaniaKsiążka.pl: "Łowca snów", "Mroczna połowa", "Gra Geralda" i "Podpalaczka".

5/6 - koniecznie przeczytaj
horror, 526 stron, premiera 09.12.2021 (1975), tłumaczenie Arkadiusz Nakoniecznik
Książkę "Miasteczko Salem" zgarnęłam z półki "bestsellery" w księgarni TaniaKsiążka.pl

Ponadto na Bookendorfinie: "Regulatorzy", "Desperacja", "Billy Summers", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", "Charlie Ciuch-Ciuch", oraz "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego.

czwartek, 23 września 2021

BILLY SUMMERS

STEPHEN KING

"Kto czyni zło, musi za to zapłacić. A cena powinna być wysoka."

Podobało mi się. Nawet w sensacyjnym wydaniu King nie zapomniał o frapującym nakreśleniu doświadczeń i osobowości bohaterów. Przyjemnie pomykałam po stronach powieści. Klimat scenariusza zdarzeń zmieniał się w zależności od przyjętej perspektywy. Wiele działo się zarówno od strony incydentów, chociaż spodziewanych odwołań do thrillera mniej niż mistrz przyzwyczaił, jak i wglądu w ludzkie życia, z jednej strony zwyczajne, z drugiej balansujące na krawędzi nietuzinkowości. Ciekawe przeplatanie się zła z dobrem, wzajemne wywieranie wpływu, przeciąganie liny etyki losu i etosu zawodu.

Autor fantastycznie oddał emocje, wątpliwości i sprzeczności targające pierwszoplanowymi i drugoplanowymi postaciami. Poprzez drobiazgowe opisy ujęć wytworzył aurę sprzyjającą chęci bliższego poznania i wczuwania się w działania. Patrzyłam przez pryzmat nieuchronności wejścia w mroczne sfery, ale też podświadomych chęci wyjścia z nich. Kontrastowe zestawienie Billiego, fenomenalnego strzelca, płatnego zabójcy, przyjmującego zlecenia tylko na złych ludzi, oraz Alice, młodej kobiety naznaczonej traumą brutalnego gwałtu, szukającej sposobu na życie, kształtującej własną tożsamość, próbującej wyrwać się z krępujących węzłów rodzinnych, zostało atrakcyjnie i przekonująco przedstawione. Interesująco było obserwować, jak wielki wpływ na siebie miała dwójka ludzi, których połączył przypadek, co mogli sobie zaoferować. 

Właśnie psychologiczny aspekt fabuły wydał mi się najbardziej przyciągający. King zręcznie obudował go formą sensacji, chociaż nie miała silnych nut akcji, dopiero pod koniec mocno rozkręciła się. Niektóre zdarzenia wybiegały ponad realność, inne miały być silnym akcentem, ale okazały się typowym zagraniem. Mimo wszystko autor stworzył komfortowe warunki do mocnej rozrywki czytelniczej. Co ciekawe, także warstwa pisanej przez Billiego Summersa książki o własnym życiu, w tym udziału w faludżkich wojennych akcjach, pociągała różnie wybrzmiewającą melodią, skłaniającą do refleksji o uzasadnieniu, przebiegu militarnych amerykańskich interwencji podczas rzekomej stabilizacji Iraku. A przy okazji politycznych odniesień, King nie byłby sobą, gdyby nie wbił kilka szpil Donaldowi Trumpowi, tak w ramach obserwacji współczesnej Ameryki.

Billy Summers, czterdziestoczteroletni mężczyzna, dysponujący różnymi tożsamościami, udający ociężałego umysłowo zwykłego likwidatora, przyjmuje zlecenie na eliminację innego płatnego zabójcy. I chociaż intuicja od początku mu podpowiada, że nie wszystko układa się tak, jak powinno, nie każdemu można ufać, to kontynuuje realizację zlecenia. Kiedy dochodzi do kulminacyjnego punktu z całą mocą uderza zdrada, manipulacja i zemsta. Czy wola wykonania ostatniego morderstwa i cichego wycofania się z zabójczej branży ma szansę powodzenia? W jakim stopniu można ufać innym, a co jeszcze bardziej intrygujące, samemu sobie? Czy tak to jest, że ratując komuś życie jest się za niego odpowiedzialnym? 

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Kinga: "Podpalaczka", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", dla najmłodszych "Charlie Ciuch-Ciuch", natomiast "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego to gratka dla miłośników twórczości pisarza.

5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja, 604 strony, premiera 03.08.2021, tłumaczenie Tomasz Wilusz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 31 sierpnia 2021

CICHE WODY

P.K. ADAMS

ZBRODNIE NA DWORZE JAGIELLONÓW tom 1

"Niektórzy posuwają się naprawdę daleko,
by ukryć swoje drugie życie."


Ciekawy pomysł na osadzenie powieści kryminalnej w czasach Bony i Zygmunta. Nie tylko wciągnięcie się w zagadkę detektywistyczną, ale również w klimat Krakowa z początku szesnastego wieku, a dokładniej tysiąc pięćset dziewiętnastego i dwudziestego roku. Patrycja Podrazik, pseudonim P.K. Adams, średnio poradziła sobie z historycznymi realiami, choć sporo z nich wplotła w fabułę, koloryzując wymyślonymi postaciami, odwołując się do architektury miasta, wyposażenia królewskich sal, ubioru, jedzenia i zwyczajów. Zachowania głównej bohaterki kojarzyły mi się ze współczesnością, znacząco wybiegały poza obowiązującą szesnastowieczną dworką etykietę, w zachowaniu i w dialogach. 

Hrabina Caterina Sanseverino pełniła funkcję głównej damy dworu królowej Bony Sforzy. Właśnie dzięki spisanym przez nią wspomnieniom dowiadywałam się o wypadkach, jakie miały miejsce na dworze królewskim w Krakowie. Trzeba przyznać, że działo się tam wiele. Podstępy i intrygi były na porządku dziennym i nocnym, plotki i oskarżenia pełniły strategiczną rolę, zaś szpiegowanie i donosicielstwo stały się chlebem powszednim. Można było odnieść wrażenie, że prawda kryjąca się za morderstwami dokonywanymi na dworze interesowała zaledwie garstkę osób. Pozostali nastawieni byli na ich wykorzystanie i przetrwanie w politycznej walce o władzę. Najpierw w Boże Narodzenie odnaleziono zasztyletowane ciało młodego dworzanina, cieszył się sławą niewiernego uwodziciela i hultaja. W Sylwestra klątwa śmierci dopadła znaczącą funkcją postać na dworze. Morderstwa doskonale obmyślono, popełniono precyzyjnie, pozostawiono mizerne tropy. 

Niesatysfakcjonujące wygodne wyjaśnienia, wysuwane przez odpowiedzialnych za dochodzenie, skłaniają Caterinę do prowadzenia śledztwa na własną rękę, zadawania licznych pytań szukania odpowiedzi. W ustalaniu tożsamości mordercy mogła liczyć jedynie na drobną pomoc młodszego sekretarza króla. Presja czasu rosła, w święto Trzech Króli mogła zdarzyć się kolejna tragedia. Niestety, szybko wpadłam na to, kto stoi za zabójstwami, stwarzane przez sprawcę pozory nie zmyliły mnie, nie udało się odwrócić mojej uwagi od czarnego charakteru, co popsuło intrygujące dociekanie. Ale czy głównej damie dworu uda się wyjaśnić zagadkę kryminalną? Jaka mogła być w tym wszystkim rola półtajnego stowarzyszenia? Nie zabrakło lekkiego wątku romantycznego i akcentów sensacji, za to brakło pogłębionych portretów kluczowych postaci i realniejszego zakończenia. Liczę, że kolejny tom okaże się bardziej dopracowany, mimo wszystko po niego sięgnę, bo z takimi historycznymi kryminałami rzadko mam okazję spotkać się. Powieść może sprawdzić się na lekkie niezobowiązujące wakacyjne czytanie. Może lepiej ją odbierzecie.

3.5/6 - w wolnym czasie
kryminał historyczny, 302 strony, premiera 18.05.2021 (2019), tłumaczenie Alina Siewior-Kuś
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

wtorek, 10 sierpnia 2021

DOBRA SIOSTRA

[PREMIEROWO]

SALLY HEPWORTH

"Większości ludzi wydaje się, że to ja całe życie chroniłam Fern. Tymczasem prawda jest taka, że w sobie tylko właściwy sposób to ona zawsze była moim obrońcą."

Relacje między rodzeństwem należą do najbardziej skomplikowanych więzi rodzinnych. Dwustronne oblicze, mieszanie się miłości z nienawiścią, stawanie w obronie przed innymi i dopiekanie sobie wzajemnie, różnie się rozkładają, mają wiele cech wspólnych, ale też wykazują unikalność. Na wszystko nakładają się typy osobowości, doświadczenia w kontaktach z rodzicami, wpływ środowiska. Mam brata, wiem, że jak będzie potrzeba wskoczę za nim w ogień, chociaż czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji. Mimo wszystko, bardzo nam na sobie zależy. Obserwuję własne dzieci i widzę, że wciągu kilku minut potrafią przejść z jednego ekstremum uczuć do drugiego. Sally Hepworth doskonale uchwyciła niuanse wpływające na siostrzaną więź. Głos narracji oddaje naprzemiennie dwóm siostrom, na wszystko, co się działo i co się dzieje, patrzymy z dwóch ujęć. Autorka każdej z bliźniaczek powierzyła określoną rolę w związku, przyjaznym i ciepłym, a zarazem trudnym i wymagającym.

Mając wgląd w pamiętnik obserwujemy zmagania Rose z zapewnieniem sobie i siostrze namiastki rodzinny. Dwudziestosiedmiolatki praktycznie nie znały ojca, zaś więzi z matką wystawione były na bolesną próbę przetrwania. Rose przeżywa kryzys w małżeństwie, doskwiera brak potomstwa, natomiast Fern, z powodu nadwrażliwości na zewnętrzne bodźce, funkcjonuje w zamkniętej bańce społecznej i ścisłej rutynie codzienności. Pracuje w bibliotece i tam poznaje mężczyznę, z którym nawiązuje bliską znajomość. Wydaje się, że siostry są tak od siebie różne, że nic je nie łączy oprócz wspólnoty krwi, a jednak mroczne wydarzenie sprzed piętnastu lat, skrywana za długim cieniem milczenia tajemnica, ustawiła niejako ich życia, co więcej, wpływa na teraźniejszość. Fern pragnie pomóc Rose w zostaniu matką, decyduje się urodzić dla niej dziecko.

Szybko mknie się po stronach powieści, narracja płynna i przyjazna, dynamicznie rozkręca się, z rozdziału na rozdział pojawia się coraz więcej intryg. Zajmująco i atrakcyjnie, chętnie podążamy śladem przeszłości, docieramy do ukrywanej prawdy, dokonujemy bieżącej interpretacji postaw i zachowań sióstr. Podobało mi się mieszanie bieli z czernią, przechodzenie między tonami barw. Wydawałoby się zatem, że książkę wypełnia napięcie, intensywnie działające na wyobraźnię, lecz wkradła się przewidywalność. Pomysł na fabułę z potencjałem, nie oryginalnym, ale zawierającym ciekawe akcenty, niestety, nie w pełni wykorzystanym. Było dobrze zamiast bardzo dobrze. Nie nudziłam się przy książce, ale nie wywołała we mnie mocnych emocji. Za szybko domyśliłam się, jak potoczy się scenariusz zdarzeń. Mieszane odczucia, dlatego najlepiej sami przekonajcie się, jakie "Dobra siostra" zrobi wrażenie na was. Pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale nie ostatnie, frapujący pazur literacki jest, tylko wymaga lepszego naostrzenia.

4/6 - warto przeczytać
thriller, 396 stron, premiera 10.08.2021 (2020), tłumaczenie Magda Witkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

NA KOŃCU SCHODÓW

ALEKSANDRA KOWALSKA

"- Jakie jest twoje ostatnie wspomnienie sprzed wypadu?...
- Nie pamiętam nic sprzed wypadku."

Zakwalifikowałam powieść jako obyczajową i wystawiłam silną dobrą ocenę. Gdybym miała przyjąć, że to thriller zakończyłoby się oczkiem w dół w nocie. Jak na thriller, brakowało napięcia, jak na obyczajówkę, było go wystarczająco. Jakby nie patrzeć, to przemyślana i atrakcyjnie podana historia, szkoda tylko, że finał poszybował w romantycznym kierunku, bardziej pasowały mroczne odcienie, ale rozumiem zamysł i przesłanie autorki. Pierwsze spotkanie z twórczością Aleksandry Kowalskiej, ale nie ostatnie, przymierzę się do innych jej książek. 

Tym, co najbardziej ujęło mnie w powieści, to wyjątkowo trafnie oddane studium trudnej miłości, pomimo zachłanności i pragnienia posiadania na wyłączność, potrafiła usunąć się w cień, by pozwolić ukochanej osobie rozwinąć skrzydła. Kiedy walka o szczęście i spełnienie kierowała się w stronę zranienia i niezrozumienia, trzeba było wielkiej siły i odwagi, żeby wycofać się z marzeń i złudzeń. Autorka z bliska opisała emocje targające Nell, odpowiadało mi szczegółowe wnikanie w jej psychikę, myśli i postawę. Nie ze wszystkimi zachowaniami bohaterki zgadzałam się, ale to nie ja byłam w zagmatwanej sytuacji, zatem starałam się jak najlepiej zrozumieć i uszanować postępowanie kobiety. Z dnia na dzień, za sprawą samochodowego wypadku, po dwumiesięcznej śpiączce męża, Nell traci sporą część tego, co ją definiowało w dorosłym życiu, co wiązało się z mężem, wspólnymi planami i przeżyciami. Żyła z Gabrielem przed tragedią, a po niej zmuszona była skonfrontować się z Benem. Jako dziennikarka Nell natychmiast wyczuła kryjącą się za wszystkim tajemnicę. Dokładała wszelkich starań, aby podążyć za nią, wyjaśnić, co się pod nią kryło. Nie uciekała od ryzyka i komplikacji. Czasami trzeba w życiu zejść niżej tego, co się już osiągnęło, aby zrozumieć, jak ważnym jest świadome wchodzenie na wyższy poziom spełnienia. Ale czy w tym wypadku to faktycznie było najlepsze rozwiązanie? A może niepotrzebna wiedza stała się zbyt dużym ciężarem, od którego trudno było uwolnić się? Nie do końca zrozumiałam zasadność wtrąceń o pandemii, czy było to nawiązanie do niedawnej sytuacji na świecie, czy ubarwienie fabuły, w moim odczuciu niepotrzebne. Płynny i przyjazny styl narracji, pozwalał na duże wczucie się w scenariusz zdarzeń, sprawiał, że chętnie wciągałam się w opowieść.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura obyczajowa, 360 stron, premiera 11.05.2021
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 1 sierpnia 2021

POWRÓT ANNY

LISA SCOTTOLINE

"Czasami trzeba poszukać (skarbów w życiu). Czasami trzeba o nie walczyć. A czasami masz je u swoich stóp."

Kiedy widzę nową książkę Lisy Scottoline, natychmiast decyduję się po nią sięgnąć. Autorka ma wyjątkowy dar wyciskania z bohaterów i czytelników silnych emocji. Tak konstruuje ludzkie losy, że po brzegi wypełnia je skrajnymi uczuciami. Dotyka wrażliwych sfer, syndromów odrzucenia, doznanych krzywd, braku tożsamości, wyrzutów sumienia, a przy tym wprowadza bolesne nuty przeszłości i niepokojące wizje teraźniejszości. Gorzkie i słodkie smaki życia przeplatają się tworząc mieszankę potrafiącą wzruszyć i przejąć do głębi. W "Powrocie Anny" poznałam Maggie Ippolitti, do której zgłosiła się córka odebrana jej przed siedemnastoma laty przez zaborczego męża. Młoda matka cierpiała na ostrą formę psychozy poporodowej. Według partnera i lekarzy nie była w stanie sprawować opieki nad dzieckiem. Równolegle dowiedziałam się, że obecny mąż Maggie, Noah Alderman, pediatra alergolog, oskarżony został o zabójstwo z premedytacją i groziło mu dożywocie lub kara śmierci.

Autorka zgrabnie prowadziła dwie linie czasowe, zarówno teraźniejszości, jak i przeszłości nadała wsteczny bieg. Spodobał mi się ten manewr, podsycał niecierpliwość poznawania, intensyfikował napięcie, uatrakcyjniał poznawanie scenariusza zdarzeń. Stopniowo odkrywałam incydenty, które doprowadziły do dramatu rodzinnego, bezpośrednio wpłynęły na postaci, wywołały zamieszanie na dużą skalę. Sprawą natychmiast zainteresowały się media, nagłośniły i nadały status sensacji. Im więcej wiedziałam o bohaterach, tym bardziej zastanawiałam się, czy mogłam im zaufać, czym zaskoczą, z jakiej prawdziwej strony ukażą się. Przekonywał Alderman, ciekawie i wyraziście sportretowany, chętnie wsłuchiwałam się w to, co miał do powiedzenia, kibicowałam, aby sprawy przyjęły dla niego jak najkorzystniejszy obrót. Annę, jego pasierbicę, poznałam jedynie z daleka, szkoda, że nie miałam okazji wejść w jej myśli, tym bardziej, że postawa dziewczyny frapowała. 

Nie potrafiłam sympatyzować z Maggie, kumulacja irytujących cech, niedojrzałość emocjonalna, obsesja naprawienia przeszłości, znikoma kontrola własnych poczynań. Impulsywny charakter nie tłumaczył jej zachowań. Dla podtrzymania napięcia, zaciśnięcia intrygi, konieczna była zwichnięta charakterystyka bohaterki, ale Scottoline nieco przesadziła. Gdyby nie to, powieść otrzymałaby wyższą notę. Tym, którzy nie będą wysuwać zastrzeżeń do portretu Maggie, a koncentrować się na roli w historii, tytuł przypadnie do gustu. Dobrze się czyta. Zajmująco dotyka tematyki zaufania, przyjaźni i miłości. Pozostawia z ciepło przyjętą finalną odsłoną. Zerknij na wrażenia ze spotkań z innymi książkami Lisy Scottoline zaprezentowanymi na Bookendorfinie ("Czekam na ciebie", "Mów do mnie", "Kłamstwo doskonałe"), powieści warto uwzględnić w planach czytelniczych.

4/6 - warto przeczytać
thriller psychologiczny, 510 stron, premiera 06.04.2021 (2018), tłumaczenie Alina Siewior-Kuś
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl